30 marca, 2026

Oczyszczający radykalizm

Wielki Poniedziałek wiąże mi się z czynami Jezusa, wskazującymi na potrzebę oraz gotowość także do radykalnych postaw. Przeklęcie bezowocnego drzewa figowego, wypędzenie przekupniów z dziedzińca świątyni i brak zgody, by ludzie skracali sobie drogę, przechodząc przez świątynię - to postawy, które w dzisiejszych czasach mogą szokować niejednego chrześcijanina. Moda na zmienianie obrazu Boga i kościoła na bardziej dostosowany do ludzkich oczekiwań, popularyzowanie postaci Jezusa na podstawie filmu "The Chosen", przedkładanie dobra ludzkich relacji ponad biblijne racje - to wszystko zrobiło i wciąż robi swoje.

Jednak prawda jest nie w dzisiejszych trendach i poglądach, a w Jezusie [Ef 4,21]. Oddajmy więc głos Ewangelii Chrystusowej: A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. I ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi. A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie jego. I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi. I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię. I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zań jaskinię zbójców. I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką jego. A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto [Mk 11,12-19].

Poniedziałkowe czyny i słowa Jezusa wielu ludziom bardzo się nie spodobały. Myślę, że dzisiaj są już nieakceptowalne nawet w środowiskach chrześcijańskich. Przeklinać drzewo z powodu braku owoców, zwłaszcza poza porą owocowania!? Wywracać stoły!? Zatrzymywać i nie wpuszczać osób, które tylko chcą przejść przez świątynię z jakimś naczyniem!? Nieważne, co o tym zachowaniu Jezusa pomyśleli kapłani, tamtejsi handlarze czy zwykli przechodnie. Ważne, jak na to spojrzeli uczniowie Jezusa. Wtedy uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Żarliwość o dom twój pożera mnie [Jn 2,17]. Alleluja! Uczniowie Jezusa skojarzyli zachowanie swego Mistrza z postawą króla Dawida, który w swej gorliwości śpiewał: Stałem się obcy braciom moim i nieznany synom matki mojej, bo gorliwość o dom twój pożera mnie, a zniewagi urągających tobie spadły na mnie [Ps 69,9-10].

Myślę, że będzie nam coraz trudniej naśladować Jezusa takiego, jakim Go naprawdę widzimy na kartach Ewangelii. Z roku na rok robimy się coraz bardziej liberalni i samowolni. Ciśnie mi się do głowy sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy dwóch wchodzących do naszej sali nabożeństw młodzieńców poprosiłem o zdjęcie czapek. Wyjaśniłem, że jest to poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę miejsce zgromadzeń ludu Bożego i ze względu na szacunek do Boga oraz pełnionej tu służby Bożej, powinni je zdjąć. Z jakimż oporem w ich mimice i spojrzeniu musiałem się zmierzyć! Trwało to parę minut i dopiero, gdy powiedziałem, że nie dostosowując się do naszej zasady będą musieli opuścić salę nabożeństw, niechętnie te czapki zdjęli. Prawda jest taka, że coraz bardziej staję się obcy braciom moim, bo widzę już nawet w zborowych grupach muzycznych mężczyzn w kultowych czapkach, prezentujących się tak ludowi Bożemu podczas uwielbiania Boga. 

Chrystus Pan w Wielki Poniedziałek oczyścił świątynię. A co dzisiaj może zdziałać mój radykalizm? Kijem Wisły nie zawrócę. Mogę wszakże zadbać o to, aby ta "Wisła" przynajmniej nie płynęła przez moje własne serce.

29 marca, 2026

Uwielbianie Boga, a ludzkie nauki?

Nadszedł czas Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Chrześcijańskie środowiska przygotowują specjalne programy muzyczne, koncerty i spektakle, zapraszając do wspólnego oddawania czci Jezusowi. Wszyscy jednakowo i zgodnie deklarują chęć jeszcze lepszego uwielbienia Boga. Podobnie jak tłumy wiwatujące na cześć Jezusa  wjeżdżającego do Jerozolimy, tak dzisiejsi chrześcijanie mobilizują się i zwołują Wielkanocne koncerty wielbiące Zmartwychwstałego Chrystusa. Coraz mniej przy tym liczą się osobiste poglądy poszczególnych osób oraz to, czego w ich kręgach naucza się o Jezusie Chrystusie. Każdy jest mile widziany.

Z oddawaniem czci Bogu jest wszakże tak, że Bóg ustanowił ścisły związek pomiędzy czczeniem i uwielbianiem Boga, a nauką głoszoną przez Jego czcicieli. Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie, czczą mnie jednak na próżno, głosząc nauki i zasady ludzkie [Mk 7,6-7] - zacytował Syn Boży proroka Izajasza. Innymi słowy, jeżeli ktoś chce naprawdę czcić Boga, ten nie tylko ma być sercem blisko Boga ale koniecznie powinien głosić oraz wyznawać Boże nauki i zasady, objawione nam w Piśmie Świętym. Jeżeli natomiast ktoś głosi nauki i zasady ludzkie, to choćby nie wiem jak się starał pięknie Bogu grać i śpiewać, czci Go na próżno. Prawdziwe uwielbianie Boga ma być powiązane z respektowaniem i trzymaniem się Słowa Bożego. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].

Jeżeli więc ktoś zaprasza mnie do wspólnego oddawania czci Bogu i świętowania Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a pomija naukę apostołów Jezusa Chrystusa, bądź reinterpretuje ją i próbuje nadawać jej nowego znaczenia, ten - w świetle Biblii - faktycznie proponuje mi czynienie czegoś na próżno. Gdy jestem zapraszany na koncert uwielbiania Boga przez kogoś, komu od Słowa Bożego droższe są nauki i zasady ludzkie, to wiem, że - z racji mojej miłości do Chrystusa Pana i respektu dla Jego nauki - w takim wydarzeniu nie powinienem brać udziału. Jezus powiedział, że nadchodzi godzina, a właściwie nadeszła, gdy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w duchu i w prawdzie. Takich właśnie czcicieli Ojciec sobie szuka. Bóg jest Duchem, dlatego ci, którzy Go czczą, powinni to czynić w duchu i w prawdzie [Jn 4,23-24]. Tam, gdzie prawda Słowa Bożego jest pomijana i bagatelizowana, tam prawdziwi czciciele Boga nie mają czego szukać.

Jakże jestem szczęśliwy, że mam przywilej czcić Jezusa Chrystusa w towarzystwie i w środowisku osób trwających w nauce apostolskiej. Robiąc to - wprawdzie bez medialnego rozgłosu i przy mniejszej ilości reflektorów - ale w zgodzie z wezwaniem Pisma Świętego, by oddawać cześć Bogu tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28] mogę być pewny, że nasze uwielbianie Boga ma wartość w Jego oczach i nie jest daremne. Chcę wielbić Boga w zgodzie i w powiązaniu z głoszeniem Jego nauki. Chcę to robić w towarzystwie osób, które tej nauki się trzymają.

13 marca, 2026

Nauka, która robi różnicę

Symbole ciała i krwi Syna Człowieczego
W czasie publicznej służby niejeden raz zdarzyło się Panu Jezusowi powiedzieć coś, co bardzo nie spodobało się Jego słuchaczom. Oto jedna z takich sytuacji: Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? Jezus natomiast, wewnętrznie świadomy, że Jego uczniowie szemrają z tego powodu, powiedział do nich: To was zniechęca? Co więc będzie, gdy zobaczycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był wcześniej? To Duch ożywia, ciało w niczym nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda. I dodał: Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane przez Ojca [Jn 6,60-65].

Cóż to była za nauka, która tak poróżniła liczne grono uczniów Jezusa? Otóż Jezus wcześniej przedstawił bardzo istotny i praktyczny przejaw wiary w Niego: Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim [Jn 6,53-56]. Użyte tu w natchnionym tekście greckie słowo sarks jest homonimem. Określa ono ciało w sensie mięsa i fizycznego ciała człowieka, ale także w pismach Nowego Testamentu dość często odnosi się do skażonej grzechem natury człowieka, do jego cielesności i do przyrodzonego, doczesnego porządku rzeczy. 

Ciało Syna Człowieczego stanowi bardzo istotny aspekt Bożego planu zbawienia. Dlatego, w związku z przyjściem na świat, Chrystus mówi: Nie chciałeś ofiary ani daru, lecz przygotowałeś mi ciało [Hbr 10,5]. W celu złożenia ofiary za grzech świata, Syn Boży jako Branek Boży objawił się w ciele. A niezaprzeczalnie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, dostąpił usprawiedliwienia w duchu, widziany był przez aniołów, ogłoszony wśród narodów, zyskał wiarę na świecie, został wzięty do chwały [1Tm 3,16]. Prawda, że Syn Boży przyszedł w ciele najwyraźniej ma ogromne znaczenie, skoro czytamy: Ducha Bożego rozpoznaje się w ten sposób: Wszelki duch, który przyznaje, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele, jest z Boga. Wszelki duch natomiast, który tego o Jezusie nie wyznaje, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym usłyszeliście, że ma przyjść, i już teraz jest na świecie [1Jn 4,2-3]. Gdyż wielu oszustów wyszło na ten świat. Nie chcą oni przyznać, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele. Kto tego nie wyznaje, jest oszustem i antychrystem [2Jn 1,7].

Zatem, Syn Boży – jako Baranek Boży - został ukrzyżowany, a tym samym złożony w ofierze za grzech świata. Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przyprowadzić do Boga. Chociaż zabito Jego ciało, został On ożywiony w Duchu [1Pt 3,18]. Śmierć Jezusa w ciele (sarks) staje się przeznaczeniem dla naszej cielesności. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że na krzyż trafia cielesność (sarks), tj. stara natura tych, którzy w Niego uwierzą. Gdyż miłość Chrystusa przenika nas, którzy stwierdziliśmy, że Jeden umarł za wszystkich, a przez to - wszyscy umarli. Umarł zaś za wszystkich, aby ci, którzy żyją, żyli już nie dla siebie, ale dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał [2Ko 5,14-15].

Nadal żyjemy w ciele, ale już nie według ciała. Dobitnie wskazuje na to nauka apostolska. Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus. Teraz żyję w ciele, lecz żyję, wierząc Synowi Bożemu, który mnie pokochał i wydał za mnie samego siebie [Ga 2,20]. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami [Ga 5,24].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności, pozostając w tym samym ciele, zmartwychwstajemy do nowego życia. Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? A zatem za sprawą chrztu zostaliśmy pogrzebani wraz z Nim w śmierć, abyśmy wzorem Chrystusa, który został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca, my również prowadzili nowe życie.

Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy - w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje - żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie [Rz 6,3-11].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jest trzymaniem się tej prawdy, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności i zmartwychwstaniu do nowego życia - pozostając w ciele - żyjemy już według Ducha, a nie według ciała. Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Bo prawo Ducha, właściwe dla życia w Chrystusie Jezusie, uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci. Jeśli chodzi o niemoc Prawa, wynikającą ze słabości ciała, to Bóg, przez posłanie swego Syna w postaci grzesznego ciała - jako ofiarę za grzech - potępił grzech w ciele. W ten sposób akt sprawiedliwości Prawa został spełniony w stosunku do nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha - tym, co duchowe [Rz 8,1-5].

Owszem, w każdym prawdziwym chrześcijaninie - pozostającym w ciele ale już nie żyjącym według ciała - z oczywistego powodu dochodzi do swoistego napięcia. W związku z toczącą się w nas walką duchową zdarzają się chwile zwątpienia. Wówczas cielesność czasem bierze w nas górę i przeżywamy rozmaite rozterki. Odkrywam zatem pewne prawo. Otóż, gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło. W moim wewnętrznym człowieku zachwycam się Prawem Bożym. Lecz w moich członkach dostrzegam inne prawo. Walczy ono przeciwko Prawu, za którym opowiada się mój rozum, i bierze mnie w niewolę prawa grzechu, rządzącego w moich członkach. Nędzny ja człowiek! Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? [Rz 7,21-24]. Dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy nie ulegali tym chwilowym wahnięciom, lecz mocno trzymali się nauki apostołów Jezusa Chrystusa. Podkreślam natomiast: Żyjcie w Duchu, a na pewno pokonacie żądzę ciała. Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie [Ga 5,16-17].

Niezwykle ważne jest, abyśmy myśląc o naszej cielesności i zmagając się z nią, wzorowali się na tym, co stało się z ciałem Syna Człowieczego. Prawda o Jego ciele – wyznacza nam kierunek myślenia i postępowania. Mając na uwadze ciało Syna Człowieczego - karmimy się nim, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu [Rz 6,6-7]. Ciało Syna Człowieczego głosi nam, że rozwiązania problemu naszej cielesności należy szukać na krzyżu! Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie [Mk 8,34] – powiedział Pan.

Taka jest nauka Chrystusowa i ona robi różnicę! Kto wierzy w Chrystusa, ukrzyżował ciało swoje wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami. Jednak nasza cielesność jest jak fabryka grzechu. Zanim przez wiarę w pełni się z nią rozprawimy, wciąż wznawia swą produkcję. Zatem za każdym razem, gdy zgrzeszymy, potrzebujemy przebaczenia i oczyszczenia. I wtedy w sukurs przychodzi krew Syna Człowieczego. Właściwie, według Prawa, niemal wszystko oczyszcza się krwią i bez przelania krwi nie ma przebaczenia [Hbr 9,22]. O, ta krew, ta droga krew, zgładza grzech i Boży gniew! Strzeże mnie i w wątpień noc tej drogiej krwi cudowna moc - śpiewamy w refrenie jednego z hymnów - a krew Jezusa, Jego Syna, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli zaprzeczamy, że popełniliśmy grzech, sami siebie oszukujemy, jesteśmy dalecy od prawdy. Jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy - przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1Jn 1,7-9]. Podkreślmy tu wszakże konieczność każdorazowego wyznania grzechu i ukorzenia się przed Bogiem w celu dostąpienia przebaczenia i oczyszczenia. Drogie dzieci, piszę o tym, abyście nie popełniali grzechu. A jeśliby ktoś zgrzeszył, mamy Opiekuna u Ojca, Jezusa Chrystusa - Sprawiedliwego. On jest przebłaganiem za nasze grzechy. Lecz nie tylko za nasze. Również za grzechy całego świata [1Jn 2,1-2].

Wierzyć w to, że nasza cielesność wraz z Chrystusem trafiła na krzyż i codziennie traktować siebie jako martwego dla grzechu, a żyjącego dla Boga w Chrystusie Jezusie - to czyni wielką różnicę! Wiara w oczyszczające i usprawiedliwiające działanie krwi Chrystusa stanowi całkowicie skuteczną broń przeciwko oskarżeniom diabła. Kto ma oskarżać wybranych przez Boga? Przecież Bóg usprawiedliwia. Kto ma potępiać? Jezus Chrystus, który umarł - więcej, który zmartwychwstał i przebywa po prawicy Boga - On przecież wstawia się za nami [Rz 8,33-34]. Nie damy się już pognębić oskarżeniom diabła. Grzech już nie ma prawa nad nami panować, a gdy zdarzy się nam zgrzeszyć, wyznajemy nasz grzech i dzięki krwi Jezusa mamy pełne przebaczenie!

Tak w praktyce wygląda wiara w Jezusa Chrystusa i wynikający z niej proces uświęcenia, bez którego nikt nie zobaczy Pana [Hbr 12,14]. Symbolicznie rzecz ujmując - trzeba nam codziennie jeść ciało i pić krew Syna Człowieczego. Taka jest nauka Chrystusa i ona robi różnicę! Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? [Jn 6,60]. W gromadzie uczniów grupujących się wokół Jezusa, całkiem sporo było jednak takich, którzy faktycznie Mu nie wierzyli. Nauka Chrystusowa ujawniła ich niewiarę. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda [Jn 6,64]. Nauką o spożywaniu ciała Syna Człowieczego i piciu Jego krwi, Jezus niejako wywołał wilka z lasu. Przez to wielu spośród Jego uczniów zawróciło i przestało z Nim chodzić [Jn 6,66].

Prawdę mówiąc, - w natchnieniu Ducha napisał potem św. Paweł - nawet powinno dochodzić między wami do rozłamów, aby wyszło na jaw, kto wśród was prawdziwie wierzy [1Ko 11,19]. Owszem, źle się dzieje, gdy różnica między chrześcijanami powstaje z powodów socjalnych lub ambicjonalnych. Co innego, gdy różnicę robi nauka Chrystusowa. Wówczas Jezus zwrócił się do Dwunastu: Czy wy też chcecie odejść? Szymon Piotr odpowiedział: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. My zaś uwierzyliśmy i jesteśmy pewni, że Ty jesteś Chrystusem, Świętym Bożym [Jn 6,67-69]. Wiara w Jezusa Chrystusa nierozerwalnie związana jest z przyjęciem i trzymaniem się Jego nauki.

Chrystus Pan wiedział, że Jego nauka wywoła rozdźwięk. Nie przemilczał jednak sprawy karmienia się Jego ciałem i picia Jego krwi. Nie starał się utrzymywać uczniów przy sobie za cenę pomijania ważnych, aczkolwiek trudnych zagadnień. Czasem jest tak, że z powodu głoszenia nauki Chrystusowej, jacyś ludzie sami odchodzą, bo nie mogą znieść jej bezkompromisowego charakteru. Bywa jednak i tak, że osoby trzymające się zdrowej nauki są zmuszone, by się oddzielić, gdy większość społeczności daje się uwieść jakiejś nowej nauce. Jeśli ktoś przychodzi do was, a nie przynosi właściwej nauki, tego nie przyjmujcie do domu ani nie nawiązujcie z nim bliższych stosunków! [2Jn 1,10]. Na wiele spraw można przymknąć oko i przełknąć różne nieprawidłowości. Nie wolno jednak godzić się na przekręcanie tego, co przekazał nam Chrystus. Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty![Ga 1,9].

Umocnijmy się w postanowieniu, że będziemy trwać w nauce Chrystusowej. Dzięki niej możemy zgasić wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16]. Ona robi różnicę zarówno w naszym własnym myśleniu i postępowaniu, jak też w składaniu świadectwa o Jezusie. Mało tego, nauka Chrystusowa ujawnia też rozmaite różnice wpośród chrześcijan. Czy nie Ja was, Dwunastu, wybrałem? A jeden z was jest diabłem. Mówił to o Judaszu, synu Szymona Iskariota, gdyż on - jeden z Dwunastu - miał Go wydać [Jn 6,70-71]. Właśnie dlatego i mimo tego, będziemy w Niego wierzyć! Innymi słowy, będziemy spożywać Jego ciało i pić Jego krew. Będziemy wierzyć, że nasza cielesna natura została ukrzyżowana, a ofiara krwi Jezusa oczyszcza nas i usprawiedliwia od wszelkiego grzechu! Choćby nas miało zostać tylko jedenastu, będziemy trwać w nauce apostolskiej! 

To nic, że tak wielu i dzisiaj zawraca, i przestaje wierzyć w Jezusa Chrystusa, dając się zwieść różnorodnym obcym naukom [Hbr 13,9]. Normalne, że nauka Chrystusa robi różnicę. Nie od dzisiaj jedni odchodzą, a drudzy przychodzą. Nie jesteśmy tym zaskoczeni. W takich sytuacjach zachowujmy się jak Jezus. Módlcie się też, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, ponieważ wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2].

12 marca, 2026

Uwaga! Homonim

Mamy w języku polskim trochę słów zwanych homonimami, które w pisowni i brzmieniu są takie same, a mają różne znaczenie. Zamek, para, bal, pokój - usłyszane w oderwaniu od kontekstu - mogą okazać się bardzo mylące. Tak właśnie jest z występującym w Nowym Testamencie, greckim słowem sarks, które na język polski tłumaczymy jako ciało. Raz to słowo będzie znaczyć po prostu - mięso, ciało, człowieka w jego fizycznej formie, a innym razem oznacza cielesność, cielesną naturę i doczesny porządek rzeczy wynikający z tej natury.

Zobaczmy to na konkretnym przykładzie. W Liście do Rzymian czytamy: Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha — tym, co duchowe. Bo to, ku czemu dąży ciało, sprowadza się do śmierci, a to, ku czemu Duch — do życia i pokoju. Stąd cielesne dążenia są przeciwne Bogu. Nie poddają się one Prawu Boga, nawet nie są w stanie. Ci zaś, którzy są według ciała, Bogu podobać się nie mogą [Rz 8,5-8]. W innym zaś miejscu ten sam autor w natchnieniu Ducha napisał: Mam też nadzieję, że (…) Chrystus będzie wywyższony w moim ciele, czy zostanę przy życiu, czy skażą mnie na śmierć. Bo dla mnie życie to Chrystus, a śmierć — to zysk. Jeśli już żyć w ciele, to dla owocnej pracy. Co bym wolał? — Nie wiem. Pociąga mnie jedno i drugie. Chciałbym stąd odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze. Jednak pozostać w ciele — to dla was korzystniejsze. Tak. Wiem, że pozostanę. Będę przy was wszystkich, byście robili postępy i czerpali radość z wiary [Flp 1,20-25].

Gdy czytamy Biblię, zawsze trzeba nam brać pod uwagę kontekst. Często nauka apostolska dotyczy ciała, jako cielesności, tj. ludzkiej natury skażonej grzechem i przestrzega, abyśmy wystrzegali się życia według ciała. Natomiast zupełnie inaczej należy myśleć o ciele, gdy czytamy, że Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy [Jn 1,14]. Albo: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.  Gdyż moje ciało jest prawdziwym pokarmem, a moja krew jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we Mnie, a Ja w nim [Jn 6,54-56] – powiedział Jezus.

Chociaż z jednej strony ciało w niczym nie pomaga [Jn 6,63], to z drugiej strony Słowo Boże wskazuje na wartość życia w ciele. Zachęcam was zatem, bracia, ze względu na miłosierdzie Boże, abyście oddali swoje ciała na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu — jako wyraz waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby [Rz 12,1]. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? Oraz, że już nie należycie do siebie samych? Gdyż za ogromną cenę zostaliście kupieni. Chwalcie zatem Boga w waszym ciele [1Ko 6,19-20].

PS. Innym przykładem biblijnego homonimu jest gr. kosmos, rozumiane jako wszechświat, świat, ziemia, ludzie ale także jako - ten świat, ład, system, porządek rzeczy. Wszyscy zachwycamy się błogosławioną prawdą o miłości Boga do świata. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [Jn 3,16-17]. Z drugiej zaś strony Biblia wzywa: Nie kochajcie świata ani tego, co go napędza. Kto darzy miłością świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo to wszystko, co steruje światem: żądze ciała, żądze oczu oraz pycha życia, nie pochodzi od Ojca. To należy do świata. Świat natomiast przemija, a wraz z nim jego żądze. Ten zaś, kto pełni wolę Boga, trwa na wieki [1Jn 2,15-17].

26 lutego, 2026

Trzydzieści lat w jednej szufladzie

Rok 2026 - to  trzydziesta rocznica powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Chociaż dokładną datą formalnych narodzin Zboru jest 21 kwietnia 1996 roku, to już od początku owego pamiętnego roku przygotowywaliśmy miejsce jego zgromadzeń i przeżywaliśmy szczegóły dotyczące powstającej społeczności. Zrozumiałe więc, że i teraz zacząłem przeżywać ten jubileusz już od początku roku.

Jednym ze sposobów, w jaki pragnę podsumować trzydzieści lat istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE - wszystkim wyrażając wdzięczność za obecność i współpracę, a nade wszystko dziękując za te lata Bogu - jest przegląd fotografii z mojej cyfrowej szuflady. Oto trzy dekady naszej wspólnoty, zaprezentowane na zdjęciach pochodzących z moich osobistych zasobów. Wprawdzie im lata bardziej odległe, tym dokumentacja uboższa i gorszej jakości, ale jednak wzruszam się i rozpływam we wdzięczności Bogu za każdą osobę, miejsce, wydarzenie i okoliczność, które współtworzyły naszą historię. Opowiadając ją za pośrednictwem zwykłych fotografii, pragnę oddać chwałę Bogu i docenić Jego błogosławieństwo, które w naszym zborze polegało nie na szumnych słowach i wyczynach, a na wiernym trwaniu w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42].

Cały przegląd fotograficzny sporządziłem w formie wideo-pokazu, podzielonego na poszczególne lata, dzięki czemu łatwo można sięgnąć do wybranego roku i zobaczyć, czym mniej więcej żyliśmy wówczas w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE, a tym samym i ja osobiście. Jeśli nawet niektóre fotki komuś nic ważnego nie powiedzą, niech wie, że za każdą z nich kryją się jakieś ważne dla mnie wspomnienia i emocje, o których przy okazji chętnie mogę opowiedzieć. Niektóre chwile były naprawdę trudne i jakże jestem wdzięczny Bogu, że teraz, w ostatnich latach mojej posługi, mogę się cieszyć podarowaną nam przez Boga na własność urokliwą posesją. Chłonę tu każdą chwilę, otoczony pobożnymi ludźmi i bogatą zielenią, przekonany o tym, że miejsce to okaże się błogosławieństwem Bożym i duchową ostoją także dla wielu nowych osób.   

Jedną z wielu refleksji, jakie nasuwają mi się w wyniku przeglądu tych fotografii, jest kruchość naszego życia ale - niestety - także chwiejność naszych postaw, przyrzeczeń i postanowień. Niektórych kochanych braci i sióstr już nie widzę na co dzień, bo upodobało się Bogu odwołać ich z tego świata. O wiele więcej osób wszakże ubyło spośród naszego grona czcicieli Chrystusa Pana, chociaż nadal żyją i nigdzie nie wyjechali. Ślubowali, że będą naśladować Jezusa aż po kres swoich dni. Przyrzekali swoim współmałżonkom, że będą z nimi w dniach dobrych i złych, i że nigdy ich nie opuszczą. Byli przekonani o swoim powołaniu i podjęli się służby w naszej społeczności. Lecz już nie naśladują Jezusa. Nie trwają w małżeństwie i nie pełnią służby Bożej. Wspominam ich i modlę się o ich powrót do Boga, a ta fotograficzna retrospekcja mocno mnie do tej modlitwy pobudziła. Tym bardziej też dziękuję Bogu za osoby wiernie trwające przy Panu Jezusie i przez całe dekady aktywne w naszym Zborze.

W myśl wezwania: Zapamiętaj też całą drogę, którą PAN, twój Bóg, prowadził cię przez te czterdzieści lat po pustyni, aby nauczyć cię uległości, wypróbować cię i poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie [5Mo 8,2] zaczynam od zdjęć najnowszych i powoli zanurzam się w przeszłość, aby rozbudzić świadomość mnogości tego, co Bóg dał mi przeżyć w społeczności naszego Zboru i aby wypełnić się wdzięcznością Bogu za wszystkie minione lata.

Gdyby ktoś chciał zrobić to ze mną, to serdecznie zapraszam. Klikajcie: 2025. 2024. 2023. 2022. 2021. 2020. 2019. 2018. 2017. 2016. 2015. 2014. 2013. 2012. 2011. 2010. 2009. 2008. 2007. 2006. 2005. 2004. 2003. 2002. 2001. 2000-1996.

15 lutego, 2026

Za mną, czy ze mną?

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, A.D. 2000
W każdym środowisku istnieje całkiem niemało osób noszących w sobie chęć wpływania na innych. Przywódcze charaktery ujawniają się już od piaskownicy. Mocniej dochodzą do głosu w szkolnej grupie rówieśniczej i zabarwiają stan emocjonalny nastolatków. Prawie każdy chce być duszą towarzystwa, być lubianym, być w centrum uwagi i mieć jak najwięcej zwolenników. Gdy towarzystwo tego nie uznaje, zazwyczaj zabieramy swoje zabawki i szukamy dla siebie innego miejsca. Rozglądając się za otoczeniem, w którym ludzie bardziej docenią naszą wyjątkowość, szybko odkrywamy, że w tym celu najprościej jest utworzyć własną grupę przyjaciół. Tak powstają kręgi towarzyskie i tak funkcjonują społeczeństwa od zarania dziejów.

Duchowe odrodzenie z wody i z Ducha Świętego, powiązane z ukrzyżowaniem zainfekowanych grzechem naturalnych pragnień, czyni nas naśladowcami Jezusa Chrystusa. Narodzeni na nowo, zostajemy uwolnieni od potrzeby ciągłej afirmacji ze strony otoczenia. Stajemy się wyznawcami i czcicielami Pana Jezusa. Zasada - On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30] sprawia nam taką radość, że już nie łakniemy ludzkiej aprobaty i pochwały. Dopiero spośród tak rozkochanych w Chrystusie Jezusie osób, Duch Święty powołuje przywódców chrześcijańskich. Takich, którzy zgodnie z Jego kierownictwem prowadzą ludzi ku Chrystusowi, a nie mają upodobania w sobie samych [Rz 15,1], bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,3].

Problem w tym, że wiele uchodzących za chrześcijan osób nie doznało tej głębokiej przemiany. Mienią się naśladowcami Chrystusa, a wciąż żywią w sobie potrzebę tego, by błyszczeć. Chcą przewodzić innym, w gruncie rzeczy nie po to, żeby wspólnie razem podążać za Jezusem, lecz żeby pociągać ludzi ku sobie i za sobą. Obecność takich osobników dostrzegł apostoł Paweł w gronie przywódców zboru efeskiego, skoro w natchnieniu Ducha zapowiedział: Również spomiędzy was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,30]. Działający zgodnie z Duchem Bożym przywódca nie przyciąga ludzi do siebie. Nie przywiązuje ich emocjonalnie do siebie. Unika tego jak ognia. Owszem, śmiało staje na czele. Jak najbardziej chce innych prowadzić, ale zawsze w myśl zasady: Bądźcie moimi naśladowcami, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa [1Ko 11,1]. Stając ramię w ramię z braćmi i siostrami w wierze, prowadzi ich we wspólnym poświęceniu się Chrystusowi Panu i oddawaniu Mu chwały.

Swego czasu, już po zmartwychwstaniu, Chrystus Pan zadał Piotrowi pytanie: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje [Jn 21,15]. Aż trzykrotnie trzeba było Piotrowi to uświadomić, że podstawowym warunkiem prawdziwego przywództwa chrześcijańskiego nie są naturalne cechy przywódcze, a szczera miłość do Jezusa. Chodzi o to, aby osobistym przykładem, każdym słowem, czynem i gestem przyciągać ludzi do Boga, a nie pociągać ich za sobą. Potrafią to tylko osoby prawdziwie rozkochane w Jezusie.