30 grudnia, 2013

Gdybym miał wymienić trzy wydarzenia...

Rok 2013 nagle w tych dniach zrobił się Stary i dobiega końca. Dla mnie był to rok na tyle niezwykły, że chociaż zazwyczaj tego nie robię, tym razem mam ochotę przynajmniej z grubsza go podsumować. Ograniczę się przy tym do trzech chyba najbardziej znaczących dla mnie przeżyć mijającego roku.

Z moją Gabrysią nad Jez. Galilejskim
Po pierwsze, w lutym 2013 roku dane mi było na własną rękę polecieć wraz z Gabrysią i grupką osób z naszego zboru do Izraela. Dwa tygodnie. Przez cały czas jedna, luksusowa kwatera w Cezarei. Pełna niezależność. Cztery tysiące kilometrów wzdłuż i wszerz Ziemi Świętej śladami Jezusa. Wspaniałomyślność przyjaciela z Cezarei. Doborowe towarzystwo ludzi zgodnych i miłujących Pana Jezusa! Coś takiego od dawna chodziło mi po głowie. W tym roku Bóg spełnił moje marzenie.

Po drugie, we wrześniu 2013 roku, po siedemnastu latach starań o siedzibę dla założonego przeze mnie w 1996 roku zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku, podpisałem akt notarialny przejęcia w użytkowanie na 50 lat zespołu dworsko - parkowego Gdańsk Olszynka. 
Widok Dworu Olszynka
zaraz po podpisaniu aktu notarialnego

Dwa spore budynki i hektarowa działka nad Motławą. Od zawsze marzyłem, aby zbór miał dostatecznie dużo przestrzeni na rozwijanie różnego rodzaju aktywności. Pragnąłem miejsca pełnego zieleni, gdzie słychać śpiew ptaków, a jednocześnie nieodległego od centrum miasta. Zależało mi na tym, aby nasi ludzie, zjeżdżając się w niedzielę, mieli gdzie postawić samochód, pogawędzić swobodnie po nabożeństwie, zjeść razem posiłek, podczas, gdy ich dzieci będą miały gdzie bezpiecznie sobie pohasać. Nareszcie. Pomimo czekającej nas pracy takim miejscem już dysponujemy. Autobus komunikacji miejskiej podjeżdża pod samą bramę. Nikogo w przyszłości nie odeślemy z powodu braku miejsca. Jestem szczęśliwy. Dzięki niech będą Bogu!

nowo ochrzczeni w grudniu bracia i siostry
Po trzecie, na sam koniec roku Bóg rozradował moje serce uroczystością chrztu wiary dziesięciu nowo nawróconych w naszym środowisku osób. Jakże słodko mi było aż dziesięciokrotnie usłyszeć wyznanie wiary w Pana Jezusa Chrystusa. Jakże budująco brzmiało ich pragnienie naśladowania Pana Jezusa. Nie może człowiek niczego wziąć, jeśli mu nie jest dane z nieba [Jn 3,27]. To Bóg daje liczebny wzrost zboru. Z łaski Bożej mamy w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE duchowe dziesięcioraczki. Zdarzył się nam cud. Będziemy się teraz o nie troszczyć, otaczać je miłością i dobrze uczyć Chrystusa. Niech Pan będzie uwielbiony w każdym z nich!

W ciągu mijającego roku wydarzyło się  jeszcze wiele innych, godnych uwagi i dziękczynienia Bogu rzeczy w moim życiu. Obiecałem na początku, że ograniczę się do wymienienia trzech. Tak niech więc już zostanie.

29 grudnia, 2013

Zalążek przystani kajakowej?

Parę dni temu, w wigilię Świąt Narodzenia Pańskiego, mój syn zrobił mi nie lada niespodziankę. Wiedząc o moich nieśmiałych planach zorganizowania w przyszłości na Olszynce skromnej przystani  kajakowej, która  umożliwiałaby  zarówno nam, jak i odwiedzającym nas gościom, korzystanie z uroków wycieczek wodnych po Gdańsku i okolicy, sprezentował mi nowiutki, dwuosobowy kajak z wiosłami!

Wzruszony wspaniałomyślnością Tomka postanowiłem w głębi serca, że z Bożą pomocą będę konsekwentnie zmierzał do tego, aby taką przystań urządzić. Wystarczy przecież zbudować na Motławie, na wysokości dworu, niewielki pomost. Na kajaki znajdziemy miejsce na terenie naszej posesji. Owszem, każdorazowo trzeba będzie je zwodować, a potem ponownie schować, ale to przecież nie jest trudne. Dzięki temu Dwór Olszynka jako siedziba Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE zyska na atrakcyjności.

 Nie wiem, jak szybko uda się ten pomysł wprowadzić w życie, ale już dziś zapraszam amatorów wiosłowania na Olszynkę. Wierzę, że uzyskamy konieczne zezwolenie, zbudujemy przystań, a także zdobędziemy kilka następnych kajaków. Proszę o wsparcie w modlitwie. Bardzo chciałbym, aby członkowie, przyjaciele Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE i odwiedzający nas goście mieli tę frajdę, by poznawać uroki Gdańska i Żuław także od strony wody.

Zalążek przystani kajakowej przy Dworze Olszynka już mamy :)

28 grudnia, 2013

Radość zbawienia

Dziś przeżywamy w Gdańsku wielką radość! Dziesięć nowych osób wyznało publicznie wiarę w Jezusa Chrystusa! Posłuszni wezwaniu Pana: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem [Mt 28, 19-20] ochrzciliśmy je w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE.

Biblia uczy, że w niebie jest z tego powodu wielka radość. Taka, mówię wam, jest radość wśród aniołów Bożych nad jednym grzesznikiem, który się upamięta [Łk 15,10]. Skoro aniołowie radują się z każdego, nawróconego grzesznika, to jakże my mielibyśmy pozostać obojętni, gdy dziś dziesięciu pozostawiło w wodzie chrztu swą grzeszną przeszłość i rozpoczęło nowe życie?! Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się [Łk 15,32].

Należało się weselić i tak też zrobiliśmy. Nasza radość z ich zbawienia nie skończy się o północy. Mając w sercu pewność zbawienia, będziemy cieszyć się z niego każdego dnia. Radujcie się w Panu zawsze, powtarzam; radujcie się [Flp 4,4]. Nie ma żadnej wymówki dla wierzącego w Pana Jezusa, ażeby chodził ponury i przygnębiony. Radość z tego, że nasze imiona zostały zapisane w niebie potrafi przebić się przez największe przykrości.

Teraz będziemy nowo ochrzczonych uczyć przestrzegania wszystkiego, co Pan nam przykazał i niewątpliwie uradujemy się widząc ich postępy w wierze. Alleluja!

23 grudnia, 2013

Życzenia świąteczne 2013

Jutro umowna rocznica narodzin Jezusa Chrystusa. W związku z tym Czytelnikom mojego bloga oraz Współwyznawcom, a zwłaszcza Członkom i Przyjaciołom Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE życzę, abyśmy w te święta okazali się mili Bogu i znaleźli upodobanie w oczach Najwyższego Jubilata.

W Dniu Urodzin Jezusa nie godzi się myśleć przede wszystkim o sobie samych. Raczej nie wypada koncentrować się na tym, co my lubimy i czego pragniemy. Urodziny Jezusa to nie pora na to, ażeby zadowalać bliźnich i skupiać się na ich zachciankach. Świętowanie Dnia Urodzin Chrystusa Pana - to czas, aby skoncentrować uwagę jedynie na Nim!

Życzę Wam i sobie, abyśmy w te święta okazali się zdolni posłać Panu Jezusowi najserdeczniejsze myśli, słowa, gesty, piosenki i modlitwy. Niechby udało się nam w tych dniach pomyśleć, powiedzieć lub zrobić coś, co sprawiłoby naszemu Panu prawdziwą przyjemność. Życzę, abyśmy utrafili w Jego oczekiwania, bo to przecież Jego, a nie nasze Urodziny...

21 grudnia, 2013

Wsparcie dla współwyznawców na Litwie

Od samego początku istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE staramy się wspierać pracę Pańską na Litwie. Skupiamy się przy tym na zborze zielonoświątkowym w Solecznikach i rodzinie tamtejszego pastora Wiktora.

Latem tego roku prowadziliśmy tam przez tydzień ewangelizację wśród dzieci, zwożąc je naszym busem z okolicy do zboru w Solecznikach. Kolejnym akcentem misji na Litwie był wczorajszy wyjazd. Dostarczyliśmy pieniądze, które na ten cel w ostatnim czasie pojawiły się w naszej kasie i uzbieraną żywność.

Zbór Dobra Nowina w Solecznikach trwa na stanowisku. Pastor Wiktor głosi Słowo Boże, odwiedza ludzi z całej okolicy, ubogim niesie pomoc materialną, prowadzi prace wykończeniowe przy nowo wybudowanym budynku. Pamiętamy czasy, gdy grupka wierzących w Solecznikach spotykała się w niechlujnym pomieszczeniu białoruskiego ośrodka kultury. Dziś mają swoją działkę tuż przy dworcu autobusowym i dom zborowy z prawdziwego zdarzenia.


W naszym zaangażowaniu na Litwie kierujemy się między innymi następującym pouczeniem apostolskim: Nie chodzi bowiem o to, by inni mieli ulgę, a wy obciążenie, lecz chodzi o równość; w obecnym czasie niech wasz nadmiar wyrówna ich niedostatek, by i ich nadmiar służył na pokrycie waszego niedostatku, ażeby była równość, jak napisano: Kto wiele zebrał, nie miał za wiele, a kto mało, nie miał za mało [2Ko 8,13-15].

Błogosławiony niech będzie Bóg, że w tym małym miasteczku na Wileńszczyźnie, zamieszkanym głównie przez Polaków, ustanowił ośrodek ewangelii, przez całe lata go podtrzymuje i nawet nam z odległego o blisko 600 km Gdańska pozwala brać w tym dziele udział :)

Przy okazji serdecznie dziękuję wszystkim ofiarodawcom z bliska i daleka, którzy do nas dołączają i mają w tym swoją cząstkę. Zobacz, jak możesz do nas dołączyć.

13 grudnia, 2013

Co łączy cię ze zborem?

Dlaczego ludzie łączą się w grupy? Robią to z różnych powodów. Czasem łączy ich wspólna idea, jak np. niepodległość narodu, równouprawnienie kobiet, czy ochrona przyrody. Zdarza się, że ludzie grupują się wokół jakiegoś charyzmatycznego przywódcy. Magnetyzm osobowości lidera do tego stopnia owłada duszami zwolenników, że są na każde jego zawołanie. Także wspólne przeżycie potrafi scalić ludzi w zwartą społeczność. Związki weteranów wojennych, stowarzyszenia amazonek, kluby byłych więźniów politycznych – to przykłady świadczące o długotrwałym wpływie przeżyć na ludzkie życie. Jeszcze innym powodem powstania grupy może być wspólna korzyść. Inaczej w ogóle by się ze sobą nie spotkali, ale pragnienie osiągnięcia jakiejś korzyści materialnej lub duchowej skupia ich w jednym miejscu.

A dlaczego ludzie tworzą zbór? Z jakich powodów zbliżają się do siebie, organizują regularne spotkania i nabożeństwa, schodzą się na modlitwę i rozważania biblijne? Co przyciąga do siebie tak różne osobowości i scala ich do tego stopnia, że nie potrafią już żyć bez zboru?

Wiadomo, że tajemnicą związku prawdziwych chrześcijan, choćby nie wiem jak rozsypanych po świecie, jest krew Chrystusowa. Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała [Ef 2,13-14]. Taka niezwykła jedność dusz jest również wynikiem napełnienia jednym Duchem. Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem [1Ko 12,12-13]. Ludzie zrodzeni z Ducha i z wody są jedno, niezależnie od tego, gdzie mieszkają i nieważne, czy kiedykolwiek będą mieli możliwość się spotkać.

Lecz co łączy chrześcijan mieszkających w danej okolicy w konkretny zbór chrześcijański? Wspólna wiara? Miłość do Jezusa? Nowe narodzenie? Pragnienie służby Bożej? Jeżeli tak, to dlaczego niektórzy opuszczają zbór i szukają innego? Czy jest jakiś na tyle pewny i słuszny powód przynależności do zboru, ażeby mógł utrzymać chrześcijanina w zborze na zawsze?

Jeżeli do zboru przyciągnęło nas na przykład wspólne przeżycie, to będziemy w nim tylko do czasu, aż siła tego przeżycia osłabnie. Już nawet nieobecność osób z podobnym co nasze przeżyciem spowoduje utratę naszego zainteresowania dalszym uczestnictwem w życiu  zboru. Nie inaczej się dzieje, gdy podstawą naszego związku ze zborem jest jakaś wspólna korzyść. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb i nasyciliście się. Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją [Jn 6,26-27]. Wspólne przeżycie albo chęć uzyskania jakiejś korzyści są niewystarczającą podstawą przynależności do zboru.

Fundamentem trwałego związku chrześcijanina ze zborem jest sam Chrystus Jezus! Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus [1Ko 3,11]. Tak więc już nie jesteście obcymi i przychodniami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus, na którym cała budowa mocno spojona rośnie w przybytek święty w Panu, na którym i wy się wespół budujecie na mieszkanie Boże w Duchu [Ef 2,19-22].

Jednym słowem, podstawowym powodem związku chrześcijanina ze zborem powinien być sam Chrystus Pan i zdrowa nauka Słowa Bożego. Tak uformowany człowiek wierzący będzie charakteryzował się stałością, prawidłowym rozwojem i troską o swój zbór. Dopóki zbór jest Chrystocentryczny, dopóty chrześcijaninowi nawet nie przechodzi przez głowę myśl, ażeby ten zbór zostawić i poszukać sobie innego.

Rzeczą oczywistą jest to, że trafiamy do zboru z rozmaitych powodów. Czasem znaleźliśmy się w zborze z powodu poważnego kryzysu życiowego, bywa, że połączyło nas wspólne przeżycie, a jeszcze inne osoby przyciągnęła do zboru myśl o jakiejś korzyści. Ktoś zaczął przychodzić, bo spodobała mu się muzyka, kogoś przyciągnęła przyjazna atmosfera, a jeszcze ktoś inny zakochał się i na początku chciał po prostu widywać obiekt swojego zauroczenia.

W żadnym z powyższych powodów pierwszego kontaktu ze zborem nie ma nic złego. Ważne, ażeby z upływem czasu dokopać się głębiej i oprzeć swoje członkostwo w zborze na znacznie mocniejszym fundamencie! Nie wolno nam pozostać przy początkowych motywacjach pojawienia się w zborze, bo długo w nim się nie ostaniemy. Na pierwsze przyczyny związania się ze zborem nie mieliśmy wpływu, lecz teraz to już od nas zależy, dlaczego w nim jesteśmy. Trzeba nam więc popracować nad swoimi motywacjami, aż dojdziemy wszyscy do jedności wiary i poznania Syna Bożego, do męskiej doskonałości, i dorośniemy do wymiarów pełni Chrystusowej, abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości [Ef 4,13-16].

W ten sposób nasze członkostwo w zborze stabilizuje się i uniezależnia od chwilowych emocji.  I uwaga! Dzięki zdrowej podstawie naszego bycia razem osiągamy także i to, co dla innych bywa tylko czasowym powodem obecności w zborze. Kto z prostego powodu, że sam Chrystus Pan związał go ze zborem, trwa w nim na dobre i na złe, ten zaczyna cieszyć się podobnymi, co inni bracia i siostry, przeżyciami i ma z tego coraz więcej korzyści. Przecież Biblia naucza, że rzeczywiście pobożność jest wielkim zyskiem...

Zachęcam dziś do zastanowienia się nad tym, co nas trzyma w naszym zborze? Jeśli stwierdzimy, że np. dobra muzyka, mądre kazania, miły pastor, ciekawy program dla dzieci, serdeczna atmosfera itd., to czym prędzej przenieśmy ten akcent na samego Chrystusa i posłuszeństwo Słowu Bożemu.

05 grudnia, 2013

Budujący wysyp wolontariuszy

Wprawdzie o Międzynarodowym Dniu Wolontariusza już pisałem parę lat temu tutaj, ale chce dzisiaj powrócić  do sprawy. Mam po temu poważny powód, bowiem od paru miesięcy, od czasu, gdy zająłem się dworem na gdańskiej Olszynce, zachwycam się wolontariuszami niemal każdego dnia. Są nimi ludzie z bardzo bliska ale także i osoby wcześniej mi zupełnie nieznane.

Jeden z nich, wieloletni stoczniowiec, przyjeżdża do dworu każdego dnia po pracy, aby popracować tu chociaż przez parę godzin. Nawet teraz, gdy bardzo szybko robi się ciemno, pojawia się prawie o stałej porze, szybko przebiera się w swój niebieski kombinezon i pędzi do obmyślonej już wcześniej i zaplanowanej roboty. Drugi stał się darem dla naszej wspólnoty z racji jego umiejętności i fascynacji elektroniką. Jak mało kto potrafi rozgryźć zawiłość dawnych połączeń zdewastowanej instalacji elektrycznej we dworze. Dzięki niemu możemy się cieszyć oświetleniem kolejnych pomieszczeń i stopniowym ożywianiem dworu pod tym względem. Jeszcze inny z wielką pasją najpierw oczyszczał dziedziniec dworu z gruzu, a teraz, mimo surowych warunków socjalnych, niemal każdej nocy tutaj stróżuje. Któregoś wieczoru, gdy jeszcze nie mieliśmy prądu, "przyłapałem" go, gdy uprzątał gruzowisko w świetle reflektorów swojego samochodu.

Z takimi wolontariuszami można podejmować się każdego dzieła!  Kolejny nasz wolontariusz regularnie podjeżdża pod dwór ze świeżą porcją suchego drewna do pieców. Bez niego już dawno byśmy się tu rozchorowali. Bóg jednak włożył w jego serce troskę o te sprawy i naprawdę jesteśmy mu za to wdzięczni. Jeszcze inny brat zgłosił gotowość zajęcia się pielęgnowaniem drzew na terenie posesji zboru. Póki co, aby wiatr nie hulał we dworze, wstawia powybijane szyby, ale już wkrótce zajmie się pozyskiwaniem drewna opałowego i porządkami w ogrodzie.

Mówiąc o miejscowych wolontariuszach nie sposób nie wspomnieć o kobietach, które zwłaszcza w sobotę wykonują szereg prac porządkowych, zarówno we dworze jak i w jego najbliższym otoczeniu. Gdy dodać do tego jeszcze przynoszone przez nie gorące posiłki oraz ciasto, to wdzięczność nasza sięga zenitu.

Mamy też pierwsze zgłoszenia wolontariuszy spoza Gdańska. Jeden z nich już odtwarza z elementów kutych historyczną bramę i furtę dworu olszyńskiego. Drugi, stolarz artystyczny, zgłosił gotowość wykonania drewnianych elementów ozdobnych. Jeszcze inny zaproponował przyjazd młodzieży z jego zboru i zorganizowania wraz z nimi obozu roboczego na Olszynce. Podobną ofertę otrzymałem też z zagranicy.

Dziś, w Międzynarodowym Dniu Wolontariusza, pragnę okazać tym wszystkim osobom mój głęboki szacunek. Jestem z Was dumny i serdecznie Wam dziękuję. Wasza postawa uskrzydla mnie do dalszej pracy i dodaje otuchy. Jesteście wielkim darem dla Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. A tak bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58].

04 grudnia, 2013

Pierwsze opinie...

Na Portalu Społecznościowym Moja Orunia.pl pojawił się materiał przedstawiający, a zarazem recenzujący pierwsze miesiące obecności Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE na gdańskiej Olszynce.


Zapraszam do lektury i proszę o wsparcie w modlitwie.

30 listopada, 2013

Błogosławiony listopad

Porządkowanie ruin stajni
Kończący się dziś listopad 2013 roku to w ostatnim czasie jeden z najciekawszych i najbardziej wymownych dla mnie okresów życia. Nie tylko dlatego, że jest to miesiąc urodzin mojej żony, syna i zięcia, bo ten czynnik od dawna pojawia się w moim życiu każdego listopada. Oczywiście, wciąż na nowo cieszę się moimi bliskimi, lecz w tym roku listopad był dla mnie bardzo znamienny jeszcze z dwóch innych powodów.

Po pierwsze, przeżyłem w tych dniach wiele wspaniałych chwil w mojej osobistej relacji z Panem Jezusem. Serce mi wzbiera miłością i wdzięcznością. Syn Boży okazał mi tyle miłosierdzia i łaski, że brak mi słów, by to wyrazić. Parę miesięcy temu podjąłem się zadania zagospodarowania Dworu Olszynka i z ruin przeobrażenia go w tętniące życiem centrum chrześcijańskie. Po krótkim kryzysie sił i zdrowia fizycznego, mogę teraz dzień po dniu pracować na Olszynce i mieć udział w tym niezwykłym przedsięwzięciu dla chwały Bożej. Każdego dnia prosząc Pana o kierownictwo i błogosławieństwo przeżyłem w listopadzie wiele wzruszeń, doświadczając Jego bliskości i oglądając szereg cudów.

Efektem tej niezwykłej łaski Bożej jest to, że dwa miesiące od przejęcia dworu na Olszynce: (1) Ogrodziliśmy już całą posesję, budując blisko 250 metrów nowego ogrodzenia. (2) Mamy już swoje przyłącza prądu, wody i Internetu. (3) Wstawiliśmy powybijane okna na piętrze i oszkliliśmy większość wybitych szyb na parterze dworu. (4) Uporządkowaliśmy dziedziniec usuwając zeń gruz, śmieci, chwasty oraz samosieje. (5) Oczyściliśmy rynny, założyliśmy rury spustowe i naprawiliśmy dach dworu. (6) Oczyściliśmy najbliższe sąsiedztwo murów dawnej wozowni, którą chcemy zaadoptować na salę zgromadzeń. (7) Oświetliliśmy z zewnątrz obydwa budynki z zastosowaniem halogenów ledowych. (8) Zabezpieczyliśmy na zimę wierzch słabego już muru historycznej bramy i furty, tak, aby ochronić go przed wilgocią w obliczu nadciągających mrozów. (9) Oczyściliśmy i zagrodziliśmy wnętrze ruin dawnej stajni od strony głównej bramy wjazdowej. (10) Wykonaliśmy inwentaryzację drzew na terenie całej posesji i uzyskaliśmy prawną zgodę na usunięcie niektórych z nich, martwych lub zagrażających bezpieczeństwu zabytkowych budynków, co pozwoli nam w okresie zimowym zająć się porządkowaniem zieleni. (11) Znaleźliśmy Panią konserwator, która w najbliższym czasie opracuje nam program prac konserwatorskich. (12) Jesteśmy już całkiem blisko wyłonienia architekta, który przed wiosną przygotuje projekt adaptacji wozowni na salę zgromadzeń z pozwoleniem na budowę włącznie. Jak na dwa miesiące, to jest już tego trochę. Bogu niech będą dzięki.

Drugim powodem, dla którego ten listopad uznaję za szczególnie dla mnie ważny, jest okazja do niemożliwej dotąd obserwacji zaangażowania i pracowitości wielu braci i sióstr z naszego zboru. Trudno mi opisać te uniesienia serca, gdy widzę braci zajeżdżających po zakończeniu pracy zawodowej pod dwór, aby chociaż parę godzin jeszcze tu popracować. Każdej soboty wzruszam się na nowo z powodu obecności kobiet i mężczyzn na Olszynce, którzy niezależnie od tego, kim są na co dzień, chwytają za proste narzędzia, porządkując i czyniąc to miejsce z tygodnia na tydzień coraz ładniejszym. Ta kompania braci i sióstr w przedzimowym trudzie na Olszynce ma dla mnie ogromne znaczenie. Ozdobiła mi listopad, jak mało co w moim dotychczasowym życiu. Mało tego. W listopadzie rozpoczęliśmy przygotowania do chrztu sporej grupy świeżo nawróconych chrześcijan. Cóż za radość widzieć, jak nowe osoby i to bardzo różnym wieku, ruszają drogą wiary w Pana Jezusa Chrystusa!

Dlatego kończący się dziś miesiąc uznaję za szczególnie błogosławiony.

28 listopada, 2013

Nieuczciwość w kościele?

Słyszymy w tych dniach o wielu aferach korupcyjnych. Ujawniona korupcja na najwyższych szczeblach władzy z wielomilionowymi łapówkami w kilku ministerstwach. Łapówkarstwo w przyznawaniu mieszkań komunalnych w gdańskim magistracie. Wielka zmowa cenowa w przetargach na budowę dróg i autostrad. Prawo jazdy za łapówkę w wielu ośrodkach ruchu drogowego i tak dalej…

Przypomnijmy, że korupcja (łac. corruptio – zepsucie) to nadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści. W świetle prawa polskiego korupcją jest obiecywanie, proponowanie, wręczanie, żądanie, przyjmowanie przez jakąkolwiek osobę, bezpośrednio lub pośrednio, jakiejkolwiek nienależnej korzyści majątkowej, osobistej lub innej, dla niej samej lub jakiejkolwiek innej osoby, lub przyjmowanie propozycji lub obietnicy takich korzyści w zamian za działanie lub zaniechanie działania w wykonywaniu funkcji publicznej lub w toku działalności gospodarczej.

Można powiedzieć, że korupcja ludzi żyjących bez Boga na świecie nie jest niczym zaskakującym. Dziwić się należy, gdy pojawia się w środowiskach ludu Bożego, a takie zarzuty postawił Bóg narodowi wybranemu. Oto książęta izraelscy w tobie, każdy zadufany w siłę swojego ramienia, przelewają krew. U ciebie lekceważy się ojca i matkę, u ciebie dopuszczają się gwałtu nad obcym przybyszem, u ciebie krzywdzi się sieroty i wdowy. […] U ciebie przyjmują łapówki za przelew krwi. Bierzesz odsetki i dopłatę, i  krzywdzisz  gwałtem  swojego bliźniego, a mnie zapomniałoś - mówi Wszechmocny Pan [Ez 22,6-12]. Do złego mają zgrabne dłonie: Urzędnik żąda daru, a sędzia jest przekupny; dostojnik rozstrzyga dowolnie - prawo zaś naginają [Mi 7,3].

A dzisiaj? Jak przedstawia się pod tym względem stan współczesnego Kościoła? Nie obchodzi mnie jakoś specjalnie to, co dzieje się w innych środowiskach kościelnych. Pytam o zjawisko nieuczciwości  w kręgach ludzi wierzących ewangelicznie. Ileż to ofiar przeznaczonych dla zboru nie dotarło do celu i trafiło do prywatnej kieszeni? Ileż dziesięcin należących do domu Bożego zostało zatrzymanych i wciąż obsługuje osobiste wydatki chrześcijan, którzy nie oddali tego, co do nich nie należy? Ileż ofiar przeznaczonych na zbożne cele zostało zmarnotrawionych na drogie restauracje, wyjazdy, gadżety i przyjemności chrześcijańskich liderów?

Przeciwko nieuczciwości ludzi nie odrodzonych z Ducha Świętego może i należałoby ustawić jakąś urzędową tarczę antykorupcyjną. Lecz jakich argumentów użyć w stosunku do osób uważających się za narodzone na nowo? Przecież osobista wiara w Pana Jezusa jest najsilniejszym bodźcem, mającym utrzymywać człowieka w prawości i bojaźni Bożej. Poza tym, ludzie wierzący zauważając w swoim gronie jakieś szemrane sprawy nie idą do świeckich sądów. Zostawiają sprawę Bogu.

Czy powinniśmy jednak takie sprawy zupełnie przemilczać? Kombinacja przy darowiźnie Ananiasza i Safiry natychmiast została w pierwszym zborze zdemaskowana. Dar pieniężny Szymona z Samarii został zdecydowanie odrzucony przez Piotra i Jana. Szybko uporządkowano sprawę ofiar w jerozolimskim zborze, aby środki pomocowe były rozdzielane sprawiedliwie. Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba [Dz 4,34-35].

Niestety, już w czasach powstawania Nowego Testamentu w środowiskach chrześcijańskich nie brakowało ludzi spaczonych na umyśle i wyzutych z prawdy, którzy sądzą, że z pobożności można ciągnąć zyski [1Tm 6,5]. Wielu bowiem jest niekarnych, pustych gadułów, zwodzicieli, zwłaszcza pośród tych, którzy są obrzezani; tym trzeba zatkać usta, gdyż oni to całe domy wywracają, nauczając dla niegodziwego zysku, czego nie należy [Tt 1,10-11]. Stąd apostolskie wezwanie, skierowane do chrześcijańskich przywódców: Paście trzodę Bożą, która jest między wami, nie z przymusu, lecz ochotnie, po Bożemu, nie dla brzydkiego zysku, lecz z oddaniem, nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody [1Pt 5,2-3]. Apostołowie nie przemilczali nieuczciwości we własnym środowisku. Piętnowali ją i wskazywali właściwą drogę.

Korupcja biblijnego Izraela spotkała się z ostrym sprzeciwem samego Boga: Lecz oto uderzę moją dłonią w twój niegodziwy zysk, który osiągnęłoś, i w twoje krwawe mordy, których u ciebie dokonano. Czy ostoi się twoje serce, czy ręce twoje będą dość mocne w tych dniach, gdy Ja wystąpię przeciwko tobie? Ja, Pan, powiedziałem i uczynię to. I rozproszę cię wśród narodów, i rozrzucę cię po krajach, i usunę z ciebie twoją nieczystość. I będą cię miały narody za przekleństwo; wtedy poznasz, że Ja jestem Pan [Ez 22,13-16]. A co z nieuczciwością dzisiejszych chrześcijan? Czy ktoś myśli, że ujdzie im ona na sucho?

24 listopada, 2013

Niech miłosierdzie góruje!

Co powiedzielibyśmy o człowieku, który przypatrując się nam, nic nie mówił, że jego zdaniem robimy coś nie tak, jak trzeba, nie zapowiedział nam żadnych złych konsekwencji, a w tym samym czasie już planował nas ukarać? Mnie coś takiego przytrafiło się niedawno w Gdańsku, gdy strażnicy miejscy patrzyli bez słowa, jak parkuję samochód, a 15 minut później wezwali lawetę, co kosztowało mnie prawie 500 złotych. Myślę, że to iście diabelski sposób postępowania. Przecież wystarczyło powiedzieć: Człowieku, tydzień temu zmieniły się tu przepisy i z tej strony ulicy już nie można parkować. Zaparkuj w innym miejscu, bo inaczej będziesz miał kłopoty.

A teraz odszukajmy w pamięci przypadki, że ktoś nam groził srogą karą, ostrzegał nas widząc co robimy lub zamierzamy zrobić, a dzięki temu wszystko skończyło się dla nas dobrze. Tak na przykład postępowali z nami nasi rodzice. Wypowiadali przestrogi, grozili konsekwencjami, a wszystko po to, abyśmy odstąpili od swoich ryzykownych i złych pomysłów. Czyniąc tak działali z miłości do nas i faktycznie wyrażali charakter samego Boga.

Właśnie chcę dziś przybliżyć co nieco wspaniały atrybut Boga, jakim jest Jego miłosierdzie. W połowie IX wieku przed Chrystusem Bóg postanowił  osądzić Niniwę z powodu licznych grzechów jej mieszkańców. Mógłby oczywiście to uczynić bez słowa, ale byłoby to niezgodne z Jego charakterem. Bóg bowiem najpierw ostrzega grzeszników i wzywa ich do upamiętania. Wyznaczył więc proroka Jonasza, aby ogłosił Niniwie zbliżający się sąd Boży.

Czy było to dla Jonasza łatwe zadanie? Dość łatwo jest powiedzieć albo napisać w Polsce, że np. chińscy biznesmeni robią źle wykorzystując dzieci jako tanią siłę roboczą i powinni zostać za to ukarani. Ale powiedzieć komuś prosto w oczy, że grzeszy i spotka go za to gniew Boży – to już nie jest takie proste. Jonasz bał sie takiej konfrontacji i dlatego za pierwszym razem dał nogę, wsiadając na statek płynący w innym kierunku.

Dlaczego Bóg nie chciał wykonać sądu na Niniwie po cichu? Ponieważ faktycznie nie chciał zagłady tego miasta. Chciał nimi wstrząsnąć, poruszyć ich serca i doprowadzić mieszkańców Niniwy do pokuty. W rzeczy samej Bóg przez cały czas chciał okazać im miłosierdzie. Gdy wreszcie za drugim razem Jonasz znalazł się już w Niniwie i ogłosił nadchodzącą karę, wtedy miłosierdzie Boże zatriumfowało nad sądem.

Wtedy obywatele Niniwy uwierzyli w Boga, ogłosili post i oblekli się we włosiennice, wielcy i mali. A gdy wieść o tym doszła do króla Niniwy, wstał ze swojego tronu, zdjął swój płaszcz i oblókł się we włosiennicę, i usiadł w popiele. Na polecenie króla i jego dostojników ogłoszono taki rozkaz: Ludzie i zwierzęta, bydło i owce niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i niech nie piją wody! Niech włożą włosiennice, zarówno ludzie jak i bydło, i niech żarliwie wołają do Boga, niech każdy zawróci ze swojej złej drogi i od bezprawia, własnoręcznie popełnionego.  A może Bóg znów się użali i odstąpi od swojego gniewu, i nie zginiemy. A gdy Bóg widział ich postępowanie, że zawrócili ze swojej złej drogi, wtedy użalił się Bóg nieszczęścia, które postanowił zesłać na nich, i nie uczynił tego [Jon 3,5-10].

Cóż za wspaniały  happy end! Bóg od samego początku pragnął takiego obrotu sprawy. Dlatego ogłosił sąd, bo chciał, żeby ci ludzie się opamiętali i dalej żyli. Tylko dzięki ogłoszonej przestrodze tak dobrze wszystko się zakończyło.

Bóg ma prawo grozić sądem i swobodnie to robi, w celu doprowadzenia ludzi do pokuty. Raz grożę narodowi i królestwu, że je wykorzenię, wywrócę i zniszczę, lecz jeżeli się ów naród odwróci od swojej złości, z powodu której mu groziłem, to pożałuję tego zła, które zamierzałem mu uczynić [Jr 18,7-8]. Jak widać, te groźby Boże mają na celu okazanie miłosierdzia i zachowanie ludzi przy życiu.

Uwaga! Jest wielka różnica między groźbą bandyty, a groźbą dobrego ojca skierowaną do syna. Bóg jest z natury miłosierny. Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu!  [Iz 55,7].  Rzeczywistym celem ogłaszania surowych wyroków Bożych jest próba potrząśnięcia grzesznikiem, aby uzdrowić jego duszę. Na nasze szczęście zapowiedź kary pada z ust Tego, który nas miłuje i nigdy nie pragnie naszej zguby.

Jakie z tego wniosek? Trzeba nam  naśladować miłosiernego Boga. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią [Mt 5,7]. Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz [Łk 6,36]. Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem [Jk 2,13].  Są ludzie, którzy obchodzą się z innymi bezwzględnie. Bez cienia miłosierdzia wyrządzają krzywdę; grabią, porywają, mordują albo przekreślają, odrzucają i poniżają. Tacy określają sami dla siebie niemiłosierne rozliczenie przed Bogiem. Biblia orzeka, że miłosierdzie przezwycięża sąd. Kiedy?  Wówczas, gdy innym ludziom okazujemy miłosierdzie.

Oczywiste, że postawa miłosierdzia nie zabezpiecza nas przed upadkiem. Może się nam przytrafić w życiu wiele grzechów: Upadek moralny, pobłądzenie w wierze, podjęcie złej decyzji itd. Słusznie należy się nam wówczas sąd z powodu naszych grzechów! Lecz dla miłosiernych mam dziś dobrą nowinę: U Boga miłosierdzie przezwycięża sąd!

Chcesz być miłosiernie potraktowany? Bądź miłosierny dla innych! Niech miłosierdzie góruje!

22 listopada, 2013

Rozpoznaj i spełnij swoją rolę!

Zacznijmy od pozornie banalnej ilustracji. Po dotarciu przy budowie ogrodzenia na Olszynce do posesji sąsiada ze zdumieniem odkryliśmy, że czeka tam na nas zabetonowana rura stalowa z przyspawanymi uszami, skierowanymi w naszą stronę, idealnie pasującymi do naszych obejm montażowych [patrz foto]. Niesamowite. Ktoś wiele lat temu ustawił tam tę rurę, jakby specjalnie w celu ułatwienia nam podłączenie się z naszym płotem. Wystające płaskowniki wręcz rdzewiały przez lata jakby z tęsknoty za tą jedną chwilą, gdy podejdziemy do nich z budową naszego ogrodzenia i z nich skorzystamy. Wczoraj spełniły wreszcie swoją rolę.

Będąc jeszcze pod wrażeniem tej obserwacji rozmawiałem z moją córką Kasią. Z tym większym zdumieniem usłyszałem, jak nieświadoma moich myśli, naprowadza mnie na inny, tym razem natchniony obraz z Księgi Estery. Być może biblijna Estera pomyślała o sobie, że jest nie wiadomo jaką pięknością i dlatego została królową. Być może woda sodowa uderzyła by jej do głowy, gdyby nie otrzeźwiające słowa jej stryja. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? [Estery 4,14].

Chodziło oczywiście o to, że naród żydowski znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a Estera była jedyną Żydówką, która miała szansę na dostęp do króla, aby przeciwdziałać nieszczęściu. Widząc, że się z tym ociąga i jakby próbuje wykręcić od spełnienia swej życiowej roli, Mordochaj mocno przemówił jej do słuchu. Powinna zrozumieć, że cała jej uroda, historia życia i uzyskana pozycja życiowa miały prowadzić ją do tej wyjątkowej chwili i posłużyć dla dobra ludu Bożego.

Każdy, kto przez wiarę w Jezusa Chrystusa znalazł się w Ciele Chrystusowym ma do spełnienia określoną dla niego rolę. Historia wczesnego Kościoła przybliża nam szereg takich przypadków. Piotr dostał klucze Królestwa i miał otworzyć dostęp do Królestwa Bożego dla Żydów, Samarytan i pogan. Szczepan miał popracować socjalnie w pierwszym zborze, raz a dobrze przemówić do Żydów, a potem szybko odejść do Pana. Józef miał obdarować zbór pieniędzmi ze sprzedaży swojej nieruchomości. Paweł miał wiele wycierpieć dla imienia Pana Jezusa i zanieść ewangelię na krańce ówczesnego świata.

Nie inaczej jest z tobą. Ważne, żebyś rozpoznał swoją rolę. Moją życiową rolą w służbie na rzecz Królestwa Bożego jest nauczanie Słowa Bożego. Jej kulminacją jest utworzenie w Gdańsku silnego ośrodka zdrowej nauki chrześcijańskiej, w którym wielu ludzi znajdzie również niezbędną im pomoc socjalną i życiowy azyl. Jestem przekonany, że tym miejscem ma być Dwór Olszynka. Jednak nie w pojedynkę mam to miejsce tworzyć. Mam przeświadczenie, że jest to zadanie dla wielu chrześcijan, nie tylko z Trójmiasta i najbliższej okolicy. Serdecznie zapraszam do współpracy!

Ten, kto wie na pewno, że nie powinien przykładać ręki do tego dzieła, niech będzie błogosławiony, niech zajmie się tym, do czego został wyznaczony. Lecz w imię Pańskie, błagam: Nie zmarnuj swojego życia i powołania. Rozpoznaj i spełnij swoją rolę w Ciele Chrystusowym! Faktycznie tylko z tego powodu chodzisz po tej ziemi i trafiłeś do Kościoła.

21 listopada, 2013

Ogrodzenie gotowe!

Dzięki niech będą Bogu! Miesiąc i dziesięć dni trwały nasze prace nad ogrodzeniem zespołu dworsko - parkowego Gdańsk Olszynka. Zaczęliśmy 10 października 2013 roku wstawieniem furtki i bramy od strony południowej, a dziś zakończyliśmy, wstawiając ostatnie przęsło od strony północnej, zamykając tym samym całą posesję. Tak oto, pokonując rozmaite przeszkody, wykonaliśmy we własnym zakresie płot o łącznej długości 232 metrów.

Koszty materiałowe w zaokrągleniu: 22500 zł (elementy z drutu 3D, brama, trzy furtki, podmurówka i akcesoria montażowe – 18 000 zł, brama główna – 3 500 zł, żwir – 500 zł, cement – 500 zł). Robocizna własna. Z wdzięcznością w sercu informuję, że pojawiły się pierwsze wpłaty na Dwór Olszynka. Bardzo dziękujemy wszystkim ofiarodawcom.

Jestem dumny z braci, którzy w tych dniach trudzili się przy wykonywaniu ogrodzenia Dworu Olszynka. Nie tylko dlatego, że zaoszczędziliśmy w ten sposób sporo pieniędzy. Dla mnie to ogrodzenie było pierwszym, większym zadaniem do wykonania przez nasz zbór w nowym miejscu, a zarazem swego rodzaju sprawdzianem naszych możliwości na przyszłość. Patrząc na zakończone dziś dzieło, wiem, że z Bogiem wszystko jest możliwe. Nie boję się żadnego kolejnego zadania. Przecież każde z nich ma w tym miejscu służyć chwale naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

Zobaczyliśmy to bardzo wyraźnie stawiając płot i modląc się o stosowną pogodę. Znany refren chrześcijański zgodnie z Biblią głosi od lat, że "On trzyma wiatr i deszcze w ręku Swym, On trzyma wszystko w ręku Swym". Jesień z reguły jest deszczowa a w ubiegłym roku już pod koniec października pojawiły się pierwsze mrozy. Teraz ani razu naszej pracy nie zatrzymał deszcz ani mróz. Dzięki niech będą naszemu Panu!

19 listopada, 2013

Co robić, żeby się spełniały?

Życzenia. Składamy je innym, a i sami lubimy je otrzymywać. Każdego dnia ludzie wypowiadają miliony słów, życząc sobie i innym wszystkiego najlepszego. Czy jednak zawsze te życzenia są skuteczne i się spełniają?

Czytając dziś Biblię zamyśliłem się nad intrygującą prośbą: Nie spełniaj, Panie, życzeń bezbożnika [Ps 140,9]. W pierwszym odruchu gotowi jesteśmy pomyśleć, że chodzi tu wyłącznie o życzenia złe i dla innych z gruntu szkodliwe. Wyjaśnijmy wszakże, że bezbożnik w rozumieniu Biblii, to człowiek, który zna przykazania Boże, ma świadomość, jak należy postępować, a jednak robi po swojemu. Bezbożników spotykamy więc nie w głębokim świecie, a przede wszystkim w kręgach kościelnych. Życzenia takich ludzi zazwyczaj są miłe i jak najbardziej  poprawne politycznie, a jednak bezużyteczne?

Dwojakie konsekwencje czekają bezbożnego w sferze jego życzeń. Po pierwsze, nieważne w oczach Bożych jest to, czego taki człowiek życzy sam sobie. Każdy ma jakieś osobiste marzenia i chciałby doczekać się ich spełnienia. Bóg nie spełnia pragnień ludzi bezbożnych. Jeśli się spełniają, to raczej nie Bóg za tym stoi. Po drugie, niewiele też znaczą życzenia bezbożnika składane innym ludziom. Choćby nie wiem jak szczerze życzył innym wszystkiego najlepszego, Bóg nie włącza się w ich spełnienie.

W tych dniach wielu z moich najbliższych ma urodziny i składam im życzenia. Wniosek jest prosty: Jakość i ważność tych życzeń zależy nie tyle od poziomu mojej miłości do bliźnich, co bardziej od mojego osobistego stosunku do Boga i Jego Słowa.

12 listopada, 2013

Znaczenie dostępu do leków


Dziś Światowy Dzień Zapalenia Płuc nazywany również Światowym Dniem Pneumonii (ang. World Pneumonia Day). Obchody tego Dnia, wyznaczone przez Światową Koalicję Przeciwko Zapaleniu Płuc u Dzieci na 12 listopada, wspiera Światowa Organizacja Zdrowia, UNICEF oraz Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom.

Zapalenie płuc jest najczęstszą na świecie przyczyną umieralności dzieci poniżej 5 roku życia. Problem dotyczy więc w szczególności dzieci i to z krajów Trzeciego Świata. Stąd motto obchodów: „Walcz z zapaleniem płuc. Ochroń dziecko”. Choroba ta jest niebezpieczna także dla osób w wieku dojrzałym, zwłaszcza, gdy dochodzi do niej w szpitalu. Statystyki mówią, że co drugie tzw. szpitalne zapalenie płuc kończy się zgonem.

Leczenie zapalenia płuc jest procesem bardzo skomplikowanym. Jakikolwiek błąd zarówno w fazie rozpoznania jego rodzaju jak i zastosowania lekarstw może skończyć się poważnymi powikłaniami, a nawet zgonem. Trzeba więc, zarówno ze strony personelu medycznego jak i ze strony samego pacjenta, dołożyć wszelkich starań, aby je jak najszybciej i najpełniej wyleczyć.

Czy jednak każdą popularną chorobę  można wyleczyć? Nasuwają mi się słowa, jakie Bóg skierował kiedyś do Egiptu: Daremnie zażywasz mnóstwa leków, nie ma dla ciebie uzdrowienia [Jr 46,11]. Można mieć dostęp do najlepszych lekarstw i pozostawać chorym. Można też zapaść na chorobę śmiertelną, a jednak żyć dalej. Wszystko zależy od woli i łaski Bożej.

W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I przyszedł do niego Izajasz, syn Amosa, prorok, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, albowiem umrzesz, a nie będziesz żył. Wtedy Hiskiasz obrócił się twarzą do ściany i modlił się do Pana, i rzekł: Ach, Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem. I doszło Izajasza słowo Pana tej treści: Idź i powiedz Hiskiaszowi: Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twojego ojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Oto dodam do twoich dni piętnaście lat [Iz 38,1-5].

Dobrze jest mieć dostęp do dobrych lekarstw, lecz to nie one zapewniają nam dłuższe życie. Przeżycie każdego kolejnego dnia jest możliwe tylko dlatego, że na Bożym zegarze nie wybiła jeszcze godzina naszego odejścia z tej ziemi. Tyś policzył dni mojej tułaczki [Ps 56,9]. Bóg tchnął w ciało człowieka dech życia i On decyduje, kiedy to tchnienie ustanie.

Jestem szczęśliwy, że od wielu lat mając to na uwadze mogę bez żadnych obaw cieszyć się każdym kolejnym dniem życia. Bynajmniej nie dostęp do leków leży u podstaw mojego poczucia bezpieczeństwa.

09 listopada, 2013

Prognoza dla rodziny i zboru

Zapowiada się, że przynajmniej do 25 listopada prawdziwej zimy ze śniegiem i całodobowym mrozem w Polsce nie będzie. Tak mówią najnowsze prognozy pogody. Dobrze jest to wiedzieć, bo mało komu dorosłemu do zimy się spieszy. Wolelibyśmy długą złotą jesień.

Dziś jednak nie o pogodzie chcę parę słów napisać. Mam bowiem inną, ważniejszą prognozę: Każde królestwo rozdarte wewnętrznymi podziałami, pustoszeje. Podzielone miasta lub rodziny nie są w stanie się ostać [Mt 12,25].

Te słowa Pana Jezusa każdy z nas może odnieść do swojej rodziny lub zboru. Miłość, dążenie do zgody, jednomyślność, zapominanie o doznanych krzywdach, chętne odpuszczanie win – takie postawy gwarantują trwałość. Obojętność, rozdźwięk, podział, wzajemna niechęć, obmowa – zapowiadają upadek.

Jak wygląda aktualna prognoza dla twojej rodziny? Jaka przyszłość w świetle powyższych słów Pana czeka twój zbór? Jeżeli coś w naszej rodzinie lub zborze zapowiada upadek, to przejmijmy się sprawą i zwróćmy się najpierw ku Bogu, a następnie ku sobie wzajemnie.

Prognoza – to na szczęście jeszcze nie rzeczywistość! Bóg ma władzę, aby zmienić kierunek, w którym zmierza rodzina lub wspólnota. Odbudujmy jedność w rodzinie! Zadbajmy o trwałość naszej społeczności kościelnej!

02 listopada, 2013

Dzień modlitwy za zmarłych

Dziś w Polsce tzw. Dzień Zaduszny, to znaczy dzień modlitwy za dusze zmarłych. Wydawałoby się, że to praktyka chrześcijańska, skoro od setek lat utrzymywana jest w naszym kraju. Wydawałoby się, a jednak ta sprawa wygląda inaczej.

Kto czyta Biblię, ten wie, że modlitwa za dusze zmarłych nie znajduje w niej żadnego oparcia. Nigdzie w Piśmie Świętym nie spotykamy się z tym, żeby chrześcijanie modlili się za zmarłych. Gdy pierwszy męczennik został ukamienowany, bynajmniej nikt nie modlił się o jego duszę. Szczepana zaś pogrzebali bogobojni mężowi i opłakiwali go wielce [Dz 8,2]. Gdy apostoł Piotr został uwięziony przez Heroda, zbór modlił się nieustannie za niego do Boga [Dz 12,5], ale gdy Jakuba brata Pańskiego Herod ściął, nie ma wzmianki, by odprawiano modły za jego duszę.

Z jakich powodów wprowadzona została modlitwa za dusze zmarłych w kościele katolickim? Przecież brata żadnym sposobem nie wykupi człowiek, ani nie da Bogu za niego okupu [Ps 49,8].  Nie można modlitwami skrócić człowiekowi mąk czyśćcowych, bo czegoś takiego jak czyściec w ogóle nie ma. Wieczne przeznaczenia człowieka rozstrzyga się za jego życia. O wszystkim przesądza osobista wiara w Jezusa Chrystusa. Pan powiedział: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie.  A kto żyje i wierzy we mnie nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? [Jn 11,25-26].

Módlmy się za tych, którzy jeszcze żyją. Los duszy zmarłego jest przesądzony na wieki w chwili jego śmierci. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony [Mk 16,16].

19 października, 2013

Niemożliwe stało się możliwe ;)

Dziś kolejna akcja robocza w Dworze Olszynka. Piotr A. Gabriela B. Marian B. Józefa F., Zdzisław F., Andrzej G., Teresa Ł., Dariusz Ł., Iwona K., Magda M., Barbara P. i Andrzej P. - 12 osób pracowało przy sprzątaniu wnętrza dworu i porządkowaniu posesji. Dzięki poświęceniu kobiet kilka pomieszczeń na piętrze zapachniało świeżością i stały się o wiele przyjemniejsze dla osób używających je na co dzień. Bracia wstawili brakujące szyby na strychu i wykonali mnóstwo pracy fizycznej przy oczyszczaniu i porządkowaniu posesji.

Niezwykłym darem ucieszył nas dziś przyjaciel naszego zboru, Adam L., dając nam w prezencie na dwa dni koparkę z operatorem! Dzięki tej maszynie ogród od południowej strony dworu zmieniał się z godziny na godzinę.

W głębi ogrodu, w niepożądanym miejscu, znajdował się ogromny kamień. Od dawna rozmyślałem jak go przenieść? Chyba nawet ze sto osób nie byłoby w stanie podnieść takiego ciężaru. Dziś nadszedł dzień rozwiązania tego problemu. Wskazałem operatorowi miejsce, gdzie chcielibyśmy go mieć i po chwili sprawa była załatwiona. Przypomniały mi się słowa Jezusa: Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie [Mt 17,20]. Ileż jeszcze rzeczy pozostaje na starym miejscu w moim życiu z powodu mojego niedowiarstwa?! Chcę we wierze poprzestawiać je tam, gdzie trzeba!

o
Dwa w jednym: Nocna dyżurka
i mój dzienny pokój pracy na Olszynce.
Wieczorem, nieco już zmęczony fizycznie, siedzę sobie w jednym z pokojów na Olszynce i rozmyślam o dzisiejszych błogosławieństwach Bożych, jakie mnie spotkały.  Pracowitość i gorliwość ludzi z naszego zboru oraz wspaniałomyślność człowieka ze zboru bratniego zaowocowały wielkim postępem. Osiągnięte dziś rezultaty wzbudzają wdzięczność Panu oraz nieukrywany podziw dla braci i sióstr. Chwała niech będzie Bogu!

18 października, 2013

Dobra poczta


Dziś w Polsce Święto Poczty Polskiej. Data nieprzypadkowa, bowiem nawiązuje do dnia 18 października 1558 roku, kiedy to król Zygmunt August utworzył Pocztę Królewską i ustanowił stałe połączenie pocztowe między Krakowem a Wenecją. Jego trasa przebiegała przez Wiedeń, a szybkość doręczeń zapewniał system tzw. koni rozstawnych.

Dzisiejsza Poczta Polska, pomimo cięć budżetowych, zatrudnia ponad 90 tysięcy pracowników. Ostatnio odnotowała największą w historii sprzedaż w zakresie usług pocztex. Rosnąca konkurencja nie wyeliminowała jej z rynku. Raczej wpływa mobilizująco i uzdrawiająco  na jej struktury. Jedno wszakże uległo zasadniczej zmianie. Dzisiejszy listonosz prawie już w ogóle nie przynosi listów miłosnych i kartek z pozdrowieniami. Poczta Polska dostarcza głównie pisma urzędowe, rachunki, upomnienia, wezwania do sądu, wypowiedzenia umów i temu podobne przykre wiadomości.

Ciśnie mi się do głowy biblijna historia przekazania wiadomości o śmierci Absaloma i tym samym zakończenia jego buntu. Był tam młody człowiek, który bardzo rwał się do roli kuriera. Achimaas zaś, syn Sadoka, rzekł: Pozwólcie, że pobiegnę i zaniosę królowi pomyślną wieść, że Pan wymierzył mu sprawiedliwość wobec jego nieprzyjaciół. Lecz Joab rzekł do niego: Nie będziesz w dniu dzisiejszym zwiastunem dobrej wieści; zaniesiesz tę wieść w innym dniu, ale w dniu dzisiejszym nie zanoś tej wieści; wszak to syn królewski zginął. Potem rzekł Joab do pewnego niewolnika murzyńskiego: Idź i donieś królowi, co widziałeś. Niewolnik murzyński oddał Joabowi pokłon i pobiegł [2Sm 18,19-21].

W cenie są dziś złe wiadomości. Za dobre mało kto chce płacić. W tym sensie utarło się powiedzenie, że „dobra wiadomość, to zła wiadomość”. Do przekazania wiadomości złych, jak we wspomnianej historii posłużono się niewolnikiem murzyńskim, tak dzisiaj służy system doręczeń Poczty Polskiej oraz większość masmediów. A chrześcijanie?

Chrześcijanie są powołani, by tworzyć i rozgłaszać dobre wiadomości. Przede wszystkim mamy nieść światu dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie. Możemy także z mnóstwa codziennych niusów wyłapywać i popularyzować takie, które przyniosą innym pożytek i zbudowanie. Pan daje hasło: Zastęp zwiastunek dobrej wieści jest wielki! [Ps 68,12].

Jaką pocztę najczęściej odbierasz? Jakiej poczty jesteś sługą?

09 października, 2013

Czy wolność wyboru to opcja lepsza?

Pamiętam z dzieciństwa obowiązki narzucane mi przez rodziców prowadzących duże gospodarstwo rolne. Cieszyłem się, gdy dostawałem zadania dla mnie przyjemniejsze. Z przykrością przyjmowałem te, których nie lubiłem. Dopóki jednak byłem przez rodziców brany pod uwagę, nagradzany lub karcony,  wszystko było ok. Największą przykrość sprawiały mi słowa: Rób sobie, co chcesz! Znaczyło to mniej więcej tyle, że moim uporem doprowadzałem rodziców do stanu rezygnacji ze mnie i wypadałem z gry. Czegoś takiego bardzo nie chciałem.

Podczas wczorajszej lektury Pisma Świętego natrafiłem na słowa, które przypomniały mi tamten stan duszy. Lecz gdy do ciebie przemówię, otworzę twoje usta i wtedy im powiesz: Tak mówi Wszechmocny Pan: Kto chce słuchać, niech słucha, a kto nie chce słuchać, niech nie słucha - gdyż to dom przekory [Ez. 3,27]. Innymi słowy, Bóg z jakiegoś powodu powiedział do Izraela: Macie wolny wybór. Róbcie sobie, jak chcecie.

Wiemy z Biblii, że na początku tak nie było. Bóg wyraźnie określił zasady życia Izraela, dając mu swoje przykazania. Dwudziesty ósmy rozdział Piątej Księgi Mojżeszowej przedstawia błogosławieństwa wynikające z życia zgodnego ze Słowem Bożym i przekleństwa biorące się uporu i nieposłuszeństwa. Bóg nawet dając swojemu ludowi możliwość wyboru, jasno wskazywał jaki wybór jest słuszny. Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo, miłując Pana, Boga twego, słuchając jego głosu i lgnąc do niego, gdyż w tym jest twoje życie i przedłużenie twoich dni, abyś mieszkał na ziemi, którą Pan przysiągł dać twoim ojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi [5Mo 30,19-20]. Dopóki w ten sposób Bóg odzywał się do Izraela, dopóki ich karcił i wzywał do nawrócenia, wszystko było ok.  Gdy natomiast poprzez Ezechiela powiedział:  Kto chce słuchać, niech słucha, a kto nie chce słuchać, niech nie słucha, to oznaczało, że z powodu przekory ludu Bożego Bóg wypuścił ich spod swojej kurateli.

Głupi człowiek mógłby sobie pomyśleć, że tak jest dla niego lepiej. Nikt mu niczego nie narzuca. Może sobie żyć jak chce i robić jak chce. Jednakże w Biblii czytamy: Jeśli znosicie karanie, to Bóg obchodzi się z wami jak z synami; bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał? A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami [Hbr 12,7-8].

Jak wobec tego należy rozumieć jedne z ostatnich słów Biblii: Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca [Obj 22,11]? Czy Biblia w ten sposób sankcjonuje dowolność ludzkiego zachowania?  Z pewnością nie! Przecież Słowo Boże jasno wskazuje chrześcijanom, jak powinni postępować i karci wszelkie przejawy nieposłuszeństwa. Słowa te są raczej sygnałem, że u kresu dni w ludziach pojawi się tak daleko idąca przekora wobec Boga i Jego Słowa, że Bóg im powie: A róbcie sobie, jak chcecie!

Jak tak nie chcę. Dużo bezpieczniej i lepiej dla mnie, gdy Bóg min mówi: Rób tak, a nie inaczej! Podczas, gdy ludzie nie mający ducha Bożego czynią z wolności wyboru swój największy atut, będę prosił Pana  Jezusa o codzienne wskazówki i pragnę się do nich skwapliwie stosować.

30 września, 2013

Liczenie nieograniczonego


Dziś w Polsce rocznica Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności. Miał on miejsce 30 września 1921 roku i rzeczywiście był pierwszym spisem powszechnym przeprowadzonym przez państwo polskie. Spis dostarczył wielu ciekawych informacji, jednakże ich wiarygodność już przed wojną została zakwestionowana.

Gdy o spisie ludności mowa, to od razu nasuwa mi się myśl o spisie ludności przeprowadzonym swego czasu przez króla Dawida w Izraelu. Opowiada o tym 21. rozdział Pierwszej Księgi Kronik. Już we wstępie do tego wydarzenia, Biblia wyjawia źródło jego inspiracji. Wtedy wystąpił szatan przeciwko Izraelowi, pobudziwszy Dawida do tego, aby policzył Izraelitów [w.1].

Bóg nie chciał, żeby Jego naród przeliczał swoje szeregi. Nawet dowódca Joab to rozumiał i delikatnie próbował odwieść króla od pomysłu przeprowadzenia spisu. Niech pomnoży Pan lud stokrotnie w porównaniu z tym, ile go jest teraz [w3]. Lecz słowo króla przeważyło wobec Joaba i spis się odbył. Spotkało się to z natychmiastowym gniewem Bożym. Za zło uchodziła też ta rzecz w oczach Pana, więc ugodził On Izraela [w.7].

Nie wdając się w dalsze szczegóły Dawidowego spisu ludności i jego konsekwencji, mam dziś odświeżoną przestrogę przed określaniem życia kościoła moimi obliczeniami. Poprzez każdy rejestr, każdą listę w jakimś sensie ograniczamy się i zamykamy. Bogu nasze spisy są niepotrzebne. Zna Pan tych, którzy są Jego [2Tm 2,19]. Liczenie chrześcijańskich szeregów i środków może albo wprowadzić nas w fałszywy błogostan, albo porządnie zepsuć nam nastrój. Co tam trzeba przekazać do GUS na przełomie roku, to trzeba. Ważne, żebyśmy na liczbach nie oparli swoich nadziei ani naszego poczucia bezpieczeństwa.

Niech Jahwe pomnoży stokroć swój lud! Z Bogiem zawsze możemy spodziewać się więcej! Znacznie więcej od tego, co możemy policzyć i wykalkulować. Niech Jego moc i obecność w kościele  zachowa charakter nadprzyrodzony i pozostanie w sferze nieobliczalnej, nieograniczonej ludzkim liczeniem.

29 września, 2013

Pójdźmy razem drogą wiary!


Co sprawia, że mamy pewność żywota wiecznego? Co sprowadza chwałę Bożą do życia i służby chrześcijanina? Co nadaje naszemu życiu posmaku przygody? Odpowiedź jest prosta. Wiara. Mamy to dzięki wierze!

Dlaczego życie większości chrześcijan jest często takie nijakie? Bo brak nam rozrywki? Bo jesteśmy samotni? Bo nie mamy pomysłów na fajnie spędzany czas? A może brak nam poznania woli Bożej i nie wiemy, co moglibyśmy robić? Nie. Dzieje się tak, bo przestaliśmy trwać i chodzić we wierze.

Biblia mówi: Ci, którzy na statkach płynęli po morzu, uprawiając handel na wielkich wodach, widzieli dzieła Pana i cuda jego na głębinach. Rzekł, i zerwała się burza, która spiętrzyła fale. Wznosili się aż do nieba, zapadali się w głębiny; dusza ich truchlała w niebezpieczeństwie. Zataczali się i chwiali jak pijani, a cała ich mądrość obróciła się wniwecz. Wołali do Pana w swej niedoli, a On wybawił ich z utrapienia. Uciszył burzę i uspokoiły się fale morskie. Wtedy radowali się, że się uspokoiły, i zawiódł ich do upragnionej przystani. Niechaj wysławiają Pana za łaskę jego i za cuda jego dla synów ludzkich! Niechaj go wysławiają w zgromadzeniu ludu, i niechaj go chwalą w radzie starszych! [Ps 107,23-32].

Oto wspaniały obraz chodzenia w wierze. Najpierw jest wyjście z portu na otwarte morze powiązane z podjęciem bliżej nieokreślonego ryzyka. Jednak dzięki temu przeżywa się cudowne chwile zachwytu ogromem żywiołu morskiego i dociera do zamorskich celów. Owszem, na morzu istnieje realne niebezpieczeństwo. Owszem odczuwa się niezdolność stawienia czoła żywiołom. Tak, są chwile grozy. Jest wołanie do Boga o ratunek. Ale im więcej trwogi serca, tym droższe późniejsze uspokojenie burzy i powrót do bezpiecznej przystani.

Po co to wszystko? Biblia w przedstawionym obrazie nie mówi nam o wypływaniu na niebezpieczne wody dla samej przygody! Mowa tu o rejsie celowym. O wyprawie po towary na tyle potrzebne, że warte podejmowania ryzyka! W zacytowanym fragmencie Słowa Bożego pojawia się wątek handlu i związanego z nim ryzyka. Co nam to da, że mamy sporo złota w bezpiecznym miejscu, a nic poza tym. Ten skarb trzeba zainwestować, aby był z niego pożytek. Złoto włożone na statek i wysłane w ryzykowny rej, to szansa na sprowadzenie towarów umożliwiających rozwój. Tylko wówczas po jakimś czasie można zobaczyć budujący widok powracającego statku, obładowanego pożądanymi towarami.

Zestawmy ze sobą dwa obrazy: Statek targany sztormem na otwartym morzu i spokojną knajpkę na brzegu. Co jest lepsze? Co byś wybrał? Gdzie byś wolał się znaleźć? To zależy od tego, kim jesteś. Jeśli masz duszę szczura lądowego – to zostaniesz na brzegu. Siedząc w przytulnej kawiarence będziesz nawet opowiadał o wyprawach morskich i opisywał nie swoje przeżycia. Ale jeśli jesteś wilkiem morskim – to nie usiedzisz, gdy inni postanowili wypłynąć! Zaryzykujesz nawet utratę życia! A gdy Bóg okaże Ci łaskę, przeżyjesz i będziesz mógł budować innych własnymi, prawdziwymi opowiadaniami.

Jest to dobra ilustracja wiary. Czym jest nasza wiara?  Wiara jest jedynym stanem duszy, który zyskuje upodobanie w oczach Bożych. Przede wszystkim jest ona zamieszkaniem Jezusa Chrystusa w nas! Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość [Ef 3,17-18]. Grzesznik zostaje usprawiedliwiony, duchowo  odrodzony i usynowiony przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wówczas może za apostołem powiedzieć: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus! [Ga 2,20].

Dalej, wiara jest całkowitym oddaniem się w posłuszeństwo Słowu Bożemu! Otrzymaliśmy łaskę i apostolstwo, abyśmy dla imienia jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody, wśród których jesteście i wy, powołani przez Jezusa Chrystusa [Rz 1,5-6].

 Wiara jest ufaniem Bogu w każdych, nawet skrajnie niekorzystnych okolicznościach! Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, nie ulęknie się serce moje, choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał [Ps 27,3]. Ale uwaga! Wiara sprawdza się i doskonali w działaniu. Stąd konieczność związku wiary z uczynkami. Wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie [Jk 2,17]. Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26].
 
Każdego dnia ścierają się w nas dwa stanowiska, dwa sposoby myślenia: wiara i racjonalizm. Dobrze to ilustruje rozbieżność w postawach wywiadowców, którzy powrócili z rekonesansu po Kanaanie.
 
Ze zwiadów w tej ziemi powrócili dopiero po czterdziestu dniach. I przyszli do Mojżesza i do Aarona, i do całego zboru izraelskiego na pustyni Paran, do Kadesz, zdali sprawę im i całemu zborowi oraz pokazali im płody tej ziemi. I opowiedzieli mu, mówiąc: Przyszliśmy do ziemi, do której nas wyprawiłeś; ona rzeczywiście opływa w mleko i miód, a to są jej płody. Tylko że mocny jest lud, który mieszka w tej ziemi, a miasta są obwarowane, bardzo wielkie; widzieliśmy tam także potomków Anaka. Amalekici mieszkają w ziemi Negeb, Chetejczycy, Jebuzejczycy i Amorejczycy w górach, a Kananejczycy nad morzem i nad brzegami Jordanu. Kaleb uspakajał lud wzburzony na Mojżesza, mówiąc: Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy. Lecz mężowie, którzy poszli z nim, mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. I rozpuszczali między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali, mówiąc: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, to ziemia, która pożera swoich mieszkańców, a wszystek lud, który w niej widzieliśmy, to mężowie rośli. Widzieliśmy też tam olbrzymów, synów Anaka, z rodu olbrzymów, i wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach [4Mo 13,25-33].
 
Owszem, prawo i przewaga bojowa były po stronie narodów Kanaanu. Lecz po stronie Izraela był wszechmogący Bóg! Co robiło dziesięciu zwiadowców?  Rozpuszczali między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali. Mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. Czy nie mieli racji? Biorąc sprawę na tzw. zdrowy rozsądek, szaleństwem było ruszać za Jordan.  A co mówił Kaleb? Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy.
 
Przyjaciele! Nie można zwyciężać, osiągać Bożych celów, pozostając w miejscu. Trzeba ruszyć, trzeba podjąć działanie, ażeby zobaczyć pomoc Pana i odnieść zwycięstwo. Uczy nas tego już nawet codzienne życie. Weźmy na przykład awarię samochodu. Mamy zepsuty nastrój, obawiamy się nowych wydatków, nachodzą nas wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy kupując ten samochód.  Ażeby zmienić tę złą atmosferę, trzeba czym prędzej podjąć działania naprawcze! I co się dzieje? Wkrótce horyzont się przejaśnia. Czasem nawet koszty okazują się mniejsze niż sądziliśmy. Podobnie jest ze sprawą zepsutego zęba. Boli, przeszkadza, psuje oddech. Jednym słowem, źle wpływa na samopoczucie. Trzeba przełamać lęk lub lenistwo i pójść do dentysty. Zaraz potem wydaje się, że cały świat wokół nas zmienił się na lepsze.
 
Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy – przekonywał Kaleb. Nie można niczego dobrego osiągnąć, pozostając w miejscu. Wiara domaga się działania i w nim się urzeczywistnia.
 
Jak się to ma do naszego życia osobistego? W naturalny sposób przychodzi nam troska o swój wizerunek i życiowe status quo. Pan Jezus powiedział: Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je [Mt 10,39]. Pójście drogą wiary oznacza więc w naszym życiu spore zmiany. Kto wierzy, ten nie traktuje innych z góry. Przeprasza, gdy zrobił komuś przykrość. Nie schlebia, gdy widzi nieprawość. Nie boi się, że inni go odrzucą. Ma odwagę zaprotestować w pracy, gdy widzi machlojki! Wprowadza wiarę w czyn i zaczyna oglądać cuda Pana!
 
Wszyscy w naturalny sposób przywiązujemy się do rzeczy materialnych. Pójście drogą wiary oznacza wielkie zmiany. A powiadam: Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie [2Ko 9,6]. Kto wierzy, przestaje być wyrachowany. Nie jest skąpy. Przykłada się do dzieła Bożego. Wspiera potrzebujących. Nawet skrajne ubóstwo przeradza się wówczas w nadzwyczajne bogactwo ofiarności [2Ko 8,2].
 
Wszyscy mamy do dyspozycji jedyne dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pójście drogą wiary oznacza praktyczne zmiany w gospodarowaniu naszym czasem. Kto wierzy, ten znajdzie czas na społeczność z Bogiem. Nie opuszcza zgromadzeń ludu Bożego. Poświęca czas na ratowanie dusz.
 
Przyjaciele! Są ludzie, którzy zanim cokolwiek zrobią, muszą wcześniej znaleźć na to racjonalne uzasadnienie. Biblia, ucząc nas chodzenia w wierze, wzywa do postaw i czynów, które nie znajdują poparcia rozumu. Puszczaj chleb twój po wodzie; bo po wielu dniach znajdziesz go [Kzn 11,1 wg Biblii Gdańskiej]. Biblia Tysiąclecia oddaje to wezwanie jeszcze dobitniej: Wyrzuć swój chleb na powierzchnię wód - a przecież po wielu dniach odnaleźć go możesz.
 
Słyszałem kiedyś historię o górskim pasterzu i synu kalifa. Pasterz czytając Biblię natrafił na to wezwanie i postanowił dosłownie się do niego zastosować. Każdego dnia spożywając posiłek rzucał parę kawałków chleba do spływającego w dół strumyka. W międzyczasie syn kalifa poszedł z rówieśnikami pływać i nurkować w górskim jeziorze. Wynurzając się za którymś razem znalazł się w podwodnej jaskini. Nie potrafił znaleźć z niej wyjścia, więc siedział tam wiele dni, zanim ojciec z grupą nurków go odnalazł. Jak przeżył? Już pierwszego dnia ze zdumieniem zauważył, że na wodzie pływają kawałki chleba. Miał więc co jeść. Władca rozradowany odnalezieniem syna postanowił wyjaśnić tajemnicę chleba na wodzie, który uratował życie jego syna. Ruszyli w górę tropem górskiego strumyka. Tam napotkali pasterza i dowiedzieli się, dlaczego rzucał on chleb na wodę. Nie trzeba dodawać, że ów pasterz został należycie uhonorowany i wynagrodzony!
 
Wiara domaga się czynów! Karmiąc się Słowem Chrystusowym wierzący człowiek opuszcza bezpieczny brzeg i podejmuje ryzyko. Zachęcony Słowem Pana wychodzi – jak Piotr – z łodzi i zaczyna chodzić po wodzie! Tylko wtedy oglądamy cuda Boże i możemy opowiadać o nich w zgromadzeniu!
 
Właśnie dlatego wzywam: Pójdźmy razem drogą wiary!

27 września, 2013

Może jednak czasem lepiej zostać na miejscu?


Dziś Światowy Dzień Turystyki (ang. World Tourism Day, WTD). Uchwalony przez organizację ONZ, obchodzony jest corocznie w dniu 27 września w celu podkreślenia roli turystyki i jej wpływu na społeczne, kulturowe, polityczne i ekonomiczne wartości na całym świecie.

Rzeczywiście. Turystyka to nie tylko przemierzanie i zwiedzanie świata. To także popularyzacja obyczajów, przenikanie kultur, a przede wszystkim, to wielki biznes. Dzięki niej żyją całe miasta, a nawet całe regiony.

Mądrość ludowa głosi, że podróże kształcą. Czy jednak turysta gnany zwykłą ciekawością od miejsca do miejsca, robi coś naprawdę szlachetnego i godnego naśladowania? Biblia poucza, że pusta chęć przyglądania się ludziom z innej kultury może się źle skończyć. Tak było w przypadku jednej z córek biblijnego Jakuba. A Dina, córka Lei, którą urodziła Jakubowi, wyszła, aby rozejrzeć się między dziewczętami kraju. Gdy ją ujrzał Sychem, syn Chamora, Chiwwity, księcia tego kraju, porwał ją, spał z nią i zgwałcił ją [1Mo 34,1-2]. Ta ciekawość świata nie wyszła jej na dobre.

Całkiem sporo ludzi całymi miesiącami ciężko pracuje, a gdy dostaną kilka wolnych dni, to natychmiast wyjeżdżają gdzieś daleko, aby zwiedzać świat i odpoczywać z dala od miejsca zamieszkania. To sprawia, że tacy ludzie stają społecznie nieużyteczni. Szczególnie bywa  to smutne, gdy chodzi o osoby wierzące, przynależące do zboru. Bracia i Siostry pragną kontaktu z nimi, spędzenia razem wolnego czasu i wspólnych akcji. Tymczasem muszą się zadowolić samym widokiem danego brata w niedzielę i to wszystko. Jednym słowem, duch turystyki nie sprzyja zacieśnianiu więzi międzyludzkich w kościele i sąsiedztwie.

Dlatego stając trochę w poprzek ideom turystyki, apeluję, abyśmy część wolnego czasu, jeśli już go mamy, wykorzystali na społeczność z ludźmi z najbliższego otoczenia. Nie wyjeżdżajmy zawsze, gdy mamy parę wolnych dni. Zostańmy i spotkajmy się z ludźmi, którym nie poświęcamy na co dzień wystarczająco dużo czasu. Mieszkaj w kraju i dbaj o wierność! [Ps 37,3]. Gdy mamy urlop, pomyślmy o ewangelizacji środowiska, w którym mieszkamy i pracujemy. W dniach pracy nie ma na to czasu. Odczuwamy nawet z tego powodu jakiś dyskomfort. Nie pozwólmy więc, aby duch turystyki pogłębiał deficyt kontaktów z własnym środowiskiem.

Może czasem lepiej jednak zostać na miejscu?

23 września, 2013

Chwalebne zakwasy

Obolałe mięśnie zdarzają się nie tylko sportowcom i osobom próbującym w krótkim czasie zrzucić nadwagę. Tego dziwnego bólu doświadczają również osoby, które niezwyczajne pracować fizycznie, z konieczność lub całkiem dobrowolnie, rzucą się nagle do pracy wymagającej sporego wysiłku fizycznego.

Z takim bólem w mięśniach budziło się rankiem minionej niedzieli sporo osób z naszej wspólnoty zborowej. Pracując żwawo parę godzin w sobotnie popołudnie przy porządkowaniu dziedzińca Dworu Olszynka nawet nie myśleliśmy, że coś takiego nas spotka. Przecież na co dzień wykonujemy wiele rozmaitych czynności i wszystko kończy się bezboleśnie ;) Dlaczego po tej akcji tak nas połamało..?

Jestem dumny z każdej osoby, która po sobotniej pracy w niedzielę z trudem podnosiła się z łóżka. Błogosławiona to rzecz, tak szlachetnie się upracować. Zakwasy nabyte na boisku lub w walce z nadwagą, nie napawają duszy taką błogością. Ból w mięśniach z powodu pracy na chwałę Bożą i dla wspólnego dobra przeżywa się zupełnie inaczej. Ma on w sobie coś wręcz chwalebnego!

Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, a wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58].

  

22 września, 2013

Dedykacja Dworu Olszynka

22 września 2013 roku to dla mnie dzień niezwykły.  Po 17 latach starań otrzymawszy nieruchomość na siedzibę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku spotkaliśmy się, aby podziękować Bogu i zadedykować chwale naszego Pana, Jezusa Chrystusa, cały trud, jaki w kolejnych latach będziemy w tym miejscu ponosić.  Cokolwiek czynicie w słowie lub w uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez niego Bogu Ojcu [Kol 3,17].

Mamy sporo planów i marzeń z tym miejscem związanych. Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Wszystko wszakże chcemy tu czynić Bogu na chwałę!


Oto kilka fotografii z aktu dedykacji Dworu Olszynka:

 





17 września, 2013

Jak być użyteczny?

Jako członkowie i przyjaciele Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku w tym miesiącu stajemy w obliczu nowego wyzwania. Jest nim praktyczne zaangażowanie w służbę Bożą, która w naszym przypadku od września 2013 roku zostaje powiązana z Dworem Olszynka. Chociaż do przeniesienia tam naszych zgromadzeń niedzielnych jeszcze dość daleka droga, to jednak już od teraz istnieje sporo okazji do aktywnej obecności na Olszynce.

Zbór chrześcijański to rodzina, której głową jest Jezus Chrystus. W normalnej rodzinie wszyscy w stosowny dla siebie sposób włączają się w rodzinne przedsięwzięcia. Mąż i ojciec podejmuje decyzje i bierze na siebie odpowiedzialność. Żona i matka uznaje zwierzchność głowy rodziny i chętnie podporządkowuje się mężowi, starając się być mu pomocą. Chłopcy pracują z ojcem przy tym, co wymaga większego wysiłku fizycznego, a dziewczynki pomagają mamie w zajęciach domowych. Nawet jeśli takie rodziny są dziś już  rzadkością, to jednak zbór nadal ma funkcjonować  niczym  wielopokoleniowa rodzina.

Z racji wieku niektórzy z nas nie będą mieli do spełnienia żadnej roli o charakterze fizycznym. Ale mogą modlić się o innych. Mogą błogosławić zbór w imię Pana i wspierać nas dobrym słowem. Nawet najsłabszy z nas może przyczynić się do przyrostu sił u innych, tworząc w zborze pozytywną i radosną atmosferę. Gdy w najbliższych latach będziemy zgromadzać się w niedzielę, wasza modlitwa i świadectwo będzie być może jedynym odświeżeniem duchowym dla spracowanych braci.

Pamiętajmy, że zbór nie może całej swojej uwagi skupić teraz na zabytkowej nieruchomości. Naszą główną powinnością nie jest odbudowywanie ruin Olszynki, lecz niesienie ewangelii do zgubionych grzeszników. Może twoją szczególną rolą w tych latach będzie właśnie modlitwa o mieszkańców Olszynki i staranie się o to, żeby ich ewangelizować? Podczas, gdy jedni będą się modlić i ustami składać świadectwo o Jezusie, drudzy podejmą trud fizyczny, aby porządkować zaniedbaną posesję i przywracać należyty wygląd Dworu Olszynka. To będzie również świadectwo naszej wiary w Pana Jezusa.

Niemniej ważne okazać się może informowanie kogo się da o naszych projektach. Bóg może posłużyć się ludźmi, o których nawet byśmy nie pomyśleli. Gdy wiadomość o przejęciu Dworu Olszynka przez nasz zbór  poszła w świat, jeszcze tego samego dnia odezwał się nieznany nam wcześniej chrześcijanin z Wielkopolski, który zgłosił chęć wykonania z elementów kutych historycznej bramy i furty i zamontowania jej w murze. Wierzę, że takich wspaniałomyślnych ludzi ma Bóg więcej na świecie. Apeluję więc, abyśmy nie tylko nie stawali w poprzek rozpoczętej przez zbór pracy, ale żebyśmy postarali się budować wokół niej dobrą atmosferę.

Przypomina mi się świadectwo Nehemiasza: I opowiedziałem im o dobrotliwej ręce mojego Boga, która była nade mną oraz o słowach, jakie wypowiedział do mnie król. A wtedy oni rzekli: Zabierzmy się do budowy! I przyłożyli ręce do dobrego dzieła [Neh 2,18]. Dlaczego nie mielibyśmy zachować się podobnie?

Każde szczere serce, każdy otwarty umysł, każde uświęcone usta oraz każde ochotne ręce i nogi mogą okazać się pożyteczne. Proponuję grubą kreską oddzielić przeszłość i Bogu na chwałę ochotnie przystąpić do dobrego dzieła!