27 października, 2021

Który początek nas obowiązuje?

Osoby głoszące ewangelię, wzywając ludzi do nawrócenia, dość często natrafiają na opór tłumaczony obowiązkiem pozostawania w wierze ojców. W takiej wierze się urodziłem i w takiej pozostanę - pada z ust wielu ludzi, co w danej chwili przesądza o ich stosunku do tego, co usłyszeli. Czy takie stanowisko jest zawsze złe i świadczy o duchowym zacofaniu? A może  jest jak najbardziej właściwe?

Jeśli chodzi o was, pozostawajcie przy tym, co usłyszeliście na początku. Jeżeli pozostaniecie przy tym, co usłyszeliście na początku, to pozostawać będziecie również w Synu oraz w Ojcu. A łączy się z tym obietnica, którą sam nam złożył - życie wieczne [1Jn 2,24-25].

Początek, o którym Biblia w tym miejscu mówi, to nie początek czyjegoś życia ani też nie początek działalności jakiejś wspólnoty chrześcijańskiej. Także nie chodzi tu o początkowe lekcje z chrześcijaństwa, których po nawróceniu udzielają nam nasi pierwsi nauczyciele. Wszystkie takie "początki" są oczywiście bardzo ważne. Środowisko, w jakim przychodzimy na świat, charakter zboru, w który robimy pierwsze kroki na drodze wiary oraz chrześcijanie, którzy jako pierwsi uczą nas drogi Bożej - to czynniki mające kolosalny wpływ na to, jakimi chrześcijanami się stajemy. 

Fakty są jednak takie, że rodząc się w kraju o chrześcijańskiej tradycji i kulturze, nie stajemy się automatycznie chrześcijanami. Zdarza się, że po przeżyciu duchowego odrodzenia, w poszukiwaniu wspólnoty, w której chcielibyśmy się rozwijać duchowo i budować, trafiamy między ludzi żyjących nie całkiem zgodnie z Biblią. Oczywiste więc, że w zacytowanym fragmencie Pisma Świętego nie może chodzić o pozostawaniu przy takich 'początkach'. Niebiblijna tradycja narodowa czy wspólnota religijna, niebiblijnie żyjąca rodzina ani nawet nie trzymający się Biblii najbliższy przyjaciel - nic takiego i nikt taki nie ma prawa trzymać nas na jakiejkolwiek uwięzi tylko dlatego, że wiąże się z jakimiś początkami w naszym życiu. 

Kilka dni temu przeczytałem u proroka Ezechiela: I rzekłem do ich synów na pustyni: Nie postępujcie według przykazań waszych ojców i nie przestrzegajcie ich praw, i nie kalajcie się ich bałwanami! Ja, Pan, jestem waszym Bogiem. Postępujcie według moich przykazań i przestrzegajcie moich praw, i wykonujcie je! [Ez 20,18-19]. Należy mieć odwagę, aby od takich 'początków' się odciąć! 

Początek, przy którym trzeba nam pozostawać i do którego zawsze powinniśmy powracać - to nauka apostołów Jezusa Chrystusa, objawiona nam w Pismach Nowego Testamentu. Tylko ten jeden początek, tj. Ewangelia Chrystusowa, nadaje zbawienny bieg naszemu życiu i gwarantuje nam wejście do Królestwa Bożego. Ten początek trzeba odnaleźć i uchwycić się go na całe dalsze życie. Czytając osobiście Biblię należy upewnić się, że początek ten nie został zafałszowany, a następnie pozostawać przy nim aż do końca. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].

12 października, 2021

Dlaczego nie zajmuję się innymi?

Każdemu prawdziwemu chrześcijaninowi Bóg wyznaczył określony rodzaj, czas i stanowisko służby. Czy wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokami? Czy wszyscy nauczycielami? Czy wszyscy mają moc czynienia cudów? Czy wszyscy mają dary uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy je wykładają? [1Ko 12,29-30]. Prowadzony Duchem Świętym sługa Boży przyjmuje od Boga powołanie zgodne z wolą Bożą i skupia się na pracy dla Pana, zgodnej ze swoim powołaniem. Raczej nie powinien ciągle śledzić tego, co robią inni, bo wtedy może nie wywiązać się dobrze ze swojego zadania.

To, co poszczególni słudzy Boży mają robić, określa sam Bóg. Czasem jest to jednoznaczne polecenie zajmowania się tylko swoim narodem, jak w przypadku proroka Ezechiela. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie... [Ez 2,3]. Bóg może też wysłać kogoś do służby dużo szerszej i - podobnie jak Pawła - powołać na apostoła narodów. Wybawię cię od ludu tego i od pogan, do których cię posyłam, aby otworzyć ich oczy, odwrócić od ciemności do światłości i od władzy szatana do Boga, aby dostąpili odpuszczenia grzechów i przez wiarę we mnie współudziału z uświęconymi [Dz 26,17-18]. Jedno wszakże jest wspólne dla wszystkich: Każdy powinien znać swoje powołanie i jego granice.

Najczęściej określenie woli Bożej w tym zakresie następuje poprzez miejsce duchowych narodzin chrześcijanina oraz przez rozpalone w nim pragnienie przyłączenia się do konkretnej wspólnoty kościelnej, która staje się miejscem jego rozwoju i służby. Zazwyczaj taki lokalny zbór jest częścią denominacji kościelnej, co znaczenie poszerza możliwości współpracy z innymi sługami Pana. Bywa i tak, że ktoś, nawracając się do Chrystusa, nie chce się do nikogo przyłączać i postanawia zbierać ludzi wokół siebie, tworząc nową wspólnotę. To również może być przejawem woli Bożej. Bóg jest suwerenny w swoim działaniu i nie wszystkich prowadzi jednakowo. Każdy ma własny dar od Boga, jeden taki, a drugi inny. 

Wskazując pole służby i zakreślając jego granice, Chrystus Pan chce, abyśmy się trzymali wyznaczonych nam granic. Ogólnie rzecz biorąc, chrześcijanie powinni zajmować się rozstrzyganiem spraw w swoim środowisku, a nie wtrącać się w sprawy ludzi spoza zboru. Bo czy to moja rzecz sądzić tych, którzy są poza zborem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, którzy są w zborze? Tych tedy, którzy są poza nami, Bóg sądzić będzie. Usuńcie tego, który jest zły, spośród siebie [1Ko 5,12-13]. Owszem, wszystkim ludziom należy głosić ewangelię. Nie wszystko wszakże w ich życiu powinno nas obchodzić, jeżeli nie żyją oni w kręgu naszej odpowiedzialności. 

Jednym z przejawów wykraczania poza swoje granice, jest zajmowanie się sługami Bożymi spoza naszego pola służby. Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy; ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go. Jeden robi różnicę między dniem a dniem, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo; niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega; kto je, dla Pana je, dziękuje bowiem Bogu; a kto nie je, dla Pana nie je, i dziękuje Bogu. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera; bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy. Na to bowiem Chrystus umarł i ożył, aby i nad umarłymi i nad żywymi panować. Ty zaś czemu osądzasz swego brata? Albo i ty, czemu pogardzasz swoim bratem? Wszak wszyscy staniemy przed sądem Bożym [Rz 14,4-10].

Chrystus Pan każdemu wierzącemu człowiekowi wyznaczył zadanie i miejsce pracy. Znam swoje miejsce w szeregu. Od dnia duchowych narodzin jestem i pracuję w tym samym środowisku kościelnym. Nie wtrącam się do cudzych spraw. Nie moją sprawą jest to, co dzieje się w innych zborach i denominacjach. Obchodzi mnie to, co dzieje się w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE. Gdy sił i czasu starczy, mam duchowe prawo zajmować się też tym, co dostrzegam w Kościele Zielonoświątkowym, do którego należę. Czy popełniam błąd, że nie zajmuję się pastorami i zborami spoza wyznaczonych mi granic?

Czy pastorzy i nauczyciele, którzy postanowili kiedyś, że będą pracować samodzielnie, mają teraz moralne prawo zajmować się tymi, od których się oddzielili?

24 września, 2021

Z dziećmi na nabożeństwo?

Po wieczorowym nabożeństwie w środę, 22 września 2021 roku, podeszła do mnie jedna z dziewczynek i wręczyła mi rysunek, który własnoręcznie wykonała podczas wykładu Słowa Bożego. Wzruszyłem się. Mała dziewczynka nie zmarnowała wieczoru. Aktywnie uczestniczyła w nabożeństwie. Naniosła na kartkę to, w czym uczestniczyła. Odzwierciedliła prezbiterium naszej kaplicy z krzyżem pośrodku, z symbolicznie zaznaczonym sprzętem muzycznym, z podświetloną - ręcznie przepisaną przez jednego z naszych braci - Biblią oraz z kazalnicą i przemawiającym z niej kaznodzieją. Czy tylko rysowała? Czy nie słuchała? Czy nic z tego nabożeństwa nie zapamięta?

Parę dni temu, w tegorocznym, wrześniowym numerze miesięcznika Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, natrafiłem na tekst, w którym mój syn wspomina lata swojego wczesnego dzieciństwa. Oto jego fragment: 

Byłem zbyt młody, by brać aktywny udział w poważnych rozmowach, dlatego często po dwudaniowym obiedzie, gdy babcia podawała ciasto, ja leżałem wyciągnięty na wersalce. Moje oczy wędrowały po pokoju, a uszy śledziły słowa dorosłych. Pamiętam jak przyglądałem się sufitowej lampie, która do złudzenia (przynajmniej w tamtym czasie) przypominała serwowany przez babcię sernik na zimno, jednocześnie zastanawiając się kiedy skończą się te poważne dyskusje i ruszymy na spacer nad morze. 

Jako dorośli zapominamy nieraz o tym, że dzieci, które zdają się być nieobecne i pogrążone w swoim świecie, wciąż nasłuchują i przetwarzają wszelkie docierające do nich bodźce. Nie będę udawał, że doskonale pamiętam anegdoty dziadka Mikołaja oraz to, co mówił mój Tata. Wiem jednak, że mnie to kształtowało, nawet gdy zdarzało mi się nudzić.

Dlaczego o tym opowiadam? Otóż nie tylko rozmowy przy stole mnie kształtowały. Również to jak urządzone było mieszkanie dziadków. Na ścianach, w formie obrazów, znajdowały się przepisane przez moją babcię fragmenty Pisma Świętego. Lubiłem na nie patrzeć, ale gdy i to mi się znudziło, ruszałem na eskapady w poszukiwaniu czegoś do zabawy. Jako, że były to lata 90-te, wybór zabawek był dość ograniczony (znacznie mniejszy niż ten jaki oferują dziś moi rodzice swoim wnukom). Jednym ze stałych miejsc, gdzie ich szukałem, był półko-tapczan znajdujący się w jadalni. Doskonale pamiętam, że ilekroć odsuwałem jego ciężko chodzącą szybę, moją uwagę przykuwała znajdująca się tam naklejka. Białe, pogrubione litery na przezroczystym tle z pytaniem: „Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?”

Choć tak mało wtedy jeszcze rozumiałem i wydawałoby się, że pełnia mojej uwagi dedykowana była odnalezieniu tych kilku resoraków, które musiały kryć się gdzieś na tamtej półce – pytanie to mocno zapadło mi w pamięć. Słowa wydrukowane na niewielkim prostokącie 34,5cm x 6,5cm (naklejkę taką nadal można kupić w Internecie za 3 złote) dotykały mojego malutkiego serca i wykonywały swoją pracę. Jakieś ćwierć wieku później nadal pamiętam tę naklejkę i uważam, że odpowiedź na zadawane przez nią pytanie należy do najważniejszych w życiu każdego człowieka.

Mój syn był wtedy mniej więcej w wieku dziewczynki, która w tę środę  zrobiła swoje "notatki" z obecności na nabożeństwie. Jestem przekonany, że atmosfera tego nabożeństwa zostanie w niej na lata. Nie tylko z racji przeniesionego na papier wystroju kaplicy. Zapamięta też powagę zgromadzenia świętych, melodie - a może też trochę treść - pięknych pieśni, pouczających i wyrażających nasze uwielbienie dla Pana Jezusa. Zapadną jej w serce także modlitwy, zwłaszcza te zanoszone do Boga przez jej najbliższych i znajomych. Kto wie, czy w jej sercu nie zapisało się też coś z głównego przesłania środowego kazania, jeśli tylko zostało ono zrozumiale i dobitnie wygłoszone. 

Rysunek małej uczestniczki środowego nabożeństwa mówi mi, że można i trzeba przyjeżdżać na nabożeństwa z dziećmi. Mówi też, że przyjeżdżając, niekoniecznie musimy w kościele serwować dzieciom to samo, co parki i sale rozrywki w centrach handlowych. Stosowna dawka sacrum w trakcie chrześcijańskiego nabożeństwa pomaga dziecku nabierać właściwego stosunku do Chrystusa Pana. 

22 września, 2021

Czy Bóg wciąż ma chwałę?

Osiem lat temu, 22 września 2013 roku, na dziedzińcu niszczejącego dworu olszyńskiego dane mi było zorganizować modlitwę. Miała ona na celu zadedykowanie dalszych losów tej zabytkowej nieruchomości chwale Bożej. Wspólnota chrześcijańska, której jestem członkiem, kilka dni wcześniej formalnie przejęła Dwór Olszyński w użytkowanie i chcieliśmy nie tylko wszystko zacząć tu od modlitwy, ale też czekający nas trud oraz całą naszą działalność w tym miejscu poświecić wywyższeniu naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Dzisiaj od rana zastanawiam się, czy rzeczywiście Bóg ma chwałę z naszej obecności na Olszynce? Oczywiście, w pierwszych latach trudu przy porządkowaniu całej parceli, zabezpieczając dwór przed niszczącymi czynnikami atmosferycznymi, zgromadzając się pod namiotem i z ruin dawnej wozowni wznosząc dom modlitwy - na różne sposoby staraliśmy się wskazywać, że wszystko, co tutaj przeżywamy, zawdzięczamy Bogu. Wcale nawet nie było mi trudno oddawać wtedy chwałę Bogu, bo wszystko układało się wręcz cudownie. Cieszyliśmy się jednością wewnętrzną i życzliwością wielu ludzi spoza zboru. Ani przez chwilę nie brakowało nam środków do dalszej pracy. Chociaż wypełnione wzmożonym trudem, to jednak były to piękne dni.

Czy jednak Bóg nadal i na bieżąco ma chwałę z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE na Olszynce? Czy potrafimy wciąż przysparzać Mu chwały, gdy na co dzień nie widać już aż tak znaczących zmian i nie dzieją się takie cuda, jak wcześniej? Owszem, prowadzimy tu regularną działalność kościelną, duszpasterską i społeczną. Tak, bez żadnych dotacji z tzw. środków publicznych znacząco poprawiliśmy stan techniczny budynków. Dokładamy starań, aby utrzymywać cały teren w należytym porządku. Nawet poza naszym ogrodzeniem sprzątamy i kosimy trawę. Otrzymanym od Boga dobrem dzielimy się z innymi braćmi i siostrami w Chrystusie, np. udostępniając innym zborom naszą kaplicę na śluby, a ogród na pikniki rodzinne. Czy jednak chwała dla PANA wznosi się spośród nas nieprzerwanie?

Nie jest żadną sztuką chwalić Boga w dniach pomyślnych. Wtedy wszystko wokoło zdaje się oddawać Mu chwałę. Ale PAN godzien jest chwały w każdych okolicznościach. On chce chwały z naszego codziennego życia w domu, w pracy i w sąsiedztwie. On ma prawo do tego, abyśmy okazywali Mu wdzięczność i dbali o chwałę dla Niego także w dniach, gdy zbór przez cale miesiące nie może poszczycić się żadnym spektakularnym osiągnięciem. Czy potrafię dostrzec jakiś powód do oddawania chwały Bogu, gdy zamiast przyłączania się nowych osób, ktoś opuścił wspólnotę? Czy z chwałą Bożą w sercu potrafię czekać na odpowiedź konserwatora zabytków, który już od listopada ubiegłego roku przetrzymuje nasz koncepcyjny projekt rekonstrukcji dawnej stajni? A co, gdy nie wszystkie plany uda się zrealizować?

Uważnie obserwuję społeczność Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Słucham kazań, świadectw, modlitw i rozmów braci i sióstr. Obyśmy nieprzerwanie, aż do powrotu PANA, z pełnym przekonaniem w głosie potrafili śpiewać: Niech będzie chwała i cześć, i uwielbienie! Chwała i cześć Jezusowi! Chwała, niech będzie chwała! Tak, Jemu chwała i cześć!

19 września, 2021

Nie każdy jest Jeremiaszem

Dzisiaj o świcie rozważam dziwną historię biblijną. Jeremiasz, prorok PANA, na początku panowania Jojakima, króla Judy, w 609 roku przed Chrystusem,  przekazał mieszkańcom Jerozolimy bardzo poważnie brzmiące poselstwo: Tak mówi PAN: Jeśli Mnie nie posłuchacie i nie będziecie postępować zgodnie z moim Prawem, które wam nadałem, jeśli nie będziecie posłuszni poleceniom moich sług, proroków, których do was nieustannie posyłam, a których wy lekceważycie, to uczynię z tą świątynią tak, jak z Szilo! Natomiast to miasto uczynię przekleństwem u wszystkich narodów ziemi! [Jr 26,4-6].

W reakcji na te słowa, oburzeni kapłani, prorocy oraz mieszkańcy Jerozolimy, zażądali śmierci Jeremiasza. W sprawę natychmiast włączyli się książęta judzcy i zwołano sąd nad Jeremiaszem. Wtedy Jeremiasz wyjaśnił zarówno urzędnikom, jak i całemu ludowi: To PAN posłał mnie, aby wszystkie te słowa, które słyszeliście, zostały ogłoszone tej świątyni i temu miastu. Teraz zatem poprawcie swoje postępowanie i swoje uczynki. Zacznijcie być posłuszni PANU, swemu Bogu, a On poniecha nieszczęścia, które wam zapowiedział! Co do mnie, to jestem w waszej mocy. Możecie ze mną zrobić, co wam się podoba [Jr 26,12-14].

Biblia mówi, że Jeremiasz ocalał. Nie przestraszył się gróźb. Nie zaczął uciekać. Chociaż wypowiedzianym proroctwem bardzo się naraził, zwłaszcza religijnym przywódcom ludu, to jednak mimo wszystko wyszedł bez szwanku. Bóg posłużył się pewnym wpływowym człowiekiem, który ochronił Jeremiasza przed śmiercią. Prawdziwy prorok PANA nie musi bać się o własną skórę. 

W tej historii jest wszakże dodatkowy wątek. Warto też wspomnieć o Uriaszu, synu Semajasza z Kiriat-Jearim. On też prorokował (dosł. zajmował się prorokowaniem) w imieniu PANA. Zapowiadał on temu miastu oraz tej ziemi dokładnie to samo, co Jeremiasz. Gdy usłyszał go król Jehojakim, a z nim jego wojskowi i książęta, król zaczął knuć, by go zabić. Gdy Uriasz dowiedział się o tym, zląkł się i zbiegł do Egiptu. Wtedy król Jehojakim posłał do Egiptu swoich ludzi, Elnatana, syna Achbora, z innymi do pomocy. Sprowadzili oni Uriasza z Egiptu, przyprowadzili go do króla Jojakima, a ten kazał zabić go mieczem, a jego zwłoki wrzucić do grobów dla pospólstwa [Jr 26,20-23]. Uriasz wprawdzie mówił to samo, co Jeremiasz, lecz inaczej się zachowywał. Przestraszył się gróźb i zaczął uciekać. Można się domyślać, że miał świadomość braku Bożego autorytetu. Ostatecznie inaczej niż Jeremiasz został potraktowany. 

Jaki wniosek wyciągam z tego fragmentu Pisma Świętego? Bóg wybiera ludzi do przemawiania w Jego imieniu i takich ludzi  obdarza stosownym autorytetem. Nie każdy, kto chce, ma prawo prorokować w imieniu PANA. Biblia dość często wspomina o samozwańczych prorokach. Tacy potrafią mówić często i głośno, chociaż Bóg wcale ich nie posłał. W tym Dniu wielu mi powie: Panie, Panie, przecież prorokowaliśmy w Twoim imieniu, w Twoim imieniu wypędzaliśmy demony i w Twoim imieniu dokonaliśmy wielu cudów. Wówczas im oświadczę: Nigdy was nie poznałem. Odejdźcie ode Mnie wy wszyscy, którzy dopuszczacie się bezprawia [Mt 7,22-23]. 

Czy w dzisiejszym Kościele jesteśmy w stanie rozpoznać prawdziwego 'Jeremiasza'? Czy potrafimy go odróżnić od 'Uriaszów', którzy wypowiadają dokładnie te same, co on słowa, a jednak nie mówią tak samo? Drodzy, przestańcie wierzyć każdemu duchowi. Raczej badajcie duchy, czy pochodzą od Boga... [1Jn 4,1].

Wzmianka o Uriaszu w rozważanej dziś przeze mnie historii daje mi też do myślenia, że Bóg - w jednakowej sytuacji i w konsekwencji tych samych słów - ma prawo jednego ochronić, a drugiego wydać na śmierć. Niech imię Pańskie będzie błogosławione. 

18 września, 2021

Oczywistość, która na nowo zachwyca

Jestem dziś znowu pod wielkim wrażeniem mojego Pana, Jezusa Chrystusa. Czytając rankiem trzynasty rozdział Listu do Hebrajczyków natrafiłem na znane o Nim słowa: Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8]. Co w tym osobliwego? 

Człowiek, dopóki żyje, podlega rozmaitym zmianom. Rośnie, a potem się starzeje. Dojrzewa w myśleniu. Nabiera życiowego doświadczenia. Zmienia poglądy. Postępuje godnie lub haniebnie. W każdej chwili może zdarzyć mu się czyn zmieniający ocenę jego postaci w społeczeństwie. Dzisiejsza prawość jutro może przerodzić się w korupcję. Po latach moralnej rozpusty zaczyna prowadzić się nienagannie. Przez pół życia wiernie trzymający się określonych zasad i poglądów, pod koniec życia zaczyna mówić rzeczy niestworzone. Zmienność jest cechą, żeby nie powiedzieć - przypadłością, każdego człowieka. 

Postawy i czyny człowieka utrwala na zawsze jego śmierć. Wtedy możemy badać jego życie, odkrywać wcześniej nie znane nam szczegóły i ustalać, kim dany człowiek był faktycznie. Bywa, że po śmierci kogoś za życia szanowanego, wychodzą na jaw fakty, które każą nam wyrzucić na śmietnik jego książki. I odwrotnie; że ktoś przez lata żyjący w pogardzie, po śmierci staje się szlachetnym bohaterem powieści i filmów. Tak czy owak, w chwili śmierci kończy się problem zmienności człowieka. Po wnikliwym przebadaniu jego życiorysu wiemy, kim był. To już się nie zmieni. Dopóki żył, wciąż nie było do końca wiadomo, co jeszcze przytrafi mu się zrobić lub powiedzieć. Człowiek zmarły będzie już na zawsze taki, jakim utrwaliła go chwila jego śmierci. 

Całkiem inaczej ma się sprawa z Jezusem Chrystusem. Biblia mówi, że On żyje na wieki wieków! Nie jest wszakże zmienny, jak ludzie. Żyć i nie zmieniać się - to prawdziwy fenomen. Człowiek powinien się zmieniać z gorszego na lepsze. Jezus Chrystus jest doskonały. Doskonale święty, mądry, prawy i miłosierny. Nie może się więc zmieniać, bo jakakolwiek zmiana w Jego przypadku musiałaby oznaczać coś negatywnego.  Jezus nigdy więc nie zmieni swojego stanowiska w sprawie naszego zbawienia. Nigdy nie przestanie nas miłować. Nie odtrąci nikogo, kto w pokucie prosi Go o zbawienie. Zawsze było i będzie wiadome, czego można się po Nim spodziewać.

Ludzie, dopóki żyją, są zmienni, ale tyś zawsze ten sam i nie skończą się lata twoje [Hbr 1,12]. Jezus żyje i się nie zmienia. Przez wieki jest niezmienny, a wciąż żyje. Niesamowite. Jestem dziś na nowo zachwycony niezmiennością Pana Jezusa Chrystusa.