17 czerwca, 2009

Pustynnienie i susza

Prawie nikt na co dzień nie myśli chyba o tym, że z roku na rok na Ziemi powiększają się obszary pustynne. Polega to na stopniowym niszczeniu zasobów wodnych, degradacji gleby i redukcji jej różnorodności biologicznej. Uboższa gleba, coraz mniej roślin, odsłonięcie powierzchni ziemi, rozpylenie wierzchniej warstwy gleby, utrata wód glebowych, zupełny brak roślin i gleby a w końcu – pustynia. W konsekwencji zagrożenie dla stabilizacji społecznej i gospodarczej oraz ograniczenie możliwości rozwoju.

Skutkami pustynnienia zagrożonych jest około miliarda ludzi w 60 krajach, przy czym skutki te są odczuwane nie tylko przez kraje bezpośrednio dotknięte tym zjawiskiem. Szacuje się, że w skali globalnej straty gospodarcze związane z pustynnieniem wynoszą prawie 42 mld USD rocznie.

Pustynnienie nie jest zjawiskiem niezależnym od człowieka. Ma ścisły związek z ubóstwem. Można mu zapobiec przez wspólny wysiłek społeczności światowej. Dlatego Organizacja Narodów Zjednoczonych opracowała Konwencję w sprawie zwalczania pustynnienia, która weszła w życie w końcu 1996 roku, a dzień 17 czerwca ogłosiła Światowym Dniem Przeciwdziałania Pustynnieniu i Suszy.

W Dniu tym chodzi o upowszechnienie wiedzy na temat przyczyn pustynnienia i budzenie w ludziach świadomości, co można robić, aby ten proces jeśli już nie zatrzymać i odwrócić, to przynajmniej go spowolnić. Zasadniczo można to osiągnąć ograniczając rabunkową eksploatację surowców naturalnych, zaprzestając niszczenia roślinności oraz wdrażając bardziej przemyślaną gospodarkę wodną.

Jak sprawa pustynnienia i suszy wygląda w świetle Biblii?

Po pierwsze, natchniony tekst wyjaśnia, że Bóg stale czuwa nad naszą Planetą. Zarówno urodzaj jak i susza wyrażają Boże błogosławieństwo lub jego brak. "Otworzy Pan przed tobą swój skarbiec dobra, niebiosa, aby dawać deszcz na twoją ziemię w czasie właściwym i aby błogosławić wszelką pracę twoich rąk" [5Mo 28,12]. I obrócę kraj w pustynię i pustkowie, tak że skończy się dumna jego potęga i opustoszeją góry izraelskie, tak że nikt nie będzie tamtędy przechodził. i poznają, że Ja jestem Pan, gdy obrócę kraj w pustynię i pustkowie za wszystkie ich obrzydliwości, których się dopuścili [Ez 33,28–29]. Te fragmenty nie wymagają chyba żadnego komentarza.

Nie deprecjonując świeckich metod przeciwdziałania pustynnieniu, można powiedzieć, że w miejsce tych wszystkich wysiłków mądrzej byłoby po prostu nawrócić się do Boga i zacząć żyć w posłuszeństwie Słowu Bożemu. Wtedy z pewnością naszej ziemi nie zagrażałaby susza i spostoszenie. Człowiek żyjący zgodnie z wolą Stwórcy mądrze zarządza ziemskimi zasobami i jest w tym błogosławiony przez Boga.

Po drugie, proces fizycznego pustynnienia nasuwa mi myśli o zjawisku tworzenia się duchowej pustyni, widocznym w wewnętrznym życiu niejednego chrześcijanina. Oczywiście ta pustynia nie wdziera się w życie nagle, z dnia na dzień. To wszystko dzieje się po trochu, w wyniku złych decyzji, drobnych zaniedbań i duchowego lenistwa. Zdawkowe modlitwy, brak osobistej lektury Pisma Świętego, nieobecność na nabożeństwach, bierność w służbie - i pojawia się pustynia.

Osobiste samopoczucie, małżeństwo, rodzina, zbór - wszystko zaczyna wyglądać beznadziejnie. Co można z tym zrobić? Czy jest jakaś szansa, żeby na tę pustynię powróciło życie? Zajmowałem się niedawno tą sprawą. Posłuchaj i zabierz się za swoją pustynię!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza