02 stycznia, 2018

Jak pojednać się z Bogiem?

Przełom roku to dobra pora na pojednanie z Bogiem. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę [Iz 53,6] - mówi Biblia. Każdy z nas potrzebuje więc nawrócenia. Jak to zrobić? Jezus powiedział, że nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6]. To znaczy, że Bóg w Chrystusie świat ze sobą jedna, nie poczytując ludziom ich upadków, i nam powierzył słowo pojednania. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,19-20] - objaśnia nauka apostolska.

Jak więc naprawić swój kontakt z Bogiem? W tych dniach mocno przemawiają do mnie słowa Pisma Świętego, na których Dwight Eisenhower w styczniu 1953 roku - podczas zaprzysiężenia  na 34. prezydenta Stanów Zjednoczonych - trzymał palec. Gdy mój lud, nad którym wzywane jest moje imię, ukorzy się, ludzie zaczną modlić się, szukać mojej woli i zawrócą ze swoich błędnych dróg, to Ja wysłucham ich z nieba, odpuszczę ich grzech i uzdrowię ich ziemię [2Kn 7,14].

Trzeba nam ukorzyć się przed Bogiem, zacząć się modlić, szukać woli Bożej i zawrócić, aby pójść drogą naśladowania Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Serdecznie do tego zachęcam. Ja już tak  zrobiłem. Tobie też radzę, żeby dłużej już z tym nie zwlekać.

29 grudnia, 2017

Pokuta na przełom roku?

Największą potrzebą człowieka ubrudzonego jest prysznic. W takim stanie nie próbujemy pomagać innym ludziom, nie szukamy towarzystwa, rozrywki czy wiedzy. Najpierw musimy się umyć.

Chrześcijanin zanieczyszczony grzechem pilnie potrzebuje oczyszczenia. Jeżeli dał przystęp złemu i ma obciążone sumienie, to absolutnie nie powinien nad tym przechodzić do porządku dziennego. Trzeba mu czym prędzej ukorzyć się przed Bogiem. Trzeba z wiarą i w imię tego, że w Jezusie Chrystusie odpuszczono mu wszystkie grzechy, przeprosić za niezgodne z naturą dziecka Bożego zachowanie. Osobowy związek z Panem Jezusem w zaistniałej sytuacji domaga się szczerej modlitwy. Przemilczanie sprawy nie oczyści i nie naprawi relacji z Bogiem.

Zbliża się koniec roku. Świadomi naszych słabości i upadków nie udawajmy, że wszystko jest w porządku.  Ciężaru starych grzechów nie wnośmy w Nowy Rok. Jako dzieci Boże przeprośmy naszego Pana, zgłośmy Mu pragnienie, że chcemy dalej się uświęcać, prośmy Go o wsparcie, a na pewno dostąpimy duchowej odnowy.

Są ludzie, którzy w ostatnim dniu roku, niezależnie od tego jak marnie wygląda ich codzienność, idą na imprezę i robią dobrą minę do złej gry. Przykrywanie duchowej nędzy chwilową wesołością niczego jednak nie zmieni. Ażeby w Nowym Roku nie było tak samo źle, jak w Starym, potrzebna jest gruntowna odnowa duchowa. Na szczęście ta opcja wciąż jest dostępna. Oto stoję u drzwi! Pukam. - mówi Jezus.

Wszystkich, którym trzeba się opamiętać, wyprostować swoją drogę, pojednać się z Bogiem albo odnowić swoje postanowienie naśladowania Jezusa Chrystusa - serdecznie zachęcam: Uniżmy się, urońmy łzy pokuty i czym prędzej naprawmy społeczność z naszym umiłowanym Zbawicielem i Panem! Zaprośmy Go, dając Mu znowu pierwszeństwo w naszym życiu.

23 grudnia, 2017

Życzenia świąteczne 2017

Syn Boży powiedział: Ja przyszedłem na świat jako światło, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostał w ciemności [J 12,46]. Zakomunikował też swoich uczniom: Jak Mnie posłał  Ojciec, tak i was posyłam [J20,21] i na nich przeniósł Swoje posłannictwo: Wy jesteście światłem świata. […] Tak niech i wasze światło świeci wobec wszystkich. Niech ludzie zobaczą wasze szlachetne czyny i wielbią waszego Ojca w niebie [Mt 5,14-16].

Moje tegoroczne życzenia świąteczne mocno wiążą się z nałożonym na nas zadaniem bycia światłem w otaczającym nas świecie. Chcę zainspirować nas wszystkich pragnieniem, abyśmy – ku czci naszego Pana, Jezusa Chrystusa – tak jak On, dobrze świecili w duchowych mrokach świata.

Każdemu z nas, kto już jest chrześcijaninem, życzę abyśmy mocniej zapalając się dla Jezusa, nabierali zdolności do świecenia jaśniej niż dotychczas. Życzę nam kierownictwa Ducha Świętego, byśmy – nie krytykując duchowych ciemności panujących wśród naszych drogich Rodaków – dostrzegali w tym mroku daną nam sposobność do sprawdzania się jako światło świata. Życzę, abyśmy wszędzie tym światłem byli. Mamy przed sobą wielkie zadanie i z radością je pełnijmy!

Wszystkim zaś moim Znajomym, którzy jeszcze naśladowcami Jezusa Chrystusa nie są, życzę, abyście któregoś dnia za sprawą Ducha Świętego i Pisma Świętego również doznali olśnienia. Życzę wam kontaktu z kimś, kto - sam oświecony przez zamieszkującego w nim Syna Bożego - stanie się światłem przewodnim na drodze Waszego poznania Boga. Ośmielam się mieć marzenie, żeby i mnie dane było choć troszkę tych duchowych lumenów Wam dostarczyć. Niech się stanie światło! 

14 grudnia, 2017

Świętować?

W szerokim kręgu wpływów kultury chrześcijańskiej, grudzień wiąże się ze świętami upamiętniającymi narodzenie Jezusa Chrystusa, zwanymi potocznie Bożym Narodzeniem. Dla chrześcijan, czyli naśladowców Chrystusa, dzień 25 grudnia jest więc dniem uroczystym i wyjątkowym. Bo jeśli nawet ktoś nie przykłada żadnej wagi do dnia swoich własnych urodzin, to przecież z wdzięcznością w sercu pamięta i chętnie wspomina dzień narodzin Zbawiciela świata, naszego ukochanego Pana, a zarazem najlepszego Przyjaciela - Jezusa Chrystusa.

Mamy przynajmniej dwa powody, dla których z radością oczekujemy na ten dzień i godnie przeżywamy grudniowe święto.

Po pierwsze, niezależnie od tego, kiedy to dokładnie się stało, jest to kolejna rocznica narodzin Chrystusa, naszego Zbawiciela i Pana. Fakt, że Go kochamy, respektujemy i uwielbiamy czyni ten dzień corocznego wspominania Jego pierwszego przyjścia na ten świat, dniem świątecznym. Nikt, kto choć trochę pojął tajemnicę i rangę wcielenia Syna Bożego, nie będzie miał poczucia przesady w świętowaniu tego cudownego zdarzenia.

Po drugie, jest to dla nas dzień sympatyczny i radosny, bowiem tego dnia, przynajmniej teoretycznie, zdecydowana większość obywateli schrystianizowanego świata, mniej lub bardziej świadomie, składa hołd naszemu Zbawicielowi, Jezusowi Chrystusowi. Już to, że ludzie wymieniają imię naszego Pana, że tej nocy czytają i słuchają fragmentów Pisma Świętego o Jego narodzeniu, a nawet śpiewają o tym pieśni (kolędy), powinno być przez nas przyjmowane z zadowoleniem. Nawet jeżeli ich poziom zrozumienia tego, co tak naprawdę świętują jest, naszym zdaniem, bardzo niski, a stopień emocjonalnego zaangażowania i skupienia na samym Chrystusie, co najmniej niewystarczający - to przecież miło nam jest, że mówią o Jezusie, że, ogólnie rzecz biorąc, Chrystus Pan staje się tego dnia centralną postacią w polskich domach. My, Jego uczniowie, cieszymy się z tego, chociaż nie ulegamy złudzeniu, że tym samym Chrystus staje się naprawdę ich Panem i Zbawicielem.

To przyjemnie patrzeć jak ludzie, którzy na co dzień nie mają z Jezusem zbyt wiele wspólnego, tego dnia poświęcają Mu część swojej uwagi, mobilizują się, by pójść do kościoła, oglądają jakiś film o Nim, a nawet, choć czasem niezdarnie, próbują się włączyć w śpiewanie kolęd... Ta satysfakcja w sercu prawdziwego chrześcijanina jest przedsmakiem uczucia, które przepełni nas w owym wielkim Dniu, gdy nasz Pan w widzialny sposób powróci tu w wielkiej chwale i który będzie końcowym aktem Bożego scenariusza zdarzeń. Scenariusza zmierzającego ku temu, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią, i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca (Flp 2,10-11). Cóż to będzie za uczucie widzieć, jak wszyscy, nawet najwięksi przeciwnicy Chrystusa, tego dnia upadną i złożą Mu hołd, a usta największych nawet naśmiewców wyznają, że Jezus jest Panem.

W jakimś niewielkim stopniu i w pewnym sensie już dzisiaj, podczas Świąt Narodzenia Pańskiego, możemy obserwować, jak ludzie tego świata, właściwe nie wiadomo dlaczego, zatrzymują się w swym biegu, by złożyć hołd Panu! Czy coś takiego może wzbudzać w nas niesmak? Przecież, gdy ktoś dobrze wspomina bliską nam osobę, przypomina sobie o jej urodzinach, zadaje sobie trudu, by wysłać jej kartkę z życzeniami - to jesteśmy z tego zadowoleni i zwykle nie dopytujemy się o szczerość i głębię jego intencji. Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych, podczas zaprzysiężenia kładzie rękę na Biblii, to niezależnie od tego kim jest i co wtedy myśli, nam, ludziom kochającym Słowo Boże, robi się w tym momencie przyjemnie.

Krótko mówiąc, jako ludzie wierzący w Jezusa Chrystusa, cieszymy się, że tak szeroko świętowany jest dzień urodzin naszego Zbawiciela. Niech ludzie nadal przypominają sobie o narodzeniu Chrystusa! Niech mówią i śpiewają o Jezusie, choćby "malusieńkim"! Jest szansa, że za którymś razem pojawi się w nich głębsza refleksja i zapragną poznać Go bliżej, tak jak i my tego kiedyś zapragnęliśmy, często po latach powierzchownej religijności.

SZCZEGÓLNA ROLA LUDZI WIERZĄCYCH

Okres świąt Narodzenia Pańskiego jest dla nas, uczniów Chrystusa, dobrą okazją do przybliżenia naszym najbliższym osoby Zbawiciela. Powiedziałbym nawet, że mamy obowiązek wykorzystać tę szansę, którą dają świąteczne dni i najbardziej nawet zapracowani krewni, dzięki Jezusowi, mają trochę wolnego czasu.

Oczywiście, można przegadać ten czas starając się wykazać duchową powierzchowność społeczeństwa, komercjalizację świąt i niepotrzebne skupianie się na ich zewnętrznych symbolach. Można narzekać i być zdegustowanym okresem świątecznym. Ale dobrze by było, gdyby każdy z nas postawił sobie pytanie, do czego taka postawa prowadzi?

Przecież ten sam czas można wykorzystać lepiej, podkreślając dobrodziejstwa Wcielenia Syna Bożego. Można poprzez osobisty, głęboki i promienny sposób przeżywania świątecznych dni, rozbudzać w krewnych i znajomych właściwą postawę i uczyć ich właściwego stosunku do narodzonego Zbawiciela.

NEGATYWNE ZJAWISKA

Biorąc pod uwagę wszystko to, co napisałem wyżej, mógłby ktoś pomyśleć, że byłoby najlepiej gdybyśmy zupełnie przymknęli oczy na te wszystkie negatywne zjawiska w społeczeństwie, które nasilają się w okresie świąt Narodzenia Pańskiego. Otóż wcale tak nie myślę i nie chcę wywołać takiego odczucia.

Jak najbardziej powinniśmy zauważać i umiejętnie piętnować to, co zaprzecza istocie tych świąt. Smuci nas między innymi:
  • Przesadne zainteresowane jedzeniem i piciem w świątecznym okresie. Wielu ludzi dopuszcza się w tym czasie grzechu obżarstwa.
  • Nasycenie, zwłaszcza okresu Wigilii, szeregiem ludowych przesądów i zabobonów oraz zajmowanie się wróżbami, co według Pisma jest obrzydliwością w oczach Boga.
  • Narastająca z roku na rok, wszechogarniająca komercjalizacja. Pytanie, ile uda mi się zarobić na tych świętach, albo jak dużo będę musiał na nie wydać - to dla bardzo wielu ludzi najważniejsza myśl grudnia.
  • Mała uwaga poświęcona najważniejszej osobie tych świąt - czyli Jezusowi Chrystusowi. Dla wielu tzw. nowoczesnych ludzi, święta kojarzą się już tylko z prezentami, choinką i dobrą wyżerką w rodzinnym gronie.
Tym i podobnym zjawiskom starajmy się przeciwdziałać, przynajmniej we własnych rodzinach. Z umiarem przygotowujmy świąteczny stół, bądźmy wolni od wigilijnej magii liczb i nade wszystko, poświęćmy szczególną uwagę w tych dniach samemu Zbawicielowi świata!

DLACZEGO 25 GRUDNIA?

Dobrze jest wiedzieć, że to chrześcijańskie święto na pamiątkę narodzenia Chrystusa, najpierw obchodzono w dniu 6 stycznia. Dopiero w IV wieku przeniesiono je na dzień 25 grudnia, czyli na okres zimowego przesilenia Słońca. U podstaw tej decyzji leży zamiłowanie chrześcijan pierwszych wieków do symboliki i ustanawianie chrześcijańskich symboli niezależnie od tego, co konkretne rzeczy czy zjawiska znaczyły w okresie pogaństwa. I tak przyjęto że Słońce, któremu poganie oddawali cześć boską, jest symbolem Chrystusa, Światłości świata. Zgodnie z biblijnym objawieniem, Chrystus jako prawdziwa Światłość, pokonał ciemność. Zrozumiałe więc, że według tej symboliki, przy nieznajomości dokładnej daty narodzin Chrystusa, najbardziej na symboliczną datę przyjścia Syna Bożego na ten świat "pogrążony w mrokach", nadawał się 25. dzień grudnia, czyli ten, w którym Słońce "zwycięża" i zaczyna coraz dłużej świecić nad ziemią. Takie porządkowanie symboliki jest z chrześcijańskiego punktu widzenia jak najbardziej uprawnione i nie powinniśmy poddawać się uprzedzeniom z powodu pogańskiego chaosu wartości i znaczeń. Cokolwiek Słońce znaczyło w czasach pogańskich, zapalił je Bóg, aby rządziło dniem"(Rdz 1,16) i w tym znaczeniu bardzo trafnie symbolizuje ono Chrystusa.

CHOINKA

Gdy wypełnia mieszkanie przyjemnym zapachem podkreślającym podniosły charakter świąt, w naszych sercach rodzi się obawa, czy stawiając ją w naszym domu, nie uczestniczymy przypadkiem w jakimś pogańskim kulcie.

Zanim odpowiemy na to pytanie, zobaczmy, co pod hasłem "choinka" można przeczytać w "Słowniku Mitów i Tradycji Kultury", Władysława Kopalińskiego.

"Choinka. Wigilijne drzewko, ustawiane i przystrajane świeczkami, łańcuchami, zabawkami, błyszczącymi nićmi, szklanym śniegiem w czasie świąt Bożego Narodzenia albo Nowego Roku.
Późny obyczaj niemiecki, oparty może na Biblii, Iz 60,13: "Chwała Libanu do ciebie przyjdzie, jodła i bukszpan, i sosna społem, aby przyozdobić miejsce świętości mojej", spotykany w pierwszej połowie XIX wieku w Polsce u ewangelickich mieszczan pochodzenia niemieckiego. Zwyczaj rozpowszechnił się w Europie i Ameryce Północnej w okresie mody na rzeczy niemieckie po ślubie brytyjskiej królowej Wiktorii w 1840 roku z niemieckim księciem Albertem Sachsen-Coburg-Gotha, a w XX wieku również w świecie niechrześcijańskim, np. w Japonii".

Dla pełniejszego obrazu musimy też zadać w tym miejscu pytanie o symbolikę choinki. W Słowniku Symboli, wydanym przez Wiedzę Powszechną w 1990 roku czytamy: "(...). Zimozielone drzewa, wieńce i girlandy służyły starożytnym Egipcjanom i Żydom jako symbole wiecznego życia. Jako pozostałość po pogańskim kulcie Drzew Życia przetrwał u schrystianizowanych Skandynawów obyczaj ozdabiania domu i stodoły na Nowy Rok zimozielonymi gałęziami dla odstraszania złych duchów oraz obyczaj stawiania przed domem drzewka dla ptaków na czas świąt Bożego Narodzenia albo, jak to się przyjęło najpierw w Niemczech, stawiania wówczas u progu lub wewnątrz domu - choinki".

W Małym Słowniku Liturgicznym Ruperta Bergera czytamy zaś, że choinka "(...) symbolizuje drzewo życia pośrodku raju, do którego Chrystus otworzył nam ponownie dostęp".

Zofia Kossak omawiając polskie zwyczaje świąteczne pisze o choince: "Drzewko, śliczna ozdoba świąt Bożego Narodzenia, szczyci się starą, jak kutia, tradycją. Pochodzi od aryjskiego "drzewa życia", którego ślady w sztuce lub obyczajowości znajdziemy wszędzie, dokąd dotarli Ariowie. (...) Niegdyś w polskich chatach w czasie Godów zawieszano u pułapu świetlicy ścięty czubek jodły lub świerku, wierzchołkiem ku dołowi, ustrojony tradycyjnie w wydmuszki jaj (jajo - symbol życia), piernikowe figurki (ślad zastępczych ofiar ludzi i zwierząt), jabłka znamionujące zdrowie i "światy" z opłatków. Ten prototyp "drzewka" zwano "jodłką" (...). W XIX wieku burżuazja polska została oczarowana "choinką" niemiecką. Nowe drzewko pochodziło z tego samego źródła co dawne, lecz stało prosto, miast bujać się u pułapu; na gałązkach płonęły świeczki i połyskiwały kolorowe szklane bańki. Stosunkowo szybko "choinka" przeszła z salonów do chat, wypierając ubogą krewniaczkę "jodłkę".

Spróbujmy podsumować i wyciągnąć wnioski, które być może będą komuś pomocne w określeniu jego własnego poglądu na tę kwestię.

Jest sprawą oczywistą, że w pogańskim świecie istniał kult drzew. Niemniej jednak, także w Biblii bardzo często czytamy o różnych drzewach, przy czym ich symbolika nie ma bynajmniej metryki pogańskiej. Ślady kultu drzew w historii religii rasy aryjskiej w Europie nie muszą więc automatycznie dyskredytować choinki i jej symboliki. Nie może jej też dyskredytować to, że dotarła do nas z Niemiec. Należy pamiętać, że kult drzew brał się głównie z przesądów ludowych, iż drzewa mają duszę tak jak człowiek, albo, że zamieszkują w nich dusze zmarłych ludzi. Choinka w swej symbolice w żadnym stopniu nie nawiązuje do tych pogańskich wierzeń.

Z drugiej strony należy pamiętać, że w prawidłowo rozumianej symbolice chrześcijańskiej, duchowa rzeczywistość istnieje niezależnie od występowania symbolu. Symbol co najwyżej uwydatnia i obrazuje tę duchową rzeczywistość. W tym sensie postawienie w domu choinki w święta Narodzenia Chrystusa Pana, lub jej brak, w żadnym stopniu nie decyduje o rzeczywistym stosunku domowników do samego Chrystusa. Duchowość nie jest zależna od symboli zewnętrznych. Nie karmi się nimi, nie potrzebuje ich stymulacji. Niemniej jednak nie ucieka od nich i nie czuje się przez nie zagrożona. Nie boi się, że zawieszony w kaplicy krzyż, albo nalepiona na samochodzie "ryba", staną się przedmiotem bałwochwalczego kultu. Są jedynie znakiem, symbolem stojącej za nimi duchowej rzeczywistości. Rzeczywistości która jest od zewnętrznych symboli absolutnie niezależna. Tak jak nalepiona na samochodzie "rybka" nie przesądza o tym, kim jest jego kierowca, tak też postawiona w mieszkaniu choinka, nie decyduje o właściwym stosunku do osoby Jezusa Chrystusa.
Poza tym należy tu nadmienić, że symbolu ryby używano również w pogaństwie. Jednak w chrześcijaństwie ryba ma swoją własną, niezależną, symboliczną wymowę i zawsze ją mieć będzie. Nie ma dla nas znaczenia to, że była przedmiotem pogańskiego kultu np. w Egipcie i Syrii i dla wielu pogańskich ludów symbolizowała szczęście, zdrowie i życie.

WNIOSKI KOŃCOWE

Z naszych dotychczasowych rozważań wynika konkluzja, że z teologicznego punktu widzenia nie ma podstaw do posądzania o udział w pogańskim kulcie tych chrześcijan, którzy w święta przyozdabiają swoje mieszkanie choinką.

Tak jak nie ma sensu rezygnować z posługiwania się w chrześcijaństwie symbolem "ryby" tylko dlatego, że ryba była kiedyś czczona, składana w ofierze i miała podobną symbolikę w pogańskich kultach, tak też nie zachodzi duchowa konieczność odrzucania choinki, tylko dlatego, że jej znaczenie jako symbolu w chrześcijaństwie zbiega się z aryjskim symbolem "drzewa życia", i że można doszukać się w niej jakiegoś dalekiego związku z pogańskim kultem drzew.

Choinka od wieków ma w chrześcijaństwie swoją własną, odrębną symbolikę i z duchowego punktu widzenia nie stanowi zagrożenia dla czystości naszej wiary w Jezusa.

Dojrzała postawa chrześcijanina w tym względzie polega na pozostawieniu sprawy posługiwania się symbolami osobistej ocenie i decyzji każdego z nas. Nie należy nakazywać używania jakiegoś symbolu ani też go zakazywać. Nikt z nas nie ma obowiązku zawieszania krzyża w swoim mieszkaniu, ale jak najbardziej może to zrobić, gdy jego zdaniem jest to słuszne i ważne.

Nie wolno też oceniać ludzi w oparciu o to, czy posługują się jakimś symbolem, czy też nie. Zawsze dobrze jest jednak mieć na uwadze to, czy nasze postępowanie kogoś nie zgorszy.

Szczególnie okres świąt upamiętniających narodzenie naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, powinien wiązać się z wzajemną życzliwością, radosną troską o duchowy rozwój i przyjęciem budującej postawy jedności i miłości.

Marian Biernacki

12 grudnia, 2017

Oswajanie Boga?

Spotkanie istot o znacznie różniących się naturach dla obydwu stron staje się niecodziennym przeżyciem. Odczułem to kiedyś na własnej skórze, gdy na Olszynce zawitał do nas młody koziołek sarny. Nieświadomy ogrodzenia kościelnej posesji wszedł przez szeroko otwartą bramę i szybko poczuł się u nas nieswojo. My również, widząc biegające po podwórzu dzikie zwierzę, nie potrafiliśmy usiedzieć spokojnie. Sytuacja domagała się niezwłocznego podjęcia kroków w celu rozwiązania zaistniałego napięcia.

Proszę wszakże zauważyć, że z im bardziej przeciwną sobie naturą mamy do czynienia, tym więcej zdaje się ona nas interesować i pociągać. Pomijając tak ekstremalne przeżycia jak afrykańskie safari czy podwodny świat raf koralowych, chęć spotkania nawet rodzimego, dzikiego zwierzaka pcha nas do głębokiego lasu i podnosi nam adrenalinę. Drży nam serce, a jednak zapuszczamy się w knieję licząc na wrażenia, których siedząc w domu uświadczyć nie sposób.

Atrakcyjność kontaktu z tak odmienną naturą w niejednym człowieku owocuje pomysłem, by spróbować ją oswoić. Nie przeprowadzać się bynajmniej samemu gdzieś w głąb puszczy, aby tam obcować z dziką przyrodą, lecz raczej jakieś stworzenie z tamtego świata przenieść do siebie, ażeby uatrakcyjniało nam życie, wzbudzając podziw i zazdrość wśród znajomych. Ponieważ takie pomysły zazwyczaj kończą się niepowodzeniem, niejeden dom musi zadowolić się jedynie wypchanym lisem, jastrzębiem albo jakimś ryjem dzika zawieszonym na ścianie. Dwie przeciwne sobie, żywe natury, zamieszkać ze sobą nie mogą.

Rozmyślam dziś o społeczności człowieka z Bogiem. Od chwili upadku Adama i wygnania go z Edenu, grzeszna natura człowieka całkowicie ją uniemożliwiła. Święty Bóg i naturalny człowiek to dwa zupełnie różne, przeciwne sobie światy. Czy można je połączyć? Bóg się nie zmienia. Człowiek w swej naturze musi się zmienić i dopasować do Boga. Możliwe to jest tylko i wyłącznie poprzez śmierć starej natury, nowe narodzenie, poprzez duchowe odrodzenie człowieka. Pojednanie z Bogiem wiąże się także z koniecznością uprzedniego odpuszczenia grzechów, usprawiedliwienia i przywrócenia człowiekowi daru żywota wiecznego.

Taką możliwość stworzył nam Syn Boży, Chrystus Jezus. Jego Boska moc obdarzyła nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności. Otrzymujemy to dzięki poznaniu Tego, który nas powołał w swojej własnej chwale i wspaniałości. Dzięki nim darowane nam zostały drogocenne, największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami Boskiej natury, jako ci, którzy nie ulegli zepsuciu, do którego na tym świecie doprowadzają żądze [2Pt 1,3-4]. I uwaga! Nie ma tu mowy o żadnym obopólnym dopasowywaniu się natur. Bądźcie święci jak On - do czegokolwiek przyłożycie rękę. Czytamy przecież: Bądźcie święci, gdyż Ja jestem święty [1Pt 1,15b-16].

Nie od dziś wiadomo, że ludzie czują pociąg do tego, co pozazmysłowe i transcendentne. Świadczy to o naszej potrzebie Boga. Problem w tym, że większość z nas - owszem - chciałaby społeczności z Bogiem, wszakże bez tracenia czegokolwiek ze swojego dotychczasowego życia. Chcąc zachować swój sposób myślenia, ułudę własnej niezależności, swoje przyzwyczajenia, namiętności a także swoje tradycje religijne, niektórzy chrześcijanie coraz częściej zabierają się za dopasowywania Boga do siebie. Próbują oswoić Boga na własny użytek. Pokrętną teologią i stylem bycia powoli urabiają w świadomości chrześcijan Boga na swój obraz i wyobrażenie.

Biblia uczy, że z racji Jego natury, Bogu ze strony człowieka należy się najwyższy respekt. Wszyscy ludzie żyjący w społeczności z Bogiem, także pierwsi chrześcijanie, cechowali się bojaźnią Bożą. Tak ma być, nasz Bóg bowiem jest ogniem, który może strawić wszystko [Hbr 12,29]. Tymczasem wielu dzisiejszych przywódców chrześcijańskich na oczach swoich słuchaczy maluje obraz Boga coraz bardziej "ludzkiego". Ba, zdają się już mieć "boga - swojaka", który na tyle dał się oswoić, że wcale nie trzeba się Go bać. W takim też duchu organizują i prowadzą życie lokalnego kościoła. Wszystko jest dozwolone i mile widziane; luzackie zachowanie, spotkania, w których trudno już dostrzec cechy nabożeństwa, dowolny, luźny ubiór, dostępna dla wszystkich Wieczerza Pańska, na bieżąco dopasowywane do ludzkich gustów muzyka, kazania itd. A to wszystko w imię służby Bożej i coraz lepszej społeczności z Najwyższym.

Kontakt z Bogiem wymaga od nas postaw i zachowania, które znacznie odbiegają od naszych naturalnych odruchów i upodobań. Skąd w ogóle pomysł, że z Bogiem można obcować jak z kumplem, na pełnym luzie?! Skoro spotkanie z głową państwa wymaga trzymania się określonego protokołu, to o ileż bardziej powinniśmy mieć to na uwadze zwracając się do Boga i przystępując do pelnienia służby Bożej. Dla przykładu kilka słów o ubiorze. Pełniący służbę w świątyni kapłani nie mogli tego robić w codziennych ubraniach. Mieli Mu służyć ubrani zgodnie z Jego wolą [zob. 2Mo 28]. Oddajcie Panu pokłon w świętej szacie! Drżyj przed Nim cała ziemio! [Ps 96,9].  Przywracany do służby Bożej arcykapłan Jozue nie mógł pozostać w swoim stroju. Rozkazem Boga został przebrany w odświętne szaty [zob. Za 3,3-7]. Oddawajmy cześć Bogu tak, jak Mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28].

Boga nie można oswoić. W ogóle już sama taka myśl, a co mówić działanie, musi spotkać się ze świętym sprzeciwem. Wszystkie atrybuty Boga, w miarę, jak zaczynamy je poznawać, prowadzą nas tylko w jedną stronę: Podejdźcie! Pokłońmy się, oddajmy Mu hołd! Uklęknijmy przed PANEM, naszym Stwórcą [Ps 95,6]. Tylko martwego boga można sobie ustawić po swojemu i czcić zgodnie z własnym upodobaniem. Odwiecznie Żyjącemu służymy zgodnie z Jego wolą, objawioną w Piśmie Świętym i nie inaczej!

Syn Boży w ludzkim ciele w żaden sposób nie dał się ludziom oswoić. Nie zaczął się zachowywać jak oni. Nie dał się urobić nikomu! Od wszystkich za to zażądał opamiętania, radykalnej zmiany życia i wstępowania w Jego ślady. Kto chciał być z Nim, musiał narodzić się na nowo z wody i z Ducha. Tak jest i dzisiaj. Nic się nie zmieniło. Chwała Jezusowi!

10 grudnia, 2017

Jak możesz wpływać na rozwój swojego miasta?

Poranne czytanie Biblii objawia mi dzisiaj sposób, jak mogę wpływać na rozwój mojego miasta. Pomimo tego, że jestem apolitycznym, mało znaczącym, zwyczajnym mieszkańcem Gdańska, to jednak mogę mieć istotny udział w jego pomyślności. Dzięki błogosławieństwu prawych miasto się rozwija, ale wypowiedzi bezbożnych mogą je zburzyć [Prz 11,11]. Innymi słowy, Biblia uczy, że dzięki błogosławieństwu, którego źródłem są prawi ludzie, dzięki błogosławieństwu, które spływa na nich, miasto, którego są mieszkańcami, bardzo zyskuje.

Moja prawość bierze się z tego, że przez wiarę w moim sercu zamieszkał Jezus Chrystus. Jestem tylko na tyle człowiekiem prawym, na ile przejawiam Jego charakter, na ile myślę, mówię i postępuję jak Jezus. Sam z natury takim człowiekiem absolutnie nie jestem. On mnie usprawiedliwił i przemienia w człowieka zdolnego prowadzić nowe życie wg Ducha, a nie wg naturalnych zmysłów.

Tak więc, aby przyczyniać sie do rozkwitu swojego miasta nie trzeba brylować na jego salonach, być człowiekiem bogatym i mieć w nim władzę.  Wystarczy na co dzień dbać o prawość własnego życia. Gdy Bóg widzi w mieście ludzi prawych, błogosławi temu miastu. Oni są solą miejsca, w którym mieszkają, tajemnicą jego sukcesów.

Pragnę w biblijny sposób, bez rozgłosu, codziennym posłuszeństwem Słowu Bożemu, cichą, uczciwą pracą, przykładać rękę do dalszego rozwoju Gdańska. Boże, błogosław nasz Gdańsk!

A jak się ma twoje miasto?