08 lutego, 2019

Ukraińskie zbory w Polsce?

Jako mniejszościowe wspólnoty wyznaniowe mamy w ostatnich latach do czynienia ze stosunkowo dużym napływem do Polski naszych współwyznawców z Ukrainy. Większość z nich osiedla się nad Wisłą z powodów ekonomicznych. Szukają u nas lepszych zarobków i poprawy warunków bytowych dla swoich rodzin. Wielu z nich to gorliwi chrześcijanie. Przybywając z określonymi potrzebami duchowymi i nabytym w ukraińskich zborach doświadczeniem, poszukują w Polsce odpowiedniej dla siebie wspólnoty kościelnej. Nie zawsze jest to łatwe. Barierą bywa nie tylko język, ale też odmienne zwyczaje i różnie rozłożone akcenty w praktykowaniu pobożności. Czy w obliczu tych różnic nie byłoby prościej, aby obcokrajowcy tworzyli sobie odrębne wspólnoty narodowe? Czy  to konieczne, aby – mimo trudności - integrowali się z polskimi zborami? Jak ta sprawa wygląda w świetle Biblii?

W zrozumieniu woli Bożej w tej sprawie pomaga nam organizacja życia narodu izraelskiego jako ludu Bożego. Jak powszechnie wiadomo, po wyprowadzeniu z niewoli egipskiej Bóg zaczął formować swój lud, nadając mu swoje prawa i określając zasady funkcjonowania Izraelitów w Ziemi Obiecanej. Ciekawe, że prawo Boże porusza i omawia też sprawy związane z cudzoziemcami. Gdybyśmy dzisiaj jednym współczesnym słowem chcieli określić wszystkie wskazówki w tym temacie, to musiałoby to być słowo – integracja. Oddajmy głos Pismu Świętemu.

A jeśli zatrzyma się u ciebie cudzoziemiec i będzie chciał obchodzić Paschę Pana, spraw wpierw, żeby wszyscy męscy członkowie jego rodziny zostali obrzezani, i wtedy może brać udział w święcie, i będzie zrównany z tubylcem; lecz żaden nieobrzezany nie będzie z niej spożywał. Jedno prawo obowiązywać będzie tubylca i cudzoziemca, goszczącego wśród was [2Mo 12,48-49]. Nie ma mowy o tworzeniu dla obcokrajowców odrębnych przepisów. Cudzoziemcy pragnący mieszkać pośród Izraelitów musieli się nawrócić i przyjąć ich zasady wiary.
Musieli nie tylko świętować te same co Izrael święta, ale też robić to w taki sam, jak oni, sposób.
Tak na przykład było ze świętem Przaśników. Przez siedem dni nie będzie kwasu w domach waszych; każdy bowiem kto jeść będzie kwaszone, usunięty będzie ze społeczności Izraela, zarówno przybysz jak i tubylec [2Mo 12,19]. Nie inaczej miały się sprawy z przestrzeganiem sabatu. Mieszkający w ziemi Izraela cudzoziemcy nie mogli pracować w dniu, który Izraelici poświęcali Panu. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twoją pracę, ale siódmego dnia jest sabat Pana, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani twoje bydlę, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach, aby odpoczął twój sługa i twoja służebnica tak jak ty [5Mo 5,13-14].

Całkowite dostosowanie się do Izraelitów obowiązywało cudzoziemców również w kwestii pojednania z Bogiem i składania Mu ofiar. A jeżeli zamieszka pośród was cudzoziemiec albo jeżeli ktokolwiek żyje na stałe wśród waszych potomków, a będzie chciał złożyć ofiarę ogniową, woń przyjemną dla Pana, to niech uczyni tak, jak wy czynicie. W ogóle, jednakowy jest przepis dla was i dla cudzoziemca, który u was przebywa. Będzie to przepis wieczny, dla waszych pokoleń przed Panem, zarówno dla was jak i dla cudzoziemca. Jednakowe prawo i jednakowy przepis będzie dla was i dla cudzoziemca, przebywającego u was [4Mo 15,14-16]. Jednym słowem, obcokrajowcy chcący mieszkać w ziemi Izraela musieli przyjąć i praktykować wszystkie zwyczaje ludu Bożego. W przeciwnym razie byli usuwani z Ziemi Obiecanej.

W zamian za tę integrację, Bóg nakazał Izraelitom pełną przychylność względem cudzoziemców.  Jeżeli w waszej ziemi zamieszka z tobą obcy przybysz, nie będziesz go gnębił. Obcy przybysz, który mieszka z wami, niech będzie jako tubylec wpośród was samych; będziesz go miłował jak siebie samego, gdyż i wy byliście obcymi przybyszami w ziemi egipskiej; Ja, Pan, jestem Bogiem waszym [3Mo 19,33-34].

Czego z powyższych fragmentów Biblii uczymy się na temat miejsca braci i sióstr z Ukrainy w polskim społeczeństwie? Tego, że jeżeli chcą wpośród nas mieszkać, to też powinni nastawić się na pełną integrację z Polakami. Powinni razem z nami się zgromadzać, modlić się, rozważać Słowo Boże i razem z nami służyć tu Bogu. Historia uczy, że powstawanie odrębnych enklaw etnicznych wiązało się albo z jakimś rodzajem poczucia wyższości przybyszów, albo z odrzuceniem ze strony tubylców. Między ludźmi wierzącymi ani o jednym, ani o drugim nie może być mowy.

Miłujemy współwyznawców Chrystusa z Ukrainy. Chcemy, żeby mieszkali i pracowali wpośród nas. Chcemy też, aby dołączali do nas w praktykowaniu pobożności. Integracja z nami jest dużo prostsza i na pewno mniej bolesna, niż w czasach starożytnego Izraela. Wyznajemy wiarę w tego samego Pana, Jezusa Chrystusa. Wystarczy więc trochę dobrej woli, pokory i uznania duchowego autorytetu tutejszych braci. Zapraszamy do polskich zborów!

07 lutego, 2019

Razem z rodziną!



Chyba wszyscy znają biblijną historię o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Stanowi ona dobrą ilustrację Bożego planu zbawienia grzeszników. Egipt w niej symbolizuje świat i życie w niewoli grzechu. Faraon obrazuje szatana, władcę tego świata. Kanaan, do którego mieli iść Izraelici, to obraz Królestwa Bożego. Bóg ogłosił zniewolonym Izraelitom, że ich wyzwoli spod władzy faraona. Ja jestem JHWH. Uwolnię was od ciężarów nałożonych przez Egipcjan, wybawię was z ich niewoli, wykupię was uniesionym ramieniem, za sprawą wielkich sądów. I przyjmę was sobie za lud, będę wam Bogiem i przekonacie się, że Ja, JHWH, jestem waszym Bogiem, który was wyprowadza spod ciężarów nałożonych przez Egipcjan. Wprowadzę was do ziemi, którą przysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi – dam wam ją na własność, Ja, JHWH [2Mo 6,6-8].

Oczywiście, władca Egiptu absolutnie nie chciał się na to zgodzić. Gdy Bóg zaczął kruszyć jego upór kolejnymi plagami, faraon zaproponował kilka rozwiązań umożliwiających mu zachowanie kontroli nad ludem Bożym. Jedną z jego chytrych prób zatrzymania Izraelitów w Egipcie był pomysł, aby składać Bogu ofiarę na pustyni poszli sami mężczyźni. Chcecie iść? To niech idą mężczyźni! Niech służą PANU, jeśli im zależy! [2Mo 10,11]. Faraon dobrze wiedział, że mężczyźni, choćby nie wiem jak pobożni, wcześniej czy później zatęsknią za swoimi kobietami i dziećmi. Zgadzając się na ich wyjście w osamotnieniu, był pewny, że wkrótce wrócą. A przecież Bóg nie planował Izraelitom żadnego powrotu do Egiptu. Mieli z niego wyjść i nigdy już do niewoli egipskiej nie wracać.

Dlatego też Mojżesz odpowiedział: Pójdziemy z naszą młodzieżą i z naszymi starszymi; pójdziemy z naszymi synami i naszymi córkami; pójdziemy z naszymi owcami i z naszym bydłem, ponieważ będzie to dla nas święto na cześć PANA [2Mo 10,9]. Mądra decyzja Mojżesza uchroniła lud Boży od błędu zadowolenia się połowicznym rozwiązaniem. Służenie Bogu w rozłące nie tylko byłoby na dłuższą metę trudne, ale też byłoby niezgodne z wolą Bożą. Do Kanaanu miał udać się cały lud izraelski, a nie sami mężczyźni. Jednak faraon był nieprzejednany. Trzeba było kolejnych plag i - ostatecznie – śmierci wszystkich pierworodnych Egiptu, aby w końcu ustąpił i wypuścił na wolność wszystkich Izraelitów.

Władca tego świata do dzisiaj używa podobnych sposobów zatrzymywania ludzi w granicach jego wpływów. Wydaje się, że życie dla Boga w pojedynkę jest dużo bardziej praktyczne i efektywne. Wielu współczesnych chrześcijan łatwo daje się nabrać na ten diabelski fortel. Zostawiają w domu współmałżonka, dzieci lub innych domowników i bez nich angażują się w działalność Kościoła. Przecież dzięki temu łatwiej im jest wybrać się w niedzielę na nabożeństwo, włączyć się w działalność misyjną, poświęcić więcej czasu dla Boga itd. Lecz to odczucie  jest bardzo złudne. Gdy nasi bliscy nie są z nami przy Panu, to po jakimś czasie my będziemy znowu z nimi. Pojawią się dziesiątki powodów odciągających nas od społeczności Kościoła i służby Bożej. Uroczystości rodzinne, ich kariera zawodowa lub artystyczna, wypoczynek, opieka nad nimi i temu podobne sprawy wcześniej czy później oddzielą nas od zboru Bożego. Gdy nasi bliscy nie są z nami jedno w Duchu, to też nie rozumieją naszych potrzeb duchowych ani nie uwzględniają naszego rytmu życia dla Boga. A więzy krwi są silne. Miłość do bliskich według ciała robi swoje! Dlatego jest tak ważne, ażeby nasi bliscy razem z nami służyli Bogu.

Pomijając w tym rozważaniu inne próby uniemożliwiania nam pełnej dyspozycyjności w życiu dla Boga, chcę mocno podkreślić szkodliwość diabelskiego pomysłu pracy dla Pana w pojedynkę. W imię Boże apeluję, abyśmy w głębi serca nigdy nie zgadzali się na to, żebyśmy mieli służyć Bogu bez zaangażowania w to naszych najbliższych.  Ja i mój dom będziemy służyli Panu [Joz 24,15] – powiedział Jozue, następca Mojżesza. Korneliusz był człowiekiem pobożnym i bogobojnym, zarówno on sam, jak i cały jego dom [Dz 10,2]. Stróż więzienny w Filippi wraz z całym domem cieszył się, że uwierzył Bogu [Dz 16,34]. Tymczasem uwierzył Panu Kryspus, przełożony synagogi – on sam i cały jego dom [Dz 18,8]. Jeśli jesteśmy singlami, to możemy swobodnie poświęcić się Panu ze wszystkim, co posiadamy. Wtedy omija nas zadanie osiągania w tym jedności z naszymi domownikami. Co innego, gdy mieszkamy razem z rodziną. Zawierając związek małżeński, żyjąc pod jednym dachem z rodzicami, wychowując dzieci itd., róbmy wszystko, aby codziennie żyć dla Boga razem z naszymi najbliższymi.

Zadanie nie jest łatwe. Wiara w Jezusa Chrystusa oddziela nas od niewierzących, nawet jeśli żyjemy z nimi pod jednym dachem. Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien [Mt 10,34-37]. Trzeba nam z wielką determinacją starać się naszych domowników pozyskać dla Chrystusa. Czasem uzyskanie z najbliższymi według ciała jedności w życiu dla Pana okazuje się - niestety - niemożliwe.

Tym bardziej trzeba więc doceniać i utrzymywać jedność chrześcijańskiej rodziny. Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu [Ef 5,22]. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany [Ef 5,25-27].  Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu, bo to rzecz słuszna [Ef 6,1]. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana [Ef 6,4]. Wspólne życie dla Pana całej rodziny to wielka wartość! Jakże to przykre, gdy któryś z domowników zaczyna się z tego wyłamywać.

Trwajmy we wspólnocie. Zwłaszcza we własnej rodzinie baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju [Hbr 10,24-25]. Udając się na nabożeństwo jedźmy tam razem z dziećmi. Wpajajmy im dobry zwyczaj uczestnictwa we wszystkich nabożeństwach i spotkaniach zboru. Nie spóźniajmy się, bo zgromadzenie ludu Bożego to święta rzecz od pierwszej minuty jego trwania. W trakcie zgromadzenia ludu Bożego całkowicie się w nie angażujmy. Bądźmy dla swoich dzieci wzorem we wspólnym śpiewaniu, modlitwie, uważnym słuchaniu Słowa Bożego, ofiarowaniu pieniędzy na potrzeby zboru i w zachowaniu po zakończeniu nabożeństwa. Pamiętajmy, że nasze dzieci jadą z nami przede wszystkim na wspólne nabożeństwo zboru, a nie jedynie na zajęcia szkółki niedzielnej. Gdy rozpoczyna się zgromadzenie, trzymajmy je przy sobie w sali nabożeństw. Niech razem z nami je przeżywają. Niech widzą i słyszą, jak ich mama i tata razem z innymi śpiewają i modlą się do Boga. Gdy dorosną, będą postępować podobnie.

Udział w nabożeństwie to niewielka część życia chrześcijańskiego. Bądźmy dobrym przykładem życia z Bogiem dla swoich domowników w każdych okolicznościach. Dbajmy przy tym o szczerość i wszystko niech się u nas dzieje w miłości. Ufajmy, że Bóg okaże nam łaskę i nie tylko tu na ziemi będziemy Mu służyć z naszymi synami i córkami, z naszą młodzieżą i z naszymi starszymi. Będziemy razem ze swoją rodziną w Królestwie Bożym!  Amen.

31 stycznia, 2019

Czy naprawdę jesteśmy prawdziwi?


Dziś rano dotarła do mnie wiadomość, że kilka dni temu, 23 stycznia 2019 roku jeden z pastorów kalifornijskiego, sześciotysięcznego megazboru Real Life Church popełnił samobójstwo. Pastor Jim Howard od jakiegoś czasu zmagał się podobno z problemami natury psychicznej. W minioną środę odebrał sobie życie. Na sobotę, 9 lutego w głównym audytorium zboru w Valencia Campus zaplanowano uroczystość "Jim Howard's Celebration of Life".

Wstrząśnięty tą tragedią modlę się i zachodzę w głowę, jak to możliwe? Jak to możliwe, żeby kaznodzieja wygłaszający takie kazania, prowadzący radosną społeczność o tak postępowych formach pobożności, tak zagubił się duchowo i zatracił? Internetowa witryna tego zboru świadczy, że wszystko jest tam bardzo dobrze zorganizowane. Wieloosobowe zespoły realizują wspaniałe programy dla wszystkich grup wiekowych, wychodzące naprzeciw różnorodnym potrzebom osobistym. Real Life Church działa nie tylko w Południowej Kalifornii ale prowadzi też działalność misyjną w wielu krajach na świecie. A jednak mimo tego wszystkiego pastor Jim odszedł z tego świata duchowo załamany.

Jest mi bardzo przykro. Gdy ktoś żyjący bez Boga na świecie strzela sobie w głowę, to jakoś łatwiej sobie z tym radzę, bo rozumiem, że nie miał on społeczności z Jezusem i był zdany na samego siebie. Ale gdy ginie tak chrześcijanin, a do tego pastor, to już tego nie potrafię pojąć. Jedno wiem: Przyjdźcie do Mnie wszyscy zapracowani i przeciążeni, Ja wam zapewnię wytchnienie [Mt 11,28] - zaprasza Jezus Chrystus. Od czterech dekad korzystam z tego zaproszenia. Syn Boży nie tylko zapewnia mi wytchnienie ale też liczy moje łzy i pewnego dnia będę za nie wynagrodzony. Codziennie stosuję się też do rady apostolskiej: Przestańcie martwić się o cokolwiek. Raczej w każdej sprawie, gdy się modlicie i prosicie, z wdzięcznością przedstawiajcie swoje potrzeby Bogu. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli [Flp 4,6-7]. Czy pastor Jim tego nie wiedział?

Z Biblii wiadomo, że prawdziwa pobożność polegająca na codziennym stosowaniu się do Słowa Bożego, stanowi w życiu chrześcijanina mocne oparcie. Każdy więc, kto słucha moich słów i robi z nich użytek, jest jak człowiek mądry, który swój dom postawił na skale. Spadł ulewny deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, lecz on nie runął, bo był zbudowany na skale [Mt 7,24-25]. Wiadomo też z tej samej Biblii, że wśród chrześcijan pojawią się ludzie którzy przybierają pozór pobożności, podczas gdy życie ich jest zaprzeczeniem jej mocy [2Tm 3,5]. Jakość pobożności najdobitniej sprawdza się w sytuacjach podbramkowych. Prawdziwe życie z Jezusem charakteryzuje się niezwykłą niezłomnością, bo korzysta z Jego mocy.

Czy przypadkiem nasza współczesna pobożność - z całą swą błyskotliwością - nie zrobiła się na tyle powierzchowna, hałaśliwa i intensywna, że w jej atmosferze Jezusowa oferta pokoju powoli staje się dla nas nieciekawa i zbyt staroświecka? Może dlatego nasza wiara tak łatwo się kruszy? Może trzeba nam usunąć z nabożeństwa ryk głośników i w ciszy powrócić do głębokiej rozmowy z Panem Jezusem? Może trzeba zwolnić tempo i bez fajerwerków wsłuchiwać się w niedzielę w głos Boży?

Gdy pastor nowoczesnego megazboru odbiera sobie życie, nie wolno nam bezrefleksyjnie wymyślać kolejnych atrakcji, jako sposobu na zwycięskie i radosne chrześcijaństwo. O wiele pilniej trzeba nam osobiście upewnić się, czy naprawdę żyjemy z Jezusem?

29 stycznia, 2019

Sądy sądami, ale sprawiedliwość...

Chociaż żyjemy w wolnym i demokratycznym społeczeństwie, niemal codziennie słyszymy w nim o sądzie. Jakkolwiek twierdzi się obecnie, że w Polsce jest z nim coś nie tak, to jednak wciąż pozostaje on najważniejszym argumentem i ostateczną instancją. Ludzie skonfliktowani zapowiadają sobie spotkanie w sądzie, spodziewają się w nim sprawiedliwości, powołują się na jego wyrok i poddają się postanowieniom sądowym. I nie miejmy złudzeń. Choćbyśmy nie wiem jak postanawiali, że już odrzucimy złe słowa i wokoło zasiewać będziemy wyłącznie miłość, dopóki świat istnieć będzie, ludzie wciąż będą stawać przed sądem, bo są w niewoli grzechu. Mało tego. Cały świat ostatecznie zostanie z tego powodu osądzony i usłyszy prawomocny wyrok.

Chociaż zaledwie sześćdziesiąt lat jestem na tym świecie, to zdążyłem już zaobserwować duże zmiany w osądzaniu ludzkich postaw i czynów. Przy ogólnej tendencji do łagodzenia wymiaru sprawiedliwości, widocznej chociażby w odchodzeniu od stosowania kary śmierci, zauważam postępującą relatywizację kryteriów osądu. To co dawniej zasługiwało na surową karę, bywa że dzisiaj w ogóle już nie jest żadnym przestępstwem (np. cudzołóstwo). Zaostrza się natomiast prawo karne w stosunku do zachowania, które niegdyś uchodziło za cnotę (np. użycie rodzicielskiej rózgi w wychowaniu krnąbrnego dziecka). Funkcja sędziego staje się coraz bardziej trudna, bowiem każdy werdykt sędziowski może być kwestionowany przez innych sędziów rozpatrujących sprawę z innego punktu widzenia i na innych podstawach prawnych.

Przeczytałem dziś w Biblii, że PAN zasiadł na tronie nad wodami potopu, On będzie zasiadał jako król na wieki [Ps 29,10] i zastanawiam się, jak współczesny trybunał sprawiedliwości oceniłby Boży wyrok wydany i wykonany na ówczesnym świecie? Domyślam się, że poddałby go natychmiastowej rewizji i go unieważnił. PAN zaś widział, że wielka jest niegodziwość człowieka na ziemi. Zauważył, że każda myśl ludzkiego serca jest ustawicznie zła. […] Postanowił zatem: Zgładzę z powierzchni ziemi człowieka, którego stworzyłem. Usunę także bydło, płazy oraz ptaki, bo żałuję, że powołałem to wszystko do istnienia! Noe jednak znalazł łaskę w oczach PANA [1Mo 6,5-8].

Bóg zasiadł na tronie nad wodami potopu, to znaczy, że zalewając ówczesny świat wcale się nie pomylił, ani nie był zbyt surowy w swoim sądzie. Potop był sprawiedliwym wyrokiem, a późniejsze postanowienie: Ustanawiam z wami moje przymierze, że już nie zniszczę potopem żadnej żywej istoty i że już nie będzie potopu, który by zniszczył ziemię [1Mo 9,11] w żaden sposób nie należy rozumieć, jako swego rodzaju formy Bożego wycofania się z podobnej surowości w przyszłości.

Otóż ziemia powstała na Słowo Boga z wody i przez wodę. Przez nie ówczesny świat - zalany wodą - zginął. Za sprawą tego samego Słowa teraźniejsze niebo i ziemia zachowane są dla ognia, który pochłonie je w dniu sądu i zagłady bezbożnych ludzi. […] Tymczasem On po prostu okazuje cierpliwość względem was. On nie chce, aby ktoś zginął. Przeciwnie, chce, aby wszyscy się opamiętali [2Pt 3,5-9]. Bóg zapowiadał zatopienie bezbożnego świata wodami potopu i tak się stało. Teraz zapowiada, że ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną [2Pt 3,10].

W obliczu nadchodzącego sądu Bożego trzeba czym prędzej pojednać się z Bogiem przez wiarę w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Kto wierzy w Syna ma życie wieczne, kto natomiast odmawia Synowi posłuszeństwa, nie zazna życia, lecz ciąży na nim Boży gniew [J 3,36]. Od ludzkich wyroków sądowych zazwyczaj można się odwołać do wyższej instancji. Jak można zmienić wyrok wydany przez Boga? Co nam z tego, że jakiś ziemski trybunał uzna, że potop był niehumanitarną i absolutnie dziś niedopuszczalną formą wymierzania kary? Bóg jest ostateczną instancją. PAN zasiadł na tronie nad wodami potopu, On będzie zasiadał jako król na wieki.

Jedynym sposobem uniknięcia gniewu Bożego jest ukorzenie się przed Nim i posłuszne zastosowanie się do Jego instrukcji życia, tj. Biblii. Skoro w taki sposób to wszystko ma ulec zniszczeniu, to jak święcie i pobożnie wy sami powinniście postępować na co dzień? Mówię do was, oczekujących, a nawet pragnących przyśpieszyć nastanie dnia Bożego, w którym niebo zginie w ogniu i żar stopi podstawy świata […] Dlatego, kochani, w oczekiwaniu tych wydarzeń postarajcie się, aby On mógł was zastać pełnych pokoju, niesplamionych i nienagannych [2Pt 3,11-14].

Przywykliśmy do kwestionowania wyroków sądowych. Mamy swoje własne poglądy na sprawiedliwość. Nawet samego Boga gotowi jesteśmy posadzić na ławie oskarżonych. Sądy sądami, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie - zgadzamy się z matką filmowego Pawlaka. Tymczasem Biblia mówi, że ostateczny sąd należy do Jezusa Chrystusa. On też polecił nam głosić ludowi i składać o Nim świadectwo, że jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych [Dz 10,42].

Nie ma co liczyć na sprawiedliwość w bezbożnym świecie. Tutaj zawsze ktoś może nas o coś oskarżyć i nawet jeśli jeden sąd nas uniewinni, to drugi w tej samej sprawie wyda wyrok skazujący. Wszystko tu jest coraz bardziej względne i zależne od punktu widzenia. Nadchodzi nawet godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie przekonany, że przez to służy Bogu [J 16,2] - zapowiedział Jezus swoim uczniom. Cokolwiek powiemy, może to zostać użyte przeciwko nam. Najważniejsze, żeby ostać się przed ostatecznym Trybunałem Najwyższego!

22 stycznia, 2019

Powaga i prostota nabożeństwa

Bracia usługujący przy Wieczerzy Pańskiej.
 Od lewej: śp. M. Jakoniuk, śp. A. Józefowicz, śp. A. Matiaszuk,
śp. J. Krauze, śp. B. Kudzin i L. Strzałkowski
Pozwalam sobie dzisiaj cofnąć się o trzydzieści lat i zaprezentować nabożeństwo z chrztem wiary w moim macierzystym zborze w Gdańsku, w święto Zesłania Ducha Świętego z dnia 7 czerwca 1987 roku.

Starsi chrześcijanie z Trójmiasta z łatwością rozpoznają naszych ojców w wierze, którzy głosili nam Słowo Boże ale też - być może - zobaczą siebie oraz innych współwyznawców Jezusa Chrystusa z tamtych lat. Wspomnienie to podyktowało mi Słowo Boże, które wzywa: "Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki" [Hbr 13,7-8].

Młodszym wierzącym serdecznie polecam to wideo jako lekcję poglądową na temat powagi i prostoty ewangelicznego nabożeństwa. Jest to o tyle ważne, że w dzisiejszych czasach charakter niektórych zgromadzeń chrześcijańskich zaczyna bardziej przypominać imprezę kulturalno-rozrywkową, aniżeli nabożeństwo. A przecież Biblia nas wzywa: "... oddawajmy cześć Bogu tak, jak Mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią" [Hbr 12,28].

Patrzmy i uczmy się czerpać z doświadczenia naszych poprzedników w wierze. Zapraszam do oglądania. https://www.youtube.com/watch?v=cnR63sNqFYE

14 stycznia, 2019

Trzeba nam wzmóc czujność!


Gdy zdarza się coś tragicznego, zaczynamy szukać winnych. Czym prędzej chcielibyśmy ustalić i ukarać sprawcę nieszczęścia. Nie zawsze jednak jest to możliwe. W świetle prawa nie można, na przykład, karać kogoś za jego czyn, jeżeli popełnił go w stanie niepoczytalności. Pozbawionego władz umysłowych człowieka nie można sądzić tak, jak kogoś normalnego, zdolnego ponosić odpowiedzialność za swoje czyny.

Jestem wstrząśnięty wczorajszym atakiem nożownika na Prezydenta Gdańska, Pana Pawła Adamowicza. Zamach miał charakter fizyczny, rzeczywisty, a do tego spektakularny. Dlatego tak poruszył nas wszystkich. Zaczęliśmy się modlić o Prezydenta. Zły, szalony człowiek targnął się na jego życie. Chciał mu je odebrać i - jak się dzisiaj okazało - niestety tego dokonał. Obawiam się, że nawet trudno go będzie za to ukarać, bo podobno jest chory psychicznie.

Jest w Biblii opowieść o Gedaliaszu, ustanowionym na okoliczność niewoli babilońskiej zarządcą Judei. Miał działać dla dobra pozostałej w miastach biednej ludności i z wielkim optymizmem do tego zadania przystąpił. Niestety, pojawił się człowiek z obsesyjnym zamiarem pozbawienia go życia. Przedostał się do najbliższego otoczenia Gedaliasza i w trakcie uczty, gdy siedzieli przy wspólnym stole, Ismael, syn Netaniasza, i dziesięciu ludzi, którzy mu towarzyszyli, zerwali się i zamordowali Gedaliasza, syna Achikama, wnuka Szafana! Zadali śmierć temu, którego król Babilonu ustanowił namiestnikiem w kraju! [Jr 41,2]. Gedaliasz był wcześniej ostrzegany, że takie niebezpieczeństwo mu grozi, lecz nie dawał temu wiary. Nie dopuszczał do siebie myśli, że ktoś mógłby targnąć się na jego życie.

Spróbujmy z tą myślą przenieść się w sferę duchową. Podobnie jak przez naturalne poczęcie i narodziny otrzymujemy doczesne, fizyczne życie w ciele, tak też przez wiarę w Jezusa Chrystusa i duchowe odrodzenie otrzymujemy dar życia wiecznego. Kto wierzy w Syna ma życie wieczne, kto natomiast odmawia Synowi posłuszeństwa, nie zazna życia, lecz ciąży na nim Boży gniew [J 3,36]. Jezus Chrystus dał nam dar życia wiecznego, diabeł natomiast chce nam je odebrać. I jest w tym skuteczny. Tysiące ludzi chodzi ulicami naszych miast nie zdając sobie sprawy z tego, że został im zadany śmiertelny cios.

Nie możemy obwiniać, a tym bardziej w żaden sposób nie możemy ukarać diabła za to, że atakuje z zamiarem pozbawienia nas życia wiecznego. Taką ma obsesję.  Jest całkowicie wynaturzony i nie potrafi inaczej działać. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i niszczyć [J 10,10] - powiedział o nim Jezus. Nie da się go zresocjalizować i nawrócić na dobrą drogę. Zawsze będzie chciał pozbawić nas życia wiecznego. Jak? Kusząc nas do grzechu. Odwołuje się przy tym do naszych naturalnych pragnień. Źródłem pokus człowieka są jego własne żądze. To one go pociągają i nęcą. Gdy żądza się rozwinie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć [Jk 1,14-15]. Każdy niewyznany, nieusprawiedliwiony grzech to śmiertelne niebezpieczeństwo. Albo czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ludzie dopuszczający się nierządu, bałwochwalcy, cudzołożnicy, mężczyźni współżyjący między sobą i ci, którzy sie im oddają, złodzieje, chciwcy, pijacy, oszczercy i zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego [1Ko 6,9-10]. Gdy któremuś z tych grzechów ulegniemy i się z niego natychmiast nie opamiętamy, to jesteśmy pozbawieni życia wiecznego. Takie stanowisko prezentowali apostołowie Jezusa Chrystusa. Każdy, kto nienawidzi swojego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego [1J 3,15]. Czy dobrze myślę?

Zagrożenia nie da się zniwelować. Diabeł aż do końca świata pozostanie Złym, a cały świat tkwi w mocy złego [1J 5,19]. Jak wobec tego możemy być zbawieni? Jak uchronić się przed śmiertelnymi atakami diabła? Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Wasz przeciwnik, diabeł, krąży wokoło niczym lew ryczący, wypatrujący łupu. Przeciwstawcie mu się mocni w wierze... [1Pt 5,8-9]. Diabeł, dopóki ostatecznie nie zostanie odizolowany poprzez wrzucenie go do jeziora ognistego, jest śmiertelnie groźny. Musimy uważać na zagrożenie z jego strony. Zawsze wznoście tarczę wiary. Dzięki niej ugasicie każdy rozżarzony pocisk złego [Ef 6,16] - wzywa Słowo Boże. Każdego dnia duchowy przeciwnik - szatan - w różnej postaci i w rozmaitym przebraniu zbliża się niespodziewanie, aby nas ugodzić. Trzeba nam wzmóc czujność!

Jako chrześcijanie mamy też wielką rolę względem siebie nawzajem. Powinniśmy czujniej troszczyć się o duchowe bezpieczeństwo braci i sióstr w Chrystusie. Musimy w porę zauważać grożące im niebezpieczeństwo. Gdy dostrzegamy, że grzech zaczyna ich wciągać, nieraz dosłownie trzeba rzucić się im na pomoc. Stańmy się dla bliźnich prawdziwymi ochroniarzami i ratownikami wiedząc, że ten, kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, uratuje jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów [Jk 5,20].

Odkrywam w sobie tendencję do bagatelizowania grzechu i jego wpływu na moją przyszłość. Zbyt łatwo dopuszczam go do siebie, wypierając myśl, że jakaś tam słabostka, jakieś nieposłuszeństwo Słowu Bożemu mogłoby pozbawić mnie żywota wiecznego. Wstrząśnięty śmiercią Pana Prezydenta Pawła Adamowicza wzmagam osobistą czujność na zagrożenie ze strony grzechu. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Niech ta tragedia nauczy mnie czegoś ważnego o zachowaniu przy życiu swojej duszy. Ciebie też do tego zachęcam.