17 lipca, 2026

Nigdy nie bawiłem się w kościół

W chrześcijańskich kręgach internetowych zagościł ostatnio temat bawienia się w kościół. Ktoś jeden utworzył profil "Przestańcie bawić się w kościół", a ktoś inny, w podobnym duchu, odpowiedział profilem "Przestajemy bawić się w kościół". Czy zatem można z tego wywnioskować, że w polskich środowiskach ewangelikalnych mamy, a może - za sprawą ww. akcji internetowych - już tylko mieliśmy, całkiem pokaźne grono osób w kościół się bawiących?

Z grubsza rzecz biorąc pod hasłem "Przestańcie bawić się w kościół" kryje się negacja instytucji Kościoła. Zła jest zorganizowana działalność lokalnych zborów Kościoła. Podejrzana jest posługa ich pastorów i starszych. Niepotrzebne są budynki kościelne i odbywające się w nich nabożeństwa. Źle się dzieje, gdy w zgromadzeniu jeden naucza, a inni słuchają, albo, gdy uwielbienie Boga w pieśniach i modlitwach prowadzi jakaś służba muzyczna, bo prowadzić je ma Duch Święty. Chrześcijanie powinni zrezygnować z całej tej organizacji. Należy zakładać kościoły domowe. Trzeba zbierać się po domach, przy stole, gdzie każdy ma prawo wypowiedzi i może się czuć tak samo ważny, jak pozostali. Tak właśnie - zdaniem osób "przestających bawić się w kościół" - rzekomo wyglądało praktykowanie pobożności w czasach biblijnych. 

W świetle Biblii powyższe postulaty - chociaż towarzyszy im wiele słów dobrze brzmiących - mocno rozmijają się z prawdą. Spójrzmy prawdzie w oczy. Organizując życie duchowe i społeczne Izraela w Ziemi Obiecanej, Bóg wyznaczył miejsce do zbiorowego oddawania Mu chwały. Trzy razy w roku każdy mężczyzna zjawi się zatem przed obliczem PANA, swojego Boga, na miejscu, które On wybierze (5Mo 16,16). Ba, cały zbór synów Izraela miał wręcz zakaz tworzenia alternatywnych miejsc kultu. Gdy potem zabrakło świątyni, Żydzi zaczęli budować synagogi w celu zgromadzania się w nich lokalnej społeczności wyznawców. Sam Jezus miał zwyczaj, by z takiego miejsca zgromadzeń korzystać. Tak też przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu, zgodnie ze swoim zwyczajem, wszedł do synagogi i zgłosił się do czytania (Łk 4,16). Klimat galilejski przez większość roku pozwalał zgromadzać się na świeżym powietrzu, więc Jezus często nauczał ludzi w plenerze. W Jerozolimie widzimy Go nauczającego w świątyni. Ja zawsze uczyłem w synagodze i w świątyni, gdzie się wszyscy Żydzi schodzą, a potajemnie nic nie mówiłem (Jn 18,20).

Z chwilą narodzin Kościoła wcale nie ustało zapotrzebowanie na miejsce wspólnych zgromadzeń. Uczniowie Jezusa po wniebowstąpieniu Pana udali się do sali na piętrze, w której zatrzymali się [...]. Ci wszyscy trwali jednomyślnie w modlitwie wraz z kobietami oraz Marią, matką Jezusa, i Jego braćmi. W tych dniach Piotr wystąpił wśród braci — a było tam zgromadzonych około stu dwudziestu osób... (Dz 1,13-15). A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, byli wszyscy razem zgromadzeni w jednym miejscu (Dz 2,1). Oczywiste, że pierwsi chrześcijanie odwiedzali się wzajemnie i spotykali się w miejscach, gdzie mieszkali, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z wielką radością i w prostocie serca. Zauważmy wszakże, że wcale nie mniejszą ich potrzebą było gromadzenie się wszystkich wierzących, skoro codziennie też jednomyślnie gromadzili się w świątyni (Dz 2,46).

Również w dalszych latach Wczesnego Kościoła wyraźnie widać, że poszczególne zbory wyznawców Chrystusa miały ustalone miejsca wspólnych zgromadzeń i były konkretnie zorganizowane. Kierowanie zborem musiało oznaczać coś znacznie większego, niż prowadzenie spotkania domowego, skoro czytamy, że jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży? (1Tm 3,5). To, że nauka apostolska robi różnicę pomiędzy zgromadzeniem całego zboru, a tym, co ma miejsce w domu, można zauważyć np. w pouczeniu dot. Wieczerzy Pańskiej. Wy tedy, gdy się schodzicie w zborze, nie spożywacie w sposób należyty Wieczerzy Pańskiej. [...] Czy nie macie domów, aby jeść i pić? (1Ko 11,20-22). Nie inaczej jest z pewną wskazówką dla kobiet. Albowiem Bóg nie jest Bogiem nieporządku, ale pokoju. Jak we wszystkich zborach świętych. Niech niewiasty na zgromadzeniach milczą [...]. A jeśli chcą się czegoś dowiedzieć niech pytają w domu swoich mężów; bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić (1Ko 14,33-35).

Od ponad pięćdziesięciu lat czytam Pismo Święte i staram się okazywać posłuszeństwo Słowu Bożemu w społeczności Kościoła. Przez wszystkie te lata zawsze byłem członkiem któregoś z lokalnych jego zborów. Nawet jeśli stałem na czele któregoś, to żaden z nich oczywiście nie był doskonały. Nigdy wszakże nie bawiłem się w kościół. Wszędzie starałem się odnosić do zboru z najwyższym respektem i oddaniem, mając świadomość, że każdy zbór, jako własność Jezusa Chrystusa, jest pod Jego szczególnym nadzorem. Bywało, że zakładając zbór, najpierw spotykaliśmy się w domu, bo było nas zaledwie kilka osób. Nigdy jednak spotkania domowe nie były przez nas rozumiane jako lepsza, bardziej biblijna forma praktykowania pobożności, jak to chcą nam wmówić dzisiejsi krytycy zorganizowanych nabożeństw. Kto traktuje zbór jako ludzką organizację, źle o nim mówi i odnosi się do niego z pogardą, ten będzie musiał się z tego wytłumaczyć przed samym Panem jako Głową Kościoła. Komu ciąży zorganizowane życie zboru Pańskiego i jeśli się komuś wydaje, że może się upierać przy swoim, niech to robi, ale my takiego zwyczaju nie mamy ani też zbory Boże (1Ko 11,16).

Twórcy i zwolennicy apelu "Przestańcie bawić się w kościół" to ludzie, którzy z różnych powodów wybrali życie poza Kościołem i jego lokalnym zborem. Mają oczywiście swoje argumenty i postulaty. Żaden z nich nie jest w stanie nakłonić mnie do oddzielenia się od lokalnej wspólnoty Kościoła i praktykowania chrześcijaństwa na własną rękę.

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z tym co brat napisał. Są osoby które przeżyły odrzucenie, brak miłości w czynach, które widziały w niektórych kościołach, wspólnotach nadużycia i musiały odejść. Osobom takim niewiele duchowo pomoże taka grupa i osoba/y, która/e utworzyła taką "społeczność na facebooku", to będzie klub wzajemnej adoracji i krytyki innych, można się modlić aby nie zapomnieli wtedy o tym kim mają być przed Panem Jezusem Chrystusem. Z osobistego doświadczenia wiem, że tylko Dobry Ojciec Bóg przez Ducha Świętego może uleczyć i dać możliwość iść dalej pomimo ran zadanych. Życzę zdrowia i siły do dalszej pracy, niech Słowo Jezusa i Apostołów zawsze będzie podstawą w głoszeniu, bez kompromisów dzisiejszego czasu.

    OdpowiedzUsuń