30 września, 2015

Nie bójcie się!

Omawiając w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE  przykazania  Jezusa,  napotkaliśmy dziś przykazanie: Nie bójcie się! Bojaźń to lękanie się czegoś, obawa, niepokój.  Stan ten opisuje występujące 93 razy w Nowym Testamencie greckie słowo fobeo, które znaczy: zatrwożyć, być zdjętym strachem, być przerażonym, drżeć, obawiać  się, bać się kogoś, poważać kogoś.  Dobrze jest, gdy ogarnia nas bojaźń Boża, bo jest to pozytywny stan serca i umysłu. Pospolity lęk natomiast jest uczuciem negatywnym i szkodliwym.  Można wręcz powiedzieć, że zapoczątkowuje on w nas swego rodzaju mechanizm: Bo to, czego się bałem, nawiedziło mnie, a to, przed czym drżałem, przyszło na mnie [Jb 3,25].  Stąd przykazanie Jezusa: Nie bójcie się!

Zastanawiając się nad zastosowaniem tytułowego wezwania Jezusa nie sposób w pierwszej kolejności nie pomyśleć o ludzkich obawach o własne życie. Boimy się bólu, choroby i śmierci. Boimy się złych ludzi, którzy mogą nas okaleczyć i zabić. Znając ludzką naturę, Pan powiedział:  Powiadam zaś wam, przyjaciołom moim, nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie mają już nic do zrobienia. Ale wskażę wam, kogo się bać macie! Bójcie się tego, który, gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła. Zaiste, powiadam wam: Tego się bójcie! [Łk 12,4-5].

Ludzie bojący się śmierci z nietykalności cielesnej uczynili rzecz świętą. Przepisy prawa świadczą o swego rodzaju obsesji na tym tle. Diabłu udało się w ten sposób odwrócić uwagę człowieka od istoty sprawy, bo przecież nie o ciało należy zadbać przede wszystkim, a o duszę! Dusza ludzka zaś nie jest zagrożona tym, co stanie się z ciałem. Zabicie ciała jest granicą krzywdy, jaka mogą wyrządzić nam ludzie. Oprawcy potem nie mają już nic do zrobienia. Jeżeli narodziliśmy się na nowo z Ducha Świętego, to jesteśmy nieśmiertelni. Pan powiedział: Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki [Jn 11,25-26]. W naszym przypadku śmierć fizyczna jest nawet swego rodzaju uwolnieniem. Pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej [Flp 1,23] - wyznał apostoł Paweł.

Biblia mówi, że śmierć nie tylko nie jest żadną tragedią, ale że jest wręcz zyskiem. Dlaczego więc przykładamy aż tak wielką wagę do ciała? Dlaczego z przedłużania jego życia uczyniliśmy nadrzędną naszą troskę, skoro i tak - póki co - musimy umrzeć? Przecież ostatecznie  to zmartwychwstanie, a nie dłuższe życie jest zbawieniem ciała. Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa, który przemieni znikome ciało nasze w postać, podobną do uwielbionego ciała swego [Flp 3,20-21]. Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy [Obj 20,6].

Biblia wprowadza pojęcie drugiej śmierci, jako wiecznego potępienia bezbożnych [Zobacz: Obj 20,12-15]. Udziałem zaś bojaźliwych i niewierzących, i skalanych, i zabójców, i wszeteczników, i czarowników, i bałwochwalców, i wszystkich kłamców będzie jezioro płonące ogniem i siarką. To jest śmierć druga [Obj 21,8]. Stąd słowa Jezusa: Ale wskażę wam, kogo się bać macie! Bójcie się tego, który, gdy zabija, ma moc wrzucić do piekła. Zaiste, powiadam wam: Tego się bójcie! [Łk 12,5]. Kto ma moc wrzucić do piekła? Nie lękaj się, Jam jest pierwszy i ostatni, i żyjący. Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła [Obj 1,17-18]. Śmierć doczesnego ciała jest w gruncie rzeczy swego rodzaju snem. Łazarz, nasz przyjaciel, zasnął; ale idę zbudzić go ze snu [Jn 11,11] powiedział Jezus przed wskrzeszeniem Łazarza.

Dla większości ludzi obawa przed śmiercią fizyczną przysłoniła groźbę śmierci prawdziwej. Całość ludzkiego życia jest nakierowana na bezpieczeństwo ciała i dlatego diabeł może pociągać za sznurki, prowadząc ludzi na wieczne zatracenie. Syn Boży przyszedł i złożył samego Siebie w ofierze za nas aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli [Hbr 2,14-15]. Nie bójmy się zabicia ciała!

Po drugie, nie bójmy się, bo mamy wielką wartość w oczach Bożych. Większość ludzi nosi w sobie chęć bycia dla kogoś ważnym i potrzebnym. Nurtuje nas obawa, że któregoś dnia okażemy się bezwartościowi i niepotrzebni. Takie lęki trapią duszę starzejących się rodziców, współmałżonków, pracowników w dobie komputeryzacji itd. Ludzie są gotowi włożyć ogromny wysiłek w to, by nadal czuć się wartościowym i potrzebnym. Pracują nad kondycją fizyczną i wyglądem. Dokształcają się i przekwalifikują, bo chcą udowodnić swoją przydatność dla innych. A tymczasem Pan Jezus mówi: Nawet wszystkie włosy na głowie waszej są policzone. Nie bójcie się! Więcej znaczycie niż wiele wróbli. Powiadam wam: Każdy, kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i Syn Człowieczy wyzna przed aniołami Bożymi [Łk 12,7-8].

Mamy sposób na to, żeby nigdy nie utracić poczucia swej wartości!  Żyć w Chrystusie. Wyznawać Chrystusa przed światem. Odrzucenie ze strony ludzi - owszem - może nas w każdej chwili spotkać. Większość z obawą pyta: Co zrobię, gdy okażę się już bezwartościowy? Lękając się tego dwoi się i troi, żeby jak najdłużej utrzymać swą wartość. A Biblia mówi: Nie bój się, bo przez wiarę w Chrystusa zostałeś umiłowanym dzieckiem Bożym i tak pozostanie na wieki wieków!

Po trzecie, nie bójmy się, bo otrzymujemy Królestwo! Obawiamy się złego zainwestowania czasu, sił, pieniędzy itd. Co zyskam poświęcając kolejnych parę lat na naukę? Co naprawdę osiągnę wchodząc w spółkę i inwestując wszystkie moje oszczędności? Jaką mam perspektywę pozostając w dotychczasowej firmie? Nikt nie chce ponieść straty. W taki sposób myślenia wpisuje się również obawa przed poświęceniem się Panu Jezusowi. Oddając życie Jezusowi deklarujemy Mu nasze pełne posłuszeństwo. Czy nie jest to inwestycja zbyt daleko idąca? Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je[Mt 10,39] wyjaśnił Jezus. Pełne oddanie się Panu to najlepszy interes na ziemi, jaki tylko za życia człowiek może tu zrobić. Nie bój się, maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo [Łk 12,32]. Udział w Królestwie Bożym to jest to! Czyż jest jakaś wartość, która mogłaby okazać się ważniejsza? Nie bójmy się poświęcić całego życia Bogu. Nie obawiajmy się, że przez to możemy coś utracić. Kto wszystko postawi na tę jedną szalę pójścia za Jezusem, ten otrzyma Królestwo!

I po czwarte, nie bójmy się, lecz wierzmy Bogu!  Bywa, że po oddaniu się Panu popadamy czasem w rozterkę. Tak się na początku wszystko obiecująco zapowiadało. Zaczęliśmy postępować we wierze, a sprawy idą nie tak, jak się spodziewaliśmy. W takich chwilach może ogarnąć nas zwątpienie. Dobrze ilustruje to śmierć córki przełożonego synagogi w Kafarnaum. W trakcie, gdy wezwany Jezus już ruszył mu pomagać, okazało się, że jego córka umarła. Nadeszli domownicy przełożonego synagogi i donieśli: Córka twoja umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Ale Jezus, usłyszawszy, co mówili, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, tylko wierz! [Mk 5,35-36]. Potrzeba nam wiary wbrew faktom i okolicznościom. Choćby cały świat wokoło ciebie zaczynał się walić, nie bój się, tylko wierz! Chrystus Pan zawsze ma dla swoich dobre zakończenie sprawy. Wszystko jest możliwe dla wierzącego [Mk 9,23].

Zajrzyjmy na koniec do łodzi pełnej uczniów zmagających się z przeciwną falą na jeziorze Galilejskim. A o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, idąc po morzu. Uczniowie zaś, widząc go idącego po morzu, zatrwożyli się i mówili, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. [Mt 14,25-26].  Co na to Pan? Gdy tylko zobaczył strach w oczach swoich uczniów zaraz do nich powiedział: Ufajcie, Ja jestem, nie bójcie się!

Jako uczniowie Jezusa możemy być całkowicie wolni od lęku. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8], więc uważnie posłuchajmy, co On mówi i bądźmy Jego słowom posłuszni. Nie bójmy się tych, którzy zabijają ciało. Nie bójmy się, bo mamy wielką wartość w oczach Bożych. Nie bójmy się, bo otrzymujemy Królestwo. Nie bójmy się, lecz ufajmy Bogu.

Nie bójcie się! Pilnie przestrzegajmy tego przykazania Jezusa.

29 września, 2015

Czuwajcie!

Czuwajcie! Komu by się chciało!? Stróż nocny przeklina swój marny los i jak zbawienia wygląda świtu. Podminowana żona czuwa, żeby nie przegapić spóźnionego powrotu męża łajdaka i móc od razu mu wygarnąć. Czuwanie w takich przypadkach nie jest przyjemne. Co innego, gdy mowa o kimś lub o czymś upragnionym i kochanym. Chłopiec czuwający, aby nad ranem wstać i pojechać z tatą na ryby. Narzeczona wyczekująca przyjazdu ukochanego, aby jako pierwsza powitać go w drzwiach. Atmosfera takiego czuwania jest pełna ekscytacji i przyprawiona radością. Umiłowany Zbawiciel i Pan powiedział: To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! [Mk 13,37].

Chrystusowe wezwanie do czuwania jest w gruncie rzeczy zachętą do okazywania Mu miłości. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1Jn 5,3]. Pan godzien jest naszego respektu i całkowitego oddania. Przestrzeganie Jego przykazań to - z jednej strony - nasz święty obowiązek, a z drugiej – wielki zaszczyt i prawdziwa przyjemność. Czuwać trzeba nam co najmniej z kilku powodów.

1. Czuwajmy, aby przyjście Pana zastało nas na wyznaczonym nam stanowisku

Mamy skłonność do zaniedbywania swoich obowiązków, opuszczania stanowiska pracy, robienia sobie samowolnych przerw w pracy itd.  Podobnie bywa w sferze wiary w Boga. Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie. Jest to tak, jak u człowieka, który odjechał, zostawił dom swój, dał władzę sługom swoim, każdemu wyznaczył jego zadanie, a odźwiernemu nakazał, aby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy kur zapieje, czy rankiem. Aby gdy przyjdzie, nie zastał was śpiącymi [Mk 13,33-36]. Kto więc jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan postawił nad czeladzią swoją, aby im dawał pokarm o właściwej porze? Szczęśliwy ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Mt 24,45-46].

Każdy z nas ma w Kościele wyznaczone dla siebie zadanie. Pełnienie przypisanej nam roli w Ciele Chrystusowym nie jest kwestią tzw. dobrej woli. To nasza powinność. Jesteśmy zobowiązani stać na wyznaczonym stanowisku. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże [Rz 11,29]. Tak jak mojej ręce – dopóki wszystko działa normalnie - nie może się znudzić rola ręki, tak też nikt zaangażowany w życie zboru nie może sobie, ot tak, odejść ze służby i zająć się czymś innym. Oczywiście, każdy może zrobić po swojemu,  lecz czy można samowolnie przestać pełnić swoją rolę w Ciele Chrystusowym i nie ponieść  z tego tytułu żadnych konsekwencji? Już nawet w zwykłej firmie porzucenie  stanowiska pracy zazwyczaj kończy się dyscyplinarką. Skąd więc myśl, że w Kościele można podjąć się określonej służby, a potem ją w dowolnym momencie porzucić? Nic w życiu nie jest tak ważne, jak wytrwanie w naszym powołaniu aż do samego końca. Stąd wezwanie do czujności.

Pan powróci niespodziewanie. Koniecznie by się nam przydało, żeby zastał nas przy wiernym pełnieniu swych zadań. Jeżeli pracownik, pomimo fizycznej nieobecności szefa, pilnie pracuje trwając na swym stanowisku pracy, wówczas zbliżająca się pora powrotu chlebodawcy przynosi mu wręcz ulgę i pociechę.  Nie obawia się, bo jest na swoim miejscu. Podobnie jest z powrotem Jezusa Chrystusa.  Problem będą mieli ci, którym zabrakło czujności i porzucili lub zaniedbali służbę. Wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego [2Tm 4,8] chce się czuwać.

2. Czuwajmy, abyśmy nie stali się ociężałymi duchowo.

Domeną prawdziwych chrześcijan jest pełna dyspozycyjność. W dowolnym czasie, gdy tylko Duch Święty nas do czegoś pobudzi, natychmiast mamy być do tego gotowi . Ochotnie i z radością przyjmujemy każde nowe zadanie. Płomienni duchem Panu służcie [Rz 12,11]. Nie może tak być, że chrześcijanin  stracił tę pożądaną lotność i ociąga się z wykonaniem woli Bożej, że odkłada to na potem. Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc… [Łk 21,34-35]. Ociężałość oznacza niesprawność.  Stajemy się niezdolni  do ucieczki. Tracimy dyspozycyjność w służbie dla Pana. Jesteśmy niezdolni do szybkiego działania.

Jak można doprowadzić się do stanu ociężałości? Wystarczy, że naszym życiem zawładnie troska o byt doczesny. Skupieni na poprawianiu świata dookoła nas, na podnoszeniu poziomu życia, na zabezpieczaniu się przed niedostatkiem – nie jesteśmy już w stanie oderwać się od ziemi. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał [2Tm 2,4]. Chrześcijanin, jako żołnierz Jezusa Chrystusa, ma zawsze jedno na uwadze: Natychmiast wykonać rozkaz Pana! Nie mniejszym powodem ociężałości może się stać obżarstwo i opilstwo. Z przyjemnością obserwujemy na niebie klucze przelatujących gęsi. Czemu nasze domowe nie są w stanie tak polecieć? Bo codziennie się obżerają.  Nawet gdyby mogły, to im się latać po prostu nie chce.

Bądźmy czujni, aby nie doprowadzić się do takiego stanu, że stracimy zdolność do szybkiego reagowania na głos Ducha Świętego. Gdy otrzymujemy duchowy impuls do akcji, co w nas wygrywa? Lenistwo, brak czasu, obawa przed utratą komfortu lub uszczupleniem portfela, czy posłuszeństwo Słowu Bożemu?  Jeżeli wzywani do udziału w tym, co duchowe, zaczynamy szukać wymówek – znaczy, że popadamy w ociężałość. Jednocześnie, ilość rodzących się w nas powodów, że nie możemy się zaangażować , pokazuje poziom tej ociężałości. Czuwajmy!

3. Czuwajmy, aby nie popaść w pokuszenie.

Pokuszenie jest  poważnym zagrożeniem duchowym i może dopaść każdego. Odwołuje się bowiem do pragnień i pożądliwości ciała, a wszyscy w nim póki co przebywamy.  Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe [Mt 26,41]. Mdłe ciało próbuje usidlić ochotnego ducha. Duchem pragniemy być blisko Boga i robić to, co miłe w Jego oczach. Ciało walczy przeciwko duchowi i chce w nas dominować. Gdy szala przechyla się w stronę ciała, popadamy w stan pokuszenia. Ulegający mu chrześcijanie zostają wydani na pastwę niecnych zmysłów, aby czynili to, co nie przystoi [Rz 1,28].

Biblia uczy, że z każdego pokuszenia jest wyjście. Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść  [1Ko 10,13]. Dzięki temu objawieniu możemy być pewni zwycięstwa nad pokuszeniem. Przecież wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni [Ef 2,3]. Jezus Chrystus nas z tego wyzwolił. Trzeba nam czuwać i modlić się, aby znowu nie popaść w pokuszenie. Jak to robić?

Otaczająca nas przestrzeń dzieli się na strefy duchowo dla nas korzystne i na graniczące z nimi rewiry złego. Prowadzeni przez Ducha Świętego jesteśmy całkowicie bezpieczni, bowiem zasadniczo  przebywamy tam, gdzie możliwy jest nasz rozwój duchowy i owocna praca dla Pana. Jesteśmy wszakże świadomi bliskości pól silnego oddziaływania zła. Wystarczy chwila nieuwagi i już kusiciel przystępuje do działania. Kawkowanie z plotkarką. Luz firmowego wyjazdu integracyjnego. Bezcelowa przechadzka po mieście. Nocne błądzenie po kanałach telewizyjnych lub Internecie. Dyskretna zaduma nad kształtami żony swego bliźniego. Tak niewiele trzeba, aby diabłu udało się uchwycić jakiś przyczółek w naszym sercu.

Nakazaną przez Pana czujność okazujemy przede wszystkim przez to, że nie wchodzimy w pole silnego oddziaływania pokus. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Nawet gdy znajdziemy się wśród bardzo złych ludzi, poprzez otwarte świadectwo o Jezusie i wyraźne określenie naszego związku z Nim, czym prędzej tworzymy strefę duchowego bezpieczeństwa.  Bezwzględnie unikamy dwuznacznych sytuacji, spojrzeń i słów. Dlaczego? Ponieważ Pan powiedział: Czuwajcie!

4. Czuwajmy, aby we właściwym czasie wydać owoc.

Czy pamiętamy Jezusa i bezowocne drzewo figowe?  Bóg  wspaniałomyślnie daje nam dużo czasu, lecz w końcu przychodzi i chce zobaczyć duchowe owoce naszej wiary.  Taka jest wola Boża, abyśmy byli pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga [Flp 1,11]. Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość [Ga 5,22-23].

Bóg ma prawo przyjść do nas po owoce o każdej porze dnia i nocy. O trzeciej nad ranem może zażądać okazania pomocy bratu, któremu w drodze popsuł się samochód. W najbardziej nerwowej chwili w pracy poprzez banalny telefon od bliźniego, może przyjść po owoc życzliwości i wyrozumiałości. W chwilach kryzysu finansowego może zechcieć od nas owocu ofiarności. Pytam raz jeszcze: Czyż nasz Pan i Zbawiciel nie ma do tego prawa?  Przecież wybrał nas, zbawił nas z naszych grzechów i dał nam nowe życie, abyśmy wydawali dla Niego owoc [zobacz: Jn 15,16]. Nie żąda niczego poza tym, w co Sam nas wyposażył.  Bóg chce widzieć w nas Swój charakter, bo wierzących przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego [Rz 8,29]. Co robić, żeby dobrze i we właściwym czasie owocować? Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie [Jn 15,5].

Trzeba nam czuwać, aby wydać Panu owoc z naszego życia natychmiast, gdy tego zechce. Nie ociągać się ani chwili, gdy zaistniała okoliczność, w której potrzebna jest nasza pomoc. Nie czekać z przeprosinami  do rana, gdy pod wieczór zrobiliśmy coś w gniewie krzywdzącym naszych bliskich. Nie pozwolić, aby nasz winowajca musiał robić aż kilka podejść zanim usłyszy od nas słowa wybaczenia. Pan Jezus ma prawo zobaczyć w nas Jego cechy charakteru w każdym momencie. Dlatego czuwajmy!

5. Czuwajmy, aby być zdolnym do przeciwstawienia się diabłu.

Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć.  Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze [1Pt 5,8-9]. W życiu wierzącego człowieka nieraz dochodzi do nagłego ataku ze strony sił ciemności. Czujność w tym przypadku wymaga założenia zbroi duchowej. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. […] W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych [Ef 6,11 i 18]. Jak śpiący strażnik narażał mieszkańców starożytnego grodu na nieszczęście, tak nasz dzisiejszy brak czujności może doprowadzić do wielu duchowych tragedii. Nie wolno nam nie zauważać symptomów rodzącej się niemoralności. W porę winniśmy dostrzec w zborze groźbę rozłamu.  Na kilometr trzeba nam wyczuwać fałszywą naukę przynoszoną do zboru choćby nie wiem w jak atrakcyjnym opakowaniu. Naprawdę, trzeba nam wielkiej czujności, abyśmy w porę mogli zgasić wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16].

Powtórzmy, dlaczego Pan nakazuje nam czujność?  Aby przyjście Pana zastało nas na właściwym stanowisku! Abyśmy nie stali się ociężałymi duchowo! Abyśmy nie popadli w pokuszenie! Abyśmy we właściwym czasie wydali owoc! Abyśmy byli zdolni do przeciwstawienia się diabłu! Czuwajmy!

26 września, 2015

Jest czym się chlubić?

W Europejskim Dniu Języków
 

24 września, 2015

Więcej wiary!

Marynistyczne malowidło ścienne z klatki schodowej zabytkowego dworu na gdańskiej Olszynce to widok kilku żaglówek na otwartym morzu. Dziś obraz ten skojarzył mi się z fragmentem Psalmu 107 i duchową inspiracją, jakiej swego czasu doznałem. Ci, którzy na statkach płynęli po morzu, uprawiając handel na wielkich wodach, widzieli dzieła Pana i cuda jego na głębinach [Ps 107,23-24]. Wyjście ze spokojnego portu na otwarte morze, to zawsze duże ryzyko. Dzięki temu jednak ma się cudowne chwile zachwytu nad ogromem żywiołu morskiego i możliwość dotarcia do zamorskich celów.

Bywa, że w czasie rejsu zrobi się bardzo niebezpiecznie. Rzekł, i zerwała się burza, która spiętrzyła fale. Wznosili się aż do nieba, zapadali się w głębiny; dusza ich truchlała w niebezpieczeństwie. Zataczali się i chwiali jak pijani, a cała ich mądrość obróciła się wniwecz [Ps 107,25-27]. W czasie sztormu na pełnym morzu, jak nigdzie, zdajemy sobie sprawę z własnej bezsilności. Któż może stawić czoła morskim żywiołom? W chwilach grozy wzmaga się więc wołanie do Boga o ratunek. Wołali do Pana w swej niedoli, a On wybawił ich z utrapienia. Uciszył burzę i uspokoiły się fale morskie. Wtedy radowali się, że się uspokoiły, i zawiódł ich do upragnionej przystani [Ps 107,28-30].

Biblia w przedstawionym obrazie nie mówi o wypływaniu na niebezpieczne wody dla samej przygody! Mowa tu o rejsie celowym. O wyprawie po towary na tyle potrzebne, że warte podejmowania ryzyka! Faktycznie tylko ci, którzy znajdą się na otwartym morzu, mogą zdobyć nowe dobra, a przy okazji oglądać dzieła Pana i Jego cuda. 

Spróbujmy teraz ów barwny obraz niebezpiecznego rejsu pełnego morskich przygód przeciwstawić widoczkowi nastrojowej i bezpiecznej knajpki portowej. Co byś wybrał? W którym z tych miejsc wolałbyś być?  To zależy, kim jesteś. Jeśli masz duszę szczura lądowego – to zostaniesz w porcie. Ale jeśli jesteś wilkiem morskim – to nie usiedzisz, gdy inni postanowili wypłynąć! Wolisz popłynąć i raczej zginąć, aniżeli marnieć z dnia na dzień, tkwiąc w tym samym, „bezpiecznym” miejscu.

Dalekomorska wyprawa to bardzo dobry obraz życia w wierze. Przypomnijmy, że wiara jest jedynym stanem duszy, który zyskuje upodobanie w oczach Bożych. Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu [Hbr 11,6]. Wiara sprawdza się i doskonali w działaniu. Domaga się czynów, bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26].

W każdym chrześcijaninie dochodzi do ścierania się dwóch stanowisk, dwóch sposób myślenia: wiary i racjonalizmu. Bardzo trafnie ilustruje to biblijna opowieść o zwiadowcach wysłanych przez Mojżesza do ziemi Kanaan. Chociaż wszyscy widzieli to samo, to jednak ich ogląd sprawy i przyjęte postawy okazały się zgoła różne. Kaleb uspakajał lud wzburzony na Mojżesza, mówiąc: Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy. Lecz mężowie, którzy poszli z nim, mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. I rozpuszczali między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali, mówiąc: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, to ziemia, która pożera swoich mieszkańców [4Mo 13,30-32].

Przewaga bojowa były po stronie narodów Kanaanu. Po stronie Izraela był natomiast Bóg wszechmogący. Dziesięciu zwiadowców rozpuszczało między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali. Mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. Lecz Kaleb i Jozue mieli odmienne zdanie: Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy. Prawda jest taka, że  nie można zwyciężać ani osiągać Bożych celów pozostając w miejscu. Trzeba ruszyć, ażeby zobaczyć pomoc Pana i odnieść zwycięstwo.

Są ludzie, którzy zanim cokolwiek zrobią, muszą wcześniej racjonalnie to uzasadnić. Całymi latami tkwią więc w miejscu, bo ich niedowiarstwo zawsze znajdzie jakieś powód, aby jeszcze poczekać.
Patrząc na marynistyczny obraz w Dworze Olszynka pytam: Dlaczego nasze życie jest często takie nijakie? Bo brak nam rozrywki? Przyjaźni? Pomysłów na fajnie spędzany czas? A może brak nam poznania woli Bożej i nie wiemy, co powinniśmy i co moglibyśmy zrobić?  Nie. Naszemu życiu brakuje kolorytu i blasku gdy przestajemy trwać i chodzić w wierze. Dlatego wzywam: Więcej wiary, towarzysze!

19 września, 2015

Nie kosić trawnika?

Dzień Dzikiej Fauny, Flory i Naturalnych Siedlisk
 

12 września, 2015

Dwa jak dotąd najważniejsze lata

zbór
Dziś mijają dokładnie dwa lata od chwili podpisania aktu notarialnego i przejęcia przez Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku zabytkowego Dworu Olszynka. Dwa lata codziennej pracy, czasem w bardzo niesprzyjających warunkach pogodowych. Dwa lata trudu w pocie czoła, a bywało, że  z lekkim  poczuciem  osamotnienia.  Dwa lata świadectwa wiary, nie całkiem wolnych od chwil zwątpienia.

A jednak, gdybym miał stanąć przed tamtą decyzją raz jeszcze, to - o, dziwo - mam w sobie silne przekonanie, że postąpiłbym tak samo. Mijające dziś dwa lata na Olszynce bowiem, stały się dla mnie niezwykłą przygodą! Przede wszystkim na nowo w tym czasie rozsmakowałem się w chodzeniu w wierze. Zwłaszcza ostatnie miesiące dostarczyły mi sporo duchowej adrenaliny. Raz po raz  stawałem się świadkiem  nadzwyczajnych  zwrotów okoliczności. Wiem, że to Bóg - poruszając serca rozmaitych ludzi - udziela nam swojego poparcia. Biblia naucza, że bez wiary nie można podobać się Bogu [Hbr 11,6]. Ma się przez to rozumieć, że aby zyskać przychylność Wszechmogącego, trzeba zacząć żyć i działać w wierze. Pan ma upodobanie w tych, którzy się go boją, Którzy ufają łasce jego [Ps 147,11].

budowa sali spotkań
Od dwóch lat jestem na drodze, na której też dużo lepiej widać, kto rzeczywiście jest moim bratem i siostrą w Chrystusie. Deklaracje przyjaźni niegdyś wypowiadane na miękkiej kanapie i przy filiżance aromatycznej kawy są teraz konkretnie weryfikowane. Przyjaciel zawsze okazuje miłość; rodzi się bratem w niedoli [Prz 17,17]. Gdy jest ciężko, gdy trzeba zakasać rękawy, gdy przyszedł czas praktycznego poświęcenia się sprawie Bożej - teraz, w tych okolicznościach rodzą się prawdziwi bracia!  Jestem szczęśliwy, bo okazało się, że jest ich wielu. Okazują zainteresowanie, włączają się w pracę, składają dziesięciny i ofiary, dodają otuchy dobrym słowem, modlą się i cieszą z postępów.

Z radością dzisiaj zaświadczam, że dobrze jest chodzić w wierze. Wszystko w życiu nabiera smaku i koloru. Przeciwności stają się okazją do kolejnego zwycięstwa i dziękczynienia Bogu. Wiem, co piszę. A ty? Zachęcam cię, abyś również uwierzył, że z Bogiem wszystko jest dla ciebie możliwe. Postawę racjonalną, asekuracyjną, rozumową, może przyjąć niemal każdy człowiek. Wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2]. W różnych sferach twojego życia możesz pozostać na poziomie naturalnym, bo tak wydaje się bezpieczniej i mądrzej. Możesz wszakże - podobnie jak niegdyś Abraham - wyruszyć w drogę wiary! Na drodze wiary czeka cię wielka przygoda!

Zaduma ratownika

08 września, 2015

W obronie granic

Jak należy traktować nadciągające do Europy tłumy wyznawców Islamu zdaniem polityków, papieża czy typowego telewidza - to już wiadomo. A jak podejść do tego zjawiska w świetle Biblii?

Zacznijmy od tego, że Biblia nie jest adekwatnym źródłem wskazówek dla świeckich polityków lub przywódców religijnych. Politycy bowiem uprawiają politykę a hierarchowie dbają przede wszystkim o popularność swojej religii. Biblia oświetla drogę dla ludu Bożego na ziemi, dla ludzi prostolinijnie wierzących Bogu na słowo. Poucza grzesznika, jak może zostać dzieckiem Bożym. Wskazuje wierzącym, jak powinni współżyć między sobą i jaki mają mieć stosunek do otaczającego ich świata.

Ogromną część biblijnego objawienia w tym zakresie daje nam Stary Testament. Biblijna historia Izraela jako Narodu Wybranego stanowi przebogate źródło poznania Boga i Jego woli. Stąd wiemy, że Prawo zobowiązuje Izraelitów do wyjątkowej życzliwości wzajemnej. Mają miłować bliźniego swego, jak siebie samego [3Mo 19,18] itd.

A jak mieli się zachowywać w zetknięciu z narodami Kanaanu, co do których zostali poinstruowani, że z powodu niegodziwości tych narodów wypędza je Pan, Bóg twój [5Mo 9,5]. Otóż absolutnie nie wolno im było godzić się na wspólne zamieszkiwanie z nimi i na jakąkolwiek wspólnotę. Podczas zasiedlania Kanaanu z pewnością było wiele chwytających za serce sytuacji. Jednak Bóg powiedział: Nie zawrzerz z nimi przymierza ani się nad nimi nie zlitujesz [5Mo 7,2]. Ba, Izraelici wręcz zostali wezwani do radykalizacji postaw w pewnym momencie. Odnoście się wrogo do Midianitów i bijcie ich, gdyż oni odnoszą się wrogo do was przez swoje knowania, które uknuli przeciwko wam [4Mo 25,17-18]. Jednym słowem, lud Jahwe miał robić różnicę między Żydem, a poganinem. Nawet sam Jezus do proszącej o pomoc Syrofenicjanki rzekł: Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela [Mt 115,24].

Trzeba tu dodać, że w odniesieniu do obcokrajowców Izraelici otrzymali następujące pouczenie: Jeżeli w waszej ziemi zamieszka z tobą obcy przybysz, nie będziesz go gnębił. Obcy przybysz, który mieszka z wami, niech będzie jako tubylec wpośród was samych; będziesz go miłował jak siebie samego, gdyż i wy byliście obcymi przybyszami w ziemi egipskiej; Ja, Pan, jestem Bogiem waszym [2Mo 19,33-34]. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, jak to, że ów przybysz miał obowiązek przyjąć wszystkie zasady i zwyczaje żydowskie i żyć na co dzień zgodnie z nimi. Np. nie mógł w sabat pójść sobie do pracy tłumacząc się tym, że nie jest Żydem. Albo dostosowywał się i żył jak Żyd, albo nie było dla niego miejsca w granicach Izraela.

Wiadomo, że Nowe Przymierze otwiera dostęp do łaski Bożej dla wszystkich narodów. Ale jak? Bezwarunkowo? O, nie! Poprzez ewangelię obwieszczaną wszystkim narodom, żeby je przywieść do posłuszeństwa wiary [Rz 16,26]. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego [Mt 28,19]. Bóg nie ma względu na osobę, lecz w każdym narodzie miły mu jest ten, kto się go boi i sprawiedliwie postępuje [Dz 10,35-36]. Innymi słowy, chrześcijanie są zobowiązani nieść ewangelię do wszystkich narodów, konfrontować ludzi z Jezusem Chrystusem i wzywać ich do nawrócenia. A co, jeśli nawrócić się nie zechcą? Wiary w Chrystusa nie krzewimy, broń Boże, żadnymi środkami przymusu. Z miłością do grzeszników głosimy ewangelię i czy ktoś chce, czy nie chce jej przyjąć, to już jest jego sprawa. Wiadomo, że wyznawcy Islamu mają inne dyrektywy. Czy mimo to mamy ich przygarnąć, aby po jakimś czasie nas i nasze dzieci siłą wciągali w zło, w którym tkwią po uszy? Znam ojca, który w imię niesienia pomocy chłopakowi z trudnościami w nauce naraził własną córkę na mnóstwo złych rzeczy, których wcześniej nie znała. Myślę o małżeństwie, które w porywie serca przygarnęło pod dach nieodrodzonego człowieka, co skończyło się zabiciem gospodyni i ograbieniem domu.  Jak można ustrzec się czegoś takiego?

Biblijnym sposobem na to, aby nie znaleźć się w duchowym niebezpieczeństwie jest strzeżenie swoich granic. Za granice polityczne i administracyjne odpowiadają politycy i rząd. Nie mam zamiaru się w to wtrącać ani krytykować ich decyzji. Chrześcijanin jest odpowiedzialny za pilnowanie granic duchowych. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Zbór Pański ma głosić ewangelię ludziom nieodrodzonym, ale zanim nie narodzą się oni na nowo, nie może takich ludzi przyjmować do swojego grona. Czy nie wiecie, że odrobina kwasu cały zaczyn zakwasza? [1Ko 5,6] – pyta Słowo Boże, zalecając usunięcie niemoralnej osoby z grona członków zboru.

Pamiętajmy, że Biblia nakłada na nas obowiązek, aby chrześcijańskie miłosierdzie i współczucie okazywać przede wszystkim wokoło siebie. Słyszymy dzisiaj zdumiewające deklaracje przyjęcia pod dach uchodźców z Afryki, podczas gdy po mieście tułają się setki bezdomnych rodaków. Czemu jeden lub drugi "celebryta" nie wpadnie na pomysł, żeby kogoś takiego przygarnąć i pomóc mu stanąć na nogi? Czyż nie dlatego, że to mogłoby nie odbić się pożądanym echem? Cóż to za chwała wspomóc biednego Polaka z sąsiedztwa? Uchodźcę z daleka to nawet papież przyjmie do Watykanu.

Przestrzegam przed bagatelizowaniem dobrodziejstwa granic. Biblia poucza, że Bóg z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania [Dz 17,26].  Owszem, są takie sytuacje, gdy trzeba iść w nieznane. Zasadniczo jednak należy służyć Bogu na miejscu. Zaufaj Panu i czyń dobrze, mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3].

Znam swoje granice, w obrębie których mam żyć i pracować. Będę stać na ich straży. Mam na myśli granice duchowe. Wiem, co to znaczy okazywać praktyczną pomoc bliźniemu w potrzebie. Jest to jedno z moich podstawowych życiowych zadań, ale nie przyjmę pod swój dach ani do zboru, za który odpowiadam, czcicieli obcego boga, każącego im zabijać ludzi inaczej wierzących niż oni. Kto może, niech to zrozumie. Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, sam zaś nie podlega niczyjemu osądowi [1Ko 2,14-15].

Nie zdziwię się, jeśli zostanę źle zrozumiany…

Ps. Tutaj przykładowy materiał, który może pomóc nieco otworzyć oczy. Po kilku cytatach biblijnych widać na nim ludzi w Londynie (w trakcie wizyty papieża), którzy kiedyś niewątpliwie pokornie stanęli na granicy GB prosząc o przygarnięcie. Niektórzy z nich byli dzieckiem na ręku.

06 września, 2015

Uchodźcy, czy najeźdźcy?

Europa przeżywa w tych dniach niespotykany wcześniej napływ  emigrantów.  Z krajów muzułmańskich ciągną do nas nieprzebrane tłumy bliżej niezidentyfikowanych osobników w towarzystwie kobiet i dzieci.  Jedni nazywają to ogromną katastrofą humanitarną, drudzy zastanawiają się, czy tego niepokojącego zjawiska nie nazwać inwazją.  Kraje członkowskie Unii Europejskiej mają poważną zagwozdkę, jak podejść do narastającego problemu uchodźctwa.

Ze zdumieniem słucha się wypowiedzi niektórych wcześniejszych euroentuzjastów, którzy teraz uważają, że każdy kraj członkowski ma prawo do niezależnej  decyzji w sprawie liczby emigrantów przyjmowanych na swoje terytorium. Jakie "swoje"? Cóż to za niekonsekwencja, panie i panowie?! Skoro chciało się życia bez granic i na hura brało się unijne dotacje, to teraz trzeba godnie dźwigać unijne ciężary. Uchodźcy z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu to wspólny problem całej Unii Europejskiej. Jakże można było przez lata od Niemców na wszystko ciągnąć kasę, a teraz mówić, że uchodźcy to ich problem, a nie nasz? Czyżby w jakiejś gminie naiwnie myślano, że można wszystko porobić za unijne pieniądze, a potem odwrócić się od Europy plecami i to wszystko mieć tylko dla siebie?

Dużo poważniejszą sprawą jest duchowa ocena owych nadciągających do Europy nieprzebranych tłumów. Biblia ukazuje prosty mechanizm na przykładzie postępowania Boga względem Izraela. Uśmierzając swój gniew Bóg obiecywał Izraelitom, że bezpiecznie mieszkać będą na swojej ziemi i nikt ich nie będzie straszył [Ez 39,26]. Nie ujrzysz już ludu zuchwałego, ludu o niejasnej mowie, bełkoczącego niezrozumiałym językiem [Iz 33,19]. Natomiast w sytuacji, gdy trzeba było ich znowu dyscyplinować, czytamy:  Oto Ja sprowadzę na was, domu Izraela, naród z daleka - mówi Pan - naród niezwyciężony, naród starodawny, naród, którego języka nie znasz i nie rozumiesz tego, co on mówi.  […]  I zje twoje zbiory i twoją żywność, pożre twoich synów i twoje córki; pożre twoje owce i twoje bydło, pożre twoją winorośl i twoje drzewo figowe, zniszczy mieczem twoje warownie, w których ty pokładasz nadzieję [Jr 5,15-17]. Dlatego Ja oto sprowadzę na ciebie cudzoziemców, najsroższe narody; te dobędą swoje miecze przeciwko wspaniałej twojej mądrości i zhańbią twoją świetność [Ez 28,7].

W świetle Biblii widzę, że wielotysięczne tłumy wkraczające na terytorium Europy, to nie jest zjawisko wyłącznie o charakterze humanitarnym. Europejczykom wydaje się, że można odrzucić Boga, pozamykać kościoły, powrócić do pogańskich obyczajów i żyć sobie długo i szczęśliwie. Otóż nie można. Czy komuś będzie się to podobać, czy nie, Bóg upomni się o cześć dla Siebie na terenie Europy. W jaki sposób można na Starym Kontynencie przywrócić bojaźń Bożą? Bóg z pewnością wie, jak to zrobić.

Dodajmy, że różnie można najechać i zdobyć kraj. Najczęściej jedzie się czołgiem i z odbezpieczonym karabinem. Ale czy nie można w tym samym celu przyjechać z pustym workiem i z dzieckiem na ręku?