13 maja, 2026

Nowy etap

Przypadający na 21 kwietnia 2026 roku Jubileusz 30-lecia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE to dla mnie początek nowego etapu w życiu i służbie. Jestem wdzięczny Bogu za okazaną mi łaskę, że pomimo wielu popełnionych przeze mnie błędów, przez całe trzy dekady pozwalał mi służyć naszej wspólnocie kościelnej i organizować jej działalność. Jako zbór miewaliśmy trudniejsze chwile, zwłaszcza gdy zgromadzaliśmy się we Wrzeszczu i w Oliwie, wszakże Chrystus Pan, jako Głowa Kościoła, na tyle zachował nas w jedności, że pod każdym względem mogliśmy nieprzerwanie kontynuować naszą służbę. W ciągu minionych trzydziestu lat, w każdą niedzielę w naszej siedzibie odbywało się nabożeństwo ku chwale i czci naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zorganizowaliśmy całkiem sporo rozmaitych konferencji, koncertów i spotkań. Mieliśmy trzydzieści osiem uroczystości chrztu wiary, podczas których łącznie ochrzciliśmy sto siedemdziesiąt siedem osób. Nieprzerwanie prowadziliśmy też pracę z dziećmi i młodzieżą. Wszystko dzięki temu, że wspierał nas Duch Święty, za co bardzo dziękuję Bogu.

Myśląc o minionych trzydziestu latach istnienia Zboru, coraz wyraźniej też widzę, że tajemnicą naszego wiernego trwania w nauce apostolskiej, we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42], byli otaczający mnie ludzie. Owszem, zdarzały się nam osoby zawodne i chimeryczne, lecz znakomita większość z grona członkowskiego Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, to chrześcijanie miłujący Boga i Zbór, zarówno w dniach dobrych, jak i w złych. Ich stałość w wierze, wytrwałość w służbie, pracowitość, ofiarność finansowa, cierpliwe znoszenie przeciwności, gotowość do przebaczania i okazywania wzajemnej pomocy, te i inne jeszcze ich cechy, skutecznie stabilizowały działalność naszego Zboru. Bardzo jestem wdzięczny Bogu za moich towarzyszy w wierze i w służbie. Nigdy tego nie zapomnę, jak pod koniec drugiej dekady istnienia Zboru, gdy przechodziłem najtrudniejsze chwile, Bóg w szczególny sposób posłużył się wieloma z nich, zwłaszcza moją żoną i synem, dzięki którym przetrwałem tamte burzliwe miesiące. Takich osób w naszym gronie jest coraz więcej. Mógłbym - podobnie jak apostoł Paweł w końcówce Listu do Rzymian - długo ich wymieniać. 

Niezmiernie jestem też wdzięczny Bogu za miejsce, w którym na stałe już ulokował nasz Zbór. Przez niespełna dwie pierwsze dekady istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE borykaliśmy się z problemami lokalowymi. Najpierw zbyt mały lokal na Zaspie. Potem zbyt duży, trudny do ogrzania i mało funkcjonalny obiekt we Wrzeszczu. Następnie znowu za małe i trudno dostępne miejsce w Oliwie. Aż Bóg w swojej łasce wskazał nam zespół dworsko-parkowy na Olszynce i - wprawdzie nie bez trudności - wprowadził nas do tej "ziemi obiecanej" dla naszego Zboru. Hektarowa działka. Dwa funkcjonujące już budynki. Przestronny parking. Możliwość odbudowania w celach socjalnych budynku trzeciego, który pozwoli nam lepiej zatroszczyć się o seniorów i znacznie poszerzy zborową ofertę noclegową. Wszystko to jest dziś własnością Zboru. Nie było nam dane korzystać ani z pomocy finansowej Kościoła, ani ze wsparcia macierzystego zboru, ani też z tzw. środków publicznych. Zaczynaliśmy z niczym, a dzięki ofiarności i pracowitości naszych członków oraz wspaniałomyślności różnych darczyńców spoza Zboru, cieszymy się teraz wspaniałą "miejscówką", zaspokajającą nie tylko bieżące potrzeby nas samych, ale pozwalającą też na dalszy rozwój pracy Pańskiej. Bogu niech będą dzięki.

Wkraczając w wiek emerytalny, przywódcy wielu zborów borykają się z problemem znalezienia w służbie stosownych następców. Mnie Bóg okazał i tę łaskę, że przyglądając się braciom z Rady Starszych Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE mogę spać spokojnie. Niektórzy z nich są tu od dziecka, inni zaś przyłączyli się do naszego Zboru już jako dojrzali chrześcijanie. Wszyscy są sprawdzonymi w służbie, odpowiedzialnymi i spolegliwymi pracownikami Pańskimi. Wśród nich jest też mój syn, absolwent Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej i Biblijnego Seminarium Teologicznego. Wiele lat temu zrezygnował z dalszej kariery zawodowej w korporacji na rzecz poświęcenia się pracy Pańskiej w naszym Zborze. Od dekady jest duchownym Kościoła Zielonoświątkowego, a od siedmiu lat pełni tu funkcję pastora pomocniczego. Jestem wdzięczny Bogu, że mam sprawdzonego i odpowiedzialnego następcę, otoczonego gronem wspaniałych współpracowników. Śmiało mogę zejść z pierwszej linii, bo naprawdę jest komu mnie zastąpić. 

 Mam nadzieję, że zarówno Starsi Zboru jak i całe grono członkowskie Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, zaakceptują mój plan przekazania służby. Zamierzam w najbliższej przyszłości zapoczątkować - określone Prawem Wewnętrznym Kościoła Zielonoświątkowego - procedury, zmierzające do tego, by podczas Jesiennego Zebrania Członkowskiego dokonać zmiany na stanowisku pastora naszego Zboru. Przechodząc na emeryturę pragnę nadal być użytecznym w służbie. W miarę moich możliwości i zapotrzebowania zgłaszanego ze strony przywódców Zboru, chcę być gotowy do posługi Słowem Bożym i do każdej innej pracy na rzecz naszej społeczności. Mówiąc trochę żartobliwie, nasz PAN, już po spełnieniu swojego zasadniczego dzieła, został w pewnej chwili wzięty za ogrodnika, więc i ja uznam to za zaszczyt, gdy dane mi będzie pełnić rolę ogrodnika w naszym przykościelnym ogrodzie. Mam też zamiar odwiedzać inne, zwłaszcza mniejsze, zbory na terenie kraju, by wspierać w nich posługę Słowa Bożego, jeżeli oczywiście ich pastorzy będą mnie do tego zapraszać. 

Tak z grubsza widzę nowy etap mojego życia w naśladowaniu Chrystusa Pana. Wszystkich członków i przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE serdecznie proszę o wsparcie w modlitwie.

09 maja, 2026

Rozprawka o wielu dzisiejszych "kościołach"

Czytając w tych dniach Księgę Sędziów, opisującą czasy, gdy każdy robił, co mu się podobało [Sdz 17,6] natrafiłem na dość trafną analogię do tego, co obserwuję w dzisiejszych środowiskach ewangelicznych i charyzmatycznych. Podłoże i okoliczności powstawania wielu nowych wspólnot jako żyw przypomina tamtejsze zachowanie ludzi będących potomkami Jakuba i – bądź co bądź – przynależących do ludu Bożego.

Pierwszym spostrzeżeniem tej analogii stał się opis reakcji na niegodziwe postępowanie, żeby nie powiedzieć przestępstwo. Gdy pewnej matce stało się jasne, że pieniądze uważane przez nią za skradzione, przywłaszczył sobie jej rodzony syn, w jednej chwili zmieniła front i zamiast nagany, udzieliła mu błogosławieństwa. Oddajmy głos Słowu Bożemu. Był pewien mąż z pogórza efraimskiego imieniem Micheasz. Rzekł on do swojej matki: Te tysiąc sto srebrników, które ci ukradziono, a ty przeklęłaś ten postępek, mówiąc to także przede mną, otóż srebrniki te są u mnie, ja je wziąłem, ale ci je zwracam. I rzekła jego matka: Niech będzie mój syn błogosławiony przez Pana! [Sdz 17,1-2].

Niejeden raz widziałem coś podobnego. Najpierw był jasno wyrażany sprzeciw wobec określonych, nagannych postaw i czynów, a potem – gdy się okazywało, że dotyczą one kogoś bliskiego i lubianego – następowała niespodziewana zmiana w podejściu do sprawy. Tak. Nepotyzm i kolesiostwo jak najbardziej ma miejsce także w środowiskach ewangelikalnych. Tak, bracia moi, być nie powinno [Jk 3,10]. Ponieważ u Boga nie ma względu na osobę [Rz 2,11] i On nie jest przekupny, bo nie przyjmuje darów [5Mo 10,17], dlatego też słudzy Boży powinni być zdolni – gdy zachodzi taka potrzeba - do bezstronnego piętnowania grzechu, czy to brat, czy przyjaciel, czy krewny [2Mo 32,27].

I oto w atmosferze tej przedziwnej akceptacji, a nawet zachwytu człowiekiem, którego raczej należało dyscyplinować aniżeli go błogosławić, otóż na podłożu owego przyzwolenia na zło, powstało nowe miejsce kultu. Wtedy rzekła jego matka: Poświęciłam te srebrniki Panu od siebie na rzecz mojego syna, aby zrobiono z tego posąg ryty i lany. Zwrócił więc owe srebrniki swojej matce. Matka jego wzięła z tego dwieście srebrników i dała je odlewaczowi, a ten zrobił z tego posąg ryty i lany, który potem był w domu Micheasza. Tak więc ten mąż, Micheasz, miał dom Boży. Kazał też sporządzić efod kapłański i bożki domowe i powołał jednego ze swoich synów, aby był jego kapłanem [Sdz 17,3-5]. Trefne srebrniki w rękach owej kobiety zasponsorowały - alternatywny dla domu Bożego w Sylo – projekt „rodzinnego domu Bożego”.

Biblia mówi, że to, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie; nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest coś, o czym można by powiedzieć: Oto jest coś nowego? Dawno to już było w czasach, które były przed nami [Kzn 1,9-10]. Nie trzeba być bacznym obserwatorem, by zauważyć do iluż podobnych inauguracji nowych miejsc spotkań dochodzi obecnie. Abstrahując od kwestii płci, gdy ludzie żywiący w sobie ducha niezależności dostaną do dyspozycji też trochę pieniędzy, bardzo łatwo przystępują do tworzenia nowej wspólnoty. I niezależnie od tego, czy będzie to formalnie zarejestrowany zbór, czy jakiś tzw. kościół domowy, tak czy owak, zazwyczaj chodzi o utworzenie czegoś lepszego, bo - własnego autorstwa.

Rzeczony założyciel domu Bożego, Micheasz, nie musiał nikogo pytać o zgodę i robił we własnym sanktuarium, co tylko chciał. Najwidoczniej odczuwał jednak jakiś dyskomfort, że jego projekt nie był zgodny z Prawem Bożym. Potrzebował nadać swojej prywatnej inicjatywie trochę więcej powagi i autorytetu poprzez zwerbowanie kogoś z plemienia Lewiego. Nie musiał nawet specjalnie szukać, a jedynie skorzystać z tego, że po świecie błąkał się jakiś lewita nie mogący znaleźć dla siebie miejsca. Wędrując tak, przyszedł na pogórze efraimskie do domu Micheasza. I rzekł do niego Micheasz: Skąd przybywasz? A ten odpowiedział: Jestem Lewitą z Betlejemu judzkiego, a idę, aby osiedlić się jako obcy przybysz gdziekolwiek się nadarzy. I rzekł do niego Micheasz: Zamieszkaj u mnie i bądź mi ojcem i kapłanem; dam ci za to dziesięć srebrników rocznie, odzienie i żywność. I przymusił Lewitę. Zgodził się tedy Lewita pozostać u tego męża i młodzieniec ten był dlań jak jeden z jego synów. Micheasz powołał tego Lewitę i młodzieniec ten został jego kapłanem, i pozostał w domu Micheasza [Sdz 17,8-12]. Swój znalazł swego. Szybko się polubili, a Micheasz mógł odetchnąć, że jego „dom Boży” wreszcie ma licencjonowanego kapłana.

Współcześni „Micheasze” tworzący swoje prywatne społeczności też nie są w ciemię bici. Wiedzą, że potrzebne im jest jakieś znane nazwisko, ktoś z duchowym autorytetem, kto uwierzytelniłby organizowane przez nich spotkania. Najlepiej, żeby był to człowiek słynący z duchowego obdarowania i z tego, że odniósł jakiś sukces. Byłoby wręcz idealnie, gdyby dał się zaprosić do posługi w ich „kościele” i można by potem pokazywać się z nim na wspólnej fotografii. Jeszcze lepszym sposobem na podbudowanie powagi niezależnej od nikogo społeczności, jest zwerbowanie do niej kogoś powszechnie znanego z niegdysiejszej służby w Kościele. Teraz takich wędrownych „mężów Bożych” jest coraz więcej. Utraciwszy miejsce swojej posługi, są otwarci na każdą propozycję, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą też jakieś srebrniki, a przy tym nikt nie pyta o etyczną i moralną przeszłość. Całkiem skutecznym też sposobem na zwiększenie popularności wspólnoty jest możliwość pochwalenia się przynależnością do niej kogoś ze znanych celebrytów. Zawsze też w celu zwiększenia frekwencji na spotkaniach, w odwodach pozostaje oferta szybkiej ścieżki awansu dla osób przyłączających się do założonego „kościoła”. Łatwość dojścia w nim do głosu przyciąga ludzi głodnych akceptacji i poczucia bycia ważnym.

Micheasz był zadowolony: Teraz wiem, że PAN będzie mi szczęścił, kapłanem bowiem został u mnie Lewita! [Sdz 17,13]. Podobnie myślą dzisiejsi, od nikogo niezależni, założyciele prywatnych społeczności. Lecz pewność oparta na upozorowanych cechach Kościoła jest uczuciem zwodniczym. Przywódcy i członkowie okolicznych zborów z czasem może i zaczną uznawać samozwańczych pastorów za partnerów w służbie, lecz Chrystus Pan nie da się w coś takiego wciągnąć. „Kościół”, który powstał na miałkich fundamentach ludzkich ambicji i niezdolności do podporządkowania się duchowej zwierzchności, nie może cieszyć się Bożą przychylnością. Wspólnota zrodzona w atmosferze rozłamu bądź pogardy dla istniejących - mających świadectwo biblijnej, wieloletniej działalności - społeczności chrześcijańskich, po jakimś czasie także mierzyć się będzie z podziałem, a nawet z rozpadem.

Dobrze to obrazują dalsze losy „domu Bożego” Micheasza. Otóż pojawiła się w nim pięcioosobowa grupa ludzi poszukujących miejsca dla siebie i dla swoich ziomków. W trakcie tego rekonesansu, gdy byli obok domu Micheasza, przykuł ich uwagę głos młodego Lewity. Wstąpili do niego i zapytali: Kto cię tutaj sprowadził? Co tu robisz? I co cię tutaj trzyma? Lewita opowiedział, jak postąpił z nim Micheasz, i zakończył: Wynajął on mnie i jestem u niego kapłanem. Skoro tak — powiedzieli przybysze — to zapytaj, prosimy, Boga, czy powiedzie się nam w naszej drodze? Chcielibyśmy to wiedzieć. Kapłan odpowiedział: Idźcie w pokoju. PAN ma waszą drogę przed sobą [Sdz 18,3-6]. Zakontraktowany przez Micheasza kapłan okazał się dla tych pięciu mężczyzn bardzo otwarty i życzliwy. Udzielił im poparcia, a to nie pozostało bez echa. Po jakimś czasie bowiem, gdy już owi zwiadowcy znaleźli dla siebie miejsce, zjawili się z bardzo konkretną, a nawet nieznoszącą sprzeciwu, propozycją.

Krótko mówiąc, przyszli podebrać Micheaszowi jego kapłana wraz z wyposażeniem. Gdy zwiadowcy weszli do domu Micheasza i zabierali bożka, efod oraz terafy wraz z ulanym posągiem, kapłan wykrzyknął: Co wy robicie?!  Milcz! — nakazali. — Połóż rękę na ustach i chodź z nami. Będziesz naszym doradcą i kapłanem. Co wolisz? Być kapłanem dla rodziny jednego człowieka czy być kapłanem dla plemienia i całego rodu w Izraelu? Kapłan się rozchmurzył. Zabrał efod, terafy oraz bożka i dołączył do przybyłych [Sdz 18,18-20]. Tak oto niedawno powołany i uposażony kapłan poszedł do służby w liczniejszym zborze, tym razem Danitów. Mniejsza o to, że samowolnie utworzona przez Micheasza wspólnota została ogołocona i przeżywała rozżalenie. Danici byli na fali ekspansji. Bezprawnie przejęli nowe tereny i właśnie lokowali się w nich na stałe. Zapowiadała się im świetlana przyszłość. I postawili sobie posąg, który sobie sporządził Micheasz, na cały czas, dopóki dom Boży był w Sylo [Sdz 18,31]. Mogłoby się wydawać, że nasz lewita, opuszczając „dom Boży” Micheasza, dobrze trafił. Mógł teraz działać w szerszym towarzystwie innych kapłanów. Co z tego, że był to także nielegalny ośrodek kultu. Przecież nawet wnuk Mojżesza był w tym gronie! Niestety, okazało się, że była to służba tylko do dnia uprowadzenia mieszkańców tej ziemi do niewoli [Sdz 18,30].

Proszę mi wybaczyć, że tym razem “rozprawiałem” się z nielegalnymi, samozwańczymi ośrodkami kultu. Wolałbym być myślami przy domu Bożym w Sylo, chociaż i tam – jak wiemy z Biblii – działy się rzeczy niegodne sług Bożych. Jednakże dom Boży w Sylo miał Bożą rekomendację. Służyli tam powołani przez Boga kapłani i lewici, a prorocy Pańscy mieli go na oku. Gdy coś złego się w nim działo,  było komu reagować i wzywać do opamiętania. Prywatny “dom Boży” Micheasza takiego nadzoru duchowego w ogóle nie posiadał.

Dzisiejsze zbory, powstałe zgodnie z zasadami ewangelii Chrystusowej, też borykają się z rozmaitymi trudnościami. Lecz w każdym normalnym zborze Pańskim jest rada braci Starszych, którzy na co dzień dbają o prawowierność głoszonej w nim nauki, a także troszczą się o zgodne z nauką apostolską praktykowanie pobożności. Gdyby zaś nie udawało się im utrzymać wszystkiego w należytym porządku, to z racji denominacyjnej przynależności lokalnego zboru, mają wsparcie duchowe i nadzór zwierzchnictwa całego Kościoła.

Kończąc dodam, że poszczególne wspólnoty chrześcijańskie łączy w Kościół wspólna doktryna i podobny sposób praktykowania pobożności. Mamy różne Kościoły, bo różnimy się w zrozumieniu Pisma Świętego i różne miewamy wyniki działalności misyjnej. Nowe zbory, powstające w wyniku zdrowego pączkowania istniejących, lokalnych społeczności, bądź w rezultacie ich pracy misyjnej, charakteryzują się tym, że chętnie przynależą do Kościoła i poddają się duchowemu zwierzchnictwu jego przywódców. Czerwona lampka niech pali się nam przy tych wspólnotach, które nad sobą żadnego zwierzchnictwa nie uznają, bądź przynależą do Kościoła pozornie, jedynie ze względu na jakieś korzyści i przywileje.

Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego [2Tm 2,19].

06 maja, 2026

Posłuchaj głosu swego sumienia

Sumienie. Postępujemy zgodnie z sumieniem albo wbrew sumieniu. Mamy czyste sumienie albo wyrzuty sumienia. Budzimy sumienie albo je zagłuszamy. Czasem sumienie nas gryzie i dręczy... Każdy człowiek został wyposażony w życiową nawigację – zwaną sumieniem. Bo gdy poganie, nie mający Prawa, z natury czynią to, co Prawo nakazuje, to sami — choć Prawa nie mają — stanowią je dla siebie. Dowodzą też, że czyn zgodny z Prawem pochodzi z tego, co mają wypisane w swych sercach. Poświadcza to ich sumienie oraz myśli, które wzajemnie się oskarżają lub biorą w obronę (Rz 2,14-15). Niestety, jak w starszych modelach samochodów fabryczna nawigacja nie działa prawidłowo, bo np. nie rozpoznaje drogi, – tak też z powodu grzechu podobnie stało się z ludzkim sumieniem.

Zasadniczo rzecz biorąc, sumienie to zdolność pozwalająca odpowiednio oceniać własne postępowanie jako zgodne lub niezgodne z przyjętymi normami etycznymi. Sęk w tym, że te normy są w nas kształtowane przez środowisko, kulturę, ideologię, okoliczności i mogą bardzo odbiegać od norm biblijnych. Biblia mówi, że dla czystych wszystko jest czyste, natomiast dla skalanych i niewierzących nic nie jest czyste. Splamione są zarówno ich umysły, jak i sumienia (Tt 1,15). Niektórzy, wciąż przyzwyczajeni, że naprawdę istnieją jakieś bóstwa, spożywają złożone im ofiary i ich sumienie - wciąż słabe - ulega splamieniu (1Ko 8,7), a wskazania złego, splamionego sumienia nie mogą poprowadzić nas drogą życia.

Na szczęście Bóg w swojej niepojętej łasce oferuje nam możliwość duchowego odrodzenia i dar dobrego sumienia. Otrzymujemy go przez wiarę w Jezusa Chrystusa, gdy nawracamy się do Boga i przyjmujemy chrzest. Nie jest on obmyciem brudu ciała, lecz wyrażonym Bogu pragnieniem dobrego sumienia, odwołującym się do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa (1Pt 3,21). Narodzeni na nowo z wody i z Ducha możemy zbliżać się do Boga ze szczerym sercem, w pełni wiary, mając serca oczyszczone od złego sumienia i ciało obmyte czystą wodą (Hbr 10,22). Innymi słowy, sam Bóg przez Ducha Świętego nadaje sumieniu chrześcijanina właściwość prawidłowego odczytywania Jego wskazań i stosowania ich w życiu.

Sumienie człowieka żyjącego bez Boga nie jest instrumentem spolegliwym. Posłużmy się ilustracją urządzenia pomiarowego bez homologacji. Przede wszystkim nie można ufać jego wskazaniom. Miałem kiedyś tani manometr. Gdy sprawdzałem ciśnienie w oponie, za każdym razem dawał mi inne wskazania. W końcu kupiłem sobie porządny. Pomiar urządzeniem bez świadectwa homologacji nie daje też podstawy do jakichkolwiek dochodzeń i nawet nie ma sensu go używać. Można powiedzieć, że odrodzony człowiek dostaje od Boga dobre sumienie z duchową homologacją. Świadectwo tej homologacji składa się z trzech powiązanych ze sobą czynników: Norm Słowa Bożego, napełnienia Duchem Świętym i przynależności do lokalnej wspólnoty Kościoła. Sumienie to gr. syneidesis - tłumaczone też jako pomysł, rada, świadomość. Tym właśnie charakteryzuje się działanie dobrego sumienia. W każdych okolicznościach mamy pomysł, radę i właściwy ogląd sprawy. Pismo Święte zapewnia nam sprawdzony, wiarygodny punkt odniesienia. Dzięki Duchowi Świętem możemy wszystko prawidłowo odczytywać. Trwanie we wspólnocie owocuje wyważoną interpretacją otrzymywanych wskazań.

Sumienie jest psychiczną właściwością, o którą trzeba dbać i bardzo uważać, aby nie marnować jego wskazań. Zachowuj wiarę i dobre sumienie. Niektórzy je odrzucili i stali się rozbitkami w wierze (1Tm 1,19). Na czym polega odrzucanie dobrego sumienia? W natchnionym tekście pojawia się gr. apotheomai, czyli po polsku - odepchnąć, odsunąć, odpędzić, odegnać, wzgardzić. Dochodzi do tego, po pierwsze, gdy ktoś nie ma i nie chce mieć dobrego sumienia. Większość osób nie jest zainteresowana posiadaniem dobrego sumienia. Chcą żyć po swojemu. Może i czasem ruszy ich sumienie, jak po słowach Jezusa: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem [Jn 8,7], lecz szybko się z tego otrząsają. Notorycznie odrzucają Bożą ofertę dobrego sumienia. Apostolskie wezwanie do zachowywania dobrego sumienia dotyczy osób, które je otrzymały w darze od Boga, a teraz, gdy się odzywa, tłamszą je i czym prędzej odrzucają. Pozwolę tu sobie na prostą ilustrację. Samochód mojej żony został wyposażony w funkcję „start – stop”. Co z nią robię? Odrzucam ją, wyłączam, zanim dojadę do pierwszych czerwonych świateł. Podobnie niektórzy chrześcijanie zwykli robić z dobrym sumieniem.

Zaczynamy odrzucać dobre sumienie, gdy bagatelizujemy i lekceważymy Słowo Boże. Gdy przestajemy się modlić i zaniedbujemy społeczność z Bogiem. Gdy flirtujemy w myślach z pokusą do grzechu. Gdy zgrzeszyliśmy i od razu z tego nie pokutujemy. Gdy zaniedbujemy więzi rodzinne. Gdy opuszczamy zgromadzenia lokalnego zboru. Tak. Powyższe sytuacje stanowią pierwszy krok do całkowitego zagłuszenia dobrego sumienia. Diabeł chce trzymać nas z dala od Biblii, bo jej nieznajomość pozbawia nas bardzo ważnego czynnika utrzymującego nas na właściwym kursie. Zdawkowa modlitwa robi miejsce dla własnych myśli i emocji, a przebywanie w polu silnego pokuszenia wpływa na sumienie  bardzo wyniszczająco. Przechodzenie do porządku dziennego nad popełnionym grzechem coraz bardziej znieczula naszą wrażliwość na głos sumienia. W końcu dochodzi do tego, że nienawiść, brak przebaczenia czy trwanie w otwartym konflikcie nie powoduje już w nas żadnych wyrzutów sumienia.

Czym kończy się takie powolne zabijanie dobrego sumienia? Niektórzy je odrzucili i stali się rozbitkami w wierze. Jest tu gr. nauageo, co znaczy ulec rozbiciu na morzu, rozbić się. Dokładnie tego samego słowa użył apostoł Paweł, gdy opisując swoje wcześniejsze losy napisał, że trzy razy rozbił się ze mną okręt (2Ko 11,25). Rozbitek, to ktoś, kto przestał dalej płynąć, bo nie ma już na czym. Fale wyrzuciły go na jakąś wyspę i wprawdzie żyje, ale już nie zdąża do obranego wcześniej celu. Leży sobie na plaży, gdy inni wciąż są w drodze. Utknął w pół drogi i – jeżeli nikt go nie poratuje – będzie całymi latami, jak Robinson Crusoe, tkwił w miejscu.

Aby nie stać się takimi rozbitkami, należy zachowywać wiarę i dobre sumienie. Dar dobrego sumienia domaga się używania go w codziennym życiu. Trzeba nam nie tylko słuchać, ale dać posłuch, okazać posłuszeństwo głosowi swego sumienia! Odzywając się, sumienie wspomaga nas na różnych kierunkach dobrego myślenia i postępowania. Pierwszym i najważniejszym z nich jest miłość. A celem tego, co przykazałem, jest miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej (1Tm 1,5). Innym kierunkiem dyktowanym przez dobre sumienie jest stosowanie się do obowiązującego prawa, uchwalanego i nakazywanego nam przez władzę. Stąd należy się jej podporządkowywać, nie tylko ze względu na gniew, ale także ze względu na sumienie (Rz 13,5). Jeszcze innym kierunkiem, w którym prowadzi nas głos sumienia, jest dobre świadectwo życia. W tym wszystkim naszą chlubą było świadectwo naszego sumienia. Potwierdzało nam ono, że w stosunkach z ludźmi, a szczególnie z wami, postępowaliśmy z właściwą Bogu prostotą i szczerością — nie jako po ludzku mądrzy, lecz jako polegający na Jego łasce (2Ko 1,12).

Jak ten posłuch głosowi dobrego sumienia okazujemy na co dzień? Gdy, na przykład, rodzi się w nas niechęć do jakiegoś człowieka, bo nas obgadał, zdenerwował lub skrzywdził, sumienie delikatnie się odzywa i zaczyna nas prowadzić w stronę przebaczenia. Przebaczajcie sobie nawzajem, podobnie jak wam Bóg przebaczył w Chrystusie (Ef 4,32). Dając temu posłuch, oszczędzamy sobie mnóstwa szkodliwych emocji oraz zyskujemy upodobanie u Boga i ludzi. Gdy zaniedbujemy społeczność z Bogiem i udział w życiu zboru – dobre sumienie niepokoi nas i wzywa do duchowej odnowy. Przejmując się tym, szybko powracamy do rozważania Słowa Bożego, modlitwy i regularnego udziału w nabożeństwach i spotkaniach, co podoba się Bogu i ludziom. Gdy ogarnia nas lenistwo i awersja do poleceń rodziców lub przełożonych, dobre sumienie podpowiada nam, abyśmy czym prędzej wzięli się w garść i potraktowali te polecenia jako znak, że jesteśmy komuś przydatni. Iluż ludzi chciałoby poczuć, że są jeszcze potrzebni, a nikt ich już o nic nie prosi. Gdy mąż lub żona milknie w codziennych kontaktach i zaczyna się od nas oddalać, skłonni jesteśmy ze zwykłej przekory robić podobnie. Posłuchajmy wszakże, co w takiej sytuacji mówi nam wewnętrzny głos dobrego sumienia? Gdy damy mu posłuch i przełamiemy impas odzywając się, przytulając, proponując wspólną kawkę itp. – horyzont się przejaśnia i od razu w mieszkaniu robi się jakoś radośniej.

Tak. Przez wiarę w Jezusa Chrystusa, potwierdzoną chrztem wiary, otrzymaliśmy dar dobrego sumienia. W związku z tym usilnie się staram mieć zawsze czyste sumienie wobec Boga oraz wobec ludzi (Dz 24,16) – oświadczył apostoł Paweł. My też korzystajmy z tego daru. Bądźmy posłuszni głosowi swego sumienia! Utrzymujmy swoje sumienie w należytej sprawności poprzez regularny kontakt z Biblią, dbałość o napełnienie Duchem Świętym oraz trwanie we wspólnocie Kościoła.

Posłuchaj głosu swego sumienia - w wersji video

26 kwietnia, 2026

Jezusowi Chrystusowi na chwałę!

Jest w Piśmie Świętym kilka opisów sytuacji, gdy ludzie żyjący w społeczności z Bogiem ustawiali kamienie w celu upamiętnienia ważnych wydarzeń. Tak m.in. uczynił Jozue, gdy Izraelici na stałe osiedlili się w Ziemi Obiecanej. Tak to Jozue zawarł tego dnia przymierze w imieniu ludu i nadał ludowi w Sychem ustawy oraz prawa. Jozue spisał też te słowa w zwoju Prawa Bożego, a następnie wziął głaz, ustawił go pod dębem, w miejscu świętym należącym do PANA, i powiedział do całego ludu: Ten oto kamień będzie nam na świadka, bo słyszał wszystkie słowa PANA, w których przemówił On do nas. Kamień ten będzie też świadczył przeciw wam, jeśli nie dochowacie wierności waszemu Bogu [Joz 24,25-27].

Wzorując się nieco na tym wydarzeniu jako społeczność Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, ulokowana już na stałe we własnej siedzibie w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37, na okoliczność Jubileuszu Trzydziestolecia Zboru - zrobiliśmy podobnie. Wzięliśmy ogromny kamień, postawiliśmy go w pobliżu wjazdu na naszą posesję, a na tym kamieniu umieściliśmy tablicę pamiątkową z napisem: Jezusowi Chrystusowi na chwałę! w Trzydziestą Rocznicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Gdańsk, 21 kwietnia 2026. Dokonaliśmy tego z trzech powodów:

Po pierwsze, ponieważ Biblia mówi: cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31], chcemy również w ten sposób oddać chwałę naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi za to, że powołał naszą społeczność, byśmy byli Jego świadkami w Gdańsku i głosili tu ewangelię. Pragniemy Jezusowi Chrystusowi, jako Głowie Kościoła, oddać chwałę, że przez trzydzieści lat nas prowadził i wspierał, a w ostatnich latach obdarował nas tak przestronnym miejscem do dalszej działalności, dając nam tę nieruchomość na własność. Alleluja! Chwalcie, słudzy PANA, chwalcie imię PANA! [Ps 113,1].

Po drugie, ustawiliśmy ten kamień i zamieściliśmy na nim tę tablicę, aby wszystkich gości Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE oraz turystów informować, komu w tym miejscu oddajemy chwałę i komu naprawdę się ona należy. Przecież mojej chwały nie oddam nikomu [Iz 48,11] - powiedział Bóg. Niech każdy, kto wchodzi na nasz teren od razu wie, że utworzyliśmy to miejsce i dbamy o nie, aby w całości służyło ono chwale Jezusa Chrystusa, naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana!

Wreszcie, po trzecie, niech ten wielki kamień, a na nim pamiątkowa tablica, świadczą przeciwko nam, gdyby komuś z nas kiedykolwiek przyszło do głowy, aby chwałę z tego miejsca zatrzymać dla siebie. Jakie to niebezpieczne, przekonał się król Herod, gdy swego czasu przemawiał, a ludzie byli zachwyceni: To głos boga, nie człowieka! — wołali. W tym momencie anioł Pana uderzył Heroda. Nie oddał on bowiem chwały Bogu [Dz 12,22-23]. Niech widok tego kamienia przypomina nam, aby ze wszystkiego, gdy zdarzy się nam usłyszeć coś miłego, czym prędzej chwałę przekierować ku naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. 

Nie nas, PANIE, nie nas, ale swoje imię otocz chwałą — ze względu na Twoją łaskę, ze względu na Twoją wierność! [Ps 115,1]. Amen.

Uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej - 26 kwietnia 2026 - YouTube

11 kwietnia, 2026

Dobry jest tylko Bóg!

Dąb ocalony z wycinki
Jeżeli poza doczesnym życiem w ciele jest jeszcze coś więcej, jeżeli z chwilą fizycznej śmierci ludzka dusza nadal żyje i przechodzi do wieczności, to każdy chciałby, aby ta wieczność była wspaniała. Pismo Święte, które jest jedynym wiarygodnym źródłem wiedzy na ten temat, mówi wszakże wyraźnie, że po odejściu z tego świata, owszem, może być wspaniale, ale też może być strasznie i to na wieki wieków. I odejdą ci ludzie, by ponieść wieczną karę, sprawiedliwi zaś wkroczą w życie wieczne [Mt 25,46]. Dotyczy to wszystkich ludzi bez wyjątku. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy odebrał zapłatę za to, czego dokonał w ziemskim życiu — dobrego czy złego [2Ko 5,10]. Oto przyjdę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego uczynku [Obj 22,12] - obwieścił Jezus Chrystus na ostatniej kartce Biblii.

Ponieważ Słowo Boże w wielu miejscach wskazuje na znaczenie dobrych uczynków w ostatecznym rozliczaniu nas przed Bogiem, można pomyśleć, że do zbawienia wystarczy być dobrym człowiekiem. I rzeczywiście, dość często słyszymy, że ludzie właśnie w swojej dobroci upatrują nadzieję na niebo. Swego czasu pewien dobry człowiek zagadnął Jezusa: Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? [Mk 10,17]. Znasz przykazania: Masz nie zabijać, nie cudzołożyć, nie kraść, nie poświadczać nieprawdy, nie oszukiwać, szanować ojca i matkę. A on Mu odpowiedział: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodych lat [Mk 10,19-20]. Najwidoczniej spodziewał się, że Jezus pochwali go i zapewni, że to wystarczy mu do zbawienia.

Wtedy Jezus przyjrzał mu się z miłością i powiedział: Jednego ci brak. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj Mnie. On jednak sposępniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Tymczasem Jezus rozejrzał się wokoło i powiedział do swoich uczniów: Jak trudno będzie tym, którzy mają pieniądze, wejść do Królestwa Bożego! [Mk 10,21-23]. O tym, że do zbawienia nie wystarczy być dobrym człowiekiem, dowiedział się od Jezusa podczas nocnej rozmowy także powszechnie szanowany Nikodem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego [Jn 3,3].

Ludzie, którzy naprawdę zetknęli się z Jezusem Chrystusem, szybko odkrywali, że sami z siebie dobrzy nie są. Szymon Piotr przypadł do kolan Jezusa, mówiąc: Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny [Łk 5,8]. Przekonuję się więc, że nie mieszka we mnie, to jest w moim ciele, dobro. Bo chociaż odczuwam pragnienie dobra, wykonania tego, co dobre — brak. Nie czynię dobra, którego chcę, lecz popełniam zło, którego nie chcę [Rz 7,18-19] - napisał później apostoł Paweł. Gdy ktoś daje się uwieść przekonaniu, że do zbawienia wystarczy być dobrym człowiekiem, to skazuje się na ogromne fiasko, ponieważ w świetle Biblii nikt nie jest dobry, tylko jeden — Bóg [Łk 18,19]. Po prostu, nie ma dobrych ludzi. Jak nie w jednym, to w drugim, zawsze coś mamy za uszami. Bo gdyby ktoś zadośćuczynił całemu Prawu, a potknął się tylko na jednym przykazaniu, i tak byłby winien naruszenia całości [Jk 2,10]. Dobry jest tylko Bóg!

Co zatem potrzebne jest do zbawienia? Jasnej odpowiedzi na to pytanie udziela Pismo Święte Nowego Testamentu. Jeżeli komuś zależy na zbawieniu, niech je czyta z modlitwą, aby Duch Święty objawił mu, co trzeba i go na drogę zbawienia wprowadził.

09 kwietnia, 2026

Ocalony!

W ubiegłym roku zaistniała potrzeba posadzenia na kościelnej działce trzech drzew liściastych o obwodzie pnia co najmniej 16 cm, mierzonych na wysokości 1 m od ziemi. W związku z tym zacząłem rozpytywać się i rozglądać za jakąś możliwością sprostania temu zadaniu. Któregoś dnia, tuż przed świętami Narodzenia Pańskiego, dojeżdżając do siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE usłyszałem piłę motorową i zauważyłem koparkę pracującą w pobliskich zaroślach. Od razu błysnęła mi myśl, ażeby przejść się na miejsce rozpoczętej wycinki i z bliska zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że operator koparki otrzymał zlecenie na oczyszczenie działki i usuwa z niej wszystkie samosieje. Szybko wśród nich wyszukałem pasujące do w/w parametrów drzewko i poprosiłem o jego ocalenie. Chociaż ratowanie młodego dębu napotkało na szereg trudności i nieco przesunęło się w czasie, to jednak wczoraj wybrane przez mnie drzewko znalazło się w bezpiecznym, nowym miejscu, w bliskim sąsiedztwie domu modlitwy.

Wyratowanie młodego dębu od zniszczenia w trwającej wycince dobrze ilustruje to, co w sensie duchowym stało się z niejednym z nas. Cała ludzkość z powodu grzechu znalazła się pod przekleństwem. Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej [Rz 3,23], a zapłatą za grzech jest śmierć [Rz 6, 23]. Bez Boga na świecie, z ciążącym wyrokiem potępienia, byliśmy w beznadziejnym położeniu, a przed nami tylko jakaś straszna perspektywa sądu i żar ognia mający trawić przeciwników [Hbr 10,27]. Lecz na szczęście na ziemi pojawił się On - Syn Boży, Jezus Chrystus. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Podobnie jak ja spośród wielu dorodniejszych drzewek wybrałem ten niepozorny dąbek, tak Bóg - z tylko Jemu wiadomych powodów - wybrał ciebie i mnie, abyśmy wraz z tym światem nie zostali potępieni. Bo właśnie to, co w oczach świata głupie, Bóg wybrał, aby zawstydzić mądrych. To, co w oczach świata słabe, Bóg wybrał, aby zawstydzić mocnych. To, co w oczach świata uchodzi za niskiego rodu, co wzgardzone — to, co jest niczym, Bóg wybrał, aby unieważnić to, co jest czymś [1Ko 1,27-28]. Biblia mówi, że okazanie miłosierdzia nie zależy od osoby, która tego pragnie, albo która o to zabiega, lecz od Boga, który je okazuje [Rz 9,16]. Nie wy mnie wybraliście, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały [Jn 15,16] - powiedział Jezus od swoich uczniów.

Niech w tych poświątecznych dniach przepełni nas wdzięczność dla Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym [1Ts 1,10]. A jeśli wciąż jeszcze jesteś "drzewkiem" zagubionym w zaroślach świata, to osobiście zwróć się do Boga i w prostych słowach poproś o ocalenie. Jezus powiedział: Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie, a tego, który do Mnie przychodzi, z pewnością nie odrzucę [Jn 6,37].