Wychowywani w duchu wszędobylskiego humanizmu, a także wzywani przez Słowo Boże, abyśmy byli jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni (Ef 4,32), unikamy wszystkiego, co mogłoby źle wpłynąć na samopoczucie innych osób, a zwłaszcza braci i sióstr w Chrystusie. Staramy się nikogo nie urazić. Okazujemy zrozumienie i wystrzegamy się osądzania. Akceptujemy ludzi, takimi, jacy są. Rezygnujemy z napominania, a jeśli już, to staramy się nadać mu charakter pozytywnej zachęty. Dzięki temu nasze kontakty zdają się być wolne od napięć i rozmaitych przykrości. Przez wszystkich jesteśmy mile widziani, bo też i nikomu nie załazimy za skórę.
Czy jednak postawa powszechnej tolerancji jest zgodna z
duchem ewangelii? Czy w świetle Biblii przemilczanie złych postaw i czynów dla
tzw. miłej zgody, można uznać za słuszne? Czy Jezus Chrystus i Jego apostołowie
unikali konfrontacji z osobami popełniającymi grzech? Czy przymykali oko na
zło? Nie. Z całą pewnością tacy nie byli! Owszem, byli łagodni, życzliwi i
współczujący, bo są to postawy właściwe i godne naśladowców Chrystusa. Niemniej
jednak, gdy zauważali jakąś nieprawidłowość, zdecydowanie reagowali i to nawet
czasem bardzo ostro. I nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami
ciemności, ale je raczej karćcie, bo to nawet wstyd mówić, co się potajemnie
wśród nich dzieje. Wszystko to zaś dzięki światłu wychodzi na jaw jako
potępienia godne (Ef 5,11-13). Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy
czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i
pouczaniem (2Tm 4,2).
Biblia mówi, że sam Bóg nie szczędził swemu ludowi burzliwych przeżyć. Głód, susza, szkody w uprawach, choroba, śmierć bliskich, utrata
majątku, kataklizmy (Am 4) – to przykłady zastosowanych przez Boga środków
wychowawczych. Wszystko po to, by skruszyć ich oporne serca i doprowadzić do
opamiętania. Nie inaczej było w okresie Wczesnego Kościoła. Celem wielu
przykrych i zasmucających napomnień apostolskich było doprowadzenie ówczesnych chrześcijan
do nawrócenia, a co za tym idzie, do naprawienia społeczności z Bogiem i
ludźmi. Aby zyskać prawdziwy pokój z Bogiem, trzeba wcześniej przeżyć niejedną burzę. Bo nawet jeśli
zasmuciłem was listem, nie żałuję. A jeśli żałowałem — widzę bowiem, że tamten
list przynajmniej na chwilę was zasmucił — to teraz się cieszę. Nie
dlatego, że zostaliście zasmuceni, ale dlatego, że zostaliście zasmuceni dla
opamiętania. Znaczy to, że zostaliście zasmuceni po Bożemu, tak że niczego z
naszego powodu nie straciliście. Gdyż smutek pochodzący od Boga wywołuje
opamiętanie, którego się nie żałuje. Ono prowadzi do zbawienia. Natomiast
smutek wzbudzany przez świat, prowadzi do śmierci. Zauważcie, co wynikło z
tego Bożego smutku. Jaka obudziła się w was tęsknota, jakie oburzenie na zło,
jaka chęć wymierzenia kary! We wszystkim — jeśli chodzi o tę sprawę —
okazaliście się czyści (2Ko 7,8-11).
Zatem, prawdziwi chrześcijanie ani sami nie unikają
przykrych chwil prawdy o sobie, ani też nie starają się za wszelką cenę
oszczędzać ich innym osobom. Burzliwe momenty w życiu chrześcijanina mogą się
dla niego okazać wielkim dobrodziejstwem. Zbawienie jest warte przeżycia każdej
burzy. Cieszcie się nim, mimo że teraz — gdy trzeba — bywacie po trosze
zasmucani różnorodnymi próbami. Spotykają was one po to, aby wasza szczera
wiara, cenniejsza niż zniszczalne przecież złoto ogniem uszlachetniane, mogła
tym bardziej wywyższyć, zaznaczyć chwałę i uwypuklić cześć Jezusa Chrystusa,
kiedy się objawi (1Pt 1,6-7).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz