05 marca, 2010

Mamusia

Dziś Dzień Teściowej — coroczne święto, obchodzone w Polsce 5 marca, a ustanowione w celu wyrażenia szacunku i wdzięczności synowej lub zięcia wobec teściowej.

 Teściowa często bywa bohaterką złośliwych dowcipów. Może i ktoś ma powody, by się nimi ekscytować, ale dziś teściowa ma swój dzień. Jest to okazja, aby podziękować matce swojego współmałżonka za jej obecność, troskę, a może i za pomoc w wychowywaniu dzieci. Teściowa to przecież w rodzinie zazwyczaj także ukochana babcia a nawet prababcia!

 Zabiegani w kieracie codziennych obowiązków nie zawsze pamiętamy, że wszystko, co teściowa robi dla nas i dla naszych dzieci, to wyłącznie jej wspaniałomyślność względem nas. Ona już nie ma wobec nas żadnych obowiązków. Wychowała nam partnera życiowego i w momencie, gdy zdecydowaliśmy się na małżeństwo, jej odpowiedzialność w tym względzie ustała. Cokolwiek teraz dla nas robi, robi bo chce, po prostu z dobrego serca.

 Oczywiście, nie wszystkie teściowe są jednakowe. Niektóre potrafią przesadnie angażować się w życie małżeńskie swojego dziecka, inne zaś jakby zupełnie zapomniały, że ich syn lub córka wciąż żyją, tyle że już u boku swojego partnera. Zostawmy skrajności.

 Niech w Dniu Teściowej przyjdzie nam do głowy, żeby jej podziękować za okazywane nam serce, oczywiście adekwatnie do poziomu jej zaangażowania. W każdym razie można ponownie wyrazić wdzięczność za wychowanie dla nas męża czy żony, za niewątpliwy trud, jaki swego czasu musiała w to włożyć.

 Idealną teściową musiała być biblijna Noemi, skoro jej owdowiała synowa Rut ani myślała zrywać z nią relacji i układać sobie życia bez jej towarzystwa. Gdy Noemi ją do tego zachęcała, Rut odpowiedziała: Nie nalegaj na mnie, abym cię opuściła i odeszła od ciebie; albowiem dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój - lud mój, a Bóg twój - Bóg mój. Gdzie ty umrzesz, tam i ja umrę i tam pochowana będę. Niech mi uczyni Pan, cokolwiek zechce, a jednak tylko śmierć odłączy mnie od ciebie [Rt 1,16–17].

 Niech mi ktoś po lekturze księgi Rut powie, że teściowa z synową – to obowiązkowo gotowa mieszanka wybuchowa. Owszem, w codziennym życiu ludzi o nieodrodzonych sercach nie brak konfliktów, ale Biblia nigdzie nie wskazuje, że jakoby relacje z teściową jakoś szczególnie trudno było utrzymać na normalnym poziomie.

Jedyne napięcie w relacji z teściową, o jakim mówi Biblia, to różnice wynikające z wiary w Chrystusa. Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego [Mt 10,34–36]. Gdy synowa jest wierząca, a teściowa nie, lub odwrotnie, wówczas może pojawić się wrogość niewierzącej w stosunku do wierzącej. Tego rodzaju konflikty, to już jednak raczej prześladowanie za wiarę, niż typowe niesnaski rodzinne.

Moje osobiste doświadczenia i obserwacje życiowe, jednoznacznie wskazują na to, że tam, gdzie ludzie żyją w miłości do Boga i bliźniego, tam relacje z teściową układają się wspaniale.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza