29 listopada, 2011

Iść w zaparte

Jednym z rozpaczliwych nieco sposobów unikania odpowiedzialności, jest próba wypierania się nawet dość oczywistych faktów. Niektórzy ludzie robią tak niemal od kołyski. Prawie wszystko wskazuje na to, że maczali w czymś palce, a oni mimo to zdecydowanie temu zaprzeczają. A ponieważ robią to bez zmrużenia oka i rumieńca wstydu na twarzy, część ludzi nabiera przekonania, że mówią prawdę.

Pamiętam jak swego czasu były prezydent Gdańska, pełniący swoją funkcję na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, oskarżony o wzięcie łapówki, pokazywał przed kamerą dłonie i z wielkim przekonaniem w głosie mówił: "Te ręce są czyste". Jak było naprawdę? Trwało to, bo trwało, w Polsce chyba nie może być szybciej, ale dziesięć lat później ponad wszelką wątpliwość okazało się, że jego ręce nie były czyste i Franciszek J. poszedł do więzienia.

Przykładów ukrywania prawdy metodą pójścia w zaparte, mamy bez liku. Raz po raz ktoś publicznie twierdzi, że jest w porządku, że nie złamał prawa, że nie naruszył żadnych zasad przyzwoitości, jednym słowem, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a potem się okazuje, że jednak było inaczej. Dlatego w najnowszych 'rozgrywkach' okołosportowych już nawet nie jestem ciekaw, kto kręci(na) prawo i na lewo, a kto nie.

Serce człowieka jest ułomne i potrafi zachować się bardzo przewrotnie. Nawet ktoś o tak szlachetnym sercu, jak apostoł Piotr, któremu jako jednemu z pierwszych dane było poznać Jezusa z Nazaretu, a nawet zostało mu objawione, że Jezus jest Synem Bożym – prawdziwym Mesjaszem, w pewnym momencie poszedł w zaparte i twierdził, że Go w ogóle nie zna. Wbrew oczywistym faktom począł się zaklinać i przysięgać: Nie znam tego człowieka [Mt 26,74].

Jednym z najświeższych przykładów takiej postawy jest zachowanie znanego lidera chrześcijańskiego, któremu zarzuca się wspieranie, a nawet inspirowanie, coraz modniejszej w USA idei chrislamu, czyli zbliżania do siebie wyznawców obydwu religii, o czym niedawno pisałem. W świetle oczywistych faktów, takich np. jak jego zaangażowanie w fundację stawiającą sobie za cel zjednoczenie wszystkich religii, czy też jego czynny udział w konwencie amerykańskich muzułmanów, lider ów twierdzi, że te zarzuty, to czysty nonsens.

Gdy nasze dziecko mówi, że nie podebrało danej zabawki koledze, jakże by się chciało, żeby było to prawdą! Jakże miło byłoby się przekonać o prawdziwości zapewnień koleżanki, że naprawdę nie zdradziła naszego sekretu! Jakże byłoby to budujące, gdyby można było mieć pewność, że jest tak, jak dany brat mówi, że jest. Niestety, zbyt często prawda okazuje się inna.

Można przez jakiś czas iść w zaparte i w ten sposób skutecznie przekonywać do siebie cześć swojego otoczenia. Jednak czy na dłuższą metę coś takiego może się udać? Póki co, można o sobie twierdzić cokolwiek, co jest nam dzisiaj na rękę, by inni tak, a nie inaczej, o nas myśleli. Jednak to nie nasze własne słowa przesądzają o tym, jak jest faktycznie. Albowiem nie ten, kto sam siebie zaleca, jest wypróbowany, ale ten, kogo Pan poleca [2Ko 10,18]. Wcześniej czy później, prawda wychodzi na jaw.

Bardzo zależy mi na tym, ażeby w stosunku do mnie zawsze mogły mieć zastosowanie następujące słowa Biblii: Uradowałem się bowiem bardzo, gdy przyszli bracia i złożyli świadectwo o rzetelności twojej, że ty istotnie żyjesz w prawdzie. Nie ma zaś dla mnie większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie [3Jn 1,3–4].

Czy i ty istotnie żyjesz w prawdzie?

Nieco więcej o zaangażowaniu chrześcijan w ideę chrislamu - tutaj.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza