26 lutego, 2026

Trzydzieści lat w jednej szufladzie

Rok 2026. - to Jubileusz Trzydziestolecia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Chociaż dokładną datą formalnych narodzin Zboru jest 21 kwietnia 1996 roku, to już od początku owego pamiętnego roku przygotowywaliśmy miejsce jego zgromadzeń i przeżywaliśmy szczegóły dotyczące powstającej społeczności.

Jednym ze sposobów, w jaki pragnę podsumować trzydzieści lat istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE - wyrażając wszystkim wdzięczność za obecność i współpracę, a nade wszystko dziękując za nie Bogu - jest przegląd fotografii z mojej cyfrowej szuflady. Oto trzy dekady naszej wspólnoty, zaprezentowane na zdjęciach pochodzących z moich osobistych zasobów. Wprawdzie im lata bardziej odległe, tym dokumentacja uboższa i gorszej jakości, a jednak wzruszam się i rozpływam we wdzięczności Bogu za każdą osobę, miejsce, wydarzenie i okoliczność, współtworzących naszą historię.

Cały przegląd fotograficzny sporządziłem w formie wideo pokazu, podzielonego na poszczególne lata, dzięki czemu łatwo można sięgnąć do wybranego roku i zobaczyć, czym mniej więcej żyliśmy wówczas w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE i jakie wydarzenia miały miejsce. Jeśli nawet niektóre fotki komuś nic ważnego nie powiedzą, niech wie, że za każą z nich kryją się jakieś ważne dla mnie wspomnienia i emocje, o których przy okazji chętnie mogę opowiedzieć.

W myśl wezwania: Zapamiętaj też całą drogę, którą PAN, twój Bóg, prowadził cię przez te czterdzieści lat po pustyni, aby nauczyć cię uległości, wypróbować cię i poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie [5Mo 8,2] zaczynam od zdjęć najnowszych i powoli zanurzam się w przeszłość, aby rozbudzić świadomość mnogości tego, co Bóg dał mi przeżyć w społeczności naszego Zboru i aby wypełnić się wdzięcznością Bogu za wszystkie te lata.

Gdyby ktoś chciał zrobić to ze mną, to serdecznie zapraszam. Klikajcie: 2025. 2024. 2023. 2022. 2021. 2020. 2019. 2018. 2017. 2016. 2015. 2014. 2013. 2012. 2011. 2010. 2009. 2008. 2007. 2006. 2005. 2004. 2003. 2002. 2001. 2000-1996.


15 lutego, 2026

Za mną, czy ze mną?

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, A.D. 2000
W każdym środowisku istnieje całkiem niemało osób noszących w sobie chęć wpływania na innych. Przywódcze charaktery ujawniają się już od piaskownicy. Mocniej dochodzą do głosu w szkolnej grupie rówieśniczej i zabarwiają stan emocjonalny nastolatków. Prawie każdy chce być duszą towarzystwa, być lubianym, być w centrum uwagi i mieć jak najwięcej zwolenników. Gdy towarzystwo tego nie uznaje, zazwyczaj zabieramy swoje zabawki i szukamy dla siebie innego miejsca. Rozglądając się za otoczeniem, w którym ludzie bardziej docenią naszą wyjątkowość, szybko odkrywamy, że w tym celu najprościej jest utworzyć własną grupę przyjaciół. Tak powstają kręgi towarzyskie i tak funkcjonują społeczeństwa od zarania dziejów.

Duchowe odrodzenie z wody i z Ducha Świętego, powiązane z ukrzyżowaniem zainfekowanych grzechem naturalnych pragnień, czyni nas naśladowcami Jezusa Chrystusa. Narodzeni na nowo, zostajemy uwolnieni od potrzeby ciągłej afirmacji ze strony otoczenia. Stajemy się wyznawcami i czcicielami Pana Jezusa. Zasada - On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30] sprawia nam taką radość, że już nie łakniemy ludzkiej aprobaty i pochwały. Dopiero spośród tak rozkochanych w Chrystusie Jezusie osób, Duch Święty powołuje przywódców chrześcijańskich. Takich, którzy zgodnie z Jego kierownictwem prowadzą ludzi ku Chrystusowi, a nie mają upodobania w sobie samych [Rz 15,1], bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,3].

Problem w tym, że wiele uchodzących za chrześcijan osób nie doznało tej głębokiej przemiany. Mienią się naśladowcami Chrystusa, a wciąż żywią w sobie potrzebę tego, by błyszczeć. Chcą przewodzić innym, w gruncie rzeczy nie po to, żeby wspólnie razem podążać za Jezusem, lecz żeby pociągać ludzi ku sobie i za sobą. Obecność takich osobników dostrzegł apostoł Paweł w gronie przywódców zboru efeskiego, skoro w natchnieniu Ducha zapowiedział: Również spomiędzy was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,30]. Działający zgodnie z Duchem Bożym przywódca nie przyciąga ludzi do siebie. Nie przywiązuje ich emocjonalnie do siebie. Unika tego jak ognia. Owszem, śmiało staje na czele. Jak najbardziej chce innych prowadzić, ale zawsze w myśl zasady: Bądźcie moimi naśladowcami, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa [1Ko 11,1]. Stając ramię w ramię z braćmi i siostrami w wierze, prowadzi ich we wspólnym poświęceniu się Chrystusowi Panu i oddawaniu Mu chwały.

Swego czasu, już po zmartwychwstaniu, Chrystus Pan zadał Piotrowi pytanie: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje [Jn 21,15]. Aż trzykrotnie trzeba było Piotrowi to uświadomić, że podstawowym warunkiem prawdziwego przywództwa chrześcijańskiego nie są naturalne cechy przywódcze, a szczera miłość do Jezusa. Chodzi o to, aby osobistym przykładem, każdym słowem, czynem i gestem przyciągać ludzi do Boga, a nie pociągać ich za sobą. Potrafią to tylko osoby prawdziwie rozkochane w Jezusie.

08 lutego, 2026

Zgubna niezależność

W kręgach ludzi ewangelicznie wierzących jest całkiem sporo ludzi mocno podkreślających swą niezależność. Uznając ją wręcz za cnotę, nie potrafią na dłuższą metę poddać się pod jakikolwiek autorytet. Owszem, przyłączają się czasem do jakiegoś zboru, ale wkrótce coś im zaczyna się w nim nie podobać i "duch" prowadzi ich gdzieś dalej... Sami tak wędrując, pociągają za sobą ludzi podobnego pokroju. Tak tworzy się coraz większe grono osób od nikogo niezależnych, a przy tym mocno przekonanych o poprawności swych postaw.

Jednym z charakterystycznych następstw takiej postawy jest podatność na zwiedzenie. Ciśnie mi się teraz do głowy co najmniej kilka konkretnych przykładów osób, które - chociaż przewinęły się przez wiele społeczności - nie znalazły dla siebie miejsca w żadnej wspólnocie ze zdrową nauką, o ustabilizowanej przez dekady działalności i jasno określonej przynależności kościelnej. Wszędzie problemem była chęć szybkiego oddziaływania na wspólnotę, a zarazem niezdolność do poddania się uznanym w niej zasadom i przywódcom. Opuszczając zbór, osoby te - w deficycie przynależności - łatwo otwierają się na kontakt z ludźmi uchodzącymi za niezwykłych i głoszącymi wzniosłe rzeczy. Problem w tym, że zazwyczaj są to samozwańczy pastorzy i nauczyciele, którzy także nikomu nie podlegają. Dodajmy, że jeżeli komuś należącemu do zboru zdarzy się zachwyt jakąś szemraną postacią, inni bracia uświadomią mu to i zawrócą go z jego błędnej drogi. Lecz kto ma pomóc człowiekowi, który stał się autorytetem sam dla siebie?

A źli ludzie, zwodziciele, sami błądząc i drugich w błąd wprowadzając, pogrążać się będą w zło coraz bardziej. Ty natomiast trwaj przy tym, czego się nauczyłeś i co uznałeś za godne wiary, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Również dlatego, że od dziecka znasz Pisma święte, które mogą ci dać mądrość, prowadzącą do zbawienia przez wiarę, jaką mamy w Chrystusie Jezusie [2Tm 3,13-15].

Czas pokaże, że działalność niezależnych osób i tworzonych przez nich grup, ma charakter sezonowy. Ich pociągająca duchowość, rzekoma odkrywczość i składane przez nich obietnice niesamowitych przeżyć, wkrótce sczezną na niczym. W niektórych zaś przypadkach zakończy się to skandalem i wielkim zgorszeniem, a już na pewno zdrenowaniem kieszeni zwolenników. W tej sytuacji serdecznie zachęcam do trzymania się istniejących, sprawdzonych przez lata zborów, prowadzonych przez grono Starszych i przynależących do ewangelikalnych kościołów o uznanym powszechnie wyznaniu wiary. Należy się do nich przyłączyć lub powrócić, jeżeli daliśmy się z nich wyprowadzić. Prowadźmy swe życie w posłuszeństwie Słowu Bożemu, co polega także na uległości wobec braci.

04 lutego, 2026

Czy uwielbiasz jak Jezus?

Od lat mamy swoje pomysły na uwielbianie Boga. Przeznaczamy na to lwią część spotkań i nabożeństw, komponujemy muzykę, piszemy piosenki, zwołujemy koncerty uwielbienia, szkolimy się i mobilizujemy, aby robić to jak najlepiej. W wyniku osobistych przeżyć chrześcijańskich twórców, z inspiracji Ducha Świętego i w zgodzie z Pismem Świętym, powstało wiele wspaniałych utworów wielbiących Boga. Korzystamy z nich w zgromadzeniach lokalnych zborów, podczas konferencji chrześcijańskich oraz na spotkaniach grup domowych. Zachwycamy się Bogiem i Panem naszym, Jezusem Chrystusem. Wspólnie uwielbiamy Go, śpiewając Mu i grając.

Uwielbianie Boga to jednak coś więcej, niż tylko muzyczna część nabożeństwa. Pod koniec swojej ziemskiej działalności Jezus powiedział: Ja Ciebie uwielbiłem na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi powierzyłeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,4-5). W przekładzie Biblii Poznańskiej: Ja wsławiłem Ciebie na ziemi, doprowadziwszy do końca dzieło, które Mi dałeś do wykonania. Jakie dzieło Jezus miał na myśli?

Zadaniem przychodzącego na świat Syna Bożego było uwolnienie ludzi z niewoli grzechu. On bowiem wybawi swój lud z jego grzechów (Mt 1,21) - zapowiedział anioł Pański. W ludzkiej postaci Jezusa z Nazaretu – Syn, jako Baranek Boży - miał złożyć swoje życie w ofierze za grzech świata i w ten sposób dokonać usprawiedliwienia wszystkich, którzy uwierzą w Niego. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (Jn 3,16). Dodajmy, że nie czekało Go na ziemi nic miłego. Gdyż Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Syn Boży ochotnie zmierzył się z tym zadaniem. Oznajmiłem zatem: Przychodzę! — W zwoju księgi napisano o mnie — Pragnę czynić Twą wolę, mój Boże, Twoje Prawo tkwi głęboko w mym wnętrzu (Ps 40,7-8). Jezus od wczesnych lat miał na uwadze to, aby w bojaźni Bożej wykonać wolę Ojca. Już w wieku dwunastu lat był na to wyraźnie nastawiony. Wtedy Jezus im odpowiedział: Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest mego Ojca, Ja być muszę? (Łk 2,49). Tuż przed męczeńską śmiercią powiedział: Ojciec dlatego Mnie kocha, że Ja oddaję swoje życie, by następnie je odzyskać. Nikt nie odbiera mi życia. Oddaję je z własnej woli. Mam prawo je oddać i mam prawo je odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca (Jn 10,17-18). Potwierdził to, gdy już został przybity do krzyża. Następnie Jezus, świadomy, że się już wszystko wykonało, powiedział: Chcę pić. I tak wypełniły się słowa Pisma. Stało tam zaś naczynie pełne winnego octu. Owinęli zatem hizop gąbką nasączoną winnym octem i podali Mu do ust. A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha (Jn 19,28-30).

Jezus Chrystus całkowicie wypełnił swoje zadanie na ziemi i w ten sposób uwielbił Ojca. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,5) – powiedział w sławnej modlitwie. I Ojciec tak uczynił. Wywyższył Jezusa! A gdy już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca (Flp 2,7-11).

Podobnie jest z wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa. Gdy uwielbią Boga wypełniając do końca Jego wolę, mogą być pewni tego, że Chrystus Pan uhonoruje i wynagrodzi ich posłuszeństwo i wytrwałość. Takie świadectwo w natchnieniu Ducha Świętego złożył apostoł Paweł. Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę — zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie — da go wszystkim, którzy z utęsknieniem oczekują Jego przyjścia (2Tm 4,7-8). Bywa nawet, że chrześcijanie już tutaj, pod koniec ziemskiego życia, zbierają owoce dobrego wypełniania swych obowiązków. Na przykład, prawdziwie wierzącej wdowie nauka apostolska zapewnia na sędziwe lata opiekę i wsparcie zboru, gdyby z jakiegoś powodu nie miała go ze strony dzieci lub wnuków. Na listę wdów można wpisać kobietę, która liczy co najmniej sześćdziesiąt lat, żonę jednego męża, taką, której można wystawić piękne świadectwo: że wychowała dzieci, że udzielała gościny, umiała umyć świętym nogi, niosła ulgę prześladowanym i podejmowała się wszystkich innych, dobrych dzieł (1Tm 5,9-10).

Podsumowując, Jezus pokazał nam, jak On – będąc na ziemi - uwielbił Ojca. W naszym pojmowaniu dobrego uwielbiania często skupiamy się na muzyce, słowach i gestach. Potrafimy pięknie grać i śpiewać, tańczyć i wywoływać szereg wrażeń wizualnych, oczywiście jak najbardziej z myślą o jeszcze lepszym uwielbieniu Boga. Tymczasem Jezus, chociaż także śpiewał chwalebne psalmy, miał następujący dowód na uwielbienie Ojca: - Bo wykonałem zadanie, które Mi zleciłeś. - Przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. - Dokończyłem sprawę, którąś mi dał, abym ją czynił. Właśnie na ten aspekt uwielbienia, Słowo Boże zwraca tu naszą uwagę. Zbyt często bowiem coś dobrego zaczynamy, a nie doprowadzamy spraw do końca. Obiecujemy, a nie dotrzymujemy słowa. „Od początku, na przestrzeni wieków, wszystko co tylko było powierzane przez Boga człowiekowi, kończyło się nieodmiennie fiaskiem i zawodzeniem. Adam w Edenie, Noe w nowym po-potopowym świecie, Izrael w Kanaanie, dom Dawida w odpowiedzialności wobec tronu, dom Lewiego wobec świątyni. Także i poganin z władzą jako ziemski bóg, Kościół jako świecznik. Wszystko, wszystko upadało” (Dobry Zasiew, 1 lutego 2026).

Dzięki Jezusowi stało się dla nas możliwe, abyśmy zaczęli osiągać Jego poziom uwielbiania Ojca. On wybrał nas nie tylko po to, byśmy Mu pięknie pośpiewali, lecz abyśmy wypełniali Jego wolę. Podobnie jak człowiek wybierający się w podróż zostawia swój dom, daje władzę swoim sługom, każdemu jego zadanie, odźwiernemu zaś nakazuje, aby czuwał… (Mk 13,34), tak Chrystus Pan każdemu dał jakieś zadanie. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał (Jn 15,16). Uwielbienie Boga nieodłącznie wiąże się z ochotnym i posłusznym wykonywaniem aż do końca powierzonych nam przez Boga zadań. Nie może tak być, że ktoś uwielbia Boga na scenie, ba, nawet innych uczy jak to robić, a nie wywiązuje się z wynikających ze Słowa Bożego życiowych obowiązków.

W jaki sposób odczytujemy wolę Bożą i odbieramy zadania od Boga? Część z nich wynika już z samych uwarunkowań naturalnych. Przesądza o tym nasza płeć, wiek czy miejsce urodzenia, bo Słowo Boże inne obowiązki nakłada na kobiety, inne na mężczyzn, a jeszcze inne na dzieci. Spora część obowiązków chrześcijańskich powstaje w rezultacie naszych osobistych decyzji życiowych. Na przykład, zawierając związek małżeński, zapisując się na studia czy podpisując umowę o pracę – zobowiązujemy się tym samym do szeregu czynności i postaw. Niektóre zadania zostają nam powierzone przez Starszych lokalnego zboru. Nauczanie dzieci w szkółce niedzielnej, służba socjalna, utrzymanie porządku w domu modlitwy, moderowanie spotkań młodzieży, prowadzenie grupy domowej – to dzieła Boże wymagające ochotnej i wiernej realizacji przez całe lata. Bywa też, że na skutek objawienia Bóg powołuje nas do zadań szczególnych. Na przykład, wysyła nas gdzieś na zagraniczne pole misyjne albo wskazuje miejscowość w kraju, gdzie powinniśmy zamieszkać, ewangelizować ją i założyć w niej chrześcijańską wspólnotę.

Nie trzeba tu podkreślać, że podstawowym obowiązkiem każdego człowieka, jest nawrócenie się do Boga. Ponieważ wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę (Iz 53,6), potrzebujemy powrócić do “ustawień fabrycznych”. Bóg powołał nas do życia po to, abyśmy żyli dla Niego, sprawiali Mu radość i oddawali chwałę Bogu. Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka (Kzn 12,13). Trzeba się więc ukorzyć przed Bogiem, przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpić odpuszczenia grzechów i pojednać się z Bogiem. Trzeba narodzić się na nowo, stać się dzieckiem Bożym, przyjąć Ducha Świętego i zacząć żyć dla Jego chwały. W przypadku, gdy już byliśmy sługami Bożymi, a zawiedliśmy i opuściliśmy swoje stanowisko, także - dzięki łasce Bożej - możemy i powinniśmy się nawrócić. Tylko tacy bowiem ludzie liczą się u Boga i mogą Go uwielbiać poprzez wykonywanie Jego dzieł.

Jak należy naśladować Jezusa i Jego apostołów w uwielbianiu Boga poprzez dokonywanie powierzonych nam zadań? Gdy jesteśmy niepełnoletni, to naszym podstawowym, nakazanym nam przez Boga zadaniem jest posłuszeństwo rodzicom. Dzieci, bądźcie we wszystkim posłuszne rodzicom, gdyż to jest miłe Panu. (Kol 3,20). Gdy żyjemy w związku małżeńskim to jesteśmy zobowiązani przed Bogiem do wywiązywania się ze złożonego ślubowania małżeńskiego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! (Ml 2,15). Tym z kolei, którzy żyją w małżeństwie, podaję nakaz — nie mój, lecz Pański: Niech żona nie odchodzi od męża (1Ko 7,10). A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego [Ef 5,33]. Gdy jesteśmy rodzicami, to znaczy, że otrzymaliśmy od Boga zadanie należytego wychowania swoich dzieci i uwielbiania Go poprzez przykładanie się do tego. Natomiast wy, ojcowie, nie pobudzajcie swoich dzieci do gniewu. Wychowujcie je według wyraźnych reguł oraz wskazań Pana (Ef 6,4). Pracownikom możemy podpowiedzieć, że uwielbią Boga, gdy - jako chrześcijanie - uczciwe wykonywać będą swoje obowiązki w pracy, wyznaczane im przez zwierzchników. Niewolnicy, z całą odpowiedzialnością podporządkowujcie się woli panów, nie tylko dobrych i łagodnych, ale także przykrych (1Pt 2,18). Nie inaczej jest w pełnieniu posługi kościelnej. Kto wziął się za jakąś służbę, powinien wiernie ją pełnić, aż do czasu gdy ją wykona lub zostanie odwołany ze swojego stanowiska. Starsi Zboru uwielbią Boga, gdy stosować się będą do następującej instrukcji: Paście stado Boże, powierzone wam w opiekę, nie z przymusu, lecz chętnie, po Bożemu. Nie dla brudnego zysku, lecz z oddaniem. Nie jak ciemięzcy poddanych, lecz jako wzór dla stada. A gdy się ukaże Arcypasterz, otrzymacie wiecznie świeży wieniec chwały (1Pt 5,2-4).

Syn Boży przyszedł na ziemię z konkretnym zadaniem i je w pełni wykonał. A my? Znakomita większość z nas zawarła przymierze z Bogiem przez chrzest, a to przecież zobowiązuje! Pamiętam, że w czasie chrztu ślubowałem Panu Jezusowi, że będę Go naśladował i Mu służył aż po kres moich dni. Każdy z nas ma jakąś życiową rolę do spełnienia. Obiecałem mojej żonie, że będę ją miłował, szanował, troszczył się o nią zarówno w dniach dobrych, jak i złych, że będę się nią opiekował i nie opuszczę jej aż do śmierci. By w moim życiu uwielbić Boga, nie wystarczy, że wzniosę ręce i zaśpiewam Mu kilka uwielbiających pieśni. Uwielbię Boga, gdy dotrzymam złożonej przysięgi małżeńskiej. Każdy z nas jest do czegoś zobowiązany. Każdy dał jakieś słowo.

Oczywiste, że zadania są dla nas wyzwaniem. Stawiamy im czoła począwszy od prostych poleceń rodziców w dzieciństwie po wielkie projekty zawodowe i społeczne w sile wieku. W przypadku Jezusa wypełnienie powierzonego Mu dzieła wymagało ekstremalnie wielkiego oddania i poświęcenia. On stanął na wysokości zadania i należycie uwielbił Ojca. A my? Czy uwielbiamy jak Jezus? Przyłóżmy się do tego! Owszem, nadal uwielbiajmy Boga w zgromadzeniu śpiewając Mu i grając, lecz róbmy to także poprzez wypełnianie do końca poleceń, jakie od Niego otrzymujemy.

03 lutego, 2026

Jaki klimat tworzysz wokół siebie?

Rozmaite poradniki doradzają nam jak stworzyć miły nastrój. Przeważnie wskazują one na oświetlenie, kolory, materiały, zapachy, muzykę, rośliny i porządek. Niewiele w nich mowy o tym, że dobry klimat zależy nie tylko od wystroju danego miejsca, ale także od obecności osoby, którą kochamy i szanujemy. Chyba wszyscy znamy kogoś, kto wprawia nas w dobry nastrój. W towarzystwie kochanej i podziwianej osoby nawet zwykła szopa nabiera uroku. Tym właśnie cieszy się człowiek żyjący w bliskiej społeczności z Bogiem. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8 wg SNP). Umiłowałem mieszkanie domu twego i miejsce przebywania chwały twojej – wtóruje warszawski przekład Pisma Świętego. W tym jednym wersecie mamy aż cztery hebrajskie słowa na określenie domu Bożego, a każde z nich podkreśla inny aspekt miejsca obecności Boga.

Po pierwsze, w tych natchnionych słowach jest mowa o domu Pana, jako o Jego siedzibie, stałym miejscu zamieszkania. Pismo Święte wyjaśnia, że takim miejscem jest niebo. Na widok buntujących się ziemskich królów Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich (Ps 2,4). Spójrz więc teraz z Twojej świętej siedziby, z nieba, i pobłogosław twój lud, Izraela (5Mo 26,15) - mogli prosić Izraeli spełniający nadane im przykazania. Ojcze nasz, któryś jest w niebie (Mt 6,9) – wypowiadamy w modlitwie Pańskiej. 

Drugie słowo oryginału wskazuje, że dom Pana należy rozumieć jako domowników Boga. To samo słowo zostało użyte w znanej wypowiedzi Jozuego  — ja i mój dom będziemy służyli PANU (Joz 24,15) i oczywiste jest, że chodzi w nim o skład osobowy, o rodzinę Jozuego, a nie o dom jako miejsce fizyczne.

Po trzecie, o domu Pana należy myśleć także jako o miejscu Jego czasowego przebywania. W trakcie wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej był nim namiot Przybytku. Niech Mi zbudują święte miejsce, w którym mógłbym zamieszkać pośród nich (2Mo 25,8). Nawet świątynia w Jerozolimie nie miała wyższych aspiracji. Co do tej świątyni, czy naprawdę Bóg zamieszka na ziemi? Oto niebiosa i niebiosa niebios nie są w stanie Cię ogarnąć, a cóż dopiero ten zbudowany przeze mnie dom?! (1Krl 8,27) – modlił się Salomon.

Czwartym słowem w naszym tekście określającym dom Boży jest hebr. kabod, co tłumaczymy jako chwała, sława, gloria, zacność, splendor, godność, reputacja. Innymi słowy, dom Pana to miejsce szczególnej, podniosłej atmosfery, biorącej się z Jego obecności. Tak w czasie uroczystości otwarcia świątynia PANA napełniła się obłokiem. Z powodu tego obłoku chwały PANA, który napełnił świątynię, kapłani nie mogli tam ustać ani pełnić służby (2Krn 5,13-14). Właśnie o utracie tej chwalebnej obecności Boga mówiła umierająca w trakcie porodu synowa kapłana Heliego. Nazwała natomiast dziecko Ikabod, mówiąc: Odeszła chwała od Izraela z powodu zdobycia Skrzyni Bożej i z powodu jej teścia i męża. Rzekła: Odeszła chwała od Izraela, gdyż zdobyta została Skrzynia Boża (1Sm 4,21-22).

Jaki wniosek wynika z analizy określeń zawartych w odczytanym fragmencie Psalmu? Otóż wszędzie, gdziekolwiek Bóg przebywa, tam panuje niezwykła atmosfera! W każdym miejscu obecność Boga tworzy klimat podniosły i chwalebny. Nic i nikt nie może wkroczyć i zakłócić wspaniałego nastroju siedziby Pana w niebie. Jeżeli zaś chodzi o obecność Boga pośród Jego ludu na ziemi, to jesteśmy odpowiedzialni za to, aby wyznaczać taką strefę społeczności z Bogiem i chronić jej świętą atmosferę przed złym wpływem. A czym charakteryzuje się nastrój domu Pana?

Wśród czynników składających się na klimat miejsca obecności Bożej, na które w tym rozważaniu chcę zwrócić uwagę, nie można nie docenić roli światła. Tam, gdzie jest Bóg, tam panuje światłość. Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może; jemu niech będzie cześć i moc wieczna. Amen (1Tm 6,16). Świat będący pod wpływem sił ciemności ma oczywiście inne zasady tworzenia dobrego nastroju, lecz chrześcijanom przyświeca to, co wynika z Bożych upodobań. A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności (1Jn 1,5). Bo oto ciemność okrywa ziemię i mrok narody, lecz nad tobą zabłyśnie Pan, a jego chwała ukaże się nad tobą (Iz 60,2). Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie (Jn 12,46) – powiedział Chrystus Pan.

Kolejnym czynnikiem tworzącym nastrój domu Pana jest świętość. W opisie nieba czytamy o postaciach, które mówią o tym nieustannie. Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść (Obj 4,8). Świętość polega na duchowym oddzieleniu od tego, co pospolite i nieczyste. Na stałe charakteryzuje ona, a zarazem przyozdabia, miejsce Bożej obecności. Świadectwa twoje są godne wiary, ozdobą domu twego, Panie, jest świętość po wsze czasy (Ps 93,5).

Niewątpliwą charakterystyką miejsca przebywania Boga jest również miłość. Bóg jest miłością. A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim (1Jn 4,16). W otoczeniu Pana panuje atmosfera miłości i miłosierdzia. Gdyż Pan, twój Bóg, jest Bogiem miłosiernym (5Mo 4,31) – zapewnia Słowo Boże.

I wreszcie, dom Pana tchnie niezwykłym pokojem. Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat (Jn 14,27) – powiedział Syn Boży, zwany też Księciem Pokoju (Iz 9,6). A sam Pan pokoju niech wam da pokój zawsze i wszędzie (2Ts 3,16), co znaczy, że serca ludzi cieszących się Bożą obecnością przepełnia pokój Boży. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli (Flp 4,7).

Wraz z jednającą nas z Bogiem ofiarą złożoną przez Syna Bożego, cudowne atrybuty obecności Boga, takie jak światłość, świętość, miłość i pokój, stały się dostępne dla każdego, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa. Słowo zatem stało się ciałem; pełne łaski i prawdy zamieszkało wśród nas — i zobaczyliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jedynego zrodzonego, który pochodzi od Ojca (Jn 1,14). Obiecany Duch Święty zamieszkał w osobach odrodzonych duchowo. Dam wam serce nowe, nowego ducha włożę w wasze wnętrza. Usunę z was serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego Ducha włożę w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępować według moich ustaw, będziecie przestrzegać moich praw i stosować je (Ez 36,26-27). Dzięki Panu Jezusowi każdy narodzony z wody i z Ducha człowiek nosi w sercu i roztacza wokół siebie wonność obecności Bożej.

Tak, po pierwsze, ów nastrój obecności Bożej ludzie wierzący odczuwają w sobie samych. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? (...) Chwalcie zatem Boga w waszym ciele (1Ko 6,19-20). Poprzez światłość, świętość, miłość i pokój we własnej duszy, chrześcijanin tworzy też wokół siebie wyjątkowy klimat obecności Bożej. Wy wszyscy jesteście synami światła i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności [1Ts 5,5]. Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty (1Pt 1,15-16). Jeśli ktoś Mnie kocha, będzie wypełniał moje Słowo i mój Ojciec otoczy go miłością. Do takiej osoby przyjdziemy i zatrzymamy się u niej (Jn 14,23). Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga (Mt 5,9).

Po drugie, wyjątkową atmosferę obecności Bożej, nacechowaną światłością, świętością, miłością i pokojem, tworzy lokalny zbór Kościoła, jako zgromadzenie i wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa. Czy nie wiecie, że jesteście przybytkiem Boga i że Duch Boży mieszka w was? (1Ko 3,16). Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą (1Jn 1,7). Zbór Boży dba o duchowe oddzielenie od świata. Obowiązkiem Starszych jest troska o świętość Zboru. My przecież jesteśmy przybytkiem żywego Boga, zgodnie z Jego słowami: Zamieszkam z nimi i będę się wśród nich przechadzał, będę ich Bogiem, a oni — moim ludem. Dlatego: Wyjdźcie spośród nich! Odłączcie się od nich — mówi Pan. I: Nieczystego nie dotykajcie; a ja was przyjmę (2Ko 6,16-17). Jeśli ktoś niszczy przybytek Boga, tego zniszczy Bóg, gdyż przybytek Boga jest święty, a wy właśnie nim jesteście (1Ko 3,17). Podobnie jest z miłością. Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością (Jn 13,34-35). Darzcie siebie nawzajem serdeczną, braterską miłością. Wyprzedzajcie się w okazywaniu szacunku (Rz 12,10). Na szczególny nastrój Bożej obecności w Zborze składa się także pokój, gdyż Bóg nie jest Bogiem zamieszania, ale pokoju. Jak we wszystkich kościołach skupiających świętych (1Ko 14,33).

I po trzecie, miejscem obecności Bożej, pełnym światłości i świętości, tchnącym miłością i pokojem, są domy i rodziny ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa. Kiedyś wprawdzie byliście ciemnością, teraz jednak — światłem w Panu. Poczynajcie więc sobie jako dzieci światła; a owoc światła wyraża się we wszelkiej dobroci, w sprawiedliwości i prawdzie. Jako tacy skupiajcie się na tym, co jest miłe Panu (Ef 5,8-10). Bywa, że nie wszyscy domownicy jednakowo są oddani Bogu, ale wystarczy choćby jeden odrodzony domownik, aby w rodzinie można było odczuć wonność Chrystusową. Gdyż niewierzący mąż jest uświęcony przez żonę i niewierząca żona uświęcona przez męża. Inaczej wasze dzieci byłyby nieczyste, a tak są święte (1Ko 7,14). Mężowie, kochajcie żony i nie odnoście się do nich z goryczą (Kol 3,19). W końcu, bądźcie wszyscy jednomyślni, pełni współczucia, braterstwa, litości i pokory (1Pt 3,8). Zachowujcie pokój między sobą (1Ts 5,13).

Wszędzie tam, gdzie jest Bóg, tam panuje niezwykły klimat. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8). Nastrój domu PANA nas pociąga! A ja? Moim szczęściem jest być blisko Boga. W Panu, w JHWH, znalazłem schronienie i pragnę opowiadać o wszystkich Twoich dziełach (Ps 73,28). Dbajmy więc o nastrój domu Pana. Utrzymujmy go i strzeżmy przed wpływem świeckich trendów. Pielęgnujmy go przede wszystkim we własnym sercu ale też w Zborze i w rodzinie. Inni wierzący ludzie będą lgnąć do nas i będą chcieli z nami przebywać na tyle, na ile będą w nas widzieć Jezusa, bo właśnie z powodu Bożej obecności kochamy nastrój domu Bożego. Ba, mamy nadzieję w nim pozostać na zawsze. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg (Obj 21,3).

09 stycznia, 2026

Prawdziwa, a nie udawana!

Parę dni temu dostałem od pewnej chrześcijanki link do nagrania na YouTube, w którym ktoś wzywa do zaopatrzenia się w ryż, fasolę olej, miód i sól, w celu przetrwania zbliżającego się kryzysu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że autor owego przesłania włożył swoje słowa w usta śp. Billy Grahama. Domyślam się, że wykorzystując autorytet znanego ewangelisty, chciał w ten sposób podwyższyć rangę swojego utworu. Niestety, taki zabieg - przypominający apokryficzną twórczość z czasów wczesnego Kościoła - podważa wiarygodność choćby nie wiem jak słusznej treści i nie może być traktowany jako prawdziwy.

Biblia mówi, że podobnie - jak ów sfałszowany filmik - może też przedstawiać się wartość pobożności niektórych chrześcijan. Już w pierwszych dekadach Kościoła w jego szeregach pojawili się bowiem ludzie kochający przyjemności bardziej niż Boga, stwarzający pozory pobożności, lecz będący zaprzeczeniem jej mocy [2Tm 3,4-5]. Prawdziwa pobożność zawsze jest zgodna z duchem ewangelii Chrystusowej i cechuje się m.in. niezwykłą mocą. Apostolskie świadectwo życia i służby wskazuje, że jest to moc nie tylko do nadnaturalnych czynów ale także, a może i przede wszystkim, do przetrwania w wierze każdych prób i prześladowań.

Jeśli szukać gdzieś wzorców prawdziwej pobożności, to mamy ją objawioną w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie. Bo z całą oczywistością ujawnia się wielka tajemnica pobożności: Objawił się nam jako człowiek, Duch go potwierdził, ukazał się aniołom, ogłoszony został narodom, świat w Niego wierzy, do nieba został wzięty w chwale [1Tym 3,16]. Życie, słowa i czyny Jezusa z Nazaretu – to jedyne pewne jej kryterium. Ustanawianie nowych wzorców pobożności dostosowanych do współczesnej kultury i trendów społecznych, próby zmieniania obrazu Chrystusa Jezusa, owocuje tworzeniem się substytutu Kościoła, a nie jego kontynuacją. Jeżeli trwacie przy mojej nauce, jesteście naprawdę moimi uczniami [Jn 8,31] - powiedział Pan. Owszem, udawana pobożność przede wszystkim jest wynikiem obłudy człowieka zainfekowanego grzechem, lecz - uwaga! - może zrodzić się także z gorliwych prób przypodobywania się Bogu na własne sposoby. Przekonali się o tym synowie Aarona, gdy wpadli na pomysł, aby kadzić Bogu po swojemu.

Prawdziwa pobożność to ścisłe trzymanie się Słowa Bożego, to - innymi słowy - robienie wszystkiego "po Bożemu". Jeśli ktoś naucza inaczej i nie postępuje według zbawiennych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, to zaślepia go pycha [1Tm 6,3]. Pycha brzydzi się naśladowaniem. Chce być awangardą. Prostolinijne i wierne trzymanie się nauki apostolskiej uznaje za słabość i oznakę stagnacji. Deprecjonując biblijną pobożność, wyprowadza ludzi na manowce działalności kościołopodobnej i ewangelicznym treściom nadaje nowego znaczenia. Wynikający z tego rozdźwięk między niedzielną euforią a codzienną praktyką życia, wiarę tak prowadzonych ludzi wcześniej czy później skazuje na fiasko. Zatem wzywam: Wypróbujcie samych siebie, czy trwacie w wierze, i doświadczajcie siebie samych. Czy nie znacie siebie i nie wiecie, że Jezus Chrystus jest wśród was? [2Ko 13,5]. Niech nasza pobożność będzie prawdziwa, a nie udawana!

Na koniec dodam, że kto wykorzystuje autorytet Słowa Bożego do upowszechniania własnych idei, ten dopuszcza się bezprawia. Billy Graham nie może wystąpić przeciwko wspomnianym na początku nadużyciom, bo nie ma go już na tym świecie. Ale Chrystus Pan..?  Zobacz np. Mt 7,22-23.