11 maja, 2018

Godnie jedzmy i pijmy przy Stole Pańskim

Przedmiotem tego rozważania jest Wieczerza Pańska czasem błędnie zwana "Pamiątką Wieczerzy Pańskiej". Błędnie, ponieważ Wieczerza Pańska jest wspominaniem śmierci Jezusa, a nie wspominaniem samej Wieczerzy. Jeżeli więc mówiąc o Wieczerzy Pańskiej chcielibyśmy koniecznie użyć słowa "pamiątka" to należałoby powiedzieć "Pamiątka Śmierci Pańskiej". Mamy wszakże inne biblijne jej nazwy, takie jak "Łamanie chleba" lub "Stół Pański".

Klasycznym fragmentem Biblii o ustanowieniu i praktykowaniu Wieczerzy Pańskiej jest nauka apostolska z jedenastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. Albowiem jam wziął od Pana, com też wam podał, iż Pan Jezus tej nocy, której był wydan, wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie; to jest ciało moje, które za was bywa łamane; to czyńcie na pamiątkę moję. Także i kielich, gdy było po wieczerzy mówiąc: Ten kielich jest nowy testament we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moję. Albowiem ilekroć byście jedli ten chleb i ten kielich byście pili, śmierć Pańską opowiadajcie, ażby przyszedł. A tak, kto by jadł ten chleb, albo pił ten kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej. Niechże tedy człowiek samego siebie doświadczy, a tak niech je z chleba tego i z kielicha tego niechaj pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, sąd sobie samemu je i pije, nie rozsądzając ciała Pańskiego. Dlatego między wami wiele jest słabych i chorych, i niemało ich zasnęło. Bo gdybyśmy się sami rozsądzali, nie bylibyśmy sądzeni. Lecz gdy sądzeni bywamy, od Pana bywamy ćwiczeni, abyśmy z światem nie byli potępieni [1Ko 11,23-29  w przekładzie Biblii Gdańskiej]

Jak wiadomo, Paweł apostoł nie był w gronie uczniów w wieczerniku. Jednak nie tylko nauczał o Wieczerzy tak samo jak inni apostołowie, ale też bardzo dobrze rozumiał jej znaczenie. Sam zmartwychwstały Chrystus Pan objawił się Pawłowi i przekazał mu, czego i jak trzeba nauczać. Jest to wyraźny dowód, że Wieczerza Pańska nie jest pomysłem apostolskim. Pochodzi ona od samego Jezusa Chrystusa, jako czynność na Jego pamiątkę, wciąż na nowo przypominająca o Jego śmierci za nasze grzechy. Trzeba nam przy tym pamiętać, że śmierć krzyżowa Jezusa Chrystusa ma absolutnie wyjątkową rangę i znaczenie. Owszem, znamy w dziejach ludzkości takie przypadki, że ludzie oddawali swe życie za ojczyznę, rodzinę lub ideę, lecz ich śmierć w żadnym razie nie rozwiązywała problemu grzechu. Tylko śmierć wcielonego Syna Bożego, doskonałego Baranka Bożego, stanowiła ofiarę gładzącą grzech świata i jednającą nas z Bogiem.

Wieczerza Pańska jest głoszeniem śmierci Pańskiej, aż przyjdzie. Mowa tu o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa. Do czasu powrotu Chrystusa na ziemię trwa czas łaski Bożej. Grzesznicy słysząc ewangelię, słuchając o śmierci Jezusa na krzyżu, mogą się opamiętać ze swoich grzechów i przez wiarę osobiście skorzystać z ofiary Chrystusowej. Trzeba nam więc opowiadać o ofierze złożonej przez Baranka Bożego aż do końca, aż On powróci.

Do wspominania śmierci Jezusa poprzez sprawowanie Wieczerzy Pańskiej używamy prostego obrazu podstawowego pokarmu i napoju w Izraelu z czasów Jezusa. Są to chleb i wino.  Pojawiają się one już na początku Biblii w rękach Melchizedeka, kapłana Boga Najwyższego [1Mo 14,18]. Obietnica Boża złożona Izraelowi, głosi o Ziemi Obiecanej, że w niej nie zabraknie im chleba i wina  [3Mo 26,5]. Chleb i wino było w Izraelu na każdym stole paschalnym i tak jest do dzisiaj. Księga Psalmów mówi o winie, które rozwesela serce człowieka i chlebie, co wzmacnia serce człowieka [Ps 104,15].

Chleb złamany rękami samego Syna Bożego, to obraz ciała Jezusa ubiczowanego i ukrzyżowanego jako ofiara za grzech świata. Wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie; to jest ciało moje, które za was bywa łamane. Z pewnością nikt z uczniów nie pomyślał wówczas, że Jezus daje im do jedzenia swoje ciało w sensie dosłownym. Tak. Jego ciało jest prawdziwym pokarmem, a Jego krew jest prawdziwym napojem, lecz są pokarmem i napojem duchowym, a nie materialnym. Łamiąc chleb własnymi rękami Syn Boży dał do zrozumienia, że oddanie życia za grzech świata jest Jego czynem osobistym i dobrowolnym. Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz oddaje za owce własne życie [Jn 10,11]. Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć. Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego [Jn 10,17-18].

Jedząc z jednego, rozłamanego chleba, karmiąc swe dusze Chrystusem, zbór daje tym samym świadectwo jedności Kościoła tj. Ciała Chrystusowego. Czy chleb, który łamiemy, nie oznacza udziału w Jego ciele? Ponieważ jest jeden chleb, my, choć liczni, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem bierzemy cząstkę pochodzącą z jednego chleba [1Ko 10,16-17].

Kielich podany do picia uczniom – to obraz Nowego Przymierza Syna Bożego z wierzącymi w Niego ludźmi. Kielich ten jest Nowym Przymierzem we krwi mojej (wg BW-P). Biblia mówi, że bez krwi nie ma przebaczenia grzechów. Krew doskonałego Baranka Bożego musiała zostać wylana w ofierze, raz na zawsze złożonej za grzech świata. Syn Boży, Jezus Chrystus jako Arcykapłan złożył ofiarę z własnej krwi za nasze grzechy i w ten sposób ustanowił Nowe Przymierze, na mocy którego wszyscy wierzący w Niego zostali pojednani z Bogiem. 

Ideę Nowego Przymierza Boga z człowiekiem dobrze ilustruje związek małżeński w dawnym Izraelu. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła [Ef 5,31-32] – napisał o małżeństwie apostoł Paweł w natchnieniu Ducha Świętego. Przypatrując się żydowskim zaślubinom, rzeczywiście można lepiej zrozumieć, jak dochodzi do związku pomiędzy Chrystusem i wierzącym w Niego człowiekiem.

W tamtych czasach w Izraelu ojciec oblubieńca wyszukiwał synowi oblubienicę, wypłacał za nią określoną należność i wtedy następował akt zaręczyn. Podpisywano kontrakt, w którym oblubieniec zobowiązywał się, że zatroszczy się o całą przyszłość oblubienicy. Oblubieniec rozpoczynał przygotowanie domu, a oblubienica szykowała się do dnia ślubu i wesela, nie wiedząc, kiedy oblubieniec przyjdzie zabrać ją do ich wspólnego miejsca zamieszkania. W końcu następował ten wyczekiwany dzień zaślubin i czas wesela.

Czyż można lepiej zobrazować związek Chrystusa z Kościołem? Bóg Ojciec wybiera i pociąga człowieka do Syna Bożego. Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał [Jn 6,44] powiedział Jezus. Następnie grzesznik zostaje wykupiony ze swojej grzesznej przeszłości, ze wszystkich uzależnień, naturalnych powiązań i świeckiego środowiska. Wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego [1Pt 1,18-19]. Duch Święty wzbudza wiarę w sercu człowieka i w ten sposób powstaje osobista więź z Synem Bożym. Albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą [2Ko 11,2]. Tym samym Syn Boży bierze na Siebie odpowiedzialność za nasze zbawienie. Daje nam dar żywota wiecznego, a poprzez zadatek Ducha zapewnia wszystkich napełnionych Duchem Świętym, że doprowadzi do końca, to co z nimi zaczął i że zabierze ich do Siebie. Idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem [Jn 14,2-3].

Kościół - jako Oblubienica Chrystusowa - ma się przygotowywać na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. I wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o takiej godzinie, której się nie spodziewacie [Łk 12,40]. Wraz z ponownym przyjściem Chrystusa nadejdzie czas wesela Baranka.  Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka, i oblubienica jego przygotowała się; i dano jej przyoblec się w czysty, lśniący bisior, a bisior oznacza sprawiedliwe uczynki świętych. I rzecze do mnie: Napisz: Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka. I rzecze do mnie: To są prawdziwe Słowa Boże [Obj 19,7-9].

Czy wszystko w tym obrazie jest jasne? Kielich podczas Wieczerzy Pańskiej rozdzielany pomiędzy wiernych  obrazuje Nowe Przymierze, jakie Bóg zawarł z wierzącymi, poprzez krew Syna Bożego.

Z powyższych powodów odczytane Słowo Boże nakazuje konieczność rozsądzania Ciała Pańskiego i godnego przystępowania do Wieczerzy Pańskiej. W naszym tekście występują dwa ważne pojęcia: rozróżnianie i doświadczanie. Rozróżnianie, gr. diakrino, znaczy - rozdzielać, rozróżniać, rozstrzygać, rozsądzać. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije [w. 29]. To nie jest zwyczajne jedzenie chleba i picie wina. Udział w Wieczerzy Pańskiej domaga się rozróżnienia pomiędzy tym, co święte i godne, a tym, co jest duchowo nieczyste. Kto chce mieć udział w Łamaniu Chleba potrzebuje oddzielenia dla Pana! Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha demonów; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu demonów [1Ko 10,21].

Aby należycie oddzielać się dla Chrystusa Pana, trzeba samego siebie wciąż na nowo poddawać próbie. Doświadczanie, gr. dokimadzo, znaczy próbować, doświadczać, poddać próbie, wybadać. Chodzi o zdolność duchową, niektórym ludziom zupełnie nieznaną. Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? [2Ko 13,5]. Tylko ludzie dorośli i odrodzeni z Ducha Świętego potrafią na tyle wejrzeć w siebie, aby oczyścić się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej [2Ko 7,1].

Oto dlaczego do Wieczerzy Pańskiej w naszym zborze przystępują wyłącznie osoby odrodzone duchowo i pojednane z Bogiem, będące we właściwych relacjach z innymi ludźmi. Oto dlaczego osobom przybliżonym i dzieciom zalecamy, aby z udziałem w Wieczerzy Pańskiej poczekali aż do chwili ich osobistego nawrócenia i przyjęcia chrztu wiary.

Coraz więcej wspólnot zaprasza do Wieczerzy wszystkich uczestników nabożeństwa, nawet dzieci, które do żadnego diakrino ani dokimadzo jeszcze nie są zdolne. My tak nie robimy, bo Słowo Boże mówi o konsekwencjach niegodnego jedzenia i picia przy Stole Pańskim. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winnym staje się Ciała i Krwi Pańskiej [1Ko 11,27]. Być winnym Ciała i Krwi Pańskiej to poważna sprawa. Taka wina musi wiązać się z konsekwencjami. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też pomarło [1Ko 11,32].

Przystępowanie do Stołu Pańskiego z należytym respektem i oddzieleniem się dla Pana wzmacnia chrześcijanina duchowo i powoduje jego dalszy rozwój. Niegodny, lekkomyślny udział w Wieczerzy Pańskiej nie tylko mu nie pomaga, ale wręcz powoli go zabija i to nie tylko duchowo. Gdy ktoś ze zboru zachoruje nagle lub umrze, to najczęściej szukamy naturalnych przyczyn takiego stanu rzeczy. Nawet do głowy nam nie przychodzi, że mogło to nastąpić z omawianych tu powodów duchowych. Naprawdę warto o tym pomyśleć.

Oczywiście, nikt z nas nie potrafi policzyć, ile z znanych nam chorób i zgonów w kręgach chrześcijańskich nastąpiło z powodu niegodnego udziału w Wieczerzy Pańskiej. Zresztą, nie naszą rolą jest ocenianie innych ludzi. Słowo Boże zobowiązuje nas wszakże do rozsądzania znaczenia Ciała i Krwi Pańskiej. Przymusza nas też do należytej samooceny przed przystąpieniem do stołu Pańskiego. Jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni. Lecz gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem [1Ko 11,31-32].

Każdy własny ciężar poniesie – naucza Biblia [Ga 6,5]. Wieczerza Pańska jest nam dana, abyśmy wciąż na nowo karmili naszego wewnętrznego człowieka Ciałem i Krwią Pańską. Biorąc regularnie udział w Wieczerzy Pańskiej należycie pielęgnujemy społeczność z naszym Zbawicielem i Panem, Jezusem Chrystusem. Łamiąc chleb dajemy też świadectwo naszej jedności ze zborem Pańskim, a to ma również wielkie znaczenie w praktycznym zastosowaniu Bożego Planu Zbawienia. Chrystus Pan bowiem na ziemi działa poprzez zbór i na rzecz zboru.

Dlatego serdecznie zachęcam do godnego jedzenia i picia przy Stole Pańskim.

30 kwietnia, 2018

Przepis na zbór, jakiego pragnę

Najdłuższy rozdział Biblii, tj. Psalm 119 zatytułowany w Biblii Ewangelicznej "Pieśń zachwytu nad Bożym Prawem" dostarcza mi od wczoraj wielu przemyśleń. Część z nich ma charakter wyłącznie osobisty,  podczas gdy inne odnoszę do lokalnego zboru, a nawet całego Kościoła.

W dobie coraz to nowych pomysłów na zakładanie i rozwój zboru, gdy na tym polu popularność zyskują sobie świeckie zasady i sposoby, chcę niezmiennie pamiętać, że zbór - to społeczność ludzi wywołanych ze świata przez samego Boga i zgromadzonych, by czcili Go, służyli Mu i we wszystkim oddawali chwałę Chrystusowi Panu. W biblijnej idei powstawania zboru - poza głoszeniem ludziom Słowa Bożego i troską o ubogich - nie ma ani krzty ludzkiej pomysłowości i przedsiębiorczości. Jest to dzieło autorstwa Ducha Świętego.

W czasie dzisiejszego czytania Słowa Bożego zobaczyłem bardzo prosty i wolny od ludzkiego czynnika sposób tworzenia się lokalnego zboru chrześcijańskiego. Niech skupią się przy mnie ci, w których jest bojaźń przed Tobą, oraz ci, którzy znają Twe postanowienia! [Ps 119,79]. Gromadzenie ludzi wg innych zasad, przyciąganie ich rozmaitymi atrakcjami, budowanie zboru pod kątem oczekiwań ludzi duchowo nieodrodzonych - to wysiłek, który nie ma umocowania w praktyce apostolskiej. Owszem, dzięki nowoczesnym, zapożyczonym ze świata przywództwa i biznesu, rozmaitym socjotechnikom, powstają całkiem spore wspólnoty kościelne, lecz czy takie metody budowania zboru nie są okupione postępującą liberalizacją poglądów i zeświecczeniem jego członków?

Miłujący i głoszący Słowo Boże sługa Boży powiedział: Niech zwrócą się do mnie bojący się Ciebie i ci, którzy uznają Twoje napomnienia [Ps 119,79 wg Biblii Tysiąclecia]. Oto przepis na zbór, jakiego pragnę. Czasem będzie w nim więcej osób, a czasem mniej. Czasem będą to tylko ubodzy i nic nie znaczący w tym świecie ludzie, a czasem trafi się i ktoś po ludzku ważny. To wszystko ma znaczenie drugorzędne. Przede wszystkim trzeba pamiętać, że prawdziwy zbór chrześcijański tworzą ludzie przejęci bojaźnią Bożą i całkowicie respektujący Słowo Boże.

Dlatego modlę się dzisiaj: Niech się obrócą do mnie, którzy się Ciebie boją, i którzy znają świadectwa Twoje [Ps 119,79 wg Biblii Gdańskiej]. Mocno wierzę, że właśnie w taki sposób Jezus Chrystus buduje swój Kościół oraz każdy jego lokalny zbór.

28 kwietnia, 2018

Objawienie z Joppy wciąż potrzebne

Dom Szymona garbarza w Jaffie
Lwią część wczorajszego dnia spędziłem nad morzem, spacerując uliczkami starej Jaffy, czyli dawnej Joppy, zaglądając do portu, skąd kiedyś prorok Jonasz popłynął w inną stronę, niż chciał tego Bóg i towarzysząc mojemu najstarszemu wnukowi, który bardzo pragnął wykąpać się w Morzu Śródziemnym. Jednak Jaffa jest od wielu lat w mojej świadomości przede wszystkim z powodu objawienia, jakie otrzymał tu apostoł Piotr, goszcząc u niejakiego Szymona garbarza. Odnaleźliśmy ten skromny dom tuż przy latarni morskiej nad samym morzem, jakby schowany na zapleczu bardziej okazałej zabudowy.

Znowu ożyły we mnie słowa Pisma Świętego, skierowane kiedyś do setnika rzymskiego, Korneliusza, stacjonującego w oddalonej o 50 km Cezarei: Teraz więc poślij swoich ludzi do Joppy i sprowadź stamtąd niejakiego Szymona, którego nazywają Piotrem. Gości on u pewnego garbarza Szymona, który ma dom nad morzem. [...] Tymczasem następnego dnia około południa - gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta - Piotr wyszedł na taras na dachu i tam się modlił. Zgłodniał przy tym bardzo i chciało mu się jeść. A gdy już przyrządzano posiłek, wpadł w zachwycenie. Zobaczył otwarte niebo. Z nieba zstępował w dół jakiś przedmiot. Przypominał wielkie lniane płótno, trzymane za cztery rogi i opuszczane w kierunku ziemi. Wewnątrz znajdowały się różne czworonożne zwierzęta, płazy oraz ptaki. Rozległ się również głos: Piotrze, wstań, zabijaj i jedz! Piotr odpowiedział: O tym nie może być mowy, Panie, bo jeszcze nigdy nie jadłem nic skalanego i nieczystego. Wtedy głos zabrzmiał ponownie: Tego, co Bóg oczyścił, ty nie uważaj za skalane. Wszystko to powtórzyło się trzy razy, po czym przedmiot został wzięty do nieba. Podczas gdy Piotr zastanawiał się, co mogłoby oznaczać to widzenie, ludzie wysłani przez Korneliusza odnaleźli dom Szymona, stanęli u bramy i podniesionym głosem zaczęli pytać, czy Szymon, zwany Piotrem, przebywa tam w gościnie. Pogrążony w myślach Piotr usłyszał głos Ducha: Szukają cię trzej mężczyźni. Ale wstań, zejdź na dół i idź z nimi bez wahania, bo to Ja ich posłałem [Dz 10,5-20].

Okazało się, że objawienie na dachu domu w Joppie miało przygotować Piotra do całkiem nowego spojrzenia na ludzi z narodów pogańskich. Mając od Chrystusa Pana klucze Królestwa Bożego, najpierw w święto Pięćdziesiątnicy otworzył je dla rozsianych po całym świecie Żydów [Dz 2]. Następnie otworzył je dla Samarytan, wkładając ręce na nowo nawróconych w Samarii [Dz 8]. W końcu nadszedł czas otworzyć drzwi Królestwa Bożego także dla pogan.

Przemówił do nich w ten sposób: Wy wiecie, jak bardzo niezgodne z Prawem jest dla Żyda przestawanie z ludźmi innej narodowości lub odwiedzanie ich. Mnie jednak Bóg pokazał, abym żadnego człowieka nie nazywał skalanym lub nieczystym. Właśnie dlatego na wasze wezwanie przyszedłem bez sprzeciwu. [...] Naprawdę, zaczynam rozumieć, że Bóg nie traktuje jednych lepiej niż innych, lecz w każdym narodzie miły mu jest ten, kto Go szanuje i postępuje sprawiedliwie. Odniosę się teraz do poselstwa, które przekazał synom Izraela, głosząc za pośrednictwem Jezusa Chrystusa, który jest Panem wszystkich, dobrą nowinę o pokoju. Otóż wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Wiecie o Jezusie z Nazaretu, że Bóg namaścił Go Duchem Świętym i mocą. Wiecie też, że wszędzie, gdzie chodził, czynił dobrze i leczył wszystkich dręczonych przez diabła, a działo się tak dlatego, że był z Nim Bóg. My jesteśmy świadkami tego wszystkiego, co uczynił na terenach zamieszkałych przez Żydów i w  Jerozolimie. Jego też zawiesili na krzyżu i w ten sposób zabili. Bóg jednak wzbudził Go trzeciego dnia i sprawił, że stał się widzialny, lecz nie dla całego ludu, a tylko dla świadków uprzednio wybranych przez Boga, to znaczy dla nas, którzy po Jego zmartwychwstaniu jedliśmy i piliśmy wraz z Nim. On też polecił nam głosić ludowi i składać o Nim świadectwo, że jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych. O Nim świadczą wszyscy prorocy. Głoszą, że każdy, kto w Niego wierzy, dostępuje, przez Jego imię, przebaczenia grzechów. Piotr jeszcze mówił o tych sprawach, a Duch Święty już zstąpił na wszystkich słuchających jego mowy. Zaskoczyło to tych wszystkich wierzących, którzy należeli do obrzezanych i przybyli z Piotrem, że i na pogan został wylany dar Ducha Świętego. Słyszeli ich bowiem, jak mówili językami i wywyższali Boga. Wtedy odezwał się Piotr: Czy ktoś może odmówić wody, aby ochrzcić tych, którzy otrzymali Ducha Świętego, podobnie jak my? I rozkazał, aby ich ochrzczono w imię Jezusa Chrystusa. Następnie uprosili go, aby pozostał z nimi kilka dni [Dz 10,28-48].

Objawienie z Joppy, z którym swego czasu Piotr poszedł do pogan, nabrało dla mnie świeżego wymiaru. W tych dniach mam styczność z mieszkającymi w Izraelu tzw. świeckimi Żydami. Przebywam w ich domach, rozmawiam, słucham i obserwuję. Są inteligentni, wykształceni i dobrze sytuowani. Trzymają się nawet narodowych tradycji lecz - o dziwo - nie wierzą w Boga. Zjawisko ma charakter powszechny. Słyszałem gdzieś, że osiemdziesiąt procent dzisiejszych mieszkańców Izraela to ludzie niewierzący. Powinni to wiedzieć chrześcijanie, którzy hołubią ten naród i w swej gorliwości wręcz ubóstwiają wszystko, co żydowskie. Izraelici potrzebują pełnej ewangelii z wezwaniem do pokuty, a nie tylko mówienia im, że ich kochamy, podziwiamy i dziękujemy za nich Bogu. Tak jak niegdyś Piotr musiał pojąć, że trzeba głosić ewangelię poganom, tak my dzisiaj powinniśmy zrozumieć, że trzeba nam ją głosić Żydom i to z całą jej wyrazistością.

Wiara w Boga nie jest przypisana żadnemu narodowi ani żadnemu wyznaniu chrześcijańskiemu na zawsze. Przynależność do biblijnego zboru też nie gwarantuje trwałego związku z Jezusem Chrystusem. Nawet wychowanie w chrześcijańskim domu nie sprawia, że przez całe życie pozostaniemy chrześcijanami. Każdy człowiek osobiście nawiązując relację z Bogiem poprzez nowe narodzenie z wody i z Ducha jest odpowiedzialny za trwanie w posłuszeństwie ewangelii Chrystusowej. Jeśli wytrwacie w moim Słowie, to istotnie jesteście moimi uczniami - powiedział Pan.

27 kwietnia, 2018

Co się liczy, gdy nadciąga burza?

Wczorajsza burza nad jeziorem Galilejskim
Widziałem wczoraj na własne oczy jak na jeziorze Galilejskim, zwanym też Tyberiadzkim, a przez miejscowych - jeziorem Kinneret, nagle potrafi rozszaleć się straszna burza. Błyskawice, szalony wicher, grad i deszcz w bardzo krótkim czasie nie tylko pozbawiły nas pięknego widoku jeziora, ale i wywołały swoistą trwogę. Od razu moje myśli znalazły się przy ewangelicznym fragmencie o uciszeniu burzy.

Tego samego dnia, wraz z nastaniem wieczoru, polecił im: Przeprawmy się na drugą stronę jeziora. Pozostawili więc tłum i odpłynęli z Nim tak jak siedział w łodzi, a towarzyszyły Mu inne łodzie. Wtem rozszalała się wielka burza. Zerwał się wiatr. Fale biły w łódź z taką siłą, że woda wypełniała już wnętrze. On tymczasem był na rufie i spał na podgłówku. Obudzili Go więc i wołają: Nauczycielu, nie martwi Cię to, że giniemy? Wtedy On wstał, stłumił wiatr i powiedział do rozszalałej toni: Zamilcz! Uspokój się! I ustał wiatr — i zapanowała wielka cisza. Wówczas zwrócił się do nich: Dlaczego brak wam odwagi? Wciąż jeszcze nie macie wiary? A ich ogarnął wielki strach, tak że zaczęli mówić jeden do drugiego: Kim On jest, że są Mu posłuszne nawet wiatr i wzburzone fale? [Mk 4,35-41].

Tak nieraz bywa i w życiu. Nadciąga burza, która w jednej chwili zamienia sielankę życia w pasmo przykrości. Żadna późniejsza opowieść o niej, podobnie jak i nasze zdjęcia wczorajszej burzy, nie są w stanie odzwierciedlić jej grozy. Szalony żywioł, wypadek drogowy, śmiertelna choroba, zdrada, zawiść i wrogość drugiego człowieka - takie rzeczy nie tylko pozbawiają nas radości, ale przeobrażają życie w rozpaczliwą walkę o przetrwanie. Żaden człowiek nie jest w stanie przed nimi się zabezpieczyć, ani samodzielnie stawić im czoła. Nawet najwięksi tego świata padają ofiarą niespodziewanych tragedii.

W obliczu życiowych burz, które w każdej chwili mogą i nam się przytrafić, najważniejsze jest, aby iść przez życie z Jezusem. Uczniowie odpłynęli na drugi brzeg jeziora z Jezusem w łodzi. To był ich wielki atut. Gdy się zrobiło niebezpiecznie mieli się do kogo zwrócić z prośbą o ratunek. Byli razem z Nim. On ma władzę nawet nad żywiołami wszechświata. Rozkazał burzy, że ma się uciszyć i w jednej chwili znowu zrobiło się spokojnie.

Gdy w życiu chrześcijanina żyjącego w bliskiej więzi z Jezusem zbliża się jakaś nawałnica, staje się ona okazją do oglądania cudownej mocy Chrystusa Pana. Rzecz w tym, abyśmy Mu ufali i nie dali się zastraszyć okolicznościom, w jakich się znaleźliśmy. On ma moc nas ocalić i zachować od złego. Przecież wyraźnie powiedział do wierzących w Niego, że chociażbyśmy i umarli, żyć będziemy, bo On dał nam dar życia wiecznego.

Skoro nasz Pan jest wszechmogący, to dlaczego w ogóle dopuszcza do tego, aby takie burze nam się  zdarzały? Z różnych powodów. Nie będę się wymądrzać. Radzę jednak, abyśmy idąc przez życie stale trzymali się blisko Niego i utrzymywali z Panem Jezusem dobry kontakt. To wystarczy.

26 kwietnia, 2018

Dlaczego czasem coś staje nam na drodze?

Przerwana ulewą droga k. En Gedi
Miałem wczoraj dość zaskakujące przeżycie. Podróżowaliśmy z Jerozolimy nad Morze Martwe, bowiem część osób z naszej grupy nie wie jeszcze, jak to jest, że kładziesz się na wodzie i choćbyś chciał, nie możesz utonąć. Pojechaliśmy krótszą drogą prowadzącą przez tereny tzw. Autonomii Palestyńskiej, bo bardzo chcieliśmy zdążyć, aby przed zmrokiem skorzystać z uroków niezwykłej kąpieli.

Tymczasem około trzydzieści kilometrów przed celem podróży, prawie już pewni, że nam się udało, musieliśmy nie tylko się zatrzymać ale i zawrócić. Droga była nieprzejezdna. Zagrodziły ją nam ogromne masy wody spływającej do Morza Martwego z pobliskich wzgórz po ulewnym deszczu. Z jednej strony był to niesamowity widok, lecz z drugiej, z przykrością musieliśmy się pogodzić z tym, że nasze plany tego dnia nie dojdą do skutku.

Dlaczego coś takiego musiało mi się zdarzyć? Przecież mieliśmy dobre zamiary. Wprawdzie nie pytaliśmy Boga aż tak szczegółowo, czy powinniśmy tam jechać i właśnie tą drogą, lecz ogólnie trwam w pełnieniu woli Bożej. Codziennie cieszę się społecznością z naszym Panem i Zbawicielem. A jednak wczoraj jakby na darmo jechaliśmy wiele kilometrów nie osiągając celu.

Myślę, że powinienem z tego czegoś się nauczyć. Z pokorą przyjmuję wczorajsze niepowodzenie i pragnę wsłuchać się w głos Ducha Świętego. Być może Bóg zachował nas w ten sposób przed jakimś nieszczęściem. Nie wiem. W świetle Biblii widzę, że nawet apostołowi Pawłowi nie wszystkie plany i dobre postanowienia udawało się zrealizować. Z takim przeświadczeniem postanowiłem już wcześniej przybyć do was. Pragnąłem, abyście powtórnie dostąpili łaski. Planowałem udać się do was, do Macedonii, a potem, z Macedonii, znów do was wrócić, licząc, że mnie wyprawicie dalej do Judei. Czy ten plan był wyrazem lekkomyślności? Albo czy planując, robię to czysto po ludzku, tak, że moje tak jest warte tyle co: nie? [2Ko 1,15-17].

Chcemy czy nie, czasem coś potoczy się zupełnie inaczej niż planowaliśmy. Nie wierzę w przypadki. Niechby Bóg dał nam jasne zrozumienie takich sytuacji, abyśmy zawsze i ze wszystkiego potrafili oddać Mu należną chwałę.

24 kwietnia, 2018

Dlaczego jedni mogą, a drudzy nie?



Wielu dojrzałych duchowo chrześcijan stosuje dobrą zasadę, ażeby o innych mówić wyłącznie dobrze. Jeśli o kimś nie mają niczego dobrego do powiedzenia, to raczej w ogóle o nim nie mówią. Najwidoczniej Mojżesz również postanowił tak postąpić, gdy w ostatnich dniach życia chciał powiedzieć coś dobrego o każdym z plemion Izraela. Wszyscy zamienili się w słuch. Oto błogosławieństwo, którego Mojżesz, mąż Boży, udzielił Izraelitom przed swoją śmiercią [5Mo 33,1]. Słowa Mojżesza były mądre, wyważone i prawdziwe. Nawiązywały do zachowania, czynów i osiągnięć poszczególnych plemion Izraela, a w niektórych przypadkach zapowiadały także ich przyszłość.

Z własnego doświadczenia życiowego wiemy, że nie o każdym jednakowo dużo dobrego można powiedzieć. Na taką trudność napotkał też i Mojżesz. Przez ponad czterdzieści lat z wszystkimi plemionami Izraela wędrował z Egiptu do Kanaanu. Czegóż to nie naoglądał się, nie nasłuchał i nie naprzeżywał z nimi na pustyni?! Dobrze wiedział czym się charakteryzowali i aż nadto znał ich przeszłość. Jak wiele dobrego można było o nich powiedzieć?

Z własnego doświadczenia życiowego wiemy, że nie o każdym jednakowo dużo dobrego można powiedzieć. Na taką trudność napotkał też i Mojżesz. Przez ponad czterdzieści lat z wszystkimi plemionami Izraela wędrował z Egiptu do Kanaanu. Czegóż to nie naoglądał się, nie nasłuchał i nie naprzeżywał z nimi na pustyni?! Dobrze wiedział czym się charakteryzowali i aż nadto znał ich przeszłość. Jak wiele dobrego można było o nich powiedzieć?

Zaczynając od potomków najstarszego z synów Jakuba, Mojżesz powiedział jedynie: Niech żyje Ruben i niech nie umiera, niech mężczyzn jego będzie sporo [5Mo 33,6]. A o Danie rzekł: Dan jako lwie szczenię wyskakuje z Baszanu [5Mo 33,22]. Chociaż do wszystkich plemion był jednakowo pozytywnie nastawiony, to o kilku z nich - jak widać - nie za bardzo miał co mówić. Życzenie życia i licznego potomstwa to chyba niewiele, jak na czterdzieści lat wspólnej wędrówki z Rubenitami. Tylko parę dziwnych słów o Danie i to wszystko..? Zupełnie inaczej było z potomkami Józefa, Judy czy plemieniem Lewiego. W tym rozważaniu skupimy naszą uwagę właśnie na Lewim.

Słowo dla Lewiego: Twoje tummim i urim należą do twych pobożnych, których doświadczyłeś w Massa, z którymi walczyłeś u wód Meriba, do tego, który o ojcu i matce powiedział: Nie wziąłem na nich względu. I swoich braci nie rozpoznaje, i swoich synów nie zna, ponieważ strzeże Twych poleceń i dotrzymuje Twego przymierza. Niech tacy uczą Twych rozstrzygnięć Jakuba i Izraela — Twego Prawa. Niech spalają kadzidło, by Tobie pachniało, i całopalenia na Twoim ołtarzu. Błogosław, PANIE, jego trud, dziełu jego rąk bądź przychylny, skrusz biodra jego przeciwników, niech nienawidzący go nie powstaną [5Mo 33,8-11]. 

Każdy czytelnik Biblii wie, że wszyscy wędrujący do Ziemi Obiecanej Izraelici byli poddawani rozmaitym próbom. Wymienione wyżej Massa i Meriba można uznać za synonim licznych prób i doświadczeń wiary, którym Izraelici na pustyni byli poddawani. Nie znieczulajcie swoich serc jak w Meriba, lub jak w Massa, gdy byliście na pustyni [Ps 95,8] - śpiewano w Izraelu. Nie wszyscy w tych próbach jednakowo się zachowywali. Jedni wykazali się posłuszeństwem i wiernością Bogu. Drudzy kierowali się własnym rozumem i pożądliwościami ciała. Musiało to znaleźć odzwierciedlenie w końcowych słowach Mojżesza.

Weźmy na przykład zachowanie Lewitów pod górą Synaj. Powracający z tablicami Dekalogu Mojżesz po czterdziestu dniach nieobecności zastał Izraelitów zupełnie odwróconych. Ulali sobie złotego cielca. Bili przed nim pokłony, złożyli mu ofiary nazywając go swoim bogiem, który ich wyprowadził z ziemi egipskiej. Na tę okoliczność lud zasiadł do jedzenia i picia – a potem wstali, aby się bawić [2Mo 32,6]. Bałwochwalstwo i rozpasanie ludu przybrało takie rozmiary, że żadnymi słowami nie można już było tego powstrzymać. Mojżesz stanął zatem w bramie obozu i wezwał: Kto po stronie PANA - do mnie! I zebrali się przy nim wszyscy Lewici. Wtedy powiedział: Tak mówi PAN, Bóg Izraela: Uzbrójcie się w miecz! Przejdźcie tam i z powrotem, od bramy do bramy obozu i zabijajcie każdego, czy to brat, czy przyjaciel, czy ktoś bliski!  Lewici wykonali polecenie Mojżesza i padło tego dnia pośród ludu około trzech tysięcy mężczyzn. Wtedy Mojżesz powiedział: Przejmijcie dziś zadania, jakie PAN wam powierza! Każdy z was przecież wystąpił nawet przeciw własnemu synowi i bratu, by dostąpić dziś błogosławieństwa [2Mo 32,26-29].

Podobną postawą zabłysnął też później lewita Pinechas, gdy Izraelici dali się wciągnąć w nierząd z Moabitami. PAN zaś przemówił do Mojżesza: Pinechas, syn Eleazara, wnuk kapłana Aarona, odwrócił moje wzburzenie od synów Izraela. Uczynił tak przez to, że w swojej żarliwości wyraził wśród nich moją żarliwość. Dzięki temu, w mej własnej żarliwości, nie wytępiłem synów Izraela doszczętnie. Przekaż mu więc, że oto Ja zawrę z nim przymierze pokoju. Będzie ono dla niego i dla jego potomków przymierzem wieczystego kapłaństwa - za to, że okazał żarliwość dla swojego Boga i dokonał przebłagania za synów Izraela [4Mo 25,10-13]. 

W obydwu wspomnianych przypadkach Lewici wykazali się niezwykłą gorliwością w oddaniu się sprawie Bożej. Przez to sami się niejako wyświęcili do szczególnej służby pośród ludu Bożego. Pozwolę sobie tutaj na prostą ilustrację. Przejmując zabytkowy dwór w Gdańsku zastanawiałem się, komu mógłbym powierzyć w przyszłości pieczę nad siedzibą zboru. Od samego początku byłem zagadywany przez kilka osób, że chciałyby w nim zamieszkać, lecz w tej sprawie brakowało mi jasności. Odpowiedź przyszła niespodziewanie. Któregoś dnia wieczorem wjeżdżałem na nieogrodzoną jeszcze posesję, aby w nocy pilnować dworu. Ze zdumieniem zobaczyłem na dziedzińcu jakieś światło. Był to jeden z naszych młodych braci, który po pracy przyjechał wybierać cegły z kupy gruzu, a że nie mieliśmy jeszcze oświetlenia, robił to w światłach reflektorów swojego samochodu. Właśnie kogoś takiego chciałbym mieć jako opiekuna siedziby zboru – pomyślałem. I rzeczywiście tak się potem stało.

Lewici zwrócili uwagę Boga również tym, że postawili Go ponad własną rodziną i prywatnymi sprawami. Nie dziwię się, że Bóg chce mieć w swoich szeregach tego, który o ojcu i matce powiedział: Nie wziąłem na nich względu. I swoich braci nie rozpoznaje, i swoich synów nie zna, ponieważ strzeże Twych poleceń i dotrzymuje Twego przymierza [5Mo 33,9]. Taką postawę zaprezentował nam przecież sam Pan Jezus. Tymczasem przyszła Jego matka oraz Jego bracia. Zatrzymali się na zewnątrz i posłali do Niego wiadomość, aby Go przywołać. Wokół Niego natomiast siedział tłum. Donieśli Mu zatem: Twoja matka, Twoi bracia i Twoje siostry stoją na zewnątrz i proszą, abyś wyszedł. Wtedy im odpowiedział: Kto jest moją matką i moimi braćmi? Po czym powiódł oczyma po tych, którzy wokół Niego siedzieli, i oświadczył: Oto moja matka i moi bracia. Każdy bowiem, kto spełnia wolę Boga, ten jest moim bratem i siostrą, i matką  [Mk 3,31-35].

Bóg widząc w Lewitach gorliwość i całkowite nastawienie serca na to, co miłe w Jego oczach, ustami Mojżesza obwieścił im, że przeznacza ich do szczególnie ważnych i zaszczytnych zadań w Izraelu.

Po pierwsze, otrzymali od Boga prawo rozsądzania i rozstrzygania w ważnych sprawach. Tummim są twoje i urim są twoje [5Mo 33,8]. Słowa urim i tummim tłumaczone z hebrajskiego znaczą - światłość i doskonałość. Do napierśnika sądu każesz włożyć urim i tummim. Mają one pozostawać na sercu Aarona, gdy będzie wchodził przed oblicze PANA. W ten sposób Aaron będzie przed obliczem PANA wciąż nosił na sercu Jego rozstrzygnięcia dotyczące synów Izraela [2Mo 28,30]. Napierśnik to element stroju arcykapłana. Ozdobiony był dwunastoma oprawionymi w złoto drogimi kamieniami, ułożonymi w czterech rzędach, które symbolizowały dwanaście plemion izraelskich. Arcykapłan, wchodząc do miejsca zwanego Święte Świętych, miał zawsze nosić napierśnik na sercu, aby ustawicznie pamiętał przed Panem imiona synów Izraela.

W napierśniku przechowywane były losy urim i tummim, służące do zasięgania Bożych wyroczni.
Arcykapłan posługiwał się nimi, gdy pojawiała się poważna kwestia do rozstrzygnięcia. Jak praktycznie przebiegał proces rozpoznawania woli Bożej poprzez urim i tummim -  to wciąż owiane jest tajemnicą. Z Biblii wiadomo, że nie każdy kapłan mógł skutecznie to robić [zob. Ezdr 2,63]. Losy te działały tylko w przypadku kapłana prowadzącego uświęcone życie. Przed Bogiem tylko "doskonałość" spotyka się ze "światłością". Kapłan wyjmował przed Panem obydwa losy i jeden z nich - "tak" lub "nie" - w jego oczach zaczynał jaśnieć. Raz Bóg dawał urim, a innym razem tummim [zob. 1Sm 14,41]. Jak najbardziej zgadza się to z dzisiejszym prowadzeniem wierzących ludzi poprzez Ducha Świętego. Wielu chrześcijan nie wie, jak w danej chwili i sprawie należy postąpić. Potrzebują mentorów, wskazówek, szkoleń i temu podobnych rzeczy. Napełniony Duchem Świętym i na co dzień żyjący według Ducha chrześcijanin, w stosownej chwili ma jasność, jaka jest wola Boża.

Lewici dostąpili zaszczytnej roli sędziów w narodzie. Obwieszczali wolę Bożą, bo zdali egzamin z ponadprzeciętnego przywiązania do Boga. W czasie doświadczeń i prób, w krytycznych chwilach odstępstwa Izraela, wszystko inne odsuwali na dalszy plan, a przede wszystkim gorliwie bronili sprawy Bożej. Właśnie dlatego Bóg wyznaczył im też rolę nauczania Słowa Bożego. Niech tacy uczą Twych rozstrzygnięć Jakuba i  Izraela - Twego Prawa [5Mo 33,10]. Nie każdy nauczyciel ma Boże kwalifikacje, ażeby nim być. Nie wiesz? A przecież nie jesteś zwykłym nauczycielem Izraela [J 3,10] – zadziwił się Jezus nad Nikodemem, który nie miał pojęcia, czym jest nowe narodzenie. 

Biblia mówi, że pozycja nauczyciela wpośród ludu Bożego musi mieć konkretne uzasadnienie. Dlaczego Lewici, a nie, na przykład, Danici, otrzymali od Boga zadanie nauczania Słowa Bożego? Ponieważ charakteryzowali się stałością i gorliwością w oddaniu Panu. Dlaczego apostołowie kierowani Duchem Świętym we wczesnym kościele wyznaczali do przywództwa i nauczania mężczyzn? Nie pozwalam zaś kobiecie pouczać ani kierować mężem. Niech pozostaje w ciszy. Bo najpierw został ukształtowany Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy uległa zwiedzeniu, dopuściła się przestępstwa. Niech raczej spełnia się w macierzyństwie, pozostając w wierze, w miłości i w rozważnym poświęceniu [1Tm 2,12-15]. Taka jest argumentacja Słowa Bożego.

Po trzecie, z racji właściwego zachowania w wielu doświadczeniach i próbach, Lewitom przypadła służba przy Bożym ołtarzu. Niech spalają kadzidło, by Tobie pachniało, i całopalenia na Twoim ołtarzu [5Mo 33,11]. Nie każdy chętny mógł tę służbę pełnić. Swego czasu nawet i samego króla trzeba było w tej sprawie wezwać do opamiętania. Nie twoja to rzecz, Uzzjaszu, składać ofiary z kadzidła Panu, rzecz to kapłanów, synów Aarona, którzy są poświęceni na to, by kadzić. Wyjdź z przybytku, gdyż dopuściłeś się zniewagi, a nie przyniesie ci to chwały przed Panem, Bogiem [2Krn 26,18]. 

Przypominam, że tzw. powszechne kapłaństwo wierzących polega na tym, że każdy z nas jest kapłanem własnej duszy i sam za siebie odpowiada przed Bogiem. Nie oznacza, że wszyscy mogą pełnić każdą posługę. To Bóg ustanawia i powołuje w kościele konkretne osoby, wyznaczając im poszczególne zadania. Dlaczego Arcykapłanem wszechczasów Bóg ustanowił Jezusa? Dlaczego Dwunastu – to sami mężczyźni? Czy wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokami? Czy wszyscy nauczycielami? [1Ko 12,29]. Tak jak służbę Bożą w okresie Starego Przymierza pełnić mogli tylko wypróbowani wcześniej i wyznaczeni przez Boga Lewici, tak i w czasach Nowego Przymierza służbę duchową określa Słowo Boże, a nie wpływy kulturowe, ludzkie pragnienia lub poglądy.

Nie o każdym człowieku można to samo i tyle samo dobrego powiedzieć. Gdybym twój pastor miał wypowiadać się o każdym po kolei członku zboru to – jak myślisz? Co miałby do powiedzenia o tobie?  A co o nas powie Chrystus Pan, gdy staniemy przed Bożym obliczem? Wtedy naprawdę nie będzie ważne, co mówili o nas ludzie. Dlatego warto zrobić wszystko, aby zyskać upodobanie w oczach Pana. 

Lewici zaświecili nam przykładem, jak najlepiej można wpisać się w historię Królestwa Bożego i zyskać sobie wysokie stanowisko i prawo występowania w sprawie wiary, która jest w Chrystusie Jezusie [1Tm 3,13].  Doskonałym tego przykładem jest sam Jezus Chrystus. Dzięki Jego postawie u Niego jest ostateczne urim i tummim we wszystkich kwestiach. On jest naszym Nauczycielem. Także dzięki Niemu nasze życie jest miłym kadzidłem przed Bogiem. Gdy z racji wiary w Jezusa Chrystusa przyjmujemy postawę Lewitów – Bóg myśli o nas tylko dobrze i mówi same dobre rzeczy. Dlaczego? Bo gdy jesteśmy w Chrystusie i Bóg patrząc na nas, widzi już nie nas, ale Syna swego umiłowanego. 

Taka pozycja w oczach Bożych ma swoją cenę. Nie można było zachowywać się jak Ruben, a otrzymać błogosławieństwo Lewiego. Jeśli więc ktoś zachowa siebie czystym od rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, gotowym do wszelkiego dobrego dzieła [2Tm 2,21]. W zapale bądźcie niestrudzeni, duchem płomienni, w Panu – gotowi do służby [Rz 12,11].