29 czerwca, 2026

śp. Pastor Sergiusz Waszkiewicz

pastor Sergiusz Waszkiewicz w rozmowie po nabożeństwie. Lata 70. ub. wieku 
Dokładnie dzisiaj mija trzydzieści lat od śmierci śp. prezbitera Sergiusza Waszkiewicza, założyciela i pierwszego pastora zboru zielonoświątkowego w powojennym Gdańsku. Bóg odwołał go spośród nas w dniu 29 czerwca 1996 roku, dwa miesiące po założeniu Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Nie mogłem go wówczas powiadomić o fakcie utworzenia nowego zboru w Gdańsku, ponieważ brat Waszkiewicz przez parę ostatnich lat życia pozostawał już bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Ośmielam się wszakże uważać nasz Zbór, jako spadkobiercę i kontynuatora - tu w Gdańsku - jego sposobu życia i podejścia do służby Bożej. 

Pastor Sergiusz Waszkiewicz był dla mnie człowiekiem wyjątkowym. Poznałem go jesienią 1974 roku, gdy przyjechałem do Gdańska, by dołączyć do mojej mamy i rodzeństwa, którzy dotarli tu z Lubelszczyzny kilka miesięcy przede mną. Okazanie zainteresowania naszym losem, godność i powaga posługi duchowej, niezwykłe poczucie humoru i dbałość o zdrową naukę biblijną - wszystko to bardzo mnie w nim pociągało. W zborze pod duchowym przywództwem "wujka" Waszkiewicza od razu poczułem się jak w rodzinie. W ciągu kilku kolejnych lat dane mi było wielokrotnie rozmawiać z nim osobiście. Dzięki temu poznałem go nie tylko z jego publicznych wystąpień ale również z jego prywatnych przekonań oraz reakcji na to, co działo się w świecie i w Kościele.

Gdy jesienią 1978 roku znalazłem się w Szkole Biblijnej w Warszawie, z niemałą satysfakcją odkryłem, że pastor Waszkiewicz był znany i otaczany szacunkiem w różnych stronach Polski. Przez wiele wcześniejszych lat reprezentował sporą grupę zborów zielonoświątkowych w Radzie ówczesnego Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego. Byłem wręcz dumny, gdy został też zaproszony do naszej szkoły w celu przeprowadzenia kilku wykładów. Tym bardziej czułem się wyróżniony, gdy w trakcie nauki od czasu do czasu otrzymywałem od niego list, w którym dzielił się ze mną tym, co przeżywał. Już w pierwszym roku mojej nauki parokrotnie zaprosił mnie też do usługi Słowem Bożym w gdańskim zborze. 

Chrzest mojej Gabrieli w 1976 roku (druga od strony pastora Waszkiewicza)
Jako młody chrześcijanin i początkujący kaznodzieja, w towarzystwie pastora Waszkiewicza odczuwałem zarówno przyjemność z bliskości tak ważnej dla mnie osoby jak i drżenie serca, by zachować się przy nim, jak należy. Mój pastor, choć był człowiekiem taktownym, to jednak niczego nie owijał w bawełnę. Dla przykładu, w prowadzonym w tamtych latach moim osobistym dzienniku, w dniu 21 czerwca 1979 roku pisałem: "Czwartek. Słoneczny dzień. Odwiedziłem brata Waszkiewicza w szpitalu. Spotkałem tam Daniela Ciszuka z żoną. Odwiedziny upłynęły w serdecznej atmosferze z tym tylko, że dostałem po głowie za kazanie, które mówiło o tym, jak Izraelici, wchodząc do Kanaanu, mieli wytępić pogańskie ludy. Izraelici zrobili to, jednak zlekceważyli resztki tych narodów. Poselstwo kazania brzmiało: Nie toleruj w sobie żadnych resztek starego życia". Zarzucono mi, że za dużo mówię o tych krwawych faktach Starego Testamentu i że ludzi to gorszy...". Przełknąłem tę krytykę, jak gorzką pigułkę, mając świadomość, że jest ona dla mojego dobra, bo przecież uwagę zwracał mi doświadczony, a zarazem bardzo mi życzliwy duszpasterz. Dodam, że pastor Waszkiewicz nie tylko ochrzcił mnie w 1977 roku. Także on trzy lata później, 25 października 1980 roku usłużył nam, gdy z Gabrysią zawieraliśmy związek małżeński, a następnie, po roku, modlił się o błogosławieństwo Boże dla naszej pierwszej córki, Agnieszki. Po prostu, był naszym pastorem.

Przejście pastora Sergiusza Waszkiewicza na emeryturę zostało poniekąd wymuszone podjętą przez ówczesną Radę Kościoła uchwałą, wyznaczającą wiek siedemdziesięciu lat, jako górną granicę sprawowania funkcji pastora. Byłem wtedy świeżo upieczonym kaznodzieją, powołanym wiosną 1980 roku na ewangelistę w gdańskim zborze. Trzeba tu dać świadectwo prawdzie, że już wcześniej nie wszyscy członkowie naszej wspólnoty jednakowo cieszyli się z przywództwa naszego pastora. Pamiętam, jak jeden z nich zaprosił mnie do kawiarenki na Starym Mieście w pobliżu Wielkiego Młyna i próbował namawiać do stworzenia wspólnego frontu przeciwko pastorowi, aby usunąć go ze stanowiska. Byłem wstrząśnięty i zbulwersowany tą propozycją. Na szczęście niedługo potem w naszym zborze zaczął pojawiać się brat Anatol Matiaszuk z Zielonej Góry jako oficjalny kandydat na przyszłego pastora, a ponieważ został zaakceptowany także przez samego brata Waszkiewicza, sprawy potoczyły się gładko i przykładnie.

W czasie pastorskiej zmiany warty w zborze przy ul. Menonitów nie było mnie już w Gdańsku. Latem 1982 roku - uzyskując błogosławieństwo gdańskiego Zboru - wyjechałem, by organizować wiejski zbór w Piątkowie (dawne woj. radomskie), potem zbór w Krośnie (1984) a następnie zbór w Gorzowie Wielkopolskim (1987). Za każdym razem jednak, gdy tylko przyjeżdżałem do Gdańska, starałem się odwiedzić brata Waszkiewicza, albo w jego mieszkaniu, albo na działce letniskowej w Wiczlinie k. Gdyni. Emerytowany pastor wciąż żywo interesował się życiem Kościoła i nowymi trendami w jego łonie. Dopytywał się też, jak radzę sobie w nowych miejscach mojej służby. Po moim powrocie do Gdańska w 1993 roku nie było już możliwości rozmowy z moim pastorem. Mogłem tylko posiedzieć przy jego łóżku, popatrzeć na niego i dziękować Bogu za jego służbę i dobry wpływ na wielu chrześcijan, w gronie których i dla mnie znalazło się miejsce.

Kalendarium:

  • Urodzony 7 listopada 1907 roku w Dołginowie k. Nowogródka [dzisiejsza Białoruś].
  • Nawrócenie przeżył w 1921 roku jako 14 letni chłopiec, w rok po śmierci swojego ojca. 
  • Chrzest wiary przyjął 25 września 1930 r.
  • W okresie międzywojennym wędrowny ewangelista na terenach Wileńszczyzny, Polesia i Wołynia.
  • W 1938 roku został pastorem zboru w Baranowiczach [dzisiejsza Białoruś].
  • W 1947 roku przyjechał do Gdańska i rozpoczął służbę duszpasterską. 
  • W 1953 roku został przełożonym gdańskiego zboru.
  • Na emeryturę przeszedł w 1982 roku, przekazując prowadzenie zboru gdańskiego prezb. Anatolowi Matiaszukowi.
  • Zmarł 29 czerwca 1996 roku w Gdańsku.

Wiele już lat temu, w 2007 roku na okoliczność setnej rocznicy urodzin Sergiusza Waszkiewicza, poprosiłem osoby z naszego środowiska kościelnego o odpowiedź na pytanie: Jak wspominasz śp. pastora Sergiusza Waszkiewicza? Kilka osób przysłało mi swoje wspomnienia, które bez żadnych zmian ponownie publikuję poniżej.

***

"Dla mnie jest on jak drugi ojciec, taki prawdziwy duchowy autorytet, szczególnie w okresie moich pierwszych kroków wiary. Dobrze pamiętam jego wizyty w naszym domu, gdy byłem jeszcze chłopcem. Przyjaźnił sie z moimi rodzicami. W Baranowiczach mój tata stacjonował w wojsku i brat Waszkiewicz był mu bardzo pomocny w rożnych sytuacjach. Był to czas wojny i dzięki jego wstawiennictwu, tata nie poszedł na front, o co bardzo się modlił jako młody chrześcijanin. Brat Waszkiewicz był moim chrzcicielem w 1964 roku. Chętnie słuchałem jego wykładów na kursach biblijno - umuzykalniających. Pamiętam jego stały temat: "Dlaczego nie jestem adwentystą". Szczególnie zapamiętałem jedną z jego wizyt w moim już domu, bodajże w 1981 roku. Kiedy wszedł do naszego mieszkania, a mieliśmy na ścianie, modną wówczas fototapetę z dużymi kwiatami i zielonymi roślinami. Myśląc, że to prawdziwe rośliny, chciał chwycić ręką za liście i mówiąc "jakie wspaniale rośliny", o mało co nie połamałby sobie palców.

Zawsze z wdzięcznością w sercu wspominam brata Waszkiewicza i Bogu dziękuję, że miałem możliwość znać go osobiście. - Henryk Hukisz [Chicago]".

***

Pamiętam GO jako bardzo dobrego wujka/bo tak nazywaliśmy jako dzieci naszych starszych wiernych/, rozdawał nam na wigilię paczki. Pamiętam jak po nabożeństwie zawsze się witał z członkami zboru. Te wspomnienia są ze zboru na ul. Traugutta i ze zboru na Menonitów. Moja MAMA grała w zborze na fisharmonii /pianinie/. Jak zobaczyłem JEGO zdjęcie na Waszej stronie to zrobiło mi się jakoś miło. - Z poważaniem Włodzimierz Sacewicz, wnuk pastora Jerzego Sacewicza. Szczęśliwego Nowego Roku 2008.

***

Podziwiałem go, że w rozmaitych sytuacjach konfliktowych, których przecież na przestrzeni tylu lat nie brakowało w życiu zboru, potrafił tak umiejętnie zażegnywać spory i rozładowywać napięcie. Spokojnie wysłuchał, nie próbował przekonywać ani bronić racji żadnej ze stron, ale w oparciu o Słowo Boże doprowadzał do zgody. Dobrze znał Słowo Boże i tak potrafił je zastosować do konkretnych sytuacji, że nieraz miałem skojarzenie, jakby mówił Gamaliel z Dziejów Apostolskich. - Mikołaj Jakoniuk (wieloletni współpracownik pastora Waszkiewicza, sekretarz Rady Zboru w Gdańsku)

***

Moje wspomnienia o nim kojarzą się z wczesnym dzieciństwem i smakiem gumy do żucia, którą nas częstował wraz z braćmi z Szwecji! Trudno mi określić datę, ale był to 1946/47r. Działo się to w Białowieży, w moim domu rodzinnym. Rodzice byli odrodzonymi chrześcijanami, a nasz ojciec należał do zaangażowanych w szerzenie prawdy o Zbawicielu! Z tej racji w naszym domu odbywała się ewangelizacja, na której to usługiwał brat Waszkiewicz. Było jak na wiejskie warunki dużo słuchaczy! Z relacji mojego starszego rodzeństwa wynika że posługa była dobrze przyjęta! Moja starsza siostra wspomniała także o tym że nas, dzieci, zebrał na klęczki wokoło siebie i sam klęcząc modlił się o nasze dusze i nawrócenie. A potem przyszedł taki czas, że każde z nas (a było nas siedmioro) oddało swoje życie w ręce Jezusa. Później w 1976 roku brat Sergiusz Waszkiewicz zanurzał mnie wodach chrztu! Na pewno będziemy pamiętać jego kazania a także jego słynne powiedzonka i anegdoty. - Paweł Prus

***

Pamiętam bardzo niewiele. Wspominam dziadka jako człowieka spokojnego, stonowanego. Prawdopodobnie starali się z babcią dbać o jedność i utrzymanie wzajemnych kontaktów w całej rodzinie - w niedzielę zazwyczaj można było liczyć na wspólny obiad w ich mieszkaniu przy budynku zborowym. W czasie dziadka kazań raczej dobrze mi się spało - o ile wypadała niedziela z wieczerzą Pańską i nie było szkółki niedzielnej. Kiedy go odwiedzałem, gdy był już na emeryturze, zawsze poświęcał chwilę czasu na rozmowę ze mną, pytał co się dzieje w moim młodym życiu. Ostatnie wspomnienia wiążą się z czasem, kiedy dziadek już nie miał kontaktu z otoczeniem, nie słyszał, nie widział, a opiekowała się nim babcia. Mieszkali wtedy w domu w gdyńskiej dzielnicy Wiczlino, ale wydawało się, że jest to wieś. Prawdę mówiąc chyba więcej pamiętam dziadka z opowiadań różnych ludzi, niż z "własnego doświadczenia". - Szymon Irzabek (wnuk Sergiusza Waszkiewicza).

***

Są ludzie, których pamięta się od "zawsze" i na zawsze.... Taką osobą dla mnie jest postać br. Sergiusza Waszkiewicza. Jego osoba związana jest z naszą rodziną przez kilkadziesiąt lat (blisko 50). Ja osobiście pamiętam Go, gdy mieszkał wraz z rodziną na ul. Trawki (boczna od ul. Słowackiego) – odwiedzaliśmy ich i zbór na ul. Traugutta. To były lata 50-te ub. wieku!!! Jak ten czas szybko leci... Brat Waszkiewicz chrzcił nas, udzielał ślubów, odwiedzał, nauczał Słowa, pocieszał, płakał razem z nami i cieszył się razem z nami... Przypominam sobie, jak bardzo smakowały mu placki ziemniaczane podane z kwaśną śmietaną usmażone przez moją mamę, kiedy byłem małym chłopcem. Był bardzo częstym gościem w naszym domu, a ja bardzo lubiłem słuchać jego opowieści z dawnych lat. Wpadał z br. Kudzinem na chwilę, a wychodzili po paru godzinach. Wielkim przeżyciem dla mnie było słuchanie tego, o czym mówił. A miał niesamowity dar przekazywania tego, co mówił w sposób prosty i zrozumiały dla słuchacza. Wiele z tych historii pamiętam do dzisiejszego dnia. Myślę, że wielu z nas pamięta Go jako człowieka z wielkim poczuciem humoru. Sypał przykładami z życia wziętymi przede wszystkim. Kiedyś zapisywałem jego powiedzonka i stwierdzenia. Przykład: CHRZEŚCIJANIN POWINIEN MIEĆ GORĄCE SERCE, ALE ZIMNĄ GŁOWĘ. NIE MOŻNA Z DRABINĄ W POPRZEK PRZEJŚĆ PRZEZ LAS. LEPIEJ JEST PROSTO IŚĆ, NIŻ WYSOKO SKAKAĆ.

Praktyka i czas pokazały, że miał rację w stu procentach. Najbardziej popularny i myślę, że znany w całej Polsce był w Jego wydaniu wąż (szatan). Był on określany jako "ŹMIEJ". Do dziś uśmiecham się, gdy wspominamy te zabawne powiedzonka i historie. Potrafił też, jeśli Go coś szczególnie "zeźliło" załatwić sprawę od ręki na poczekaniu. Oto przykład: Pewnej siostrze która podczas kazania oglądała się za siebie mocno wychylając się z ławki w celu zaspokojenia ciekawości, kto wchodzi do kaplicy, oświadczył kiedyś prosto z kazalnicy: SIOSTRO (tu wymienił jej nazwisko) WSZEDŁ BRAT... (podał jego nazwisko). Po tym fakcie przestała wychylać się z ławki. Nigdy nie zapomnę wizyt w Jego domu – wielkiego pieca, ogromnego biurka za wielkimi drzwiami i wielkiej biblioteki. Już wtedy marzyłem o książkach, wyobrażałem sobie ile ciekawych i niesamowitych historii zawierają. W tym miejscu należy wspomnieć o gościnności tego domu – WIELKIEJ ! Gospodarz miał zawsze czas dla gościa. Jeszce jedna sprawa – Jego przyjaciele, to samo pokolenie – bracia: Maksymowicz, Rapanowicz, Ciszuk sen., Poysti, Huk, Kapitaniak – można było ich słuchać dzień i noc. A kto pamięta wspaniały duet (śpiewający) szczególnie na Ścianie Wschodniej naszego kraju Waszkiewicz – chyba baryton i Maksymowicz na pewno bas...??? Może są gdzieś nagrania archiwalne?

Na zakończenie sprawa najważniejsza dla mnie – jego wierność Słowu. To zawsze było na pierwszym miejscu. Wszystko inne przeminęło... i ludzie, i ich nauki, trendy, ruchy, zachwyty i inne rzeczy. Podziwiałem Go za to, ceniłem i kochałem. Myślę, że kiedyś się spotkamy drogi Bracie… - Andrzej Gigiel (Wieloletni członek Rady Zboru w Gdańsku).

Trzydzieści lat po śmierci, pastor Sergiusz Waszkiewicz wciąż pozostaje żywy w mojej wdzięcznej pamięci. Pisząc te słowa patrzę na podarowaną mi przez niego, stojącą centralnie na półce mojej biblioteczki, dwutomową Podręczną Encyklopedię Biblijną, wydaną w1959 roku przez Księgarnię św. Wojciecha. Patrzę i dziękuję Bogu, że we wczesnym okresie mojej wiary i służby ktoś taki otoczył mnie duchową opieką i był dla mnie wzorem. Czuję się wyróżniony, że dane mi było uczyć się Chrystusa od człowieka tak zwyczajnego i dostępnego, a zarazem tak nietuzinkowego, jak śp. prezbiter Sergiusz Waszkiewicz.

Cześć Jego Pamięci!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz