22 czerwca, 2022

Chwalenie się a pokora

W czasach social mediów i rosnącej mody na autoprezentację, nazbyt często nam się zdarza, że chwalimy samych siebie. Domyślam się, że nie robimy tego świadomie, wszakże jakby na to nie spojrzeć, nasza aktywność tak może być zrozumiana. Gdy pstrykamy sobie selfie w trakcie wyjazdu misyjnego, udzielania pomocy Ukraińcom, ewangelizacji ulicznej, akcji społecznej, modlitwy itp., i gdy wystawiamy potem takie zdjęcia na widok publiczny w Internecie, to przecież w ten sposób pokazujemy ludziom, jak chwalebne rzeczy robimy i jacy przez to wyjątkowi jesteśmy. 

W Kazaniu na Górze Chrystus Pan udzielił nam bardzo ważnego pouczenia: Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie. Gdy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to czynią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja, aby twoja jałmużna była ukryta, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

(...) A gdy pościcie, nie bądźcie smętni jak obłudnicy; szpecą bowiem twarze swoje, aby ludziom pokazać, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy pościsz, namaść głowę swoją i umyj twarz swoją. Aby nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie [Mt 6,1-18]. 

Jestem przekonany, że Panu Jezusowi nie chodziło o totalne ukrywanie naszych dobrych czynów i projektów. Niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie [Mt 5,16] - nakazał przecież w tym samym kazaniu. Rzecz w tym, żeby nie być "samochwałą" z bajki J. Brzechwy. Niech inny cię chwali, a nie własne usta, obcy, a nie własne wargi [Prz 27,2]. Silna potrzeba chwalenia się może być przejawem próżności i głupoty, która bywa podłożem przechwałek [2Ko 11,17].

Z Biblii wiadomo, że Bogu podobają się ludzie pokorni, to znaczy - uznający własną ograniczoność, niewywyższający się ponad innych i unikający chwalenia się swoimi dokonaniami. Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca [Mt 11,29] - powiedział Pan. Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi [Dz 20,24] - stwierdził w natchnieniu apostoł narodów. Wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje [1Pt 5,5] - wzywa nas Słowo Boże. Pokorni w głębi serca, nie nosimy w sobie potrzeby chwalenia się. Każdą okazję wykorzystujemy nade wszystko do tego, aby chwalić i wywyższyć naszego Pana, Jezusa Chrystusa. 

07 czerwca, 2022

O przekazywaniu służby

Dzisiejsze rozważanie Pisma Świętego podsuwa mi kilka myśli o konieczności przekazania swoich zadań w służbie Bożej w młode ręce i o zrobieniu tego w porę. Tak postąpił niegdyś król Dawid, gdy Bóg mu objawił, że nie wszystko, co zaplanował, sam w pełni zrealizuje. Nadszedł czas, aby dalszym wypełnianiem planów Dawida zajął się jego syn, Salomon. 

Domyślam się, że tego pokroju sługa Boży, co Dawid, tak przepełniony wzniosłym pragnieniem zbudowania Bogu na chwałę okazałej świątyni, bardzo chciałby sam dopilnować dzieła swego życia. Był jednak na tyle pokorny, że mając już wszystko przygotowane, zgodził się z tym, aby wymarzoną przez niego budowlę przypisywano nie jemu, lecz aby była ona nazywana świątynią Salomona.  

Wielce wymowne dla mnie jest to, że w akcie przekazania synowi odpowiedzialności za dalsze losy projektu świątyni w Jerozolimie, Dawid tak wyraźnie skupił na duchowości Salomona. A ty, Salomonie, mój synu, poznawaj Boga swojego ojca. Służ Mu całym sercem. Znajduj w tym dla siebie przyjemność. PAN bowiem bada wszystkie serca i rozumie każdy przebłysk myśli. Jeśli będziesz Go szukał, pozwoli ci się znaleźć, lecz jeśli Go opuścisz, odrzuci cię na zawsze. Uważaj zatem! PAN wybrał cię, abyś zbudował świątynię. Zbierz siły - i działaj! [1Krn 28,9-10].

Zauważyłem, że nawet przy objaśnianiu technicznych detali dotyczących zaprojektowanej budowli, król Dawid nie podkreślał znaczenia własnych pomysłów, lecz to, co pochodziło z natchnienia Bożego. O tym wszystko - [jak powiedział Dawid] - pouczony został on na piśmie pochodzącym z ręki PANA. Po tych słowach Dawid zwrócił się do Salomona: Zbierz siły, bądź mężny - i działaj! Nie bój się, nie ulegaj trwodze, gdyż PAN, mój Bóg, będzie z tobą. On cię nie zawiedzie ani nie opuści. Z Nim wykonasz wszystko, co łączy się ze służbą w domu PANA [1Krn 28,19-20].

Nie każdy syn chce - jak ojciec - miłować Boga i żyć w bojaźni Bożej. Nie każdy młody chrześcijanin nosi w sercu ten sam - co jego poprzednicy w służbie - respekt dla Słowa Bożego. Jeżeli wszakże zdarza się nam mieć takich synów, takich następców w służbie, którzy pragną poznawać Boga,  służą Mu całym sercem i znajdują w tym przyjemność - to możemy być spokojni o dalsze losy zboru i prowadzonej przez nas pracy Pańskiej. Rzecz w tym, żeby nie omieszkać w porę im służbę przekazać.

04 czerwca, 2022

Pragnij wpływu Ducha Świętego

Moja Gabriela w kwietniu 2022 na Azusa Street w Los Angeles,
gdzie w 1906 roku rozpoczęło się wielkie przebudzenie duchowe
i narodził się współczesny ruch zielonoświątkowy.
Chociaż nie wszyscy ten pogląd podzielą, to jednak chcę postawić tezę, że każdy z nas zawsze jakoś wpływa na innych. Mamy przede wszystkim oczywistą możliwość pozytywnego oddziaływania. Uśmiechając się, gorliwie się modląc, dzieląc się posiadanym dobrem, składając świadectwo swoich przeżyć z Bogiem i poprzez wiele innych, prostych czynów oraz postaw, wywieramy dobry wpływ. Wpływamy pozytywnie na innych nie tylko wielkim heroizmem, wzniosłymi gestami i osiągnięciami, ale także cichym i spokojnym życiem we wszelkiej pobożności i uczciwości [1Tm 2,2].

Niestety, również przytrafia się nam wpływać źle. Wpływamy ponurym wyrazem twarzy, narzekaniem, milczeniem w czasie wspólnego uwielbiania Boga, spóźnianiem się, krytykowaniem, zajmowaniem miejsca z tyłu sali, wychodzeniem przed zakończeniem czy też opuszczaniem wspólnych zgromadzeń. Na sto różnych sposobów zdarza się nam oddziaływać na innych negatywnie. Wpływamy nie tylko bulwersującym i gorszącym postępowaniem ale także powierzchownością swego chrześcijaństwa, zmiennością nastrojów, pospolitością zainteresowań i zwykłą obojętnością.

Wiemy, że można wpływać dobrze, lecz zbyt często nasz wpływ jest zły, negatywny czy wręcz fatalny. Chcemy dobrze, ale wychodzi źle. Jak to zmienić? Pozwólmy, by i w tej sprawie oświeciło nas Słowo Boże. A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony [Jn 7,37-39].

Z powyższych słów Jezusa wynika, że prawdziwa wiara w Jezusa Chrystusa oznacza wielkie zmiany w życiu człowieka. Pismo mówi, że w rezultacie nawrócenia się do Jezusa z naszego wnętrza popłyną rzeki wody żywej. Przestaje wylewać się z nas duchowa próżność, gorycz, niezadowolenie i sceptycyzm. Stajemy się pozytywnymi "influencerami". Żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust naszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają [Ef 4,29]. Tajemnicą takiego wpływu jest napełnienie Duchem Świętym. To dzięki Duchowi zmieniamy się w ludzi o pozytywnym oddziaływaniu. Jednocześnie Jezus poucza, że aby otrzymać Ducha Świętego trzeba ze szczerym pragnieniem zwrócić się w tej sprawie do Niego.

Przyjrzymy się fenomenowi napełnienia Duchem Świętym na przykładzie uczniów Jezusa. Jak wynika z biblijnych opisów, po śmierci Mistrza Jego uczniowie popadli w zły stan psychiczno-duchowy. Źle na siebie nawzajem wpływali. Dlatego na koniec ukazał się jedenastu uczniom, gdy siedzieli u stołu, i ganił ich niewiarę i zatwardziałość serca, że nie uwierzyli tym, którzy Go widzieli zmartwychwskrzeszonego [Mk 16,14].

Uczniowie Jezusa mieli wielkie powołanie! Chrystus Pan powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii, i żeby mieli moc wypędzać demony [Mk 3,14-15]. Wybrał ich i przeznaczył, aby szli i owoc wydawali, i aby owoc ich był trwały [Jn 15,16]! Mieli być świadkami Jezusa! Na całym świecie mieli przyprowadzać ludzi do posłuszeństwa wiary [Rz 1,5]! Mieli zbawiennie wpłynąć na losy narodów, a tymczasem siedzieli zasmuceni, wystraszeni i załamani. Coś trzeba było z nimi zrobić, bo nie o taki wpływ chodziło Panu, gdy ich powoływał.

W tej sytuacji Pan Jezus czym prędzej przyszedł do nich i udzielił im kapitalnej wskazówki. A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, ukazał im ręce i bok. Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana. I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego [Jn 20,19-22].

Uczniowie Jezusa potrzebowali napełnienia Duchem Świętym. Pan nakazał im, aby nie oddalali się z miasta, aż zstąpi na nich Duch Święty. I tak się stało! A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,1-4]. W jednej chwili nastąpiła w nich ogromna zmiana. Gdy dostali się pod wpływ Ducha Świętego nabrali odwagi i mocy do składania świadectwa o Jezusie. Zaczęli rozumieć Pismo Święte. Mogli wypowiadać i wyjaśniać innym tajemnice Boże, o których wcześniej nie mieli należytego pojęcia.

Uczniowie Jezusa w lot pojęli też, że napełnienie Duchem Świętym jest konieczną kwalifikacją do wszelkiej służby. Nie tylko, aby być odważnym świadkiem Jezusa i nikomu już nie dać się zastraszyć, bo gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże [Dz 4,31]. Zrozumieli, że trzeba być pełnym Ducha Świętego nawet do służby socjalnej, do posługiwania przy stołach [zobacz Dz 6,1-4]. Wraz z własnym chrztem w Duchu, apostołowie zaczęli przejawiać wielką troskę o to, aby wszyscy ludzie nawracający się do wiary w Jezusa Chrystusa otrzymywali Ducha Świętego. Przykładem jest reakcja apostolska na przebudzenie duchowe w Samarii. A gdy apostołowie w Jerozolimie usłyszeli, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do nich Piotra i Jana, którzy przybywszy tam, modlili się za nimi, aby otrzymali Ducha Świętego. Na nikogo bowiem z nich nie był jeszcze zstąpił, bo byli tylko ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego [Dz 8,14-17].

Apostołowie z własnego doświadczenia wiedzieli też, że istnieje realne prawdopodobieństwo osłabienia więzi z Duchem Świętym. Niektórym chrześcijanom zdarzyły się próby okłamywania Ducha Świętego. Ktoś inny Go zasmucił. Ktoś zgasił Jego działanie. Dlatego nauka apostolska wzywa do pielęgnowania osobistej społeczności z Duchem Świętym i stałego korzystania z daru łaski, jakim jest napełnienie Duchem. Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi [2Ko 13,13] - brzmi życzenie i błogosławieństwo apostolskie.

Dzięki napełnieniu Duchem Świętym pierwsi chrześcijanie byli w stanie dokonać wszystkiego! Mogli wytrwać i nie zachwiać się w wierze. Potrafili stawić czoła prześladowaniom. Byli zdolni do tego, by głosić z mocą ewangelię Chrystusową. Duch Święty wspomagał ich [zobacz Dz 9,31] tak, że nie tylko nie ulegali już wpływom świata ale sami pozytywnie wpływali na swoje otoczenie.

Trzeba wiedzieć i pamiętać, że Duch Święty został obiecany wszystkim chrześcijanom. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła [Dz 2,39]. Napełnienie Duchem Świętym zmienia nasz status i pozycję w oczach Bożych. Ale wy nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeśli tylko Duch Boży mieszka w was. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego [Rz 8,9]. Duch Święty stanowi Bożą gwarancję naszego przeznaczenia, wynikającego z wiary w Chrystusa. W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w Niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej, ku uwielbieniu chwały Jego [Ef 1,13-14]. A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia [Ef 4,30].

Napełnienie Duchem Świętym całkowicie odmienia nas od środka. Otrzymujemy wewnętrzną pewność, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy [Rz 8,14-16]. Dzięki Duchowi Świętemu możemy też skutecznie rozprawiać się z własną cielesnością. Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej. Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie [Ga 5,16-17]. Dlatego nie upijajcie się też winem, bo przy tym łatwo o nieprzyzwoitość, ale dbajcie o to, aby Duch mógł was stale napełniać [Ef 5,18].

Chrześcijanie wszystkich czasów mają wielką rolę do spełnienia. Jesteśmy w swoim pokoleniu świadkami Jezusa Chrystusa! Trzeba nam wciąż na nowo odświeżać w sobie świadomość naszego powołania i wybrania. I trzeba pamiętać, że tylko z pomocą Ducha Świętego możemy temu sprostać! Dlatego pragnijmy Jego wpływu! Dzięki Niemu zawsze będziemy mogli pozytywnie wpływać na innych!

Stan duchowy i psychiczny współczesnych chrześcijan nie przedstawia się zbyt budująco. Wielu z nas utknęło w duchowej apatii, obojętności czy zwykłym lenistwie. Nasze serca często lgną do świata i do jego wartości. Niektórych coraz mocniej ogarnia zwątpienie i niedowiarstwo. Miłość wielu oziębła. Powróćmy - proszę - do odczytanych na wstępie słów naszego Pana, który powiedział: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli [Jn 7,37-38].

Chrystus Pan wyznaczył pewny sposób na to, aby chrześcijanie mogli pozytywnie wpływać na otoczenie: Przyjmijcie Ducha Świętego! [Jn 20,22]. Każdy z nas potrzebuje napełnienia Duchem Świętym! Zapragnijmy wpływu Ducha Świętego przede wszystkim na nas samych. Wtedy będziemy mogli zawsze dobrze wpływać też na innych.

Święto Zesłania Ducha Świętego A.D. 2022

26 maja, 2022

Dziesięć dni rozterki

Klon targany dzisiejszym wichrem
Tegoroczny kalendarz mówi, że właśnie mija czterdzieści dni od śmierci Jezusa Chrystusa, którego ukrzyżowano podczas żydowskiego święta Paschy. Za dziesięć dni święto Pięćdziesiątnicy i czas, gdy będziemy wspominać pierwsze wylanie Ducha Świętego na wszystkich ówczesnych uczniów Jezusa. Dzisiaj należy więc wspomnieć Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa. Czym ono było dla apostołów? Jakie dni zapowiadało dla nich? Początek jakiego rodzaju prób w naszym życiu może obrazować?

Cztery ewangelie mówią o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę; im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym. (...) I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba [Dz 1,1-11].

Próbuję wyobrazić sobie, co wtedy czuli i co myśleli uczniowie Jezusa, gdy ich Mistrz uniósł się i zaczął znikać w chmurach. Po traumatycznych przeżyciach z okresu Paschy z wielkimi oporami powrócili do wiary, że On zmartwychwstał i naprawdę żyje. Ledwie co odzyskali Pana. Tak się cieszyli, że znowu razem mogli być w Galilei. Kazał im wrócić, więc powrócili do Jerozolimy i jak dawniej poszli razem na Górę Oliwną. I co?! Nagle został uniesiony w górę i obłok zabrał Go sprzed ich oczu. Zostali sami ze wzrokiem wlepionym w niebo. 

Myślę, że w ciągu kolejnych dni uczniowie zasmakowali wielu sprzecznych uczuć. Słyszeli z ust Pana, że nie zostawi ich na lodzie. Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was [Jn 14,16-18].  Mieli na Niego czekać w Jerozolimie. Mistrza już nie było, a obiecany 'Paraklet', który został im zapowiedziany jako Ktoś dokładnie o tej samej co Syn Boży naturze, randze i mocy, nie zastąpił Go od razu, z godziny na godzinę. My dzisiaj to wiemy, ale oni nie wiedzieli, że ich rozterka miała potrwać dziesięć dni. 

Dlaczego Bóg zaaplikował uczniom Jezusa kolejne dni oczekiwania? Czyż nie mógł im oszczędzić tego stresu i w momencie wniebowstąpienia Syna Bożego od razu zesłać im Ducha Świętego? Pan jednak zostawił ich i zobowiązał do czekania, nie wyjaśniając im dokładnie nawet tego, kiedy i jak spełni swą obietnicę. Cóż w tej sytuacji mogli zrobić? Zbierali się w sali na piętrze i razem się modlili. Tak nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy. Zstąpił na nich Duch Święty i napełnił wszystkich zgromadzonych.  W jednej chwili stało się im jasne, że odtąd ich naśladowanie Jezusa będzie miało charakter duchowy, już bez fizycznego oglądania Pana.

Nie ma się co dziwić, że obecnie i nam zdarzają się takie sytuacje, gdy Bóg zostawia nas, byśmy całymi dniami bili się z myślami, co nas czeka i jak będziemy dalej żyć? Nigdy nie jest to wszakże czas długotrwały, obmierzony na to, by doprowadzić nas do załamania się w wierze. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść [1Ko 10,13]. Podczas, gdy niektórzy ludzie - żyjący poza łaską Bożą -  po mniej więcej dziesięciu dniach [1Sm 25,38] giną, to jednak ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają [Iz 40,31]. Dziesięć dni można rozumieć symbolicznie jako wskazówkę, że czas próby jest kontrolowany przez Boga. Nie lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię. Oto diabeł wtrąci niektórych z was do więzienia, abyście byli poddani próbie, i będziecie w udręce przez dziesięć dni [Obj 2,10].

Wniebowstąpienie Jezusa, a co za tym idzie, pozbawienie uczniów możliwości dalszej, fizycznej społeczności z Mistrzem stało się dla nich korzyścią, a nie stratą. Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was [Jn 16,7] - tłumaczył im Jezus nadchodzącą zmianę. Języczkiem u wagi miało być ich zachowanie po wniebowstąpieniu. Jest nim i nasze zachowanie w sytuacji, gdy mając obietnicę, że Pan nas nie zostawi na pastwę losu, nagle poczujemy się przez Niego opuszczeni. Dzięki niech będą Bogu, że tego rodzaju próby zazwyczaj nie trwają długo. Po dziesięciu dniach Pan spełnił swą obietnicę i zstąpił na nich Duch Święty. Ważne wszakże, aby w takich chwilach ufnie modlić się i czekać.

19 maja, 2022

Czekanie źródłem szczęścia?

Czy można czuć się szczęśliwym już na samą myśl, że coś dobrego przed nami? Owszem. Zaręczona dziewczyna chodzi z motylkami w brzuchu, bo zbliża się dzień ślubu z jej ukochanym mężczyzną. Typowy uczeń robi się coraz szczęśliwszy wraz z nadchodzącym zakończeniem roku szkolnego i myślą o beztroskich wakacjach. Szczęściem utrudzonych pracą zarobkową, staje się coraz bliższa pora osiągnięcia wieku emerytalnego. Nawet w uciążliwej podróży czujemy się szczęśliwi pod warunkiem, że zmierzamy do wymarzonego celu.

Dodatkowym czynnikiem stymulującym poczucie szczęścia czerpanego z oczekiwania na zbliżające się dobro, jest brak wiedzy, kiedy dokładnie ono nastąpi. Panna Młoda w czasach biblijnego Izraela nie znała daty przybycia Oblubieńca. Każdego dnia więc kwitła ze szczęścia, wiedząc, że to może nastąpić już najbliższej nocy. W drodze do upragnionego - a nieznanego nam z wcześniejszego pobytu - celu podróży, każdy kolejny kilometr podnosi w nas poziom hormonów szczęścia. Świadomość, że docieramy na miejsce, że być może już zza najbliższego zakrętu wyłoni się cel naszych tęsknot, ekscytuje nas i uszczęśliwia.

Prawdopodobnie każdy chrześcijanin zastanawiał się, dlaczego nie została nam objawiona data powrotu Jezusa Chrystusa i naszego z Nim spotkania. Ktoś mógłby pomyśleć, że byłoby lepiej, gdybyśmy znali ten dzień i tę godzinę. Czy jednak uczniowie Jezusa byliby wtedy szczęśliwi? Czy chrześcijanie minionych wieków i pokoleń - wiedząc, że za ich czasów pochwycenie Kościoła nie nastąpi - mogliby ekscytować się i pokrzepiać myślą o rychłym powrocie Pana? Obawiam się, że wówczas ich ziemska pielgrzymka nabrałaby smutnego charakteru, a przez to stałaby się ciężarem nie do udźwignięcia. 

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie [Mt 24,42]. Nasz niebiański Ojciec dobrze nas zna i wie, co jest dla nas lepsze. Oczekiwanie na Pana podtrzymuje w nas potrzebę trwania w bliskiej społeczności z Nim, co już nas uszczęśliwia, bo moim szczęściem być blisko Boga [Ps 73,28]. Czasem dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana [Tr 3,26] ale wyczekiwanie na Niego zawsze zawiera w sobie pierwiastek szczęścia.  Szczęśliwi wszyscy, którzy na Niego czekają [Iz 30,18]. 

Któregoś dnia Chrystus Pan ukaże się ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują [Hbr 9,28]. Ta myśl wciąż na nowo mnie uszczęśliwia. Wyczekuję dnia spotkania z moim umiłowanym Zbawicielem i Panem. Każdy kolejny rok ziemskiej pielgrzymki, wręcz każda chwila, do tego chwalebnego momentu mnie przybliża. W tej myśli ani nawet groźba fizycznej śmierci, ani choroba ciała, nie mogą pozbawić mnie tego niezwykłego poczucia szczęścia. Przecież czekam  na spotkanie z Panem, jak na nic innego w życiu. 

22 kwietnia, 2022

Miłosierni dla własnego dobra

Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz [Łk 6,36]. Tak brzmi jedno z bezwarunkowych przykazań Jezusa Chrystusa. Jest bezwarunkowe, czyli niezależne od okoliczności, stosowane zawsze i wszędzie. Jest praktyczne, bo miłosierdzie to współczucie okazywane komuś czynnie, to zmiłowanie się nad kimś. Stosunkowo łatwo jest być miłosiernym wobec ludzi nam bliskich, pokornie liczących na naszą życzliwość. Przykazanie to nabiera szczególnej wagi, gdy stajemy w obliczu ludzi bliżej nam nieznanych lub nie cieszących się dobrą opinią. W takich chwilach konieczne jest spojrzenie na naszego Ojca w niebie.

Bóg, działając w zgodzie z samym Sobą, gdyż Bóg jest miłością [1Jn 4,8], okazuje wszystkim miłosierdzie i litość, również ludziom pogrążonym w grzechach, bo On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych [Łk 6,35]. Miłosierdzie jest typowe dla Boga. Jako naśladowcy Boga winniśmy więc wyrabiać w sobie postawę stałej gotowości do okazywania współczucia. Kto ma w sobie Ducha Chrystusowego, tego nie trzeba za każdym razem na nowo nakłaniać do miłosierdzia. Ono wręcz charakteryzuje postępowanie chrześcijanina.

Niestety, zbyt łatwo zdarza się nam gubić w sobie tę postawę miłosierdzia. Skupieni na przestrzeganiu przykazań Bożych i zadowoleni z osobistego wywiązywania się z nich, stopniowo zatracamy zdolność empatii wobec tych, którzy te przykazania notorycznie lekceważą. Stajemy się wobec takich ludzi oschli i rygorystyczni. Chrystus Pan wytknął to duchowym przywódcom Izraela. Biada wam, nauczyciele Pisma i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbujecie to, co ważniejsze w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. Tamto trzeba czynić, ale tego nie wolno zaniedbywać [Mt 23,23]. Owszem, dziesięcina jest ważna w oczach Bożych, ale przy zaniedbywaniu tego, co w Prawie ważniejsze, staje się niczym.

W świetle Biblii widzę, że utrzymanie w sobie stałej zdolności do okazywania miłosierdzia nie tylko podoba się Bogu, ale leży też w moim osobistym interesie. Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem [Jk 2,13]. Podobnie jak każdy inny chrześcijanin, któregoś dnia będę musiał stanąć przed sądem Chrystusowym. Jako odkupiony i usprawiedliwiony krwią Baranka Bożego, nie pójdę na potępienie, bo nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie [Rz 8,1]. Jako chrześcijanin będę jednak sądzony przez Chrystusa Pana z moich czynów i postaw po nawróceniu. Z czym przed Nim stanę? 

Biblia mówi, że przed Bogiem można mieć powód do chluby, albo go nie mieć. Dla przykładu, apostoł Paweł napisał do Koryntian, że wy jesteście chlubą naszą, którą mam w Chrystusie Jezusie, Panu naszym [1Ko 15,31]. Głosił im ewangelię i był pewny, że będą się sobą nawzajem chlubić w dzień Pana naszego Jezusa [2Ko 1,14]. Nikt natomiast nie będzie mógł chlubić się swoimi uczynkami jako podstawą do zbawienia, bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem [Rz 4,2]. W sprawie zbawienia niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata [Ga 6,14].

Dobrze jest pamiętać, że najwyraźniej przed sądem Chrystusowym będzie miało znaczenie to, czy jako chrześcijanin okazywałem ludziom miłosierdzie. Sąd bez miłosierdzia będzie nad tym, który nie okazał miłosierdzia, ale - jak mówi Biblia Gdańska - miłosierdzie chlubi się przeciwko sądowi. Jeżeli dzisiaj cechować się będę gotowością do czynnego okazywania ludziom współczucia, to owo miłosierdzie w dniu Pańskim stanie się moim atutem. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią [Mt 5,7].