Równo rok temu w tekście zatytułowanym Zabójcza nowoczesność pisałem o potrzebie rozwagi Starszych Zboru w pozwalaniu młodzieży na samowolę w praktykowaniu wiary i posługi. Kościół ma być ostoją dla skołatanych dusz, a nie silić się na awangardę i małpować świeckie socjotechniki. Bóg ustanowił w Kościele taki porządek, że młodsi mają uczyć się od starszych, jak służyć Bogu i jak postępować w Domu Bożym, a nie odwrotnie. Poniekąd wracam dziś do sprawy, chociaż odzywam się w innej kwestii.
Nauka Chrystusowa, przekazana nam przez Jego apostołów, w roli przywódców i nauczycieli Słowa Bożego w zborze Pańskim widzi mężczyzn. Dość ściśle określa przy tym ich kwalifikacje, co powinno dawać nam do myślenia, że jest to posługa nader odpowiedzialna. Kobietom nauka apostolska przypisuje szereg innych zadań w Kościele, jednocześnie przestrzegając przed samowolnym odchodzeniem od tego porządku rzeczy. Z wieloletnich obserwacji i skromnych, osobistych doświadczeń wiem, że warto trzymać się Słowa Bożego.
Z powyższego powodu proszę Braci i Siostry, nie traktujmy nauki apostolskiej Nowego Przymierza, jak ciasnego gorsetu, w którym z naszymi pomysłami na nowoczesny Kościół coraz trudniej nam się zmieścić. Raczej z radością niewzruszenie trzymajmy się nauki Chrystusowej, gdyż Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8]. Jeżeli nawet tu i ówdzie "idzie nowe" - to sobie przejdzie i pójdzie, a my wiernie pozostaniemy na swoim miejscu, posłuszni naszemu Zbawicielowi i Panu. Bracia, nie bójmy się powstrzymywać kobiety przed wchodzeniem za kazalnicę, a już na pewno ich do tego - nie daj Boże - nie zachęcajmy. Siostry, miejcie bojaźń Bożą i nie bierzcie się za służbę, która przynależy do mężczyzn, choćby nie wiem jak was do niej ciągnęło. Jako kobiety możecie braciom bardzo pomagać w służbie, ale - uwaga! - możecie też - niechcący - stać się narzędziem złego...
Stanowisko, że przywództwo i nauczanie w Kościele jest zarezerwowane dla mężczyzn, coraz bardziej jest podważane, a nawet obśmiewane. Czy jest to jednak dziwne, że w tym świecie tak ocenia się normy nakreślone przez Słowo Boże? Przykro natomiast, że zaczynają się do tego posuwać również sami - odpowiedzialni za zbory - bracia. Nasza (naj)nowsza interpretacja Pisma Świętego nie zmienia jego pierwotnego sensu i nie odwołuje przykazań Pańskich. Uważajmy!
Jedno wiem na pewno: Kto zapędza się za daleko i nie trzyma się nauki Chrystusowej, ten na własne życzenie sprowadza do zboru niepokój i duchowe niepowodzenie. To tylko kwestia czasu.
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
28 lutego, 2017
26 lutego, 2017
Z uwagą o Izraelu
Miałem dziś z całą wspólnotą Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku wspaniałą ucztę duchową pod hasłem "Z pasją o Izraelu". Był to kilkugodzinny wykład Piotra Olszewskiego z Ostródy, zatytułowany: "Siedem proroczych znaków Izraela, które wypełniły się na naszych oczach". Rozdzielone na trzy części, najpierw przerwą na kawę, a potem drugą przerwą na gorący posiłek, wystąpienie Piotra od początku do samego końca przyciągało uwagę zgromadzonych braci i sióstr.
Każdy z omówionych znaków został dobitnie powiązany z proroctwami biblijnymi i nimi potwierdzony: 1. Powrót do Ziemi Obiecanej, 2. Odrodzenie państwowości, 3. Odzyskanie i użyźnianie ziemi, 4. Odrodzenie języka, 5. Odtworzenie armii, 6. Skupienie polityki światowej, 7. Odzyskanie kontroli nad Jerozolimą - to wszystko jest w Biblii!
Piotr przemawiał z pasją, a my z uwagą słuchaliśmy. Nietrudno było uwagę zachować, bo robił to naprawdę bardzo dynamicznie. Głównym wszakże bodźcem do koncentracji była sama treść wykładu. Izrael, chociaż jest tak maleńkim krajem, pozostaje języczkiem u wagi dla największych tego świata. Naprawdę warto było posłuchać i przyjrzeć się cudom mającym miejsce w Izraelu. Sądzę, że dzięki temu spotkaniu z większą uwagą będziemy teraz patrzeć na Izrael. Bóg ma wiele wspaniałych planów wobec Narodu Wybranego.
Osobom, które z rozmaitych powodów nie mogły uczestniczyć w tych wykładach, podaję linki do plików audio:
Bardzo jestem wdzięczny Piotrowi Olszewskiemu i jego Najbliższym, że poświęcili całą niedzielę, by być z nami w Gdańsku i nam usługiwać. Serdecznie dziękuję także wszystkim naszym kochanym Siostrom i Braciom, którzy przygotowali poczęstunek i tak wspaniale obsłużyli uczestników zgromadzenia. Gościnność naszego zboru - to naprawdę Wasze dzieło i Wasza zasługa. Nie przestaję dziękować Bogu za Was.
Każdy z omówionych znaków został dobitnie powiązany z proroctwami biblijnymi i nimi potwierdzony: 1. Powrót do Ziemi Obiecanej, 2. Odrodzenie państwowości, 3. Odzyskanie i użyźnianie ziemi, 4. Odrodzenie języka, 5. Odtworzenie armii, 6. Skupienie polityki światowej, 7. Odzyskanie kontroli nad Jerozolimą - to wszystko jest w Biblii!
Piotr przemawiał z pasją, a my z uwagą słuchaliśmy. Nietrudno było uwagę zachować, bo robił to naprawdę bardzo dynamicznie. Głównym wszakże bodźcem do koncentracji była sama treść wykładu. Izrael, chociaż jest tak maleńkim krajem, pozostaje języczkiem u wagi dla największych tego świata. Naprawdę warto było posłuchać i przyjrzeć się cudom mającym miejsce w Izraelu. Sądzę, że dzięki temu spotkaniu z większą uwagą będziemy teraz patrzeć na Izrael. Bóg ma wiele wspaniałych planów wobec Narodu Wybranego.
Osobom, które z rozmaitych powodów nie mogły uczestniczyć w tych wykładach, podaję linki do plików audio:
Bardzo jestem wdzięczny Piotrowi Olszewskiemu i jego Najbliższym, że poświęcili całą niedzielę, by być z nami w Gdańsku i nam usługiwać. Serdecznie dziękuję także wszystkim naszym kochanym Siostrom i Braciom, którzy przygotowali poczęstunek i tak wspaniale obsłużyli uczestników zgromadzenia. Gościnność naszego zboru - to naprawdę Wasze dzieło i Wasza zasługa. Nie przestaję dziękować Bogu za Was.
24 lutego, 2017
Tutaj nie ujrzały światła, ale...
Przeżyłem dziś niecodzienne chwile. Towarzyszyłem zaprzyjaźnionemu małżeństwu w pogrzebie ich synka, który urodził się martwy. Opis całej scenerii można by zawrzeć w kilku słowach: Mama i Tata. Biała trumienka. Krzyż. Tabliczka z jedną tylko datą. Słowo Boże i modlitwa. I to wszystko? Nie. To jedynie pojedyncze klatki zarejestrowanego przez mózg filmu.
Nawet nie próbuję opisywać tego, co kryło się w smutnych oczach Mamy. Nie będę snuł domysłów, co sobie myślał milczący Tata. Nie jestem w stanie pozbierać nawet własnych myśli, ani wyrazić empatii schowanej za słowami prozaicznej rozmowy o tym i o tamtym. Brak mi słów. Może - po prostu - wystarczy, że byłem tam z Nimi?
Teraz, gdy siedzę już w moim gabinecie, ciśnie mi się do głowy tylko jeden fragment z Biblii. Słowa z Księgi Hioba, w bólu żałującego, że się urodził żywy. Albo dlaczego nie zostałem pogrzebany niczym płód poroniony, niczym niemowlęta, które nie cieszyły się światłem dnia? Byłbym tam, gdzie bezbożni zaprzestają swoich szaleństw, gdzie odpoczywają zmęczeni, bez sił, gdzie więźniowie leżą obok siebie, nie dochodzi do nich strażniczy krzyk, gdzie mali i wielcy są już razem - i niewolnik już wolny od pana [Jb 3,16-19]. Kapitalne objawienie: Wprawdzie rodzice są zasmuceni, ale akurat to ich dziecko Wszechmogący na dobre i na zawsze zachował od złego!
W świetle Biblii sporo rzeczy wygląda inaczej, aniżeli zazwyczaj się je postrzega. Jedno jest oczywiste. Synka moich Przyjaciół nie dotknie żadna przykrość, jakich tu wiele. Pan Jezus od razu zabrał go do Siebie, do takich bowiem należy Królestwo Boże [Mk 10,14]. Taką mamy pewność.
Niemowlętom, które nie cieszyły się tutaj światłem dnia, nie grożą też ciemności tutejszej nocy. Cieszą się światłością o wiele lepszą, a nocy tam nie ma! Oświetla je chwała Boga.
Nawet nie próbuję opisywać tego, co kryło się w smutnych oczach Mamy. Nie będę snuł domysłów, co sobie myślał milczący Tata. Nie jestem w stanie pozbierać nawet własnych myśli, ani wyrazić empatii schowanej za słowami prozaicznej rozmowy o tym i o tamtym. Brak mi słów. Może - po prostu - wystarczy, że byłem tam z Nimi?
Teraz, gdy siedzę już w moim gabinecie, ciśnie mi się do głowy tylko jeden fragment z Biblii. Słowa z Księgi Hioba, w bólu żałującego, że się urodził żywy. Albo dlaczego nie zostałem pogrzebany niczym płód poroniony, niczym niemowlęta, które nie cieszyły się światłem dnia? Byłbym tam, gdzie bezbożni zaprzestają swoich szaleństw, gdzie odpoczywają zmęczeni, bez sił, gdzie więźniowie leżą obok siebie, nie dochodzi do nich strażniczy krzyk, gdzie mali i wielcy są już razem - i niewolnik już wolny od pana [Jb 3,16-19]. Kapitalne objawienie: Wprawdzie rodzice są zasmuceni, ale akurat to ich dziecko Wszechmogący na dobre i na zawsze zachował od złego!
W świetle Biblii sporo rzeczy wygląda inaczej, aniżeli zazwyczaj się je postrzega. Jedno jest oczywiste. Synka moich Przyjaciół nie dotknie żadna przykrość, jakich tu wiele. Pan Jezus od razu zabrał go do Siebie, do takich bowiem należy Królestwo Boże [Mk 10,14]. Taką mamy pewność.
Niemowlętom, które nie cieszyły się tutaj światłem dnia, nie grożą też ciemności tutejszej nocy. Cieszą się światłością o wiele lepszą, a nocy tam nie ma! Oświetla je chwała Boga.
23 lutego, 2017
Bądźcie stali, niewzruszeni...
Od wczoraj nie przestaję myśleć o tym, jak nieocenioną wartością w dzisiejszych czasach jest stałość chrześcijanina. Tę refleksję wzbudziło we mnie dość nieoczekiwane odkrycie, że w dniu 22 lutego jedna z kobiet z naszego zboru ma właśnie dwudziestą rocznica chrztu wiary. Magdę, bo ją mam na myśli, ochrzciłem w 1997 roku. Jako młoda dziewczyna postanowiła związać swoje życie z Panem Jezusem i została członkiem C. C. NOWE ŻYCIE. Wzruszam się. Lata studiów, kariery zawodowej, odejście od zboru jej przyjaciół, z którymi była i jest emocjonalnie związana, zmiana miejsca zamieszkania, przeniesienie siedziby zboru na Olszynkę - nic z tych rzeczy nie odciągnęło Magdy ani od Boga, ani od zboru. Przez te wszystkie lata pozostaje z nami, zaangażowana, pod wieloma względami bardzo użyteczna w działalności naszej wspólnoty i zawsze gotowa do dobrego dzieła. Takie osoby są naszą chlubą w Chrystusie Panu.
Nie bez kozery dotykam dziś kwestii stałości w życiu i służbie chrześcijanina. Nie trzeba wcale być wnikliwym obserwatorem, by zauważyć niepokojącą zmienność wielu współczesnych chrześcijan. Parę lat temu dziękowali Bogu. Zrobili sporo szumu wokół swego nawrócenia i powołania. Zapowiedzieli wierność i pełne zaangażowanie. Złożyli przyrzeczenia. A dziś..? Jeśli nawet jeszcze formalnie są w zborze, to praktycznie już ich nie ma. Wystarczyło, że się zakochali i pobrali, zmienili pracę czy miejsce zamieszkania - i przepadli. Inni po paru zaledwie latach obecności w zborze stwierdzili, że się już w nim nie budują i dlatego muszą iść i gdzieś indziej szukać dla siebie duchowej strawy.
Najbardziej jednak zdumiewającą przyczyną odejścia niektórych chrześcijan od zboru jest bliżej nieokreślona potrzeba czegoś nowego. Twierdzą, że w dotychczasowej wspólnocie czują się świetnie i nie mają do niej zastrzeżeń, a mimo to od niej odchodzą? Widzą, że zbór jest na właściwym kursie duchowym i jest w nim wiele pracy do wykonania, a go opuszczają, bo zachciało się im czegoś nowego? Przemknęła mi myśl, czy takim ludziom po jakimś czasie nie znudziło by się nawet niebo, gdyby do niego trafili?
Pomimo tego, że żadna społeczność chrześcijańska nie jest na tyle doskonała, żeby nie było już w niej nad czym pracować, to jednak niektórzy chrześcijanie co kilka lat potrzebują spróbować czegoś nowego. Nie przyszłoby im to do głowy, gdyby mieli serce sługi i rozumieli, że życie chrześcijanina to służba, a nie rozrywka. Lecz oni mają w głowie wciąż nowe wyzwania i atrakcje. Nie chcą tkwić w tym samym miejscu i się trudzić. Pragną kolejnych przygód i kontaktu z nowymi ludźmi. Jeśli naprawdę Duch Święty każe im tak zrobić, to posłuszni Mu nie mają innego wyjścia. Jeśli jednak to nie za sprawą Ducha opuszczają zbór i porzucają stanowisko w pracy Pańskiej, to jak się wytłumaczą przed sądem Chrystusowym?
Swego czasu Jezus powiedział do swoich uczniów: Wy zaś jesteście tymi, którzy zostali przy Mnie, gdy przechodziłem przez próby [Łk 22,28]. Inni z rozmaitych powodów odeszli, a oni pozostali. Tacy bracia i siostry, tacy towarzysze wiary i służby - to w dzisiejszych czasach prawdziwy skarb! Dlatego bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58].
Nie bez kozery dotykam dziś kwestii stałości w życiu i służbie chrześcijanina. Nie trzeba wcale być wnikliwym obserwatorem, by zauważyć niepokojącą zmienność wielu współczesnych chrześcijan. Parę lat temu dziękowali Bogu. Zrobili sporo szumu wokół swego nawrócenia i powołania. Zapowiedzieli wierność i pełne zaangażowanie. Złożyli przyrzeczenia. A dziś..? Jeśli nawet jeszcze formalnie są w zborze, to praktycznie już ich nie ma. Wystarczyło, że się zakochali i pobrali, zmienili pracę czy miejsce zamieszkania - i przepadli. Inni po paru zaledwie latach obecności w zborze stwierdzili, że się już w nim nie budują i dlatego muszą iść i gdzieś indziej szukać dla siebie duchowej strawy.
Najbardziej jednak zdumiewającą przyczyną odejścia niektórych chrześcijan od zboru jest bliżej nieokreślona potrzeba czegoś nowego. Twierdzą, że w dotychczasowej wspólnocie czują się świetnie i nie mają do niej zastrzeżeń, a mimo to od niej odchodzą? Widzą, że zbór jest na właściwym kursie duchowym i jest w nim wiele pracy do wykonania, a go opuszczają, bo zachciało się im czegoś nowego? Przemknęła mi myśl, czy takim ludziom po jakimś czasie nie znudziło by się nawet niebo, gdyby do niego trafili?
Pomimo tego, że żadna społeczność chrześcijańska nie jest na tyle doskonała, żeby nie było już w niej nad czym pracować, to jednak niektórzy chrześcijanie co kilka lat potrzebują spróbować czegoś nowego. Nie przyszłoby im to do głowy, gdyby mieli serce sługi i rozumieli, że życie chrześcijanina to służba, a nie rozrywka. Lecz oni mają w głowie wciąż nowe wyzwania i atrakcje. Nie chcą tkwić w tym samym miejscu i się trudzić. Pragną kolejnych przygód i kontaktu z nowymi ludźmi. Jeśli naprawdę Duch Święty każe im tak zrobić, to posłuszni Mu nie mają innego wyjścia. Jeśli jednak to nie za sprawą Ducha opuszczają zbór i porzucają stanowisko w pracy Pańskiej, to jak się wytłumaczą przed sądem Chrystusowym?
Swego czasu Jezus powiedział do swoich uczniów: Wy zaś jesteście tymi, którzy zostali przy Mnie, gdy przechodziłem przez próby [Łk 22,28]. Inni z rozmaitych powodów odeszli, a oni pozostali. Tacy bracia i siostry, tacy towarzysze wiary i służby - to w dzisiejszych czasach prawdziwy skarb! Dlatego bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58].
18 lutego, 2017
Przywrócić posłudze zachwyt Bogiem
Dzisiejsza lektura Biblii odnawia we mnie pragnienie przywrócenia w zborze zachwytu Bogiem. Gdy bowiem w społeczności ludu Bożego objawia się chwała Boża, wówczas zbór dostaje się pod silny wpływ obecności Pana i na różne sposoby zaczyna wyrażać swój zachwyt. Tak właśnie stało się po wyświęceniu Aarona i jego synów do służby kapłańskiej. Po dokonaniu tego wszystkiego Mojżesz z Aaronem weszli do namiotu spotkania. Kiedy stamtąd wyszli i błogosławili lud, całemu ludowi ukazała się chwała PANA. Wyszedł bowiem ogień sprzed PANA i strawił na ołtarzu ofiarę całopalną z jej tłuszczem. Gdy ludzie to zobaczyli, zakrzyknęli radośnie i upadli na twarz [3Mo 9,23-24].
Najwidoczniej Lud Boży przeżył wielkie uniesienie duchowe. Dosłownie zakrzyknęli z zachwytu - czytamy. Nie potrzebowali żadnych dodatkowych bodźców. Wystarczyła im obecność Boża. Właśnie o czymś takim marzę i do tego dążę. Pragnę, by w trakcie naszej posługi w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE ukazywała się chwała PANA, by Duch Święty objawiał Jezusa, byśmy w zgromadzeniu wręcz odczuwali realną obecność Bożą. Wówczas nie będzie już potrzeby zachęcania ludzi do modlitwy, do wspólnego śpiewania lub uważnego słuchania Słowa Bożego. Skończą się nasze wysiłki tworzenia atmosfery duchowej za pomocą muzyki, światła lub innych jeszcze środków oddziaływania. Nikt, znajdując się pod silnym wrażeniem obecności żywego Boga pośród nas, nie będzie mógł pozostać obojętny. Nikt nie będzie przysypiać ani myśleć o niebieskich migdałach. Nikt też nie powie, że mieliśmy (czytaj: zrobiliśmy) "mega uwielbianie". Serca tak drżeć będą od obecności Pana, że padniemy na twarz.
Jak przywrócić naszej posłudze zachwyt Bogiem? Co wcześniej powinniśmy zrobić, abyśmy w niedzielę zakrzyknęli z zachwytu? Pomyślmy o tym, proszę.
Najwidoczniej Lud Boży przeżył wielkie uniesienie duchowe. Dosłownie zakrzyknęli z zachwytu - czytamy. Nie potrzebowali żadnych dodatkowych bodźców. Wystarczyła im obecność Boża. Właśnie o czymś takim marzę i do tego dążę. Pragnę, by w trakcie naszej posługi w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE ukazywała się chwała PANA, by Duch Święty objawiał Jezusa, byśmy w zgromadzeniu wręcz odczuwali realną obecność Bożą. Wówczas nie będzie już potrzeby zachęcania ludzi do modlitwy, do wspólnego śpiewania lub uważnego słuchania Słowa Bożego. Skończą się nasze wysiłki tworzenia atmosfery duchowej za pomocą muzyki, światła lub innych jeszcze środków oddziaływania. Nikt, znajdując się pod silnym wrażeniem obecności żywego Boga pośród nas, nie będzie mógł pozostać obojętny. Nikt nie będzie przysypiać ani myśleć o niebieskich migdałach. Nikt też nie powie, że mieliśmy (czytaj: zrobiliśmy) "mega uwielbianie". Serca tak drżeć będą od obecności Pana, że padniemy na twarz.
Jak przywrócić naszej posłudze zachwyt Bogiem? Co wcześniej powinniśmy zrobić, abyśmy w niedzielę zakrzyknęli z zachwytu? Pomyślmy o tym, proszę.
13 lutego, 2017
Tajemnicza moc uśmiechu
Któż z nas nie zna zbawiennego wpływu uśmiechu. W trudniejszych chwilach uśmiech mamy, nauczyciela, lekarza lub instruktora czynił z nami prawdziwe cuda. Znowu nabieraliśmy otuchy, robiło się nam raźniej i odzyskiwaliśmy wiarę, że zdołamy pokonać trudności.
Dziś rano przeczytałem w Biblii o uśmiechu Boga i jego cudownym wpływie na Izraela. Bo przecież nie zdobyli ziemi swoim mieczem, ani nie pomogło im ich własne ramię. Dokonała tego Twoja prawica, Twoje ramię i światło Twojego oblicza - bo im okazałeś przychylność [Ps 44,4]. "Światło Twojego oblicza" - to idiom oznaczający uśmiech. Jahwe wyciągnął ku Izraelitom rękę pomocy i uśmiechnął się przy tym, a to do tego stopnia ich wzmocniło, że zdobyli Ziemię Obiecaną.
Są wokół nas ludzie bardzo potrzebujący naszego uśmiechu. Zaniepokojeni, niepewni naszych reakcji, nisko oceniający samych siebie, wątpiący we własne siły - wyglądają w wyrazie naszej twarzy choćby cienia akceptacji. Pochmurne oblicze pogłębia ich stres i paraliżuje działanie. Gdy obdarzymy ich uśmiechem, od razu nabierają otuchy. Uśmiechajmy się więc do ludzi. Obdarzajmy ich uśmiechem. 'Światło naszego oblicza' z pewnością rozjaśni im horyzont.
Uśmiech ma dla człowieka wielkie znaczenie. Dlatego Bóg dał kapłanom Izraela następujące polecenie: Tak będziecie błogosławić synów Izraela, macie mówić do nich: Niech ci błogosławi JHWH i niech cię strzeże. Niech JHWH rozjaśnia nad tobą swe oblicze (niech się uśmiechnie nad tobą) i niech ci będzie przychylny; niech JHWH zwróci ku tobie swe oblicze i niech ci zapewni pokój [4Mo 6,24-26]. Wystarczy pomyśleć, że Bóg się do nas uśmiecha, a od razu czujemy się silniejsi, by stawić czoła przeciwnościom :)
Dziś rano przeczytałem w Biblii o uśmiechu Boga i jego cudownym wpływie na Izraela. Bo przecież nie zdobyli ziemi swoim mieczem, ani nie pomogło im ich własne ramię. Dokonała tego Twoja prawica, Twoje ramię i światło Twojego oblicza - bo im okazałeś przychylność [Ps 44,4]. "Światło Twojego oblicza" - to idiom oznaczający uśmiech. Jahwe wyciągnął ku Izraelitom rękę pomocy i uśmiechnął się przy tym, a to do tego stopnia ich wzmocniło, że zdobyli Ziemię Obiecaną.
Są wokół nas ludzie bardzo potrzebujący naszego uśmiechu. Zaniepokojeni, niepewni naszych reakcji, nisko oceniający samych siebie, wątpiący we własne siły - wyglądają w wyrazie naszej twarzy choćby cienia akceptacji. Pochmurne oblicze pogłębia ich stres i paraliżuje działanie. Gdy obdarzymy ich uśmiechem, od razu nabierają otuchy. Uśmiechajmy się więc do ludzi. Obdarzajmy ich uśmiechem. 'Światło naszego oblicza' z pewnością rozjaśni im horyzont.
Uśmiech ma dla człowieka wielkie znaczenie. Dlatego Bóg dał kapłanom Izraela następujące polecenie: Tak będziecie błogosławić synów Izraela, macie mówić do nich: Niech ci błogosławi JHWH i niech cię strzeże. Niech JHWH rozjaśnia nad tobą swe oblicze (niech się uśmiechnie nad tobą) i niech ci będzie przychylny; niech JHWH zwróci ku tobie swe oblicze i niech ci zapewni pokój [4Mo 6,24-26]. Wystarczy pomyśleć, że Bóg się do nas uśmiecha, a od razu czujemy się silniejsi, by stawić czoła przeciwnościom :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




