19 lipca, 2026

Zmienić, lecz nie opuścić!

Po wpisie sprzed paru dni pt. "Nigdy nie bawiłem się w kościół" winienem zainteresowanym Czytelnikom mojego bloga kilka słów wyjaśnienia. Otóż dzieląc się przedwczoraj moimi obserwacjami nasilającej się krytyki wobec zorganizowanych, istniejących od lat wspólnot kościelnych, miałem na uwadze jej szkodliwość dla szczerych, prostolinijnie myślących chrześcijan, przynależących do zboru, w środowisku którego poznali Pana Jezusa. Wpisy pod hasłem: "Przestańcie bawić się w kościół" w oczach takich osób podważają słuszność ich dotychczasowego stosunku do zboru. Autorzy tych wpisów, zestawiając przykłady niedoskonałej działalności zboru z idyllicznymi obrazami idealnej wspólnoty i przeciwstawiając je sobie, mogą wzbudzać wśród członków niezadowolenie z istniejącego stanu rzeczy. Krótko mówiąc, nawet zadowolony ze swojego zboru i budujący się w nim chrześcijanin, natrafiając na takie treści, może zacząć rozpamiętywać poszczególne postawy i czyny braci i sióstr, zwłaszcza przywódców zboru, co wkrótce mu ich odbrązowi, a nawet wzbudzi w nim do nich niechęć.

Wiem, co piszę, bo sam czasem dawałem złapać się na ten haczyk. Wczytywałem się i wsłuchiwałem w twórczość ludzi krytykujących Kościół i jego zbory, dociekałem wielu zakulisowych szczegółów, a potem trudno mi przychodziło praktykowanie szczerej społeczności z takimi zborami i ich przywódcami. Biblia mówi, że wszyscy potykamy się w wielu sprawach (Jk 3,2). Skupianie się na potknięciach braci i sióstr może skończyć się naszym własnym upadkiem. Może też pobudzać w innych osobach myśl o odejściu od zboru, a nikt z nas nie chciałby przecież podpaść pod słowa instrukcji apostolskiej: Z kimś, kto wywołuje rozłamy, po pierwszym i drugim ostrzeżeniu przestań mieć cokolwiek do czynienia (Tt 3,10). Dobrze jest też pamiętać, że sianie niezgody między braćmi (Prz 6,19) jest wymienione wpośród rzeczy, których Pan nienawidzi.

Koronnym argumentem przemawiającym za odejściem od lokalnej wspólnoty Kościoła, którym często posługują się osoby ją opuszczające, jest krzywda, jakiej w swoim zborze te osoby doznały. Jako przyczynę zazwyczaj podają brak miłości i zrozumienia, nieudzielenie im spodziewanej pomocy, wygórowane oczekiwania, odsunięcie od służby, manipulację itd. Poczucie krzywdy urosło w nich do takich rozmiarów, że dłużej już nie chcą przynależeć do zboru. Oczywiste, że nikt w zborze nie ma prawa kogokolwiek krzywdzić. Biblia wyraźnie ostrzega, że jeśli ktoś wyrządza krzywdę, otrzyma odpłatę za krzywdę bez względu na osobę (Kol 3,25). Jednakowoż Słowo Boże, zauważając ten problem, nie daje skrzywdzonemu przyzwolenia do opuszczania zboru. W ogóle, już to przynosi wam ujmę, że się z sobą procesujecie. Czemu raczej krzywdy nie cierpicie? Czemu raczej szkody nie ponosicie? Tymczasem wy sami krzywdzicie i szkodę wyrządzacie, i to braciom (1Ko 6,7-8). Wolą Bożą jest raczej wzajemne odpuszczanie krzywd, aniżeli ich rozpamiętywanie i kierowanie się nimi. W cierpliwości zaznacza się roztropność człowieka, a chlubą jego jest, gdy zapomina o krzywdach (Prz 19,11). Przebaczenie w cudowny sposób naprawia związki międzyludzkie i niejeden zbór uchroniło przed rozłamem.

Chociaż więc doznanie jakiejś krzywdy w zborze automatycznie nie usprawiedliwia porzucenia społeczności, to jednak istnieją przyczyny, dla których zmiana przynależności zborowej może być jak najbardziej zasadna, a nawet wskazana. Z pewnością do takich przyczyn należy przyjęcie przez zbór fałszywej nauki, bądź porzucenie moralnych i etycznych norm ewangelii Chrystusowej. Gdy takie zjawisko ma charakter jednostkowy, a zbór wraz z jego przywódcami reaguje nań prawidłowo, wówczas następuje usunięcie zagrożenia. Zgodnie z nauką apostolską mamy nie przestawać z tym, który się mieni bratem, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą, żebyście z takim nawet nie jadali. Bo czy to moja rzecz sądzić tych, którzy są poza zborem? Czy to nie wasza rzecz sądzić raczej tych, którzy są w zborze? Tych tedy, którzy są poza nami, Bóg sądzić będzie. Usuńcie tego, który jest zły, spośród siebie (1Ko 5,11-13). Podobnie ma się rzecz z infekowaniem zboru zwodniczą nauką. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna. Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie (2Jn 1,9-10).

Gdy więc ktoś zaczyna głosić w zborze jakąś błędną naukę, nie powinniśmy opuszczać zboru, a starać się o wykazanie błędności jego nauczania i neutralizację tej aktywności. Prawdziwy problem pojawia się wówczas, gdy fałszywa doktryna zagości w sercach przywódców zboru i w większości jego członków. Wtedy - po kilku wezwaniach do opamiętania - jeżeli nie odnoszą one żadnego skutku, trzeba pomyśleć o zmianie przynależności zborowej. Podkreślam, o zmianie, a nie opuszczeniu wspólnoty wierzących i dalszym praktykowaniu pobożności w pojedynkę. Jest w Polsce wiele społeczności chrześcijan żyjących w bojaźni Bożej i trzymających się prawowiernej, zdrowej nauki. Trzeba tylko dobrze się rozejrzeć, poprosić Ducha Świętego o prowadzenie, a z pewnością każdy, kto znajdzie się w takiej potrzebie, nie będzie musiał całymi miesiącami pozostawać poza zborem Pańskim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz