16 lipca, 2011

Licz się z władzą, zwłaszcza religijną...

Pozwolę sobie dziś przypomnieć wydarzenie, jakie miało miejsce w osiemnastowiecznym Toruniu, a które przeszło do historii jako tumult toruński. 16 lipca 1724 roku doszło do zamieszek pomiędzy studentami protestanckimi i katolickimi, zakończone zdemolowaniem przez protestantów kolegium jezuickiego.

W reakcji na to wydarzenie powołany przez polskiego króla Augusta II sąd asesorski wyznaczył komisję do zbadania tej sprawy. Dwudziestoosobowe gremium, uformowane wyłącznie z samych katolików, przesłuchało świadków i przygotowało akt oskarżenia.

Oskarżyciele ze strony jezuickiej zażądali kary śmierci dla wszystkich winnych uczestników tumultu, a także dla najważniejszych członków Rady Miasta za niepodjęcie stosownych działań w obliczu zajść. Majątek oskarżonych miał zostać skonfiskowany. Żądali oni również odebrania ewangelikom gimnazjum, drukarni i kościołów, a także tego, aby wszystkie urzędy były sprawowane tylko i wyłącznie przez katolików.

W końcu zapadł wyrok polskiego sądu asesorskiego. Skazywał on na śmierć prezydenta Roesnera, burmistrza Jakuba Henryka Zernekego oraz dwanaście innych osób uznanych za bezpośrednich uczestników zajść. Ezgzekucja została niezwłocznie wykonana [patrz zał. rycina]. Wszyscy skazani byli protestantami. Czterdziestu innych Torunian skazano na karę więzienia, a kilku mieszczan na grzywny w wysokości po kilkaset złotych polskich. Wtrąceni do więzienia utracili swoje funkcje publiczne. Dwóch pastorów toruńskich, posądzonych przez jezuitów o podsycanie napięć, skazano na banicję.

Mało tego. Toruńskich luteranów zobowiązano również do wypłacenia wysokiego odszkodowania katolickim księżom oraz do wzniesienia posągu NMP w pobliżu Kolegium Jezuickiego. Polecono też przenieść protestanckie Gimnazjum Akademickie poza obręb murów miasta. Sąd postanowił także, aby odtąd połowa członków władz miejskich była katolikami. Zwrócił również bernardynom kościół NMP i były klasztor Franciszkanów w Toruniu.

Wszystko zaczęło się od tego, że grupa protestanckich gimnazjalistów ośmieliła się zlekceważyć wezwanie ucznia Kolegium Jezuickiego do zdjęcia z głów czapek i przyklęknięcia przed Najświętszym Sakramentem, niesionym w katolickiej procesji wokoło kościoła św. Jakuba.

Doszło do sporu i bijatyki pomiędzy chłopcami. Mogłoby się to rozejść po kościach, ale zaczepny katolik wychodząc z kościoła Jakuba ponownie sprowokował bijatykę, co zatoczyło już szersze kręgi. Ktoś puścił plotkę, że w gmachu gimnazjum katolicy przetrzymują protestanckiego studenta. Rozjuszony tłum rzucił się na budynek Jezuitów. Wyłamał drzwi, wdarł się do środka i zaczął niszczyć ławki, stoły, okna, drzwi i kaflowe piece, a nawet ołtarz w kaplicy NMP. Zniszczono bibliotekę kolegium. Obrazy święte wyrzucono na zewnątrz i podpalono. Według jezuitów wśród podpalonych rzeczy znalazł się także obraz Marii Panny. Przy okazji pobito też kilku jezuitów.

Do akcji wkroczył garnizon Gwardii Koronnej. Żołnierze weszli na teren kolegium i zaczęli usuwać luteranów z budynku. Ponieważ jednak akcja przebiegała opornie, na miejsce przybył sam prezydent, obejrzał wnętrza budynku i zaręczył wszystkich, że żaden uczeń ewangelicki nie jest w nim przetrzymywany. Mieszczanie się rozeszli do domów i mogłoby się wydawać, że napięcie zostało rozładowane. Jednak wtedy rozpoczęła się akcja odwetowa wpływowych jezuitów, zakończona wydaniem jednostronnego i niezwykle okrutnego wyroku.

Gdy myślę dziś o tym dawnym wydarzeniu, mam nieodparte wrażenie, że podobny "wymiar sprawiedliwości" nadal jest bardzo realny, że czai się gdzieś na wyciągnięcie ręki także tutaj i teraz. Duch, żeby nie powiedzieć, demon władzy religijnej, gdy już ogarnie jakieś umysły i serca, to nie spocznie, dopóki nie upokorzy i nie rozgniecie wszystkich, którzy mu podpadli.

Jezuici nie musieli żądać śmierci toruńskich protestantów. Przecież wystarczyło, żeby naprawili oni zniszczenia dokonane w gmachu gimnazjum i pokryli koszty ewentualnych odszkodowań. Gdyby jezuci byli prawdziwymi chrześcijanami, z pewnością by na tym poprzestali. Skąd więc wzięła się w nich ta żądza krwi?

Z drugiej strony, król August II Mocny miał władzę i mógł zadbać o bezstronność procesu w sprawie tumultu toruńskiego. Jednakże celowo podsycał antyprotestanckie nastroje i odmówił okazania łaski skazanym. Dlaczego? Bo byli protestantami, a on był katolikiem. W katolickiej Rzeczypospolitej coraz bardziej modna stawała się nietolerancja religijna wobec innowierców, a jezuici dobrze wiedzieli, na której strunie należy królowi zagrać.

Czy dziś jest inaczej? Poszedłem kiedyś w Gdańsku do ważnego polityka, dziś jednego z najważniejszych ludzi w Polsce, najwyraźniej bardzo religijnego, bo widzę go niemal na każdej oficjalnej mszy, aby poprosić go o pomoc w pozyskaniu miejsca na nabożeństwa naszego zboru. Dlaczego przychodzi pan do mnie? – Zapytał. Przecież jestem katolikiem.

Zniknął pobożny z kraju, nie ma uczciwego wśród ludzi. Wszyscy czyhają na rozlew krwi, jeden na drugiego sieć zastawia. Do złego mają zgrabne dłonie: Urzędnik żąda daru, a sędzia jest przekupny; dostojnik rozstrzyga dowolnie - prawo zaś naginają. Najlepszy między nimi jest jak kolec, najuczciwszy jak cierń [Mi 7,2–4]. Słowa pisane tak dawno temu i zdaje się, że w innym kręgu kulturowym, a jakże są one aktualne i znane nad Wisłą!

Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Mamy na szczęście niezmienne Słowo Boże: Nie przyłączaj się do większości ku złemu i nie składaj w spornej sprawie świadectwa za większością, by łamać prawo. Nawet ubogiego nie popieraj w niesłusznej sprawie [2Mo 23,2–3].

Posłuszeństwo temu wezwaniu Słowa Bożego ma swoją cenę. Można zostać zmiecionym lub rozjechanym przez grupę trzmającą władzę...

15 lipca, 2011

Po co taka modlitwa?

Dziś rocznica sławnej, jednej z największych w średniowiecznej Europie – Bitwy pod Grunwaldem. 15 lipca 1410 roku wojska Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie [Zakonu Krzyżackiego] starły się z wojskami polsko – litewskimi na rozległych polach w rejonie miejscowości Grunwald, Łodwigowo i Stębark.

 Tego dnia rankiem trzydziesto dwu tysięczna armia krzyżacka pod wodzą wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena stanęła naprzeciwko dwudziestu  dziewięciu tysiącom wojsk dowodzonym przez króla Władysława Jagiełłę. Bitwa rozpoczęła się około południa i zanim zaszło słońce,wojska krzyżackie zostały całkowicie rozgromione. Oto jest ten, który jeszcze dziś rano mienił się być wyższym nad wszystkie mocarze – miał rzec nasz król nad zwłokami krzyżackiego wodza.

 Zawsze gdy myślę o Bitwie pod Grunwaldem, intryguje mnie, jak to możliwe, że zarówno Polacy, jak i Krzyżacy, akcentując swoje chrześcijańskie pobudki i powinności, rzucili się następnie na siebie. Każdy, kto oglądał film "Krzyżacy" raczej pamięta scenę sprzed bitwy, gdy obydwie strony modlą się i wypowiadają te same słowa: Reszta w ręku Bogu, On pomoże swoim wiernym sługom.

 Biblia wyklucza taką okoliczność, żeby prawdziwie modlący się do Boga ludzie stanęli następnie do śmiertelnego starcia, korzystając przy tym z Bożej pomocy. A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia. Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych [Mk 11,25–26].

 Kto wierzy w Jezusa Chrystusa, ten z modlitwą na ustach na pewno nie pójdzie zabijać swoich współwyznawców. W Bitwie pod Grunwaldem przynajmniej jedna strona nie miała więc pojęcia o tym, czym jest prawdziwe chrześcijaństwo. Myślę nawet, że  – pomimo wzniosłych słów i pieśni – żadna z nich takiego pojęcia nie miała. Podnoszenie w imię Boże ręki na bliźniego, to jawny dowód braku poznania Boga.

Zastanawiam się, jakie znaczenie ma modlitwa na ustach dzisiejszych polityków, przedstawicieli władzy, a nawet ludzi religijnych, skoro i tak nie zamierzają zastosować się do Słowa Bożego. Kto jawnie postępuje na przekór Słowu Bożemu, ten z pewnością nie może liczyć na pomoc Bożą.

Jezus zapowiedział takie przypadki totalnego rozmijania się z wolą Bożą. Nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą. A to będą czynić dlatego, że nie poznali Ojca ani mnie [Jn 16,2-3]. Każdy może twierdzić, że jest Jego wiernym sługą, ale nie każdy ma prawo tak o sobie mówić.

Po cóż więc modlić się do Boga, a robić po swojemu?

14 lipca, 2011

Podglądnijmy Jezusa: W trojakim pokuszeniu

W środowe wieczory w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE rozpoczęliśmy omawianie życia Jezusa. Pokochaliśmy naszego Zbawiciela, wierzymy w Niego, więc chcemy Go lepiej poznawać. Według zasady: Tedy poznawszy Pana starać się będziemy, abyśmy go więcej poznali [Oz 6,3 wg Biblii Gdańskiej] postanowiliśmy poszerzyć i uporządkować naszą wiedzę o Jezusie Chrystusie.

 W naszych rozważaniach dotarliśmy ostatnio do chrztu Jezusa i napełnienia Duchem Świętym. Jak powszechnie wiadomo, w ten sposób nasz Pan rozpoczął publiczną działalność uzyskując poparcie Ojca: i odezwał się głos z nieba: Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem [Łk 3,22].

 Pierwszym aktem życia Jezusa po wyjątkowych chwilach inauguracji nie było wszakże nic cudownego. Nasz Pan znalazł się na Pustyni Judzkiej. Czterdzieści dni bez jedzenia, niewątpliwie omawiając z Ojcem czekające Go zadania, został też poddany ciężkiej próbie trojakiego pokuszenia.

 Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz kamieniowi temu, aby się stał chlebem [Łk 4,3]. Innymi słowy, wykorzystaj daną ci moc i autorytet Syna Bożego do zaspokojenia swoich fizycznych potrzeb. Jeżeli naprawdę wierzysz, że masz dobrego i wszechmogącego Ojca, to niech twoja wiara przełoży się na materialne błogosławieństwo – szepce nam do ucha diabeł.

 Tysiące, miliony ludzi z kręgów ruchu wiary, wyznawców doktryny dobrobytu, dało złapać się w tę pułapkę. Jezus nie dał się złapać. Miał palącą potrzebę, był głodny, ale zajął stanowisko: Napisano: Nie samym chlebem człowiek żyć będzie [Łk 4,4]. Nadprzyrodzone możliwości Syna Bożego nie są po to, by służyć zaspokajaniu własnych potrzeb fizycznych. Są nakierowane na cele wyższe.

 I wyprowadził go na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka. I rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę. Jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie [Łk 4,5–7]. Sława, popularność, władza, prestiż społeczny – to marzenia milionów ludzi. By je spełnić, gotowi są zrobić absolutnie wszystko.

 Od wieków takie cele stawiają sobie różne systemy religijne. Kłaniają się komu trzeba, aby potem inni im się kłaniali. Niestety, zdaje się, że ostatnio również niektórzy ewangeliczni chrześcijanie postawili sobie za punkt honoru zdobycie większego znaczenia w społeczeństwie. Jezus odparł tę pokusę. Żadnego kłaniania się księciu tego świata! Albowiem napisano: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu będziesz służył [Łk 4,8].

 W końcu przyszła kolej na pokuszenie w sferze relacji duchowych. Potem zaprowadził go do Jerozolimy i postawił go na szczycie świątyni i rzekł do niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół; napisano bowiem: Aniołom swoim przykaże o tobie, aby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, abyś nie uraził o kamień nogi swojej [Łk 4,9–11].

 Powiedziano: Nie będziesz kusił Pana, Boga swego [Łk 4,12] – odrzekł Jezus i definitywnie przeciwstawił się także temu pomysłowi podsuwanemu przez diabła. Nie należy chwytać Boga za słowo i stawiać Go pod ścianą tylko po to, by dać wyraz wyjątkowości swojej pozycji, zaspokajając własną próżność. Niektórzy chrześcijanie myślą, że Bogu sprawiają przyjemność oczekiwaniem, że w ich wspólnocie będzie On wciąż czynił niesamowite rzeczy i udowadniał całemu światu, że właśnie oni są Jego wybrańcami i ulubieńcami.

 Jezus miał obietnicę cudownej ochrony ze strony Bożych aniołów, ale nie po to, by uprawiać szpan duchowy i robić wrażenie na ludziach, skacząc ze szczytu świątyni. Skorzystał z tej ochrony na przykład wtedy, gdy chciano Go strącić ze skały w okolicach Nazaretu. W okolicznościach proponowanych przez diabła liczenie na cudowny ratunek byłoby jawnym kuszeniem Pana Boga.

 Oto trzy dziedziny życia i służby każdego chrześcijanina; (1) osobiste potrzeby materialne, (2) miejsce i rola w społeczeństwie oraz (3) sfera życia duchowego wyrażana w społeczności Kościoła. Człowiek wierzący wciąż na nowo bywa kuszony, by swoją wiarę nakierował na zaspokajanie fizycznych potrzeb, ażeby dążył do zdobycia popularności i prestiżu w społeczeństwie oraz ażeby wciąż oczekiwał od Boga cudów i znaków w życiu Kościoła, z udziałem aniołów włącznie.

 Na podstawie Słowa Bożego Jezus pokazał, że każdej z tych pokus należy się sprzeciwić. On jest Synem Bożym. Nie było potrzeby, aby komukolwiek to wówczas udowadniać.

13 lipca, 2011

Świętość dla oka

Dziś rocznica odsłonięcia na wzgórzach nieopodal Los Angeles w Kalifornii znanego na całym świecie napisu HOLLYWOOD, co miało miejsce w dniu 13 lipca 1923 roku. Początkowo był to napis HOLLYWOODLAND, ale w trakcie renowacji w 1949 roku zdecydowano się na usunięcie czterech ostatnich liter.

 Biały, wysoki na 14 metrów i długi na 110 metrów napis ”HOLLYWOOD” oryginalnie został pomyślany jako reklama nowego osiedla na tamtejszych wzgórzach. Jednak już dawno przestał się on kojarzyć z osiedlem mieszkaniowym. Dziś The Hollywood Sign jest jednym z najbardziej sugestywnych symboli na świecie. Stanowi metaforę ambicji, sukcesu i splendoru owego olśniewającego miejsca aktywności i marzeń, zwanego Hollywood.

W przeciągu blisko dziewiećdziesięciu lat napis HOLLYWOOD miewał rozmaite czasy i wielokrotnie padał ofiarą wandalizmu. Bywało jednak, że z różnych względów także celowo na pewien czas zmieniano jego wygląd. Na przykład w 1987 roku na czas wizyty papieża Jana Pawła II w Los Angeles zakryto drugą literę L nadając mu brzmienie:  HOL YWOOD, a przez to trochę dziwny wygląd.

 Tak oto las ostrokrzewowy [ang. holly = ostrokrzew, wood = las] na kilka dni stał się lasem świętym ;) [ang. holy = święty]. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z jakąkolwiek przemianą życia mieszkańców tamtejszych wzgórz i ich uświęceniem. Był to jedynie PR–owski zabieg mający na celu przypodobanie się papieżowi.

 To dobra ilustracja zachowań i postaw wielu nowoczesnych chrześcijan. Faktycznie w głębi ich serca nie nastąpiły żadne poważniejsze zmiany. Przyczaili się, ukryli niektóre cechy swego charakteru, zamaskowali swoje słabości przybierając pozór pobożności. Nauczyli się pięknie mówić, wywołując w ludziach dobre wrażenia i zyskując sobie ich względy. Usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści schlebiają ludziom [Jd 1,16]. Ale daleko nie zajdą, albowiem ich głupota uwidoczni się wobec wszystkich [2Tm 3,9].

 Nikt trzeźwo myślący nawet nie pomyślał, że w 1987 roku Hollywood na dobre stało się Holywood. Wszyscy wiedzieli, że to chwilowa ściema. Czy jednak jesteśmy świadomi tego, jak wielu chrześcijan wokół nas, to zaledwie twór przejściowy, obmierzony na zrobienie na ludziach dobrego wrażenia i uzyskania jakiegoś rodzaju korzyści duchowej lub materialnej?

Na twarzy szeroki uśmiech, na ustach wielkie słowa mające świadczyć o nieprzeciętnej duchowości, a pod skórą niezmiennie dalej te same ludzkie ambicje, cielesne pobudki oraz marzenia o splendorze i sukcesie.

Świętość pozorna, praktykowana dla ludzkiego oka, długo nie potrwa. To, co chwilowo ukryte znowu wyjdzie na jaw, albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano [Mt 10,26].

02 lipca, 2011

Jeśli nie chcesz uschnąć

Historia ludzkości roi się od smutnych przykładów zanikania wspaniałych idei i usychania wielu początkowo barwnych życiorysów. Może nawet osobiście znamy takich, którzy przed laty tryskali entuzjazmem, nosili w sercu wielkie marzenia i z pasją je realizowali, a dziś wyglądają jak schnące od korzenia drzewko...

Rozmyślam dziś o drzewie figowym, na którym Pan nie znalazł żadnej figi do zjedzenia. Nie mógł znaleźć – ktoś powie – bo to nie był sezon na figi! To prawda. Jednakże Jezus podszedł do tego drzewa i chciał czegoś, co nie całkiem mieściło się w granicach norm naturalnych.

Figa okazała się mało wrażliwa na to oczekiwanie Jezusa. Stała biernie, nieczuła jak drewno. Nie wzięła tego pod uwagę, że wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone [Kol 1,16], a więc, że Syn Boży ma prawo o każdej porze mieć z niej coś więcej niż tylko same liście. Nie zachowała się zgodnie z oczekiwaniem Pana. Nie była w stanie przekroczyć swoich naturalnych zachowań – więc uschła.

To feralne drzewo figowe bardzo wymownie ilustruje duchową prawdę o potrzebie wiary. Nie chodzi tu jednak o ogólną, typową wiarę. Mamy na świecie całe miliony takich wierzących, którzy działają wyłącznie w ramach naturalnych granic i możliwości. Mamy mnóstwo chrześcijan, którzy mocno wierzą w zachód słońca pod wieczór i w zazielenienie się trawnika po deszczu.

Nie o takiej wierze mówił Jezus. W tej lekcji ewangelicznej chodzi o wiarę niezwykłą. Słowo Boże wzywa do wiary, która jest otwarta na każde wezwanie Chrystusa Pana. Bóg chce od nas gotowości do najbardziej nieracjonalnych i poza zdroworozsądkowych zachowań. Miejcie ten rodzaj ufności, który pochodzi od Boga! [Mk 11,22 w przekładzie Sterna].

Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę [1Mo 12,1]. Idź, weź sobie za żonę nierządnicę i miej z nią dzieci z nierządu [Oz 1,2]. Wyjedź na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów [Łk 5,4]. Abraham, Ozeasz i Szymon Piotr usłyszeli wezwania całkowicie sprzeczne z ich zdrowym rozsądkiem, moralnością i logiką działania.

Jak zareagowali? Gdyby byli podobni do mnie, to z pewnością zaczęliby zgłaszać swoje "ale". Jednakże przez chmurę ich racjonalizmu przebił się ten rodzaj ufności, który pochodzi od Boga! Mistrzu, całą noc ciężko pracując, nic nie złowiliśmy; ale na Słowo twoje zarzucę sieci [Łk 5,5]. Byli gotowi zrobić nawet to, co się kłóciło się z ich sposobem myślenia i życiowym doświadczeniem.

Oto tajemnica żywej wiary! Wspomniani mężowie Boży z upływem lat nie zmarnieli i nie zgnuśnieli. Gotowość do posłuszeństwa Bogu we wszystkim zapewniła im świeżość i dalszy rozwój duchowy. Tylko w ten sposób można doświadczać obfitości życia! Kto tej prawdy nie uchwyci i nie zacznie zgodnie z nią postępować, ten wkrótce uschnie jak figowe drzewo.

Ja tam nie zamierzam usychać. Chcę żyć! Nie będę się więc upierał przy swoich racjach. Nie będę Bogu wyznaczał pory, w której On może ode mnie zażądać tego lub owego. W oddaniu i posłuszeństwie Bogu nie postawię żadnych granic tzw. zdrowego rozsądku.

Jezus ma prawo wezwać mnie do najbardziej ryzykownych i niekonwencjonalnych zachowań. Do czegokolwiek pobudzi mnie Duch Święty, to postaram się niezwłocznie wykonać. Podejmę się każdego, choćby nie wiem jak karkołomnego zajęcia. Nawet wybiorę się z motyką na słońce – jeśli tylko Pan zechce, abym tak zrobił.

Miejcie wiarę Boga! - dosłownie wezwał Jezus swoich uczniów. Modlę się o taki rodzaj ufności, która pochodzi od Boga.

01 lipca, 2011

Układy do rozwiązania

Dziś rocznica rozwiązania Układu Warszawskiego (pełna nazwa: Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej). Był to sojusz polityczno-wojskowy państw Europy Środkowo – Wschodniej, zawiązany pod wpływem Związku Radzieckiego w reakcji na militaryzację Niemiec Zachodnich i włączenie ich w struktury NATO.

 W skład Układu Warszawskiego weszły wszystkie państwa socjalistyczne ówczesnej Europy poza Jugosławią. Podpisano go 14 maja 1955 roku w Warszawie, stąd jego skrócona nazwa. Członkowie Układu Warszawskiego mieli bronić się wspólnie w przypadku ataku na którekolwiek z państw-sygnatariuszy. Potencjalnym przeciwnikiem był powstały w 1949 roku pakt NATO.

 Naczelnym Dowódcą Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego był marszałek Armii Radzieckiej, który jednocześnie pełnił funkcję I zastępcy ministra obrony ZSRR. Pod koniec swego istnienia UW dysponował siłą 3,5 mln żołnierzy, 60 tys. czołgów, 70 tys. transporterów opancerzonych i blisko 8 tys. samolotów bojowych. Polska stanowiła drugą co do wielkości składową siłę militarną Układu.

 Po przemianach w latach 1989–1990 państwa członkowskie podjęły decyzję o zaprzestaniu współpracy wojskowej w ramach Układu podpisując 25 lutego 1991 roku w Budapeszcie stosowną umowę a 1 lipca 1991 roku w Pradze rozwiązano struktury polityczne, co oznaczało ostateczną likwidację Układu Warszawskiego.

 Nieraz tak bywa, że stajemy się częścią układu, który albo w ogóle nigdy nie powinien powstawać, bo jest zły, albo też na dłuższą metę nie ma racji bytu. Wczoraj czytałem w Biblii o królu judzkim Jehoszafacie, który wszedł w zły układ z odstępczym królem Achabem.

 Gdy Jehoszafat doszedł do wielkiego bogactwa i znaczenia, spowinowacił się z Achabem. Po kilku latach wstąpił do Achaba do Samarii i wtedy Achab kazał dla niego i jego świty zabić wiele owiec i bydła i namówił go do wyprawy przeciwko Ramot Gileadzkiemu. Achab, król izraelski, rzekł do Jehoszafata, króla judzkiego: Czy ruszysz ze mną pod Ramot Gileadzkie? A on mu odpowiedział: Ja zrobię, co ty zrobisz, a co zrobi twój lud, zrobi mój lud; pójdziemy z tobą na wojnę [2Kn 18,1–3].

 Ten układ nie podobał się Bogu. Król judzki nie powinien się weń wdawać, a jeśli już związał się pochopnie danym słowem, to czym prędzej powinien się z niego wycofać, gdy usłyszał słowa proroka Micheasza [zobacz: 2Kn 18,16–27]. Jednakże Jehoszafat zlekceważył Słowo Boże i pozostał w sojuszu z bezbożnym królem.

 Gdy Jehoszafat, król judzki, powrócił cało do swego domu do Jeruzalemu, stanął przed nim jasnowidz Jehu, syn Chananiego, i rzekł do króla Jehoszafata: Czy musiałeś pomagać bezbożnemu i okazywać miłość tym, którzy nienawidzą Pana? Przez to ciąży na tobie gniew Pana [2Kn 19,1–2].

 Biblia ostrzega ludzi wierzących przed szeregiem złych układów, takich jak na przykład małżeństwo z osobą nie odrodzoną z Ducha Świętego, twórczość artystyczna wespół z ludźmi niewierzącymi w Pana Jezusa Chrystusa, wiązanie się sojuszem ze wspólnotami wyznaniowymi, w których nie dba się o zdrową naukę czy też zakładanie spółki biznesowej z człowiekiem bezbożnym. Jeżeli mówią: Chodź z nami! [...] Zwiąż swój los z naszym, wszyscy będziemy mieli jedną kiesę. Synu mój, nie idź z nimi ich drogą, wstrzymaj swoją nogę od ich ścieżki! [Prz 1,11–15].

 Są układy, jak np. związek małżeński, od których nie ma odwrotu. Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli jakiś brat ma żonę pogankę, a ta zgadza się na współżycie z nim, niech się z nią nie rozwodzi; i żona, która ma męża poganina, a ten zgadza się na współżycie z nią, niech się z nim nie rozwodzi [1Ko 7,12-13]. Wierzący powinien się wywiązywać z danego słowa, chyba że któregoś dnia niewierzący zażąda rozwodu. A jeśli poganin chce się rozwieść, niechże się rozwiedzie; w takich przypadkach brat czy siostra nie są niewolniczo związani, gdyż do pokoju powołał was Bóg [1Ko 7,15].

Jest jednak wiele takich sytuacji, gdy uczeń Jezusa powinien zająć biblijne stanowisko i wyjść z duchowo niejasnych układów. Lepiej narazić się, ponieść materialną stratę, ale rozwiązać zły układ, niż tkwić w nim i ponieść w końcu niepowetowane straty duchowe.

 Jeżeli związany jesteś przez słowa swoich ust, schwytany przez własną mowę, uczyń to, synu mój, abyś znowu był wolny, gdyż jesteś w ręku swego bliźniego! Idź śpiesznie i nalegaj na swego bliźniego, nie daj zasnąć swoim oczom i nie pozwól, aby się zdrzemnęły twoje powieki! Wyrwij się jak gazela z sieci i jak ptak z ręki ptasznika [Prz 6,2–5].

Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?  Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14-18].

Przemiany duchowe w życiu człowieka zazwyczaj potrzebują szeregu zmian organizacyjnych. Pojawiają się nowe sojusze i przyjaźnie, podczas gdy stare układy wygasają. Nowe wypiera to, co okazało się złe. Zacieśnianie więzi z Jezusem domaga się zerwania z dotychczasową doktryną, samowolą i bezbożnym stylem życia.

W okrągłą rocznicę rozwiązania Układu Warszawskiego zastanówmy się, które z wiążących nas układów powinny znaleźć się na liście do rychłego rozwiązania.