W zamierzchłej, ale wciąż pouczającej przeszłości, dzień 16 marca wpisał się w 597 roku przed Chrystusem jako data zdobycia Jerozolimy przez władcę babilońskiego, Nebukadnesara II. Król judzki Jechoniasz wraz z większością wybitnych Judejczyków został przesiedlony do Babilonu.
Upadek Miasta Dawidowego nastąpił oczywiście na skutek odstępstwa jego mieszkańców od posłuszeństwa wiary. Wbrew oczywistym przykazaniom Judejczycy przyjęli pogańskie zwyczaje, kłaniali się innym bogom, a wiarę w Jahwe sprowadzili do poziomu cyklicznych obrzędów i ceremonii, odprawianych bez szczerego zaangażowania serca. Bóg zapowiedział, że zareaguje na ich nieposłuszeństwo i to zrobił.
Dziś jednak chciałbym skierować uwagę na króla Nebukadnesdara, którym Bóg posłużył się w wykonaniu swoich sądów nad Jerozolimą. Otóż ten wielki władca, twórca Wielkiego Babilonu, jakiś czas potem postradał zmysły. Cierpiał na likantropię. Wydawało mu się, że jest zwierzęciem.
Wypędzą cię spośród ludzi, mieszkać będziesz ze zwierzętami polnymi i jak bydło trawą karmić cię będą; będzie cię zraszać rosa niebieska, siedem wieków przejdzie nad tobą, aż poznasz, że Najwyższy ma władzę nad królestwem ludzkim i że daje je temu, komu chce [Dn 4,22].
Jak wynika z powyższego fragmentu Biblii, Bóg w ten sposób chciał udzielić pogańskiemu władcy niezwykle ważnej lekcji. Dlaczego? Gdy bowiem król Nebukadnesar po upływie dwunastu miesięcy przechadzał się po pałacu królewskim w Babilonie, odezwał się król i rzekł: Czy to nie jest ów wielki Babilon, który zbudowałem na siedzibę króla dzięki potężnej mojej mocy i dla uświetnienia mojej wspaniałości? [Dn 4,26–27].
Nauka nie poszła w las. Można raczej powiedzieć, że właśnie ów czasowy pobyt w lesie przyniósł wspaniałe i oczekiwane przez Boga rezultaty: Teraz ja, Nebukadnesar, chwalę, wywyższam i wysławiam Króla Niebios, gdyż wszystkie jego dzieła są prawdą i jego ścieżki są sprawiedliwością. Tych zaś, którzy pysznie postępują, może poniżyć [Dn 4,34].
Przypomniane dziś dziwne schorzenie Nebukadnesara, wraz z biblijnym objaśnieniem jego przyczyn i pozytywnych skutków, każe mi spokojniej spojrzeć na rozmaite, nawet tragiczne wydarzenia. Czy zdarza się w mieście nieszczęście, którego by Pan nie wywołał? [Am 3,6].
Nic nie następuje przypadkowo. Najwidoczniej Bóg ma z określonym narodem lub pojedynczym człowiekiem jakąś sprawę i w miłości udziela mu niezbędnej lekcji.
Nie wszystko jestem w stanie i nie wszystko potrzebuję zrozumieć. Najważniejsze, żebym nie przegapił żadnej lekcji osobistej.
Aktualne tematy, wydarzenia, zjawiska, święta, rocznice i trendy społeczne z biblijnej perspektywy
16 marca, 2011
15 marca, 2011
Ułatwienie z niepożądanym skutkiem
Dziś mija 130 lat od dnia opatentowania wynalazku ruchomych schodów. 15 marca 1891 roku amerykański wynalazca Jesse W. Reno jako pierwszy na świecie zgłosił patent na ruchome schody nazywając je: "new and useful endless conveyor or elevator".
Prototypowe urządzenie zostało zbudowane i zainstalowane na Coney Island na Brooklynie we wrześniu 1895 roku, jako element rozrywki. Reno planował zastosowanie swego wynalazku w dwupoziomowym nowojorskim metrze. Jego plany nie zostały jednak zaakceptowane. Dopiero po przeprowadzce do Londynu, gdzie też w 1902 roku otworzył własną firmę, jego pomysł naprawdę znalazł wzięcie. Ruchome schody zaczęto instalować w Wielkiej Brytanii, w innych krajach Europy a także w Stanach Zjednoczonych. Parę lat później Reno sprzedał swoje patenty firmie Otis i powrócił do USA.
Wspominam dziś o tym, ponieważ moim zdaniem to dobra ilustracja dość powszechnej, aczkolwiek niekorzystnej tendencji. Ruchome schody nie są wynalazkiem pierwszej potrzeby. To raczej urządzenie mile widziane wśród ludzi szukających wygody, niechętnych do wysiłku fizycznego, żeby nie powiedzieć – leniwych. Po co trud chodzenia po schodach, skoro wystarczy stanąć na stopniu i dotrzeć na piętro bez żadnego wysiłku!?
Niechęć do zadawania sobie trudu i szukanie wygody, to postawa, którą u wielu ludzi można zaobserwować od najmłodszych lat ich życia. Nawiasem mówiąc, idea ruchomych schodów pojawiła się w głowie Reno już w wieku 16 lat. Jest taki rodzaj ludzi, których, jak sięgamy pamięcią, trudno zaciągnąć do jakiejkolwiek pracy. Zawsze chcieliby – niczym na ruchomych schodach – jakoś podwieźć się na czyimś grzbiecie.
Biblia mówi: Droga leniwego jest jak płot kolczasty [Prz 15,19]. Człowiek leniwy podchodzi do pracy tak, jakby miał przeleźć przez kolczaste ogrodzenie. Nie wie, jak się do tego zabrać. W obliczu czekającego go wysiłku robi się nerwowy, niemiły, a już na pewno traci dobry nastrój. Podobnie jak dziecko, gdy wejdzie na ruchome schody, nagle odzyskuje humor, tak niejeden człowiek dopiero gdy uda mu się odsunąć od siebie widmo ciężkiej pracy, znowu jest w stanie obdarzyć nas uśmiechem.
Ruchome schody implikują brak ruchu swoich użytkowników. To jednak nie służy zdrowiu. Niejeden tak mile witany i poprawiający wygodę życia wynalazek doprowadził nie tylko do spadku naszej sprawności fizycznej ale także obniżył nasze zdolności intelektualne. Dla przykładu, kalkulator sprawił, że coraz mniej potrafimy policzyć samodzielnie, a nawigacja GPS powoli pozbawia nas orientacji w terenie.
Również w sferze duchowej obserwujemy tendencję do poszukiwania szeregu ułatwień. Po cóż samemu poszukiwać rankiem w Biblii żywego słowa od Boga, skoro możemy otrzymać sms z gotowym "słowem na dziś"? Duchowni niektórych kościołów od dawna już mają gotowy zestaw tekstów i tematów kazań, ażeby nie musieć każdego tygodnia padać na kolana i prosić Boga o przesłanie dla swoich owieczek na daną niedzielę.
Jednym słowem, wynalazki, jako oczywiste dobrodziejstwo, z drugiej strony, wychodząc naprzeciw naszemu lenistwu, mogą obniżyć tempo naszego rozwoju a nawet spowodować całkowity zastój.
Pismo Święte naucza, że mamy być w pracy nie leniwi, duchem pałający, Panu służący [Rz 12,11 wg Biblii Gdańskiej]. Nie rozglądam się więc za żadnymi "ruchomymi schodami" w sferze duchowej. Wciąż obowiązują mnie następujące wskazówki: O to się troszcz, w tym trwaj, żeby postępy twoje były widoczne dla wszystkich [1Tm 4,15]. Bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją [2Tm 4,5].
Oby aż do przyjścia Pana nikt nie wymyślił niczego, co miałoby mnie w tym wyręczyć.
Prototypowe urządzenie zostało zbudowane i zainstalowane na Coney Island na Brooklynie we wrześniu 1895 roku, jako element rozrywki. Reno planował zastosowanie swego wynalazku w dwupoziomowym nowojorskim metrze. Jego plany nie zostały jednak zaakceptowane. Dopiero po przeprowadzce do Londynu, gdzie też w 1902 roku otworzył własną firmę, jego pomysł naprawdę znalazł wzięcie. Ruchome schody zaczęto instalować w Wielkiej Brytanii, w innych krajach Europy a także w Stanach Zjednoczonych. Parę lat później Reno sprzedał swoje patenty firmie Otis i powrócił do USA.
Wspominam dziś o tym, ponieważ moim zdaniem to dobra ilustracja dość powszechnej, aczkolwiek niekorzystnej tendencji. Ruchome schody nie są wynalazkiem pierwszej potrzeby. To raczej urządzenie mile widziane wśród ludzi szukających wygody, niechętnych do wysiłku fizycznego, żeby nie powiedzieć – leniwych. Po co trud chodzenia po schodach, skoro wystarczy stanąć na stopniu i dotrzeć na piętro bez żadnego wysiłku!?
Niechęć do zadawania sobie trudu i szukanie wygody, to postawa, którą u wielu ludzi można zaobserwować od najmłodszych lat ich życia. Nawiasem mówiąc, idea ruchomych schodów pojawiła się w głowie Reno już w wieku 16 lat. Jest taki rodzaj ludzi, których, jak sięgamy pamięcią, trudno zaciągnąć do jakiejkolwiek pracy. Zawsze chcieliby – niczym na ruchomych schodach – jakoś podwieźć się na czyimś grzbiecie.
Biblia mówi: Droga leniwego jest jak płot kolczasty [Prz 15,19]. Człowiek leniwy podchodzi do pracy tak, jakby miał przeleźć przez kolczaste ogrodzenie. Nie wie, jak się do tego zabrać. W obliczu czekającego go wysiłku robi się nerwowy, niemiły, a już na pewno traci dobry nastrój. Podobnie jak dziecko, gdy wejdzie na ruchome schody, nagle odzyskuje humor, tak niejeden człowiek dopiero gdy uda mu się odsunąć od siebie widmo ciężkiej pracy, znowu jest w stanie obdarzyć nas uśmiechem.
Ruchome schody implikują brak ruchu swoich użytkowników. To jednak nie służy zdrowiu. Niejeden tak mile witany i poprawiający wygodę życia wynalazek doprowadził nie tylko do spadku naszej sprawności fizycznej ale także obniżył nasze zdolności intelektualne. Dla przykładu, kalkulator sprawił, że coraz mniej potrafimy policzyć samodzielnie, a nawigacja GPS powoli pozbawia nas orientacji w terenie.
Również w sferze duchowej obserwujemy tendencję do poszukiwania szeregu ułatwień. Po cóż samemu poszukiwać rankiem w Biblii żywego słowa od Boga, skoro możemy otrzymać sms z gotowym "słowem na dziś"? Duchowni niektórych kościołów od dawna już mają gotowy zestaw tekstów i tematów kazań, ażeby nie musieć każdego tygodnia padać na kolana i prosić Boga o przesłanie dla swoich owieczek na daną niedzielę.
Jednym słowem, wynalazki, jako oczywiste dobrodziejstwo, z drugiej strony, wychodząc naprzeciw naszemu lenistwu, mogą obniżyć tempo naszego rozwoju a nawet spowodować całkowity zastój.
Pismo Święte naucza, że mamy być w pracy nie leniwi, duchem pałający, Panu służący [Rz 12,11 wg Biblii Gdańskiej]. Nie rozglądam się więc za żadnymi "ruchomymi schodami" w sferze duchowej. Wciąż obowiązują mnie następujące wskazówki: O to się troszcz, w tym trwaj, żeby postępy twoje były widoczne dla wszystkich [1Tm 4,15]. Bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją [2Tm 4,5].
Oby aż do przyjścia Pana nikt nie wymyślił niczego, co miałoby mnie w tym wyręczyć.
14 marca, 2011
Niepewność Białego Dnia
Od ponad trzydziestu lat 14. marca w Japonii – to Biały Dzień (od ang. White Day ) – bardzo miłe, zwyczajowe święto japońskie przypadające miesiąc po Walentynkach. Zgodnie z przyjętym u nich obyczajem tego dnia mężczyźni odwzajemniają się kobietom za otrzymane od nich miesiąc wcześniej prezenty walentynkowe. Początkowo za najlepszy podarunek uważane były pianki, od których pochodzi pierwotna nazwa – Dzień Pianek (ang. Marshmallow Day), obecnie jednak mało kto ogranicza się tylko do wręczania słodyczy.
Tegoroczny Biały Dzień w Japonii z pewnością dla nikogo nie będzie cukierkowy. Za sprawą piątkowego trzęsienia ziemi i niszczących fal tsunami, kraj znalazł się w dniach wielkiej próby. Tysiące zabitych, zaginionych, pozbawionych dachu nad głową i miejsc pracy.
Jedna chwila i nie tylko mało kto w Japonii ma głowę do prezentów. Wielu z dnia na dzień nie ma nawet komu ich wręczyć.
Podejmując rankiem normalne czynności życiowe, ulegając codziennej rutynie, ciesząc się względnym rytmem i porządkiem życia, dobrze jest mieć na uwadze, że w jednej chwili cała ta misterna budowla życia, niczym domek z kart, może się rozlecieć. Biały dzień, normalnie pełen prezentów, może stać się dniem traumatycznych przeżyć i nocą czarnych snów.
Ludzie nie chcą tego słuchać, ale Biblia ogłasza nadejście takiego strasznego dnia dla wszystkich żyjących bez Boga na świecie. Bliski jest wielki dzień Pana, bliski i bardzo szybko nadchodzi. Słuchaj! Dzień Pana jest gorzki! Wtedy nawet i bohater będzie krzyczał. Dzień ów jest dniem gniewu, dniem ucisku i utrapienia, dniem huku i hałasu, dniem ciemności i mroku, dniem obłoków i gęstych chmur, dniem trąby i okrzyku wojennego przeciwko miastom obronnym i przeciwko basztom wysokim. Wtedy ześlę strach na ludzi, tak iż chodzić będą jak ślepi, gdyż zgrzeszyli przeciwko Panu. Ich krew będzie rozbryzgana niby proch, a ich wnętrzności rozrzucone niby błoto. Ani ich srebro, ani ich złoto nie będzie mogło ich wyratować w dniu gniewu Pana, bo ogień gniewu Pana pochłonie całą ziemię. Doprawdy, koniec straszną zagładę zgotuje wszystkim mieszkańcom ziemi [Sf 1,14–18].
Tragedię w Japonii możemy potraktować jako kolejną zapowiedź nadejścia Dnia Pana, a już na pewno, winniśmy ją przyjąć jako uświadomienie, jak nagle "biały dzień" naszego życia może przerodzić się w dzień szary i ponury. Bardzo współczuję wszystkim mężczyznom i kobietom dotkniętym tą tragedią, zwłaszcza jeżeli nie znają pocieszenia jakie płynie z wiary w Pana Jezusa.
Człowiek prawdziwie wierzący w Jezusa Chrystusa nie boi się złej wieści, serce jego jest mocne, ufa Panu [Ps 112,7]. Wzdycha nie dlatego, że coś złego dzieje się na ziemi, ale wzdycha raczej dlatego, że jeszcze trzeba czekać na powrót Pana. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba [2Ko 5,1–2].
Dla tych, których życie przez wiarę zostało ukryte w Jezusie Chrystusie, zbliża się "biały dzień", który nie tylko nie zostanie niczym zakłócony, ale który też nigdy się nie skończy!
Tegoroczny Biały Dzień w Japonii z pewnością dla nikogo nie będzie cukierkowy. Za sprawą piątkowego trzęsienia ziemi i niszczących fal tsunami, kraj znalazł się w dniach wielkiej próby. Tysiące zabitych, zaginionych, pozbawionych dachu nad głową i miejsc pracy.
Jedna chwila i nie tylko mało kto w Japonii ma głowę do prezentów. Wielu z dnia na dzień nie ma nawet komu ich wręczyć.
Podejmując rankiem normalne czynności życiowe, ulegając codziennej rutynie, ciesząc się względnym rytmem i porządkiem życia, dobrze jest mieć na uwadze, że w jednej chwili cała ta misterna budowla życia, niczym domek z kart, może się rozlecieć. Biały dzień, normalnie pełen prezentów, może stać się dniem traumatycznych przeżyć i nocą czarnych snów.
Ludzie nie chcą tego słuchać, ale Biblia ogłasza nadejście takiego strasznego dnia dla wszystkich żyjących bez Boga na świecie. Bliski jest wielki dzień Pana, bliski i bardzo szybko nadchodzi. Słuchaj! Dzień Pana jest gorzki! Wtedy nawet i bohater będzie krzyczał. Dzień ów jest dniem gniewu, dniem ucisku i utrapienia, dniem huku i hałasu, dniem ciemności i mroku, dniem obłoków i gęstych chmur, dniem trąby i okrzyku wojennego przeciwko miastom obronnym i przeciwko basztom wysokim. Wtedy ześlę strach na ludzi, tak iż chodzić będą jak ślepi, gdyż zgrzeszyli przeciwko Panu. Ich krew będzie rozbryzgana niby proch, a ich wnętrzności rozrzucone niby błoto. Ani ich srebro, ani ich złoto nie będzie mogło ich wyratować w dniu gniewu Pana, bo ogień gniewu Pana pochłonie całą ziemię. Doprawdy, koniec straszną zagładę zgotuje wszystkim mieszkańcom ziemi [Sf 1,14–18].
Tragedię w Japonii możemy potraktować jako kolejną zapowiedź nadejścia Dnia Pana, a już na pewno, winniśmy ją przyjąć jako uświadomienie, jak nagle "biały dzień" naszego życia może przerodzić się w dzień szary i ponury. Bardzo współczuję wszystkim mężczyznom i kobietom dotkniętym tą tragedią, zwłaszcza jeżeli nie znają pocieszenia jakie płynie z wiary w Pana Jezusa.
Człowiek prawdziwie wierzący w Jezusa Chrystusa nie boi się złej wieści, serce jego jest mocne, ufa Panu [Ps 112,7]. Wzdycha nie dlatego, że coś złego dzieje się na ziemi, ale wzdycha raczej dlatego, że jeszcze trzeba czekać na powrót Pana. Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba [2Ko 5,1–2].
Dla tych, których życie przez wiarę zostało ukryte w Jezusie Chrystusie, zbliża się "biały dzień", który nie tylko nie zostanie niczym zakłócony, ale który też nigdy się nie skończy!
13 marca, 2011
Fałszywa flaga
13. dzień marca wpisał się w historię zdumiewającym dla zwykłego obywatela wydarzeniem. Otóż tego dnia w 1962 roku amerykańskie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów przedstawiło sekretarzowi obrony Stanów Zjednoczonych plany tzw. operacji Northwoods pod fałszywą flagą, zakładającej przeprowadzenie przez CIA i inne agencje rządowe ataków terrorystycznych w miastach USA, które miałyby zwiększyć poparcie publiczne dla planowanej wojny przeciwko Kubie.
Zawarte w planach operacji porwanie samolotu oraz zamachy, obwiniające przy pomocy fałszywych dowodów rząd Kuby, miały ułatwić Stanom Zjednoczonym przejęcie władzy i odzyskanie kontroli na Kubie. Wprawdzie operacja ta nie została oficjalnie zatwierdzona ani wykonana, ale jednak na najwyższych szczeblach wszystko było ukartowane i gotowe do realizacji.
Fałszywa flaga. Przeprowadzenie tajnej operacji pod obcymi barwami w celu obarczenia odpowiedzialnością za jej skutki nielubianej organizacji lub całego narodu. W głowie nie chce się coś takiego pomieścić. Czy wobec takich faktów 11 września nie może budzić pytań o prawdę?
Próba przerzucania swojej winy na kogoś innego, to sprawa stara jak świat. Już w Edenie Adam zrzucał winę na Ewę, a Ewa na węża. Niejeden zwykły przestępca celowo zostawia ślady, które odwracają uwagę od niego, a wskazują na niewinnego w tej sprawie człowieka. Jednak celowe robienie zła, po to tylko ażeby nim obciążyć bliźniego – to naprawdę zło wyrafinowane. Jak można popełniać przestępstwo, krzywdzić innych tylko po to, żeby kogoś nielubianego obciążyć winą..?
Tak nie zachowuje się normalny człowiek. Biblia wyraźnie mówi: Nie knuj złego przeciwko swemu bliźniemu, gdy ci ufa mieszkając z tobą! [Prz 3,29].
Wspomnienie operacji Northwoods otwiera oczy i uświadamia, że nie każda wina jest zawsze oczywista.
Zawarte w planach operacji porwanie samolotu oraz zamachy, obwiniające przy pomocy fałszywych dowodów rząd Kuby, miały ułatwić Stanom Zjednoczonym przejęcie władzy i odzyskanie kontroli na Kubie. Wprawdzie operacja ta nie została oficjalnie zatwierdzona ani wykonana, ale jednak na najwyższych szczeblach wszystko było ukartowane i gotowe do realizacji.
Fałszywa flaga. Przeprowadzenie tajnej operacji pod obcymi barwami w celu obarczenia odpowiedzialnością za jej skutki nielubianej organizacji lub całego narodu. W głowie nie chce się coś takiego pomieścić. Czy wobec takich faktów 11 września nie może budzić pytań o prawdę?
Próba przerzucania swojej winy na kogoś innego, to sprawa stara jak świat. Już w Edenie Adam zrzucał winę na Ewę, a Ewa na węża. Niejeden zwykły przestępca celowo zostawia ślady, które odwracają uwagę od niego, a wskazują na niewinnego w tej sprawie człowieka. Jednak celowe robienie zła, po to tylko ażeby nim obciążyć bliźniego – to naprawdę zło wyrafinowane. Jak można popełniać przestępstwo, krzywdzić innych tylko po to, żeby kogoś nielubianego obciążyć winą..?
Tak nie zachowuje się normalny człowiek. Biblia wyraźnie mówi: Nie knuj złego przeciwko swemu bliźniemu, gdy ci ufa mieszkając z tobą! [Prz 3,29].
Wspomnienie operacji Northwoods otwiera oczy i uświadamia, że nie każda wina jest zawsze oczywista.
11 marca, 2011
Pomoc niegodna pochwały
Siedemdziesiąt lat temu, uwikłanym w wojnę z hitlerowskimi Niemcami państwom, Ameryka Północna podała pomocną dłoń. 11 marca 1941 roku przyjęto w USA ustawę federalną pn. Lend-Lease Act (ang. umowa pożyczki-dzierżawy), na mocy której Stany Zjednoczone rozpoczęły na wielką skalę "wydzierżawiać" zainteresowanym rządom wszystko, co było im potrzebne do prowadzenia wojny. Czołgi, artyleria, samoloty, ciężarówki, samochody terenowe, sprzęt desantowy i cała masa innych produktów popłynęła do Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego, a nawet do Chin.
Niech nikt jednak nie myśli, że Stany Zjednoczone zrobiły to z czystego braterstwa. Jak wiadomo, większość dostaw w ramach "Lend–Lease" otrzymała Wielka Brytania. Amerykanie dostarczyli Brytyjczykom niszczycieli i najrozmaitszego wyposażenia do walki z Niemcami. Rzeczywiście pomogło to im odnieść zwycięstwo. Jednakże zgodnie z umową "Pożyczki–Dzierżawy" Wielka Brytania w zamian za te dostawy została postawiona przed koniecznością przekazania Stanom Zjednoczonym niemal wszystkich swoich baz morskich na półkuli zachodniej.
W ten sposób, poprzez sprytnie pomyślaną pomoc w wojnie z Niemcami, Stany Zjednoczone przejęły brytyjską kontrolę nad Północnym Atlantykiem i w ogóle nad światowymi oceanami, tym samym stając się światowym supermocarstwem. Innymi słowy, amerykańska pomoc nie miała nic wspólnego z bezinteresownym braterstwem. Podanie ręki Brytyjczykom było sprytnie przemyślanym sposobem na jednoczesne odebranie im ich panowania na morzu.
Wniosek jest taki, że każdy, kto znajdzie się w tarapatach, powinien wnikliwie rozważyć oferowaną mu pomoc. Począwszy od wielu banków i rozmaitych towarzystw oferujących "korzystną" pomoc finansową, a na "braterskiej" trosce niektórych chrześcijan skończywszy, powinniśmy być świadomi tego, że na tym świecie nic nie jest za darmo.
Gdy ktoś dzwoni do nas, żeby obniżyć nam rachunki za telefon, gdy w naszej potrzebie proponuje nam gotówkę od ręki albo w jakiś inny sposób wyciąga do nas rękę pomocy – to może niestety zapowiadać nam poważne ograniczenia i straty na przyszłość. Lepiej się upewnić, o co naprawdę naszemu "dobroczyńcy" chodzi, bo raczej nie ma na uwadze przede wszystkim naszej korzyści.
Nawet troskliwość niektórych chrześcijan kryje w sobie jakiś rodzaj interesu. Gorliwie o was zabiegają, ale nie w dobrych zamiarach, bo chcą was odłączyć, abyście wy o nich zabiegali [Ga 4,17] – ostrzegł apostoł Paweł wierzących z Galacji.
W rocznicę uchwalenia Lend–Lease Act przypominam, że jedynie pomoc okazana nam w Jezusie Chrystusie nie kryje w sobie żadnego haczyka. Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali [2Ko 8,9].
Wkrótce upłynie czterdzieści lat od chwili, gdy poznałem tę łaskę i znalazłem się pod jej wpływem. W przeciągu tych czterech dekad ani razu nie miałem takiego odczucia, że Jezus wyciągając do mnie rękę pomocy, zrobił przy tym jakiś interes. Nie czuję się nabity w butelkę. Spotkała mnie z Jego strony czysta, bezinteresowna dobroć i miłość. Kocham Pana Jezusa!
Niech nikt jednak nie myśli, że Stany Zjednoczone zrobiły to z czystego braterstwa. Jak wiadomo, większość dostaw w ramach "Lend–Lease" otrzymała Wielka Brytania. Amerykanie dostarczyli Brytyjczykom niszczycieli i najrozmaitszego wyposażenia do walki z Niemcami. Rzeczywiście pomogło to im odnieść zwycięstwo. Jednakże zgodnie z umową "Pożyczki–Dzierżawy" Wielka Brytania w zamian za te dostawy została postawiona przed koniecznością przekazania Stanom Zjednoczonym niemal wszystkich swoich baz morskich na półkuli zachodniej.
W ten sposób, poprzez sprytnie pomyślaną pomoc w wojnie z Niemcami, Stany Zjednoczone przejęły brytyjską kontrolę nad Północnym Atlantykiem i w ogóle nad światowymi oceanami, tym samym stając się światowym supermocarstwem. Innymi słowy, amerykańska pomoc nie miała nic wspólnego z bezinteresownym braterstwem. Podanie ręki Brytyjczykom było sprytnie przemyślanym sposobem na jednoczesne odebranie im ich panowania na morzu.
Wniosek jest taki, że każdy, kto znajdzie się w tarapatach, powinien wnikliwie rozważyć oferowaną mu pomoc. Począwszy od wielu banków i rozmaitych towarzystw oferujących "korzystną" pomoc finansową, a na "braterskiej" trosce niektórych chrześcijan skończywszy, powinniśmy być świadomi tego, że na tym świecie nic nie jest za darmo.
Gdy ktoś dzwoni do nas, żeby obniżyć nam rachunki za telefon, gdy w naszej potrzebie proponuje nam gotówkę od ręki albo w jakiś inny sposób wyciąga do nas rękę pomocy – to może niestety zapowiadać nam poważne ograniczenia i straty na przyszłość. Lepiej się upewnić, o co naprawdę naszemu "dobroczyńcy" chodzi, bo raczej nie ma na uwadze przede wszystkim naszej korzyści.
Nawet troskliwość niektórych chrześcijan kryje w sobie jakiś rodzaj interesu. Gorliwie o was zabiegają, ale nie w dobrych zamiarach, bo chcą was odłączyć, abyście wy o nich zabiegali [Ga 4,17] – ostrzegł apostoł Paweł wierzących z Galacji.
W rocznicę uchwalenia Lend–Lease Act przypominam, że jedynie pomoc okazana nam w Jezusie Chrystusie nie kryje w sobie żadnego haczyka. Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali [2Ko 8,9].
Wkrótce upłynie czterdzieści lat od chwili, gdy poznałem tę łaskę i znalazłem się pod jej wpływem. W przeciągu tych czterech dekad ani razu nie miałem takiego odczucia, że Jezus wyciągając do mnie rękę pomocy, zrobił przy tym jakiś interes. Nie czuję się nabity w butelkę. Spotkała mnie z Jego strony czysta, bezinteresowna dobroć i miłość. Kocham Pana Jezusa!
09 marca, 2011
Wzór dla wierzących kobiet
W związku z wczorajszym Dniem Kobiet odgrzebałem moje opracowanie, przygotowane ćwierć wieku temu na spotkanie wierzących kobiet. Pozwalam sobie je tu przywołać z nadzieją, ze może okazać się komuś pomocne.
Pryska – studium postaci biblijnej
Pryska nie jest postacią biblijną często wymienianą na kartach Biblii. Poznajemy ją przy okazji drugiej podróży misyjnej apostoła Pawła, kiedy to wraz z mężem, Akwilą, przybywa z Rzymu do Koryntu, spotyka Pawła, razem pracują a później udają się do Efezu. Poza osiemnastym rozdziałem Dziejów Apostolskich spotykamy się z Pryską tylko trzykrotnie, kiedy to Paweł w Liście do Rzymian i obydwu listach do Koryntian wymienią ją w końcowych pozdrowieniach. Jednakże pomimo dość skąpych informacji odnośnie jej życia i służby, które możemy odnaleźć w Biblii, zechciejmy się bliżej zapoznać z tą niewiastą Bożą, albowiem uznając inspirację personalną Pisma Świętego, wyznajemy przecież, że natchnione przez Ducha Świętego są nie tylko słowa Biblii, nie tylko wydarzenia i sytuacje, ale także osoby, które w niej występują.
A więc, skoro Duch Święty postanowił aż sześć razy wymienić imię Pryska – czyż my nie powinniśmy się nią zainteresować i zadać sobie pytania: Czego pożytecznego mogłabym się nauczyć poznając bliżej Pryskę? Sądzę, że nie będzie to uciążliwe studium, a więc spróbujmy.
Najpierw trochę wiadomości ogólnych
Pryska (zdrob. Pryscylla) była żoną Akwili, nawróconego Żyda z Pontu. Mieszkali razem w Rzymie, skąd zostali wypędzeni w 49 roku na mocy edyktu banicyjnego, wydanego przez cesarza Klaudiusza. Pryska wraz z mężem prowadziła warsztat rzemieślniczy. Byli z zawodu wytwórcami namiotów. Wygnani z Rzymu przybyli do Koryntu i tutaj związali się z apostołem Pawłem. Pryska i Akwila byli postaciami dobrze znanymi wśród pierwszych chrześcijan. Nie pełnili w zborze żadnych urzędów ale ich zasługi w służbie Ewangelii musiały być niekwestionowane, skoro Paweł nazywa ich swoimi współpracownikami. Pryscylla i Akwila bardzo się udzielali w służbie dla Pana, a potwierdza to chociażby fakt, że w ich domu był zbór.
Na podstawie biblijnych informacji można wnioskować, że Pryska była osobą bardziej wybitną niż jej mąż, bowiem z sześciu wzmianek o tym małżeństwie aż cztery razy imię Pryski zostało wymienione przed jej mężem. W starożytności nie czyniono tego zazwyczaj. Oto miejsca Biblii, gdzie spotykamy Pryskę: Dz 18,2. 18–26; 1 Ko 16,19; Rz 16,3–4; 2Tm 4,19. W czasie wnikliwego czytania wyżej wymienionych fragmentów mówiących o Prysce i jej mężu – Akwili, nasuwają się następujące spostrzeżenia:
1. Pryska występowała i działała zawsze z mężem.
Znany jest nam dobrze obraz małżeństwa, kiedy kobieta pełni w nim wiodącą rolę, kiedy widoczna jest jej intelektualna przewaga nad mężem. Zwykle sprowadza się to do tego, że mąż zaczyna żyć w cieniu żony i z czasem się do tego przyzwyczaja. Po wykonaniu swojej pracy zawodowej chroni się w zaciszu swojego mieszkania, wykonuje różne prace domowe i zajmuje się dziećmi. Ona natomiast – inteligentna, bystra, zdolna – reprezentuje małżeństwo na zewnątrz. Załatwia wszystkie sprawy urzędowe, robi ważniejsze zakupy, decyduje o wydatkach, zaprasza gości.
Jesteśmy przyzwyczajeni do takich obrazów i kiedy myślimy o takim małżeństwie, to najpierw w naszej wyobraźni pojawia się ona. Podobnie apostoł Paweł, pisząc o tym małżeństwie, z którym się zżył, najpierw wymienia Pryskę. Jednakże godnym podkreślenia jest tu fakt, że chociaż – co prawda – Pryska jest wymieniana przed mężem, to jednak w żadnej wzmiance nie brakuje i jego imienia. Pryska nie występuje nigdzie samodzielnie, w oderwaniu od męża. Jest to małżeństwo, które zawsze stoi ramię w ramię, stale obok siebie. To prawda, że ona jest bardziej zdolna, wybitna, aktywna niż on, ale nie pozostawia go w związku z tym w domu, nie oddziela się od niego. Są razem, bo są małżeństwem. Widać, że Akwila, pobożny Żyd, jest dla Pryski towarzyszem we wszystkim i można wnioskować, że dzieje się tak nie dlatego, że tak być musi, ale dlatego, że i ona tego chce.
Oczywiście, warunki w jakich dzisiaj żyjemy są radykalnie inne, ale nie uległa zmianie nasza potrzeba korzystania ze wskazówek Biblii. Jakże wielu współmałżonków prowadzi dzisiaj działalność na własną rękę, w oderwaniu od żony czy męża. Zrozumiałą wydaje się być samodzielna służba mężczyzny, bo jego głową, przykryciem, jest Chrystus. Natomiast samodzielna służba niewiasty jest służbą bez duchowego przykrycia, gdyż jej głową, przykryciem, jest mąż (mężczyzna).
Pryska zdaje się rozumieć sens nauki o duchowym przykryciu, bowiem wyraźnie trzymała się męża w swojej służbie. Czasem spotykamy dzisiaj takie niewiasty, które jeżdżą po świecie, zajmują miejsce na kazalnicy, podczas gdy ich mąż gdzieś daleko, np. w Australii, gotuje dzieciom obiady. Czynią tak, bo chcą być aktywne dla Pana, a ich mąż wcale nie ma takiej chęci, nie jest wymowny, reprezentatywny, i w ogóle lepiej zostawić go w domu. Ale czy zrobiły wszystko, aby go zachęcić i wciągnąć w działanie? Czy może wolą działać w pojedynkę?
Czego może się nauczyć współczesny chrześcijanin obserwując Pryskę i Akwilę w ich wspólnym działaniu? Tego, że warto jest dołożyć starań, aby nasza aktywność chrześcijańska była prowadzona ramię w ramię z najbliższym przyjacielem, ze współmałżonkiem. Paweł również udając się w podróż misyjną zabierał ze sobą współpracownika, towarzysza, a żonaci apostołowie często podróżowali z żonami [1Ko 9,5]. Pomyśl, czy kiedy zamierzasz kogoś odwiedzić, starasz się, by – w miarę możliwości – odwiedzić go wraz z mężem? A kiedy zapraszają cię do złożenia świadectwa, czy dążysz do tego, by znaleźć się tam z nim, czy też wolisz iść sama? Warto o tym pamiętać, że służba chrześcijańskiego małżeństwa jest służbą bardziej stabilną i wiarygodną, niż służba pojedynczego chrześcijanina.
2. Pryska z mężem była poddana kierownictwu Ducha Świętego.
Rzym – Korynt – Efez – Rzym – oto jak Duch Święty prowadził to małżeństwo. Wypędzeni z Rzymu udali się do Koryntu. Warto przy tym zauważyć, że w tym samym czasie przebywający w Atenach apostoł Paweł również skierował się do Koryntu. Tutaj, idąc ulicą i rozpytując się wokoło, napotkał Akwilę i Pryscyllę. Zapoznali się bliżej. Łączyła ich wiara w Pana Jezusa, ale nie tylko. Odkryli, że mają ten sam zawód. Pryska z mężem zorganizowali warsztat rzemieślniczy, a Paweł znalazł u nich pracę i mieszkanie [Dz 18,1–3]. Po pewnym czasie wraz z Pawłem ruszyli w podróż do Syrii [18,18]. Tam pozostali, Paweł natomiast udał się w dalszą drogę [18,19–21]. Dlaczego pozostali w Efezie? Odpowiedź jest już w wersetach 24–26 tego samego rozdziału. Duch Święty zatrzymał ich w Efezie, bo wiedział, że będą Mu tam potrzebni, aby dokładniej wyłożyć drogę Bożą bardzo wartościowemu człowiekowi – Apollosowi. Po krótkim czasie Apollos udał się do Achai, natomiast Pryska i Akwila przez pewien czas pozostali jeszcze w Efezie. Tam bowiem założyli znowu warsztat, a w ich domu zgromadzali się wierzący [1Ko 16,19]. Jednakże kiedy apostoł Paweł pisał List do Rzymian, Pryska z mężem byli już z powrotem w Rzymie [Rz 16,3–5]. Tam również w ich domu zgromadzał się zbór.
List do Rzymian Paweł pisał wiosną 58 roku. Tak więc w ciągu około ośmiu lat Pryska i Akwila aż trzykrotnie zupełnie w nowych miejscach urządzali swoje mieszkanie, zakładali warsztat rzemieślniczy i w końcu wrócili znowu do miasta, skąd zostali wypędzeni i gdzie przecież wszystko stracili, czyli do Rzymu. Przy tym ciągle widać ich zaangażowanych w służbę Bożą, byli aktywnymi członkami zboru, ich mieszkanie było miejscem zgromadzeń zborowych.
Skąd Pryska brała siłę do tak trudnego życia? Przecież znane jest nam przysłowie, że dwa razy się przeprowadzić, to tak samo, jak raz się spalić. Niektórzy znają ten trud. Spróbujmy wyobrazić sobie Pryskę w jej ciągłym zmaganiu. Jakże trudno nam jest zdecydować się na jakąkolwiek zmianę miejsca zamieszkania, zwłaszcza gdy jesteśmy dobrze urządzeni. Pomyśl – czy gotowa jesteś na głos Ducha Świętego pozostawić miasto, w którym mieszkasz, twoje dobrze urządzone mieszkanie, przyjaciół, a może jeszcze dobrze prosperującą firmę, i wyruszyć w nieznane? A później, urządzać się w nowym miejscu nie mając żadnej gwarancji, że dłużej tam pozostaniesz?
Pryska najwidoczniej rozumiała, że jako naśladowcy Jezusa Chrystusa są przychodniami i gośćmi na ziemi [1Pt 2,11], że nie mają tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukają [Hbr 13,14] i dlatego z ufnością słuchała głosu Ducha Świętego. Czy wsłuchujesz się w ten wewnętrzny głos, który do ciebie przemawia i czy akceptujesz go, bez względu na to, w jakim kierunku cię on prowadzi? Czy może przyjmujesz tylko to, co jest po twojej myśli, co zgadza się z twoją logiką? Kiedyś Abraham z Sarą też usłyszeli Boży głos i uwierzyli temu Słowu, nie dociekając, czy na tym zyskają, czy stracą, i wyruszyli w nieznane.
3. Pryska była niezwykle aktywnym, zwyczajnym członkiem zboru.
Z postępowania niektórych wierzących ludzi wynika, że są oni gotowi gorliwie pracować dla Pana, ale tylko wówczas, gdy obdarzy się ich jakimś tytułem i postawi na jakimś stanowisku. Sądzą, że niewiele można zrobić w zborze, jeśli nie jest się członkiem rady zborowej, albo niewiele można zdziałać w kole niewiast, jeśli nie zasiada się w zarządzie tego koła. Niech więc pracują ci, którzy piastują urzędy, którzy zostali do tego zobowiązani. Będę się martwić o powodzenie danej pracy, kiedy mnie wybiorą – taki sposób myślenia zdaje się zdradzać wielu członków zboru.
Pryska i Akwila byli jednak w zborze zwyczajnymi członkami, a jakże aktywne było ich to zwyczajne członkostwo. Byli gościnni. W Koryncie znalazł u nich schronienie Paweł. W Efezie zajęli się Apollonem. Użyczali wierzącym swojego mieszkania do odbywania zgromadzeń. Jak bardzo jest to uciążliwe, wie każda siostra, która nie tylko udostępniła swojego mieszkania na spotkania zborowe, ale chociażby mieszkała w najbliższym sąsiedztwie zgromadzeń zborowych. Dalej, będą zwykłymi członkami zboru, stali się współpracownikami apostoła Pawła. Za jego życie nadstawili swojej własnej głowy. Nie tylko Paweł zaciągnął u nich dług wdzięczności, ale i wszystkie zbory pogańskie.
Czy można być tak skutecznym w służbie Bożej, będąc zwyczajnym członkiem zboru? Życie Pryski i jej męża dowodzi, że tak. Pomyśl więc, co możesz zacząć robić dla Pana w twoim zborze, w twoim środowisku, w kole niewiast, już teraz, od dziś, będąc zwyczajnym członkiem zboru, zanim wybiorą cię do pełnienia jakieś specjalnej funkcji.
4. Pryska umiała słuchać ludzi. Potrafiła wczuwać się w ich potrzeby.
Spostrzeżenia takiego można dokonać w czasie czytania Dziejów Apostolskich 18,24–26, kiedy to do Efezu przybył Apollos – mąż wymowny, biegły w Pismach, obeznany z drogą Pańską, pałający duchem, śmiało przemawiający i nauczający w synagodze. Jednym słowem – wspaniały kaznodzieja. Jego kazania z pewności podobały się ludziom. Można sądzić, że wierzący w Efezie zachwycali się takim zwiastowaniem o Jezusie. Przyjmowali je entuzjastycznie i bezkrytycznie.
Czytamy, że Pryscylla i Akwila usłyszeli Apollosa. Przecież nie tylko oni usłyszeli. Można się domyślać, że słyszało go wiele setek, a może i tysięcy Efezjan. Widocznie jednak Pryscylla i Akwila słuchali w jakiś specjalny sposób, słuchali inaczej, skoro w wyniku tego słuchania zaczęli działać, podczas gdy inni – być może – z zachwytem szeptali: – Ach, jaki wspaniały mówca. Pryska i Akwila wyczuli, że Apollosowi czegoś brakuje, że pomimo jego wspaniałych kazań, w jego posługiwaniu widoczny jest pewien niedostatek, którego nawet on sam nie jest świadomy. Zajęli się więc nim. Myślę, że najpierw zaprosili go do siebie na obiad, może zaproponowali mu u siebie kwaterę. Rozmawiali z nim. Nie wiemy jak długo się nim zajmowali, ale wiemy, że w efekcie tego wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą.
Nieprawdopodobna historia. Laicy, zwykli członkowie zaboru, niewiasta i jej mąż – wykładają dokładniej drogę Bożą zdolnemu kaznodziei. Werner de Boor komentując to miejsce Dziejów Apostolskich tak pisze: "Apollos dal się zaprosić, nie wzbraniał się zasiąść w skromnym rzemieślniczym domu, pozwolił aby wytwórca namiotów, więcej, jego żona, wprowadzili go głębiej w żywą wiarę w Jezusa. Chwała zborowi, który ma takich laików, którzy odważają się wytknąć braki wymownemu i biegłemu w Biblii kaznodziei. I chwala teologowi, który nie jest zbyt dumny, aby przyjąć od zwykłych członków zboru uwagi i dalszą pomoc".
Pryska była dojrzałą chrześcijanką. Kiedy słuchała, to nie słuchała tylko pięknej mowy, ale słuchała jej duchowej zawartości. A kiedy mówiła, to w rezultacie jej mowy nawet teolog lepiej poznał drogę Bożą. Zastanów się, jak ty słuchasz innych? Jak słuchasz kazania w zborze? Czy czasem z tego słuchania nie wypływa tylko następujący wniosek: Ach, jak on pięknie przemawiał! Albo: Oj, nie bardzo mu to dzisiaj wyszło..? Czy w kazaniu widzisz tylko ciągle człowieka, który przemawia, czy też potrafisz już spojrzeć głębiej i słuchać duchowej prawdy, słuchać Jezusa? Czy zanim zdecydujesz się cokolwiek powiedzieć, najpierw starasz się dobrze usłyszeć i zrozumieć innych? Może słuchasz zbyt powierzchownie i dlatego to, co później mówisz nie trafia w rzeczywiste potrzeby twoich rozmówców?
5. Pryska miała odwagę powrócić do miejsca, gdzie wszystko straciła.
Tym miejscem był Rzym. Nie minęło więcej niż osiem lat, a Duch Święty poprowadził Pryskę i jej męża znowu do Rzymu, do miejsca, gdzie przeżyli wielka przykrość, skąd zostali wręcz wypędzeni. Sytuacja polityczna nie uległa radykalnej zmianie. Nadal panowali tam cesarze, od których w każdej chwili można było spodziewać się najgorszego. Z historii wiemy, że cesarz, który ich wypędził, Klaudiusz, zmarł w roku 54. (został otruty) a jego następcą został Neron, znany prześladowca chrześcijan, który już w roku 64. rozpoczął wielkie prześladowanie wyznawców Jezusa. Pryska i Akwila powrócili do Rzymu około 58 roku, a więc niedługo cieszyli się swobodą. Niewykluczone nawet, że wrócili po to, aby ponieść tam męczeńską śmierć. Jedno wszakże jest w tej historii wyraźne. Pryska i Akwila nie bali się wrócić do tego miejsca, które wiązało się dla nich z przykrymi wspomnieniami.
Człowiek normalnie nie lubi wracać do takich miejsc, w których przeżył tragedię, zwłaszcza, gdy zagrożenie nie ustąpiło. Unikamy ludzi, którzy wyrządzili nam przykrość w życiu, stronimy od środowiska, które kiedyś nas odrzuciło. Zrażamy się do jakiegoś zboru, towarzystwa, miejsca pracy, jeśli spotkało nas tam niepowodzenie. Bywa jednak czasem i tak, że Bóg chce nas znowu do takich miejsc posłać, pomimo tego, że kojarzą się one dla nas z czymś najgorszym. Czy jesteśmy gotowi na Boże wezwanie powrócić do takich miejsc? Spotkać się znowu z ludźmi, którzy swego czasu wyrządzili nam przykrość i okazać im serdeczność?
Pryska powróciła do takiego miejsca, bo kierował nimi Duch Święty. Nie opierała się, bo byli tam potrzebni, aby inni mogli znaleźć w ich domu oparcie i spokojne miejsce do wspólnej modlitwy.
Dzięki Bogu, że On miał i wciąż ma takich ludzi, od których możemy się uczyć prawdziwego uczniostwa. Którzy podejmując decyzje życiowe, właściwie zapominają o szukaniu własnego dobra, a pragną i pamiętają o potrzebach bliźnich, współbraci, o potrzebach Ciała Chrystusowego. A co ty masz na uwadze? Czyjego dobra przede wszystkim pragniesz, podejmując różne decyzje w twoim życiu? Słowo Boże naucza, że miłość nie szuka swego. Pryska i Akwila najwyraźniej taką miłość posiadali.
Omówiliśmy pięć wniosków, jakie można wysnuć z rozważania życia Pryski i jej męża, Akwili. Sądzę, że mogą one być pomocne w życiu każdego szczerze wierzącego chrześcijanina. Tym bardziej zachęcające, że wynikają z życia zwyczajnych członków zboru.
Pryska – studium postaci biblijnej
Pryska nie jest postacią biblijną często wymienianą na kartach Biblii. Poznajemy ją przy okazji drugiej podróży misyjnej apostoła Pawła, kiedy to wraz z mężem, Akwilą, przybywa z Rzymu do Koryntu, spotyka Pawła, razem pracują a później udają się do Efezu. Poza osiemnastym rozdziałem Dziejów Apostolskich spotykamy się z Pryską tylko trzykrotnie, kiedy to Paweł w Liście do Rzymian i obydwu listach do Koryntian wymienią ją w końcowych pozdrowieniach. Jednakże pomimo dość skąpych informacji odnośnie jej życia i służby, które możemy odnaleźć w Biblii, zechciejmy się bliżej zapoznać z tą niewiastą Bożą, albowiem uznając inspirację personalną Pisma Świętego, wyznajemy przecież, że natchnione przez Ducha Świętego są nie tylko słowa Biblii, nie tylko wydarzenia i sytuacje, ale także osoby, które w niej występują.
A więc, skoro Duch Święty postanowił aż sześć razy wymienić imię Pryska – czyż my nie powinniśmy się nią zainteresować i zadać sobie pytania: Czego pożytecznego mogłabym się nauczyć poznając bliżej Pryskę? Sądzę, że nie będzie to uciążliwe studium, a więc spróbujmy.
Najpierw trochę wiadomości ogólnych
Pryska (zdrob. Pryscylla) była żoną Akwili, nawróconego Żyda z Pontu. Mieszkali razem w Rzymie, skąd zostali wypędzeni w 49 roku na mocy edyktu banicyjnego, wydanego przez cesarza Klaudiusza. Pryska wraz z mężem prowadziła warsztat rzemieślniczy. Byli z zawodu wytwórcami namiotów. Wygnani z Rzymu przybyli do Koryntu i tutaj związali się z apostołem Pawłem. Pryska i Akwila byli postaciami dobrze znanymi wśród pierwszych chrześcijan. Nie pełnili w zborze żadnych urzędów ale ich zasługi w służbie Ewangelii musiały być niekwestionowane, skoro Paweł nazywa ich swoimi współpracownikami. Pryscylla i Akwila bardzo się udzielali w służbie dla Pana, a potwierdza to chociażby fakt, że w ich domu był zbór.
Na podstawie biblijnych informacji można wnioskować, że Pryska była osobą bardziej wybitną niż jej mąż, bowiem z sześciu wzmianek o tym małżeństwie aż cztery razy imię Pryski zostało wymienione przed jej mężem. W starożytności nie czyniono tego zazwyczaj. Oto miejsca Biblii, gdzie spotykamy Pryskę: Dz 18,2. 18–26; 1 Ko 16,19; Rz 16,3–4; 2Tm 4,19. W czasie wnikliwego czytania wyżej wymienionych fragmentów mówiących o Prysce i jej mężu – Akwili, nasuwają się następujące spostrzeżenia:
1. Pryska występowała i działała zawsze z mężem.
Znany jest nam dobrze obraz małżeństwa, kiedy kobieta pełni w nim wiodącą rolę, kiedy widoczna jest jej intelektualna przewaga nad mężem. Zwykle sprowadza się to do tego, że mąż zaczyna żyć w cieniu żony i z czasem się do tego przyzwyczaja. Po wykonaniu swojej pracy zawodowej chroni się w zaciszu swojego mieszkania, wykonuje różne prace domowe i zajmuje się dziećmi. Ona natomiast – inteligentna, bystra, zdolna – reprezentuje małżeństwo na zewnątrz. Załatwia wszystkie sprawy urzędowe, robi ważniejsze zakupy, decyduje o wydatkach, zaprasza gości.
Jesteśmy przyzwyczajeni do takich obrazów i kiedy myślimy o takim małżeństwie, to najpierw w naszej wyobraźni pojawia się ona. Podobnie apostoł Paweł, pisząc o tym małżeństwie, z którym się zżył, najpierw wymienia Pryskę. Jednakże godnym podkreślenia jest tu fakt, że chociaż – co prawda – Pryska jest wymieniana przed mężem, to jednak w żadnej wzmiance nie brakuje i jego imienia. Pryska nie występuje nigdzie samodzielnie, w oderwaniu od męża. Jest to małżeństwo, które zawsze stoi ramię w ramię, stale obok siebie. To prawda, że ona jest bardziej zdolna, wybitna, aktywna niż on, ale nie pozostawia go w związku z tym w domu, nie oddziela się od niego. Są razem, bo są małżeństwem. Widać, że Akwila, pobożny Żyd, jest dla Pryski towarzyszem we wszystkim i można wnioskować, że dzieje się tak nie dlatego, że tak być musi, ale dlatego, że i ona tego chce.
Oczywiście, warunki w jakich dzisiaj żyjemy są radykalnie inne, ale nie uległa zmianie nasza potrzeba korzystania ze wskazówek Biblii. Jakże wielu współmałżonków prowadzi dzisiaj działalność na własną rękę, w oderwaniu od żony czy męża. Zrozumiałą wydaje się być samodzielna służba mężczyzny, bo jego głową, przykryciem, jest Chrystus. Natomiast samodzielna służba niewiasty jest służbą bez duchowego przykrycia, gdyż jej głową, przykryciem, jest mąż (mężczyzna).
Pryska zdaje się rozumieć sens nauki o duchowym przykryciu, bowiem wyraźnie trzymała się męża w swojej służbie. Czasem spotykamy dzisiaj takie niewiasty, które jeżdżą po świecie, zajmują miejsce na kazalnicy, podczas gdy ich mąż gdzieś daleko, np. w Australii, gotuje dzieciom obiady. Czynią tak, bo chcą być aktywne dla Pana, a ich mąż wcale nie ma takiej chęci, nie jest wymowny, reprezentatywny, i w ogóle lepiej zostawić go w domu. Ale czy zrobiły wszystko, aby go zachęcić i wciągnąć w działanie? Czy może wolą działać w pojedynkę?
Czego może się nauczyć współczesny chrześcijanin obserwując Pryskę i Akwilę w ich wspólnym działaniu? Tego, że warto jest dołożyć starań, aby nasza aktywność chrześcijańska była prowadzona ramię w ramię z najbliższym przyjacielem, ze współmałżonkiem. Paweł również udając się w podróż misyjną zabierał ze sobą współpracownika, towarzysza, a żonaci apostołowie często podróżowali z żonami [1Ko 9,5]. Pomyśl, czy kiedy zamierzasz kogoś odwiedzić, starasz się, by – w miarę możliwości – odwiedzić go wraz z mężem? A kiedy zapraszają cię do złożenia świadectwa, czy dążysz do tego, by znaleźć się tam z nim, czy też wolisz iść sama? Warto o tym pamiętać, że służba chrześcijańskiego małżeństwa jest służbą bardziej stabilną i wiarygodną, niż służba pojedynczego chrześcijanina.
2. Pryska z mężem była poddana kierownictwu Ducha Świętego.
Rzym – Korynt – Efez – Rzym – oto jak Duch Święty prowadził to małżeństwo. Wypędzeni z Rzymu udali się do Koryntu. Warto przy tym zauważyć, że w tym samym czasie przebywający w Atenach apostoł Paweł również skierował się do Koryntu. Tutaj, idąc ulicą i rozpytując się wokoło, napotkał Akwilę i Pryscyllę. Zapoznali się bliżej. Łączyła ich wiara w Pana Jezusa, ale nie tylko. Odkryli, że mają ten sam zawód. Pryska z mężem zorganizowali warsztat rzemieślniczy, a Paweł znalazł u nich pracę i mieszkanie [Dz 18,1–3]. Po pewnym czasie wraz z Pawłem ruszyli w podróż do Syrii [18,18]. Tam pozostali, Paweł natomiast udał się w dalszą drogę [18,19–21]. Dlaczego pozostali w Efezie? Odpowiedź jest już w wersetach 24–26 tego samego rozdziału. Duch Święty zatrzymał ich w Efezie, bo wiedział, że będą Mu tam potrzebni, aby dokładniej wyłożyć drogę Bożą bardzo wartościowemu człowiekowi – Apollosowi. Po krótkim czasie Apollos udał się do Achai, natomiast Pryska i Akwila przez pewien czas pozostali jeszcze w Efezie. Tam bowiem założyli znowu warsztat, a w ich domu zgromadzali się wierzący [1Ko 16,19]. Jednakże kiedy apostoł Paweł pisał List do Rzymian, Pryska z mężem byli już z powrotem w Rzymie [Rz 16,3–5]. Tam również w ich domu zgromadzał się zbór.
List do Rzymian Paweł pisał wiosną 58 roku. Tak więc w ciągu około ośmiu lat Pryska i Akwila aż trzykrotnie zupełnie w nowych miejscach urządzali swoje mieszkanie, zakładali warsztat rzemieślniczy i w końcu wrócili znowu do miasta, skąd zostali wypędzeni i gdzie przecież wszystko stracili, czyli do Rzymu. Przy tym ciągle widać ich zaangażowanych w służbę Bożą, byli aktywnymi członkami zboru, ich mieszkanie było miejscem zgromadzeń zborowych.
Skąd Pryska brała siłę do tak trudnego życia? Przecież znane jest nam przysłowie, że dwa razy się przeprowadzić, to tak samo, jak raz się spalić. Niektórzy znają ten trud. Spróbujmy wyobrazić sobie Pryskę w jej ciągłym zmaganiu. Jakże trudno nam jest zdecydować się na jakąkolwiek zmianę miejsca zamieszkania, zwłaszcza gdy jesteśmy dobrze urządzeni. Pomyśl – czy gotowa jesteś na głos Ducha Świętego pozostawić miasto, w którym mieszkasz, twoje dobrze urządzone mieszkanie, przyjaciół, a może jeszcze dobrze prosperującą firmę, i wyruszyć w nieznane? A później, urządzać się w nowym miejscu nie mając żadnej gwarancji, że dłużej tam pozostaniesz?
Pryska najwidoczniej rozumiała, że jako naśladowcy Jezusa Chrystusa są przychodniami i gośćmi na ziemi [1Pt 2,11], że nie mają tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukają [Hbr 13,14] i dlatego z ufnością słuchała głosu Ducha Świętego. Czy wsłuchujesz się w ten wewnętrzny głos, który do ciebie przemawia i czy akceptujesz go, bez względu na to, w jakim kierunku cię on prowadzi? Czy może przyjmujesz tylko to, co jest po twojej myśli, co zgadza się z twoją logiką? Kiedyś Abraham z Sarą też usłyszeli Boży głos i uwierzyli temu Słowu, nie dociekając, czy na tym zyskają, czy stracą, i wyruszyli w nieznane.
3. Pryska była niezwykle aktywnym, zwyczajnym członkiem zboru.
Z postępowania niektórych wierzących ludzi wynika, że są oni gotowi gorliwie pracować dla Pana, ale tylko wówczas, gdy obdarzy się ich jakimś tytułem i postawi na jakimś stanowisku. Sądzą, że niewiele można zrobić w zborze, jeśli nie jest się członkiem rady zborowej, albo niewiele można zdziałać w kole niewiast, jeśli nie zasiada się w zarządzie tego koła. Niech więc pracują ci, którzy piastują urzędy, którzy zostali do tego zobowiązani. Będę się martwić o powodzenie danej pracy, kiedy mnie wybiorą – taki sposób myślenia zdaje się zdradzać wielu członków zboru.
Pryska i Akwila byli jednak w zborze zwyczajnymi członkami, a jakże aktywne było ich to zwyczajne członkostwo. Byli gościnni. W Koryncie znalazł u nich schronienie Paweł. W Efezie zajęli się Apollonem. Użyczali wierzącym swojego mieszkania do odbywania zgromadzeń. Jak bardzo jest to uciążliwe, wie każda siostra, która nie tylko udostępniła swojego mieszkania na spotkania zborowe, ale chociażby mieszkała w najbliższym sąsiedztwie zgromadzeń zborowych. Dalej, będą zwykłymi członkami zboru, stali się współpracownikami apostoła Pawła. Za jego życie nadstawili swojej własnej głowy. Nie tylko Paweł zaciągnął u nich dług wdzięczności, ale i wszystkie zbory pogańskie.
Czy można być tak skutecznym w służbie Bożej, będąc zwyczajnym członkiem zboru? Życie Pryski i jej męża dowodzi, że tak. Pomyśl więc, co możesz zacząć robić dla Pana w twoim zborze, w twoim środowisku, w kole niewiast, już teraz, od dziś, będąc zwyczajnym członkiem zboru, zanim wybiorą cię do pełnienia jakieś specjalnej funkcji.
4. Pryska umiała słuchać ludzi. Potrafiła wczuwać się w ich potrzeby.
Spostrzeżenia takiego można dokonać w czasie czytania Dziejów Apostolskich 18,24–26, kiedy to do Efezu przybył Apollos – mąż wymowny, biegły w Pismach, obeznany z drogą Pańską, pałający duchem, śmiało przemawiający i nauczający w synagodze. Jednym słowem – wspaniały kaznodzieja. Jego kazania z pewności podobały się ludziom. Można sądzić, że wierzący w Efezie zachwycali się takim zwiastowaniem o Jezusie. Przyjmowali je entuzjastycznie i bezkrytycznie.
Czytamy, że Pryscylla i Akwila usłyszeli Apollosa. Przecież nie tylko oni usłyszeli. Można się domyślać, że słyszało go wiele setek, a może i tysięcy Efezjan. Widocznie jednak Pryscylla i Akwila słuchali w jakiś specjalny sposób, słuchali inaczej, skoro w wyniku tego słuchania zaczęli działać, podczas gdy inni – być może – z zachwytem szeptali: – Ach, jaki wspaniały mówca. Pryska i Akwila wyczuli, że Apollosowi czegoś brakuje, że pomimo jego wspaniałych kazań, w jego posługiwaniu widoczny jest pewien niedostatek, którego nawet on sam nie jest świadomy. Zajęli się więc nim. Myślę, że najpierw zaprosili go do siebie na obiad, może zaproponowali mu u siebie kwaterę. Rozmawiali z nim. Nie wiemy jak długo się nim zajmowali, ale wiemy, że w efekcie tego wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą.
Nieprawdopodobna historia. Laicy, zwykli członkowie zaboru, niewiasta i jej mąż – wykładają dokładniej drogę Bożą zdolnemu kaznodziei. Werner de Boor komentując to miejsce Dziejów Apostolskich tak pisze: "Apollos dal się zaprosić, nie wzbraniał się zasiąść w skromnym rzemieślniczym domu, pozwolił aby wytwórca namiotów, więcej, jego żona, wprowadzili go głębiej w żywą wiarę w Jezusa. Chwała zborowi, który ma takich laików, którzy odważają się wytknąć braki wymownemu i biegłemu w Biblii kaznodziei. I chwala teologowi, który nie jest zbyt dumny, aby przyjąć od zwykłych członków zboru uwagi i dalszą pomoc".
Pryska była dojrzałą chrześcijanką. Kiedy słuchała, to nie słuchała tylko pięknej mowy, ale słuchała jej duchowej zawartości. A kiedy mówiła, to w rezultacie jej mowy nawet teolog lepiej poznał drogę Bożą. Zastanów się, jak ty słuchasz innych? Jak słuchasz kazania w zborze? Czy czasem z tego słuchania nie wypływa tylko następujący wniosek: Ach, jak on pięknie przemawiał! Albo: Oj, nie bardzo mu to dzisiaj wyszło..? Czy w kazaniu widzisz tylko ciągle człowieka, który przemawia, czy też potrafisz już spojrzeć głębiej i słuchać duchowej prawdy, słuchać Jezusa? Czy zanim zdecydujesz się cokolwiek powiedzieć, najpierw starasz się dobrze usłyszeć i zrozumieć innych? Może słuchasz zbyt powierzchownie i dlatego to, co później mówisz nie trafia w rzeczywiste potrzeby twoich rozmówców?
5. Pryska miała odwagę powrócić do miejsca, gdzie wszystko straciła.
Tym miejscem był Rzym. Nie minęło więcej niż osiem lat, a Duch Święty poprowadził Pryskę i jej męża znowu do Rzymu, do miejsca, gdzie przeżyli wielka przykrość, skąd zostali wręcz wypędzeni. Sytuacja polityczna nie uległa radykalnej zmianie. Nadal panowali tam cesarze, od których w każdej chwili można było spodziewać się najgorszego. Z historii wiemy, że cesarz, który ich wypędził, Klaudiusz, zmarł w roku 54. (został otruty) a jego następcą został Neron, znany prześladowca chrześcijan, który już w roku 64. rozpoczął wielkie prześladowanie wyznawców Jezusa. Pryska i Akwila powrócili do Rzymu około 58 roku, a więc niedługo cieszyli się swobodą. Niewykluczone nawet, że wrócili po to, aby ponieść tam męczeńską śmierć. Jedno wszakże jest w tej historii wyraźne. Pryska i Akwila nie bali się wrócić do tego miejsca, które wiązało się dla nich z przykrymi wspomnieniami.
Człowiek normalnie nie lubi wracać do takich miejsc, w których przeżył tragedię, zwłaszcza, gdy zagrożenie nie ustąpiło. Unikamy ludzi, którzy wyrządzili nam przykrość w życiu, stronimy od środowiska, które kiedyś nas odrzuciło. Zrażamy się do jakiegoś zboru, towarzystwa, miejsca pracy, jeśli spotkało nas tam niepowodzenie. Bywa jednak czasem i tak, że Bóg chce nas znowu do takich miejsc posłać, pomimo tego, że kojarzą się one dla nas z czymś najgorszym. Czy jesteśmy gotowi na Boże wezwanie powrócić do takich miejsc? Spotkać się znowu z ludźmi, którzy swego czasu wyrządzili nam przykrość i okazać im serdeczność?
Pryska powróciła do takiego miejsca, bo kierował nimi Duch Święty. Nie opierała się, bo byli tam potrzebni, aby inni mogli znaleźć w ich domu oparcie i spokojne miejsce do wspólnej modlitwy.
Dzięki Bogu, że On miał i wciąż ma takich ludzi, od których możemy się uczyć prawdziwego uczniostwa. Którzy podejmując decyzje życiowe, właściwie zapominają o szukaniu własnego dobra, a pragną i pamiętają o potrzebach bliźnich, współbraci, o potrzebach Ciała Chrystusowego. A co ty masz na uwadze? Czyjego dobra przede wszystkim pragniesz, podejmując różne decyzje w twoim życiu? Słowo Boże naucza, że miłość nie szuka swego. Pryska i Akwila najwyraźniej taką miłość posiadali.
Omówiliśmy pięć wniosków, jakie można wysnuć z rozważania życia Pryski i jej męża, Akwili. Sądzę, że mogą one być pomocne w życiu każdego szczerze wierzącego chrześcijanina. Tym bardziej zachęcające, że wynikają z życia zwyczajnych członków zboru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






