W miniony weekend głosiłem Słowo Boże w Bolesławcu. Podróżując do tego malowniczego miasteczka na Dolnym Śląsku, wstąpiłem po drodze do Świebodzina, aby na własne oczy zobaczyć i sfotografować, cóż to za cudo tam powstaje?
Otóż od kilku lat jeden z tamtejszych księży, nie dbając za bardzo o przestrzeganie przepisów prawa budowlanego ale korzystając za to z pełnego poparcia radnych Świebodzina, buduje na obrzeżu miasta wielki pomnik Chrystusa. Budowa bardzo się przeciąga i antagonizuje miejscową ludność, ale zanosi się na to, że ksiądz dopnie swego.
Projekt zakłada, że będzie to ustawiona na specjalnie usypanym, 17–metrowym kopcu, figura o wysokości ok. 35 metrów, mająca przedstawiać postać Chrystusa, przez co o trzy metry przewyższy znany na całym świecie pomnik Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro. Sama budowa nie tętni życiem. Najwidoczniej wielki rozmach pomysłu zderzył się z rzeczywistością i odniosłem wrażenie, że mocno się z nią zmaga.
Abstrahując od wszelkich aspektów społeczno–prawnych tego przedsięwzięcia, zastanawiam się nad duchową celowością aktywności świebodzińskiego księdza. Wprawdzie pod pewnym względem należałoby pochwalić jego pomysł wywyższenia Chrystusa, ale czy w oczach Syna Bożego miłe jest wznoszenie Mu pomników?
Biblia wyraźnie zakazuje stawiania jakichkolwiek figur i pomników w celach kultowych. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył ... [2Mo 24,5–6].
Izraelici wkraczający do Kanaanu otrzymali od Boga instrukcję, co mają zrobić z tamtejszymi urządzeniami kultowymi. Zburzycie ich ołtarze, potłuczecie ich pomniki, popalicie ich święte drzewa, porąbiecie ich podobizny rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca. Dla Pana, waszego Boga, nic takiego nie uczynicie [5Mo 12,3–4].
Innymi słowy, chociaż rozmaite narody stawiały posągi kultowe dla swoich bogów, wyznawcom Boga prawdziwego nie wolno było tego robić! Strzeżcie się, abyście nie zapomnieli o przymierzu Pana, waszego Boga, które zawarł z wami, i nie sporządzali sobie żadnej podobizny rzeźbionej, jak ci to nakazał Pan, twój Bóg [5Mo 4,23].
Mało tego. Sam Jezus wyraźnie pouczył, że Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie [Jn 4,24].
Jedną z najprostszych form wyrażania prawdziwej czci i należytego respektu dla Boga jest posłuszeństwo Słowu Bożemu. Bóg określił to, co jest miłe w Jego oczach, a ludzie, jeżeli chcą Mu się podobać, starają się to osiągać w swoim życiu. Jasne i proste.
Gdy więc Bóg wyraźnie powiedział, że nie życzy sobie czci w formie pomnika, a ktoś mimo tego buduje Mu monumentalny pomnik, to czy można powiedzieć, że robi to dla przyjemności i chwały Bożej?
Tak skonsternowany odjeżdżałem spod budowy pomnika Chrystusa Króla w Świebodzinie, zastanawiając się, ile jeszcze podobnej samowoli jest w moim własnym życiu...
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
10 maja, 2010
07 maja, 2010
Czy zdarza się nam pożyczać coś Bogu?
7 maja w Polsce, to rocznica narodzenia się w 1958 roku idei Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Dziś jest to powszechnie znane stowarzyszenie charytatywne, zajmujące się udzielaniem wsparcia materialnego oraz pomocy organizacyjnej osobom będącym w trudnej sytuacji życiowej.
PKPS działa na terenie całego kraju. Organizuje pomoc dla osób samotnych, starszych i chorych. Prowadzi poradnictwo społeczno-prawne, współdziała w resocjalizacji i pomocy postpenitencjarnej. Urządza rozmaite akcje w celu pozyskiwania zabawek, odzieży, obuwia i przyborów szkolnych dla dzieci z uboższych rodzin. I tak dalej.
Z radością chcę zauważyć, że takie organizacje, jak PKPS, przez swoją działalność bardzo trafnie wpisują się w biblijną wrażliwość na ludzkie potrzeby. Bóg nikogo, kto znalazł się w tarapatach, nie zostawia na pastwę losu. Zawsze pobudza kogoś, by podał mu rękę. Bo ocali biedaka, który woła o ratunek i ubogiego, który nie ma pomocy. Zlituje się nad nędzarzem i biednym, i wybawi dusze biednych. Z ucisku i gwałtu wyzwoli ich życie, bo krew ich jest droga w oczach jego [Ps 72,12–14]
Tę Bożą troskę miał już w sercu pobożny Hiob, który powiedział: bo uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna [Jb 29,12]. Mieli także apostołowie Jezusa, jak to wynika ze świadectwa św. Pawła: Otóż, gdy poznali okazaną mi łaskę, Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych; mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, czym się też gorliwie zająłem i co starałem się wykonać [Ga 2,9–10].
Nowotestamentowe wspólnoty chrześcijańskie już od pierwszych dni swojego istnienia zajmowały się udzielaniem pomocy materialnej osobom potrzebującym.Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba [Dz 4,34-35].
Biblia stwierdza, że okazywanie pomocy potrzebującym jest oznaką pobożności. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat [Jk 1,27]. Jest postawą serca tym bardziej szlachetną, że nie jest nawet aż tak bardzo świadoma swojej własnej rangi w oczach Bożych: Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście [Mt 25,37-40].
Niesienie pomocy osobom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, to postawa na pewno miła w oczach Bożych. Pismo Święte poucza, że w ten sposób wchodzimy w szczególny wręcz układ z samym Bogiem. Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, a ten mu odpłaci za jego dobrodziejstwo [Prz 19,17].
Czy mamy to na uwadze w codziennym życiu? A jak często w kontekście powyższego fragmentu Biblii zdarza się nam pożyczać Bogu?
PKPS działa na terenie całego kraju. Organizuje pomoc dla osób samotnych, starszych i chorych. Prowadzi poradnictwo społeczno-prawne, współdziała w resocjalizacji i pomocy postpenitencjarnej. Urządza rozmaite akcje w celu pozyskiwania zabawek, odzieży, obuwia i przyborów szkolnych dla dzieci z uboższych rodzin. I tak dalej.
Z radością chcę zauważyć, że takie organizacje, jak PKPS, przez swoją działalność bardzo trafnie wpisują się w biblijną wrażliwość na ludzkie potrzeby. Bóg nikogo, kto znalazł się w tarapatach, nie zostawia na pastwę losu. Zawsze pobudza kogoś, by podał mu rękę. Bo ocali biedaka, który woła o ratunek i ubogiego, który nie ma pomocy. Zlituje się nad nędzarzem i biednym, i wybawi dusze biednych. Z ucisku i gwałtu wyzwoli ich życie, bo krew ich jest droga w oczach jego [Ps 72,12–14]
Tę Bożą troskę miał już w sercu pobożny Hiob, który powiedział: bo uratowałem ubogiego, gdy wołał o pomoc, sierotę i każdego, kto nie miał opiekuna [Jb 29,12]. Mieli także apostołowie Jezusa, jak to wynika ze świadectwa św. Pawła: Otóż, gdy poznali okazaną mi łaskę, Jakub i Kefas, i Jan, którzy są uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawicę na dowód wspólnoty, abyśmy poszli do pogan, a oni do obrzezanych; mieliśmy tylko pamiętać o ubogich, czym się też gorliwie zająłem i co starałem się wykonać [Ga 2,9–10].
Nowotestamentowe wspólnoty chrześcijańskie już od pierwszych dni swojego istnienia zajmowały się udzielaniem pomocy materialnej osobom potrzebującym.Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba [Dz 4,34-35].
Biblia stwierdza, że okazywanie pomocy potrzebującym jest oznaką pobożności. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat [Jk 1,27]. Jest postawą serca tym bardziej szlachetną, że nie jest nawet aż tak bardzo świadoma swojej własnej rangi w oczach Bożych: Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście [Mt 25,37-40].
Niesienie pomocy osobom, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej, to postawa na pewno miła w oczach Bożych. Pismo Święte poucza, że w ten sposób wchodzimy w szczególny wręcz układ z samym Bogiem. Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, a ten mu odpłaci za jego dobrodziejstwo [Prz 19,17].
Czy mamy to na uwadze w codziennym życiu? A jak często w kontekście powyższego fragmentu Biblii zdarza się nam pożyczać Bogu?
06 maja, 2010
Jeden i ten sam Bóg?
Szósty dzień maja wpisał się do historii i tym, że tego dnia w 2001 roku papież Jan Paweł II, podróżując po Syrii, wszedł w Damaszku do meczetu aby się w nim pomodlić, a następnie rzekł: Przez cały czas muzułmanie i chrześcijanie nastają na siebie nawzajem. Potrzebujemy szukać przebaczenia u Wszechmogącego i zaoferować przebaczenie jedni drugim. W maju 1999 roku na zakończenie audiencji dla duchowego przywódcy Kościoła chaldejskiego w Iraku, któremu towarzyszyli duchowni islamscy, papież otrzymał w prezencie egzemplarz Koranu i go ucałował.
Kilka lat wcześniej, nawiązując do czci, jaką wyznawcy islamu darzą Abrahama, Jan Paweł II powiedział do młodych muzułmanów w Casablance: Abraham jest dla nas tym samym wzorem wiary w Boga, poddania Jego woli i zawierzenia Jego dobroci. Wierzymy w tego samego Boga, Boga jedynego, Boga żywego, Boga, który stwarza świat i prowadzi swoje stworzenie do doskonałości. Nie będę już wspominał o zorganizowanych z inicjatywy tegoż papieża spotkaniach przywódców różnych religii w Asyżu w 1986 i 2002 roku i wspólnej modlitwie o pokój na świecie.
Czy rzeczywiście wszyscy modlimy się do jednego i tego samego Boga, a tylko różnie go nazywamy? Czy do Boga można dojść rozmaitymi drogami? Czy należałoby zaniechać mówienia o Jezusie Chrystusie jako jedynym Zbawicielu i uznać istnienie innych dróg zbawienia?
Chcę dziś sprowokować nas do ponownego zastanowienia się nad tym, czy możliwa jest jedność pomiędzy prawdziwymi chrześcijanami, a wyznawcami innych religii? Jak to wygląda w świetle Biblii?
Jezus powiedział sam o sobie: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie [Jn 14,6] Podobnie mówił Piotr o Jezusie: I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12].
Religijnych mieszkańców Listry apostołowie uświadamiali: I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę, abyście się odwrócili od tych marnych rzeczy do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest [Dz 14,15].
A Paweł, stanąwszy pośrodku Areopagu, rzekł: Mężowie ateńscy! Widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję [Dz 17,22].
Bo chociaż nawet są tak zwani bogowie, czy to na niebie, czy na ziemi, i dlatego jest wielu bogów i wielu panów, wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy [1Ko 8,5–6].
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14–18].
Czyż wobec powyższych fragmentów Biblii można twierdzić, że wyznawcy rozmaitych religii czczą tego samego Boga?
Kilka lat wcześniej, nawiązując do czci, jaką wyznawcy islamu darzą Abrahama, Jan Paweł II powiedział do młodych muzułmanów w Casablance: Abraham jest dla nas tym samym wzorem wiary w Boga, poddania Jego woli i zawierzenia Jego dobroci. Wierzymy w tego samego Boga, Boga jedynego, Boga żywego, Boga, który stwarza świat i prowadzi swoje stworzenie do doskonałości. Nie będę już wspominał o zorganizowanych z inicjatywy tegoż papieża spotkaniach przywódców różnych religii w Asyżu w 1986 i 2002 roku i wspólnej modlitwie o pokój na świecie.
Czy rzeczywiście wszyscy modlimy się do jednego i tego samego Boga, a tylko różnie go nazywamy? Czy do Boga można dojść rozmaitymi drogami? Czy należałoby zaniechać mówienia o Jezusie Chrystusie jako jedynym Zbawicielu i uznać istnienie innych dróg zbawienia?
Chcę dziś sprowokować nas do ponownego zastanowienia się nad tym, czy możliwa jest jedność pomiędzy prawdziwymi chrześcijanami, a wyznawcami innych religii? Jak to wygląda w świetle Biblii?
Jezus powiedział sam o sobie: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie [Jn 14,6] Podobnie mówił Piotr o Jezusie: I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12].
Religijnych mieszkańców Listry apostołowie uświadamiali: I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę, abyście się odwrócili od tych marnych rzeczy do Boga żywego, który stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest [Dz 14,15].
A Paweł, stanąwszy pośrodku Areopagu, rzekł: Mężowie ateńscy! Widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję [Dz 17,22].
Bo chociaż nawet są tak zwani bogowie, czy to na niebie, czy na ziemi, i dlatego jest wielu bogów i wielu panów, wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy [1Ko 8,5–6].
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14–18].
Czyż wobec powyższych fragmentów Biblii można twierdzić, że wyznawcy rozmaitych religii czczą tego samego Boga?
05 maja, 2010
Czy oni mogą jeszcze wyzdrowieć?
Już całe dwie dekady na naszym kontynencie w 5. dniu maja obchodzony jest Europejski Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych. Jest on po to, by wyrazić stanowczy sprzeciw wobec dyskryminacji niepełnosprawnych w pracy, w urzędzie i w życiu codziennym.
Dane Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku wskazują, że w Polsce żyje około 5,5 miliona osób niepełnosprawnych, co stanowi 14,3% ogółu mieszkańców kraju. Niestety, pomimo nagłaśniania ich problemów, nadal napotykają na liczne bariery w codziennym życiu. Wciąż nie do każdej szkoły można zapisać niepełnosprawne dziecko. Nie do każdego też publicznego środka transportu może wsiąść i nie do każdego budynku użyteczności publicznej wejść niepełnosprawna osoba. Z całą mocą trzeba więc działać, by życie naszych niepełnosprawnych bliźnich stawało się łatwiejszym.
W Biblii temat niepełnosprawności pojawia się w kontekście okazywania łaski Bożej takim osobom. Czasem wyrażała się ona udzieleniem im pomocy, lecz przede wszystkim polegała na ich uzdrawianiu.
W Starym Testamencie napotykamy na poruszającą historię Mefiboszeta, kulawego syna Jonatana, którego odszukał król Dawid, zapewniając mu dozgonny wikt i opierunek. Sam Mefiboszet zaś mieszkał w Jeruzalemie, gdyż jadał po wszystkie czasy u stołu króla. Był zaś kulawy na obie nogi [2Sm 9,13].
W Nowym Testamencie wielokrotnie czytamy o niepełnosprawnych, nad którymi litował się Jezus uzdrawiając ich z ich niemocy. I przyszło do niego mnóstwo ludu, mając z sobą chromych, kalekich, ślepych, niemych oraz wielu innych i kładli ich u nóg jego, a On ich uzdrowił, tak iż się lud zdumiewał, widząc, że niemi mówią, kalecy odzyskują zdrowie, chromi chodzą, ślepi widzą, i wielbili Boga Izraela [Mt 15,30–31].
Oto wybrany przykład takiego uzdrowienia w Jerozolimie: A był tam pewien człowiek, który chorował od trzydziestu ośmiu lat. I gdy Jezus ujrzał go leżącego, i poznał, że już od dłuższego czasu choruje, zapytał go: Chcesz być zdrowy? [...] Rzecze mu Jezus: Wstań, weź łoże swoje i chodź. I zaraz ten człowiek odzyskał zdrowie, wziął łoże swoje i chodził [Jn 5,5–9].
Podobnie z niepełnosprawnymi postępowali apostołowie: A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga [Dz 3,1–8].
Wrażliwość Jezusa i apostołów na los osób chorych i niepełnosprawnych bardzo mnie porusza i motywuje. Chcę jako chrześcijanin dostrzegać ich problemy i w miarę mych możliwości nieść im praktyczną pomoc. Przede wszystkim zaś mam w stosunku do niepełnosprawnych marzenie wynikające z wiary w Pana Jezusa: Pragnę, aby dostąpili oni uzdrowienia, bo przecież Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8].
Dane Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku wskazują, że w Polsce żyje około 5,5 miliona osób niepełnosprawnych, co stanowi 14,3% ogółu mieszkańców kraju. Niestety, pomimo nagłaśniania ich problemów, nadal napotykają na liczne bariery w codziennym życiu. Wciąż nie do każdej szkoły można zapisać niepełnosprawne dziecko. Nie do każdego też publicznego środka transportu może wsiąść i nie do każdego budynku użyteczności publicznej wejść niepełnosprawna osoba. Z całą mocą trzeba więc działać, by życie naszych niepełnosprawnych bliźnich stawało się łatwiejszym.
W Biblii temat niepełnosprawności pojawia się w kontekście okazywania łaski Bożej takim osobom. Czasem wyrażała się ona udzieleniem im pomocy, lecz przede wszystkim polegała na ich uzdrawianiu.
W Starym Testamencie napotykamy na poruszającą historię Mefiboszeta, kulawego syna Jonatana, którego odszukał król Dawid, zapewniając mu dozgonny wikt i opierunek. Sam Mefiboszet zaś mieszkał w Jeruzalemie, gdyż jadał po wszystkie czasy u stołu króla. Był zaś kulawy na obie nogi [2Sm 9,13].
W Nowym Testamencie wielokrotnie czytamy o niepełnosprawnych, nad którymi litował się Jezus uzdrawiając ich z ich niemocy. I przyszło do niego mnóstwo ludu, mając z sobą chromych, kalekich, ślepych, niemych oraz wielu innych i kładli ich u nóg jego, a On ich uzdrowił, tak iż się lud zdumiewał, widząc, że niemi mówią, kalecy odzyskują zdrowie, chromi chodzą, ślepi widzą, i wielbili Boga Izraela [Mt 15,30–31].
Oto wybrany przykład takiego uzdrowienia w Jerozolimie: A był tam pewien człowiek, który chorował od trzydziestu ośmiu lat. I gdy Jezus ujrzał go leżącego, i poznał, że już od dłuższego czasu choruje, zapytał go: Chcesz być zdrowy? [...] Rzecze mu Jezus: Wstań, weź łoże swoje i chodź. I zaraz ten człowiek odzyskał zdrowie, wziął łoże swoje i chodził [Jn 5,5–9].
Podobnie z niepełnosprawnymi postępowali apostołowie: A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga [Dz 3,1–8].
Wrażliwość Jezusa i apostołów na los osób chorych i niepełnosprawnych bardzo mnie porusza i motywuje. Chcę jako chrześcijanin dostrzegać ich problemy i w miarę mych możliwości nieść im praktyczną pomoc. Przede wszystkim zaś mam w stosunku do niepełnosprawnych marzenie wynikające z wiary w Pana Jezusa: Pragnę, aby dostąpili oni uzdrowienia, bo przecież Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8].
04 maja, 2010
Apel o miłość, czy wybielanie samego siebie?
Dwukrotna laureatka gospelowej Dove Awards oraz nominowana do muzycznej nagrody Grammy, amerykańska piosenkarka Jennifer Knapp w kwietniowym wywiadzie dla czasopisma Christianity Today publicznie przyznała się do tego, że od 2002 roku żyje w związku homoseksualnym. Wprawdzie nie robi to już na ludziach większego wrażenia, ale ponieważ Knapp jest uznawana za artystkę tzw. chrześcijańską, wywołało to skandal i liczne kontrowersje.
Przez ostatnie siedem lat Jennifer nie była aktywna publicznie. We wrześniu 2009 roku ogłosiła jednak swój muzyczny come back i wystąpiła w Cafe Hotel w Los Angeles. Za kilka dni na rynku ma pojawić się jej nowy album Letting Go. Piosenkarka oświadczyła, że chociaż jest lesbijką, nie wyrzeka się wiary chrześcijańskiej. Kocha i Kościół, i swoją partnerkę a wielu jej fanów nie widzi w jej orientacji seksualnej żadnego problemu.
Na tę okoliczność znany dziennikarz telewizyjny, Larry King, w swoim programie Larry King Live zorganizował dyskusję o tym, czy można być chrześcijaninem i gejem jednocześnie. Aby przedstawić różne punkty widzenia zaprosił Jennifer Knapp, Boba Botsforda - pastora Horizon Christian Fellowship i Teda Haggarda - byłego przywódcę megakościoła New Life Church w Colorado Springs.
Jennifer Knapp popierała oczywiście homoseksualizm, podkreślając, że nadal jest człowiekiem wiary. Próbowała też sugerować, że chrześcijanie traktujący miłość homoseksualną jako grzech, nie znają dokładnego znaczenia słów oryginału Pisma Świętego. Pastor Botsford zajmował biblijne stanowisko, podkreślając że Jennifer wciąż może i jednak powinna się upamiętać ze swojego grzechu.
Mnie osobiście bardzo zaciekawiło to, co miał do powiedzenia Ted Haggard. Starał się on zbalansować różnice pomiędzy Jennifer a Bobem. Bardzo też apelował o to, aby nikogo nie sądzić, lecz miłować się wzajemnie.
Nie wszyscy może wiedzą, że Ted Haggard w 2006 roku sam stał się negatywnym bohaterem głośnego w Stanach skandalu. Otóż przez trzy lata utrzymywał on homoseksualne kontakty z męską prostytutką i masażystą Mike’m Jones’em, jednocześnie zaopatrując się u niego w narkotyki. Nic więc dziwnego, że próbował rozmyć nieco granicę pomiędzy biblijnym stanowiskiem pastora Boba, a jawnie niebiblijną praktyką lesbijki.
Właśnie to zaprezentowane przez Teda Haggarda podejście do grzechu, zdaje się zyskiwać sobie w kręgach współczesnego chrześcijaństwa coraz więcej zwolenników. "Wszyscy przecież są grzeszni, wszystko jest względne, a najważniejsza jest miłość". Jest to jednak stara jak świat śpiewka ludzi dość wyraźnie opisanych już w Nowym Testamencie – bezbożnych, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę [Judy 1,4].
Są to ludzie kierujący się swoimi pożądliwościami; usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści schlebiają ludziom [Judy 1,16] oni, którzy znają orzeczenie Boże, że ci, którzy to czynią, winni są śmierci, nie tylko to czynią, ale jeszcze pochwalają tych, którzy to czynią [Rz 1,32].
Myślę, że najbliższe lata zaowocują tak wielkim rozkwitem tolerancji wobec najróżniejszych form odejścia od prostolinijnego posłuszeństwa Słowu Bożemu, że wierność wezwaniu apostolskiemu: Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem. Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom. Ale ty bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją [2Tm 4,2–5] będzie traktowana jako sianie nienawiści wśród ludzi i zacznie ocierać się o realne prześladowanie a nawet męczeństwo za wiarę.
Z pewnością z roku na rok przybywać będzie tych, którzy chętnie akceptują grzechy innych ludzi, bo to uspokaja ich własne sumienie. Czy także wszyscy słudzy Słowa nabiorą wody w usta i przyznając rację każdemu po trosze, zaprą się swego powołania? Zobaczymy.
Przez ostatnie siedem lat Jennifer nie była aktywna publicznie. We wrześniu 2009 roku ogłosiła jednak swój muzyczny come back i wystąpiła w Cafe Hotel w Los Angeles. Za kilka dni na rynku ma pojawić się jej nowy album Letting Go. Piosenkarka oświadczyła, że chociaż jest lesbijką, nie wyrzeka się wiary chrześcijańskiej. Kocha i Kościół, i swoją partnerkę a wielu jej fanów nie widzi w jej orientacji seksualnej żadnego problemu.
Na tę okoliczność znany dziennikarz telewizyjny, Larry King, w swoim programie Larry King Live zorganizował dyskusję o tym, czy można być chrześcijaninem i gejem jednocześnie. Aby przedstawić różne punkty widzenia zaprosił Jennifer Knapp, Boba Botsforda - pastora Horizon Christian Fellowship i Teda Haggarda - byłego przywódcę megakościoła New Life Church w Colorado Springs.
Jennifer Knapp popierała oczywiście homoseksualizm, podkreślając, że nadal jest człowiekiem wiary. Próbowała też sugerować, że chrześcijanie traktujący miłość homoseksualną jako grzech, nie znają dokładnego znaczenia słów oryginału Pisma Świętego. Pastor Botsford zajmował biblijne stanowisko, podkreślając że Jennifer wciąż może i jednak powinna się upamiętać ze swojego grzechu.
Mnie osobiście bardzo zaciekawiło to, co miał do powiedzenia Ted Haggard. Starał się on zbalansować różnice pomiędzy Jennifer a Bobem. Bardzo też apelował o to, aby nikogo nie sądzić, lecz miłować się wzajemnie.
Nie wszyscy może wiedzą, że Ted Haggard w 2006 roku sam stał się negatywnym bohaterem głośnego w Stanach skandalu. Otóż przez trzy lata utrzymywał on homoseksualne kontakty z męską prostytutką i masażystą Mike’m Jones’em, jednocześnie zaopatrując się u niego w narkotyki. Nic więc dziwnego, że próbował rozmyć nieco granicę pomiędzy biblijnym stanowiskiem pastora Boba, a jawnie niebiblijną praktyką lesbijki.
Właśnie to zaprezentowane przez Teda Haggarda podejście do grzechu, zdaje się zyskiwać sobie w kręgach współczesnego chrześcijaństwa coraz więcej zwolenników. "Wszyscy przecież są grzeszni, wszystko jest względne, a najważniejsza jest miłość". Jest to jednak stara jak świat śpiewka ludzi dość wyraźnie opisanych już w Nowym Testamencie – bezbożnych, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę [Judy 1,4].
Są to ludzie kierujący się swoimi pożądliwościami; usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści schlebiają ludziom [Judy 1,16] oni, którzy znają orzeczenie Boże, że ci, którzy to czynią, winni są śmierci, nie tylko to czynią, ale jeszcze pochwalają tych, którzy to czynią [Rz 1,32].
Myślę, że najbliższe lata zaowocują tak wielkim rozkwitem tolerancji wobec najróżniejszych form odejścia od prostolinijnego posłuszeństwa Słowu Bożemu, że wierność wezwaniu apostolskiemu: Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem. Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom. Ale ty bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją [2Tm 4,2–5] będzie traktowana jako sianie nienawiści wśród ludzi i zacznie ocierać się o realne prześladowanie a nawet męczeństwo za wiarę.
Z pewnością z roku na rok przybywać będzie tych, którzy chętnie akceptują grzechy innych ludzi, bo to uspokaja ich własne sumienie. Czy także wszyscy słudzy Słowa nabiorą wody w usta i przyznając rację każdemu po trosze, zaprą się swego powołania? Zobaczymy.
03 maja, 2010
Konstytucja doskonała!
Mamy dziś święto narodowe obchodzone w rocznicę uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Konstytucja 3 Maja to uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej. Powszechnie przyjmuje się, że była pierwszym w Europie i drugim na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 roku) nowoczesnym, spisanym zbiorem praw podstawowych.Konstytucja 3 maja została zaprojektowana w celu usunięcia wad systemu politycznego Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wprowadziła polityczne zrównanie mieszczan i szlachty i dawała chłopom ochroną państwa, łagodząc najgorsze nadużycia pańszczyzny. Zniosła też zgubne prawa, takie jak liberum veto, które wcześniej pozostawiało sejm na łasce każdego posła, który, jeśli zechciał, mógł unieważnić wszystkie podjęte przez sejm uchwały.
Ta ludzka ustawa, chociaż tak dobra, że aż warta nadania jej rangi święta narodowego, nie miała jednak zbyt długo mocy obowiązującego prawa. Faktycznie Konstytucja 3 Maja obowiązywała tylko przez rok. Została obalona w wyniku przegranej wojny polsko-rosyjskiej w 1792 roku. Dziś ma charakter interesującego, ale prawnie już martwego dokumentu.
Nie ma na świecie ustaw lepszych od Słowa Bożego. Bóg powiedział: I któryż wielki naród ma ustawy i prawa tak sprawiedliwe, jak cały ten zakon, który wam dziś nadaję [2Mo 4,8]. Nie raz próbowano Pismo Święte usunąć spomiędzy ludzi, ale jak do tej pory nikomu się to nie udało. Dlaczego? Bo sam Bóg strzeże swojego Słowa. Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą [Mt 24,35].
Ludzkie ustawy podlegają ciągłym zmianom. Konstytucja Amerykańska wymagała wielu poprawek i niechybnie doczeka się kolejnych. Sejm RP także planuje zmiany w polskiej Konstytucji. A Słowo Boże? Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie przeminie z zakonu, aż wszystko to się stanie. Ktokolwiek by tedy rozwiązał jedno z tych przykazań najmniejszych i nauczałby tak ludzi, najmniejszym będzie nazwany w Królestwie Niebios; a ktokolwiek by czynił i nauczał, ten będzie nazwany wielkim w Królestwie Niebios [Mt 5,18–19]. Słowa Bożego nie wolno modyfikować ani poprawiać.
Jak najbardziej więc doceniając dobre zapisy prawne regulujące życie naszego narodu, zachwycam się Pismem Świętym i traktuję je jako prawo najwyższe, niezmienne i na zawsze obowiązujące. Nie ma prawa lepszego ponad Słowo Boże!
Jest wszakże z Biblią pewna, nie dla wszystkich jasna, prawidłowość. Powszechnie wiadomo, że prawo interpretacji zapisów Konstytucji należy do wykształconych i uznanych konstytucjonalistów. Niektórzy więc uważają, że podobnie mają się rzeczy z Pismem Świętym, że wykształcenie teologiczne i tytuły kościelne są warunkiem poprawnej interpretacji i gwarantują prawidłowy wykład Pisma. Czy aby na pewno?
Czyż kluczem do właściwego rozumienia Biblii nie jest raczej napełnienie Duchem Świętym? Na pewno ta zdolność jest darem łaski Bożej, a nie owocem li tylko ludzkiego wykształcenia. Wykształcenie jest dobre, ale tu niewystarczające. Wtedy otworzył im umysły, aby mogli zrozumieć Pisma [Łk 24,45].
Subskrybuj:
Posty (Atom)



