03 maja, 2021

Ku czci Chrystusa Pana!

Nabożeństwo plenerowe CCNŻ 2 maja 2021 Foto. Piotr Lemański
Pomimo bardzo brzydkiej pogody w pierwszych dniach tegorocznego maja, sporo Polaków opuściło ciepłe mieszkania i wystawiło się na działanie deszczu, wiatru, chłodu, a nawet śniegu. Niektórzy narazili swe zdrowie na szwank w imię nomen omen dbałości o własne zdrowie i życie, bowiem w największych miastach Polski trwa akcja "zaszczep się na majówkę". Wystawali więc godzinami w kilometrowych kolejkach, aby czym prędzej się zaszczepić. Podczas gdy kolejne osoby marzły z patriotycznych pobudek, świętując w deszczu 230. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, jeszcze innych przejmował ziąb na zwykłych, majówkowych spacerach. A jak było ze mną?

Mnie dane było brać udział w otwartym zgromadzeniu ku czci i chwale Jezusa Chrystusa. Wybierając się wczoraj przy temperaturze 6 stopni Celsjusza na polowe nabożeństwo w przykościelnym ogrodzie, smagany chłodnym wiatrem, z wiszącymi nad głową deszczowymi chmurami - jedno miałem na uwadze: Pragnąłem z całym zborem uczcić mojego umiłowanego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa. 

Ludzie z wielu - czasem nawet niezbyt chwalebnych - powodów, gotowi są marznąć, moknąć, stać lub maszerować w upale i w inny jeszcze sposób narażać się na utratę zdrowia, a nawet życia. Wiedzą coś o tym miłośnicy górskich wędrówek, fani skoków narciarskich i wyścigów samochodowych, a także grotołazi, wędkarze itp. Skoro kibice futbolu bez poczucia straty przez dwie godziny marzną na trybunie, by zobaczyć gol swojej drużyny, skoro ludzie z małymi nawet dziećmi całymi godzinami potrafią wystawać wzdłuż trasy przejazdu ważnej dla nich osobistości, aby choć przez chwilkę zobaczyć ją na żywo - to skąd we mnie miałaby się pojawić myśl, że stając pod chmurką w gronie innych wyznawców Jezusa Chrystusa, aby uczcić Go w pieśniach i modlitwach, robię coś wyjątkowego? 

Opuściliśmy cieplutką salę nabożeństw nie dlatego, że - niczym osobom morsującym - zamarzyło się nam zrobienie czegoś ekstremalnego. Decydując się na ten krok, pokierowaliśmy się miłością do wszystkich członków i przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, stęsknionych za zgromadzeniem całej naszej wspólnoty na żywo. Robimy to ze względu na PANA, aby i w ten sposób dać wyraz naszej miłości do Niego i gotowości do poświęcenia się Mu w różnej formie. Wystawiliśmy się na kaprysy pogody, bo - trzymając się powszechnie obowiązujących przepisów -  pragniemy składać świadectwo, że Jezus Chrystus niezmiennie ma w nas oddanych wyznawców i czcicieli.

Serce mi rosło, gdy 2 maja 2021 roku, otoczony wszystkimi przybyłymi tej niedzieli braćmi i siostrami w Chrystusie, stojąc na ziemi danej nam przez naszego Boga i patrząc w niebo, w myśl Słowa Bożego: Wysławiać cię będę w wielkim zgromadzeniu, wobec licznego ludu chwalić cię będę [Ps 35,18] - śpiewałem: 

Mocno wierzę w Boga Ojca
W Syna, którym Jezus jest
Wierzę też w Świętego Ducha
Bóg jest w Osobach Trzech
Wierzę, że jest zmartwychwstanie
I my powstaniemy znów!
Wyznaję to: Wierzę w imię - Jezus!

Wierzę, że jest życie wieczne
Że na ziemię przyszedł Bóg
Wierzę we wspólnotę świętych
I święty Kościół Twój
Wierzę w nasze zmartwychwstanie
Gdy Jezus przyjdzie znów
Wyznaję to: Wierzę w imię - Jezus!

P.S. Jeśli Bóg zechce, to już w najbliższą niedzielę, 9 maja 2021 znowu będziemy wielbić Pana na świeżym powietrzu. Jak faktycznie było wczoraj? Można zobaczyć ;)

02 maja, 2021

Jak poprawić sobie nastrój?

Gdy kogoś kochamy, to cieszymy się jego dobrem, niezależnie od tego, ile podobnego dobra jest naszym udziałem. Dalecy od poczucia zazdrości kwitniemy na myśl, że kochanej przez nas osobie powiodło się w życiu i ma się dobrze. Znam kobietę, która pokazując zdjęcia luksusowego domu córki w Kalifornii, chwali się jej szczęściem, sama mieszkając w starym mieszkaniu z widokiem na płot i śmietnik. Znam człowieka dostającego zadyszki w drodze od fotela do drzwi wejściowych mieszkania, szczerze cieszącego się kondycją wnuka, który wczoraj w cztery godziny i dziesięć minut pokonał dystans normalnego maratonu, czyli ponad czterdzieści dwa kilometry. Gdy innych naprawdę kochamy, to nie skupiamy się na tym, jak nam jest dobrze w danej chwili. Jesteśmy przeszczęśliwi, że dobrze mają się oni!

Łatwo i naturalnie przychodzi nam skupianie się na sobie samym. Szybko roztkliwiamy się nad swoim losem. Słabe zdrowie, zła pogoda, brak pieniędzy, złe warunki mieszkaniowe, nieporozumienia rodzinne, trudności w pracy, osamotnienie w poglądach - każde z tych doznań potrafi w pięć minut zrobić z nas nieszczęśliwego człowieka. Czy można jakoś zabezpieczyć się przed huśtawką emocji? Czy istnieje sposób na utrzymanie swego serca w stanie stabilnego poczucia szczęścia? 

Wszystkim Braciom i Siostrom w Chrystusie ośmielam się zaproponować dziś prosty, choć niezwykły eksperyment. Odwracając uwagę od siebie samych, pomyślmy - proszę - jak ma się w tej chwili nasz umiłowany Zbawiciel i Pan, Jezus Chrystus? 

Owszem, my może i siedzimy w długach, ale On siedzi na prawicy Bożej, a poddani mu są aniołowie i zwierzchności, i moce [1Pt 3,22]. My jesteśmy słabi, ale Jemu dana jest wszelka moc na niebie i na ziemi [Mt 28,18]. Tak, my kolejny raz posmakowaliśmy przegranej, ale nasz Pan przez krzyż rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi [Kol 2,15]. Możliwe, że nas ktoś ostatnio poniżył, ale Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca [Flp 2,9-11]. Nam nieraz zdarza się zadrżeć na myśl o cierpieniu i umieraniu. Zmartwychwstały Pan śmierć zniszczył, a żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł przez ewangelię [2Tm 1,10].

Czy można na tyle cieszyć się dobrem PANA, aby poprawiało to nastrój naszego serca? Pomyślmy o stosunku ludzi do korony brytyjskiej. Owszem, zdarzają się tacy, którzy psioczą na rodzinę królewską, ale tysiące Brytyjczyków potrafi godzinami wystawać w deszczu, aby choć przez chwilkę zobaczyć królową, nie mówiąc już o tym, żeby spotkać się z jej spojrzeniem. Dlaczego? Bo kochają swoją królową. Niektóre psalmy biblijne dobitnie świadczą, że króla można naprawdę miłować i podziwiać. Najpiękniejszy jesteś wśród ludzi; Rozlany jest wdzięk na wargach twoich, dlatego Bóg pobłogosławił cię na wieki. Przypasz miecz swój do biodra, bohaterze, blask swój i dostojeństwo swoje! Niech ci się szczęści! [Ps 45,3-5].

Nasz kochany Pan - Jezus Chrystus, ma się wspaniale! Ucieszmy się więc teraz Jego chwałą i wywyższeniem! Podziwiajmy PANA w Jego mądrości, świętości i mocy! Radujmy się Jego zwycięstwem. Zachwycajmy się wszechwiedzą PANA i Jego wszechobecnością! Rozkoszujmy się PANEM! Jeśli szczerze tak zrobisz, to z pewnością przejaśni ci się chmurny horyzont, a twoje serce napełni się radością. Wiem, co piszę. Sprawdziłem to osobiście.

29 kwietnia, 2021

Stałość w cenie!

Biblia mówi, że ludzie u kresu dni cechować się będą m.in. brakiem stałości. A to wiedz, iż w ostateczne dni nastaną czasy trudne. Albowiem będą ludzie sami siebie miłujący, łakomi, chlubni, pyszni, bluźniercy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, niepobożni, bez przyrodzonej miłości, przymierza nie trzymający, potwarcy, niepowściągliwi, nieskromni, dobrych nie miłujący, zdrajcy, skwapliwi, nadęci, rozkoszy raczej miłujący niż miłujący Boga [2Tm 3,1-4 BG]. Zdaniem Jezusa, nawet spora część osób, które zaczną żyć ewangelią, okaże się zawodna w swoich postanowieniach. Podobnie, zasianymi na gruncie skalistym są ci, którzy, skoro usłyszą słowo, zaraz je przyjmują z radością, ale nie mają w sobie korzenia, lecz są niestali i gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie dla słowa, wnet się gorszą [Mk 4,16-17].

Niestałość charakteryzuje ludzi, których Bóg - z wiadomego sobie powodu - wydał na pastwę ich własnych pożądliwości. Dlatego są oni pełni wszelkiej nieprawości, złości, chciwości, nikczemności, pełni są również zazdrości, morderstwa, zwady, podstępu, podłości; potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, wynalazcy złego, rodzicom nieposłuszni; nierozumni, niestali, bez serca, bez litości [Rz 1,29-31].

Na tle powszechnej chwiejności, stałość w wierze i postawach staje się wielką cnotą! Z ogromnym wzruszeniem myślę w tych dniach o braciach i siostrach, z którymi dwadzieścia pięć lat temu tworzyliśmy nowy zbór zielonoświątkowy w Gdańsku. Z dumą stwierdzam, że dwanaście takich osób wciąż pozostaje w gronie członkowskim Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Uhonorowałem je w trakcie uroczystości jubileuszowych, wręczając im skromne dyplomy, ale nade wszystko dziękuję Bogu z to grono kochanych braci i sióstr. Niezależnie od zmieniających się okoliczności, wiernie trwają z nami w pracy Pańskiej, ćwierć wieku trzymając się swojego zboru.

Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę. Albowiem wytrwałości wam potrzeba, abyście, gdy wypełnicie wolę Bożą, dostąpili tego, co obiecał. Bo jeszcze tylko mała chwila, a przyjdzie Ten, który ma przyjść, i nie będzie zwlekał; a sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie; lecz jeśli się cofnie, nie będzie dusza moja miała w nim upodobania. Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę [Hbr 10,35-39].

25 kwietnia, 2021

Chcesz być krukiem czy gołębicą?

Na okoliczność Jubileuszu 25-lecia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE pozwolę sobie na parę słów o logo naszej społeczności. Wzięło się ono z ósmego rozdziału Księgi Genesis, opisującego zakończenie potopu. 

Czterdzieści dni później Noe otworzył okno, które zrobił w arce, i wypuścił kruka, aby sprawdzić, czy opadły wody. Choć mógł wylecieć, nie chciał się oddalić, dopóki nie wyschną wody na ziemi. Wypuścił potem gołębicę, aby zobaczyć, czy wody ustąpiły z powierzchni ziemi. Ponieważ gołębica nie znalazła miejsca odpoczynku dla swoich nóg, wróciła do niego, do arki. Wody bowiem zalegały jeszcze na całej powierzchni ziemi. Wyciągnął zatem swą rękę, wziął ją i wniósł do siebie, do arki. Odczekał kolejne siedem dni i znowu wypuścił z arki gołębicę. Pod wieczór gołębica wróciła do niego, trzymając w dziobie listek z drzewa oliwnego. Wtedy Noe uznał, że wody ustąpiły z ziemi. Odczekał jeszcze siedem następnych dni i znowu wypuścił gołębicę, a ona już więcej do niego nie wróciła [1Mo 8,6-12 BPK].

Czytelnicy Biblii dobrze wiedzą, że fauna w niej dość często obrazuje rozmaite osoby i ich cechy. Jeden ze starszych w niebie uspokajał zmartwionego Jana, mówiąc o Jezusie: Nie płacz! Zwyciężył lew z pokolenia Judy, korzeń Dawidowy [Obj 5,5]. Idźcie i powiedzcie temu lisowi [Łk 13,32] – powiedział Jezus o Herodzie. Strzeżcie się psów [Flp 3,2] – brzmiała apostolska przestroga przed fałszywymi nauczycielami. Niech więc występujący w naszym tekście - kruk i gołębica – zobrazują dziś nas i nasze postawy.

Symbolika kruka ma wydźwięk raczej negatywny. Bywa on symbolem szatana, smutku, żałoby, choroby i nieszczęścia. Kruk jest bohaterem rozmaitych przysłów i i znany ze złowróżbnego krakania. Łączone z jego krakaniem łacińskie cras, cras, co znaczy: jutro, jutro, symbolizuje postawę odkładania wszystkiego na później. Kruk ma z natury zadziwiającą orientację, pozwalającą mu bezbłędnie wrócić na opuszczone miejsce. Z tej racji nadawał się do zadania, z którym chciał wysłać go Noe. Tym bardziej więc intryguje nas to, że chociaż mógł zbadać sytuację na ziemi, to jednak nie chciał polecieć. Choć mógł wylecieć, nie chciał się oddalić.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z gołębicą. Ucieleśnia ona cechy pozytywne. W Biblii jest symbolem łagodności, miłości, prostoty, czystości, a przede wszystkim symbolizuje Ducha Świętego. Zgodnie z oczekiwaniem Noego, gołębica bez ociągania się poleciała rozeznać sytuację. Wyobraźnia podpowiada nam tu scenę z pierwszych słów Biblii, gdy Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód [1Mo 1,2]. Dzięki gołębicy Noe tego samego dnia wiedział, że jeszcze nie nadszedł czas ogłaszania wymarszu. Wysłana tydzień później, wróciła z listkiem oliwnym w dziobie, by dać znać, że jest nadzieja na nowe życie. Gdy po siedmiu dniach wyruszyła znowu, już nie wróciła, co było znakiem, że wszyscy powinni pójść w jej ślady.

Kim chcesz być? Krukiem czy gołębicą? Łatwo być krukiem. Każdy potrafi 'krakać' wciąż pozostając w tym samym miejscu. Zbyt wielu ludzi, chociaż mogliby dla chwały Bożej i ludzkiego pożytku wyruszyć do dobrego dzieła, nie chcą zrezygnować z posiadanych wygód i przywilejów. Cras, cras, jutro, jutro – robią wokół siebie wiele szumu, ale nie oddalają się ani o krok od tego, w czym tkwią od lat. Chociaż Bóg chce ich użyć do pełnienia Jego woli, okazują się nieprzydatni.

Chwalebnie jest być jak gołębica. Zgodnie z wolą Bożą wzbijać się ponad przeciętność i poszukiwać możliwości zapoczątkowania nowego życia. Trzeba nam jej postawy, która ponownie  wygania nas z wygodnego gniazda, chociaż wcześniejszym doświadczeniem jak najbardziej moglibyśmy usprawiedliwić decyzję o pozostaniu w bezpiecznym miejscu. Wielka chwała czeka tych, którzy odkrywszy możliwość nowego życia, nie zatrzymują tej wiedzy dla siebie, lecz – niczym gołębica z listkiem oliwnym w dziobie – czym prędzej wracają, by innych powiadomić o tym, że już czas zacząć nowe życie! Tylko za sprawą Ducha Świętego możemy dać swemu otoczeniu jednoznaczny sygnał, że postanowiliśmy iść za Jezusem i już nie zamierzamy wracać do starego życia.

Niech nasze logo każdego dnia pobudza nas do duchowego lotu, nawet jeśli wszystko dokoła wygląda beznadziejnie. Niech widok gołębicy z listkiem oliwnym w dziobie codziennie nakłania nas do dzielenia się ewangelią z innymi ludźmi. Kto, jeśli nie my, ma im ogłosić, że już czas, że nadeszła pora na nowe życie z Jezusem? Niech logo Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE dobitnie głosi, że stoją za nim ludzie, którzy poznawszy Jezusa Chrystusa, na tyle rozkochali się w swoim Zbawicielu i Panu, że już nie wrócą do tego, w czym wcześniej tkwili.

Niech Duch Święty działa pośród nas i daje nam rozeznanie! Niech Duch Święty przynosi nam odświeżające przekonanie, że można i trzeba ruszać! Niech Duch Święty wyprowadza nas ku nowemu życiu. 

23 kwietnia, 2021

Alchemia uległości

foto: Marta Frej/mat. prasowe
Przeciwieństwem uległości jest bunt. Dotykając dziś tego zagadnienia od razu zaznaczam, że będę daleki od potocznego podejścia do buntu. Historia ludzkości jest go pełna. Jakkolwiek bunt miewa swoje racje społeczno-polityczne na tym świecie, to jednak w życiu chrześcijanina w ogóle nie powinno być dla niego miejsca. Z Biblii wiadomo, że pierwszym buntownikiem był Lucyfer. O, jakże spadłeś z nieba, ty, blasku, synu jutrzenki! Ścięty ległeś na ziemi, ty, pogromco narodów! A mawiałeś w swym sercu: Wstąpię na niebiosa, wzniosę swój tron ponad gwiazdy Boga i zasiądę na górze narad, na krańcach północy! Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym! [Iz 14,12-14].

Tak oto jedna z najznamienitszych istot stworzenia Bożego stała się szatanem - przeciwnikiem Bożym. Domeną diabła jest buntowanie innych. Udało mu się zbuntować sporą cześć aniołów, a od Edenu poczynając, buntuje ludzi. Pycha zakorzeniła się w ludzkich sercach na całego. Dlaczego zbuntowały się narody, a ludy radzą daremnie? Powstają ziemscy królowie i wspólnie spiskują książęta przeciwko PANU i Jego Pomazańcowi: Zerwijmy ich więzy! Zrzućmy z siebie ich pęta! Pan widzi z nieba ich śmieszność, patrzy na nich z politowaniem! W końcu przemówi do nich w swoim gniewie, a Jego uniesienie ich przerazi [Ps 2,1-5].

 Bunt jest grzechem. Kto postępuje grzesznie, pochodzi od diabła, gdyż diabeł grzeszy od początku. Syn Boży właśnie po to się pojawił, by położyć kres jego dziełom [1Jn 3,8]. Boży plan zbawienia ma na celu zmianę ludzkich serc. Dam wam serce nowe, nowego ducha włożę w wasze wnętrza. Usunę z was serce kamienne, a dam wam serce mięsiste [Ez 36,26]. Pycha, niezależność, bunt, nieposłuszeństwo muszą ustąpić miejsca pokorze i uległości. Czytając Biblię widzimy, jak trudny jest to proces. Bóg jednak konsekwentnie go realizuje.

Środowiskiem i ośrodkiem tworzenia ludu Bożego na zasadach Nowego Przymierza jest Chrystus. Kościół jako Ciało Chrystusowe charakteryzuje się duchem całkowitej uległości wobec Boga. Duch ten widoczny jest w kościele na każdym kroku, oddziałując także na relacje wzajemne. Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli [Hbr 13,17]. Podobnie młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie [1Pt 5,5]. Kobieta niech się uczy w cichości i w pełnej uległości [1Tm 2,11]. Słudzy niech będą ulegli swoim panom we wszystkim, niech będą chętni, nie przeciwstawiają się [Tt 2,9]. 

Ulegając jedni drugim w bojaźni Chrystusowej [Ef 5,21], tę cnotę przejawiamy również na zewnątrz; wobec władz sprawujących rządy, wobec pracodawców itd. Prawdziwi chrześcijanie nie wojują z ludźmi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich [Ef 6,12]. Przeciwstawianie się diabłu polega między innymi na tym, że nie działamy już w charakterystycznym dla niego duchu buntu i nieposłuszeństwa. Z dnia na dzień coraz bardziej upodabniamy się do Syna Bożego, który wyrzekł się siebie, przyjął rolę sługi i był jak inni ludzie. A gdy już stał sie człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu [Flp 2,7-8].

Przeciwieństwem buntu jest uległość. Bunt jest domeną diabła. Naśladowców Jezusa Chrystusa cechuje uległość. Standardem Nowego Przymierza jest to, że Kościół ulega Chrystusowi (...) we wszystkim [Ef 5,24]. Niestety, nie w każdym chrześcijaninie ten proces "od buntu do uległości" przebiega jednakowo i prawidłowo. Każdego dnia Internet przynosi nowe dowody, że łagodności Chrystusowej brakuje nawet pastorom i kaznodziejom. Jeżeli pragniemy naprawdę znaleźć upodobanie w oczach Bożych, to trzeba nam będzie nad sobą jeszcze sporo popracować.

22 kwietnia, 2021

Uwaga! Habituacja!

Przedłużający się czas pandemii wywołuje w społeczeństwie dziwne zjawisko oswojenia się z panującą sytuacją. Przywykliśmy do widoku ludzi w maseczkach i do medyków w dziwnych kombinezonach. Nikogo nie dziwi zamknięta restauracja, ani zakaz wstępu do szpitala. Człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić. Normalnie widok ludzkich zwłok wywołuje w nas silne wrażenia. Jednak ludzie pracujący w prosektorium z upływem czasu na tyle oswajają się z ich widokiem i zapachem, że mogą przy nich swobodnie funkcjonować. Gdy padają strzały, jesteśmy natychmiast wzburzeni emocjonalnie. Lecz ludzie w czasie wojny przyzwyczajają się do śmiertelnego zagrożenia. W końcu chodzą po ulicy, przygotowują posiłki i przy odgłosie wystrzałów biesiadują, żartują i kładą się spać.

Coś takiego nazywamy habituacją. Jest to zjawisko polegające na przyzwyczajaniu się do określonego bodźca. To stopniowe zanikanie w nas reakcji na długotrwały lub powtarzający się czynnik. Do zjawiska habituacji dochodzi również w sferze duchowej. Spróbujmy odkryć jej niebezpieczeństwa, ale i pozytywne aspekty.

Jedną z przyczyn zjawiska habituacji w życiu chrześcijanina może być niezmienność Jezusa Chrystusa i Jego ewangelii. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,7]. Wszyscy otrzymaliśmy nakaz głoszenia zawsze i wszędzie tej samej ewangelii, a już na pewno zakazano nam głoszenia innej. Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty! [Ga 1,9]. 

Innym powodem habituacji może stać się praktykowane przez  apostołów powtarzanie i przypominanie nauki chrześcijańskiej. Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was zaś jest to zabezpieczeniem [Flp 3,1]. Dlatego zamierzam zawsze przypominać wam te sprawy, chociaż o nich wiecie i utwierdzeni jesteście w prawdzie, którą macie. Uważam zaś za rzecz słuszną, dopóki jestem w tym ciele, pobudzać was przez przypominanie [2Pt 1,12-13].

Zjawisko habituacji może wystąpić również z racji głodu duchowego, który odczuwamy bezpośrednio po nawróceniu. Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu [1Pt 2,2]. W świetle Biblii jest to jak najbardziej prawidłowy objaw. Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa [2Tm 3,14-15]. W takim przypadku habituacja jest zjawiskiem normalnym i korzystnym. Ale uwaga! Nowo nawrócony człowiek łyka wszystko jak młody pelikan. Pamiętam, że po nawróceniu czytałem, co tylko o Jezusie wpadło mi pod ręką, nie patrząc na to, kto jest autorem. Gdyby pobierana nauka okazała się błędna, a spragniony duchowo człowiek się jej nasłucha i tą nauką przesiąknie – to nastąpi zjawisko habituacji w jej negatywnym aspekcie.

Habituacja jest wyciszeniem reakcji na bodźce, które wraz z upływem czasu zaczynają wydawać się nam nieistotne. Za dobrą ilustrację może nam tu posłużyć zmysł powonienia. Receptory odbierające zapach są wyjątkowo podatne na przyzwyczajenie. Szybko się adaptują. Po rozpyleniu perfum, za jakiś czas przestajemy czuć ich przyjemną woń - co nie oznacza, że nie jest ona wyczuwalna dla innych. Tak samo jest z przykrymi zapachami. Ludzie mieszkający w okolicy zakładów emitujących nieprzyjemne zapachy z czasem już ich nie odczuwają. Właśnie dlatego habituacja ma swoje plusy i minusy. Może nawet stać się zjawiskiem niebezpiecznym.

Pomyślmy o naszym słuchaniu Słowa Bożego. Habituacja odgrywa istotną rolę w procesie uwagi, ponieważ oddziela aktualnie ważną informację od sygnałów nieistotnych. Kierowca jeżdżąc wciąż tym samym autem, przyzwyczaja się do rozmaitych niegroźnych odgłosów swojego samochodu. Nie reaguje już na nie. Natychmiast jednak wyłapie każdy nowy dźwięk, dzięki czemu zatrzymuje się i sprawdza, czy z samochodem nie dzieje się coś złego.

Istnieje pozytywna strona habituacji w słuchaniu Słowa Bożego. Jezus mówił, że jako dobry pasterz idzie przed swoimi owcami, owce zaś idą za nim, gdyż znają jego głos. Za obcym natomiast nie pójdą, lecz uciekną od niego, ponieważ nie znają głosu obcych [Jn 10,4-5]. Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej [Jn 10,27-28]. Chrześcijanin dobrze obznajomiony ze Słowem Bożym, z głosem Arcypasterza, natychmiast wyłapie każdy głos obcobrzmiący. Przyzwyczajenie skutecznie chroni go przed zwiedzeniem. 

Lecz habituacja w słuchaniu Słowa Bożego może również okazać się zgubna. Słuchając bez natychmiastowego wdrażania Słowa w życie, z czasem popadamy w stan braku wrażliwości na bodźce Słowa Bożego. Wówczas ani samo Pismo Święte, ani najżarliwsze nawet kazania, nie robią już na nas większego wrażenia. Słuchacz Słowa, w przeciwieństwie do wykonawcy, przypomina człowieka, który przygląda się swojej twarzy w lustrze. Przyjrzał się, odszedł i zaraz zapomniał, jak wygląda [Jk 1,23-24]. Dodatkowym problemem może być słuchanie Słowa Bożego powiązanego ze złą doktryną. Mówi się, że nieprawda sto razy powtórzona staje się prawdą. Gdy człowiek nasłucha się fałszywej nauki, to łatwo przyjmie sposób myślenia niezgodny z prawdziwą pobożnością.

Obydwa aspekty habituacji mogą też wystąpić z powodu powtarzalności form i sposobów sprawowania służby w kościele. Co jest w tym pozytywnego? Wiemy, że idąc na nabożeństwo będziemy mieć pokarm Słowa Bożego, że będziemy śpiewać i się modlić. Będziemy się budować i przeżywać chwile duchowych uniesień. Tak rodzi się dobry zwyczaj uczestniczenia we wszystkich zgromadzeniach wspólnoty. Habituacja w jej pozytywnym aspekcie dotyczyć może również gościnności, troski o ubogich, czy modlitwy wstawienniczej. Dobrze jest nabywać właściwych zwyczajów i je praktykować.

Jednak z teorii habituacji wiadomo, że długo utrzymująca się monotonia bodźców prowadzi do znużenia obniżającego czujność, wydajność i bezpieczeństwo. Na przykład, przyzwyczajanie się do niewielkiego bólu może doprowadzić do śmierci, bo przecież ból jest sygnałem, że coś złego się dzieje w organizmie i trzeba podjąć działania ratunkowe. Przyzwyczajenie się do hałasu powyżej 65 decybeli doprowadza do uszkodzenia słuchu. Gdy zgromadzający się chrześcijanie ulegną habituacji – mogą popaść w rutynę i wówczas w społeczności robi się duchowo niebezpiecznie. 

Wciąż te same pieśni, takie same modlitwy tych samych osób, taki sam program nabożeństwa. Zaczynamy śpiewać, modlić się, zgromadzać się machinalnie i bezrefleksyjnie. W przypadku słuchania wciąż tego samego  kaznodziei może nastąpić stopniowa utrata wrażliwości na to, co Duch mówi do kościoła. Ów bodziec zostaje na tyle oswojony, że przestaje na nas oddziaływać. Bywa, że wystarczy, aby przemówił ktoś spoza zboru, a ludzie od razu się ożywiają i zachwycają, podczas gdy najlepsze nawet kazanie miejscowego mówcy pozostaje bez echa.

Nie inaczej bywa ze sprawą poznania Boga. Niezmienność Boga i Jego atrybutów prowadzi do tego, że od razu jesteśmy w stanie wyłapać, gdy ktoś o Bogu powie coś błędnego i niewłaściwego. Lecz niestety w poznaniu Boga możemy zasklepić się na osiągniętym poziomie i przez to zaprzestać dalszego rozwoju. Tak samo dzieje się czasem w sferze pokus i walki z grzechem. Oswajając myśl, że dopóki przebywamy w ciele, jesteśmy i będziemy narażeni na pokusy, nabieramy mądrości, by z powodu pokuszenia (a nawet upadku) już nie załamywać się i nie rezygnować z dalszej drogi, bo choć sprawiedliwy siedem razy upadnie, jednak znowu się podniesie [Prz 34,16]. Ale uwaga! Strzeżmy się i tutaj negatywnych aspektów habituacji. Grozi nam bowiem oswojenie się z grzechem, pogodzenie się z powtarzalnością swoich upadków i wejście przez to w zgubny kierat mechanizmu: "grzech-wyznanie-przebaczenie-grzech-wyznanie-przebaczenie".

Jak przeciwdziałać negatywnym skutkom habituacji? W kwestii oswajania się ze Słowem Bożym, bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami [Jk 1,22] – radzi Biblia. Powtarzalność form i sposobów sprawowania służby w kościele domaga się zachowania stałej otwartości na kierownictwo i działanie Ducha Świętego. Aby nie skostnieć w sferze poznania Boga, poznawszy Pana starać się będziemy, abyśmy go więcej poznali [Oz 6,3 BG]. W pokuszeniach i walce z grzechem, módlmy się o Bożą obecność przy nas także w chwili próby, aby zachować nas od złego [Mt 6,13]. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie [Rz 6,14]. Owszem, nieraz zdarzy się nam grzech taki czy siaki, ale grzech już nie ma prawa nas mieć w swojej garści!

Habituacja w niektórych jej aspektach może dobrze się nam przysłużyć. Bądźmy jednak czujni! Czasem okazuje się zjawiskiem dla nas bardzo niebezpiecznym. Pragniemy zaś, żeby każdy z was do końca troskliwie zabiegał o coraz doskonalszą nadzieję. Żebyście nie stawali się opieszali, lecz naśladowali tych, którzy dla swej wiary i wielkoduszności odziedziczyli obietnice [Hbr 6,11-12 BPzn].

21 kwietnia, 2021

Wspomnienie początków Zboru

21 kwietnia - to data dla mnie bardzo szczególna. Tego dnia, wiosną 1996 roku, pod nazwą Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, na mapie Gdańska pojawił się nowy zbór Kościoła Zielonoświątkowego. Dzisiaj mija dokładnie dwadzieścia pięć lat od tamtej pamiętnej chwili.

Zanim nastąpiło powołanie nowego zboru, jako członkowie jedynej wówczas społeczności zielonoświątkowej w Gdańsku przy ul. Menonitów, zastanawialiśmy się, jak zaradzić problemowi przepełnionej kaplicy. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie utworzenie drugiego zboru. Rok wcześniej ogólne zebranie członków Zboru w dniu 28 maja 1995 roku zatwierdziło wyłonioną przez Radę Starszych grupę inicjatywną pięciu braci, którzy wzięli na siebie ciężar organizacyjny nowej wspólnoty. Otrzymałem przywilej stawiania czoła temu zadaniu. W przeciągu miesiąca utworzyliśmy dokument pt. "Drugi Zbór Zielonoświątkowy w Gdańsku. Projekt Organizacyjny". Oto co pisaliśmy wówczas do wszystkich naszych braci i sióstr z Gdańska:

Grupa Inicjatywna powołana przez radę Starszych Zboru gdańskiego w celu zapoczątkowania działalności nowego Zboru zielonoświątkowego. który otoczyłby opieką i posługą duszpasterską wierzących zamieszkujących w sporej odległości od Śródmieścia, podjęła próbę przedstawienia wszystkim zainteresowanym, ogólnej wizji projektowanego Zboru. 

Zrobiliśmy to w przekonaniu, że zanim ktokolwiek podejmie decyzję włączenia się w to przedsięwzięcie, powinien zostać rzetelnie poinformowany o tym, czego może się oczekiwać i z czym musi się liczyć, przenosząc swoje członkostwo do nowego Zboru. Innymi słowy, w tym opracowaniu odpowiadamy na pytania: Jaki będzie ten nowy Zbór? Czy będzie się różnił od istniejącego? Czy można będzie znaleźć w nim pokarm duchowy i swoje miejsce w służbie Pańskiej?

Przedstawiając Wam, Bracia i Siostry, ogólny zarys Zboru, który będziemy tworzyć i który będzie dla nas płaszczyzną wzajemnej społeczności z Bogiem, pamiętamy, że Duch Święty poprowadzi nas tak, jak sam będzie chciał i nie da się ograniczyć naszymi projektami. Nie po to zresztą opracowaliśmy ten tekst, aby następnie niewolniczo trzymać się ustalonych w nim reguł. Niemniej jednak powinniśmy określać przed Bogiem i przed sobą wzajemnie, jakie są nasze potrzeby, oczekiwania i marzenia, a następnie układać w związku z nimi realistyczne plany. Tak właśnie postąpiliśmy w odniesieniu do nowego Zboru.

Patrząc na ten projekt, z pokorą wyznajemy: "Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to..." [Jk 4,15], a że przyłożyliśmy rękę do dobrego dzieła, stąd nasza ufność, że Bóg to przedsięwzięcie pobłogosławi. 

Jeżeli więc po zapoznaniu się z tym projektem okaże się, że i Wam będzie z nami po drodze, zapraszamy do współpracy na rzecz Królestwa Bożego i dla dobra mieszkańców północno-zachodnich dzielnic Gdańska. Grupa Inicjatywna II Zboru Zielonoświątkowego w Gdańsku, Czerwiec 1995 roku.

Przygotowując się do utworzenia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE działaliśmy w świetle dnia. Pobłogosławieni modlitwą wstawienniczą całej społeczności na niedzielnym nabożeństwie, zaczęliśmy szukać miejsca na siedzibę zboru. Dopiero w grudniu udało nam się znaleźć do wynajęcia lokal po byłym barze dyskotekowym "ZICO" przy Alei Jana Pawła II na gdańskiej Zaspie. Zawiłości prawne i zadłużenie wcześniejszego użytkownika, kosztowały nas kolejne miesiące zmagań. Od niedzieli, 17 marca, poczynając, zorganizowaliśmy na Zaspie kilka nabożeństw sondażowych, by na 21 kwietnia 1996 roku zwołać zgromadzenie założycielskie nowego Zboru.

Ćwierć wieku naszej wspólnoty kościelnej już za nami. Schylam się dziś przed Panem Kościoła we wdzięczności za okazaną mi łaskę służenia przez wszystkie te lata kochanym Braciom i Siostrom z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Pochylam głowę z jednoczesnymi przeprosinami, że okazałem się "nieużytecznym sługą", który uczynił tylko to, co powinien był uczynić [porównaj: Łk 17,10], a przecież wiele rzeczy mogłem zrobić lepiej i piękniej.

PS. Krótką historię Zboru można poczytać tutaj, a gdyby ktoś chciał popatrzeć na fotografie z pierwszych lat istnienia wspólnoty CCNŻ, to zapraszam na nasz kanał YouTube

12 kwietnia, 2021

Czy powinniśmy wstydzić się tych pochwał?

Nie tylko w naszym kraju toczy się dyskusja - w której i mnie już zdarzyło się zabrać głos - czy, i na ile, powinniśmy ulegać świeckiej władzy i stosować się do jej rozporządzeń. Scenka z wczorajszego zatrzymania przez policję kobiety protestującej przeciwko restrykcjom covidowym, dolewa oliwy do ognia tego sporu. Dla niektórych, już przez sam fakt udziału w proteście, stała się ona godną pochwały bohaterką. Nieważne, że podobno jest znana policji, między innymi z awanturniczego zachowania. Miała odwagę przeciwstawić się władzy. To jest najważniejsze! Czy aby na pewno?

Z biblijnego punktu widzenia ubliżanie policjantom i wyzywanie ich od najgorszych jest grzechem. Tym bardziej nazywanie ich demonami. Przecież to są ludzie tacy sami, jak my. Niektórzy z nich kochają Jezusa i szczerze Mu służą. Znam kilku policjantów, którzy są prawdziwymi "aniołami stróżami". Krzywdzące to i wielce niesprawiedliwe, aby wyzywać ich od nazistów. Niech każda osoba podporządkowuje się władzom sprawującym rządy. Nie ma bowiem władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Wszystkie one zostały ustanowione przez Niego. Dlatego kto się opiera władzy, przeciwstawia się Bożemu rozporządzeniu. Ci natomiast, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie ściągają wyrok [Rz 13,1-2]. Czemu jest tak, że niektórzy wciąż mają jakiś konflikt z prawem? Jak to jest, że nawet ich dobrym czynom wciąż towarzyszy jakaś awantura? Czemu mówi się, że pewien pastor - rzekomo za karmienie głodnych i pomaganie bezdomnym - otrzymał już kilkanaście mandatów i jest wzywany do sądu?

Rządzący przecież nie są postrachem dla dobrych, ale dla złych. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę. Władza bowiem jest na służbie u Boga, dla twojego dobra. Jeśli jednak czynisz źle, uważaj, bo nie na darmo nosi miecz. Jest przecież Bożym narzędziem, karzącym w gniewie tego, kto popełnia zło. Stąd należy się jej podporządkowywać, nie tylko ze względu na gniew, ale także ze względu na sumienie. Dlatego też płacicie podatki, bo są urzędnikami Boga po to właśnie, by tego pilnować. Oddawajcie każdemu to, co mu się należy: komu podatek — podatek; komu cło — cło; komu szacunek — szacunek; komu cześć — cześć [Rz 13,3-6].

Znam liczne przypadki, gdy władze chwaliły i chwalą chrześcijan za działalność charytatywną i społeczną. Wiele osób z naszych środowisk, wiele fundacji i stowarzyszeń, zostało z tego tytułu uhonorowanych i wyróżnionych. Nie dostaje się mandatu za karmienie głodnych i pomaganie ludziom społecznie wykluczonym w powracaniu do normalnego funkcjonowania. Chyba, że ktoś robi to z naruszeniem prawa. Łamiąc przepisy, sami na siebie ściągają wyrok - wyjaśnia Biblia. Nie można bezkarnie ignorować obowiązującego prawa. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę. Nigdzie nie przeczytałem, aby apostołowie Jezusa Chrystusa przyzwalali na bunt przeciwko władzy. 

Respektujcie wszelki ludzki porządek ze względu na Pana. Poważajcie króla jako sprawującego władzę. Nie lekceważcie namiestników jako posłanych przez niego, aby karać przestępców i nagradzać uczciwych. Bożą wolą jest bowiem, abyście dobrym postępowaniem odbierali nierozumnym ludziom mowę wynikającą z ich niewiedzy [1Pt 2,13-15]. Skoro od władzy dla nas najwyższej, tj. od samego Boga otrzymaliśmy wyraźne polecenie, aby podporządkować się ludziom lokalnie sprawującym rządy, to jakże możemy się z tym nie zgodzić?! W drodze powrotnej z posługi Słowem Bożym w Świnoujściu, przespacerowałem się wczoraj zatłoczoną Promenadą Gwiazd w Międzyzdrojach. Tylko nieliczni mieli zakryte usta, a prawie nikt nosa. Nie jesteśmy z natury narodem chętnie się podporządkowującym. Uznajemy jedynie władzę samowoli. 

Osobom wzywającym do sprzeciwiania się władzy, którym łatwo przychodzi rzucanie gromów na innych, a także ich fanom, proponuję na koniec chwilę zadumy nad zachowaniem dwóch uczniów Jezusa. Gdy zbliżały się dni odejścia Jezusa do nieba, postanowił udać się do Jerozolimy. W związku z tym wysłał przed sobą posłańców, którzy wyruszyli i przyszli do pewnej samarytańskiej wioski, gdzie mieli przygotować Mu miejsce. Lecz mieszkańcy nie chcieli Go przyjąć, dlatego że zmierzał do Jerozolimy. Jakub i Jan, w obliczu takiej niechęci, zwrócili się do Jezusa: Panie, czy mamy rozkazać, aby ogień spadł z nieba i ich pochłonął? Lecz On obrócił się i skarcił ich: Nie wiecie — powiedział — że już nie powinniście postępować w tym duchu? Syn Człowieczy nie przyszedł niszczyć życia ludzkiego, ale je ratować [Łk 9,51-56].

A my? Czy wiemy, jakiego ducha jesteśmy? Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga [1Jn 4,1].

08 kwietnia, 2021

Komu grozi silne omamienie?

Coraz bardziej potrzebna nam jest ostrożność w zaufaniu do człowieka. Rzecz w tym, że nawet osoby cieszące się w określonym środowisku autorytetem, są narażone na popełnienie błędu. Nie zawsze można na nich polegać, bo i oni mogą być oszukani.  Nikt - poza Jednym - nie jest z żelaza. Zdarza się, że najmądrzejszy z nas daje się oszukać, gdy na celownik weźmie go wyrafinowany oszust. A zbajerowany człowiek jest tym bardziej niebezpieczny dla innych, im bardziej wcześniej był dla nich przykładem i cieszył się powszechnym uznaniem.

Dzisiaj od rana wciąż rozmyślam o intrygujących słowach Pisma Świętego, rozważanych wczoraj wieczorem w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE. Przyjście Człowieka bezprawia dokona się zgodnie z działaniem całej mocy szatana. Towarzyszyć mu będą znaki i fałszywe cuda, a w przypadku tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości Prawdy, dzięki której mogli dostąpić zbawienia, da o sobie znać cała zwodniczość niesprawiedliwości. Właśnie dlatego Bóg wystawia ich na działanie oszustwa. Czyni to, aby uwierzyli kłamstwu, i aby przez to zostali osądzeni wszyscy, którzy odrzucili prawdę, a znaleźli upodobanie w niesprawiedliwości [2Ts 2,9-12 Biblia Ewangeliczna].

Jako że prawda jest w Jezusie [Ef 4,21], w świetle Biblii wyraźnie widzimy, jak Bóg poprzez Chrystusa Jezusa doprowadza  ludzi do poznania prawdy. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10]. Przeciwieństwem Syna Człowieczego, który jest Prawdą [Jn 14,6], będzie i już jest Człowiek bezprawia. Duch Antychrysta jest kłamliwy. Jego domeną jest oszukiwanie ludzi. W tym celu posługuje się znakami i cudami. Niesprawiedliwość w wydaniu Antychrysta zaczyna wyglądać tak, jakby była sprawiedliwością. Biblia zapowiedziała, że Człowiek bezprawia będzie używać wszelkich podstępnych oszustw, aby o ile można, zwieść i wybranych [Mt 24,24].

Nikogo chyba nie dziwi, że w polu działania Antychrysta znajdą się i już są również chrześcijanie. Intrygująco brzmi zapowiedź pojawienia się  ludzi, którzy odrzucili prawdę, a swoje oczekiwania złożyli w nieprawości [2Ts 2,12 BPK]. Przyczyną ich zguby jest to, że nie przyjęli miłości Prawdy. Umiłowanie prawdy nie tylko zabezpiecza nas przed zwodzicielem. Jest na tyle miłe w oczach Bożych, że sam Bóg staje w naszej obronie i zbawia nas od złego. A co, jeżeli Pan zauważy w nas względne i wybiórcze podejście do Prawdy? Co, gdy Ten, który bada wszystkie serca i przenika wszystkie zamysły [1Krn 28,9] odkryje w nas otwartość na nieprawdę i upodobanie w niej w sytuacji, gdy Prawda stała się dla nas niewygodna? 

W takim przypadku Bóg nie tylko może zdjąć z nas swój parasol ochronny. Wręcz zatrważające powinno być dla nas to, że Bóg widząc nasze luzackie lub interesowne podejście do Prawdy, poddaje nas straszliwej próbie. Właśnie dlatego Bóg wystawia ich na działanie oszustwa [2Ts 2,11 BE]. I z tej racji posyła im Bóg działanie ułudy, tak że uwierzą kłamstwu [BPK]. Dlatego zsyła im silne omamienie [UBG]. I nie chodzi już bynajmniej o to, abyśmy szybko się zreflektowali i znowu rozmiłowali w prawdzie. Dlatego zsyła Bóg na nich ostry obłęd, tak iż wierzą kłamstwu, aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, lecz znaleźli upodobanie w nieprawości [2Ts 2,11-12 BW]. 

Nie trzeba mieć sokolego wzroku, by zauważyć, że tego rodzaju sąd odbywa się już również w środowiskach ewangelicznego chrześcijaństwa. Najwyraźniej i między nami daje o sobie znać cała zwodniczość niesprawiedliwości, skoro tak różne już mamy zrozumienie tych samych fragmentów Pisma Świętego i tak odmienne podejście do spraw, w których wcześniej byliśmy jedno. Wielu z nas, jak nigdy wcześniej, zostało wystawionych na działanie oszustwa. Bądźmy tego świadomi, gdy słuchamy rozmaitych kaznodziejów i nauczycieli, bo co, jeżeli człowiek, którego obdarzamy autorytetem, jest już pod wpływem silnego omamienia..?

05 kwietnia, 2021

Czy to godne pastora?

W niektórych serwisach internetowych pojawiły się dziś niebywałe tytuły: "Polski duchowny wyrzucił z kościoła policję". "Policjanci przyszli do kościoła, bo łamano obostrzenia. Polski pastor ich wyrzucił". "Wspaniała postawa polskiego pastora w Kanadzie. Zobaczcie, jak duchowny wyrzuca z kościoła policjantów". "Pastor Pawłowski wygonił policję z kościoła". Na YouTube można obejrzeć filmik z tego zdarzenia i posłuchać, jak faktycznie było. 

Oto opis nieudanej interwencji policji, zawierający cytaty z wypowiedzi pastora: Gdy policjantka starała się podjąć z nim dyskusję, pastor nie zamierzał tego robić. - Natychmiast wyjdźcie i nie wracajcie! - wołał głośno. Gdy wciąż się ociągali, zaczął wołać jeszcze dosadniej: "Wyjdźcie z tego budynku, naziści. Gestapo wstęp wzbroniony! Nie rozumiecie po angielsku? Macie opuścić to pomieszczenie". Gdy w końcu wyszli na zewnątrz, powiedział: "Nie wracajcie tu, nazistowscy psychopaci" - Nie do wiary. To chore. Źli ludzie. Zastraszają ludzi w kościele w Wielkanoc. Gestapo, naziści, komuniści, faszyści. Nie śmiejcie nawet tu wracać! - wołał za nimi. Gdy funkcjonariusze odeszli, (...) stwierdził, że przedstawiciele władz chcą "niewolić" ludzi i być "faraonami dnia dzisiejszego". (Źródło: https://chnnews.pl).

Chociaż słowa, zachowanie jak i sama tonacja głosu rzeczonego pastora wywołują nieprzyjemny dreszcz na plecach, to jednak w Internecie nie brakuje mu pochwał i pozytywnych komentarzy. Właśnie z tego powodu, mimo że chętnie zaciągnąłbym nad tym incydentem kurtynę milczenia, czuję się w obowiązku zabrać głos w sprawie. Okazuje się bowiem, że nie tylko on w ostatnim czasie 'wydziera' się na swoich adwersarzy. Znam kilku innych pastorów, którzy - nie przebierając w słowach - uniesionym głosem "miażdżą" ludzi stających im na drodze i wyzywają osoby nie podzielające ich poglądów. Jak takie reakcje mają się do zachowania godnego ewangelii? Jak to wygląda w świetle Biblii?

Czy wyobrażamy sobie, żeby któryś z apostołów krzyczał na swoich prześladowców? Czy Szczepan, pierwszy męczennik chrześcijański, wyzywał ludzi, którzy przyszli go kamienować? Najdobitniej przemawia tu przykład samego Jezusa: Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust [Iz 53,7]. On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi [1Pt 2,23].

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że nauka apostolska nie dopuszcza zachowania, jakie miałem nieprzyjemność zobaczyć na wspomnianym filmiku. Błogosławcie tych, którzy was prześladują, błogosławcie, a nie przeklinajcie [Rz 12,14]. W ogóle, już to przynosi wam ujmę, że się z sobą procesujecie. Czemu raczej krzywdy nie cierpicie? Czemu raczej szkody nie ponosicie? [1Ko 6,7]. Prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia [1Pt 2,12].

Mój nauczyciel ze szkoły biblijnej - ilustrując to tubką pasty do zębów - mawiał, że prawdziwa zawartość serca człowieka wychodzi na jaw w chwili, gdy się go naciśnie, stawiając go w niekomfortowej sytuacji. Gdy serce przepełnione jest pokojem Bożym, miłością i łagodnością Chrystusową, a przypominam, że starsi kościoła obowiązkowo tacy być powinni, to w chwili ucisku niezawodnie inni to zobaczą i się zadziwią. 

Policjanci w Calgary z pewnością nie będą opowiadać, że w Wielki Piątek podczas - i dla nich przecież nieprzyjemnej - interwencji, zetknęli się z człowiekiem niezwykłym; taktownym, łagodnym i tak jakoś nieziemsko duchowym, że aż chciałoby się i samemu coś takiego mieć w sobie...

04 kwietnia, 2021

Nowa fala wdzięczności

Wczorajsze foto derenia jadalnego
kwitnącego na posesji CCNŻ na Olszynce
Dzisiaj, w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, 4 kwietnia 2021 roku od samego świtu przepełnia mnie ogromna wdzięczność.

Przede wszystkim jestem wdzięczny Bogu za nowe życie. Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili [Rz 6,3-4]. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe [2Ko 5,17]. Od piątkowego wieczoru wzruszam się nad wspaniałomyślnością Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, który złożył samego Siebie w ofierze za moje grzechy. Umarł, aby otworzyć mi drogę do życia wiecznego. Fakt zmartwychwstania Jezusa od lat jest dla mnie wspaniałym i całkowicie wystarczającym dowodem, że wierząc w Niego mogę mieć pewność mojego zbawienia.

Po drugie, dzisiaj mijają dokładnie trzy lata od chwili, gdy Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE zostało właścicielem Dworu Olszyńskiego wraz z przynależącą do niego ziemią, budynkiem dawnej wozowni dworskiej i ruinami stajni. Jestem wdzięczny Bogu za obydwa budynki o łącznej powierzchni użytkowej ok. tysiąca metrów, które już używamy w poszerzającej się działalności naszej wspólnoty kościelnej. Tak samo dziękuję Bogu za każdy metr kwadratowy rozległego terenu naszej parceli. Rozpływam się we wdzięczności Bogu, patrząc na biegające po trawie i bawiące się dzieci. Cieszę się na myśl, że już wkrótce, od pierwszej niedzieli maja - jeśli Bóg pozwoli - znowu zaprosimy wszystkich chętnych do naszej kaplicy plenerowej na nabożeństwa polowe i wszyscy jednocześnie na jednym miejscu będziemy mogli wielbić Boga i słuchać Słowa Bożego.

Jestem wdzięczny Bogu za poszerzające się grono członków i przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. W ostatnią niedzielę kwietnia będziemy świętować dwudziestopięciolecie powstania naszego zboru. Gdy myślę o Braciach i Siostrach, wpośród których dane mi jest służyć Chrystusowi Panu, to do oczu napływają mi łzy radosnego wzruszenia. Bóg obdarował mnie naprawdę wspaniałymi towarzyszami wiary i służby. Miłość wzajemna, pracowitość, poczucie odpowiedzialności za prawidłowe funkcjonowanie poszczególnych służb zborowych, stabilność w wierze i umiłowanie zdrowej nauki Słowa Bożego - to cechy charakteryzujące znakomitą większość członków naszej społeczności. Czasy limitów liczbowych w zgromadzaniu się zboru i obowiązek przestrzegania rygorów sanitarnych nie rozłożył nas na łopatki. Ośmielam się twierdzić, że nawet nas ten czas jeszcze bardziej umocnił i duchowo scalił. Wszyscy wiemy, dlaczego jesteśmy i dlaczego chcemy być tu razem. Jestem wdzięczny Bogu za C.C. NOWE ŻYCIE i pełen nadziei, że Pan Jezus będzie nas nadal błogosławić.

I wreszcie po czwarte, jestem wdzięczny Bogu, że zjednuje nam życzliwość otaczających nas ludzi. Poczynając od osób sprawujących w mieście władzę, poprzez Radę Dzielnicy Olszynka z panią Jadwigą Kubik na czele, a na gestach pojedynczych sąsiadów kończąc, śmiało mogę powiedzieć, że Bóg nas niezwykle obdarował na Olszynce dobrymi ludźmi i wsparciem z ich strony. Wzruszam się na myśl o uroczej trosce pana Józefa, emeryta zza Motławy, o wolontariuszy pracujących przy remoncie dachu, wspaniałomyślności pana prezesa pobliskiej spółki PORTAL albo o zdumiewającej postawie pana Grzegorza z warsztatu samochodowego i tak dalej. 

Od samego świtu przepełnia mnie dziś ogromna wdzięczność. Nie zapominajcie też o wdzięczności! [Kol 3,15] - mówi Biblia. W moim przypadku w ostatnich latach dostrzegam i doświadczam tak wiele dobroci Bożej, że - póki co - wypełnianie powyższego wezwania apostolskiego przychodzi mi z łatwością i radością. Jestem wręcz na fali 😊

02 kwietnia, 2021

Życiodajne umieranie

Po wjeździe do Jerozolimy Jezus miał świadomość, że jako człowiek z krwi i kości, przeżyje w ciągu kilku najbliższych dni koszmar umierania. Teraz moja dusza jest w trwodze i co mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od  tej godziny? Przecież dla tej godziny przyszedłem  [Jn 12,27]. Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego [Jn 10,17-18]. Podziwiam Pana Jezusa. Miłuję Go i uwielbiam za Jego postawę w obliczu zbliżającego się cierpienia i śmierci.

W życiu każdego z nas zdarzają się nielubiane ale bardzo potrzebne, wręcz konieczne przeżycia i okoliczności. Do takich można zaliczyć warunki osiągania upragnionych celów. Aby co miesiąc otrzymywać wypłatę, trzeba pracować. Aby zdobyć medal w mistrzostwach sportowych, trzeba trenować. Aby zebrać plon, trzeba dokonać zasiewu. Aby dobrze ukończyć studia, trzeba latami pilnie się uczyć. Każdy z tych warunków jest jakiegoś rodzaju wymaganiem, poświęceniem, a nawet przykrością.

A co trzeba zrobić, aby żyć wiecznie? Trzeba – oczywiście - uwierzyć w Jezusa Chrystusa! Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny [Jn 3,16]. Kto wierzy w Syna ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim [Jn 3,36]. Trzeba nam tu wszakże wiary wprowadzonej w życie i skutecznej w działaniu, bo wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26] i nikogo nie doprowadzi do zbawienia. Dlatego tym rozważaniu przyjrzymy się jednemu z praktycznych aspektów wiary w Syna Bożego.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje; lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje. Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu [Jn 12,24-25]. Jezus mówiąc o sensie swojej śmierci posłużył się obrazem ziarna pszenicy. Obumieranie ziarnka pszenicy Pan porównał do błogosławionego procesu Jego cierpienia i umierania za grzech świata. Śmierć Syna Bożego nie była daremna. On wiedział, że przyniesie ona obfity plon. A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę [Jn 12,32]. I tak, dla wystawionej sobie radości, podjął krzyż, wzgardziwszy sromotę, i usiadł na prawicy stolicy Bożej [Hbr 12,2 BG].

Obumierające ziarno pszeniczne może również posłużyć za ilustrację jednego z aspektów zachodzącego w nas procesu zbawienia. Zostajemy poddani obumieraniu - aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie (2Ko 5,4), abyśmy wzrośli i wydali owoc trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny a nawet stokrotny! (Mk 4,8). Stąd słowa: Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu [Jn 12,25].

Krzyż Chrystusowy rzuca nam wyzwanie. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami [Ga 5,24] – mówi Biblia. Trzeba nam więc wziąć swój krzyż. I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie. Kto bowiem chce zachować duszę swoją, straci ją, kto zaś straci duszę swoją dla mnie, ten ją zachowa [Łk 9,23-24].

Prawdziwa to mowa: Jeśli bowiem z nim umarliśmy, z nim też żyć będziemy [2Tm 2,11]. Co w nas powinno, co musi umrzeć, abyśmy żyli wiecznie? Każdy zrodzony z Boga człowiek dobrze wie, co powinno w nim zostać ukrzyżowane. Jest w Biblii wiele wezwań apostolskich na ten temat. Zadajcie zatem śmierć temu, co w członkach ziemskie. Mam na myśli rozwiązłość, nieczystość, zmysłowość, złe pragnienia i zachłanność równoznaczną z bałwochwalstwem. One to ściągają Boży gniew na nieposłusznych synów [Kol 3,5-6]. Alternatywa jest oczywista. Jeśli nie ukrzyżujemy swojej starej natury, jeśli nie umrzemy dla grzechu i świata, to nie będziemy żyć z Panem.

Zbawienie od wiecznego potępienia dokonuje się przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Ta wiara polega między innymi na umartwieniu naszej grzesznej natury. I usłyszałem donośny głos w niebie, mówiący: Teraz nastało zbawienie i moc, i panowanie Boga naszego, i władztwo Pomazańca jego, gdyż zrzucony został oskarżyciel braci naszych, który dniem i nocą oskarżał ich przed naszym Bogiem. A oni zwyciężyli go przez krew Baranka i przez słowo świadectwa swojego, i nie umiłowali życia swojego tak, by raczej je obrać niż śmierć [Obj 12,10-11]. 

Umieranie dla grzechu nie jest komfortowym procesem, lecz prawdziwi chrześcijanie nie stawiają miłości własnej ponad miłość do Jezusa. Biorą swój krzyż na siebie. Codziennie krzyżują wszystko, co w świetle Biblii jest grzeszne i co nie licuje z ich serdecznym nastawieniem do Chrystusa Pana. W jednej z pieśni śpiewamy:

Z Panem umierać, dla Niego żyć
Może większego co nad to być?
Warto Dlań cierpieć, warto bojować
Warto do Niego cały świat zbyć!

Móc żyć dla Pana, zwyciężyć mdłość
Wziąć hańbę na się, i krzyż, i złość
W niebo tak wstąpić i wziąć od Boga
Chwały koronę – czy to nie dość?

Móc żyć dla Pana, póki trwa dzień
I gdy już śmierci zbliży się cień
Ciągle Mu służyć i nie oziębnąć
Pan ci to zdarzy, wierz tylko Weń!

Czy można w tę Wielkanoc lepiej uczcić śmierć Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, za nasze grzechy?

Gdyby ktoś chciał posłuchać - to zapraszam tutaj!

31 marca, 2021

Nasze groby też coś mówią!

W tych dniach często dane mi jest prowadzić uroczystości pogrzebowe. Myślę, że w tej sytuacji lepiej mogę zrozumieć nostalgię Mojżesza, bijącą z psalmu jego autorstwa. Położyłeś winy nasze przed sobą, tajne grzechy nasze w świetle oblicza swego. Wszystkie dni nasze znikają z powodu gniewu twego. Lata nasze giną jak westchnienie. Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; a to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy. Któż zna moc gniewu twego? Kto boi się ciebie w uniesieniu twoim? Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce! [Ps 90,8-12].

Mojżesz częściej niż ja miał do czynienia z pogrzebami. Całe pokolenie prowadzonych przez niego ludzi, wszyscy, którzy w chwili opuszczania Egiptu mieli więcej niż dwadzieścia lat, musieli umrzeć i pozostać na pustyni. Zapowiedziany przez Boga czterdziestoletni okres tułaczki oznaczał, że zostawiali za sobą nie tylko groby starców. Grzebali również ludzi w sile wieku. Dlaczego tak masowo umierali? Ponieważ przy pierwszej możliwości wkroczenia do Kanaanu, sprzeciwili się poleceniom Pana i szemrali przeciwko Niemu [5Mo 1,26], zamiast okazać Mu posłuszeństwo.

Na tej pustyni padną wasze trupy i wszyscy spisani spośród was, w pełnej liczbie, od dwudziestego roku życia wzwyż - wszyscy, którzy szemraliście przeciw Mnie! Nie wejdziecie do ziemi, co do której przysiągłem, że osiedlę was w niej, za wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego i Jozuego, syna Nuna. Za to wasze dzieci, o których mówiliście, że staną się łupem, te wprowadzę i one przejmą na własność ziemię, którą wy pogardziliście. Wy zaś padniecie trupem na tej pustyni [4Mo 14,29-32].

Rozmyślam dziś przy lekturze Psalmu 90. o losie Mojżesza prowadzącego Izraelitów po pustyni. Z pewnością nie był zdziwiony rosnącą ilością grobów. Tak właśnie niszczy nas Twój gniew, a Twa surowość przeraża [Ps 90,7] - pisał. Każda kolejna śmierć umacniała w nim przekonanie, że z Bogiem trzeba się liczyć, że trzeba Mu wierzyć i okazywać posłuszeństwo. Wśród ludu coraz mniej było osiemdziesięciolatków, siedemdziesięciolatków... Dzień po dniu zbliżali się do chwili, gdy najstarsi z wędrowców mieć już będą nie więcej niż sześćdziesiąt lat. Naucz nas dobrze liczyć nasze dni, aby nasze serca mogły zyskać mądrość [Ps 90,12]. Jaką mądrość? Początkiem mądrości jest bojaźń Pana; wszyscy, którzy ją okazują, są prawdziwie mądrzy [Ps 111,10].

Nasze groby też coś mówią. Różne wnioski należałoby wyciągać stojąc nad nimi. Zawsze jednak taki, że trzeba liczyć się ze Słowem Bożym. Z najwyższą czcią i respektem pochylam się więc dziś przed Panem. W świetle Biblii coraz lepiej rozumiem nie tylko to, dlaczego lata nasze giną, jak westchnienie. Coraz wyraźniej też widzę wartość i wspaniałomyślność Syna Bożego, który umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism [1Ko 15,3-4]. On to zrobił, aby zdjąć z nas przekleństwo grzechu i widmo wiecznego potępienia. Kto w Niego uwierzy, choćby nawet umarł, żyć będzie [Jn 11,25].

30 marca, 2021

Skąd u Boga taka pamiętliwość?

Przeczytałem dzisiaj w Biblii coś zdumiewającego. Zazwyczaj znajduję w niej zachętę do przebaczania, odpuszczania winowajcom i zapominania o krzywdach. Tym razem jednak Bóg wezwał Izraelitów, aby byli pamiętliwi. Pamiętaj, co ci uczynił Amalek w czasie drogi, gdy wyszliście z Egiptu, że stanął ci w drodze i gdy ty byłeś zmęczony i strudzony, wybił wszystkich osłabionych, którzy pozostali w tyle, i nie bał się Boga. Gdy tedy Pan, Bóg twój, sprawi, że zaznacie spokoju od wszystkich waszych nieprzyjaciół okolicznych w tej ziemi, którą daje ci Pan, Bóg twój, w dziedziczne posiadanie, to ty wymażesz pamięć o Amaleku pod niebem. Nie zapomnij o tym! [5Mo 25,17-19].

Wszyscy znają sławne starcie ludu Bożego z Amalekitami, opisane w Księdze Wyjścia. I nadciągnęli Amalekici, aby walczyć z Izraelem w Refidim. Wtedy rzekł Mojżesz do Jozuego: Wybierz nam mężów i wyrusz do boju z Amalekitami. Jutro ja z laską Bożą w ręku stanę na szczycie wzgórza. Jozue uczynił tak, jak mu rozkazał Mojżesz, i wyruszył do boju z Amalekitami, a Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Dopóki Mojżesz trzymał swoje ręce podniesione do góry, miał przewagę Izrael, a gdy opuszczał ręce, mieli przewagę Amalekici. Lecz ręce Mojżesza zdrętwiały. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim; Aaron zaś i Chur podpierali jego ręce, jeden z tej, drugi z tamtej strony. I tak ręce jego były stale podniesione aż do zachodu słońca.Tak pobił Jozue Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Zapisz to dla pamięci w księdze i wbij to w głowę Jozuego, że całkowicie wymażę pamięć o Amalekitach pod niebem. Potem zbudował Mojżesz ołtarz i nazwał go: Pan sztandarem moim! I rzekł: Przyłóż rękę do sztandaru Pana; wojna jest między Panem a Amalekitami z pokolenia w pokolenie! [2Mo 17,8-16].

Myślę, że nie to wystąpienie Amalekitów przeciwko ludowi Bożemu stało się głównym powodem aż takiej niechęci Boga do tego narodu. Jozue wspierany wzniesionymi rękami Mojżesza uczestniczył tam w regularnej bitwie i raczej było to normalne, że Amalek walczył wówczas z Izraelem. Jest natomiast w Biblii wzmianka o innym incydencie z Amalekitami w roli głównej [zob. 4Mo 14,39-45]. Miało to miejsce na początku wędrówki Izraela po pustyni, tuż po tym, gdy źli zwiadowcy zgasili w ludzie Bożym wiarę w możliwość zdobycia Kanaanu. Na wieść o wyroku Bożym za niedowiarstwo Izraelitów, skazującym ich na czterdziestoletnią tułaczkę po pustyni, podłamani tym i skołowani Izraelici, poniewczasie porwali się na zdobywanie Kanaanu. Ponieważ jednak PAN nie mógł im w tym towarzyszyć, byli słabi i niezdolni do zwycięstwa. Wówczas zeszli Amalekici i Kananejczycy mieszkający w tych okolicach, pokonali ich i bili aż po Chormę [4Mo 14,45]. I to zachowanie Amalekitów bardzo się Bogu nie spodobało.

Wzruszam się dzisiaj, na myśl o niezwykłej czułości Boga w stosunku do Jego wybranych. Nieposłuszeństwo i niewiara ludu Bożego muszą wywołać święty gniew Boży. Wiąże się to również z zastosowaniem określonych środków dyscyplinarnych. Bóg czyni to jednak z bolejącym sercem. W chwilach, gdy Bóg dyscyplinuje swoje dzieci, należy uśmierzać Jego gniew i prosić o łaskawość i o łagodniejszy wymiar kary. Biada temu, kto wykorzystuje taki moment, by 'przyłożyć' ludowi Bożemu. Wiem, o czym piszę, bo sam jestem ojcem. Zdarzało się, że z bólem serca wymierzałem jakąś karę swoim dzieciom. Gdyby ktoś w takim momencie ośmielił się dodatkowo wystąpić przeciwko nim, to stałby się moim największym wrogiem. Najmądrzej byłoby zejść mi wtedy z oczu lub jedynie poprosić, abym nie był dla moich dzieci zbyt surowy.

Dokładnie taką myśl odkrywam w słowach Boga, skierowanych do potomków Ezawa. Z powodu zbrodni na twoim bracie Jakubie, okryje cię hańba i będziesz wytępiony na zawsze. Wówczas gdy stałeś na uboczu, kiedy to wrogowie brali do niewoli jego wojsko, a cudzoziemcy wkraczali do jego bram i rzucali losy o Jeruzalem, także ty byłeś jednym z nich. Nie paś oczu widokiem swojego brata w dniu jego nieszczęścia! Nie ciesz się z powodu synów Judy w dniu ich zagłady i nie mów zuchwale w dniu niedoli! Nie wkraczaj do bramy mojego ludu w dniu jego klęski; nie paś i ty oczu widokiem jego nieszczęścia w dniu jego klęski! I nie wyciągaj ręki po jego mienie w dniu jego klęski! Nie stój na rozstaju dróg, aby zabijać jego uchodźców! I nie wydawaj jego zbiegów w dniu niedoli! Gdyż bliski jest dzień Pana na wszystkie narody. Jak postępowałeś, tak postąpią z tobą. Odpłata za twoje postępki spadnie na twoją głowę [Abd 1,10-15].

Edomici i Amalekici popełnili niewybaczalny błąd. Moment osłabienia ludu Bożego spowodowanego nałożoną nań dyscypliną, wykorzystali do zaatakowania go i wyrządzenia mu dodatkowej jeszcze krzywdy. Coś takiego musiało wzbudzić święty gniew Boga. Wymażesz pod niebem pamięć o Amalekitach - nie zapomnij o tym! [5Mo 25,19].

W tym świetle lepiej można zrozumieć oburzenie Boga na nieposłuszeństwo Saula, gdy po wielu latach Bóg powrócił do tematu rozprawienia się Amalekitami. Tak mówi Pan Zastępów: Chcę pomścić to, co uczynił Amalek Izraelowi, stając mu na drodze, gdy wychodził z Egiptu. Idź więc teraz i pobij Amaleka, i wytęp jako obłożonego klątwą jego i wszystko, co do niego należy; nie lituj się nad nim, ale wytrać mężczyznę i kobietę, dziecię i niemowlę, wołu i owcę, wielbłąda i osła. (...) I pobił Saul Amalekitów od Chawila aż do Szur, które leży na wschód od Egiptu. Agaga, króla Amalekitów pojmał żywcem, natomiast wszystek lud wybił mieczem. Lecz Saul i jego lud oszczędzili Agaga i to, co było najlepsze wśród owiec i bydła, najtłustsze okazy i jagnięta, i wszystkiego, co było wartościowe nie chcieli przeznaczyć na zniszczenie, zniszczyli natomiast dobytek lichy i marny. I doszło do Samuela słowo Pana tej treści: Żałuję, że Saula posadziłem na królestwie, gdyż odwrócił się ode mnie i słowa mojego nie wykonał [1Sm 15,2-11].

Bóg wypowiedział wojnę Amalekitom i nadał jej sztandarowy charakter. Przyłóż rękę do sztandaru Pana: wojna jest między Panem a Amalekitami z pokolenia w pokolenie! [2Mo 17,16]. Biada temu, kto w Izraelu nie chciał tego uwzględnić i swoje relacje z tym narodem układał po swojemu. Nawet namaszczonemu przez Boga, pierwszemu królowi Izraela, nie wolno było tego robić. Powinien był całkowicie rozprawić się z Amalekitami.

Coraz wyraźniej widzę, że jednym z grzechów współczesnych chrześcijan jest bagatelizowanie wyraźnych wypowiedzi Pisma Świętego w sprawie relacji z bezbożnym światem. Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga [Jk 4,4]. Świat odrzucił Syna Bożego i nienawidzi prawdziwych naśladowców Chrystusa. Dlatego znalazł się na Bożym celowniku. Oswajanie go, zapożyczanie jego sposobów myślenia i działania - to poważne uchybienie lojalnościowe w stosunku do Głowy Kościoła. Zachwycanie się twórczością ludzi bezbożnych przeczy poprawności relacji z Panem Jezusem, a co najmniej, nam je zakłóca. 

Popularne dziś łagodzenie ostro brzmiącego Słowa Bożego i postępująca sekularyzacja kręgów chrześcijańskich to dobry sposób na przypodobanie się światu. Nie zmienia to jednak nastawienia Boga do świata, który odrzucił Syna Bożego i tkwi w Złym. Nie zapomnij o tym!

26 marca, 2021

Rośnie też cena stałości

W trzeciej dekadzie marca 2021 roku słyszymy o szybko rosnącej liczbie infekcji wirusem SARS-Cov-2 i zgonów Polaków na covid-19. Pomimo ewidentnego cierpienia, a nawet śmierci wielu naszych znajomych, nie cichną - niestety - głosy wyśmiewające tych, którzy przejmują się rozporządzeniami władz i starają się przestrzegać zalecanych rygorów sanitarnych. Z wyjątkowym smutkiem obserwuję taką właśnie postawę u osób mieniących się ludźmi ewangelicznie wierzącymi. Zachowują się tak, jakby w ogóle nie dostrzegali jednoznacznie brzmiącej nauki Słowa Bożego. A co mówi nam Biblia?

Respektujcie wszelki ludzki porządek ze względu na Pana [1Pt 2,13]. Niech każda osoba podporządkowuje się władzom sprawującym rządy. Nie ma bowiem władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Wszystkie one zostały ustanowione przez Niego. Dlatego, kto się opiera władzy, przeciwstawia się Bożemu rozporządzeniu. Ci natomiast, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie ściągają wyrok [Rz 13,1-2]. Jezus odpowiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci to nie zostało dane z góry [Jn 19,11]. 

Jak wynika z powyższych fragmentów Pisma Świętego, zarówno nasz Pan, Jezus Chrystus, jak i Jego naoczny świadek, Szymon Piotr, a także później powołany apostoł Paweł, wszyscy zgodnie uznawali władzę świecką i jej podlegali. Oczywiste, że podporządkowanie się władzy świeckiej jest zgodne z Bożym rozporządzeniem do momentu, aż ta władza zażąda zrobienia czegoś wbrew Słowu Bożemu. Gdyby coś takiego miało miejsce, wówczas trzeba być posłusznym bardziej Bogu niż ludziom [Dz 5,29]. Póki co, nie mamy w Polsce z niczym takim do czynienia. Na co dzień obowiązuje nas więc rozporządzenie Boże, że mamy podporządkowywać się władzom sprawującym rządy

Trzymając się tej zasady i respektując wszelki ludzki porządek ze względu na Pana, zauważyłem, że z tego powodu tracę niektórych moich wcześniejszych znajomych i przyjaciół. Gdy się zorientowali, że nie podzielam ich poglądów, że nie krytykuję braci i sióstr w Chrystusie myślących inaczej niż oni, jeden po drugim zaczęli gdzieś znikać. Niektórym zdążyłem jeszcze powiedzieć, że razi mnie język, jakiego używają, a najbardziej duch, w jakim wypowiadają się o współwyznawcach Chrystusa. Przecież drwiny i obelgi nie mają prawa pojawiać się na ustach uczniów Jezusa! Tym bardziej są niestosowne, że wielu z tych kaznodziejów - jak słyszę - rzekomo troszczy się o całe Ciało Chrystusowe i zabiega o prawdziwe przebudzenie duchowe w polskim narodzie.

Rośnie więc cena, jaką trzeba będzie nam płacić za prostolinijne posłuszeństwo Słowu Bożemu. Zarówno bezbożny świat jak i zradykalizowane kręgi ewangelicznych chrześcijan będą coraz mocniej naciskać, próbując wytrącić nas z duchowej równowagi. Wy zaś, kochani, powiadomieni o tym wcześniej, uważajcie, by nie popaść w błąd ludzi nieprawych i nie zachwiać się w swojej stałości [2Pt 3,17].

20 marca, 2021

Co to jest prawda?

Pamiętam jak w latach mojej młodości żartowaliśmy, że największym organem kłamstwa na świecie jest "Prawda" (moskiewska gazeta). Od tamtych lat wiele zmieniło się na świecie. Sowiecka propaganda dawno już utraciła opiniotwórczą pozycję w naszej części świata. Nastały czasy Internetu, wolności słowa i mediów niezależnych. Czy jednak prawda zyskała coś na tym? Czy do dzisiejszych środków masowego przekazu możemy mieć większe zaufanie, niż do dawnej "Prawdy"?

Tytułowe pytanie postawił niegdyś rzymski prokurator Piłat w rozmowie z Jezusem. Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego. Rzekł do niego Piłat: Co to jest prawda? [Jn 18,37-38]. Najwidoczniej Piłat zdawał sobie sprawę z tego, jaką rzadkością wśród ludzi jest szczerość, prawdomówność, prawdziwość gestów oraz rzeczywistość postaw. Jako przedstawiciel rzymskiej władzy wykonawczej dobrze widział, że jego świat z prawdą ma niewiele wspólnego. W jego pytaniu można wyczuć nie tylko nostalgię ale i nutę ironii. Tym razem miał jednak do czynienia z całkiem innym Człowiekiem. Rozmawiał z Bogiem.

Syn Boży, Jezus Chrystus, jest uosobieniem prawdy. Ja jestem droga i prawda, i żywot [Jn 14,6] - powiedział swoim uczniom. Dlatego prawdziwi naśladowcy Chrystusa nie tylko miłują prawdę ale i w niej żyją na co dzień. Ja dałem im słowo twoje, a świat ich znienawidził, ponieważ nie są ze świata, jak Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego. Nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą. Jak mnie posłałeś na świat, tak i ja posłałem ich na świat; i za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie [Jn 17,14-19]. Nauka apostolska stawia chrześcijanom wyraźne wymaganie: Przeto odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę [Ef 4,25]. Nie ma zaś dla mnie większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie [3Jn 1,4].

Napełnieni Duchem Prawdy, opasani pasem prawdy, naśladowcy Pana trzymali się Słowa Bożego. Nie dawali posłuchu kłamstwom. Ale uwaga! Lecz byli też fałszywi prorocy między ludem, jak i wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzać będą zgubne nauki i zapierać się Pana, który ich odkupił, sprowadzając na się rychłą zgubę. I wielu pójdzie za ich rozwiązłością, a droga prawdy będzie przez nich pohańbiona. Z chciwości wykorzystywać was będą przez zmyślone opowieści [2Pt 2,1-3]. Jak na dłoni dziś widać, że apostolska zapowiedź pohańbienia drogi prawdy nie została wyssana z palca.

Biblia mówi, że cały świat znajduje się w mocy Złego [1Jn 5,19 BW-P]. On był mężobójcą od początku i w prawdzie nie wytrwał, bo w nim nie ma prawdy. Gdy mówi kłamstwo, mówi od siebie, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa [Jn 8,44]. To wyjaśnia, dlaczego zewsząd otacza nas totalne kłamstwo. Lecz przy tym zalewie nieprawdy równolegle dzieje się coś bardzo pozytywnego. Chrystus Pan dokonuje sądu. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków. Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu [Jn 3,19-21].

Prawda wg słownika języka polskiego to - zgodna z rzeczywistością treść słów. Kto dziś mówi prawdę? Gdzie jej szukać? Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus [Kol 2,17]. Owszem, można sobie czasem posłuchać, co mówią ludzie, podobnie jak od czasu do czasu oglądamy jakiś film, będący odskocznią od codziennej rzeczywistości. Wszakże, jak po zakończeniu filmu normalnie powracamy do realiów życia, tak każdy chrześcijanin po usłyszeniu takiej lub owakiej wiadomości, czym prędzej powinien powracać do słów Pana i żyć nimi, gdyż prawda jest w Jezusie [Ef 4,21]. Każde słowo objawionej w Biblii nauki Chrystusowej i jego praktyczne zastosowanie - to jest nasza rzeczywistość! 

Opieranie się w życiu na zasłyszanych lub wyczytanych wiadomościach ludzkiego autorstwa (z tym blogiem wyłącznie), może nas upodobnić do człowieka, który filmową fikcję przestał odróżniać od rzeczywistości. A takie przypadki przecież się zdarzają.

19 marca, 2021

Kawał historii w krótkim opisie

Od czasu do czasu dobrze jest oderwać uwagę od szczegółów codzienności i spojrzeć na życie bardziej  całościowo. Pozwala to dostrzec wielkość okazywanej nam łaski Bożej. Czytany dziś przeze mnie Psalm 78. umożliwił mi takie spojrzenie na sporą część dziejów biblijnego Izraela.

Do przypowieści otworzę swoje usta, sprawię, że ożyją zagadki dawnych lat. Tego, co słyszeliśmy i co poznaliśmy, o czym opowiadali nam nasi ojcowie, nie zataimy przed ich synami! Opowiemy przyszłemu pokoleniu o przejawach chwały PANA, o Jego mocy oraz o cudach przez Niego dokonanych.

On utwierdził w Jakubie swe postanowienia i ustanowił w Izraelu Prawo, które nadał naszym ojcom, aby wprowadzali w nie swoich synów, tak by je znało następne pokolenie, a synowie, którzy się urodzą, przekazali, gdy dorosną, swoim dzieciom, by i one pokładały ufność w Bogu i nie zapominały o Bożych dziełach; by przestrzegały Jego przykazań i nie były, jak ich ojcowie, pokoleniem zbuntowanym i upartym, pokoleniem niestałego serca, niewiernym Bogu w głębi swego ducha.

Synowie Efraima, uzbrojeni w łuki, uciekli w czasie bitwy! Nie dotrzymali przymierza z Bogiem, wymówili posłuszeństwo Jego Prawu. Zapomnieli o Jego czynach oraz o cudach, które im ukazał. Wobec ich ojców dokonał On cudu w ziemi egipskiej, na polach Soanu: Rozdzielił morze i ich przeprowadził, ustawił wody po bokach niczym ściany. Za dnia przewodził im w obłoku, a całą noc prowadził w świetle ognia. Rozłupał skały na pustyni i dał im pić niczym z wielkich głębi. Sprawił, że skały trysnęły strumieniem, spłynęły niczym potokami wód. Lecz oni ciągle dodawali grzech do grzechu, jeszcze na pustyni buntowali się przeciwko Najwyższemu. Świadomie na próbę wystawiali Boga — żądali pożywienia według swych zachcianek i takie kierowali względem Niego słowa: Czy Bóg może zastawić nam stół na pustyni? Owszem, uderzył w skałę, owszem, trysnęły wody i popłynęły rzeki — ale czy również może dać nam chleb? Czy swojemu ludowi przygotuje mięso? 

Dlatego gdy PAN to usłyszał, bardzo się rozgniewał — zapłonął ogień przeciw Jakubowi i wybuchł gniew przeciw Izraelowi, ponieważ nie uwierzyli Bogu ani nie zaufali Jego zbawczej mocy. On więc wydał rozkaz obłokom i otworzył bramy niebios. Zasypał ich manną, by jedli, i zarzucił ich zbożem prosto z nieba — człowiek jadł chleb anielski, Bóg zesłał im na prowiant chleba w obfitości. Wzbudził też na niebie wiatr wschodni i swoją mocą sprowadził południowy. Spuścił na nich mięso niczym pył, ptactwo skrzydlate niczym piasek morski.  Spadło ono w środku Jego obozu, zaległo wokół Jego namiotów. Jedli i nasycili się bardzo — i tak zaspokoił ich próżną zachciankę. Ale chociaż pokarm był jeszcze w ich ustach, nie odstąpili od swoich grymasów!

Dlatego znów spadł na nich gniew Boga i poginęli najsilniejsi w ich gronie, młodzież Izraela została powalona. Ale mimo to nie przestali grzeszyć, nie uwierzyli także Jego cudom. Dlatego skrócił ich dni — przypominały tchnienie, i swoich lat dokonali w trwodze. Kiedy ich zabijał, wtedy Go szukali, zwracali się ku Bogu, pragnęli Go znaleźć. Przypominali sobie, że Bóg jest ich Opoką, że Bóg Najwyższy jest ich Odkupicielem. Schlebiali Mu ustami, okłamywali językiem, ale ich serce nie było szczere wobec Niego ani nie byli wierni Jego przymierzu.

On jednak, miłosierny, przykrywał ich winę i nie dopuścił do ich wyniszczenia. Często powstrzymywał swój gniew i nie rozniecał swej zapalczywości. Pamiętał, że są tylko ciałem, duchem, który wychodzi i drugi raz nie powraca. Ileż to razy buntowali się przeciwko Niemu na pustyni! Jakże często sprawiali Mu ból na pustkowiu! Wciąż na nowo poddawali próbie Pana Boga, prowokowali tego, który jest Świętym Izraela [Ps 78,2-41].

Dziwię się zachowaniu Izraelitów? A jak wyglądałby kawał mojej własnej historii, gdybym miał ją ująć w kilku akapitach? Sam z pewnością próbowałbym ją przynajmniej trochę podretuszować i wygładzić. Ważne, jak wyglądałby opis mojego życia autorstwa Ducha Świętego..?

17 marca, 2021

Uwierz Bogu na słowo

Pobudzony dziś przez Pismo Święte z czwartego rozdziału Listu do Rzymian, rozmyślam o wartości wiary w oczach Bożych i o jej wspaniałych rezultatach. Oczywiście, chodzi o jaśniejący przez wieki przykład niezwykłej wiary Abrahama. W oparciu o obietnicę daną mu przez Boga, około stuletni mężczyzna niezachwianie wierzył, że wraz z dziewięćdziesięcioletnią żoną będą mieli prawowitego syna, a z niego potomstwo liczne tak, jak gwiazdy na niebie. 

Abraham, wbrew beznadziei, mając nadzieję uwierzył, aby stać się ojcem wielu narodów, zgodnie z zapowiedzią: Takie będzie twoje nasienie. I nie cofnął się w wierze, choć miał świadomość, że jego ciało, jako około stuletniego mężczyzny, jest już martwe, podobnie jak martwe jest łono Sary. Nie zwątpił on w niewierze w obietnicę Boga. Przeciwnie, wzmocniony wiarą oddał chwałę Bogu. Był przy tym w pełni przekonany, że to, co Bóg obiecał, ma moc również spełnić. Właśnie dlatego uznano mu to za sprawiedliwość [Rz 4,18-22].

Abrahamowa wiara sprzed lat jest o tyle niezwykła, że świeci przykładem zbawczej wiary również dla chrześcijan z wszystkich narodów i pokoleń. Nie czytamy przy tym, że uznano mu tylko ze względu na niego. Stało się to również ze względu na nas. Nam ma to być uznane, wierzącym w Tego, który wzbudził z martwych Jezusa, naszego Pana, wydanego za nasze upadki i wzbudzonego dla naszego usprawiedliwienia [Rz 4,23-25]. Podobnie jak Abraham uwierzył Bogu na słowo, tak  każdy, kto  uwierzy, że tylko przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa można otrzymać dar życia wiecznego - każdy taki człowiek zostaje usprawiedliwiony i pojednany z Bogiem.

Usprawiedliwieni zatem na podstawie wiary, mamy pokój z Bogiem. Stało się to dzięki naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Przez Niego uzyskaliśmy dostęp, za sprawą wiary, do tej łaski, w której niewzruszenie stoimy i chlubimy się nadzieją chwały Boga [Rz 5,1-2]. Nieważne, jak złym i dalekim od Boga człowiekiem byłeś dotychczas. Jeżeli uwierzysz w Jezusa Chrystusa, Bóg daje ci obietnicę, że cię usprawiedliwi i zbawi od twoich grzechów. Dostąpisz odpuszczenia wszystkich win i  otrzymasz dar życia wiecznego. Postąp więc, jak Abraham. Uwierz Bogu na słowo! Nieważne, jak wiele razy zawiodłeś będąc już chrześcijaninem. Nie przestawaj wierzyć Bogu! Abrahamowi po drodze też zdarzały się uchybienia...

Aby wiedzieć, na czym praktycznie polega wiara w Jezusa Chrystusa, czytaj Biblię. W jej świetle zobaczysz i zrozumiesz wszystko, co jest ci potrzebne do zbawienia. 

12 marca, 2021

Nie każdy jest nim naprawdę

Chrześcijanin. Kto to taki? Obecnie około 34% światowej populacji, blisko 2,5 miliarda osób określa się tym terminem, co czyni chrześcijaństwo największą religią świata. Czy naprawdę jest aż tylu chrześcijan? Biblia - poruszając kwestię rzeczywistej przynależności do narodu wybranego - mówi: Albowiem nie ten jest Żydem, który jest nim na zewnątrz, i nie to jest obrzezanie, które jest widoczne na ciele, ale ten jest Żydem, który jest nim wewnętrznie, i to jest obrzezanie, które jest obrzezaniem serca, w duchu, a nie według litery; taki ma chwałę nie u ludzi, lecz u Boga [Rz 2,28-29]. To jest myśl! Gdyby takie kryterium zastosować w ocenie dzisiejszego chrześcijaństwa, to ilu faktycznie nas jest?

Po raz pierwszy nazwano tak ludzi w Antiochii, dokąd Barnaba przyprowadził Saula z Tarsu. I tak się ich sprawy ułożyły, że przez cały rok przebywali razem w zborze i nauczali wielu ludzi; w Antiochii też nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami [Dz 11,26]. Biblia mówi, że pierwsi chrześcijanie trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne [Dz 2,42-44]. A u tych wszystkich wierzących było jedno serce i jedna dusza... [Dz 4,32].

Szczerość ich oddania Chrystusowi weryfikowano na bieżąco. Takie przypadki jak Ananiasz i Safira [zob. Dz 5] bądź Szymon w Samarii [zob. Dz 8] ukazują apostolską troskę o utrzymanie wśród chrześcijan należytego poziomu etyczno-moralnego. Również w gronie samych przywódców wczesnego Kościoła dostrzegamy dbałość o życie godne ewangelii Chrystusowej. Starszych więc wśród was napominam, jako również starszy i świadek cierpień Chrystusowych oraz współuczestnik chwały, która ma się objawić: Paście trzodę Bożą, która jest między wami, nie z przymusu, lecz ochotnie, po Bożemu, nie dla brzydkiego zysku, lecz z oddaniem, nie jako panujący nad tymi, którzy są wam poruczeni, lecz jako wzór dla trzody [1Pt 5,1-3]. Bywało, że i sam napominający musiał być napomniany. A gdy przyszedł Kefas do Antiochii, przeciwstawiłem mu się otwarcie, bo też okazał się winnym. Zanim bowiem przyszli niektórzy od Jakuba, jadał razem z poganami; a gdy przyszli, usunął się i odłączył z obawy przed tymi, którzy byli obrzezani. A wraz z nim obłudnie postąpili również pozostali Żydzi, tak że i Barnaba dał się wciągnąć w ich obłudę [Ga 2,11-13]. 

W szeregach pierwszych chrześcijan nie było żadnych "świętych krów". Utrzymanie się na poprawnym kursie w naśladowaniu Jezusa i trwanie w nauce Chrystusowej miało, oczywiście, swoją cenę. Zresztą, muszą nawet być rozdwojenia między wami, aby wyszło na jaw, którzy wśród was są prawdziwymi chrześcijanami [1Ko 11,19]. Napełnieni Duchem Świętym apostołowie narażali się na wewnętrzną krytykę i niechęć. Odważnie jednak chronili świeżo upieczonych chrześcijan przed błędną nauką i przewrotnymi ludźmi, czasem nazywając ich wprost po imieniu [zob. np. 2Tm 2,16-18]. Z racji głoszonej nauki oraz odmiennego stylu życia spotykali się też z ostracyzmem i prześladowaniem ze strony ludzi spoza zboru. Powszechnie było wiadomo o tej sekcie, że wszędzie jej się przeciwstawiają [Dz 28,22].

Nikt wśród pierwszych naśladowców Chrystusa nie miał licencji na nieomylność, ani przyzwolenia na dowolną interpretację nauki apostolskiej. Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty! [Ga 1,8-9]. Dzięki takim postawom braci, ówczesny kościół, budując się i żyjąc w bojaźni Pańskiej, cieszył się pokojem po całej Judei, Galilei i Samarii, i wspomagany przez Ducha Świętego, pomnażał się [Dz 9,31]. 

Jak na tym tle wygląda współczesne chrześcijaństwo? Pomijając stan kościołów historycznych spójrzmy na własne, ewangeliczne podwórko. Dlaczego zamiast procesu scalania i jednoczenia się wierzących, obserwujemy, że nawet niewielkie zbory dzielą się i rozchodzą? Dlaczego zamiast błogosławić i dobrze mówić o bratnich społecznościach, pastorzy pozwalają, by ich ludzie robili "złą prasę" zborom o nieco odmiennym charakterze? Dlaczego zamiast miłować swój zbór, niektórym chrześcijanom tak łatwo przychodzi go opuszczać i obmawiać? Dlaczego zdrowa nauka Słowa Bożego przegrywa z nastawieniem na przyjemności i miłe towarzystwo? Dlaczego chociaż czytamy w Biblii, że Bóg nienawidzi niektórych czynów i postaw, w kółko mówi się tylko to, że On kocha? Dlaczego coraz więcej chrześcijan przyjmuje postawę totalnej akceptacji wszystkiego?

Najwidoczniej nie każdy, kto mówi, że jest chrześcijaninem, jest nim naprawdę. Przypominam, że  chrześcijanin to naśladowca Jezusa Chrystusa. Jak go rozpoznać? Na szczęście: Zna Pan tych, którzy są jego [2Tm 2,19]. Do pewnego czasu, póki co, pszenica i kąkol muszą rosnąć razem...

11 marca, 2021

Pouczająca zawiłość grzechu Bileama

Są w Biblii wydarzenia i sytuacje, które przy pobieżnej lekturze trudno zrozumieć. W jedną z nich wnikaliśmy wczoraj, zastanawiając się, w czym Mojżesz podpadł Bogu, na rozkaz Boży wydobywając wodę ze skały. Dzisiejsze czytanie Biblii przeniosło mnie do rozmyślań nad jasnowidzem Bileamem, który przez moabskiego króla Balaka został wynajęty do rzucenia klątwy na Izraelitów. Cała ta zdumiewająca historia opisana jest w kilku rozdziałach Czwartej Księgi Mojżeszowej (Księgi Liczb).

Tajemniczość postaci Bileama (Balaama) oraz zawiłość jego zachowania sprawiają, że niełatwo się w tym wszystkim połapać. Kuszony propozycją króla Moabu, Bileam parokrotnie pytał Boga, czy powinien przyjąć to zaproszenie? Za drugim razem otrzymał od Boga inną odpowiedź, niż za pierwszym. To Bileamowi zawdzięczamy jedyny w Biblii taki przypadek, gdy zwierzę (oślica) mówiło ludzkim głosem. Człowiek ten przyjął zlecenie rzucenia klątwy, a trzykrotnie wypowiedział nad Izraelem słowa błogosławieństwa. Niby postępował zgodnie z wolą Bożą, a jednak Pismo Święte w innych miejscach wspomina, że sprzeniewierzył się Bogu dla pieniędzy. Uważny czytelnik Biblii niewątpliwie zauważa związek owego jasnowidza z późniejszym nierządem Izraelitów z Moabitkami. Lecz mam ci nieco za złe, mianowicie, że są tam tacy, którzy trzymają się nauki Balaama, który nauczał Balaka, jak uwodzić synów izraelskich, by spożywali rzeczy bałwanom ofiarowane i uprawiali nierząd [Obj 2,14].

Klarowność rozumienia całej sytuacji z łatwością można odzyskać, wczytując się w pierwszą odpowiedź PANA. Nie idź z nimi - odpowiedział Bóg. Nie przeklinaj tego ludu, jest on bowiem błogosławiony [4Mo 22,12]. Ponowne pytanie Boga o Jego wolę w tej samej sprawie, po otrzymaniu tak jednoznacznej odpowiedzi, już samo w sobie było grzechem. Jednak Bileam kuszony korzyścią materialną (zob. 2Pt 2,15;  Jd 1,11) podjął ten trop. Za drugim razem - o, dziwo - usłyszał już, że może przyjąć zaproszenie Balaka. Nie zaniechał tej błędnej drogi nawet wówczas, gdy przyszło mu rozmawiać z własną oślicą. A potem poszło już całkiem gładko. Mając wrażenie, że pełni wolę Bożą, pogrywał sobie z królem moabskim, błogosławiąc Izraela zamiast go przeklinać. Niemniej jednak "sprzedał" Moabitom pomysł, jak mogą doprowadzić lud Boży do upadku (zob. 4Mo 31,15-16). Ostatecznie ta gra skończyła się dla niego bardzo źle, bo czytamy: Również wróżbitę Bileama, syna Beora, zabili synowie izraelscy mieczem, wśród innych poległych [Joz 13,22].

Dość wnikliwie przebadałem przypadek Bileama. Wynika z niego poważna przestroga dla chrześcijan. Jeżeli chrześcijanin w jakimś momencie, poznawszy już wolą Bożą objawioną w Piśmie Świętym, na nowo zacznie pytać Boga, jak ma myśleć i jak postąpić w danej sprawie, to wkracza na drogę, która ostatecznie doprowadzi go do upadku. Na coś takiego narażeni jesteśmy w tzw. sprawach sercowych, w dążeniu do sukcesu, pragnąc popularności, chcąc się wzbogacić itd. Gdy Biblia wyraźnie mówi, że czegoś nie powinniśmy robić, a my - podobnie jak Bileam - jakby od nowa pytamy Boga o kwestie, w których On się już wypowiedział, to może się zdarzyć, że za drugim lub trzecim razem otrzymamy odpowiedź zgodną z naszym oczekiwaniem. Może to wówczas oznaczać, że Bóg wydał nas na łup pożądliwości naszych serc [Rz 1,24]. Wtedy coraz łatwiej będzie nam przychodzić 'biblijne' uzasadnianie naszych poglądów i czynów, które faktycznie będą dalekie od oryginalnej woli Bożej. Otwierając sobie furtkę do rewizji ewangelicznych poglądów i obyczajów, z łatwością porzucać będziemy kolejne ideały wiary, która raz na zawsze została przekazana świętym [Jd 1,3].

Pikanterii całej sprawie nadaje też to, że na tej błędnej drodze będziemy miewać odczucie, - takie też robić wrażenie na innych ludziach - że wciąż służymy Bogu i to z całkiem dużym powodzeniem. Mało tego, z czasem nabierzemy przekonania, że to my poszliśmy dobrą drogą, podczas gdy inni nie rozpoznali nowego objawienia woli Bożej i utknęli w w tym, co usłyszeli i wyczytali z Biblii na początku. Zauważmy jednak, że nauka apostolska ostrzega przed ludźmi pokroju Bileama, którzy  opuściwszy drogę prostą, zbłądzili i wstąpili na drogę Balaama, syna Beora, który ukochał zapłatę za czyny nieprawe [2Pt 2,15]. Rozpoznawszy takie przypadki nie powinniśmy takich ludzi ani naśladować, ani nawet ich cytować, bo skądinąd faktem jest, że wypowiedzi Bileama świetnie brzmią i w Internecie mogą zaistnieć jako inspirujące sentencje. 😉

Czy z błędu Bileama można się wycofać? Oczywiście! - Pokutując szczerze i powracając do prostolinijnego posłuszeństwa Słowu Bożemu.