14 lutego, 2020

Pokój wam

Czy znamy uczucie wewnętrznego pokoju, głębokiego pokoju umysłu, kiedy to nasze myśli nie są obciążone żadnymi obawami, wyrzutami sumienia ani strachem przed śmiercią?  Czy na co dzień żyjemy w pokoju polegającym na tym, że jesteśmy wolni od poczucia winy, wstydu, chorobliwych trosk i przytłaczających kłopotów?

W Biblia czytamy, że nie mają pokoju bezbożni – mówi Pan [Iz 48,22]. To prawda. Praprzyczyną niepokoju jest niewiara w Boga i nieposłuszeństwo Słowu Bożemu. Życie bez Boga pełne jest obaw, wrogości, lęku, obojętności, przemocy, niezgody i zamieszania. Żyjąc bezbożnie ludzie obciążają nie tylko swoją duszę ale i ciało. Powszechnie wiadomo, że większość chorób powstaje na podłożu stresu i wewnętrznego niepokoju. Przewrotni nie zaznają pokoju – mówi Jahwe.

Kto chciałby czas ziemskiej pielgrzymki przeżywać w pokoju nie nękany wciąż nowymi obawami ten winien zwrócić się do Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. On powiedział: Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat. Nie ulegajcie trwodze, nie bójcie się [J 14,27]. Jak bardzo cenny jest to dar wskazuje fakt, że adresaci wszystkich listów apostolskich skierowanych do wczesnochrześcijańskich zborów otrzymali życzenie właśnie pokoju od Jezusa Chrystusa.

Tajemnicą i fundamentem tego pokoju jest pojednanie z Bogiem. Usprawiedliwieni zatem na podstawie wiary, mamy pokój z Bogiem. Stało się to dzięki naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi [Rz 5,1]. Ofiara Syna Bożego jako doskonałego Baranka Bożego gładzi grzech tych, którzy w Niego uwierzyli i na zawsze rozwiązuje problem wiecznego potępienia. Alleluja!

Stałe odczucie pokoju w sercu bierze się z zaufania do Boga i poleganiu na Nim w każdej sprawie. Przestańcie martwić się o cokolwiek. Raczej w każdej sprawie, gdy się modlicie i prosicie, z wdzięcznością przedstawiajcie swoje potrzeby Bogu. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli [Flp 4,6-7].

Dodajmy też, że ciesząc się pokojem Bożym zyskujemy zdolność do dzielenia się nim z innymi, co potęguje naszą radość. Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga [Mt 5,9].

01 lutego, 2020

Abyśmy nie zawrócili...

Pierwsze dni naśladowania Jezusa zdają się być najpiękniejszym okresem życia chrześcijanina. Serce przepełnia miłość do Boga i ludzi i nic nie jest za trudne, bo przecież z Bogiem wszystko jest możliwe. Świeżo upieczony chrześcijanin tak bardzo cieszy się społecznością z braćmi i siostrami w Chrystusie, że w ogóle nie dostrzega w zborze żadnych mankamentów. Jak to możliwe?

Niezwykłą wskazówkę w tym temacie daje mi przeczytany dziś fragment Pisma Świętego. Gdy faraon wypuścił lud, Bóg nie prowadził ludu drogą do ziemi filistyńskiej, choć ta była bliższa. To dlatego - jak powiedział Bóg - aby lud nie żałował, kiedy przyjdzie mu stanąć do bitwy, i nie zawrócił do Egiptu. Skierował więc Bóg swój lud na drogę pustynną wiodąca ku Morzu Czerwonemu, Izraelici zaś wyszli z ziemi egipskiej uzbrojeni [2Mo 13,17-18]. Jak widać, na początkowym etapie wędrówki Izraelitów ku Ziemi Obiecanej Bóg celowo oszczędził im bezpośredniego kontaktu z wrogami. Chociaż od samego początku byli wyposażeni w odpowiednią broń, to jednak zbyt wczesne starcie z przeciwnikiem nie było wskazane.

Przeżyłem to na własnej skórze i teraz przez całe lata mam tę zdumiewającą obserwację, że w początkowym okresie nowo nawrócone osoby przez jakiś czas chodzą w różowych okularach. Jakby w ogóle nie dostrzegają tego, z czym zmagają się starsi stażem chrześcijanie. Jestem przekonany, że to sam Bóg, zanim okrzepniemy w wierze, na jakiś czas zakrywa przed nami różne braki i gorszące postawy innych chrześcijan, abyśmy nabrali hartu ducha i powoli stali się zdolni do samodzielnego naśladowania Pana, niezależnego już od zachowania innych braci i sióstr.

Podobnie jak Izraelitom przy zdobywani Kanaanu, tak i nam przychodzi się potem stanąć oko w oko z różnymi przeciwnikami i stoczyć niejedną walkę duchową. Na początku jednak Bóg nam tego oszczędza, abyśmy nie zawrócili...

13 stycznia, 2020

Jestem nieważny

Nosimy w sobie naturalne umiłowanie wielkości, uznania i bycia cenionym. Wybieramy takie miejsca, gdzie czujemy się należycie dowartościowani. Opuszczamy kręgi towarzyskie, zbory a nawet współmałżonków, jeżeli poczujemy się przy nich nieważni. Coraz śmielej sobie i innym wmawiamy wielkość, bo to poprawia nasze samopoczucie. Niech nikt nie ośmiela się nas pomniejszać! A jednak Jezus odważył się tak zrobić.

W tym czasie uczniowie podeszli do Jezusa i postawili Mu pytanie: Kogo w Królestwie Niebios można uznać za większego od innych? Wówczas Jezus przywołał dziecko, postawił je pośród nich i powiedział: Zapewniam was, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, na pewno nie wejdziecie do Królestwa Niebios. A zatem kto się uniży, podobnie jak to dziecko, ten w Królestwie Niebios jest prawdziwie wielki [Mt 18,1-4].

Myśl o tym, kto z nich jest większy niejeden raz chodziła uczniom Jezusa po głowie. Zaczęła ich natomiast nurtować myśl, kogo z nich można by uznać za większego [Łk 9,46]. Przyszli do Kafarnaum. Gdy znaleźli się w domu, zapytał: O czym tak rozprawialiście po drodze? Lecz oni milczeli, gdyż w drodze spierali się o to, kto z nich jest większy [Mk 9,33-34]. Z ewangelii Łukasza wynika, że po jakimś czasie znowu temat powrócił. Doszło też do sporu między nimi o to, którego z nich można by uznać za największego [Łk 22,24].

Dość powszechnie używamy dziś określenia "mega". Mieliśmy mega uwielbianie. Zapraszamy na mega konferencję. Stworzyliśmy mega zespół organizacyjny. Polecamy mega Bożą kobietę, która będzie u nas nauczać itd. Uczniom chodziło o coś więcej niż "mega". Oni mieli na myśli "meidzon", co oznacza stopień wyższy od gr. megas (wielki) i jest jeszcze większe, jest największe. Uczniowie Jezusa myśleli, że przynależność do Niego może być trampoliną do bycia ważniejszym od innych, do zrobienia przy Jezusie jakiejś kariery. Spraw, abyśmy siedzieli jeden po twojej prawej, a drugi po lewej stronie w twojej chwale [Mk10,37] prosili Go dwaj bracia. Kompletne nie rozumieli istoty Królestwa Niebios.

Jeśli już mówić o wielkości wśród uczniów Jezusa, to należy zastosować tu całkiem inną miarę. W tym Królestwie nie liczy się żaden sukces materialny. Żadne osiągnięcia artystyczne. Żadna popularność. Żadna dobroczynność. Żadne bohaterstwo. A co się liczy i co przesądza o wielkości?
Wówczas Jezus przywołał dziecko, postawił je pośród nich i powiedział: Zapewniam was, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, na pewno nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Większość komentatorów Pisma Świętego domyśla się, że Jezusowi w tej wypowiedzi chodziło o zalecenie dziecięcej ufności, szczerości lub prostolinijności. Czy aby na pewno?

Nie trzeba chyba podkreślać, że są to bardzo ważne słowa Jezusa. Ażeby je prawidłowo zrozumieć, trzeba wziąć pod uwagę pozycję dziecka w społeczeństwie Izraela w tamtych czasach. W dzisiejszym społeczeństwie dziecko jest najważniejsze. Obserwujemy zjawisko wręcz ubóstwiania i gloryfikowania dzieci.  W Izraelu w tamtych czasach dziecko uważano za coś bezwartościowego, co się nie liczy i nie ma żadnego znaczenia. Dobrze to ilustruje określona w Prawie Mojżeszowym wycena wartości ślubów poświęcenia się Bogu, którą znajdujemy w 3Mo 27,3-6. Dziecko w tej wycenie miało najniższą wartość, bo zaledwie 1/10 wartości dorosłego człowieka. Świadomość tej nieważności dziecka w ówczesnym społeczeństwie pomaga nam zrozumieć zachowanie apostołów, gdy do Jezusa przynoszono dzieci, aby się ich dotknął [Łk 18,15-16]. Uczniowie Jezusa nie byli przecież nie lubiącymi towarzystwa dzieci bucami. Po prostu, najzwyczajniej w świecie tamtych czasów - ryby i dzieci głosu nie miały.

Stąd Jezusowe wezwanie do zmiany myślenia. Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, na pewno nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Naśladowca Jezusa ma charakteryzować się gotowością do redukowania samego siebie. W omawianej przez nas rozmowie mamy wyraźne do tego wezwanie. Pan nie chce mieć w Królestwie Bożym wyniosłych ludzi nastawionych na sukces, pochwały itp. I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie [Łk 9,23] Jezus przestrzegał przed próbą naśladowania Go bez tej koniecznej przemiany. Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim [Łk 14,33]. Miara wielkości wśród Jego uczniów ma być całkiem inna. U was ma być inaczej: Większy pośród was niech postępuje jak młodszy, a przełożony — jak sługa [Łk 22,26].

A zatem kto się uniży, podobnie jak to dziecko, ten w Królestwie Niebios jest prawdziwie wielki. Występujące tu w świętym tekście gr. tapeinoo znaczy - zmniejszać; poniżać; czynić skromnym, niskim; poniżyć się, upokorzyć się. Dobrze to widać na przykładzie modlitwy faryzeusza i celnika w świątyni.  Mówię wam: Ten właśnie poszedł do domu usprawiedliwiony, a nie tamten. Bo każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony [Łk 18,14].

Chrystus Pan pouczył swoich uczniów, że droga do wielkości w Jego oczach prowadzi poprzez dolinę uniżenia. Sam jest tego najlepszym przykładem. Bo kto uchodzi za większego? Ten, który siedzi przy stole, czy ten, który służy? Z pewnością ten, który siedzi przy stole. Ja jednak jestem wśród was jak ten, który służy [Łk 22,27]. On, choć istniał w tej postaci, co Bóg, nie dbał wyłącznie o to, aby być Mu równym. Przeciwnie, wyrzekł się siebie, przyjął rolę sługi i był jak inni ludzie. A gdy już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne [Flp 2,6-9]. Podobnie myślał też Paweł apostoł. Ja bowiem jestem najmniejszy z apostołów i nie jestem godny nazywać się apostołem, ponieważ prześladowałem Kościół Boży. Jednak z łaski Boga jestem tym, czym jestem [1Ko 15,9-10]

Nieprzydatni a nawet szkodliwi dla sprawy Królestwa Niebios są ludzie, którzy chcą coś znaczyć i gotowi są o to spierać się z innymi. Którzy chcą wnosić do zboru swoje doświadczenia i osiągnięcia ze starego życia, i nimi się szczycić. Potrzeba nam świadomego nastawienia się na poniżenie. Jeśli chcemy być w Królestwie Bożym, to cechujmy się postawą, że inni są od nas wyżsi i nie ma w nas głodu, aby to teraz zmieniać. Nie bądźcie wyniośli, lecz się do niskich skłaniajcie; nie uważajcie sami siebie za mądrych [Rz 12,16], lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie [Flp 2,3] - wzywa Słowo Boże.

Boli nas to, co tutaj czytamy? To zależy, kim jesteśmy. Jeżeli jesteśmy rozmiłowani w byciu ważnym, najważniejszym – to dzisiejsze pouczenie Jezusa musi nas boleć. To jest problem wielu dzisiejszych chrześcijan "wspinających się" po szczeblach kariery społecznej, a co najmniej kariery kościelnej. To jest poważna bolączka ludzi, którzy co niedziela chcieliby z kazalnicy słyszeć, że są ważni i wyjątkowi.

Chlubą prawdziwego naśladowcy Jezusa jest doświadczenie tutaj na ziemi takiego losu, jaki miał nasz Pan. Jaki to był los?  Cierpienie, niezrozumienie, osamotnienie, poniżenie, odrzucenie i śmierć. Jeśli coś takiego przytrafia się nam (lecz nie z powodu naszych grzechów) – to głowa do góry! Jeśli z powodu wiary w Jezusa tracimy w świecie na znaczeniu – to jest to! Jeśli stajemy się tu mali - nieważni, jak dziecko w starożytnym Izraelu - to idziemy w dobrym kierunku! A zatem kto się uniży, podobnie jak to dziecko, ten w Królestwie Niebios jest prawdziwie wielki. 

Ktoś kiedyś w 14 wieku tak się modlił:
Wyzwól mnie, Jezu z pragnienia aby być cenionym,
z pragnienia aby być lubianym,
z pragnienia aby być wysławianym,
z pragnienia aby być chwalonym,
z pragnienia aby wybrano mnie przed innymi,
z pragnienia aby zasięgano mojej rady,
z pragnienia aby być uznanym,
ze strachu przed poniżeniem,
ze strachu przed wzgardą,
ze strachu przed skarceniem.
ze strachu przed zapomnieniem,
ze strachu przed wyśmianiem,
ze strachu przed skrzywdzeniem,
ze strachu przed podejrzeniem.
I także Jezu, daruj mi te łaskę bym pragnął...
aby inni byli więcej kochani niż ja,
aby inni byli wyżej cenieni ode mnie,
aby w oczach świata inni wygrywali, a ja bym przegrywał,
aby inni byli wybierani, a ja bym był pozostawiony,
aby inni byli chwaleni a ja bym był niezauważony,
aby inni byli we wszystkim uznani za lepszych ode mnie,
aby inni mogli stać się świętszymi ode mnie,
o ile tylko ja będę tak święty jak powinienem, Amen.


A jak my dzisiaj się pomodlimy?

Posłuchaj kazania na ten temat, wygłoszonego w Radomiu, w niedzielę 12 stycznia 2020 roku

07 stycznia, 2020

Nie każdy pieniądz godny brania

Dzisiejsze czytanie Biblii znowu rozradowało mnie wewnętrznie. Czytałem dziś o Abrahamie, który powracał po odbiciu swego bratanka Lota. Nim dotarł do swego domu, po drodze oddał kapłanowi Melchizedekowi dziesięcinę. Otrzymał też od króla Sodomy propozycję skorzystania z odzyskanego w bitwie mienia. I właśnie odpowiedź Abrahama na tę ofertę rozświetliła dzisiaj mą duszę.

Wznoszę swą rękę do PANA, Boga Najwyższego, Stwórcy nieba i ziemi, że ani nitki, ani rzemyka sandałów, ani niczego innego nie wezmę z tego wszystkiego, co należy do ciebie. Nie chciałbym, abyś kiedyś mówił: To ja wzbogaciłem Abrama [1Mo 14,22-23]. 

Przyjaźniący się z Bogiem Abraham nie chciał skorzystać z dobytku Sodomy. Już jego bratanek w to dostatecznie wdepnął. Protoplasta ludu Bożego nosił w sobie godność człowieka wierzącego w Boga. Sodoma była miastem bezbożnym. Wyciągnięcie ręki po jej dobra materialne byłoby jakimś rodzajem duchowej zdrady. Abraham od chwili opuszczenia Ur chaldejskiego wszystko zawdzięczał  Bogu i wolał, aby tak pozostało. Nie chciał aby jakieś sodomskie świecidełka pozbawiły go tej chluby i umniejszyły chwale pomocy Bożej, z której korzystał.

Abraham jeszcze bardziej urósł dziś w moich oczach. To musiał być gość. Nie dziwę się, że został nazwany ojcem wszystkich wierzących w Boga. Podobną postawę miało wielu innych biblijnych bohaterów. Apostoł Paweł nawet nie od każdego zboru chrześcijańskiego przyjmował pomoc materialną. Miał ku temu swoje powody. Czy popełniłem grzech - poniżając się dla waszego wywyższenia - że za darmo głosiłem wam ewangelię? Inne kościoły złupiłem, przyjmując wsparcie, aby wam służyć. A gdy przebywając u was, znajdowałem się w niedostatku, kogo obciążałem? Przecież mój brak uzupełnili bracia przybyli z Macedonii. W niczym nie byłem ciężarem - tego pilnowałem i będę pilnował. Mówię prawdę w Chrystusie: W granicach Achai ta chluba nie zostanie mi zabrana [2Ko 11,7-10].

Chrześcijanin powinien zachować czujność, aby czasem nie połasić się na jakieś łatwe pieniądze, czego mógłby potem gorzko żałować. Nie każdy pieniądz godny jest brania.

27 grudnia, 2019

Pozostań na kursie

Naszły mnie dzisiaj myśli o ważności trwania w wierze. Kończy się kolejny rok chrześcijańskiej pielgrzymki, a cel ciągle jeszcze jest przed nami. Pan okazuje cierpliwość grzesznikom, aby dać im jeszcze szansę nawrócenia, a my miewamy odczucie, że opóźnia się powrót Pana i pochwycenie Kościoła. Trzeba nam więc wykazać się wytrwałością. Frapuję się, bo na drodze wiary nie widzę już wielu współwyznawców Chrystusa i towarzyszy w pracy dla Pana sprzed lat. Nie, nie poumierali. Wciąż chodzą po ziemi, ale już - niestety - jakimiś innymi ścieżkami.

Zjawisko duchowych manowców przybiera formy bardzo zróżnicowane. Niektórzy zajęli się redefiniowaniem wiary w Boga i organizowaniem życia oraz służby kościoła na ziemi niejako od nowa. Zachowują się tak, jakby jako pierwsi uchwycili prawdziwy sens ewangelii i jakby od nich wszystko dopiero się zaczynało. Inni słudzy Pańscy marnotrawią czas i siły na aktywność, która z duchowego punktu widzenia  przynosi w najlepszym przypadku zaledwie niewielki pożytek. Jeżdżą, biegają, rzeźbią sylwetkę, jedzą tylko zdrową żywność i tak troszczą się o swoje zdrowie, jakby bali się rozstania z tym życiem i spotkania z Chrystusem.

Są tacy, którzy rzucili się w wir działalności społeczno-politycznej i dobroczynnej. Nie ma ich w pracy dla Pana, bo udzielają się społecznie ramię w ramię ze świeckimi działaczami i samorządowcami. Niektórzy zniknęli z codziennego życia zboru, bo się zakochali i miłują swoich najbliższych bardziej niż Jezusa. Najwięcej jednak z dotychczasowych, biblijnie wierzących chrześcijan powróciło zwyczajnie do świata. Jeszcze parę lat temu byli zaangażowani w służbie duchowej, stawali w niedzielę za kazalnicą, pełnili w zborze rolę starszych - a teraz żyją, jakby Pana Jezusa nigdy nie poznali. Robią pieniądze, budują własne kariery zawodowe bądź artystyczne, oddają się swoim zainteresowaniom i przyjemnościom, a o Panu i Zbawicielu zapomnieli.

Z roku na rok staje się to powszechniejsze. Z coraz większą łatwością ludzie odstępują od wiary i znikają ze wspólnoty kościoła. Owszem, dużo ludzi nawraca się i przyłącza do zborów, lecz nie wytrzymują w nich zbyt długo. Schodzą na manowce. Dlatego powinniśmy w większym jeszcze stopniu stosować się do tego, co usłyszeliśmy, aby nas czasem nie zniosło na bezdroża [Hbr 2,1]. Biblia Gdańska oddaje tę myśl następująco: Przetoż musimy tem pilniej przestrzegać tego, cośmy słyszeli, byśmy snać nie przeciekli. Mamy trzymać poziom. Gdy naczynie jest dziurawe, poziom jego zawartości ciągle się w nim obniża. Jak można przez lata trzymać należyty poziom? Jak utrzymać się na właściwym kursie i nie zboczyć z drogi? Zacytowany fragment Pisma Świętego daje wyraźną wskazówkę. Powinniśmy coraz staranniej trzymać się Słowa Bożego.

Zejście na własne ścieżki i życie bez społeczności z Bogiem jest strasznie niebezpieczne. Bo zginą ci, którzy oddalają się od Ciebie, zniszczysz wszystkich nie dochowujących Ci wiary [Ps 73,27].

22 grudnia, 2019

Życzenia świąteczne 2019

Mało kto nie jest zainteresowany osobistym poznaniem ważnych ludzi. Zobaczyć ich z bliska, uścisnąc dłoń, wymienić chociażby kilka słów, nie mówiąc już o osobistej rozmowie i spożytym przy tym samym stole posiłku - to marzenie większości z nas. Chwalimy się wspólnym zdjęciem i jakimkolwiek, chociażby przypadkowym spotkaniem ze sławnymi osobistościami. Nielicznym dane jest bliższe poznanie takich osób i zawiązanie z nimi trwałych relacji. 

Najważniejszą i absolutnie z nikim innym nieporównywalną Osobą dla chrześcijanina jest Syn Boży, Jezus Chrystus. Z kim mnie porównacie i z kim zestawicie albo do kogo upodobnicie, abyśmy byli sobie równi? [Iz 46,5] - pyta Pan. Poznanie Jezusa to nasze "być albo nie być". A to jest żywot wieczny, aby poznali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś [J 17,3]. Dobrze jest wiedzieć, że spotkanie zapoznawcze z Panem Jezusem aranżuje Duch Święty. Tylko przez Niego też możemy dowiedzieć się bliższych szczegółów o Chrystusie Panu i być z Nim w stałym kontakcie. On Mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam przekaże [J 16,14] - powiedział Jezus o Duchu Świętym. Nie ma dla chrześcijanina większego zaszczytu, jak bliskość z Panem Jezusem. 

Za przykład właściwego doceniania rangi poznania Jezusa służy nam apostoł Paweł. Ale wszystko to, co mi było zyskiem uznałem ze względu na Jezusa Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w Nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać Go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając sie podobnym do niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania [Flp 3,7-11]. Od czasu spotkania z Jezusem na drodze do Damaszku wszystko wcześniejsze w życiu Saula z Tarsu trafiło w kąt. Sprawa coraz lepszego poznawania Syna Bożego zdominowała całe jego życie.

Właśnie tego - bliższego poznania Jezusa Chrystusa - na okoliczność Świąt  Narodzenia Pańskiego A.D. 2019 życzę wszystkim Wam; współczesnym współwyznawcom Jezusa Chrystusa, Członkom i Przyjaciołom Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku, Czytelnikom bloga "Dzisiaj w świetle Biblii" i Znajomym z Facebooka. Dobrej znajomości z Panem Jezusem nic innego nam nie zastąpi. Życzę Wam i sobie, abyśmy w te święta mieli czas, aby pobyć z Jezusem, by mieć z Nim osobistą rozmowę, by otrzymać od Ducha Świętego objawienie czegoś więcej o Synu Bożym. Wykorzystajmy okazję, bo przecież nie jest On daleko od każdego z nas [Dz 17,27]. Dajmy naszemu Zbawicielowi i Panu wyraźnie do zrozumienia, że Go kochamy ponad wszystko, i że znajomość z Nim jest dla nas praktycznie najważniejsza.