29 marca, 2010

Fosę czy most?

29 marca 1998 roku w Portugalii otwarto imponującą pod wieloma względami przeprawę mostową. Budowlę nazwano imieniem żeglarza Vasco da Gamy w pięćsetną rocznicę odkrycia przez niego drogi morskiej z Europy do Indii.

 Most Vasco da Gama to najdłuższy most w Europie, zbudowany na rzece Tag. Spina brzeg rzeki w okolicach stolicy Portugalii, Lizbony, z miejscowością Montijo po drugiej stronie. Sam most ma długość ponad 12 km, lecz całość budowli wraz z wiaduktami dojazdowymi liczy sobie 17,2 km.

 Most został zbudowany w celu odciążenia ruchu na jedynym moście łączącym stolicę Portugalii z terenami po drugiej stronie rzeki Tag. Most ma sześć pasów ruchu, po trzy w obydwu kierunkach, ale gdy ruch wzrośnie do 52 tys. samochodów na dobę, liczba pasów ruchu może być rozbudowana do ośmiu.

 Całkowity koszt tej niezwykłej budowli wraz z drogami dojazdowymi oraz węzłami przedmostowymi wyniósł około 1 miliard dolarów. Trwałość mostu zaprojektowano na 120 lat. Charakteryzuje go odporność na wiatr o sile 250 km/h. Może też stawić czoła trzęsieniu ziemi 4,5 raza silniejszemu od siły wstrząsu z 1755 roku w Lizbonie, które niemal doszczętnie zniszczyło wtedy miasto.

 Do pracy przy moście było zaangażowanych jednocześnie blisko 3300 robotników. Zużyto między innymi 730 000 metrów sześciennych betonu, 100 000 ton stali zbrojeniowej i 15 000 ton stali sprężającej. Całość budowli została zakotwiczona na 2000 pali.

 Próbując ogarnąć moim ciasnym umysłem ogrom tego przedsięwzięcia, zacząłem myśleć o nawiązywaniu relacji międzyludzkich. Portugalczycy, ażeby ułatwić sobie kontakt między dwoma brzegami rzeki, zdecydowali się na aż tak kosztowną i skomplikowaną budowlę. Dzięki temu dokonali rzeczy na pierwszy rzut oka niemożliwej. Wystarczy spojrzeć na fotografię mostu, ażeby schylić czoła w podziwie dla ich pomysłowości, trudu i determinacji.

 Pomyślmy o przepastnym dystansie między świętym Bogiem a grzesznym człowiekiem. Kto by w tej sytuacji odważył się liczyć na społeczność z Bogiem? A jednak Bóg Ojciec powziął nieprawdopodobny plan zbawienia. Posłał Syna, żeby przez niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego. I was, którzy niegdyś byliście mu obcymi i wrogo usposobionymi, a uczynki wasze złe były, teraz pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych [Kol 1,20–22].

Nie tylko relacja z Bogiem wydawała się niemożliwa do nawiązania. Także kontakty między ludźmi nieraz wyglądają na tak odległe, jak brzegi rzeki Tag w okolicach Lizbony. Choć żyją oni bardzo blisko siebie, czasem pod jednym dachem, to są sobie strasznie dalecy. Czy można zbudować most między nimi? Czy da się nawiązać między nimi jakąś komunikację?

Bardzo wiele zależy tu od gotowości do podjęcia stosownego wysiłku, ale przede wszystkim od posłuszeństwa Bogu. Biblia naucza, że przez wiarę w Jezusa Chrystusa nawet bardzo dalecy sobie ludzie, stają się bliscy. Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała [Ef 2,13–14].

Nie wszyscy są jednego ducha. Nie chodzi o to, żeby ludzi różnego ducha napędzać do jedności. Rzecz w tym, żeby zostali oni napojeni jednym Duchem Świętym. O to trzeba zabiegać, modlić się i w tym kierunku się trudzić. Wtedy jedność staje się naprawdę możliwa.

Most Casco da Gama bardzo mi zaimponował. Jest świadectwem, że można połączyć dwa nawet bardzo odległe od siebie brzegi. Więc chociaż w niektórych przypadkach trzeba obowiązkowo czym prędzej raczej kopać fosę niż budować most [2Ko 6,17], to jednak przede wszystkim chcę być budowniczym mostów.

Pan Jezus powiedział: Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani [Mt 5,9].

27 marca, 2010

Teatr jednego aktora

Dziś Międzynarodowy Dzień Teatru. Uchwalono go w 1961 roku w Helsinkach, na pamiątkę otwarcia Teatru Narodów w Paryżu, które miało miejsce 27 marca 1957 roku. Od tego czasu Dzień Teatru jest obchodzony rokrocznie przez ponad sto narodowych ośrodków na całym świecie.

 Obchody Dnia Teatru mają na celu promocję i międzynarodową wymianę informacji na temat teatru. Mają także stymulować współpracę ludzi teatru, a opinii publicznej uświadamiać wagę sztuki i twórczości artystycznej.

 Na tę okoliczność co roku 27 marca rozsyłana jest wiadomość od wybitnego człowieka teatru, zawierająca jego przemyślenia. Pierwszą taką wiadomość wysłał w 1962 roku francuski poeta, dramatur i scenarzysta, Jean Cocteau. Autorką tegorocznego orędzia jest brytyjska aktorka Judi Dench. Napisała w nim między innymi: Przedstawienie to efekt zbiorowego wysiłku. Na pierwszym planie znajdują się aktorzy, ale za nimi kryje się ogromna grupa ludzi, których nie widać. Są nie mniej ważni, a ich umiejętności niezbędne dla realizacji widowiska. Oni także mają udział w sukcesach i triumfach, gdy te szczęśliwie się zdarzają.

 Jest w tym coś uroczego, gdy ludzie sukcesu nie tylko nie zapominają o swoich niewidocznych często współpracownikach, ale podkreślają i doceniają ich współudział w dokonaniach, które się na ich sukces złożyły. Jakże przykro, na przykład, musi być ludziom, którzy kilkadziesiąt lat temu mocno się poświęcali, a dziś z ust swojego dawnego kolegi słyszą, jakoby on sam w pojedynkę doprowadził do upadku niechcianego systemu politycznego.

Wielkość człowieka mierzy się między innymi ilością ludzi, których wymienia on jako współtwórców swego sukcesu i których zaprasza do wspólnego świętowania.

 Weźmy na przykład św. Pawła, wielkiego apostoła Jezusa Chrystusa. Dokonał on niewątpliwie wielkiej pracy misyjnej, zanosząc ewangelię do wielu narodów ówczesnego świata i zakładając setki wspólnot chrześcijańskich. Troszczył się jednak, żeby w nikim nie powstało odczucie, że dokonał tego dzieła w pojedynkę. W każdym ze swoich listów z upodobaniem wymieniał licznych współpracowników, którzy trudzili się razem z nim.

 Przedstawiał ich wierność i trud: Wszak wiecie, że jest on wypróbowany, gdyż jak dziecię ojcu, tak on ze mną służył ewangelii [Flp 2,22]. Przekazywał też liczne pozdrowienia: Pozdrówcie Pryskę i Akwilę, współpracowników moich w Chrystusie Jezusie, którzy za moje życie szyi swej nadstawili, którym nie tylko ja sam dziękuję, ale i wszystkie zbory pogańskie [Rz 16,3–4]. Pozdrówcie Urbana, współpracownika naszego w Chrystusie, i Stachysa, umiłowanego mego [Rz 16,9].

 Mało tego. Gdy dwie dawne towarzyszki służby Pawła popadły w jakieś nieporozumienie, apostoł – przebywając w więzieniu i sam nie mogąc im pomóc w wyjściu z tego konfliktu – poprosił o pomoc dla nich: Proszę także i ciebie, wierny mój towarzyszu, zajmij się nimi, wszak one dla ewangelii razem ze mną walczyły wespół z Klemensem i z innymi współpracownikami moimi, których imiona są w księdze żywota [Flp 4,2–3].

 Bardzo spodobało mi się, że w Dniu Teatru aktorka Judi Dench podkreśliła znaczenie ludzi, którzy nigdy nie stają na deskach w świetle reflektorów, a jednak bez nich nie byłoby teatru. Przy kimś takim nikt nie poczuje się nieważny.

Myślę teraz o mojej żonie i dzieciach. Myślę też o moich kochanych współpracownikach w służbie Bożej, o braciach i siostrach, którzy razem ze mną trudzili się przed laty i o tych, którzy teraz w Gdańsku wiernie pracują na rzecz naszej wspólnoty i Królestwa Bożego. Bez nich nie byłoby mojej służby. Cokolwiek zrobiłem pożytecznego, zrobiłem to dzięki łasce Bożej, wyrażonej między innymi ich wiernym towarzystwem.

Z pewnością zdarzyło mi się nieraz, że nie doceniłem należycie moich towarzyszy. Bardzo tego żałuję i przepraszam. Z upływem lat coraz mniej wierzę w teatr jednego aktora, a zwłaszcza w sukces takiego teatru.

26 marca, 2010

A ja myślałem, że Jezus w Ameryce nie był ;)

Sto osiemdziesiąt lat temu, 26 marca 1830 roku w Palmyra, USA, ukazało się drukiem pierwsze wydanie Księgi Mormona. Jest ona uznawana przez mormonów za jeszcze jedno świadectwo o Jezusie Chrystusie i ich zdaniem stanowi jedno (obok Biblii) z podstawowych pism świętych. Opublikowano ją dotychczas w ponad 90 językach. Wydawana jest głównie przez Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich pod rozszerzonym tytułem: Księga Mormona - Jeszcze Jedno Świadectwo o Jezusie Chrystusie.

 Oto, co o tej księdze napisali sami mormoni: „Księga Mormona - tom pism świętych podobnych do Biblii. Zawiera zapisy proroków z czasów starożytnych. Jeden z nich, Lehi, mieszkał w Jerozolimie około 600 r. p.n.e. Z nakazu Boga, Lehi poprowadził niewielką grupę na kontynent amerykański. Rozwinęli się tak, że powstał z nich wielki naród, posiadający proroków. Księga Mormona jest zbiorem zapisów proroków i przywódców tamtej cywilizacji. Nazwa tej księgi pochodzi od imienia Mormona, jednego z ostatnich starożytnych proroków. Zasadnicze przesłanie Księgi Mormona, oprócz tego, że jest kroniką tamtejszego ludu i jego proroków, dotyczy misji Jezusa Chrystusa, Jego pojawienia się pośród ludu w Ameryce po Zmartwychwstaniu oraz Jego nauk. Księga Mormona wraz z Biblią świadczą, że Jezus Chrystus naprawdę żył i że jest Synem Boga i Odkupicielem całej ludzkości” [www.mormoni.pl].

 Jak wynika z powyższego tekstu, głównym wydarzeniem w Księdze Mormona jest ukazanie się Jezusa Chrystusa na kontynencie amerykańskim. Według Księgi Mormona Chrystus wkrótce po zmartwychwstaniu nauczał w Ameryce swojej ewangelii oraz, podobnie jak w Jerozolimie, założył tam swój kościół.

 Księga Mormona to - można powiedzieć - klasyczny przykład nieposłuszeństwa następującemu wezwaniu Biblii: Niczego nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i niczego z tego nie ujmiecie, przestrzegając przykazań Pana, waszego Boga, które ja wam nakazuję [5Mo 4,2]. Chrześcijanin wierzy, że Bóg objawił Siebie i swoją wolę w Starym i Nowym Przymierzu, jednocześnie zamykając treść tego objawienia w granicach ksiąg Starego i Nowego Testamentu.

 Dodawanie czegokolwiek do kanonu tych Pism jest wykroczeniem przeciwko woli Bożej. Jan Apostoł w natchnieniu Ducha Świętego ostrzegł na ostatniej szpalcie Biblii: Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze; a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze [Obj 22,18–19].

 Tendencja do opuszczania granic objawienia biblijnego i uzupełniania Słowa Bożego dodatkowym objawieniem, rzekomo dawanym przez Boga na obecne czasy, nie raz pojawiała się w historii Kościoła. Poza Księgą Mormona przykładem obierania sobie dodatkowych źródeł i norm wiary jest bliska sercu Polaków Tradycja rzymskokatolicka [znaczeniem zrównana z Pismem Świętym] a ostatnio, nie skodyfikowana jeszcze twórczość apostołów i proroków z Kansas, coraz odważniej traktowana jako swoisty suplement do Biblii.

 Niebezpieczeństwo tych wszystkich dodatkowych objawień tkwi także w tym, że w pierwszym odczuciu wydają się dużo atrakcyjniejsze od Biblii. Jakby bardziej odnoszą się do naszych czasów i do nas samych. Poruszają zagadnienia kulturowo nam bliższe, a jeśli chodzi o ruch nowoapostolski, to są zaadresowane wręcz personalnie do każdego. Dzięki temu nie potrzeba całymi dniami dociekać, badać i zmagać się z brakiem zrozumienia Biblii. Wystarczy udział w konferencji, spotkanie z odpowiednim prorokiem i wszystko staje się jasne.

 Z całą pewnością sercu Amerykanina bliższy jest taki Jezus, który przybył do Ameryki, od Jezusa, który chodził tylko po ziemi Izraela. Czy jednak ten Jezus, uatrakcyjniony i przybliżony ludziom poprzez dodatkowe objawienia, jest wciąż prawdziwym Synem Bożym?

25 marca, 2010

Kto dostanie Virtuti Militari w niebie?

Order Virtuti Militari (cnocie wojskowej - męstwu, dzielności żołnierskiej) to najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, nadawane za wybitne zasługi bojowe. Jest najstarszym orderem wojskowym na świecie, z nadawanych do chwili obecnej. Został ustanowiony przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1792 roku dla uczczenia zwycięstwa w bitwie pod Zieleńcami, po rozpoczęciu wojny polsko-rosyjskiej w obronie Konstytucji 3 Maja.

Dlaczego dziś o tym wspominam? Ponieważ właśnie 25 marca, chociaż już dość dawno, bo w 1933 roku, Sejm RP uchwalił nową ustawę o Orderze Virtuti Militari. Zmieniła ona jego nazwę na Order Wojenny Virtuti Militari (wcześniej było: „Wojskowy”) i wygląd odznak orderowych. Precyzyjniej określiła też warunki przyznawania poszczególnych klas orderu, uzależniając to od funkcji odznaczonego i kwalifikacji jego czynu.

Zgodnie z tą uchwałą Krzyż Wielki, Krzyż Komandorski, Krzyż Kawalerski i Krzyż Złoty Virtuti Militari mogły być nadawane naczelnym wodzom, wyższym dowódcom i oficerom za wygraną wojnę, wyjątkowe męstwo, wybitną inicjatywę, umiejętność dowodzenia itp. W zasięgu zwykłego żołnierza był natomiast Krzyż Srebrny Virtuti Militari. Nadawano go żołnierzowi, który albo sam wykazał się niezwykłym męstwem, albo swoim przykładem wpłynął na towarzyszy, doprowadzając ich do wybitnego czynu bojowego.

Order Virtuti Militari dotyczy osiągnięć w czasie wojny. Od czasów króla Stanisława otrzymało go już wielu wybitnych polskich dowódców i żołnierzy. A jak będzie z odznaczeniami w niebie? Jakie ordery możemy otrzymać po zakończeniu duchowych bojów, które toczymy żyjąc na ziemi?

Wiadomo, że najwyższe odznaczenia i honory należą się wyłącznie Panu Jezusowi Chrystusowi. Ale apostoł Paweł był przekonany, że i on otrzyma wysokie odznaczenie: Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego [2Tm 4,7–8].

Jeżeli tylko wykażemy się duchowym męstwem i mądrością, jeżeli będziemy dawać innym dobry przykład, motywując ich do poświęcenia i wybitnych czynów, to z całą pewnością i nas nie ominie nagroda w niebie. Lecz roztropni jaśnieć będą jak jasność na sklepieniu niebieskim, a ci, którzy wielu wiodą do sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki wieczne [Dn 12,3].

Kto chce nagrody w niebie, potrzebuje dziś stanąć do boju! Staczaj dobry bój wiary, uchwyć się żywota wiecznego [1Tm 6,12] – zachęcał ojciec duchowy swojego syna w wierze. Chciał widzieć cały zbór Filipian, jak stają jednomyślnie walcząc społem za wiarę ewangelii i w niczym nie dając się zastraszyć przeciwnikom, co jest dla nich zapowiedzią zguby, a dla was zbawienia, i to od Boga; gdyż wam dla Chrystusa zostało darowane to, że możecie nie tylko w niego wierzyć, ale i dla niego cierpieć, staczając ten sam bój, w którym mnie widzieliście i o którym teraz słyszycie, że go staczam [Flp 1,27–30].

Kto jest żołnierzem Jezusa Chrystusa, temu trzeba mężnie stawić czoła pokusom. Koniecznie przeciwstawić się diabłu. Duchem umartwić sprawy ciała! Zawalczyć z własnym lenistwem, wstydem, nieśmiałością czy zwykłą tremą! Innym dać dobry przykład i zmotywować ich do boju! Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj [Rz 12,211].

Niebiańskie Virtuti Militari czeka! Trzymaj co masz, aby nikt nie wziął korony twojej [Obj 3,11].

24 marca, 2010

Uzdrawiający wpływ wspólnoty

Nastały czasy wielkiej popularności życia w pojedynkę. Na przykład w Sztokholmie taki status ma aż 70 procent gospodarstw domowych. Bycie singlem stało się modne. Rodzina w jej tradycyjnym kształcie odchodzi do lamusa.

Dziś w Polsce Narodowy Dzień Życia! Jest to święto uchwalone przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 2004 roku i wyznaczone na 24 marca, w celu propagowania odpowiedzialności za założenie rodziny i zachęcania do życia w rodzinach wielodzietnych. W tym roku odbywa się to pod hasłem: "Dziadki - dziatkom - Pielęgnujmy więź miedzypokoleniową".

Coraz częściej młodzi ludzie opuszczają dom rodzinny, aby po prostu uwolnić się od uciążliwości życia z kimś pod jednym dachem. Tymczasem Biblia podaje inne uzasadnienie słuszności takiego kroku: opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza [Mt 19,5–6]. Biblijnym celem oddzielenia się od rodziców jest założenie własnej rodziny.

Bywa oczywiście, że człowiek okresowo musi mieszkać samotnie. Śmierć lub zdrada partnera skazuje go na taki los, ale i wtedy nie powinien zamykać się w czterech ścianach. Nadmiar życiowej energii i deficyt kontaktu z innymi ludźmi, wywołane utratą partnera, można i należy rekompensować wzmożonymi kontaktami z przyjaciółmi i aktywnością społeczną.

Taka osoba, owszem nocą śpi sama, ale w życiu absolutnie nie czuje się osamotniona. Za wzór służy tu biblijna wdowa, mająca dobre imię z powodu szlachetnych uczynków: że dzieci wychowała, że gościny udzielała, że świętym nogi umywała, że prześladowanych wspomagała, że wszelkie dobre uczynki gorliwie pełniła [1Tm 5,10]. Przy takiej aktywności nikt nie powinien czuć się osamotniony.

Najbezpieczniejszą płaszczyzną do celebrowania życia jest wspólnota chrześcijańska. Przynależność do takiej społeczności zabezpiecza przed wpływem złych ludzi i daje gwarancję dobrego spożytkowania sił i środków życiowych. Jest w niej miejsce zarówno dla całych rodzin jak i dla singli, przy zachowaniu ich całkowitej równości.

Mało tego, udział w życiu takiej wspólnoty – jak w rodzinie wielopokoleniowej – zbliża do siebie ludzi w różnym wieku. Starsi korzystają z energii oraz pomysłowości młodych i zapominają o swoim wieku. Młodzi mogą schronić się za doświadczeniem oraz statecznością starszych i uniknąć wielu błędów.

W Narodowym Dniu Życia apeluję więc nie tyle o to, by czym prędzej zakładać rodziny i mieć jak najwięcej dzieci, co bardziej o przyłączenie się do lokalnej społeczności prawdziwych chrześcijan i zaangażowanie się życie tej wspólnoty. Jest to jak najbardziej wielopokoleniowa i wieloosobowa rodzina. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką [Mk 3,35].

Proszę więc wszystkich żyjących w pojedynkę, abyście za bardzo nie rozpamiętywali, a tym bardziej nie karmili swojej samotności. Przynależąc do wspólnoty chrześcijańskiej w każdej chwili macie możliwość, a nawet prawo, by kogoś odwiedzić albo zaprosić do siebie, zadzwonić do niego, zagadnąć, coś wspólnie zaplanować i wykonać.

Do wszystkich zaś apeluję o okazanie stosownej wrażliwości względem osób, które w potocznym pojęciu są singlami. Najczęściej te osoby nie chcą się nikomu narzucać i poza ogólnymi spotkaniami całej wspólnoty nieraz całymi dniami pozostają w odosobnieniu. Zapraszajmy je do wspólnych działań i posiłków. Bądźmy przy tym taktowni, ale nie przewrażliwieni.

Życie we wspólnocie uzdrawia. Potrafi  ukoić nawet najbardziej zranione uczucia i wyregulować rozchwiane emocje.

23 marca, 2010

Wiedzieć to, co potrzebne

23 marca Światowa Organizacja Meteorologiczna obchodzi doroczny Dzień Meteorologii i Pogody [World Meteorological Day]. Dzień ten upamiętnia wejście w życie w 1950 roku Konwencji o Światowej Organizacji Meteorologicznej.

Meteorologia (gr. μετέωρον - unoszący się w powietrzu i λόγος - słowo, wiedza) to nauka zajmująca się badaniem zjawisk fizycznych i procesów zachodzących w atmosferze oraz określaniem, jak wpływają one na przebieg zmian atmosferycznych i stan pogody na danym obszarze.

Z pracy i doświadczenia meteorologów korzysta dziś już nie tylko ogólnie społeczeństwo, otrzymując coraz trafniejszą prognozę pogody na nadchodzące dni. Szczegółowe raporty pogodowe są niezwykle przydatne dla lotnictwa wojskowego i cywilnego, żeglugi morskiej i służb ratowniczych. Są też konieczne np. dla rybaków, których bezpieczeństwo i skuteczność działania w dużej mierze od pogody zależy.

Biblia wskazuje, że wszyscy w jakimś stopniu potrafimy przewidywać pogodę na najbliższe godziny. Gdy nastanie wieczór, mówicie: Będzie pogoda, bo się niebo czerwieni; a rano: Dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone. Oblicze nieba umiecie rozpoznawać, a znamion czasów nie potraficie? [Mt 16,2–3].

Z powyższych słów Jezusa wynika, że należy uważnie obserwować to, co dzieje się wokoło nas i być świadomym zmian społecznych zachodzących w świecie. W jakim celu? Ażeby rozumieć obecne czasy i adekwatnie do nich głosić światu Słowo Boże.

Chrystus Pan odradzał jednak swoim uczniom niezdrowe zainteresowanie przyszłością. Wezwał ich do skupienia się na głoszeniu światu ewangelii. Rzekł do nich: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił, ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi [Dz 1,7–8].

Pełnym Ducha Świętego uczniom Jezusa, Pan wskazał zadanie, które mają wytrwale pełnić aż do końca. I będzie głoszona ta ewangelia o Królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nadejdzie koniec [Mt 24,14]. Nie ma potrzeby, aby ludzie wierzący w Boga na wiele lat do przodu musieli znać przyszłość.

Prorok Daniel w natchnieniu Ducha Świętego napisał: Wprawdzie słyszałem to, lecz tego nie rozumiałem, i rzekłem: Panie mój! Jakiż jest koniec tych rzeczy? Wtedy rzekł: Idź, Danielu, bo słowa są zamknięte i zapieczętowane aż do czasu ostatecznego. Wielu będzie oczyszczonych, wybielonych i wypławionych, lecz bezbożni będą postępować bezbożnie. Żaden bezbożny nie będzie miał poznania. lecz roztropni będą mieli poznanie [Dn 12,8–10]. Daniel nie musiał wiedzieć od razu wszystkiego.

W stosownej porze Bóg objawia swoim dzieciom to, co powinni wiedzieć, aby mogli dobrze wykonywać Jego wolę. Gdy idziemy przez życie z Jezusem, nie potrzebujemy znać długoterminowych prognoz. Znajomość Biblii pozwala na bieżąco rozpoznawać znamiona czasów i wiedzieć na jakim etapie Bożego planu zbawienia się znajdujemy.

Są ludzie śledzący prognozę pogody, która w żaden sposób praktycznie nie jest im do niczego potrzebna. Nic nie robią, a chcą wiedzieć, jaka będzie jutro pogoda na drugiej półkuli. Są chrześcijanie tak bardzo skupieni na prognozowaniu przyszłości, że zaniedbują swoje dzisiejsze możliwości i obowiązki.

Bóg nie zajmuje nas sprawami, które nas nie dotyczą. Objawia nam tylko to, co jest nam praktycznie potrzebne. Mamy skupić się na osobistej relacji z Bogiem, a nie na drzewie poznania dobrego i złego.