03 kwietnia, 2020

Bez Abrahama czeka cię bankructwo

Świat, na który postawił Lot wkrótce musiał się skończyć, ponieważ wszelki przejaw bezbożności i niesprawiedliwości ludzi, którzy nieprawością tłumią prawdę, spotyka się z gniewem nieba [Rz 1,18]. Natomiast Abraham z wiarą mógł marzyć o przyszłości swoich domowników zaludniających ziemię, którą przemierzał. Miał od Boga obietnicę niekończącego się błogosławieństwa. Abraham w tym rozważaniu uosabia Chrystusa Pana i Jego zbór. Lot obrazuje każdego z nas, gdy flirtujemy ze światem, a czasem nawet zupełnie opuszczamy społeczność świętych, by żyć po swojemu.

Niedługo po tym, jak Abraham uratował Lota, a ten z powrotem zamieszkał w Sodomie, nadszedł czas ostatecznego wylania gniewu Bożego na to miasto. Bóg posłał aniołów, aby zniszczyli Sodomę i Gomorę oraz całą tamtejszą okolicę. Lot znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Biblia mówi, że Abraham wstawił się wtedy za Lotem i wyjednał mu u Boga ocalenie. Gdy Bóg niszczył miasta tego okręgu, wspomniał na Abrahama. Kiedy kładł kres miastom, w których mieszkał Lot, jego samego uchronił od zagłady [1Mo 19,29].

Lot w czasie zagłady Sodomy wprawdzie przeżył, ale poza tym wszystko stracił. Przepadł cały dorobek jego życia. Zaręczone córki Lota nie doczekały się nawet ślubu ze swoimi narzeczonymi, bo oni, lekceważąc możliwość ratunku, zginęli w Sodomie. Niedługo potem obydwie z kazirodczych stosunków z ojcem urodziły synów, którymi też nie można było się pochwalić. Wspomnijcie żonę Lota [Łk 17,32] - poradził nam Jezus, bo ta z kolei z powodu nieposłuszeństwa Bogu zamieniła się w słup soli. Tymczasem trwający w wierze i posłuszeństwie Bogu Abraham wraz ze swoją żoną i całym domem cieszyli się spełnionymi obietnicami Bożymi.

Biblia mówi: Nie kochajcie świata ani tego, co go napędza. Kto darzy miłością świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo to wszystko, co steruje światem: żądze ciała, żądze oczu oraz pycha życia, nie pochodzi od Ojca. To należy do świata. Świat natomiast przemija, a wraz z nim jego żądze. Ten zaś, kto pełni wolę Boga, trwa na wieki [1J 2,15-17]. Biblijny zbór jest ustanowionym przez Boga miejscem duchowej obróbki, wzrostu i testowania nas, czy naprawdę staliśmy się podobni do Jezusa. A tak, sądzeni przez Pana, jesteśmy karceni, aby wraz ze światem nie doznać potępienia [1Ko 11,32]. Odchodząc od zboru zrywamy ten zbawienny proces. Jesteśmy jak głupi student, który przed sesją porzucił studia i cieszy się, że nie musi jak inni martwić się o egzaminy.

Opuszczając Abrahama ani sam Lot, ani jego żona i dzieci, nie zbudowali sobie trwałego szczęścia. Lot stał się materialnym i moralnym bankrutem. A ty? Myślisz, że z tobą będzie inaczej? Opuszczając drogę Pańską, lekceważąc to, co obiecałeś Bogu przyjmując chrzest, gardząc społecznością zboru Chrystusowego narażasz się na ostateczne i całkowite fiasko. Dlatego prosimy: Czym prędzej wracaj! Wracaj do społeczności z Bogiem i Jego ludem. Wszystkich, którzy odeszli od społeczności zboru Pańskiego w miejsce Chrystusa błagamy; Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,20].

02 kwietnia, 2020

Wciąż możesz na Abrahama liczyć

Rozstanie z Abrahamem i coraz bliższe związki Lota z Sodomą okazały się dla niego bardzo zgubne. Władcy okolicznych krain prowadzili działania wojenne, w które bez sukcesu zaangażowała się również Sodoma. Dolina Syddim zaś usiana była dołami wypełnionymi smołą. W czasie ucieczki królowie Sodomy i Gomory ugrzęźli w nich,  pozostali zaś schronili się w górach. Najeźdźcy natomiast zabrali cały dobytek Sodomy i Gomory oraz wszystkie zgromadzone w miastach zapasy żywności i odeszli. Uprowadzili przy tym Lota, bratanka Abrama, ze wszystkim, co posiadał, ponieważ mieszkał on w Sodomie [1Mo 14,10-12].

W towarzystwie bezbożnych trudno jest zbudować trwałą pomyślność. Rzeczywiście stawiasz ich na śliskim gruncie, strącasz w szczęki potrzasku; jedna chwila i ich stan może budzić grozę, mogą dojść do kresu, zginąć w przerażeniu... [Ps 73,18-20]. Tak właśnie, w jednej chwili, zawaliło się szczęście Lota w Sodomie. Krucha jest też pomyślność chrześcijanina nawiązującego przyjaźń ze światem za cenę odejścia od społeczności ludu Bożego. Nie można ot, tak, odwrócić się od Boga, wzgardzić Jego zborem, a następnie żyć sobie długo i szczęśliwie. Od czterech dekad obserwuję to zjawisko. Każdy Lot opuszczający wspólnotę Abrahama naraża się na poważne tarapaty i ostateczne fiasko.

Co zrobił Abraham, gdy usłyszał o nieszczęściu Lota? Na wieść o uprowadzeniu brata Abram uzbroił trzystu osiemnastu służących, mężczyzn wypróbowanych, urodzonych w jego domu, i ruszył w pościg aż po Dan. Tam pod osłoną nocy podzielił swój zastęp między siebie i służących - i uderzył na najeźdźców. Odniósł nad nimi zwycięstwo i ścigał ich aż po Chobę, leżącą na północ od Damaszku. W ten sposób odzyskał zagrabione dobra. Uratował też swego brata Lota wraz z jego dobytkiem, kobietami i pozostałymi ludźmi [1Mo 14,14-16]. Abraham miłował Lota. Wiedział, że w oddaleniu od Boga daleko nie zajdzie. Spodziewając się poniekąd takich wieści o Locie, bezzwłocznie zebrał siły i popędził mu na ratunek.

Również dzisiejszy Abraham dobrze wie, że człowiek opuszczający zbór naraża się na utratę błogosławieństwa Bożego i w każdej chwili może potrzebować pomocy. Jako współczesny Lot, po opuszczeniu zboru, wiedz, że gdy do braci i sióstr w Chrystusie dotrze wiadomość o twoich problemach, nie odwrócą się do ciebie plecami. Wprost przeciwnie, w miarę możliwości czym prędzej wyruszą, by podać ci rękę. Mało tego, nawet w okresie twoich świeckich sukcesów wciąż będą cię wspominać w modlitwie i jak Abraham o Lota, wstawiać się za tobą, by cię ratować od nadciągającego na świat sądu Bożego.

Lot po uratowaniu go przez Abrahama miał dogodną możliwość powrotu do społeczności wierzących i bogobojnych ludzi. Mógł odwrócić się od Sodomy, która okazała się dla niego zawodnym towarzystwem i nie zapewniła mu bezpieczeństwa. Mógł poprosić Abrahama o ponowne przyjęcie go w swoje szeregi. Niestety, nie zrobił tego. Aż trudno w to uwierzyć, ale Lot powrócił do grzesznego miasta. Czy przez to jego stryj stracił do niego serce? O, nie! Niedługo potem wymodlił dla niego kolejny ratunek.

Taki ma być dzisiejszy zbór dla wszystkich swoich pogubionych członków. Jakkolwiek daleko poszli w świat, niech wiedzą, że w zborze nigdy nie zabraknie dla nich serca.

01 kwietnia, 2020

Czy dobrze ci z dala od Abrahama?

Czy Lot oddzielając się od Abrahama przestał wierzyć w Boga? Czy od razu poczuł się z tym źle? Czy tracąc osobisty kontakt z ludźmi wiary zdawał sobie sprawę, jak poważny popełnia błąd? Nie sądzę. Przecież wybrał sobie optymalne miejsce do życia. Lot podniósł oczy i przyjrzał się obszarom nad Jordanem. […] Cały ten okręg, aż po Soar, był dobrze nawodniony, niczym ogród PANA, niczym ziemia egipska [1Mo 13,10]. Lot wreszcie poczuł się w pełni wolny. Nie odczuwał już ciężaru spojrzeń Abrahama ani nie czuł jego oddechu na plecach. Mógł podejmować każdą decyzję bez pytania go o zgodę.

Możliwe, że na początku starał się kultywować wiarę w Boga, tak jak robił to wcześniej, za czasów wspólnego wędrowania z Abrahamem. Jednak z upływem czasu coraz łatwiej przychodziło mu z takiej pobożności rezygnować. Lot trzymał się miast nadjordańskich i rozbijał namioty aż po Sodomę, miasto, którego mieszkańcy byli bardzo zepsuci i grzeszni w stosunku do PANA [1Mo 13,12-13]. Otworzył się na nowe kontakty. Zaczął przyjmować zaproszenia na tamtejsze salony. Niedługo potem - niewykluczone, że z zamiarem pozytywnego wpływu na Sodomę - Lot siedział w bramie Sodomy [1Mo 19,1], a to może oznaczać, że stał się jednym z radnych owego miasta. Krótko mówiąc, Lot na tyle dał się wchłonąć Sodomie, że w końcu się do niej całkiem przeprowadził.

Oczywiście, w Sodomie raziło go sporo rzeczy. Biblia kreśli nam przecież obraz sprawiedliwego Lota, udręczonego rozwiązłym postępowaniem nieprawych [2Pt 2,7]. Wciąż nie był dostatecznie obeznany z tamtejszymi obyczajami, bo gdy mężczyźni z Sodomy wywołali Lota i zapytali: Gdzie są ci mężczyźni, którzy przeszli do ciebie wieczorem? Wyprowadź ich do nas. Chcemy zabawić się z nimi [1Mo 19,5], Lot powiedział: Bracia, proszę was, nie czyńcie im żadnej krzywdy! Posłuchajcie, mam dwie córki. Są jeszcze dziewicami. Mogę je do was wyprowadzić. Zróbcie z nimi, co chcecie, ale nie czyńcie krzywdy moim gościom, gdyż weszli pod cień mego dachu [1Mo 19,7-8].  Lot był w Sodomie jak owa wrona z bajki Iwana Kryłowa, "co od swoich się odbiła, a z pawiami się nie zżyła".

Przypomnijmy, że w tych rozważaniach wchodzimy w skórę Lota, natomiast Abraham ze swoim obozem uosabia nam lokalną wspólnotę Kościoła. Lot przestał kontaktować się z Abrahamem, jak niejeden dzisiejszy chrześcijanin nie uczęszcza już na nabożeństwa. Odejście od zboru być może uwalnia od niepokojących sumienie spotkań z braćmi i siostrami, ale co potem?

Opuszczając zbór, wcześniej czy później dasz się wchłonąć światu. Początkowo może i będzie ci się to podobało, ale - jeżeli naprawdę poznałeś smak życia w Duchu Świętym - po jakimś czasie obudzisz się z ręką w nocniku. Człowiek prawdziwie wierzący w Boga nie będzie szczęśliwy w otoczeniu bezbożnych, choćby uzyskał wśród nich najlepsze notowania i wysokie stanowisko, gdyż Biblia mówi: Błogosławiony człowiek, który nie idzie za radą niegodziwych, nie stoi na drodze grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców; lecz ma upodobanie w prawie PANA i nad Jego prawem rozmyśla we dnie i w nocy [Ps 1,1-2]. Chrześcijanin nie przywiązuje się do tego świata. W głębi duszy jest pielgrzymem zdążającym do Królestwa Bożego.

Z dala od Abrahama Lot był coraz bliżej i bliżej Sodomy, aż w końcu w niej zamieszkał. Podobnie ty, z dala od zboru coraz łatwiej będziesz grzeszyć. Z coraz mniejszymi wyrzutami sumienia zaprzestaniesz czytania Biblii i modlitwy, a zaczniesz karmić swą duszę przysmakami ludzi niewierzących.  Prawdopodobnie na początku omami cię poczucie wolności od rygorów zalecanych i praktykowanych w zborze. Rzucisz się w wir nowych aktywności. Może odniesiesz sukcesy zawodowe, bo społeczność z Bogiem i udział w życiu kościoła trochę ukształtowała już twój charakter. Niewykluczone, że docenią cię w świecie, a może nawet zaproponują ci jakąś ważną funkcję w społeczeństwie. Ale to wszystko pozory szczęścia. W głębi duszy będziesz czuć się źle.

Mało tego, twój świat zbudowany poza społecznością z Bogiem i zborem w każdej chwili może się zawalić. Jeśli Bóg pozwoli, przyjrzymy się temu jutro.

31 marca, 2020

Trzymaj się Abrahama

Nawet  w towarzystwie tak ekscytującego człowieka jak Abraham zdarzają się chwile napięć i rozczarowań. Lot bynajmniej nie żałował, że przyłączył się do Abrahama. Obiecane przez Boga błogosławieństwo, którym cieszył się Abraham, udzieliło się i jemu. Lot, który wędrował z Abramem, również miał owce i bydło. Rozstawiał on własne namioty [1Mo 13,5]. Po jakimś jednak czasie wspólnego podróżowania atmosfera się popsuła. Dobytek obu stał się tak wielki, że nie mogli obozować obok siebie, brakowało na to miejsca [1Mo 13,6].

Niejeden dzisiejszy Lot przyłącza się do wspólnoty wierzących i z wielkim entuzjazmem uczestniczy w jej życiu. Mijają miesiące i wydaje się, że z duchowym potomstwem Abrahama na tyle jest mu po drodze, że już nic go od zboru nie oddzieli. Jest wdzięczny, pomocny i szczerze trwa w społeczności. Z czasem jednak pojawia się jakaś niechęć. Lot przestaje być radosnym uczestnikiem karawany...

Co musi się stać z ludzkimi sercami, że zaczyna się im robić za ciasno obok siebie? Kto ma trochę wyobraźni, ten wie, że faktycznej przestrzeni tam raczej nie brakowało. Narosło natomiast sporo wzajemnych animozji między ludźmi Abrahama i Lota. Rozstawianie przez Lota własnych namiotów i zamykanie się we własnym kręgu nie pomagało w zażegnaniu konfliktu. Abram zwrócił się więc do Lota: Nie dopuśćmy do sporu między nami. Niech też nie kłócą się nasi pasterze. Ostatecznie jesteśmy braćmi [1Mo 13,8].

Czy jednak zawsze tak ma być, że utrzymanie względnej zgody między braćmi musi się wiązać z ich rozejściem? Czy nie wystarczyłoby, żeby ukorzyli się przed sobą, odłożyli na bok swoje racje i ambicje oraz poskromili złe zachowanie ludzi, na których mają wpływ? Jestem przekonany, że Abraham widział możliwość naprawienia relacji. Domyślam się więc z jakim trudem przyszły mu na usta słowa: Czyż cały ten kraj nie stoi przed tobą otworem? Rozstańmy się. Jeśli chcesz pójść w lewo, ja udam się w prawo, a jeśli postanowisz iść w prawo, ja wyruszę w lewo [1Mo 13,9]. Ileż dramatyzmu kryje się za tymi słowami! Nie wierzę, że była to chłodna propozycja rozwiązania konfliktu. Myślę, że Abraham z rozdartym sercem wypowiedział je z nadzieją na opamiętanie Lota. Liczył, że jego bratanek się ocknie i zechce postarać się o naprawienie wzajemnych relacji.

Wyobrażam sobie, jakże budujące byłoby to dla wszystkich, gdyby Lot zawołał: O, nie, stryju Abrahamie! Nigdzie nie pójdę! Chcę zostać przy tobie! Poskromię moich pasterzy, dostosuję się do tego, co uzgodnimy, bo twoja wiara i osobisty związek z Bogiem jest dla mnie ważniejszy od moich racji. Niestety, duma podsycana bogactwem materialnym i podszepty ludzi z jego obozu, nie pozwoliły Lotowi ukorzyć się przed Abrahamem. Skwapliwie podchwycił propozycję stryja i się od niego oddzielił. Kuszony widokami dobrze się zapowiadającej przyszłości, poszedł żyć na własną rękę.

Tak bywa dzisiaj z niejednym chrześcijaninem. Gdy pojawiają się jakieś napięcia we wzajemnych  relacjach, gdy to i owo zaczyna mu się w zborze nie podobać, mógłby się temu przeciwstawić. Ze względu na PANA oraz dla własnego dobra mógłby odłożyć na bok swoje racje i trwać w społeczności ludu Bożego.

Lot dał się oddzielić od Abrahama. Czy był to dla niego korzystny krok?

30 marca, 2020

Przyłącz się do Abrahama

Pozwól, że w tym cyklu rozważań będziesz biblijnym Lotem. Abraham natomiast wraz z jego ludźmi niech obrazują nam lokalny zbór Pana Jezusa Chrystusa. Księga Rodzaju opisuje, jak wezwany przez Boga Abraham ze swoimi najbliższymi wyruszył do miejsca, które Bóg obiecał mu wskazać. PAN powiedział do Abrama: Wyjdź ze swojej ziemi, zostaw swoich krewnych i dom swojego ojca i idź do ziemi, którą ci wskażę [1Mo 12,1].

Jednym z krewnych Abrahama, który mógł sobie zostać tam gdzie się znajdował, był jego bratanek Lot. Jego ojciec już nie żył i Lot sam za siebie decydował, co zrobi ze swoim życiem. Należy się domyślać, że miał spory dylemat. Lękał się pójścia w nieznane, a jednak myśl o przyłączeniu się do stryja nie dawała mu spokoju. Co ostatecznie wzięło górę? Abram wyruszył więc, tak jak mu polecił PAN, a poszedł z nim również Lot [1Mo 12,5].

Zbór Chrystusowy to wspólnota ludzi wywołanych ze świata. Jak Abraham uwierzył Bogu na słowo i wyruszył ze swoim obozem w nieznaną mu drogę, tak wierzący w Jezusa Chrystusa oddzielili się duchowo od świata i zgodnie ze Słowem Bożym zmierzają do niebiańskiej Ojczyzny. Jest w postawie chrześcijańskiego zboru na tym świecie coś dziwnego, żeby nie powiedzieć - szalonego, ale na pewno jest też coś, czego smakują tylko nieliczni, a mianowicie wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa! Dzięki tej wierze zmierzamy do Królestwa  Bożego, a nasze doczesne życie przeobraża się w cudowną przygodę.

Lot przyłączył się do Abrahama. Docenił wagę danej chwili. Mógł pozostać zapomniany na zawsze w dotychczasowym miejscu, ale w wyprawie Abrahama wyczuł dla siebie niepowtarzalną szansę na nowe, niezwykłe życie. Abraham znał żywego, prawdziwego Boga i z Nim rozmawiał! Wow! Lot też tak chciał.

Od czasu do czasu w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE śpiewamy:

Do cudnej pielgrzymujem chwały
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?
Gdzie cudne pienia będą brzmiały
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?
Zbawionych tylu już na przedzie
W Baranka wąski weszło ślad
I ciebie chętnie On powiedzie
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?

Baranka ujrzeć wierni śpieszą
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?
Czyż wolisz zginąć z grzesznych rzeszą?
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?
Idziemy do przecudnej włości
Gdzie nie ma miejsca grzech, ni złość
I ty masz miejsce w tej radości
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?

Nieprzykra jest do stron tych droga
O, czy chcesz, o, czy chcesz z nami iść?
Więc porzuć grzech i wróć do Boga
Jeśli chcesz, jeśli chcesz z nami iść
Zwie ciebie Zbawca umęczony:
Pójdź do Mnie, dam ci pokój Swój!
Przeze Mnie grzech już zwyciężony!
O, czy chcesz, o, czy chcesz za Nim iść?

Lot postanowił pójść. Ufając, że Abraham nie wpuści go w maliny ani nie zostawi na lodzie, porzucił swój dotychczasowy świat i zaczął z Abrahamem robić swoje pierwsze, własne kroki wiary. A ty? Czy zaśpiewasz z nami ostatnią zwrotkę tej pieśni?

Ja czuję, że iść z wami muszę
O, ja chcę, o, ja chcę z wami iść
Do Zbawcy nieść splamioną duszę
O, ja chcę, o, ja chcę z wami iść
Z marnością swoją odstąp świecie
Już twoją służbę rzucam dziś
Mnie Jezus krwią Swą kupił przecie
O, ja chcę, o, ja chcę za Nim iść 
(Śpiewnik Pielgrzyma Nr 134)

27 marca, 2020

Zamknięcie arki zostaw Bogu

Dlaczego drzwi arki pozostawały otwarte aż do samego momentu rozpoczęcia potopu, a może nawet jeszcze przy pierwszych strugach śmiercionośnej ulewy? Czy Noe ich nie zamykał, bo wciąż liczył na to, że ktoś z jego znajomych pójdzie po rozum do głowy i jeszcze zechce do niej wejść? Czy może Bóg chciał, aby operacja lokowania się w arce stworzeń przeznaczonych do ocalenia trwała pełne siedem dni i aby otwarte drzwi arki do samego końca stwarzały ludziom możliwość opamiętania i skorzystania z ratunku? Jedno jest jasne. Ostatecznie sam Bóg zajął się zamknięciem drzwi arki.

W sześćsetnym roku życia Noego, w drugim miesiącu, siedemnastego dnia tego miesiąca, w tym właśnie dniu, przerwały się wszystkie źródła wielkiej głębi i otworzyły sie okna nieba. I deszcz padał na ziemię czterdzieści dni i czterdzieści nocy. W tym właśnie dniu weszli do arki Noe oraz jego synowie - Sem, Cham i Jafet, a z nimi żona Noego i trzy żony jego synów […] I zamknął PAN za nim drzwi [1Mo 7,11-16].

Pomyślmy o czasie łaski Bożej. Jest to określony przez Boga czas otwartych drzwi arki zbawienia. Biblia mówi o ustalonej przez Boga liczbie zbawionych spoza Izraela, co wiąże się z nieznanym nam okresem czasu, gdy poganie w pełni wejdą [Rz 11,25]. Nikt z nas nie wie, kiedy to nastąpi, bo jak Jezus powiedział: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec w mocy swojej ustanowił [Dz 1,7]. Jedno jest pewne. Któregoś dnia Bóg zamknie dostęp do zbawienia w Jezusie Chrystusie. Skończy się okres łaski i rozpocznie się czas strasznych sądów Bożych.

Aż do samego krytycznego momentu zamknięcia przez Boga drzwi wejściowych, każdy człowiek może skorzystać z łaski Bożej i przez wiarę w Jezusa Chrystusa znaleźć się w arce zbawienia. Nie powinniśmy przedwcześnie orzekać o czyimkolwiek zbawieniu lub potępieniu. Nie zamykajmy drzwi nikomu. Dopóki trwa czas łaski, raczej bądźmy rzecznikami Boga, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy [1Tm 2,4]. Cierpliwie i z nadzieją wskazujmy naszym bliskim i znajomym, że - mimo nadciągającej burzy - drzwi arki zbawienia wciąż jeszcze pozostają otwarte.

Dziękujmy PANU, że pilnuje, aby drzwi pozostawały przed nami otwarte. Oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć [Obj 3,8]. Bądźmy Mu wdzięczni za wskazówki, co należy robić, abyśmy mieli szeroko otwarte wejście do Królestwa Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa [2Pt 1,11]. Jakież to szczęście, że z nami jest Ten, który otwiera, a nikt nie zamknie i Ten, który zamyka, a nikt nie otworzy [Obj 3,7].

Cieszmy się, że - póki co - dostęp do zbawienia stoi szerokim otworem. Rozgłaszajmy to wszystkim ludziom, bo zbliżył się sąd Boży. Zamknięcie drzwi arki pozostawmy Bogu.