08 listopada, 2019

Na jakie kazanie możesz liczyć w niedzielę?

Zastanawiam się dzisiaj nad dwoma wypowiedziami prorockimi z Księgi Jeremiasza, w obydwu przypadkach wyrażającymi zamysł Boży względem ludu Bożego. Pierwsza z nich: Skierowałem bowiem swoje oblicze ku temu miastu dla jego nieszczęścia, nie dla pomyślności [Jr 21,10]. I druga: Mam wobec was plan pomyślny, a nie żeby na was sprowadzać nieszczęścia [Jr 29,11]. Nie trzeba być uważnym słuchaczem kazań, by odkryć, że ten drugi fragment jest przez współczesnych kaznodziejów cytowany chętnie i bardzo często, podczas gdy pierwszy jest raczej pomijany, a na pewno przywoływany bardzo rzadko.

Proszę zauważyć, że pierwsza wypowiedź jest zdaniem z proroctwa skierowanego do ludu Bożego w czasie, gdy mieszkali w swojej ziemi i gdy Jerozolima tętniła jeszcze życiem. Drugie proroctwo natomiast - to chętniej i częściej cytowane - dotarło do Judejczyków, gdy byli na wygnaniu, gdzieś daleko w Babilonii. Czy to nie jest jakaś pomyłka? Przecież gdy jest nam dobrze, to chcemy słuchać miłych i pozytywnych kazań. Nie chcemy, żeby ktoś nas straszył i odbierał nam radość życia. Dopiero wtedy, gdy wszystko nam się w życiu zawali, otwieramy się na krytykę i gotowi jesteśmy wysłuchać gorzkich słów. Na co dzień wolimy proroków, którzy mówią nam, że Bóg nas kocha i którzy zwiastują nam pomyślność.

Biblia prezentuje jednak inny ogląd tej sprawy. Dobre, pozytywne słowa Bóg kieruje do ludzi, którzy uznali swój grzech, przyznali słuszność wyrokom Bożym i ukorzyli się przed Bogiem. Ludziom z taką postawą serca prawdziwi prorocy głoszą zmiłowanie Boże i żywot wieczny. Takimi właśnie ludźmi stali się Judejczycy na wygnaniu. Jednak wcześniej, w swojej ziemi byli hardzi, zadowoleni z siebie i Bogu nieposłuszni. Chcieli słuchać tylko ulubionych przez siebie proroków i takich oczywiście im nie brakowało. Prawdziwy prorok musiał głosić im zbliżający się sąd Boży.

Jak z tego wynika, tajemnica treści proroctwa kierowanego do ludu Bożego nie leżała w proroku Jeremiaszu, ani w jego kondycji duchowej. Prorok Pana musi głosić to, co słyszy od Boga. Nie ma prawa sam decydować o tym, co będzie treścią jego przemówienia. Nie wolno mu budować kazania, którego celem byłoby zadowolenie słuchaczy. Prorok Boży musi podążać za głosem Ducha Świętego, choćby swym zwiastowaniem miał się ludziom bardzo narazić. Jest sługą Słowa Bożego, a nie ludzkich upodobań. Normalnie rzecz biorąc, treść proroctwa zawsze zależy od stanu duchowego osób, do których w danej chwili jest ono kierowane.

Dlaczego więc większość dzisiejszych kaznodziejów wygłasza kazania niemal wyłącznie o miłości i pomyślności? Czyżby dlatego, że ich słuchacze to ludzie już w pełni skruszeni, uniżeni w duchu, bogobojni i podobający się Chrystusowi Panu..?

31 października, 2019

Co pozostało z naszych ślubowań?


Przypomniała mi się dzisiaj prawdziwa historyjka o człowieku, który w porywie serca zatrzymał wychodzących od niego gości, bo wpadł na pomysł, że obdaruje ich swoimi wyrobami. Pobiegł więc na strych, gdzie wisiały świeżo uwędzone wędliny z myślą, że da im na wychodnego jakiś smakowity, pierwszy lepszy kawałek wędzonki. Tam jednak nie poszło mu łatwo. Gdy wziął do ręki kawałek szynki, pomyślał, że jest za duży na taki poczęstunek. Gdy spojrzał na pętka kiełbasy, szybko przeliczył, że wszystkie mają już swoje przeznaczenie. Kilka ładnych minut zabrała mu ta walka z samym sobą zanim się otrząsnął, zdecydowanym ruchem odciął ze sznurka najpiękniejszy kawałek, zniósł na dół i podarował go gościom.

A jak nieraz bywa z naszymi deklaracjami poświęcenia się Panu Jezusowi Chrystusowi? W chwili nawrócenia lub na okoliczność jakiegoś innego silnego przeżycia obiecujemy, że nasz czas, uzdolnienia albo pieniądze poświęcimy Bogu na chwałę. Postanawiamy, że oddamy się pracy dla Pana. Potem jednak nasze żarliwe śluby stygną i z upływem lat nie tylko nie znajdujemy już czasu na poważniejsze zaangażowanie się w służbę, ale nawet opuszczamy nabożeństwa swojego zboru i coraz rzadziej czytamy Biblię. Miłość do Jezusa ustępuje miłości do samego siebie. Nasze utalentowanie przede wszystkim zaczyna służyć zarabianiu pieniędzy i robieniu osobistej kariery a wydatków mamy tak dużo, że nie tylko zamiera w nas ofiarność ale nawet przestajemy oddawać Bogu dziesięcinę i zatrzymujemy ją dla siebie.

Trwanie w dobrych postanowieniach stało się dla nas wielkim wyzwaniem. Składamy ślubowanie małżeńskie, a parę lat później myślimy o rozwodzie. Z zachwytem na ustach przyłączamy się do zboru, a po jakimś czasie ukradkiem zaczynamy szukać innego. Z poczuciem zaangażowania w wielką sprawę zgłaszamy się do służby w swoim zborze, a niedługo potem na tyle wciągamy się w rozmaite konferencje i akcje organizacji parakościelnych, że w swoim zborze już prawie nie bywamy.

Biblia mówi: Pułapką dla męża uznać pochopnie coś ze swoich dóbr za poświęcone, zdarza się bowiem po złożonym ślubie zmiana postanowienia [Prz 20,25 wg Biblii Pierwszego Kościoła]. Nie składajmy pochopnych obietnic. Dobrze rozważmy swą decyzję, zanim ją obwieścimy, zwłaszcza, gdy dotyczy ona naszych relacji z Bogiem. Gdy złożysz Bogu jakiś ślub, nie zwlekaj z jego wypełnieniem, gdyż w głupcach nie ma On upodobania. Cokolwiek ślubujesz, wypełnij. Lepiej jest nie ślubować, niż ślubować i tego nie wypełnić [Kzn 5,4-5 UBG].

28 października, 2019

Po jaką filiżankę sięgasz?

W Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku mamy przy barku kawowym dwa stanowiska z filiżankami. Jedno z nich zostało opatrzone napisem: "Brudne". Dlaczego? Ponieważ na pierwszy rzut oka filiżanki w obydwu miejscach wyglądają podobnie. Faktycznie natomiast tylko w jednym są czyste. Bez najmniejszego zdumienia można zaobserwować więc, że każdy, kto chce napić się kawy lub herbaty, omija stanowisko z brudnymi filiżankami i przechodzi do miejsca, gdzie wystawiono czyste. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że właśnie z tych czystych należy korzystać. Drugie stanowisko służy jedynie do odstawiania filiżanek.

Gdy Bóg chce człowieka użyć, sięga po naczynie czyste. To oczywiste, że nie bierze osoby, która przed chwilą była w rękach kogoś innego. Chociaż na pierwszy rzut oka wszyscy chrześcijanie wyglądają podobnie, to jednak nie wszyscy są czyści i gotowi do użycia. Nawet jeśli spróbują podstawić się w nieswoje miejsce i udawać naczynie czyste, Duch Święty nie da się na to nabrać. Nie można być naczyniem służącym światu, a zaraz potem być używanym przez Chrystusa Pana. Czysta i nieskalana pobożność u Boga i Ojca polega na tym, aby (…) zachować samego siebie nieskażonym przez świat [Jk 1,27].

Używane już przez kogoś filiżanki wymagają umycia. W naszym barku zborowym trafiają do zmywarki i dopiero wtedy są gotowe, by z nich skorzystać. Każdy naturalny człowiek został zanieczyszczony przez grzech. Brudny nie nadaje się do użytku w Królestwie Bożym. Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani zniewieściali, ani mężczyźni współżyjący ze sobą; ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani złorzeczący, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego. A takimi niektórzy z was byli. Lecz zostaliście obmyci, lecz zostaliście uświęceni, lecz zostaliście usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa i przez Ducha naszego Boga [1Ko 6,9-11].

Gdybyś chciał w naszym barku zborowym w Gdańsku napić się kawy, zapewniam cię, że ominiesz stanowisko z napisem "Brudne" i sięgniesz po czystą filiżankę. To oczywiste. Dlaczego więc miałbyś się spodziewać, że Bóg zechce cię użyć pomimo zabrudzenia wpływami świata? Najpierw potrzeba ci oddzielenia od świata i szczerej pokuty. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie, a ja was przyjmę. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami - mówi Pan Wszechmogący. Mając więc te obietnice, najmilsi, oczyśćmy się z wszelkiego brudu ciała i ducha, dopełniając uświęcenia w bojaźni Bożej [2Ko 6,17-7,1].

10 października, 2019

Nie bój się, Ja cię wspomogę

Miewamy czasem dni trudniejsze od trudnych. Ja dzisiaj mam właśnie taki dzień. Na szczęście nie jestem pozostawiony samemu sobie. Jest przy mnie mój Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus. Dzięki Niemu jestem w stanie zobaczyć dobro w tym, co w pierwszym odczuciu wyglądało mi na klęskę. Od paru miesięcy starałem się o coś, co spełzło na niczym. W głębi serca od początku wiedziałem, że na ten układ nie powinienem liczyć. Dzisiaj wyraźnie to zobaczyłem.

O, dziwo! Słowo Boże w tej sytuacji mówi do mnie tak: Weselcie się w PANU, sprawiedliwi, i wysławiajcie Go, pamiętając o Jego świętości [Ps 97,12]. Niesamowitą myśl odkrywam dla siebie w tych słowach. Bóg jest święty. Nie wchodzi w żadne układy z bezbożnym światem. Jest od niego oddzielony i niczego z jego strony się nie spodziewa. On jest godnym zaufania Bogiem Wszechmogącym i ma swoje sposoby wspierania ludzi wierzących. Ta prawda mnie uspakaja i rozwesela. Taką właśnie postawę przyjął kiedyś prorok Habakuk. Choćby drzewo figowe nie zakwitło i nie było plonu w winnicach, choćby i owoc oliwy zawiódł, i pola nie przyniosły żywności, trzoda zniknęła z owczarni, i nie było bydła w oborach; Ja jednak będę się radował w PANU, rozraduję się w Bogu mojego zbawienia [Hb 3,17-18].

Swego czasu Bóg dał mi wizję tego, co – posługując się nami – chce zrobić na Olszynce. Noszę ją w sercu i wierzę, że się spełni. Podobnie jak Habakuk mam świadomość, że nie wszystko stanie się od razu. To widzenie bowiem dotyczy oznaczonego czasu, a na końcu oznajmi, a nie skłamie; a choćby się odwlekało, oczekuj go, bo z pewnością przyjdzie, nie spóźni się [Hb 2,3]. Pokrzepiony Słowem Bożym zgadzam się, że być może trzeba będzie zmniejszyć tempo robot i z realizacją niektórych planów poczekać. Ale niezmiennie spodziewam się, że z Bożą pomocą osiągniemy cel. Dlatego nawet w tak trudnym dniu mogę radować się w Panu.

Jakże miałbym popadać w przygnębienie, skoro dotarło też dziś do mnie natchnione Słowo Boże: Ja bowiem, PAN, twój Bóg, trzymam cię za twoją prawicę i mówię: Nie bój się, ja cię wspomogę. Nie bój się, robaczku, Jakubie, garstko ludu Izraela; ja cię wspomogę, mówi PAN i twój Odkupiciel, Święty Izraela [Iz 41,13-14].

Z tą myślą radośnie wyglądam pomocy Chrystusa Pana. Tobie też radzę – jeśli jest ci ciężko – abyś wziął Biblię i wsłuchał się w to, co Bóg przez nią ci powie. Szybciej niż myślisz odzyskasz równowagę i pogodę ducha.

09 października, 2019

Dlaczego nie uczestniczę?

Dzisiaj wraz z gdańskim zborem, któremu służę, rozważamy końcowe wersety Listu do Tytusa. Stanowi to dobrą okazję, aby wyjaśnić kwestię, o którą od kilku tygodni jestem zagadywany w związku z toczącą się w moim środowisku kościelnym dyskusją o przywództwie kobiet.

Słowo Boże uczy mnie od rana, abym stale to podkreślał i obstawał przy tym, by ci, którzy zaufali Bogu, skupiali się na przodowaniu w szlachetnych czynach. Natomiast głupich dociekań i rodowodów, i sporów, i kłótni prawnych unikaj; są bowiem nieużyteczne i próżne [Tt 3,9]. Zastosowane tu w natchnionym tekście greckie wyrażenie może określać każdy rodzaj walki: zarówno walkę zbrojną, zmagania sportowe jak i starcia słowne.

Spieranie się o to, czy kobiety mają prawo nauczać i kierować zborem, czy też nie mają takiego prawa - to walka z biblijnego punktu widzenia zupełnie niepotrzebna. Ta kwestia została raz na zawsze rozstrzygnięta i objawiona w Piśmie Świętym. Każda próba definiowania tej sprawy na nowo, zakrawa na powtórkę znanego pytania z Edenu: Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?  Kto chce, niech to robi, ale ja nie mam zamiaru w tym uczestniczyć.

Owszem, idąc za przykładem Chrystusa Pana i Jego apostołów, powinienem jasno określić, jakie jest moje pojmowanie tajemnicy Chrystusowej i w tej kwestii, co wielokrotnie już zrobiłem na stronach tego bloga, pisząc m.in. o męskiej odpowiedzialności za kobiety. Lecz Słowo Boże daje mi nakaz: Unikaj zaś głupich i niedouczonych rozmów, wiedząc, że rodzą kłótnie. A sługa Pana nie powinien  wdawać się w kłótnie... [2Tm 2,23-24]. Mam co robić w króciutkiej pielgrzymce do Niebiańskiej Ojczyzny. Trzeba mi - jak wynika z dzisiejszego fragmentu Pisma - celować w dobrych uczynkach i zachęcać do tego braci i siostry w Chrystusie. Trzeba światu zwiastować ewangelię. Trzeba mi toczyć dobry bój wiary. Spieranie się o słowa - to nie  jest moja wojna.

03 października, 2019

Kiedy można opuścić społeczność Kościoła?

Myślę dzisiaj o proroku Jeremiaszu. Prorokował on ludowi Bożemu w skomplikowanych czasach i okolicznościach. W obliczu groźby najazdu na ich kraj, Judejczycy poprosili Jeremiasza o słowo od Pana. Wpadli na pomysł, aby schronić się w Egipcie. Zamierzali zrobić coś, o czym czuli, że nie spodoba się Bogu i liczyli na to, że Jeremiasz zechce ten zamiar poprzeć. Lecz prorok Pana nie mógł opowiedzieć się po ich stronie. Nie idźcie do Egiptu! Zapamiętajcie, co mówię. Dziś was przed tym przestrzegam! Jeśli nie posłuchacie, popełnicie błąd. I zapłacicie za to życiem. A przecież sami wysłaliście mnie do PANA, waszego Boga, prosząc: Módl się za nami do PANA, naszego Boga, i przekaż nam dokładnie to, co powie ci PAN, nasz Bóg, a zgodnie z tym postąpimy. Macie więc Jego odpowiedź. Widzę jednak, że nie zamierzacie posłuchać rady PANA, waszego Boga, z którą mnie do was posyła. Zapamiętajcie zatem, że tam, dokąd pragniecie pójść i gdzie się chcecie zatrzymać, poginiecie od miecza, od głodu i zarazy [Jr 42,19-22].

Rzeczywiście. Judejczycy zignorowali głos Boży. Pewni siebie ludzie zawołali do Jeremiasza: Wygadujesz kłamstwa! To nie PAN, nasz Bóg, posłał cię, by nam powiedzieć, że nie mamy iść do Egiptu, aby tam sie zatrzymać! [Jr 43,2]. Ich przywódca wraz z pozostałymi dowódcami wojskowymi oraz całym ludem, nie posłuchał głosu PANA. Postanowili nie zostawać w ziemi judzkiej [Jr 43,4]. Zrobili po swojemu. Przywódcy wciągnęli w nieposłuszeństwo Bogu wielu poczciwych ludzi. Poszli, chociaż Bóg wyraźnie im powiedział, że mają zostać w miejscu, gdzie byli.

Jak w tej sytuacji zachował się prorok Jeremiasz? Opuścił czym prędzej nieposłuszne Bogu szeregi? O, nie! Prorok PANA nie pozostawił błądzącego ludu Bożego. Został z nimi, chociaż nie podzielał ich stanowiska. Przecież w takich okolicznościach był im bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebny! Oni nie posłuchali głosu PANA, a Jeremiasz razem z nimi udał się do Tachpanches w Egipcie. I tam Bóg znowu zaczął używać Jeremiasza, jako swojego proroka: Oświadczyliście własnymi ustami - wy oraz wasze kobiety - i potwierdziliście własnymi czynami to, że chcecie spełniać złożone przez was śluby, kadzić królowej niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów. I trzeba przyznać, ze twardo obstajecie przy waszych ślubach i pilnie spełniacie wasze obietnice! Dlatego słuchajcie słowa PANA, wy, mieszkańcy Judy zamieszkali teraz w Egipcie... [Jr 44,25-26].

Czego od Jeremiasza powinni nauczyć się współcześni słudzy Słowa Bożego? Między innymi tego, że nie opuszcza się społeczności Kościoła w sytuacji, gdy ludowi Bożemu i jego przywódcom zdarzy się pobłądzić, a nawet jawnie zignorować głos Boży. Trzeba nam nadal ich miłować i być między nimi, bo w każdej chwili Chrystus Pan może zechcieć znowu nas użyć dla ich dobra. Jak nie porzuca się żony, gdy źle się zachowa, tak nie odchodzi się od Kościoła, nawet gdy zaczynają targać nim jakieś kontrowersje.

Wiadomo, że Jeremiaszowi nie było łatwo pozostawać w gronie ludzi sprzeciwiających się woli Bożej. Podobnie Ezechielowi nie uśmiechało się głosić ludziom, którzy jawnie byli mu przeciwni. Lecz Pan powiedział: Posyłam cię do potomków o hardej twarzy i upartym sercu - do takich właśnie Ja cię posyłam, a ty mów: Tak mówi wszechmocny PAN! A oni, czy zechcą słuchać, czy nie - ponieważ to zbuntowany ród - poznają, że prorok był pośród nich [Ez 2,4-5].