09 czerwca, 2026

Odwrotny kierunek postępu

Z upływem lat coraz bardziej doceniam niezmienność i ponadczasowość Ewangelii. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki (Hbr 13,8). Mijają pokolenia, zmieniają się poglądy, pojawiają się nowe trendy społeczne, a tracą znaczenie wartości, za które dawniej ludzie oddawali życie. W imię postępu i rozwoju depcze się niejedną świętość minionych pokoleń. Niebo i ziemią przeminą, ale słowa moje nie przeminą (Mt 24,35) - powiedział Chrystus Pan. Nic dziwnego, że w tym świecie to co stare wciąż jest wypierane przez tzw. nowości i obserwujemy tak wiele zmian, gdyż wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka chwała jego jak kwiat trawy. Uschła trawa, i kwiat opadł, ale Słowo Pana trwa na wieki. A jest to Słowo, które wam zostało zwiastowane [1Pt 1,24-25].

Jakże lekko ci przychodzi zmieniać swoją drogę! (Jr 2,36) - zarzucił Bóg Izraelowi. W dziejach ludu Bożego z czasów Starego Przymierza wyraźnie widać, do czego doprowadziło postępowe myślenie Izraelitów. Bóg ich wybrał. Objawił się im i ogłosił wśród nich swoje Prawo. Mieli ściśle postępować według przykazań Bożych, trwać w posłuszeństwie Słowu Bożemu, a Bóg obiecał Izraelitom piękne i błogosławione życie w podarowanej im Ziemi Obiecanej. Wśród ludu Bożego pojawiły się jednak idee postępowe. Chcieli, na przykład, jak inne narody, mieć swojego króla. Przyjęli zasadę akceptacji i tolerancji wobec otaczającej ich bezbożności. Wbrew wyraźnym ostrzeżeniom, uznali za stosowne, by otworzyć się na kulturę okolicznych społeczeństw. Nie minęło wiele czasu, jak zaczęli kłaniać się obcym bóstwom, a Ziemia Święta zapełniła się miejscami pogańskiego kultu. Taki był społeczny i duchowy rezultat ich postępowych postaw.

Duch Chrystusowy prowadzi w zupełnie przeciwnym kierunku. Ludzi tkwiących w bałwochwalstwie wzywa do nawrócenia się od bałwanów do Boga, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać Syna jego z niebios (1Ts 1,9). Ludziom zajętym naprawianiem świata Duch Święty zaleca skupienie się na sprawach Królestwa Bożego, tak jak żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał (2Tm 2,4), nawet za cenę odrzucenia i prześladowania. Osobom myślącym, że osiągną duchową jedność z ludźmi pozostającymi w  niezgodzie z prawdziwą pobożnością, jednoznacznie nakazuje zaprzestanie ekumenicznych umizgów. Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a Ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący (2Ko 6,14-18). Chrześcijan przyjaźniących się z bezbożnym światem ostrzega: Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga (Jk 4,4).

Kiedyś moje myśli ewoluowały w stronę otwierania się na to, co w tym świecie aktualnie jest na topie. Myślałem, że jako duszpasterz i osoba odpowiedzialna za organizację życia lokalnej wspólnoty Kościoła, powinienem zadbać o to, aby zbór miał opinię społeczności wsłuchującej się w ludzkie oczekiwania. Chciałem być nowoczesny. Z upływem lat stało mi się jasne, że wielkim ewenementem i prawdziwą wartością Kościoła w tym świecie jest jego niezmienność i odmienność! W myśl nauki apostolskiej postanowiłem wręcz o niczym nie wiedzieć pośród was, jak tylko o Jezusie Chrystusie — i to tym ukrzyżowanym (1Ko 2,2). Kościół nie został powołany po to, by dostarczać ludziom rozrywki, próbując w tym dorównywać świeckim przybytkom kultury. Lokalny zbór Kościoła nie został zaprojektowany jako klub towarzyski. Ludzie potrzebują udziału w zgromadzeniach Kościoła, by zetknąć się z tym, co święte, a nie z tym, co pospolite! Topowej muzyki, rozmaitych uciech i rozkoszy podniebienia mają pod dostatkiem przy każdym rogu ulicy. Ludzka dusza potrzebuje Boga! Ma poznać drogę zbawienia, ukorzyć się przed Bogiem, nauczyć się bojaźni Bożej, oddać chwałę Bogu i usłyszeć, co Duch mówi do zborów (Obj 2,7). W tym kierunku biegną moje myśli. Tak dzisiaj rozumiem postęp. Na to się nastawiam, gdy myślę o funkcji niedzielnego nabożeństwa Zboru.

Z upływem lat coraz bardziej doceniam niezmienność i ponadczasowość Ewangelii. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki (Hbr 13,8).

02 czerwca, 2026

Kosztowny wybryk młodości

Podczas dzisiejszego czytania Pisma Świętego naszła mnie myśl, jak łatwo można bezpowrotnie stracić pozycję i błogosławieństwo, o które nawet nie musieliśmy zabiegać, bo zostały przypisane nam już z samego faktu urodzenia. Z synami Rubena rzecz ma się następująco. Był on pierworodnym Izraela, jednak zbezcześcił łoże swego ojca. Dlatego jego prawa pierworodztwa nie zostały wpisane do rodowodu. Zostały one przekazane synom Józefa, który był synem Izraela (1Krn 5,1).

Powyższa informacja o zmianie w rodowodzie synów patriarchy Jakuba odwołuje się do pewnego incydentu w jego rodzinie. Gdy Izrael mieszkał w tej ziemi, między Rubenem a Bilhą, nałożnicą jego ojca, doszło do zbliżenia — i Izrael dowiedział się o tym (1Mo 35,22). Sprawa przeszła jakby bez echa i najstarszy syn Jakuba mógł sobie myśleć, że nic takiego złego się nie stało. - Ot, zwykły wybryk młodości. O ciężarze gatunkowym swego czynu przekonał się dopiero w chwili, gdy sędziwy ojciec udzielał swoim synom końcowego błogosławieństwa. Rubenie, jesteś mym pierworodnym, moją siłą i pierwociną męskości, szczytem uniesienia i mocy. Lecz utracisz pierwszeństwo, ty, wzburzony jak woda, bo wszedłeś na łoże swego ojca! Splamiłeś je! Wszedłeś na me posłanie! (1Mo 49,3-4).

Dzięki temu, że uwierzyliśmy w Jezusa Chrystusa, zostaliśmy usprawiedliwieni, pojednani z Bogiem i nazwani dziećmi Bożymi. W żaden sposób nie musieliśmy sobie na to zapracowywać. Z łaski zostało nam przypisane całe błogosławieństwo Syna Bożego. Jego Boska moc obdarzyła nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności. Otrzymujemy to dzięki poznaniu Tego, który nas powołał w swojej własnej chwale i wspaniałości. Dzięki nim darowane nam zostały drogocenne, największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami Boskiej natury, jako ci, którzy nie ulegli zepsuciu, do którego na tym świecie doprowadzają żądze (2Pt 1,3-4). Nic, tylko żyć, korzystać z danych nam praw i się cieszyć!

Biorąc wszakże pod uwagę przypadek Rubena, w ślad za natchnionym apostołem Pawłem powtarzam: czyńcie użytek ze swego zbawienia, w poczuciu czci i odpowiedzialności wobec Pana. Bóg to bowiem jest sprawcą waszych pragnień i działań płynących z dobrej woli (Flp 2,12-13). To, że samowola i lekceważenie przykazań Pańskich póki co uchodzi nam na sucho, nie oznacza, że Bóg przymyka na to oko. Co do fundamentu, nikt nie może położyć innego, poza tym, który już jest, a którym jest Jezus Chrystus. Natomiast, czy ktoś na tym fundamencie buduje ze złota, srebra, drogich kamieni, z drewna, siana czy słomy, to się okaże w tym Dniu. Każde dzieło przejdzie próbę ognia i w ten sposób wyjdzie na jaw jego wartość. Jeśli czyjeś dzieło, wzniesione na tym fundamencie, przetrwa, ten otrzyma nagrodę. Jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten poniesie stratę, choć sam będzie zbawiony, tak jednak, jakby został ocalony z ognia (1Ko 3,11-15). Owszem, Ruben nie został zabity z powodu swego czynu. Jednak konsekwencje jego wybryku zaciążyły na całej przyszłości samego Rubena, jak i wszystkich jego potomków.

Myślę sobie, jakże wielu dzisiejszych chrześcijan łamie biblijne zasady życia i służby Bożej, nic sobie z tego nie robiąc. Oby w Dniu Pańskim nie usłyszeli czegoś podobnego, co usłyszał Ruben, a wcześniej także Ezaw.