19 lipca, 2024

Sposób na dobry los potomstwa

Odpowiedzialni rodzice myślą o przyszłości swoich dzieci i wnuków. Starają się coś im po sobie zostawić, bo - jak mówi Biblia - To nie dzieci powinny gromadzić środki dla rodziców, ale rodzice dla dzieci [2Ko 12,14]. Nie zawsze - niestety - rodzicom udaje się coś dla dzieci zgromadzić, a nierzadko bywa i tak, że wysiłek rodzicielski kończy się kłótnią dzieci o najskromniejszy nawet spadek. Dzisiaj natrafiłem w Biblii na bardzo interesującą wskazówkę w tym temacie.

Lecz właśnie dlatego, że Dawid był tak szczery, PAN, jego Bóg, nie chciał zgasić lampy jego dynastii w Jerozolimie i osadził na tronie jego potomka, a Jerozolimie zapewnił ochronę. Dawid bowiem czynił to, co prawe w oczach PANA, i przez całe życie nie odstąpił od niczego, co mu przykazał, poza sprawą Uriasza Chetyty [1Krl 15,4-5]. Innymi słowy, szczerość Dawida w społeczności z Bogiem, wierność Bogu i posłuszeństwo, na wiele lat zapewniły pomyślność jego potomkom, a nawet całemu miastu. W bojaźni PANA człowiek ma mocne oparcie, będzie ono schronieniem jeszcze dla jego dzieci [Prz 14,26].

Przyglądając się stosunkowo łatwemu i dostatniemu życiu niektórych ludzi, rozczulamy się nad swoim losem, a czasem ogarnia nas nawet zazdrość, że im się tak dobrze wiedzie, a my wciąż mamy pod górkę. Rzadko jednak towarzyszy nam stosowna wiedza i refleksja dotycząca życia ich rodziców i dziadków. Dopiero bliższe przyjrzenie się życiu przodków, pozwala odkryć tajemnicę dobrego losu potomków. To bogobojność, prawość, nienaganność w postępowaniu, miłość do Boga i bliźniego, tak pięknie owocują w życiu następnego pokolenia. 

Chcemy zapewnić swoim potomkom dobrą przyszłość? Żyjmy w bojaźni Bożej i - jak Dawid - zadbajmy o szczerość w społeczności z Bogiem. Gdyż przewrotny jest obrzydliwością dla Pana; lecz szczerzy są Jego przyjaciółmi [Prz 3,32]. Sprawmy, by nasze dzieci i wnuki przez całe lata mogły odcinać kupony z naszej przyjaźni z Bogiem. :)  

18 lipca, 2024

Odwiedziny miejsc posługi Słowem - trip 2.

2. Gdynia. Kościół Chrześcijański KOINONIA


KOINONIA – to pierwszy Zbór Kościoła Zielonoświątkowego w Gdyni, wyłoniony z gdańskiego zboru przy ul. Menonitów w roku 1989. Początkowo zgromadzał się w wynajętych lokalach, a od 1997 roku już we własnej sali nabożeństw, w zakupionym i zaadaptowanym na potrzeby zboru, budynku mieszkalnym.

Pierwszym pastorem gdyńskiego zboru był Jan Krauze. To za jego czasów głosiłem Słowo Boże w Gdyni. 7 listopada 1993 r. miałem tu kazanie pt. „Poświęcając się i podnosząc Słowo ruszajmy dalej”. 25 listopada 1993 r. – kazanie „Kierujmy się Słowem Bożym a nie sercem”. 9 grudnia 1993 r. usłużyłem pierwszym wykładem pt. „Relacje w rodzinie chrześcijańskiej”. 19 grudnia 1993 r. wygłosiłem kazanie pt. „Rozwijaj w sobie nawyk dążenia do Boga”, a 23 grudnia 1993 r. dokończyłem wykład „Relacje w rodzinie chrześcijańskiej”.  

6 stycznia 1994 r. rozpocząłem wykład pt. „Uświęcenie sfery seksualnej” aby 20 stycznia 1994 roku ten temat dokończyć. 23 stycznia 1994 r. omówiłem „Zasady pierwszeństwa w Królestwie Bożym”. 10 lutego 1994 r. wygłosiłem kazanie pt. „Wolność warunkowana zależnością”. 24 lutego 1994 r. rozpocząłem wykłady z hamartiologii, tj. nauki o grzechu i kontynuowałem je 19 maja 1994 roku. 30 czerwca 1994 r. głosiłem na temat lenistwa. 10 sierpnia 1995 r. wygłosiłem kazanie pt. „Nastawienie na przeżycia”. 17 sierpnia 1995 r. nauczałem na temat modlitwy w życiu zborowym. 28 września 1995 r.  powróciłem do wykładów o grzechu, omawiając „chciwość”. 5 października 1995 r. „pychę”. 19 października 1995 r. „gniew”. 2 listopada 1995 r. „zazdrość”. r. 9 listopada 1995 „obżarstwo”. 16 listopada 1995 r. „nieczystość”. 14 grudnia 1995 r. nauczałem o „upamiętaniu”. 21 grudnia 1995 r. o „wierze”. 28 grudnia 1995 r. o „chrzcie wiary” a 4 stycznia 1996 r. o „przyjęciu Ducha Świętego”.

 W 1996 roku, po śmierci Jana Krauze, pastorem zboru został Krzysztof Wójcik i pełni on tę funkcję do dzisiaj.  Nabożeństwa Kościoła Chrześcijańskiego KOINONIA (jak wynika ze strony internetowej zboru) w Gdyni przy ul. Karnkowskiego 1 odbywają się w niedziele o godz. 10. Więcej informacji.

3. Gdynia. Zbór Kościoła Chrystusowego

Zbór Kościoła Chrystusowego w Gdyni przy ul. Oficerskiej 15 powstał w 1987 roku. Nieruchomość zboru składa się z domu modlitwy oraz z pawilonu socjalnego zlokalizowanego w ogrodzie na zapleczu kaplicy. Dzięki temu zbór dysponuje też kilkoma pokojami gościnnymi, które udostępnia braciom i siostrom w Chrystusie, przyjeżdżającym nad morze na letni wypoczynek.

Z początkiem roku 2012 miała tu miejsce rzadko dziś spotykana ale jakże budująca fuzja. Otóż doszło do połączenia zboru Chrystusowego z działającym w Gdyni przy Al. Zwycięstwa, Ewangelicznym Zborem JORDAN (potocznie zwanym zborem „na działkach”). Zbór Kościoła Chrystusowego przyjął w swe progi braci i siostry ze zboru JORDAN, a ówczesny pastor Ryszard Krawczyk zaprosił do współpracy przywódcę tej społeczności, brata Wojciecha Lemke. Obecnie pastorem zboru przy Oficerskiej jest właśnie Wojciech Lemke, który razem z żoną Iwoną mieszkają w przyzborowym mieszkaniu pastorskim. Dzięki temu miałem okazję z nimi porozmawiać i odnowić troszkę nasz kontakt.

Jesienią 1993 roku, świeżo po moim powrocie do Gdańska, za czasów pierwszego pastora tego zboru, śp. Sergiusza Kobusa, dane mi było wielokrotnie nauczać tu Słowa Bożego.  I tak: 22 lipca 1993 r. wygłosiłem kazanie pt. „Bóg zawsze cię widzi”. 9 września 1993 r. nauczałem na temat pobożności i kontynuowałem to nauczanie kolejno - 16 września, 30 września, 14 października i 21 października 1993 r. 28 października 1993 r. miałem tu kazanie pt. "Żyjmy w bojaźni Bożej". 4 listopada 1993 r. – "Poświęcając się i podnosząc Słowo ruszajmy dalej". 11 listopada mówiłem o związku modlitwy z duchowym przebudzeniem, 2 grudnia – "Bądź wierny aż do śmierci", a 16 grudnia – nauczałem o służbie pocieszania.

Na początku roku 1994 jeszcze trzykrotnie odwiedziłem zbór z posługą Słowa Bożego. 13 stycznia 1994 r. z poselstwem „Musisz ocalić Jezusa w tobie”. 27 stycznia z rozważaniem o zasadach pierwszeństwa w Królestwie Bożym, a 13 lutego 1994 r. z kazaniem pt. „Zechciejmy widzieć Jezusa”. Później bywałem już tutaj rzadziej, a po powstaniu Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE siłą rzeczy zajeżdżałem tu tylko poza porą niedzielnych  nabożeństw.

Nabożeństwa Zboru Kościoła Chrystusowego w Gdyni przy ul. Oficerskiej 15 odbywają się w niedziele o godz. 10:00. Ponadto można tu wziąć udział w środowych rozważaniach biblijnych o godz. 18:00 oraz w spotkaniu modlitewnym w piątki o godz. 18:00. Więcej informacji - tutaj.

17 lipca, 2024

Odwiedziny miejsc posługi Słowem - trip 1.

1. Gdańsk. Kościół RADOŚĆ

Opis moich wypraw motocyklowych rozpoczynam od miejsca najbliższego mi terytorialnie, ale też bardzo bliskiego memu sercu w dawnych latach, a mianowicie od Kościoła RADOŚĆ. Tak obecnie nazywa się zbór Kościoła Zielonoświątkowego przy ul. Menonitów 2a w Gdańsku - miejsce moich początków w wierze i służbie. Tutaj - 17 września 1977 roku - zostałem ochrzczony przez prezbitera Sergiusza Waszkiewicza i rok później w tymże pomennonickim domu modlitwy, w niedzielę 12 września 1978 roku, wygłosiłem moje pierwsze kazanie pt. „Tylko On daje prawdziwą wolność”.

Zanim ukończyłem Szkołę Biblijną w Warszawie, w ciągu 1979 roku dwadzieścia pięć razy stawałem za kazalnicą zboru przy ul, Menonitów. Wiosną 1980 roku oficjalnie zostałem powołany na ewangelistę zboru i regularnie głosiłem tu Słowo Boże. Po dwóch latach służby - wiosną 1982 – uzyskawszy błogosławieństwo starszych zboru, wyjechałem stąd na stałe do służby duszpasterskiej w Piątkowie (woj. radomskie).  Wciąż jednak w następnych latach od czasu do czasu zapraszano mnie do posługi Słowem Bożym w "Zborze na Menonitów" - jak go zazwyczaj określaliśmy. 

I tak, 20-21 października 1984 r. miałem tu wykłady na konferencji młodzieży pod hasłem: "Gotowość chrześcijanina". 28 października 1984 r. wygłosiłem kazanie pt. „Kontrastuj!”. 28 lipca 1985 r. kazanie – „Bóg nigdy nie zapomni o tobie ze względu na Jezusa”. 7 sierpnia 1985 r. – kazanie pt. „Syn Boży objawił się nam, aby być Panem”. 11 sierpnia 1985 r. – „Okaż wierność, a ujrzysz sprawiedliwość”. 31 października 1988 r. na zjeździe młodzieży wygłosiłem poselstwo – „Płomienni Duchem Panu służcie!”, a następnego dnia, 1 listopada 1988 r. – kazanie pt. „Płomienni Duchem w praktyce”. 

Kolejny raz zostałem tu zaproszony do posługi Słowem 20 sierpnia 1989 r. z przesłaniem zatytułowanym „Jezus przyszedł znowu, aby dźwignąć cię z depresji”. Rok później, 11 sierpnia 1990 r. na ślubie Moniki i Jacka, wygłosiłem tutaj kazanie okolicznościowe „Niech ten ślub ilustruje twój związek z Bogiem”, a następnego dnia, w niedzielę, 12 sierpnia 1990 r. - kazanie pt. „Żyjmy zgodnie z celem naszych oczekiwań”. 11 listopada 1991 r. - znowu na zjeździe młodzieży - wygłosiłem trzy wykłady pt. „Jak można być blisko Boga w tym świecie”. Gościm zboru przy ul. Menonitów byłem jeszcze 26 grudnia 1992 r. z kazaniem – „Ubóstwo ułatwia ci drogę do bogactwa wierze”. 

Po powrocie do Gdańska w 1993 roku ponownie przyłączyłem się do tutejszej społeczności. Przestałem więc być gościem, a stałem się domownikiem wiary. Zaproszono mnie do grona starszych zboru i mniej więcej raz w miesiącu usługiwałem Słowem Bożym. Decyzją rady zboru w maju 1995 r. zostałem powołany do tworzenia nowej wspólnoty zielonoświątkowej w Gdańsku, co oficjalnie urzeczywistniło się w dniu 21 kwietnia 1996 roku. Od czasu gdy stanąłem na czele Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE już ani razu nie dane mi było głosić Słowa Bożego w tym zborze. 

Na koniec mojej relacji dodam, że służący wspólnocie zielonoświątkowej od wczesnych lat powojennych, zabytkowy dom modlitwy przy ul. Menonitów w Gdańsku, parę lat temu obecni przywódcy zboru postanowili oddać gminie Gdańsk w zamian za działkę budowlaną, na której planują wznieść obiekt nowoczesny i bardziej przestronny. Formalnie więc „nasza” kaplica w Śródmieściu Gdańska, z którą nie tylko ja mam tak wiele wspomnień, jest już własnością gminy Gdańsk, a ściślej - salą koncertową zespołu muzyki dawnej „Cappella Gedanensis”. Wkrótce Kościół RADOŚĆ przenosi się z nabożeństwami na teren postoczniowy do wynajętej hali, z nadzieją, że za kilka lat ulokuje się w nowo wybudowanym obiekcie.

Kościół RADOŚĆ jest organizacyjnie podzielony na dwa tzw. kampusy. Zgromadza się aktualnie w dwóch lokalizacjach. W niedzielę o godz. 10:00 w odwiedzonym przeze mnie miejscu w Śródmieściu Gdańska oraz o godz.10:30 w kampusie PÓŁNOC, w ERGO ARENIE. Pastorem Zboru jest Tomasz Ropiejko, a pastorem pomocniczym Tomasz Chaciński. Więcej informacji - Tutaj lub  Facebook

12 lipca, 2024

Zapowiedź wypraw motocyklowych

Wybierzmy się w drogę i odwiedźmy braci we wszystkich miastach, w których zwiastowaliśmy Słowo Pańskie, aby zobaczyć, jak im się powodzi [Dz 15,36]. Na taki pomysł wpadł niegdyś apostoł Paweł. Mnie też przyszło do głowy, aby po latach zajrzeć do miejsc, gdzie głosiłem Słowo Boże. Ponieważ służbę duszpasterską prowadziłem w kilku miejscach, skąd wyjeżdżałem z posługą Słowa Bożego, więc siłą rzeczy moje wypady motocyklowe dotyczyć będą miejscowości rozsianych po całej Polsce.

Służbę Słowa rozpocząłem w trakcie nauki w Szkole Biblijnej, pierwszym kazaniem wygłoszonym 12 września 1978 roku w Gdańsku. W następnym roku, jeszcze przed ukończeniem seminarium, dwadzieścia pięć razy stawałem za kazalnicą gdańskiego zboru, aby w maju 1980 roku formalnie zostać duchownym Kościoła, powołanym na ewangelistę zboru zielonoświątkowego w Gdańsku. Od czerwca 1980 do czerwca 1982 roku byłem odpowiedzialny za grupę gdańskiej młodzieży, regularnie posługując na miejscu kazaniami i wykładami Słowa Bożego. 

27 czerwca 1982 roku, wraz żoną i 9 miesięczną córką, wyjechaliśmy do służby duszpasterskiej w wiejskim zborze w Piątkowie (dawne woj. radomskie). Tam przez dwa lata nauczałem Słowa Bożego każdego tygodnia wygłaszając zazwyczaj po dwa kazania. We wrześniu 1984 roku wyjechaliśmy z Piątkowa, aby założyć zbór w Krośnie i prowadzić tam służbę duszpasterską. Dwa i pół roku później, w lutym 1987 roku - z taką samą misją - udaliśmy się do Gorzowa Wielkopolskiego. We wrześniu 1992 roku bazą wypadową mojej posługi Słowem na krótko stał się Rzeszów. W lipcu 1993 roku zamieszkaliśmy znowu w Trójmieście, najpierw w wynajętym mieszkaniu w Sopocie, a od 5 września 1994 roku w Gdańsku.

Nadeszła pora, aby zajrzeć do miejsc, gdzie w ciągu tych 45 lat dane mi było głosić Słowo Boże. Czy te wspólnoty wciąż istnieją? Jak obecnie się mają? Pragnę – z Bożą pomocą -  przejechać się moją Yamahą XJ6 po kraju i w poszczególnych województwach sukcesywnie odwiedzać zapamiętane przeze mnie miejsca wcześniejszej posługi.

08 lipca, 2024

Królestwo zakodowanego rozwoju

W tych dniach dużo rozmyślam o Królestwie Niebios. Jakie ono jest? Co nas w nim czeka? Skoro wszyscy chrześcijanie tak zgodnie mówią i śpiewają, że tęsknią za Królestwem Bożym, skoro pragniemy w nim się znaleźć, to dlaczego na myśl o śmierci fizycznej drży nam serce? Może za mało o Królestwie Niebios wiemy i dlatego chcielibyśmy jak najdłużej pozostać na tym świecie. Dlatego rozważaniami o Królestwie Bożym pragnę wspomóc braci i siostry w Chrystusie w nabieraniu zdrowego dystansu do przemijającego świata. Nic na tej ziemi nie jest warte tego, byśmy sercem lgnęli do tego bardziej, niż do spotkania z Panem Jezusem. Czuję się odpowiedzialny za należyte przygotowanie wierzących z mojego otoczenia do tego momentu przejścia. Stąd tematem kilku moich kolejnych kazań niedzielnych stało się Królestwo Niebios. Dzisiaj za podstawę rozważania weźmy przypowieść o ziarnie rzuconym w ziemię. 

Z Królestwem Bożym jest tak, jak z człowiekiem, który rzuca ziarno w ziemię. Czy on śpi, czy wstaje nocą czy za dnia, ziarno kiełkuje i rośnie, a on nie wie jak. Ziemia bowiem sama z siebie wydaje plon: najpierw trawę, potem kłos, potem pełne zboże w kłosie. A gdy plon dojrzeje, zaraz posyła się sierp, gdyż nadeszło żniwo [Mk 4,26-29]. 

Mówiąc o Królestwie Bożym Jezus posłużył się obrazem pełnego cyklu plonowania zboża. Ziarno trafia do ziemi. Kiełkuje, rośnie i kwitnie. W kłosie pojawia się kilkadziesiąt identycznych ziaren. Gdy osiągają dojrzałość, bezzwłocznie następuje żniwo. Za cały ten cykl odpowiadają przede wszystkim czynniki endogenne – tzn. wewnętrzny kod genetyczny nasienia. Wszystko jest zakodowane w nasieniu i uruchomione poprzez kontakt ziarna z ziemią. 

Zwykły, z życia wzięty obraz, w ustach Jezusa nabrał sensu duchowego. Oto Słowo Boże pada na grunt ludzkiego serca. Następuje opamiętanie i duchowe odrodzenie. Człowiek rodzi się na nowo. Wzrasta w poznaniu Boga. Uświęca się i upodabnia do Jezusa. W końcu staje się duchowo dojrzały, pełny owocu sprawiedliwości. Czas na żniwo! Cały ten proces jest zagwarantowany przez Boga! Dlatego chrześcijanin od chwili nawrócenia może żyć w całkowitej pewności zbawienia. 

Ewenementem wzrostu i owocowania rośliny jest to, że wcale temu nie musi towarzyszyć ludzkie rozumienie zachodzących w przyrodzie procesów. Czy on śpi, czy wstaje nocą czy za dnia, ziarno kiełkuje i rośnie, a on nie wie jak. Niekonieczna jest wiedza i pełne rozumienie tajemnicy rozwoju. Cud kiełkowania, wzrostu i wytwarzania owocu został genetycznie zakodowany w nasieniu. Ziemia bowiem sama z siebie wydaje plon: najpierw trawę, potem kłos, potem pełne zboże w kłosie. W natchnionym tekście występuje gr. autoamte, co znaczy - samorzutnie, samo z siebie. 

Z Królestwem Bożym jest tak, jak z człowiekiem, który rzuca ziarno w ziemię. Gdy Słowo Boże trafi na grunt ludzkiego serca – rozpoczyna się niezwykły, cudowny proces! Inicjuje go sam Bóg. Gdy zechciał, zrodził nas przez Słowo prawdy, by mieć w nas jakby pierwszy plon swoich stworzeń [Jk 1,18]. Zostaliśmy odrodzeni nie z nasienia zniszczalnego, ale niezniszczalnego, przez Słowo Boga, żywe, nieprzemijające [1Pt 1,23] - czytamy w Piśmie Świętym.

Zawartą w Jezusowej przypowieści o ziarnie rzuconym w ziemię prawdę możemy zastosować dwojako. Przede wszystkim charakteryzuje ona rozwój Królestwa Bożego jako całości. Niemniej przypowieść ta wspaniale obrazuje też fenomen wzrostu Królestwa Niebios w pojedynczym człowieku. 

Zacznijmy od tego, że Królestwo Boże istnieje wiecznie i jest w stałym rozwoju. Sam Bóg jest twórcą i budowniczym Królestwa Niebios. Najwidoczniej wiedział już o tym Abraham: Oczekiwał bowiem miasta mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą jest Bóg [Hbr 11,10]. Biblia mówi, że Bóg ma w planach rozszerzyć swoje Królestwo również na całą ziemię. Za dni tych królów Bóg niebios powoła królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone ani nie przejdzie na inny lud. Rozbije ono i usunie wszystkie wcześniejsze królestwa, ale samo trwać będzie na wieki [Dn 2,44]. Któż jest w stanie sprzeciwić się Bogu i udaremnić Jego plany? Z historii wiemy, że nawet niektórym ludzkim rządom trudno się przeciwstawić. Tym bardziej pewna jest ekspansja Królestwa Bożego. Chociażby cała UE i UN jednomyślnie przyjęły wspólne stanowisko, że nie zgadzają się na królowanie Chrystusa na ziemi, to i tak żadną rezolucją tego procesu nie zatrzymają. 

Prawda, że sam Bóg buduje swoje Królestwo – to wielki powód do radości dla wszystkich obywateli Królestwa Niebios. Dodajmy, że rozwój Królestwa Niebios nie zależy nawet od pomysłów i starań Kościoła. Nowoapostolska idea przejęcia i przygotowania ziemi na przyjście Chrystusa niczego tu nie przyspieszy, ani nie opóźni. Ekspansja Królestwa Bożego ma charakter „automate”. Niektórzy chrześcijanie chyba myślą, że dopiero od nich zacznie się Królestwo Niebios, a przynajmniej, że bardzo pomogą Bogu w jego nadejściu. Wciąż ogłaszają potrzebę jakiegoś przełomu, wywołania globalnego przebudzenia itp. Tymczasem Królestwo Boże ma samo w sobie wielką witalność i pełną zdolność rozwoju. 

Dynamizm Królestwa Niebios nie zależy od tych, którzy je głoszą, ani od tych, którzy je przyjmują. Wszystko w nim zależy od Boga! Możemy być całkowicie pewni, że to, co zaczęło się wraz z Jezusem Chrystusem, zaowocuje pełnym urzeczywistnieniem się Królestwa Niebios na ziemi. Ten proces jest tak nieuchronny jak wzrost i owocowanie zasianego ziarna. Tylko to, co nie należy do Królestwa Niebios nie ma przyszłości. Wszelka roślina, której nie zasadził Ojciec niebieski, wykorzeniona zostanie. [Mt 15,13] – powiedział Pan. Jeżeli coś się rozsypuje, wyłącza się, zaprzestaje służyć Bogu – wskazuje tym samym, że pomimo stwarzanych pozorów nie należało do Królestwa Niebios. 

A teraz przejdźmy do zagadnienia rozwoju Królestwa Niebios w pojedynczym człowieku. Uruchomienie tego procesu następuje z łaski Bożej - przez akt osobistej wiary w Jezusa Chrystusa. Nikt sam w sobie nie może tego zainicjować. Nikt też z ludzi nie może tego spowodować w drugim człowieku. Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane przez Ojca [Jn 6,65]. Za każdym razem jest to darem Bożym!  I to jest dobra nowina o Królestwie Niebios, dlatego (…) z radością dziękujcie Ojcu, który nas przysposobił do udziału w dziedzictwie świętych — tam, gdzie panuje światło. On nas wybawił spod tyranii ciemności i przeniósł do Królestwa swego ukochanego Syna, w którym mamy odkupienie, przebaczenie grzechów  [Kol 11,1-14]. 

Inną, wielką i wspaniałą prawdą o Królestwie Bożym w nas jest to, że nie zostało ono tak pomyślane przez Boga, by stało się dla człowieka nowym, dodatkowym ciężarem. Wprost przeciwnie. Do ludzi zatroskanych o sprawy bytowe Jezus powiedział: Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane [Mt 6,33]. Słowo Boże i Duch Święty działają w sercu prawdziwego chrześcijanina w tak cudowny sposób, że jego życie staje się piękną przygodą. 

Gdy sam Bóg nawiedza człowieka i zapoczątkowuje w nim cudowny proces rozwoju Królestwa Niebios, zbyteczne, a nawet szkodliwe są wysiłki człowieka w celu przyspieszania własnego wzrostu albo wzrostu innych. Nie ma potrzeby stawać w lustrze i mówić sobie: Rośnij! Nic nie da też naciskanie w tym celu na innych chrześcijan. Rozwój Królestwa jest niezależny od zabiegów człowieka! Plon dojrzewa zgodnie z Bożym harmonogramem! 

Nie chcemy przez to powiedzieć, że wzajemna miłość braterska i pobudzanie się do dobrych uczynków w Królestwie Niebios nie mają żadnego większego znaczenia. Podobnie jak we wzroście roślin obok czynników wewnętrznych (endogennych) liczą się także zewnętrzne (egzogenne), tak też i w duchowym wzroście chrześcijanina warunki zewnętrzne odgrywają swoją rolę. Wszakże i tu zauważmy, że zapotrzebowanie rośliny na czynniki zewnętrzne zależy od jej kodu genetycznego. Czyż czasem nie zadziwiamy się, że jakaś roślinka rośnie w miejscu, które naszym zdaniem nie daje szans na przeżycie? A jednak nie usycha, podczas gdy inna, zasadzona w dobrych – naszym zdaniem – warunkach, nie wiadomo dlaczego, a choruje. 

Biblia wskazuje czynniki zewnętrzne, pożądane z racji DNA Królestwa Niebios. Czytanie i rozważanie Słowa Bożego, modlitwa, aktywna przynależność do lokalnej wspólnoty Kościoła oraz składanie świadectwa o Jezusie. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42]. Duch Święty objawił to już w pierwszych dniach istnienia Kościoła. Jednakże człowiek wierzący żyje, rozwija się i owocuje w wierze nie dlatego, że bierze udział w głośnych eventach i odwiedza osławione miejsca. Gdyż tak mówi PAN do domu Izraela: Szukajcie Mnie, a będziecie żyli! Nie szukajcie Betelu, nie chodźcie do Gilgal i nie udawajcie się do Beer-Szeby. Bo Gilgal na pewno pójdzie na wygnanie, a Betel stanie się niczym. Szukajcie PANA, a będziecie żyli! [Am 5,4-6]. Wymienione tu miejscowości cieszyły się w Izraelu sławą z racji historii narodu, ważnych wydarzeń lub przeżyć. Dzisiaj też wielu chrześcijan daje się ciągać po kraju, wabieni wciąż nowymi obietnicami wspaniałych przeżyć. Nie w takich miejscach leży tajemnica rozwoju Królestwa Niebios! Nie ma potrzeby abyśmy wszędzie byli, wszystkiego doświadczyli i wszystko rozumieli. Będziemy duchowo rosnąć i bez wywoływania w nas wciąż nowych przełomów oraz ogłaszania nam, że dopiero teraz to jest nasz czas.

Ziarno wrzucone do ziemi rośnie zgodnie z tym, jak genetycznie zostało zakodowane i nie potrzebuje, aby mu mówić, jak ma rosnąć. Wciąż obserwuję ten cud rozwoju Królestwa Niebios w ludzkich sercach. Czasem wydaje się, że ktoś nie ma szans na prawidłowy rozwój - a wyrasta na wspaniałego sługę Bożego. Innym razem ktoś jest otoczony troską duszpasterską - a nic z niego dobrego nie wyrasta. Wszystko zależy od prawdziwości nawrócenia, od rzeczywistego odrodzenia serca. Czynniki zewnętrzne pełnią rolę drugoplanową.

Jeśli szczerze przyjęliśmy Pana Jezusa Chrystusa do serca, jeśli narodziliśmy się na nowo i żyjemy w zaufaniu, że Chrystus nam wystarczy - to Królestwo Niebios jest już w nas! Jestem przekonany, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, będzie je też doskonalił aż do dnia powrotu Chrystusa Jezusa. [Flp 1,6]. Odetchnijmy w tej myśli!  Zaufajmy Bogu trzymając się Chrystusa, głowy, z której całe ciało, odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie wzrostem Bożym [Kol 2,19]. Amen

03 lipca, 2024

Źle wymierzone, czy celowo widoczne?

Czytając dziś opis wyglądu nowo wzniesionej świątyni w Jerozolimie i jej urządzania, natknąłem się na dość intrygującą wzmiankę: Kapłani zanieśli arkę Bożą do świątyni Jahwe, do Świętego Świętych, i ustawili ją pod skrzydłami cherubów. Cheruby miały bowiem rozpostarte skrzydła nad miejscem przeznaczonym dla arki. Swoimi skrzydłami okrywały cheruby całą arkę i drążki do jej przenoszenia. Drążki owe były tak długie, że ich końce widziało się z Miejsca Świętego, stojąc naprzeciw Świętego Świętych, ale nie widziało się ich z zewnątrz [1Krl 8,6-8]. 

Izraelici mieli ze Skrzynią Przymierza sporo cudownych przeżyć, ale zdarzyło się też i tragiczne. To ostatnie miało związek ze zlekceważeniem Bożej instrukcji dotyczącej przemieszczania Skrzyni Bożej. Bóg powiedział, że ma ona być ręcznie przenoszona przez kapłanów. Właśnie w tym celu wyposażono ją w akacjowe drążki, które na stałe powinny znajdować się w specjalnych pierścieniach zamocowanych po bokach Arki. Gdy Dawid przygotował dla Skrzyni Przymierza specjalne miejsce w Jerozolimie, do jej transportu zabrano się z tak wielkim entuzjazmem, że zbagatelizowano nakazane przez Boga procedury i Skrzynię wieziono wozem. Transport ów został tragicznie przerwany śmiercią młodego Uzzy, który jadąc na tym wozie, chciał ją podtrzymać ręką, przez co zginął.

Dawid szybko zrozumiał popełniony błąd i po kilku miesiącach zorganizował przeniesienie Skrzyni Bożej do Jerozolimy przez kapłanów, już ściśle przestrzegając Słowa Bożego. Za pierwszym razem nie było was przy tym, jak PAN, nasz Bóg, rozgniewał się na nas za to, że nie zadbaliśmy o Jego wytyczne tak, jak należy. Kapłani i Lewici poświęcili się więc, aby przenieść skrzynię PANA, Boga Izraela [1Krn 15,13-14]. Ostatecznie Skrzynia Przymierza - już za czasów Salomona - trafiła do świątyni, gdzie umieszczono ją pod specjalnym okryciem obrazującym cherubów. 

Dlaczego te drążki wystawały poza okrycie? Coś źle wymierzono, czy może był to zamysł celowy? Domyślam się, że wystające poza skrzydła cherubów drążki, widoczne dla kapłanów z miejsca sprawowania przez nich służby, miały im sygnalizować sposób postępowania ze Skrzynią. A może nawet ich dyskretny widok miał odświeżać im pamięć o śmierci Uzzy i stanowić jakąś formę Bożej przestrogi przed samowolą w służbie? Biblia Gdańska wręcz wskazuje tu na celową robotę. I powyciągali one drążki, tak, że widać było końce ich w świątnicy. Dodajmy, że ludzie znajdujący się poza miejscem świętym nie widzieli tych wystających drążków. Tylko w miejscu świętym były one widoczne i mogły przypominać kapłanom, że służąc Bogu należy wszystko robić po Bożemu.

W moim życiu i służbie też mam takie, jakby przydługie, "wystające drążki", przywołujące mi na myśl popełnione w przeszłości błędy, a jednocześnie mobilizujące mnie do wiernego trzymania się Prawa Bożego. Ludzie postronni w ogóle niczego takiego nie dostrzegają. Lecz ja, gdy tylko spojrzę w kierunku danego miejsca, gdy pomyślę o niektórych osobach lub natknę się na określoną sytuację, od razu wiem, o co chodzi. Ba, jestem nawet wdzięczny Bogu za takie refleksyjne chwile. Wiem, że co jakiś czas ich potrzebuję aby utrzymać się w bojaźni Bożej i aby skwapliwiej przestrzegać Słowa Bożego. A ty?