13 sierpnia, 2013

Mur samowoli budowlanej

Struktura Muru Berlińskiego
Dziś rocznica rozpoczęcia budowy Muru Berlińskiego. 13 sierpnia 1961 roku komunistyczne władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej przy użyciu wojska i innych służb zablokowały wszystkie połączenia między Berlinem Wschodnim a Berlinem Zachodnim. Jednocześnie rozpoczęto wznoszenie wysokiego muru okalającego Berlin Zachodni.

Mur Berliński (niem. Berliner Mauer)  składał się z całego systemu umocnień o długości około 156 km. Tworzył go przede wszystkim wysoki mur betonowy, ale także okopy, zapory drutowe, zaminowana strefa ochronna i wieże strażnicze. W języku propagandy NRD nazywano go  antyfaszystowskim wałem ochronnym. Miał on chronić szczęśliwych obywateli socjalistycznego kraju przed duchem zachodniego imperializmu i faszyzmu. Faktycznie zaś Mur Berliński został zbudowany po to, aby ukrócić swobodę kontaktów między obywatelami obydwu republik niemieckich i uniemożliwić ucieczkę Niemców wschodnich na Zachód.
Mur Berliński przy Bramie Brandenburskiej
w 1961 roku


Mur przetrwał do grudnia 1989 roku. Zanim jednak został rozwalony rękami Niemców pragnących jedności narodu, stał się miejscem śmierci setek osób starających się go sforsować i przedostać się do Niemieckiej Republiki Federalnej. Dziś zostało po nim tylko ponure wspomnienie i oznakowanie miejsc, którędy niegdyś przebiegał.

Mur rozdzielający obywateli tej samej narodowości, ale także członków jednej rodziny lub ludzi tej samej wiary, może powstać bardzo szybko i jakby wbrew intencjom obydwu stron. Wystarczy rozbieżność poglądów, konflikt interesów czy poczucie krzywdy, a przy braku należytej komunikacji mur urośnie w oczach niemal z dnia na dzień. Wkrótce przerodzi się w cały system umocnień przeciwko Bogu ducha winnym współpracownikom, przyjaciołom, a nawet braciom i siostrom.

W czasach biblijnych powstał wysoki mur oddzielający żydów od  pogan. Żydzi gardzili ludźmi innej narodowości. Ewangelia o Jezusie Chrystusie tak trudno się przyjmowała się w Izraelu, ponieważ w ludzkich sercach stał wysoki mur wzajemnej niechęci. Dopiero wiara w Jezusa scaliła serca pogan i Żydów. Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni [Ef 2,13-14].

Chociaż wolę wspominać rocznicę zburzenia Muru Berlińskiego, to jednak nie wolno mi zbagatelizować przestrogi, jaka płynie z przypomnienia sobie faktu rozpoczęcia jego budowy. Czy przypadkiem w moim własnym sercu nie powstaje jakiś mur nieprzyjaźni? Po cóż miałbym go wznosić? Przecież jako naśladowcy Pana Jezusa Chrystusa wkrótce  i tak trzeba mi będzie go zburzyć. Nie tylko nie będzie miał on prawa utrzymać się dłużej niż Mur Berliński, ale z racji wiary w Chrystusa w ogóle nie powinien powstawać!

Wznoszenie przez chrześcijanina jakiegokolwiek muru niechęci względem bliźnich - to w świetle Biblii duchowa samowola budowlana!

12 sierpnia, 2013

Nawet cała Planeta się cofnie!

Przeczytałem dziś w Biblii niezwykłe rzeczy o królu judzkim Hiskiaszu.  Pewnego dnia wraz z całą stolicą znalazł się on w wielkich tarapatach . U bram Jerozolimy stanęły wojska asyryjskie grożąc jej całkowitym zniszczeniem. Król usłyszawszy asyryjskie groźny czym prędzej wysłał ludzi do proroka Izajasza, aby zapytać się o jego opinię w tej sprawie. I otrzymał odpowiedź:  Tak mówi Pan: Nie bój się tych słów, które słyszałeś, a którymi mnie lżyli pachołcy króla asyryjskiego! Oto natchnę go takim duchem, że gdy usłyszy pewną wieść, wróci do swojej ziemi [Iz 37-6-7]. Rzeczywiście wkrótce tak się stało. Asyryjczyczy, wprawdzie sporo wcześniej się nawygrażali, ale w pewnym momencie nastąpiła w nich dziwna zmiana. Jak przyszli, tak i odeszli, nie wyrządzając Judejczykom żadnej szkody.

Niemal równolegle król Hiskiasz przeszedł kolejną próbę wiary w Boga. Śmiertelnie zachorował i wszystko wskazywało na to, że niebawem umrze. Lecz i tym razem Hiskiasz zwrócił się do Boga. Rozpłakał się i w szczerej modlitwie opowiedział Bogu, co czuje. Nie chciał odchodzić – jak to wyraził - w połowie swoich dni. I znowu Bóg do niego przemówił: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Oto dodam do twoich dni piętnaście lat. I wyrwę ciebie i to miasto z ręki króla asyryjskiego, i osłonię to miasto. A taki będzie znak od Pana, że spełni Pan to, co rzekł: Oto Ja cofnę o dziesięć stopni cień na stopniach, po których zachodzi słońce na słonecznym zegarze Achaza. I cofnęło się słońce o dziesięć stopni na stopniach zegara, na których już zaszło [Iz 38,5-8].

To nie jest żadna bajka. To prawdziwa historia odnotowana w dziejach Izraela. Odczytane dziś Słowo Boże bardzo dodaje mi otuchy. Ludzie mogą mówić przeciwko mnie, co sobie tylko zechcą, ale to Pan ostatecznie decyduje, jaki będzie dalszy scenariusz wydarzeń. Wiele zamysłów jest w sercu człowieka, lecz dzieje się wola Pana [Prz 19,21]. Oblężenie Jerozolimy dla postronnego obserwatora zakończyło się dość tajemniczo. Najeźdźcy pewnego dnia zwyczajnie zabrali się i odeszli. Nie inaczej skończyła się groźba rychłej śmierci. Umierający Hiskiasz, jak na talerzyku, otrzymał w darze od Boga piętnaście dodatkowych lat życia! Alleluja!

Dziękuję Ci, Panie Jezu, za to cudowne poczucie bezpieczeństwa, jakie mam w Tobie. Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz myśl moją z daleka. Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich. Jeszcze bowiem nie ma słowa na języku moim, a Ty, Panie, już znasz je całe. Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu, i kładziesz na mnie rękę swoją [Ps 139,2-5].

Taka jest prawda. Gdy Chrystus Pan uzna to za potrzebne, to dla swojego dziecka nawet cofnie ruch obrotowy całej Planety! Dlaczego - mimo tej błogosławionej prawdy - Ziemia nie zatrzymuje się co chwila i przeważnie obraca się w jedną stronę? Objaśniałem to kiedyś w kazaniu pt. Antygwiazdorski dodatek.

09 sierpnia, 2013

Przyczółek, ważna rzecz!

Dziś rocznica rozpoczęcia znanej mi niegdyś wyłącznie z serialu „Czterej pancerni i pies” Bitwy pod Studziankami. 9 sierpnia 1944 roku pod dzisiejszą wsią Studzianki Pancerne, wojska radzieckie wraz z przydzieloną do nich polską 1 Brygadą Pancerną im. Bohaterów Westerplatte rozpoczęły bitwę z resztkami dwóch niemieckich dywizji pancernych i dywizją grenadierów.

Bitwa trwała kilka dni i zakończyła się zwycięstwem sił polsko-radzieckich. Czego w tej bitwie dokonali bohaterowie kultowego serialu, można dowiedzieć się oglądając odcinki 3,4 i 5. J  Z historii II Wojny Światowej natomiast jest wiadome, że celem oddziałów radzieckich i polskich pancerniaków była obrona przyczółku warecko-magnuszewskiego.

Właśnie o tym przyczółku dziś słów kilka. Utworzyły go wojska Armii Czerwonej w dniu 1 sierpnia 1944 roku, przeprawiając się przez Wisłę w rejonie Mniszewa i Ryczywołu. Przyczółek warecko-magnuszewski miał wielkie znaczenie strategiczne w dalszym marszu na Berlin. Niemcy ruszyli, aby czym prędzej wyprzeć sowietów ze świeżo utraconych terenów po zachodniej stronie Wisły. Zdawali sobie z tego sprawę, że jeżeli przyczółek pozostanie w rękach Armii Czerwonej, wówczas nie będą już mogli tak łatwo się jej oprzeć. Następnym, naturalnym sojusznikiem Niemców w stawianiu czoła wojskom radziecko-polskim mogła być dopiero rzeka Odra.

Idea przyczółku ma swoje - i to dwojakie - zastosowanie również w sferze duchowej. Każdy chrześcijanin ma do dyspozycji oręż sprawiedliwości ku natarciu i obronie [2Ko 6,7]. Prowadząc ofensywę, zaczynamy od zdobywania duchowych przyczółków na terytorium wroga. Trwałych zwycięstw w walce duchowej nie osiąga się w jeden dzień. Potrzebna jest w tym mądra taktyka; ruszyć, zdobyć przyczółek, umocnić pozycję i dopiero wtedy można podążać dalej!

Działa to jednak tak samo i w drugą stronę. Nieprzyjaciel nie może pogodzić się z przegraną. Stara się uchwycić w naszym odrodzonym życiu jakiś przyczółek. Diabeł, jak to niegdyś mawiał nasz gdański pastor, na początku nie domaga się od nas zbyt wiele. Stara się wbić w ścianę izby naszego serca chociażby tylko jeden swój gwóźdź. Gdy go już ma, może potem przyjść i chcieć na „swoim” gwoździu powiesić u nas kapelusz. I tak dalej, aż się całkiem do naszego serca wprowadzi.

Nie dawajcie diabłu przystępu [Ef 4,27]. Żadnego miejsca, żadnego czasu, żadnego przyczółku! Jezus mógł powiedzieć: Władca tego świata jest już bowiem w drodze. We Mnie jednak nie ma nic, na co mógłby się powołać, nic, co by mogło nas łączyć [Jn 14,30]. A co z nami? Czy i do nas wróg nie ma jak się przyczepić?

Jeżeli dziś pozwalamy mu całymi godzinami zadomawiać się w naszym życiu, to nie zdziwmy się, gdy z tych niepozornych przyczółków wyprowadzi któregoś dnia frontalny atak na naszą duchowość. Przyczółek to ważna rzecz!

08 sierpnia, 2013

Pokusa sięgania po nie swoje

Miejsce Napadu Stulecia
Dziś rocznica Napadu Stulecia (ang. Great Train Robbery).  8 sierpnia 1963 roku, na wiadukcie kolejowym koło miejscowości Mentmore w Wielkiej Brytanii doszło do jednego z największych napadów rabunkowych. Piętnastoosobowy gang zatrzymał pociąg i ukradł z wagonu pocztowego ponad 2,6 miliona funtów, czyli około 260 mln złotych. Nikt nie zginął, jedynie uderzony w głowę pałką maszynista nigdy już nie odzyskał zdrowia. Rabusie zostali złapani przez policję. Po 15 miesiącach niektórzy z nich uciekli z więzienia i stali się potem bohaterami utworów muzycznych i filmów. Zrabowanych pieniędzy nigdy nie odzyskano.

Wspomnienie tej zuchwałości sprzed pół wieku chciałbym wykorzystać jako przyczynek do pomyślenia dziś o niesłabnącej pokusie sięgania po nie swoje. Pracownica poczty skarży się, że co kilka dni brakuje jej w kasie równo 50 złotych. Rodzice mówią, że ani na chwilę nie mogą zostawić na wierzchu portmonetki. Niedawno widziałem, jak po zakończeniu zmiany kilku pracowników, zamiast w stronę domu, najpierw (nie) wiadomo dlaczego pojechali na zaplecze firmy i coś przy parkanie pośpiesznie ładowali do bagażnika. Parę dni temu dyrektor gdańskiego banku odjechał w kajdankach, bo udzielił milionowych kredytów firmom, które sam sobie wymyślił. Wymieniać dalej?

Ludzie, którzy zasłynęli z wielkich kradzieży, zazwyczaj zaczynali od drobnych. Nie kradnij […] Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego [2Mo 20,15-17]. Tak brzmią końcowe wezwania Dekalogu. Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu [Ef 4,28] – wzywa Pismo Święte Nowego Testamentu.

Jakże to budujące, gdy ludzie obdarzają nas zaufaniem i nie boją się, że im coś ukradniemy. Czy mają rację? Czy naprawdę bez obaw mogą nas zostawić samych w miejscu, gdzie leżą pieniądze i dużo kosztownych drobiazgów? Mówi się, że okazja czyni złodzieja. To nieprawda. Wyciąganie ręki po nie swoje, to nie jest kwestia okazji. To sprawa charakteru człowieka, a nad nim trzeba pracować.

Podstawowa zasada jest prosta: Korzystam wyłącznie z tego, co sam zrobiłem, kupiłem, na co zapracowałem, lub co dostałem w prezencie. O wszystko inne powinienem wcześniej zapytać i uzyskać zgodę właściciela. Trzymając się tej zasady dobrze kształtuję i umacniam swój charakter. Nigdy nie przylgnie do mnie łatka złodzieja.

06 sierpnia, 2013

Little Boy

bomba atomowa Little Boy
Rankiem 6 sierpnia 1945 roku z amerykańskiego bombowca  Boeing B-29 zrzucono bombę atomową na japońskie miasto Hiroszima. Śmiercionośny ładunek eksplodował na wysokości ponad pół km nad centrum miasta, zabijając w ciągu tego jednego dnia ponad 100 tysięcy Japończyków.  Dalsze 65 tysięcy osób zmarło na chorobę popromienną w następnych latach.

Była to pierwsza na świecie bomba uranowa, zastosowana jeden i jak do tej pory jedyny raz w walce przeciwko człowiekowi. Nad Nagasaki zdetonowano trzy dni później bombę z ładunkiem plutonowym. Amerykanie użyli bomby atomowej w celu jak najszybszego zakończenia wojny; przyspieszenia kapitulacji Japonii, złamania ducha walki w Japończykach, również cywilach, którzy dali się im poznać z tego, że woleli ginąć niż się poddawać.

Bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę otrzymała dość ironicznie brzmiącą nazwę Little Boy (chłopczyk). Wcześniej pod takim kryptonimem kryły się duże bomby zapalające, które Amerykanie masowo zrzucali na Japonię. Bomba Little Boy odziedziczyła po tych bombach zewnętrzny pancerz, co łudząco ją to tych bomb upodabniało. Jednak jej zawartość i potencjał rażenia był nieprównanie od nich większy.

Mało kto wiedział, że ów - podobny do innych - ładunek Little Boy narobi 6 sierpnia 1945 roku takich potwornych zniszczeń. Coś tam zmienili pod pancerzem i chociaż bomba wyglądała, jak wszystkie inne poprzednie, stała się narzędziem potwornego zniszczenia.

Ta myśl przykuła dziś rano moją chrześcijańską uwagę. Podobnie bywa z niejednym człowiekiem. Zazwyczaj jesteśmy dość obliczalni i wiemy, czego można się po innych spodziewać. Gdy jednak diabłu uda się na tyle przedostać do serca jakiegoś człowieka, żeby mu je zmienić, to wówczas taki człowiek staje się nieobliczalnie niebezpieczny. Na zewnątrz wygląda tak samo jak wcześniej, lecz w środku jest już całkiem inny.

Biblia opisuje to ukryte niebezpieczeństwo na wiele sposobów. Ten, kto nienawidzi, udaje wargami innego, lecz w sercu knuje podstęp; nie wierz mu, choć odzywa się miłym głosem, gdyż siedem obrzydliwości jest w jego sercu [Prz 26,24-25]. Strasznie to przykre, mieć do czynienia z człowiekiem, który zmienił się w środku i zaraża teraz swoim złem wielu ludzi.

Na szczęście przyszedł Syn Boży i takie śmiercionośne ładunki rozbraja. A Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie [1Jn 3,8].  Nie tylko je unieszkodliwia, ale wymienia całe wnętrze. Ja dam im nowe serce i nowego ducha włożę do ich wnętrza; usunę z ich ciała serce kamienne i dam im serce mięsiste [Ez 11,19].

Bóg zawsze wie, co kryje się w ludzkim wnętrzu. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce [1Sm 16,7]. Jezus pod tym względem nikomu nie dał się zaskoczyć, bo przejrzał wszystkich  i od nikogo nie potrzebował świadectwa o człowieku; sam bowiem wiedział, co było w człowieku [Jn 2,24-25].

Ja, niestety, niejeden już raz mocno się naciąłem. Najwyraźniej trzeba mi na przyszłość mocniej trzymać się Jezusa i uważniej słuchać Jego głosu.

04 sierpnia, 2013

Strasznie smutna rocznica

Pod Murem Płaczu, luty 2013
Dziś wspomnienie jednej z najsmutniejszych rocznic. 4 sierpnia 70 roku zburzona została - i to ponownie - świątynia w Jerozolimie. Budowla, która powstała ściśle według instrukcji samego Boga, miejsce, gdzie JHWH przez wieki objawiał swą obecność zostało potraktowane tak, jakby Wszechmogący nie miał z nim nic wspólnego. Najpierw w VII wieku przed Chrystusem zniszczona przez Babilończyków, odbudowana po powrocie z niewoli i później mozolnie przez prawie pół wieku przebudowywana za czasów Heroda, ostatecznie została zamieniona w luźne gruzowisko.

A gdy niektórzy mówili o świątyni, iż jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i klejnotami, rzekł: Przyjdą dni, kiedy z tego, co widzicie, nie pozostanie kamień na kamieniu, którego by nie rozwalono [Łk 21,5-6]. Tak prorokował Jezus mniej więcej czterdzieści lat przez zbliżającą się tragedią. Dziś ze świątyni w Jerozolimie pozostał jedynie złożony z tych kamieni fragment zwany Murem Zachodnim albo Ścianą Płaczu.

Jako chrześcijanin bardzo zamyślam się nad tym faktem. Niewątpliwie było to miejsce absolutnie wyjątkowe, wskazane, wybrane i nawiedzane przez Boga, a zostało przez Niego porzucone. Dlaczego? Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie byli posłani, ileż to razy chciałem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz zgromadza pisklęta swoje pod skrzydła, a nie chcieliście. Oto wasz dom pusty wam zostanie [Łk 13, 34-35].

Zburzenie świątyni w Jerozolimie, to straszna przestroga. Niewiara i brak posłuszeństwa Bogu może doprowadzić do ruiny najwspanialsze miejsce oraz pogrzebać najbardziej duchowe przedsięwzięcia. Dlatego, żeś nie poznało czasu nawiedzenia swego - wyjaśnił Jezus przyczyny zbliżającego się upadku Jeruzalemu [Łk 19,44]. Brak należytej wrażliwości mieszkańców miasta na posłanie im Mesjasza zaowocował tak tragicznym końcem.

Nie jest więc tak, że rozpada się jedynie to, co od samego początku nie ma związku z Bogiem. Również rzeczy i sprawy mające na początku pieczęć i markę Bożą, jeżeli zabraknie w nich wiary i bojaźni Bożej, zostaną w końcu opuszczone przez Najwyższego i wystawione na pastwę wroga. I bynajmniej zburzona świątynia nie jest żadną oznaką fiaska Bożego. 4 sierpnia  A.D. 70. zbankrutowała religijność Żydów. Klęskę poniosła pobożność, która od lat - mimo licznych napomnień - przestała podążać za głosem żywego Boga.

Bóg jednak może któregoś dnia opuścić umiłowane miejsce i przestać wspierać wybranego człowieka? Niestety tak. Dlatego uniżam się dziś przez Bogiem i proszę: Mów do mnie, Panie, i stale napełniaj mnie Duchem Świętym, abym nigdy nie sprzeciwiał się Tobie i nie pozostawał obojętny na Twój głos, ażeby nie stało się ze mną tak, jak ze świątynią w Jerozolimie.