Dziś Międzynarodowy Dzień Kobiet, a więc dobra okazja, by siostrom, córkom, dziewczynom, żonom, matkom, koleżankom, jednym słowem - przedstawicielkom płci pięknej - złożyć życzenia wszystkiego najlepszego!
Nie tylko jednak z powodu dzisiejszego święta sporo się ostatnio mówi o kobietach. W miniony weekend wyszły one na ulice kilku większych miast, by wziąć udział w hałaśliwych manifach na rzecz równości praw kobiet. Powszechnym zagadnieniem aktualnie wywołującym temat kobiet stała się też sprawa tzw. parytetu – czyli równości proporcji płci w zajmowaniu publicznych stanowisk.
Oto kilka znamiennych przykładów: Trzy miesiące temu Sejm RP przyjął ustawę, która ma zwiększyć udział kobiet w polityce. Odtąd nie mniej niż 35 procent kobiet musi znaleźć się na liście wyborczej, ażeby została zarejestrowana. Od 1 stycznia w norweskich firmach będących własnością samorządu kobiety będą musiały stanowić co najmniej 40 procent członków zarządu. Organizatorzy słynnego Forum Gospodarczego w szwajcarskim kurorcie Davos objęli czołowe firmy obowiązkiem włączenia co najmniej jednej kobiety do delegacji. Światowe Forum Gospodarcze żąda od swych stu partnerów strategicznych, by wśród 5 delegatów każdego z nich na Forum była przynajmniej jedna kobieta. Taki trend można zaobserwować na całym świecie.
Powróćmy jednak do Polski. Bynajmniej Polkom też nie brakuje pomysłów na to, by zaistnieć w przestrzeni publicznej. Stowarzyszenie Kongres Kobiet powołało wczoraj gabinet cieni, który ma doradzać politykom i komentować bieżące wydarzenia. W skład tego gabinetu wchodzi sporo naprawdę znanych kobiet, a wszystkie mają zamiar śledzić, monitorować, inspirować i wspierać poczynania kolejnych rządów, pod kątem tego, czy służą one długofalowemu dobru obywateli.
Zastanawiam się, kto inspiruje i pociąga kobiety do tego, by innym patrzeć na ręce i sprawdzać, czy aby nie popełnili jakiegoś błędu? Jaki mężczyzna potrafi swobodnie i konstruktywnie pracować, czując na plecach oddech kobiety? Gdy jakaś żona zaczyna sprawdzać męża, gdy po powrocie do domu zaczyna odpytywać go, gdzie był i co robił, to znak, że między nimi nie dzieje się już dobrze. Podobnie mi pachnie ten całkowicie kobiecy gabinet cieni.
Nie jestem żadnym szowinistą, ale martwi mnie moda na parytety. Pod pretekstem zarzutu, że dziś nie liczą się kwalifikacje, a jedynie płeć męska, zapowiada ona bowiem czasy, gdy wciąż nie kwalifikacje liczyć się będą, a przede wszystkim płeć, tyle że tym razem – żeńska.
W Biblii nie ma mowy o żadnych parytetach. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich [1Mo 1,27]. To fundamentalne stwierdzenie Pisma Świętego od samego początku dobitnie pokazuje, że należy odróżniać mężczyznę od kobiety. Nie jest obojętne, kto i czym się zajmuje.
Każdy wie, co nastąpiło, gdy Ewa pod nieobecność Adama podjęła się – być może na zasadzie parytetu właśnie: trochę ty, trochę ja, niech będzie równość ;) – jego roli i po samodzielnej dyskusji z kusicielem, podjęła decyzję...
Niech mężczyzna będzie mężczyzną, a kobieta kobietą, także w sferze przypisanych im przez Stwórcę odpowiedzialności. Określanie ich na zasadzie parytetu - to pomysł z piekła rodem.
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
08 marca, 2011
05 marca, 2011
Kurtyna, która powinna pozostać do końca!
5 marca 1946 roku w amerykańskim mieście Fulton w stanie Missouri brytyjski premier Winston Churchill wygłosił przemówienie, które przeszło do historii jako "Iron Curtain Speech".
Opisując pojałtański porządek w Europie Churchill powiedział: "Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna dzieląc nasz Kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także - w wysokiej i rosnącej mierze - kontroli ze strony Moskwy".
Od tego czasu określenie "żelazna kurtyna" na stałe weszło do politycznego słownika świata, jako synonim przepaści ideologicznej i gospodarczej, dzielącej wolny Zachód od bloku państw zniewolenia sowieckiego. Minęło kilkadziesiąt lat i żelaznej kurtyny już nie ma.
Nie mnie oceniać wspaniałość cywilizacji zachodniej i rzeczywiste wyniszczenie narodów bloku wschodniego. Jednak z biblijnego punktu widzenia nie mogę i nie podzielam poglądu, że za żelazną kurtyną nie można było prowadzić prawdziwie chrześcijańskiego życia.
Odważę się nawet stwierdzić, że żelazna kurtyna bardzo przyczyniała się do rozwoju w sowieckich państwach prawdziwego chrześcijaństwa, powstrzymując lub spowalniając szereg negatywnych zjawisk społecznych płynących z Zachodu, a także, z uwagi na niemożliwość ucieczki od komunistycznych reperkusji i nacisków, pomagała uczniom Jezusa zachować swe szeregi w pokorze, czystości intencji i zależności od Boga.
Ilość i liczebność ewangelicznych zborów na Ukrainie, Białorusi i Rumunii, czy np. stan duchowy zborów w Chinach, dobitnie pokazują, że gdy wierzącym robi się na świecie trudniej, to zbliżają się oni do Boga, zaczynają wzrastać duchowo i stają się silni w wierze.
Europejska Jesień Ludów, upadek muru berlińskiego i opadnięcie żelaznej kurtyny, tak powszechnie gloryfikowane nawet przez ludzi ewangelicznie wierzących, jak do tej pory wcale nie zaowocowało jednak duchowym przebudzeniem i rozwojem zborów. Nawiasem mówiąc – o ile mnie pamięć nie myli – największy rozwój liczebny zborów w Polsce nastąpił w okresie stanu wojennego ;)
Abstrahując więc od żelaznej kurtyny sensu stricto, trawestując słowa Churchilla, chciałoby się rzecz: Niechby Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy znaleźli się w czymś, co można by nazwać strefą wiary. Niechby w całej Europie przywrócona została linia demarkacyjna oddzielająca Kościół od świata!
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14–18].
Dzisiejsze wspomnienie wygłoszonego 5 marca przemówienia Churchila o żelaznej kurtynie obudziło we mnie niepokój, że podobnej kurtyny, tyle że w sensie duchowym, już prawie nie dostrzegam między Kościołem a światem.
Powiem więcej: Może i zasługuje na podziw ten, kto przyczynił się do upadku muru berlińskiego, lecz kto przyczynia się do zacierania granicy pomiędzy Kościołem a światem, kto w szeregi chrześcijan zasiewa zgorszenie, ten niech wie, że czeka go sąd Boży, a nie nagroda. Bowiem tę kurtynę zawiesił sam Bóg i nie wolno jej usuwać.
Opisując pojałtański porządek w Europie Churchill powiedział: "Od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem zapadła żelazna kurtyna dzieląc nasz Kontynent. Poza tą linią pozostały stolice tego, co dawniej było Europą Środkową i Wschodnią. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy leżą w czymś, co trzeba nazwać strefą sowiecką, są one wszystkie poddane, w takiej czy innej formie, wpływowi sowieckiemu, ale także - w wysokiej i rosnącej mierze - kontroli ze strony Moskwy".
Od tego czasu określenie "żelazna kurtyna" na stałe weszło do politycznego słownika świata, jako synonim przepaści ideologicznej i gospodarczej, dzielącej wolny Zachód od bloku państw zniewolenia sowieckiego. Minęło kilkadziesiąt lat i żelaznej kurtyny już nie ma.
Nie mnie oceniać wspaniałość cywilizacji zachodniej i rzeczywiste wyniszczenie narodów bloku wschodniego. Jednak z biblijnego punktu widzenia nie mogę i nie podzielam poglądu, że za żelazną kurtyną nie można było prowadzić prawdziwie chrześcijańskiego życia.
Odważę się nawet stwierdzić, że żelazna kurtyna bardzo przyczyniała się do rozwoju w sowieckich państwach prawdziwego chrześcijaństwa, powstrzymując lub spowalniając szereg negatywnych zjawisk społecznych płynących z Zachodu, a także, z uwagi na niemożliwość ucieczki od komunistycznych reperkusji i nacisków, pomagała uczniom Jezusa zachować swe szeregi w pokorze, czystości intencji i zależności od Boga.
Ilość i liczebność ewangelicznych zborów na Ukrainie, Białorusi i Rumunii, czy np. stan duchowy zborów w Chinach, dobitnie pokazują, że gdy wierzącym robi się na świecie trudniej, to zbliżają się oni do Boga, zaczynają wzrastać duchowo i stają się silni w wierze.
Europejska Jesień Ludów, upadek muru berlińskiego i opadnięcie żelaznej kurtyny, tak powszechnie gloryfikowane nawet przez ludzi ewangelicznie wierzących, jak do tej pory wcale nie zaowocowało jednak duchowym przebudzeniem i rozwojem zborów. Nawiasem mówiąc – o ile mnie pamięć nie myli – największy rozwój liczebny zborów w Polsce nastąpił w okresie stanu wojennego ;)
Abstrahując więc od żelaznej kurtyny sensu stricto, trawestując słowa Churchilla, chciałoby się rzecz: Niechby Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te miasta i wszyscy ich mieszkańcy znaleźli się w czymś, co można by nazwać strefą wiary. Niechby w całej Europie przywrócona została linia demarkacyjna oddzielająca Kościół od świata!
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący [2Ko 6,14–18].
Dzisiejsze wspomnienie wygłoszonego 5 marca przemówienia Churchila o żelaznej kurtynie obudziło we mnie niepokój, że podobnej kurtyny, tyle że w sensie duchowym, już prawie nie dostrzegam między Kościołem a światem.
Powiem więcej: Może i zasługuje na podziw ten, kto przyczynił się do upadku muru berlińskiego, lecz kto przyczynia się do zacierania granicy pomiędzy Kościołem a światem, kto w szeregi chrześcijan zasiewa zgorszenie, ten niech wie, że czeka go sąd Boży, a nie nagroda. Bowiem tę kurtynę zawiesił sam Bóg i nie wolno jej usuwać.
04 marca, 2011
Próba przynależności
Siedemdziesiąt lat temu, 4 marca 1941 roku Polacy stanęli w obliczu poważnej próby. Na okupowanych przez hitlerowskie Niemcy terenach Rzeczypospolitej wprowadzono volkslistę (niem. Deutsche Volksliste DVL), czyli niemiecką listę narodowościową i zażądano jej podpisania.
Volkslista dzieliła ludność na cztery kategorie: 1. Volksdeutscher – osoby narodowości niemieckiej, aktywne politycznie, działające na rzecz III Rzeszy. 2. Deutschstämmige – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką, ale nie zaangażowane politycznie. 3. Eingedeutschte – osoby autochtoniczne, uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane (główny nacisk na Ślązaków i Kaszubów – odmowa podpisania volkslisty mogła być uznana za "zdradę rasy" i zakończyć się wysłaniem całej rodziny do obozu koncentracyjnego lub przesiedleńczego). 4. Rückgedeutschte – osoby narodowości polskiej uznane za wartościowe rasowo, działające na rzecz III Rzeszy (m.in. kolaboranci).
Obowiązek podpisania volkslisty był elementem rasistowskiej polityki III Rzeszy, zmierzającej do rozbicia jedności narodu polskiego. Po jej podpisaniu osoby zaliczone go kategorii I i II otrzymywały automatycznie obywatelstwo Rzeszy, ludzie kategorii III otrzymywali to obywatelstwo na 10 lat, zaś wpisani do IV grupy otrzymywali obywatelstwo na zasadzie wyjątku.
Zastosowano rozmaite środki przymusu. Naciski administracyjne (grożenie eksmisją z mieszkania, odebrania kartek żywnościowych, przeniesienie do gorszej pracy). Represje policyjne (uporczywe wzywanie na policję, bicie). Wywożenie członków rodziny do obozów koncentracyjnych lub przesiedleńczych i warunkowanie ich zwolnienia podpisaniem volkslisty.
Jak zachowali się Polacy w obliczu tej próby? Dylemat był ogromny, zwłaszcza że polski rząd na uchodźstwie a nawet biskup diecezji śląskiej, przekonywali, żeby podpisywać volkslistę w celu uniknięcia zagłady biologicznej.
Każdy wierzący człowiek staje w obliczu duchowego nacisku ze strony świata, podobnego do obowiązku podpisania volkslisty. Z jednej strony kuszony przywilejami, obietnicami osobistego rozwoju i możliwościami pożytecznej działalności, z drugiej zaś, pod groźbą utraty perspektyw na przyszłość, przymyka oko na lojalność względem Chrystusa Jezusa i idzie na kompromis.
Volkslistę, w rocznym okresie jej tworzenia, ostatecznie podpisało około. 2 miliony obywateli polskich. Większość dzisiejszych chrześcijan ulega presji i upodabnia się do świata, byle tylko nie cierpieć prześladowania dla krzyża Chrystusowego [Ga 6,12].
Prawdziwi naśladowcy Chrystusa Pana trwają wiernie w duchowym oddzieleniu od świata, płacąc cenę odrzucenia, wyśmiania a nawet cierpień fizycznych. Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą [2Tm 3,12].
W siedemdziesiątą rocznicę wprowadzenia volkslisty nie zastanawiam się, jak bym się wtedy zachował. Z drżeniem serca myślę o mojej przynależności do Pana Jezusa Chrystusa. Czy jest ona dostatecznie jawna? Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi [Mk 8,38]. Czy jest na tyle silna, by przetrwać rozmaite próby?
Proszę, abyś się o mnie pomodlił, bym pod żadnym pozorem, ani nawet w obliczu prawdziwej groźby, nie zaparł się Jezusa Chrystusa.
Volkslista dzieliła ludność na cztery kategorie: 1. Volksdeutscher – osoby narodowości niemieckiej, aktywne politycznie, działające na rzecz III Rzeszy. 2. Deutschstämmige – osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, kultywujące kulturę niemiecką, ale nie zaangażowane politycznie. 3. Eingedeutschte – osoby autochtoniczne, uważane przez Niemców za częściowo spolonizowane (główny nacisk na Ślązaków i Kaszubów – odmowa podpisania volkslisty mogła być uznana za "zdradę rasy" i zakończyć się wysłaniem całej rodziny do obozu koncentracyjnego lub przesiedleńczego). 4. Rückgedeutschte – osoby narodowości polskiej uznane za wartościowe rasowo, działające na rzecz III Rzeszy (m.in. kolaboranci).
Obowiązek podpisania volkslisty był elementem rasistowskiej polityki III Rzeszy, zmierzającej do rozbicia jedności narodu polskiego. Po jej podpisaniu osoby zaliczone go kategorii I i II otrzymywały automatycznie obywatelstwo Rzeszy, ludzie kategorii III otrzymywali to obywatelstwo na 10 lat, zaś wpisani do IV grupy otrzymywali obywatelstwo na zasadzie wyjątku.
Zastosowano rozmaite środki przymusu. Naciski administracyjne (grożenie eksmisją z mieszkania, odebrania kartek żywnościowych, przeniesienie do gorszej pracy). Represje policyjne (uporczywe wzywanie na policję, bicie). Wywożenie członków rodziny do obozów koncentracyjnych lub przesiedleńczych i warunkowanie ich zwolnienia podpisaniem volkslisty.
Jak zachowali się Polacy w obliczu tej próby? Dylemat był ogromny, zwłaszcza że polski rząd na uchodźstwie a nawet biskup diecezji śląskiej, przekonywali, żeby podpisywać volkslistę w celu uniknięcia zagłady biologicznej.
Każdy wierzący człowiek staje w obliczu duchowego nacisku ze strony świata, podobnego do obowiązku podpisania volkslisty. Z jednej strony kuszony przywilejami, obietnicami osobistego rozwoju i możliwościami pożytecznej działalności, z drugiej zaś, pod groźbą utraty perspektyw na przyszłość, przymyka oko na lojalność względem Chrystusa Jezusa i idzie na kompromis.
Volkslistę, w rocznym okresie jej tworzenia, ostatecznie podpisało około. 2 miliony obywateli polskich. Większość dzisiejszych chrześcijan ulega presji i upodabnia się do świata, byle tylko nie cierpieć prześladowania dla krzyża Chrystusowego [Ga 6,12].
Prawdziwi naśladowcy Chrystusa Pana trwają wiernie w duchowym oddzieleniu od świata, płacąc cenę odrzucenia, wyśmiania a nawet cierpień fizycznych. Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą [2Tm 3,12].
W siedemdziesiątą rocznicę wprowadzenia volkslisty nie zastanawiam się, jak bym się wtedy zachował. Z drżeniem serca myślę o mojej przynależności do Pana Jezusa Chrystusa. Czy jest ona dostatecznie jawna? Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi [Mk 8,38]. Czy jest na tyle silna, by przetrwać rozmaite próby?
Proszę, abyś się o mnie pomodlił, bym pod żadnym pozorem, ani nawet w obliczu prawdziwej groźby, nie zaparł się Jezusa Chrystusa.
03 marca, 2011
Ptak ptakowi nierówny
Dziś kilka słów o ptakach. Najkrócej mówiąc, zostały one stworzone po to, by fruwać i śpiewać. Bóg wpisał w ich naturę instynkt przetrwania. By przeżyć, nie muszą myśleć, przewidywać ani troszczyć się o dzień jutrzejszy. Bóg się o nie troszczy.
Ten obraz posłużył Jezusowi do udzielenia ważnej lekcji. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? [Mt 6,25–26].
Powyższe słowa – to ulubiony fragment tzw. "ptaków niebieskich" i rozmaitej maści lekkoduchów. Dość często powołują się na niego, gdy próbują usprawiedliwiać swoje lenistwo i brak odpowiedzialności.
Jednak człowiek, jako stworzenie Boże, nie jest podobny do ptaków lub lilii polnych. Przynależy do całkiem innej kategorii stworzenia. Powołując człowieka do życia, Bóg obdarzył go rozumem, przypisał mu określoną odpowiedzialność i nakazał pracę.
W cytowanym fragmencie Biblii Jezus wzywa uczniów, by się nie zadręczali zbytnią troską o byt. Sama troska niczego bowiem nie zmienia. Jak ptaki się nie martwią, a żyją robiąc swoje, tak i wierzący człowiek, otrzyma to, czego potrzebuje do życia, jeżeli będzie robił swoje.
Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie [1Pt 5,7]. Nikomu Bóg nie zapewnia jednak przetrwania, gdy przestanie robić to, co do niego należy. Żaden "niebieski ptak" nie może się więc powoływać na powyższe słowa Jezusa i z założonymi rękami oczekiwać na chleb.
Ptaki normalne nie muszą zarabiać na życie. Ptakom, tym w cudzysłowie, napisano: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je [2Ts 3,10]. Ptak ptakowi nierówny...
Ten obraz posłużył Jezusowi do udzielenia ważnej lekcji. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? [Mt 6,25–26].
Powyższe słowa – to ulubiony fragment tzw. "ptaków niebieskich" i rozmaitej maści lekkoduchów. Dość często powołują się na niego, gdy próbują usprawiedliwiać swoje lenistwo i brak odpowiedzialności.
Jednak człowiek, jako stworzenie Boże, nie jest podobny do ptaków lub lilii polnych. Przynależy do całkiem innej kategorii stworzenia. Powołując człowieka do życia, Bóg obdarzył go rozumem, przypisał mu określoną odpowiedzialność i nakazał pracę.
W cytowanym fragmencie Biblii Jezus wzywa uczniów, by się nie zadręczali zbytnią troską o byt. Sama troska niczego bowiem nie zmienia. Jak ptaki się nie martwią, a żyją robiąc swoje, tak i wierzący człowiek, otrzyma to, czego potrzebuje do życia, jeżeli będzie robił swoje.
Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie [1Pt 5,7]. Nikomu Bóg nie zapewnia jednak przetrwania, gdy przestanie robić to, co do niego należy. Żaden "niebieski ptak" nie może się więc powoływać na powyższe słowa Jezusa i z założonymi rękami oczekiwać na chleb.
Ptaki normalne nie muszą zarabiać na życie. Ptakom, tym w cudzysłowie, napisano: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je [2Ts 3,10]. Ptak ptakowi nierówny...
01 marca, 2011
Kto będzie o mnie pamiętać?
Na mocy ustawy Sejmu RP z dnia 3 lutego 2011 roku mamy dziś w naszym kraju Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" – święto państwowe, które ma być obchodzone corocznie 1 marca.
W preambule ustawy zapisano: W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” — bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu...
Dlaczego mamy ich wspominać akurat 1 marca? Otóż tego dnia w 1951 roku wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", walczącego z okupacją sowiecką o wolność i niezawisłość Polski. Inicjatorom ustanowienia święta zależało na nawiązaniu do tego wydarzenia. Jednocześnie też pierwsze obchody Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" wypadają w sześćdziesiątą rocznicę tamtej śmierci.
Moje myśli biegną dzisiaj ku innym bohaterom. I widziałem trony, i usiedli na nich ci, którym dano prawo sądu; widziałem też dusze tych, którzy zostali ścięci za to, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże, oraz tych, którzy nie oddali pokłonu zwierzęciu ani posągowi jego i nie przyjęli znamienia na czoło i na rękę swoją. Ci ożyli i panowali z Chrystusem przez tysiąc lat [Obj 20,4].
Bóg wkrótce położy kres obecnemu porządkowi rzeczy. Wszystko jest już postanowione, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych [Dz 17,31]. Jezus – Najwyższy Sędzia – obiecał pamiętać o swoich wyznawcach. Powiadam wam: Każdy, kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i Syn Człowieczy wyzna przed aniołami Bożymi [Łk 12,8].
Naród Polski nie zapomina swoich bohaterów, tym bardziej niezłomni świadkowie Jezusa Chrystusa, ludzie zasłużeni dla sprawy Królestwa Bożego są w dobrej pamięci u Króla królów i żyją na wieki wieków. Lecz roztropni jaśnieć będą jak jasność na sklepieniu niebieskim, a ci, którzy wielu wiodą do sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki wieczne [Dn 12,3].
Sprawiedliwy nigdy nie będzie zapomniany [Ps 112,6]. Rzecz w tym, aby kimś takim stać się w oczach Bożych i pozostać nim aż do śmierci. Jak to możliwe? Zapraszam do czytania Biblii.
W preambule ustawy zapisano: W hołdzie „Żołnierzom Wyklętym” — bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienie dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu...
Dlaczego mamy ich wspominać akurat 1 marca? Otóż tego dnia w 1951 roku wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", walczącego z okupacją sowiecką o wolność i niezawisłość Polski. Inicjatorom ustanowienia święta zależało na nawiązaniu do tego wydarzenia. Jednocześnie też pierwsze obchody Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" wypadają w sześćdziesiątą rocznicę tamtej śmierci.
Moje myśli biegną dzisiaj ku innym bohaterom. I widziałem trony, i usiedli na nich ci, którym dano prawo sądu; widziałem też dusze tych, którzy zostali ścięci za to, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże, oraz tych, którzy nie oddali pokłonu zwierzęciu ani posągowi jego i nie przyjęli znamienia na czoło i na rękę swoją. Ci ożyli i panowali z Chrystusem przez tysiąc lat [Obj 20,4].
Bóg wkrótce położy kres obecnemu porządkowi rzeczy. Wszystko jest już postanowione, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych [Dz 17,31]. Jezus – Najwyższy Sędzia – obiecał pamiętać o swoich wyznawcach. Powiadam wam: Każdy, kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i Syn Człowieczy wyzna przed aniołami Bożymi [Łk 12,8].
Naród Polski nie zapomina swoich bohaterów, tym bardziej niezłomni świadkowie Jezusa Chrystusa, ludzie zasłużeni dla sprawy Królestwa Bożego są w dobrej pamięci u Króla królów i żyją na wieki wieków. Lecz roztropni jaśnieć będą jak jasność na sklepieniu niebieskim, a ci, którzy wielu wiodą do sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki wieczne [Dn 12,3].
Sprawiedliwy nigdy nie będzie zapomniany [Ps 112,6]. Rzecz w tym, aby kimś takim stać się w oczach Bożych i pozostać nim aż do śmierci. Jak to możliwe? Zapraszam do czytania Biblii.
28 lutego, 2011
Nie każdy przydział mięsa wychodzi na zdrowie
Dziś trzydziesta rocznica wprowadzenia w Polsce kartek na mięso i wędliny. 28 lutego 1981 roku, realizując jeden z 21 postulatów strajków sierpniowych, rząd PRL rozpoczął reglamentowaną sprzedaż mięsa i wędlin. Później system kartkowy rozszerzono na kolejne produkty żywnościowe jak np. mąka, masło, ryż i kasza, a także na mydło, proszek do prania, benzynę itd. Dziś jednak parę zdań o samym mięsie.
Swego czasu Izraelici na pustyni też odczuli brak mięsa i zaczęli się go domagać. Tak natarczywie to robili, że Bóg odpowiedział: Usłyszałem szemranie synów izraelskich. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jedli mięso, a rano nasycicie się chlebem i poznacie, że Ja, Pan, jestem Bogiem waszym. I stało się pod wieczór, że nadleciały przepiórki i pokryły obóz [2Mo 16,12–13].
Gdy zaglądamy do innego opisu tego wydarzenia, odkrywamy jednak, że te przepiórki nie były normalnym spełnieniem prośby. I zerwał się wicher zesłany przez Pana, przywiał od morza przepiórki i rzucił na obóz, na dzień drogi z jednej i na dzień drogi z drugiej strony, wokół obozu, mniej więcej dwa łokcie na ziemi. I zabrał się lud do zbierania przepiórek przez cały ten dzień i przez całą noc, i przez cały dzień następny. Nawet ten, co najmniej zebrał, miał dziesięć chomerów. I rozłożyli je sobie wokoło obozu. Lecz gdy mięso było jeszcze między ich zębami, zanim zostało ono spożyte, zapłonął gniew Pana przeciwko ludowi. Pan zadał ludowi bardzo ciężki cios [4Mo 11,31–33].
Dlaczego więc Bóg spełnił żądanie ludu? Bóg w ten sposób dał ludowi wyraźnie do zrozumienia, że brak mięsa nie był spowodowany jakąś zwykłą niemożliwością z Jego strony. On na rozmaite sposoby jest w stanie w każdej chwili zaopatrzyć nas we wszystko. A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie [Flp 4,19]. Niewiara w to jest poważnym uchybieniem w stosunku do Wszechmocnego.
Że czegoś w danej chwili nie mamy, wcale nie znaczy, że Bóg o nas zapomniał, albo że nie jest w stanie nam tego dać. Trzeba nam w takich chwilach okazywać zaufanie, że On wie, czego potrzebujemy i zawsze działa w miłości, dla naszego dobra. Gdy więc czegoś w danej chwili nam nie daje, chociaż w pokorze przedłożyliśmy Mu naszą potrzebę, to znaczy, że - póki co - tak ma być. W przypadku Izraela na pustyni z pewnością chodziło o to, żeby ciężki los i niedogodności pustyni motywowały go do szybszego zmierzania do Ziemi Obiecanej.
Chrześcijanin każde okoliczności potrafi przyjąć dobrym sercem. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie [Flp 4,11–13]. Gdy czegoś nie mam i wciąż nie dostaję, chociaż poprosiłem, to znaczy, że gdybym otrzymał, to mogłoby to odwrócić moje serce od celu, do którego powinienem wytrwale zdążać.
Podsumowując: Trzydzieści lat temu Rząd PRL wprowadził kartki, żeby dać ludziom mięso, bo znalazł się pod silną presją strajków. Bóg natomiast dając Izraelitom mięso na pustyni wcale nie musiał tego robić. Na Nim niczego nie można wymusić. Czytamy jednak, że wręcz zasypał ich mięsem. Dostali to, czego tak bardzo chcieli, lecz - uwaga! - jeszcze tego samego dnia Bóg ukarał tych, którzy w buncie i niewierze podnieśli gęby przeciwko Niemu.
Jaki z tego wniosek? To, że czasem otrzymujemy coś, czego uporczywie się domagaliśmy, nie oznacza automatycznie, że jest to znakiem błogosławieństwa Bożego w naszym życiu. Nie każde zdobyte mięso okazuje się pożyteczne...
Swego czasu Izraelici na pustyni też odczuli brak mięsa i zaczęli się go domagać. Tak natarczywie to robili, że Bóg odpowiedział: Usłyszałem szemranie synów izraelskich. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jedli mięso, a rano nasycicie się chlebem i poznacie, że Ja, Pan, jestem Bogiem waszym. I stało się pod wieczór, że nadleciały przepiórki i pokryły obóz [2Mo 16,12–13].
Gdy zaglądamy do innego opisu tego wydarzenia, odkrywamy jednak, że te przepiórki nie były normalnym spełnieniem prośby. I zerwał się wicher zesłany przez Pana, przywiał od morza przepiórki i rzucił na obóz, na dzień drogi z jednej i na dzień drogi z drugiej strony, wokół obozu, mniej więcej dwa łokcie na ziemi. I zabrał się lud do zbierania przepiórek przez cały ten dzień i przez całą noc, i przez cały dzień następny. Nawet ten, co najmniej zebrał, miał dziesięć chomerów. I rozłożyli je sobie wokoło obozu. Lecz gdy mięso było jeszcze między ich zębami, zanim zostało ono spożyte, zapłonął gniew Pana przeciwko ludowi. Pan zadał ludowi bardzo ciężki cios [4Mo 11,31–33].
Dlaczego więc Bóg spełnił żądanie ludu? Bóg w ten sposób dał ludowi wyraźnie do zrozumienia, że brak mięsa nie był spowodowany jakąś zwykłą niemożliwością z Jego strony. On na rozmaite sposoby jest w stanie w każdej chwili zaopatrzyć nas we wszystko. A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie [Flp 4,19]. Niewiara w to jest poważnym uchybieniem w stosunku do Wszechmocnego.
Że czegoś w danej chwili nie mamy, wcale nie znaczy, że Bóg o nas zapomniał, albo że nie jest w stanie nam tego dać. Trzeba nam w takich chwilach okazywać zaufanie, że On wie, czego potrzebujemy i zawsze działa w miłości, dla naszego dobra. Gdy więc czegoś w danej chwili nam nie daje, chociaż w pokorze przedłożyliśmy Mu naszą potrzebę, to znaczy, że - póki co - tak ma być. W przypadku Izraela na pustyni z pewnością chodziło o to, żeby ciężki los i niedogodności pustyni motywowały go do szybszego zmierzania do Ziemi Obiecanej.
Chrześcijanin każde okoliczności potrafi przyjąć dobrym sercem. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie [Flp 4,11–13]. Gdy czegoś nie mam i wciąż nie dostaję, chociaż poprosiłem, to znaczy, że gdybym otrzymał, to mogłoby to odwrócić moje serce od celu, do którego powinienem wytrwale zdążać.
Podsumowując: Trzydzieści lat temu Rząd PRL wprowadził kartki, żeby dać ludziom mięso, bo znalazł się pod silną presją strajków. Bóg natomiast dając Izraelitom mięso na pustyni wcale nie musiał tego robić. Na Nim niczego nie można wymusić. Czytamy jednak, że wręcz zasypał ich mięsem. Dostali to, czego tak bardzo chcieli, lecz - uwaga! - jeszcze tego samego dnia Bóg ukarał tych, którzy w buncie i niewierze podnieśli gęby przeciwko Niemu.
Jaki z tego wniosek? To, że czasem otrzymujemy coś, czego uporczywie się domagaliśmy, nie oznacza automatycznie, że jest to znakiem błogosławieństwa Bożego w naszym życiu. Nie każde zdobyte mięso okazuje się pożyteczne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





