21 marca, 2020

Uważajcie na siebie!

Miłość do braci i sióstr w Chrystusie przynagla i mnie do przekazania Słowa Bożego w tych dziwnych dniach, jakie przyszły na cały świat.

Mówiąc o czasach końca, Jezus zapowiedział na ziemi lęk bezradnych narodów [Łk 21,25]. Wydaje się, że zjawisko powszechnego lęku przestało być nam obce. Tylko nieliczne "duchowe pyszałki" naśmiewają się z niego. Wszyscy obawiamy się, jeśli nie o swoje własne, to o życie naszych bliskich. Jakkolwiek by nie cytować Psalmu 91., to - niestety - chrześcijanie również mogą złapać koronawirusa. Przykładem niech będzie jeden z amerykańskich przywódców Assemblies of God, głównej denominacji zielonoświątkowej na świecie, który od czwartku ma COVID-19 w swoim organizmie. Boimy się więc, zwłaszcza o osoby w wieku podwyższonego ryzyka. W ślad za apostołem Pawłem miewamy też inne obawy. Obawiam się jednak, czy w jakiś sposób - podobnie jak wąż zwiódł Ewę swoją przebiegłością - wasze myśli nie zostały skażone i odwiedzione od szczerości i czystości względem Chrystusa [2Ko 11,3]. Niech mi nikt nie mówi, że niczego się nie boi. Owszem, jako naśladowcy Pana nie jesteśmy ludźmi lękliwymi, Bóg bowiem nie dał nam ducha lęku, lecz mocy, ale ponieważ jest to również duch miłości i trzeźwego myślenia [2Tm 1,7] to jak najbardziej z rozmaitymi obawami trzeba nam się zmagać.

W czasie niepewności i podwyższonej troski o własną skórę należy przede wszystkim zadbać o pojednanie z Bogiem. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,20]. W myśl przysłowia "jak trwoga to do Boga" można by się spodziewać, że ludzie zaczną się teraz nawracać. Tymczasem ludzkie serca są na tyle zatwardzone grzechem, że nawet w obliczu strasznych plag potrafią odrzucić ewangelię. Ludzie z bólu gryźli swe języki. Zmagali się z cierpieniem i wrzodami. A jednak z tego powodu bluźnili Bogu nieba, zamiast się opamiętać i zaprzestać swoich czynów [Obj 16,10b-11]. Jakkolwiek ludzie by nie reagowali, niezmiennie ewangelia zostanie rozgłoszona po całym zamieszkałym świecie na świadectwo wszystkim narodom - i wtedy nadejdzie koniec [Mt 24,14].

Wiem, że niektórzy spodziewają się wielkiego przebudzenia duchowego. Tym mówię ja, nie Pan [1Ko 7,12], że raczej nadchodzi czas jeszcze większego odstępstwa od wiary. Jeden Bóg wie, jak bardzo chciałbym się mylić, ale Biblia właśnie tak opisuje dni ostateczne. Zepsuci ludzi i zwodziciele, siebie i innych prowadząc na manowce, posuwać się będą do coraz większego zła [2Tm 3,13]. Myślę, że nawet wielu dzisiaj ewangelicznie wierzących ludzi wkrótce porzuci ścieżkę naśladowania Chrystusa. Godzina próby polega bowiem między innymi na tym, że Bóg w czasie jej trwania nie odpowiada na modlitwy. Aby przy Nim wytrwać, trzeba w złym czasie wykazać się niezachwianą wiarą. Cieleśni chrześcijanie tej próby nie przejdą, bo nie mogą.

Chrześcijanie nastawieni na sukcesy w doczesności, upatrujący w wierze gwarancji długiego i szczęśliwego życia, muszą któregoś dnia rozczarować się Bogiem tak pojmowanym. Syn Boży nie przyszedł zapewnić nam pomyślności na grzesznym świecie. W osobie Jezusa Chrystusa mamy zbawienie od grzechów i od wiecznego potępienia. Najwyższy czas to zrozumieć, że Jezusowa obietnica dla Jego owiec: Ja przyszedłem aby miały życie i aby miały je w obfitości [J 10,10] dotyczy daru życia wiecznego, a nie życia w ciele, jak chcieliby głosiciele ewangelii sukcesu.

Dla ludu Bożego nadszedł wyjątkowo stosowny czas do ujawnienia się naszej wolności od lęku przed śmiercią. Przez wiarę ukryci w Chrystusie jesteśmy bezpieczni, jak ongiś Noe w arce. Ludzie naprawdę wierzący w Boga nie drżą o swoje życie i nie dadzą się zastraszyć. Dobrze to wyraził Nehemiasz. Czy człowiek taki jak ja ma uciekać? Czy ktoś taki jak wejdzie do przybytku, aby ratować życie? Nie pójdę! [Neh 6,11]. Nie musimy nikogo epatować naszą odwagą. Wystarczy, że zachowamy się godnie dając świadectwo, że - jak to śpiewamy w znanej pieśni - Boży pokój jak rzeka wypełnia duszę mą...

Przeżycia i obserwacje z ostatnich dni dobitnie pokazują, jak łatwo cały ten świat może się zawalić. Jeszcze dziesięć dni temu mogliśmy żywić przekonanie, że nic nie może wstrząsnąć posadami utrwalonych reguł międzynarodowego porządku życia. Dzisiaj na własnej skórze się przekonaliśmy, że zapowiedzi Pisma Świętego dotyczące wszystkich ludzi na ziemi w jednej chwili mogą się urzeczywistnić.  Dlatego uważnie wsłuchajmy się w słowa Pana Jezusa.

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie stały się ociężałe przez opilstwo, obżarstwo i starania o życie, aby nie zaskoczył was ów dzień niespodziewany jak potrzask. Bo on nagle przyjdzie na wszystkich, którzy znajdują się na obliczu całej ziemi. Czuwajcie każdej chwili, modląc się o to, abyście byli zdolni wyjść cało z tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym [Łk 21,34-36].

Uważajcie na siebie! Te słowa Jezusa - jeśli Bóg pozwoli - będą tematem naszego rozważania podczas nabożeństwa Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w najbliższą niedzielę 22 marca 2020 roku.

Transmisja on-line na zborowym kanale FB
Wieczorem będzie można posłuchać tego przesłania w formacie mp3 na www.ccnz.pl  i obejrzeć na  YouTube.  Zapraszam.

17 marca, 2020

Post i modlitwa

Dzisiaj w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE mamy dzień postu i modlitwy. Przyłączyliśmy się w ten sposób do ogłoszonego na ten tydzień dla całego Kościoła Zielonoświątkowego apelu, aby modlić się o Bożą ochronę, zatrzymanie epidemii, rząd, lekarzy i o ekonomię kraju. W chwili gdy piszę te słowa mamy w Polsce 205 potwierdzonych przypadków zainfekowania koronowirusem przy 182247 zarażonych na świecie.

Biblia mówi, że swego czasu w Izraelu też rozszalała się zaraza.  Pomijając tu powody, dla których ludzie zaczęli masowo umierać, pragnę zwrócić dziś uwagę na to, jak w obliczu owego nieszczęścia zachował się król Dawid.

W tym dniu poszedł Gad do Dawida i rzekł do niego: Idź, wznieś ołtarz dla Pana na klepisku Arawny Jebuzejczyka. Poszedł tedy Dawid zgodnie ze słowami Gada, jak Pan nakazał. Gdy Arawna wyjrzał i zobaczył króla wraz z jego sługami, zbliżających się do niego, wyszedł i oddając królowi pokłon aż do ziemi, rzekł: Po co przychodzi mój pan, król, do swego sługi? Dawid odpowiedział: Po to, aby kupić od ciebie klepisko i zbudować na nim ołtarz dla Pana, aby zatrzymana została zaraza wśród ludu. Arawna odpowiedział królowi: Niechaj mój pan, król, zabiera i składa na całopalenie, co mu się podoba. Patrz, oto bydło na całopalenie, a wał do młócenia i jarzma z bydła jako drwa. Wszystko to, o królu, Arawna oddaje królowi. Rzekł jeszcze Arawna do króla: Niechaj Pan, Bóg twój, będzie ci miłościw! Lecz król rzekł do Arawny: Nie tak, ale chcę to kupić od ciebie za pieniądze; nie chcę bowiem składać Panu, Bogu mojemu, całopaleń darmowych. Toteż Dawid kupił klepisko i bydło za pięćdziesiąt sykli srebra. I zbudował tam Dawid ołtarz Panu, i złożył ofiary całopalne i ofiary pojednania, a Pan dał się przebłagać za ziemię i zatrzymana została zaraza w Izraelu [2Sm 24,18-25].

Proszę zauważyć, że w opisanym tu zachowaniu Dawida na pierwszym planie pojawia się posłuszeństwo Słowu Bożemu obwieszczonemu mu przez proroka Gada. Na tę chwilę nieważne było, co o sprawie myśli sam Dawid, chociaż był królem, ani też jakie są jego koncepcje na rozwiązanie problemu. Otrzymał instrukcję, że w konkretnym miejscu ma wznieść ołtarz dla Pana. I tak zrobił. Pouczające w tej historii jest również to, że Dawid na wzniesionym ołtarzu złożył ofiary całopalne oraz ofiary pojednania. Skupił się przede wszystkim na tym, aby sprawić Bogu przyjemność. I po trzecie, w zachowaniu Dawida ujmuje mnie nieodparta gotowość do poniesienia osobistych kosztów. Nie chciał składać Panu całopaleń darmowych. Nie chciał prześliznąć się przez ten trudny czas jak najmniejszym kosztem.

Kto czyta Biblię, ten wie, że miejsce to stało się potem ośrodkiem prawdziwego kultu Jahwe. Po latach właśnie tam Salomon wzniósł Panu świątynię.

Czy nasze obecne zmagania w stanie zagrożenia epidemicznego mogą podobnie zaowocować? Czy zbór zechce wznieść ołtarz Panu i złożyć Mu całopalne ofiary? Czy zapalimy dziś ofiary pojednania i w ten sposób sprawimy Bogu przyjemność? Niech nie będą to ofiary darmowe.


14 marca, 2020

Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie?

Jako sługa Słowa Bożego od czterdziestu lat wzywam ludzi, aby okazali posłuszeństwo Bogu i podporządkowali się Jego wskazówkom, jeśli chcą żyć wiecznie. Zazwyczaj jednak moje wezwania pozostają bez echa. Ludzie posłuchają, poczytają, pokiwają głowami, czasem podziękują za troskę i dalej robią swoje. Są i tacy, którzy oburzają się, że zawracam im głowę. Nie mają zamiaru rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, zmieniać myślenia ani opuszczać utartych ścieżek życiowych. Boli mnie i smuci ludzka obojętność na wezwania Pisma Świętego. Przecież chodzi o ich dobro...

W tych dniach władze państwowe, nie tylko Rzeczypospolitej, ogłaszając zagrożenie epidemiczne, wzywają mnie do podporządkowania się określonym rygorom w celu zażegnania niebezpieczeństwa. Mogę posłuchać, pokiwać głową, podziękować za troskę i nadal robić swoje. Mogę powiedzieć, że przesadzają, a może nawet oburzyć się, że wzywają mnie do czegoś, co zakłóca mi rytm życia i godzi w moje zwyczaje. Owszem, mógłbym tak nastawić się do ogłoszonego wczoraj rozporządzenia w sprawie stanu zagrożenia epidemicznego. Czy jednak taka postawa byłaby godna chrześcijanina..?

Dlaczego miałbym oczekiwać od kogokolwiek, że posłucha i podporządkuje się głoszonym przeze mnie wezwaniom Słowa Bożego, jeżeli ja nie potrafiłbym pokornie poddać się kilku prostym rygorom rządowym, które nawet w żaden sposób nie stoją w sprzeczności z moją wiarą w Pana Jezusa? Czy opierając się obowiązującym dziś wszystkich Polaków ograniczeniom nie stałbym się trochę podobny do osób sprzeciwiających się ewangelii Chrystusowej? Czy to, że oni od lat nie liczą się ze Słowem Bożym daje mi prawo, ażebym teraz ja zlekceważył ich wezwania? "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie?" O, nie!

Zgodnie z literą i duchem Biblii podporządkuję się ogłoszonemu rozporządzeniu. Niech każda osoba podporządkowuje się władzom sprawującym rządy. Nie ma bowiem władzy, która nie pochodziłaby od Boga. Wszystkie one zostały ustanowione przez Niego [Rz 13,1]. Respektujcie wszelki ludzki porządek ze względu na Pana. Poważajcie króla, jako sprawującego władzę. Nie lekceważcie namiestników jako posłanych przez niego, aby karać przestępców i nagradzać uczciwych [1Pt 2,13-14]. Zrobię to chętnie i z nadzieją, że jeśli ja w dobrej wierze posłucham dziś  innych, to może Bóg kiedyś dotknie ich serc i oni posłuchają ewangelii, którą im głoszę...

12 marca, 2020

Tym bardziej w zagrożeniu

Czytam dzisiaj w Biblii o zachowaniu w obliczu zagrożenia życia. Przy Tobie, PANIE, postanowiłem się schronić, nie dopuść, by z tego powodu okrył mnie kiedyś wstyd. W swej sprawiedliwości wybaw mnie i ocal! Skłoń ku mnie swoje ucho i uratuj mnie! Bądź nadal moją opoką, zawsze dostępnym schronieniem; postanowiłeś mnie zbawić, bo jesteś moją skałą - Ty jesteś moją twierdzą! [Ps 71,1-3].

Nasze zaufanie do Boga nie ma zbyt wielkiej wartości w czasach pomyślności i pokoju. Każdego stać na to, by mówić o pokładaniu ufności w Bogu, gdy nic nam nie grozi. Dopiero gdy nadchodzi czas niepewności i zagrożenia życia dowiadujemy się prawdy o nas samych. Wtedy mamy naprawdę możliwość, by przed Bogiem i ludźmi wykazać się wiarą. Jeszcze ważniejsze w oczach Bożych jest podtrzymywanie naszego stanowiska wówczas, gdy niebezpieczeństwo już zakłóciło nam sielankę życia. Gdy jest źle, a my nadal zdajemy się na Boga i trwamy przy Nim - to są czasy, gdy nasza wiara faktycznie może zalśnić i przynieść chwałę Bogu.

Ja natomiast nie odstąpię od nadziei, tym bardziej będę mówił o Twojej chwale! [Ps 71,14]. Gdy dotknięci niepowodzeniem, chorobą lub jakimś innym cierpieniem nie tracimy nadziei i tym bardziej dobrze myślimy i mówimy o Bogu, wtedy bardzo zyskujemy w Jego oczach. Naszemu PANU podobają się bowiem ludzie, którzy bardziej opierają się na Jego Słowie, aniżeli na tym, co mówią naukowcy lub co można usłyszeć w mediach. Moje usta - jak czytamy w przekładzie Biblii Pierwszego Kościoła - będą sławić Twoją sprawiedliwość, przez całe dnie - Twoje zbawienie, bo nie chcę zajmować się naukami [Ps 71,15]. Ludzie mówią jedynie to, co w swoich ograniczeniach potrafili poznać i ustalić. Granice możliwości Bożych natomiast są nie do opisania i znacznie wykraczają poza ludzką wiedzę i prognozy.

Kto z nas dotychczas mówił, że nie boi się śmierci, bo przez wiarę w Jezusa Chrystusa ma żywot wieczny, kto wierzył, że chociażby umarł, żyć będzie [J 11,25] - niech tym bardziej w zagrożeniu koronawirusem wykaże się niezachwianym zaufaniem do Boga. Dla ludzi biblijnie wierzących to dobry czas. Poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana [1Pt 2,13] zachowajmy spokój. Niech nasza wiara zalśni w tych dniach i przyniesie chwałę Bogu!

14 lutego, 2020

Pokój wam

Czy znamy uczucie wewnętrznego pokoju, głębokiego pokoju umysłu, kiedy to nasze myśli nie są obciążone żadnymi obawami, wyrzutami sumienia ani strachem przed śmiercią?  Czy na co dzień żyjemy w pokoju polegającym na tym, że jesteśmy wolni od poczucia winy, wstydu, chorobliwych trosk i przytłaczających kłopotów?

W Biblia czytamy, że nie mają pokoju bezbożni – mówi Pan [Iz 48,22]. To prawda. Praprzyczyną niepokoju jest niewiara w Boga i nieposłuszeństwo Słowu Bożemu. Życie bez Boga pełne jest obaw, wrogości, lęku, obojętności, przemocy, niezgody i zamieszania. Żyjąc bezbożnie ludzie obciążają nie tylko swoją duszę ale i ciało. Powszechnie wiadomo, że większość chorób powstaje na podłożu stresu i wewnętrznego niepokoju. Przewrotni nie zaznają pokoju – mówi Jahwe.

Kto chciałby czas ziemskiej pielgrzymki przeżywać w pokoju nie nękany wciąż nowymi obawami ten winien zwrócić się do Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. On powiedział: Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat. Nie ulegajcie trwodze, nie bójcie się [J 14,27]. Jak bardzo cenny jest to dar wskazuje fakt, że adresaci wszystkich listów apostolskich skierowanych do wczesnochrześcijańskich zborów otrzymali życzenie właśnie pokoju od Jezusa Chrystusa.

Tajemnicą i fundamentem tego pokoju jest pojednanie z Bogiem. Usprawiedliwieni zatem na podstawie wiary, mamy pokój z Bogiem. Stało się to dzięki naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi [Rz 5,1]. Ofiara Syna Bożego jako doskonałego Baranka Bożego gładzi grzech tych, którzy w Niego uwierzyli i na zawsze rozwiązuje problem wiecznego potępienia. Alleluja!

Stałe odczucie pokoju w sercu bierze się z zaufania do Boga i poleganiu na Nim w każdej sprawie. Przestańcie martwić się o cokolwiek. Raczej w każdej sprawie, gdy się modlicie i prosicie, z wdzięcznością przedstawiajcie swoje potrzeby Bogu. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli [Flp 4,6-7].

Dodajmy też, że ciesząc się pokojem Bożym zyskujemy zdolność do dzielenia się nim z innymi, co potęguje naszą radość. Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga [Mt 5,9].

01 lutego, 2020

Abyśmy nie zawrócili...

Pierwsze dni naśladowania Jezusa zdają się być najpiękniejszym okresem życia chrześcijanina. Serce przepełnia miłość do Boga i ludzi i nic nie jest za trudne, bo przecież z Bogiem wszystko jest możliwe. Świeżo upieczony chrześcijanin tak bardzo cieszy się społecznością z braćmi i siostrami w Chrystusie, że w ogóle nie dostrzega w zborze żadnych mankamentów. Jak to możliwe?

Niezwykłą wskazówkę w tym temacie daje mi przeczytany dziś fragment Pisma Świętego. Gdy faraon wypuścił lud, Bóg nie prowadził ludu drogą do ziemi filistyńskiej, choć ta była bliższa. To dlatego - jak powiedział Bóg - aby lud nie żałował, kiedy przyjdzie mu stanąć do bitwy, i nie zawrócił do Egiptu. Skierował więc Bóg swój lud na drogę pustynną wiodąca ku Morzu Czerwonemu, Izraelici zaś wyszli z ziemi egipskiej uzbrojeni [2Mo 13,17-18]. Jak widać, na początkowym etapie wędrówki Izraelitów ku Ziemi Obiecanej Bóg celowo oszczędził im bezpośredniego kontaktu z wrogami. Chociaż od samego początku byli wyposażeni w odpowiednią broń, to jednak zbyt wczesne starcie z przeciwnikiem nie było wskazane.

Przeżyłem to na własnej skórze i teraz przez całe lata mam tę zdumiewającą obserwację, że w początkowym okresie nowo nawrócone osoby przez jakiś czas chodzą w różowych okularach. Jakby w ogóle nie dostrzegają tego, z czym zmagają się starsi stażem chrześcijanie. Jestem przekonany, że to sam Bóg, zanim okrzepniemy w wierze, na jakiś czas zakrywa przed nami różne braki i gorszące postawy innych chrześcijan, abyśmy nabrali hartu ducha i powoli stali się zdolni do samodzielnego naśladowania Pana, niezależnego już od zachowania innych braci i sióstr.

Podobnie jak Izraelitom przy zdobywani Kanaanu, tak i nam przychodzi się potem stanąć oko w oko z różnymi przeciwnikami i stoczyć niejedną walkę duchową. Na początku jednak Bóg nam tego oszczędza, abyśmy nie zawrócili...