31 maja, 2011

W królestwie białych bocianów

Mówi się, że Polska to królestwo bocianów. Mamy ich tutaj ponad 50 tysięcy, co stanowi blisko jedną czwartą całej populacji tych pięknych ptaków. Daje to nam pierwsze miejsce na świecie pod względem ich gniazdowania.

 Z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Przyrody Pro Natura 31 maja w Polsce – to Dzień Bociana Białego. Celem tego dnia jest chęć zwrócenia uwagi na szczególne miejsce, jakie ten ptak zajmuje w polskiej kulturze i krajobrazie, na czyhające nań zagrożenia oraz na potrzebę jego ochrony. Jest to naprawdę ptak wyjątkowy. Powszechnie przecież wiadomo, że bocian "przynosi dzieci" i cóż byśmy poczęli, gdyby go w Polsce zabrakło? J

Jedną z prawdziwych cech, charakterystycznych dla bociana białego jest to, że w odróżnieniu od swojego czarnego brata, lubi sąsiedztwo siedlisk ludzkich. Bocian czarny unika takiego towarzystwa i zakłada gniazda w lesie, gdzieś na odludziu, natomiast bocian biały wprost przeciwnie, lubi gnieździć się i wychowywać potomstwo w miejscach zamieszkiwanych przez ludzi.

 Podobnie bywa z ludźmi. Jedni lubią przebywać w towarzystwie, zawsze szukają możliwości jakiegoś spotkania i kontaktu, drudzy wolą odludzie. Dość często pojawia się tu swego rodzaju prawidłowość, że "bocian czarny" woli się ukrywać ze swoimi słabościami i grzechami, podczas gdy "bocian biały" wychodzi z ukrycia i dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu [Jn 3,21].

 Mam dzisiaj jeszcze inną refleksję związaną z bocianem. Otóż bocian biały niechętnie lata siłą własnych mięśni. Częściej posługuje się lotem szybowcowym, czyli wykorzystując powierzchnię swoich skrzydeł i wznoszące, ciepłe prądy powietrzne. Najwidoczniej o tym właśnie wspomina Biblia: Znowu podniosłem oczy i spojrzałem, a oto wyszły dwie kobiety, których skrzydła poruszał wiatr, a miały skrzydła jak skrzydła bocianie [Za 5,9].

 Aby móc swobodnie szybować w przestworzach, trzeba mieć odpowiednie skrzydła. Strusica radośnie bije skrzydłami, lecz czy są to skrzydła i pióra bociana? [Jb 39,13]. Struś choćby nie wiem jak bardzo chciał, nie jest w stanie szybować. Gdyby w powietrzu – jak bocian – rozłożył swoje skrzydła, to najnormalniej runąłby na ziemię. Innymi słowy, ażeby bez wysiłku godzinami szybować, trzeba być bocianem!

 To jest myśl. Są ludzie, którzy siłą swoich religijnych starań i dobrych uczynków próbują osiągnąć cudowny poziom wewnętrznego pokoju i radości. Niestety, wciąż nie mają pokoju Bożego i nie wiedzą, co to znaczy być usprawiedliwionym i pojednanym z Bogiem. Jak strusica biją skrzydłami, pomnażają swoje wysiłki, ale wciąż nie znają uczucia frajdy z wysokich lotów.

 Kto zaś naprawdę uwierzy, że Jezus Chrystus poniósł całą karę za jego grzechy, kto przez wiarę dostąpi oczyszczenia z grzechów i usprawiedliwienia – ten zostaje pojednany z Bogiem i od tej chwili w sensie duchowym może wzbijać się bardzo wysoko. Jak bocian, nie siłą własnych mięśni, ale korzystając z łaski Bożej! Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił [Ef 2,8-9]. Alleluja!

Cieszę się, że od wielu już lat żyję w królestwie "białych bocianów".

30 maja, 2011

Co masz w metryce urodzenia?

Dziś w Polsce Dzień Rodzicielstwa Zastępczego – święto o charakterze państwowym, uchwalone przez Sejm RP 24 maja 2006 roku. Oto treść tej uchwały:

 Uznając potrzebę poprawy losu dzieci odrzuconych i osieroconych oraz działań na rzecz rozwoju i popularyzacji ruchu rodzicielstwa zastępczego w Rzeczypospolitej Polskiej, uchwala się, co następuje: Art. 1. Dzień 30 maja ustanawia się Dniem Rodzicielstwa Zastępczego. Art. 2. Uchwała wchodzi w życie z dniem ogłoszenia. Marszałek Sejmu: M. Jurek

Rodzina zastępcza - to rodzina zapewniająca opiekę i wychowanie dziecku pozbawionemu opieki rodzicielskiej. Dotyczy to dzieci, które z powodu przeszkód natury prawnej nie mogą być adoptowane, bo na przykład ich biologiczni rodzice nie zostali pozbawieni praw rodzicielskich, albo które mogłyby zostać adoptowane, ale nie udaje się znaleźć dla nich rodziny adopcyjnej.

 Z reguły rolę rodziny zastępczej pełnią małżonkowie, którzy albo nie posiadają własnego potomstwa, albo którzy pragną poszerzyć grono własnych dzieci o jedno lub kilkoro dzieci potrzebujących opieki, co w każdym przypadku i dla obydwu stron oznacza niełatwą sytuację.

 Idea rodzicielstwa zastępczego spotyka się oczywiście z powszechną pochwałą, co również znalazło odzwierciedlenie w przywołanej uchwale Sejmu RP. Klasyfikowane jako pomoc dzieciom odrzuconym bądź osieroconym, spotyka się z uznaniem i poparciem społeczeństwa a i Pismo Święte, nazywając Boga Ojcem sierot [Ps 68,6], tego rodzaju troskę wynosi na piedestał postaw miłych Bogu.

 W świetle Biblii widać, że udzielanie pomocy i troska o dzieci osierocone, bądź w inny sposób pozbawione bezpiecznego gniazda rodzinnego, są szlachetne i godne naśladowania. Zwłaszcza, jeżeli sprawa jest jasno postawiona, a rodzice zastępczy nie popadają w iluzję, że będą lub że powinni być traktowani, jak rodzice prawdziwi. Gdy domownicy są świadomi wzajemnych relacji i specyfiki sytuacji, w której się znajdują, wówczas są zdolni stawić czoła większości nieuchronnie czekających ich napięć i dylematów.

 Czerwona lampka zapala się jednak, gdy w grę zaczyna wchodzić adopcja lub próba nadawania rodzinie zastępczej charakteru rodziny rzeczywistej. Proszę pamiętać, że dziecko nie urodzone w danym domu, choćby nie wiem jak był to dom wspaniały, w pewnym okresie odczuwa "zew krwi" i zaczyna szukać prawdziwego ojca, prawdziwej matki i kontaktu ze swoimi rzeczywistymi krewniakami.

 Takie świadectwo daje Biblia chociażby na przykładzie Mojżesza. A gdy go wyrzucono, wzięła go córka faraona i wychowała go sobie za syna. Wdrożono też Mojżesza we wszelką mądrość Egipcjan, a był dzielny tak w słowach, jak i w czynach. A kiedy skończył czterdzieści lat, stało się potrzebą jego serca odwiedzić braci swoich, synów Izraela [Dz 7,21–23]. Nieważne, co mu przez lata wpajano. Był Żydem i nim pozostał. Od tego czasu córka faraona straciła go bezpowrotnie.

 Bóg nie tworzy grona swoich synów i córek na zasadach adopcji. On przyłącza nas i czyni swoimi domownikami poprzez akt nowego narodzenia. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego, którzy narodzili się nie z krwi ani z cielesnej woli, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga [Jn 1,12–13]. Kto jest chrześcijaninem jedynie "adoptowanym" do Bożej rodziny, ten któregoś dnia z niej odejdzie.

Na stałe pozostają w niej tylko osoby zrodzone z wody i Ducha. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz syn pozostaje na zawsze [Jn 8,35]. Kto w metryce urodzenia nie ma adnotacji: "nowe stworzenie", ten we wspólnocie chrześcijan na dłużej nie zagrzeje miejsca. Tylko osoby zrodzone z góry są i na stałe pozostaną domownikami wiary.

 Każdy zbór chrześcijański tego doświadcza, że dla niektórych osób stanowi on jedynie wartość rodziny zastępczej. Jakiś czas się w nim przechowają, a potem – chociażby nawet bracia i siostry próbowali nieba im uchylać – odchodzą w siną dal. Dlaczego? Bo się w nim naprawdę nie narodzili na nowo. Owszem są, nawet cieszą się z tego, ale któregoś dnia poczują jakiś "zew krwi" i pójdą dalej...

27 maja, 2011

Święto lokalnej "sprawiedliwości"

Dziś jest Dzień Samorządu Terytorialnego, uchwalony przez Sejm RP w 2000 roku. Jest to święto o charakterze państwowym i ma na celu upamiętniać pierwsze wybory samorządowe, a zarazem pierwsze w pełni wolne wybory w powojennej Polsce z 27 maja 1990 roku.

 W uchwale Sejmu na 10–lecie odrodzenia polskiego samorządu terytorialnego napisano m.in.: [...] Dziś w działalności samorządu terytorialnego ma swój bezpośredni i pośredni udział wiele tysięcy obywateli, co jest podstawą demokratycznego państwa i społeczeństwa obywatelskiego. [...] Z perspektywy 10 lat widać, że mimo trudnych warunków, w których przyszło im działać, samorządy spełniają pokładane w nich nadzieje, a dla budowy silnego państwa szczególne znaczenie mają dorobek pokoleń, lokalne więzi, patriotyzm, samoorganizacja, ciągła praca, samodoskonalenie i służba ludziom."

Wspomniane w uchwale - dorobek pokoleń, lokalne więzi i patriotyzm mają w katolickiej Polsce wyjątkowe oblicze. W społeczeństwie zdominowanym przez jedną religię demokracja staje się potężną siłą, dającą poczucie pewności siebie i umożliwiającą ignorowanie mniejszości.

 Połączenie rzymskokatolickiej tradycji, wpływu kurii na sprawy lokalne i wynikająca z tego miejscowa 'poprawność polityczna' czyni samorząd państwem w państwie. Ceremonia poświęcania niemal każdego obiektu i każdej instytucji o charakterze publicznym, nieustanne pokazywanie się głównych samorządowców w towarzystwie hierarchy, dają członkom lokalnych mniejszości czytelny sygnał, na co mogą liczyć idąc w swojej sprawie do magistratu.

 Każdy nowy pomysł władzy duchownej natychmiast zyskuje poparcie samorządowców i potrzebne na to grunty oraz środki. Miejscowa policja z pewnością solidnie zajmie się sprawą pierścienia arcybiskupa i skutecznie wytropi nie tylko jego złodzieja ale i nabywcę. Inni natomiast ze swoją krzywdą lub potrzebą muszą czekać, bo wciąż nie ma możliwości...

 Jako biblijnie wierzący człowiek żyjący i działający w Polsce, od lat jestem w mniejszości i dobrze wiem, o czym tu piszę. Nie jestem tym stanem rzeczy zdziwiony, choć nie ukrywam, że często bywam zbulwersowany, z powodu tych lokalnych układów wciąż natrafiając na ścianę.

 Może dlatego tak się dzieje, że 16 stycznia 2007 roku podczas opłatkowego spotkania miast i gmin papieskich, jeden z polskich biskupów ogłosił, że stosowną decyzją Stolicy Apostolskiej patronką polskich samorządowców została ustanowiona św. Kinga, a ja nie czczę świętych katolickich i nie modlę się do nich?

 W świetle Biblii widać tę lokalną rzeczywistość bardzo wyraźnie: Jeżeli widzisz, że w kraju ubogi jest gnębiony i że prawo i sprawiedliwość są gwałcone, nie dziw się temu, bo nad wysokim czuwa wyższy, a jeszcze wyższy nad tamtymi. Lecz w każdym razie korzyścią dla kraju jest to, że nad uprawną ziemią czuwa król [Kzn 5,7–8].

 W powyższych słowach dostrzegam również i taką myśl, że nie wszystkie lokalne sprawy powinny być w rękach samorządowców. Są sprawy, w których lokalny samorząd, z powodów wyżej wspomnianych zależności, nie jest w stanie podjąć obiektywnej i sprawiedliwej decyzji. Świadczą o tym chociażby liczne wnioski o przeniesienie śledztw w miejscowych sprawach do innej, odległej prokuratury rejonowej.

 Mojżesz wybrał mężów dzielnych z całego Izraela i ustanowił ich naczelnikami nad ludem, przełożonymi nad tysiącem, przełożonymi nad setką, przełożonymi nad pięćdziesiątką i przełożonymi nad dziesiątką. I sądzili lud w każdym czasie; tylko sprawę trudniejszą przedkładali Mojżeszowi, a każdą sprawę mniejszą rozsądzali sami [2Mo 18,25–26]. Mojżesz – Boży prawodawca – nie przekazał wszystkiego w lokalne ręce. Ludzie z poczuciem doznanej niesprawiedliwości mieli gdzie się udać.

 Połączenie demokracji i samorządu terytorialnego – to sposób sprawowania władzy w duchu tego świata, dopuszczony przez Boga, choć niezgodny z Jego wolą. Chrześcijanin w wymiarze doczesności uznaje te rządy, bo nie ma władzy, jak tylko od Boga [Rz 13,1] i im podlega. Jest jednak świadomy, że stanowią one instrument duchowego ucisku dla prawdziwych chrześcijan, wcale nie mniejszy, niż ucisk ze strony totalitaryzmu, czy dyktatury bezbożnego człowieka.

 Z pokojem Bożym w sercu i pogodą ducha będę więc nadal odbijać się od drzwi urzędników samorządu terytorialnego. Łatwiej mi, bo już dawno nie wierzę w prawo i sprawiedliwość na tej ziemi. Jezus powiedział: Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat [Jn 16,33].

25 maja, 2011

Protestować?

Dzisiaj mamy w Polsce dzień protestów antyrządowych. Organizuje je związek zawodowy "Solidarność" we wszystkich większych miastach. Związkowcy domagają się podniesienia płacy minimalnej do poziomu pięćdziesięciu procent średniej krajowej, zwiększenia liczby osób upoważnionych do korzystania z pomocy społecznej, czasowego obniżenia akcyzy na paliwa i przeznaczenia większych środków na walkę z bezrobociem.

 W moim mieście manifestacja pod hasłem: "Polityka wasza - bieda nasza" ma rozpocząć się na Placu Solidarności. Potem jej uczestnicy przemaszerują pod Urząd Wojewódzki, by złożyć na ręce wojewody list do premiera, dawnego działacza Solidarności.  Dziwny jest ten świat...

 Prawdą jest, że nie wszystkim w Polsce żyje się lepiej. Niektórym jak najbardziej poprawiło się znacznie, podczas gdy pozostała większość ma coraz trudniej. Całomiesięczna praca za półtora tysiąca złotych, to – niestety – los bardzo wielu Polaków. Czy łatwo się im z tym pogodzić, zwłaszcza gdy słyszą, że ich prezesi i dyrektorzy zarabiają kilka, a nawet kilkadziesiąt razy więcej?!

 Jednakże Pismo Święte nigdzie nie wzywa ludzi wierzących do protestów i manifestacji przeciwko władzy. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, króla czcijcie [1Pt 2,17]. Kto jest prawdziwym chrześcijaninem, ten dobrze wie, że na tym świecie nie było, nie ma i nie będzie równości. Bogacz i nędzarz spotykają się; Pan stworzył obydwu [Prz 22,2]. Syn Boży nie przyszedł wyrównać ludziom materialnego poziomu ich życia. Albowiem ubogich zawsze u siebie mieć będziecie [Jn 12,8] – powiedział.

 Jako chrześcijanin odkryłem wspaniały sposób na to, ażeby być zadowolonym z życia. Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym. A ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie [1Tm 6,7–9].

 Odzież i wyżywienie mam zapewnione przez samego Boga z tej racji, że żyję przede wszystkim sprawami Królestwa Bożego. Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane [Mt 6,31–33].

 Jestem więc szczęśliwy i zadowolony z życia, niezależnie od tego, ile mam w portfelu. W odniesieniu do władzy natomiast obowiązuje mnie następująca instrukcja biblijna: Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają [Rz 13,1–2].

 Posłuszny Słowu Bożemu nie wdam się więc w żaden protest przeciwko władzy. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie [Rz 13,5]. Czy mogę postąpić inaczej? Pan tak powiedział  i basta.

 Z drugiej strony, wiem z Biblii, że każda władza, także władza RP, świadoma tego lub nie, ma swoją sprawę z Bogiem i któregoś dnia zostanie przez Niego rozliczona. Oto Ja wystąpię przeciwko tobie - mówi Pan Zastępów [...] Położę kres twojemu łupiestwu w kraju, już nie będzie słychać głosu twoich posłów [Na 2,14].

 Głosu niektórych posłów już dawno nie słychać.. ;)  Jest Bóg na niebie!

24 maja, 2011

Daj nam, Boże, takich ratowników!

Równo dwadzieścia lat temu, 24 maja 1991 roku pobito światowy rekord lotniczego przewozu pasażerskiego. W ramach operacji „Salomon” izraelski Boeing 747-400 linii lotniczych El Al zabrał na pokład 1122 pasażerów. Dodajmy, że normalnie, w wariancie najbardziej ekonomicznym, samolot ten ma 624 miejsca pasażerskie.

 Operacja Salomon była tajną akcją wojskową Izraela zorganizowaną w celu ratowania Żydów etiopskich tzw. felaszów, którzy z powodu destabilizacji politycznej w Etiopii znaleźli się w poważnym niebezpieczeństwie. Rząd Izraela postanowił ratować rodaków i przetransportować ich drogą powietrzną do Izraela.

 Samoloty Izraelskich Sił Powietrznych C–130 latały bez przerwy tam i z powrotem, wyładowane do granic możliwości. W ciągu zaledwie 36 godzin przewieziono 14 325 osób. W akcji wzięły też udział samoloty cywilne. Jeden z tych lotów wyróżnił się szczególnie, ustanawiając wspomniany rekord.

 Gdy myślę dziś o Operacji Salomon, to jakoś rośnie mi serce. Zamieszkujący w Etiopii Fedaszowie, potomkowie Żydów, którzy przed wiekami tam się osiedlili, zwani także Czarnymi Żydami, po wybuchu tamtejszej wojny domowej nie pozostali bez pomocy, zdani na pastwę głodu i krwiożerczych rebeliantów. Państwo Izrael spisało się znakomicie!

 Serce rośnie mi także z innego powodu. Piloci wspomnianego Boeinga 747 wiedzieli, ile osób normalnie można wpuścić na pokład. Mogli się uprzeć i w świetle przepisów prawa jak najbardziej byliby czyści. Jednakże nie byli tzw. służbistami. Potrafili wejść w położenie ludzi, którym groziło pozostanie w Etiopii, a znając rzeczywistą moc silników i udźwig swojego samolotu, podali im rękę.

Jakże często upierdliwe trzymanie się przepisów utrudnia, a nawet zaprzepaszcza szanse na skuteczne udzielenie ratunku. Płakać się chce, gdy czasem, w sytuacji wyjątkowej, przyjdzie człowiekowi stanąć oko w oko z panią za biurkiem czy jakimś innym tzw. przedstawicielem prawa, bezdusznie cytującymi mu jakiś przepis i odprawiającymi go z kwitkiem. Oto dlaczego tak często mamy w sercach złe emocje w stosunku do policjantów, celników, strażników miejskich i ogólnie - wszelkiej maści urzędników.

 W jednej chwili polubiłem tych dwóch nieznaych mi bliżej izraelskich pilotów, a zarazem wszystkich ratowników biorących udział w Operacji Salomon! Jestem przekonany, że ich postawa spodobała się też samemu Bogu, bo On jest Ratownikiem nr 1! On dla ratowania ludzi z ich grzechów posłał własnego Syna! Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny [Jn 3,16].

 Syn Boży w osobie Jezusa z Nazaretu był niezwykłym ratownikiem. Miał wielkie współczucie dla ludzi! Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10]. Dobrze wiedział, co należy i co powinien robić, bo kierował nim Duch Święty, a nie martwa litera. Można powiedzieć, że Jezus pomagając ludziom raz po raz łamał rozmaite żydowskie przepisy. Zyskiwał jednak coraz większe upodobanie w oczach Ojca i wśród uratowanych ludzi.

 Jeśli ktoś chciałby nazwać decyzję pilotów z Operacji Salomon szaleństwem, to daj Boże, żebyśmy takich szaleńców mieli jak najwięcej. Sam chcę stawać się kimś takim, zwłaszcza w zakresie ratowania ludzkich dusz przed wiecznym potępieniem.

Zachowaj mnie, Boże, przed bezdusznym trzymaniem się litery, choćby nawet miała to być litera samego Pisma Świętego, bo litera zabija, duch zaś ożywia [2Ko 3,6].

23 maja, 2011

Ja też mam pancerz!

Dziś Światowy Dzień Żółwia (ang. World Turtle Day) – święto zainicjowane w 2000 roku w Stanach Zjednoczonych i obchodzone corocznie 23 maja, w celu uświadamiania społeczeństwu konieczności ochrony wszystkich gatunków żółwi i popularyzowania wiedzy na ich temat.

 Żółwie to przebogate źródło interesujących obserwacji i wielka różnorodność gatunków. Według najnowszych klasyfikacji można podzielić je na 14 rodzin tworzonych przez 333 gatunki. Są jedynymi kręgowcami na świecie z zewnętrznym szkieletem – czyli pancerzem, składającym się z części górnej, grzbietowej i części dolnej, brzusznej. Z uwagi na ów pancerz są zwierzętami bardzo tajemniczymi, ponieważ nie przypominają żadnego innego stworzenia. Wciąż też nie jest znane ich dokładne pochodzenie.

 Dzięki swojemu wyglądowi żółw od zawsze budził w ludziach uznanie i podziw. Przypisywano mu takie cechy ludzkie, jak miłość czy mądrość, zaś długowieczność żółwia uczyniła go symbolem zdrowia, siły żywotnej i nieśmiertelności.

 Biblia wzmiankuje o żółwiu tylko jeden raz, przedstawiając synom Izraela zwierzęta, których nie powinni dotykać, gdy natkną się na ich padlinę. A wśród małych zwierząt, które biegają po ziemi, będą dla was nieczyste: kret, mysz i wszelkie gatunki jaszczurek, łasica, żółw, salamandra, skolopendra i kameleon. Te będą dla was nieczyste spośród wszystkich małych zwierząt. Każdy, kto się ich dotknie, gdy są nieżywe, będzie nieczysty do wieczora [3Mo 11,29–31].

Nakazane Żydom obostrzenia w zakresie higieny miały swoje uzasadnienie i z pewnością służyły ich dobru. Nie o tym jednak chcę dziś pisać. Mnie intryguje w żółwiu stale mu dostępna możliwość schronienia. W obliczu jakiegokolwiek zagrożenia może on natychmiast „wycofać” się do skorupy i bezpiecznie je w niej przeczekać. Pancerz żółwia jest naprawdę bardzo wytrzymały.

 Jako chrześcijanin mam podobną możliwość. Od czasu, gdy przez wiarę w Jezusa Chrystusa zostałem dzieckiem Bożym, codziennie korzystam z Jego szczególnej ochrony. Mogę swobodnie iść wszędzie, gdzie mi trzeba, mogę odważnie działać w rozmaitych okolicznościach, bo w razie czego mam natychmiastowe schronienie.

 Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam. Bo On wybawi cię z sidła ptasznika i od zgubnej zarazy. Piórami swymi okryje cię i pod skrzydłami jego znajdziesz schronienie. Wierność jego jest tarczą i puklerzem. Nie ulękniesz się strachu nocnego, ani strzały lecącej za dnia, ani zarazy, która grasuje w ciemności, ani moru, który poraża w południe. Chociaż padnie u boku twego tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawicy twojej, ciebie to jednak nie dotknie [Ps 91,1–7].

 W Światowym Dniu Żółwia, na nowo zdumiony jego niezwykłością, pozwalam sobie powtórzyć za królem Dawidem: Pan jest opoką moją i twierdzą moją, i wybawicielem moim, Bóg skałą moją, jemu ufam, tarczą moją, rogiem zbawienia mojego, schronieniem moim i ucieczką moją, wybawicielem moim, który mnie od przemocy wybawia [2Sm 22,2–3].

 Niczym żółw, mam dostępną na co dzień możliwość schronienia. Spokojnie się ułożę i zasnę, bo Ty sam, Panie, sprawiasz, że bezpiecznie mieszkam [Ps 4,9]. Alleluja!