15 lutego, 2026

Za mną, czy ze mną?

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, A.D. 2000
W każdym środowisku istnieje całkiem niemało osób noszących w sobie chęć wpływania na innych. Przywódcze charaktery ujawniają się już od piaskownicy. Mocniej dochodzą do głosu w szkolnej grupie rówieśniczej i zabarwiają stan emocjonalny nastolatków. Prawie każdy chce być duszą towarzystwa, być lubianym, być w centrum uwagi i mieć jak najwięcej zwolenników. Gdy towarzystwo tego nie uznaje, zazwyczaj zabieramy swoje zabawki i szukamy dla siebie innego miejsca. Rozglądając się za otoczeniem, w którym ludzie bardziej docenią naszą wyjątkowość, szybko odkrywamy, że w tym celu najprościej jest utworzyć własną grupę przyjaciół. Tak powstają kręgi towarzyskie i tak funkcjonują społeczeństwa od zarania dziejów.

Duchowe odrodzenie z wody i z Ducha Świętego, powiązane z ukrzyżowaniem zainfekowanych grzechem naturalnych pragnień, czyni nas naśladowcami Jezusa Chrystusa. Narodzeni na nowo, zostajemy uwolnieni od potrzeby ciągłej afirmacji ze strony otoczenia. Stajemy się wyznawcami i czcicielami Pana Jezusa. Zasada - On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30] sprawia nam taką radość, że już nie łakniemy ludzkiej aprobaty i pochwały. Dopiero spośród tak rozkochanych w Chrystusie Jezusie osób, Duch Święty powołuje przywódców chrześcijańskich. Takich, którzy zgodnie z Jego kierownictwem prowadzą ludzi ku Chrystusowi, a nie mają upodobania w sobie samych [Rz 15,1], bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,3].

Problem w tym, że wiele uchodzących za chrześcijan osób nie doznało tej głębokiej przemiany. Mienią się naśladowcami Chrystusa, a wciąż żywią w sobie potrzebę tego, by błyszczeć. Chcą przewodzić innym, w gruncie rzeczy nie po to, żeby wspólnie razem podążać za Jezusem, lecz żeby pociągać ludzi ku sobie i za sobą. Obecność takich osobników dostrzegł apostoł Paweł w gronie przywódców zboru efeskiego, skoro w natchnieniu Ducha zapowiedział: Również spomiędzy was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,30]. Działający zgodnie z Duchem Bożym przywódca nie przyciąga ludzi do siebie. Nie przywiązuje ich emocjonalnie do siebie. Unika tego jak ognia. Owszem, śmiało staje na czele. Jak najbardziej chce innych prowadzić, ale zawsze w myśl zasady: Bądźcie moimi naśladowcami, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa [1Ko 11,1]. Stając ramię w ramię z braćmi i siostrami w wierze, prowadzi ich we wspólnym poświęceniu się Chrystusowi Panu i oddawaniu Mu chwały.

Swego czasu, już po zmartwychwstaniu, Chrystus Pan zadał Piotrowi pytanie: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje [Jn 21,15]. Aż trzykrotnie trzeba było Piotrowi to uświadomić, że podstawowym warunkiem prawdziwego przywództwa chrześcijańskiego nie są naturalne cechy przywódcze, a szczera miłość do Jezusa. Chodzi o to, aby osobistym przykładem, każdym słowem, czynem i gestem przyciągać ludzi do Boga, a nie pociągać ich za sobą. Potrafią to tylko osoby prawdziwie rozkochane w Jezusie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz