07 maja, 2021

Saul Saulowi nierówny

Dzisiejsza lektura Pisma Świętego nasunęła mi szereg myśli o Saulu, pierwszym królu Izraela oraz o Saulu z Tarsu, apostole Jezusa Chrystusa. Tak samo mieli na imię, ale jakże innymi byli ludźmi. Obydwaj w swoim czasie zostali wybrani przez Boga, a jakże różnie spełnili swą rolę. 

Król Saul został bardzo wyróżniony wśród Izraelitów. Prorok Samuel z polecenia Bożego namaścił go i - jako pierwszemu w dziejach narodu izraelskiego - nadał mu godność królewską. Został też napełniony Duchem Bożym, co przemieniło go w innego człowieka i uzdolniło do sprawowania władzy. Niestety, bardzo szybko uderzyła mu woda sodowa do głowy. Poczuł się tak ważny, że przestał dbać o posłuszeństwo Bogu. Gdy Bóg cofnął mu swój mandat poparcia, a Duch Boży odstąpił od niego, Saul nawiedzany przez złego ducha, obsesyjnie próbował utrzymać swoje stanowisko. Lecz teraz uczcij mnie przed starszymi mego ludu i przed Izraelem [1Sm 15,30] - prosił Samuela. W swej złości na celownik wziął życzliwego mu Dawida. Do tego stopnia niesprawiedliwie go traktował i czyhał na jego śmierć, że nawet dzieci Saula zaczęły chronić Dawida przed ich ojcem. Krótko mówiąc, król Saul miał dobry początek, lecz skończył bardzo źle.

Saul z Tarsu, to całkiem inna postać i historia. Po dramatycznym spotkaniu z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku ów młody faryzeusz zmienił się nie do poznania. Jego powołanie, w odróżnieniu od innych apostołów, miało charakter nadzwyczajny. A oznajmiam wam, bracia, że ewangelia, którą ja zwiastowałem, nie jest pochodzenia ludzkiego; albowiem nie otrzymałem jej od człowieka, ani mnie jej nie nauczono, lecz otrzymałem ją przez objawienie Jezusa Chrystusa [Ga 1,11-12]. Napełniony Duchem Świętym, mając tak niezwykłe przeżycia, jak np. uniesienie w zachwyceniu aż do trzeciego nieba [2Ko 12,2], szybko mógł obrosnąć w piórka. Jednakże Saul z Tarsu, chociaż stał się apostołem narodów, pozostał bardzo skromny i pokorny. Ja bowiem jestem najmniejszym z apostołów i nie jestem godzien nazywać się apostołem, gdyż prześladowałem Kościół Boży. Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem [1Ko 15,9-10] - przeczytałem dziś o nim w Biblii. Dzięki temu tuż przed śmiercią ów apostoł miał prawo napisać: Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy [2Tm 4,7-8].

Jak widać, Saul Saulowi nierówny. Rozważając dziś życiorysy tych dwóch bohaterów biblijnych, myślę o różnicach, jakie zarysowują się również pomiędzy chrześcijanami. Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej [Ef 1,4-5]. Jednakowo wyróżnieni Bożym wyborem, nie wszyscy tak samo chodzimy w wierze i osiągamy cel. Jedni z upływem lat wciąż pamiętają, kim byli bez Chrystusa. Utrzymując swe serca w pokorze, cieszą się Bożą przychylnością, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje [1Pt 5,5]. Drudzy chrześcijanie z biegiem lat zaczynają gwiazdorzyć. Wyróżnieni przez Boga talentami i powołaniem, tracą zdroworozsądkowe spojrzenie na siebie. Trzeba ich napominać, aby nie mieli o sobie mniemania wyższego, niż należy [Rz 12,3], bo szybko stają się podobni do króla Saula.

Ze ściśniętym sercem od lat obserwuję w naszych kręgach tę polaryzację. Na przekór znanemu przysłowiu mówi się, że pokorne cielę nie wyssie dziś wiele. Niejeden dzisiejszy chrześcijanin, żądny - jak król Saul - ludzkiej chwały, wkracza na drogę autoprezentacji. Korzystając z nowych osiągnięć technologicznych, przyciąga ludzi do siebie i opowiada o sobie same dobre rzeczy. To musi się dla niego źle skończyć. Nastały czasy agresywnej prezentacji samego siebie. Mało już kto nie chwali się w Internecie swoimi modlitwami, postem, wyjazdem, spotkaniem, czy dobroczynnością. Wielu chce coś znaczyć. Zyskać popularność. Mało komu zależy na wywyższeniu Jezusa, a jeśli już, to tylko na tyle, na ile przy tym mówieniu o Jezusie i oni sami mogą zaistnieć jako ważni. Bym się więc z nadzwyczajności objawień zbytnio nie wynosił, wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował, abym się zbytnio nie wynosił [2Ko 12,7]. Trzeba nam pokory Saula z Tarsu.

Czytałem dziś  i o jednym Saulu, i o drugim. Do którego z natury jest mi bliżej? Którego bardziej chciałbym naśladować? A ty?

1 komentarz:

  1. Marcinie bardzo ciekawie to opisałeś, prawdą jest że się nie zrównamy z innymi czy z panem Jezusem, ale wiarę mamy w sercu raz jest silna a czasem słabsza, może tak być bo zależy jaki wybór podejmujemy w swoim życiu.
    Jednak to nie tłumaczy czy mamy mocną wiarę czy silną to jest w naszym sercu zakorzenione, jedni ją mają drudzy nie.

    OdpowiedzUsuń