W biegu na milę – popularnej konkurencji biegowej – pokonanie dystansu 1609 metrów w ciągu 4 minut przez całe lata w pierwszej połowie XX wieku wydawało się szczytem możliwości ludzkiego organizmu. Kolejni lekkoatleci docierali do tej magicznej granicy i żaden z nich jej nie przekraczał, co zdawało się potwierdzać tezę, że szybciej człowiek już nie jest w stanie pobiegnąć.
Aż nadszedł dzień 6 maja 1954 roku, kiedy do biegu stanął Brytyjczyk Roger Bannister i na trasie Iffley Road Track przy Oxford University jako pierwszy przebiegł milę w czasie – 3:59,4. Niemożliwe okazało się możliwe! Zniknęła bariera psychologiczna i w następnych latach także inni lekkoatleci zaczęli osiągać na tym dystansie wyniki poniżej 4 minut.
Bieg Rogera Bannistera stał się kamieniem milowym w historii lekkoatletyki. Nam dziś natomiast niech posłuży jako ilustracja działania w wierze. Wcześniej nikt z biegaczy nie pobiegł szybciej, ponieważ żaden z nich nie wierzył, że jest to możliwe. Po 6 maja 1954 roku wstąpiła w nich wiara, że ten dystans można jednak pokonać w czasie krótszym niż cztery minuty.
Niejednego z nas ogarnia poczucie niemocy i braku nadziei. Przestaliśmy marzyć, rozwijać się, wyznaczać sobie nowe cele. Utknęliśmy w martwym punkcie, w przekonaniu, że dotarliśmy do granicy naszych możliwości i nie stać nas już na nic nowego.
To nieprawda! Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie [Flp 4,13]. Gdy karmię się ludzkim niedowiarstwem i sceptycyzmem, to ręce mi opadają i nie widzę żadnych nowych możliwości. Gdy jednak popatrzę na Jezusa, nabieram wiary, że jednak mogę!
Przetoż i my, mając tak wielki około siebie leżący obłok świadków, złożywszy wszelaki ciężar i grzech, który nas snadnie obstępuje, przez cierpliwość bieżmy w zawodzie, który nam jest wystawiony; Patrząc na Jezusa, wodza i dokończyciela wiary, który dla wystawionej sobie radości, podjął krzyż, wzgardziwszy sromotę, i usiadł na prawicy stolicy Bożej. Przetoż uważajcie, jaki jest ten, który podejmował takowe od grzeszników przeciwko sobie sprzeciwianie, abyście osłabiwszy w umysłach waszych, nie ustawali [Hbr 12,1–3 wg Biblii Gdańskiej].
W rocznicę wyczynu Rogera Bannistera, który lekkoatletom otworzył drogę do kolejnych rekordów, odwracam wzrok od ludzkich ograniczeń i wpatruję się w Jezusa! Nie dam się zatrzymać. Dzięki Niemu nie jestem z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę [Hbr 10,39].
Pamiętam, jak parę lat temu zespół Feel śpiewał: Pokonam dziś siebie, pokonam siebie, udowodnię, że można lepiej! Tak jest. Kolejne bariery zostaną pokonane!
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
06 maja, 2011
05 maja, 2011
Operacja Nimrod
Wprawdzie dzisiejsza uwaga świata skupia się jeszcze na niedawnej akcji amerykańskich komandosów w Pakistanie i zabiciu czołowej postaci światowego terroryzmu, Osamy bin Ladena, jednakże 5 maja to dobra okazja do wspomnienia Operacji Nimrod, czyli akcji uwolnienia zakładników przetrzymywanych przez terrorystów z tzw. Demokratycznego Frontu Rewolucyjnego Wyzwolenia Arabistanu w ambasadzie Iranu w Londynie.
Operacja Nimrod została przeprowadzona 5 maja 1980 roku przez brytyjską jednostkę specjalną SAS i trwała jedynie 15 minut. Dwie grupy komandosów zaatakowały budynek jednocześnie od góry, zjeżdżając na linach i od dołu, wyłamując drzwi wejściowe. Pomimo szybkości działania i zabicia już w pierwszych minutach dowódcy, terroryści zdążyli zastrzelić jedną osobę, a 2 kolejne ciężko ranić, zanim sami, z wyjątkiem jednego, zostali zabici przez antyterrorystów.
Jako że nazwa Operacji wydała mi się dość intrygująca, więc pozwólcie na kilka słów komentarza.. Nimrod to postać biblijna. A Kusz zrodził Nimroda, który był pierwszym mocarzem na ziemi. Był on dzielnym myśliwym przed Panem. Dlatego mówi się: Dzielny myśliwy przed Panem jak Nimrod. A zaczątkiem jego królestwa był Babilon... [1Mo 10,8–10].
Domyślam się, że pomysłodawcom nadania takiej właśnie nazwy dla operacji SAS–u chodziło o dzielność i celność Nimroda, o jego wysokiej klasy myślistwo, co było ważne w planowanej akcji brytyjskich komandosów. Jednakże ten starożytny bohater zasłynął także z innej postawy.
Historyk żydowski Józef Flawiusz, tak w I wieku pisał o Nimrodzie: „Stopniowo zaprowadził w państwie ustrój despotyczny; sądził bowiem, że jedynym sposobem oderwania ludzi od bojaźni Bożej jest całkowite uzależnienie ich życia i pomyślności od potęgi władcy. A groził również, że gdyby Bóg chciał jeszcze raz zalać ziemię, potrafi on już sobie przeciw Niemu poradzić: zbuduje wieżę wyższą, niż zdoła dosięgnąć woda, i pomści nawet zagładę przodków. Pospólstwo ochoczo poddało się nakazom (...) [Nimroda], uległość wobec Boga uważając za niewolę. Zaczęli budować wieżę i (...) wieża dźwigała się w górę nadspodziewanie szybko” (Dawne dzieje Izraela, I, IV, 2, 3).
Zaczątkiem jego królestwa był Babilon – odczytaliśmy z Biblii. To dość znamienna kolej rzeczy, możliwa do zaobserwowania w życiorysie wielu wybitnych ludzi: Talent, szczególne predyspozycje, silny charakter, odwaga i – w dalszej perspektywie – poczucie niezależności, bunt przeciwko Bogu i coraz większe odstępstwo od Niego.
Wybitność Jutrzenki, czołowej postaci wśród aniołów, skończyło się tym, że został szatanem – Bożym przeciwnikiem. Nimrod, dzielny myśliwy przed Panem, a zapoczątkował budowę Babilonu – symboli sprzeciwu wobec Boga i duchowego zamieszania. A w czasach nowożytnych? Iluż wybitnych ludzi na początku żyjących blisko Pana Jezusa, wraz z rozwojem kariery odeszło od Niego!
To dlatego, np. przy ustanawianiu przywódców w Kościele, gdzie pojawia się jakiś tam element społecznego prestiżu, Biblia ostrzega: Nie może to być dopiero co nawrócony, gdyż mógłby wzbić się w pychę i popaść w potępienie diabelskie [1Tm 3,6].
Popularność, władza, pieniądze – to podłoże, na którym łatwo wyrasta pycha i brak bojaźni Bożej. Kto w życiu osiąga jakiś sukces, powinien szczególnie na to uważać, bo może, jak Nimrod, nie tylko sam odrzucić zależność od Boga, ale jeszcze zacząć innych buntować przeciwko Niemu.
Ciekawostka: Załączony obraz "Wieża Babel" został namalowany w XVI wieku przez Pietera Bruegela w Brukseli. "Prorocze" malarstwo? – powiedzieliby niektórzy.
Operacja Nimrod została przeprowadzona 5 maja 1980 roku przez brytyjską jednostkę specjalną SAS i trwała jedynie 15 minut. Dwie grupy komandosów zaatakowały budynek jednocześnie od góry, zjeżdżając na linach i od dołu, wyłamując drzwi wejściowe. Pomimo szybkości działania i zabicia już w pierwszych minutach dowódcy, terroryści zdążyli zastrzelić jedną osobę, a 2 kolejne ciężko ranić, zanim sami, z wyjątkiem jednego, zostali zabici przez antyterrorystów.
Jako że nazwa Operacji wydała mi się dość intrygująca, więc pozwólcie na kilka słów komentarza.. Nimrod to postać biblijna. A Kusz zrodził Nimroda, który był pierwszym mocarzem na ziemi. Był on dzielnym myśliwym przed Panem. Dlatego mówi się: Dzielny myśliwy przed Panem jak Nimrod. A zaczątkiem jego królestwa był Babilon... [1Mo 10,8–10].
Domyślam się, że pomysłodawcom nadania takiej właśnie nazwy dla operacji SAS–u chodziło o dzielność i celność Nimroda, o jego wysokiej klasy myślistwo, co było ważne w planowanej akcji brytyjskich komandosów. Jednakże ten starożytny bohater zasłynął także z innej postawy.
Historyk żydowski Józef Flawiusz, tak w I wieku pisał o Nimrodzie: „Stopniowo zaprowadził w państwie ustrój despotyczny; sądził bowiem, że jedynym sposobem oderwania ludzi od bojaźni Bożej jest całkowite uzależnienie ich życia i pomyślności od potęgi władcy. A groził również, że gdyby Bóg chciał jeszcze raz zalać ziemię, potrafi on już sobie przeciw Niemu poradzić: zbuduje wieżę wyższą, niż zdoła dosięgnąć woda, i pomści nawet zagładę przodków. Pospólstwo ochoczo poddało się nakazom (...) [Nimroda], uległość wobec Boga uważając za niewolę. Zaczęli budować wieżę i (...) wieża dźwigała się w górę nadspodziewanie szybko” (Dawne dzieje Izraela, I, IV, 2, 3).
Zaczątkiem jego królestwa był Babilon – odczytaliśmy z Biblii. To dość znamienna kolej rzeczy, możliwa do zaobserwowania w życiorysie wielu wybitnych ludzi: Talent, szczególne predyspozycje, silny charakter, odwaga i – w dalszej perspektywie – poczucie niezależności, bunt przeciwko Bogu i coraz większe odstępstwo od Niego.
Wybitność Jutrzenki, czołowej postaci wśród aniołów, skończyło się tym, że został szatanem – Bożym przeciwnikiem. Nimrod, dzielny myśliwy przed Panem, a zapoczątkował budowę Babilonu – symboli sprzeciwu wobec Boga i duchowego zamieszania. A w czasach nowożytnych? Iluż wybitnych ludzi na początku żyjących blisko Pana Jezusa, wraz z rozwojem kariery odeszło od Niego!
To dlatego, np. przy ustanawianiu przywódców w Kościele, gdzie pojawia się jakiś tam element społecznego prestiżu, Biblia ostrzega: Nie może to być dopiero co nawrócony, gdyż mógłby wzbić się w pychę i popaść w potępienie diabelskie [1Tm 3,6].
Popularność, władza, pieniądze – to podłoże, na którym łatwo wyrasta pycha i brak bojaźni Bożej. Kto w życiu osiąga jakiś sukces, powinien szczególnie na to uważać, bo może, jak Nimrod, nie tylko sam odrzucić zależność od Boga, ale jeszcze zacząć innych buntować przeciwko Niemu.
Ciekawostka: Załączony obraz "Wieża Babel" został namalowany w XVI wieku przez Pietera Bruegela w Brukseli. "Prorocze" malarstwo? – powiedzieliby niektórzy.
04 maja, 2011
Nie wstydź się Jezusa!
Dziś kilka słów o akcji "Nie wstydzę się Jezusa", zorganizowanej przez młodych katolików i zapoczątkowanej mniej więcej dwa miesiące temu. Za swoje motto obrali oni słowa Jezusa: kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem [Mt 10,33].
Na stronie internetowej propagującej przedsięwzięcie napisali: Przez akcję „Nie wstydzę się Jezusa” chcemy obudzić sumienia Polaków. Młodych i dojrzałych. Stań do walki z samym sobą! Ze wstydem i obojętnością. Zdecydowanie opowiedz się za Jezusem i własną postawą nakłoń innych do odważnego wyznania wiary. Chcesz podjąć walkę ze złem w swoim otoczeniu? Daj świadectwo. Zamów symbol akcji: brelok „Nie wstydzę się Jezusa” (otrzymasz go bezpłatnie) i noś go w widocznym miejscu. [...] Dołącz! Razem utworzymy Krucjatę Młodych!
Jestem pod dużym wrażeniem wystąpień Przemysława Babiarza i Krzysztofa Ziemca, którzy dołączyli do akcji, wspierając ją osobistymi wypowiedziami o Jezusie, zarazem apelując o noszenie breloka "Nie wstydzę się Jezusa". Obydwaj bardzo mnie zbudowali swoim stosunkiem do Jezusa.
Zawsze podnosi mnie to na duchu, gdy słyszę dobre słowa o Panu Jezusie i zachętę do bliższego z Nim kontaktu. Mam świadomość, że wielu katolików mówi o Chrystusie eucharystycznym, o Jezusie z katechizmu, a nie o tym bezpośrednio z Biblii. Różne są przecież poziomy poznania Syna Bożego. Jednakowoż - teoretycznie rzecz biorąc - Pan Jezus jest w centrum tej akcji i baaardzo się z tego cieszę!
Gdy swego czasu, jeszcze w trakcie ziemskiej służby Jezusa, Jego uczniowie chcieli komuś zabronić występowania w imieniu Jezusa dlatego, że z nimi nie chodził, wtedy Jezus powiedział: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami. [Łk 9,50].
My również pamiętajmy, że Jezus nie jest niczyją prywatną własnością. Nikt nie może Go zawłaszczać tylko dla siebie i swojej wspólnoty kościelnej. On jest Zbawicielem całego świata, dostępny dla wszystkich, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny [Jn 3,16].
Kto naprawdę uwierzył w Niego, pokochał Go i na co dzień żyje z Jezusem, ten nie tylko nie ma się czego wstydzić, ale ma wręcz prawdziwy powód do dumy! Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy [Rz 1,16]. Jezus jest postacią Nr 1 we wszechświecie, a Jego narodziny stanowią oś czasu. Być z kimś takim w serdecznym związku, to wielki zaszczyt! Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym [2Tm 1,8].
Oczywiste, że nie wszyscy tak samo znają Jezusa. Nie wszyscy jednakowo mają prawo do występowania w Jego imieniu. Na szczęście nie nam wyrokować w tych kwestiach. Zna Pan tych, którzy są jego [2Tm 2,19]. Określanie rzeczywistej przynależności do Jezusa nie leży w ludzkiej gestii. To domena samego Boga.
A co do mnie należy? Rozgłaszanie Dobrej Nowiny o Jezusie. Naśladowanie Go i jawne przyznawanie się do moich serdecznych relacji z Synem Bożym. Oddawanie chwały Bogu oraz okazywanie zadowolenia i radości, gdy ktoś obok mnie również miłość do Jezusa wyznaje, co niniejszym czynię.
PS.
Bardzo dziękuję za wszystkie głosy troski o prawdziwy obraz Jezusa, którego akcja "Nie wstydzę się Jezusa" - jak wiadomo - niestety nie prezentuje. Tekstem "Nie wstydź się Jezusa" absolutnie nie przyłączam się do rzeczonej akcji i nie chcę wspierać popularyzowania jakiegoś "innego Jezusa". Chciałem natomiast na jej przykładzie zachęcić wszystkich moich Czytelników do otwartego wyznawania Jezusa, którego poznaliśmy i pokochaliśmy.
Przepraszam za niedostateczną klarowność mojego wpisu, co - jak rozumiem - dla niektórych z Was stało się powodem poważnego niepokoju.
Na stronie internetowej propagującej przedsięwzięcie napisali: Przez akcję „Nie wstydzę się Jezusa” chcemy obudzić sumienia Polaków. Młodych i dojrzałych. Stań do walki z samym sobą! Ze wstydem i obojętnością. Zdecydowanie opowiedz się za Jezusem i własną postawą nakłoń innych do odważnego wyznania wiary. Chcesz podjąć walkę ze złem w swoim otoczeniu? Daj świadectwo. Zamów symbol akcji: brelok „Nie wstydzę się Jezusa” (otrzymasz go bezpłatnie) i noś go w widocznym miejscu. [...] Dołącz! Razem utworzymy Krucjatę Młodych!
Jestem pod dużym wrażeniem wystąpień Przemysława Babiarza i Krzysztofa Ziemca, którzy dołączyli do akcji, wspierając ją osobistymi wypowiedziami o Jezusie, zarazem apelując o noszenie breloka "Nie wstydzę się Jezusa". Obydwaj bardzo mnie zbudowali swoim stosunkiem do Jezusa.
Zawsze podnosi mnie to na duchu, gdy słyszę dobre słowa o Panu Jezusie i zachętę do bliższego z Nim kontaktu. Mam świadomość, że wielu katolików mówi o Chrystusie eucharystycznym, o Jezusie z katechizmu, a nie o tym bezpośrednio z Biblii. Różne są przecież poziomy poznania Syna Bożego. Jednakowoż - teoretycznie rzecz biorąc - Pan Jezus jest w centrum tej akcji i baaardzo się z tego cieszę!
Gdy swego czasu, jeszcze w trakcie ziemskiej służby Jezusa, Jego uczniowie chcieli komuś zabronić występowania w imieniu Jezusa dlatego, że z nimi nie chodził, wtedy Jezus powiedział: Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami. [Łk 9,50].
My również pamiętajmy, że Jezus nie jest niczyją prywatną własnością. Nikt nie może Go zawłaszczać tylko dla siebie i swojej wspólnoty kościelnej. On jest Zbawicielem całego świata, dostępny dla wszystkich, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny [Jn 3,16].
Kto naprawdę uwierzył w Niego, pokochał Go i na co dzień żyje z Jezusem, ten nie tylko nie ma się czego wstydzić, ale ma wręcz prawdziwy powód do dumy! Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy [Rz 1,16]. Jezus jest postacią Nr 1 we wszechświecie, a Jego narodziny stanowią oś czasu. Być z kimś takim w serdecznym związku, to wielki zaszczyt! Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym [2Tm 1,8].
Oczywiste, że nie wszyscy tak samo znają Jezusa. Nie wszyscy jednakowo mają prawo do występowania w Jego imieniu. Na szczęście nie nam wyrokować w tych kwestiach. Zna Pan tych, którzy są jego [2Tm 2,19]. Określanie rzeczywistej przynależności do Jezusa nie leży w ludzkiej gestii. To domena samego Boga.
A co do mnie należy? Rozgłaszanie Dobrej Nowiny o Jezusie. Naśladowanie Go i jawne przyznawanie się do moich serdecznych relacji z Synem Bożym. Oddawanie chwały Bogu oraz okazywanie zadowolenia i radości, gdy ktoś obok mnie również miłość do Jezusa wyznaje, co niniejszym czynię.
PS.
Bardzo dziękuję za wszystkie głosy troski o prawdziwy obraz Jezusa, którego akcja "Nie wstydzę się Jezusa" - jak wiadomo - niestety nie prezentuje. Tekstem "Nie wstydź się Jezusa" absolutnie nie przyłączam się do rzeczonej akcji i nie chcę wspierać popularyzowania jakiegoś "innego Jezusa". Chciałem natomiast na jej przykładzie zachęcić wszystkich moich Czytelników do otwartego wyznawania Jezusa, którego poznaliśmy i pokochaliśmy.
Przepraszam za niedostateczną klarowność mojego wpisu, co - jak rozumiem - dla niektórych z Was stało się powodem poważnego niepokoju.
03 maja, 2011
Czy mamy Królową?
Dziś w Polsce, obok święta Konstytucji 3 Maja, zgodnie z kalendarzem Kościoła Rzymskokatolickiego przypada liturgiczna uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.
Kult Maryi jako Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski od wieków charakteryzuje nasz naród, a to z tej racji, że niemal w całości stanowią go katolicy temu kultowi szczególnie oddani.
Podwaliny kultu pojawiły się 14 sierpnia 1608 roku, gdy włoski misjonarz, Juliusz Mancinelli z zakonu jezuitów, miał objawienie Maryi, która poleciła mu, aby nazwał ją Królową Polski. Dwa lata później w katedrze na Wawelu, Maryja objawiła mu się powtórnie, mówiąc: Jestem Królową Polski. Jestem matką tego narodu, który jest mi bardzo drogi. Trzecie, podobne objawienie miało miejsce 15 sierpnia 1617 w Neapolu.
Już same słowa objawienia powinny dać do myślenia. Skąd takie żądania i takie myśli o sobie na ustach niewiasty z postawą: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego [Łk 1,38]?
Jednak wiadomość o tych objawieniach zapoczątkowała szerzenie kultu Królowej Polski Wniebowziętej, a obok Neapolu i Krakowa, także Wilno z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej z 1620 roku, stało się ośrodkiem rozgłaszania nowej godności Maryi.
Silnym impulsem dla rozwoju kultu była obrona Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 roku, która według ówczesnej opinii katolickiej dokonała się za sprawą Maryi. Z tego też powodu 1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz otoczony biskupami, senatorami i w obecności legata papieskiego, w katedrze we Lwowie złożył swe śluby przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, uroczyście ogłaszając Maryję Królową Korony Polskiej. Tak już pozostało, od czasu do czasu będąc potwierdzane jakimś oficjalnym i publicznym aktem. Dla przykładu, sejm z 1764 roku w swoich ustawach nazwał Matkę Bożą Częstochowską Królową Polski, a 27 lipca 1920 roku episkopat Polski, wobec najazdu sowieckiego, ponownie wybrał Maryję na Królową Polski.
W czasach nam bliższych, 26 sierpnia 1956 roku około miliona wiernych na Jasnej Górze złożyło tzw. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, nawiązując do aktu dokonanego 300 lat wcześniej przez króla Polski, Jana Kazimierza we Lwowie. W 1962 roku papież Jan XXIII ogłosił NMP Królową Polski główną patronką Polski, a święto NMP Królowej Polski stało się świętem I klasy we wszystkich diecezjach polskich. Siedem lat później Paweł VI na prośbę prymasa Stefana Wyszyńskiego podniósł święto do rangi uroczystości, a 1 kwietnia 2005 roku Jan Paweł II ofiarował i poświęcił nowe złote korony dla obrazu Matki Bożej Królowej Polski.
Jak ta sprawa wygląda w świetle Biblii, wie każdy, kto ją czyta. Maria, matka naszego Pana jest błogosławiona między niewiastami, bo została wybrana przez Boga, aby urodzić Jezusa. Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami [Łk 1,28]. Jednakże cudowne poczęcie z Ducha Świętego i nadzwyczajne przeżycia w okresie przyjścia Syna Bożego na świat do tego stopnia uległy zatarciu w ciągu wielu lat normalnego życia z Jezusem w Nazarecie, że gdy w wieku około trzydziestu lat nagle rozpoczął On publiczną działalność powołując uczniów, krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów [Mk 3,21].
Były więc takie lata, gdy Maria nie trzymała się Jezusa. Wtedy przyszli matka i bracia jego, a stojąc przed domem, posłali po niego i kazali go zawołać. A wokół niego siedział lud. I powiedzieli mu: Oto matka twoja i bracia twoi, i siostry twoje są przed domem i poszukują cię. I odpowiadając, rzekł im: Któż jest matką moją i braćmi? I powiódł oczyma po tych, którzy wokół niego siedzieli, i rzekł: Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką [Mk 3,31–35].
Dopiero w wyniku śmierci krzyżowej i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, Maria, matka naszego Pana dołącza do grona Jego uczniów, powierzona przez umierającego Jezusa opiece Jana apostoła. Ci wszyscy trwali jednomyślnie w modlitwie wraz z niewiastami i z Marią, matką Jezusa, i z braćmi jego [Dz 1,14].
Nigdzie w Nowym Testamencie nie mamy natomiast śladów jakiegokolwiek jej kultu. Jako matka Jezusa z pewnością była poważana w gronie pierwszych chrześcijan, ale wszyscy jednomyślnie czcili wówczas Syna Bożego Jezusa Chrystusa, po Jego wniebowstąpieniu wyczekując Jego powtórnego przyjścia i będąc skoncentrowani na zwiastowaniu Ewangelii, a nie na wzajemnym wynoszeniu się na ołtarze.
Proszę zauważyć, że pisma Nowego Testamentu, pisane sporo lat po wniebowstąpieniu Jezusa, nie świadczą o jakiejś szczególnej roli Marii we wczesnym Kościele, chociaż wątek osobistości wiodących prym, jak najbardziej się pojawia w jednym z listów Pawłowych: Otóż, gdy poznali okazaną mi łaskę, Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych [Ga 2,9].
Maria, jak każdy inny wierzący w Jezusa Chrystusa człowiek, zmarła i została pochowana w nadziei zmartwychwstania. A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli [1Ts 4,13–14]. Jeszcze więc nie zmartwychwstała, ponieważ Syn Boży jeszcze nie przyszedł powtórnie. W tym sensie twierdzenie, że jest ona królową Polski jest całkowicie nieadekwatne do rzeczywistości. Równe dobrze można byłoby mówić, że np. królowa Bona, chociaż nie żyje, nadal jest królową Polski.
Kult Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski nie ma biblijnych podstaw. Polacy czczą ją i nazywają swoją Królową, bo tak są nauczani, bo tak chcą po prostu, bo tak się im podoba. Nie wszyscy Polacy uprawiają ten kult. Jestem Polakiem, uznaję wyjątkową rolę Marii, matki naszego Pana, i myślę, że wiele możemy się od niej dobrego nauczyć. Jednak chwałę oddaję wyłącznie Bogu Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Amen.
Kult Maryi jako Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski od wieków charakteryzuje nasz naród, a to z tej racji, że niemal w całości stanowią go katolicy temu kultowi szczególnie oddani.
Podwaliny kultu pojawiły się 14 sierpnia 1608 roku, gdy włoski misjonarz, Juliusz Mancinelli z zakonu jezuitów, miał objawienie Maryi, która poleciła mu, aby nazwał ją Królową Polski. Dwa lata później w katedrze na Wawelu, Maryja objawiła mu się powtórnie, mówiąc: Jestem Królową Polski. Jestem matką tego narodu, który jest mi bardzo drogi. Trzecie, podobne objawienie miało miejsce 15 sierpnia 1617 w Neapolu.
Już same słowa objawienia powinny dać do myślenia. Skąd takie żądania i takie myśli o sobie na ustach niewiasty z postawą: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego [Łk 1,38]?
Jednak wiadomość o tych objawieniach zapoczątkowała szerzenie kultu Królowej Polski Wniebowziętej, a obok Neapolu i Krakowa, także Wilno z obrazem Matki Bożej Ostrobramskiej z 1620 roku, stało się ośrodkiem rozgłaszania nowej godności Maryi.
Silnym impulsem dla rozwoju kultu była obrona Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 roku, która według ówczesnej opinii katolickiej dokonała się za sprawą Maryi. Z tego też powodu 1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz otoczony biskupami, senatorami i w obecności legata papieskiego, w katedrze we Lwowie złożył swe śluby przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, uroczyście ogłaszając Maryję Królową Korony Polskiej. Tak już pozostało, od czasu do czasu będąc potwierdzane jakimś oficjalnym i publicznym aktem. Dla przykładu, sejm z 1764 roku w swoich ustawach nazwał Matkę Bożą Częstochowską Królową Polski, a 27 lipca 1920 roku episkopat Polski, wobec najazdu sowieckiego, ponownie wybrał Maryję na Królową Polski.
W czasach nam bliższych, 26 sierpnia 1956 roku około miliona wiernych na Jasnej Górze złożyło tzw. Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, nawiązując do aktu dokonanego 300 lat wcześniej przez króla Polski, Jana Kazimierza we Lwowie. W 1962 roku papież Jan XXIII ogłosił NMP Królową Polski główną patronką Polski, a święto NMP Królowej Polski stało się świętem I klasy we wszystkich diecezjach polskich. Siedem lat później Paweł VI na prośbę prymasa Stefana Wyszyńskiego podniósł święto do rangi uroczystości, a 1 kwietnia 2005 roku Jan Paweł II ofiarował i poświęcił nowe złote korony dla obrazu Matki Bożej Królowej Polski.
Jak ta sprawa wygląda w świetle Biblii, wie każdy, kto ją czyta. Maria, matka naszego Pana jest błogosławiona między niewiastami, bo została wybrana przez Boga, aby urodzić Jezusa. Bądź pozdrowiona, łaską obdarzona, Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami [Łk 1,28]. Jednakże cudowne poczęcie z Ducha Świętego i nadzwyczajne przeżycia w okresie przyjścia Syna Bożego na świat do tego stopnia uległy zatarciu w ciągu wielu lat normalnego życia z Jezusem w Nazarecie, że gdy w wieku około trzydziestu lat nagle rozpoczął On publiczną działalność powołując uczniów, krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów [Mk 3,21].
Były więc takie lata, gdy Maria nie trzymała się Jezusa. Wtedy przyszli matka i bracia jego, a stojąc przed domem, posłali po niego i kazali go zawołać. A wokół niego siedział lud. I powiedzieli mu: Oto matka twoja i bracia twoi, i siostry twoje są przed domem i poszukują cię. I odpowiadając, rzekł im: Któż jest matką moją i braćmi? I powiódł oczyma po tych, którzy wokół niego siedzieli, i rzekł: Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką [Mk 3,31–35].
Dopiero w wyniku śmierci krzyżowej i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, Maria, matka naszego Pana dołącza do grona Jego uczniów, powierzona przez umierającego Jezusa opiece Jana apostoła. Ci wszyscy trwali jednomyślnie w modlitwie wraz z niewiastami i z Marią, matką Jezusa, i z braćmi jego [Dz 1,14].
Nigdzie w Nowym Testamencie nie mamy natomiast śladów jakiegokolwiek jej kultu. Jako matka Jezusa z pewnością była poważana w gronie pierwszych chrześcijan, ale wszyscy jednomyślnie czcili wówczas Syna Bożego Jezusa Chrystusa, po Jego wniebowstąpieniu wyczekując Jego powtórnego przyjścia i będąc skoncentrowani na zwiastowaniu Ewangelii, a nie na wzajemnym wynoszeniu się na ołtarze.
Proszę zauważyć, że pisma Nowego Testamentu, pisane sporo lat po wniebowstąpieniu Jezusa, nie świadczą o jakiejś szczególnej roli Marii we wczesnym Kościele, chociaż wątek osobistości wiodących prym, jak najbardziej się pojawia w jednym z listów Pawłowych: Otóż, gdy poznali okazaną mi łaskę, Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych [Ga 2,9].
Maria, jak każdy inny wierzący w Jezusa Chrystusa człowiek, zmarła i została pochowana w nadziei zmartwychwstania. A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli [1Ts 4,13–14]. Jeszcze więc nie zmartwychwstała, ponieważ Syn Boży jeszcze nie przyszedł powtórnie. W tym sensie twierdzenie, że jest ona królową Polski jest całkowicie nieadekwatne do rzeczywistości. Równe dobrze można byłoby mówić, że np. królowa Bona, chociaż nie żyje, nadal jest królową Polski.
Kult Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski nie ma biblijnych podstaw. Polacy czczą ją i nazywają swoją Królową, bo tak są nauczani, bo tak chcą po prostu, bo tak się im podoba. Nie wszyscy Polacy uprawiają ten kult. Jestem Polakiem, uznaję wyjątkową rolę Marii, matki naszego Pana, i myślę, że wiele możemy się od niej dobrego nauczyć. Jednak chwałę oddaję wyłącznie Bogu Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu. Amen.
02 maja, 2011
Słówko do Rodaków za granicą
Dziś kieruję myśli ku Rodakom mieszkającym poza granicami kraju, a w szczególności ku moim znajomym, przyjaciołom i towarzyszom pracy Pańskiej, którzy od lat żyją i pracują poza Polską. Dzień 2 maja na mocy ustawy z dnia 20 marca 2002 roku ustanowiony został Dniem Polonii i Polaków za Granicą.
Oto treść Ustawy: Uznając wielowiekowy dorobek i wkład Polonii i Polaków za granicą w odzyskanie przez Polskę niepodległości, wierność i przywiązanie do polskości oraz pomoc Krajowi w najtrudniejszych momentach, w celu potwierdzenia więzi z Macierzą i jedności wszystkich Polaków, tak mieszkających w Kraju, jak i żyjących poza nim, uchwala się, co następuje: Art. 1. Dzień 2 maja ustanawia się Dniem Polonii i Polaków za Granicą. Art. 2. Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej: A. Kwaśniewski
Wiadomo, że jako ewangelicznie wierzący człowiek nie jestem nastawiony na jakiś wyjątkowy patriotyzm, niepodległość i budowanie polskości, bowiem nasza ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa [Flp 3,20]. Nie mniej jednak kocham Polaków i odczuwam z nimi silną więź emocjonalną. Gdy podczas pobytu za granicą zdarzało mi się spotkać jakiegoś swojaka, to z reguły od razu robiło mi się raźniej i weselej. Gdy zaś po kilkutygodniowej przerwie znowu wjeżdżałem do Polski, to nawet widok naszych śmieci wydawał mi się jakoś dziwnie przyjemny i cieszył serce.
Myśląc więc dziś tak subiektywnie o Polakach za Granicą z jednej strony współczuję Wam, że całymi latami jesteście z dala od polskiej ziemi. Jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Domyślam się, że nieraz tęsknicie za naszym krajem i miejscem swego dzieciństwa.
Z drugiej zaś strony podziwiam Was, moi Rodacy, którzy hen na obczyźnie nie tylko radzicie sobie w życiu ale w miarę możliwości staracie się też pomagać nam w Polsce. Szczególnie zaś dumny jestem z bliskich mi wierzących Polaków, którzy w obliczu nowych wyzwań wynikających z wyjazdu, nie zeszli z drogi wiary i nadal wiernie służą Bogu.
Cóż za radość wejść na stronę niektórych polonijnych zborów (np. Londyn, Toronto, Chicago, Bochum itd.) i zobaczyć, a nawet posłuchać, jak bracia, z którymi przed laty razem prowadziliśmy służbę Bożą w kraju, wciąż wiernie trudzą się dla sprawy Królestwa Bożego!
Aż chce się powtórzyć za apostołem Pawłem: Stąd doznaliśmy przez was, bracia, w wielkiej potrzebie i ucisku naszym pociechy dzięki waszej wierze, bo żyjemy teraz, skoro wy trwacie w Panu [1Ts 3,7–8]. Nie ukrywam przy tym, że chciałbym, abyście kiedyś za wolą Bożą powrócili, bo - jak pewnie się orientujecie - nasz kraj tonie w duchowych ciemnościach i jest tutaj wciąż tak wiele do zrobienia pod tym względem.
W Dniu Polonii i Polaków za Granicą serdecznie pozdrawiam wszystkich Rodaków, których kocham i do których tęsknię, ale których też szczerze błogosławię w tym, co robicie i gdzie teraz mieszkacie.
Oto treść Ustawy: Uznając wielowiekowy dorobek i wkład Polonii i Polaków za granicą w odzyskanie przez Polskę niepodległości, wierność i przywiązanie do polskości oraz pomoc Krajowi w najtrudniejszych momentach, w celu potwierdzenia więzi z Macierzą i jedności wszystkich Polaków, tak mieszkających w Kraju, jak i żyjących poza nim, uchwala się, co następuje: Art. 1. Dzień 2 maja ustanawia się Dniem Polonii i Polaków za Granicą. Art. 2. Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej: A. Kwaśniewski
Wiadomo, że jako ewangelicznie wierzący człowiek nie jestem nastawiony na jakiś wyjątkowy patriotyzm, niepodległość i budowanie polskości, bowiem nasza ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa [Flp 3,20]. Nie mniej jednak kocham Polaków i odczuwam z nimi silną więź emocjonalną. Gdy podczas pobytu za granicą zdarzało mi się spotkać jakiegoś swojaka, to z reguły od razu robiło mi się raźniej i weselej. Gdy zaś po kilkutygodniowej przerwie znowu wjeżdżałem do Polski, to nawet widok naszych śmieci wydawał mi się jakoś dziwnie przyjemny i cieszył serce.
Myśląc więc dziś tak subiektywnie o Polakach za Granicą z jednej strony współczuję Wam, że całymi latami jesteście z dala od polskiej ziemi. Jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny [Prz 27,8]. Domyślam się, że nieraz tęsknicie za naszym krajem i miejscem swego dzieciństwa.
Z drugiej zaś strony podziwiam Was, moi Rodacy, którzy hen na obczyźnie nie tylko radzicie sobie w życiu ale w miarę możliwości staracie się też pomagać nam w Polsce. Szczególnie zaś dumny jestem z bliskich mi wierzących Polaków, którzy w obliczu nowych wyzwań wynikających z wyjazdu, nie zeszli z drogi wiary i nadal wiernie służą Bogu.
Cóż za radość wejść na stronę niektórych polonijnych zborów (np. Londyn, Toronto, Chicago, Bochum itd.) i zobaczyć, a nawet posłuchać, jak bracia, z którymi przed laty razem prowadziliśmy służbę Bożą w kraju, wciąż wiernie trudzą się dla sprawy Królestwa Bożego!
Aż chce się powtórzyć za apostołem Pawłem: Stąd doznaliśmy przez was, bracia, w wielkiej potrzebie i ucisku naszym pociechy dzięki waszej wierze, bo żyjemy teraz, skoro wy trwacie w Panu [1Ts 3,7–8]. Nie ukrywam przy tym, że chciałbym, abyście kiedyś za wolą Bożą powrócili, bo - jak pewnie się orientujecie - nasz kraj tonie w duchowych ciemnościach i jest tutaj wciąż tak wiele do zrobienia pod tym względem.
W Dniu Polonii i Polaków za Granicą serdecznie pozdrawiam wszystkich Rodaków, których kocham i do których tęsknię, ale których też szczerze błogosławię w tym, co robicie i gdzie teraz mieszkacie.
01 maja, 2011
Święto zlekceważenia Pisma Świętego
Słuchając hierarchów kościelnych i niektórych tzw. świadków świętości człowieka wyniesionego dziś na ołtarze oraz obserwując niezwykle szumną i bardzo medialną najnowszą odsłonę kultu świętych, obruszam się wewnętrznie na widok całkowitego zlekceważenia przy tym nauki Pisma Świętego.
Biblia nazywa świętymi wszystkich wierzących. Oto przykładowy wstęp jednego z natchnionych Listów Pawłowych: Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa, do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie, którzy są w Filippi wraz z biskupami i z diakonami [Flp 1,1]. Żadnemu z nich nie należy jednak oddawać chwały ani się do niego modlić. W całym Nowym Testamencie nie ma najmniejszego śladu takiej praktyki.
W świetle Biblii zjawisko ubóstwiania ludzi domaga się sprzeciwu. Gdy to usłyszeli apostołowie Barnaba i Paweł, rozdarli szaty swoje i wpadli między tłum, krzycząc i wołając: Ludzie, co robicie? I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę, abyście się odwrócili od tych marnych rzeczy do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest [Dz 14,14–15]. Apostołowie nie mogli się zgodzić na to, żeby choć przez chwilę ktoś ich ubóstwiał.
W prawdziwej wierze w Boga nie ma miejsca na oddawanie chwały komukolwiek innemu poza Nim samym. Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz [Mt 4,10]. Apostoł Piotr, gdy Korneliusz wyszedł mu na przeciw, padł do nóg jego i złożył mu pokłon. Piotr zaś podniósł go, mówiąc: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem [Dz 10,25-26]. Kult człowieka i adresowanie modlitw do niego jest w świetle Biblii jawnym odstępstwem od nauki Słowa Bożego.
Teoretycznie rzecz biorąc, Pismo Święte powinno mieć znaczenie dla chrześcijan, ale katolicki kult świętych w praktyce rządzi się swoimi prawami i własną logiką, a nie Słowem Bożym. Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą, ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen [Rz 1,22-25].
Obserwując dzisiejsze sceny skrajnego lekceważenia Pisma Świętego, ciśnie mi się do głowy odpowiedź Jezusa na pytanie, dlaczego swoją naukę przedstawiał On w zagadkowej formie? Dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo, patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. I spełnia się na nich proroctwo Izajasza, które powiada: Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli; będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. Albowiem otępiało serce tego ludu, uszy ich dotknęła głuchota, oczy swe przymrużyli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, i sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, a Ja żebym ich nie uleczył [Mt 13,13–15].
W świetle powyższych słów Pana, pierwszomajowe uroczystości beatyfikacyjne mocno nadwerężają we mnie nadzieję na duchowe przebudzenie moich rodaków.
Cóż można powiedzieć na widok takich odsłon kultu świętych, jak dzisiejsza? Tak unieważniacie słowo Boże przez swoją naukę, którą przekazujecie dalej; i wiele tym podobnych rzeczy czynicie [Mk 7,13].
Można sobie wielokrotnie mówić: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", jednakże Biblia jasno wyrokuje: Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].
Biblia nazywa świętymi wszystkich wierzących. Oto przykładowy wstęp jednego z natchnionych Listów Pawłowych: Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa, do wszystkich świętych w Chrystusie Jezusie, którzy są w Filippi wraz z biskupami i z diakonami [Flp 1,1]. Żadnemu z nich nie należy jednak oddawać chwały ani się do niego modlić. W całym Nowym Testamencie nie ma najmniejszego śladu takiej praktyki.
W świetle Biblii zjawisko ubóstwiania ludzi domaga się sprzeciwu. Gdy to usłyszeli apostołowie Barnaba i Paweł, rozdarli szaty swoje i wpadli między tłum, krzycząc i wołając: Ludzie, co robicie? I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę, abyście się odwrócili od tych marnych rzeczy do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest [Dz 14,14–15]. Apostołowie nie mogli się zgodzić na to, żeby choć przez chwilę ktoś ich ubóstwiał.
W prawdziwej wierze w Boga nie ma miejsca na oddawanie chwały komukolwiek innemu poza Nim samym. Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu służyć będziesz [Mt 4,10]. Apostoł Piotr, gdy Korneliusz wyszedł mu na przeciw, padł do nóg jego i złożył mu pokłon. Piotr zaś podniósł go, mówiąc: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem [Dz 10,25-26]. Kult człowieka i adresowanie modlitw do niego jest w świetle Biblii jawnym odstępstwem od nauki Słowa Bożego.
Teoretycznie rzecz biorąc, Pismo Święte powinno mieć znaczenie dla chrześcijan, ale katolicki kult świętych w praktyce rządzi się swoimi prawami i własną logiką, a nie Słowem Bożym. Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą, ponieważ zamienili Boga prawdziwego na fałszywego i oddawali cześć, i służyli stworzeniu zamiast Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen [Rz 1,22-25].
Obserwując dzisiejsze sceny skrajnego lekceważenia Pisma Świętego, ciśnie mi się do głowy odpowiedź Jezusa na pytanie, dlaczego swoją naukę przedstawiał On w zagadkowej formie? Dlatego w podobieństwach do nich mówię, bo, patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. I spełnia się na nich proroctwo Izajasza, które powiada: Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli; będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. Albowiem otępiało serce tego ludu, uszy ich dotknęła głuchota, oczy swe przymrużyli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, i sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, a Ja żebym ich nie uleczył [Mt 13,13–15].
W świetle powyższych słów Pana, pierwszomajowe uroczystości beatyfikacyjne mocno nadwerężają we mnie nadzieję na duchowe przebudzenie moich rodaków.
Cóż można powiedzieć na widok takich odsłon kultu świętych, jak dzisiejsza? Tak unieważniacie słowo Boże przez swoją naukę, którą przekazujecie dalej; i wiele tym podobnych rzeczy czynicie [Mk 7,13].
Można sobie wielokrotnie mówić: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", jednakże Biblia jasno wyrokuje: Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].
Subskrybuj:
Posty (Atom)





