04 lutego, 2026

Czy uwielbiasz jak Jezus?

Od lat mamy swoje pomysły na uwielbianie Boga. Przeznaczamy na to lwią część spotkań i nabożeństw, komponujemy muzykę, piszemy piosenki, zwołujemy koncerty uwielbienia, szkolimy się i mobilizujemy aby robić to jak najlepiej. W wyniku osobistych przeżyć chrześcijańskich twórców, z inspiracji Ducha Świętego i w zgodzie z Pismem Świętym, powstało wiele wspaniałych utworów wielbiących Boga. Korzystamy z nich w zgromadzeniach lokalnych zborów, podczas konferencji chrześcijańskich oraz na spotkaniach grup domowych. Zachwycamy się Bogiem i Panem naszym, Jezusem Chrystusem. Wspólnie uwielbiamy Go, śpiewając Mu i grając.

Uwielbianie Boga to jednak coś więcej, niż tylko muzyczna część nabożeństwa. Pod koniec swojej ziemskiej działalności Jezus powiedział: Ja Ciebie uwielbiłem na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi powierzyłeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,4-5). W przekładzie Biblii Poznańskiej: Ja wsławiłem Ciebie na ziemi, doprowadziwszy do końca dzieło, które Mi dałeś do wykonania.

Zadaniem przychodzącego na świat Syna Bożego było uwolnienie ludzi z niewoli grzechu. On bowiem wybawi swój lud z jego grzechów (Mt 1,21) - zapowiedział anioł Pański. W ludzkiej postaci Jezusa z Nazaretu – Syn jako Baranek Boży - miał złożyć swoje życie w ofierze za grzech świata i w ten sposób dokonać usprawiedliwienia tych, którzy uwierzą w Niego. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (Jn 3,16). Nie czekało Go na ziemi nic miłego. Gdyż Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Syn Boży ochotnie zmierzył się z tym zadaniem. Oznajmiłem zatem: Przychodzę! — W zwoju księgi napisano o mnie — Pragnę czynić Twą wolę, mój Boże, Twoje Prawo tkwi głęboko w mym wnętrzu (Ps 40,7-8). Jezus od wczesnych lat miał na uwadze to, aby w bojaźni Bożej wykonać wolę Ojca. Już w wieku dwunastu lat był na to wyraźnie nastawiony. Wtedy Jezus im odpowiedział: Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest mego Ojca, Ja być muszę? (Łk 2,49). Tuż przed męczeńską śmiercią powiedział: Ojciec dlatego Mnie kocha, że Ja oddaję swoje życie, by następnie je odzyskać. Nikt nie odbiera mi życia. Oddaję je z własnej woli. Mam prawo je oddać i mam prawo je odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca (Jn 10,17-18). Potwierdził to, gdy już został przybity do krzyża. Następnie Jezus, świadomy, że się już wszystko wykonało, powiedział: Chcę pić. I tak wypełniły się słowa Pisma. Stało tam zaś naczynie pełne winnego octu. Owinęli zatem hizop gąbką nasączoną winnym octem i podali Mu do ust. A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha (Jn 19,28-30).

Jezus Chrystus całkowicie wypełnił swoje zadanie na ziemi i w ten sposób uwielbił Ojca. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,5) – powiedział w sławnej modlitwie. I Ojciec tak uczynił. Wywyższył Jezusa! A gdy już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca (Flp 2,7-11).

Podobnie jest z wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa. Gdy uwielbią Boga wypełniając do końca Jego wolę, mogą być pewni tego, że Chrystus Pan uhonoruje i wynagrodzi ich posłuszeństwo i wytrwałość. Takie świadectwo w natchnieniu Ducha Świętego złożył apostoł Paweł. Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę — zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie — da go wszystkim, którzy z utęsknieniem oczekują Jego przyjścia (2Tm 4,7-8). Bywa nawet, że chrześcijanie już tutaj, pod koniec ziemskiego życia, zbierają owoce dobrego wypełniania swych obowiązków. Na przykład, prawdziwie wierzącej wdowie nauka apostolska zapewnia opiekę i wsparcie zboru na jej sędziwe lata, gdyby nie miała go ze strony dzieci lub wnuków. Na listę wdów można wpisać kobietę, która liczy co najmniej sześćdziesiąt lat, żonę jednego męża, taką, której można wystawić piękne świadectwo: że wychowała dzieci, że udzielała gościny, umiała umyć świętym nogi, niosła ulgę prześladowanym i podejmowała się wszystkich innych, dobrych dzieł (1Tm 5,9-10).

Podsumowując, Jezus pokazał nam, jak On – będąc na ziemi - uwielbił Ojca. W naszym pojmowaniu dobrego uwielbiania często skupiamy się na muzyce, słowach i gestach. Potrafimy pięknie grać i śpiewać, tańczyć i wywoływać szereg wrażeń wizualnych, jak najbardziej z myślą o jeszcze lepszym uwielbieniu Boga. Tymczasem Jezus miał następujący dowód na uwielbienie Ojca: - Bo wykonałem zadanie, które Mi zleciłeś. - Przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. - Dokończyłem sprawę, którąś mi dał, abym ją czynił. Właśnie na ten aspekt uwielbienia Słowo Boże zwraca tu naszą uwagę. Zbyt często bowiem coś dobrego zaczynamy, a nie doprowadzamy spraw do końca. Obiecujemy, a nie dotrzymujemy słowa. „Od początku, na przestrzeni wieków, wszystko co tylko było powierzane przez Boga człowiekowi, kończyło się nieodmiennie fiaskiem i zawodzeniem. Adam w Edenie, Noe w nowym po-potopowym świecie, Izrael w Kanaanie, dom Dawida w odpowiedzialności wobec tronu, dom Lewiego wobec świątyni. Także i poganin z władzą jako ziemski bóg, Kościół jako świecznik. Wszystko, wszystko upadało”. (Dobry Zasiew, 1 lutego 2026).

Dzięki Jezusowi stało się dla nas możliwe, abyśmy zaczęli osiągać Jego poziom uwielbiania Ojca. On wybrał nas nie tylko po to, byśmy Mu pięknie pośpiewali, lecz abyśmy wypełniali Jego wolę. Podobnie jak człowiek wybierający się w podróż zostawia swój dom, daje władzę swoim sługom, każdemu jego zadanie, odźwiernemu zaś nakazuje, aby czuwał… (Mk 13,34), tak Chrystus Pan każdemu dał jakieś zadanie. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał (Jn 15,16). Uwielbienie Boga nieodłącznie wiąże się z ochotnym i posłusznym wykonywaniem aż do końca powierzonych nam przez Boga zadań. Nie może tak być, że ktoś uwielbia Boga na scenie, ba, nawet innych uczy jak to robić, a nie wywiązuje się z wynikających ze Słowa Bożego życiowych obowiązków.

W jaki sposób odczytujemy wolę Bożą i odbieramy zadania od Boga? Część z nich wynika już z naturalnych uwarunkowań. Przesądza o tym nasza płeć, wiek czy miejsce urodzenia, bo Słowo Boże inne obowiązki nakłada na kobiety, inne na mężczyzn, a jeszcze inne na dzieci. Spora część obowiązków chrześcijańskich powstaje w rezultacie naszych osobistych decyzji życiowych. Na przykład, zawierając związek małżeński, zapisując się na studia czy podpisując umowę o pracę – zobowiązujemy się tym samym do szeregu czynności i postaw. Niektóre zadania zostają nam powierzone przez Starszych Zboru. Nauczanie dzieci w szkółce niedzielnej, służba socjalna, utrzymanie porządku w domu modlitwy, moderowanie spotkań młodzieży, prowadzenie grupy domowej – to dzieła Boże wymagające ochotnej i wiernej realizacji przez całe lata. Bywa też, że na skutek objawienia Bóg powołuje nas do zadań szczególnych. Na przykład, wysyła nas gdzieś na zagraniczne pole misyjne albo wskazuje miejscowość w kraju, gdzie powinniśmy zamieszkać, ewangelizować ją i założyć w niej chrześcijańską wspólnotę.

Nie trzeba tu podkreślać, że podstawowym obowiązkiem każdego człowieka, jest nawrócenie się do Boga. Ponieważ wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę (Iz 53,6), potrzebujemy powrócić do “ustawień fabrycznych”. Bóg powołał nas do życia po to, abyśmy żyli dla Niego, sprawiali Mu radość i oddawali chwałę Bogu. Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka (Kzn 12,13). Trzeba się więc ukorzyć przed Bogiem, przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpić odpuszczenia grzechów i pojednać z Bogiem. Trzeba narodzić się na nowo, stać się dzieckiem Bożym, przyjąć Ducha Świętego i zacząć żyć dla Jego chwały. Również, jeżeli już byliśmy sługami Bożymi, a zawiedliśmy i opuściliśmy swoje stanowisko, także - dzięki łasce Bożej - możemy i powinniśmy się nawrócić. Tylko tacy ludzie liczą się u Boga i mogą Go uwielbiać poprzez wykonywanie Jego dzieł.

Jak należy naśladować Jezusa i Jego apostołów w uwielbianiu Boga poprzez dokonywanie powierzonych nam zadań? Gdy jesteśmy niepełnoletni, to naszym podstawowym, nakazanym nam przez Boga zadaniem jest posłuszeństwo rodzicom. Dzieci, bądźcie we wszystkim posłuszne rodzicom, gdyż to jest miłe Panu. (Kol 3,20). Gdy żyjemy w związku małżeńskim to jesteśmy zobowiązani przed Bogiem do wywiązywania się ze złożonego ślubowania małżeńskiego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! (Ml 2,15). Tym z kolei, którzy żyją w małżeństwie, podaję nakaz — nie mój, lecz Pański: Niech żona nie odchodzi od męża (1Ko 7,10). A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego [Ef 5,33]. Gdy jesteśmy rodzicami, to znaczy, że otrzymaliśmy od Boga zadanie należytego wychowania swoich dzieci i uwielbiania Go poprzez przyłożenie się do tego. Natomiast wy, ojcowie, nie pobudzajcie swoich dzieci do gniewu. Wychowujcie je według wyraźnych reguł oraz wskazań Pana (Ef 6,4). Pracownikom możemy podpowiedzieć, że uwielbią Boga, gdy - jako chrześcijanie - uczciwe przykładać się będą do swoich obowiązków w pracy, wyznaczonych im przez zwierzchników. Niewolnicy, z całą odpowiedzialnością podporządkowujcie się woli panów, nie tylko dobrych i łagodnych, ale także przykrych (1Pt 2,18). Nie inaczej jest w pełnieniu posługi kościelnej. Kto wziął się za jakąś służbę, powinien wiernie ją pełnić, aż zostanie odwołany ze swojego stanowiska. Starsi Zboru uwielbią Boga, gdy zastosują się do następującej instrukcji: Paście stado Boże, powierzone wam w opiekę, nie z przymusu, lecz chętnie, po Bożemu. Nie dla brudnego zysku, lecz z oddaniem. Nie jak ciemięzcy poddanych, lecz jako wzór dla stada. A gdy się ukaże Arcypasterz, otrzymacie wiecznie świeży wieniec chwały (1Pt 5,2-4).

Syn Boży przyszedł na ziemię z konkretnym zadaniem i je w pełni wykonał. A my? Znakomita większość z nas zawarła przymierze z Bogiem przez chrzest, a to zobowiązuje! Pamiętam, że w czasie chrztu ślubowałem Panu Jezusowi, że będę Go naśladował i Mu służył aż po kres moich dni. Każdy ma jakąś życiową rolę do spełnienia. Obiecałem mojej żonie, że będę ją miłował, szanował, troszczył się o nią zarówno w dniach dobrych, jak i złych, że będę się nią opiekował i nie opuszczę jej aż do śmierci. By w moim życiu uwielbić Boga nie wystarczy, że wzniosę ręce i zaśpiewam Mu kilka uwielbiających pieśni. Uwielbię Boga, gdy dotrzymam złożonej przysięgi małżeńskiej. Każdy z nas jest do czegoś zobowiązany, bo dał jakieś słowo.

Oczywiste, że każde zadanie jest dla nas wyzwaniem. Stawiamy im czoła począwszy od prostych poleceń rodziców w dzieciństwie po wielkie projekty zawodowe i społeczne w sile wieku. W przypadku Jezusa wypełnienie powierzonego Mu dzieła wymagało ekstremalnie wielkiego oddania i poświęcenia. On stanął na wysokości zadania i należycie uwielbił Ojca. A my? Czy uwielbiamy jak Jezus? Przyłóżmy się do tego! Tak, nadal uwielbiajmy Boga w zgromadzeniu śpiewając Mu i grając, lecz róbmy to także poprzez wypełnianie do końca poleceń, jakie od Niego otrzymujemy. 

03 lutego, 2026

Jaki klimat tworzysz wokół siebie?

Rozmaite poradniki doradzają nam jak stworzyć miły nastrój. Przeważnie wskazują one na oświetlenie, kolory, materiały, zapachy, muzykę, rośliny i porządek. Niewiele w nich mowy o tym, że dobry klimat zależy nie tylko od wystroju danego miejsca, ale także od obecności osoby, którą kochamy i szanujemy. Chyba wszyscy znamy kogoś, kto wprawia nas w dobry nastrój. W towarzystwie kochanej i podziwianej osoby nawet zwykła szopa nabiera uroku. Tym właśnie cieszy się człowiek żyjący w bliskiej społeczności z Bogiem. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8 wg SNP). Umiłowałem mieszkanie domu twego i miejsce przebywania chwały twojej – wtóruje warszawski przekład Pisma Świętego. W tym jednym wersecie mamy aż cztery hebrajskie słowa na określenie domu Bożego, a każde z nich podkreśla inny aspekt miejsca obecności Boga.

Po pierwsze, w tych natchnionych słowach jest mowa o domu Pana, jako o Jego siedzibie, stałym miejscu zamieszkania. Pismo Święte wyjaśnia, że takim miejscem jest niebo. Na widok buntujących się ziemskich królów Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich (Ps 2,4). Spójrz więc teraz z Twojej świętej siedziby, z nieba, i pobłogosław twój lud, Izraela (5Mo 26,15). Ojcze nasz, któryś jest w niebie (Mt 6,9) – wypowiadamy w modlitwie Pańskiej. Drugie słowo oryginału wskazuje, że dom Pana należy rozumieć jako domowników Boga. To samo słowo zostało użyte w znanej wypowiedzi Jozuego  — ja i mój dom będziemy służyli PANU (Joz 24,15) i oczywiste jest, że chodzi w nim o skład osobowy, o rodzinę Jozuego, a nie o dom jako miejsce fizyczne.

Po trzecie, o domu Pana należy myśleć także jako o miejscu Jego czasowego przebywania. W czasie wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej był nim namiot Przybytku. Niech Mi zbudują święte miejsce, w którym mógłbym zamieszkać pośród nich (2Mo 25,8). Nawet świątynia w Jerozolimie nie miała wyższych aspiracji. Co do tej świątyni, czy naprawdę Bóg zamieszka na ziemi? Oto niebiosa i niebiosa niebios nie są w stanie Cię ogarnąć, a cóż dopiero ten zbudowany przeze mnie dom?! (1Krl 8,27) – modlił się Salomon.

Czwartym słowem w naszym tekście określającym dom Boży jest hebr. kabod, co tłumaczymy jako chwała, sława, gloria, zacność, splendor, godność, reputacja. Innymi słowy, dom Pana to miejsce szczególnej, podniosłej atmosfery, biorącej się z Jego obecności. Tak w czasie uroczystości otwarcia świątynia PANA napełniła się obłokiem. Z powodu tego obłoku chwały PANA, który napełnił świątynię, kapłani nie mogli tam ustać ani pełnić służby (2Krn 5,13-14). Właśnie o utracie tej chwalebnej obecności Boga mówiła umierająca w trakcie porodu synowa kapłana Heliego. Nazwała natomiast dziecko Ikabod, mówiąc: Odeszła chwała od Izraela z powodu zdobycia Skrzyni Bożej i z powodu jej teścia i męża. Rzekła: Odeszła chwała od Izraela, gdyż zdobyta została Skrzynia Boża (1Sm 4,21-22).

Jaki wniosek wynika z analizy określeń zawartych w odczytanym fragmencie Psalmu? Wszędzie, gdziekolwiek Bóg przebywa, tam panuje niezwykła atmosfera! W każdym miejscu obecność Boga tworzy klimat podniosły i chwalebny. Nic i nikt nie może wkroczyć i zakłócić wspaniałego nastroju siedziby Pana w niebie! Jeżeli zaś chodzi o obecność Boga pośród Jego ludu na ziemi, to jesteśmy odpowiedzialni za to, aby wyznaczać taką strefę społeczności z Bogiem i chronić jej świętą atmosferę przez złym wpływem. Czym charakteryzuje się nastrój domu Pana?

Wśród czynników składających się na klimat miejsca obecności Bożej, na które w tym rozważaniu chcę zwrócić uwagę, nie można nie docenić roli światła. Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może; jemu niech będzie cześć i moc wieczna. Amen (1Tm 6,16). Świat będący pod wpływem sił ciemności ma oczywiście inne zasady tworzenia dobrego nastroju, lecz chrześcijanom przyświeca to, co wynika z Bożych upodobań. A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności (1Jn 1,5). Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie (Jn 12,46) – powiedział Chrystus Pan.

Kolejnym czynnikiem tworzącym nastrój domu Pana jest świętość. W opisie nieba czytamy o postaciach, które mówią o tym nieustannie. Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść (Obj 4,8). Świętość na stałe przyozdabia miejsce Bożej obecności. Świadectwa twoje są godne wiary, ozdobą domu twego, Panie, jest świętość po wsze czasy (Ps 93,5).

Niewątpliwą charakterystyką miejsca przebywania Boga jest również miłość. Bóg jest miłością. A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim (1Jn 4,16). W otoczeniu Pana panuje atmosfera miłości i miłosierdzia. Gdyż Pan, twój Bóg, jest Bogiem miłosiernym (5Mo 4,31) – zapewnia Słowo Boże.

I wreszcie, dom Pana tchnie niezwykłym pokojem. Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat (Jn 14,27) – powiedział Syn Boży zwany też Księciem Pokoju (Iz 9,6). A sam Pan pokoju niech wam da pokój zawsze i wszędzie (2Ts 3,16), co znaczy, że serca ludzi cieszących się Bożą obecnością, przepełnia pokój Boży. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli (Flp 4,7).

Wraz z jednającą nas z Bogiem ofiarą złożoną przez Syna Bożego, cudowne atrybuty Boga, takie jak światłość, świętość, miłość i pokój, stały się dostępne dla każdego, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa. Słowo zatem stało się ciałem; pełne łaski i prawdy zamieszkało wśród nas — i zobaczyliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jedynego zrodzonego, który pochodzi od Ojca (Jn 1,14). Obiecany Duch Święty zamieszkał w odrodzonych osobach. Dam wam serce nowe, nowego ducha włożę w wasze wnętrza. Usunę z was serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego Ducha włożę w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępować według moich ustaw, będziecie przestrzegać moich praw i stosować je (Ez 36,26-27). Dzięki Panu Jezusowi każdy odrodzony z wody i z Ducha człowiek nosi w sercu i tworzy wokół siebie wyjątkowy klimat obecności Bożej.

Tak, po pierwsze, ów nastrój obecności Bożej ludzie wierzący odczuwają w sobie samych i nim emanują na zewnątrz. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? Oraz, że już nie należycie do siebie samych? Gdyż za ogromną cenę zostaliście kupieni. Chwalcie zatem Boga w waszym ciele (1Ko 6,19-20). Poprzez światłość, świętość, miłość i pokój tworzą wokół siebie wyjątkowy klimat obecności Bożej. Wy wszyscy jesteście synami światła i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności [1Ts 5,5]. Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty (1Pt 1,15-16). Jeśli ktoś Mnie kocha, będzie wypełniał moje Słowo i mój Ojciec otoczy go miłością. Do takiej osoby przyjdziemy i zatrzymamy się u niej (Jn 14,23). Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga (Mt 5,9).

Po drugie, wyjątkową atmosferę obecności Bożej, nacechowaną światłością, świętością, miłością i pokojem, tworzy lokalny zbór Kościoła, jako zgromadzenie i wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa. Czy nie wiecie, że jesteście przybytkiem Boga i że Duch Boży mieszka w was? (1Ko 3,16). Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą (1Jn 1,7). Zbór Boży dba o duchowe oddzielenie od świata. Obowiązkiem Starszych jest troska o świętość Zboru. Jeśli ktoś niszczy przybytek Boga, tego zniszczy Bóg, gdyż przybytek Boga jest święty, a wy właśnie nim jesteście (1Ko 3,17). My przecież jesteśmy przybytkiem żywego Boga, zgodnie z Jego słowami: Zamieszkam z nimi i będę się wśród nich przechadzał, będę ich Bogiem, a oni — moim ludem. Dlatego: Wyjdźcie spośród nich! Odłączcie się od nich — mówi Pan. I: Nieczystego nie dotykajcie; a ja was przyjmę (2Ko 6,16-17). Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością (Jn 13,34-35). Darzcie siebie nawzajem serdeczną, braterską miłością. Wyprzedzajcie się w okazywaniu szacunku (Rz 12,10). Na szczególny nastrój Bożej obecności w Zborze składa się także pokój, gdyż Bóg nie jest Bogiem zamieszania, ale pokoju. Jak we wszystkich kościołach skupiających świętych (1Ko 14,33).

I po trzecie, miejscem obecności Bożej, pełnym światłości i świętości, tchnącym miłością i pokojem, są domy i rodziny ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa. Kiedyś wprawdzie byliście ciemnością, teraz jednak — światłem w Panu. Poczynajcie więc sobie jako dzieci światła; a owoc światła wyraża się we wszelkiej dobroci, w sprawiedliwości i prawdzie. Jako tacy skupiajcie się na tym, co jest miłe Panu (Ef 5,8-10). Bywa, że nie wszyscy domownicy jednakowo są oddani Bogu, ale wystarczy jeden odrodzony domownik, aby w rodzinie można było odczuć wonność Chrystusową. Gdyż niewierzący mąż jest uświęcony przez żonę i niewierząca żona uświęcona przez męża. Inaczej wasze dzieci byłyby nieczyste, a tak są święte (1Ko 7,14). Mężowie, kochajcie żony i nie odnoście się do nich z goryczą (Kol 3,19). W końcu, bądźcie wszyscy jednomyślni, pełni współczucia, braterstwa, litości i pokory (1Pt 3,8). Zachowujcie pokój między sobą (1Ts 5,13).

Wszędzie tam, gdzie jest Bóg, tam panuje niezwykły klimat. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8). Nastrój domu PANA nas pociąga! A ja? Moim szczęściem jest być blisko Boga. W Panu, w JHWH, znalazłem schronienie i pragnę opowiadać o wszystkich Twoich dziełach (Ps 73,28). Dbajmy więc o nastrój domu Pana. Utrzymujmy go i strzeżmy przed wpływem świeckich trendów. Pielęgnujmy go przede wszystkim we własnym sercu ale też w Zborze i w rodzinie. Inni wierzący ludzie będą lgnąć do nas i będą chcieli z nami przebywać na tyle, na ile będą w nas widzieć Jezusa, bo właśnie z powodu Bożej obecności kochamy nastrój domu Bożego. Ba, mamy nadzieję w nim pozostać na zawsze. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg (Obj 21,3).

09 stycznia, 2026

Prawdziwa, a nie udawana!

Parę dni temu dostałem od pewnej chrześcijanki link do nagrania na YouTube, w którym ktoś wzywa do zaopatrzenia się w ryż, fasolę olej, miód i sól, w celu przetrwania zbliżającego się kryzysu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że autor owego przesłania włożył swoje słowa w usta śp. Billy Grahama. Domyślam się, że wykorzystując autorytet znanego ewangelisty, chciał w ten sposób podwyższyć rangę swojego utworu. Niestety, taki zabieg - przypominający apokryficzną twórczość z czasów wczesnego Kościoła - podważa wiarygodność choćby nie wiem jak słusznej treści i nie może być traktowany jako prawdziwy.

Biblia mówi, że podobnie - jak ów sfałszowany filmik - może też przedstawiać się wartość pobożności niektórych chrześcijan. Już w pierwszych dekadach Kościoła w jego szeregach pojawili się bowiem ludzie kochający przyjemności bardziej niż Boga, stwarzający pozory pobożności, lecz będący zaprzeczeniem jej mocy [2Tm 3,4-5]. Prawdziwa pobożność zawsze jest zgodna z duchem ewangelii Chrystusowej i cechuje się m.in. niezwykłą mocą. Apostolskie świadectwo życia i służby wskazuje, że jest to moc nie tylko do nadnaturalnych czynów ale także, a może i przede wszystkim, do przetrwania w wierze każdych prób i prześladowań.

Jeśli szukać gdzieś wzorców prawdziwej pobożności, to mamy ją objawioną w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Bo z całą oczywistością ujawnia się wielka tajemnica pobożności: Objawił się nam jako człowiek, Duch go potwierdził, ukazał się aniołom, ogłoszony został narodom, świat w Niego wierzy, do nieba został wzięty w chwale [1Tym 3,16]. Życie, słowa i czyny Jezusa z Nazaretu – to jedyne pewne jej kryterium. Ustanawianie nowych wzorców pobożności dostosowanych do współczesnej kultury i trendów społecznych, próby zmieniania obrazu Chrystusa Jezusa, owocuje tworzeniem się substytutu Kościoła, a nie jego kontynuacją. Jeżeli trwacie przy mojej nauce, jesteście naprawdę moimi uczniami [Jn 8,31] - powiedział Pan. Owszem, udawana pobożność przede wszystkim jest wynikiem obłudy człowieka zainfekowanego grzechem, lecz - uwaga! - może zrodzić się także z gorliwych prób przypodobywania się Bogu na własne sposoby. Przekonali się o tym synowie Aarona, gdy wpadli na pomysł, aby kadzić Bogu po swojemu.

Prawdziwa pobożność to ścisłe trzymanie się Słowa Bożego, to - innymi słowy - robienie wszystkiego "po Bożemu". Jeśli ktoś naucza inaczej i nie postępuje według zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, to zaślepia go pycha [1Tm 6,3]. Pycha brzydzi się naśladowaniem. Chce być awangardą. Prostolinijne i wierne trzymanie się nauki apostolskiej uznaje za słabość i oznakę stagnacji. Deprecjonując biblijną pobożność, wyprowadza ludzi na manowce działalności kościołopodobnej i ewangelicznym treściom nadaje nowego znaczenia. Wynikający z tego rozdźwięk między niedzielną euforią a codzienną praktyką życia, wiarę tak prowadzonych ludzi wcześniej czy później skazuje na fiasko. Zatem wzywam: Wypróbujcie samych siebie, czy trwacie w wierze, i doświadczajcie siebie samych. Czy nie znacie siebie i nie wiecie, że Jezus Chrystus jest wśród was? [2Ko 13,5]. Niech nasza pobożność będzie prawdziwa, a nie udawana!

Na koniec dodam, że kto wykorzystuje autorytet Słowa Bożego do upowszechniania własnych idei, ten dopuszcza się bezprawia. Billy Graham nie może wystąpić przeciwko wspomnianym na początku nadużyciom, bo nie ma go już na tym świecie. Ale Chrystus Pan..?  Zobacz np. Mt 7,22-23.

27 grudnia, 2025

Pocałujcie Syna!

Pod wpływem ducha czasu coraz trudniej przychodzi nam traktowanie innych za wyższych od siebie. Przecież my jesteśmy tak samo ważni! Owszem, jesteśmy skłonni kogoś pochwalić, lecz pod warunkiem, że ktoś przynajmniej tak samo pochwali nas. Gdy idziemy na czyjeś urodziny – to nie tyle ze względu na solenizanta, co bardziej po to, by sobie dobrze pojeść, popić, spotkać się z kimś, a może przy tym ubić też jakiś interes. Z niesmakiem patrzymy na osoby zachwycające się czyjąś pozycją i osiągnięciami. Wyśmiewamy postawy służebne. Buntujemy się przeciwko władzy. Odrzucamy autorytety. Żądamy równości. Jak to się ma do objawionej w Piśmie Świętym prawdy o absolutnej władzy Boga?

Zapatrzeni w siebie ludzie nie lubią Słowa Bożego. Ono bowiem zdecydowanie piętnuje ludzką pychę i wywyższanie człowieka. Biblia każe nam zaprzeć się samego siebie i uniżyć się przed Bogiem. Problem narasta, bo już nie tylko ludzie bezbożni chcą żyć po swojemu. Również w kręgach chrześcijańskich zauważamy coraz odważniejsze próby zmieniania obrazu Boga i dostosowywania Go do ludzkich gustów i oczekiwań.

Zajrzyjmy dziś razem do Psalmu Drugiego. Jest to Psalm królewsko-mesjański. Mowa w nim o Królu czasów przyszłych, Mesjaszu o nadprzyrodzonej godności Syna Bożego. Cały ten Psalm dzieli się na cztery strofy: Pierwsza mówi o buncie królów ziemskich przeciwko Bogu i Jego Chrystusowi. Druga opisuje majestat i wielkość PANA, Króla Niebios, wobec ziemskich królów. W trzeciej strofie tego Psalmu pojawia się Król – Mesjasz, któremu PAN daje w dziedzictwo wszystkie narody i ustanawia Go ich władcą. Końcowa strofa jest pouczeniem, aby ludzie chętnie poddali się Synowi Bożemu, gdyż to jedyna droga zyskująca Bożą przychylność.

Przedmiotem tego rozważania jest druga część Psalmu. Ogłoszę dekret: PAN powiedział do mnie: Ty jesteś moim Synem, ja ciebie dziś zrodziłem. Poproś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi na własność. Potłuczesz je laską żelazną, jak naczynie gliniane je pokruszysz. Teraz więc, królowie, zrozumcie, przyjmijcie pouczenie, sędziowie ziemi! Służcie PANU z bojaźnią i radujcie się z drżeniem. Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby Jego gniew choć trochę się zapalił. Błogosławieni wszyscy, którzy Mu ufają (Ps 2,7-12).

Na wiele lat przed narodzeniem Jezusa z Nazaretu, Duch Chrystusowy ustami Dawida ogłosił dekret: PAN powiedział do mnie: Ty jesteś moim Synem, ja ciebie dziś zrodziłem. Użyte tu w oryginale słowo oznaczało protokół spisywany podczas przyjmowania przez nowego władcę uprawnień do godności królewskiej. Apostolskie świadectwo potwierdza, że w tym dekrecie chodzi właśnie o Jezusa. Paweł, sługa Chrystusa Jezusa, powołany jako apostoł, przydzielony do głoszenia Bożej dobrej nowiny. Bóg obiecał jej nadejście już wcześniej, za pośrednictwem swoich proroków, w Pismach Świętych. Dotyczy ona Jego Syna, który według ciała jest potomkiem Dawida, lecz według Ducha uświęcenia, z racji zmartwychwstania, okazał się Synem Boga potężnym w swojej mocy. To Jezus Chrystus, nasz Pan (Rz 1,1-4).

Tak więc przyszły Król Mesjasz ogłosił, że jako Syn z dniem narodzenia, razem z godnością królewską, otrzymał od Jahwe w dziedzictwo na własność narody ziemi. Poproś mnie, a dam ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi na własność. Potłuczesz je laską żelazną, jak naczynie gliniane je pokruszysz. O absolutnej władzy Syna Bożego nad narodami dobitnie świadczy ostatnia księga Biblii: I porodziła syna, chłopczyka, który rządzić będzie wszystkimi narodami laską żelazną; dziecię jej zostało porwane do Boga i do jego tronu (Obj 12,5). A z ust jego wychodzi ostry miecz, którym miał pobić narody, i będzie nimi rządził laską żelazną, On sam też tłoczy kadź wina zapalczywego gniewu Boga, Wszechmogącego (Obj 19,15). Władza Mesjasza jako Syna, dziedzica narodów ziemi, jest władzą absolutną, taką samą jak władza Jahwe. Oto przychodzi wśród obłoków, i ujrzy Go wszelkie oko, a także ci, którzy Go przebili, i będą biadać nad Nim wszystkie plemiona ziemi. Tak jest! Amen (Obj 1,7).

Na mocy dekretu Najwyższego, Synowi Bożemu należy się całkowite poddanie. Teraz więc, królowie, zrozumcie, przyjmijcie pouczenie, sędziowie ziemi! Służcie PANU z bojaźnią i radujcie się z drżeniem. Wspomniany na początku duch czasu w każdym człowieku próbuje zbudować poczucie własnej wartości i wysokie mniemanie o sobie samym. Z tej racji wszyscy chcemy być „królami”. Tak też - przynajmniej w obrębie najbliższego otoczenia – coraz częściej się zachowujemy. Nie chcemy aby ktoś nam mówił, co mamy myśleć i robić. Chcemy królować! Słowo Boże każe nam jednak zejść z tronu. Mając świadomość, kim jest Syn, nawet najważniejsi ludzie na ziemi powinni zmienić myślenie. Z “królów i “sędziów” stać się sługami. Dodajmy, że PAN przygląda się ludziom, w jakiej atmosferze odbywa się uznanie władzy Syna. Nieraz bowiem jest tak, że polecenia zwierzchnika wykonujemy z ciężkim sercem i narzekaniem. Rzecz w tym, żeby nie było tak w odniesieniu do Syna Bożego.

Bóg wzywa do okazania serdecznej i radosnej postawy względem Jego Syna. W Biblii Gdańskiej czytamy - Pocałujcie Syna. W Biblii Poznańskiej - całujcie z drżeniem Jego stopy! Zaś w Biblii Warszawskiej -  Z drżeniem złóżcie Mu hołd. Respekt przed Synem Bożym ma splatać się z miłością do Niego, a w miłości do Syna Bożego powinno ludziom drżeć serce. Dlaczego? Ponieważ Bóg, który jest miłością (1Jn 4,16) jest też ogniem trawiącym (Hbr 12,23). Pismo Święte ostrzega przed gniewem Bożym. Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby jego gniew choć trochę się zapalił. Władza Syna polega również na tym, że może On rozgniewać się i wygubić, kogo zechce. Gdy ktoś mówi o Nim prawdę, gdy należycie i godnie Go reprezentuje, będzie mieć Jego błogosławieństwo. Jeżeli natomiast ukazuje ludziom wypaczony, własny obraz Boga, On łatwo może zapłonąć gniewem i usunąć takiego człowieka nie tylko z szeregów swoich wyznawców ale i w ogóle z tego świata.

W jakich okolicznościach w nas – jako rodzicach, kierownikach, nauczycielach, przewodnikach, szefach – wzbiera gniew? Gdy jesteśmy lekceważeni. Gdy okazuje się nam jawne nieposłuszeństwo. Gdy ktoś nam pyskuje lub buntuje innych ludzi przeciwko nam. Gdy rozpowiada o nas niestworzone rzeczy. Zrozumiałe, że się w takich sytuacjach oburzamy. Czy więc jest w tym coś dziwnego, że Syn Boży objawi swój gniew, widząc ludzkie nieposłuszeństwo ewangelii Chrystusowej? Jak można zapewnić sobie błogosławieństwo Boże i Jego przychylność? Błogosławieni wszyscy, którzy Mu ufają – odpowiada natchniony tekst. Trzeba zaufać Bogu na słowo. Z całego serca uwierzyć w Jezusa Chrystusa! Całkowicie zdać się na Niego!

W związku z powyższym mam poważny apel do wszystkich wyznawców Jezusa Chrystusa. Na nas, przede wszystkim na nas, spoczywa zadanie należytego stosunku do Syna Bożego. Służcie Jahwe z bojaźnią i Jego nogi ze drżeniem całujcie, bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze, gdyż gniew Jego prędko wybucha – czytamy w Biblii Tysiąclecia. Pocałujcie Syna, by się snać nie rozgniewał, i zginęlibyście w drodze, gdyby się najmniej zapaliła popędliwość Jego – nawołuje Biblia Gdańska. Służcie PANU z bojaźnią, cieszcie się, lecz drżyjcie! Złóżcie hołd Synowi, by się nie rozgniewał, a wy, abyście przez to nie zgubili drogi! Gdyż Jego gniew wywołać nietrudno – łagodnie ostrzega Biblia Ewangeliczna. Niech otaczający nas ludzie na naszym przykładzie zobaczą na czym polega prawdziwa pobożność!

W oczach PANA liczy się żarliwość naszej miłości do Niego, a zarazem nie może nam przy tym zabraknąć bojaźni Bożej. Kto ośmiela zwać się chrześcijaninem, ten niech odnosi się do Syna Bożego z najwyższym respektem i szacunkiem. To, kim jest dla nas Jezus Chrystus naprawdę, pokazujemy naszym postępowaniem. Także tym, jak o Nim opowiadamy innym ludziom i jak Jego naukę stosujemy w codziennym życiu. Me serce drży, gdy myślę o Jezusie – śpiewamy w refrenie jednej z pieśni.

Uwaga! Liczy się w tym także nasza miłość do Kościoła i jego lokalnego zboru. Są ludzie uważający się za chrześcijan, a pogardzający zborem. Biblia mówi, że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Nie można więc całować Syna, a pomijać i lekceważyć lokalną wspólnotę ludu Bożego. O, jakże kocham Twój, najświętszy Boże, dom, też żywy Kościół z ludzkich dusz zbawionych Twoją krwią! – wyznajemy w jednym z hymnów. Tak więc do dzieła, Bracia i Siostry! Dołóżmy starań, aby nie tylko przynależeć do zboru Pańskiego ale też aktywnie przyczyniać się do jego działalności. Nie zaniedbamy domu naszego Boga (Neh 10,40).

W oparciu o ten sam Psalm 2. chcę skierować parę słów do osób skupionych na sobie, dla których Jezus Chrystus jest kimś obojętnym. Jak się czujecie, gdy ktoś bawi się na całego, a was traktuje jak powietrze? Na przykład, przyszedł na wasze urodziny, jest w waszym domu, korzysta z wszystkiego, a na was nie zwraca uwagi! Jeśli podobnie myślimy, to jest wam co najmniej przykro. Dlatego zachęcam was, abyście zmienili podejście do Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Przestańcie Go lekceważyć. On powołał was do życia w tym celu, abyście Mu służyli i oddawali chwałę Bogu. Dopóki tego nie robicie, dopóty nie spełniacie swej życiowej roli i jesteście w stanie buntu przeciwko Bogu. Najwyższy czas to zmienić! Serdecznie was do tego zachęcam.

Mam też słówko do krytykantów pobożności innej niż wasza. Za przykład niech nam tu posłuży sposób świętowania narodzin Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Niektórzy - w imię źle pojętej prawowierności – opluwają i wyśmiewają święta Narodzenia Pańskiego. Pod jednym z moich przedświątecznych rozważań o Jezusie, ktoś napisał: Pogańskie święta celebrujecie! Saturnalia, ku czci Boga słońca. Bałwochwalcy! Póki co, w imię Boże proszę:  Złóżcie hołd Synowi, by się nie rozgniewał, a wy, abyście przez to nie zgubili drogi! Uważajcie, bo to co robicie może rozgniewać Boga, a wtedy całkowicie się pogubicie. Znam już takich, co krytykowali innych, a sami stali się rozbitkami w wierze.

Wszyscy pamiętajmy, że Bóg Ojciec uważnie patrzy na to, jak się odnosimy do Jednorodzonego Syna Bożego. Jako ojciec wiem coś na ten temat. Lubię tych, co lubią mojego syna. Gdy ktoś go lekceważy lub poniża, naraża się na mój gniew. Tym bardziej narażamy się na święty gniew Boga, lekceważąc Syna Bożego, podważając Jego boskość lub pomniejszając Jego znaczenie. Wziął On bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki Go doszedł głos od Majestatu chwały: Ten jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem (2Pt 1,17).

Pocałujcie Syna! – wzywa nas Słowo Boże. Pocałunek – to forma wyrażenia miłości, zachwytu i serdecznego związku. W księdze Pieśni nad Pieśniami Oblubienica wyznaje: Ach, gdybyś ty był moim bratem, wykarmionym piersiami mojej matki, to spotkawszy cię gdziekolwiek, zaraz bym cię ucałowała i nikt by mnie za to nie zganił (PnP 8,1). Te słowa skierowane do Oblubieńca świadczą, że Pieśń nad Pieśniami, to nie erotyk, jak niektórzy chcieliby ją traktować, a natchniona księga oddająca poziom serdecznego związku Kościoła z Chrystusem. Polecam jej treść w celu uwolnienia się od wpływu wszelkiej maści krytykantów. Nic nas nie ma prawa wstrzymywać na drodze bezgranicznego rozkochania się w Jezusie!

Kończąc, w autorytecie Słowa Bożego i z całą powagą ogłaszam, że narodzony około 2030 lat temu Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, jedynym Zbawicielem, Panem i ustanowionym przez Boga Sędzią wszystkich ludzi. Zatem, na postawie rozważonego tu fragmentu Pisma Świętego, wszystkim nam życzę, abyśmy w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach do tego stopnia nabrali respektu i czci w stosunku do Pana Jezusa Chrystusa, by z drżeniem całować Jego stopy i szczerze składać Mu hołd. Najwyższy już czas, by On naprawdę zakrólował w naszych sercach! Życzę nam wszystkim, byśmy na co dzień okazywali się prawdziwymi czcicielami i wyznawcami Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Pocałujcie Syna!

24 grudnia, 2025

Życzenia Świąteczne 2025

Na okoliczność Świąt Narodzenia Pańskiego A.D. 2025 - w autorytecie Słowa Bożego i z całą powagą - ogłaszam, że narodzony około 2030 lat temu Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, jedynym Zbawicielem, Panem i ustanowionym przez Boga Sędzią wszystkich ludzi.

Jednocześnie na postawie Psalmu 2,12 - Pocałujcie Syna, by się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyby Jego gniew choć trochę się zapalił -  wszystkim moim Znajomym, Czytelnikom, Słuchaczom nagranej przeze mnie Biblii, a przede wszystkim Braciom i Siostrom z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku - życzę, abyśmy w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach do tego stopnia nabrali respektu i czci w stosunku do Pana Jezusa Chrystusa, by z drżeniem całować Jego stopy i szczerze składać Mu hołd. 

Najwyższy już czas, by On naprawdę zakrólował w naszych sercach! Życzę nam wszystkim, byśmy w tegorocznym okresie świątecznym okazali się prawdziwymi czcicielami i wyznawcami Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Niech - w trakcie świątecznych spotkań, biesiad i uścisków - ogarnia nas święty smutek i niepokój, dopóki tak się nie stanie. Pocałujcie Syna!

P.S. Więcej na ten temat w jutrzejszym kazaniu Słowa Bożego w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE pod tym samym tytułem.

Pocałujcie Syna!

04 grudnia, 2025

Duchowa bezdomność

Każdego roku późną jesienią w naszym społeczeństwie na nowo ożywa temat bezdomności. Wiele osób, które latem - zdawać by się mogło - całkiem nieźle radziło sobie bez własnego kąta, staje się obiektem społecznej troski. Służby socjalne dwoją się i troją, by z nadejściem mrozów bezdomnym ludziom zapewnić warunki niezbędne do przetrwania zimy. Niektóre z tych osób same w porę szukają dla siebie schronienia na zimowe miesiące, lecz wciąż są i takie, które na tyle cenią swą "wolność", że trzeba je tropić i namawiać na ciepłe łóżko, aby uratować je przed zamarznięciem. Niech to zjawisko społeczne w niniejszym rozważaniu posłuży nam, jako ilustracja zachowania coraz większej liczby ewangelicznych chrześcijan.

Zacznijmy od tego, że każdy normalny chrześcijanin przynależy do jakiegoś Zboru. Najczęściej jest to wspólnota blisko miejsca zamieszkania. Bywa jednak i tak, że naszym domem duchowym jest Zbór oddalony nawet o wiele kilometrów, co przy dzisiejszych środkach komunikacji nie stanowi większego problemu. Ważne, że Pismo Święte wszystkich naśladowców Chrystusa widzi w społeczności lokalnego Zboru Kościoła a Duch Święty nieodpartą potrzebę przynależności i trwania we wspólnocie świętych wpisuje w duszę osób narodzonych na nowo. Dzięki temu, niezależnie od warunków zewnętrznych, osobistych nastrojów oraz życiowych sytuacji, jesteśmy domownikami wiary. Ciesząc się domem duchowym, czujemy się za niego współodpowiedzialni. Korzystamy z różnych zasobów wspólnoty ale też razem z innymi jej członkami dbamy o bieżące utrzymanie Zboru. Podobnie jak normalni użytkownicy mieszkania regulują rachunki, utrzymują porządek i myślą o zaopatrzeniu lodówki, tak też członkowie Zboru mają to na uwadze w odniesieniu do miejsca wspólnych zgromadzeń.

Dużo łatwiej jest nie mieć na głowie tego rodzaju odpowiedzialności. Bezdomność wielu ludzi właśnie stąd się wzięła, że w jakimś momencie życia machnęli ręką na te przyziemne obowiązki. Poczuli wiosnę. Przestali pracować, regulować rachunki i dbać o swoje kąty. Lato wolności szybko minęło i zanim nadeszły mrozy niedostatku, stracili klucze do swego miejsca schronienia. Nastał czas rozglądania się za jakąś ogrzewalnią, jadłodajnią, noclegownią lub domem pomocy społecznej. Tak zachowują się też niektórzy chrześcijanie. Przestają miłować i doceniać swój Zbór. Powoli odpływają na fali źle pojętej wolności w Chrystusie. Jacyś inni, duchowo bezdomni ludzie, "zaświecili" im walorami życia bez kościelnej przynależności, tak że do pewnego czasu są wręcz święcie przekonani o słuszności  pójścia za ich przykładem. Jednak wcześniej, czy później staje się jasne, że potrzebują wspólnoty Kościoła. 

Dzisiaj przed sklepem widziałem młodego człowieka, jak zagadywał ludzi, żeby mu coś kupili. Dlaczego? Ponieważ przebimbał lato i nie ma nawet na chleb. Nieraz widzimy, jak po ciepły posiłek ustawia się długa kolejka. Dlaczego? Bo ci ludzie nie mają kuchenki ani warunków do jego przygotowania. Do miejskiej ogrzewalni cisną się osoby, którym zrobiło się naprawdę zimno, a niestety nie mają już własnego kąta i piecyka. Do czego piję? Ludzie zwący się chrześcijanami, a żyjący bez przynależności do Zboru, w jakimś momencie zaczynają łaknąć chleba, pragną zasiąść z innymi do stołu, no i nieco ogrzać się duchowo. Co wtedy robią? Jeżeli własna duma nie stanie im na przeszkodzie, wtedy idą do jakiegoś Zboru albo jadą na konferencję. Pojawiają się w różnych miejscach, bo są przecież duchowo bezdomni. Niektórzy z nich przypominają sobie o wspólnocie w sytuacji potrzeby, gdy na horyzoncie zarysuje się im jakaś chwilowa korzyść lub zawiśnie nad nimi widmo poważnej choroby. Pamiętam, jak przed laty w Zborze regularnie zaczęła pojawiać się dawno nie widziana kobieta, co wywołało wśród nas oczywistą radość. Wkrótce okazało się, że jej mąż śmiertelnie choruje. Zorganizowaliśmy mu za friko chrześcijański pogrzeb oraz poczęstunek dla uczestników uroczystości, a parę tygodni potem owa "chrześcijanka" znowu zniknęła nam z oczu.

Mam świadomość rozmaitych przykrości i rozczarowań, których można doświadczyć w Zborze. Właśnie tym najczęściej tłumaczą swoje odejścia od społeczności osoby bez przynależności kościelnej. Wszakże podobnie jak normalni ludzie z powodu jakiejś usterki i konieczności remontu nie porzucają swego domu, tak też odpowiedzialni chrześcijanie nie decydują się na duchową bezdomność z uwagi na jakiś mankament w lokalnej wspólnocie Kościoła. Biblia oczekuje od nas dojrzałości w wierze. Wyrażamy ją m.in. staraniami o naprawę i odbudowę tego, co się popsuło, bo przynależność do Zboru jest wartością na wagę złota. O jedno proszę Jahwe i tego tylko pragnę gorąco: bym mógł przebywać w Domu Jahwe po wszystkie dni mojego życia, doświadczając łaskawości Jahwe i odwiedzając Jego Świątynię. On skryje mnie w swym Przybytku w dzień przeciwności, schroni mnie w głębi swego Namiotu, wyniesie wysoko na opokę [Ps 27,4-5].

Miłujmy swój Zbór, jakikolwiek jest - mały, średni czy duży. Dbajmy o nasz dom duchowy bez względu na to, jak wygląda na tle innych wspólnot, a nigdy nie popadniemy w duchową bezdomność.

Więcej na ten temat w tekście: Czy potrzebujemy przynależności do lokalnego Zboru Kościoła?