08 marca, 2025

Dobrze zaręczony

Dzisiaj mija dokładnie 45 lat od chwili, gdy w obecności najbliższej rodziny zaręczyłem się z moją Gabrysią. O dziwo, była to - tak samo jak dzisiaj - sobota. Miałem wówczas dwadzieścia lat i byłem na drugim roku Szkoły Biblijnej w Warszawie. W przeddzień tego wyjątkowego dla mnie wydarzenia, tak pisałem w moim pamiętniku: 7 marca 1980 roku. Piątek. Wstałem o godz. 7-mej. Schodzę na poranne rozważania Pisma Świętego, a o godz. 9:00 spożywamy śniadanie. Wykłady mamy dziś z br. Tomaszewskim. Zajmujemy się okresem średniowiecznym historii Kościoła. Otrzymuje dziś list od Gabrysi i od Jasia Romanika. O godz. 12:30 zwalniam się z zajęć a godzinę później udaję się na pociąg posp. do Gdańska. Podróż upływa bez większych kłopotów i o 20:10 jestem już na dworcu Gd. Główny. Zawożę torbę do domu i szybko jadę do Gabrysi. Wręczam jej w prezencie zestaw do pielęgnacji włosów. Oficjalnie, przed mamą i tatą Gabrysi mówię, że ją kocham, i że zamierzamy się pobrać. Rozmowa upływa w przyjaznej atmosferze, a na koniec modlimy się. Mieszkanie Gabrysi opuszczam ok. północy, a do domu docieram ok. pierwszej. Wszyscy już śpią ale mamusia budzi się i rozmawiamy prawie do 3-ciej nad ranem.

 Gdyby nie ten odręcznie prowadzony wówczas przeze mnie pamiętnik, nie pamiętałbym już większości szczegółów z tamtych dni. Wciąż wszakże noszę i pielęgnuję w pamięci gorące zakochanie się w dziewczynie, która owej soboty została moją narzeczoną. Powróćmy do moich zapisków. 8 marca 1980 roku. Sobota. Już od godziny 7-mej Eliza i Sławek nie pozwalają mi spokojnie spać. Baraszkuję więc z nimi i wstaję dopiero ok. 9-tej. Myję się, rozmawiam z Tereską i sprzątam w mieszkaniu. Ok. 11-tej przychodzi Gabrysia. Tereska daje jej w prezencie sweterek, który sama zrobiła i po krótkim czasie odwożę ją do domu. Kiedy wracam, jest już mamusia z pracy. Ok. 15:30 wszyscy udajemy się do mieszkania Gabrysi na uroczystość zaręczynową. Wszystko odbyło się bez szczególnego ceremoniału i pompy. Porozmawialiśmy po prostu przy obfitym stole i tylko krótko zabrałem głos, wkładając przy tym obrączkę Gabrysi. Rozeszliśmy się ok. 21:30 a w godzinę później byłem już w domu.

Czterdzieści pięć lat temu Bóg okazał mi tę łaskę, że wyznałem miłość dziewczynie, z którą razem podzielaliśmy wiarę w Boga i obydwoje chcieliśmy służyć naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Jej osobisty, poważny związek z Panem Jezusem przez wszystkie te lata był i wciąż jest wspaniałym błogosławieństwem dla naszego związku. Już przed zaręczynami wiedzieliśmy, że w wielu osobistych upodobaniach bardzo się różnimy. Nasz związek jednak trwa i ma się dobrze. Od samego początku w wielkim stopniu przyczynia się do tego postawa mojej Gabrysi. Wiernie towarzyszy mi w służbie, dzielnie znosiła liczne przeprowadzki i dźwigała codzienny trud wychowywania naszych dzieci. Nie zawsze dostatecznie wychodziłem naprzeciw jej potrzebom. Bywało, że czuła się przy mnie niezrozumiana i osamotniona. Jednak od 8 marca 1980 roku trwa u mego boku i nigdy nie dała mi odczuć, że tego żałuje. Dlatego dzisiaj jej mąż sławi ją, mówiąc: Jest wiele dzielnych kobiet, lecz ty przewyższasz wszystkie![Prz 31,28-29].

Co jako dobrze zaręczony przed wieloma laty chrześcijanin chciałbym powiedzieć młodym osobom, które taką decyzję mają jeszcze przed sobą? Najpierw zadbajcie o to, aby naprawdę zaręczyć się z Chrystusem Jezusem. Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą, obawiam się jednak, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi [2Ko 11,2-3] - napisał apostoł Paweł w natchnieniu Ducha Świętego. Osobisty związek z Panem Jezusem - oto cała tajemnica. Żyjąc z Nim w bliskiej więzi, ani nie popełnicie błędu przy zaręczynach, ani też - po złożeniu ślubowania małżeńskiego - nigdy na waszych ustach nie pojawią się słowa o rozwodzie. A żonatym braciom dodam: Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! [Ml 2,15].

06 marca, 2025

Człowiek w miejsce Boga

Chyba już nikt nie ma dzisiaj wątpliwości, że w kulturze Zachodu najważniejszym stał się człowiek. Prawa człowieka, jego osobiste preferencje, pragnienia, poglądy i odczucia zdominowały każdą sferę życia. Chociaż w praktyce wciąż bywa różnie, to jednak teoretycznie cały system prawny broni godności, wolności i nietykalności ludzkiej osoby. Bóg przestał być brany pod uwagę. Współczesna psychologia zaleca kochanie samego siebie. Choćbyśmy nawet cechowali się chwiejnym charakterem i nie wiem jak specyficzną mieli osobowość, doradza się nam samoakceptację. Najważniejsze stało się nasze samopoczucie i dobra samoocena. Po każdym traumatycznym przeżyciu mamy prawo do opieki psychologicznej, a wszelkie niezadowolenie natychmiast powinno być uwzględnione i pozytywnie rozpatrzone.

Gdy tak sformatowany od przedszkola człowiek spotyka się ze sprzeciwem lub chociażby zostanie zlekceważony, natychmiast powstaje w nim ogromne napięcie emocjonalne. Gdy każdy chce mieć rację i od swego otoczenia oczekuje pełnej akceptacji, wówczas siłą rzeczy dochodzi do konfliktu. Ktoś przecież powinien się podporządkować, uznać zwierzchnictwo nad sobą, okazać posłuszeństwo władzy i być gotowym do uległości wobec bliźniego. Tymczasem każdy chce być „bogiem” i to nie tylko dla samego siebie. Już w czasach biblijnego Izraela Bóg widział takie postawy pośród ludu Bożego. Bóg wstaje w zgromadzeniu Bożym, pośród bogów sprawuje sąd. Jak długo sądzić będziecie niesprawiedliwie i stawać po stronie bezbożnych? (…) Rzekłem: Wyście bogami i wy wszyscy jesteście synami Najwyższego, lecz jak ludzie pomrzecie i upadniecie jak każdy książę [Ps 82,1-7]. Kapłani i starsi Izraela stali się „bogami” dla zwykłych ludzi. Przesądzali o ich losie. Niestety, nie uwzględniając prawa Bożego, wydawali niesprawiedliwe i krzywdzące wyroki.

W normalnej hierarchii wartości na pierwszym miejscu zawsze jest Bóg. Najpierw Stwórca i Jego wola, potem stworzenie. Człowiek próbujący zająć miejsce Boga to bałwochwalstwo. Wsłuchiwanie się w swoje pragnienia, kult własnego ciała, hedonizm, dobre mniemanie o sobie, wywyższanie się - to ścieżka prowadząca na tron, a nie na krzyż. Naśladowcy Jezusa mają być na to bardzo wyczuleni. Gdy w Listrze ludzie zawołali: Bogowie w ludzkiej postaci zstąpili do nas (…) apostołowie Barnaba i Paweł, rozdarli szaty swoje i wpadli między tłum, krzycząc i wołając: Ludzie, co robicie? I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy [Dz 14,11-15]. Prawdziwi słudzy Jezusa Chrystusa nie tylko sami siebie nie chwalą, ale też reagują, gdy zaczyna ich wychwalać ktoś w ich obecności. Wyznania typu „uwielbiam twój głos” albo „jesteś cudownym pastorem” muszą być natychmiast skorygowane. Przypomnijmy sobie Heroda. W oznaczonym dniu Herod, odziany w szatę królewską, zasiadł na tronie i w obecności ludu wygłaszał do nich mowę; Lud zaś wołał: Boży to głos, a nie ludzki. W tej samej chwili poraził go anioł Pański za to, że nie oddał chwały Bogu [Dz 12,21-23].

Chrześcijanie powinni innych uważać za wyższych od siebie, a nie mieć upodobania w sobie samych. Każdy z nas niech się bliźniemu podoba ku jego dobru, dla zbudowania. Bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,1-3]. Idea stawiania człowieka w centrum przedostała się niestety także do środowisk chrześcijańskich. Pamiętam, że już sporo lat temu niektórzy kaznodzieje mamili słuchacza twierdzeniem, że jeżeli byłby jedynym na świecie grzesznikiem, to i tak Chrystus umarłby za niego na krzyżu. Dzisiaj coraz częściej słyszymy z kazalnic, że Bóg zakochał się w człowieku. Jest to myśl niezgodna z ewangelią Chrystusową. Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał - bo Bóg jest miłością. Kierowany miłosierdziem postanowił ratować pogrążonych w grzechu, skazanych na wieczne potępienie grzeszników. Jezus to zrobił bynajmniej nie dlatego, że się w kimkolwiek zakochał. Brrr, jak w ogóle można tak pomyśleć?! Przyjście Syna Bożego na świat w żadnym razie nie powinno karmić ludzkiego „ego”. Raczej za Janem Chrzcicielem mówimy, że On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30].

A jak będzie na końcu? I słyszałem, jak wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i w morzu, i wszystko, co w nich jest, mówiło: Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi, błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków [Obj 5,13]. Bałwochwalstwo zostanie na zawsze ukrócone. Człowiek nie zajmie miejsca Boga.

04 marca, 2025

Pokój przez siłę?

Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom; bo właśnie Królestwo moje nie jest stąd [Jn 18,36]. Tak odpowiedział Jezus Piłatowi wiedząc, że wkrótce prokurator rzymski wyda na Niego wyrok śmierci. Chrystus Pan zupełnie inaczej niż Piłat oceniał położenie, w którym obydwaj się znajdowali. On wiedział, że po ukrzyżowaniu nastąpi Jego zmartwychwstanie, a wszystko odbywa się w zgodzie z planem Bożym. Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego [Jn 10,17-18].

W tych dniach z ust najważniejszych Europejczyków słyszę, że w obecnej sytuacji pokój można osiągnąć tylko przez siłę. Dlatego też ich zdaniem potrzeba w znacznie większym stopniu przestawić europejski przemysł na zbrojenie. O dziwo, w czasach, gdy prawo unijne domaga się karania wszystkich przypadków zaniedbania każdego kotka i penalizacji trzymania pieska na łańcuchu, ci sami politycy - jak w amoku - wołają o więcej rakiet, pocisków i karabinów, służących przecież do zabijania ludzi. Podczas, gdy z powodu rzekomej ochrony ludzkiego zdrowia nie można już wjechać samochodem z silnikiem spalinowym do centrum wielu miast europejskich, każdego roku w Unii Europejskiej dokonuje się ok. 1,2 mln aborcji. Już nawet nie próbuję zrozumieć takiego rozdwojenia jaźni...

Od wielu lat, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa, cieszę się obywatelstwem Królestwa Niebios. Jako chrześcijanin jestem szczęśliwym beneficjentem następujących słów PANA: Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka [Jn 14,27]. Pokój w świecie polega na względnym równoważeniu się napierających na siebie sił. Natomiast Syn Boży przyniósł nam inny rodzaj pokoju. Gdy świat mówi o pokoju przez siłę, mogę nosić w sobie pokój wynikający z rozładowania napięcia. Wiara, przebaczenie, podporządkowanie się i zaufanie do Boga, że ostatecznie to On pociąga za sznurki, daje mi wspaniałą ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Nie boję się śmierci, bo wiem, że po niej czeka mnie zmartwychwstanie. Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? [Jn 11,25-26].

Wierzę w to całym sercem i rozumem. A ponieważ wierzę w każde słowo Pisma Świętego, spokojnie patrzę na to, co dzieje się w świecie. Przyglądam się i wręcz błogosławię Boga w realizacji Jego odwiecznych planów i rozstrzygnięć. Nieuchronnie zmierzają one do powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, które położy kres temu (nie)porządkowi rzeczy. Gdy zaś usłyszycie o wojnach i rozruchach, nie lękajcie się; to bowiem musi stać się najpierw, lecz nie zaraz potem będzie koniec. (...) Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu (…) I będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego, lecz i włos z głowy waszej nie zginie. Przez wytrwałość swoją zyskacie dusze wasze [Łk 21,9-19].

W świetle ostatnich słów Biblii widać to coraz wyraźniej. Mówi Ten, który to poświadcza: Tak, przyjdę wkrótce. Amen! Przyjdź, Panie Jezu! [Obj 22,20].

19 lutego, 2025

Czy w ogóle należało to zaczynać?

Jezus Chrystus wypowiedział kiedyś bardzo pouczające słowa o roztropnym postępowaniu w obliczu zbliżającego się zagrożenia wojną. Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju [Łk 14,31-32]. Innymi słowy, dla dobra narodu lepiej jest przyjąć warunki silniejszego, aniżeli narażać swój kraj na wojenną pożogę, a tysiące ludzi na niechybną śmierć. 

 Dzisiaj ktoś ważny głośno powiedział to, o czym pisałem trzy lata temu. W świetle Biblii widziałem bowiem to bardzo wyraźnie, że to Bóg - z wiadomych dla Niego powodów - czasem wysyła jeden naród przeciwko drugiemu narodowi. To On na określony czas zmienia granice wpływów władców tego świata, bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te które są, przez Boga są ustanowione [Rz 13,1]. On zmienia czasy i pory, On utrąca królów i ustanawia królów, udziela mądrości mądrym, a rozumnym rozumu [Dn 2,21]. Ludzie wierzący w Boga rozumieją, że Boże postanowienia i sądy górują nad decyzjami polityków i władców świata. Jeśli Bóg postanowił na jakiś czas upokorzyć określone państwo, to z pewnością osiągnie swój cel. Nie ma sensu przeciwko woli Bożej stawać okoniem i do upadłego walczyć o swoje. Raczej czym prędzej powinniśmy podporządkowywać się rozstrzygnięciom Najwyższego. Leży to wręcz w naszym interesie, o czym pisałem 26 lutego 2022 roku. Nawet jeśli cały świat twierdzi co innego, lepiej posłuchać Słowa Bożego. Zwykli, uczciwi ludzie - w odróżnieniu od "polityków" - pod każdą flagą potrafią żyć, pracować, wychowywać dzieci i oddawać chwałę Bogu. Czasem - jak to ktoś inny ważny powiedział - trzeba mieć odwagę, by wywiesić białą flagę i pozwolić ludziom żyć.

Pismo Święte dobitnie świadczy, że żaden władca nie pójdzie dalej, niż Bóg mu na to pozwoli i żaden się nie zatrzyma, jeżeli Bóg nakazuje mu dalszą ekspansję. Faraon nie był w stanie zatrzymać Izraelitów w Egipcie, ponieważ Bóg ujął się za nimi i postanowił ich uwolnić. Żaden z narodów zamieszkujących Kanaan nie był w stanie utrzymać swojej ziemi, gdyż Bóg - z powodu ich niegodziwości - postanowił ich stamtąd wyplenić, a ich ziemię obiecał dać Izraelowi. Wiem, że takie myślenie oburza ludzi niewierzących. Nawet wielu dzisiejszych chrześcijan ma na ten temat przeciwne zdanie. "Co to za Bóg, który daje ziemię jednemu narodowi, zabierając ją innemu?" - usłyszałem przed laty w Hanowerze z ust zbuntowanej przeciwko Bogu pewnej córki pastora. Nie mam złudzeń, że biblijny punkt widzenia będzie coraz bardziej oburzał. Także liberalne chrześcijaństwo prędzej dokona reinterpretacji Słowa Bożego nadając mu nowego znaczenia, aniżeli zgodzi się z jego oryginalnym przesłaniem.

Jestem szczęściarzem, bo uwierzyłem Pismu Świętemu, a nie jest tak, jakoby miało zawieść Słowo Boże [Rz 9,6]. Dzięki temu mogę i mam odwagę w świetle Biblii oceniać otaczającą mnie rzeczywistość. Nic mi do polityki tego świata. Ona kieruje się własną logiką i nie pyta Boga o zdanie. Nie zabiegam więc o zrozumienie i poparcie ludzi niewierzących ani też chrześcijańskich liberałów. Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go [Łk 11,28]. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą [Mk 13,31] - powiedział Chrystus Pan. 

Powinnością chrześcijan wobec ludzi, którzy znaleźli się na celowniku sądów Bożych, jest okazywanie miłosierdzia i głoszenie im ewangelii. Trzeba przy tym uważać, aby Bogu - sprawującemu władzę nad narodami i pojedynczymi osobami - przez niezrozumienie Jego woli, jak to ujęła Job D. Grash w jednym z rozważań jej MOZAIKI - nie plątać się pod nogami.

18 lutego, 2025

Co siódmy dzień...

Biblia mówi, że Bóg przez sześć dni stwarzał świat, a siódmego dnia odpoczął od swoich dzieł. W związku z tym "co siódmy rok, co siódmy dzień" ustanowił zasadą dla swojego ludu. Przez sześć lat obsiewać będziesz ziemię swoją i zbierać jej plony, w siódmym zaś zostawisz ją odłogiem i nie uprawisz jej, niech pożywią się z niej ubodzy twego ludu, a tym, co pozostanie po nich, niech pożywią się zwierzęta polne; tak też postąpisz z twoją winnicą i z twoim ogrodem oliwnym. Sześć dni wykonywać będziesz swoje prace, ale dnia siódmego będziesz świętował, aby wypoczął twój wół i twój osioł i aby wytchnął syn twojej niewolnicy i przychodzeń [2Mo 23,10-12].

Posłuszeństwo Słowu Bożemu w tej sprawie dotyczy więc trzymania się cyklu - "co siódmy dzień". Sześć dni pracy i zajmowania się swoimi sprawami, a siódmy dzień ma być dniem całkowitego odpoczynku, poświęcony PANU. Istotą zaś tego przykazania nie jest samo odliczanie dni i celowanie w wybrany dzień tygodnia, a bliska, osobista społeczność z Synem Bożym, Jezusem Chrystusem. On bowiem jest ustawodawcą i panem rzeczywistego szabatu tj. odpocznienia. Pójdźcie do mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie [Mt 11,28 BG]. Bez wiary w Niego człowiek nie może cieszyć się prawdziwym odpocznieniem, choćby przestrzegał wszystkich szabatowych przepisów Starego Przymierza. 

O siódmym dniu bowiem powiedział gdzieś tak: I odpoczął Bóg dnia siódmego od wszystkich dzieł swoich. A na tym miejscu znowu: Nie wejdą do odpocznienia mego. Skoro więc jest tak, że niektórzy do niego wejdą, a ci, którym najpierw była zwiastowana dobra nowina, z powodu nieposłuszeństwa nie weszli, przeto znowu wyznacza pewien dzień, dzisiaj, mówiąc przez Dawida po tak długim czasie, jak to przedtem zostało powiedziane: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych. Gdyby bowiem Jozue wprowadził ich był do odpocznienia, nie mówiłby Bóg później o innym dniu. A tak pozostaje jeszcze odpocznienie dla ludu Bożego; kto bowiem wszedł do odpocznienia Jego, ten sam odpoczął od dzieł swoich, jak Bóg od swoich [Hbr 4,4-10].

Cała Biblia skupia naszą uwagę na osobie Syna Bożego. Prawdziwym i wspaniałym odpocznieniem dla apostołów Jezusa Chrystusa i wszystkich chrześcijan stało się Zmartwychwstanie Pańskie, które miało miejsce w pierwszym dniu po szabacie. A po sabacie, o świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób. I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy odwalił kamień i usiadł na nim. A oblicze jego było jak błyskawica, a jego szata biała jak śnieg. A strażnicy zadrżeli przed nim ze strachu i stali się jak nieżywi. Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast: Wy się nie bójcie; wiem bowiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tu, bo wstał z martwych, jak powiedział [Mt 28,1-6]. Dzieło odkupienia win i wyzwolenia z niewoli grzechu stało się faktem. Jako Arcykapłan wszystkich wierzących w Niego, zmartwychwstały Jezus wstąpił z przebłagalną ofiarą swojej krwi do niebiańskiej świątyni.

Dla ludu Bożego Nowego Przymierza dzień zmartwychwstania Jezusa Chrystusa od razu stał się dniem Pańskim i nową porą cotygodniowych zgromadzeń. A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! [Jn 20,19]. A pierwszego dnia po sabacie, gdy się zebraliśmy na łamanie chleba, Paweł, który miał odjechać nazajutrz, przemawiał do nich i przeciągnął mowę aż do północy [Dz 20,7]. Tym właśnie odróżniają się chrześcijanie od Żydów, że dla uczczenia faktu Zmartwychwstania, naszym "co siódmym dniem" odpoczynku i zgromadzeń stała się niedziela. Nawiasem mówiąc np. w języku ros. niedziela to "воскресенье", to znaczy - zmartwychwstanie.

Ważnym argumentem dla chrześcijan zmagających się z naciskami środowisk judaizujących, niech będzie i to, że na tzw. soborze w Jerozolimie, gdy apostołowie Jezusa Chrystusa i starsi Kościoła pod kierownictwem Ducha Świętego rozstrzygali, co ze Starego Przymierza - poza prawem moralnym Dekalogu - należy praktykować w chrześcijaństwie, o szabacie w ogóle nie wspomniano. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: Wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi; od tego, co zdławione, i od nierządu; jeśli się tych rzeczy wystrzegać będziecie, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi [Dz 15,28-29]. 

Co siódmy dzień - to niekoniecznie wciąż musi być sobota. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wyznaczyło nowy porządek rzeczy. Do zobaczenia więc w niedzielę, w pierwszym dniu po szabacie... 

14 lutego, 2025

Dlaczego doktryna jest aż tak ważna?

Większość dzisiejszych chrześcijan nie dba o prawowierność nauki. Nawet sporo pastorów i kaznodziejów przestało się nią przejmować. Priorytetem stały się dobre relacje i przyjazna atmosfera wzajemnych kontaktów. Chcesz mieć racje, czy relacje? - mawiają ludzie, przedkładając miłą zgodę ponad zgodność swych poglądów z Biblią. Tym samym deprecjonują, a nawet nieco wyśmiewają braci zatroskanych o biblijną poprawność nauczania w Kościele. Duch liberalizmu poprowadził wielu do reinterpretacji ewangelii Chrystusowej. Niektórzy własne nauczanie jawnie już stawiają ponad naukę apostołów Jezusa Chrystusa. Półki księgarń i strony serwisów chrześcijańskich wypełniły się mieszaniną prawdy z fałszem. Tymczasem nauka Jezusa Chrystusa i Jego apostołów jest prosta i zrozumiała. Gdyby ludzie czytali Biblię, a nie karmili się ludzkimi wywodami, trwaliby w nauce apostolskiej, we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,41]. Nie byłoby potrzeby prowadzenia nieustannej polemiki w obronie wiary, bo nie byłoby ludzi wykrzywiających prostą drogę Pańską [zob. Dz 13,10].

Podstawowym powodem, dla którego bezdyskusyjnie winniśmy trzymać się Pisma Świętego, jest stanowisko samego Jezusa Chrystusa. I dziwili się Żydzi, i mówili: Skąd ta jego uczoność, skoro się nie uczył? Na to odpowiedział im Jezus, mówiąc: Nauka moja nie jest moją, lecz tego, który mnie posłał. Jeśli kto chce pełnić wolę Jego, ten pozna, czy ta nauka jest z Boga, czy też Ja sam mówię od siebie. Kto od siebie samego mówi, ten szuka własnej chwały; ale kto szuka chwały tego, który go posłał, ten jest szczery i nie ma w nim nieprawości [Jn 7,15-18]. Jezus jako Syn Człowieczy ściśle trzymał się Słowa Bożego. Bo Ja nie z siebie samego mówiłem, ale Ojciec, który mnie posłał, On mi rozkazał, co mam powiedzieć i co mam mówić. I wiem, że przykazanie jego jest żywotem wiecznym. Przeto, co Ja wam mówię, mówię tak, jak mi powiedział Ojciec [Jn 12,49-50].

Doktryna, tj. nauka chrześcijańska jest bardzo ważna, bo stanowi fundament i treść zbawczej wiary. Jesteśmy zbawieni nie dlatego, żeśmy sobie wymyśli sposób na życie wieczne, ale dlatego, że Bóg obdarował nas nim w Chrystusie Jezusie i nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Ta pewność bierze się z posłuszeństwa i zawierzenia Słowu Bożemu. Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe [Rz 10,17]. Apostołowie Jezusa Chrystusa otrzymali zadanie głoszenia Słowa Bożego wszystkim narodom, żeby je przywieść do posłuszeństwa wiary [Rz 16,26], albowiem cokolwiek nie jest z wiary, grzechem jest [Rz 14,23 BG]. Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani [Rz 6,17]. Wszyscy prawdziwi chrześcijanie są zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu [Ef 2,20-21].

Ewangelia Chrystusowa musi być bardzo ważna, skoro ludzie zmieniający jej wydźwięk lub zawartość, narażają się na sąd Boży. Dziwię się, że tak prędko dajecie się odwieść od tego, który was powołał w łasce Chrystusowej do innej ewangelii, chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową. Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty! [Ga 1,6-9]. Wykraczanie poza granice nauki apostolskiej oznacza wręcz utratę społeczności z Bogiem. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie [2Jn 1,9-10].

Biblia mówi, że doktryna chrześcijańska ma być nienaruszalna. Żaden pastor, kaznodzieja czy nauczyciel Słowa Bożego, nie ma prawa interpretować Pisma Świętego po swojemu. To, że ktoś miał sen, albo że jakaś "odkrywcza" myśl przyszła mu do głowy, nie upoważnia go do nowego podejścia do nauki apostolskiej i głoszenia nowatorskich poglądów. Przede wszystkim to wiedzcie, że wszelkie proroctwo Pisma nie podlega dowolnemu wykładowi. Albowiem proroctwo nie przychodziło nigdy z woli ludzkiej, lecz wypowiadali je ludzie Boży, natchnieni Duchem Świętym [2Pt 1,20-21]. Dlatego troską apostołów Jezusa Chrystusa było należyte formowanie nowo nawróconych chrześcijan. Dzieci moje, znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was [Ga 4,19]. Brak ukształtowania poglądów wg myśli Chrystusowej grozi niebezpieczeństwem rozmijania się z naukami apostolskimi, bo są w nich pewne rzeczy niezrozumiałe, które, podobnie jak i inne pisma, ludzie niewykształceni i niezbyt umocnieni przekręcają ku swej własnej zgubie [2Pt 3,16]. 

Trzymanie się zdrowej nauki jest ważne, skoro szatan tak bardzo stara się ją zanieczyszczać posługując się fałszywymi apostołami, pracownikami zdradliwymi, którzy tylko przybierają postać apostołów Chrystusowych. I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości [2Ko 11,13-14]. Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie [Kol 2,8]. Skąd ludziom przyszłoby do głowy, - bo przecież nie z samego czytania Biblii - że np. każda choroba jest od diabła, że trzeba wizualizować własne sukcesy, sprowadzać obecność Bożą, albo że chrześcijanie powinni dążyć do przejmowania wpływów w kluczowych sferach funkcjonowania społeczeństw? Bylibyśmy dalecy od takich pomysłów, gdyby nie nauczyciele spod znaku "Słowa Wiary" lub Reformacji Nowoapostoskiej (ang. New Apostolic Reformation NAR). To z powodu kogoś takiego, kto inaczej naucza i nie trzyma się zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z prawdziwą pobożnością [1Tm 6,3] jest tyle dezorientacji, rozbieżności poglądów i rozdarcia w środowisku ewangelicznego chrześcijaństwa.

Napatrzyłem się już i nasłuchałem ludzi, którzy co sezon głoszą co innego. Kilka lat temu znany nauczyciel ruchu wiary nagle konwertował na rzymski katolicyzm. Niektórzy pastorzy już parę razy przepraszali za propagowanie doktryny dobrobytu, a dzisiaj znowu ją głoszą. Ludzie spod znaku "Polska dla Jezusa", dawni liderzy tzw. "ruchu wstawienników", od lat ogłaszają swe wpływy na kraj, a jedyne, co widać, to ich coraz większą współpracę z kościołem katolickim i przyjaźń ze światem. Są tacy, którzy swego czasu  podróżowali po namaszczenie do Toronto, do Pensacoli, do Lakeland i do innych miejsc, ogłaszając po powrocie kolejne przebudzenia w Polsce. Było sporo emocji, wzniosłych haseł i zapowiedzi cudownych uzdrowień. Żyję tu i widzę, co z tego naprawdę miało miejsce. Chrystus Pan wskazuje na wartość trwania w Słowie Bożym. Jeżeli wytrwacie w Słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie [Jn 8,31]. To nie znaki i cuda, a nauczanie Słowa Bożego umacnia nas w wierze.

Jednym słowem, nie ma w tym ani cienia przesady, że trwanie w zdrowej nauce chrześcijańskiej jest naprawdę ważne! Dopóki nie przyjdę, pilnuj czytania, napominania, nauki. (…) Pilnuj siebie samego i nauki, trwaj w tym, bo to czyniąc, i samego siebie zbawisz, i tych, którzy cię słuchają [1Tm 4,13-16]. 

Czytajmy Biblię. Codziennie rozważajmy Słowo Boże i żyjmy zgodnie z Pismem Świętym.