 |
| Modlitwa dziękczynna za 80 lat Zboru w Hniszowie |
Tutejsza wspólnota ludzi ewangelicznie wierzących miała swoje
początki zaraz po przejściu przez te tereny frontu kończącego Drugą Wojnę
Światową. Powstanie Zboru w Hniszowie datujemy wszakże na rok 1946, bowiem w
dwóch pierwszych latach po wojnie były to spontaniczne spotkania w różnych okolicznych
miejscowościach i dopiero wtedy, w ich wyniku, zgromadzający się bracia i siostry zdecydowali,
że będą tworzyć konkretny Zbór.
Te pierwsze zgromadzenia zawdzięczamy współpracy śp. Józefa
Wołoszczuka sen. i śp. Władysława Rudkowskiego. Pochodzący z Hniszowa Józef, po
kilkuletnim pobycie na Wołyniu, jako świeżo nawrócony i napełniony Duchem
Świętym piętnastoletni młodzieniec powrócił z matką i bratem w 1944 roku do rodzinnej
wioski. Wprawdzie musiał na co dzień ciężko pracować na roli, ale bardzo
pragnął też głosić ewangelię w swoich stronach. Wspomógł go w tym mieszkający
wówczas w Woli Uhruskiej prezbiter Władysław Rudkowski, który – niestety – po
kilku latach na stałe wyprowadził się z Woli. Po jego wyjeździe cała
odpowiedzialność za dalsze losy powstającej wspólnoty spadła na brata Józefa
Wołoszczuka sen., wybranego i ordynowanego do tej roli w 1961 roku przez
prezbiterów, Edwarda Czajko z Warszawy i wspomnianego Władysława Rudkowskiego.
Urzędowa rejestracja hniszowskiego zboru miała miejsce
siedem lat później. Nastąpiło to 3 marca 1968 roku. Od tego czasu tutejsza
społeczność formalnie dołączyła do grona zborów dzisiejszego Kościoła
Zielonoświątkowego. Na przełożonego zboru wybrano prezbitera Józefa Wołoszczuka
sen., który tę funkcję sprawował przez kolejne trzydzieści lat, aż do roku
1998.
Senior Wołoszczuk zasługuje na szczególnie dobre słowa w
naszych dzisiejszych wspomnieniach. Razem z jego żoną Katarzyną od pierwszych
spotkań w połowie lat czterdziestych otworzyli na ten cel swoje prywatne
mieszkanie w Hniszowie. Przez dekady wiernie ponosili trud organizacyjny tutejszych
nabożeństw i gościli ich uczestników. Na takie domowe nabożeństwo w ich nieistniejącym
już starym domu z werandą obrośniętą dzikim winem, na początku lat
siedemdziesiątych ub. wieku trafiłem z moją mamą i rodzeństwem. Nigdy nie
zapomnę po raz pierwszy tu usłyszanej pieśni: „Czyś słyszał, że Kościół jest
żywy, gdzie Chrystus kapłanem jest sam?” Zawsze też będę miał w pamięci
żywiołową modlitwę tutejszych chrześcijan, po której dla naszej rodziny stało
się jasne, że to jest miejsce, gdzie ludzie naprawdę spotykają się i rozmawiają
z Bogiem.
Rodzina i dom Wołoszczuków natychmiast stał się dla mnie
drugim domem, a moi rówieśnicy, wówczas Józek i Rysiek, stali się moimi
najbliższymi przyjaciółmi, zwłaszcza że z powodu duchowego odrodzenia i przyłączenia
się do zielonoświątkowców, zostaliśmy odrzuceni przez naszych krewnych i
sąsiadów. Gdy tylko mogłem, przyjeżdżałem do Hniszowa i spędzałem z chłopakami
jak najwięcej czasu. Dodatkowym magnesem przyciągającym mnie tutaj w młodzieńczych
latach był motocykl pastora Józefa. Bywało, że z Józkiem robiliśmy sobie
przejażdżkę tą „wueską” poza wiedzą jego taty. Myślę, że właśnie tutaj złapałem
bakcyla motocyklizmu, którego nie potrafię i nie chcę pozbywać się do
dzisiaj.
4 lipca
1971 roku w Uherce, niewielkiej rzeczce płynącej do Bugu przez pola Podrudzia,
moja mama Halina i najstarsza siostra, Irena wraz z trzema innymi osobami,
zostały ochrzczone w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Tym samym, także moja
rodzina formalnie stała się częścią hniszowskiego zboru. O ile dobrze pamiętam,
w tamtych latach nabożeństwa Zboru odbywały się tutaj w Hniszowie, w Rudzie u
Jana i Marii Wołoszczuków, w Woli Uhruskiej w mieszkaniu Antoniego i Marii
Milewskich, a kilka razy również w naszym domu w Piaskach.
W
październiku 1974 roku, w ślad za mamą i rodzeństwem, również i ja wyjechałem
do Gdańska. Mój codzienny kontakt ze zborem hniszowskim został tym samym
przerwany, lecz duchowa więź trwa do dzisiaj. Najpierw, przez całe lata z
Józefem Wołoszczukiem juniorem prowadziliśmy regularną korespondencję listowną,
potem razem uczyliśmy się w Szkole Biblijnej w Warszawie, a gdy już stałem się
sługą Słowa Bożego i zacząłem troszkę z posługą Słowa podróżować po kraju,
wykorzystywałem każdą okazję, aby choć na chwilę zajrzeć do Hniszowa.
Dzięki
temu wciąż jestem z tutejszym zborem w serdecznych relacjach. Niemałą w tym
zasługę ma fakt, że od 1998 roku służbę duszpasterską pełni tu pastor Ryszard,
młodszy syn seniora Wołoszczuka. Wprawdzie nie mogłem być z nim w dniu 1
września 2002 roku – gdy miała miejsce jego ordynacja i formalne objęcie przez niego
funkcji pastora. Ale już dwa lata później razem z siostrą Alą i bratem
Ryszardem modliliśmy się o ich małego Szymona i nasze kontakty znowu się
zacieśniły. W międzyczasie przeszli do wieczności rodzice pastora oraz kilka
innych, znanych mi z dzieciństwa osób, a Zbór hniszowski wciąż istnieje i w tym
zakątku naszego kraju wydaje dobre świadectwo żywej wiary w Jezusa Chrystusa. Dodajmy,
że zbór hniszowski, jako najstarszy w tej okolicy, ma swój udział w powstaniu
zboru w Chełmie oraz punktu misyjnego we Włodawie.
Jestem
pod wrażeniem stabilności w wierze braci i sióstr tworzących tutejszy Zbór. Osiemdziesiąt
lat nieprzerwanej działalności w czasach tak dużych zmian
społeczno-kulturowych, zachodzących w naszym kraju – to wielka rzecz! Chylę
dziś przed Wami czoła i dziękuję Bogu za Was! Jestem też wdzięczny Bogu za nowe
pokolenie, które już ma udział w duchowej sztafecie o dar życia wiecznego, a
wkrótce całkowicie przejmie z naszych rąk sztandar ewangelii i będzie go wysoko
trzymać, tutaj - między Chełmem a Włodawą.
Pewien
misjonarz głoszący ewangelię w jednym z islamskich krajów powiedział kiedyś, że
owoce jego posługi nigdy nie będą wielkie, ponieważ większość nowo nawróconych
chrześcijan albo czym prędzej wyjeżdża, albo zostają zamordowani przez
fanatycznych muzułmanów.
Podobnie,
choć nie tak drastycznie, przedstawiają się losy zboru działającego na wsi.
Zarówno w odniesieniu do naturalnie rodzących się nam dzieci, jak i do osób
rodzących się na nowo w sensie duchowym, trzeba się z tym liczyć, że któregoś
dnia – podobnie jak w tych dniach bociany – wyfruną z naszego gniazda i polecą
gdzieś do szkoły, do pracy, do nowego miejsca zamieszkania lub służby -
uszczuplając liczebność wspólnoty.
Chcę Wam
dzisiaj – w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, jako Głowy Kościoła – wskazać, jak
wielkie znaczenie ma Wasza wierność w małym. Będzie
wtedy podobnie jak z człowiekiem, który wybierał się w podróż. Przywołał swoich
służących i przekazał im mienie. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden —
każdemu według jego możliwości. Potem wyjechał. Sługa, który wziął pięć
talentów, zaraz poszedł, zaczął nimi obracać i zyskał dalsze
pięć. Podobnie sługa, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. Ten
natomiast, który wziął jeden talent, odszedł, wykopał w ziemi schowek i ukrył
pieniądze swojego pana.
Po
dłuższym czasie pan wraca i wzywa służących do rozliczeń. Ten, który otrzymał
pięć talentów, przyniósł dalsze pięć i oznajmił: Panie! Powierzyłeś mi pięć
talentów. Proszę — zyskałem dalsze pięć. Pan na to: Wspaniale, dobry i
wierny sługo! Okazałeś się wierny w paru sprawach, teraz postawię cię nad
wieloma. Wejdź, wesel się razem ze mną. Następnie
przyszedł ten, który otrzymał dwa talenty. Panie — powiedział — powierzyłeś mi
dwa talenty. Zobacz, zyskałem dalsze dwa. Pan odpowiedział: Wspaniale,
dobry i wierny sługo, okazałeś się wierny w paru sprawach, postawię cię teraz
nad wieloma. Wejdź, wesel się razem ze mną! (Mt 25, 14-23).
Wierność w małym zostanie doceniona i wspaniale uhonorowana! Dobrze sługo, przeto iż w małym byłeś wierny, obejmij władzę nad dziesięciu miastami! (Łk 19,17). Apeluję więc:
- Nadal
mówicie o Panu Jezusie wszędzie, gdzie tylko się da!
- Pilnie
bierzcie udział w zgromadzeniach Zboru, jakbyście... np.
imiennie byli zaproszeni na kameralne spotkanie z Prezydentem.
- Śpiewajcie
Panu i sobie nawzajem ku zbudowaniu, jakbyście... np.
nagrywali pieśń własnego autorstwa do konkursu o nagrodę Fryderyka.
- Bracia,
przygotowujcie się i zawsze głoście Słowo Boże, jakbyście... np. mieli wygłosić kazanie życia przed
wielotysięcznym zgromadzeniem.
- Dbajcie
o codzienne świadectwo życia, jakbyście... np.
przez siedem dni w tygodniu całą dobę non-stop byli na wizji, podglądani jak
żubry w Puszczy Białowieskiej.
Na
okoliczność Jubileuszu 80-Lecia Zboru, mam propozycję podziękowania Bogu za
poprzedników w wierze:
- za śp. pastora Józefa i Katarzynę Wołoszczuków oraz ich
dzieci; Lucynę, Elę, Józefa i Ryszarda, którzy przez wiele lat tworzyli dobrą
atmosferę tego Zboru,
- za śp. Władysława Rudkowskiego i jego rodzinę,
- za śp. Jana i Marię Wołoszczuków oraz ich córki, Lilę i Danutę,
- za braci śp. Piotra Wawrzyka, Franciszka Kudzio,
- za takie osoby jak Maria Milewska, które z nieustającą pasją dzieliły się
ewangelią.
Z okazji tak
doniosłej Rocznicy Zboru podziękujmy też dzisiaj Bogu za wszystkie osoby
aktualnie tworzące hniszowski Zbór. Za pastora Ryszarda, siostrę Alinę oraz za każdą
osobę która współdziała i pracuje (1Ko 16,16) na rzecz głoszenia ewangelii
oraz dobrego świadectwa i pomyślności tutejszego Zboru Pańskiego! Zechciejmy też pomodlić się o ich dalsze losy, aby z pomocą Ducha
Świętego, oczekując powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, pięknie pisali teraz
historię kolejnej, dziewiątej już dekady Zboru.