22 stycznia, 2010

Branka

Mamy dziś rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, uznawanego za największe polskie powstanie narodowe. Zostało ono proklamowane w dniu 22 stycznia 1863 roku manifestem Komitetu Centralnego Narodowego, który do walki przeciw Rosji wzywał wszystkich mieszkańców przedrozbiorowej Rzeczypospolitej; Polaków, Litwinów, Ukraińców i Żydów. Manifest ten zakładał powstanie niepodległego państwa i równe prawa dla wszystkich obywateli.

Ówczesny naczelnik rządu cywilnego Królestwa Polskiego, margrabia Aleksander Wielopolski, zwolennik polityki status quo, widząc co się święci, podjął próbę udaremnienia wybuchu powstania. By sparaliżować powstańcze plany, zarządził w połowie stycznia 1863 roku tzw. brankę, to znaczy niespodziewany pobór do wojska carskiego. W tym celu przygotowane zostały imienne listy, na których znalazło się dwanaście tysięcy osób podejrzanych o przynależność do organizacji patriotycznych.

Branka młodych polskich mężczyzn do wojska rosyjskiego rozpoczęła się w Warszawie w nocy z 14 na 15 stycznia 1863 roku. Mimo że utrzymywano ją w tajemnicy, część młodzieży zdążyła opuścić Warszawę formując pierwsze oddziały powstańcze. W celu zapobieżenia brance na prowincji, czym prędzej proklamowano wybuch powstania. Tak oto branka, która w zamierzeniu miała przeciwdziałać wybuchowi powstania nazwanego później Powstaniem Styczniowym, w rzeczywistości stała się jej katalizatorem.

Idea owej branki nasuwa mi szereg skojarzeń o charakterze duchowym i przeradza się w dość wymowną ilustrację taktyki stosowanej nieraz przez Bożego przeciwnika.

Ludzkie dusze wraz z całym Bożym stworzeniem tęsknią za dniem, gdy będą wyzwolone z niewoli skażenia i wyrywają się ku chwalebnej wolności dzieci Bożych [Rz 8,21]. Duch Święty przekonuje je o grzechu i o możliwości rozpoczęcia nowego życia. Zapoznaje z Synem Bożym, który na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie [1Jn 3,8] i wprowadza w duchową rzeczywistość nadchodzącego Królestwa Bożego.

Słowo Boże rodzi wiarę w Jezusa Chrystusa. Staje się jasne, że w życiu potrzebne są zasadnicze zmiany. Człowiek zaczyna inaczej myśleć. Budzi się do nowego życia!

Wtedy do akcji wkracza duch wspomnianego margrabiego, zwolennika i strażnika polityki status quo. Podejmuje próbę zablokowania tego duchowego powstania metodą branki. Jak to robi? Stara się skanalizować aktywność wszystkich najbardziej zdolnych, pomysłowych i gorliwych zwolenników Królestwa Bożego, wciągając ich i mocno angażując w sprawy tego świata.

Trzeba przyznać, że jest to naprawdę chytrze pomyślane. Niech ci, którzy już bardzo gorliwie zabiegali o sprawy Królestwa Bożego, zostaną niejako zmuszeni do tego, by całymi dniami kręcić się wokół spraw tego świata. Niech skupią się na robieniu kariery, działalności prospołecznej i ogólnie, na poprawianiu świata.

Czy pomysł branki  udaje się przeciwnikowi praktycznie wdrożyć, sami osądźmy. Mam dość słaby wzrok, ale nieraz widziałem zapaleńców z wypiekami na twarzach i modlitwą na ustach, całymi nocami snujących marzenia o pracy dla Pana, bardzo łatwo dających się potem ostudzić i wcielić w szeregi świata. Rwali się do służby Bożej, a teraz - zakochani, zapracowani, zaabsorbowani wieloma sprawami - służą carowi.

 Na szczęście są i tacy, których próba branki tym bardziej zmobilizowała i wzmocniła duchowo. Ich serca nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi [2Ko 11,3]. Czym prędzej i tym konkretniej powstali, by żyć i umierać dla Boga!

Dodajmy jeszcze, że każdy uczeń Jezusa jest na liście. Wcześniej czy później, przyjdzie więc na niego próba branki. Po niej albo ten świat narzuci mu tempo i styl życia, albo tym bardziej będzie oddany sprawom Królestwa Bożego.

Wbrew intencjom swego pomysłodawcy, branka ostatecznie może nam wyjść na dobre.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza