31 sierpnia, 2026

Jubileusz 80-lecia Zboru w Hniszowie

Modlitwa dziękczynna za 80 lat Zboru w Hniszowie
Tutejsza wspólnota ludzi ewangelicznie wierzących miała swoje początki zaraz po przejściu przez te tereny frontu kończącego Drugą Wojnę Światową. Powstanie Zboru w Hniszowie datujemy wszakże na rok 1946, bowiem w dwóch pierwszych latach po wojnie były to spontaniczne spotkania w różnych okolicznych miejscowościach i dopiero wtedy, w ich wyniku, zgromadzający się bracia i siostry zdecydowali, że będą tworzyć konkretny Zbór.

Te pierwsze zgromadzenia zawdzięczamy współpracy śp. Józefa Wołoszczuka sen. i śp. Władysława Rudkowskiego. Pochodzący z Hniszowa Józef, po kilkuletnim pobycie na Wołyniu, jako świeżo nawrócony i napełniony Duchem Świętym piętnastoletni młodzieniec powrócił z matką i bratem w 1944 roku do rodzinnej wioski. Wprawdzie musiał na co dzień ciężko pracować na roli, ale bardzo pragnął też głosić ewangelię w swoich stronach. Wspomógł go w tym mieszkający wówczas w Woli Uhruskiej prezbiter Władysław Rudkowski, który – niestety – po kilku latach na stałe wyprowadził się z Woli. Po jego wyjeździe cała odpowiedzialność za dalsze losy powstającej wspólnoty spadła na brata Józefa Wołoszczuka sen., wybranego i ordynowanego do tej roli w 1961 roku przez prezbiterów, Edwarda Czajko z Warszawy i wspomnianego Władysława Rudkowskiego.

Urzędowa rejestracja hniszowskiego zboru miała miejsce siedem lat później. Nastąpiło to 3 marca 1968 roku. Od tego czasu tutejsza społeczność formalnie dołączyła do grona zborów dzisiejszego Kościoła Zielonoświątkowego. Na przełożonego zboru wybrano prezbitera Józefa Wołoszczuka sen., który tę funkcję sprawował przez kolejne trzydzieści lat, aż do roku 1998.

Senior Wołoszczuk zasługuje na szczególnie dobre słowa w naszych dzisiejszych wspomnieniach. Razem z jego żoną Katarzyną od pierwszych spotkań w połowie lat czterdziestych otworzyli na ten cel swoje prywatne mieszkanie w Hniszowie. Przez dekady wiernie ponosili trud organizacyjny tutejszych nabożeństw i gościli ich uczestników. Na takie domowe nabożeństwo w ich nieistniejącym już starym domu z werandą obrośniętą dzikim winem, na początku lat siedemdziesiątych ub. wieku trafiłem z moją mamą i rodzeństwem. Nigdy nie zapomnę po raz pierwszy tu usłyszanej pieśni: „Czyś słyszał, że Kościół jest żywy, gdzie Chrystus kapłanem jest sam?” Zawsze też będę miał w pamięci żywiołową modlitwę tutejszych chrześcijan, po której dla naszej rodziny stało się jasne, że to jest miejsce, gdzie ludzie naprawdę spotykają się i rozmawiają z Bogiem.

Rodzina i dom Wołoszczuków natychmiast stał się dla mnie drugim domem, a moi rówieśnicy, wówczas Józek i Rysiek, stali się moimi najbliższymi przyjaciółmi, zwłaszcza że z powodu duchowego odrodzenia i przyłączenia się do zielonoświątkowców, zostaliśmy odrzuceni przez naszych krewnych i sąsiadów. Gdy tylko mogłem, przyjeżdżałem do Hniszowa i spędzałem z chłopakami jak najwięcej czasu. Dodatkowym magnesem przyciągającym mnie tutaj w młodzieńczych latach był motocykl pastora Józefa. Bywało, że z Józkiem robiliśmy sobie przejażdżkę tą „wueską” poza wiedzą jego taty. Myślę, że właśnie tutaj złapałem bakcyla motocyklizmu, którego nie potrafię i nie chcę pozbywać się do dzisiaj.

4 lipca 1971 roku w Uherce, niewielkiej rzeczce płynącej do Bugu przez pola Podrudzia, moja mama Halina i najstarsza siostra, Irena wraz z trzema innymi osobami, zostały ochrzczone w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Tym samym, także moja rodzina formalnie stała się częścią hniszowskiego zboru. O ile dobrze pamiętam, w tamtych latach nabożeństwa Zboru odbywały się tutaj w Hniszowie, w Rudzie u Jana i Marii Wołoszczuków, w Woli Uhruskiej w mieszkaniu Antoniego i Marii Milewskich, a kilka razy również w naszym domu w Piaskach.

W październiku 1974 roku, w ślad za mamą i rodzeństwem, również i ja wyjechałem do Gdańska. Mój codzienny kontakt ze zborem hniszowskim został tym samym przerwany, lecz duchowa więź trwa do dzisiaj. Najpierw, przez całe lata z Józefem Wołoszczukiem juniorem prowadziliśmy regularną korespondencję listowną, potem razem uczyliśmy się w Szkole Biblijnej w Warszawie, a gdy już stałem się sługą Słowa Bożego i zacząłem troszkę z posługą Słowa podróżować po kraju, wykorzystywałem każdą okazję, aby choć na chwilę zajrzeć do Hniszowa.

Dzięki temu wciąż jestem z tutejszym zborem w serdecznych relacjach. Niemałą w tym zasługę ma fakt, że od 1998 roku służbę duszpasterską pełni tu pastor Ryszard, młodszy syn seniora Wołoszczuka. Wprawdzie nie mogłem być z nim w dniu 1 września 2002 roku – gdy miała miejsce jego ordynacja i formalne objęcie przez niego funkcji pastora. Ale już dwa lata później razem z siostrą Alą i bratem Ryszardem modliliśmy się o ich małego Szymona i nasze kontakty znowu się zacieśniły. W międzyczasie przeszli do wieczności rodzice pastora oraz kilka innych, znanych mi z dzieciństwa osób, a Zbór hniszowski wciąż istnieje i w tym zakątku naszego kraju wydaje dobre świadectwo żywej wiary w Jezusa Chrystusa. Dodajmy, że zbór hniszowski, jako najstarszy w tej okolicy, ma swój udział w powstaniu zboru w Chełmie oraz punktu misyjnego we Włodawie.

Jestem pod wrażeniem stabilności w wierze braci i sióstr tworzących tutejszy Zbór. Osiemdziesiąt lat nieprzerwanej działalności w czasach tak dużych zmian społeczno-kulturowych, zachodzących w naszym kraju – to wielka rzecz! Chylę dziś przed Wami czoła i dziękuję Bogu za Was! Jestem też wdzięczny Bogu za nowe pokolenie, które już ma udział w duchowej sztafecie o dar życia wiecznego, a wkrótce całkowicie przejmie z naszych rąk sztandar ewangelii i będzie go wysoko trzymać, tutaj - między Chełmem a Włodawą.

Pewien misjonarz głoszący ewangelię w jednym z islamskich krajów powiedział kiedyś, że owoce jego posługi nigdy nie będą wielkie, ponieważ większość nowo nawróconych chrześcijan albo czym prędzej wyjeżdża, albo zostają zamordowani przez fanatycznych muzułmanów.

Podobnie, choć nie tak drastycznie, przedstawiają się losy zboru działającego na wsi. Zarówno w odniesieniu do naturalnie rodzących się nam dzieci, jak i do osób rodzących się na nowo w sensie duchowym, trzeba się z tym liczyć, że któregoś dnia – podobnie jak w tych dniach bociany – wyfruną z naszego gniazda i polecą gdzieś do szkoły, do pracy, do nowego miejsca zamieszkania lub służby - uszczuplając liczebność wspólnoty.

Chcę Wam dzisiaj – w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, jako Głowy Kościoła – wskazać, jak wielkie znaczenie ma Wasza wierność w małym. Będzie wtedy podobnie jak z człowiekiem, który wybierał się w podróż. Przywołał swoich służących i przekazał im mienie. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden — każdemu według jego możliwości. Potem wyjechał. Sługa, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, zaczął nimi obracać i zyskał dalsze pięć. Podobnie sługa, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. Ten natomiast, który wziął jeden talent, odszedł, wykopał w ziemi schowek i ukrył pieniądze swojego pana. 

Po dłuższym czasie pan wraca i wzywa służących do rozliczeń. Ten, który otrzymał pięć talentów, przyniósł dalsze pięć i oznajmił: Panie! Powierzyłeś mi pięć talentów. Proszę — zyskałem dalsze pięć. Pan na to: Wspaniale, dobry i wierny sługo! Okazałeś się wierny w paru sprawach, teraz postawię cię nad wieloma. Wejdź, wesel się razem ze mną. Następnie przyszedł ten, który otrzymał dwa talenty. Panie — powiedział — powierzyłeś mi dwa talenty. Zobacz, zyskałem dalsze dwa. Pan odpowiedział: Wspaniale, dobry i wierny sługo, okazałeś się wierny w paru sprawach, postawię cię teraz nad wieloma. Wejdź, wesel się razem ze mną! (Mt 25, 14-23).

Wierność w małym zostanie doceniona i wspaniale uhonorowana! Dobrze sługo, przeto iż w małym byłeś wierny, obejmij władzę nad dziesięciu miastami! (Łk 19,17). Apeluję więc:

  • Nadal mówicie o Panu Jezusie wszędzie, gdzie tylko się da!
  • Pilnie bierzcie udział w zgromadzeniach Zboru, jakbyście... np. imiennie byli zaproszeni na kameralne spotkanie z Prezydentem.
  • Śpiewajcie Panu i sobie nawzajem ku zbudowaniu, jakbyście... np. nagrywali pieśń własnego autorstwa do konkursu o nagrodę Fryderyka.
  • Bracia, przygotowujcie się i zawsze głoście Słowo Boże, jakbyście... np. mieli wygłosić kazanie życia przed wielotysięcznym zgromadzeniem.
  • Dbajcie o codzienne świadectwo życia, jakbyście... np. przez siedem dni w tygodniu całą dobę non-stop byli na wizji, podglądani jak żubry w Puszczy Białowieskiej.

Na okoliczność Jubileuszu 80-Lecia Zboru, mam propozycję podziękowania Bogu za poprzedników w wierze:

  • za śp. pastora Józefa i Katarzynę Wołoszczuków oraz ich dzieci; Lucynę, Elę, Józefa i Ryszarda, którzy przez wiele lat tworzyli dobrą atmosferę tego Zboru,
  • za śp. Władysława Rudkowskiego i jego rodzinę,
  • za śp. Jana i Marię Wołoszczuków oraz ich córki, Lilę i Danutę,
  • za braci śp. Piotra Wawrzyka, Franciszka Kudzio,
  • za takie osoby jak Maria Milewska, które z nieustającą pasją dzieliły się ewangelią.

Z okazji tak doniosłej Rocznicy Zboru podziękujmy też dzisiaj Bogu za wszystkie osoby aktualnie tworzące hniszowski Zbór. Za pastora Ryszarda, siostrę Alinę oraz za każdą osobę która współdziała i pracuje (1Ko 16,16) na rzecz głoszenia ewangelii oraz dobrego świadectwa i pomyślności tutejszego Zboru Pańskiego! Zechciejmy też pomodlić się o ich dalsze losy, aby z pomocą Ducha Świętego, oczekując powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, pięknie pisali teraz historię kolejnej, dziewiątej już dekady Zboru.

13 sierpnia, 2026

Zbawienne burze

Wychowywani w duchu wszędobylskiego humanizmu, a także wzywani przez Słowo Boże, abyśmy byli jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni (Ef 4,32), unikamy wszystkiego, co mogłoby źle wpłynąć na samopoczucie innych osób, a zwłaszcza braci i sióstr w Chrystusie. Staramy się nikogo nie urazić. Okazujemy zrozumienie i wystrzegamy się osądzania. Akceptujemy ludzi, takimi, jacy są. Rezygnujemy z napominania, a jeśli już, to staramy się nadać mu charakter pozytywnej zachęty. Dzięki temu nasze kontakty zdają się być wolne od napięć i rozmaitych przykrości. Przez wszystkich jesteśmy mile widziani, bo też i nikomu nie załazimy za skórę.

Czy jednak postawa powszechnej tolerancji jest zgodna z duchem ewangelii? Czy w świetle Biblii przemilczanie złych postaw i czynów dla tzw. miłej zgody, można uznać za słuszne? Czy Jezus Chrystus i Jego apostołowie unikali konfrontacji z osobami popełniającymi grzech? Czy przymykali oko na zło? Nie. Z całą pewnością tacy nie byli! Owszem, byli łagodni, życzliwi i współczujący, bo są to postawy właściwe i godne naśladowców Chrystusa. Niemniej jednak, gdy zauważali jakąś nieprawidłowość, zdecydowanie reagowali i to nawet czasem bardzo ostro. I nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie, bo to nawet wstyd mówić, co się potajemnie wśród nich dzieje. Wszystko to zaś dzięki światłu wychodzi na jaw jako potępienia godne (Ef 5,11-13). Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem (2Tm 4,2).

Biblia mówi, że sam Bóg nie szczędził swemu ludowi burzliwych przeżyć. Głód, susza, szkody w uprawach, choroba, śmierć bliskich, utrata majątku, kataklizmy (Am 4) – to przykłady zastosowanych przez Boga środków wychowawczych. Wszystko po to, by skruszyć ich oporne serca i doprowadzić do opamiętania. Nie inaczej było w okresie Wczesnego Kościoła. Celem wielu przykrych i zasmucających napomnień apostolskich było doprowadzenie ówczesnych chrześcijan do nawrócenia, a co za tym idzie, do naprawienia społeczności z Bogiem i ludźmi. Aby zyskać prawdziwy pokój z Bogiem, trzeba wcześniej przeżyć niejedną burzę. Bo nawet jeśli zasmuciłem was listem, nie żałuję. A jeśli żałowałem — widzę bowiem, że tamten list przynajmniej na chwilę was zasmucił — to teraz się cieszę. Nie dlatego, że zostaliście zasmuceni, ale dlatego, że zostaliście zasmuceni dla opamiętania. Znaczy to, że zostaliście zasmuceni po Bożemu, tak że niczego z naszego powodu nie straciliście. Gdyż smutek pochodzący od Boga wywołuje opamiętanie, którego się nie żałuje. Ono prowadzi do zbawienia. Natomiast smutek wzbudzany przez świat, prowadzi do śmierci. Zauważcie, co wynikło z tego Bożego smutku. Jaka obudziła się w was tęsknota, jakie oburzenie na zło, jaka chęć wymierzenia kary! We wszystkim — jeśli chodzi o tę sprawę — okazaliście się czyści (2Ko 7,8-11).

Zatem, prawdziwi chrześcijanie ani sami nie unikają przykrych chwil prawdy o sobie, ani też nie starają się za wszelką cenę oszczędzać ich innym osobom. Burzliwe momenty w życiu chrześcijanina mogą się dla niego okazać wielkim dobrodziejstwem. Zbawienie jest warte przeżycia każdej burzy. Cieszcie się nim, mimo że teraz — gdy trzeba — bywacie po trosze zasmucani różnorodnymi próbami. Spotykają was one po to, aby wasza szczera wiara, cenniejsza niż zniszczalne przecież złoto ogniem uszlachetniane, mogła tym bardziej wywyższyć, zaznaczyć chwałę i uwypuklić cześć Jezusa Chrystusa, kiedy się objawi (1Pt 1,6-7).

10 sierpnia, 2026

Pokaż, że czekasz!

Gdy dowiadujemy się o przyjeździe ważnej dla nas osoby, zaczynamy się do tych odwiedzin przygotowywać. W tym czasie raczej nie wybieramy się na wycieczkę ani nie rozpoczynamy remontu domu. Skupiamy się na higienie osobistej, posprzątaniu mieszkania, wykoszeniu trawy i przyrządzeniu czegoś smacznego na stół. Wiarygodna informacja, że wkrótce będziemy mieli upragnionego gościa, potrafi wiele zmienić w naszym planie dnia.

A jak jest z naszym wyczekiwaniem na powtórne przyjście Syna Bożego na ziemię? Biblia mówi, że Chrystus jeden raz ofiarował się, aby wziąć na siebie grzechy wielu. Ukaże się po raz drugi już nie w związku z grzechem, ale dla zbawienia tych, którzy pilnie Go wyczekują (Hbr 9,28). Chrześcijanin – to naśladowca Chrystusa, którzy wyczekuje Jego powtórnego przyjścia. W wyznaniu wiary Kościoła Zielonoświątkowego, w 3. pkt dot. Syna Bożego, zaświadczamy, że wierzymy „w Jego wniebowstąpienie i powtórne przyjście w chwale”. Pierwsi chrześcijanie, zgodnie z anielską zapowiedzią: Ten Jezus, który został zabrany od was w górę, do nieba, przyjdzie w taki sam sposób, w jaki widzieliście, że odszedł (Dz 1,11), spodziewali się powrotu Pana w każdej chwili.

Niestety, obecnie nie wszyscy chrześcijanie jednakowo wierzą w powtórne przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię. Przede wszystkim wiedzcie, że w dniach ostatecznych pojawią się szydercy, zainteresowani zaspokajaniem własnych zachcianek. Będą oni drwić: No i co z obietnicą Jego przyjścia?! Jakoś, odkąd zasnęli ojcowie, wszystko trwa tak, jak od początku stworzenia (2Pt 3,3-4). Dane z badań przeprowadzonych w USA mówią, że wprawdzie wciąż 63% katolików wierzy w powrót Chrystusa „któregoś dnia”, ale już tylko 27% uznaje, że żyjemy w czasach ostatecznych i liczy się z tym, że przyjście Syna Bożego może nastąpić w każdej chwili. Lepiej pod tym względem jest wśród ewangelicznych chrześcijan. Globalnie rzecz biorąc, póki co 80-90% osób w naszych środowiskach wierzy w powtórne przyjście Jezusa Chrystusa lecz tu i ówdzie można usłyszeć, że tej zapowiedzi Pana nie należy brać dosłownie.

Cokolwiek mówią ludzie, Pismo Święte niezmiennie wzywa do niezachwianej postawy wyczekiwania Chrystusa i do gotowości na tę chwilę. Jeśli chodzi o przyjście naszego Pana, Jezusa Chrystusa, i nasze spotkanie z Nim, to prosimy was, bracia: Nie dajcie wprowadzić się w błąd. Nie bójcie się ani żadnego ducha, ani słowa, ani listu, rzekomo przez nas napisanego, że niby już nastał dzień Pana. Niech was nikt w żaden sposób nie zwiedzie (2Ts 2,1-3). Nieprawidłowo ukształtowane poglądy na temat powtórnego przyjścia Chrystusa mogą skutkować brakiem należytego przejęcia się tą sprawą. Stąd ważne uściślenie: Pan ukaże się po raz drugi już nie w związku z grzechem, ale dla zbawienia tych, którzy pilnie Go wyczekują. W natchnionym tekście zostało tu użyte greckie słowo apekdechomai, co znaczy - oczekiwać żarliwie. W interlinearnym przekładzie Nowego Testamentu czytamy, że Pan da się zobaczyć tym Go wyczekującym ku zbawieniu.

Nie ma więc mowy o beznamiętnym czekaniu, jak się np. czeka na zawiadomienie o wysokości podatku od nieruchomości na kolejny rok. Określenie „wyczekiwanie ku zbawieniu” bardziej można zilustrować emocjami dziecka uwięzionego w zepsutej windzie albo nadzieją zakładników terrorysty, czekających na akcję komandosów. Poniekąd całe Boże stworzenie wygląda wybawienia, a nie tylko ono. Podobnie my sami, którzy już mamy pierwszy owoc — Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując usynowienia, odkupienia naszego ciała. Z taką właśnie nadzieją zostaliśmy zbawieni (Rz 8,23-24). Pewność zbawienia nierozerwalnie jest powiązana z wiarą w pochwycenie Kościoła.

Jak więc w codziennym życiu objawia się to, że czekamy na powtórne przyjście Syna Bożego na ziemię? Po pierwsze, tym, że pragniemy być tam, gdzie jest Pan. W domu mojego Ojca jest wiele mieszkań. Gdyby było inaczej, powiedziałbym wam, bo przecież idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem (Jn 14,2-3). Syn Boży dobrze wie, jak ta Jego obietnica wpływa na nasze codzienne życie. Żyjemy więc ufnością, choć wolelibyśmy raczej opuścić ciało i zamieszkać u Pana. Lecz zanim się to stanie, stawiamy sobie za cel, aby niezależnie od tego, czy zostajemy tu, czy też stąd odchodzimy, Jemu się podobać (2Ko 5,8-9).

Po drugie, nasze oczekiwanie na powrót Pana wyrażamy trwaniem w procesie uświęcenia. Drodzy, teraz jesteśmy dziećmi Boga, a kim będziemy, to się jeszcze okaże. Choć już wiemy, że gdy się okaże, będziemy podobni do Niego, gdyż zobaczymy Go takim, jaki jest. I każdy, kto łączy z Nim taką nadzieję, oczyszcza się, podobnie jak On jest czysty (1Jn 3,2-3). Gdy pojawi się Chrystus, który jest waszym życiem, wtedy i wy wraz z Nim pojawicie się w chwale. Zadajcie zatem śmierć temu, co w członkach ziemskie. Mam na myśli rozwiązłość, nieczystość, zmysłowość, złe pragnienia i zachłanność równoznaczną z bałwochwalstwem (Kol 3,4-5). Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie zobaczy Pana (Hbr 12,14).

O naszym czekaniu na przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię świadczy również to, że z dumą przyznajemy się do wiary w Niego i do naszego osobistego związku ze Zbawicielem. Zależy nam na tym, aby całe nasze otoczenie wiedziało, z kim utrzymujemy stały kontakt. Kto wstydzi się Mnie i moich słów przed tym cudzołożnym i grzesznym pokoleniem, tego i Syn Człowieczy będzie się wstydził, gdy przyjdzie w chwale swego Ojca wraz ze świętymi aniołami (Mk 8,38). Zapewniam was też: Do każdego, kto Mnie wyzna wobec ludzi, Syn Człowieczy przyzna się wobec aniołów Bożych (Łk 12,8). Chcemy owego dnia, gdy Pan powróci, dostąpić wielkiego zaszczytu? Mnie na tym zależy, dlatego zgodnie z przekładem Biblii Gdańskiej, jako Gdańszczanin mówię, że nie wstydzę się za Ewangieliję Chrystusową, ponieważ jest mocą Bożą ku zbawieniu każdemu wierzącemu (Rz 1,16).

Po czwarte, prawdziwe wyczekiwanie na powrót Chrystusa jest powiązane z pełnieniem dobrych uczynków. Gdyż Syn Człowieczy przyjdzie w chwale swojego Ojca, ze swoimi aniołami. Wtedy odpłaci każdemu według jego czynów (Mt 16,27). Związek wiary w Chrystusa z dobrymi uczynkami wyraźnie widać w nauce apostolskiej. Jesteśmy Jego dziełem. Zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów. Bóg przygotował je już wcześniej, by były treścią naszego życia (Ef 2,10). Kto chce być przygotowany na powrót Syna Bożego, ten nie może bagatelizować znaczenia dobrych uczynków. Dlatego i my od dnia, gdy o tym usłyszeliśmy, nie przestajemy się za was modlić. Prosimy, aby Bóg napełnił was poznaniem swojej woli we wszelkiej duchowej mądrości i rozeznaniu, po to, byście postępowali w sposób godny Pana, mogli Mu się we wszystkim podobać, wydawali owoc w każdym dobrym czynie i wzrastali w poznaniu Boga (Kol 1,9-10). Powracający Pan mówi: Oto przychodzę wkrótce. Moja zapłata jest ze Mną. Oddam każdemu zgodnie z jego czynem (Obj 22,12).

W różny jeszcze inny sposób wyrażamy swoją postawę wyczekiwania na powtórne przyjście Jezusa. W tym rozważaniu ograniczę się jeszcze tylko do pielęgnowania w sobie stałej świadomości, że On powróci niespodziewanie. I wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie (Łk 12,40). Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 25,13). Wielka mądrość Boża kryje się w tym, że nie znamy dnia ani godziny powrotu Syna Bożego i pochwycenia Kościoła. Nie ma sensu tego dociekać. Jest natomiast wielka potrzeba, aby pokazać, że czekamy na Jego powrót. Czyńmy to w każdym czasie i w najróżniejszych okolicznościach. Pokażmy, że czekamy na powrót Jezusa Chrystusa układając plany życiowe, rozmawiając z ludźmi, a także modląc się codziennie do Boga. I uwaga! Proszę zauważyć, że nie jest to mój pomysł na życie. To... mówi Ten, który to poświadcza: Tak, przyjdę wkrótce. Amen! Przyjdź, Panie Jezu!(Obj 22,20).

Podobnie jak w sobie właściwy sposób przygotowujemy się na przybycie zapowiedzianych gości, tak też w codziennym życiu pokazujemy, że czekamy na powtórne przyjście Syna Bożego na ziemię. Jak to wyrażamy? Powtórzmy: Pragniemy być tam, gdzie jest PAN. Trwamy w procesie uświęcenia. Z dumą przyznajemy się do wiary w Pana Jezusa Chrystusa. Staramy się pełnić dobre uczynki. Spodziewamy się, że PAN powróci niespodziewanie. Do takich postaw pragnę w tym rozważaniu pobudzić wszystkich współwyznawców Chrystusa. Modlę się też, aby wasza miłość coraz bardziej wzbogacała się w poznanie i doświadczenie, byście rozpoznawali to, co słuszne, byli szczerzy i nienaganni w dniu przyjścia Chrystusa, pełni owocu sprawiedliwości dzięki Jezusowi Chrystusowi, dla chwały i uwielbienia Boga (Flp 1,9-11). Amen.