W Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego wszystkim moim Czytelnikom posyłam w imieniu Jezusa Chrystusa wyrazy miłości.
Wierzącym przypominam o naszym wielkim powołaniu i przeznaczeniu! Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, razem z nim żyli [1Ts 5,9-10].
Zachęcam więc Was do dalszego trwania w wierze! Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie. W ten sposób będziecie mieli szeroko otwarte wejście do wiekuistego Królestwa Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa [2Pt 1,10-11].
Niewierzących zaś i sceptyków proszę, abyście pomyśleli dziś o tym, co oznacza Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa także dla Was? A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma? [1Ko 15,12]. Skoro faktem stało się Jego zmartwychwstanie, to znaczy, że również każdy z nas zmartwychwstanie.
Rzecz w tym, że nie wszyscy powstaną do tego samego przeznaczenia. I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach [Obj 20,12]. Biblia mówiąc o naszym wiecznym przeznaczeniu stwierdza, że niewierzący odejdą na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego [Mt 25,46].
Dlatego serdecznie Wam życzę, abyście czym prędzej uwierzyli w Jezusa Chrystusa!
Przy okazji wszystkim dziękuję, że odwiedzacie mnie i poświęcacie swój cenny czas, by nie tylko zapoznać się z moimi wpisami, ale że nawet jesteście tak uprzejmi, by niekiedy je skomentować.
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
24 kwietnia, 2011
22 kwietnia, 2011
Podglądnijmy Jezusa: Zdolność milczenia
Wielki Piątek od świtu to czas, a raczej szereg nieudolnych prób, stwarzania pozorów procesu Jezusa i ciągania Go od "Ananiasza do Kajfasza". Czytając natchnione relacje ewangelistów jesteśmy zaskoczeni odkryciem, że Jezus w tym czasie prawie się nie odzywał.
Nie bronił się przed Sanhedrynem słysząc fałszywe oskarżenia. Lecz arcykapłani i cała Rada Najwyższa szukali fałszywego świadectwa przeciwko Jezusowi, aby go skazać na śmierć. I nie znaleźli, chociaż przychodziło wielu fałszywych świadków. Na koniec zaś przyszli dwaj i rzekli: Ten powiedział: Mogę zburzyć świątynię Bożą i w trzy dni ją odbudować. Wówczas powstał arcykapłan i rzekł do niego: Nic nie odpowiadasz na to, co ci świadczą przeciwko tobie? Ale Jezus milczał [Mt 26,59–63].
Podobnie przed Piłatem, od którego formalnie zależał ostateczny wyrok, Jezus prawie się nie odzywał. A arcykapłani oskarżali go o wiele rzeczy. Piłat zapytał go znowu: Nic nie odpowiadasz? Patrz, o jak wiele rzeczy cię oskarżają. Lecz Jezus już nic nie odpowiedział, tak iż się Piłat dziwił [Mk 15,3–5].
Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust [Iz 53,7] – głosiło o nim spisane sześć wieków wcześniej proroctwo.
Gadatliwość wielu osób sprawia, że powściągliwość w słowach uważamy za cnotę. Z reguły jest jednak tak, że nawet jeśli z natury – jak Pawlak, sąsiad Kargula – jesteśmy człowiekiem "nadzwyczajnej spokojności", to w chwilach, gdy ktoś zaczyna o nas wygadywać niestworzone rzeczy, uruchamia się w nas mechanizm obronny. W takich okolicznościach z ust największego milczka potrafi popłynąć wzburzony potok słów.
Milczymy zazwyczaj z nieśmiałości lub niewiedzy i braku pomysłu, co można by w danej chwili powiedzieć. Niekiedy na chwilę odbiera nam mowę jakieś nagłe i silne wrażenie. Bywa, że trzymamy język za zębami z niechęci do otoczenia, lub w obawie, że nasze słowa mogą zostać użyte przeciwko nam. Czasem milczenie staje się po prostu bierną formą oporu i sprzeciwu wobec tego, co nas spotkało.
A jakie były powody wspomnianego milczenia Jezusa? Żadne z wyżej wymienionych. Więc jakie?
Zwróćmy uwagę, że Jezus w ogóle nie wypowiadał zbędnych sów. Już wcześniej odpytywany przez Żydów: Kimże Ty jesteś? Jezus odpowiedział im: Po co Ja w ogóle mówię do was? [Jn 8,25]. Za każdym razem, gdy miało to sens, Jezus odzywał się, a nawet wielokrotnie powtarzał swoje słowa. Były jednak sytuacje, gdy postanawiał milczeć.
Jezus przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie [Jn 18,37]. Fałszywie oskarżany i w rozmaity sposób poniewierany na kilka godzin przed śmiercią wiedział, że w tym wszystkim nikomu o prawdę nie chodziło. Wyraził to już podczas aresztowania. Lecz to jest wasza pora i moc ciemności [Łk 22,53].
W mowie potocznej utarło się powiedzenie, że tylko winny się tłumaczy. On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi [1Pt 2,22–23].
Milczeć nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Nie dlatego, że się boję. Nie dlatego, że lekceważę rozmówców lub gardzę nimi. Nie dlatego, że zamurowało mnie z wrażenia, ani nie dlatego, że się obraziłem lub uparłem, by nic nie mówić. Milczeć, bo jest czas milczenia i czas mówienia [Kzn 3,7] - oto prawdziwa sztuka.
Parę dni temu już mnie brało, żeby się odezwać i narobić szumu, gdy władze Gdańska przekazały za jeden procent kolejną, tym razem hektarową działkę budowlaną kościołowi rzymskokatolickiemu, podczas gdy prośby naszego zboru w sprawie kawałka ziemi pod budowę siedziby zboru wciąż spełzają na niczym. Dla przykładu, uzgodniona wcześniej na cele kultu religijnego i przyobiecywana 27 arowa działka nie mogła nam być przekazana jesienią w podobnym trybie bezprzetargowym, ponieważ zdaniem władz miasta mogłoby to być uznane za ich niegospodarność. ;)
Podglądając Jezusa uciszam jednak moje wzburzenie. Przecież i tu bynajmniej nie chodzi o jednakowe i sprawiedliwe traktowanie wszystkich obywateli.
Podziwiam milczenie Pana Jezusa i chcę Go naśladować także w tej sprawie.
Nie bronił się przed Sanhedrynem słysząc fałszywe oskarżenia. Lecz arcykapłani i cała Rada Najwyższa szukali fałszywego świadectwa przeciwko Jezusowi, aby go skazać na śmierć. I nie znaleźli, chociaż przychodziło wielu fałszywych świadków. Na koniec zaś przyszli dwaj i rzekli: Ten powiedział: Mogę zburzyć świątynię Bożą i w trzy dni ją odbudować. Wówczas powstał arcykapłan i rzekł do niego: Nic nie odpowiadasz na to, co ci świadczą przeciwko tobie? Ale Jezus milczał [Mt 26,59–63].
Podobnie przed Piłatem, od którego formalnie zależał ostateczny wyrok, Jezus prawie się nie odzywał. A arcykapłani oskarżali go o wiele rzeczy. Piłat zapytał go znowu: Nic nie odpowiadasz? Patrz, o jak wiele rzeczy cię oskarżają. Lecz Jezus już nic nie odpowiedział, tak iż się Piłat dziwił [Mk 15,3–5].
Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust [Iz 53,7] – głosiło o nim spisane sześć wieków wcześniej proroctwo.
Gadatliwość wielu osób sprawia, że powściągliwość w słowach uważamy za cnotę. Z reguły jest jednak tak, że nawet jeśli z natury – jak Pawlak, sąsiad Kargula – jesteśmy człowiekiem "nadzwyczajnej spokojności", to w chwilach, gdy ktoś zaczyna o nas wygadywać niestworzone rzeczy, uruchamia się w nas mechanizm obronny. W takich okolicznościach z ust największego milczka potrafi popłynąć wzburzony potok słów.
Milczymy zazwyczaj z nieśmiałości lub niewiedzy i braku pomysłu, co można by w danej chwili powiedzieć. Niekiedy na chwilę odbiera nam mowę jakieś nagłe i silne wrażenie. Bywa, że trzymamy język za zębami z niechęci do otoczenia, lub w obawie, że nasze słowa mogą zostać użyte przeciwko nam. Czasem milczenie staje się po prostu bierną formą oporu i sprzeciwu wobec tego, co nas spotkało.
A jakie były powody wspomnianego milczenia Jezusa? Żadne z wyżej wymienionych. Więc jakie?
Zwróćmy uwagę, że Jezus w ogóle nie wypowiadał zbędnych sów. Już wcześniej odpytywany przez Żydów: Kimże Ty jesteś? Jezus odpowiedział im: Po co Ja w ogóle mówię do was? [Jn 8,25]. Za każdym razem, gdy miało to sens, Jezus odzywał się, a nawet wielokrotnie powtarzał swoje słowa. Były jednak sytuacje, gdy postanawiał milczeć.
Jezus przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie [Jn 18,37]. Fałszywie oskarżany i w rozmaity sposób poniewierany na kilka godzin przed śmiercią wiedział, że w tym wszystkim nikomu o prawdę nie chodziło. Wyraził to już podczas aresztowania. Lecz to jest wasza pora i moc ciemności [Łk 22,53].
W mowie potocznej utarło się powiedzenie, że tylko winny się tłumaczy. On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi [1Pt 2,22–23].
Milczeć nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Nie dlatego, że się boję. Nie dlatego, że lekceważę rozmówców lub gardzę nimi. Nie dlatego, że zamurowało mnie z wrażenia, ani nie dlatego, że się obraziłem lub uparłem, by nic nie mówić. Milczeć, bo jest czas milczenia i czas mówienia [Kzn 3,7] - oto prawdziwa sztuka.
Parę dni temu już mnie brało, żeby się odezwać i narobić szumu, gdy władze Gdańska przekazały za jeden procent kolejną, tym razem hektarową działkę budowlaną kościołowi rzymskokatolickiemu, podczas gdy prośby naszego zboru w sprawie kawałka ziemi pod budowę siedziby zboru wciąż spełzają na niczym. Dla przykładu, uzgodniona wcześniej na cele kultu religijnego i przyobiecywana 27 arowa działka nie mogła nam być przekazana jesienią w podobnym trybie bezprzetargowym, ponieważ zdaniem władz miasta mogłoby to być uznane za ich niegospodarność. ;)
Podglądając Jezusa uciszam jednak moje wzburzenie. Przecież i tu bynajmniej nie chodzi o jednakowe i sprawiedliwe traktowanie wszystkich obywateli.
Podziwiam milczenie Pana Jezusa i chcę Go naśladować także w tej sprawie.
21 kwietnia, 2011
Podglądnijmy Jezusa: Stosunek do zdrajcy
Wielki Czwartek to dla Jezusa pora ostatniej przed śmiercią społeczności z uczniami. To także czas wypełnienia się Pisma: Ten, kto spożywa chleb mój, podniósł na mnie piętę swoją [Jn 13,18].
Dlatego też Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadczył, mówiąc: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie wyda. Wtedy uczniowie spojrzeli po sobie w niepewności, o kim mówi. A jeden z jego uczniów, którego Jezus miłował, siedział przy stole przytulony do Jezusa. Skinął więc na niego Szymon Piotr i rzekł do niego: Zapytaj, kto to jest. O kim mówi! A on, wsparłszy się o pierś Jezusa, zapytał go: Panie! Kto to jest? A Jezus mu odpowiedział: To jest ten, któremu Ja podam umoczony kawałek chleba. Wziął więc kawałek, umoczył go i dał Judaszowi Iskariocie, synowi Szymona. A zaraz potem wszedł w niego szatan. Rzekł więc do niego Jezus: Czyń zaraz, co masz czynić. Ale tego żaden ze współsiedzących nie zrozumiał, po co mu to rzekł [Jn 13,21–28].
Parę godzin później, w ogrodzie Getsemane wszystko stało się jasne: A ten, który go wydał, dał im znak, mówiąc: Ten, którego pocałuję, jest nim, bierzcie go. I zaraz przystąpił do Jezusa, i rzekł: Bądź pozdrowiony, Mistrzu! I pocałował go. A Jezus rzekł do niego: Przyjacielu, po co przychodzisz? Wtedy podeszli bliżej, rzucili się na Jezusa i pochwycili go [Mt 26,48–50].
Zostać zdradzonym, to jedno z najbardziej gorzkich doświadczeń człowieka. Niezależnie od motywów, jakimi kierował się zdrajca, zdrada to jednocześnie przestępstwo zasługujące na najwyższy wymiar kary. Mało kogo stać na pozytywny stosunek do zdrajcy.
Cóż za przykrość, zostać zdradzonym przez własnego ucznia! Czyż nie można było tego uniknąć? Czy Syn Boży nie znał się na ludziach? Czy zabrakło Mu mądrości w doborze najbliższych współpracowników?
Z ewangelii wiemy, że Jezus wybrał Judasza do grona najbliższych uczniów i przez trzy lata miał go blisko siebie, pozwalając mu nawet pełnić rolę skarbnika. Zrobił to z pełną świadomością z kim ma do czynienia, Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto go wyda [Jn 6,64].
Mimo tej wiedzy, Jezus pozwolił Judaszowi uczestniczyć niemal we wszystkim, co sam na co dzień robił. Nie izolował go, nie prowokował, nie stawiał pod ścianą i nie zawstydzał. W chwili ujawnienia się zdrady jedynie zadał pytanie: Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego? [Łk 22,48].
Trudno mi pojąć tę wspaniałomyślność Jezusa wobec Judasza. Jednak uświadamiając ją sobie, przestaję się obawiać zdrady. Skoro zdrajca znalazł się nawet w gronie najbliższych uczniów Jezusa, to skąd pomysł, że ja przez swoją ostrożność w kontaktach z ludźmi mógłbym zdrady uniknąć?
Mało tego, jako naśladowca Jezusa uspokajam się w przekonaniu, że żaden zdrajca nie może mi zaszkodzić w stopniu przekraczającym granice zakreślone przez Pana. I któż wyrządzi wam co złego, jeżeli będziecie gorliwymi rzecznikami dobrego? [1Pt 3,13].
Więc idąc za przykładem Pana, także potencjalnym zdrajcom będę podawał chleb, będę do nich przyjaźnie nastawiony, aż któregoś dnia pocałują mnie oni ostatni raz i odejdą...
Albo ja odejdę, lecz ze świadectwem, że w stosunku do zdrajców byłem podobny do Jezusa.
Dlatego też Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadczył, mówiąc: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie wyda. Wtedy uczniowie spojrzeli po sobie w niepewności, o kim mówi. A jeden z jego uczniów, którego Jezus miłował, siedział przy stole przytulony do Jezusa. Skinął więc na niego Szymon Piotr i rzekł do niego: Zapytaj, kto to jest. O kim mówi! A on, wsparłszy się o pierś Jezusa, zapytał go: Panie! Kto to jest? A Jezus mu odpowiedział: To jest ten, któremu Ja podam umoczony kawałek chleba. Wziął więc kawałek, umoczył go i dał Judaszowi Iskariocie, synowi Szymona. A zaraz potem wszedł w niego szatan. Rzekł więc do niego Jezus: Czyń zaraz, co masz czynić. Ale tego żaden ze współsiedzących nie zrozumiał, po co mu to rzekł [Jn 13,21–28].
Parę godzin później, w ogrodzie Getsemane wszystko stało się jasne: A ten, który go wydał, dał im znak, mówiąc: Ten, którego pocałuję, jest nim, bierzcie go. I zaraz przystąpił do Jezusa, i rzekł: Bądź pozdrowiony, Mistrzu! I pocałował go. A Jezus rzekł do niego: Przyjacielu, po co przychodzisz? Wtedy podeszli bliżej, rzucili się na Jezusa i pochwycili go [Mt 26,48–50].
Zostać zdradzonym, to jedno z najbardziej gorzkich doświadczeń człowieka. Niezależnie od motywów, jakimi kierował się zdrajca, zdrada to jednocześnie przestępstwo zasługujące na najwyższy wymiar kary. Mało kogo stać na pozytywny stosunek do zdrajcy.
Cóż za przykrość, zostać zdradzonym przez własnego ucznia! Czyż nie można było tego uniknąć? Czy Syn Boży nie znał się na ludziach? Czy zabrakło Mu mądrości w doborze najbliższych współpracowników?
Z ewangelii wiemy, że Jezus wybrał Judasza do grona najbliższych uczniów i przez trzy lata miał go blisko siebie, pozwalając mu nawet pełnić rolę skarbnika. Zrobił to z pełną świadomością z kim ma do czynienia, Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto go wyda [Jn 6,64].
Mimo tej wiedzy, Jezus pozwolił Judaszowi uczestniczyć niemal we wszystkim, co sam na co dzień robił. Nie izolował go, nie prowokował, nie stawiał pod ścianą i nie zawstydzał. W chwili ujawnienia się zdrady jedynie zadał pytanie: Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego? [Łk 22,48].
Trudno mi pojąć tę wspaniałomyślność Jezusa wobec Judasza. Jednak uświadamiając ją sobie, przestaję się obawiać zdrady. Skoro zdrajca znalazł się nawet w gronie najbliższych uczniów Jezusa, to skąd pomysł, że ja przez swoją ostrożność w kontaktach z ludźmi mógłbym zdrady uniknąć?
Mało tego, jako naśladowca Jezusa uspokajam się w przekonaniu, że żaden zdrajca nie może mi zaszkodzić w stopniu przekraczającym granice zakreślone przez Pana. I któż wyrządzi wam co złego, jeżeli będziecie gorliwymi rzecznikami dobrego? [1Pt 3,13].
Więc idąc za przykładem Pana, także potencjalnym zdrajcom będę podawał chleb, będę do nich przyjaźnie nastawiony, aż któregoś dnia pocałują mnie oni ostatni raz i odejdą...
Albo ja odejdę, lecz ze świadectwem, że w stosunku do zdrajców byłem podobny do Jezusa.
20 kwietnia, 2011
Podglądnijmy Jezusa: Mądre uchylanie się od odpowiedzi
W ostatnich dniach życia Jezusa, który dziś zwykliśmy nazywać Wielkim Tygodniem, Syn Boży kilkakrotnie przychodził do Jerozolimy. Miejscem Jego spotkań z ludźmi był dziedziniec świątyni, jedynej w swoim rodzaju budowli, wzniesionej ku czci Jahwe. Okazałość świątyni wywoływała tak wielkie wrażenia, że wśród uczniów Jezusa nie mogło to pozostać bez komentarza.
I gdy On wychodził ze świątyni, rzekł mu jeden z uczniów jego: Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle. A Jezus mu odrzekł: Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony [Mk 13,1–2].
Te słowa na tyle zaintrygowały uczniów, że gdy zatrzymali się, by odpocząć, kilku z nich postanowiło zapytać Mistrza, co miał na myśli? A gdy siedział na Górze Oliwnej, naprzeciw świątyni, zapytali go na osobności Piotr i Jakub, i Jan, i Andrzej: Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak, gdy to wszystko będzie się spełniać? [Mk 13,3–4].
Pytanie uczniów stało się okazją do bardzo ważnej wypowiedzi Jezusa o nadchodzących czasach, Jego powtórnym przyjściu i o końcu świata, dziś nazywanej – mową eschatologiczną Jezusa [Zobacz Mt 24]. Proroctwo to opowiada zarówno o czasach stosunkowo im bliskich, których głównym znakiem miało być zburzenie świątyni, jak i o końcu świata.
Porę pierwszych wydarzeń Pan sprecyzował następująco: Zaprawdę powiadam wam, że nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie [Mk 13,30] i rzeczywiście, czterdzieści lat później Rzymianie zburzyli Jerozolimę. Wypytywany zaś o nadejście końca świata Jezus odpowiedział: Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec [Mk 13,32].
Mija dwadzieścia wieków od chwili wypowiedzenia tych proroczych słów Jezusa Chrystusa. Precyzyjne wypełnienie się części proroctwa zapowiadającego ucisk Żydów i zburzenie Jerozolimy w roku 70., każe nam z najwyższym zaufaniem czekać na spełnienie się także drugiej części zapowiedzi Syna Bożego.
Z jakim nastawieniem powinniśmy to robić? Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie. Jest to tak, jak u człowieka, który odjechał, zostawił dom swój, dał władzę sługom swoim, każdemu wyznaczył jego zadanie, a odźwiernemu nakazał, aby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy kur zapieje, czy rankiem, aby gdy przyjdzie, nie zastał was śpiącymi. To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! [Mk 13,33–37].
Syn Boży nie podał uczniom terminu końca świata. Po mistrzowsku uchylił się od odpowiedzi na ich pytanie, dając im do zrozumienia, że nie po to został posłany przez Ojca, aby im na takie pytania odpowiadać. Tak jak wielokrotnie uczył ich tego, co było dla nich ważne, tak też potrafił utrzymać język za zębami i nie powiedzieć im niczego, co mogłoby im przynieść duchową szkodę. Dla dobra ich prawidłowego pełnienia woli Bożej i trwania w wierze, termin powrotu Jezusa Chrystusa miał pozostać zakryty.
Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił, ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi [Dz 1,7-8].
Podziwiam mądrość Pana i dziękuję Mu, że aż dotąd uchyla się od odpowiedzi na to pytanie, dzięki czemu wciąż pora Jego powtórnego przyjścia nikomu na świecie nie została objawiona.
Ta błogosławiona niewiedza sprawia, że codziennie mam być czujny i gotowy do natychmiastowego odejścia stąd, gdy tylko Pan Jezus przyjdzie zabrać stąd swoich wiernych. Nie przywiązuję więc się do tego świata. Używam go tak, jakbym go nie używał...
Przy okazji zaś uczę się od Jezusa, że nie na każde pytanie trzeba udzielać odpowiedzi.
I gdy On wychodził ze świątyni, rzekł mu jeden z uczniów jego: Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle. A Jezus mu odrzekł: Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony [Mk 13,1–2].
Te słowa na tyle zaintrygowały uczniów, że gdy zatrzymali się, by odpocząć, kilku z nich postanowiło zapytać Mistrza, co miał na myśli? A gdy siedział na Górze Oliwnej, naprzeciw świątyni, zapytali go na osobności Piotr i Jakub, i Jan, i Andrzej: Powiedz nam, kiedy to nastąpi i jaki będzie znak, gdy to wszystko będzie się spełniać? [Mk 13,3–4].
Pytanie uczniów stało się okazją do bardzo ważnej wypowiedzi Jezusa o nadchodzących czasach, Jego powtórnym przyjściu i o końcu świata, dziś nazywanej – mową eschatologiczną Jezusa [Zobacz Mt 24]. Proroctwo to opowiada zarówno o czasach stosunkowo im bliskich, których głównym znakiem miało być zburzenie świątyni, jak i o końcu świata.
Porę pierwszych wydarzeń Pan sprecyzował następująco: Zaprawdę powiadam wam, że nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie [Mk 13,30] i rzeczywiście, czterdzieści lat później Rzymianie zburzyli Jerozolimę. Wypytywany zaś o nadejście końca świata Jezus odpowiedział: Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec [Mk 13,32].
Mija dwadzieścia wieków od chwili wypowiedzenia tych proroczych słów Jezusa Chrystusa. Precyzyjne wypełnienie się części proroctwa zapowiadającego ucisk Żydów i zburzenie Jerozolimy w roku 70., każe nam z najwyższym zaufaniem czekać na spełnienie się także drugiej części zapowiedzi Syna Bożego.
Z jakim nastawieniem powinniśmy to robić? Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie. Jest to tak, jak u człowieka, który odjechał, zostawił dom swój, dał władzę sługom swoim, każdemu wyznaczył jego zadanie, a odźwiernemu nakazał, aby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy kur zapieje, czy rankiem, aby gdy przyjdzie, nie zastał was śpiącymi. To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! [Mk 13,33–37].
Syn Boży nie podał uczniom terminu końca świata. Po mistrzowsku uchylił się od odpowiedzi na ich pytanie, dając im do zrozumienia, że nie po to został posłany przez Ojca, aby im na takie pytania odpowiadać. Tak jak wielokrotnie uczył ich tego, co było dla nich ważne, tak też potrafił utrzymać język za zębami i nie powiedzieć im niczego, co mogłoby im przynieść duchową szkodę. Dla dobra ich prawidłowego pełnienia woli Bożej i trwania w wierze, termin powrotu Jezusa Chrystusa miał pozostać zakryty.
Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił, ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi [Dz 1,7-8].
Podziwiam mądrość Pana i dziękuję Mu, że aż dotąd uchyla się od odpowiedzi na to pytanie, dzięki czemu wciąż pora Jego powtórnego przyjścia nikomu na świecie nie została objawiona.
Ta błogosławiona niewiedza sprawia, że codziennie mam być czujny i gotowy do natychmiastowego odejścia stąd, gdy tylko Pan Jezus przyjdzie zabrać stąd swoich wiernych. Nie przywiązuję więc się do tego świata. Używam go tak, jakbym go nie używał...
Przy okazji zaś uczę się od Jezusa, że nie na każde pytanie trzeba udzielać odpowiedzi.
19 kwietnia, 2011
Podglądnijmy Jezusa: Mowa przeciwko
W tych dniach chrześcijanie rozmyślają o wydarzeniach Wielkiego Tygodnia. Po triumfalnym wjeździe do Jerozolimy i przepędzeniu kupców ze świątyni, Jezus udał się do pobliskiej Betanii, gdzie tego tygodnia nocował. Przez kilka kolejnych dni rankiem przychodził do zatłoczonego miasta, aby przemawiać do pątników.
Pobożni Żydzi zeszli się ze wszystkich stron na święto Paschy, a On miał im tak wiele do przekazania. Nie mógł jednak tego spokojnie robić, ponieważ arcykapłani i uczeni w Piśmie, widząc tłumy słuchaczy otaczające Jezusa, wciąż nagabywali Go, zakłócając te spotkania.
Siłą rzeczy, ostatnie dni publicznych wystąpień Pana Jezusa w Jerozolimie zabarwione zostały szeregiem starć słownych i wypowiedzi przeciwko nim. Kulminacją Jezusowego zmagania z postawą faryzeuszy i uczonych w Piśmie stała się dłuższa mowa przeciwko nim, wypowiedziana najprawdopodobniej we wtorek.
Na mównicy Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus. Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony [Mt 23,2–12].
W dalszej części owej mowy przypominającej wystąpienie sądowe, wykazujące winę i udzielające nagany, Jezus aż siedmiokrotnie wypowiedział znane: Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że... [Mt 23,13.15.16.23.25.27 i 29], przywołując powszechnie znane fakty z ich życia i postępowania.
Jezus nie był wyłącznie pozytywnym mówcą, jak chciałoby Go wiedzieć wielu współczesnych chrześcijan. Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego [Jn 18,37]. Ponieważ prawda o człowieku w dużej mierze nie jest pozytywna, więc Pan nie mógł – niczym np. Joel Osteen – mówić słuchaczom samych miłych słów.
Naśladowanie Jezusa to nie jest zabawa, w trakcie której można wybierać niektóre Jego zachowania i z nich tworzyć sobie własny wariant chrześcijaństwa. Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże [1Pt 4,11]. Kaznodzieja, który chce dziś wygłaszać same pozytywne treści, ogranicza i wypacza poselstwo Boże skierowane do świata.
Oczywiste, że Jezus wypowiedział pod adresem grzeszników wiele ciepłych i zachęcających słów. Każdy z nas powinien Pana w tym naśladować. Jednak przyglądanie się Jezusowi w Wielki Wtorek zobowiązuje do kierowania pod adresem bliźnich - jeśli zajdzie potrzeba - również słów gorzkiej prawdy.
Miejmy odwagę to robić. Nie ulegajmy próbom zawstydzenia nas przez "pluszowych" braci, którzy dla utrzymania miłej atmosfery chcieliby zamknąć nam usta. Prawdziwa służba Słowa Bożego to mowa pro, ale i przeciwko.
Pobożni Żydzi zeszli się ze wszystkich stron na święto Paschy, a On miał im tak wiele do przekazania. Nie mógł jednak tego spokojnie robić, ponieważ arcykapłani i uczeni w Piśmie, widząc tłumy słuchaczy otaczające Jezusa, wciąż nagabywali Go, zakłócając te spotkania.
Siłą rzeczy, ostatnie dni publicznych wystąpień Pana Jezusa w Jerozolimie zabarwione zostały szeregiem starć słownych i wypowiedzi przeciwko nim. Kulminacją Jezusowego zmagania z postawą faryzeuszy i uczonych w Piśmie stała się dłuższa mowa przeciwko nim, wypowiedziana najprawdopodobniej we wtorek.
Na mównicy Mojżeszowej zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, ale według uczynków ich nie postępujcie; mówią bowiem, ale nie czynią. Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem swoim nie chcą ich ruszyć. A wszystkie uczynki swoje pełnią, bo chcą, aby ich ludzie widzieli. Poszerzają bowiem swoje rzemyki modlitewne i wydłużają frędzle szat swoich. Lubią też pierwsze miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach, i pozdrowienia na rynkach, i tytułowanie ich przez ludzi: Rabbi. Ale wy nie pozwalajcie się nazywać Rabbi, bo jeden tylko jest - Nauczyciel wasz, Chrystus, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Ani nie pozwalajcie się nazywać przewodnikami, gdyż jeden jest przewodnik wasz, Chrystus. Kto zaś jest największy pośród was, niech będzie sługą waszym, a kto się będzie wywyższał, będzie poniżony, a kto się będzie poniżał, będzie wywyższony [Mt 23,2–12].
W dalszej części owej mowy przypominającej wystąpienie sądowe, wykazujące winę i udzielające nagany, Jezus aż siedmiokrotnie wypowiedział znane: Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że... [Mt 23,13.15.16.23.25.27 i 29], przywołując powszechnie znane fakty z ich życia i postępowania.
Jezus nie był wyłącznie pozytywnym mówcą, jak chciałoby Go wiedzieć wielu współczesnych chrześcijan. Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego [Jn 18,37]. Ponieważ prawda o człowieku w dużej mierze nie jest pozytywna, więc Pan nie mógł – niczym np. Joel Osteen – mówić słuchaczom samych miłych słów.
Naśladowanie Jezusa to nie jest zabawa, w trakcie której można wybierać niektóre Jego zachowania i z nich tworzyć sobie własny wariant chrześcijaństwa. Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże [1Pt 4,11]. Kaznodzieja, który chce dziś wygłaszać same pozytywne treści, ogranicza i wypacza poselstwo Boże skierowane do świata.
Oczywiste, że Jezus wypowiedział pod adresem grzeszników wiele ciepłych i zachęcających słów. Każdy z nas powinien Pana w tym naśladować. Jednak przyglądanie się Jezusowi w Wielki Wtorek zobowiązuje do kierowania pod adresem bliźnich - jeśli zajdzie potrzeba - również słów gorzkiej prawdy.
Miejmy odwagę to robić. Nie ulegajmy próbom zawstydzenia nas przez "pluszowych" braci, którzy dla utrzymania miłej atmosfery chcieliby zamknąć nam usta. Prawdziwa służba Słowa Bożego to mowa pro, ale i przeciwko.
18 kwietnia, 2011
Czy każdy ślad przeszłości warty jest pamięci?
Dziś Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków. Ustanowiony przez Międzynarodową Radę Ochrony Zabytków (ICOMOS) ma przybliżać problematykę dziedzictwa kulturowego i stanowić okazję do prezentacji zabytków o szczególnym znaczeniu, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
W Polsce wg stanu z 2006 roku mamy na tej liście 13 obiektów, co daje nam 9. miejsce w Europie i 15. na świecie. Głównymi polskimi zabytkami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO są: Stare Miasto w Krakowie, w Toruniu, w Warszawie i Zamościu oraz Kopalnia soli "Wieliczka".
Ludzie lubią wracać do przeszłości, nie tylko własnego narodu. Są gotowi przeznaczyć na to wiele środków finansowych i czasu. Niemała część dochodu narodowego idzie na utrzymanie rozpadających się budowli i tzw. dzieł sztuki. Zmorą inwestorów stał się obowiązek przeprowadzenia prac archeologicznych w miejscu rozpoczynanej inwestycji, a problemem właścicieli obiektów zabytkowych, uciążliwy nadzór konserwatora zabytków. Coraz modniejsze jest też inscenizowanie dawnych zwyczajów, obrzędów, a ostatnio pól walki i wielkich bitew toczonych w przeszłości. Wszystko po to, by w jakiejś formie powrócić do przeszłości i choć trochę wczuć się w atmosferę minionych dni.
A jakie światło na kwestię podejścia do zabytków i rozmaitych śladów przeszłości rzuca Pismo Święte? Zróbmy tu uwagę, że wszelką rzeczywistość materialną Biblia ocenia z duchowego punktu widzenia. Z tego powodu za każdym razem podstawowe pytanie brzmi: Jak dana sprawa ma się do wiary w jedynego i prawdziwego Boga? Czy wzbudza chwałę dla Boga, czy też odwraca od Niego uwagę?
W świetle Biblii widać, że ludzie wierzący w Boga nie powinni zachowywać niczego, co kiedyś było i co w swej istocie wciąż stoi w sprzeczności z Bogiem. Gdy Izrael wkraczał do Ziemi Obiecanej, zamieszkiwanej wcześniej przez narody nie znające Jahwe, otrzymał następującą instrukcję w sprawie podejścia do śladów kultury owych pogańskich narodów:
Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją objąć w posiadanie, wypędzi przed tobą wiele narodów: Chetejczyków, Girgazyjczyków, Amorejczyków, Kananejczyków, Perezyjczyków, Chiwwijczyków i Jebuzejczyków, siedem narodów liczniejszych i potężniejszych niż ty, i wyda je Pan, Bóg twój, tobie, i ty je wytracisz: Obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza ani się nad nimi nie zlitujesz. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie oddasz jego synowi, a jego córki nie weźmiesz dla swojego syna, gdyż odciągnęłaby ode mnie twojego syna i oni służyliby innym bogom. Wtedy zapłonąłby przeciwko wam gniew Pana i szybko by cię wytępił. Lecz tak z nimi postąpicie: ołtarze ich zburzycie, pomniki ich potłuczecie, święte ich drzewa wytniecie i ich podobizny rzeźbione w ogniu spalicie. Gdyż ty jesteś świętym ludem Pana, Boga twego. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich ludów na ziemi, abyś był jego wyłączną własnością [5Mo 7,1–6].
Doszczętnie zniszczycie wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. Zburzycie ich ołtarze, potłuczecie ich pomniki, popalicie ich święte drzewa, porąbiecie ich podobizny rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca [5Mo 12,2–3].
Dla wielu współczesnych chrześcijan powyższe wezwanie wydaje się brzmieć zbyt drastycznie. Chyba brakuje nam świadomości, że diabłu zawsze zależało na tym, aby wszelkimi sposobami odwrócić naszą uwagę od służenia Bogu zgodnie z Jego wolą, objawioną w Piśmie Świętym. Chce nas więc między innymi zająć badaniem i ratowaniem śladów minionych epok i kultur, byle byśmy tylko mieli mniej czasu na zajmowanie się tym, co najważniejsze.
Biblia wzywa ludzi Bożych do całkowitego odwrócenia się od tego, co w przeszłości wiązało się z bałwochwalstwem i odstępstwem od żywego Boga. Właśnie w tym duchu wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm. Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie [Dz 19,18–20].
Można by rzec, że zniszczono drogocenne i bardzo interesujące materiały. Jednakże nawracający się do Chrystusa ludzie w lot pojmowali, że pozostawienie tych przedmiotów albo oddanie ich do antykwariatu, stanowiłoby duchowe zagrożenie dla innych, a nawet pokusę osobistego powrotu do porzucanych praktyk w przyszłości.
Przechowywanie reliktów dawnego pogaństwa kusi do ponownego ich praktykowania. Świadczą o tym odradzające się dziś kulty i obrzędy pogańskie w całej Europie. Dlatego Bóg wezwał swój lud do zniszczenia śladów pogaństwa. Inaczej natomiast mamy postąpić ze śladami prawdziwej wiary w Boga. Dla Pana, waszego Boga, nic takiego nie uczynicie [5Mo 12,4].
U kresu wieków Bóg przemówił przez Syna swego, Jezusa Chrystusa. Dzieje Apostolskie i okres Wczesnego Kościoła to źródło, skąd prawdziwe chrześcijaństwo czerpie swoje wzorce. Każde świadectwo żywej wiary w Jezusa Chrystusa z minionych wieków na pewno godne jest pamięci.
Zastanawiam się jednak, czy z punktu widzenia wiary w Jezusa Chrystusa mieści się w tym także tak modne dziś przywoływanie i praktykowanie wśród chrześcijan rozmaitych zwyczajów judaizmu?
W Polsce wg stanu z 2006 roku mamy na tej liście 13 obiektów, co daje nam 9. miejsce w Europie i 15. na świecie. Głównymi polskimi zabytkami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO są: Stare Miasto w Krakowie, w Toruniu, w Warszawie i Zamościu oraz Kopalnia soli "Wieliczka".
Ludzie lubią wracać do przeszłości, nie tylko własnego narodu. Są gotowi przeznaczyć na to wiele środków finansowych i czasu. Niemała część dochodu narodowego idzie na utrzymanie rozpadających się budowli i tzw. dzieł sztuki. Zmorą inwestorów stał się obowiązek przeprowadzenia prac archeologicznych w miejscu rozpoczynanej inwestycji, a problemem właścicieli obiektów zabytkowych, uciążliwy nadzór konserwatora zabytków. Coraz modniejsze jest też inscenizowanie dawnych zwyczajów, obrzędów, a ostatnio pól walki i wielkich bitew toczonych w przeszłości. Wszystko po to, by w jakiejś formie powrócić do przeszłości i choć trochę wczuć się w atmosferę minionych dni.
A jakie światło na kwestię podejścia do zabytków i rozmaitych śladów przeszłości rzuca Pismo Święte? Zróbmy tu uwagę, że wszelką rzeczywistość materialną Biblia ocenia z duchowego punktu widzenia. Z tego powodu za każdym razem podstawowe pytanie brzmi: Jak dana sprawa ma się do wiary w jedynego i prawdziwego Boga? Czy wzbudza chwałę dla Boga, czy też odwraca od Niego uwagę?
W świetle Biblii widać, że ludzie wierzący w Boga nie powinni zachowywać niczego, co kiedyś było i co w swej istocie wciąż stoi w sprzeczności z Bogiem. Gdy Izrael wkraczał do Ziemi Obiecanej, zamieszkiwanej wcześniej przez narody nie znające Jahwe, otrzymał następującą instrukcję w sprawie podejścia do śladów kultury owych pogańskich narodów:
Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją objąć w posiadanie, wypędzi przed tobą wiele narodów: Chetejczyków, Girgazyjczyków, Amorejczyków, Kananejczyków, Perezyjczyków, Chiwwijczyków i Jebuzejczyków, siedem narodów liczniejszych i potężniejszych niż ty, i wyda je Pan, Bóg twój, tobie, i ty je wytracisz: Obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza ani się nad nimi nie zlitujesz. Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie oddasz jego synowi, a jego córki nie weźmiesz dla swojego syna, gdyż odciągnęłaby ode mnie twojego syna i oni służyliby innym bogom. Wtedy zapłonąłby przeciwko wam gniew Pana i szybko by cię wytępił. Lecz tak z nimi postąpicie: ołtarze ich zburzycie, pomniki ich potłuczecie, święte ich drzewa wytniecie i ich podobizny rzeźbione w ogniu spalicie. Gdyż ty jesteś świętym ludem Pana, Boga twego. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich ludów na ziemi, abyś był jego wyłączną własnością [5Mo 7,1–6].
Doszczętnie zniszczycie wszystkie miejsca na wysokich górach, na pagórkach i pod każdym zielonym drzewem, gdzie służyły swoim bogom narody, którymi zawładniecie. Zburzycie ich ołtarze, potłuczecie ich pomniki, popalicie ich święte drzewa, porąbiecie ich podobizny rzeźbione i zetrzecie ich imię z tego miejsca [5Mo 12,2–3].
Dla wielu współczesnych chrześcijan powyższe wezwanie wydaje się brzmieć zbyt drastycznie. Chyba brakuje nam świadomości, że diabłu zawsze zależało na tym, aby wszelkimi sposobami odwrócić naszą uwagę od służenia Bogu zgodnie z Jego wolą, objawioną w Piśmie Świętym. Chce nas więc między innymi zająć badaniem i ratowaniem śladów minionych epok i kultur, byle byśmy tylko mieli mniej czasu na zajmowanie się tym, co najważniejsze.
Biblia wzywa ludzi Bożych do całkowitego odwrócenia się od tego, co w przeszłości wiązało się z bałwochwalstwem i odstępstwem od żywego Boga. Właśnie w tym duchu wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich; i zliczyli ich wartość i ustalili, że wynosiła pięćdziesiąt tysięcy srebrnych drachm. Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie [Dz 19,18–20].
Można by rzec, że zniszczono drogocenne i bardzo interesujące materiały. Jednakże nawracający się do Chrystusa ludzie w lot pojmowali, że pozostawienie tych przedmiotów albo oddanie ich do antykwariatu, stanowiłoby duchowe zagrożenie dla innych, a nawet pokusę osobistego powrotu do porzucanych praktyk w przyszłości.
Przechowywanie reliktów dawnego pogaństwa kusi do ponownego ich praktykowania. Świadczą o tym odradzające się dziś kulty i obrzędy pogańskie w całej Europie. Dlatego Bóg wezwał swój lud do zniszczenia śladów pogaństwa. Inaczej natomiast mamy postąpić ze śladami prawdziwej wiary w Boga. Dla Pana, waszego Boga, nic takiego nie uczynicie [5Mo 12,4].
U kresu wieków Bóg przemówił przez Syna swego, Jezusa Chrystusa. Dzieje Apostolskie i okres Wczesnego Kościoła to źródło, skąd prawdziwe chrześcijaństwo czerpie swoje wzorce. Każde świadectwo żywej wiary w Jezusa Chrystusa z minionych wieków na pewno godne jest pamięci.
Zastanawiam się jednak, czy z punktu widzenia wiary w Jezusa Chrystusa mieści się w tym także tak modne dziś przywoływanie i praktykowanie wśród chrześcijan rozmaitych zwyczajów judaizmu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





