07 listopada, 2026

Trzy czyste źródła

Podobnie jak mówi się o rzece Wiśle, że bierze swój początek w trzech potokach źródłowych, tak też Pismo Święte mówi o trzech źródłach chrześcijańskiej miłości do Boga i bliźniego. Gdy wybierałem się do Macedonii, prosiłem cię, abyś pozostał w Efezie i polecił niektórym odstąpić od głoszenia innej nauki. Miałeś im nakazać, aby przestali zajmować się baśniami i niekończącymi się rodowodami, które częściej wywołują niepotrzebne dyskusje, niż służą Bożemu porządkowi zbawienia. Ten bowiem opiera się na wierze. Natomiast celem tego nakazu jest miłość płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i nieobłudnej wiary. Niektórzy rozminęli się z tym i skończyli na czczej paplaninie. Chcą być nauczycielami Prawa, a nie rozumieją ani tego, co mówią, ani tego, przy czym tak stanowczo obstają (1Tm 1,3-7).

Zacznijmy od tego, że Pismo Święte wielokrotnie i w różnych okolicznościach przypomina nam o ponadczasowym obowiązku kierowania się miłością. Jezus oświadczył: Najważniejsze z przykazań jest to: Słuchaj, Izraelu! Pan, Bóg nasz, jest jeden. Masz zatem kochać Pana, swojego Boga, całym swoim sercem, z całej swojej duszy, każdą swoją myślą i ze wszystkich swych sił. Drugie zaś co do ważności brzmi tak: Masz kochać swojego bliźniego tak jak samego siebie. Nie ma przykazań ważniejszych niż te (Mk 12,29-31). Są różne rodzaje miłości i różne jej motywacje. Z grubsza rzecz biorąc jest miłość erotyczna, pożądanie (gr. eros), przywiązanie, miłość rodzinna (gr. storge), ludzka przyjaźń (gr. fileo) i miłość bezwarunkowa (gr. agape). Natchniony tekst Słowa Bożego jasno wskazuje tu na miłość bezwarunkową. Miłość jest przykazaniem. Skąd jednak ją czerpać? Jak ona w nas się rodzi? Jak można trwać w okazywaniu miłości pomimo szerzącej się wokoło obojętności, a nawet nienawiści?

Z osobistego doświadczenia wiem, że miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5). Z chwilą duchowego odrodzenia, gdy Jezus Chrystus zamieszkał w moim sercu, w niezwykły sposób wypełniła je miłość do wszystkich otaczających mnie ludzi. Nie stanowię w tym jakiegoś wyjątku, bo o tym zgodnie świadczą wszyscy narodzeni na nowo ludzie. Miłujemy nie dlatego, że sami się tak odmieniliśmy. Zmianę tę spowodowało osobiste spotkanie z Jezusem. Cudownie przestawieni na miłość, możemy ją nie tylko zachowywać przez lata ale również w niej wzrastać i się w niej doskonalić. Aby tak było, konieczna jest dbałość o zachowanie w czystości ustanowionych przez Boga źródeł, z których ona wypływa. Niestety, czasem ktoś lub coś zaczyna nam je mącić i dochodzi do ich zanieczyszczenia.

Taki problem niszczenia źródeł miłości wystąpił we wspólnocie efeskiej. Jacyś źli ludzie do tego stopnia zaburzyli szczerość miłości do Boga, a także wzajemną miłość wśród tamtejszych chrześcijan, że sam Pan powiedział do tego zboru: Lecz mam coś przeciwko tobie: Porzuciłeś swoją pierwszą miłość (Obj 2,4). Widząc tę destrukcję, apostoł Paweł poprosił swojego współpracownika, Tymoteusza, aby pozostał w Efezie i polecił niektórym odstąpić od głoszenia innej nauki. Miał im nakazać, aby przestali zajmować się baśniami i niekończącymi się rodowodami, które częściej wywołują niepotrzebne dyskusje, niż służą Bożemu porządkowi zbawienia. W zacytowanym na początku, natchnionym tekście Pisma Świętego wyróżnione są trzy powody zanieczyszczania szczerej miłości.

Po pierwsze, źródła chrześcijańskiej miłości do Boga i ludzi niszczą baśnie i niekończące się rodowody. Opisują je trzy greckie słowa: gr. mythos = opowiadanie, historia, fikcja, legenda, mit, bajka; gr. genealogia = genealogia, rodowód oraz gr. aperantos = nieprzebyty, niezmierzony, nieskończony. Gdy chrześcijanie zaczynają między sobą opowiadać rozmaite historie, sny, a nawet legendy i na fikcyjnych podstawach opierać swoje poglądy oraz przekonania, to wcześniej czy później dochodzi do różnic między nimi i przestają prostolinijnie wierzyć Słowu Bożemu. Tym bardziej tak się dzieje, że w odróżnieniu od Pisma Świętego, nie tylko ich fantazyjnym opowieściom nie ma końca, ale że często okazują się też sprzeczne.

Dlatego, po drugie, jako przyczynę mącenia źródeł miłości, Słowo Boże wskazuje niepotrzebne dyskusje i bezwartościowe spekulacje. Użyte w świętym tekście gr. słowo ekdzetesis = poszukiwanie, badanie, dociekanie, wyjaśnia, że gdy chrześcijanie zaczynają na nowo poszukiwać czegoś, o czym wcześniej mówili, że już to znaleźli, jeżeli znowu zaczynają dociekać spraw, które w świetle Biblii stały się dla nich jasne już w chwili nowego narodzenia, to z pewnością doprowadzą się do oziębłości w miłości. Moda na reinterpretację Słowa Bożego i usprawiedliwiane zmianami społecznymi nowe podejście do wartości moralno-etycznych, uznanych w chrześcijaństwie od wieków, prowadzi do sporów i zatruwa źródła wzajemnej miłości. A sporów tych jest wiele. Czy kobieta ma prawo wygłaszać kazania i pełnić przywódczą rolę w Kościele? Czy pastor zboru może korzystać z jego finansowego wsparcia, czy też powinien zarabiać na swoje utrzymanie poza zborem? Czy Boże przykazanie poświęcania co siódmego dnia na odpoczynek i społeczność z Bogiem, koniecznie dotyczy soboty, czy też takim „co siódmym dniem” może być niedziela? Czy należy świętować narodziny Jezusa Chrystusa? To tylko przykłady kontrowersyjnych tematów podejmowanych wciąż na nowo w ewangelikalnych kręgach. Wszystko to prowadzi do czczych sporów, a nie ma nic wspólnego z Bożymi planami zbawienia człowieka — gdyż te poznaje się tylko poprzez wiarę – czytamy w Biblii Warszawsko-Praskiej.

Właśnie! Trzecią, wskazaną przez Pismo Święte, przyczyną mącenia źródeł chrześcijańskiej miłości do Boga i ludzi jest pusta, czcza gadanina. Natchnionym słowem jest tutaj gr. mataiologia = próżne gadanie, brednie. Niektórzy, nie troszcząc się o to, zagubili się w pustej gadaninie. Chcieliby uchodzić za nauczycieli Prawa, a nie rozumieją dobrze tego, co mówią, ani tego, przy czym się upierają. – oznajmia Biblia Poznańska, a Biblia Gdańska mówi, że obrócili się ku próżnomówności. Całe mnóstwo kobiet i mężczyzn także dzisiaj zalewa nas pustym gadulstwem. Tymoteusz nie tylko otrzymał zadanie, aby powstrzymać to zjawisko w Efezie, ale i sam miał się tego wystrzegać. Unikaj pospolitej, pustej mowy oraz sprzecznych twierdzeń rzekomej nauki (1Tm 6,20), bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążać w jeszcze większej bezbożności (2Tm 2,16).

Podsumowując, apostolski zakaz baśni i niekończących się rodowodów, niepotrzebnych dyskusji i bezwartościowych spekulacji oraz pustej, czczej gadaniny - wyraża troskę o utrzymanie źródeł miłości w należytym stanie. Moje polecenie ma na celu spotęgowanie miłości, płynącej z czystego serca, ze spokojnego sumienia i z wiary nieobłudnej (1Tm 1,5) – jak oddaje to Biblia Warszawsko-Praska. W świetle tego Słowa, miłość wypływa z trzech czystych źródeł.

Pierwszym źródłem chrześcijańskiej miłości do Boga i ludzi jest czyste serce, gr. katharos = czysty, bez skazy, wolny od zmazy, nieskalany, prawdziwy. Główną cechą czystego serca jest jego spójność i całkowite oddanie. Takiej niepodzielności Bóg oczekuje od naszej miłości do Niego. Albo czy sądzicie, że na próżno Pismo mówi: Zazdrośnie chce On mieć tylko dla siebie ducha, któremu dał w nas mieszkanie? (Jk 4,5). Nie kochajcie świata ani tego, co go napędza. Kto darzy miłością świat, nie ma w nim miłości Ojca (1Jn 2,15). Rozdwojona dusza potrzebuje pilnej korekty. Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie o rozdwojonej duszy (Jk 4,8). Gdy król Dawid zanieczyścił się grzechem, wołał: Czyste serce stwórz we mnie, o Boże (Ps 51,10). Błogosławieni czystego serca; albowiem oni Boga oglądają (Mt 5,8) – powiedział Syn Boży.

Drugim źródłem prawdziwej miłości, o którą chodzi Bogu, jest dobre (spokojne) sumienie, gr. agathos = dobry, przydatny, odpowiedni, zdrowy, prawy. Sumienie człowieka nieodrodzonego duchowo jest skażone grzechem i wypaczone. Jest jak zakłócony sygnał GPS. Może wyprowadzić nas w pole, więc nie należy mu ufać. Potrzebuje naprawy. Uzdrowienie sumienia następuje przez wiarę w Jezusa Chrystusa, wyrażającą się zmianą myślenia i chrztem, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie (1Pt 3,21). Dobre sumienie gwarantuje nam to, że nasza miłość nie będzie naiwna, a z drugiej strony, będzie dostatecznie wrażliwa na obecność Bożą i ludzką. Nie będzie też rozbijać się o skały zwątpienia ani wygasać z powodu braku motywacji.

Trzecim, wskazanym przez Pismo Święte, źródłem, z którego ma płynąć chrześcijańska miłość do Boga i ludzi jest nieobłudna wiara, gr. anypokritos = nie udawany, nieobłudny. Wciąż pamiętam twą nieobłudną wiarę. Zadomowiła się ona najpierw w twojej babce Lois oraz w twojej matce Eunice, a jestem pewien, że również w tobie (2Tm 1,5) – napisał św. Paweł do Tymoteusza. Ludzie, którzy udają wierzących w Pana Jezusa,  których wiara jest jedynie – jak w teatrze - odgrywaniem jakiejś roli, nie są zdolni do trwania w miłości. Wystarczy, że zdarzy się jakaś podbramkowa sytuacja, że nastąpi jakiś konflikt interesów, a szybko spod maski udawanej wiary wyłoni się prawdziwe oblicze niechęci, a nawet wrogości i posłuszeństwo Bogu pójdzie w kąt.

Te trzy źródła przesądzają o jakości i trwałości naszej miłości do Boga i bliźniego. Właśnie dlatego Słowo Boże wzywa do zatrzymania potoku pustych słów, powstrzymania się od rozmaitych dywagacji, spierania się o słowa, od filozofowania nad Słowem Bożym i od temu podobnych postaw. Chodzi o to, aby nasza miłość do Boga i ludzi płynęła z czystego serca, z dobrego sumienia i z nieobłudnej wiary. Dzięki tym czystym źródłom zasilania – nasza miłość – jak rzeka - nieustannie będzie płynąć ku Bogu i ku ludziom w sposób zdrowy i miły w oczach naszego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa.

Jednocześnie potrzebujemy stałej świadomości tego, co może nam te źródła zanieczyścić albo je nawet całkiem wysuszyć. Takie czynniki jak ludzkie opowieści, historyjki, fikcyjne przykłady i legendy (gr. mythos), niekończące się wywody (gr. genealogia aperantos), ciągłe poszukiwanie, badanie, dociekanie (gr. ekdzetesis) i wreszcie próżne gadanie (gr. mataiologia) – to wszystko w świetle Biblii zagraża pięknu i trwałości naszej miłości. A zatem zaniechajmy takiego zachowania, które zanieczyszcza nam miłość do Boga i ludzi. A zatem nie dywagujmy. Nie wdawajmy się w dyskusje i spory. Nie filozofujmy nad Słowem Bożym. W miarę możliwości ostrzegajmy przed tym także innych ludzi. Odradzajmy im nastawiania się na konieczność wyjaśnienia wszystkiego. Nie pochwalajmy snucia przypuszczeń i zawracania głowy domysłami. Reagujmy, gdy ktoś zaczyna głosić coś, co nie wynika prosto z Biblii. Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój, zachowując wiarę i dobre sumienie, które pewni ludzie odrzucili i stali się rozbitkami w wierze (1Tm 1,18-19) – wezwał św. Paweł swojego syna w wierze. Pozwólcie, że i ja tymi natchnionymi słowami zakończę to rozważanie.

19 października, 2026

Pamiętaj o przyszłości

Historia jest nauczycielką życia - mawiał Cyceron. Mając na uwadze przeszłość z jej porażkami i sukcesami, można wyciągać wnioski i ustrzec się dawnych błędów. Wiele mądrości jest w tym stwierdzeniu, wszakże w natchnionej ocenie Pisma Świętego przyczyną upadku Jerozolimy był też brak myślenia o przyszłości. Na jej bieliźnie nieczystość, o przyszłości nie pamiętała. Straszliwie się stoczyła, nie ma pocieszyciela (Tr 1,9). Mieszkańcy stolicy Izraela dobrze znali Prawo Boże, które zapowiadało im przyszłość zależną od ich postępowania. O błogosławieństwie lub przekleństwie przesądzał sposób ich podejścia do przykazań Bożych. Jeżeli zaś usłuchasz głosu Pana, Boga twego, i będziesz pilnie spełniał wszystkie jego przykazania, które ja ci dziś nadaję, to Pan, Bóg twój, wywyższy cię ponad wszystkie narody ziemi. I spłyną na ciebie, i dosięgną cię wszystkie te błogosławieństwa, jeżeli usłuchasz głosu Pana, Boga twego. Błogosławiony będziesz w mieście, błogosławiony będziesz na polu... (...) Lecz jeżeli nie usłuchasz głosu Pana, Boga twego, i nie będziesz pilnie spełniał wszystkich jego przykazań i ustaw jego, które ja ci dziś nadaję, to przyjdą na cię te wszystkie przekleństwa i dosięgną cię (5Mo 28,1-68).

Zatem w świetle Prawa, Jerozolima miała jasno określoną przyszłość. Powinna była mieć ją na uwadze, lecz ona - jak oddaje to Biblia Gdańska - nie pomniała na koniec swój; przetoż znacznie jest zniżona, nie mając, ktoby ją pocieszył. Skupiona na swojej teraźniejszości i doczesnych uciechach, przestała brać pod uwagę zapowiedzianą jej przyszłość. Niepomna swojej przyszłości - niezmiernie upadła i nie ma, kto by ją pocieszył - czytamy w Biblii Poznańskiej. Nieposłuszeństwo Słowu Bożemu rodzi niechybnie zbliżające się konsekwencje. Kto złorzeczy ojcu swemu albo matce swojej, poniesie śmierć (2Mo 21,17), a kto krzywdzi, dozna krzywdy — bez względu na osobę (Kol 3,25). Tak było z Izraelitami. Wzgardzili oni Jego ustawami i Jego przymierzem, które zawarł z ich ojcami, nie zważali na Jego przestrogi, których im nie szczędził — poszli za marnością i sami się nią stali (2Krl 17,15).

Twoja przyszłość również zależy od tego, czy dzisiaj o niej pamiętasz i bierzesz ją pod uwagę. Co czeka ludzi nieposłusznych ewangelii Chrystusowej i lekceważących Syna Bożego? Zostaną oni skazani na wieczną zgubę, z dala od obecności Pana oraz potęgi Jego chwały (2Ts 1,9). Co cię czeka, gdy rozmyślnie trwasz w grzechu? Jeśli bowiem po otrzymaniu poznania prawdy rozmyślnie grzeszymy, nie pozostaje już żadna ofiara za grzechy. Zostaje tylko jakaś straszna perspektywa sądu i żar ognia mający trawić przeciwników (Hbr 10,26-27). Jaka przyszłość cię czeka, gdy nie przebaczasz? Jeśli jednak nie wybaczycie ludziom, to wasz Ojciec nie wybaczy i wam waszych upadków (Mt 6,15). Z czym w przyszłości zderzą się ludzie nieprzejednani? Nad tym, kto nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia (Jk 2,13). Jakie będzie twoje jutro, gdy dzisiaj ranisz, lekceważysz lub zdradzasz współmałżonka? Jaką przyszłość zapowiada Słowo Boże nieposłusznym dzieciom? Na jaką reakcję Boga możesz liczyć w przyszłości, gdy dzisiaj klękasz przed bożyszczami? 

 Tak więc pamiętaj o przyszłości! Wszelkie ciążące na tobie winy wyznaj Bogu, bo tylko jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy — przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości (1Jn 1,9). Zrób to czym prędzej, bo jest to jedyny sposób uniknięcia konsekwencji popełnionych grzechów. Uwierz w Jezusa Chrystusa, który zmarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia! A gdy już jesteś pojednany z Bogiem, wciąż pamiętaj o przyszłości! Ta pamięć - z jednej strony - będzie cię motywować do uświęcania twojego życia, a - z drugiej - ustrzeże cię przed nieposłuszeństwem Słowu Bożemu. Ciesz się, młody człowieku, w czasie swej młodości, korzystaj z radości serca, póki ona trwa. Idź, dokąd wzywa cię serce lub dokąd wiodą oczy, wiedz jednak, że za to wszystko Bóg cię zawezwie na sąd (Kzn 11,9).

Tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny. Tych zaś, którzy o uznanie dla siebie zabiegają i sprzeciwiają się prawdzie, a hołdują nieprawości, spotka gniew i pomsta (Rz 2,7-8).

16 października, 2026

Dlaczego nie ma wielu Jezusów?

Jakie męskie imię jest najpopularniejsze na świecie? Muhammad. Nosi je około sto pięćdziesiąt milionów mężczyzn, a jest ono nadawane w celu upamiętniania proroka Mahometa. A imię Jezus? Wprawdzie dość często jest ono nadawane chłopcom w Ameryce Łacińskiej, przez co w skali całego świata jest to 3,7 mln przypadków, lecz w chrześcijańskich krajach Zachodu unika się tej praktyki, z uwagi na szacunek i wyjątkowość tego imienia. Na przykład, w Polsce, gdy w 2020 roku jakiś człowiek złożył w Urzędzie Stanu Cywilnego wniosek o nadanie mu imienia Jezus, spotkał się z odmową, a w opinii Rady Języka Polskiego można było przeczytać: W polskim systemie imienniczym, podobnie jak i w innych krajach Zachodu (a więc kultury uformowanej w dużym stopniu pod wpływem chrześcijaństwa) wytworzyło się swoiste tabu dotyczące imienia Jezus. Imię to było (i jest) zarezerwowane dla Boga. [...]  Imię tak bardzo nacechowane religijnie, obdarzone realnym kultem przez miliony wiernych, identyfikujące w naszym kręgu kulturowym bezwyjątkowo Jezusa Chrystusa trudno uznać za neutralne komunikacyjnie. [...] Biorąc pod uwagę wspomniane wyżej względy – [...] – nie zalecamy akceptacji wniosku o nadanie imienia Jezus, nawet jako imienia drugiego.

Bardzo podoba mi się takie podejście do sprawy. Przecież imię Jezus to imię Syna Bożego, a Bóg jest absolutnie święty. Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech świętość otacza Twe imię (Mt 6,9). Ojcze, uwielbij swoje imię! Wtedy z nieba rozległ się głos: Uwielbiłem i jeszcze uwielbię! (Jn 12,28). Profanacja tego co święte, to cel duchów demonicznych. Świętość Boga w wielu przypadkach - niestety - bywa bezczeszczona i traktowana jak coś pospolitego. Nawet w środowiskach chrześcijańskich tu i ówdzie pojawiają się dziwne pomysły “odbrązawiania” Jezusa i przedstawiania Go jako zwyczajnego faceta. Każdy, kto dziś próbuje pomniejszać transcendentność Syna Bożego i sprowadzać Jezusa do poziomu zwykłego i pospolitego, naraża się Ojcu, bo Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca (Flp 2,9-11).

Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych (1Pt 3,15) – wzywa nas Biblia. Niech tam sobie nawet za co drugim chłopcem na ulicy ludzie wołają Muhammad. Niech tam zeświecczeni, owładnięci duchem humanizmu niektórzy chrześcijanie zrównują Jezusa z sobą i mówią o Nim, co sobie chcą, lecz dla nas Chrystus Pan niech staje się coraz bardziej wyjątkowy i godny chwały! Niech w naszym środowisku z coraz większym przekonaniem i gorętszym uczuciem rozbrzmiewa pieśń: Poznałem imię najpiękniejsze w świecie, na dźwięk imienia tego serce drży. Choć życie nieraz wieniec z cierni plecie, lecz imię Jezus suszy gorzkie łzy. Me serce drży, gdy myślę o Jezusie. Wśród mroków imię to nadzieją lśni. W imieniu tym jest duszy mej zbawienie. To imię Jezus jest najdroższe mi. To imię może w smutku mnie pocieszyć. Rozjaśnić może życia ciemną noc. Zbolałe serce może wnet uleczyć. Dzisiejszą słabość zmienić w jutra moc. To imię żyje, będzie żyć na wieki, choć świat pokryje zapomnienia pył. Choć wyschną morza, bieg swój zmienią rzeki, przez imię to ja także będę żyć.

Czciciele bożyszczy powymyślanych przez ludzi mają problem, gdy ktoś podważa boskość i znaczenie obiektu ich czci. Zagraża nam – mówili piewcy Artemidy - nie tylko to niebezpieczeństwo, że nasze rzemiosło pójdzie w poniewierkę, ale i to, że świątynia wielkiej bogini Artemidy utraci swe znaczenie. Dojdzie też do tego, że ta, którą czci cała Azja oraz cały zamieszkały świat, zostanie odarta ze swej wielkości (Dz 19,27). Nie tak jest z naszym Panem, Jezusem Chrystusem! Żadna ludzka opinia o Jezusie, żadne umniejszanie Jego znaczenia i odmawianie Mu boskości – nie jest w stanie zmienić tego, kim On jest. Chciałoby się, aby wszyscy czcili Syna tak, jak czczą Ojca. Kto nie czci Syna, ten nie czci Ojca, który Go posłał (Jn 5,23). Imię Jezus wiecznie świeże, zniszczyć Go nie może czas, więc Jezusa imieniowi niechaj śpiewa każdy z nas – nawołuje jeden ze starych hymnów. Jezus Chrystus wczoraj i dziś — ten sam i na wieki (Hbr 13,8).

13 października, 2026

Kobiety ponownie w roli głównej

Od pewnego czasu nosiłem się z myślą, by odezwać się w tej sprawie. Gdy dzisiaj zgodnie z Chronologicznym planem czytania Biblii otworzyłem 44. rozdział Księgi Jeremiasza, stało się oczywiste, że pora zabrać głos. Zwłaszcza, że obejrzałem wczoraj na YouTube rozmowę dwóch kobiet, które wcześniej należały do jednego z warszawskich zborów Kościoła Zielonoświątkowego, a teraz wyjaśniają: "Dlaczego przeszłyśmy z protestantyzmu na katolicyzm? Nasza historia". Obydwa te przypadki; zarówno zachowanie ludu Bożego na uchodźctwie w Egipcie, jak i wspomniane świadectwo z kanału "Rozmawiamy o Jezusie", łączy wzmożona aktywność kobiet działających w oparciu o swoje osobiste odczucia i przemyślenia.

Prorok Jeremiasz poszedł do Egiptu i wezwał tamtejszych Judejczyków do opamiętania. Prorockie napomnienie przede wszystkim dotyczyło grzechu bałwochwalstwa i zaangażowania kobiet w kult królowej niebios. Oddajmy głos Pismu Świętemu: Po wysłuchaniu tych gróźb ci mężowie, którzy wiedzieli, że ich żony kadzą innym bogom, wszystkie kobiety, stojące tam w wielkiej gromadzie, i cały lud zamieszkały w Patros, w ziemi egipskiej, odpowiedział Jeremiaszowi tymi słowami: W tych sprawach, które poruszasz wobec nas w imieniu PANA, nie będziemy cię słuchać. Przeciwnie, chętnie spełnimy każdą obietnicę, która wyszła z naszych ust, a którą zobowiązaliśmy się kadzić królowej niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów. Chcemy nadal czynić tak, jak nasi ojcowie, nasi królowie i książęta w miastach Judy i na ulicach Jerozolimy. Wtedy mieliśmy chleba pod dostatkiem, byliśmy szczęśliwi i nie groziły nam nieszczęścia. Lecz odkąd przestaliśmy spalać kadzidło królowej niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów, brak nam tego wszystkiego, umieramy od miecza i głodu. Poza tym, gdy my spalamy kadzidło królowej niebios i wylewamy dla niej ofiary z płynów, to czy czynimy to bez zgody naszych mężów? Czy bez ich przyzwolenia wypiekamy dla niej ciasta w jej kształcie i wylewamy ofiary z płynów?

Wtedy Jeremiasz oświadczył wobec całego ludu, odnosząc się do mężczyzn i kobiet, i do wszystkich pozostałych, którzy dali mu taką odpowiedź: Właśnie to kadzidło, które spalaliście w miastach Judy oraz na ulicach Jerozolimy — wy i wasi ojcowie, wasi królowie i książęta, i cały prosty lud — wspomniał PAN i wziął to sobie do serca! PAN już nie mógł znieść niegodziwości waszych uczynków, popełnianych przez was obrzydliwości — i dlatego wasza ziemia stała się ruiną i pustkowiem, tematem przekleństw i ziemią bez mieszkańców, tak jak to jest dzisiaj. Właśnie dlatego, że spalaliście te wasze kadzidła i grzeszyliście przeciwko PANU, nie słuchaliście głosu PANA i nie postępowaliście według Jego Prawa, według Jego ustaw i Jego postanowień — dlatego spotkało was to nieszczęście, tak jak to jest dzisiaj.

Dalej oświadczył Jeremiasz wobec całego ludu i wobec wszystkich kobiet: Słuchajcie słowa PANA, wy wszyscy z Judei, którzy teraz jesteście w Egipcie: Tak mówi PAN Zastępów, Bóg Izraela: Oświadczyliście własnymi ustami — wy oraz wasze kobiety — i potwierdziliście własnymi czynami to, że chcecie spełniać złożone przez was śluby, kadzić królowej niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów. I trzeba przyznać, że twardo obstajecie przy waszych ślubach i pilnie spełniacie wasze obietnice! Dlatego słuchajcie Słowa PANA, wy, mieszkańcy Judy zamieszkali teraz w Egipcie: Oto Ja przysięgam na moje wielkie imię — mówi PAN — że nikt z Judy, w całej ziemi egipskiej, nie wezwie już mego imienia, mówiąc: Jak żyje Wszechmocny PAN! Oto Ja zajmę się nimi wszystkimi ku ich nieszczęściu, a nie powodzeniu, i wszyscy Judejczycy przybyli do ziemi egipskiej pomrą od miecza i głodu — doszczętnie wyginą! (Jr 44,15-27).

Po pierwsze, proszę zauważyć, jak bardzo ważne przed Bogiem jest posłuszeństwo Jego przykazaniom. Nie czyń sobie bóstw, żadnych wyobrażeń czegokolwiek, co jest wysoko na niebie, nisko na ziemi albo głęboko w wodzie. Nie składaj im pokłonów ani nie oddawaj czci, ponieważ Ja, PAN, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym (5Mo 5,8-9). Bóg jest Duchem i absolutnie nigdy nie zgodzi się na to, by Jego ludzie obierali sobie jakiś obraz, figurę czy jakąkolwiek materię fizyczną, traktowali je jako świętość i czcili, jak samego Boga. Coś takiego jest bałwochwalstwem! A jednak Judejczycy, przy znaczącym udziale kobiet, wpadli w bałwochwalstwo składając ofiary rozmaitym bóstwom i czcząc m.in. królową niebios. Dzisiejsi katolicy również mają swoje "świętości" oraz ich wyobrażenia. Poza kultem maryjnym szczególnym aktem bałwochwalstwa jest oddawanie boskiej czci fizycznej materii chleba i wina, w przekonaniu, że w wyniku transsubstancjacji stają się one prawdziwym ciałem i krwią Chrystusa. Wystawiona na ołtarzu monstrancja z hostią i jej adoracja, to jeden z najdonioślejszych aktów katolickiej pobożności. Obydwie oglądane przeze mnie wczoraj "odświeżone" katoliczki zgodnie zachwycały się atmosferą tej adoracji, ale choćby nie wiem jak bardzo po chrześcijańsku nazywać owe obrzędy i obiekty kultu, stoją one przecież w sprzeczności z nauką Pisma Świętego.

Właśnie! Wielkim chybieniem celu, a więc i grzechem w praktykowaniu pobożności, jest uwielbianie Boga po swojemu. Polega to m.in. na kierowaniu się własnymi pomysłami, wrażeniami i odczuciami oraz łączeniu elementów biblijnie poprawnych z praktykami wymyślonymi przez ludzi. Tak właśnie w dawnych czasach robili Izraelici. Czcili więc PANA, ale także służyli swoim bogom według zwyczaju narodów, z których zostali uprowadzeni. Według tych dawnych zwyczajów postępują do dnia dzisiejszego. Nie czczą zatem PANA, nie postępują według Jego ustaw, rozstrzygnięć, Prawa ani przykazania, które PAN nadał... (2Krl 17,33-34). Bóg wówczas nie akceptował tego synkretyzmu i nie daje nań przyzwolenia także dzisiaj. Kto śpiewa Jezusowi piękne pieśni a przedtem, albo zaraz potem uczestniczy w adoracji jakiegoś obrazu lub modli się do innych świętych, ten w rzeczywistości nie uwielbia Jezusa. Ja, PAN, takie jest moje imię, swej chwały nie przekażę nikomu, mojej czci nie oddam bożyszczom! (Iz 42,8). Choćby nie wiem jaką przyjemność z takiego uwielbiania mieli jego uczestnicy, to nigdy nie sprawi ono przyjemności Bogu.

I wreszcie trzecie spostrzeżenie, którym w tym rozważaniu chcę się podzielić. Zarówno judejskie kobiety przebywające na uchodźctwie w Egipcie, jak i wspomniane katoliczki, oparły się na dobrych wspomnieniach z czasów uprawianego dawniej kultu. Wtedy mieliśmy chleba pod dostatkiem, byliśmy szczęśliwi i nie groziły nam nieszczęścia - powiedzieli Jeremiaszowi napominani Judejczycy. Nieważne dla nich było to, że nie postępowali zgodnie z Prawem Bożym. Liczyło się to, że czuli się szczęśliwi. To samo słyszałem wczoraj. Owe kobiety odwoływały się do miłych wspomnień i wrażeń z okresu, gdy w dzieciństwie uczestniczyły w katolickich obrzędach. Nieważne, że były one niezgodne z Pismem Świętym. Ważne, że sprawiały im przyjemność. W gruncie rzeczy w całej rozmowie liczyły się ich emocje, przeświadczenia i osobiste przekonania, a nie Słowo Boże. Poczuły, że czas na zmianę, że tak będzie dla nich najlepiej, więc ponownie stały się katoliczkami. Teraz nauczają innych, prowadząc rozmowy o Jezusie. 

Gdy kiedyś judejskie kobiety za zgodą swoich mężów wiodły prym, w całym narodzie rozwinął się kult królowej niebios. Do czego doprowadzi rosnąca rola kobiet w nauczaniu i przywództwie, w tak otwartych na to, ewangelikalnych szeregach dzisiejszego chrześcijaństwa?

PS. Też byłem w dzieciństwie rzymsko-katolikiem. Pamiętam atmosferę obrzędów i zapach kadzidła. Wszakże gdy zacząłem czytać Pismo Święte i zobaczyłem jak bardzo doktryna i praktyka katolicka rozmija się z Prawdą Słowa Bożego, stało mi się jasne, że już dłużej nie mogę kierować się rzekomą nauką, opartą na ludzkiej tradycji oraz na zasadach, które rządzą światem, a nie na Chrystusie (Kol 2,8). Gdy narodziłem się na nowo z Ducha Świętego i z wody, już nigdy nie przyszło mi do głowy, by wracać do miejsca, gdzie Tradycja liczy się bardziej niż Pismo Święte. Z Biblii wiem też i to, że jednego z drugim nie można i nie należy łączyć.

30 września, 2026

Lewe (po)ziomki przy domu modlitwy

Wzdłuż domu modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE od strony ogrodu rosną dziwne rośliny. Pojawiły się ubiegłego lata i rosną intensywnie, wypuszczając wciąż nowe pędy. Mają piękne, czerwone owoce, łudząco przypominające poziomki. Początkowo nawet myślałem, że to naprawdę są poziomki. Gdy jednak wziąłem je do ust, od razu stało mi się jasne, że poza wyglądem, do naszych poziomek jest im bardzo daleko. Cóż więc to za rośliny? Otóż są to poziomki indyjskie. Cechą ich owocników jest to, że rosną w górę, a nie zwisają jak poziomki rodzime. Nade wszystko zaś charakteryzują się tym, że chociaż nie są trujące ani toksyczne, to są całkowicie pozbawione smaku i zapachu.

Jak te "poziomki" zasiały się w przykościelnym ogrodzie? Tego nie wiem, ale od razu przyszła mi do głowy myśl, że podobnie ma się rzecz z ludźmi. Prawdziwi chrześcijanie wydają woń Chrystusową. To Bóg sprawił, że jesteśmy dla Niego zapachem Chrystusa — zarówno wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i tych, którzy giną. Dla jednych jest to woń śmierci zapowiadająca śmierć, dla drugich zapach życia — obwieszczający życie (2Ko 2,15-16). Ich życie, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa, nabrało też odpowiedniego smaku. Wy jesteście solą ziemi (Mt 5,13) - powiedział Jezus. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu (Kol 4,6). 

W ogrodach lokalnej wspólnoty Kościoła nie wiadomo jak potrafią się zasiać też ludzie, którzy wyglądem przypominają chrześcijan, a nimi nie są. Podobnie jak poziomki indyjskie ładnie wyglądają, lecz nie mają smaku ani zapachu prawdziwych poziomek, tak też owi "chrześcijanie" odgrywają tylko rolę ludzi wierzących. Wprawdzie nie stanowią dla społeczności śmiertelnego zagrożenia, ale też niczego dobrego do niej nie wnoszą. Przy bliższym kontakcie szybko staje się jasne, że wcale nie pachną Chrystusem, a ich życie jest duchowo jałowe i bez smaku. W pierwszym kontakcie traktujemy ich jak braci i siostry w Chrystusie, ale wkrótce przekonujemy się, że są jedynie imitacją prawdziwego chrześcijaństwa.

Czy powinienem wytępić poziomki indyjskie i usunąć je z przykościelnego ogrodu? Nie zrobię tego. Niech rosną tuż przy oknie sali nabożeństw i będą naoczną lekcją, że nie po zewnętrznym wyglądzie i przybranej pozie rozpoznaje się prawdziwego chrześcijanina. A może będzie z nimi podobnie jak z "lewymi" chrześcijanami? Nie wiadomo z czyjego nadania w zborze się pojawiają i nie wiadomo kiedy i z jakiego powodu znikają...

09 września, 2026

Dwulicowość ma się dobrze

Wczoraj zrobiło się głośno, że liderka skrajnie prawicowej partii, która w tę niedzielę wygrała wybory samorządowe w jednym z niemieckich landów, żyje w związku homoseksualnym. Szok. Publicznie walczy o rodzinę w jej tradycyjnym kształcie, podczas gdy prywatnie sama jest lesbijką i żyje w związku z inną kobietą. To jakaś zadziwiająca niekonsekwencja i obłuda! Zdumieni i wzburzeni są nawet ludzie o bardzo liberalnych poglądach. Nie zmienia to faktu, że owa partia wraz z jej liderką są na fali i mają się całkiem dobrze.

O ile wśród ludzi żyjących bez Boga na świecie dwulicowość nie jest rzadkością, to w kręgach chrześcijańskich w ogóle nie powinna mieć racji bytu. Chrystus Pan zdecydowanie ją piętnuje. Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda. Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Dbacie o czystość zewnętrznych części kielicha i misy, nie o to, że środek pełny grabieży i gwałtu. Ślepy faryzeuszu! Czyszczenie kielicha zaczynaj od wnętrza, a wtedy to, co na zewnątrz, też zalśni czystością. Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Przypominacie groby pokryte białą farbą. Na zewnątrz są piękne, a wewnątrz — kości zmarłych i wszelka zgnilizna. Wy też w oczach ludzi uchodzicie za sprawiedliwych, ale w waszych wnętrzach pełno obłudy i bezprawia (Mt 23,24-28).

Chrześcijanie, a zwłaszcza ich przywódcy i duszpasterze, mają dbać o to, by ich codzienne życie było spójne z tym, co wyznają i głoszą. A jednak - niestety - bywa inaczej. Zachowanie w prywatnym życiu wielu chrześcijan drastycznie rozmija się z nakazaną nam przez Pana miłością. O pomstę do nieba wołają takie sytuacje, że mąż jest miły dla żony w otoczeniu innych osób, a gdy zostają sam na sam, przeradza się w jej gnębiciela. Jest nie do pomyślenia w środowiskach ewangelikalnych, by kaznodzieja wzywał innych do przestrzegania biblijnych norm moralności, a sam skrycie je łamał. Jeśli masz przekonanie, że jesteś przewodnikiem niewidzących, światłem pogrążonych w mroku, wychowawcą niemądrych, nauczycielem ludzi nieświadomych rzeczy, człowiekiem znajdującym w Prawie wyraz poznania i prawdy — jeśli więc ty pouczasz drugiego, dlaczego sam nie czerpiesz z tej wiedzy? Dlaczego głosisz, by nie kraść, a kradniesz? Mówisz, by nie cudzołożyć, a cudzołożysz? Brzydzisz się bożkami, a bezcześcisz świątynię? Szczycisz się Prawem, a przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga? Gdyż to z waszego powodu — jak czytamy — imię Boga obraża się wśród pogan (Rz 2,19-24).

Tak. Rozdźwięk między publicznie wyznawanymi wartościami a praktycznym postępowaniem, wywołuje zgorszenie i przynosi ujmę imieniu Bożemu. Prawdziwi chrześcijanie nie prowadzą podwójnego życia. Wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem (2Ko 4,2). W kręgach naśladowców Jezusa Chrystusa nie akceptujemy żadnego udawania i fałszu. Pamięć o tym, co stało się z Ananiaszem i Safirą (Dz 5), wciąż pobudza nas do życia w bojaźni Bożej. Wiedząc zatem, co to znaczy bać się Pana, przekonujemy ludzi, a wobec Boga wszystko w nas jest jawne. Spodziewam się, że podobnie jawne jest w waszych sumieniach. Nie polecamy się wam ponownie, ale dajemy wam powód do chluby z naszego powodu, abyście mogli odeprzeć zarzuty tych, którzy szczycą się pozorami, a nie tym, co jest w sercu (2Ko 5,11-12).

 Kto sam jest obłudny, ten nie ma moralnego prawa do napominania innych ludzi. Sami w czymś uchybiając, wolimy przemilczać też cudze błędy. Chyba dlatego dwulicowość ma się tak dobrze. W środowisku Kościoła tak być nie może! Każdy chrześcijanin ma nie tylko zadbać o zgodność teorii z praktyką we własnym życiu, ale być też zdolnym do napominania tych, którzy w prywatnym życiu grzeszą, a publicznie udają wierzących. Dlatego - byśmy mieli do tego moralne prawo - nauka apostolska świeci nam przykładem i wzywa nas do osobistej szczerości, żebyście mieli co mówić przeciwko tym, którzy się chlubią z powierzchownych rzeczy, a nie z serca (Biblia Gdańska 2Ko 5,12).