27 stycznia, 2015

Koniec blokady

Petersburg obecnie
Dziś rocznica zakończenia blokady Leningradu (obecnie Petersburga) w czasach II Wojny Światowej. Liczący wówczas 3,5 miliona mieszkańców Leningrad był dla Niemców jednym z trzech głównych celów strategicznych, w osiągnięcie których zaangażowali ogromną ilość wojska i sprzętu. Oblężenie Leningradu trwało od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku, czyli około 900 dni!

Już od samego początku, gdy hitlerowskie Niemcy w czerwcu 1941 roku zaatakowały Związek Radziecki, Leningrad zaczął intensywnie przygotowywać się do obrony. Dzięki temu, gdy we wrześniu 1941 roku oddziały wroga dotarły do Leningradu i w dniu 17 września przypuściły wielki szturm na miasto, Leningrad był w stanie stawić im czoła. Niemcy przeszli wówczas do taktyki oblężenia, starając się - ostrzeliwane z ziemi i bombardowane z powietrza - blokowane miasto w końcu zagłodzić.

Kluczową kwestią dla Leningradu stała się więc sprawa dostaw żywności i broni. Można je było organizować jedynie od strony jeziora Ładoga. Biegnący przez to jezioro, trzystukilometrowy szlak zaopatrzeniowy  nazwano „Drogą Życia”. Obsługiwało ją ponad 17 tysięcy żołnierzy, 3,6 tysiąca samochodów, 147 ciągników i blisko tysiąc koni. „Droga Życia” chroniona była przez samodzielny pułk strzelecki, artylerię przeciwlotniczą i 5 pułków myśliwskich. Dzięki temu do oblężonego miasta dotarło ponad 360 tysięcy ton towarów, z czego 262 tysiące ton stanowiła żywność, a 32 tysiące ton amunicja. Nie były to dostawy dostateczne, więc w styczniu 1943 roku wojska radzieckie podjęły próbę  wybicia w niemieckich liniach korytarza dla  dostaw lądowych.  Udało się utworzyć taki pas o szerokości piętnastu kilometrów, dzięki czemu zwiększono dostawy do oblężonego Leningradu.  Niemiecki ostrzał artyleryjski tej drogi zaopatrzenia był jednak na tyle intensywny, że wkrótce ów szlak nazwano „Korytarzem śmierci”.

„Droga życia” i „Korytarz śmierci” to jedyne – jak się okazuje – sposoby przetrwania również w sferze walki duchowej. Jako chrześcijanie bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich [Ef 6,12]. Duchowy nieprzyjaciel – niczym wojska niemieckie pod Leningradem – stosuje taktykę oblężenia. Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć [1Pt 5,8].

Blokowani duchowo przez świat z wielu stron, koniecznie potrzebujemy utworzyć sobie „drogę życia”, tak aby codziennie dostarczyć naszej duszy zdrowego pokarmu duchowego. Nie jest to łatwe. Diabeł dwoi się i troi, aby ten pokarm do nas nie dotarł w całości. Gdy nie uda mu się go zatrzymać, to próbuje przynajmniej jakoś zatruć to, czym się duchowo karmimy. Z tej przyczyny wielu narodzonych na nowo, wspaniałych chrześcijan pije sfałszowane mleko duchowe i przez to, niestety, nie wzrasta ku zbawieniu [por. 1Pt 2,2].

Duchowe przetrwanie w świecie wymaga od nas gotowości do rozmaitych poświęceń i pójścia czasem „korytarzem śmierci”. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je [Mt 10,39]. Nic na tym świecie nie jest warte tego, aby zaniedbać i zagłodzić swoją duszę. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? [Mk 8,36].

Dramat oblężonego Leningradu zakończył się 27 stycznia 1944 roku. W rocznicę końca tej okropnej blokady, wszystkim nam, dziś oblężonym i duchowo uciśnionym w świecie, pragnę rozświetlić horyzont  Słowem Bożym: A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie. Jego jest moc na wieki wieków. Amen [1Pt 5,10-11].

Blokowany niegdyś i wyniszczony Petersburg dziś wygląda imponująco. Wkrótce i dla nas zaświta dzień końca blokady.

25 stycznia, 2015

Żeby nie umniejszyć miłości Bożej

Dzisiejsza lektura Biblii ożywiła we mnie sprawę pośrednictwa w dostępie do Boga. Jakie to musi być smutne i przykre w oczach Pana Jezusa Chrystusa, gdy ludzie, zamiast zwrócić się bezpośrednio do Niego, próbują się chować za plecami rozmaitych świętych, licząc na to, że dopiero ich wstawiennictwo zjedna im przychylność Boga. Każdy, kto w relacji z Panem Jezusem szuka jakiegoś pośrednictwa, np. Maryi lub innych świętych, tym samym posyła Synowi Bożemu sygnał, że nie bardzo  wierzy w Jego miłość do grzeszników.

Tę prawdę bardzo dobrze ilustruje przypomniany mi dziś epizod w relacjach pomiędzy Józefem i jego braćmi. Bracia Józefa, widząc, że umarł ojciec ich, mówili: Może Józef będzie teraz wrogo do nas usposobiony i odpłaci nam sowicie za wszystko zło, które mu wyrządziliśmy? Kazali więc Józefowi powiedzieć: Ojciec twój dał takie polecenie przed śmiercią: Tak powiedzcie Józefowi: Ach, przebacz braciom swoim ich występek i ich grzech oraz zło, które ci wyrządzili. Odpuść przeto teraz występek sług Boga ojca twego. I zapłakał Józef, gdy to mówiono do niego [1Mo 50,15-16].

Józefowi zrobiło się przykro, że jego bracia, pomimo całej serdeczności, którą im od dawna okazywał, wciąż mu nie dowierzali. Dali temu wyraz preparując rzekomy apel ich ojca Jakuba, aby za jego pośrednictwem wyjednać u Józefa życzliwość dla siebie. Miałoby to sens, gdyby Józef był dla nich zły i nieprzystępny. Lecz tak nie było. Józef miłował swoich braci, pomimo tego, że kiedyś wyrządzili mu krzywdę. W żadnym razie nie zachodziła potrzeba łagodzenia jego nastawienia do braci za pośrednictwem kogoś, kogo miałby miłować bardziej.  Dlatego Józef aż zapłakał, gdy zorientował się, że w swojej miłości do braci wciąż do tej pory był dla nich nieprzekonujący.

Pan Jezus oddał za grzeszników swoje życie. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł [Rz 5,8]. Jak można wciąż na tyle Mu nie dowierzać, żeby poszukiwać i prosić jakiegoś „świętego”, aby w naszej sprawie przemówił i „wyprosił” nam łaskę u Boga!? Taka postawa, to nie tylko niewiara w Jezusową miłość. To także przykrość dla Pana.

Prawdziwi chrześcijanie nie szukają pośredników w dostępie do Boga. Biblia przekonuje nas, że Bóg kocha wszystkich jednakowo. Jedynym warunkiem dostępu do Niego jest osobista wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Kto nie wierzy, temu żadne wstawiennictwo nie pomoże. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego [Jn 1,12].

Wszyscy wierzący w jednakowym stopniu mają otwarty dostęp do Boga i mogą korzystać z Jego wspaniałomyślności. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze [Hbr 4,16]. Szukanie sobie coraz to nowych pośredników w kontakcie z Bogiem zasmucałoby Pana i umniejszało Jego  miłości.  Mogłoby nawet zakrawać na jakieś cwaniactwo z naszej strony i próbę przechytrzenia Boga.

23 stycznia, 2015

Przykazania Jezusa

Przykazania Jezusa. Ile ich jest? Kogo obowiązują? W myśl słów Pana: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem [Mt 28,19-20], rozpoczęliśmy w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE nową serię wykładową pod wspólnym hasłem: „Jak przestrzegać przykazań Jezusa?” Praktycznie będzie to wyglądać mniej więcej tak, że  - z Bożą pomocą – w dwutygodniowym cyklu, w środowe wieczory będziemy formułować jedno z przykazań Pańskich i wspólnie je omawiać. Celem tych rozważań będzie przybliżenie nam różnych przykazań Jezusa i wypracowanie praktycznych wskazówek, jak należy ich na co dzień przestrzegać. Starsi w wierze będą mieli okazję udzielić wskazówek młodszym. Młodsi otrzymają możliwość zadania pytań. Marzą mi się spotkania interaktywne, dzięki czemu wszyscy uczestnicy więcej z nich skorzystają.

Pierwsze z przykazań Jezusa, które już omówiliśmy, brzmi: „Zmieniajcie myślenie!”.  Pochodzi ono z Ewangelii św. Mateusza  4,17:  Zmieniajcie myślenie, zbliżyło się bowiem królestwo niebios, a pojawiło się już na samym początku Jego publicznej służby. Zasadniczo, w tym wezwaniu Pana chodzi o zmianę paradygmatu, czyli ogólnie przyjętego sposobu widzenia rzeczywistości w danej dziedzinie. Myślenie każdego człowieka, z racji jego pochodzenia i wychowania, jest ukształtowane w określony sposób. Gdy powiąże się to z jego charakterem, obyczajami, nawykami lub uzależnieniem, to  nawet w przypadku tzw. otwartego umysłu,  o zmianę jest bardzo trudno.  Ze schematycznym myśleniem spotykamy się na co dzień i każdy, kto próbował przełamać jakiś stereotyp, wie, jak trudno się z tym mierzyć. Wiadomo przecież, jak myśli typowy polski rolnik, urzędnik czy katolik.

Do zmiany myślenia w naturalny sposób potrzebne jest np. jakieś silne przeżycie. Są ludzie, którzy po otarciu się o własną śmierć lub po utracie wszystkiego, co było dla nich najdroższe, zmienili się nie do poznania. Mają teraz inne priorytety życiowe, nabrali dystansu do rzeczy materialnych i przestali się przejmować tym, co ludzie powiedzą. W istocie zaś nadal są sobą, albo wreszcie zaczęli być sobą. Jezus wzywa nas do czegoś znacznie głębszego i większego, nieosiągalnego na drodze naturalnych procesów. W chrześcijańskim nawróceniu chodzi o tak gruntowną zmianę myślenia, że człowiek zaczyna o wszystkim myśleć tak, jak Bóg myśli i patrzeć na wszystko tak, jak Bóg patrzy. Nie można tego osiągnąć na drodze jakiegoś szkolenia lub terapii. Do ogłoszonej przez Jezusa zmiany myślenia konieczne jest nowe narodzenie.

Przykazania Jezusa – to wyższa szkoła jazdy. Człowiek narodzony na nowo miłuje Boga ponad wszystko, a co za tym idzie, z radością stosuje się do Jego przykazań. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1Jn 5,3].

Ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w kolejne wieczory środowe 2015 roku będą rozważać, co Pan Jezus nam przykazał. Będą uczyć się razem, jak przestrzegać przykazań Jezusa. Ty również możesz urządzić podobne studium. Zwołaj grupę chrześcijan na któryś wieczór i zacznij. Duch Święty was poprowadzi, bo - jak powiedział Jezus - z mego weźmie i wam oznajmi [Jn 16,14].

14 stycznia, 2015

Trzeba im pomóc

Ludmiła w rozmowie z dziennikarzem tvn24
w Dworze Olszynka
Dwie rodziny uchodźców z Ukrainy, Ludmiła Koleśnik z trojgiem dzieci oraz Arkadij Poliszuk z żoną i dwójką dzieci, od ponad połowy roku są z nami. Mieszkają w wynajętych mieszkaniach,  najstarszy syn Ludmiły został studentem Uniwersytetu Gdańskiego, młodsze dzieci chodzą do szkoły. Dzieci Olgi i Arkadiego są w wieku przedszkolnym. Rząd polski wypłaca im trochę pieniędzy wystarczających na wynajem mieszkania a Urząd do Spraw Cudzoziemców odłożył decyzję w sprawie zalegalizowania ich pobytu do wiosny bieżącego roku.

Wczoraj, dzięki operacji zorganizowanej przez nasz rząd, do Polski dotarli z Donbasu mieszkańcy polskiego pochodzenia. Uwaga mediów skupiła się na losach tej grupy uchodźców, chociaż na szczęście jest w naszym społeczeństwie świadomość, że wiele osób uciekło ze wschodniej Ukrainy już wcześniej, na własną rękę docierając do granicy z Polską i prosząc o nadanie im statusu uchodźców wojennych.  O tej świadomości świadczy wczorajsza rozmowa dziennikarza tvn24. Marka Osiecimskiego z Ludmiłą Koleśnik w siedzibie Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE na Olszynce. Wypowiedzi Ludmiły wzbogaciły reportaż z przylotu do Malborka wczorajszej grupy uchodźców, jaki został wyemitowany w magazynie "Polska i Świat".

Piszę dziś o tym, bowiem „nasi” uchodźcy, nie legitymujący się polskim pochodzeniem, są na nieco gorszej pozycji, jeśli chodzi o wsparcie rządu polskiego. Z tego więc względu nam,  ich braciom i siostrom, trzeba bardziej się przyłożyć, aby ułatwić im zadomowienie się tutaj i rozpoczęcie normalnego życia.  Przede wszystkim potrzebują pracy zarobkowej. Ludmiła jest dyplomowaną pielęgniarką, a Arkadij jest lekarzem ortopedą i masażystą. Obydwoje mają już pozwolenie na pracę. Pilnie szukamy dla nich jakiegokolwiek zatrudnienia, tak aby gdy wiosną ponownie spotkają się z urzędnikami decydującymi o ich dalszym pobycie w Polsce, mogli wykazać się także tym, że potrafią już tu w Polsce również zapracować na swoje utrzymanie.  Zawsze można także wpłacić na konto zboru CCNŻ ofiarę z dopiskiem „Ludmiła” lub „Arkadij”. Osoby zainteresowane taką pomocą nr rachunku bankowego znajdą tutaj.

Apelując o dalsze wsparcie dla naszych współwyznawców z Ukrainy jednocześnie pragnę - w ich  imieniu i swoim własnym - serdecznie podziękować wszystkim osobom, które starają się praktycznie pomagać w tej sprawie. W świetle Biblii widać, że taka postawa bardzo podoba się Bogu.

13 stycznia, 2015

Babilon zdaje się mieć coraz lepiej

Biblijne określenie „Babilon”, obok znanego pod tą nazwą starożytnego imperium, oznacza także system społeczno-religijny o zasięgu światowym, będący ogromną mieszaniną  połączonych ze sobą wierzeń, kultur i światopoglądów. Nie ma tu potrzeby wskazywania palcem o jaką konkretnie organizację chodzi, bowiem uważna lektura Biblii, każdemu, komu trzeba, w stosownym czasie z pewnością daje dostateczne objawienie w tej sprawie. Na dziś wystarczy nam, abyśmy rozumiejąc istotę Babilonu, potrafili go wyczuć  i w myśl biblijnego wezwania: od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [ 1Ts 5,22] trzymali się od niego z daleka.

Tak jest. Stara jak świat idea „jedności  w różnorodności”  odradza się wciąż na nowo,  zdobywając  serca i umysły na wszystkich kontynentach. W ostatnim czasie bez trudu można zaobserwować narastający, zdumiewający proces łączenia wody z ogniem. Zarówno na poziomie pojedynczego człowieka, jak też całych wspólnot, widać, że to co dawniej absolutnie było nie do pogodzenia, dzisiaj już występuje razem i jak najbardziej ma się z tym dobrze. Ten sam człowiek jest popularny i w kościele, i w świecie. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo [Jk 3,10]. Chrześcijanie chodzą się zabawiać w świecie, a świat jest zapraszany i mile widziany na spotkaniach chrześcijańskich. Mądrość świata przejmuje stery w kierowaniu zborem. Nieważne, kto jakie ma poglądy i zamiary, ważne, że jest pozytywny, wpływowy i miły.

Babilon zdaje się mieć coraz lepiej. Chrześcijańska godność i moralność chyli czoła i oddaje honory zboczeniu i demoralizacji. Religia rzymskokatolicka przestaje już razić ewangelicznych chrześcijan  swoją historią, obrzędowością i niebiblijnymi doktrynami. Rzymskokatolicy zaczynają coraz cieplej mówić o „odłączonych braciach”, śpiewać ich piosenki  i przyjaźniej się do nich odnosić. Pod sztandarami miłości i wzajemnej tolerancji gaśnie światło ewangelii Chrystusowej. Cichną wezwania do nawrócenia. Udział we wspólnych modlitwach powoli nas przekonuje, że mamy jednego i tego samego Boga. Coraz więcej ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością. Tworzy  się społeczność między światłością a ciemnością, zgoda między Chrystusem a Belialem. Wierzącego coraz więcej łączy z niewierzącym. Dobre układy panują między świątynią Bożą a bałwanami [por. 2Ko 6,14-16]. Jeden z najbardziej wpływowych na świecie ewangelicznych chrześcijan zasugerował ostatnio, że papież mógłby być uznaną przez wszystkich głową ogólnoświatowej religii. Chwała Babilonowi.

Co na to Biblia? Wbrew panującym w świecie tendencjom Biblia nie zostawia żadnej wątpliwości, jaki koniec czeka całą tę ideologię Babilonu. A drugi anioł szedł za nim i mówił: Upadł, upadł wielki Babilon, który napoił wszystkie narody winem szaleńczej rozpusty [Obj 14,8].  Chodź, pokażę ci sąd nad wielką wszetecznicą, która rozsiadła się nad wielu wodami,  z którą nierząd uprawiali królowie ziemi, a winem jej nierządu upijali się mieszkańcy ziemi [...]. A kobieta była przyodziana w purpurę i w szkarłat, i przyozdobiona złotem, drogimi kamieniami i perłami; a miała w ręce swej złoty kielich pełen obrzydliwości i nieczystości jej nierządu. A na czole jej wypisane było imię o tajemniczym znaczeniu: Wielki Babilon, matka wszetecznic i obrzydliwości ziemi. I widziałem tę kobietę pijaną krwią świętych i krwią męczenników Jezusowych. A ujrzawszy ją, zdumiałem się bardzo [Obj 17,1-6]. Ciekawe dlaczego św. Jan aż tak bardzo się zdziwił...

Ja, póki co, zdumiewam się bardzo, że wielu - zdaje się ewangelicznie wierzących ludzi -  nie zauważa, jak powoli stają się „żołnierzami” owego Babilonu.

03 stycznia, 2015

Czy przetrwasz nadciągający huragan?

Szalony wicher przetestował dziś w nocy nie tylko wytrzymałość  dwusetletniego dworu na Olszynce. Dwór się ostał, ale jedna z wierzb, niestety, się poddała, co widać na załączonej fotografii.  Z powodu wieloletniego braku troski o zespół dworsko - parkowy Gdańsk Olszynka, wiele tutejszych drzew to samosieje. Wyrosły w przypadkowych miejscach. Nie mając dobrego gruntu nie ukorzeniły się należycie w stosunku do przyrastającej z roku na rok korony.  Przewrócona wierzba miała podłoże żużlowe, najwidoczniej powstałe z wysypiska po kotłowni byłej spółdzielni ogrodniczo –pszczelarskiej. Dziś nad ranem okazało się, że drzewo bez dobrego systemu korzeniowego w krytycznej chwili nie potrafi się ostać.

Smutny widok przewróconej wierzby wzbudza we mnie myśli o trwałości naszej wiary. Nie wolno nam zbagatelizować jej podstaw. Bez należytych podstaw nauki Chrystusowej życie chrześcijanina nie ma szans na przetrwanie momentów krytycznych. A przecież bez burz się nie obejdzie. Należy więc zawczasu zadbać o silny system korzeniowy. Wtedy możemy spokojnie stawić czoła nadciągającym huraganom i ostać się w wierze.

Dość już napatrzyłem się na chrześcijan, którzy – niczym wywrócona ostatnią wichurą wierzba – żałośnie znaczą chrześcijański krajobraz. Wierzby na naszej posesji nie da się już postawić i zasadzić na nowo. Jest stracona. Obawiam się, że niektórzy moi dawni towarzysze wiary również.  Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych - którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego,  i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego - gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty [Hbr 6,4-6]. Na szczęście, znakomitą większość z nas można jeszcze zabezpieczyć przed upadkiem. Modlę się o wzmocnienie systemu korzeniowego naszej wiary. Niechby ten rok bardzo się temu przysłużył.

Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie, wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie. Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie [Kol 2,6-8]. Komu życie miłe, kto naprawdę chce otrzymać żywot wieczny, ten czym prędzej niech sprawdzi, na czym opiera się jego wiara.