21 maja, 2026

Dobro wymieszane ze złem

W przeddzień Święta Zesłania Ducha Świętego natrafiłem na biblijną opowieść o tym, jak Duch Boży odstąpił od króla Saula i spoczął na młodym Dawidzie. Oczywiście nie nastąpiło to, ot tak, bez żadnego powodu. Przyczyną Saulowej utraty obecności Ducha Bożego było jego nieposłuszeństwo Bogu i brak opamiętania. Wtedy na Dawidzie spoczął Duch PANA, od tego dnia i na dalsze […]. Kiedy Duch PANA odstąpił od Saula, zaczął go trapić, za sprawą PANA, duch zły (1Sm 16,13-14).

Myślę, że warto bliżej przyjrzeć się zachowaniu tych obydwu mężczyzn w kontekście obecności i działania Ducha Świętego w życiu dzisiejszych chrześcijan. Dawid, gdy zdarzyło mu się zgrzeszyć, bardzo tego żałował, a usilnie prosząc Boga o przebaczenie, wołał: Zasłoń swoje oblicze przed moimi grzechami i wymaż wszystkie me winy. Czyste serce stwórz we mnie, o Boże, prawość ducha odnów w moim wnętrzu. Nie wypędzaj mnie sprzed Twego oblicza i nie odbieraj mi swego Ducha Świętego (Ps 51,9-11). Niestety, o Saulu czegoś takiego przeczytać nie można. Szedł w zaparte. Nawet gdy przyznał się do błędu, szybko powracał do złego. Owszem, miał on wspaniałe początki. Wówczas zstąpi na ciebie Duch PANA i będziesz prorokował wraz z nimi - i przemienisz się w innego człowieka. A gdy te znaki spełnią się na tobie, poczynaj sobie dzielnie, ponieważ Bóg jest z tobą! (1Sm 10,6-7). Potem dobro mocno w nim pomieszało się ze złem. Bóg złemu duchowi przyzwolił na dostęp do Saula. 

Po tym, jak Duch PANA odstąpił od Saula, jeszcze przez wiele lat pozostawał on królem Izraela. Stał się jednak człowiekiem wewnętrznie bardzo niespójnym. Był zazdrosny, podejrzliwy, ulegał gwałtownym zmianom nastroju i na różne sposoby próbował zaszkodzić Dawidowi, a nawet go zabić. W tak złym stanie duchowym stał na czele narodu i - o dziwo - zdarzało się, że w tym czasie nawet prorokował. Wprawdzie w niektórych przekładach Pisma Świętego czytamy, że Saul szalał, lecz Biblia Gdańska mówi o prorokowaniu Saula. Najnowszy przekład dosłowny również. Już następnego dnia spoczął na Saulu duch Boży zły, tak że prorokował u siebie w domu. Dawid - jak zawsze - grał tego dnia [na strunach] swoją ręką, a Saul miał w ręku włócznię. Wtem Saul rzucił włócznią i powiedział: Przygwożdżę Dawida do ściany! Lecz Dawid - dwukrotnie - przed nim uskoczył. I Saul zaczął bać się Dawida, ponieważ JHWH był z nim, a od Saula odstąpił (1Sm 18,10-12). Prorokował także idąc z zamiarem zabicia Dawida. Saul ruszył więc do siedziby proroków w Ramie, ale również na niego zstąpił Duch Boży. Szedł i prorokował, aż dotarł na miejsce (1Sm 19,23).

Czy również chrześcijanin, podobnie jak Saul, może do tego stopnia popaść w duchowe zamieszanie, że będzie mówił i robił rzeczy przeciwne sobie? Czy może nadal prorokować, pomimo tego, że Duch Święty od niego odstąpił? Czy może zazdrościć, szkodzić, knuć intrygi, a w międzyczasie - jakby nigdy nic - zachowywać się jak człowiek duchowy? Dawid by tak nie potrafił. Za każdym razem, gdy zgrzeszył, żałował tego i szybko jednał się z Bogiem. Dlatego - jak mówi Biblia Gdańska - został Duch Pański nad Dawidem od onegoż dnia, i na potem. Saul szybko utracił społeczność z Duchem Bożym. Całymi latami żył w duchowym rozdwojeniu i bardzo źle skończył.

Święto Zesłania Ducha Świętego - to dobry czas na osobiste przemyślenia tej kwestii.

13 maja, 2026

Nowy etap

Przypadający na 21 kwietnia 2026 roku Jubileusz 30-lecia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE to dla mnie mentalny początek nowego etapu w życiu i w służbie. Jestem wdzięczny Bogu za okazaną mi łaskę, że pomimo wielu popełnionych przeze mnie błędów, przez całe trzy dekady pozwalał mi służyć naszej wspólnocie kościelnej i organizować jej działalność. Jako zbór miewaliśmy trudniejsze chwile, zwłaszcza gdy zgromadzaliśmy się we Wrzeszczu i w Oliwie, wszakże Chrystus Pan, jako Głowa Kościoła, na tyle zachował nas w jedności, że pod każdym względem mogliśmy nieprzerwanie kontynuować naszą służbę. W ciągu minionych trzydziestu lat, również w czasach tzw. pandemii, w każdą niedzielę w naszej siedzibie odbywało się nabożeństwo ku chwale i czci naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zorganizowaliśmy całkiem sporo rozmaitych konferencji, koncertów i spotkań. Mieliśmy trzydzieści osiem uroczystości chrztu wiary, podczas których łącznie ochrzciliśmy sto siedemdziesiąt siedem osób. Nieprzerwanie prowadziliśmy też pracę z dziećmi i młodzieżą. Wszystko dzięki temu, że wspierał nas Duch Święty, za co bardzo dziękuję Bogu.

Myśląc o minionych trzydziestu latach istnienia Zboru, coraz wyraźniej też widzę, że tajemnicą naszego wiernego trwania w nauce apostolskiej, we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42], byli otaczający mnie ludzie. Owszem, zdarzały się nam osoby zawodne i chimeryczne, lecz znakomita większość z grona członkowskiego Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, to chrześcijanie miłujący Boga i Zbór, zarówno w dniach dobrych, jak i w złych. Ich stałość w wierze, wytrwałość w służbie, pracowitość, ofiarność finansowa, cierpliwe znoszenie przeciwności, gotowość do przebaczania i okazywania wzajemnej pomocy, te i inne jeszcze ich cechy, skutecznie stabilizowały działalność naszego Zboru. Bardzo jestem wdzięczny Bogu za moich towarzyszy w wierze i w służbie. Nigdy tego nie zapomnę, jak pod koniec drugiej dekady istnienia Zboru, gdy przechodziłem najtrudniejsze chwile, Bóg w szczególny sposób posłużył się wieloma z nich, zwłaszcza moją żoną i synem, dzięki którym przetrwałem tamte burzliwe miesiące. Takich osób w naszym gronie jest coraz więcej. Mógłbym - podobnie jak apostoł Paweł w końcówce Listu do Rzymian - długo ich wymieniać. 

Niezmiernie jestem też wdzięczny Bogu za miejsce, w którym na stałe już ulokował nasz Zbór. Przez niespełna dwie pierwsze dekady istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE borykaliśmy się z problemami lokalowymi. Najpierw zbyt mały lokal na Zaspie. Potem zbyt duży, trudny do ogrzania i mało funkcjonalny obiekt we Wrzeszczu. Następnie znowu za małe i trudno dostępne miejsce w Oliwie. Aż Bóg w swojej łasce wskazał nam zespół dworsko-parkowy na Olszynce i - wprawdzie nie bez trudności - wprowadził nas do tej "ziemi obiecanej" dla naszego Zboru. Hektarowa działka. Dwa funkcjonujące już budynki. Przestronny parking. Możliwość odbudowania w celach socjalnych budynku trzeciego, który pozwoli nam lepiej zatroszczyć się o seniorów i znacznie poszerzy zborową ofertę noclegową. Wszystko to jest dziś własnością Zboru. Nie było nam dane korzystać ani z pomocy finansowej Kościoła, ani ze wsparcia macierzystego zboru, ani też z tzw. środków publicznych. Zaczynaliśmy z niczym, a dzięki ofiarności i pracowitości naszych członków oraz wspaniałomyślności różnych darczyńców spoza Zboru, cieszymy się teraz wspaniałą "miejscówką", zaspokajającą nie tylko bieżące potrzeby nas samych, ale pozwalającą też na dalszy rozwój pracy Pańskiej. Bogu niech będą dzięki.

Wkraczając w wiek emerytalny, przywódcy wielu zborów borykają się z problemem znalezienia w służbie stosownych następców. Mnie Bóg okazał i tę łaskę, że przyglądając się braciom z Rady Starszych Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE mogę spać spokojnie. Niektórzy z nich są tu od dziecka, inni zaś przyłączyli się do naszego Zboru już jako dojrzali chrześcijanie. Wszyscy są sprawdzonymi w służbie, odpowiedzialnymi i spolegliwymi pracownikami Pańskimi. Wśród nich jest też mój syn, absolwent Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej i Biblijnego Seminarium Teologicznego. Wiele lat temu zrezygnował z dalszej kariery zawodowej w korporacji na rzecz poświęcenia się pracy Pańskiej w naszym Zborze. Od dekady jest duchownym Kościoła Zielonoświątkowego, a od siedmiu lat pełni tu funkcję pastora pomocniczego. Jestem wdzięczny Bogu, że mam sprawdzonego i odpowiedzialnego następcę, otoczonego gronem wspaniałych współpracowników. Śmiało mogę zejść z pierwszej linii, bo naprawdę jest komu mnie zastąpić. 

 Mam nadzieję, że zarówno Starsi Zboru jak i całe grono członkowskie Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, zaakceptują mój plan przekazania służby. Zamierzam w najbliższej przyszłości zapoczątkować - określone Prawem Wewnętrznym Kościoła Zielonoświątkowego - procedury, zmierzające do tego, by podczas Jesiennego Zebrania Członkowskiego dokonać zmiany na stanowisku pastora naszego Zboru. Przechodząc na emeryturę pragnę nadal być użytecznym w służbie. W miarę moich możliwości i zapotrzebowania zgłaszanego ze strony przywódców Zboru, chcę być gotowy do posługi Słowem Bożym i do każdej innej pracy na rzecz naszej społeczności. Mówiąc trochę żartobliwie, nasz PAN, już po spełnieniu swojego zasadniczego dzieła, został w pewnej chwili wzięty za ogrodnika, więc i ja uznam to za zaszczyt, gdy dane mi będzie pełnić rolę ogrodnika w naszym przykościelnym ogrodzie. Mam też zamiar odwiedzać inne, zwłaszcza mniejsze, zbory na terenie kraju, by wspierać w nich posługę Słowa Bożego, jeżeli oczywiście ich pastorzy będą mnie do tego zapraszać. 

Tak z grubsza widzę nowy etap mojego życia w naśladowaniu Chrystusa Pana. Wszystkich członków i przyjaciół Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE serdecznie proszę o wsparcie w modlitwie.

09 maja, 2026

Rozprawka o wielu dzisiejszych "kościołach"

Czytając w tych dniach Księgę Sędziów, opisującą czasy, gdy każdy robił, co mu się podobało [Sdz 17,6] natrafiłem na dość trafną analogię do tego, co obserwuję w dzisiejszych środowiskach ewangelicznych i charyzmatycznych. Podłoże i okoliczności powstawania wielu nowych wspólnot jako żyw przypomina tamtejsze zachowanie ludzi będących potomkami Jakuba i – bądź co bądź – przynależących do ludu Bożego.

Pierwszym spostrzeżeniem tej analogii stał się opis reakcji na niegodziwe postępowanie, żeby nie powiedzieć przestępstwo. Gdy pewnej matce stało się jasne, że pieniądze uważane przez nią za skradzione, przywłaszczył sobie jej rodzony syn, w jednej chwili zmieniła front i zamiast nagany, udzieliła mu błogosławieństwa. Oddajmy głos Słowu Bożemu. Był pewien mąż z pogórza efraimskiego imieniem Micheasz. Rzekł on do swojej matki: Te tysiąc sto srebrników, które ci ukradziono, a ty przeklęłaś ten postępek, mówiąc to także przede mną, otóż srebrniki te są u mnie, ja je wziąłem, ale ci je zwracam. I rzekła jego matka: Niech będzie mój syn błogosławiony przez Pana! [Sdz 17,1-2].

Niejeden raz widziałem coś podobnego. Najpierw był jasno wyrażany sprzeciw wobec określonych, nagannych postaw i czynów, a potem – gdy się okazywało, że dotyczą one kogoś bliskiego i lubianego – następowała niespodziewana zmiana w podejściu do sprawy. Tak. Nepotyzm i kolesiostwo jak najbardziej ma miejsce także w środowiskach ewangelikalnych. Tak, bracia moi, być nie powinno [Jk 3,10]. Ponieważ u Boga nie ma względu na osobę [Rz 2,11] i On nie jest przekupny, bo nie przyjmuje darów [5Mo 10,17], dlatego też słudzy Boży powinni być zdolni – gdy zachodzi taka potrzeba - do bezstronnego piętnowania grzechu, czy to brat, czy przyjaciel, czy krewny [2Mo 32,27].

I oto w atmosferze tej przedziwnej akceptacji, a nawet zachwytu człowiekiem, którego raczej należało dyscyplinować aniżeli go błogosławić, otóż na podłożu owego przyzwolenia na zło, powstało nowe miejsce kultu. Wtedy rzekła jego matka: Poświęciłam te srebrniki Panu od siebie na rzecz mojego syna, aby zrobiono z tego posąg ryty i lany. Zwrócił więc owe srebrniki swojej matce. Matka jego wzięła z tego dwieście srebrników i dała je odlewaczowi, a ten zrobił z tego posąg ryty i lany, który potem był w domu Micheasza. Tak więc ten mąż, Micheasz, miał dom Boży. Kazał też sporządzić efod kapłański i bożki domowe i powołał jednego ze swoich synów, aby był jego kapłanem [Sdz 17,3-5]. Trefne srebrniki w rękach owej kobiety zasponsorowały - alternatywny dla domu Bożego w Sylo – projekt „rodzinnego domu Bożego”.

Biblia mówi, że to, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie; nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest coś, o czym można by powiedzieć: Oto jest coś nowego? Dawno to już było w czasach, które były przed nami [Kzn 1,9-10]. Nie trzeba być bacznym obserwatorem, by zauważyć do iluż podobnych inauguracji nowych miejsc spotkań dochodzi obecnie. Abstrahując od kwestii płci, gdy ludzie żywiący w sobie ducha niezależności dostaną do dyspozycji też trochę pieniędzy, bardzo łatwo przystępują do tworzenia nowej wspólnoty. I niezależnie od tego, czy będzie to formalnie zarejestrowany zbór, czy jakiś tzw. kościół domowy, tak czy owak, zazwyczaj chodzi o utworzenie czegoś lepszego, bo - własnego autorstwa.

Rzeczony założyciel domu Bożego, Micheasz, nie musiał nikogo pytać o zgodę i robił we własnym sanktuarium, co tylko chciał. Najwidoczniej odczuwał jednak jakiś dyskomfort, że jego projekt nie był zgodny z Prawem Bożym. Potrzebował nadać swojej prywatnej inicjatywie trochę więcej powagi i autorytetu poprzez zwerbowanie kogoś z plemienia Lewiego. Nie musiał nawet specjalnie szukać, a jedynie skorzystać z tego, że po świecie błąkał się jakiś lewita nie mogący znaleźć dla siebie miejsca. Wędrując tak, przyszedł na pogórze efraimskie do domu Micheasza. I rzekł do niego Micheasz: Skąd przybywasz? A ten odpowiedział: Jestem Lewitą z Betlejemu judzkiego, a idę, aby osiedlić się jako obcy przybysz gdziekolwiek się nadarzy. I rzekł do niego Micheasz: Zamieszkaj u mnie i bądź mi ojcem i kapłanem; dam ci za to dziesięć srebrników rocznie, odzienie i żywność. I przymusił Lewitę. Zgodził się tedy Lewita pozostać u tego męża i młodzieniec ten był dlań jak jeden z jego synów. Micheasz powołał tego Lewitę i młodzieniec ten został jego kapłanem, i pozostał w domu Micheasza [Sdz 17,8-12]. Swój znalazł swego. Szybko się polubili, a Micheasz mógł odetchnąć, że jego „dom Boży” wreszcie ma licencjonowanego kapłana.

Współcześni „Micheasze” tworzący swoje prywatne społeczności też nie są w ciemię bici. Wiedzą, że potrzebne im jest jakieś znane nazwisko, ktoś z duchowym autorytetem, kto uwierzytelniłby organizowane przez nich spotkania. Najlepiej, żeby był to człowiek słynący z duchowego obdarowania i z tego, że odniósł jakiś sukces. Byłoby wręcz idealnie, gdyby dał się zaprosić do posługi w ich „kościele” i można by potem pokazywać się z nim na wspólnej fotografii. Jeszcze lepszym sposobem na podbudowanie powagi niezależnej od nikogo społeczności, jest zwerbowanie do niej kogoś powszechnie znanego z niegdysiejszej służby w Kościele. Teraz takich wędrownych „mężów Bożych” jest coraz więcej. Utraciwszy miejsce swojej posługi, są otwarci na każdą propozycję, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą też jakieś srebrniki, a przy tym nikt nie pyta o etyczną i moralną przeszłość. Całkiem skutecznym też sposobem na zwiększenie popularności wspólnoty jest możliwość pochwalenia się przynależnością do niej kogoś ze znanych celebrytów. Zawsze też w celu zwiększenia frekwencji na spotkaniach, w odwodach pozostaje oferta szybkiej ścieżki awansu dla osób przyłączających się do założonego „kościoła”. Łatwość dojścia w nim do głosu przyciąga ludzi głodnych akceptacji i poczucia bycia ważnym.

Micheasz był zadowolony: Teraz wiem, że PAN będzie mi szczęścił, kapłanem bowiem został u mnie Lewita! [Sdz 17,13]. Podobnie myślą dzisiejsi, od nikogo niezależni, założyciele prywatnych społeczności. Lecz pewność oparta na upozorowanych cechach Kościoła jest uczuciem zwodniczym. Przywódcy i członkowie okolicznych zborów z czasem może i zaczną uznawać samozwańczych pastorów za partnerów w służbie, lecz Chrystus Pan nie da się w coś takiego wciągnąć. „Kościół”, który powstał na miałkich fundamentach ludzkich ambicji i niezdolności do podporządkowania się duchowej zwierzchności, nie może cieszyć się Bożą przychylnością. Wspólnota zrodzona w atmosferze rozłamu bądź pogardy dla istniejących - mających świadectwo biblijnej, wieloletniej działalności - społeczności chrześcijańskich, po jakimś czasie także mierzyć się będzie z podziałem, a nawet z rozpadem.

Dobrze to obrazują dalsze losy „domu Bożego” Micheasza. Otóż pojawiła się w nim pięcioosobowa grupa ludzi poszukujących miejsca dla siebie i dla swoich ziomków. W trakcie tego rekonesansu, gdy byli obok domu Micheasza, przykuł ich uwagę głos młodego Lewity. Wstąpili do niego i zapytali: Kto cię tutaj sprowadził? Co tu robisz? I co cię tutaj trzyma? Lewita opowiedział, jak postąpił z nim Micheasz, i zakończył: Wynajął on mnie i jestem u niego kapłanem. Skoro tak — powiedzieli przybysze — to zapytaj, prosimy, Boga, czy powiedzie się nam w naszej drodze? Chcielibyśmy to wiedzieć. Kapłan odpowiedział: Idźcie w pokoju. PAN ma waszą drogę przed sobą [Sdz 18,3-6]. Zakontraktowany przez Micheasza kapłan okazał się dla tych pięciu mężczyzn bardzo otwarty i życzliwy. Udzielił im poparcia, a to nie pozostało bez echa. Po jakimś czasie bowiem, gdy już owi zwiadowcy znaleźli dla siebie miejsce, zjawili się z bardzo konkretną, a nawet nieznoszącą sprzeciwu, propozycją.

Krótko mówiąc, przyszli podebrać Micheaszowi jego kapłana wraz z wyposażeniem. Gdy zwiadowcy weszli do domu Micheasza i zabierali bożka, efod oraz terafy wraz z ulanym posągiem, kapłan wykrzyknął: Co wy robicie?!  Milcz! — nakazali. — Połóż rękę na ustach i chodź z nami. Będziesz naszym doradcą i kapłanem. Co wolisz? Być kapłanem dla rodziny jednego człowieka czy być kapłanem dla plemienia i całego rodu w Izraelu? Kapłan się rozchmurzył. Zabrał efod, terafy oraz bożka i dołączył do przybyłych [Sdz 18,18-20]. Tak oto niedawno powołany i uposażony kapłan poszedł do służby w liczniejszym zborze, tym razem Danitów. Mniejsza o to, że samowolnie utworzona przez Micheasza wspólnota została ogołocona i przeżywała rozżalenie. Danici byli na fali ekspansji. Bezprawnie przejęli nowe tereny i właśnie lokowali się w nich na stałe. Zapowiadała się im świetlana przyszłość. I postawili sobie posąg, który sobie sporządził Micheasz, na cały czas, dopóki dom Boży był w Sylo [Sdz 18,31]. Mogłoby się wydawać, że nasz lewita, opuszczając „dom Boży” Micheasza, dobrze trafił. Mógł teraz działać w szerszym towarzystwie innych kapłanów. Co z tego, że był to także nielegalny ośrodek kultu. Przecież nawet wnuk Mojżesza był w tym gronie! Niestety, okazało się, że była to służba tylko do dnia uprowadzenia mieszkańców tej ziemi do niewoli [Sdz 18,30].

Proszę mi wybaczyć, że tym razem “rozprawiałem” się z nielegalnymi, samozwańczymi ośrodkami kultu. Wolałbym być myślami przy domu Bożym w Sylo, chociaż i tam – jak wiemy z Biblii – działy się rzeczy niegodne sług Bożych. Jednakże dom Boży w Sylo miał Bożą rekomendację. Służyli tam powołani przez Boga kapłani i lewici, a prorocy Pańscy mieli go na oku. Gdy coś złego się w nim działo,  było komu reagować i wzywać do opamiętania. Prywatny “dom Boży” Micheasza takiego nadzoru duchowego w ogóle nie posiadał.

Dzisiejsze zbory, powstałe zgodnie z zasadami ewangelii Chrystusowej, też borykają się z rozmaitymi trudnościami. Lecz w każdym normalnym zborze Pańskim jest rada braci Starszych, którzy na co dzień dbają o prawowierność głoszonej w nim nauki, a także troszczą się o zgodne z nauką apostolską praktykowanie pobożności. Gdyby zaś nie udawało się im utrzymać wszystkiego w należytym porządku, to z racji denominacyjnej przynależności lokalnego zboru, mają wsparcie duchowe i nadzór zwierzchnictwa całego Kościoła.

Kończąc dodam, że poszczególne wspólnoty chrześcijańskie łączy w Kościół wspólna doktryna i podobny sposób praktykowania pobożności. Mamy różne Kościoły, bo różnimy się w zrozumieniu Pisma Świętego i różne miewamy wyniki działalności misyjnej. Nowe zbory, powstające w wyniku zdrowego pączkowania istniejących, lokalnych społeczności, bądź w rezultacie ich pracy misyjnej, charakteryzują się tym, że chętnie przynależą do Kościoła i poddają się duchowemu zwierzchnictwu jego przywódców. Czerwona lampka niech pali się nam przy tych wspólnotach, które nad sobą żadnego zwierzchnictwa nie uznają, bądź przynależą do Kościoła pozornie, jedynie ze względu na jakieś korzyści i przywileje.

Wszakże fundament Boży stoi niewzruszony, a ma tę pieczęć na sobie: Zna Pan tych, którzy są jego, i: Niech odstąpi od niesprawiedliwości każdy, kto wzywa imienia Pańskiego [2Tm 2,19].

06 maja, 2026

Posłuchaj głosu swego sumienia

Sumienie. Postępujemy zgodnie z sumieniem albo wbrew sumieniu. Mamy czyste sumienie albo wyrzuty sumienia. Budzimy sumienie albo je zagłuszamy. Czasem sumienie nas gryzie i dręczy... Każdy człowiek został wyposażony w życiową nawigację – zwaną sumieniem. Bo gdy poganie, nie mający Prawa, z natury czynią to, co Prawo nakazuje, to sami — choć Prawa nie mają — stanowią je dla siebie. Dowodzą też, że czyn zgodny z Prawem pochodzi z tego, co mają wypisane w swych sercach. Poświadcza to ich sumienie oraz myśli, które wzajemnie się oskarżają lub biorą w obronę (Rz 2,14-15). Niestety, jak w starszych modelach samochodów fabryczna nawigacja nie działa prawidłowo, bo np. nie rozpoznaje drogi, – tak też z powodu grzechu podobnie stało się z ludzkim sumieniem.

Zasadniczo rzecz biorąc, sumienie to zdolność pozwalająca odpowiednio oceniać własne postępowanie jako zgodne lub niezgodne z przyjętymi normami etycznymi. Sęk w tym, że te normy są w nas kształtowane przez środowisko, kulturę, ideologię, okoliczności i mogą bardzo odbiegać od norm biblijnych. Biblia mówi, że dla czystych wszystko jest czyste, natomiast dla skalanych i niewierzących nic nie jest czyste. Splamione są zarówno ich umysły, jak i sumienia (Tt 1,15). Niektórzy, wciąż przyzwyczajeni, że naprawdę istnieją jakieś bóstwa, spożywają złożone im ofiary i ich sumienie - wciąż słabe - ulega splamieniu (1Ko 8,7), a wskazania złego, splamionego sumienia nie mogą poprowadzić nas drogą życia.

Na szczęście Bóg w swojej niepojętej łasce oferuje nam możliwość duchowego odrodzenia i dar dobrego sumienia. Otrzymujemy go przez wiarę w Jezusa Chrystusa, gdy nawracamy się do Boga i przyjmujemy chrzest. Nie jest on obmyciem brudu ciała, lecz wyrażonym Bogu pragnieniem dobrego sumienia, odwołującym się do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa (1Pt 3,21). Narodzeni na nowo z wody i z Ducha możemy zbliżać się do Boga ze szczerym sercem, w pełni wiary, mając serca oczyszczone od złego sumienia i ciało obmyte czystą wodą (Hbr 10,22). Innymi słowy, sam Bóg przez Ducha Świętego nadaje sumieniu chrześcijanina właściwość prawidłowego odczytywania Jego wskazań i stosowania ich w życiu.

Sumienie człowieka żyjącego bez Boga nie jest instrumentem spolegliwym. Posłużmy się ilustracją urządzenia pomiarowego bez homologacji. Przede wszystkim nie można ufać jego wskazaniom. Miałem kiedyś tani manometr. Gdy sprawdzałem ciśnienie w oponie, za każdym razem dawał mi inne wskazania. W końcu kupiłem sobie porządny. Pomiar urządzeniem bez świadectwa homologacji nie daje też podstawy do jakichkolwiek dochodzeń i nawet nie ma sensu go używać. Można powiedzieć, że odrodzony człowiek dostaje od Boga dobre sumienie z duchową homologacją. Świadectwo tej homologacji składa się z trzech powiązanych ze sobą czynników: Norm Słowa Bożego, napełnienia Duchem Świętym i przynależności do lokalnej wspólnoty Kościoła. Sumienie to gr. syneidesis - tłumaczone też jako pomysł, rada, świadomość. Tym właśnie charakteryzuje się działanie dobrego sumienia. W każdych okolicznościach mamy pomysł, radę i właściwy ogląd sprawy. Pismo Święte zapewnia nam sprawdzony, wiarygodny punkt odniesienia. Dzięki Duchowi Świętem możemy wszystko prawidłowo odczytywać. Trwanie we wspólnocie owocuje wyważoną interpretacją otrzymywanych wskazań.

Sumienie jest psychiczną właściwością, o którą trzeba dbać i bardzo uważać, aby nie marnować jego wskazań. Zachowuj wiarę i dobre sumienie. Niektórzy je odrzucili i stali się rozbitkami w wierze (1Tm 1,19). Na czym polega odrzucanie dobrego sumienia? W natchnionym tekście pojawia się gr. apotheomai, czyli po polsku - odepchnąć, odsunąć, odpędzić, odegnać, wzgardzić. Dochodzi do tego, po pierwsze, gdy ktoś nie ma i nie chce mieć dobrego sumienia. Większość osób nie jest zainteresowana posiadaniem dobrego sumienia. Chcą żyć po swojemu. Może i czasem ruszy ich sumienie, jak po słowach Jezusa: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem [Jn 8,7], lecz szybko się z tego otrząsają. Notorycznie odrzucają Bożą ofertę dobrego sumienia. Apostolskie wezwanie do zachowywania dobrego sumienia dotyczy osób, które je otrzymały w darze od Boga, a teraz, gdy się odzywa, tłamszą je i czym prędzej odrzucają. Pozwolę tu sobie na prostą ilustrację. Samochód mojej żony został wyposażony w funkcję „start – stop”. Co z nią robię? Odrzucam ją, wyłączam, zanim dojadę do pierwszych czerwonych świateł. Podobnie niektórzy chrześcijanie zwykli robić z dobrym sumieniem.

Zaczynamy odrzucać dobre sumienie, gdy bagatelizujemy i lekceważymy Słowo Boże. Gdy przestajemy się modlić i zaniedbujemy społeczność z Bogiem. Gdy flirtujemy w myślach z pokusą do grzechu. Gdy zgrzeszyliśmy i od razu z tego nie pokutujemy. Gdy zaniedbujemy więzi rodzinne. Gdy opuszczamy zgromadzenia lokalnego zboru. Tak. Powyższe sytuacje stanowią pierwszy krok do całkowitego zagłuszenia dobrego sumienia. Diabeł chce trzymać nas z dala od Biblii, bo jej nieznajomość pozbawia nas bardzo ważnego czynnika utrzymującego nas na właściwym kursie. Zdawkowa modlitwa robi miejsce dla własnych myśli i emocji, a przebywanie w polu silnego pokuszenia wpływa na sumienie  bardzo wyniszczająco. Przechodzenie do porządku dziennego nad popełnionym grzechem coraz bardziej znieczula naszą wrażliwość na głos sumienia. W końcu dochodzi do tego, że nienawiść, brak przebaczenia czy trwanie w otwartym konflikcie nie powoduje już w nas żadnych wyrzutów sumienia.

Czym kończy się takie powolne zabijanie dobrego sumienia? Niektórzy je odrzucili i stali się rozbitkami w wierze. Jest tu gr. nauageo, co znaczy ulec rozbiciu na morzu, rozbić się. Dokładnie tego samego słowa użył apostoł Paweł, gdy opisując swoje wcześniejsze losy napisał, że trzy razy rozbił się ze mną okręt (2Ko 11,25). Rozbitek, to ktoś, kto przestał dalej płynąć, bo nie ma już na czym. Fale wyrzuciły go na jakąś wyspę i wprawdzie żyje, ale już nie zdąża do obranego wcześniej celu. Leży sobie na plaży, gdy inni wciąż są w drodze. Utknął w pół drogi i – jeżeli nikt go nie poratuje – będzie całymi latami, jak Robinson Crusoe, tkwił w miejscu.

Aby nie stać się takimi rozbitkami, należy zachowywać wiarę i dobre sumienie. Dar dobrego sumienia domaga się używania go w codziennym życiu. Trzeba nam nie tylko słuchać, ale dać posłuch, okazać posłuszeństwo głosowi swego sumienia! Odzywając się, sumienie wspomaga nas na różnych kierunkach dobrego myślenia i postępowania. Pierwszym i najważniejszym z nich jest miłość. A celem tego, co przykazałem, jest miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej (1Tm 1,5). Innym kierunkiem dyktowanym przez dobre sumienie jest stosowanie się do obowiązującego prawa, uchwalanego i nakazywanego nam przez władzę. Stąd należy się jej podporządkowywać, nie tylko ze względu na gniew, ale także ze względu na sumienie (Rz 13,5). Jeszcze innym kierunkiem, w którym prowadzi nas głos sumienia, jest dobre świadectwo życia. W tym wszystkim naszą chlubą było świadectwo naszego sumienia. Potwierdzało nam ono, że w stosunkach z ludźmi, a szczególnie z wami, postępowaliśmy z właściwą Bogu prostotą i szczerością — nie jako po ludzku mądrzy, lecz jako polegający na Jego łasce (2Ko 1,12).

Jak ten posłuch głosowi dobrego sumienia okazujemy na co dzień? Gdy, na przykład, rodzi się w nas niechęć do jakiegoś człowieka, bo nas obgadał, zdenerwował lub skrzywdził, sumienie delikatnie się odzywa i zaczyna nas prowadzić w stronę przebaczenia. Przebaczajcie sobie nawzajem, podobnie jak wam Bóg przebaczył w Chrystusie (Ef 4,32). Dając temu posłuch, oszczędzamy sobie mnóstwa szkodliwych emocji oraz zyskujemy upodobanie u Boga i ludzi. Gdy zaniedbujemy społeczność z Bogiem i udział w życiu zboru – dobre sumienie niepokoi nas i wzywa do duchowej odnowy. Przejmując się tym, szybko powracamy do rozważania Słowa Bożego, modlitwy i regularnego udziału w nabożeństwach i spotkaniach, co podoba się Bogu i ludziom. Gdy ogarnia nas lenistwo i awersja do poleceń rodziców lub przełożonych, dobre sumienie podpowiada nam, abyśmy czym prędzej wzięli się w garść i potraktowali te polecenia jako znak, że jesteśmy komuś przydatni. Iluż ludzi chciałoby poczuć, że są jeszcze potrzebni, a nikt ich już o nic nie prosi. Gdy mąż lub żona milknie w codziennych kontaktach i zaczyna się od nas oddalać, skłonni jesteśmy ze zwykłej przekory robić podobnie. Posłuchajmy wszakże, co w takiej sytuacji mówi nam wewnętrzny głos dobrego sumienia? Gdy damy mu posłuch i przełamiemy impas odzywając się, przytulając, proponując wspólną kawkę itp. – horyzont się przejaśnia i od razu w mieszkaniu robi się jakoś radośniej.

Tak. Przez wiarę w Jezusa Chrystusa, potwierdzoną chrztem wiary, otrzymaliśmy dar dobrego sumienia. W związku z tym usilnie się staram mieć zawsze czyste sumienie wobec Boga oraz wobec ludzi (Dz 24,16) – oświadczył apostoł Paweł. My też korzystajmy z tego daru. Bądźmy posłuszni głosowi swego sumienia! Utrzymujmy swoje sumienie w należytej sprawności poprzez regularny kontakt z Biblią, dbałość o napełnienie Duchem Świętym oraz trwanie we wspólnocie Kościoła.

Posłuchaj głosu swego sumienia - w wersji video

26 kwietnia, 2026

Jezusowi Chrystusowi na chwałę!

Jest w Piśmie Świętym kilka opisów sytuacji, gdy ludzie żyjący w społeczności z Bogiem ustawiali kamienie w celu upamiętnienia ważnych wydarzeń. Tak m.in. uczynił Jozue, gdy Izraelici na stałe osiedlili się w Ziemi Obiecanej. Tak to Jozue zawarł tego dnia przymierze w imieniu ludu i nadał ludowi w Sychem ustawy oraz prawa. Jozue spisał też te słowa w zwoju Prawa Bożego, a następnie wziął głaz, ustawił go pod dębem, w miejscu świętym należącym do PANA, i powiedział do całego ludu: Ten oto kamień będzie nam na świadka, bo słyszał wszystkie słowa PANA, w których przemówił On do nas. Kamień ten będzie też świadczył przeciw wam, jeśli nie dochowacie wierności waszemu Bogu [Joz 24,25-27].

Wzorując się nieco na tym wydarzeniu jako społeczność Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE, ulokowana już na stałe we własnej siedzibie w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37, na okoliczność Jubileuszu Trzydziestolecia Zboru - zrobiliśmy podobnie. Wzięliśmy ogromny kamień, postawiliśmy go w pobliżu wjazdu na naszą posesję, a na tym kamieniu umieściliśmy tablicę pamiątkową z napisem: Jezusowi Chrystusowi na chwałę! w Trzydziestą Rocznicę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Gdańsk, 21 kwietnia 2026. Dokonaliśmy tego z trzech powodów:

Po pierwsze, ponieważ Biblia mówi: cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą [1Ko 10,31], chcemy również w ten sposób oddać chwałę naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi za to, że powołał naszą społeczność, byśmy byli Jego świadkami w Gdańsku i głosili tu ewangelię. Pragniemy Jezusowi Chrystusowi, jako Głowie Kościoła, oddać chwałę, że przez trzydzieści lat nas prowadził i wspierał, a w ostatnich latach obdarował nas tak przestronnym miejscem do dalszej działalności, dając nam tę nieruchomość na własność. Alleluja! Chwalcie, słudzy PANA, chwalcie imię PANA! [Ps 113,1].

Po drugie, ustawiliśmy ten kamień i zamieściliśmy na nim tę tablicę, aby wszystkich gości Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE oraz turystów informować, komu w tym miejscu oddajemy chwałę i komu naprawdę się ona należy. Przecież mojej chwały nie oddam nikomu [Iz 48,11] - powiedział Bóg. Niech każdy, kto wchodzi na nasz teren od razu wie, że utworzyliśmy to miejsce i dbamy o nie, aby w całości służyło ono chwale Jezusa Chrystusa, naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana!

Wreszcie, po trzecie, niech ten wielki kamień, a na nim pamiątkowa tablica, świadczą przeciwko nam, gdyby komuś z nas kiedykolwiek przyszło do głowy, aby chwałę z tego miejsca zatrzymać dla siebie. Jakie to niebezpieczne, przekonał się król Herod, gdy swego czasu przemawiał, a ludzie byli zachwyceni: To głos boga, nie człowieka! — wołali. W tym momencie anioł Pana uderzył Heroda. Nie oddał on bowiem chwały Bogu [Dz 12,22-23]. Niech widok tego kamienia przypomina nam, aby ze wszystkiego, gdy zdarzy się nam usłyszeć coś miłego, czym prędzej chwałę przekierować ku naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. 

Nie nas, PANIE, nie nas, ale swoje imię otocz chwałą — ze względu na Twoją łaskę, ze względu na Twoją wierność! [Ps 115,1]. Amen.

Uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej - 26 kwietnia 2026 - YouTube

11 kwietnia, 2026

Dobry jest tylko Bóg!

Dąb ocalony z wycinki
Jeżeli poza doczesnym życiem w ciele jest jeszcze coś więcej, jeżeli z chwilą fizycznej śmierci ludzka dusza nadal żyje i przechodzi do wieczności, to każdy chciałby, aby ta wieczność była wspaniała. Pismo Święte, które jest jedynym wiarygodnym źródłem wiedzy na ten temat, mówi wszakże wyraźnie, że po odejściu z tego świata, owszem, może być wspaniale, ale też może być strasznie i to na wieki wieków. I odejdą ci ludzie, by ponieść wieczną karę, sprawiedliwi zaś wkroczą w życie wieczne [Mt 25,46]. Dotyczy to wszystkich ludzi bez wyjątku. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy odebrał zapłatę za to, czego dokonał w ziemskim życiu — dobrego czy złego [2Ko 5,10]. Oto przyjdę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego uczynku [Obj 22,12] - obwieścił Jezus Chrystus na ostatniej kartce Biblii.

Ponieważ Słowo Boże w wielu miejscach wskazuje na znaczenie dobrych uczynków w ostatecznym rozliczaniu nas przed Bogiem, można pomyśleć, że do zbawienia wystarczy być dobrym człowiekiem. I rzeczywiście, dość często słyszymy, że ludzie właśnie w swojej dobroci upatrują nadzieję na niebo. Swego czasu pewien dobry człowiek zagadnął Jezusa: Co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny? [Mk 10,17]. Znasz przykazania: Masz nie zabijać, nie cudzołożyć, nie kraść, nie poświadczać nieprawdy, nie oszukiwać, szanować ojca i matkę. A on Mu odpowiedział: Nauczycielu, tego wszystkiego przestrzegałem od młodych lat [Mk 10,19-20]. Najwidoczniej spodziewał się, że Jezus pochwali go i zapewni, że to wystarczy mu do zbawienia.

Wtedy Jezus przyjrzał mu się z miłością i powiedział: Jednego ci brak. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, po czym przyjdź i naśladuj Mnie. On jednak sposępniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Tymczasem Jezus rozejrzał się wokoło i powiedział do swoich uczniów: Jak trudno będzie tym, którzy mają pieniądze, wejść do Królestwa Bożego! [Mk 10,21-23]. O tym, że do zbawienia nie wystarczy być dobrym człowiekiem, dowiedział się od Jezusa podczas nocnej rozmowy także powszechnie szanowany Nikodem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego [Jn 3,3].

Ludzie, którzy naprawdę zetknęli się z Jezusem Chrystusem, szybko odkrywali, że sami z siebie dobrzy nie są. Szymon Piotr przypadł do kolan Jezusa, mówiąc: Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny [Łk 5,8]. Przekonuję się więc, że nie mieszka we mnie, to jest w moim ciele, dobro. Bo chociaż odczuwam pragnienie dobra, wykonania tego, co dobre — brak. Nie czynię dobra, którego chcę, lecz popełniam zło, którego nie chcę [Rz 7,18-19] - napisał później apostoł Paweł. Gdy ktoś daje się uwieść przekonaniu, że do zbawienia wystarczy być dobrym człowiekiem, to skazuje się na ogromne fiasko, ponieważ w świetle Biblii nikt nie jest dobry, tylko jeden — Bóg [Łk 18,19]. Po prostu, nie ma dobrych ludzi. Jak nie w jednym, to w drugim, zawsze coś mamy za uszami. Bo gdyby ktoś zadośćuczynił całemu Prawu, a potknął się tylko na jednym przykazaniu, i tak byłby winien naruszenia całości [Jk 2,10]. Dobry jest tylko Bóg!

Co zatem potrzebne jest do zbawienia? Jasnej odpowiedzi na to pytanie udziela Pismo Święte Nowego Testamentu. Jeżeli komuś zależy na zbawieniu, niech je czyta z modlitwą, aby Duch Święty objawił mu, co trzeba i go na drogę zbawienia wprowadził.

09 kwietnia, 2026

Ocalony!

W ubiegłym roku zaistniała potrzeba posadzenia na kościelnej działce trzech drzew liściastych o obwodzie pnia co najmniej 16 cm, mierzonych na wysokości 1 m od ziemi. W związku z tym zacząłem rozpytywać się i rozglądać za jakąś możliwością sprostania temu zadaniu. Któregoś dnia, tuż przed świętami Narodzenia Pańskiego, dojeżdżając do siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE usłyszałem piłę motorową i zauważyłem koparkę pracującą w pobliskich zaroślach. Od razu błysnęła mi myśl, ażeby przejść się na miejsce rozpoczętej wycinki i z bliska zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że operator koparki otrzymał zlecenie na oczyszczenie działki i usuwa z niej wszystkie samosieje. Szybko wśród nich wyszukałem pasujące do w/w parametrów drzewko i poprosiłem o jego ocalenie. Chociaż ratowanie młodego dębu napotkało na szereg trudności i nieco przesunęło się w czasie, to jednak wczoraj wybrane przez mnie drzewko znalazło się w bezpiecznym, nowym miejscu, w bliskim sąsiedztwie domu modlitwy.

Wyratowanie młodego dębu od zniszczenia w trwającej wycince dobrze ilustruje to, co w sensie duchowym stało się z niejednym z nas. Cała ludzkość z powodu grzechu znalazła się pod przekleństwem. Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej [Rz 3,23], a zapłatą za grzech jest śmierć [Rz 6, 23]. Bez Boga na świecie, z ciążącym wyrokiem potępienia, byliśmy w beznadziejnym położeniu, a przed nami tylko jakaś straszna perspektywa sądu i żar ognia mający trawić przeciwników [Hbr 10,27]. Lecz na szczęście na ziemi pojawił się On - Syn Boży, Jezus Chrystus. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Podobnie jak ja spośród wielu dorodniejszych drzewek wybrałem ten niepozorny dąbek, tak Bóg - z tylko Jemu wiadomych powodów - wybrał ciebie i mnie, abyśmy wraz z tym światem nie zostali potępieni. Bo właśnie to, co w oczach świata głupie, Bóg wybrał, aby zawstydzić mądrych. To, co w oczach świata słabe, Bóg wybrał, aby zawstydzić mocnych. To, co w oczach świata uchodzi za niskiego rodu, co wzgardzone — to, co jest niczym, Bóg wybrał, aby unieważnić to, co jest czymś [1Ko 1,27-28]. Biblia mówi, że okazanie miłosierdzia nie zależy od osoby, która tego pragnie, albo która o to zabiega, lecz od Boga, który je okazuje [Rz 9,16]. Nie wy mnie wybraliście, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały [Jn 15,16] - powiedział Jezus od swoich uczniów.

Niech w tych poświątecznych dniach przepełni nas wdzięczność dla Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym [1Ts 1,10]. A jeśli wciąż jeszcze jesteś "drzewkiem" zagubionym w zaroślach świata, to osobiście zwróć się do Boga i w prostych słowach poproś o ocalenie. Jezus powiedział: Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie, a tego, który do Mnie przychodzi, z pewnością nie odrzucę [Jn 6,37].

08 kwietnia, 2026

Dwuetapowy powrót do Boga

Ty też obracasz człowieka w proch i mówisz: Wracajcie, synowie ludzcy! [Ps 90,3].

Wszyscy zostaliśmy stworzeni w celu oddawania Bogu chwały i przeznaczeni do życia w społeczności z Bogiem. Niestety, wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy — każdy na własną drogę [Iz 53,6]. Stąd wezwanie do powrotu. Może on odbyć się na dwa sposoby. Albo, widząc swoje oddalenie od Boga, sami zgłosimy się i poprosimy o umożliwienie nam powrotu już teraz za życia, albo zostaniemy sprowadzeni niezależnie od naszej woli, jak postanowiono, że człowiek raz umiera, a potem czeka go sąd [Hbr 9,27]. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy odebrał zapłatę za to, czego dokonał w ziemskim życiu — dobrego czy złego [2Ko 5,10]. Na użytek tego rozważania porównajmy wszystkich ludzi do Polaków rozsianych poza Ojczyzną, którzy znaleźli się w zagrożonej strefie i są wzywani przez MSZ do niezwłocznego powrotu do kraju. Rząd w takiej sytuacji zapewnia bezpłatną ewakuację, ale też określa jej warunki.

Otóż – po pierwsze – trzeba nam wiedzieć, że powrót do Boga możliwy jest tylko według Bożego planu zbawienia. Sam Bóg wyznaczył drogę i sposób powrotu. Jezus odpowiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6]. Aby powrócić do społeczności z Bogiem, trzeba uwierzyć w Jezusa Chrystusa, oddać Mu swoje serce i wstąpić w Jego ślady. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [Jn 3,16-17]. Jak dostąpić zbawienia, dowiadujemy się z Pisma Świętego Nowego Testamentu.

Po drugie, Biblia wskazuje, że powrót do Boga odbywa się w dwóch etapach. Powróćmy do obrazu Polaków będących w strefie zagrożenia i wzywanych do powrotu. Kilka lat temu, gdy wraz z wycofaniem się Amerykanów talibowie przejmowali kontrolę nad Afganistanem, rząd polski ogłosił ewakuację Polaków z tego kraju. Była to ewakuacja dwuetapowa. Najpierw należało dotrzeć na lotnisko w Uzbekistanie. Dopiero stamtąd ewakuowanych zabierano do Ojczyzny samolotami LOT-u.

Tak właśnie jest z naszym powrotem do Boga. Najpierw – teraz za życia w ciele - trzeba narodzić się na nowo i pojednać z Bogiem przez osobistą wiarę w Jezusa Chrystusa. Trzeba koniecznie znaleźć się we właściwym - wskazanym przez Boga - miejscu ewakuacji. Tym właściwym miejscem jest Chrystus i Jego Kościół! Duch Święty, niczym polscy komandosi w Afganistanie, wyszukuje ludzi przeznaczonych do zbawienia. Wzbudza pragnienie powrotu do Boga. Przekonuje o grzechu, i o sprawiedliwości, i o sądzie [Jn 16,8], i doprowadza do Chrystusa. Wtedy w posłuszeństwie i zaufaniu możemy w społeczności lokalnego zboru Kościoła oczekiwać na swój czas ewakuacji, i na spotkanie z Bogiem. Jezus powiedział: Idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem [Jn 14,2-3]. Polega to na tym, że – póki co - Chrystus Pan pojedynczo zabiera nas z tego świata, a któregoś dnia powróci, aby zabrać do Siebie cały Kościół.

I po trzecie, Bóg wzywając: Wracajcie synowie ludzcy – sam wyznacza nam datę powrotu. Pora pierwszego etapu powrotu do Boga została wyznaczona na dzisiaj! Ponownie powróćmy do obrazu Polaków potrzebujących powrotu do kraju. Tym razem do ewakuacji z Iranu. Pamiętamy, jak Premier RP wezwał do natychmiastowego opuszczenia Iranu, bo już za kilkanaście godzin może to być niemożliwe. Należało jak najszybciej zgłosić się do systemu „ODYSEUSZ” i będąc już pod opieką polskich służb czekać na swój transport do Polski. Tak właśnie jest z powrotem do Boga. Teraz, jak najszybciej, trzeba uwierzyć w Jezusa Chrystusa, dać się ochrzcić w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego [Mt 28,19] i znaleźć się na liście zbawionych. Nawróćcie się synowie ludzcy! – wzywa Biblia Gdańska - aby można było powiedzieć: Cieszcie się (…) z tego, że wasze imiona zapisane są w niebie [Łk 10,20].

Koniecznie trzeba to zrobić bez żadnej zwłoki, czytamy bowiem: W czasie przychylności wysłuchałem cię i w dniu zbawienia pomogłem ci. Właśnie teraz jest ten czas przychylności! Teraz jest dzień zbawienia! [2Ko 6,2]. W wyniku pojednania z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa uzyskujemy status ludzi nawróconych od bałwanów do Boga, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać Syna jego z niebios, którego wzbudził z martwych, Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym [1Ts 1,9-10]. Mając dar życia wiecznego już nie boimy się śmierci, bo Jezus powiedział: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł — żyć będzie [Jn 11,25]. A zatem, pierwszy etap powrotu do Boga mamy zaliczony. Jesteśmy bezpieczni. Możemy cieszyć się życiem tutaj, gdzie jesteśmy, i nie martwić się o jutro.

A co z drugim etapem powrotu do Boga. Otóż ta pora jest nam nieznana! Zarówno w aspekcie indywidualnym, tj. chwili naszej śmierci, jak też zbiorowym, tj. pochwycenia Kościoła, Bóg utrzymuje ten czas w tajemnicy przed nami. Jedno wiemy, że powinniśmy zachowywać czujność, aby w każdej chwili być na to gotowym. Tak właśnie wy czuwajcie. Bo nie wiecie, kiedy przyjdzie pan domu: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy zapieje kogut, czy o poranku, aby gdy nagle przyjdzie, nie zaskoczył was we śnie. To, co wam mówię, powtarzam wszystkim: Czuwajcie! [Mk 13,35-37]. Bogu niech będą dzięki, że nie znamy dnia ani godziny naszego odejścia z tego świata. Kto pojednał się z Bogiem i jest w Chrystusie, jest jak Noe przed potopem, po wejściu do arki. Niezależnie od tego, kiedy miało zacząć padać, on był już bezpieczny. Tak i my, pojednani z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa, spokojnie czekamy na tę chwilę naszego powrotu do Boga.

Zatem, mając świadomość, że powrót do Boga odbywa się w dwóch etapach, apeluję do wszystkich, którzy jeszcze nie są zapisani w „niebiańskim systemie Odyseusz”, aby jak najprędzej o to zadbali. W ślad za nauką apostolską wołam: Ratujcie się spośród tego wypaczonego pokolenia! [Dz 2,40]. Zwróćcie się w tej sprawie do Jezusa Chrystusa, bo nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Jako sługa Słowa Bożego nie spałbym spokojnie, gdybym tego nie napisał. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,20].

04 kwietnia, 2026

Kto by pomyślał?

Wielka Sobota A.D. 2026 - to jeden z trudniejszych dla mnie dni w ostatnim czasie. Zaraz po rozmyślaniu rankiem o Grobie Pańskim pojechałem, by stanąć nad grobem i pożegnać - młodszego ode mnie o dwadzieścia lat - chrześcijanina, który w środę 1 kwietnia zmarł nagle na zawał serca. Wszystkich nas to zaskoczyło, a nie powinno, bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. A jednak, kto by pomyślał..?

Kto by z uczniów Jezusa pomyślał, że zaledwie po trzech latach wspólnej wędrówki ich Mistrz zostanie ukrzyżowany i pospiesznie złożony do grobu? Trochę odkryli się ze swoimi myślami i wyobrażeniami w drodze do Emaus. Na Niego to arcykapłani i nasi przełożeni wydali wyrok śmierci i ukrzyżowali. A my mieliśmy nadzieję, że On jest tym, który będzie wyzwalał Izrael. Tymczasem upływa już trzeci dzień od tego wydarzenia [Łk 24,20-21]. Jeszcze w czwartek siedzieli razem przy stole, a w sobotę On leżał już w grobie.

Kto w dniu 21 lipca 2018 roku by pomyślał, że zaledwie po ośmiu latach od chwili, gdy w domu modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku modliliśmy się o wspólne życie małżeńskie Marcina i Hani, będę patrzył na trzyletniego Władzia i roczną Anielkę, jak tulą się już tylko do Mamy, bo Tatę złożyliśmy dzisiaj do grobu? Jakże kruche i ulotne jest nasze życie... 

Jezus oddał swoje życie za nas, aby nas usprawiedliwić i obdarować życiem wiecznym. Następnie zmartwychwstał, poszedł do Ojca z ofiarą pojednania, aby otworzyć nam drogę powrotu do społeczności z Bogiem. Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6] - poinstruował swoich uczniów. Kto by jednak pomyślał, że aby trafić do nieba, trzeba narodzić się na nowo, że trzeba osobiście uwierzyć w Jezusa Chrystusa, oddać Mu swoje serce, ochrzcić się chrztem wiary i Go naśladować? 

Koniecznie trzeba, aby każdy z nas o tym pomyślał.

03 kwietnia, 2026

Apogeum obłędu

Z mojego albumu sprzed lat
Przeprowadzony w Wielki Piątek o świcie proces Jezusa pod każdym względem był farsą. Nocne aresztowanie, bicie, wyśmiewanie, powołanie fałszywych świadków, a wszystko zaaranżowane przez najwyższe autorytety Izraela. Opętani nienawiścią za wszelką cenę postanowili zabić Jezusa. Cokolwiek więc by nie zostało powiedziane, jakikolwiek argument nie zostałby przedstawiony, tak czy owak zmierzali do Jego ukrzyżowania. W tym całym obłędzie chyba najnormalniej zachowywał się prokurator rzymski, wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go z zawiści [Mk 15,10]. To nie był żaden przewód sądowy, a czyste szaleństwo. Już w chwili aresztowania Jezus powiedział, że to jest wasza pora i moc ciemności [Łk 22,53].

Charakter procesu Jezusa zdumiewająco przypomina atmosferę dzisiejszych izb parlamentarnych, debat politycznych, wywiadów dziennikarskich, rozpraw i wieców ludowych. Gdy bowiem w interakcję wchodzą ludzie nierozumni, nieposłuszni, zagubieni, zniewoleni przez przeróżne żądze i rozkosze, żyjący w gniewie i zazdrości, znienawidzeni i do siebie nawzajem odnoszący się z nienawiścią [Tt 3,3], to nie ma na co liczyć. Każdy wie swoje. Nikt nie chce słuchać argumentów drugiej strony. Kłócą się. Napadają jeden na drugiego. Obrażają się nawzajem. W imię patriotyzmu, tolerancji, a także w imię Boże, skaczą sobie do oczu i ani myślą ustąpić. Chętnie by się pozabijali, gdyby tylko dać im do ręki pistolet i zwolnić ich od karnej odpowiedzialności.

Wzajemna niechęć, żeby nie powiedzieć nienawiść, nie omija też środowisk religijnych. Duch Antychrysta i tutaj ma coraz więcej do powiedzenia. Podobnie między wami pojawią się fałszywi nauczyciele. W skryty sposób będą próbowali wprowadzać zgubne herezje, a nawet wyprą się Władcy, który ich wykupił. Tacy sprowadzają na siebie szybką zgubę. Przez nich droga prawdy stanie się przedmiotem bluźnierstw. I, niestety, wielu pójdzie za ich rozwiązłością [2Pt 2,1-2]. W kręgach kościelnych jest całkiem sporo nieodrodzonych duchowo osób, a Bóg dopuści, że omamieni błędem wciągnięci zostaną w sidła i dadzą wiarę kłamstwu [2Ts 2,11]. 

Tak. Bóg zsyła na ludzi jakiś ostry obłęd - jak oddaje to Biblia Warszawska. Kogo obchodzi prawda? Komu chce się dociekać, jak sprawy naprawdę się mają? Kto by tracił czas na rozsądzanie czegokolwiek, gdy w głowie ma gotowy już osąd? Każdy chce być górą, koniecznie wygrać, nawet kosztem wdeptania innych w ziemię. Bo nie zasną, dopóki nie popełnią czegoś złego, a sen ich odleci, jeżeli nie doprowadzą kogoś do upadku [Prz 4,16]. Także w kręgach kościelnych coraz mniej osób kieruje się miłością do Jezusa i posłuszeństwem Słowu Bożemu. Z powodu szerzącego się bezprawia miłość wielu oziębnie [Mt 24,12] - zapowiedział Pan. Zarówno po stronie "za", jak i "przeciw" ludzie  jednakowo się zacietrzewiają i nienawidzą.

Oko w oko z takimi ludźmi w Wielki Piątek stanął Jezus Chrystus. Nawet się nie bronił. On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi [1Pt 2,23]. Dał się ukrzyżować. Nie dziwmy się, gdy nas też coś takiego coraz częściej będzie spotykać. Oskarżanie o niestworzone rzeczy. Odsądzanie od czci i wiary. Pomówienia o mowę nienawiści lub obrazę uczuć religijnych. Nikt nawet nie zechce posłuchać, czy mamy coś na swoją obronę. 

Chcę być gotowy na każdy scenariusz i - jak Pan Jezus - godnie stawić mu czoła.

02 kwietnia, 2026

Już nie Pascha, a Wieczerza Pańska!

Jezus Chrystus ustanowił Wieczerzę Pańską, aby od chwili Jego śmierci i zmartwychwstania, chrześcijanie, zarówno ci pochodzący z Żydów, jak i z pogan, świętowali już tylko zbawienie od grzechu i od wiecznego potępienia, a nie wyjście z niewoli egipskiej. Chleb i wino symbolizują ciało i krew Jezusa jako Baranka Bożego, który gładzi grzech świata. Wieczerza Pańska, wprawdzie została ustanowiona w trakcie żydowskiej wieczerzy paschalnej w Wielki Czwartek, lecz ma się ona odbywać na pamiątkę Jezusa Chrystusa. To m.in. z tego powodu organizujemy ją w zborach w Wielki Piątek, tj. w dniu gdy Jezus umarł na krzyżu, a nie w czwartek, gdy po raz ostatni zasiadł z uczniami do Paschy. 

Symbolika i praktyka Wieczerzy Pańskiej zdecydowanie odbiega od symboliki i przebiegu wieczerzy paschalnej. Ja bowiem przejąłem od Pana to, co też wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb, złożył dziękczynienie, złamał i oznajmił: To jest moje ciało za was wydane — to czyńcie na moją pamiątkę. Podobnie, gdy było po wieczerzy, wziął kielich i oświadczył: Ten kielich to nowe przymierze, w mojej krwi. To czyńcie, ilekroć pijecie — na moją pamiątkę [1Ko 11,23-25]. Jezus nadał chlebowi i winu całkiem nowego znaczenia. Pisałem o tym przed laty w tekście: Dlaczego Wieczerza Pańska jest tak ważna? Biorąc udział w Wieczerzy Pańskiej, podobnie jak oblubienica podczas ówczesnych zaślubin, potwierdzamy naszą przynależność do Jezusa Chrystusa i nasz dozgonny związek z Nim. To nie jest zwykłe wspominanie ważnego wydarzenia. To jest interaktywna, osobista społeczność ze Zmartwychwstałym Panem.

Pascha głównie polegała na dorocznym odświeżaniu pamięci narodowej. Podczas Wieczerzy Pańskiej Pan Jezus każdemu z nas patrzy w oczy i zagląda do serca. Żaden "Judasz" ze swoim ukrytym grzechem nie ma prawa spokojnie brać w niej udział. Dlatego kto by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winny będzie zlekceważenia ciała i krwi Pana. Niech więc każdy człowiek przyjrzy się sam sobie, a potem sięga po chleb i bierze do rąk kielich. Kto bowiem je i pije niegodnie, bez uszanowania dla ciała Pańskiego, je i pije wyrok na samego siebie. Dlatego jest między wami tylu chorych i słabych, a wielu pomarło [1Ko 11,27-30]. 

Nakazane Izraelitom wspominanie wyjścia z Egiptu podczas święta Paschy i Przaśników, jak najbardziej mają dla chrześcijan swoją wymowę dydaktyczną. Rozmyślając nad biblijnym opisem paschy można się wiele dobrego nauczyć. Na przykład w kwestii konieczności całkowitego opamiętania się z grzechu. Usuńcie stary zakwas, by stać się nowym zaczynem, bo przecież jesteście przaśni. Chrystus - nasz Baranek paschalny - został już złożony w ofierze. Świętujmy więc nie zakwaszeni, jak dawniej, nie przeżarci złością i występkiem, lecz przaśni czystością i prawdą [1Ko 5,7-8]. Wspomniane święta żydowskie nie są wszakże odpowiednikiem śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Nie należy ich więc łączyć z Wieczerzą Pańską, bo ta jest wyłącznie na pamiątkę Jezusa Chrystusa.

Urządzanie wieczerzy paschalnej w chrześcijańskim zborze jest zajmowaniem się "cieniami rzeczy przyszłych", podczas gdy "rzeczywistość" została już objawiona, a jest nią Chrystus! Można to zrobić z chęci poznania dawnych zwyczajów żydowskich, ze świadomością wszakże, że nakaz Prawa, by świętować Paschę obowiązywał do czasu. Kiedy jednak wypełnił się czas, Bóg posłał swojego Syna, który narodził się z kobiety i podlegał Prawu, aby wykupić żyjących pod Prawem i umożliwić nam usynowienie [Ga 4,4-5]. Żydzi, którzy odrzucili Jezusa jako Chrystusa wciąż świętują paschę. Chrześcijanie mają Wieczerzę Pańską.

01 kwietnia, 2026

Jak to możliwe?

Cały wtorek Wielkiego Tygodnia wypełniony był rozmowami i nauczaniem Jezusa. Działo się to najpierw w obrębie świątyni, a potem na zboczu pobliskiej Góry Oliwnej, skąd dobrze było widać całe wzgórze świątynne. Następnie Jezus poszedł z uczniami do Betanii, gdzie w domu Szymona Trędowatego został namaszczony przez Marię bardzo drogim olejkiem. W tym czasie w jednego z grona Dwunastu, Judasza, zwanego Iskariotem, wstąpił szatan. Odszedł więc i uzgodnił z arcykapłanami oraz dowódcami straży świątynnej plan wydania Jezusa. Ucieszyło ich to; wspólnie też doszli do porozumienia, że dadzą mu za to pieniądze. On się zgodził i zaczął szukać dogodnej sposobności do wydania im Go z dala od tłumu [Łk 22,3-6].

Jak mogło dojść do tego, że jeden z Dwunastu, osobiście wybrany przez Jezusa uczeń, stał się narzędziem szatana? Ewangelie zgodnie świadczą, że Judasz miał słabość do pieniędzy i najwidoczniej żywił nadzieję na zrobienie przy Mistrzu jakiegoś większego interesu. Z taką myślą ostatecznie pożegnał się w Wielką Środę, gdy wbrew swemu oburzeniu usłyszał, jak Jezus pochwala czyn owej kobiety. Zrozumiał, że w tym towarzystwie nie ma co liczyć na realizację swoich planów. Wówczas Judasz Iskariot, jeden z Dwunastu, odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać [Mk 14,10].

Licho nie śpi - głosi przysłowie. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Wasz przeciwnik, diabeł, krąży dookoła niczym ryczący lew, wypatrujący łupu [1Pt 5,8] - ostrzega nauka apostolska. Pycha, pieniądze, kobiety - to trzy główne kierunki diabelskiego natarcia, na których słudzy Boży są atakowani i doznają porażki. Każdy z nas ma jakąś słabość, a szatan jest mistrzem w lokalizowaniu naszej "pięty Achillesa". Trzeba nam bardzo uważać, aby się nie dać wykorzystać szatanowi. Jego intrygi są nam przecież znane [2Ko 2,11]. Nie dawajcie diabłu przystępu [Ef 4,24]. Podporządkujcie się zatem Bogu, przeciwstawcie diabłu, a od was ucieknie [Jk 4,7]. Judasz tak nie zrobił. Szatan skrzętnie to wykorzystał i wstąpił w niego.

Od samego ranka Wielkiej Środy nie przestaję o tym rozmyślać. Jestem wdzięczny Bogu, że wciąż trwam w wierze, ale wiem, że nie ma mocnych. Napatrzyłem się już na upadki ludzi dużo lepszych i pobożniejszych ode mnie. Dlatego kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł [1Ko 10,12].

31 marca, 2026

Odrzucili Najważniejszego?

Rankiem w Wielki Wtorek Jezus powrócił do Jerozolimy i cały dzień spędził w obrębie świątyni. Nauczał i rozmawiał, a ponieważ otaczali Go nieżyczliwi Mu faryzeusze, kapłani i uczeni w Piśmie, sporo mówił do nich w przypowieściach. Po jednej z nich, o dzierżawcach winnicy, dali się wciągnąć w rozmowę. Wtedy Jezus zapytał: Czy nigdy nie czytaliście w Pismach: Kamień, który budujący uznali za nieprzydatny, ten właśnie stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i to budzi podziw w naszych oczach? [Mt 21,42].

Ten natchniony tekst pochodzi z mesjańskiego Psalmu 118. Podobnie jak w gronie starszych braci młodziutki Dawid w ogóle nie był brany pod uwagę, a to właśnie jego wybrał Bóg, by został królem Izraela, tak też stało się z Jezusem z Nazaretu. Żydowscy przywódcy mieli przed sobą w osobie Jezusa prawdziwego Mesjasza, Syna Bożego! Niestety, odrzucili Go. Ich zdaniem należało Go ukrzyżować, a nie uznawać za Chrystusa tj. Pomazańca Bożego. W tym zdumiewającym fakcie kryje się bardzo budująca prawda Słowa Bożego. Pan to sprawił, a nas to zdumiewa - czytamy w przekładzie Biblii Poznańskiej. Z jakiegoś powodu Bóg upodobał sobie ludzi pomijanych i mało znaczących w tym świecie. 

Przyjrzyjcie się, bracia, kto jest wśród was, powołanych? Po ludzku rzecz biorąc, niewielu tam mądrych, niewielu wpływowych, garstka szlachetnie urodzonych. Ale właśnie to, co w oczach świata głupie, Bóg wybrał, aby zawstydzić mądrych. To, co w oczach świata słabe, Bóg wybrał, aby zawstydzić mocnych. To, co w oczach świata uchodzi za niskiego rodu, co wzgardzone — to, co jest niczym, Bóg wybrał, aby unieważnić to, co jest czymś [1Ko 1,26-28]. 

Przysłuchując się temu, co Chrystus Pan mówił w Wielki Wtorek, właśnie tą prawdą wyjątkowo się dzisiaj zachwyciłem. Wszyscy nieważni, pomijani i odrzucani przez świat mogą w niej odnaleźć swoje poczucie wartości. Wystarczy, że z całego serca, osobiście uwierzymy w Jezusa Chrystusa. On, odrzucony przez ważniaków, stał się - z woli Ojca - fundamentem całej budowli! Dlatego Pismo głosi: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany i kosztowny. Kto w Niego wierzy, nie będzie zawstydzony [1Pt 2,6]. Mając dla własnego zbudowania to na uwadze, biorę sobie do serca także inne słowa Jezusa: Uważajcie, abyście nie gardzili żadnym z tych małych, gdyż mówię wam, że ich aniołowie w niebie mają stały dostęp do mojego Ojca, który tam przebywa [Mt 18,18].

30 marca, 2026

Oczyszczający radykalizm

Wielki Poniedziałek wiąże mi się z czynami Jezusa, wskazującymi na potrzebę oraz gotowość także do radykalnych postaw. Przeklęcie bezowocnego drzewa figowego, wypędzenie przekupniów z dziedzińca świątyni i brak zgody, by ludzie skracali sobie drogę, przechodząc przez świątynię - to postawy, które w dzisiejszych czasach mogą szokować niejednego chrześcijanina. Moda na zmienianie obrazu Boga i kościoła na bardziej dostosowany do ludzkich oczekiwań, popularyzowanie postaci Jezusa na podstawie filmu "The Chosen", przedkładanie dobra ludzkich relacji ponad biblijne racje - to wszystko zrobiło i wciąż robi swoje.

Jednak prawda jest nie w dzisiejszych trendach i poglądach, a w Jezusie [Ef 4,21]. Oddajmy więc głos Ewangelii Chrystusowej: A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. I ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi. A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie jego. I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi. I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię. I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zań jaskinię zbójców. I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką jego. A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto [Mk 11,12-19].

Poniedziałkowe czyny i słowa Jezusa wielu ludziom bardzo się nie spodobały. Myślę, że dzisiaj są już nieakceptowalne nawet w środowiskach chrześcijańskich. Przeklinać drzewo z powodu braku owoców, zwłaszcza poza porą owocowania!? Wywracać stoły!? Zatrzymywać i nie wpuszczać osób, które tylko chcą przejść przez świątynię z jakimś naczyniem!? Nieważne, co o tym zachowaniu Jezusa pomyśleli kapłani, tamtejsi handlarze czy zwykli przechodnie. Ważne, jak na to spojrzeli uczniowie Jezusa. Wtedy uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Żarliwość o dom twój pożera mnie [Jn 2,17]. Alleluja! Uczniowie Jezusa skojarzyli zachowanie swego Mistrza z postawą króla Dawida, który w swej gorliwości śpiewał: Stałem się obcy braciom moim i nieznany synom matki mojej, bo gorliwość o dom twój pożera mnie, a zniewagi urągających tobie spadły na mnie [Ps 69,9-10].

Myślę, że będzie nam coraz trudniej naśladować Jezusa takiego, jakim Go naprawdę widzimy na kartach Ewangelii. Z roku na rok robimy się coraz bardziej liberalni i samowolni. Ciśnie mi się do głowy sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy dwóch wchodzących do naszej sali nabożeństw młodzieńców poprosiłem o zdjęcie czapek. Wyjaśniłem, że jest to poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę miejsce zgromadzeń ludu Bożego i ze względu na szacunek do Boga oraz pełnionej tu służby Bożej, powinni je zdjąć. Z jakimż oporem w ich mimice i spojrzeniu musiałem się zmierzyć! Trwało to parę minut i dopiero, gdy powiedziałem, że nie dostosowując się do naszej zasady będą musieli opuścić salę nabożeństw, niechętnie te czapki zdjęli. Prawda jest taka, że coraz bardziej staję się obcy braciom moim, bo widzę już nawet w zborowych grupach muzycznych mężczyzn w kultowych czapkach, prezentujących się tak ludowi Bożemu podczas uwielbiania Boga. 

Chrystus Pan w Wielki Poniedziałek oczyścił świątynię. A co dzisiaj może zdziałać mój radykalizm? Kijem Wisły nie zawrócę. Mogę wszakże zadbać o to, aby ta "Wisła" przynajmniej nie płynęła przez moje własne serce.

29 marca, 2026

Uwielbianie Boga, a ludzkie nauki?

Nadszedł czas Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Chrześcijańskie środowiska przygotowują specjalne programy muzyczne, koncerty i spektakle, zapraszając do wspólnego oddawania czci Jezusowi. Wszyscy jednakowo i zgodnie deklarują chęć jeszcze lepszego uwielbienia Boga. Podobnie jak tłumy wiwatujące na cześć Jezusa  wjeżdżającego do Jerozolimy, tak dzisiejsi chrześcijanie mobilizują się i zwołują Wielkanocne koncerty wielbiące Zmartwychwstałego Chrystusa. Coraz mniej przy tym liczą się osobiste poglądy poszczególnych osób oraz to, czego w ich kręgach naucza się o Jezusie Chrystusie. Każdy jest mile widziany.

Z oddawaniem czci Bogu jest wszakże tak, że Bóg ustanowił ścisły związek pomiędzy czczeniem i uwielbianiem Boga, a nauką głoszoną przez Jego czcicieli. Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie, czczą mnie jednak na próżno, głosząc nauki i zasady ludzkie [Mk 7,6-7] - zacytował Syn Boży proroka Izajasza. Innymi słowy, jeżeli ktoś chce naprawdę czcić Boga, ten nie tylko ma być sercem blisko Boga ale koniecznie powinien głosić oraz wyznawać Boże nauki i zasady, objawione nam w Piśmie Świętym. Jeżeli natomiast ktoś głosi nauki i zasady ludzkie, to choćby nie wiem jak się starał pięknie Bogu grać i śpiewać, czci Go na próżno. Prawdziwe uwielbianie Boga ma być powiązane z respektowaniem i trzymaniem się Słowa Bożego. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].

Jeżeli więc ktoś zaprasza mnie do wspólnego oddawania czci Bogu i świętowania Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a pomija naukę apostołów Jezusa Chrystusa, bądź reinterpretuje ją i próbuje nadawać jej nowego znaczenia, ten - w świetle Biblii - faktycznie proponuje mi czynienie czegoś na próżno. Gdy jestem zapraszany na koncert uwielbiania Boga przez kogoś, komu od Słowa Bożego droższe są nauki i zasady ludzkie, to wiem, że - z racji mojej miłości do Chrystusa Pana i respektu dla Jego nauki - w takim wydarzeniu nie powinienem brać udziału. Jezus powiedział, że nadchodzi godzina, a właściwie nadeszła, gdy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w duchu i w prawdzie. Takich właśnie czcicieli Ojciec sobie szuka. Bóg jest Duchem, dlatego ci, którzy Go czczą, powinni to czynić w duchu i w prawdzie [Jn 4,23-24]. Tam, gdzie prawda Słowa Bożego jest pomijana i bagatelizowana, tam prawdziwi czciciele Boga nie mają czego szukać.

Jakże jestem szczęśliwy, że mam przywilej czcić Jezusa Chrystusa w towarzystwie i w środowisku osób trwających w nauce apostolskiej. Robiąc to - wprawdzie bez medialnego rozgłosu i przy mniejszej ilości reflektorów - ale w zgodzie z wezwaniem Pisma Świętego, by oddawać cześć Bogu tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28] mogę być pewny, że nasze uwielbianie Boga ma wartość w Jego oczach i nie jest daremne. Chcę wielbić Boga w zgodzie i w powiązaniu z głoszeniem Jego nauki. Chcę to robić w towarzystwie osób, które tej nauki się trzymają.

13 marca, 2026

Nauka, która robi różnicę

Symbole ciała i krwi Syna Człowieczego
W czasie publicznej służby niejeden raz zdarzyło się Panu Jezusowi powiedzieć coś, co bardzo nie spodobało się Jego słuchaczom. Oto jedna z takich sytuacji: Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? Jezus natomiast, wewnętrznie świadomy, że Jego uczniowie szemrają z tego powodu, powiedział do nich: To was zniechęca? Co więc będzie, gdy zobaczycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był wcześniej? To Duch ożywia, ciało w niczym nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda. I dodał: Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane przez Ojca [Jn 6,60-65].

Cóż to była za nauka, która tak poróżniła liczne grono uczniów Jezusa? Otóż Jezus wcześniej przedstawił bardzo istotny i praktyczny przejaw wiary w Niego: Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim [Jn 6,53-56]. Użyte tu w natchnionym tekście greckie słowo sarks jest homonimem. Określa ono ciało w sensie mięsa i fizycznego ciała człowieka, ale także w pismach Nowego Testamentu dość często odnosi się do skażonej grzechem natury człowieka, do jego cielesności i do przyrodzonego, doczesnego porządku rzeczy. 

Ciało Syna Człowieczego stanowi bardzo istotny aspekt Bożego planu zbawienia. Dlatego, w związku z przyjściem na świat, Chrystus mówi: Nie chciałeś ofiary ani daru, lecz przygotowałeś mi ciało [Hbr 10,5]. W celu złożenia ofiary za grzech świata, Syn Boży jako Branek Boży objawił się w ciele. A niezaprzeczalnie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, dostąpił usprawiedliwienia w duchu, widziany był przez aniołów, ogłoszony wśród narodów, zyskał wiarę na świecie, został wzięty do chwały [1Tm 3,16]. Prawda, że Syn Boży przyszedł w ciele najwyraźniej ma ogromne znaczenie, skoro czytamy: Ducha Bożego rozpoznaje się w ten sposób: Wszelki duch, który przyznaje, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele, jest z Boga. Wszelki duch natomiast, który tego o Jezusie nie wyznaje, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym usłyszeliście, że ma przyjść, i już teraz jest na świecie [1Jn 4,2-3]. Gdyż wielu oszustów wyszło na ten świat. Nie chcą oni przyznać, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele. Kto tego nie wyznaje, jest oszustem i antychrystem [2Jn 1,7].

Zatem, Syn Boży – jako Baranek Boży - został ukrzyżowany, a tym samym złożony w ofierze za grzech świata. Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przyprowadzić do Boga. Chociaż zabito Jego ciało, został On ożywiony w Duchu [1Pt 3,18]. Śmierć Jezusa w ciele (sarks) staje się przeznaczeniem dla naszej cielesności. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że na krzyż trafia cielesność (sarks), tj. stara natura tych, którzy w Niego uwierzą. Gdyż miłość Chrystusa przenika nas, którzy stwierdziliśmy, że Jeden umarł za wszystkich, a przez to - wszyscy umarli. Umarł zaś za wszystkich, aby ci, którzy żyją, żyli już nie dla siebie, ale dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał [2Ko 5,14-15].

Nadal żyjemy w ciele, ale już nie według ciała. Dobitnie wskazuje na to nauka apostolska. Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus. Teraz żyję w ciele, lecz żyję, wierząc Synowi Bożemu, który mnie pokochał i wydał za mnie samego siebie [Ga 2,20]. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami [Ga 5,24].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności, pozostając w tym samym ciele, zmartwychwstajemy do nowego życia. Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? A zatem za sprawą chrztu zostaliśmy pogrzebani wraz z Nim w śmierć, abyśmy wzorem Chrystusa, który został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca, my również prowadzili nowe życie.

Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy - w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje - żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie [Rz 6,3-11].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jest trzymaniem się tej prawdy, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności i zmartwychwstaniu do nowego życia - pozostając w ciele - żyjemy już według Ducha, a nie według ciała. Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Bo prawo Ducha, właściwe dla życia w Chrystusie Jezusie, uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci. Jeśli chodzi o niemoc Prawa, wynikającą ze słabości ciała, to Bóg, przez posłanie swego Syna w postaci grzesznego ciała - jako ofiarę za grzech - potępił grzech w ciele. W ten sposób akt sprawiedliwości Prawa został spełniony w stosunku do nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha - tym, co duchowe [Rz 8,1-5].

Owszem, w każdym prawdziwym chrześcijaninie - pozostającym w ciele ale już nie żyjącym według ciała - z oczywistego powodu dochodzi do swoistego napięcia. W związku z toczącą się w nas walką duchową zdarzają się chwile zwątpienia. Wówczas cielesność czasem bierze w nas górę i przeżywamy rozmaite rozterki. Odkrywam zatem pewne prawo. Otóż, gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło. W moim wewnętrznym człowieku zachwycam się Prawem Bożym. Lecz w moich członkach dostrzegam inne prawo. Walczy ono przeciwko Prawu, za którym opowiada się mój rozum, i bierze mnie w niewolę prawa grzechu, rządzącego w moich członkach. Nędzny ja człowiek! Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? [Rz 7,21-24]. Dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy nie ulegali tym chwilowym wahnięciom, lecz mocno trzymali się nauki apostołów Jezusa Chrystusa. Podkreślam natomiast: Żyjcie w Duchu, a na pewno pokonacie żądzę ciała. Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie [Ga 5,16-17].

Niezwykle ważne jest, abyśmy myśląc o naszej cielesności i zmagając się z nią, wzorowali się na tym, co stało się z ciałem Syna Człowieczego. Prawda o Jego ciele – wyznacza nam kierunek myślenia i postępowania. Mając na uwadze ciało Syna Człowieczego - karmimy się nim, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu [Rz 6,6-7]. Ciało Syna Człowieczego głosi nam, że rozwiązania problemu naszej cielesności należy szukać na krzyżu! Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie [Mk 8,34] – powiedział Pan.

Taka jest nauka Chrystusowa i ona robi różnicę! Kto wierzy w Chrystusa, ukrzyżował ciało swoje wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami. Jednak nasza cielesność jest jak fabryka grzechu. Zanim przez wiarę w pełni się z nią rozprawimy, wciąż wznawia swą produkcję. Zatem za każdym razem, gdy zgrzeszymy, potrzebujemy przebaczenia i oczyszczenia. I wtedy w sukurs przychodzi krew Syna Człowieczego. Właściwie, według Prawa, niemal wszystko oczyszcza się krwią i bez przelania krwi nie ma przebaczenia [Hbr 9,22]. O, ta krew, ta droga krew, zgładza grzech i Boży gniew! Strzeże mnie i w wątpień noc tej drogiej krwi cudowna moc - śpiewamy w refrenie jednego z hymnów - a krew Jezusa, Jego Syna, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli zaprzeczamy, że popełniliśmy grzech, sami siebie oszukujemy, jesteśmy dalecy od prawdy. Jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy - przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1Jn 1,7-9]. Podkreślmy tu wszakże konieczność każdorazowego wyznania grzechu i ukorzenia się przed Bogiem w celu dostąpienia przebaczenia i oczyszczenia. Drogie dzieci, piszę o tym, abyście nie popełniali grzechu. A jeśliby ktoś zgrzeszył, mamy Opiekuna u Ojca, Jezusa Chrystusa - Sprawiedliwego. On jest przebłaganiem za nasze grzechy. Lecz nie tylko za nasze. Również za grzechy całego świata [1Jn 2,1-2].

Wierzyć w to, że nasza cielesność wraz z Chrystusem trafiła na krzyż i codziennie traktować siebie jako martwego dla grzechu, a żyjącego dla Boga w Chrystusie Jezusie - to czyni wielką różnicę! Wiara w oczyszczające i usprawiedliwiające działanie krwi Chrystusa stanowi całkowicie skuteczną broń przeciwko oskarżeniom diabła. Kto ma oskarżać wybranych przez Boga? Przecież Bóg usprawiedliwia. Kto ma potępiać? Jezus Chrystus, który umarł - więcej, który zmartwychwstał i przebywa po prawicy Boga - On przecież wstawia się za nami [Rz 8,33-34]. Nie damy się już pognębić oskarżeniom diabła. Grzech już nie ma prawa nad nami panować, a gdy zdarzy się nam zgrzeszyć, wyznajemy nasz grzech i dzięki krwi Jezusa mamy pełne przebaczenie!

Tak w praktyce wygląda wiara w Jezusa Chrystusa i wynikający z niej proces uświęcenia, bez którego nikt nie zobaczy Pana [Hbr 12,14]. Symbolicznie rzecz ujmując - trzeba nam codziennie jeść ciało i pić krew Syna Człowieczego. Taka jest nauka Chrystusa i ona robi różnicę! Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? [Jn 6,60]. W gromadzie uczniów grupujących się wokół Jezusa, całkiem sporo było jednak takich, którzy faktycznie Mu nie wierzyli. Nauka Chrystusowa ujawniła ich niewiarę. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda [Jn 6,64]. Nauką o spożywaniu ciała Syna Człowieczego i piciu Jego krwi, Jezus niejako wywołał wilka z lasu. Przez to wielu spośród Jego uczniów zawróciło i przestało z Nim chodzić [Jn 6,66].

Prawdę mówiąc, - w natchnieniu Ducha napisał potem św. Paweł - nawet powinno dochodzić między wami do rozłamów, aby wyszło na jaw, kto wśród was prawdziwie wierzy [1Ko 11,19]. Owszem, źle się dzieje, gdy różnica między chrześcijanami powstaje z powodów socjalnych lub ambicjonalnych. Co innego, gdy różnicę robi nauka Chrystusowa. Wówczas Jezus zwrócił się do Dwunastu: Czy wy też chcecie odejść? Szymon Piotr odpowiedział: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. My zaś uwierzyliśmy i jesteśmy pewni, że Ty jesteś Chrystusem, Świętym Bożym [Jn 6,67-69]. Wiara w Jezusa Chrystusa nierozerwalnie związana jest z przyjęciem i trzymaniem się Jego nauki.

Chrystus Pan wiedział, że Jego nauka wywoła rozdźwięk. Nie przemilczał jednak sprawy karmienia się Jego ciałem i picia Jego krwi. Nie starał się utrzymywać uczniów przy sobie za cenę pomijania ważnych, aczkolwiek trudnych zagadnień. Czasem jest tak, że z powodu głoszenia nauki Chrystusowej, jacyś ludzie sami odchodzą, bo nie mogą znieść jej bezkompromisowego charakteru. Bywa jednak i tak, że osoby trzymające się zdrowej nauki są zmuszone, by się oddzielić, gdy większość społeczności daje się uwieść jakiejś nowej nauce. Jeśli ktoś przychodzi do was, a nie przynosi właściwej nauki, tego nie przyjmujcie do domu ani nie nawiązujcie z nim bliższych stosunków! [2Jn 1,10]. Na wiele spraw można przymknąć oko i przełknąć różne nieprawidłowości. Nie wolno jednak godzić się na przekręcanie tego, co przekazał nam Chrystus. Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty![Ga 1,9].

Umocnijmy się w postanowieniu, że będziemy trwać w nauce Chrystusowej. Dzięki niej możemy zgasić wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16]. Ona robi różnicę zarówno w naszym własnym myśleniu i postępowaniu, jak też w składaniu świadectwa o Jezusie. Mało tego, nauka Chrystusowa ujawnia też rozmaite różnice wpośród chrześcijan. Czy nie Ja was, Dwunastu, wybrałem? A jeden z was jest diabłem. Mówił to o Judaszu, synu Szymona Iskariota, gdyż on - jeden z Dwunastu - miał Go wydać [Jn 6,70-71]. Właśnie dlatego i mimo tego, będziemy w Niego wierzyć! Innymi słowy, będziemy spożywać Jego ciało i pić Jego krew. Będziemy wierzyć, że nasza cielesna natura została ukrzyżowana, a ofiara krwi Jezusa oczyszcza nas i usprawiedliwia od wszelkiego grzechu! Choćby nas miało zostać tylko jedenastu, będziemy trwać w nauce apostolskiej! 

To nic, że tak wielu i dzisiaj zawraca, i przestaje wierzyć w Jezusa Chrystusa, dając się zwieść różnorodnym obcym naukom [Hbr 13,9]. Normalne, że nauka Chrystusa robi różnicę. Nie od dzisiaj jedni odchodzą, a drudzy przychodzą. Nie jesteśmy tym zaskoczeni. W takich sytuacjach zachowujmy się jak Jezus. Módlcie się też, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, ponieważ wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2].