30 marca, 2017

Uwaga! Podstęp.

Wczoraj wieczorem rozmawiałem w grupie chrześcijan o podstępie. Według słownika języka polskiego jest to posunięcie mające na celu zmylenie, oszukanie kogoś. Możemy się z nim zetknąć niemal na każdym kroku. Któż nie otrzymał telefonicznej oferty tańszego prądu, czy bezpłatnej prezentacji w dobrym hotelu z gwarantowanym prezentem? Wciąż słyszymy o naciąganiu starszych osób metodą na tzw. „wnuczka” lub na obietnicę dozgonnej opieki. Podstęp się udaje, bo jesteśmy łatwowierni, prostolinijni, naiwni i nieostrożni. Potrzebna nam większa świadomość, że na świecie, obok dobrych, są też źli ludzie. Zastawiają sidła ci, co godzą na życie moje; a ci, którzy życzą mi nieszczęścia, grożą zagładą i nieustannie knują podstępy [Ps 38,13], zauważył biblijny Dawid.

Z podstępem – chcemy, czy nie  - będziemy mieli do czynienia. Ważne, żeby w porę odkrywać zastawioną na nas zasadzkę. W jakich sytuacjach jest ona bardzo prawdopodobna? Na przykład, gdy ktoś bardzo podkreśla, że chce dobra naszego lub naszych najbliższych. Albo, gdy mówi, że jest to wyjątkowa okazja i nie daje nam przy tym czasu do namysłu. Gdy chce płatności gotówką. Gdy trzeba coś podpisać bez kontaktu z naszymi bliskimi, to znaczy, gdy czujemy się w takiej chwili jakoś oddzielani od rodziny i przyjaciół. W takich i podobnych sytuacjach możemy być prawie pewni, że mamy do czynienia z podstępem.

Jest w Biblii opis zasadzki na młodego mężczyznę, zastawionej przez mężatkę. Gdy wyglądałem oknem mojego domu i patrzyłem przez kratę, zobaczyłem wśród prostaczków i zauważyłem wśród chłopców nierozumnego młodzieńca, który szedł ulicą blisko jej narożnika i zboczył na drogę ku jej domowi o zmierzchu, pod wieczór, z nastaniem nocy i mroku. I oto spotyka go kobieta w stroju nierządnicy, podstępna. […] Uwiodła go wielu zwodniczymi słowami; swoją gładką mową usidliła go. Omamiony poszedł tuż za nią jak wół, który idzie na rzeź, jak jeleń, którego spętano powrozem, aż strzała przeszyje mu wątrobę; jak ptak, który leci prosto w sidło, nie przeczuwając, że chodzi o jego życie [Prz 7,6-10 i 21-23]. Młodzieniec - niestety - nie potrafił stawić czoła pokusom podstępnej kobiety.

Jak sobie radzić z podstępem? Byłoby najlepiej, gdybyśmy potrafili w porę rozpoznać zasadzkę i ją ominąć. Jezus potrafił. I zadali mu takie pytanie: Nauczycielu, wiemy, że dobrze mówisz i nauczasz, i nie masz względu na osobę, lecz zgodnie z prawdą drogi Bożej nauczasz. Czy godzi się nam płacić podatek cesarzowi, czy nie? Lecz On, przejrzawszy ich podstęp, rzekł do nich: Pokażcie mi denar. Czyją nosi podobiznę i napis? A oni rzekli: Cesarza. On zaś rzekł do nich: Oddawajcie więc cesarzowi, co jest cesarskie, a Bogu, co jest Boże. I nie zdołali go złapać na słowie przed ludem, a nie mogąc wyjść z podziwu nad jego odpowiedzią, zamilkli [Łk 20-21-26].

Gdy zaczynamy odczuwać, że ktoś nas wciąga, gdy napiera na nas, abyśmy się zgodzili – to bardzo ważne, abyśmy w takiej sytuacji nie zrobili już ani kroku do przodu. Naprawdę, lepiej się wycofać. Zrezygnować. Powiedzieć, że potrzebujemy więcej czasu na podjęcie decyzji. Roztropny, widząc zło, kryje się: prostaczkowie idą dalej i ponoszą szkodę [Prz 27,12]. Zasadniczo rzecz biorąc,  najlepiej trzymać się z daleka od rozmaitych niespodziewanych ofert i na nic nie wyrażać zgody przez telefon. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Nie bądźmy naiwni.  Ktoś nieznajomy zapragnął nagle naszego dobra i dlatego do nas dzwoni? W takich sytuacjach zawsze chodzi o jego korzyść, a nie o naszą. 

Podobnie jak w codziennym życiu społecznym, tak i w sferze życia duchowego, mamy do czynienia ze zjawiskiem podstępu. Włóżcie na siebie pełną zbroję Boża, byście umieli sobie radzić z podstępami diabła [Ef 6,11]. Użyte w tym miejscu gr. methodeia oznacza przebiegłość, chytrość, oszukaństwo. Jest w Biblii też inne słowo – gr. panurgia, które tłumaczy się jako przebiegłość, podstępność, nikczemność, chytrość, złośliwość. Pojawia się ono np. w takim zdaniu: obawiam się jednak, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi [2Ko 11,3]. Nauka apostolska pełna jest troski o naszą zdolność do radzenia sobie z zasadzkami diabelskimi, aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane [2Ko 2,11].

Szatan, posługując się demonami i działając poprzez ludzi duchowo nie odrodzonych, na różne podstępne sposoby chce nas albo namówić do grzechu, albo zainfekować fałszywą ewangelią, albo rozbudzić w nas  złe ambicje i pychę, albo zdołować i doprowadzić do załamania psychicznego. Stosuje przy tym techniki podstępu, znane już z ogrodu Eden.  Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech [1Tm 2,13-14]. Warto przeanalizować, na czym polegała zasadzka, w którą wpadła Ewa. Najpierw było mydlenie oczu, że chodzi o jej dobro. A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła [1Mo 3,6].  Podstęp pojawił się w  trzech sferach: pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pychy życia. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata [1Jn 2,16]. Boży przeciwnik wie, jakie są nasze słabe strony. Inne zasadzki zastawia na mężczyzn, a inne na kobiety. Inaczej próbuje podejść młodzieńca, a inaczej sędziwą wdowę. Co innego podstawia człowiekowi zamożnemu, a co innego zapracowanej matce kilkorga dzieci.

Dlatego potrzebna jest nam zdolność rozpoznawania, kiedy i w czym kryje się podstęp? Przede wszystkim należy być ostrożnym w ocenie samego siebie. Diabeł wie, że pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną [Prz 18,16]. Dlatego zastawia na nas wiele pułapek w tej dziedzinie. Pilnujmy się, abyśmy nie zaczęli o sobie myśleć więcej, niż należy. Nie bądźcie wyniośli, lecz się do niskich skłaniajcie; nie uważajcie sami siebie za mądrych [Rz 12,16].

Zachowujmy też ostrożność w przyjmowaniu nowej nauki i jej głoszeniu. Nie dajcie się zwodzić przeróżnym i obcym naukom [Hbr 13,9], powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych [Mk 13,22]. Diabeł jest w tym bardzo podstępny. Gdy dostrzega gdzieś gorliwego, nastawionego na rozwój i służbę chrześcijanina, z pewnością użyje wobec niego wielu forteli, aby wyprowadzić go w pole.

Trzeba nam ostrożnie przyjmować nowych członków do zboru. Diabeł, chcąc zniszczyć dobrą atmosferę w społeczności świętych, stara się wprowadzić do ich grona ludzi cielesnych, zmysłowych, nie mających Ducha. Tacy ludzie we wspólnocie są jak koń trojański. Oto biblijny przykład: Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa. […]  Jak się wkradli?  Oni to są zakałą na waszych ucztach miłości, w których bez obawy biorą udział i tuczą siebie samych, chmurami bez wody unoszonymi przez wiatry, drzewami jesiennymi, które nie rodzą owoców, dwakroć obumarłymi, wykorzenionymi, wściekłymi bałwanami morskimi, wyrzucającymi hańbę swoją, błąkającymi się gwiazdami, dla których zachowane są na wieki najgęstsze ciemności [Judy 1,4. 12-13]. Przynależność do zboru ludzi nieodrodzonych jest naprawdę poważnym problemem.

Myślę, że należy w tym miejscu wspomnieć o nowym zjawisku masowych nawróceń muzułmanów w Europie. Wielu chrześcijan ekscytuje się tym i nazywa to wspaniałym przebudzeniem. Zachowałbym tu jednak daleko idącą ostrożność. Jest w Koranie nauka dopuszczająca, a nawet nakazująca muzułmanom, stosowanie podstępu. Niech wierzący nie biorą sobie za przyjaciół niewiernych, z pominięciem wiernych! A kto tak uczyni, ten nie ma nic wspólnego z Bogiem, chyba, że obawiacie się z ich strony jakiegoś niebezpieczeństwa (Koran III, 28). Owa taktyka nosi nazwę takijja (z arab. =  lęk, ostrożność, choć często tłumaczone też  jako obłuda lub ukrywanie) i polega na ukrywaniu prawdziwych wierzeń w wypadku prześladowań religijnych lub osobistego niebezpieczeństwa. W komentarzu do Koranu  al Tabariego o wersecie 3:28  jest napisane: “Jeżeli wy [muzułmanie] jesteście pod ich [niewiernych] rządami, boicie się o siebie, zachowujcie się lojalnie do nich w mowie, jednak w tym samym czasie żywcie [do nich] wewnętrzną wrogość”. Bliski towarzysz Mohameda, Abu Dard, powiedział: „Uśmiechajmy się do niektórych ludzi [nie-muzułmanów], podczas gdy nasze serca ich przeklinają”.

Kto powiedział, że masowo chrzczeni w europejskich kościołach muzułmanie naprawdę rodzą się na nowo z Ducha Świętego i stają się prawdziwymi chrześcijanami? A co, jeżeli robią tak w duchu takiji, aby zamydlić oczy przywódcom pustawych kościołów i w ten sposób przeniknąć do samego serca europejskich społeczeństw?

Powróćmy jednak do meritum sprawy. Problem z podstępem ze strony muzułmanów póki co  nas w Polsce nie dotyczy, ale podstęp polegający na przyjmowaniu w szeregi zboru nieodrodzonych ludzi  – to już zjawisko i u nas dość powszechne. Sam wielokrotnie nie wykazałem się pod tym względem dostateczną czujnością. Ludzie bez prawdziwej pokuty, bez odwrócenia się od swoich grzechów i bez przeżycia nowego narodzenia nie powinni stawać się członkami zboru. Każdy zbór powinien zadbać o taki poziom świętości i bojaźni Bożej, żeby z postronnych jednak nikt nie ośmielał się do nich przyłączać [Dz 5,13]. Bardzo to zabezpiecza zbór przed podstępnymi działaniami diabelskimi.

Najpewniejszym wszakże zabezpieczeniem przed zasadzkami wroga  jest nasza osobista społeczność z Pasterzem. Pan jest pasterzem moim [Ps 23,1]. Owce mają to do siebie, że są naiwne i łatwo wpadają w zasadzkę. W kim ich nadzieja? W Pasterzu!  I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, […] abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa [Ef 4,11- 15].

Ażeby w porę zauważyć podstęp, aby uniknąć zastawionej na nas zasadzki, konieczne jest pozostawanie w bliskiej społeczności z Panem Jezusem. Dobrze jest utrzymywać też stały kontakt z braćmi i siostrami w Chrystusie. Pełni Ducha Świętego mamy duchowe rozeznanie, co pochodzi od Boga, a co jest ze świata. Dzieląc się z innymi wierzącymi naszymi myślami i wyprowadzając na światło swoje zamiary, ułatwiamy im duszpasterską opiekę nad nami i w ten sposób zabezpieczamy samych siebie, aby nas szatan nie podszedł, jego zamysły bowiem są nam dobrze znane. Czy aby na pewno?

27 marca, 2017

Po co nam słabi w wierze?

Poranna lektura Biblii znowu wcisnęła mnie w fotel. Osobę o wciąż słabej wierze przygarnijcie do siebie, lecz nie po to, by spierać się o poglądy [Rz 14,1]. Nie jest to dla mnie - patrząc od strony  mojej natury - rzecz łatwa. Swego czasu pewien specjalista od przywództwa i osobowości powiedział mi, że mam niski poziom akceptacji dla osób słabych. Dawno już zadałem sobie pytanie, czy nie kryje się za tym jakaś moja własna niemoc? Dość często tak bowiem bywa, że w innych bardzo razi nas to, z czym sami się borykamy. Tak. Irytowała mnie słabość innych,  bo  sam  wielokrotnie  okazywałem się słaby. Mam nadzieję, że po latach zmagań z własnymi słabościami nabieram coraz więcej empatii...

Jeżeli na rzecz tego rozmyślania uprościmy nieco sprawę i przyjmiemy, że wiara to całkowite posłuszeństwo Słowu Bożemu, wówczas osobą o słabej wierze będzie ktoś, kto  - być może nieświadomie - ale z tym posłuszeństwem jest na bakier. Zaś nieposłuszeństwo Bogu wynika ze złych poglądów. Gdy człowiek nie zna Boga i brak mu poznania Jego woli, wówczas nie może być Bogu posłuszny. I kogoś takiego mamy przygarnąć do zboru? Tak.  I nie po to, aby wyprostować te poglądy?  O, nie! Poglądy mają być poprawione, bo ostatecznie posłuszeństwo nasze ma być całkowite [2Ko 10,6]. Recz w tym, aby przyjmując słabego w wierze, o poglądy się z nim nie spierać.

Popełniłem na tym polu wiele błędów, lecz coraz jaśniej widzę, że poglądami poszczególnych osób w zborze zajmuje się sam Duch Święty. Duch bada wszystko, nawet głębokości Boże [1Ko 2,10] i On wprowadza człowieka we wszelką prawdę [J 16,13]. Ileż razy miałem już okazję to zaobserwować?! Gdy sam się za to zabieram, moje próby prostowania poglądów wywołują napięcie i spór. Gdy zostawiam to Bogu, z upływem czasu, w atmosferze miłości i akceptacji danego człowieka, Duch Święty objawia mu, jaka jest prawda. Powoli, albo bardzo szybko,  poglądy słabego w wierze stają się biblijne.

W społeczności, której jestem cząstką, nie mamy zwyczaju tworzenia żelaznych ram i ogłaszania jedynie słusznych poglądów. Głosimy jedynie Słowo Boże tak, jak jest ono napisane. Zazwyczaj nikogo nie odpytujemy, jakie ma poglądy, chyba, że swoich przekonań nie zatrzymuje dla siebie [Rz 14,22] i mocno je zaczyna w zborze rozsiewać. Zasadniczo jednak, każdy, obojętnie z jakim poziomem poznania,  jest w zborze mile widziany. Wielką naszą radością i zbudowaniem są chwile odkrycia, że po jakimś czasie wpływu żywego Słowa Bożego w różnych sprawach zaczynamy myśleć podobnie. Właśnie po to wciąż nowi słabi w wierze są nam potrzebni. Ażeby za sprawą Ducha Świętego w środowisku zboru Bożego ludzie zaczynali myśleć jak Chrystus.

Słabego w wierze przyjmujmy nie wdając się w ocenę jego poglądów. Duch Święty się tym zajmie i jeśli uzna, że coś z nimi trzeba zrobić, to w odpowiednim czasie tego dokona. My, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych [Rz 15,1].

26 marca, 2017

Odnowa wpisana w geny

W tych dniach pracuję trochę w przydomowym ogrodzie. Wyciąłem parę przeszkadzających i niebezpiecznych już drzew. Nawiasem mówiąc, błogosławiony niech będzie ten, kto wreszcie ustanowił prawo pozwalające mi  na  mojej własnej ziemi zrobić to, co chcę i co moim zdaniem jest najkorzystniejsze pod tym względem. Ponieważ inne drzewa wymagały  trochę  zabiegów  pielęgnacyjnych, wykonując je, wczoraj na końcówkach gałązek bzu i modrzewia  zauważyłem  zazieleniające się pączki. Ruszyły soki. Wiosna. Wkrótce będzie zielono.

Moje wczorajsze odkrycie dobrze ilustruje prawdę o duchowej odnowie naszego życia, które również charakteryzuje się swego rodzaju cyklicznością.  Narażeni na przeciwności losu, codziennie dźwigając swój krzyż i tocząc duchowy  bój,  z upływem czasu robimy się słabsi, zwalniamy w biegu, a na naszych twarzach gaśnie uśmiech. To jest normalne i naturalne dla wszystkich ludzi. Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają [Iż 40,30]. Wszyscy podlegamy zjawisku zmęczenia i starzenia. Jednakże ludzie wierzący w żywego Boga są wciąż na nowo odświeżani. Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają [Iz 40,31]. Trzeba nam tylko zwrócić się do Boga i poprosić o nowe napełnienie Duchem Świętym.

Czujemy się zmęczeni i obciążeni? Od jakiegoś czasu jesteśmy w duchowym zastoju? Zaczynająca się wiosna podpowiada, że i w duchowym życiu możliwa jest odnowa. Czyż nie ożywisz nas znowu, aby lud twój rozradował się w tobie? [Ps 85,7]. Na pewno tak! Soki z Winorośli znowu popłyną i jej pędom umożliwią dalszy wzrost [J 15,5]. Jedyne, co tu konieczne - to należeć do Jezusa. Po miesiącach stagnacji nasze życie ponownie się zazieleni dla chwały Bożej. Tak myślę nie tylko o sobie samym, ale również o całej społeczności ludzi wierzących, której jestem cząstką.  Odnowę  mamy w genach.  Alleluja!

25 marca, 2017

Jedność żelaza i gliny?

Podpisana dziś w Rzymie przez wszystkie kraje Unii Europejskiej Deklaracja Rzymska jest w 60. rocznicę zapoczątkowania Wspólnoty aktem bardzo pożądanym. Doceniamy jedność 27 państw europejskich i jako ich obywatele z dobrodziejstw tej jedności korzystamy. Oczywiste, że nie wszystko na co dzień wygląda tak pozytywnie i wspaniale, jak podczas dzisiejszych uroczystości. Unia Europejska boryka się z rozmaitymi problemami. Narastająca sprzeczność interesów poszczególnych narodów członkowskich, decyzja Brytyjczyków o wystąpieniu z Unii, brak zgody w kwestii imigrantów - to tylko najbardziej znane ostatnio pęknięcia europejskiego monumentu.

Ponieważ Rzym jest dziś na pierwszych stronach europejskich serwisów informacyjnych,  przypomina mi się znana z Księgi Daniela wizja posągu, obrazującego cztery kolejno po sobie następujące  imperia światowe. Zobaczmy, co jest tam napisane o Rzymie? Czwarte królestwo będzie mocne jak żelazo, bo żelazo wszystko kruszy i łamie; i jak żelazo, które kruszy, tak i ono wszystko skruszy i zdruzgocze. A że widziałeś nogi i palce po części z gliny, a po części z żelaza, znaczy, że królestwo będzie rozdzielone, lecz będzie miało coś z trwałości żelaza, jak widziałeś żelazo zmieszane z ziemią gliniastą. A to, że palce u nóg były po części z żelaza, a po części z gliny, znaczy, że królestwo będzie po części mocne, a po części kruche. A że widziałeś żelazo zmieszane z gliniastą ziemią, znaczy: zmieszają się z sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może się zmieszać z gliną. Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone [Dn 2,40-44].

Deklaracje jedności najczęściej mają to do siebie, że są ważne do czasu. Dopóki poszczególnym sygnatariuszom zjednoczenie przynosi wymierne korzyści, dopóty trzymają się razem. Każdemu  przez jakiś czas udaje się na zjednoczeniu kręcić niezłe lody. Gdy jednak trzeba dźwigać wspólne ciężary i nadstawiać głowę za błędy innych, wówczas monolit wspólnoty zaczyna się kruszyć. Obawiam się, że - chociaż chciałoby się życzyć Unii Europejskiej następnych sześćdziesięciu lat - podpisana dziś Deklaracja Rzymska raz po raz będzie poddawana poważnym próbom. Gdybym nie czytał Biblii, to prawdopodobnie wierzyłbym w możliwość zbudowania między narodami pełnej i trwałej jedności. Jednakże powyżej zacytowany fragment Pisma Świętego wskazuje, że nic takiego się nie uda. Mało tego. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną [1Ts 5,3]. Trwały pokój i wspaniałe zjednoczenie wszystkich ludzi nastąpi dopiero w Królestwie Bożym.

Z podobnym zjawiskiem kruchej jedności mamy do czynienia również w Kościele. Na przykład, budujemy się deklaracjami wspaniałej jedności między chrześcijanami w danych społecznościach.  Wygląda na to, że ich członkowie aż do końca będą wspólnie pracować na rzecz Królestwa Bożego. Czemu więc słyszymy, że w kolejnych miastach powstają nowe wspólnoty, podczas gdy te już  istniejące nie osiągnęły jeszcze wspólnie zamierzonych celów? Owszem, można to tłumaczyć chęcią doświadczenia czegoś nowego, ale już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to takie oczywiste.  Przedostający się do kręgów chrześcijańskich duch tego świata właśnie tak się objawia. Ludzie mówią, że są jedno w Chrystusie, że kochają braci i siostry, a w tym samym czasie, nie wiedzieć dlaczego, oddzielają się od nich i zaczynają zgromadzać się gdzieś na boku. Nieco światła na przyczyny tego zjawiska rzuca tu przekład Biblii Ewangelicznej. Zmieszają się one w ludzkim potomstwie, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie miesza się z gliną. Potomstwo Boże charakteryzuje się tym, że utrzymuje trwałą jedność. Potomstwo ludzkie - choćby nie wiem jak jedność deklarowało - utrzymać jej nie potrafi.

A proszę was, bracia, w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania [1Ko 1,10]. Z żelaza i gliny nie da się utworzyć monolitu. Kto chce się trudzić sklejaniem tego, co z natury rzeczy trwale połączyć nie można, niech się trudzi. Jego sprawa. Tylko ludzie prawdziwie zrodzeni z Ducha Świętego są jedno na zawsze.

22 marca, 2017

Płaczę, bez oglądania

Od kilku dni w polskich kinach oglądać można piękny i wzruszający,  aczkolwiek - z biblijnego punktu widzenia - kontrowersyjny  film  "Chata". Po przeczytaniu w 2009 roku książki, której film jest ekranizacją,  byłem niemal zupełnie przekonany, że w środowisku ludzi ewangelicznie wierzących nie może ona zyskać uznania. Napisałem o tym parę słów i temat uważałem za zamknięty. Okazuje się jednak, że w ocenie  poziomu rozeznania w sprawach duchowych i znajomości Słowa Bożego w naszych zborach  jestem  nazbyt  naiwny.  Słysząc dziś i czytając, jak wielu moich - skądinąd wspaniałych i kochanych - współwyznawców Chrystusa zachwyca się i wzrusza oglądając "Chatę", robi mi się, po prostu,  bardzo  smutno.

Chce mi się płakać, że Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może [1Tm 6,16] jest w taki sposób obrazowany. Zwłaszcza, że Boga, który jest Duchem [Jn 4,24] nie można i nie wolno obrazować! Proszę nie mylić tego z cudem Wcielenia Syna Bożego. Artystyczna wartość filmu nie  usprawiedliwia  nieposłuszeństwa Bogu. Rozumiem, że ludzie lubią sobie pofantazjować. Proszę bardzo. Mają do tego niezliczoną ilość tematów i postaci. Ale gdy zaczynają wmyślać różne nieprawdziwe  rzeczy o Bogu [2Krl 17,9] i takie Jego obrazy sprzedawać - to lud Boży kupować tego nie powinien.

Właśnie i dlatego płaczę. Głęboko zasmucam się na myśl o braciach i siostrach, od lat mających przecież dostęp do Biblii, że to nie Pismo Święte, a niebiblijna fantazja jest dla nich źródłem nowych odkryć i wzruszeń związanych z Bogiem. Jak niegdyś bolał Samuel nad Saulem [1Sm 15,35] tak boleję nad chrześcijanami zachwycającymi się twórczością wykrzywiającą proste drogi Pańskie, która jest jak zmącone źródło albo skażony zdrój. Tym bardziej jest mi przykro, bo postrzegam to nawet jako swoisty rodzaj duchowej zdrady.

Płaczę też, bo w tle tak pozytywnego odbioru "Chaty" coraz wyraźniej rysuje się poważne zjawisko deprecjacji Pisma Świętego. Również w naszych środowiskach. Potoki łez płyną z oczu moich, dlatego, że nie strzegą zakonu twego [Ps 119,136]. Wielu ludzi w ewangelicznych zborach coraz mniej obchodzi to, co mówi Biblia. Ważne, żeby im się podobało. Ich głoszenie ewangelii często opiera się więc na zręcznie zmyślonych baśniach [2Pt 1,16]. Liczą się dla nich relacje, a nie doktryna. Reklamują się miłym towarzystwem, jedzeniem i dobrą muzyką. Przede wszystkim chodzi im o skuteczne osiąganie zamierzonych celów. Nieważne w jaki sposób. Bóg ze Swoim Słowem, owszem, brany jest pod uwagę, ale tylko wtedy, gdy pasuje do ich pomysłów i marzeń. I jak tu się nie smucić?

Wzruszam się dziś wszakże i bardzo pozytywnie. Łzy radości napływają mi do oczu na myśl o braciach i siostrach, którzy zachwycają się Bogiem objawionym w Biblii. Jestem szczęśliwy, że Pan ma wciąż na świecie  tysiące wiernych wyznawców obdarzonych duchowym rozeznaniem. Cieszę się słysząc, że przyjęli  oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają [Dz 17,11]. Jeszcze niejedna "Chata" się pojawi. Nie wywróci nam ukształtowanego przez Pismo Święte obrazu Boga. Niejednemu wręcz pomoże na nowo ustalić, co jest dla niego podstawą  przekonań  oraz źródłem poznania Jedynego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa.

Nie chcę i nie potrzebuję oglądać "Chaty" żeby się wzruszyć, chociaż - jak widać - moje wzruszenia są innego rodzaju...

21 marca, 2017

Czy robisz, co możesz?

Czterdzieści lat temu w piosence  skomponowanej do słów zmarłego w minioną środę Wojciecha Młynarskiego, Anna Jantar śpiewała: Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć […] Stając oko w oko, stając oko w oko ze swym życiem skoro świt. Przymierz się wysoko, przymierz się wysoko, żeby ci nie było wstyd. […] Chęci swe uparte, chęci swe uparte rzuć na jedną kartę, rzuć na jedną kartę. Tylko takie życie warte, warte coś jest! Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć.

Zdarza się nam sporo rzeczy robić bez pełnego zaangażowania. Nie przykładać się całym sercem do nauki lub pracy. Ociągać się w niesieniu pomocy potrzebującym. Zaniedbywać relacje rodzinne itd. Jako chrześcijanie stańmy dziś przed pytaniem o to, jacy jesteśmy w stosunku do Jezusa? Gdy przebywał w Betanii, w domu Szymona zwanego Trędowatym, i spoczywał przy stole, przyszła pewna kobieta z alabastrowym flakonikiem bardzo kosztownego, czystego olejku nardowego. Odłamała główkę flakonika i całą zawartość wylała na głowę Jezusa.  Wtedy niektórzy zaczęli się oburzać między sobą: Po co to marnotrawstwo olejku? Przecież można go było sprzedać za ponad trzysta denarów i pieniądze rozdać ubogim. Nie szczędzili jej za to cierpkich słów. Jednakże Jezus powiedział: Dajcie jej spokój! Dlaczego sprawiacie jej przykrość? Przecież spełniła względem Mnie dobry uczynek. Ubodzy zawsze będą pośród was i gdy tylko zechcecie, możecie świadczyć im dobro. Ja jednak nie zawsze będę z wami. Ta kobieta zrobiła to, co mogła, z wyprzedzeniem namaściła moje ciało na pogrzeb. Zapewniam was, gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę [Mk 14,3-9].

Po pierwsze, jest to historia zderzenia się dwóch bardzo różnych postaw w stosunku do Jezusa. Ewangelista Jan dopisuje do tych postaw nawet konkretne imiona [zobacz J 12,1-8].  Jak scharakteryzowalibyśmy postawę Marii? Jest to taki stan serca i umysłu, gdy w wyniku   poznania Jezusa – wszystko inne odchodzi na dalszy plan. Jedno jest w głowie: Żeby najpełniej – jak to możliwe - okazać Jezusowi miłość! To co najdroższe, najlepsze, najcenniejsze – Jezusowi!

Jeśli ktoś chciałby oddać za miłość wszystko, co posiada, czy będą go mieli w pogardzie? [PnP 8,7]. Oj, niestety, może się tak zdarzyć. W naszej historii taką właśnie postawą wykazał się Judasz. Na czym ona polega? Pomimo poznania Jezusa – nadal ja sam i moje sprawy są na pierwszym miejscu. W głowie mam ciągle jakiś rodzaj interesu. A co ja z tego będę miał? – pytam, myśląc o sobie. A Jezusowi? Jezusowi daję to, co się nie udało, to co zbywa, co mi już niepotrzebne. Nie daję Mu tego, co mogę, a tylko takie tam różne życiowe ochłapy. Uwaga! Do zderzenia się takich skrajnie różnych postaw w stosunku do Jezusa dochodzi i dzisiaj. W obrębie jednego zboru, jednej rodziny, a nawet jednego serca ścierają się tak skrajne myśli i emocje.

Po drugie, historia namaszczenia Jezusa w Betanii jest pytaniem o mój stosunek do Niego. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na Jezusa. Angażuję się w kościele, pomagam ludziom, staram się osobiście żyć pobożnie itp. Ale co robię dla samego Jezusa? Czy robię coś, w czym nie mam na uwadze własnej korzyści? Coś, w czym nie ma interesu innych ludzi? Czy oddzielam się dla Niego ze względu na Niego? I jeszcze o coś więcej chodzi: Czy to, co robię dla Jezusa jest piękne? Na gest Marii Jezus powiedział: To był piękny czyn [Mt 26,10]. Czy mam na swoim koncie takie czyny i chwile, które są piękne dla Jezusa?

Po trzecie, jest to historia ogromnego dyskomfortu i sprzeciwu. Jak to możliwe, że przyjemna wonność olejku nardowego niektórych ludzi z otoczenia Jezusa bardziej rozzłościła niż ucieszyła?  Otóż, tak jak wyróżniający się uczeń lub pracownik wzbudza złe emocje w gronie przeciętniaków, tak  bezgraniczne oddanie Jezusowi jest „solą w oku” dla niektórych chrześcijan. Denerwuje ich czyjaś gorliwość i gotowość do przekraczania granic w miłości do Jezusa.  Żaden zapatrzony w siebie człowiek czegoś takiego nie przetrzyma! To właśnie w następstwie tego zdarzenia Judasz powziął postanowienie o odejściu z tego „dziwnego” grona fanatyków Jezusowych i poszukaniu korzyści dla siebie w innym środowisku. Wówczas Judasz Iskariot, jeden z Dwunastu, odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać. A oni, gdy to usłyszeli, ucieszyli się i obiecali dać mu pieniądze [Mk 14,10-11].

Po czwarte, jest to historia konfrontująca mnie z bardzo niewygodnym pytaniem: Na ile jestem oddany Jezusowi? Tak bardzo wiele potrafię zrobić dla siebie i dla moich bliskich. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na wiarę w Jezusa. Owszem, różnych rzeczy ze względu na Niego nie robię. Ale najczęściej mam w tym jakiś osobisty  interes. Ta historia każe mi pomyśleć, ile z tego, co robię, jest zadedykowane Jezusowi samemu? Pytanie brzmi: Czy robię dla Jezusa, to co mogę? W istocie, jest to pytanie o miłość. O moją miłość do Jezusa. To nie może być miłość na pół gwizdka!

I wreszcie po piąte, mamy tu do czynienia z historią upamiętniającą ludzi bezgranicznie oddanych Jezusowi. Znamy i uznajemy zwyczaj wyróżniania i honorowania ludzi za to, co wspaniałego zrobili lub robią. Gdyby jakaś kapituła z kręgów Judasza miała oceniać czyn Marii – to raczej nie zdobyłby on pierwszego miejsca. Lecz Jezus jednym zdaniem wyróżnił i upamiętnił go na zawsze! To był piękny czyn! – powiedział i postawę Marii uczynił częścią Swojej ewangelii. Gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę.

Jak reagujesz, gdy widzisz w kimś wielkie oddanie i poświęcenie Panu? To zależy kim jesteś. Jeśli z całego serca miłujesz Jezusa Chrystusa, to z całą pewnością bardzo cię to cieszy. Budujesz się widokiem ludzi zakochanych w Jezusie. A co, jeśli irytuje cię czyjaś gorliwość i zapatrzenie się w Jezusa? To może oznaczać, że twoje serce jeszcze nie należy do Jezusa. Ludziom bezgranicznie oddanym Jezusowi należą się tu słowa otuchy. Nieraz usłyszymy od ludzi sporo przykrych słów. Bądźmy jednak pewni, że Pan nie przegapi najmniejszego gestu naszej miłości do Niego. Ludzie nas poniżą, lecz Jezus na końcu drogi uhonoruje nas i wywyższy!

Przyjaciele! Na pół gwizdka nie ma co żyć! Trzeba nam zacząć żyć dla Jezusa na sto procent! Pan powiedział: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, bierze swój krzyż na siebie codziennie i naśladuje Mnie [Łk 9,23]. Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ceni Mnie bardziej niż swego ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, a także bardziej niż swoją duszę, nie może być moim uczniem [Łk 14,26]. Zachęcam do całkowitego oddania się Jezusowi! Wzywam, byśmy miłowali Go z całego serca. Róbmy dla Niego wszystko, co możemy.  Dobrze tę myśl wyrażają słowa starego hymnu: Wszystko Tobie dziś oddaję, wszystko Twoim musi być. Chce Cię, Jezu, kochać zawsze. W Obecności Twojej żyć. Wszystko daję dziś, wszystko daję dziś. Jezusowi, memu Zbawcy, wszystko daję dziś.