13 marca, 2026

Nauka, która robi różnicę

Symbole ciała i krwi Syna Człowieczego
W czasie publicznej służby niejeden raz zdarzyło się Panu Jezusowi powiedzieć coś, co bardzo nie spodobało się Jego słuchaczom. Oto jedna z takich sytuacji: Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? Jezus natomiast, wewnętrznie świadomy, że Jego uczniowie szemrają z tego powodu, powiedział do nich: To was zniechęca? Co więc będzie, gdy zobaczycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był wcześniej? To Duch ożywia, ciało w niczym nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda. I dodał: Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane przez Ojca [Jn 6,60-65].

Cóż to była za nauka, która tak poróżniła liczne grono uczniów Jezusa? Otóż Jezus wcześniej przedstawił bardzo istotny i praktyczny przejaw wiary w Niego: Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim [Jn 6,53-56].

Użyte tu w natchnionym tekście greckie słowo sarks jest homonimem. Określa ono ciało w sensie mięsa i fizycznego ciała człowieka, ale także w pismach Nowego Testamentu dość często odnosi się do skażonej grzechem natury człowieka, do jego cielesności i do przyrodzonego, doczesnego porządku rzeczy. 

Ciało Syna Człowieczego stanowi bardzo istotny aspekt Bożego planu zbawienia. Dlatego, w związku z przyjściem na świat, Chrystus mówi: Nie chciałeś ofiary ani daru, lecz przygotowałeś mi ciało [Hbr 10,5]. W celu złożenia ofiary za grzech świata, Syn Boży jako Branek Boży objawił się w ciele. A niezaprzeczalnie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, dostąpił usprawiedliwienia w duchu, widziany był przez aniołów, ogłoszony wśród narodów, zyskał wiarę na świecie, został wzięty do chwały [1Tm 3,16].

Prawda, że Syn Boży przyszedł w ciele najwyraźniej ma ogromne znaczenie, skoro czytamy: Ducha Bożego rozpoznaje się w ten sposób: Wszelki duch, który przyznaje, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele, jest z Boga. Wszelki duch natomiast, który tego o Jezusie nie wyznaje, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym usłyszeliście, że ma przyjść, i już teraz jest na świecie [1Jn 4,2-3]. Gdyż wielu oszustów wyszło na ten świat. Nie chcą oni przyznać, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele. Kto tego nie wyznaje, jest oszustem i antychrystem [2Jn 1,7].

Zatem, Syn Boży – jako Baranek Boży - został ukrzyżowany, a tym samym złożony w ofierze za grzech świata. Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przyprowadzić do Boga. Chociaż zabito Jego ciało, został On ożywiony w Duchu [1Pt 3,18]. Śmierć Jezusa w ciele (sarks) staje się przeznaczeniem dla naszej cielesności. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że na krzyż trafia cielesność (sarks), tj. stara natura tych, którzy w Niego uwierzą. Gdyż miłość Chrystusa przenika nas, którzy stwierdziliśmy, że Jeden umarł za wszystkich, a przez to - wszyscy umarli. Umarł zaś za wszystkich, aby ci, którzy żyją, żyli już nie dla siebie, ale dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał [2Ko 5,14-15].

Nadal żyjemy w ciele, ale już nie według ciała. Dobitnie wskazuje na to nauka apostolska. Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus. Teraz żyję w ciele, lecz żyję, wierząc Synowi Bożemu, który mnie pokochał i wydał za mnie samego siebie [Ga 2,20]. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami [Ga 5,24].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności, pozostając w tym samym ciele zmartwychwstajemy do nowego życia. Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? A zatem za sprawą chrztu zostaliśmy pogrzebani wraz z Nim w śmierć, abyśmy wzorem Chrystusa, który został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca, my również prowadzili nowe życie.

Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy - w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje - żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie [Rz 6,3-11].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności i zmartwychwstaniu do nowego życia - pozostając w ciele - żyjemy już według Ducha, a nie według ciała. Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Bo prawo Ducha, właściwe dla życia w Chrystusie Jezusie, uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci. Jeśli chodzi o niemoc Prawa, wynikającą ze słabości ciała, to Bóg, przez posłanie swego Syna w postaci grzesznego ciała - jako ofiarę za grzech - potępił grzech w ciele. W ten sposób akt sprawiedliwości Prawa został spełniony w stosunku do nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha - tym, co duchowe [Rz 8,1-5].

Uwaga! W każdym prawdziwym chrześcijaninie - pozostającym w ciele ale już nie żyjącym według ciała - z oczywistego powodu dochodzi do swoistego napięcia. W związku z toczącą się w nas walką duchową zdarzają chwile zwątpienia. Wówczas cielesność czasem bierze w nas górę i przeżywamy rozmaite rozterki. Odkrywam zatem pewne prawo. Otóż, gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło. W moim wewnętrznym człowieku zachwycam się Prawem Bożym. Lecz w moich członkach dostrzegam inne prawo. Walczy ono przeciwko Prawu, za którym opowiada się mój rozum, i bierze mnie w niewolę prawa grzechu, rządzącego w moich członkach. Nędzny ja człowiek! Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? [Rz 7,21-24]. Dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy nie ulegali tym chwilowym wahnięciom, lecz mocno trzymali się słów Chrystusa. Podkreślam natomiast: Żyjcie w Duchu, a na pewno pokonacie żądzę ciała. Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie [Ga 5,16-17].

Niezwykle ważne jest, abyśmy myśląc o naszej cielesności i zmagając się z nią, wzorowali się tym, co stało się z ciałem Syna Człowieczego. Prawda o Jego ciele – wyznacza nam kierunek myślenia i postępowania. Mając na uwadze ciało Syna Człowieczego - karmimy się nim, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu [Rz 6,6-7]. Ciało Syna Człowieczego głosi nam, że rozwiązania problemu naszej cielesności należy szukać na krzyżu! Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie [Mk 8,34] – powiedział Pan.

Taka jest nauka Chrystusowa i ona robi różnicę! Kto wierzy w Chrystusa ukrzyżował ciało swoje wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami. Jednak nasza cielesność jest jak fabryka grzechu. Zanim przez wiarę w pełni się z nią rozprawimy, wciąż wznawia swą produkcję. Zatem za każdym razem, gdy zgrzeszymy, potrzebujemy przebaczenia i oczyszczenia. I wtedy w sukurs nam przychodzi krew Syna Człowieczego. Właściwie, według Prawa, niemal wszystko oczyszcza się krwią i bez przelania krwi nie ma przebaczenia [Hbr 9,22].

O, ta krew, ta droga krew, zgładza grzech i Boży gniew! Strzeże mnie i w wątpień noc tej drogiej krwi cudowna moc - śpiewamy w refrenie jednego z hymnów - a krew Jezusa, Jego Syna, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli zaprzeczamy, że popełniliśmy grzech, sami siebie oszukujemy, jesteśmy dalecy od prawdy. Jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy - przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1Jn 1,7-9]. Podkreślmy tu wszakże konieczność każdorazowego wyznania grzechu i ukorzenia się przed Bogiem w celu dostąpienia przebaczenia i oczyszczenia. Drogie dzieci, piszę o tym, abyście nie popełniali grzechu. A jeśliby ktoś zgrzeszył, mamy Opiekuna u Ojca, Jezusa Chrystusa - Sprawiedliwego. On jest przebłaganiem za nasze grzechy. Lecz nie tylko za nasze. Również za grzechy całego świata [1Jn 2,1-2].

Wiara w oczyszczające i usprawiedliwiające działanie krwi Chrystusa stanowi całkowicie skuteczną broń przeciwko oskarżeniom diabła. Kto ma oskarżać wybranych przez Boga? Przecież Bóg usprawiedliwia. Kto ma potępiać? Jezus Chrystus, który umarł - więcej, który zmartwychwstał i przebywa po prawicy Boga - On przecież wstawia się za nami. [Rz 8,33-34].

Tak w praktyce wygląda wiara w Jezusa Chrystusa i wynikający z niej proces uświęcenia, bez którego nikt nie zobaczy Pana [Hbr 12,14]. Symbolicznie rzecz ujmując - trzeba nam codziennie jeść ciało i pić krew Syna Człowieczego. Taka jest nauka Chrystusa i ona robi różnicę! Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? [Jn 6,60]. W gromadzie uczniów grupujących się wokół Jezusa, całkiem sporo było takich, którzy faktycznie Mu nie wierzyli i nauka Chrystusowa ujawniła ich niewiarę. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda [Jn 6,64]. Nauką o spożywaniu ciała Syna Człowieczego i piciu Jego krwi, Jezus niejako wywołał wilka z lasu. Przez to wielu spośród Jego uczniów zawróciło i przestało z Nim chodzić [Jn 6,66].

Prawdę mówiąc, - w natchnieniu Ducha napisał potem św. Paweł - nawet powinno dochodzić między wami do rozłamów, aby wyszło na jaw, kto wśród was prawdziwie wierzy [1Ko 11,19]. Owszem, źle się dzieje, gdy różnica między chrześcijanami powstaje z powodów socjalnych lub ambicjonalnych. Co innego, gdy różnicę robi nauka Chrystusowa. Wówczas Jezus zwrócił się do Dwunastu: Czy wy też chcecie odejść? Szymon Piotr odpowiedział: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. My zaś uwierzyliśmy i jesteśmy pewni, że Ty jesteś Chrystusem, Świętym Bożym [Jn 6,67-69].

Chrystus Pan wiedział, że Jego nauka wywoła rozdźwięk. Nie przemilczał jednak sprawy. karmienia się Jego ciałem i picia Jego krwi. Umocnijmy się w postanowieniu, że będziemy trwać w nauce Chrystusowej. Ona robi różnicę zarówno w naszym myśleniu i postępowaniu, jak też w składaniu świadectwa o Jezusie. Mało tego, nauka Chrystusowa ujawnia też rozmaite różnice wpośród chrześcijan. Czy nie Ja was, Dwunastu, wybrałem? A jeden z was jest diabłem. Mówił to o Judaszu, synu Szymona Iskariota, gdyż on - jeden z Dwunastu - miał Go wydać [Jn 6,70-71]. 

Właśnie dlatego i mimo tego, będziemy w Niego wierzyć! Innymi słowy, będziemy spożywać Jego ciało i pić Jego krew. Będziemy wierzyć, że nasza cielesna natura została ukrzyżowana, a ofiara krwi Jezusa oczyszcza nas i usprawiedliwia od wszelkiego grzechu! Choćby nas miało zostać tylko jedenastu, będziemy trwać w nauce apostolskiej. To nic, że tak wielu zawróciło i przestało wierzyć w Jezusa Chrystusa, dając się zwieść różnorodnym obcym naukom [Hbr 13,9]. Normalne, że nauka Chrystusa robi różnicę. Módlcie się też, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, ponieważ wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2].

12 marca, 2026

Uwaga! Homonim

Mamy w języku polskim trochę słów zwanych homonimami, które w pisowni i brzmieniu są takie same, a mają różne znaczenie. Zamek, para, bal, pokój - usłyszane w oderwaniu od kontekstu - mogą okazać się bardzo mylące. Tak właśnie jest z występującym w Nowym Testamencie, greckim słowem sarks, które na język polski tłumaczymy jako ciało. Raz to słowo będzie znaczyć po prostu - mięso, ciało, człowieka w jego fizycznej formie, a innym razem oznacza cielesność, cielesną naturę i doczesny porządek rzeczy wynikający z tej natury.

Zobaczmy to na konkretnym przykładzie. W Liście do Rzymian czytamy: Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha — tym, co duchowe. Bo to, ku czemu dąży ciało, sprowadza się do śmierci, a to, ku czemu Duch — do życia i pokoju. Stąd cielesne dążenia są przeciwne Bogu. Nie poddają się one Prawu Boga, nawet nie są w stanie. Ci zaś, którzy są według ciała, Bogu podobać się nie mogą [Rz 8,5-8]. W innym zaś miejscu ten sam autor w natchnieniu Ducha napisał: Mam też nadzieję, że (…) Chrystus będzie wywyższony w moim ciele, czy zostanę przy życiu, czy skażą mnie na śmierć. Bo dla mnie życie to Chrystus, a śmierć — to zysk. Jeśli już żyć w ciele, to dla owocnej pracy. Co bym wolał? — Nie wiem. Pociąga mnie jedno i drugie. Chciałbym stąd odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze. Jednak pozostać w ciele — to dla was korzystniejsze. Tak. Wiem, że pozostanę. Będę przy was wszystkich, byście robili postępy i czerpali radość z wiary [Flp 1,20-25].

Gdy czytamy Biblię, zawsze trzeba nam brać pod uwagę kontekst. Często nauka apostolska dotyczy ciała, jako cielesności, tj. ludzkiej natury skażonej grzechem i przestrzega, abyśmy wystrzegali się życia według ciała. Natomiast zupełnie inaczej należy myśleć o ciele, gdy czytamy, że Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy [Jn 1,14]. Albo: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.  Gdyż moje ciało jest prawdziwym pokarmem, a moja krew jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we Mnie, a Ja w nim [Jn 6,54-56] – powiedział Jezus.

Chociaż z jednej strony ciało w niczym nie pomaga [Jn 6,63], to z drugiej strony Słowo Boże wskazuje na wartość życia w ciele. Zachęcam was zatem, bracia, ze względu na miłosierdzie Boże, abyście oddali swoje ciała na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu — jako wyraz waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby [Rz 12,1]. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? Oraz, że już nie należycie do siebie samych? Gdyż za ogromną cenę zostaliście kupieni. Chwalcie zatem Boga w waszym ciele [1Ko 6,19-20].

PS. Innym przykładem biblijnego homonimu jest gr. kosmos, rozumiane jako wszechświat, świat, ziemia, ludzie ale także jako - ten świat, ład, system, porządek rzeczy. Wszyscy zachwycamy się błogosławioną prawdą o miłości Boga do świata. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [Jn 3,16-17]. Z drugiej zaś strony Biblia wzywa: Nie kochajcie świata ani tego, co go napędza. Kto darzy miłością świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo to wszystko, co steruje światem: żądze ciała, żądze oczu oraz pycha życia, nie pochodzi od Ojca. To należy do świata. Świat natomiast przemija, a wraz z nim jego żądze. Ten zaś, kto pełni wolę Boga, trwa na wieki [1Jn 2,15-17].

26 lutego, 2026

Trzydzieści lat w jednej szufladzie

Rok 2026 - to  trzydziesta rocznica powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Chociaż dokładną datą formalnych narodzin Zboru jest 21 kwietnia 1996 roku, to już od początku owego pamiętnego roku przygotowywaliśmy miejsce jego zgromadzeń i przeżywaliśmy szczegóły dotyczące powstającej społeczności. Zrozumiałe więc, że i teraz zacząłem przeżywać ten jubileusz już od początku roku.

Jednym ze sposobów, w jaki pragnę podsumować trzydzieści lat istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE - wszystkim wyrażając wdzięczność za obecność i współpracę, a nade wszystko dziękując za te lata Bogu - jest przegląd fotografii z mojej cyfrowej szuflady. Oto trzy dekady naszej wspólnoty, zaprezentowane na zdjęciach pochodzących z moich osobistych zasobów. Wprawdzie im lata bardziej odległe, tym dokumentacja uboższa i gorszej jakości, ale jednak wzruszam się i rozpływam we wdzięczności Bogu za każdą osobę, miejsce, wydarzenie i okoliczność, które współtworzyły naszą historię. Opowiadając ją za pośrednictwem zwykłych fotografii, pragnę oddać chwałę Bogu i docenić Jego błogosławieństwo, które w naszym zborze polegało nie na szumnych słowach i wyczynach, a na wiernym trwaniu w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42].

Cały przegląd fotograficzny sporządziłem w formie wideo-pokazu, podzielonego na poszczególne lata, dzięki czemu łatwo można sięgnąć do wybranego roku i zobaczyć, czym mniej więcej żyliśmy wówczas w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE, a tym samym i ja osobiście. Jeśli nawet niektóre fotki komuś nic ważnego nie powiedzą, niech wie, że za każdą z nich kryją się jakieś ważne dla mnie wspomnienia i emocje, o których przy okazji chętnie mogę opowiedzieć. Niektóre chwile były naprawdę trudne i jakże jestem wdzięczny Bogu, że teraz, w ostatnich latach mojej posługi, mogę się cieszyć podarowaną nam przez Boga na własność urokliwą posesją. Chłonę tu każdą chwilę, otoczony pobożnymi ludźmi i bogatą zielenią, przekonany o tym, że miejsce to okaże się błogosławieństwem Bożym i duchową ostoją także dla wielu nowych osób.   

Jedną z wielu refleksji, jakie nasuwają mi się w wyniku przeglądu tych fotografii, jest kruchość naszego życia ale - niestety - także chwiejność naszych postaw, przyrzeczeń i postanowień. Niektórych kochanych braci i sióstr już nie widzę na co dzień, bo upodobało się Bogu odwołać ich z tego świata. O wiele więcej osób wszakże ubyło spośród naszego grona czcicieli Chrystusa Pana, chociaż nadal żyją i nigdzie nie wyjechali. Ślubowali, że będą naśladować Jezusa aż po kres swoich dni. Przyrzekali swoim współmałżonkom, że będą z nimi w dniach dobrych i złych, i że nigdy ich nie opuszczą. Byli przekonani o swoim powołaniu i podjęli się służby w naszej społeczności. Lecz już nie naśladują Jezusa. Nie trwają w małżeństwie i nie pełnią służby Bożej. Wspominam ich i modlę się o ich powrót do Boga, a ta fotograficzna retrospekcja mocno mnie do tej modlitwy pobudziła. Tym bardziej też dziękuję Bogu za osoby wiernie trwające przy Panu Jezusie i przez całe dekady aktywne w naszym Zborze.

W myśl wezwania: Zapamiętaj też całą drogę, którą PAN, twój Bóg, prowadził cię przez te czterdzieści lat po pustyni, aby nauczyć cię uległości, wypróbować cię i poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie [5Mo 8,2] zaczynam od zdjęć najnowszych i powoli zanurzam się w przeszłość, aby rozbudzić świadomość mnogości tego, co Bóg dał mi przeżyć w społeczności naszego Zboru i aby wypełnić się wdzięcznością Bogu za wszystkie minione lata.

Gdyby ktoś chciał zrobić to ze mną, to serdecznie zapraszam. Klikajcie: 2025. 2024. 2023. 2022. 2021. 2020. 2019. 2018. 2017. 2016. 2015. 2014. 2013. 2012. 2011. 2010. 2009. 2008. 2007. 2006. 2005. 2004. 2003. 2002. 2001. 2000-1996.

15 lutego, 2026

Za mną, czy ze mną?

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, A.D. 2000
W każdym środowisku istnieje całkiem niemało osób noszących w sobie chęć wpływania na innych. Przywódcze charaktery ujawniają się już od piaskownicy. Mocniej dochodzą do głosu w szkolnej grupie rówieśniczej i zabarwiają stan emocjonalny nastolatków. Prawie każdy chce być duszą towarzystwa, być lubianym, być w centrum uwagi i mieć jak najwięcej zwolenników. Gdy towarzystwo tego nie uznaje, zazwyczaj zabieramy swoje zabawki i szukamy dla siebie innego miejsca. Rozglądając się za otoczeniem, w którym ludzie bardziej docenią naszą wyjątkowość, szybko odkrywamy, że w tym celu najprościej jest utworzyć własną grupę przyjaciół. Tak powstają kręgi towarzyskie i tak funkcjonują społeczeństwa od zarania dziejów.

Duchowe odrodzenie z wody i z Ducha Świętego, powiązane z ukrzyżowaniem zainfekowanych grzechem naturalnych pragnień, czyni nas naśladowcami Jezusa Chrystusa. Narodzeni na nowo, zostajemy uwolnieni od potrzeby ciągłej afirmacji ze strony otoczenia. Stajemy się wyznawcami i czcicielami Pana Jezusa. Zasada - On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30] sprawia nam taką radość, że już nie łakniemy ludzkiej aprobaty i pochwały. Dopiero spośród tak rozkochanych w Chrystusie Jezusie osób, Duch Święty powołuje przywódców chrześcijańskich. Takich, którzy zgodnie z Jego kierownictwem prowadzą ludzi ku Chrystusowi, a nie mają upodobania w sobie samych [Rz 15,1], bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,3].

Problem w tym, że wiele uchodzących za chrześcijan osób nie doznało tej głębokiej przemiany. Mienią się naśladowcami Chrystusa, a wciąż żywią w sobie potrzebę tego, by błyszczeć. Chcą przewodzić innym, w gruncie rzeczy nie po to, żeby wspólnie razem podążać za Jezusem, lecz żeby pociągać ludzi ku sobie i za sobą. Obecność takich osobników dostrzegł apostoł Paweł w gronie przywódców zboru efeskiego, skoro w natchnieniu Ducha zapowiedział: Również spomiędzy was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,30]. Działający zgodnie z Duchem Bożym przywódca nie przyciąga ludzi do siebie. Nie przywiązuje ich emocjonalnie do siebie. Unika tego jak ognia. Owszem, śmiało staje na czele. Jak najbardziej chce innych prowadzić, ale zawsze w myśl zasady: Bądźcie moimi naśladowcami, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa [1Ko 11,1]. Stając ramię w ramię z braćmi i siostrami w wierze, prowadzi ich we wspólnym poświęceniu się Chrystusowi Panu i oddawaniu Mu chwały.

Swego czasu, już po zmartwychwstaniu, Chrystus Pan zadał Piotrowi pytanie: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje [Jn 21,15]. Aż trzykrotnie trzeba było Piotrowi to uświadomić, że podstawowym warunkiem prawdziwego przywództwa chrześcijańskiego nie są naturalne cechy przywódcze, a szczera miłość do Jezusa. Chodzi o to, aby osobistym przykładem, każdym słowem, czynem i gestem przyciągać ludzi do Boga, a nie pociągać ich za sobą. Potrafią to tylko osoby prawdziwie rozkochane w Jezusie.

08 lutego, 2026

Zgubna niezależność

W kręgach ludzi ewangelicznie wierzących jest całkiem sporo ludzi mocno podkreślających swą niezależność. Uznając ją wręcz za cnotę, nie potrafią na dłuższą metę poddać się pod jakikolwiek autorytet. Owszem, przyłączają się czasem do jakiegoś zboru, ale wkrótce coś im zaczyna się w nim nie podobać i "duch" prowadzi ich gdzieś dalej... Sami tak wędrując, pociągają za sobą ludzi podobnego pokroju. Tak tworzy się coraz większe grono osób od nikogo niezależnych, a przy tym mocno przekonanych o poprawności swych postaw.

Jednym z charakterystycznych następstw takiej postawy jest podatność na zwiedzenie. Ciśnie mi się teraz do głowy co najmniej kilka konkretnych przykładów osób, które - chociaż przewinęły się przez wiele społeczności - nie znalazły dla siebie miejsca w żadnej wspólnocie ze zdrową nauką, o ustabilizowanej przez dekady działalności i jasno określonej przynależności kościelnej. Wszędzie problemem była chęć szybkiego oddziaływania na wspólnotę, a zarazem niezdolność do poddania się uznanym w niej zasadom i przywódcom. Opuszczając zbór, osoby te - w deficycie przynależności - łatwo otwierają się na kontakt z ludźmi uchodzącymi za niezwykłych i głoszącymi wzniosłe rzeczy. Problem w tym, że zazwyczaj są to samozwańczy pastorzy i nauczyciele, którzy także nikomu nie podlegają. Dodajmy, że jeżeli komuś należącemu do zboru zdarzy się zachwyt jakąś szemraną postacią, inni bracia uświadomią mu to i zawrócą go z jego błędnej drogi. Lecz kto ma pomóc człowiekowi, który stał się autorytetem sam dla siebie?

A źli ludzie, zwodziciele, sami błądząc i drugich w błąd wprowadzając, pogrążać się będą w zło coraz bardziej. Ty natomiast trwaj przy tym, czego się nauczyłeś i co uznałeś za godne wiary, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Również dlatego, że od dziecka znasz Pisma święte, które mogą ci dać mądrość, prowadzącą do zbawienia przez wiarę, jaką mamy w Chrystusie Jezusie [2Tm 3,13-15].

Czas pokaże, że działalność niezależnych osób i tworzonych przez nich grup, ma charakter sezonowy. Ich pociągająca duchowość, rzekoma odkrywczość i składane przez nich obietnice niesamowitych przeżyć, wkrótce sczezną na niczym. W niektórych zaś przypadkach zakończy się to skandalem i wielkim zgorszeniem, a już na pewno zdrenowaniem kieszeni zwolenników. W tej sytuacji serdecznie zachęcam do trzymania się istniejących, sprawdzonych przez lata zborów, prowadzonych przez grono Starszych i przynależących do ewangelikalnych kościołów o uznanym powszechnie wyznaniu wiary. Należy się do nich przyłączyć lub powrócić, jeżeli daliśmy się z nich wyprowadzić. Prowadźmy swe życie w posłuszeństwie Słowu Bożemu, co polega także na uległości wobec braci.

04 lutego, 2026

Czy uwielbiasz jak Jezus?

Od lat mamy swoje pomysły na uwielbianie Boga. Przeznaczamy na to lwią część spotkań i nabożeństw, komponujemy muzykę, piszemy piosenki, zwołujemy koncerty uwielbienia, szkolimy się i mobilizujemy, aby robić to jak najlepiej. W wyniku osobistych przeżyć chrześcijańskich twórców, z inspiracji Ducha Świętego i w zgodzie z Pismem Świętym, powstało wiele wspaniałych utworów wielbiących Boga. Korzystamy z nich w zgromadzeniach lokalnych zborów, podczas konferencji chrześcijańskich oraz na spotkaniach grup domowych. Zachwycamy się Bogiem i Panem naszym, Jezusem Chrystusem. Wspólnie uwielbiamy Go, śpiewając Mu i grając.

Uwielbianie Boga to jednak coś więcej, niż tylko muzyczna część nabożeństwa. Pod koniec swojej ziemskiej działalności Jezus powiedział: Ja Ciebie uwielbiłem na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi powierzyłeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,4-5). W przekładzie Biblii Poznańskiej: Ja wsławiłem Ciebie na ziemi, doprowadziwszy do końca dzieło, które Mi dałeś do wykonania. Jakie dzieło Jezus miał na myśli?

Zadaniem przychodzącego na świat Syna Bożego było uwolnienie ludzi z niewoli grzechu. On bowiem wybawi swój lud z jego grzechów (Mt 1,21) - zapowiedział anioł Pański. W ludzkiej postaci Jezusa z Nazaretu – Syn, jako Baranek Boży - miał złożyć swoje życie w ofierze za grzech świata i w ten sposób dokonać usprawiedliwienia wszystkich, którzy uwierzą w Niego. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (Jn 3,16). Dodajmy, że nie czekało Go na ziemi nic miłego. Gdyż Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Syn Boży ochotnie zmierzył się z tym zadaniem. Oznajmiłem zatem: Przychodzę! — W zwoju księgi napisano o mnie — Pragnę czynić Twą wolę, mój Boże, Twoje Prawo tkwi głęboko w mym wnętrzu (Ps 40,7-8). Jezus od wczesnych lat miał na uwadze to, aby w bojaźni Bożej wykonać wolę Ojca. Już w wieku dwunastu lat był na to wyraźnie nastawiony. Wtedy Jezus im odpowiedział: Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest mego Ojca, Ja być muszę? (Łk 2,49). Tuż przed męczeńską śmiercią powiedział: Ojciec dlatego Mnie kocha, że Ja oddaję swoje życie, by następnie je odzyskać. Nikt nie odbiera mi życia. Oddaję je z własnej woli. Mam prawo je oddać i mam prawo je odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca (Jn 10,17-18). Potwierdził to, gdy już został przybity do krzyża. Następnie Jezus, świadomy, że się już wszystko wykonało, powiedział: Chcę pić. I tak wypełniły się słowa Pisma. Stało tam zaś naczynie pełne winnego octu. Owinęli zatem hizop gąbką nasączoną winnym octem i podali Mu do ust. A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha (Jn 19,28-30).

Jezus Chrystus całkowicie wypełnił swoje zadanie na ziemi i w ten sposób uwielbił Ojca. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,5) – powiedział w sławnej modlitwie. I Ojciec tak uczynił. Wywyższył Jezusa! A gdy już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca (Flp 2,7-11).

Podobnie jest z wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa. Gdy uwielbią Boga wypełniając do końca Jego wolę, mogą być pewni tego, że Chrystus Pan uhonoruje i wynagrodzi ich posłuszeństwo i wytrwałość. Takie świadectwo w natchnieniu Ducha Świętego złożył apostoł Paweł. Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę — zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie — da go wszystkim, którzy z utęsknieniem oczekują Jego przyjścia (2Tm 4,7-8). Bywa nawet, że chrześcijanie już tutaj, pod koniec ziemskiego życia, zbierają owoce dobrego wypełniania swych obowiązków. Na przykład, prawdziwie wierzącej wdowie nauka apostolska zapewnia na sędziwe lata opiekę i wsparcie zboru, gdyby z jakiegoś powodu nie miała go ze strony dzieci lub wnuków. Na listę wdów można wpisać kobietę, która liczy co najmniej sześćdziesiąt lat, żonę jednego męża, taką, której można wystawić piękne świadectwo: że wychowała dzieci, że udzielała gościny, umiała umyć świętym nogi, niosła ulgę prześladowanym i podejmowała się wszystkich innych, dobrych dzieł (1Tm 5,9-10).

Podsumowując, Jezus pokazał nam, jak On – będąc na ziemi - uwielbił Ojca. W naszym pojmowaniu dobrego uwielbiania często skupiamy się na muzyce, słowach i gestach. Potrafimy pięknie grać i śpiewać, tańczyć i wywoływać szereg wrażeń wizualnych, oczywiście jak najbardziej z myślą o jeszcze lepszym uwielbieniu Boga. Tymczasem Jezus, chociaż także śpiewał chwalebne psalmy, miał następujący dowód na uwielbienie Ojca: - Bo wykonałem zadanie, które Mi zleciłeś. - Przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. - Dokończyłem sprawę, którąś mi dał, abym ją czynił. Właśnie na ten aspekt uwielbienia, Słowo Boże zwraca tu naszą uwagę. Zbyt często bowiem coś dobrego zaczynamy, a nie doprowadzamy spraw do końca. Obiecujemy, a nie dotrzymujemy słowa. „Od początku, na przestrzeni wieków, wszystko co tylko było powierzane przez Boga człowiekowi, kończyło się nieodmiennie fiaskiem i zawodzeniem. Adam w Edenie, Noe w nowym po-potopowym świecie, Izrael w Kanaanie, dom Dawida w odpowiedzialności wobec tronu, dom Lewiego wobec świątyni. Także i poganin z władzą jako ziemski bóg, Kościół jako świecznik. Wszystko, wszystko upadało” (Dobry Zasiew, 1 lutego 2026).

Dzięki Jezusowi stało się dla nas możliwe, abyśmy zaczęli osiągać Jego poziom uwielbiania Ojca. On wybrał nas nie tylko po to, byśmy Mu pięknie pośpiewali, lecz abyśmy wypełniali Jego wolę. Podobnie jak człowiek wybierający się w podróż zostawia swój dom, daje władzę swoim sługom, każdemu jego zadanie, odźwiernemu zaś nakazuje, aby czuwał… (Mk 13,34), tak Chrystus Pan każdemu dał jakieś zadanie. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał (Jn 15,16). Uwielbienie Boga nieodłącznie wiąże się z ochotnym i posłusznym wykonywaniem aż do końca powierzonych nam przez Boga zadań. Nie może tak być, że ktoś uwielbia Boga na scenie, ba, nawet innych uczy jak to robić, a nie wywiązuje się z wynikających ze Słowa Bożego życiowych obowiązków.

W jaki sposób odczytujemy wolę Bożą i odbieramy zadania od Boga? Część z nich wynika już z samych uwarunkowań naturalnych. Przesądza o tym nasza płeć, wiek czy miejsce urodzenia, bo Słowo Boże inne obowiązki nakłada na kobiety, inne na mężczyzn, a jeszcze inne na dzieci. Spora część obowiązków chrześcijańskich powstaje w rezultacie naszych osobistych decyzji życiowych. Na przykład, zawierając związek małżeński, zapisując się na studia czy podpisując umowę o pracę – zobowiązujemy się tym samym do szeregu czynności i postaw. Niektóre zadania zostają nam powierzone przez Starszych lokalnego zboru. Nauczanie dzieci w szkółce niedzielnej, służba socjalna, utrzymanie porządku w domu modlitwy, moderowanie spotkań młodzieży, prowadzenie grupy domowej – to dzieła Boże wymagające ochotnej i wiernej realizacji przez całe lata. Bywa też, że na skutek objawienia Bóg powołuje nas do zadań szczególnych. Na przykład, wysyła nas gdzieś na zagraniczne pole misyjne albo wskazuje miejscowość w kraju, gdzie powinniśmy zamieszkać, ewangelizować ją i założyć w niej chrześcijańską wspólnotę.

Nie trzeba tu podkreślać, że podstawowym obowiązkiem każdego człowieka, jest nawrócenie się do Boga. Ponieważ wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę (Iz 53,6), potrzebujemy powrócić do “ustawień fabrycznych”. Bóg powołał nas do życia po to, abyśmy żyli dla Niego, sprawiali Mu radość i oddawali chwałę Bogu. Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka (Kzn 12,13). Trzeba się więc ukorzyć przed Bogiem, przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpić odpuszczenia grzechów i pojednać się z Bogiem. Trzeba narodzić się na nowo, stać się dzieckiem Bożym, przyjąć Ducha Świętego i zacząć żyć dla Jego chwały. W przypadku, gdy już byliśmy sługami Bożymi, a zawiedliśmy i opuściliśmy swoje stanowisko, także - dzięki łasce Bożej - możemy i powinniśmy się nawrócić. Tylko tacy bowiem ludzie liczą się u Boga i mogą Go uwielbiać poprzez wykonywanie Jego dzieł.

Jak należy naśladować Jezusa i Jego apostołów w uwielbianiu Boga poprzez dokonywanie powierzonych nam zadań? Gdy jesteśmy niepełnoletni, to naszym podstawowym, nakazanym nam przez Boga zadaniem jest posłuszeństwo rodzicom. Dzieci, bądźcie we wszystkim posłuszne rodzicom, gdyż to jest miłe Panu. (Kol 3,20). Gdy żyjemy w związku małżeńskim to jesteśmy zobowiązani przed Bogiem do wywiązywania się ze złożonego ślubowania małżeńskiego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! (Ml 2,15). Tym z kolei, którzy żyją w małżeństwie, podaję nakaz — nie mój, lecz Pański: Niech żona nie odchodzi od męża (1Ko 7,10). A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego [Ef 5,33]. Gdy jesteśmy rodzicami, to znaczy, że otrzymaliśmy od Boga zadanie należytego wychowania swoich dzieci i uwielbiania Go poprzez przykładanie się do tego. Natomiast wy, ojcowie, nie pobudzajcie swoich dzieci do gniewu. Wychowujcie je według wyraźnych reguł oraz wskazań Pana (Ef 6,4). Pracownikom możemy podpowiedzieć, że uwielbią Boga, gdy - jako chrześcijanie - uczciwe wykonywać będą swoje obowiązki w pracy, wyznaczane im przez zwierzchników. Niewolnicy, z całą odpowiedzialnością podporządkowujcie się woli panów, nie tylko dobrych i łagodnych, ale także przykrych (1Pt 2,18). Nie inaczej jest w pełnieniu posługi kościelnej. Kto wziął się za jakąś służbę, powinien wiernie ją pełnić, aż do czasu gdy ją wykona lub zostanie odwołany ze swojego stanowiska. Starsi Zboru uwielbią Boga, gdy stosować się będą do następującej instrukcji: Paście stado Boże, powierzone wam w opiekę, nie z przymusu, lecz chętnie, po Bożemu. Nie dla brudnego zysku, lecz z oddaniem. Nie jak ciemięzcy poddanych, lecz jako wzór dla stada. A gdy się ukaże Arcypasterz, otrzymacie wiecznie świeży wieniec chwały (1Pt 5,2-4).

Syn Boży przyszedł na ziemię z konkretnym zadaniem i je w pełni wykonał. A my? Znakomita większość z nas zawarła przymierze z Bogiem przez chrzest, a to przecież zobowiązuje! Pamiętam, że w czasie chrztu ślubowałem Panu Jezusowi, że będę Go naśladował i Mu służył aż po kres moich dni. Każdy z nas ma jakąś życiową rolę do spełnienia. Obiecałem mojej żonie, że będę ją miłował, szanował, troszczył się o nią zarówno w dniach dobrych, jak i złych, że będę się nią opiekował i nie opuszczę jej aż do śmierci. By w moim życiu uwielbić Boga, nie wystarczy, że wzniosę ręce i zaśpiewam Mu kilka uwielbiających pieśni. Uwielbię Boga, gdy dotrzymam złożonej przysięgi małżeńskiej. Każdy z nas jest do czegoś zobowiązany. Każdy dał jakieś słowo.

Oczywiste, że zadania są dla nas wyzwaniem. Stawiamy im czoła począwszy od prostych poleceń rodziców w dzieciństwie po wielkie projekty zawodowe i społeczne w sile wieku. W przypadku Jezusa wypełnienie powierzonego Mu dzieła wymagało ekstremalnie wielkiego oddania i poświęcenia. On stanął na wysokości zadania i należycie uwielbił Ojca. A my? Czy uwielbiamy jak Jezus? Przyłóżmy się do tego! Owszem, nadal uwielbiajmy Boga w zgromadzeniu śpiewając Mu i grając, lecz róbmy to także poprzez wypełnianie do końca poleceń, jakie od Niego otrzymujemy.