10 grudnia, 2017

Jak możesz wpływać na rozwój swojego miasta?

Poranne czytanie Biblii objawia mi dzisiaj sposób, jak mogę wpływać na rozwój mojego miasta. Pomimo tego, że jestem apolitycznym, mało znaczącym, zwyczajnym mieszkańcem Gdańska, to jednak mogę mieć istotny udział w jego pomyślności. Dzięki błogosławieństwu prawych miasto się rozwija, ale wypowiedzi bezbożnych mogą je zburzyć [Prz 11,11]. Innymi słowy, Biblia uczy, że dzięki błogosławieństwu, którego źródłem są prawi ludzie, dzięki błogosławieństwu, które spływa na nich, miasto, którego są mieszkańcami, bardzo zyskuje.

Moja prawość bierze się z tego, że przez wiarę w moim sercu zamieszkał Jezus Chrystus. Jestem tylko na tyle człowiekiem prawym, na ile przejawiam Jego charakter, na ile myślę, mówię i postępuję jak Jezus. Sam z natury takim człowiekiem absolutnie nie jestem. On mnie usprawiedliwił i przemienia w człowieka zdolnego prowadzić nowe życie wg Ducha, a nie wg naturalnych zmysłów.

Tak więc, aby przyczyniać sie do rozkwitu swojego miasta nie trzeba brylować na jego salonach, być człowiekiem bogatym i mieć w nim władzę.  Wystarczy na co dzień dbać o prawość własnego życia. Gdy Bóg widzi w mieście ludzi prawych, błogosławi temu miastu. Oni są solą miejsca, w którym mieszkają, tajemnicą jego sukcesów.

Pragnę w biblijny sposób, bez rozgłosu, codziennym posłuszeństwem Słowu Bożemu, cichą, uczciwą pracą, przykładać rękę do dalszego rozwoju Gdańska. Boże, błogosław nasz Gdańsk!

A jak się ma twoje miasto?

05 grudnia, 2017

Nie przestawaj czekać!

Każdy z nas na coś czeka. Różnej rangi są cele naszych oczekiwań, lecz bywa, że nawet w drobnych sprawach towarzyszą nam w tym silne emocje i rozterki. Wbrew pozorom czekanie proste nie jest. Dlatego dzisiaj właśnie o czekaniu porozmawiamy, a ściślej o tym, ażeby czekania nie zaprzestawać!

Za kanwę naszego rozważania niech posłuży nam sytuacja w Judei z przełomu VII i VI wieku przed Chrystusem, tuż przed najazdem i deportacją wielu jej obywateli do Babilonu. Dla ludzi bogobojnych były to czasy wielkiego dyskomfortu z powodu grzechów Judy i zerwanej więzi z Bogiem. Rządy sprawowali wówczas niesprawiedliwi i bezbożni królowie, co nieuchronnie prowadziło do moralnego upadku całego narodu.

Jednym z proroków Bożych, któremu przyszło się zmierzyć z tą sytuacją był prorok Habakuk. Ten sługa Boży wielce tęsknił za naprawieniem relacji z Bogiem. Największą wartością dla człowieka wierzącego jest przecież pokój z Bogiem! Wyczekujący na dobrą zmianę Habakuk miał świadomość, że pojednanie z Bogiem nie nastąpi bezboleśnie. Grzechy same przecież nie odchodzą. Dobrze znane w Judzie Prawo Boże mówiło, że karą za grzech jest śmierć! Ażeby cieszyć się z oczyszczenia i pojednania z Bogiem, trzeba było ponieść konsekwencje nieposłuszeństwa wobec Niego. Dlaczego?

Rozwińmy ten temat. Otóż Bóg nie jest obojętny. Wszelki przejaw bezbożności i niesprawiedliwości ludzi, którzy nieprawością tłumią prawdę, spotyka się z gniewem nieba [Rz 1,18]. Gniew Boży z powodu grzechu Judy musiał znaleźć ujście w celu naprawienia relacji. We wzburzeniu kroczysz po ziemi, w gniewie depczesz narody. Wyruszyłeś dla zbawienia Twojego ludu, dla zbawienia swojego pomazańca, zmiażdżyłeś szczyt domu bezbożnego, obnażyłeś fundament aż do skały [Hb 3,12-13].  Narzędziem sądu mieli być najeźdźcy – Chaldejczycy – co zapowiadało straszny czas, szereg przykrości i nieszczęść [zob. 2Krl 24 i 25]. Jednakże spoza tego nieszczęścia już przebłyskiwała Habakukowi radość z naprawionych relacji z Bogiem.

Dla osiągnięcia tego celu warto było nie tylko nie unikać sądu Bożego, ale nawet go z utęsknieniem wyczekiwać. Prorok Habakuk dobrze to wiedział i rozumiał. PANIE, usłyszałem Twą wieść! Przeraziło mnie, o PANIE, Twoje dzieło! Wzbudź je z biegiem lat, z biegiem czasu spraw jego poznanie, a we wzburzeniu pamiętaj o miłosierdziu! [Hb 3,2]. Ponieważ to wyczekiwanie wiązało się z atmosferą napięcia w narodzie i zrozumiałym prawdopodobieństwem sporej huśtawki nastrojów, Bóg skierował pod adresem proroka następujący apel: Zapisz to widzenie wyraźnie na tablicach, tak by ten, kto czyta, mógł to czynić bez trudu. Gdyż widzenie wciąż czeka na czas oznaczony, lecz wypełni się przy końcu – nie zawiedzie. Choćby się spóźniało, nie przestawaj czekać, gdyż spełni się na pewno i niezwłocznie [Hab. 2,2-3]. Bóg zapewnił, że czekający na moralne uzdrowienie Judy ludzie, jak najbardziej mają na co czekać i na pewno doczekają się radosnych dni. Chodziło o to, ażeby w tym czekaniu wytrwali.

Prorok Boży tak bardzo nastawił się na zbawienne skutki zbliżającego się sądu Bożego, że jego serce wypełniła radość w Panu. Pomimo szeregu nieuchronnych przykrości cieszył się nadchodzącym oczyszczeniem i naprawieniem relacji z Bogiem. Choćby nie zakwitły figowce, winorośl straciła swój plon, zabrakło na drzewach oliwek i nadziei na chleb z plonów pól; choć w zagrodach wybito by owce, obory opustoszałyby z krów, ja jednak będę radował się w PANU, cieszył Bogiem mojego zbawienia [Hb 3,17-18]. Zbliżający się sąd Boży oznaczał dla Habakuka wejście na duchowe wyżyny.

Czasem słyszymy, że ktoś na coś czekał i się nie doczekał.  Na przykład, nie żyjąca od października 2014 roku gdyńska aktorka Anna Przybylska mówiła tuż przed śmiercią: – Chciałabym jeszcze trochę pożyć, chciałabym doczekać się wiosny. Czekała na wiosnę, lecz się jej nie doczekała. To oczywista i wielka  przykrość, lecz całkowicie niezależna od osoby czekającej. Nie o takim czekaniu tu mowa.

Rozmawiamy teraz o sytuacji, gdy słusznie na coś czekaliśmy, lecz w pewnym momencie się zniecierpliwiliśmy i odstąpiliśmy od dalszego czekania. Ach, gdybyśmy wytrzymali jeszcze troszkę i nie zaprzestali czekać, to byśmy się doczekali. Czekałem kiedyś na autobus. Minęła rozkładowa godzina przyjazdu, a on nie nadjeżdżał. Czekałem, czekałem, aż w końcu nie wytrzymałem i odszedłem z przystanku, by przy wylocie z miasteczka łapać tzw. "okazję". Po przejściu kilkuset metrów zobaczyłem, jak upragniony autobus zatrzymuje się na przystanku, lecz mnie już tam nie było… Do dzisiaj pamiętam przykrość żalu mieszającego się ze złością na samego siebie, który wówczas ścisnął mi serce.

Pomyślmy o odczuwanym przez grzesznika ciężarze z powodu grzechu i życia z dala od Boga. Zazwyczaj towarzyszy temu niepokój, smutek, rozdrażnienie, jakieś próby zagłuszenia sumienia albo pogłębiająca się obojętność i depresja. Świadczy to o potrzebie pojednania się grzesznika z Bogiem. Lecz z kary za grzech nie można się ot tak, po prostu wywinąć; otrzepać ręce i jakby nigdy nic zacząć sobie nowe życie. Ktoś zawsze musi wypić kielich gniewu Bożego z powodu popełnionego grzechu.

Na szczęście dla każdego grzesznika jest nam zwiastowana dobra nowina o Jezusie Chrystusie. Głosi ona, że Syn Boży przyszedł na świat w ludzkim ciele i wziął na siebie Boży gniew z powodu popełnionych przez nas grzechów. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [J 3,16-17].

Ale uwaga! Przez sam fakt śmierci Jezusa na krzyżu automatycznie nie następuje dla każdego człowieka pojednanie z Bogiem, zbawienie od grzechu i nie przychodzi radość zbawienia. Grzesznik, jeśli chce pokoju z Bogiem, musi osobiście uwierzyć w Jezusa Chrystusa. Jak to odbywa się w praktyce? Otóż gdy człowiek zostanie nawiedzony przez Ducha  Świętego, gdy usłyszy ewangelię i ją przyjmie, wówczas zaczyna się w nim wspaniały proces zbawienia. Rodzi się wiara w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego. Następuje nowe narodzenie z wody i z Ducha. Grzesznik zostaje zbawiony od mocy grzechu i praktycznie odwraca się od niego. Otrzymuje nowy system wartości i zaczyna o wszystkim myśleć w nowy sposób.  Efektem tej wielkiej zmiany jest radość zbawienia! Radość w Panu i pokój z Bogiem!Usprawiedliwieni zatem na podstawie wiary, mamy pokój z Bogiem. Stało się to dzięki naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi. Przez Niego uzyskaliśmy dostęp, za sprawą wiary, do tej łaski, w której niewzruszenie stoimy i chlubimy się nadzieją chwały Boga [Rz 5,1-2]. 

Ale, ale! Jest to długotrwały proces. Wszystko odbywa się w Bożym czasie i wymaga od nas cierpliwości w czekaniu. Zewlekanie z siebie starego człowieka, którego gubią zwodnicze żądze, jest bolesne i potrafi trwać wiele lat. Uświęcenie, bez którego nikt nie ujrzy Pana, nie następuje w jeden sezon, zwłaszcza, gdy uwikłaliśmy się w szereg złych nawyków, nałogów i grzesznych przyzwyczajeń, które nie chcą dać za wygraną. To wszystko trwa.., musi trwać, aby wraz z rozwojem duchowym, zgodnie z Bożym planem zbawienia, serce chrześcijanina przepełnił trwały pokój Boży i radość w Panu.

Niektórzy nie mają ochoty czekać. Wielu współczesnych chrześcijan próbuje bez jakiegokolwiek czekania mieć wszystko w pełni i od razu! Chcą mieć od razu pełnię zbawienia od grzechu. Gdy jej nie mają – to wymyślają sobie naukę, która pozwala im akceptować szereg grzechów, jako nic nie znaczących dla ich zbawienia. Chcą mieć od razu odpowiedź na modlitwę. Ponieważ Bóg nie zawsze od razu odpowiada -wmawiają sobie, że im już odpowiedział.  Chcą być od razu dojrzałymi w wierze, a skoro tak nie jest – to udają dorosłych. Chcą mieć od razu pełnię radości w Panu, a jeśli tak nie jest – to przynajmniej tak sobie w niedzielę śpiewają.

W poczuciu takiego rozmijania się z rzeczywistością łatwo też - niestety - o zniecierpliwienie i rezygnację. Znam sporo takich osób, które nie chciały czekać i odeszły z drogi wiary stwierdzając, że "to nie działa", albo że "najwidoczniej to nie jest dla mnie". Wielka szkoda, że niektórzy z nas nie wytrzymują próby czasu i nie chcą zaczekać na obiecane w Biblii rezultaty wiary. Tym większa szkoda i przykrość, bo często spełnienie  jest już bardzo blisko.

Stąd dzisiejsze wezwanie Słowa Bożego, by nie przestawać czekać! Zadawanie śmierci temu, co w członkach ziemskie – mam na myśli rozwiązłość, nieczystość, zmysłowość, złe pragnienia i zachłanność równoznaczną z bałwochwalstwem [Kol 3,5] w swoim czasie z pewnością zaowocuje pełną wolnością od tych grzechów. Nie należy rezygnować, ani tym bardziej wmawiać sobie, że tę wolność już mamy, skoro jeszcze jej w naszym życiu nie widać. Dobrze jest czekać w milczeniu na ratunek PANA [Tr 3,26]. Ukształtowanie Chrystusa Jezusa w nas - to najważniejszy cel, na który - chociaż będzie boleć - z radością czekamy!

Wezwanie, by nie przestawać czekać, jak najbardziej należy stosować także do innych, nawet i przyziemnych sytuacji i spraw. Mam tu na uwadze, na przykład, zakochanie z wzajemnością i założenie rodziny. Jeśli modlisz się o to i czekasz na błogosławieństwo Boże w tej sferze, to nie zniechęcaj się upływem czasu. Nie zmieniaj poglądów, nie wyrzekaj się swych pragnień tylko dlatego, że tak długo już czekasz. Nie wybierając – broń Boże – drogi na skróty, nie przestawaj czekać  na swą wielką miłość.

Aktywnie wyczekuj też nawrócenia twoich bliskich. Nie zniechęcaj się ich aktualnym brakiem zainteresowania wstąpieniem w ślady Jezusa. Nie przestawaj modlić się o nich i mówić im o Jezusie. Także nadal pielęgnuj w sobie marzenia o udziale w pracy dla Pana. Bóg ma dla ciebie wiele zadań na rzecz Królestwa Bożego. Ważne, żebyś nie powoływał się do nich sam, lecz czekał na Boże powołanie. Pracuj nad osobistym rozwojem, przygotowuj się do służby, módl się i nie przestawaj wyglądać chwili, gdy On cię wezwie i wskaże zadanie do wykonania. Na początku może wydawać ci się ono mało znaczące, lecz jeśli okażesz się wierny w małym, Bóg zacznie powierzać ci rzeczy większe.

Tytułowe wezwanie niezwykle ważne jest również przy chrzcie w Duchu Świętym i korzystaniu z darów duchowych. Bywa, że ktoś pragnący napełnienia Duchem Świętym, gdy modlitwa nie przynosi pożądanego skutku, po jakimś czasie wymięka i przestaje zabiegać o dar Ducha Świętego. Nic bardziej błędnego. Nie oddalajcie się z Jerozolimy, ale oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode Mnie [Dz 1,4] – powiedział Pan swoim uczniom i oni posłusznie czekali. I ty, gdy się modlisz o napełnienie Duchem Świętym, nie przestawaj czekać! Bądźcie wytrwali w modlitwie [Kol 4,2].

Ludzie miewają różne cele oczekiwań; realne i nierealne, zgodne z wolą Bożą, ale też samolubne i grzeszne. Należy to rozróżnić i prawidłowo ocenić charakter swoich oczekiwań. Jeżeli Biblia jasno stwierdza, że poza Jezusem nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12], to beznadziejne byłoby oczekiwanie zbawienia w jakiś inny sposób. Lepiej czym prędzej zaprzestać czekania na to, co jest niezgodne z wolą Bożą. Gdy bowiem przeciwnik Boży zauważy, że mocno na coś takiego się nastawiliśmy, podejdzie nas chytrze i podstawi nam jakąś "fałszywkę", abyśmy na domiar złego myśleli, że otrzymaliśmy Bożą odpowiedź na nasze modlitwy.

W niektórych z kolei sprawach trzeba wziąć się w garść, a nie czekać, że – na przykład - rektor przyniesie ci do domu dyplom ukończenia studiów. Trzeba po prostu zabrać się za naukę i chodzić na uczelnię. Nie ma co czekać też, że będziesz się rozwijać godzinami przesiadując przed telewizorem, albo że jesienią będziesz miał co zbierać, gdy nic nie siejesz wiosną. Czekanie w takich przypadkach na nic nam się nie przyda.

Gdy jednak zacząłeś czekać na Pana – i wiesz, że tak trzeba - to w imię Boże wołam: Nie przestawaj czekać! Czekanie na Boga w życiu chrześcijanina nie jest żadnym lenistwem, założeniem rąk ani bezradnością. Czekanie na Boga nie jest unikaniem wysiłku. Jest prostolinijnym, dobitnym wyrażeniem zaufania do naszego Zbawiciela i Pana, że On interesuje się naszym losem i w stosownym czasie przyjdzie nam w sukurs. Czekanie na Boga oznacza, że chcemy działać tylko na Boży głos. Jest utrzymywaniem się w gotowości do wykonania każdego nowego polecenia, gdy tylko Bóg je nam wyda. Czekanie na Boga jest zdolnością, by nie robić niczego, zanim nie usłyszy się Jego polecenia.

Jeśli wierzysz w Jezusa Chrystusa – to wszystko w Twoim życiu ma swój czas. Tak rozumiał to Dawid, bo śpiewał przed Panem: Wyznaczasz mi marszrutę i spoczynek [Ps 139,3]. Bogu podobają się ludzie, którzy na Niego czekają. Nie przestawaj więc czekać!

Tutaj do posłuchania oryginalne kazanie w wersji audio :)

04 grudnia, 2017

Dlaczego serce mi rośnie albo ściska?

Naród -  to zbiorowisko bardzo różnych, czasem o przeciwległych postawach, ludzi. Mamy niestety w polskim społeczeństwie antysemitów. Mieliśmy na szczęście również "Żegotę" tj. Radę Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu RP na Kraj. Dziś rocznica jej oficjalnego powołania w 1942 roku. Dzięki wsparciu Żegoty Polacy pod koniec II Wojny Światowej uratowali od śmierci tysiące Żydów. Jesteśmy z nich dumni. Cześć ich pamięci.

Mamy i w środowisku Kościoła bardzo różnych ludzi. Są osoby naprawdę narodzone na nowo, poddane kierownictwu Ducha Świętego, ale i ludzie duchowo nieodrodzeni, kierujący się naturalnymi zmysłami. Mamy ludzi oddanych zborowi Pańskiemu, podczas gdy wszyscy inni krzątają się wokół własnych spraw, nie spraw Chrystusa Jezusa [Flp 2,21], dbają wyłącznie o swoją własną skórę i próbują w Kościele zrobić osobistą karierę. Na szczęście wielu chrześcijan żyje zgodnie z nauką apostolską, która głosi: Miłość rozpoznaliśmy po tym, że On oddał za nas swoje życie. My też powinniśmy oddawać życie za braci [1J 3,16]. Jedni z pewnością przynoszą Chrystusowi Panu chwałę, drudzy raczej ujmę, bo z ich powodu, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu [Rz 2,24].

Kto w czasie wojny był Polakiem? Zarówno ten, kto wówczas ratował Żydów jak i ten, kto żerował na ich nieszczęściu. Dzisiaj również mamy w narodzie skrajnie różne podejście do "narodu wybranego" a przecież nikomu nie można polskości odmówić. A w Kościele? Kto jest chrześcijaninem? I ten duchowy, i ten cielesny, wyznaje wiarę w Boga i wzywa imienia Chrystusa. Pan powiedział: Niech rosną razem. Poczekajmy do żniw. Wtedy powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw kąkol, powiążcie go w snopy i spalcie. Pszenicę natomiast przenieście do mego spichlerza [Mt 13,30].

Nie moją sprawą jest rozsądzać, kto jest, a kto nie jest prawdziwym Polakiem. Mogę jedynie powiedzieć, że gdy myślę o "Żegocie", to jakoś serce mi rośnie. Gdy przyglądam się postawom braci i sióstr w Chrystusie, bywa podobnie. A co dzieje się z sercami ludzi obserwujących moje postępowanie? Serce im rośnie, czy ściska?

29 listopada, 2017

Czyż to nie dodaje nam otuchy?

Obchodzony dziś Międzynarodowy Dzień Solidarności z Narodem Palestyńskim w interesujący sposób zbiega się z moim czytaniem Biblii. Jestem w Księdze Estery i czytałem dziś o Hamanie, wrogu Żydów, dążącym do eksterminacji Narodu Wybranego. Jego pierwszym celem był Mordochaj, stryj królowej Estery. Tymczasem niespodziewany zwrot wydarzeń w jedną noc nie tylko udaremnił jego podły plan powieszenia Mordochaja na przygotowanej już 'nomen omen' szubienicy, ale też zapoczątkował jego całkowity upadek.

Zaintrygowały mnie dziś bardzo słowa żony i mądrych przyjaciół Hamana. Jeśli Mordochaj, z którym zacząłeś przegrywać, jest z pochodzenia Żydem, nie zdołasz go pokonać - owszem, sam przed nim całkowicie padniesz [Est 6,13]. Skąd wzięła się w nich taka refleksja? Rzeczywiście, Hamanowa nienawiść do Żydów wkrótce zaprowadziła go samego na wspomnianą szubienicę.

Wierzę, że tajemnicą niezatapialności Izraela jest wybranie tego narodu przez Boga. Każdy, kogo stać na odrobinę refleksji historycznej i kto ma choć trochę oleju w głowie, musi przyznać, że Żydów nie można ot tak sobie pokonać. Owszem, bywało wiele okresów w ich historii, że znajdowali się w wielkiej poniewierce i ich wrogowie pastwili się nad nimi. Ale proszę zwrócić uwagę, że nawet Holokaust nie wymazał Izraelitów ze społeczności narodów świata. Podczas gdy wielu potężniejszych od nich narodów dawno już nie ma, oni wciąż istnieją i mają się dobrze. Bez przesady można zaliczyć to do kategorii cudów.

Po tej refleksji moje myśli w oczywisty sposób pobiegły dziś do naszego wybrania w Jezusie Chrystusie. Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, by rozgłaszać wspaniałość Tego, który was wyrwał z ciemności i wprowadził w swoje zachwycające światło. Wy, którzy niegdyś byliście nie-ludem, teraz jesteście ludem Bożym! Dla was niegdyś nie było miłosierdzia, a teraz go dostąpiliście [1Pt 2,9-10]. Tak w natchnieniu Ducha Świętego napisał apostoł Piotr do wierzących rozsianych po miastach Azji Mniejszej. Przez wiarę w Jezusa Chrystusa i my - współcześni chrześcijanie - jesteśmy narodem wybranym. :)

Przeciwnicy mogą nas zaatakować, na jakiś czas pognębić, ba, nawet spowodować naszą śmierć fizyczną, ale nie zdołają nas na zawsze pokonać! Czyż to nie wspaniałe? Jeśli Bóg jest po naszej stronie, kto może stanąć przeciwko nam? [Rz 8,31].

PS. Przed laty apelowałem już do wszelkiej maści "Palestyńczyków"-  Przestańcie nienawidzić!

09 listopada, 2017

Zaszczyt tabuizacji

Dzisiaj parę słów o przedziwnym zachowaniu jerozolimskiej ulicy w reakcji na obecność Jezusa. Komu jak komu, ale Chrystusowi Panu, ze względu na Jego naukę i dzieła, należało się nie tylko zainteresowanie opinii publicznej ale również wydanie przez władze miasta oficjalnego o Nim stanowiska. Imię Jezusa z Nazaretu jak najbardziej godne było głośnej pochwały i pierwszego miejsca na liście najbardziej wpływowych osobistości Izraela.

Tymczasem Pan, pomimo swej kilkudniowej aktywności w stolicy, pozostawał w mieście "wielkim nieobecnym". Ponadto wśród tłumów wiele szeptano na Jego temat. Jedni mówili: Jest dobry; inni natomiast: Skądże, przecież zwodzi ludzi. Nikt jednak, z obawy przed Żydami, nie wypowiadał się o Nim otwarcie [J 7,12-13]. Skąd wzięło się tak dziwne embargo na głośne mówienie o Jezusie? Dlaczego otwarcie nie wymieniano Jego imienia, a jedynie szeptano o Nim po kątach?

Przyczyną była zazdrość. Przywódców Izraela opanowała obsesyjna zazdrość. Nie mogli tego przeboleć, że wielu ludzi podziwia Jezusa. Sami chcieli być obiektem najwyższego zainteresowania. Byli do tego stopnia przekonani o własnej wyjątkowości, że jakiekolwiek pozytywne słowa o kimś spoza ich kręgów, psuło ich dobry nastrój. Dlatego - aby im nie podpaść - na mieście nie należało głośno mówić o Jezusie. Jezus stał się w Jerozolimie tematem tabu. Ważni ludzie skazali Go na społeczny niebyt.

Czego wobec powyższego ma spodziewać się współczesny naśladowca Jezusa? Nie ma ucznia nad nauczyciela ani sługi nad własnego pana. Wystarczy uczniowi, by się stał jak jego nauczyciel, a słudze jak jego pan. Jeśli gospodarza nazwali Belzebubem, tym bardziej jego domowników [Mt 10,24-25]. Normalne, że im bardziej będzie on dobry w tym, co robi, tym bardziej spotykać się będzie z ostracyzmem społecznym. Będą go pomijać, marginalizować i przemilczać. Może i ktoś dyskretnie tu i ówdzie szepnie coś na jego temat, ale nie będzie dla niego miejsca w przestrzeni publicznej. Współcześni faryzeusze potrafią zadbać o to, aby niejeden prostolinijny chrześcijanin - choćby nie wiem czego dokonał - przez całe lata w świadomości ogółu pozostał nieobecny.

Jest wszakże w tego rodzaju tabuizacji coś zaszczytnego. Gdy komuś zaczyna zależeć na tym, aby o tobie nie wspominano, gdy z rejestrów postaci pozytywnych ktoś systematycznie usuwa twoje imię - wiedz, że to może oznaczać twój wielki awans w ochach Pana. Pominięcie przez ludzi i odrzucenie z ich strony, dla szczerego chrześcijanina w rzeczy samej jest umocnieniem pozycji w kręgach  znacznie ważniejszych.

05 listopada, 2017

Bezskuteczne próby potępienia

Dzisiaj rano wiele radości dały mi następujące słowa Pisma Świętego: W tych właśnie dniach i w tym czasie - oświadcza PAN - będą szukać winy Izraela, lecz nie znajdą, będą szukać grzechów Judy, lecz bez skutku, bo tym, których pozostawię przy życiu, przebaczę [Jr 50,20].

Przez całe lata nietrudno było wskazać grzechy Judy i winy Izraela. Raz po raz ludowi Starego Przymierza zdarzało się nieposłuszeństwo wobec Słowa Bożego. Mnóstwo karygodnych grzechów obciążało ich konto przed Bogiem i groziło surowym sądem.

Lecz oto Bóg przez proroka Jeremiasza zapowiedział coś pod tym względem absolutnie niezwykłego. Nadejście czasu, gdy żaden oskarżyciel nie będzie mógł postawić przeciwko Żydom żadnych zarzutów. Najbardziej wytrwani tropiciele cudzych grzechów nie będą mogli znaleźć na Izraelitów i Judejczyków żadnych haków. Dlaczego? Czy dlatego, że Żydzi zaczną żyć bezbłędnie? Nie, nie dlatego, bo nie ma człowieka, który by nie zgrzeszył. Bo tym, których pozostawię przy życiu, przebaczę - powiedział Pan.

Mowa tu - oczywiście - o ofierze doskonałego Baranka Bożego, który gładzi grzech świata. Bóg zapowiedział czas, gdy "święta resztka" Izraela przez wiarę w Jezusa Mesjasza dostąpi odpuszczenia grzechów i wymazania wszelkich ich win. Z Syjonu przyjdzie Wybawca i usunie bezbożność Jakuba. Takie zawrę z nimi przymierze, kiedy zmaże ich grzechy [Rz 11,26-27]. W ten sposób będzie zbawiony cały Izrael.

Zapowiedź oczyszczenia Żydów od wszelkich zarzutów przez przebaczenie, może być - i dla wielu grzeszników spoza Izraela już jest - objawieniem wspaniałej prawdy o przebaczeniu wszystkich grzechów. Zbawienie od grzechów - dzięki łasce Bożej - jest dostępne dla wszystkich narodów. Szczera wiara w Jezusa Chrystusa doprowadza nas do uniżenia się przed Bogiem i wyznania Mu swoich win. Jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy - przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1J 1,9].

Ktoś może sobie szukać naszych grzechów, może tu i tam doszukiwać się naszej winy, lecz bez skutku! Jak to? Ponieważ dzięki wierze w Jezusa Chrystusa przy każdej naszej winie, przy każdym grzechu, widnieje już adnotacja - "Przebaczone"! Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie [Rz 8,1].

Znasz już to wspaniałe odczucie lekkości biorące się z oczyszczenia od wszelkich zarzutów? Dobra nowina o Jezusie Chrystusie głosi, że On może i chce przebaczyć każdemu grzesznikowi. Czeka i na twoją skruchę.