15 lipca, 2014

Czy dobrze wpływasz na innych?

Tym razem kilka słów poświęconych sprawie pozytywnego wpływu innych wierzących na nasze życie. Każdy z nas podlega wpływom. Sam także może wpływać na innych. Prawdziwym błogosławieństwem w życiu okazują się ludzie, którzy zadają sobie trud okazywania nam zainteresowania, chronienia przed grożącym złem i stymulowania korzystnych dla nas procesów.

Takie szczęście spotkało kiedyś młodziutkiego króla judzkiego. Joasz miał siedem lat, gdy objął władzę królewską […]. Joasz czynił to, co prawe w oczach Pana, przez całe swoje życie, ponieważ pouczał go kapłan Jehojada  [2Kr 12,1-3]. Ukryty w świątyni Joasz od najmłodszych lat wyrastał pod okiem kapłana Jehojady, co stanowiło tajemnicę dobrej jakości jego życia i sukcesu w panowaniu. A Joasz czynił to, co prawe w oczach Pana, przez całe życie kapłana Jehojady [2Kn 24,2]. Tego wpływu nie zabrakło nawet w sprawach żeniaczki młodego króla. Podobny przywilej towarzystwa człowieka o dobrym wpływie spotkał króla Uzzjasza. Miał on szesnaście lat, gdy objął władzę królewską, a panował w Jeruzalemie pięćdziesiąt dwa lata […]. Szukał on Pana, dopóki żył Zachariasz, który uczył go bojaźni Bożej, a dopóki szukał Pana, Bóg darzył go powodzeniem [2Kn 26,3-5].

Każdy, kto uwierzył w Jezusa Chrystusa może dobrze wpływać na innych. Nie potrzeba do tego  szczególnych uzdolnień ani specjalnego wykształcenia. Wystarczy odrodzone z Ducha Świętego i wypełnione miłością serce. Każda, nawet najbardziej prozaiczna chwila życia może stać się czasem pozytywnego wpływu. Wystarczy podstawowa wrażliwość na obecność drugiego człowieka  i odrobina gotowości do poświęcenia, a nieraz - czyniąc rzeczy dla nas normalne i codzienne - nawet nie będziemy świadomi wielkości wywieranego przez nas wpływu.

Budują nas biblijne przykłady mężczyzn i kobiet Bożych, którzy wywierali dobry wpływ na innych ludzi. Prawie każdy z nas znalazł się swego czasu pod takim wpływem. Bądźmy wdzięczni Bogu za te osoby. Dzięki ich oddziaływaniu nie tylko uniknęliśmy wielu niebezpieczeństw i nie popełniliśmy złych czynów. Zostaliśmy też zmotywowani do szukania woli Bożej i zachęceni do robienia dobrze.  Miejmy  we wdzięcznej pamięci osoby, które wywarły na nas pozytywny wpływ.

Wspaniale jest znaleźć się pod dobrym wpływem, ale jeszcze lepiej samemu mieć taki wpływ na innych. Czy mamy już na swoim koncie takie przypadki? Czy jest gdzieś na świecie choćby jeden człowiek, na którego wpłynęliśmy na tyle dobrze, że jego życie zostało zachowane od złego lub skierowane ku temu, co właściwe?

Każdy z nas może wywierać dobry wpływ, a nawet najzwyklejsza chwila może okazać się stosownym do tego czasem.  Bądźmy uważni, aby takich osób i chwil nie przegapić.

12 lipca, 2014

Jak trzcina kołysana przez wiatr

Dzisiejsza lektura Pisma Świętego skłoniła mnie do chwili zadumy nad chwiejnością ludzkich postaw. W jedenastym rozdziale Ewangelii Mateusza natrafiamy na intrygującą informację o Janie Chrzcicielu. Największy prorok Izraela, który wcześniej obwieścił o Jezusie:  Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata [Jn 1,28] po kilku latach pyta: Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać innego? [Mt 11,3]. Cóż wzbudziło w Janie takie wątpliwości? Czyżby Jezus  zmienił się w międzyczasie? Czy dał jakieś obiektywne powody ku temu, aby Janowa pewność sprzed paru lat ustąpiła miejsca takiej rozterce?

Nie. To nie Jezus, a Jan zachwiał się w swoich przekonaniach. A gdy ci odchodzili, zaczął Jezus mówić do tłumów o Janie: Co wyszliście oglądać na pustyni? Czy trzcinę chwiejącą się od wiatru? [Mt 11,7]. Człowiek - nawet tej co Jan klasy – niestety, może okazać się chwiejny. Wątpliwości bardzo szybko mogą ogarnąć ludzką duszę. Wystarczy, że zaniedbamy osobistą społeczność z Bogiem czy też dostaniemy się pod wpływ złych osób, a wkrótce nasza wcześniejsza pewność kruszy się i rozsypuje.

Iluż wokół siebie mamy takich „Piotrów”, którzy wcześniej zapewniali, że będą z nami, a już ich przy nas nie ma? Iluż mężów zapewniało, że będą kochać i nie opuszczą żony aż do śmierci? Ileż żon w słowach przysięgi małżeńskiej gwarantowało uległość mężowi, jak Chrystusowi  Panu?  Ileż przyjacielskich zapewnień poszło w niepamięć? Okoliczności mogą być różne i bardzo złożone, ale chwiejność zawsze świadczy o jakimś kryzysie w relacjach z Bogiem i wybrakowanej wierze.

Człowiek prawdziwie wierzący nie jest jak chorągiewka na dachu. Nauka Boga jego jest w sercu jego. Kroki jego nie chwieją się [Ps 37,31]. Miałem Pana zawsze przed oczami mymi, gdyż jest po prawicy mojej, abym się nie zachwiał [Dz 2,25]. Ci, którzy ufają Panu są jak Góra Syjon, która się nie chwieje, lecz trwa wiecznie [Ps 125,1].

Zawsze będą wokół nas ludzie podobni do trzciny kołysanej przez wiatr. A my? A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni... [1Ko 15,58].

07 lipca, 2014

Cóż mamy z sobą wspólnego?

Takie pytanie padło z ust proroka Pańskiego, gdy król Izraela, król Judy i król Edomu wyprawili się razem przeciwko Moabitom. Mieli trudności z powodu braku wody i zwrócili się do Elizeusza z prośbą o pomoc. Czy nie ma tutaj proroka Pana, abyśmy przez niego zapytali Pana o wyrocznię? Wtedy odezwał się jeden ze sług króla izraelskiego i rzekł: Jest tutaj Elizeusz, syn Szafata, który posługiwał Eliaszowi. Na to odpowiedział Jehoszafat: Prawdziwie jest z nim słowo Pana. Wstąpili tedy do niego: król izraelski i Jehoszafat, i król Edomu. Wtedy Elizeusz rzekł do króla izraelskiego: Cóż mamy z sobą wspólnego? [2Kr 3,11-13].

Król izraelski miał w tym osobisty interes, aby zorganizować wspólną wyprawę wojenną. Zaprosił więc króla Judy, a król Edomu nawet nie wiadomo jak, ale gdy przechodzili przez jego ziemie, też się do nich przyłączył. Jakżeż przypomina mi to współczesne akcje ekumeniczne! Ktoś upatrzył sobie w tym jakiś interes, zaprasza więc kogoś z duchowym autorytetem, a w międzyczasie przyłączają też tacy, którzy dzięki wspólnej imprezie będą mogli publicznie zaistnieć. W tak powstałej płyciźnie duchowej rodzi się euforia i poczucie siły, lecz brakuje obecności Bożej. Oby ktoś wpadł przy tym na pomysł, że przydałoby się posłuchać, co na temat ich wspólnego działania myśli Bóg.

Prorok Elizeusz nie był dyplomatą. Prosto w oczy powiedział królowi Izraela, że niewiele mają ze sobą wspólnego. Jak to? Przecież Izrael to był lud Boży, a Elizeusz był Bożym prorokiem. Jak to? Przecież Juda i Izrael to potomkowie jednego ojca Jakuba a ich ziemie sąsiadowały ze sobą i pochodziły z jednego rozdania. A jednak prawdziwy prorok Pana zadał retoryczne pytanie: Cóż mamy z sobą wspólnego?

W dniach ekumenicznej euforii, która, zdaje się, opanowała już nawet niektórych biblijnie myślących chrześcijan, dzisiejsza lektura Słowa Bożego upewnia mnie, że nie ma się czym zachwycać, gdy słyszę o wspólnych akcjach i spotkaniach. Co mnie i tobie? – tak dosłownie brzmiało pytanie proroka Bożego, bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? [2Ko 6,14-16].

Owszem, z powodu obecności króla Judy Bóg wspomógł ową wyprawę przeciwko Moabitom. W żadnym razie nie oznaczało to jednak, że w oczach Bożych wszyscy jej uczestnicy zostali jednakowo uznani, a idea wspólnego działania okazała się słuszna. Ciśnie mi się do głowy następująca myśl: Król Jehoszafat po raz kolejny dał się w to wciągnąć, aby swoim duchowym autorytetem wspomagać bezbożność króla Izraela. Czy zrobił dobrze?

30 czerwca, 2014

Czy będą mogli temu zapobiec?

Dziś w Polsce Święto Centrum Zarządzania Kryzysowego Ministerstwa Obrony Narodowej. Jest to jednostka podlegająca szefowi Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, a jej głównym zadaniem jest planowanie i koordynowanie użycia wojska w sytuacjach kryzysowych.

Wprawdzie w dość spokojnej Polsce trudniej sobie wyobrazić nagły kryzys na szeroką skalę, ale już np. doniesienia z Ukrainy dobitnie pokazują, że stabilność sytuacji może okazać się bardzo krucha. Uchodźcy wojenni, którymi w tych dniach zajmujemy się w Gdańsku mówią, że rok temu nawet nie przyszło im to do głowy, że będą musieli w pośpiechu porzucać wszystko i uciekać za granicę. A jednak się stało. Dwa chrześcijańskie małżeństwa z malutkimi dziećmi zabraliśmy już z Ośrodka dla Cudzoziemców, ale są tam kolejne osoby oczekujące na pomoc.

Dzisiejsze święto niewiele znaczy dla przeciętnego Polaka i nie wspominałbym o nim, gdyby nie to, że właśnie dzisiaj naszły mnie myśli o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa i  pochwyceniu Kościoła. Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego. Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie [Mt 24,37-42].

Któregoś dnia Pan Jezus Chrystus na pewno powróci. Na świecie zaczną dziać się niesamowite rzeczy. W oka mgnieniu znikną niektórzy ludzie. Na ulicach, w miejscach pracy, w szkolnych ławkach i przy rodzinnych stołach, nagle i jednocześnie kogoś zabraknie. Kogo? Osób odrodzonych z Ducha Świętego, czyli prawdziwych chrześcijan. Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem [1Ts 4,16-17].

To w oczywisty sposób spowoduje wiele tragedii, bo jeśli np. kierowcą rozpędzonego autobusu albo pilotem lecącego samolotu będzie człowiek narodzony na nowo, to nietrudno sobie wyobrazić, czym skończy się nagłe ich zniknięcie. Wierzę, że w tym czasie, razem z innymi pochwyconymi będę już z Panem Jezusem. Centrum Zarządzania Kryzysowego natomiast mieć będzie pełne ręce roboty. Ciekawe, czy uwzględniają w swoich planach nagły przypadek pochwycenie Kościoła?

27 czerwca, 2014

Nieuprawniona różnica

Tak jakoś jest, że nasze reakcje na widok drugiego człowieka są uzależnione od jego wyglądu, a nie od tego, kim jest on w rzeczywistości. Piękna dziewczyna nie płaci mandatu mimo, że popełniła błąd o wiele gorszy od kobiety mniej atrakcyjnie wyglądającej. Facet leżący w rowie dla większości jest nikim, choćby był nawet profesorem. Dobrze ilustruje to filmik wpuszczony ostatnio do sieci. Ten sam człowiek upada na ulicy, najpierw w ubraniu bezdomnego, a potem w garniturze. I co?

Poruszył mnie ten eksperyment. Biblia wzywa: Bądźcie wobec siebie jednakowo usposobieni [Rz 12,16], a nam tak łatwo przychodzi robienie różnic między osobami. Biedni i zwyczajni nieraz muszą poczekać, aż przejadą ważni i bogaci. Dzieciom brakuje rodziców, bo dorośli potrafią zająć większość naszego czasu. Obcokrajowcy bywają niemile widziani, bo uszczuplają nasz budżet narodowy. Przyjaciele i koledzy nawet nie muszą nas przekonywać, że ludzie wrogo do nas nastawieni nie mają co liczyć na żadną naszą życzliwość.

Bracia moi, nie czyńcie różnicy między osobami przy wyznawaniu wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Pana chwały. Bo gdyby na wasze zgromadzenie przyszedł człowiek ze złotymi pierścieniami na palcach i we wspaniałej szacie, a przyszedłby też ubogi w nędznej szacie, a wy zwrócilibyście oczy na tego, który nosi wspaniałą szatę i powiedzielibyście: Ty usiądź tu wygodnie, a ubogiemu powiedzielibyście: Ty stań sobie tam lub usiądź u podnóżka mego, to czyż nie uczyniliście różnicy między sobą i nie staliście się sędziami, którzy fałszywie rozumują? [Jk 2,1-4].

Biblia wzywa do ochotnego udzielania pomocy ludziom w potrzebie bez względu na osobę. W ziemi swojej otwieraj szczodrze swoją rękę przed swoim bratem, przed nędzarzem i biedakiem [5Mo 15,11]. Przychodnia nie uciskaj, sami bowiem wiecie, jak się czuje przychodzeń; wszak byliście przychodniami w ziemi egipskiej [2Mo 23,9]. Jeśli łaknie twój nieprzyjaciel, nakarm go chlebem, a jeśli pragnie, napój go wodą [Prz 25,21-22].

Jednakowe usposobienie do tak rozmaitych ludzi? Ktoś powie - nie jestem frajerem! A ty?  Jeśli jesteś chrześcijaninem, to masz silną motywację, żeby nie mieć względu na osobę, a tym bardziej, żeby nie kierować się jej wyglądem. Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24].

Pod każdym nawet najbardziej lichym ubraniem bije ludzkie serce i kołacze się bezcenna, nieśmiertelna dusza.

25 czerwca, 2014

Niedźwiedzia przysługa sprawie Ewangelii

Docierają do mnie informacje, że ewangelicznie wierzący mieszkańcy wschodniej Ukrainy są w ogromnych tarapatach. Tamtejsza ludność prorosyjska, a zwłaszcza separatyści, są na nich wściekli, ponieważ baptysta, pastor - polityk, wysłał na nich wojsko. Teraz więc baptyści nie mają tam życia. Sporo z nich porzuca już wszystko i musi uciekać ze swego kraju.

Aktualna sytuacja na Ukrainie dobrze pokazuje prawdę, że ludzie odrodzeni z Ducha Świętego nie powinni angażować się w politykę tego świata. Żyjemy na świecie, pracujemy, kupujemy, podróżujemy, wychowujemy dzieci, ale pamiętamy, że nie jesteśmy z tego świata. Głosimy tu ewangelię, pomagamy ludziom w potrzebie, ale nie mieszamy się w politykę tego świata, bo to nie nasza sprawa. Taki wzorzec zostawił nam Pan. Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata; gdyby z tego świata było Królestwo moje, słudzy moi walczyliby, abym nie był wydany Żydom; bo właśnie Królestwo moje nie jest stąd [Jn 18,36].

Oczywiste, że taka postawa nie oznacza uniknięcia cierpień i prześladowań na tym świecie. Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą [2Tm 3,12]. Rzecz w tym, żeby cierpieć naprawdę z powodu wiary w Chrystusa, a nie z innych powodów. Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was. A niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw. Wszakże jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech tego nie uważa za hańbę, niech raczej tym imieniem wielbi Boga [1Pt 4,14-16].

Chrześcijanin, który zabiera się za politykę tego świata wścibia nos w nie swoje sprawy. Polityka to domena ludzi żyjących bez Boga na świecie, jakkolwiek by nie byli oni religijni, nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa [Flp 3,20]. Jeżeli ktoś z nas, kierując się wydumanymi przez siebie powodami, zabiera się za sprawy tego świata, to z pewnością w sensie duchowym nie będzie z tego nic dobrego. Może nawet zaowocować to poważną ujmą dla ewangelii, a również – jak na Ukrainie - niepotrzebnymi cierpieniami.

Dlatego apeluję do politykujących braci: Porzućcie swoje sny o zmienianiu świata, bo jeśli nawet dorwiecie się na jakiś czas do władzy, zdarzy się wam popełnić błędy, które rzucą cień na ewangeliczne chrześcijaństwo i samą Ewangelię. Wówczas bardziej zaszkodzicie sprawie Bożej, niż jej pomożecie. Niech przypadek brata Turczynowa da wam do myślenia.

Wracajcie do głoszenia ewangelii. Tak wiele na tym polu mamy do zrobienia. Szkoda czasu na wtrącanie się do cudzych spraw. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego świata, aby się podobać temu, który go do wojska powołał [2Tm 2,4].