12 czerwca, 2021

Słówko do tych, co podpadli

Wczorajsze czytanie Biblii zostawiło we mnie pokrzepiającą myśl. Tym bardziej dla mnie myśl cenną, że sam wielokrotnie podpadam mojemu Zbawicielowi, Panu Jezusowi Chrystusowi i uchybiam w miłości do Niego. Jakże jestem Mu wdzięczny, że za każdym razem znowu okazuje mi łaskę.

Potem ukazał się znowu Jezus uczniom nad Morzem Tyberiadzkim, a ukazał się tak: Byli razem: Szymon Piotr i Tomasz zwany Bliźniakiem, i Natanael z Kany Galilejskiej, i synowie Zebedeusza, i dwaj inni z uczniów jego. Powiedział do nich Szymon Piotr: Idę łowić ryby. Rzekli mu: Pójdziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A kiedy już było rano, stanął Jezus na brzegu; ale uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. Rzekł im więc Jezus: Dzieci! Macie co do jedzenia? Odpowiedzieli mu: Nie. A On im rzekł: Zapuśćcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie [Ew. Jana 21,1-6].

Specyficzne grono uczniów Jezusa zebrało się nad Jeziorem Galilejskim. Większość z nich, jeśli nie wszyscy, miała coś za uszami, gdy wziąć pod uwagę ich relacje z Mistrzem. Piotr trzykrotnie wyparł się znajomości z Jezusem. Tomasz niedowierzał, że to Jezus ukazał się wcześniej uczniom. Natanael podśmiewał się z pochodzenia Jezusa z Nazaretu a dwaj bracia, Jakub i Jan, dali plamę, bo chcieli działać w duchu innym, niż Jezus. 

Wszyscy uczniowie Jezusa w tamtych dniach byli podłamani, a tych siedmiu chyba wyjątkowo mocno. Gdy więc Piotr szepnął, że wybiera się na ryby, od razu do niego dołączyli. Wracając po nocy bezowocnego łowienia, nawet już nie spodziewali się niczego dobrego. Właśnie wtedy Jezus znowu do nich przyszedł i w radość zmienił ponurość ich życia. Jednym zarzuceniem sieci złowili sto pięćdziesiąt trzy ryby, a na brzegu czekało na nich przygotowane przez Jezusa śniadanie. Znowu byli razem ze swoim Mistrzem. 

Możliwe, że i ty - jak wspomniani uczniowie Jezusa - masz dziś wisielczy nastrój. Czujesz wyrzuty sumienia z powodu popełnionego grzechu, zawiodłeś liczących na ciebie ludzi, zasmuciłeś Ducha Świętego itp. Niech ta ewangeliczna historia doda ci dzisiaj otuchy. Pan Jezus nie jest taki, żeby miał się już od Ciebie odwrócić. Jeden z tych siedmiu uczniów napisał potem w natchnieniu Ducha: A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością [1Jn 4,16]. Ty również uwierz, że Jego miłość do ciebie nie jest jak chorągiewka na dachu. Pan Jezus nadal cię kocha i wkrótce znowu ci się ukaże.

09 czerwca, 2021

Rozwój po krachu

Rozwój to interesujący i ważny proces. Bywa badany i opisywany na różne sposoby, stosownie do potrzeb i charakteru obserwowanego organizmu. Zazwyczaj, choć procesy rozwojowe następują etapowo, w regularnych cyklach czasowych, mówimy o nieprzerwanie trwającym wzroście, aż do osiągnięcia pełnej dojrzałości. Chyba, że dany rozwój nagle zostanie czymś poważnie zakłócony lub przerwany. Tak się na przykład stało z widniejącą na zdjęciu budleją Dawida, od kilku lat rosnącą za domem modlitwy, w ogrodzie Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Minionej zimy silny mróz całkowicie zniszczył jej część naziemną. Nie pozostało nic innego, jak tylko wyciąć obumarły krzew i... stać się świadkiem na nowo zapoczątkowanego rozwoju.

A jak jest z życiem duchowym człowieka? Każdy człowiek na ziemi rodzi się w stanie grzechu i jest martwy w swym duchu do czasu duchowego odrodzenia przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Was, martwych z powodu upadków i nieobrzezanych we własnej cielesności, razem z Nim ożywił, darując nam wszystkie upadki [Kol 2,13]. Dlatego Biblia uczy, że musimy się na nowo narodzić [Jn 3,3] i  poucza: Jako nowo narodzone niemowlęta zapragnijcie niesfałszowanego, duchowego mleka. Dzięki niemu będziecie mogli rozwijać się dla zbawienia [1Pt 2,2]. Tylko w przypadku ludzi narodzonych z wody i z Ducha, można mówić o rozwoju duchowym. 

Zdarza się jednak, że ten rozwój zostaje przerwany. Już po nowym narodzeniu niektórzy chrześcijanie nie wytrzymują naporu silnego pokuszenia i ulegają grzechowi. Tracą społeczność z Bogiem. Gwałtownie lub powoli znowu zaczynają zamierać duchowo. Przestają się modlić, czytać Biblię i brać udział w życiu wspólnoty Kościoła. Wracają do miejsc, towarzystwa i starych grzechów sprzed nawrócenia. Co wtedy?

W świetle Biblii widać, że są wtedy w wielkim niebezpieczeństwie. Jeśli dzięki poznaniu naszego Pana i Zbawcy, Jezusa Chrystusa, odcięli się od brudów świata, a potem znów się w nie wikłają, to ich stan ostateczny będzie gorszy niż pierwotny. Lepiej by im było nie poznać drogi sprawiedliwości niż - po jej poznaniu - odwrócić się od przekazanego im świętego przykazania. W ten sposób spełnia się na nich to trafne przysłowie: Pies powróci do tego co zwrócił. Albo: Świnię po kąpieli znów w błocie widzieli [2Pt 2,20-22].  

Gdy człowiek znajdzie się w takim stanie, istnieje niebezpieczeństwo całkowitej śmierci duchowej. Nie da się bowiem raz oświeconych, którzy ponadto posmakowali niebiańskiego daru i którym dano stać się uczestnikami Ducha Świętego, którzy zakosztowali wspaniałości Słowa Bożego oraz mocy przyszłego wieku, a którzy odpadli, ponownie doprowadzić do opamiętania, gdyż oni sami sobie krzyżują Syna Bożego i wystawiają Go na publiczną zniewagę. Ziemia, która często pije spadający na nią deszcz i tym, którzy ją uprawiają, zapewnia dobre zbiory, otrzymuje od Boga pochwałę. Ta natomiast, która rodzi ciernie i osty, jest bezużyteczna i bliska przekleństwa, a jej kresem spalenie [Hbr 6,4-8]. 

Powyższe słowa Pisma są wielką przestrogą przed bagatelizowaniem duchowej stagnacji. Można bowiem popaść w stan całkowitego odejścia od wiary. Na szczęście, nie wszyscy, po utracie społeczności z Bogiem, stają się zdeklarowanymi odstępcami. Tylko czasowo są poza Kościołem, bo w głębi serca wciąż noszą tęsknotę za Bogiem. Znamy przypadki, że nawet po wielu latach duchowego letargu, ludzie ponownie budzą się do życia z Bogiem i powracają do społeczności Kościoła. Czasem widzimy, jak odradzają się małżeństwa po zdradzie, podnoszą się biznesy po krachu finansowym, a przemarznięte rośliny wyrastają na nowo od korzenia. Podobnie może zacząć się od nowa proces duchowego rozwoju.

Biblia wielokrotnie mówi o duchowej odnowie. PANIE, Boże Zastępów! Odnów nas! Rozjaśnij swoje oblicze, a będziemy zbawieni! [Ps 80,20]. Dobrze wiedział o tym król Dawid, który po swoim upadku opamiętał się i opisał proces duchowego odnowienia. Błogosław, moja duszo, PANA, i ty, każda cząstko mego wnętrza, imię Jego święte! Błogosław, moja duszo, PANA, i nie zapomnij o żadnym Jego dobrodziejstwie! To On przebacza wszystkie twoje winy, On leczy wszystkie twe choroby. On wykupuje od zguby twoje życie, On cię wieńczy łaską i współczuciem. On nasyca dobrem twą codzienność, tak że twoja młodość odnawia się - jak u orła [Ps 103,1-5]. 

Dzięki łasce Bożej istnieje możliwość odnowienia i Twojej relacji z Bogiem, bo inaczej nie czytałbyś tego tekstu. Uwierz w to i wracaj do życia z Panem! Łaska, łaska! Podnieść, oczyścić i dzisiaj chce. Łaska, łaska! Większa niż wszystkie przestępstwa me - głosi stary hymn chrześcijański. Chociaż zamarłeś na jakiś czas, znowu zostaniesz ożywiony i będziesz się rozwijać dla chwały Bożej i własnego zbawienia.

06 czerwca, 2021

Zrób drugie podejście!

Są w życiu sprawy ważne i błahe. Gdy coś dla nas ważnego nie uda się za pierwszym razem, robimy drugie podejście. Czasem nawet trzecie i kolejne, gdy bardzo nam na czymś zależy. W marcu tego roku można było przeczytać o pięćdziesięcioletnim rekordziście podejść do egzaminu na prawo jazdy, który zrobił to już 192 razy i wciąż nie odpuszcza.

Niepodważalną wartością dla ludzi wierzących jest chwała Boża i błogosławieństwo, biorące się z obecności Boga wpośród Jego ludu. W okresie Starego Przymierza tę obecność unaoczniała Skrzynia Przymierza. Wykonana ściśle wg Bożej instrukcji, ustawiona w Przybytku, przykryta wiekiem z umieszczonymi na nim cherubami, była znakiem i dowodem obecności Boga. Tam będę się spotykał z tobą i sponad wieka będę z tobą rozmawiał spośród dwu cherubów, które są na Skrzyni Świadectwa, o wszystkim, co jako nakaz przekażę ci dla synów izraelskich [2Mo 25,22] - powiedział Bóg o tej Skrzyni.

Zdarzyło się jednak, że z powodu grzechu w Izraelu, doszło do utraty Skrzyni Bożej. Odebranie jej Izraelitom oznaczało brak chwały Bożej w tym narodzie, co wyraziła umierająca żona kapłana Pinechasa mówiąc: Odeszła chwała od Izraela, gdyż zdobyta została Skrzynia Boża [1Sm 4,22]. Tak oto święta Skrzynia z tablicami Dekalogu na siedem miesięcy znalazła się w rękach filistyńskich. Biblia mówi, że Filistynom nie tylko na nic się ona nie przydała, ale że wręcz stała się dla nich przekleństwem. Przerzucali się więc nią, jak gorącym kartoflem, aż w końcu postanowili ją odesłać Izraelitom.

Kapłani i wróżbici filistyńscy uradzili, że w tym celu należy wziąć jeden nowy wóz i dwie mleczne krowy [1Sm 6,7] i na tym wozie ciągnionym przez krowy, zwrócić Skrzynię Pana Izraelitom. Krowy ruszyły prosto drogą w kierunku Bet-Szemesz i szły jedną drogą, a idąc ryczały, lecz nie zbaczały ani w prawo, ani w lewo [1Sm 6,12]. Gdy mieszkańcy Bet-Szemesz ujrzeli Skrzynię, uradowali się na jej widok, ale i dla nich – z powodu ich niewłaściwego postępowania – okazał się ona śmiertelnie niebezpieczna. W końcu zawieźli ją do domu Abinadaba na wzgórzu. Syna zaś jego, Eleazara, poświęcili, aby pilnował Skrzyni Pańskiej. Od tego dnia, gdy Skrzynia pozostawała w Kiriat-Jearim, upłynęło sporo czasu, mianowicie dwadzieścia lat, cały zaś dom Izraela żałował i nawrócił się do Pana [1Sm 7,1-2].

Temat Skrzyni Bożej wypłynął w Izraelu ponownie za panowania króla Dawida. Ów wielki czciciel Jahwe uświadomił sobie, jak wielką stratą dla całego ludu jest brak Skrzyni Przymierza w publicznym życiu. Przygotował więc w Jerozolimie stosowne miejsce i ogłosił, że sprowadzimy Skrzynię Boga naszego do siebie, gdyż w czasach Saula nie dbaliśmy o nią [1Krn 13,3]. Decyzja Dawida była jak najbardziej słuszna, lecz jej wykonanie, niestety, początkowo okazało się niewłaściwe.

Otóż sposób transportowania Skrzyni Bożej został całkowicie zapożyczony od Filistynów, a samo wydarzenie sprowadzenia tak świętego znaku obecności Bożej, nabrało charakteru happeningu. I ruszył Dawid wraz z całym swoim ludem do Baali judzkiej, aby sprowadzić stamtąd Skrzynię Bożą, która jest nazwana imieniem Pana Zastępów, siedzącego nad cherubami. I wieźli Skrzynię Bożą na nowym wozie, zabrawszy ją z domu Abinadaba, położonego na wzgórzu; Uzza zaś i Achio, synowie Abinadaba, prowadzili ten nowy wóz ze Skrzynią Bożą, a Achio szedł przed Skrzynią. Dawid zaś i cały dom Izraela tańczyli i grali z całej siły przed Panem na różnego rodzaju instrumentach z cyprysowego drzewa, na cytrach, harfach, fletach, bębnach, dzwonkach i cymbałach [2Sm 6,2-5].

Coś takiego nie mogło skończyć się powodzeniem. A gdy dotarli do klepiska Nachona, Uzza wyciągnął swoją rękę ku Skrzyni Bożej i chciał ją podtrzymać, gdyż woły się potknęły. I rozpalił się gniew Pana na Uzzę, i zabił go tam Bóg za to, że wyciągnął swoją rękę ku Skrzyni, i umarł tam przy Skrzyni Bożej. I zmartwił się Dawid tym, że Pan poraził Uzzę takim ciosem, i nazwał to miejsce Peres-Uzza, i tak nazywa się ono do dnia dzisiejszego. Dawid zląkł się w tym dniu i rzekł: Jakże ma być sprowadzona do mnie Skrzynia Boża? [2Sm 6,6-9]. Czym prędzej wstawiono ją do pobliskiego domu, i pozostała Skrzynia Pańska w domu Obeda Edomczyka z Gat przez trzy miesiące, a Pan błogosławił Obedowi Edomczykowi i całemu jego domowi [2Sm 6,11].

Tragiczne zdarzenie w realizacji tak słusznego pomysłu, jak sprowadzenie Skrzyni Bożej do Jerozolimy, nie dawało Dawidowi spokoju. Zastanawiał się dlaczego dobra sprawa przybrała tak zły obrót? Rozmyślał, jak w takim razie powinien był to zrobić? Dociekał, jak mógłby naprawić swój błąd? Wielu chrześcijan w takiej sytuacji odpuszcza sobie i się poddaje. Dawid na szczęście do takich ludzi nie należał. Wkrótce odkrył przyczynę swojego niepowodzenia i postanowił zrobić drugie podejście.

Potem Dawid przywołał kapłanów (…) oraz Lewitów (…)  i powiedział do nich: Wy jesteście naczelnikami rodów u Lewitów. Poświęćcie się, wy i wasi bracia, i wnieście skrzynię PANA, Boga Izraela, do miejsca, które dla niej przygotowałem. Za pierwszym razem nie było was przy tym, jak PAN, nasz Bóg, rozgniewał się na nas za to, że nie zadbaliśmy o Jego wytyczne tak, jak należy [1Krn 15,11-13].

Pierwszym uświadomionym przez Dawida uchybieniem przy staraniu się o przywrócenie chwały Bożej – jak widać – było zbagatelizowanie obecności kapłanów i lewitów. Niektórzy dzisiejsi chrześcijanie również popełniają ten błąd. Po co nam starsi Zboru i ich przewodnictwo? Po co nam powaga i porządek prowadzonych przez nich nabożeństw? Zwłaszcza młodzi chrześcijanie gotowi są odrzucić praktyki poprzedniego pokolenia i wszystko robić po swojemu. A jednak to sam Bóg ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, aby przygotować świętych do dzieła posługiwania, do budowania ciała Chrystusowego [Ef 4,11-12]. Oczywiste, że takie osoby powinno charakteryzować całkowite poświęcenie się Panu.

Dzięki zaangażowaniu kapłanów i lewitów nastąpiło też wreszcie poprawne postępowanie przy transporcie Skrzyni Bożej. Kapłani i Lewici poświęcili się więc, aby przenieść skrzynię PANA, Boga Izraela. W związku z tym — tak jak przykazał Mojżesz i według Słowa PANA — potomkowie Lewitów włożyli sobie skrzynię Bożą na drążkach na ramiona [1Krn 15,14-16]. Innymi słowy, staranie o przywrócenie obecności Bożej w Izraelu nie przebiegało już wg koncepcji filistyńskiej. Skrzynia Boża powinna być niesiona, a nie wieziona. Biblia mówi także o niezwykłej ostrożności Dawida przy drugim podejściu do sprowadzenia Skrzyni Bożej. Ilekroć niosący Arkę Jahwe postąpili sześć kroków, składał w ofierze wołu i utuczonego cielca [2Sm 6,13]. Domyślam się, że musiało to trwać, ale tym razem Dawid się już nie spieszył.

Trzecią sprawą, w której wcześniej Dawid poszedł na żywioł, była organizacja służby muzycznej. Dawid zaś powiedział książętom Lewitów, aby ustawili swoich braci, śpiewaków, i aby ci radośnie śpiewali przy wtórze instrumentów muzycznych, lutni, cytr i cymbałów. (…) Wraz z nimi ustawili ich braci z drugiego zespołu (…) A śpiewacy (…) wznieśli śpiew przy wtórze brązowych cymbałów. (…) grali na lutniach na wysokie tony. Inni … z kolei przewodzili na cytrach o oktawę niżej. Kenaniasz, książę Lewitów, kierował całym śpiewem, ponieważ miał ku temu zdolności [1Krn 15,16-22].

Po czwarte, zadbano również o należyty, stosowny ubiór. Dawid szedł odziany w płaszcz z bisioru, podobnie jak wszyscy Lewici, którzy nieśli skrzynię, i śpiewacy — w tym Kenaniasz, kierujący śpiewem. Dawid miał ponadto na sobie lniany efod  [1Krn 15,27]. Dopiero takie podejście do sprawy wspomógł Bóg. Dawid i starsi Izraela oraz dowódcy tysięcy szli, aby z radością przenieść skrzynię Przymierza z PANEM z domu Obed-Edoma. A ponieważ Bóg dopomógł Lewitom, którzy nieśli skrzynię Przymierza z PANEM, złożono na ofiarę rzeźną siedem cielców i siedem baranów. (…) W ten sposób cały Izrael przeniósł skrzynię Przymierza z PANEM. Działo się to przy radosnych okrzykach, przy dźwiękach rogu, trąb i cymbałów, przy głośnej grze na lutniach i cytrach [1Krn 15,25-28]. Tak oto chwała Boża ponownie zamieszkała wpośród Izraela.

W czasach Nowego Przymierza uosobieniem obecności i chwały Bożej w życiu chrześcijan jest Duch Święty. Wszyscy chrześcijanie są zgodni co do tego, że potrzebujemy i pragniemy bliskości z Bogiem i chwały Jego obecności w naszym życiu. Potrzebujemy, bo jeszcze w ogóle jej nie doznaliśmy albo potrzebujemy, bo utraciliśmy ją z powodu grzechu. W tym celu podejmujemy rozmaite działania. 

Niektórzy obrali ceremonialny sposób sprowadzenia Ducha Świętego do swojego życia. Jednak ci, którzy byli bierzmowani lub konfirmowani, dobrze pamiętają te obrzędy i mogą powiedzieć, czy  rzeczywiście w ich wyniku zapoczątkowane zostało chwalebne życie pełne obecności Bożej. Na podstawie moich osobistych doświadczeń wiem, że wciąż tej chwały Bożej brakowało. Dodajmy tu, że podobnie ma się sprawa z poglądem, jakoby Ducha Świętego otrzymywało się jednocześnie, w jednym pakiecie z nawróceniem i chrztem wodnym.

Na przeciwległym biegunie grupują się chrześcijanie, którzy próbują sprowadzać obecność i chwałę Bożą w atmosferze happeningu, bo ktoś im wkręcił, że w Nowym Przymierzu nie ma już żadnych reguł, których należałoby sie trzymać. Nie wczytując się w naukę apostolską, określającą warunki prawdziwego napełnienia Duchem Świętym, starają się to napełnienie uzyskać  świeckimi i cielesnymi sposobami. Nakręcają się głośną muzyką, grą rozmaitych bodźców wizualnych, luzackim ubiorem, pomijaniem roli i służby starszych itd., myśląc, że dzięki temu ich życie stanie się chwalebne i wspaniałe. Niestety, w wyniku takich działań nie tylko nie objawia się chwała Boża, ale wręcz może dojść do przejawu gniewu Bożego. Dlaczego?

Ponieważ Biblia uczy, że świętemu Bogu trzeba oddawać cześć tak, jak Mu to miłe,  z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym [Hbr 12,28-29]. Obecność Boża objawia się tam, gdzie ma miejsce należyty respekt przed Bogiem. Patrzajcie tedy, jakobyście ostrożnie chodzili, nie jako niemądrzy, ale jako mądrzy. Czas odkupując; bo dni złe są. Przetoż nie bądźcie nierozumnymi, ale zrozumiewającymi, która jest wola Pańska. A nie upijajcie się winem, w którem jest rozpusta; ale bądźcie napełnieni Duchem [Ef 5,15-18 BG].

Patrząc na 'filistyńskie' sposoby starania się o obecność i chwałę Bożą, wprawdzie Bóg dziś nikogo nie zabija, jak niegdyś uśmiercił Uzzę, lecz też na widok takich praktyk, nie napełnia ludzi Duchem Świętym. Część chrześcijan wmawia sobie takie napełnienie, chociaż w głębi serca czują, że wciąż brak im chwały Bożej. Nadal ulegają starym grzechom. Wciąż wybuchają gniewem, są leniwi, kłótliwi, zazdrośni, pożądliwi i łasi na pochwały. Pomimo licznych i rozmaitych działań, życie ich nie staje się chwalebne. Problemy z grzechem, nieporozumienia z ludźmi, niezadowolenie z samego siebie – to wszystko świadczy o braku rzeczywistej obecności Ducha Świętego w ich życiu.

W takich okolicznościach niektórzy rezygnują z dalszych starań o bliższą obecność Bożą i prowadzą życie chrześcijańskie bez chwały Bożej. Zostaje im wtedy jednie przyglądanie się i nasłuchiwanie, jak Bóg błogosławi chrześcijanom pełnym Ducha Świętego. Czy tak ma być  też w naszym życiu? O, nie! Nie pozwólmy, aby wcześniej popełnione błędy zatrzymały nas w dążeniu do chwalebnego życia w Duchu Świętym. Niech zaświeci nam dziś przykład Dawida. Nie czekajmy nawet trzech miesięcy, jak Dawid, tylko czym prędzej róbmy drugie podejście! Lecz wy podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego (…)  i do pośrednika nowego przymierza, Jezusa, i do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż krew Abla [Hbr 12,22-24].

Uchwyćmy się tej myśli, że Bóg przeznaczył nas do chwalebnego życia! Możemy i powinniśmy być pełni Ducha Świętego! Codzienne życie, służba pełniona na miejscu w zborze, każda działalność misyjna - to wszystko bez obecności Bożej nie ma blasku Jego chwały. Dlatego - zgodnie ze Słowem Bożym, które mówi: Dałeś mi poznać drogi żywota, napełnisz mnie błogością przez obecność twoją [Dz 2,28], róbmy drugie podejście! Nie rezygnujmy, aż wejdziemy w chwalebną obecność Bożą!

Niech rozważona dziś historia z Dawidem, który po nieudanej próbie sprowadzenia Skrzyni Bożej, zrobił drugie podejście, zachęci nas do ponownego podjęcia starań o chrzest w Duchu Świętym! Jeżeli dotychczas nie udało się nam skutecznie uświęcić naszego życia, zróbmy w tym celu drugie podejście! Róbmy kolejne i kolejne, aż chwała obecności Bożej w naszym życiu stanie się odczuwalnym i niezaprzeczalnym faktem. Amen.

03 czerwca, 2021

Czy każdemu okazywać przyjaźń?

Są ludzie, miejsca i środowiska, z którymi trudno o przyjaźń. Najlepszą intencję potrafią przyjąć za złą monetę i nadać jej własne, opaczne znaczenie. Najszczersze współczucie gotowi są podeptać i obrócić je przeciwko nam. Przekonał się kiedyś o tym biblijny król Dawid.

Potem umarł Nachasz, król Ammonitów, a panowanie po nim objął jego syn. Wówczas Dawid postanowił: Okażę przyjaźń Chanunowi, synowi Nachasza, ponieważ jego ojciec okazał przyjaźń mnie. W związku z tym Dawid wyprawił posłów do Chanuna, aby wyrazić mu współczucie z powodu śmierci ojca. Z takim zamiarem posłowie Dawida przybyli do Ammonu. Jednak książęta ammoniccy powiedzieli do Chanuna: Czy jesteś pewny, że to dla okazania szacunku twojemu ojcu Dawid wysłał do ciebie tych ludzi z wyrazami współczucia? Czy Dawid nie przysłał do ciebie swoich posłów raczej po to, aby zbadać miasto i [potem] zburzyć je, a także po to, aby przeprowadzić wywiad w naszym kraju? I Chanun pojmał posłów Dawida, ogolił ich, obciął im szaty tak, że sięgały pośladków — i odprawił ich. Posłowie odeszli zatem, a Dawidowi doniesiono o tym zdarzeniu. Wtedy król wysłał ludzi posłom na spotkanie, ponieważ zostali oni poważnie zhańbieni. Zatrzymajcie się w Jerychu — doradził im król. — Niech tam odrosną wam brody, a potem wrócicie. Tymczasem, gdy Ammonici spostrzegli, że narazili się Dawidowi, Chanun wraz z nimi wszystkimi... [1Krn 19,1-6].

Serdeczność Dawida spotkała się z podejrzliwością i została otwarcie odrzucona. Syn w tym przypadku nie okazał się godny ojca. Z pięknego gestu współczucia zrobiła się wojna. Król Dawid otrzymał nauczkę, że nie ma co bratać się z Ammonitami i szukać ich przyjaźni tylko dlatego, że któryś z nich wcześniej okazał przyjaźń jemu. Wciąż przecież - jako Izraelitę - obowiązywało go Słowo Boże: W skład wspólnoty PANA nie może wchodzić Ammonita ani Moabita, nawet ich dziesiąte pokolenie — na wieki. To dlatego, że nie wyszli wam na spotkanie z chlebem i wodą, gdy byliście w drodze z Egiptu, oraz za to, że wynajęli przeciw wam Bileama, syna Beora, z Petor w Aram-Naharaim, aby was przeklinał [5Mo 23,3-4].

Nam też, podobnie jak Dawidowi, mięknie czasem serce w stosunku do ludzi bezbożnych. Bywa, że jakiś przyjazny gest z ich strony zaczynamy odbierać jako wskazówkę i zachętę do zawiązania z nimi bliższych relacji. Gotowi jesteśmy pomyśleć, że w naszym przypadku Bóg przymknie oko i pobłogosławi nasz pomysł bratania się z ludźmi niewierzącymi, pomimo tego, że odrzucają oni ewangelię Chrystusową i nie miłują Pana. Tymczasem Pismo mówi: Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem to wrogość wobec Boga? Jeśli więc ktoś chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga [Jk 4,4]. Nawet nie z każdym, kto mieni się chrześcijaninem, należy zasiadać do stołu, bo jeśli ktoś przychodzi do was, a nie przynosi właściwej nauki, tego nie przyjmujcie do domu ani nie nawiązujcie z nim bliższych stosunków! [2Jn 1,10].

Przyjacielskie wyciągniecie dłoni, okazanie współczucia, miłe słowa kierowane do niektórych osób - czy tak wspaniałe gesty mogą przynieść nam jakąś stratę duchową? Biblia uczy, że tak. Są ludzie, miejsca i środowiska, od których należy trzymać się z daleka. Niech idą swoją drogą.

02 czerwca, 2021

Szkodliwość radykalizmu

W każdym środowisku można obserwować, jak na jego obrzeżach tworzą się skrajności. Normalność dla niektórych ludzi jest za mało wyrazista, nudna i nieskuteczna. Odczuwając potrzebę wyróżnienia się w  społeczeństwie, przyjmują postawy, które przyciągają uwagę, wywołują dyskusję i rodzą kontrowersje. Próbują liberalizować albo radykalizować to, co od całych dekad uznawane było za dobre, wyważone i wystarczające. 

Skrajności nie brakuje również w środowiskach chrześcijańskich. Wytyczona nauką apostolską droga naśladowania Jezusa Chrystusa dla części chrześcijan stała się zbyt wąska. Dla innych zaś jest za szeroka. Myląc więc gorliwość z radykalizmem, nie zasną, dopóki nie będą gotowi, by każdego ranka czymś zaintrygować braci i siostry i jednocześnie wywołać niechęć do tych, którzy zadowalają się normalnością.

Biblia każe nam unikać skrajności. Zachęca, abyśmy gorliwie się starali prowadzić żywot cichy, pełnić swe obowiązki i pracować własnymi rękami, jak wam przykazaliśmy, tak abyście wobec tych, którzy są poza zborem, uczciwie postępowali i na niczyją pomoc nie byli zdani [1Ts 4,11-12]. Nakazuje modlitwę za przedstawicieli władzy, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości. Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym [Tm 2,2-3]. Jezus - zasadniczo rzecz biorąc - zaświecił nam łagodnością, a nie ostrością wypowiedzi. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych [Mt 11,29]. 

Rolą przywódców chrześcijańskich jest utrzymywanie ludu Bożego z dala od skrajności. Powinniśmy szybko reagować, gdy brat lub siostra zaczynają ulegać zeświecczeniu. Liberalne podejście do norm określonych w Piśmie Świętym już zepchnęło wielu chrześcijan na duchową mieliznę. Wcale nie mniejszym błędem pastorów jest wszakże brak reakcji w obliczu rodzącego się w ich zborach ekstremizmu chrześcijańskiego. Radykalizacja poglądów i postaw - owszem - bogobojnym ludziom może zabrzmieć dobrze i pobożnie, lecz faktycznie wyrządza równie poważne szkody duchowe. 

Przykre konsekwencje czekają tych przywódców, którzy nie tylko nie chronią swych wspólnot przed skrajnościami, ale sami je do nich doprowadzają. Dlatego wzywam was, bracia, do rozważnego i odpowiedzialnego duszpasterstwa. Wygaśmy złe emocje. Niech z waszych ust nie wychodzi żadne zepsute słowo. Mówcie tylko o tym, co dobre, dla zbudowania w potrzebie, tak by na słuchających mogła spływać łaska [Ef 4,29]. Rozbudzajmy w ludzie Bożym miłość do Chrystusa Pana, szacunek do innych wierzących, nawet tych inaczej myślących, i wiarę wyrażającą się posłuszeństwem Słowu Bożemu. Podtrzymujmy w każdym narodzonym na nowo człowieku pewność, że zły nie może go tknąć [1Jn 5,18]. Rozbudzajmy też nadzieję na powtórne przyjście Chrystusa.

31 maja, 2021

Zmiana warty w pracy Pańskiej

Miałem wczoraj przyjemność bycia świadkiem budującej uroczystości. Oto siedemdziesięcioletni duszpasterz podczas niedzielnego nabożeństwa przekazywał służbę młodszemu pastorowi. Obydwu braciom towarzyszyły ich żony. W obecności zgromadzonej wspólnoty miało miejsce uroczyste ślubowanie i modlitwa. Lokalny zbór Kościoła Zielonoświątkowego szczęśliwie przeszedł proces odnowienia przywództwa. Były podziękowania i życzenia. Niech ustępujący pastor cieszy się dobrym zdrowiem i w przyszłości nie raz usłyszy, że oddał służbę w dobre ręce. Niech Bóg odbierze sobie z tej zmiany chwałę i wdzięczność.

Przyglądając się takim wydarzeniom, jako sługa Słowa Bożego u schyłku służby, doznaję wielkiej radości. Nowy pastor i jego żona są ludźmi zajętymi. Obydwoje mają bardzo odpowiedzialną  i absorbującą pracę zawodową. Wychowują troje dzieci. Codziennie parę godzin spędzają w samochodzie pokonując odległości wynikające z zamieszkiwania w małej miejscowości. A jednak podjęli się służby pastorskiej. Nie mając wolnego czasu poświęcają się Panu. Oddają się do dyspozycji braci i sióstr w Chrystusie. Mają świadomość, że nie ułatwiają sobie życia, a jednak postanowili stawić czoła tym nowym wyzwaniom.

Moja radość - oczywiście - nie wynika z tego, że będzie im trudniej. Cieszę się widząc, że Chrystus Pan wciąż znajduje ludzi pragnących trudzić się w pracy Pańskiej. Jestem dumny z takich młodych chrześcijan, którzy z miłości do Jezusa wyrzekają się tzw. 'świętego spokoju' i - pomimo niechybnie zbliżających się przykrości - chcą służyć w Kościele Jezusa Chrystusa. Praca dla Pana jest zarazem piękna, jak i śmiertelnie odpowiedzialna. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, dobrego dzieła pożąda [1Tm 3,1]. Niech was tak wielu, moi bracia, nie zostaje nauczycielami, wiedząc, że wtedy wyższy wyrok otrzymamy [Jk 3,1]. Jestem bardzo tym zbudowany, gdy pragnienie udziału w służbie Bożej wygrywa z wszelkimi obawami wynikającymi z jej odpowiedzialności.

Życząc wszystkiego najlepszego nowemu pastorowi, jednocześnie chciałem mu zasygnalizować, że objęcie stanowiska w służbie nie jest żadnym sukcesem. Bardziej jest swego rodzaju nową, trudniejszą próbą wierności i szczerego oddania Chrystusowi. Dlatego raczej próbowałem wyposażyć go w biblijną motywację do pracy, wspomagając się wezwaniem Słowa Bożego: bądź dla wierzących wzorem w postępowaniu, w miłości, w wierze, w czystości [1Tm 4,12]. Na gratulacje i pochwały przyjdzie czas, gdy dotrzemy do celu naszej służby i zakończymy życiową wędrówkę.