04 grudnia, 2020

Co robić, aby się uratować? (2)

Wielu ludzi myśli sobie dzisiaj, że ich najważniejszą potrzebą jest uniknięcie zakażenia koronawirusem, a jeśli - nie daj Boże - już zachorowali, to przezwyciężenie infekcji i powrót do zdrowia. Wokół tych zagadnień skupia się dziś niemal cała dyskusja publiczna. Nawet niektórzy chrześcijanie ciągle chcieliby dyskutować o prawdziwości zagrożenia, słuszności rygorów epidemicznych, o szczepionkach itd. Czy aby na pewno na tym powinniśmy się koncentrować w tych dniach?

Wczoraj napisałem, że najpilniejszą z wszystkich naszych potrzeb jest zbawienie naszej duszy, albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? [Mk 8,36]. Każdy człowiek jest grzesznikiem, a Biblia mówi, że zapłatą za grzech jest śmierć [Rz 6,23]. Aby uratować się od wiecznego potępienia trzeba uwierzyć w Pana Jezusa. I nie chodzi o samo uznanie faktu Jego istnienia. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, musi wyrazić się w naszym życiu całkowicie nowym początkiem. Biblia w Ewangelii św. Jana nazywa to nowym narodzeniem.

A był pewien człowiek z faryzeuszy imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Przyszedł on do Jezusa w nocy i powiedział: Mistrzu, wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić tych cudów, które Ty czynisz, gdyby Bóg z nim nie był. Odpowiedział mu Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Nikodem zapytał go: Jakże się może człowiek narodzić, będąc stary? Czy może powtórnie wejść do łona swojej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się narodziło z Ducha, jest duchem. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić [Jn 3,1-7].

Nowe narodzenie to wewnętrzne odrodzenie człowieka do życia duchowego w społeczności z Bogiem. Każdy naturalnie narodzony człowiek - choćby nie wiem jak zdrowy fizycznie i psychicznie - przychodzi na świat martwy duchowo. Powodem śmierci duchowej jest grzech Adama, naszego praojca. Wiedział to biblijny Dawid, bo napisał: Oto urodziłem się w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka moja [Ps 51,7]. Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli [Rz 5,12]. Biblia mówi, że każdy człowiek również z powodu swojego grzechu, który popełnił, umrze! [Ez 18,24]. Właśnie dlatego, aby być zbawionym i znaleźć się w Królestwie Bożym, musimy narodzić się na nowo!

Rodzimy się na nowo w chwili, gdy przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostępujemy odpuszczenia naszych grzechów i z Jego rąk otrzymujemy dar życia wiecznego. Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego uwierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny [Jn 3,16]. Z taką właśnie misją Syn Boży przyszedł na świat i  - jako Baranek Boży - stał się ofiarą za nasze grzechy. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej [Jn 10,28]. Wszyscy narodzeni na nowo ludzie są świadectwem wspaniałego cudu, że Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im ich upadków [2Ko 5,19].

Nie dzieje się to jednak automatycznie. Nowe narodzenie następuje w atmosferze głębokiej skruchy człowieka i w osobistej modlitwie, co znajduje wyraz w jego całkowitym opamiętaniu się z grzesznego życia i nawróceniu się do Boga. Pozwólcie, że zajmiemy się tym w następnym wpisie.

03 grudnia, 2020

Co robić, aby się uratować? (1)

Największą potrzebą ludzkiej duszy jest zbawienie od wiecznego potępienia. Zagrożenie jest realne, gdyż książę tego świata został osądzony [Jn 16,11] i robi wszystko, co może, aby jak najwięcej ludzi pociągnąć za sobą do miejsca wiecznej kary. Domeną szatana jest wyrządzanie szkody. Tak scharakteryzował go sam Syn Boży. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zarzynać i wytracać [Jn 10,10]. Nie omija w tym nikogo. Szczególnie bierze na celownik ludzi, którzy częścią swej duszy zwracają się ku Bogu i żyją na co dzień w wewnętrznym rozdwojeniu. Największe siły diabelskie, wręcz wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16] wymierzone są w zadeklarowanych chrześcijan, aby, o ile można, zwieść i wybranych [Mt 24,24].

Ratujcie się z tego wypaczonego pokolenia! [Dz 2,40] - wzywa Słowo Boże. Wszystkim nam jednakowo trzeba zachować czujność i wykazać się należytą troską o swoje zbawienie. Tytułowe pytanie padło swego czasu z ust stróża więziennego w Filippi, wstrząśniętego nadzwyczajnym działaniem PANA w Jego apostołach. Panowie, co powinienem robić, aby się uratować? Oni odpowiedzieli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony ty i twój dom [Dz 16,30-31]. Na kanwie tego dialogu zastanówmy się i my dzisiaj, co trzeba robić, aby się uratować i żyć wiecznie? 

Po pierwsze, niech dzisiaj w naszych uszach mocno zabrzmią słowa nauki apostolskiej: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony ty i twój dom! Jak rozumieć tę prostą wskazówkę? Na czym praktycznie ma polegać wiara w Jezusa Chrystusa, aby okazała się dla nas zbawienna? 

Podstawową treścią zbawiennej wiary jest śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Przypominam wam, bracia, Ewangelię, którą wam ogłosiłem, i która przyjęliście, i w której trwacie, i dzięki której dostępujecie zbawienia, jeśli trzymacie się mocno właśnie tej nauki, którą wam ogłosiłem w Ewangelii, chyba że bezmyślnie uwierzyliście. Otóż w pierwszych [naukach] przekazałem wam, co również ja otrzymałem, że zgodnie z Pismem Chrystus umarł za nasze grzechy i że został pogrzebany, i że zgodnie z Pismem trzeciego dnia zmartwychwstał... [1Ko 15,1-4]. Oto fundament zbawienia. Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim [Jn 3,36].

Zgłębienie Ewangelii Chrystusowej, głoszonej przez apostołów, musi prowadzić do odkrycia, że uratować nas od wiecznego potępienia może tylko i wyłącznie Jezus Chrystus. I nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Uwierzyć w Pana Jezusa, to całkowicie zdać się na Niego. Polega to na wczytaniu się w Jego naukę, przejęciu się nią i okazaniu posłuszeństwa Słowu Bożemu. Poprzez praktyczne zastosowanie się do nauki Chrystusowej człowiek staje się chrześcijaninem. Korzy się przed Bogiem, dostępuje oczyszczenia i usprawiedliwienia, odwraca się od swoich grzechów, oddaje swoje serce Jezusowi i pojednany z Bogiem rozpoczyna nowe życie.

 Uwierzyć w Pana Jezusa to odwrócić się od innych bóstw do Boga, po to, by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu oraz oczekiwać na powrót z nieba Jego Syna, którego wzbudził z martwych, Jezusa, który nas ratuje przed nadchodzącym gniewem Boga [1Ts 1,9b-10]. Jednym słowem, wiara w Jezusa Chrystusa zaczyna się od całkowitej zmiany serca i myślenia człowieka. Jeśli Bóg pozwoli, napiszę o tym jutro.

30 listopada, 2020

To jest wojna!

Przeczytałem dziś poszukiwaną od jakiegoś czasu książkę "Droga z Pozoru Właściwa" autorstwa Berta Clendennena, założyciela znanej w naszych kręgach "Szkoły Chrystusa". Podarowała mi ją wczoraj jedna z naszych Sióstr. Jej autor we wstępie napisał: "Bez wątpienia przesłanie tej książki rozgniewa wielu. Jej język jest śmiały, ale tak być musi. Nasze umysły potrzebują wstrząsu, aby się przebudzić. Kościół zaakceptował to, co nie jest do zaakceptowania. Mylnie biorąc cienie za istotę rzeczy uwierzyliśmy, że przebudzenie ogarnia ziemię. Pośród tego wstydu i zamieszania musi wznieść się głos, który oddzieli rzeczywistość od fantazji i oczyści naukę chrześcijańską z pogaństwa, które czyni Bożych ludzi bezsilnymi".

Treść książki bardzo splata się z narastającym we mnie przynagleniem do wzmożenia mojej czujności duchowej w obliczu tego, co przychodzi i co już dzieje się na świecie. Ponieważ pragnę być zabrany w chwili Pochwycenia Kościoła i mieć udział w pierwszym zmartwychwstaniu, powinienem należycie się na to przygotować. Bert Clendennen podnosi w swej książce właśnie tego rodzaju zagadnienia. Oto przykładowy jej fragment:

"U schyłku tego wieku prawda jeszcze raz musi do nas dotrzeć. Jesteśmy w stanie wojny, a wróg poważnie ją traktuje. On przyszedł, aby kraść, zabijać i niszczyć. Musimy uświadomić sobie, że on się nigdy nie zmienia. On nienawidzi Chrystusa, kościoła i wszystkiego, co przyzwoite. On jest kłamcą, mordercą i złodziejem. Jest 'belzebubem', 'bogiem korupcji' (zepsucia). Jego duch jest duchem 'własnego ja' i duchem tego świata. Jeśli okazuje się przyjacielski, to tylko po to, by zwieść. Musimy wiedzieć, wiedzieć teraz, że zwycięstwo nie oznacza, iż nieprzyjaciel zniknie lub podda się. Pokonaj go tu, a pojawi się tam. Nie wolno nam nigdy rozluźniać się w naszej duchowej czujności. Zawsze musimy czuwać w modlitwie i nie wahać się, aby mu się przeciwstawiać. On nie ucieknie dopóki go nie pogonimy, i nie wyjdzie, jeśli go nie wyrzucimy.

Kiedy Pearl Harbor zostało zbombardowane, narody tego świata walczyły ze sobą od miesięcy i lat. Próbowaliśmy pozostać neutralni lecz nagle, w ten niedzielny poranek, okazało się, że już nie możemy być neutralni. Prezydent Stanów Zjednoczonych wezwał do całkowitej mobilizacji wszystkich sił całego kraju, nie tylko po to, by sformować armię, ale by budować samoloty i statki, produkować zboże, ubranie i wszystkie inne niezbędne rzeczy. Każdy szybko odpowiadał na to wezwanie. Nasz kraj był w niebezpieczeństwie; nieprzyjaciel już pukał do drzwi; trzeba było szybko coś zrobić! Jedynie własnym wysiłkiem mogliśmy odnieść zwycięstwo i tylko rewolucyjne podejście do tego kryzysu mogło uratować naród.

Kiedy ten naród traci ducha, który sprawił, że Thomas Jefferson podpisał Deklarację Niepodległości; kiedy ludzie nie poświęcają się tak jak w dolinie Forge, gdy boso szli z krwawiącymi stopami, aby się wyzwolić; kiedy tracimy takiego ducha, to tracimy naszą wolność i zostajemy pokonani. To co dotyczy narodu, dotyczy kościoła. Nadszedł czas, kiedy kościół musi przyszykować wszystkie duchowe środki i użyć ich w działaniu przeciwko nieprzyjacielowi. W przeciwnym razie bowiem powtórzy się średniowiecze". [Bert Clendennen, Droga z Pozoru Właściwa, Wyd. School of Christ, Brigitte Lusinski, Rozdz. 4, str. 35].

Już kilka ładnych miesięcy nie mamy nabożeństw w pełnym składzie członkowskim. Mam nadzieję, że wszyscy z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE trwają w wierze i mają się dobrze. Ale czy jednakowo wszyscy w czujności przygotowują się na spotkanie z Chrystusem? Czy robimy to tym bardziej, im wyraźniej widać, że zbliża się ten Dzień? [Hbr 10,25]. Tego nie jestem już aż tak pewny. Dlatego na najbliższą sobotę zwołuję  nabożeństwo polowe w kaplicy plenerowej na Olszynce przy ul. Olszyńskiej 37. Jej wielkość pozwala nam na spotkanie bez ograniczeń liczebności uczestników nabożeństwa. Nieważne, że nie rozsiądziemy się wygodnie w cieplutkiej sali z klimatyzacją. Trwa wojna! Wojna o nasze zbawienie. 

28 listopada, 2020

Samotna w obliczu wielkiego wyzwania

W tych dniach czytam biblijną Księgę Estery. Jednym z ciekawszych jej wątków jest postawa królowej Estery w obliczu uknutego przez Hamana planu zagłady Żydów. Tylko ona mogła temu przeciwdziałać, bo jako królowa miała dostęp do króla, chociaż też nie bez ryzyka, że zostanie przez niego odtrącona. Wszystkich w królestwie obowiązywał bowiem regulamin, że przed oblicze monarchy idzie się tylko po otrzymaniu imiennego wezwania od króla. Dlatego Estera poprosiła swoich rodaków o wsparcie w modlitwie: Zacznijcie pościć w mojej intencji. Nie jedzcie ani nie pijcie za dnia, ani w nocy przez trzy dni. Ja również razem ze swoimi dwórkami będziemy powstrzymywać się od jedzenia. Dopiero potem pójdę wbrew regulaminowi do króla, choćby nawet przyszło mi zginąć [Est 4,16]. 

Bez wątpienia była to dla Estery bardzo stresująca sytuacja. Miała świadomość, że od przebiegu jej spotkania z królem zależą losy wszystkich jej rodaków. Odosobniona od nich, bez społeczności z wyznawcami JHWH samotnie zmagała się w modlitwie z postawionym przed nią zadaniem. Jak się modliła? Biblia przemilcza treść jej modlitwy. Przebieg modlitewnych zmagań królowej próbuje odkryć apokryficzny dodatek do 4. rozdziału Księgi Estery. Oto jego fragmenty:

"Panie mój, nasz Królu, Ty jesteś jedyny. Pośpiesz na ratunek mnie, samotnej i poza Tobą niemającej nikogo pomocnego, bo grożące mi niebezpieczeństwo już jest w zasięgu ręki. 

(...) Daj moim ustom odpowiednie słowo wobec tego lwa, zmień jego serce, by znienawidził tego, który walczy z nami, ku zgubie jego i tych, którzy jedno z nim myślą. Wyciągnij nas z tego ręką swoją, a mnie samotnej pośpiesz na ratunek, bo tylko Ciebie mam, Panie. Ty wiesz o wszystkim, Ty widzisz, że nienawidzę przepychu bezbożnych, że brzydzę się łożem nieobrzezanych i każdym obcym. Ty widzisz to przymuszenie moje, że mam odrazę do znaku mego wywyższenia, który się znajduje na mojej głowie w dniach mych publicznych wystąpień. Brzydzę się nim jak strzępem płótna po dniach krwawienia i nie noszę go w dniach mego odpoczynku. I służebnica Twoja nie jadła u stołu Hamana i nie zaszczycała uczty króla ani nie piła wina z kultowych libacji. Służebnica Twoja nie raduje się niczym od dnia swego wyróżnienia aż do dziś, jak tylko Tobą, Panie, Boże Abrahama. Boże, Mocarzu nad wszystkimi, usłysz wołanie niemających już nadziei, wyrwij nas z ręki tych, którzy zło knują, a mnie wyzwól z mojej trwogi" [Est 4,17ł-17z].

Kiedy trzeciego dnia skończyła modlitwę, zdjęła z siebie szaty pokutne i ubrała się w strój uroczysty [Est 5,1]. Biblia mówi, że król na jej widok od razu podniósł złote berło, dotknął jej szyi, powitał ją i rzekł: Możesz się do mnie odezwać [Est 5,2]. Z tekstu deuterokanonicznego dowiadujemy się jednak, że - być może - wejście Estery do pałacu było mieszanką jej przemyślanej kokieterii i dramatu, bo "wzięła ze sobą dwie zaufane dworki, i na jednej się wspierała, jakby z rozkoszy omdlewając, a drugiej kazała iść za sobą, by podtrzymywała jej tren. Rozkwitła największym czarem swej urody, jej oblicze promieniało szczęściem i jakby oddaniem, choć jej serce ściskało się z lęku. Przeszła przez wszystkie bramy i stanęła przed królem, który siedział na swym tronie królewskim, odziany w pełen majestat, cały w złocie i drogocennych klejnotach, i wydawał się bardzo groźny. Podniósł swe oblicze tchnące dostojnością i spojrzał z ostrym gniewem. Na to zachwiała się królowa i mdlejąc zmieniła się na twarzy. Osunęła się na dworkę, która szła przed nią. Wtedy Bóg zmienił gniew króla w łaskawość. Wstał szybko, pełen troskliwości, z tronu, objął ją ramionami, aż przyszła do siebie. Pocieszał ją łagodnymi słowami i pytał: Co ci, Estero? Ja ci brat, nie bój się, nie umrzesz. Nasz zakaz dotyczy pospólstwa. Przybliż się" [Est 1a-1f]. Czytelnicy Biblii dobrze wiedzą, jak dalej potoczyły się wydarzenia. Wszyscy Żydzi w Persji nie tylko ocaleli, ale otrzymali przy tym od króla uprawnienia, jakich przedtem nie mieli.

Czego możemy nauczyć się z tej historii? Chociaż Estera była królową i mieszkała w pałacu, to jednak samotnie musiała się zmierzyć z największym wyzwaniem swego życia. Podobnie bywa i z nami. Nawet jeżeli należymy do wspaniałego zboru i mamy najlepszych przyjaciół oraz tysiące znajomych na FB, to miewamy chwile, gdy w obliczu jakiegoś problemu stajemy zupełnie w pojedynkę. Co wtedy?

Estera poprosiła o wsparcie w modlitwie i sama się gorliwie modliła do Boga. Modląc się nie zaniechała wszakże obmyślenia kobiecej strategii pozyskania względów króla. Zanim przedłożyła królowi zasadniczą prośbę, wcześniej dwukrotnie zaprosiła go na ucztę. Myślę, że postępowanie Estery może zaświecić przykładem każdemu, kto znajdzie się w podbramkowej sytuacji. Trzeba nam i osobistej modlitwy, i modlitewnego wsparcia innych wierzących. Modlitwa jednakowoż nie powinna wyłączać w nas mądrego przemyślenia sprawy. Roztropność i życiowe doświadczenie to przecież nabyte dary Boże. Korzystajmy z nich powierzając się Bogu.

Historia Estery uczy też, że samotne zmagania mogą wspaniale zaowocować. Wierzymy, że sam Bóg przyszedł Esterze w sukurs, natchnął ją i pobłogosławił jej działanie. Każdy, kto naprawdę wierzy w Jezusa Chrystusa, bez wątpienia może liczyć na pomoc PANA. Nie zawsze potrzebne są konsultacje z innymi ludźmi. Paweł apostoł nie czekał, by ktoś zaopiniował jego pomysł głoszenia ewangelii poganom [zob. Ga 1,16]. Bywa, że rady innych ludzi nawet przeszkadzają w obraniu właściwego kursu na zwycięstwo. Biblia i modlitwa na osobności dają więcej niż liczne podpowiedzi choćby nie wiem jak życzliwych przyjaciół. 

Nie zawsze tak jest, ale czasem trzeba zatkać sobie uszy na ludzkie głosy, całkowicie zdać się na kierownictwo Ducha Świętego i podążać za Jego głosem, a stawimy czoła największym wyzwaniom.

26 listopada, 2020

Prawo do pouczania

Nie każdy ma prawo pouczać każdego. Prawo do wychowywania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem mają tylko rodzice. Inni ludzie, jeżeli chcieliby nie swoim dzieciom coś przekazać, muszą wcześniej uzyskać na to zgodę ich rodziców. Prawo do określania obowiązków i zadań pracownika ma jego pracodawca. Jeżeli ktoś z zewnątrz chciałby czegoś od pracownika w godzinach jego pracy, powinien najpierw zwrócić się z tym do kierownika, któremu ów pracownik podlega. Żołnierz podlega rozkazom swojego dowódcy. Żaden normalny dowódca nie wydaje rozkazów żołnierzom spoza swoich szeregów.

Od lat zadziwia mnie więc postawa niektórych ludzi uważających siebie za przywódców chrześcijańskich, a polegająca na pouczaniu wiernych spoza ich wspólnoty kościelnej. Moje zdziwienie potęguje obserwacja, że nawracając się owi ludzie nie chcieli przyłączyć się do którejś z już istniejących społeczności chrześcijańskich. Żadna nie była dla nich dostatecznie dobra i godna ich członkostwa. Znam przypadek, gdy jeden z nich - owszem - był zainteresowany przyłączeniem się do istniejącego zboru, ale postawił warunek, że od razu otrzyma w nim funkcję drugiego pastora. Skończyło się tym, że ów lider założył społeczność własną, nie podlegającą żadnej duchowej zwierzchności. Zresztą nie tylko on zrobił po swojemu. Jest więcej takich, którzy nie tylko się nie przyłączają ale nawet opuszczają wspólnotę kościelną, do której już należeli, by oddzielnie pójść obraną przez siebie ścieżką. 

Moje zdziwienie sięga zenitu, gdy potem owi przywódcy, zamiast skupić się na swojej trzódce, zaczynają nagabywać i pouczać chrześcijan należących do kościołów, którymi owi bracia wzgardzili. Czy to nie dziwne i nie bulwersujące, gdy ktoś, sam nie chcąc być w danym kościele, nadal próbuje względem jego wiernych odgrywać rolę duszpasterza? Czy to nie oburzające, że ośmiela się pouczać i besztać starszych kościoła, którego nie jest członkiem? 

Z Biblii wiemy, że nawet apostołowie, pionierzy w głoszeniu ewangelii, uważali na to, by trzymać się granic swojej służby. Bo my nie przekraczamy wyznaczonych nam granic, jakby to było, gdyby one nie sięgały aż do was, bo wszak pierwsi dotarliśmy aż do was z ewangelią Chrystusową. My nie chlubimy się cudzą pracą poza obrębem naszego działania [2Ko 10,14-15]. 

Nie każdy, kto dzisiaj zwie się przywódcą lub pastorem, ma prawo zwracać się do ludzi tak, jak apostoł Paweł do Koryntian: Piszę to, nie aby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje dzieci umiłowane. Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu; wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie. Proszę was tedy, bądźcie naśladowcami moimi... [1Ko 4,14-16].

Prawo dostępu do ludzi należących do kościoła mają ci, którzy w tym kościele wiernie służą. Dobrze to ilustrują słowa skierowane niegdyś do arcykapłana Jozuego: Potem dał anioł Pana uroczystą obietnicę Jozuemu: Tak mówi Pan Zastępów: Jeżeli będziesz chodził moimi drogami i będziesz pilnował mojego porządku, będziesz zawiadywał moim domem oraz strzegł moich dziedzińców, dam ci dostęp do tych, którzy tu stoją [Za 3,6-7]. Innymi słowy, aby w domu Bożym mieć coś do powiedzenia, trzeba w tym domu Bożym być, trwać i wykazać się określoną postawą. Nauka apostolska zaleca podporządkowanie każdemu, kto należy do grona współpracowników i ludzi wielkiego trudu [1Ko 16,16]. Jeżeli ktoś chce mieć prawowity dostęp do ludzi żyjących dla PANA w określonej wspólnocie kościelnej, sam powinien należeć do niej i dać się w niej poznać jako sługa Boży. 

Gdy jest inaczej, to co można o takim człowieku pomyśleć?  Że się zakrada do nie swojej owczarni. Po co? Żeby pouczać nie swoje dzieci? Żeby przekonywać ludzi o wyższości swojego stylu przywództwa? Żeby poniżać i ośmieszać przywódców danego kościoła? A może, żeby wśród nie swoich zebrać ofiarę dla swojej działalności? 

Jeżeli sam Bóg daje komuś dostęp do określonej grupy ludzi, to nic nam do tego. Lecz jeżeli jakiś samozwańczy przywódca wkrada się do nie swojego kościoła, to należy dać mu odpór. 

25 listopada, 2020

Chwała i brzemię wybrańców Bożych

Być wybranym. Dobrze to, czy źle? Tak - jeśli mowa o wybraniu do jakiejś przyjemności i nagrody. Nie – jeśli do jakiejś przykrości i kary. A co z wybraniem przez Boga? Można je zilustrować wyborem do olimpijskiej reprezentacji narodowej. Być Olimpijczykiem - to wielki zaszczyt ale jednocześnie szereg określonych powinności. Przed wyjazdem na Olimpiadę składa się stosowną przysięgę. Potem, przez cały czas trwania igrzysk trzeba postępować zgodnie z regulaminem obowiązującym w wiosce olimpijskiej.

Oto co o wybraniu Bożym mówi Pismo Święte: Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios;  W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym [Ef 1,3-6].

Z powyższego fragmentu Biblii dowiadujemy się, że pierwszym celem, dla którego Bóg nas wybrał jest to, abyśmy byli święci i nienaganni. Abyśmy wobec Niego byli święci, nienaganni i żyli w miłości – jak oddaje to Biblia Ewangeliczna. Każdy wybraniec Boży ma obowiązek uświęcać swoje życie, albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do uświęcenia [1Ts 4,7].

Po drugie, jako wybrani Boży wiedzmy, że Bóg przeznaczył nas dla siebie, do synostwa przez Jezusa Chrystusa. Biblia Gdańska mówi, że On nas przenaznaczył ku przysposobieniu za synów przez Jezusa Chrystusa dla siebie samego, według upodobania woli swojej.

Po trzecie, z naszego tekstu wynika, że Bóg wybrał nas ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej. Jeszcze dobitniej tę myśl oddaje Biblia Poznańska, gdzie czytamy, że Bóg nas wybrał dla ukazania wspaniałości swojej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym.

Wybór Boży jest specyficzny również z powodu całkowitej suwerenności Boga. Tak było na przykład z narodem wybranym, czyli z Izraelem. Gdyż ty jesteś świętym ludem Pana, Boga twego. Ciebie wybrał Pan, Bóg twój, spośród wszystkich ludów na ziemi, abyś był jego wyłączną własnością. Nie dlatego, że jesteście liczniejsi niż wszystkie inne ludy, przylgnął Pan do was i was wybrał, gdyż jesteście najmniej liczni ze wszystkich ludów. Lecz w miłości swej ku wam i dlatego że dochowuje przysięgi, którą złożył waszym ojcom, wyprowadził was Pan możną ręką i wybawił cię z domu niewoli, z ręki faraona, króla egipskiego. A tak wiedz, że Pan, Bóg twój, jest Bogiem, Bogiem wiernym, który do tysiącznego pokolenia dochowuje przymierza i okazuje łaskę tym którzy go miłują i strzegą jego przykazań. Lecz sam odpłaca tym, którzy go nienawidzą, aby ich wytracić. Nie zwleka, ale odpłaca temu samemu, kto go nienawidzi [5Mo 7,6-10].

Można powiedzieć, że wybór Boży absolutnie wymyka się jakimkolwiek ludzkim kryteriom. Dotyczy to również Rebeki, która miała dzieci z jednym mężem, praojcem naszym Izaakiem. Albowiem kiedy się one jeszcze nie narodziły ani też nie uczyniły nic dobrego lub złego - aby utrzymało się w mocy Boże postanowienie wybrania, oparte nie na uczynkach, lecz na tym, który powołuje - powiedziano jej, że starszy służyć będzie młodszemu, jak napisano: Jakuba umiłowałem, a Ezawem wzgardziłem. Cóż tedy powiemy? Czy Bóg jest niesprawiedliwy? Bynajmniej. Mówi bowiem do Mojżesza: Zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, a zlituję się, nad kim się zlituję. A zatem nie zależy to od woli człowieka, ani od jego zabiegów, lecz od zmiłowania Bożego [Hbr 9,10-15].

Tak było również z wyborem apostołów. I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić, i spędził noc na modlitwie do Boga. A gdy nastał dzień, przywołał uczniów swoich i wybrał z nich dwunastu, których też nazwał apostołami [Łk 6,12-13]. I powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii, i żeby mieli moc wypędzać demony. Powołał ich więc dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr, Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, i nadał im imię: Boanerges, co znaczy: Synowie Gromu, i Andrzeja, i Filipa, i Bartłomieja, i Mateusza, i Tomasza, i Jakuba, syna Alfeusza, i Tadeusza, i Szymona Kananejczyka, i Judasza Iskariotę, tego, który go wydał [Mk 3,14-19].

Wybranie Boże ujawnia się bardzo często już po pierwszym kontakcie z ewangelią Chrystusową. Widać to po przemówieniu Pawła w Antiochii. Poganie słysząc to, radowali się i wielbili Słowo Pańskie, a wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. I rozeszło się Słowo Pańskie po całej krainie [Dz 13,48-49]. Tak dzieje się i dzisiaj. Gdy człowiek zetknie się ze Słowem Bożym głoszonym w mocy Ducha Świętego, od razu po jego reakcji można się zorientować, czy jego serce otwiera się dla ewangelii, czy też pozostaje zamknięte.

Niestety, tylko niektórzy okazują się być wybranymi Bożymi, albowiem wielu jest wezwanych, ale mało wybranych [Mt 22,14]. Wszakże, gdy wybranie Boże nas dosięga, to trzeba nam wiedzieć, że wraz z nim spada na nas swego rodzaju ciężar i szereg obowiązków.

Wybranie Boże wiąże się z powinnością służenia PANU i wydawania owocu dla chwały Bożej. Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój [Jn 12,26]. Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały [Jn 15,16].

Wybranie Boże sprowadza nienawiść i prześladowanie ze strony świata. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał [Jn 15,19-21].

Wybranie Boże zapoczątkowuje też w naszym życiu czas Bożej dyscypliny. Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego ani nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza; bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje. Jeśli znosicie karanie, to Bóg obchodzi się z wami jak z synami; bo gdzie jest syn, którego by ojciec nie karał? A jeśli jesteście bez karania, które jest udziałem wszystkich, tedy jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami [Hbr 12,5-8].

Jak widać, nie jest łatwo być Bożym wybrańcem. Lecz z drugiej strony, wybranie Boże to wszystko przewyższająca chwała! Wybrańcy Boży korzystają ze szczególnej ochrony Bożej i mają gwarancję ewakuacji, gdy nastanie czas sądów Bożych. A czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do niego we dnie i w nocy, chociaż zwleka w ich sprawie? [Łk 18,7]. I ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą, i pośle aniołów swoich z wielką trąbą, i zgromadzą wybranych jego z czterech stron świata z jednego krańca nieba aż po drugi [Mt 24,30-31].

Wybrani Boży będą mieć udział w ostatecznym triumfie Syna Bożego. Biblia mówi, że władcy świata będą walczyć z Barankiem, lecz Baranek zwycięży ich, bo jest Panem panów i Królem królów, a z nim ci, którzy są powołani i wybrani, oraz wierni [Obj 17,14]. Jako wybrani Boży będziemy świadkami zawstydzenia i unicestwienia mądrych, mocnych i znaczących ludzi tego świata. Bo czytamy, że to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne,  i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić, aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym [1Ko 1,27-29].

Gdy wszystko, co Biblia mówi o wybraniu Bożym weźmiemy pod uwagę, to trudno się takim wyróżnieniem nie  zachwycać. Zarówno chwalebność jak i ciężar wybrania Bożego warte są swej ceny. Jeremiasz, chociaż mocno odczuwał ciężar wybrania go przez Boga na proroka, najwyraźniej tego nie żałował, skoro napisał, że Pan jest ze mną jak groźny bohater; dlatego moi prześladowcy padną i nie będą górą. Będą bardzo zawstydzeni, że im się nie powiodło, w wiecznej hańbie, niezapomnianej. Lecz Ty, o Panie Zastępów, który badasz sprawiedliwego, przenikasz nerki i serce, spraw, bym ujrzał twoją pomstę nad nimi, gdyż tobie powierzyłem moją sprawę [Jr 20,7-12]. Chwałę i brzemię wybrania Bożego widać też w opisie losu św. Pawła, objawionego Ananiaszowi: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego [Dz 9,15-16].

Bóg wybierając nas, ma prawo określić warunki swego wyboru. Zaszczyt, którym nas poprzez swe wybranie obdarza, nierozerwalnie wiąże się z odpowiedzialnością. Nie wszyscy biorą to pod uwagę. Łatwo dziś spotkać "wybrańców – samozwańców". Są samowolni, gwiazdorzą i postępują według swoich własnych upodobań. Są nastawieni na sukces i popularność w świecie. Kto jest prawdziwym wybrańcem Bożym – ten wie, że Boże powołanie jest wezwaniem PANA do służby. Ba, nie można tej służby sobie ot, tak - zaprzestać, ponieważ wybranie Boże do służby ma charakter wieczny. W opisie niebiańskiego Jeruzalem czytamy: Będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy jego służyć mu będą i oglądać będą jego oblicze, a imię jego będzie na ich czołach. I nocy już nie będzie, i nie będą już potrzebowali światła lampy ani światła słonecznego, gdyż Pan, Bóg, będzie im świecił i panować będą na wieki wieków [Obj 22,3-5].

Taka jest chwała i takie jest brzemię wybrańców Bożych! Gdy rozumiemy rangę wybrania Bożego, gdy odświeżamy w sobie tę świadomość, wówczas jego "brzemię" absolutnie nam nie ciąży, albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię lekkie [Mt 11,30] – powiedział PAN. Nie przychodzi nam też do głowy, ażeby oddzielać chwałę wybrania od jego brzemienia, bo są one nierozerwalnie powiązane.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich wybrańców Bożych!