Jak te "poziomki" zasiały się w przykościelnym ogrodzie? Tego nie wiem, ale od razu przyszła mi do głowy myśl, że podobnie ma się rzecz z ludźmi. Prawdziwi chrześcijanie wydają woń Chrystusową. To Bóg sprawił, że jesteśmy dla Niego zapachem Chrystusa — zarówno wśród tych, którzy dostępują zbawienia, jak i tych, którzy giną. Dla jednych jest to woń śmierci zapowiadająca śmierć, dla drugich zapach życia — obwieszczający życie (2Ko 2,15-16). Ich życie, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa, nabrało też odpowiedniego smaku. Wy jesteście solą ziemi (Mt 5,13) - powiedział Jezus. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu (Kol 4,6).
W ogrodach lokalnej wspólnoty Kościoła nie wiadomo jak potrafią się zasiać też ludzie, którzy wyglądem przypominają chrześcijan, a nimi nie są. Podobnie jak poziomki indyjskie ładnie wyglądają, lecz nie mają smaku ani zapachu prawdziwych poziomek, tak też owi "chrześcijanie" odgrywają tylko rolę ludzi wierzących. Wprawdzie nie stanowią dla społeczności śmiertelnego zagrożenia, ale też niczego dobrego do niej nie wnoszą. Przy bliższym kontakcie szybko staje się jasne, że wcale nie pachną Chrystusem, a ich życie jest duchowo jałowe i bez smaku. W pierwszym kontakcie traktujemy ich jak braci i siostry w Chrystusie, ale wkrótce przekonujemy się, że są jedynie imitacją prawdziwego chrześcijaństwa.
Czy powinienem wytępić poziomki indyjskie i usunąć je z przykościelnego ogrodu? Nie zrobię tego. Niech rosną tuż przy oknie sali nabożeństw i będą naoczną lekcją, że nie po zewnętrznym wyglądzie i przybranej pozie rozpoznaje się prawdziwego chrześcijanina. A może będzie z nimi podobnie jak z "lewymi" chrześcijanami? Nie wiadomo z czyjego nadania w zborze się pojawiają i nie wiadomo kiedy i z jakiego powodu znikają...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz