22 czerwca, 2022

Chwalenie się a pokora

W czasach social mediów i rosnącej mody na autoprezentację, nazbyt często nam się zdarza, że chwalimy samych siebie. Domyślam się, że nie robimy tego świadomie, wszakże jakby na to nie spojrzeć, nasza aktywność tak może być zrozumiana. Gdy pstrykamy sobie selfie w trakcie wyjazdu misyjnego, udzielania pomocy Ukraińcom, ewangelizacji ulicznej, akcji społecznej, modlitwy itp., i gdy wystawiamy potem takie zdjęcia na widok publiczny w Internecie, to przecież w ten sposób pokazujemy ludziom, jak chwalebne rzeczy robimy i jacy przez to wyjątkowi jesteśmy. 

W Kazaniu na Górze Chrystus Pan udzielił nam bardzo ważnego pouczenia: Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie. Gdy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak to czynią obłudnicy w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy dajesz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja, aby twoja jałmużna była ukryta, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.

(...) A gdy pościcie, nie bądźcie smętni jak obłudnicy; szpecą bowiem twarze swoje, aby ludziom pokazać, że poszczą. Zaprawdę powiadam wam: Odbierają zapłatę swoją. Ale ty, gdy pościsz, namaść głowę swoją i umyj twarz swoją. Aby nie ludzie cię widzieli, że pościsz, lecz Ojciec twój, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie [Mt 6,1-18]. 

Jestem przekonany, że Panu Jezusowi nie chodziło o totalne ukrywanie naszych dobrych czynów i projektów. Niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie [Mt 5,16] - nakazał przecież w tym samym kazaniu. Rzecz w tym, żeby nie być "samochwałą" z bajki J. Brzechwy. Niech inny cię chwali, a nie własne usta, obcy, a nie własne wargi [Prz 27,2]. Silna potrzeba chwalenia się może być przejawem próżności i głupoty, która bywa podłożem przechwałek [2Ko 11,17].

Z Biblii wiadomo, że Bogu podobają się ludzie pokorni, to znaczy - uznający własną ograniczoność, niewywyższający się ponad innych i unikający chwalenia się swoimi dokonaniami. Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca [Mt 11,29] - powiedział Pan. Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi [Dz 20,24] - stwierdził w natchnieniu apostoł narodów. Wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje [1Pt 5,5] - wzywa nas Słowo Boże. Pokorni w głębi serca, nie nosimy w sobie potrzeby chwalenia się. Każdą okazję wykorzystujemy nade wszystko do tego, aby chwalić i wywyższyć naszego Pana, Jezusa Chrystusa. 

07 czerwca, 2022

O przekazywaniu służby

Dzisiejsze rozważanie Pisma Świętego podsuwa mi kilka myśli o konieczności przekazania swoich zadań w służbie Bożej w młode ręce i o zrobieniu tego w porę. Tak postąpił niegdyś król Dawid, gdy Bóg mu objawił, że nie wszystko, co zaplanował, sam w pełni zrealizuje. Nadszedł czas, aby dalszym wypełnianiem planów Dawida zajął się jego syn, Salomon. 

Domyślam się, że tego pokroju sługa Boży, co Dawid, tak przepełniony wzniosłym pragnieniem zbudowania Bogu na chwałę okazałej świątyni, bardzo chciałby sam dopilnować dzieła swego życia. Był jednak na tyle pokorny, że mając już wszystko przygotowane, zgodził się z tym, aby wymarzoną przez niego budowlę przypisywano nie jemu, lecz aby była ona nazywana świątynią Salomona.  

Wielce wymowne dla mnie jest to, że w akcie przekazania synowi odpowiedzialności za dalsze losy projektu świątyni w Jerozolimie, Dawid tak wyraźnie skupił na duchowości Salomona. A ty, Salomonie, mój synu, poznawaj Boga swojego ojca. Służ Mu całym sercem. Znajduj w tym dla siebie przyjemność. PAN bowiem bada wszystkie serca i rozumie każdy przebłysk myśli. Jeśli będziesz Go szukał, pozwoli ci się znaleźć, lecz jeśli Go opuścisz, odrzuci cię na zawsze. Uważaj zatem! PAN wybrał cię, abyś zbudował świątynię. Zbierz siły - i działaj! [1Krn 28,9-10].

Zauważyłem, że nawet przy objaśnianiu technicznych detali dotyczących zaprojektowanej budowli, król Dawid nie podkreślał znaczenia własnych pomysłów, lecz to, co pochodziło z natchnienia Bożego. O tym wszystko - [jak powiedział Dawid] - pouczony został on na piśmie pochodzącym z ręki PANA. Po tych słowach Dawid zwrócił się do Salomona: Zbierz siły, bądź mężny - i działaj! Nie bój się, nie ulegaj trwodze, gdyż PAN, mój Bóg, będzie z tobą. On cię nie zawiedzie ani nie opuści. Z Nim wykonasz wszystko, co łączy się ze służbą w domu PANA [1Krn 28,19-20].

Nie każdy syn chce - jak ojciec - miłować Boga i żyć w bojaźni Bożej. Nie każdy młody chrześcijanin nosi w sercu ten sam - co jego poprzednicy w służbie - respekt dla Słowa Bożego. Jeżeli wszakże zdarza się nam mieć takich synów, takich następców w służbie, którzy pragną poznawać Boga,  służą Mu całym sercem i znajdują w tym przyjemność - to możemy być spokojni o dalsze losy zboru i prowadzonej przez nas pracy Pańskiej. Rzecz w tym, żeby nie omieszkać w porę im służbę przekazać.

04 czerwca, 2022

Pragnij wpływu Ducha Świętego

Moja Gabriela w kwietniu 2022 na Azusa Street w Los Angeles,
gdzie w 1906 roku rozpoczęło się wielkie przebudzenie duchowe
i narodził się współczesny ruch zielonoświątkowy.
Chociaż nie wszyscy ten pogląd podzielą, to jednak chcę postawić tezę, że każdy z nas zawsze jakoś wpływa na innych. Mamy przede wszystkim oczywistą możliwość pozytywnego oddziaływania. Uśmiechając się, gorliwie się modląc, dzieląc się posiadanym dobrem, składając świadectwo swoich przeżyć z Bogiem i poprzez wiele innych, prostych czynów oraz postaw, wywieramy dobry wpływ. Wpływamy pozytywnie na innych nie tylko wielkim heroizmem, wzniosłymi gestami i osiągnięciami, ale także cichym i spokojnym życiem we wszelkiej pobożności i uczciwości [1Tm 2,2].

Niestety, również przytrafia się nam wpływać źle. Wpływamy ponurym wyrazem twarzy, narzekaniem, milczeniem w czasie wspólnego uwielbiania Boga, spóźnianiem się, krytykowaniem, zajmowaniem miejsca z tyłu sali, wychodzeniem przed zakończeniem czy też opuszczaniem wspólnych zgromadzeń. Na sto różnych sposobów zdarza się nam oddziaływać na innych negatywnie. Wpływamy nie tylko bulwersującym i gorszącym postępowaniem ale także powierzchownością swego chrześcijaństwa, zmiennością nastrojów, pospolitością zainteresowań i zwykłą obojętnością.

Wiemy, że można wpływać dobrze, lecz zbyt często nasz wpływ jest zły, negatywny czy wręcz fatalny. Chcemy dobrze, ale wychodzi źle. Jak to zmienić? Pozwólmy, by i w tej sprawie oświeciło nas Słowo Boże. A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli; albowiem Duch Święty nie był jeszcze dany, gdyż Jezus nie był jeszcze uwielbiony [Jn 7,37-39].

Z powyższych słów Jezusa wynika, że prawdziwa wiara w Jezusa Chrystusa oznacza wielkie zmiany w życiu człowieka. Pismo mówi, że w rezultacie nawrócenia się do Jezusa z naszego wnętrza popłyną rzeki wody żywej. Przestaje wylewać się z nas duchowa próżność, gorycz, niezadowolenie i sceptycyzm. Stajemy się pozytywnymi "influencerami". Żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust naszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają [Ef 4,29]. Tajemnicą takiego wpływu jest napełnienie Duchem Świętym. To dzięki Duchowi zmieniamy się w ludzi o pozytywnym oddziaływaniu. Jednocześnie Jezus poucza, że aby otrzymać Ducha Świętego trzeba ze szczerym pragnieniem zwrócić się w tej sprawie do Niego.

Przyjrzymy się fenomenowi napełnienia Duchem Świętym na przykładzie uczniów Jezusa. Jak wynika z biblijnych opisów, po śmierci Mistrza Jego uczniowie popadli w zły stan psychiczno-duchowy. Źle na siebie nawzajem wpływali. Dlatego na koniec ukazał się jedenastu uczniom, gdy siedzieli u stołu, i ganił ich niewiarę i zatwardziałość serca, że nie uwierzyli tym, którzy Go widzieli zmartwychwskrzeszonego [Mk 16,14].

Uczniowie Jezusa mieli wielkie powołanie! Chrystus Pan powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii, i żeby mieli moc wypędzać demony [Mk 3,14-15]. Wybrał ich i przeznaczył, aby szli i owoc wydawali, i aby owoc ich był trwały [Jn 15,16]! Mieli być świadkami Jezusa! Na całym świecie mieli przyprowadzać ludzi do posłuszeństwa wiary [Rz 1,5]! Mieli zbawiennie wpłynąć na losy narodów, a tymczasem siedzieli zasmuceni, wystraszeni i załamani. Coś trzeba było z nimi zrobić, bo nie o taki wpływ chodziło Panu, gdy ich powoływał.

W tej sytuacji Pan Jezus czym prędzej przyszedł do nich i udzielił im kapitalnej wskazówki. A gdy nastał wieczór owego pierwszego dnia po sabacie i drzwi były zamknięte tam, gdzie uczniowie z bojaźni przed Żydami byli zebrani, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, ukazał im ręce i bok. Uradowali się tedy uczniowie, ujrzawszy Pana. I znowu rzekł do nich Jezus: Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. A to rzekłszy, tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego [Jn 20,19-22].

Uczniowie Jezusa potrzebowali napełnienia Duchem Świętym. Pan nakazał im, aby nie oddalali się z miasta, aż zstąpi na nich Duch Święty. I tak się stało! A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał [Dz 2,1-4]. W jednej chwili nastąpiła w nich ogromna zmiana. Gdy dostali się pod wpływ Ducha Świętego nabrali odwagi i mocy do składania świadectwa o Jezusie. Zaczęli rozumieć Pismo Święte. Mogli wypowiadać i wyjaśniać innym tajemnice Boże, o których wcześniej nie mieli należytego pojęcia.

Uczniowie Jezusa w lot pojęli też, że napełnienie Duchem Świętym jest konieczną kwalifikacją do wszelkiej służby. Nie tylko, aby być odważnym świadkiem Jezusa i nikomu już nie dać się zastraszyć, bo gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże [Dz 4,31]. Zrozumieli, że trzeba być pełnym Ducha Świętego nawet do służby socjalnej, do posługiwania przy stołach [zobacz Dz 6,1-4]. Wraz z własnym chrztem w Duchu, apostołowie zaczęli przejawiać wielką troskę o to, aby wszyscy ludzie nawracający się do wiary w Jezusa Chrystusa otrzymywali Ducha Świętego. Przykładem jest reakcja apostolska na przebudzenie duchowe w Samarii. A gdy apostołowie w Jerozolimie usłyszeli, że Samaria przyjęła Słowo Boże, wysłali do nich Piotra i Jana, którzy przybywszy tam, modlili się za nimi, aby otrzymali Ducha Świętego. Na nikogo bowiem z nich nie był jeszcze zstąpił, bo byli tylko ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego [Dz 8,14-17].

Apostołowie z własnego doświadczenia wiedzieli też, że istnieje realne prawdopodobieństwo osłabienia więzi z Duchem Świętym. Niektórym chrześcijanom zdarzyły się próby okłamywania Ducha Świętego. Ktoś inny Go zasmucił. Ktoś zgasił Jego działanie. Dlatego nauka apostolska wzywa do pielęgnowania osobistej społeczności z Duchem Świętym i stałego korzystania z daru łaski, jakim jest napełnienie Duchem. Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi [2Ko 13,13] - brzmi życzenie i błogosławieństwo apostolskie.

Dzięki napełnieniu Duchem Świętym pierwsi chrześcijanie byli w stanie dokonać wszystkiego! Mogli wytrwać i nie zachwiać się w wierze. Potrafili stawić czoła prześladowaniom. Byli zdolni do tego, by głosić z mocą ewangelię Chrystusową. Duch Święty wspomagał ich [zobacz Dz 9,31] tak, że nie tylko nie ulegali już wpływom świata ale sami pozytywnie wpływali na swoje otoczenie.

Trzeba wiedzieć i pamiętać, że Duch Święty został obiecany wszystkim chrześcijanom. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła [Dz 2,39]. Napełnienie Duchem Świętym zmienia nasz status i pozycję w oczach Bożych. Ale wy nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeśli tylko Duch Boży mieszka w was. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest Jego [Rz 8,9]. Duch Święty stanowi Bożą gwarancję naszego przeznaczenia, wynikającego z wiary w Chrystusa. W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w Niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym, który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej, ku uwielbieniu chwały Jego [Ef 1,13-14]. A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia [Ef 4,30].

Napełnienie Duchem Świętym całkowicie odmienia nas od środka. Otrzymujemy wewnętrzną pewność, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy [Rz 8,14-16]. Dzięki Duchowi Świętemu możemy też skutecznie rozprawiać się z własną cielesnością. Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej. Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie [Ga 5,16-17]. Dlatego nie upijajcie się też winem, bo przy tym łatwo o nieprzyzwoitość, ale dbajcie o to, aby Duch mógł was stale napełniać [Ef 5,18].

Chrześcijanie wszystkich czasów mają wielką rolę do spełnienia. Jesteśmy w swoim pokoleniu świadkami Jezusa Chrystusa! Trzeba nam wciąż na nowo odświeżać w sobie świadomość naszego powołania i wybrania. I trzeba pamiętać, że tylko z pomocą Ducha Świętego możemy temu sprostać! Dlatego pragnijmy Jego wpływu! Dzięki Niemu zawsze będziemy mogli pozytywnie wpływać na innych!

Stan duchowy i psychiczny współczesnych chrześcijan nie przedstawia się zbyt budująco. Wielu z nas utknęło w duchowej apatii, obojętności czy zwykłym lenistwie. Nasze serca często lgną do świata i do jego wartości. Niektórych coraz mocniej ogarnia zwątpienie i niedowiarstwo. Miłość wielu oziębła. Powróćmy - proszę - do odczytanych na wstępie słów naszego Pana, który powiedział: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w Niego uwierzyli [Jn 7,37-38].

Chrystus Pan wyznaczył pewny sposób na to, aby chrześcijanie mogli pozytywnie wpływać na otoczenie: Przyjmijcie Ducha Świętego! [Jn 20,22]. Każdy z nas potrzebuje napełnienia Duchem Świętym! Zapragnijmy wpływu Ducha Świętego przede wszystkim na nas samych. Wtedy będziemy mogli zawsze dobrze wpływać też na innych.

Święto Zesłania Ducha Świętego A.D. 2022

26 maja, 2022

Dziesięć dni rozterki

Klon targany dzisiejszym wichrem
Tegoroczny kalendarz mówi, że właśnie mija czterdzieści dni od śmierci Jezusa Chrystusa, którego ukrzyżowano podczas żydowskiego święta Paschy. Za dziesięć dni święto Pięćdziesiątnicy i czas, gdy będziemy wspominać pierwsze wylanie Ducha Świętego na wszystkich ówczesnych uczniów Jezusa. Dzisiaj należy więc wspomnieć Wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa. Czym ono było dla apostołów? Jakie dni zapowiadało dla nich? Początek jakiego rodzaju prób w naszym życiu może obrazować?

Cztery ewangelie mówią o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę; im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym. (...) I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba [Dz 1,1-11].

Próbuję wyobrazić sobie, co wtedy czuli i co myśleli uczniowie Jezusa, gdy ich Mistrz uniósł się i zaczął znikać w chmurach. Po traumatycznych przeżyciach z okresu Paschy z wielkimi oporami powrócili do wiary, że On zmartwychwstał i naprawdę żyje. Ledwie co odzyskali Pana. Tak się cieszyli, że znowu razem mogli być w Galilei. Kazał im wrócić, więc powrócili do Jerozolimy i jak dawniej poszli razem na Górę Oliwną. I co?! Nagle został uniesiony w górę i obłok zabrał Go sprzed ich oczu. Zostali sami ze wzrokiem wlepionym w niebo. 

Myślę, że w ciągu kolejnych dni uczniowie zasmakowali wielu sprzecznych uczuć. Słyszeli z ust Pana, że nie zostawi ich na lodzie. Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki - Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie. Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was [Jn 14,16-18].  Mieli na Niego czekać w Jerozolimie. Mistrza już nie było, a obiecany 'Paraklet', który został im zapowiedziany jako Ktoś dokładnie o tej samej co Syn Boży naturze, randze i mocy, nie zastąpił Go od razu, z godziny na godzinę. My dzisiaj to wiemy, ale oni nie wiedzieli, że ich rozterka miała potrwać dziesięć dni. 

Dlaczego Bóg zaaplikował uczniom Jezusa kolejne dni oczekiwania? Czyż nie mógł im oszczędzić tego stresu i w momencie wniebowstąpienia Syna Bożego od razu zesłać im Ducha Świętego? Pan jednak zostawił ich i zobowiązał do czekania, nie wyjaśniając im dokładnie nawet tego, kiedy i jak spełni swą obietnicę. Cóż w tej sytuacji mogli zrobić? Zbierali się w sali na piętrze i razem się modlili. Tak nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy. Zstąpił na nich Duch Święty i napełnił wszystkich zgromadzonych.  W jednej chwili stało się im jasne, że odtąd ich naśladowanie Jezusa będzie miało charakter duchowy, już bez fizycznego oglądania Pana.

Nie ma się co dziwić, że obecnie i nam zdarzają się takie sytuacje, gdy Bóg zostawia nas, byśmy całymi dniami bili się z myślami, co nas czeka i jak będziemy dalej żyć? Nigdy nie jest to wszakże czas długotrwały, obmierzony na to, by doprowadzić nas do załamania się w wierze. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść [1Ko 10,13]. Podczas, gdy niektórzy ludzie - żyjący poza łaską Bożą -  po mniej więcej dziesięciu dniach [1Sm 25,38] giną, to jednak ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają [Iz 40,31]. Dziesięć dni można rozumieć symbolicznie jako wskazówkę, że czas próby jest kontrolowany przez Boga. Nie lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię. Oto diabeł wtrąci niektórych z was do więzienia, abyście byli poddani próbie, i będziecie w udręce przez dziesięć dni [Obj 2,10].

Wniebowstąpienie Jezusa, a co za tym idzie, pozbawienie uczniów możliwości dalszej, fizycznej społeczności z Mistrzem stało się dla nich korzyścią, a nie stratą. Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was [Jn 16,7] - tłumaczył im Jezus nadchodzącą zmianę. Języczkiem u wagi miało być ich zachowanie po wniebowstąpieniu. Jest nim i nasze zachowanie w sytuacji, gdy mając obietnicę, że Pan nas nie zostawi na pastwę losu, nagle poczujemy się przez Niego opuszczeni. Dzięki niech będą Bogu, że tego rodzaju próby zazwyczaj nie trwają długo. Po dziesięciu dniach Pan spełnił swą obietnicę i zstąpił na nich Duch Święty. Ważne wszakże, aby w takich chwilach ufnie modlić się i czekać.

19 maja, 2022

Czekanie źródłem szczęścia?

Czy można czuć się szczęśliwym już na samą myśl, że coś dobrego przed nami? Owszem. Zaręczona dziewczyna chodzi z motylkami w brzuchu, bo zbliża się dzień ślubu z jej ukochanym mężczyzną. Typowy uczeń robi się coraz szczęśliwszy wraz z nadchodzącym zakończeniem roku szkolnego i myślą o beztroskich wakacjach. Szczęściem utrudzonych pracą zarobkową, staje się coraz bliższa pora osiągnięcia wieku emerytalnego. Nawet w uciążliwej podróży czujemy się szczęśliwi pod warunkiem, że zmierzamy do wymarzonego celu.

Dodatkowym czynnikiem stymulującym poczucie szczęścia czerpanego z oczekiwania na zbliżające się dobro, jest brak wiedzy, kiedy dokładnie ono nastąpi. Panna Młoda w czasach biblijnego Izraela nie znała daty przybycia Oblubieńca. Każdego dnia więc kwitła ze szczęścia, wiedząc, że to może nastąpić już najbliższej nocy. W drodze do upragnionego - a nieznanego nam z wcześniejszego pobytu - celu podróży, każdy kolejny kilometr podnosi w nas poziom hormonów szczęścia. Świadomość, że docieramy na miejsce, że być może już zza najbliższego zakrętu wyłoni się cel naszych tęsknot, ekscytuje nas i uszczęśliwia.

Prawdopodobnie każdy chrześcijanin zastanawiał się, dlaczego nie została nam objawiona data powrotu Jezusa Chrystusa i naszego z Nim spotkania. Ktoś mógłby pomyśleć, że byłoby lepiej, gdybyśmy znali ten dzień i tę godzinę. Czy jednak uczniowie Jezusa byliby wtedy szczęśliwi? Czy chrześcijanie minionych wieków i pokoleń - wiedząc, że za ich czasów pochwycenie Kościoła nie nastąpi - mogliby ekscytować się i pokrzepiać myślą o rychłym powrocie Pana? Obawiam się, że wówczas ich ziemska pielgrzymka nabrałaby smutnego charakteru, a przez to stałaby się ciężarem nie do udźwignięcia. 

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie [Mt 24,42]. Nasz niebiański Ojciec dobrze nas zna i wie, co jest dla nas lepsze. Oczekiwanie na Pana podtrzymuje w nas potrzebę trwania w bliskiej społeczności z Nim, co już nas uszczęśliwia, bo moim szczęściem być blisko Boga [Ps 73,28]. Czasem dobrze jest czekać w milczeniu na zbawienie Pana [Tr 3,26] ale wyczekiwanie na Niego zawsze zawiera w sobie pierwiastek szczęścia.  Szczęśliwi wszyscy, którzy na Niego czekają [Iz 30,18]. 

Któregoś dnia Chrystus Pan ukaże się ku zbawieniu tym, którzy Go oczekują [Hbr 9,28]. Ta myśl wciąż na nowo mnie uszczęśliwia. Wyczekuję dnia spotkania z moim umiłowanym Zbawicielem i Panem. Każdy kolejny rok ziemskiej pielgrzymki, wręcz każda chwila, do tego chwalebnego momentu mnie przybliża. W tej myśli ani nawet groźba fizycznej śmierci, ani choroba ciała, nie mogą pozbawić mnie tego niezwykłego poczucia szczęścia. Przecież czekam  na spotkanie z Panem, jak na nic innego w życiu. 

22 kwietnia, 2022

Miłosierni dla własnego dobra

Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz [Łk 6,36]. Tak brzmi jedno z bezwarunkowych przykazań Jezusa Chrystusa. Jest bezwarunkowe, czyli niezależne od okoliczności, stosowane zawsze i wszędzie. Jest praktyczne, bo miłosierdzie to współczucie okazywane komuś czynnie, to zmiłowanie się nad kimś. Stosunkowo łatwo jest być miłosiernym wobec ludzi nam bliskich, pokornie liczących na naszą życzliwość. Przykazanie to nabiera szczególnej wagi, gdy stajemy w obliczu ludzi bliżej nam nieznanych lub nie cieszących się dobrą opinią. W takich chwilach konieczne jest spojrzenie na naszego Ojca w niebie.

Bóg, działając w zgodzie z samym Sobą, gdyż Bóg jest miłością [1Jn 4,8], okazuje wszystkim miłosierdzie i litość, również ludziom pogrążonym w grzechach, bo On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych [Łk 6,35]. Miłosierdzie jest typowe dla Boga. Jako naśladowcy Boga winniśmy więc wyrabiać w sobie postawę stałej gotowości do okazywania współczucia. Kto ma w sobie Ducha Chrystusowego, tego nie trzeba za każdym razem na nowo nakłaniać do miłosierdzia. Ono wręcz charakteryzuje postępowanie chrześcijanina.

Niestety, zbyt łatwo zdarza się nam gubić w sobie tę postawę miłosierdzia. Skupieni na przestrzeganiu przykazań Bożych i zadowoleni z osobistego wywiązywania się z nich, stopniowo zatracamy zdolność empatii wobec tych, którzy te przykazania notorycznie lekceważą. Stajemy się wobec takich ludzi oschli i rygorystyczni. Chrystus Pan wytknął to duchowym przywódcom Izraela. Biada wam, nauczyciele Pisma i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbujecie to, co ważniejsze w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. Tamto trzeba czynić, ale tego nie wolno zaniedbywać [Mt 23,23]. Owszem, dziesięcina jest ważna w oczach Bożych, ale przy zaniedbywaniu tego, co w Prawie ważniejsze, staje się niczym.

W świetle Biblii widzę, że utrzymanie w sobie stałej zdolności do okazywania miłosierdzia nie tylko podoba się Bogu, ale leży też w moim osobistym interesie. Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem [Jk 2,13]. Podobnie jak każdy inny chrześcijanin, któregoś dnia będę musiał stanąć przed sądem Chrystusowym. Jako odkupiony i usprawiedliwiony krwią Baranka Bożego, nie pójdę na potępienie, bo nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie [Rz 8,1]. Jako chrześcijanin będę jednak sądzony przez Chrystusa Pana z moich czynów i postaw po nawróceniu. Z czym przed Nim stanę? 

Biblia mówi, że przed Bogiem można mieć powód do chluby, albo go nie mieć. Dla przykładu, apostoł Paweł napisał do Koryntian, że wy jesteście chlubą naszą, którą mam w Chrystusie Jezusie, Panu naszym [1Ko 15,31]. Głosił im ewangelię i był pewny, że będą się sobą nawzajem chlubić w dzień Pana naszego Jezusa [2Ko 1,14]. Nikt natomiast nie będzie mógł chlubić się swoimi uczynkami jako podstawą do zbawienia, bo jeśli Abraham z uczynków został usprawiedliwiony, ma się z czego chlubić, ale nie przed Bogiem [Rz 4,2]. W sprawie zbawienia niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata [Ga 6,14].

Dobrze jest pamiętać, że najwyraźniej przed sądem Chrystusowym będzie miało znaczenie to, czy jako chrześcijanin okazywałem ludziom miłosierdzie. Sąd bez miłosierdzia będzie nad tym, który nie okazał miłosierdzia, ale - jak mówi Biblia Gdańska - miłosierdzie chlubi się przeciwko sądowi. Jeżeli dzisiaj cechować się będę gotowością do czynnego okazywania ludziom współczucia, to owo miłosierdzie w dniu Pańskim stanie się moim atutem. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią [Mt 5,7].

21 kwietnia, 2022

Dwadzieścia sześć lat blasków i cieni

Od dwudziestu sześciu lat dwudziesty pierwszy kwietnia - to dla mnie ważna rocznica, której świętowanie w pewnym stopniu zależy od aktualnej sytuacji. Owego dnia, tj. 21 kwietnia 1996 roku oficjalnie założyliśmy Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku, wspólnotę Kościoła Zielonoświątkowego, wpośród której od samego początku i nieprzerwanie dane mi jest służyć. 

Zawarta w tytule tego wpisu prawda pobudza mnie do tego, aby przede wszystkim okazać dziś wdzięczność Bogu za kolejny rok Jego łaski. Historię naszego zboru wielokrotnie rozświetlał blask Bożego błogosławieństwa. W ciągu dwudziestu sześciu lat istnienia C.C. NOWE ŻYCIE doświadczyliśmy licznych cudów. Duch Święty nas prowadził i wspomagał. Cieszyliśmy się obecnością Pana Jezusa wpośród nas i radowaliśmy się wzajemną społecznością. Bogu niech będzie chwała i serdeczne podziękowanie!

Jednakże dwudziestosześcioletnia historia naszej wspólnoty to dla mnie też wiele dni smutku, rozterki, płaczu nad sobą i zborem. Wielokrotnie zawiodłem jako duszpasterz i kaznodzieja. Chrystus Pan zwierzył mi ważną służbę, a ja nie zawsze potrafiłem stanąć na wysokości zadania. Wprawdzie mam dzisiaj większą świadomość moich ograniczeń i duchowego ubóstwa niż przed laty, ale to w żaden sposób nie pozwala mi zapomnieć o popełnionych błędach. Tylko dobroć i wspaniałomyślność PANA, tylko Jego hojność w odpuszczaniu win, stanowi tajemnicę stabilnej działalności naszej wspólnoty i mojej w niej służby już ponad ćwierć wieku. 

Liczę się z tym, że społeczność Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE czekają ciężkie próby i doświadczenia. Zeświecczenie, powierzchowność duchowa, wpływ bardzo aktywnych w Internecie zwodzicieli, materializm, liberalizacja poglądów w łonie Kościoła, nastawienie na to co miłe dla oka, ucha i ciała - to wszystko już dotyka naszych szeregów. Nie zanosi się na to, że w najbliższych latach na tym polu walka duchowa zelżeje. Kolejne osoby ulegną duchowi tego świata. Inne odejdą od zboru w imię poszukiwania wyższej duchowości i efektywniejszej służby. Będziemy zmagać się z inną ewangelią, chociaż innej nie ma; są tylko pewni ludzie, którzy was niepokoją i chcą przekręcić ewangelię Chrystusową [Ga 1,7]. Nawet wpośród nas samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą [Dz 20,30].

Mógłbym oczywiście dzisiaj uderzyć w zwycięski ton zapowiadania sukcesu i duchowego przebudzenia dla naszego zboru. Świętowanie rocznic często do tego się sprowadza. Ludzie lubią ogłaszać sobie świetlaną przyszłość. Obserwacja własnego podwórka nie pozwala mi na to. Jedyną nadzieją na przetrwanie w wierze w obliczu tego, co nadchodzi, jest nasza pokuta i bliska, osobista więź z Jezusem. Chwalebna przyszłość należy bowiem do Jezusa Chrystusa! O jedno prosiłem Pana, o to zabiegam: Abym mógł mieszkać w domu Pana przez wszystkie dni życia mego, by oglądać piękno Pana i by odwiedzać świątynię Jego [Ps 27,4]. Te słowa Pisma Świętego odezwały mi się w sercu, w 26. rocznicę powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

18 kwietnia, 2022

Po co te pokusy?

Moja codzienna lektura Pisma Świętego wg Zwycięskiego Planu Czytania Biblii przyprowadziła mnie dzisiaj do trzeciego rozdziału Księgi Sędziów, a w nim do bardzo ciekawego objaśnienia.

A oto narody, które PAN pozostawił w spokoju, aby przez nie doświadczyć Izraelitów, tych wszystkich, którzy nie uczestniczyli w wojnach o Kanaan. Uczynił to tylko po to, by kolejne pokolenia Izraelitów nauczyły się sztuki wojennej — uczynił to więc ze względu na tych, którzy w tych wojnach nie uczestniczyli. Pozostało zatem pięciu książąt filistyńskich i wszyscy Kananejczycy, Sydończycy i Chiwici mieszkający na pogórzu Libanu, począwszy od góry Baal-Hermon aż po Lebo-Chamat. Pozostali oni po to, aby przez nich doświadczyć Izraela i aby stało się jasne, czy Izraelici będą słuchać przykazań PANA, które nadał ich ojcom za pośrednictwem Mojżesza, czy też nie.

Izraelici mieszkali zatem wśród Kananejczyków, Chetytów, Amorytów, Peryzytów, Chiwitów i Jebuzytów, brali sobie ich córki za żony, a swoje córki wydawali za mąż za ich synów — i służyli ich bogom. Izraelici postępowali więc niegodziwie w oczach PANA, zapomnieli wręcz o PANU, swoim Bogu, a służyli baalom i aszerom [Sdz 3,1-7]. 

Ziemia Obiecana, do której Bóg przyprowadził synów Izraela, miała być zamieszkana wyłącznie przez nich. Wkraczające doń hufce izraelskie otrzymały zadanie wytępienia wszystkich mieszkających tam pogan. Niestety, tu i ówdzie zostało to zaniedbane. Oczywiste, że Bóg znalazłby sposób na to, aby zasiedlany przez Izraelitów Kanaan całkowicie oczyścić od pogańskiej ludności oraz ich kultury i obyczajów. Jednakże gdy lud Izraela nie wywiązał się należycie z danego im nakazu, Bóg obrócił ich nieposłuszeństwo w dwojaki pożytek.

Po pierwsze, w ten sposób, że obecność w nowej ziemi izraelskiej wrogo nastawionych etnicznych resztek pogańskich stała się naturalnym poligonem wojskowym dla nowych pokoleń Izraelitów. Aby poćwiczyć i sprawdzić swoje zdolności bojowe, nie musieli nigdzie się wyprawiać. Doskonalili się w walce na miejscu. A po drugie, obecność ludzi, którzy w codziennym  życiu nie stosowali się do prawa Bożego, uwypuklała prawdę o tym, jak ze słuchaniem przykazań PANA radzili sobie sami Izraelici. Gdyby tychże pogan w ogóle nie było, to przez dłuższy czas można byłoby odnosić wrażenie, że młode pokolenie synów Izraela świetnie sobie radzi w walce, a wszyscy żyją zgodnie ze Słowem Bożym. Tymczasem było inaczej i obecność pogańskich resztek ludności ujawniała prawdę o Izraelitach.  

Jeżeli wspomniane tu pogańskie narody potraktuję symbolicznie, jako rozmaite pokusy, to z powyższego objaśnienia wyłania mi się niezwykle ważna i wiele wyjaśniająca nauka Słowa Bożego. Bóg dopuszcza do prób i pokuszeń w moim życiu, abym ćwiczył się w duchowej walce przeciwko grzesznym pożądliwościom, abym był dobrze wyszkolony i potrafił zgasić wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16]. A po drugie, Bóg pozostawia mnie w zasięgu rozmaitych pokus, aby na bieżąco ujawniać mój stan duchowy i aby było jasne, czy naprawdę stosuję się do przykazań Jezusa Chrystusa, spisanych i wyjaśnionych nam przez Jego apostołów. 

Błogosławiony mąż, który wytrwa w próbie, bo gdy wytrzyma próbę, weźmie wieniec żywota, obiecany przez Boga tym, którzy go miłują. Niechaj nikt, gdy wystawiony jest na pokusę, nie mówi: Przez Boga jestem kuszony; Bóg bowiem nie jest podatny na pokusy ani sam nikogo nie kusi. Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć. Nie błądźcie, umiłowani bracia moi [Jk 1,12-16]. Jasne? Dla mnie jasne.

14 kwietnia, 2022

Wielki Czwartek: Czas przygotowania

Wielki Czwartek to słuszny i najwyższy czas na przygotowanie się do godnego świętowania. Jutro bowiem, na pamiątkę naszego Pana, Jezusa Chrystusa, będziemy wieczorem wspominać Jego śmierć za nasze grzechy. Przypominam i podkreślam, że Wieczerza Pańska jest ustanowieniem Pańskim w celu regularnego wspominania śmierci Jezusa Chrystusa, a nie wspominaniem i nawiązywaniem do żydowskiej paschy. Wielki Piątek w praktykowaniu Wieczerzy Pańskiej z oczywistych względów ma więc szczególną rangę i powagę. Zanim jutro zgromadzimy się przy Stole Pańskim, chwilę uwagi poświęćmy zagadnieniu przygotowania.

I wysłał Piotra i Jana, rzekłszy im: Idźcie i przygotujcie nam wieczerzę paschalną do spożycia. Oni zaś rzekli do niego: Gdzie chcesz, byśmy ją przygotowali? On zaś rzekł do nich: Gdy wchodzić będziecie do miasta, oto spotka się z wami człowiek, niosący dzban wody; idźcie za nim do domu, do którego wejdzie; i powiedzcie gospodarzowi tego domu: Nauczyciel każe ci powiedzieć: Gdzie jest izba, w której mógłbym spożyć baranka wielkanocnego z uczniami moimi? A on pokaże wam przestronną jadalnię, przystrojoną, tam przygotujcie. A oni odszedłszy, znaleźli, jak im powiedział, i przygotowali wieczerzę paschalną [Łk 22,8-13].

Jezus wiedział, że nie będzie Mu dane spożyć wieczerzy paschalnej z uczniami o normalnej porze. W tym bowiem czasie, gdy Żydzi zwykli zabijać baranka paschalnego, On - jako Baranek Boży, który gładzi grzech świata [Jn 1,29], niejako równolegle, będzie już umierać na krzyżu. Nie chcąc z tej ostatniej wieczerzy rezygnować, polecił przygotować ją wcześniej. Pragnienie owej wyjątkowej społeczności z uczniami wyraził zasiadając do stołu: Gorąco pragnąłem spożyć tę wieczerzę paschalną z wami przed moją męką; powiadam wam bowiem, iż nie będę jej już spożywał, aż nastąpi spełnienie w Królestwie Bożym [Łk 22,15]. 

Chcę podkreślić, że pomimo złożoności całej sytuacji, Jezus nie zaniedbał sprawy należytego  przygotowania do ostatniej wieczerzy z uczniami. W tym celu wysłał do Jerozolimy dwóch swoich sztandarowych uczniów, udzielając im konkretnych wskazówek. Zadbał o to, aby sala była dostatecznie przestronna i przystrojona, a i sam stół odpowiednio zastawiony. Ktoś by powiedział: Jakie to ma znaczenie? A jednak dla Jezusa najwyraźniej miało. Nasz Pan podczas owej społeczności miał przecież ustanowić Wieczerzę Pańską. Nic nie miało prawa być tam przypadkowe i urządzane na chybcika.

My również winniśmy się do Świąt Wielkanocnych odpowiednio przygotować. Najpierw zadbajmy o godne spożywanie Wieczerzy Pańskiej. Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie. Przeto, ktokolwiek by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winien będzie ciała i krwi Pańskiej. Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije [1Ko 11,26-29]. Dlatego przyjdźmy na nabożeństwo Wielkopiątkowe pojednani z Bogiem i ludźmi. Wspominanie śmierci Pana niech wiąże się z naszym głębokim namysłem, powagą i świeżą wdzięcznością.

Przygotujmy się także do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Pomyślmy, co by się stało, gdyby Jezus nie zmartwychwstał? A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni. Jeśli bowiem umarli nie bywają wzbudzeni, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli [1Ko 15,12-20]. Gdy pogłębimy w sobie tę świadomość, to w najbliższą niedzielę będzie wiele radości w zgromadzeniu ludu Bożego!

Pisząc o przygotowaniach, chcę jednak nade wszystko zwrócić naszą uwagę na konieczność gotowości na spotkanie z Bogiem. W każdej chwili może przyjść dla nas ten moment, że trzeba będzie stanąć przed Chrystusem. Podstawowym krokiem jest tu opamiętanie z grzechów i szczere zwrócenie się całym sercem ku Synowi Bożemu. Żadne formy świętowania śmierci i zmartwychwstania Jezusa nic nam nie dadzą, jeśli nie będzie to powiązane z prawdziwym nawróceniem do Niego. A człowiek nie tak łatwo się nawraca. Nawet wśród ludzi wierzących w Boga pokuta rodzi się w wielkich bólach.

A chociaż to Ja zesłałem na was klęskę głodu we wszystkich waszych miastach i pozbawiłem was chleba we wszystkich waszych siołach, jednak nie nawróciliście się do mnie - mówi Pan. (...) Smagałem was posuchą i rdzą, spustoszyłem wasze ogrody i wasze winnice, i szarańcza pożarła wasze drzewa figowe i oliwne, a jednak nie nawróciliście się do mnie - mówi Pan. Zesłałem na was mór jak na Egipt, wybiłem mieczem waszych młodzieńców, pozwoliłem uprowadzić wasze konie i sprawiłem, że zaduch waszych obozów dostał się do waszych nozdrzy, a jednak nie nawróciliście się do mnie - mówi Pan. Dokonałem wśród was takiego spustoszenia, jakiego dokonał Bóg w Sodomie i Gomorze, i staliście się jak głownia wyrwana z ognia, a jednak nie nawróciliście się do mnie - mówi Pan. Dlatego tak postąpię z tobą, Izraelu... A ponieważ tak chcę z tobą postąpić, przeto przygotuj się na spotkanie twojego Boga, Izraelu! [Am 4,6-12].

Nikt z nas nie pozostanie tu na zawsze. Nie przedłużymy swojego ziemskiego bytowania ani o jeden dzień ponad to, ile Bóg nam wyznaczył. Bóg odwołuje ludzi z tego świata przez chorobę, wypadki drogowe, działania wojenne, kataklizmy itd. Rzadko kto dożywa sędziwych lat i umiera ze starości.  W każdej chwili może też nastąpić pochwycenie Kościoła. Dlatego trzeba nam bardziej pomyśleć o tym, gdzie pójdziemy, gdy przekroczymy próg wieczności. Temu w doczesnym życiu powinniśmy nadać najwyższy priorytet!

Na okoliczność Wielkiego Czwartku jedno ciśnie mi się do głowy: Chcę się przygotować! Chcę być gotowy, by w każdej chwili móc stanąć przed Bogiem.

07 kwietnia, 2022

Gościnności nie zapominajcie

Od wczesnej młodości moją wyobraźnię rozbudzały biblijne opowieści o udzielaniu gościny sługom Bożym. Czasem owa gościnność polegała jedynie na okazjonalnym zaproszeniu do stołu i jednorazowym nocowaniu. Bywało jednak i tak, że nabierała ona charakteru cyklicznego, co wymagało poczynienia określonych inwestycji. Tak było na przykład z goszczeniem proroka Elizeusza. Pewnego razu przechodził Elizeusz przez Szunem. A mieszkała tam zamożna kobieta, która go zatrzymała, aby spożył posiłek. I odtąd, ilekroć tamtędy przechodził, wstępował do niej na posiłek. Rzekła tedy do swego męża: Oto teraz wiem, że ten mąż Boży, który stale do nas zachodzi, jest święty. Zróbmy więc dla niego maleńką murowaną izdebkę i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę; ilekroć przyjdzie do nas, wstąpi tam [2Krl 4,8-10].

Innym opis, który mocno utkwił mi w głowie, dotyczy apostoła Piotra tuż przed wezwaniem go przez Korneliusza. Przeto poślij teraz mężów do Joppy i sprowadź niejakiego Szymona, którego nazywają Piotrem; przebywa on w gościnie u niejakiego Szymona, garbarza, który ma dom nad morzem. A gdy odszedł anioł, który do niego mówił, przywołał dwóch domowników i pobożnego żołnierza spośród tych, którzy mu usługiwali, wyłożył im wszystko i posłał ich do Joppy. A nazajutrz, gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta, wyszedł Piotr około godziny szóstej na dach, aby się modlić. Potem poczuł głód i chciał jeść; gdy zaś oni przyrządzali posiłek, przyszło nań zachwycenie... [Dz 10,5-10]. Najważniejszym dla mnie miejscem gościnnym stał się - oczywiście - dom Marii, Marty i Łazarza w Betanii pod Jerozolimą, gdzie - nie tylko w Wielki Tydzień - zwykł nocować Jezus.

Pan Jezus lubił zachodzić do Betanii. Prorok Elizeusz miał stałą 'metę' w Szunem. Apostoł Piotr namierzył przyjazny dom Szymona garbarza nad morzem i całkiem swobodnie korzystał tam z gościny. Właśnie te biblijne obrazy sprawiły, że od początku działalności Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku marzyłem o tym, aby móc w siedzibie zboru udzielać niekrępującej gościny braciom i siostrom w Chrystusie. Przez całe lata nie było to niestety możliwe, bowiem dzierżawiliśmy lokale użytkowe, a te nie zapewniały warunków noclegowych. Dopiero od niedawna, gdy Bóg obdarował nas sporą nieruchomością w Gdańsku, moje marzenia zaczęły się powoli urzeczywistniać. 

Oczywiste, że najpierw trzeba było skupić się na budowie domy modlitwy, aby stworzyć dogodne warunki do zgromadzania się całego zboru. Jednakże wzywająca do gościnności nauka apostolska od samego początku pobudzała mnie do zadbania o nią w naszej, stałej już siedzibie. Chodziło mi o skromne  pokoje gościnne, gdzie słudzy Boży, Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, trudzący się dla Królestwa Bożego, mogliby się zatrzymać na kilka dni, odpocząć, wyciszyć się, wsłuchać w głos Ducha Świętego i nabrać świeżych sił do dalszej służby. Jestem przeszczęśliwy, że pierwsze kroki w tym kierunku mamy już za sobą. Bogu niech będą dzięki.

Gościnności nie zapominajcie; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołów gościli [Hbr 13,2].

05 kwietnia, 2022

Mechanizm konsekwencji

Dzisiaj od rana zamyślam się nad mechanizmem konsekwencji. Wszystko, co mówimy i robimy, pociąga za sobą określone skutki. Miłe lub przykre, wcześniej czy później przychodzą jednak i zabarwiają nam życie. Kto w swoim domu sieje zamieszanie, dziedziczy wiatr [Prz 11,29]. Pewien król uciekał przed Izraelitami, oni zaś gonili go i pochwycili, i obcięli mu kciuki u rąk i nóg. Wtedy rzekł Adonibezek: Siedemdziesięciu królów z obciętymi kciukami u rąk i nóg zbierało okruszyny pod moim stołem; jak ja uczyniłem, tak odpłacił mi Bóg [Sdz 1,6-7].

 Dużo przyjemniej jest zbierać owoce pozytywnych słów i czynów. Słusznie mówi się, że dobro wraca. Rozdawaj swój chleb w obfitości, a po wielu dniach odnajdziesz go [Kzn 11,1]. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, potrzęsioną i przepełnioną dadzą w zanadrze wasze; albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą [Łk 6,38]. Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej. Niech się odwróci od złego, a czyni dobre, niech szuka pokoju i dąży do niego [1Pt 3,10-11].

Świadomość prawidłowości tego mechanizmu ma wielkie znaczenie w duchowej sferze życia. Biblia wzywa do codziennego stosowania prawa Ducha. Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej [Ga 5,16].  Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny. A czynić dobrze nie ustawajmy, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy bez znużenia [Ga 6,7-9]. 

Z mechanizmem konsekwencji mamy do czynienia również w innych dziedzinach. Za przykład niech mi posłużą najnowsze doniesienia wojenne. Na długo przed inwazją można było zaobserwować na Ukrainie proces wciągania ludności cywilnej w zbliżającą się wojnę z armią rosyjską. Powszechną czynnością zwykłych ludzi w różnych miejscowościach stało się przygotowywanie i gromadzenie "koktajli mołotowa", aby przywitać nimi pojazdy wojskowe wroga. Zaangażowanie w to kobiet oraz dzieci siłą rzeczy musiało potem oznaczać ich obecność także po stronie ofiar. Czy może kto zgarnąć ogień do swojego zanadrza, a jego odzienie się nie spali? Czy może kto chodzić po rozżarzonych węglach, a jego stopy się nie poparzą? [Prz 6,27-28]. Mądrzy przywódcy starają się ludność cywilną trzymać z daleka od wojskowych akcji zbrojnych. Tymczasem słyszałem, że w Ukrainie rozdano ludziom tysiące karabinów maszynowych. Rozumiem, że w takiej sytuacji nie można już mówić o podziale społeczeństwa na cywilów i wojskowych. Poprzez tę ilustrację w żadnym razie nie chcę pomniejszać winy agresorów. Podkreślam jedynie, że każda postawa i czyn sprowadza określone skutki.

Pozostając przy Ukrainie: Co się stało, to się nie odstanie. Jest wszakże coś, co można by jeszcze zmienić. Z trwogą słucham, jak wielu ważnych i popularnych Ukraińców powtarza, że Ukraina nigdy Rosjanom nie wybaczy tego, co im zrobili. Jako sługa Słowa Bożego wiem, że w ten sposób nasi sąsiedzi narażają się na brak przebaczenia Bożego. Sfilmowani niedawno podczas modlitwy żołnierze ukraińscy mówili przecież Bogu: I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom [Mt 6,12]. A Syn Boży przy tym dodał: Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych [Mt 6,14-15]. Każdy z nas powinien mieć to na uwadze i osobiście stosować w życiu. 

Problem z mechanizmem konsekwencji jest tym większy, im później zadziała. Kilka dni temu świat obiegła wiadomość o rezygnacji Briana Houstona, założyciela i głównego pastora australijskiego Kościoła Hillsong. Jego skandaliczne zachowanie sprzed kilku lat dopiero teraz wyszło na jaw. W tej sytuacji komuś, kto dopiero co wysłuchał jakiejś jego inspirującej przemowy, jakich pełno w Internecie, trudno jest pogodzić się z takim obrotem sprawy. A przecież to nic nagłego. To skutek czegoś sprzed lat. Bo nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani tajnego, co by nie stało się wiadome. Dlatego, co mówicie w ciemności, będzie słyszane w świetle dziennym, a co w komorach na ucho szeptaliście, będzie rozgłaszane na dachach [Łk 12,2-3]. 

Biblia mówi, że oko, które szydzi z ojca i gardzi sędziwą matką, wydziobią kruki nad rzeką lub zjedzą orlęta [Prz 30,17]. Gdy ktoś obok nas przeżywa jakiś życiowy dramat, zazwyczaj nie zajmujemy się badaniem jego życiorysu pod kątem stosowania przez niego znanego przykazania z obietnicą: Czcij ojca swego i matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi [Ef 6,2-3]. Nie znając szczegółów jego zachowania z dawnych lat, natychmiast okazujemy mu empatię i prosimy Boga o łaskę dla niego. I słusznie, że tak robimy. Powinniśmy być jednak świadomi mechanizmu konsekwencji, który często działa z dużym opóźnieniem. Współczując ludziom, zachowajmy w sercu postawę czci względem Boga, który zawsze  jest sprawiedliwym sędzią.

Czy można jakoś wyłączyć działanie mechanizmu konsekwencji? Czy można uniknąć skutków popełnionych niegdyś grzechów? Zapraszam do uważnego czytania Biblii. Jest w niej odpowiedź na to pytanie.

29 marca, 2022

Przygotujmy się na to!

Czego mogę się spodziewać w kolejnych latach mojego ziemskiego życia? Jakie są prognozy na najbliższe czasy? Co powinienem wkalkulować w swoją doczesną przyszłość, aby witać ją z podniesioną głową, a nie z bólem serca i poczuciem klęski? Czy z punktu widzenia przeciętnego człowieka losy świata będą jeszcze dobre, czy coraz gorsze? Jak przygotować się do tego, co nadchodzi? Czy Biblia daje tu jakieś wskazówki? 

Prawdziwi naśladowcy Jezusa Chrystusa, a do takich pragnę być zaliczony, nie mają na świecie innej drogi, jak tylko tę wyznaczoną przez naszego PANA i Jego apostołów. Ich los na świecie jest naszym losem. Nie spodziewamy się tu niczego innego, jak tylko tego, co spotkało Jezusa i Jego pierwszych uczniów, bo nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana; wystarczy uczniowi, aby był jak jego mistrz, a sługa jak jego pan [Mt 10,24-25]. Mając to na uwadze spójrzmy na trzy sfery życia, w których powinniśmy być świadomi nadchodzących zmian, doświadczeń i przeżyć. 

Po pierwsze, w świetle Biblii widzę, że mam się nastawić na straty materialne. Poznałem już smak rabunku mojego mieszkania. Znam też uczucie pozbawienia mnie życiowych oszczędności. Wdzięczny jestem Bogu za te przeżycia, bo mnie już troszkę przygotowały do tego co nadchodzi. Liczę się z tym, że przecież w każdej chwili mogę stracić takie dobra jak dom lub samochód. Staram się zachowywać zdrowy dystans do siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, którą dostaliśmy w darze od Boga i którą intensywnie zajmuję się od dziewięciu już lat. Troszczę się o budynki i zieleń na rozległej parceli tak, jak byśmy mieli się nimi cieszyć jeszcze co najmniej przez sto lat. Sercem natomiast jestem już w Królestwie Bożym. Któregoś dnia bez żalu zostawię cały ten świat rzeczy materialnych. Mam skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej nie ma przystępu, ani mól nie niszczy [Łk 12,33], ani żadna wojna mi go nie odbierze.

Po drugie, Biblia poucza, że powinienem się liczyć z czekającym mnie osamotnieniem. Dobrze jest mieć rodzinę i przyjaciół. Otoczony gronem serdecznych braci i sióstr czuję się naprawdę szczęśliwy i jestem wdzięczny za nich Bogu. Pamiętam jednak to, co spotkało Jezusa, mojego Pana. Tej nocy wy wszyscy odwrócicie się ode Mnie, gdyż jest napisane: Uderzę pasterza i rozproszą się owce trzody [Mt 26,31]. Podobnie stało się z apostołem Pawłem. W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił [2Tm 4,16-17]. Myślę, że Bóg mnie już trochę przygotował do tego, żebym zachował hart ducha w obliczu odejścia ludzi, na których bardzo dziś liczę. Pan Jezus, gdy zawisł na krzyżu, doznał ekstremalnej goryczy opuszczenia. Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? [Mk 15,34]. Osamotnienie jest wpisane w ziemski los ucznia Jezusa. Wcześniej czy później ludzie mnie opuszczą.  Gdy zostanę sam, wciąż cieszyć się będę obietnicą naszego Pana: A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata [Mt 28,20].

Po trzecie, patrząc na Jezusa i Jego pierwszych naśladowców, zdaję sobie sprawę z tego, że ze względu na Pana trzeba będzie wciąż narażać się na niebezpieczeństwo, nadwerężać swoje zdrowie, a nawet oddać życie. Tak Biblia nakreśla los naśladowców Jezusa na ziemi. Oto fragment opisu przeżyć jednego z nich: Często bywałem w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach ze strony zbójców, w niebezpieczeństwach ze strony rodaków, w niebezpieczeństwach ze strony pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi; w trudzie i znoju, często w bezsennych nocach, w głodzie i pragnieniu, często w postach, na zimnie i w nagości.  [2Ko 11,26-27]. Od lat staram się nie rozczulać nad sobą. Wdzięczny Bogu za wszystko, chcę być gotowy na każdy dyskomfort. Mając w pamięci Jezusa Chrystusa nie mogę i nie chcę być hedonistą.

 Człowiekiem, który poddany próbie w powyżej wspomnianych sferach zachował się z klasą i przyniósł chlubę Bogu, był biblijny Hiob. Tak. W jednym dniu został pozbawiony całego majątku. Zaraz potem stracił wszystkie dzieci. Następnie strasznie się rozchorował. Odwróciła się od niego nawet jego żona. I co na to powiedział? Lecz ja wiem, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad prochem stanie! Że potem, chociaż moja skóra jest tak poszarpana, uwolniony od swego ciała będę oglądał Boga. Tak! Ja sam ujrzę go i moje oczy zobaczą go, nie kto inny. Moje nerki zanikają we mnie za tym tęskniąc [Jb 19,25-27].

Słowa Hioba bardzo dobrze wyrażają nadzieję prawdziwych chrześcijan. Jesteśmy tego pewni, że nasz PAN wyrówna nam wszystkie poniesione ze względu na Niego krzywdy. Jeżeli każdego dnia sercem lgniemy do Boga, to zawsze będziemy cieszyć się Jego obecnością. Jeżeli - mając odzież i wyżywienie - praktykujemy postawę poprzestawiania na małym, to nie musimy się bać recesji i utraty fortuny, bo najzwyczajniej jej nie mamy. Jeżeli pielęgnujemy w sobie świadomość, że jesteśmy własnością Chrystusa Pana oraz, że choćby kto z wierzących w Jezusa nawet i umarł, żyć będzie to nie boimy się, że ktoś mógłby pozbawić nas życia.

Dzięki takiemu nastawieniu przygotowuję się na czekające mnie przykrości i straty. Mam nadzieję, że im bardziej zacznę je odczuwać, tym wyżej podniosę głowę, że zbliża się moje wybawienie. Nie będę drżeć przed utratą rzeczy materialnych, bo już dzisiaj używam rzeczy tego świata tak, jakbym ich nie używał [1Ko 7,31]. Gdy będą opuszczać mnie kolejni ludzie, nawet najbliżsi, nie popadnę w rozpacz, bo już poznałem smak odejścia ludzi mi bliskich. Gdy stracę zdrowie albo stanę w obliczu śmierci, nie popadnę w depresję, bo będzie to dla mnie oznaczać dotarcie do celu i chwalebne spotkanie z Jezusem, do którego przecież zmierzam od wielu już lat.

A co z tobą? Im bardziej dbasz o swój doczesny byt i materialną sferę życia, tym mniej jesteś gotowy na przyszłość i tym dotkliwiej będziesz przeżywał utratę posiadanych dóbr. Im większą wagę przykładasz do życia towarzyskiego, tym łatwiej dasz się wciągać w rozmaite kompromisy etyczno-moralne i tym gorzej znosić będziesz osamotnienie. Jeżeli dzisiaj nie potrafisz zrobić czegoś ze względu na Jezusa z narażeniem własnego zdrowia, to co zrobisz, gdy trzeba będzie ze względu na Niego oddać życie?

Nadchodzi koniec (nie)porządku tego świata. Mieszkańców ziemi nie czeka żadna świetlana przyszłość. Przygotujmy się na to! Jak? Przede wszystkim trzeba się opamiętać z grzechów i całym sercem zwrócić ku Panu Jezusowi Chrystusowi, bo nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Kto przez wiarę w Jezusa Chrystusa narodzi się na nowo, zostanie usprawiedliwiony i zacznie prowadzić uświęcone życie w posłuszeństwie ewangelii Chrystusowej, ten wkrótce zobaczy Królestwo Boże i wejdzie do niego. Ten już dzisiaj radośnie może zaśpiewać:

Świat nie jest domem mym, jam tu przechodniem jest
Me skarby w niebie są, nie w tej dolinie łez
Do siebie tam, do gwiazd, anieli wabią mnie
Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się

Ref.: O, Panie, wiesz, ten świat jest obcym mi
Gdzież pójdę jeśli Ty przede mną zamkniesz drzwi?
Świat nie jest domem mym, blask nieba wabi mnie
Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się

Już tylu bliskich mych na drugi przeszło brzeg
Czekają na mnie tam, aż ziemski skończę bieg
Już uchylili drzwi, wołają także mnie
Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się

W chwalebnym kraju tym będziemy wiecznie żyć
Z żywota drzewa jeść, ze źródła życia pić
Tam uwielbienia hymn z ust wszystkich wzniesie się
Chciałbym stąd wyrwać się, obcym tu czuję się.


28 marca, 2022

Czy daję im to, co mam?

Wielu Żydów wchodzących do jerozolimskiej świątyni w możliwy dla nich sposób wspierało przynoszonego tam chromego człowieka. Dawali mu to co mieli i co - jak sądzili - było najlepszą formą zaspokojenia jego potrzeb. On nie oczekiwał od nich niczego innego, a i oni nie mieli pomysłu, jak lepiej mogliby wesprzeć człowieka, który od urodzenia nie mógł chodzić. Robili więc, co mogli. On w godzinach popołudniowych pojawiał się przy bramie Pięknej, a oni okazywali mu współczucie i go obdarowywali.

Sytuacja zmieniła się nie do poznania, gdy u wejścia do świątyni stanęli apostołowie Jezusa Chrystusa, Piotr i Jan. Chociaż i od nich chory człowiek nie oczekiwał niczego innego, jak tylko jakiegoś wsparcia materialnego, to jednak okazało się, że mają oni coś, czego nikt inny wcześniej nie był w stanie mu zaoferować. Oddajmy głos Słowu Bożemu:

A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. A cały lud widział go, jak chodził i chwalił Boga; poznali bowiem, że to był ten, który dla jałmużny siadywał przy Bramie Pięknej świątyni; i ogarnęło ich zdumienie i oszołomienie z powodu tego, co mu się przydarzyło [Dz 3,4-10].

W tych dniach mamy w kraju mnóstwo uchodźców przeżywających życiowe tarapaty. Zgodnie dostrzegamy, że potrzebują empatii oraz wsparcia materialnego. Polacy, jak chyba nigdy wcześniej, gremialnie się tym zajęli. Przybysze są wdzięczni i wydają się niczego więcej od nas nie oczekiwać, a i my uważamy, że dobrze wywiązujemy się ze swej sąsiedzkiej roli. Potwierdzają to liczne głosy podziwu, docierające do Polski z całego świata. 

Jako sługa Słowa Bożego i naśladowca Jezusa Chrystusa nie mogę wszakże zadowolić się tym stanem i poziomem pomocy. Podczas, gdy moi kochani Rodacy tak pięknie dają to, co mają, odczuwam wewnętrzne przynaglenie, aby uważniej wpatrzyć się w uchodźców. Czyż naprawdę nie trzeba im niczego więcej poza wsparciem psychologicznym i zaspokojeniem fizycznych potrzeb życiowych? Czy jako uczeń Jezusa nie powinienem bardziej skupić się na dawaniu uchodźcom tego, czego inni nie mają i dać im nie mogą? Chrystus Pan swoim uczniom w trudnej dla nich chwili dał coś, czego świat im dać nie potrafił. Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka [Jn 14,27].

Od wczorajszego poranka moją głowę drążą myśli o ważnym zadaniu na rzecz braci i sióstr z Ukrainy. Aby odwracać ich myśli od rzeczy materialnych i kierować ich serca ku niebiańskiej Ojczyźnie. Podczas gdy wszyscy wokoło urządzają dla nich zbiórki darów materialnych - i chwała im za to - powinienem z większą determinacją zacząć im dawać to, co mam dzięki wierze w Jezusa Chrystusa. Kto ma to zrobić jeśli nie ja?! Już same okoliczności siłą rzeczy dostatecznie mocno trzymają ich serca i myśli przy ziemskich sprawach. Również pomocowe programy rządowe oraz cała wspaniałomyślna aktywność społeczna Polaków obraca się wokół zaspokajania ich potrzeb materialnych. Jako chrześcijanin nie mogę zadowolić się tym poziomem pomocy, bo mam coś więcej, co mogę i co powinienem im dawać w tej trudnej dla nich godzinie.

Pozwólmy, żeby znowu przemówił Duch Święty ustami, a raczej piórem apostoła Piotra. Kochani, zachęcam was, abyście jako uchodźcy, jako ludzie nietutejści, rezygnowali z żądz ciała, które walczą przeciwko duszy [1Pt 2,11]. Każdy chrześcijanin teoretycznie wie, że wszystko na tym świecie jest przejściowe i krótkotrwałe. Nie mamy tu bowiem miasta trwałego, ale tęsknimy za przyszłym [Hbr 13,14]. Ludzie wierzący w Jezusa Chrystusa i oczekujący Jego powtórnego przyjścia, mają odróżniać się od niewierzących między innymi tym, że całą duszą są nastawieni na nadchodzące Królestwo Boże. Naturalne pragnienia i zachcianki ciała trzymają jednak naszą duszę blisko ziemi i spraw materialnych. W każdym z nas toczy się walka między ciałem a Duchem. Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie [Ga 5,17].

Nie wiem jak wyglądało życie duchowe braci i sióstr na Ukrainie, zanim wojna wygnała ich do Polski. Znam natomiast poziom duchowy polskich zborów ewangelicznych. Codziennie zaglądam do lustra i nie mam złudzeń. Nie wszyscy żyjemy według Ducha. Wstrząs, który nawiedził lud Boży na Ukrainie porusza mnie wzywając do osobistego odwiązania serca od tego, co na świecie, i skupienia się na dążeniu do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie [Flp 3,14]. Tak też chcę służyć braciom i siostrom z Ukrainy, tym do których mam dostęp. 

Wczoraj na nabożeństwie w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE zaśpiewaliśmy im następującą pieśń:

Prowadzimy tu życie tułacze,
Hen tam w górze pozostał nasz kraj;
[: Nieraz serce z goryczy zapłacze,
Kiedy smutkiem szeleści tu gaj :]

Myśli dążą w kierunku Ojczyzny,
Którą rządzi i włada nasz Bóg.
[: My wołamy z tej grzesznej obczyzny:
„Boże, przyjmij nas w niebieski Twój próg" :]

Chcemy wrócić na łono Ojcowskie
Poprzez gromu nawalność i burz,
[:Z hartem ducha i z sercem już czystym,
Pan powita z radością nas już! :]

Nie zapomnij, iż Jezus twój Zbawca,
Z martwych powstał i w nieba próg wszedł.
[: Od ucisku On ciebie zachowa
I uchroni od wszelkich twych bied :]

W ciężkiej chwili, mój bracie, nie zwątpij,
Na swój los nie narzekaj lecz służ!
[: Wszystko może cię w życiu twym spotkać
Lecz na Zbawcę brzemiona swe złóż! :]

Krótkie życie nam dane na świecie,
A więc walczmy, wszak pełno tu zła;
[: Wnet już skończy się czas tej pielgrzymki,
Wieniec chwały Pan wiernym Swym da :] 
Śpiewnik Pielgrzyma Nr 818 (melodia ukraińska)

Jestem przekonany w Panu, że uchodźcy z Ukrainy nie pojawili się wśród nas przypadkowo. Wielu stara się im pomagać, jak tylko może.  A ja? Czy daję im to, co mam?

25 marca, 2022

Beczka pełna toczy się po cichu

Myśli, którymi tym razem postanowiłem się podzielić, chodzą mi po głowie od dłuższego już czasu. Zachowanie niektórych chrześcijan sprawia, że dłużej nie będę zwlekać. Pozwólcie jednak, że zacznę od bajki pt. "Dwie Beczki" autorstwa Iwana Kryłowa. Ups! Już samo wzmiankowanie autora tej narodowości może dziś postawić wartość mojego tekstu pod znakiem zapytania. Zaryzykuje jednak, bo ta bajka pomoże nam skierować uwagę na zjawisko, które zamierzam poruszyć.

Dwie Beczki jadą – jedna winem chlusta,
Druga – pusta.
Pierwsza się wlecze bez szumu, niemrawo,
Druga z wielką pędzi wrzawą.
Grzmot od niej jak podczas burzy,
Kurz się wzdyma;
Przechodzień, kiedy słyszy ją z daleka,
Kurczy się i zżyma.
Ale chociaż tak głośno pędzi owa Beka,
Pożytek z niej nie taki, jak z tej pierwszej, duży.

Kto bez ustanku o swych czynach krzyczy,
Ten rozumu zbyt wiele w swej głowie nie liczy.
Bo kto twórczy naprawdę, cichym bywa w słowie.
Wielki człowiek li w czynach swą wielkość wypowie.
(Iwan Kryłow, Bajki)

Środowisko chrześcijańskie, w którym służę Bogu, cechuje się słuszną otwartością na działanie Ducha Świętego. Pragniemy doświadczać mocy Bożej. Wierzymy, że znaki i cuda oraz nadnaturalne dary duchowe, które pojawiły się wraz z zesłaniem Ducha Świętego w święto Pięćdziesiątnicy, wciąż są błogosławieństwem Bożym, dostępnym dla prawdziwych chrześcijan. Zrozumiałe więc, że jest w nas oczekiwanie, aby i w naszych zborach miały miejsce rzeczy opisane w Dziejach Apostolskich.

Świadomi tej potrzeby, podejmujemy rozmaite kroki, aby Duch Święty rzeczywiście działał pośród nas. Niestety, nie przysługują się temu dobrze niektórzy mówcy chrześcijańscy, którzy wprowadzając się w stan ekscytacji, raz po raz ogłaszają nadzwyczajne zmiany duchowe w kraju. Gdyby dać wiarę ich proroctwom i objawieniom, to Polska już dawno powinna być pełna ludzi zbawionych. Ileż to już przełomów, przebudzeń duchowych, całych miast dla Jezusa, uwolnień mocy Ducha etc., zostało zapowiedzianych przez mówców biegających po konferencyjnych scenach?! I co..? Najwyraźniej owi ewangeliści, pastorzy i kaznodzieje zwiastowali co najwyżej pragnienia swoich serc. Nie byli prawdziwymi prorokami Pana, bo inaczej ich zapowiedzi dawno już musiałyby się urzeczywistnić.

Czyż nie przypomina to sytuacji z dawnego Izraela? Prorocy prorokują fałszywie, a kapłani nauczają według własnego widzimisię; mój zaś lud kocha się w tym. Lecz co poczniecie, gdy to się skończy? [Jr 5,31]. Smucę się, że tak wielu uczestników owych konferencji, którym organizatorzy obiecali uzdrowienie i duchowy przełom, nie wyciąga żadnych wniosków, bo przecież to, że za drobną opłatą konferencyjną przeżyli emocjonalne uniesienie, nie jest żadnym przełomem. Gdy opadnie konferencyjny - choćby i złoty - pył, za miesiąc czy dwa znowu pojadą się nakręcać złudzeniem, że tym razem ich mówca będzie lepiej 'namaszczony' niż poprzednio. Pojadą, bo chcą usłyszeć, że na Polskę nadciąga wielkie przebudzenie, a oni przecież nie chcą tego przegapić. 

Tymczasem prawdziwa pobożność chrześcijanina realizuje się w codziennym naśladowaniu Jezusa w domu, w pracy, w szkole i na ulicy. Praktyczna miłość okazywana w imię Jezusa domownikom, współpracownikom, sąsiadom i przygodnym osobom, przynosi Bogu znacznie więcej chwały i przyjemności, aniżeli hałaśliwe ogłaszanie Jego królowania pod konferencyjną sceną. Świadectwo zmienionego życia; to że staliśmy się słowni, uczciwi, prawi, solidni, życzliwi, pracowici, punktualni itd., przekonuje do wiary w Jezusa bardziej niż wzniosłe słowa, którym brak poparcia w czynach. Nie ma duchowego upoważnienia do tego, by innym głosić ewangelię, człowiek, którego własne świadectwo życiowe nie odzwierciedla jej zbawiennej mocy.  

Biblia uczy, że Bogu chodzi o praktyczne  posłuszeństwo, a nie o same słowa i chwilowe gesty. Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani [1Sm 15,22]. Niektórym łatwo przychodzą na usta miłosne wyznania. Wzniosłymi słowami zdają się oczarowywać nie tylko ludzi ale i samego Boga. Tymczasem w Piśmie Świętym czytamy: Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą [1Jn 3,18]. Żadna żona, mąż, brat czy siostra, nie zadowoli się samymi słowami. Hałaśliwość zapewnień o miłości bez pokrycia w czynach, częściej sprawia przykrość aniżeli przyjemność.

I tak dochodzimy do trzeciego aspektu poruszanej tu sprawy. Słowo Boże przestrzega przed trąbieniem o swoich dobrych czynach. Baczcie też, byście pobożności swojej nie wynosili przed ludźmi, aby was widziano; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie [Mt 6,1]. Chwalenie się własną modlitwą, namaszczeniem duchowym i skutecznością posługi nie przystoi sługom Bożym. Zrozumiałe, że w obecnych czasach, gdy dane nam jest zrobić coś pożytecznego dla innych, łatwo może to wyjść na światło dzienne. Rzecz w tym, żebyśmy nie byli samochwałami. Niech inny cię chwali, a nie własne usta, obcy, a nie własne wargi [Prz 27,2]. Kto bez ustanku o swych czynach krzyczy, ten rozumu zbyt wiele w swej głowie nie liczy. Bo kto twórczy naprawdę, cichym bywa w słowie. Wielki człowiek li w czynach swą wielkość wypowie.

Wiem, że aktywność mówców ogłaszających cudowne zmiany będzie się nasilać. A to mówię, aby was nikt nie zwodził rzekomo słusznymi wywodami [Kol 2,4]. Przestańcie ulegać urokowi tych, którzy z chciwości wykorzystywać was będą przez zmyślone opowieści [2Pt 2,3]. Jeżeli naprawdę uwierzyliśmy w Jezusa Chrystusa i zostaliśmy napełnieni Duchem Świętym, to faktycznie mamy wszystko potrzebne do tego, aby codziennie pięknie żyć na chwałę Bogu. Po prostu trwajmy w uświęceniu i głośmy wokoło dobrą nowinę o Jezusie, popierając to swoimi czynami. Błogosławiony ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Łk 12,43].

Wiem też, że będziemy odczuwać pokusę do chwalenia się swoją działalnością i osiągnięciami. Dlatego proszę: Nie bądźmy jak hałaśliwa beczka tocząca się po bruku. Beczka pełna toczy się po cichu.

24 marca, 2022

Cześć ich pamięci!

Jedną z najbardziej budujących chwil, jakie miałem w roli ojcowskiej, było obserwowanie okazywania wzajemnego współczucia pomiędzy moimi dziećmi. Gdy któreś z nich trzeba było poddać rodzicielskiej dyscyplinie, wówczas ważne dla mnie było to, jak wobec niego zachowają się pozostałe dzieci. Owszem, bywało, że czasem cieszyły się, że brat czy siostra ma pod górkę. Nie byłem z takiej ich postawy zadowolony. Serce mi rosło, gdy widziałem w nich wzajemną empatię i próby pocieszania w przykrych chwilach. 

Dziś obchodzimy w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Z dumą wspominamy tych naszych rodaków, którzy w tamtych tragicznych latach wykazali się wielkim sercem i odwagą. Już samo okazanie Żydom empatii było wówczas źle widziane, a co mówić podanie im pomocnej dłoni, wpuszczenie do domu i ukrywanie przed tropiącymi ich Niemcami. Owszem, byli tacy, którzy cieszyli się z nieszczęścia Żydów. Teraz chcieliby się ze wstydu zapaść pod ziemię. Na szczęście o wiele więcej było takich, którzy z narażeniem własnego życia starali się ratować tych, których Hitler skazał na zagładę. Cześć ich pamięci!

Biblia uczy, że Bogu podoba się, gdy ludzie okazują sobie współczucie. Gdy jakiegoś człowieka lub cały naród Bóg poddaje określonej próbie lub dyscyplinie, chce zobaczyć, że poszczególni ludzie, jak i całe narody, okazują serce tym, którzy znaleźli się w ogniu doświadczenia lub gniewu Bożego. Nie paś oczu widokiem swojego brata w dniu jego nieszczęścia! Nie ciesz się z powodu synów Judy w dniu ich zagłady i nie mów zuchwale w dniu niedoli! Nie wkraczaj do bramy mojego ludu w dniu jego klęski; nie paś i ty oczu widokiem jego nieszczęścia w dniu jego klęski! I nie wyciągaj ręki po jego mienie w dniu jego klęski! Nie stój na rozstaju dróg, aby zabijać jego uchodźców! I nie wydawaj jego zbiegów w dniu niedoli! Gdyż bliski jest dzień Pana na wszystkie narody. Jak postępowałeś, tak postąpią z tobą. Odpłata za twoje postępki spadnie na twoją głowę [Abd 1,12-15].

Trzeba pamiętać, że Bóg, jako dobry Ojciec, realizuje swoje plany i postanowienia nie tylko wobec swoich dzieci ale też w stosunku do wszystkich ludzi i narodów. On sprawuje tę władzę w sposób całkowicie suwerenny. Gdy dopuszcza na kogoś jakieś przykrości, czyni to z miłością. Nawet podczas okazywania gniewu serce Boga przepełnia miłość. Zrozumiałe więc, że w oczach innych ludzi, a zwłaszcza w oczach dzieci Bożych, chce On wiedzieć współczucie wobec tych, na których musiały przyjść złe dni. Ośmielam się nawet twierdzić, że w takich chwilach Bóg chciałby, żebyśmy zachowali się jak niegdyś Mojżesz, który łagodził gniew Pana, Boga swego i mówił: Dlaczegóż, Panie, płonie gniew twój przeciwko ludowi twojemu [2Mo 32,11]. 

Chcemy podobać się Bogu? Przeto przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie [Kol 3,12]. W tych dniach i jako Polacy, i jako chrześcijanie, znowu mamy wiele sposobności, aby stanąć na wysokości zadania.

20 marca, 2022

Myśli całkowicie niepopularne

Kto mieszka blisko dzikiego lasu, ten od czasu do czasu ma problem z niedźwiedziem. Od przedszkola nam wiadomo, że najlepiej, gdy 'stary niedźwiedź mocno śpi'. Mądrze więc jest chodzić wokoło niego na palcach, bo gdy się zbudzi, to zrobi się niebezpiecznie, a gdy ktoś go rozjuszy, to będzie już całkiem źle. Zasadniczo ludzie schodzą więc niedźwiedziowi z drogi. Nie raz już widziałem, jak pozwalają mu trochę pograsować w obrębie ich domostw, coś tam przewrócić i zniszczyć, bo uważają, że tak będzie dla nich najbezpieczniej. Wprawdzie mogliby takiego niedźwiedzia zastrzelić, ale nie wypada im tego robić, bo przecież większość z nich głosowała za zniesieniem kary śmierci.

Patrząc na sprawę szerzej, należy uznać, że trwałość naszego ziemskiego losu jest krucha. Sielanka życia w każdej chwili może zamienić się w koszmar. Żadne środki techniczne ani ludzkie sojusze nie są w stanie zapewnić nam dożywotniego spokoju. Pokój na świecie polega na względnym zrównoważeniu napierających na siebie sił. Czasem dochodzi jednak do zachwiania tej równowagi. Wystarczy, że obudzi się 'niedźwiedź z północy', lub jakiś inny zwierz, i nawiedzi pobliskie domostwa. Gdy zbrojny mocarz strzeże swego zamku, bezpieczne jest mienie jego. Lecz gdy mocniejszy od niego najdzie go i zwycięży, zabiera mu zbroję jego, na której polegał, i rozdaje jego łupy [Łk 11,21-22]. Jak świat światem, ludzkość wciąż na nowo tego doświadcza. Tak wyrastają mocarstwa i tak upadają. Ciągle odbywa się jakieś przegrupowywanie sił. Ktoś przegrywa, cierpi i umiera. Ktoś inny zwycięża i na pewien czas bierze górę.

W obliczu gróźb ze strony mocniejszego, na nic się zdaje prężenie muskułów. Potrzebna jest mądrość. Widziałem również taki przykład mądrości pod słońcem i wydała mi się wielką: Było małe miasto i niewielu w nim mieszkańców. Wyruszył przeciwko niemu wielki król, obległ je i wystawił przeciw niemu potężne machiny oblężnicze. A znajdował się w nim pewien ubogi mędrzec; ten mógłby był wyratować to miasto swoją mądrością. Lecz nikt nie wspomniał owego ubogiego męża [Kzn 9,13-15]. W podbramkowych sytuacjach najczęściej do głosu dochodzą emocje i karmiona nimi wola ludu. Rzadko kiedy daje się posłuch rozsądnym radom i kalkulacjom. We wspomnianym przypadku nikt nawet nie pomyślał o tym, ażeby ubogiego mędrca pytać o sposób na uratowanie miasta. A mogli. Przez całe lata ciekawi mnie, co ów mędrzec by im poradził?

Najgorszym wrogiem człowieka w obliczu zagrożenia jest jego własna duma. Kto zwykł wysoko nosić głowę, ten na swoją własną zgubę zatraca w sobie zdolność do jakiegokolwiek ustępstwa. Raczej gotów jest zginąć, niż się przyznać, że w danej konfrontacji jest słabszy. Tylko mądrych i pokornych strategów stać na postawę, o której swego czasu wspomniał Jezus. Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju [Łk 14,31].

Dzięki łasce Bożej sporo lat siedzę już w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie [Ef 2,6], co sprawia, że patrzę na świat z innej perspektywy. Tak więc od czterech tygodni robię co mogę, słucham, patrzę, modlę się i rozmyślam. I nachodzą mnie myśli całkowicie dziś niepopularne...

18 marca, 2022

Ustawa o obronie przez Boga

Dzisiaj w Pałacu Prezydenckim miała miejsce uroczystość podpisania przez Prezydenta RP świeżo uchwalonej w naszym Parlamencie Ustawy o Obronie Ojczyzny. Jej celem jest zwiększenie zdolności obronnych Rzeczypospolitej. W świetle tego, co aktualnie dzieje się na Ukrainie, raczej wszystkie siły polityczne i społeczne w Polsce są zgodne co do ważności posiadania nowoczesnej, dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii. Dbając o członkostwo w międzynarodowych sojuszach wojskowych równolegle powinniśmy rozwijać i doskonalić własne siły zbrojne. 

Biblia pełna jest opisów takich sytuacji, gdy w obliczu nadciągającego zagrożenia powoływano Izraelitów pod broń, aby walczyli z wrogiem. Pismo Święte nie staje w poprzek idei gotowości do wojskowej obrony swojej ziemi i ludności. Mądra władza świecka powinna dbać o niezawisłość swojej państwowości i bezpieczeństwo obywateli. Jest wszakże pewien kazus w sferze obronności, który Biblia mocno podkreśla. Z oczywistych powodów nie uwzględnia go bezbożna władza, ale ludziom wierzącym w Jezusa Chrystusa wiele daje on do myślenia, bo jest do zastosowania także w życiu osobistym. 

Otóż Słowo Boże wyraźnie głosi, że los człowieka, narodu czy miasta jest w rękach Bożych i ostatecznie od Niego zależy. Jeżeli Bóg nie chce wydać określonego miasta w ręce najeźdźcy, to jego mieszkańcy mogą spać spokojnie. Tak na przykład było z oblężeniem Jerozolimy przez wojska asyryjskie.

Przeto tak mówi Pan o królu asyryjskim: Nie wkroczy on do tego miasta, ani nie wypuści na nie strzały, ani nie wystąpi przeciwko niemu z tarczą, ani nie usypie przeciwko niemu szańca. Drogą, którą przyszedł, powróci, a do miasta, tego nie wkroczy, mówi Pan. I osłonię to miasto, i ocalę przez wzgląd na ciebie i przez wzgląd na Dawida, mego sługę. I stało się tej samej nocy, że wyszedł anioł Pański i pozbawił życia w obozie asyryjskim sto osiemdziesiąt pięć tysięcy. Następnego dnia rano oto wszyscy oni - same trupy - pomarli. Toteż Sancheryb, król asyryjski, zwinął obóz i wyruszywszy powrócił, i zamieszkał w Niniwie [2Krl 19,32-36].

Co innego, gdy PAN postanawia wydać jakąś ziemię czy pojedyncze miasto w ręce nadciągającego wroga. W takiej sytuacji nie pomogą mu żadne sojusze i sztuczki wojenne. Tak było z tą samą Jerozolimą, gdy naciągnęły wojska babilońskie. Wprawdzie prorok Boży od razu zapowiedział, że dla dobra ludności cywilnej należy poddać miasto, lecz król judzki zwrócił się o pomoc do Egiptu. Przez pewien czas wydawało się nawet, że był to słuszny ruch taktyczny i sprawa przybiera dobry obrót, bo Chaldejczycy jakby się wycofali. 

 I doszło proroka Jeremiasza słowo Pana tej treści: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Tak powiecie królowi judzkiemu, który posłał was do mnie, aby się mnie poradzić: Oto wojsko faraona, które wyruszyło wam na odsiecz, powróci do swojej ziemi, do Egiptu, a wtedy Chaldejczycy wrócą i będą walczyli przeciwko temu miastu i zdobędą je, a potem spalą ogniem. Tak mówi Pan: Nie łudźcie samych siebie słowami: Chaldejczycy na pewno od nas odstąpią, gdyż nie odstąpią. Bo choćbyście pobili całe wojsko chaldejskie walczące z wami i pozostało z nich tylko kilku rannych, wtedy i ci, każdy w swoim namiocie, powstaliby i spaliliby to miasto [Jr 37,6-10].

Czego, jako ludzie wierzący w żywego Boga, możemy i powinniśmy się z tego nauczyć? Że zawsze nasze osobiste losy są w rękach naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zarówno to, gdzie znajdziemy się po śmierci jak i nasza doczesna pozycja w społeczeństwie, nasze stanowisko w pracy czy w kościele, wszystko zależy od postanowienia Bożego. Jeżeli Bóg nas gdzieś postawił i obiecał nam swoją ochronę, a my spełniamy jej warunki, to możemy spać spokojnie. Pan ochroną życia mego: Kogóż mam się lękać? Gdy nacierają na mnie złoczyńcy, aby pożreć ciało moje - są oni moimi wrogami i nieprzyjaciółmi - potkną się i upadną. Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, nie ulęknie się serce moje, choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał [Ps 27,1-3].

Czy można budować własne poczucie bezpieczeństwa na siłach zbrojnych, na sojuszach wojskowych, na swoim bogactwie, znajomościach czy pozycji społecznej? Oczywiście, że tak. Większość ludzi tak robi. Problem w tym, że któregoś dnia - uspokojeni, że są bezpieczni - mocno się rozczarują. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną [1Ts 5,3]. Chyba, że w porę się zreflektują i całym sercem zwrócą się ku Bogu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. 

Niech dzisiejsza uroczystość wejścia w życie sejmowej Ustawy o Obronie Ojczyzny wzbudzi w nas potrzebę pojednania się z Bogiem i życia w całkowitym posłuszeństwie ewangelii Chrystusowej. Niech w naszym przypadku na dobre i już na zawsze wejdzie w życie "ustawa o obronie przez Boga". 

16 marca, 2022

Niech każdy z nas zrobi swoje

Parę dni temu media obiegły m.in. następujące informacje: "Figura Pielgrzymującej Matki Bożej Fatimskiej wkrótce nawiedzi Ukrainę, aby nieść przesłanie pokoju i pojednania". "Jałmużnik papieski kard. Konrad Krajewski wyrusza z Rzymu do Polski, a następnie uda się na Ukrainę, aby przeprowadzić misję wsparcia narodu ukraińskiego i wolontariuszy pomagających uchodźcom. (...) Wyjeżdżam również, aby dostarczyć różańce Ojca Świętego ponieważ modlitwą możemy przenosić góry, a także zatrzymać wojnę"

Ktoś pochłonięty w tych dniach transportowaniem ludzi, karmieniem ich i szukaniem dla matek z dziećmi bezpiecznych noclegów, może się oburzać na tego rodzaju inicjatywy, uznając je za mało pragmatyczne i w tej sytuacji do niczego nieprzydatne. Tymczasem - zupełnie abstrahując od zasadności i skuteczności akurat tych wspomnianych środków duchowej pomocy - warto się zastanowić, czy aby rzeczywiście wszystkie siły ludzi dobrej woli w dniach tak masowego nieszczęścia należy koncentrować jedynie na pomocy materialnej i psychologicznej.

Przypomnijmy, że ludzie to także istoty duchowe. Biblia zwraca uwagę na konieczność całościowego myślenia o dobru człowieka. A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności poświęci, a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa [1Ts 5,23]. Oczywiste, że troska o praktyczne zaspokojenie fizycznych potrzeb bliźniego ma wielkie znaczenie w oczach Bożych. Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście [Mt 25,37-40]. Rzecz w tym, że człowiek, poza potrzebami o charakterze socjalnym, ma także potrzeby duchowe i te również, niosąc pomoc należy uwzględniać.

W świetle Biblii sfera ducha stoi wyżej, niż sfera ciała. Wiadomo, że nasza fizyczność któregoś dnia tak czy owak musi się zakończyć. Ludzkie ciało jest śmiertelne, bo postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd [Hbr 9,27]. Więcej uwagi powinniśmy skupić na trosce o nieśmiertelną duszę. I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle [Mt 10,28]. Innymi słowy, nie myślcie ciągle tylko o tym, co będziecie jeść, gdzie będziecie mieszkać i w co się ubierzecie, ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspokajać pożądliwości [Rz 13,14]. 

W czasie wojny każdy pełni jakieś zadanie. Podczas, gdy ktoś tam strzela, zabija, rujnuje i czyni zło, wielu ludzi mobilizuje się, by czynić dobro. Służby ratunkowe ruszają, by gasić pożary, ewakuować bezbronnych i opatrywać rannych. Służby socjalne dwoją się i troją, by zapewnić ludziom wodę, żywność i bezpieczne schronienie. Eskalacja zła budzi w ludziach odruch ogromnej empatii dla pokrzywdzonych i za każdym razem potwierdza się prawda Słowa Bożego, że gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała [Rz 5,20]. Serce nam rośnie, gdy widzimy, że nawet ludzie zazwyczaj egocentryczni w czasie tragedii okazują współczucie i zaczynają pomagać.

W trudnych i niespokojnych czasach szczególną rolę pełnią chrześcijanie. Stają się aktywni w każdej możliwej sferze po stronie dobra. Mając w sercu pokój Chrystusowy, który przekracza wszelkie możliwości ludzkiego rozumu, świecą przykładem miłości, roztropności, odwagi i współczucia. W imię Chrystusa każdemu podają rękę pomocy. W serca ludzi skrzywdzonych zasiewają ziarno przebaczenia. Jak najbardziej, troszczą się o zaspokojenie potrzeb materialnych.  Przede wszystkim jednak, chrześcijanie w czasie wojny koncentrują się na tym, czego pozostali ludzie zrobić nie potrafią i nie mogą, a mianowicie na ratowaniu ludzkich dusz od wiecznego potępienia. 

Po obydwu stronach konfliktu jest mnóstwo biednych dusz, które trzeba ocalić przed nadchodzącym gniewem Bożym i piekłem. Kto ma to zrobić, jeśli nie ci, którzy osobiście znają Zbawiciela i sami zostali uratowani?! W czasach pokoju łatwiej pomyśleć, że jeszcze jest czas na opamiętanie i pojednanie z Bogiem. W czasie wojny staje się jasne, że każda chwila może być ostatnią możliwością przyjęcia daru zbawienia z rąk Syna Bożego, Jezusa Chrystusa.

Nie zasypiajmy gruszek w popiele. Ktoś może poświęcić czas i uwagę, przytulić i wysłuchać. Inny potrafi opatrywać rany i leczyć. Ktoś może przyjąć na nocleg. Ktoś ma pieniądze, by kupić potrzebne rzeczy. Ktoś może nakarmić. Ktoś inny może przywieźć lub zawieźć. Ktoś może zająć się nieśmiertelną duszą, by nie trafiła do piekła. Niech każdy z nas zrobi swoje.