22 października, 2014

Tacy sami, jak Jezus

pierwsza na świecie kserokopia
Chociaż w Polsce kserokopiarki pojawiły się dopiero w latach siedemdziesiątych minionego wieku, warto wiedzieć, że ta nowatorska technologia kopiowania dokumentów została wymyślona w Ameryce już około czterdzieści lat wcześniej. Dzisiaj mija rocznica, gdy wynalazca ksero, Chester Carlson, w dniu 22 października 1938 roku wykonał pierwszą udaną kserokopię.

Nie ma potrzeby bym zrozumiał skomplikowany sposób działania kserokopiarki. Setki razy korzystam z rozmaitych urządzeń ksero nie dopytując się o szczegóły ich pracy. Najważniejsze, że otrzymuję wierną kopię tego, co chcę powielić. Pusta kartka w jednej chwili zmienia się w pożądany dokument. Błogosławiony pan Carlson!

Ta prosta myśl ma swoje odniesienie także w sferze duchowej. Bóg jest autorem cudownego planu przywracania w ludziach swojego obrazu. W tym celu na świecie pojawił się Oryginał tj. Syn Boży. Bóg wybrał sobie niektórych ludzi i - jak mówi Biblia -  tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego [Rz 8,29]. Przez wiarę w Jezusa rodzą się oni na nowo z Ducha Świętego i zaczynają myśleć, mówić i postępować jak Jezus! Niesamowite.

Jak to możliwe, aby na tak kompletną pustkę duchową, jaką jest grzeszny człowiek żyjący bez Boga na świecie, nanieść wyraźny obraz Syna Bożego, Jezusa Chrystusa? To tajemnica. A jednak wciąż zdarza się i zdarza, że Pan Jezus zaczyna być widoczny w konkretnych osobach. Zmieniamy się nie do poznania. Byliśmy nikim, a teraz nabraliśmy wielkiej wartości w oczach Bożych. Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa [Ga 3,26-27]. Wystarczy, że całymi sobą przylgniemy do Jezusa.

Czasem w procesie tworzenia obrazu Chrystusa Pana w nas pojawia się niespodziewana trudność. Ważne, żeby w takich chwilach nie rezygnować, lecz na nowo podać się temu procesowi. Dzieci moje, znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was [Ga 4,19]. Trzeba nam wierzyć, że Bóg doprowadzi ten dla nas niepojęty proces do szczęśliwego finału. Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni [1Jn 3,2].

Błogosławiony Bóg, który czyni nas podobnymi do Jezusa.

16 października, 2014

Rzecz w tym, żeby nie zmaleć!

Poranną lekturę Biblii zdominowała mi dzisiaj intrygująca myśl z Psalmu 107. Po kilku wcześniejszych, dość zrozumiałych obrazach, pojawia się następujący opis:  Pustynię zamienił w zbiorniki wód, a ziemię suchą w źródła wód. Osadził tam głodnych i założyli miasto do zamieszkania. Obsiali pola i zasadzili winnice, i zebrali obfity plon. Błogosławił im i rozmnażali się bardzo, a bydła ich nie umniejszył. Lecz zmaleli i zgnębieni byli przez ucisk, nieszczęście i strapienie [Ps 107,35-39].

Lud Boży zmalał. W jakim sensie? Zmalał duchowo, bo od dobrobytu poprzewracało się im w głowach? Błogosławieństwo materialne zaowocowało nędzą duchową? Niewykluczone, że niektórym z nich coś takiego się przytrafiło. Nie byłby to zresztą pierwszy taki przypadek, bowiem już wcześniej Biblia o podobnym kryzysie wiary wspomina: Wprowadził go na wyżyny tego kraju i żywił Izraela owocami pola. Sprawił też, że miód ssali ze skały i dobywali oliwę z najtwardszych kamieni. Śmietanę mieli od krów, mleko od owiec. Łój z baranów baszańskich i z kozłów jedli z najlepszą pszenicą. Pili krew winnych jagód - wyborne wino. Utył Jeszurun i zaczął wierzgać - tłusty się stałeś, gruby i otyły  - oddalił się od Boga, który go uczynił, i wzgardził Skałą swego ocalenia [5Mo 32,13-15]. Tak niestety może się zdarzyć każdemu chrześcijaninowi w okres życiowej prosperity, że już sam dobrobyt źle mu służy pod względem duchowym.

Zmaleć można jednak także z innego powodu. Otóż choćby nie wiem jak obfite błogosławieństwo Boże w ludzkim życiu przerywane jest czasem próby. Ucisk, nieszczęście i strapienie mają za zadanie zweryfikować jakość naszej wiary w Boga. Czy za darmo jest Job tak bogobojny? Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju. Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczył? [Jb 1,9-11]. Podobnie jak w przypadku Hioba, Bóg chce, byśmy pokazali, że prawdziwie i bezinteresownie trwamy w wierze. Z tego powodu, czasem w samym środku największych sukcesów zdarza się coś, co zdaje się umniejszać chwalebności błogosławieństwa Bożego. Dobrze tę myśl oddaje przekład Biblii Gdańskiej: Ale podczas umniejszeni i poniżeni bywają okrucieństwem, nędzą, i utrapieniem. Nieraz bywa i tak, że próba przychodzi później, co zdaje się podkreślić przekład Biblii Warszawsko-Praskiej: Ale potem źle im się wiodło i bardzo ich ubyło pod ciężarem cierpień i trosk rozmaitych. Wcześniej, czy później, nastaje czas próby.

I co? Niestety, zbyt często zdarza się tak, że cichną wówczas wielkie słowa i topnieje liczebność grupy. Niedawno dotarła do mnie smutna informacja ze wschodniej Ukrainy, że w trzystuosobowym zborze niedzielne zgromadzenie liczyło zaledwie czternaście osób. Wierni w trosce o swoje bezpieczeństwo pouciekali, gdzie się dało.  Owszem, czasem takie uchodźctwo może dobrze przysłużyć się sprawie ewangelii, jak to się stało w przypadku prazboru: W tym samym czasie rozpoczęło się krwawe prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie. Wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozbiegli się po różnych zakątkach Judei i Samarii. […] Ci zaś, którzy się rozproszyli, głosili słowo przechodząc z miejsca na miejsce [Dz 8,1-4]. Wiemy jednak, że nie zawsze tak ucieczki się kończą.

Jeśli więc jakaś prześladowana społeczność zmaleje, bo jej członkowie ruszają by głosić Słowo Boże w innych miejscowościach, to zło obraca się w dobro i chrześcijanin nie powinien żałować takiego obrotu sprawy. Psalm 107 zdaje się jednak mówić coś innego. Uwydatnia to Biblia Tysiąclecia: Potem zmalała ich liczba i podupadli pod naciskiem niedoli i utrapienia. Radosna, żeby nie powiedzieć hałaśliwa, wiara została zweryfikowana. Po euforycznym śpiewie i płomiennych wyznaniach zostały jedynie wspomnienia...

Nie po to Bóg dopuszcza do chrześcijan ucisk i prześladowanie. On chce w ten sposób dać nam możliwość udowodnienia, że nasza miłość do Pana Jezusa Chrystusa nie jest wprost proporcjonalna do stopnia komfortu życia. Rzecz w tym, aby nie zmaleć, gdy maleje nam poziom bezpieczeństwa socjalnego, zasobności portfela i ogólnej pomyślności życiowej. Bynajmniej, Bóg się w takich chwilach od nas nie odwraca! Czas próby ma uczynić nas wielkimi w oczach Pana.

Kto jest tak mądry, by zrozumiał to wszystko? Kto pojmie bogactwo łaskawości Pana? [107,43 B.W-P].

05 października, 2014

Nastaw się na dobry owoc życia!

Każdy dobry plon jest uwarunkowany. Właściwy czas zasiewu, odpowiednie warunki rozwojowe, stosowna pielęgnacja - zignorowanie tych czynników nie tylko obniża plony ale nawet może ich całkowicie pozbawić. Nade wszystko zaś, gdy ktoś chce mieć wielkie żniwa, powinien wiosną zadbać o odpowiednie, dobre nasienie. To proste prawo zasiewu i zbioru może być dobrą ilustracją naszego życia i jego owoców.

Są ludzie, którzy zdają się kpić sobie z tej oczywistej zasady. Oczekują plonu życia niezgodnego z dokonywanym zasiewem. Stąd wezwanie Słowa Bożego: Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny [Ga 6,7-8]. Boga nie można na nic naciągnąć ani robić sobie z Niego żartów. Nie błądźcie, Bóg nie pozwala z siebie szydzić [wg przekładu Nowego przymierza]. Niektórzy jawnie negują związek doczesności z wiecznością. Prezentują całkowicie wykoślawione podejście do sprawy, niczym pewna kobieta, która wysłuchawszy podobieństwa o bogaczu i Łazarzu, stwierdziła, że za życia chce być bogaczem, a po śmierci będzie Łazarzem. Inni ślą ku Bogu następujący komunikat: Wyszaleje się, poużywam świata, a potem na starość się nawrócę. Jeszcze inni bagatelizują sprawę i liczą na jakiś fuks.

Pełno na ziemi cwaniaków, którym udaje się okpić rodziców, nauczycieli, pracodawców, władzę samorządową, a nawet skarbówkę. Lecz z Bogiem żadnemu cwaniakowi się nie uda. Nie zwodźcie sami siebie – nie sposób okpić Boga! [wg przekładu Sterna]. U Niego szansę mają tylko ci, którzy z drżeniem serca odnoszą się do Jego Słowa. A  Słowo Boże prezentuje żelazną zasadę: Człowiek zbiera to, co zasiał (Stern). Zasadźcie drzewo dobre, to i owoc będzie dobry, albo zasadźcie drzewo złe, to i owoc będzie zły [Mt 12,33]. Nie ma bowiem drzewa dobrego, które by rodziło owoc zły, ani też drzewa złego, które by rodziło owoc dobry. Każde bowiem drzewo poznaje się po jego owocu, bo nie zbierają z cierni fig ani winogron z głogu [Łk 6,43-44].

Krótko mówiąc, nasze codzienne postawy i czyny są zasiewem na jutro. Może to być zasiew prowadzący nas do dobrych zbiorów. Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej. Niech się odwróci od złego, a czyni dobre, niech szuka pokoju i dąży do niego [1Pt 3,10-11]. Niestety, istnieje i taka ewentualność, że zasiejemy coś, co niechybnie wyda nam złe owoce. Kto w swoim domu sieje zamieszanie, dziedziczy wiatr [Prz 11,29]. Izrael odrzucił to, co dobre, niechże go ściga nieprzyjaciel! Powołują królów, lecz beze mnie, ustanawiają książąt, lecz bez mojej wiedzy. Ze swojego srebra i złota uczynili sobie bałwany na własną zgubę. […] Bo sieją wiatr i będą zbierać burzę [Oz 8,3-7].

Biblia jest bardzo jednoznaczna. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny [Ga 6,8]. Oto jak tę myśl Słowa Bożego oddają inne przekłady: Ci, którzy sieją na gruncie swojej starej natury, aby zaspokoić swoje pragnienia, koniec końców zbiorą zniszczenie; lecz ci, którzy wytrwale sieją na polu Ducha, zbiorą z Ducha życie wieczne (Stern). Kto sieje to, co odpowiada pożądliwościom jego ciała, temu pożądliwości zgotują żniwo w postaci śmierci. Lecz jeśli będzie siał to, co podoba się Duchowi [Świętemu], w czasie żniwa Duch da mu w nagrodę życie wieczne (Biblia Warszawsko-Praska).

Zasadniczo są tylko dwie kategorie zasiewu. Cokolwiek zasiewamy – jest albo wg Ducha albo wg ciała. Sianie wg Ducha, to na przyszłość na pewno - żywot wieczny. Sianie wg ciała, to na przyszłość na pewno – skażenie, zniszczenie, śmierć. Jeżeli zdarzyło się nam, że przez lata sialiśmy według ciała, to jedynym sposobem uniknięcia złych tego owoców jest pokuta. Szczere wyznanie grzechów i obiecane przez Boga w takim przypadku przebaczenie, przerwie duchowy proces tworzenia złych owoców. Tylko niezwłoczne nawrócenie się do wiary w Pana Jezusa Chrystusa i rozpoczęcie siania tego, co dobre w oczach Bożych, zaowocuje żywotem wiecznym. Warto tu jeszcze za Sternem podkreślić, że prawem żniw jest nie tylko to, że człowiek zbiera to, co zasiał, dobre czy złe, lecz i to, że żniwo jest zawsze większe niż siew: "sto, sześćdziesiąt, trzydzieści razy więcej niż posiano" (Mt 13,8.23).

Przyjaciele! Na wiosnę można było wybierać, co się posadzi lub posieje. Jesienią już wybierać nie można. Zbiera się zgodnie z wiosennymi decyzjami i wyborami. To dla nas wielka lekcja duchowa. Nadchodzi dzień ostatecznego żniwa. Wielu ludzi błądzi w myśleniu o tym dniu. Myślą, że jakoś uda się im zbierać coś innego, niż zasiewali. Byli niegościnni – a myślą, że drzwi będą mieli szeroko otwarte. Byli skąpi – a myślą, że będą żąć obficie. Byli interesowni – a myślą, że spotkają się ze wspaniałomyślnością. Mieli zamknięte serca – a myślą, że spotkają się z otwartością. Nie przebaczali – a myślą, że zostaną im odpuszczone ich grzechy.

A co z nami?  Nastawmy się na dobry owoc naszego życia! Nie zwlekajmy z tym ani dnia dłużej. Zacznijmy siać to, co na pewno zaowocuje życiem wiecznym. Zróbmy to od razu. Jeżeli zaś już taką decyzję podjęliśmy wcześniej – proszę - nie ustawajmy! Bądźmy niestrudzeni w szlachetnym postępowaniu. Jeśli w nim wytrwamy, czeka nas czas wielkich żniw! [Ga 6,9].

Skrócona wersja kazania wygłoszonego w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku na okoliczność Zborowego Dnia Dziękczynienia, 5 października 2014 roku

01 października, 2014

Miłość wyższej jakości, czy grzech?

Głośne stały się w tych dniach słowa polskiego filozofa: "Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku". Chociaż są one jedynie echem dyskusji przewalającej się przez sporą część Europy, to oczywiste, że taka wypowiedź musiała w Polsce wywołać burzliwą reakcję. Ze zdumieniem  jednak słucham, że jest ona kontrowersyjna przede wszystkim dlatego, że narusza nasze wielkie tabu. Czyżby więc wystarczyło, aby te kwestię jakoś w naszym społeczeństwie odczarować i wtedy miłość erotyczna w obrębie najbliższej rodziny byłaby już w porządku?

Otóż podejście do sprawy zakomunikowane przez prof. Hartmana jest nie do przyjęcia głównie z innego powodu. Bóg, stwarzając człowieka, wpisał w naszą psychikę odruch moralny, który trzyma nas z dala od kazirodczych kontaktów seksualnych. Wzdragamy się na myśl o fizycznym współżyciu seksualnym z własnym dzieckiem, rodzicem lub rodzeństwem. Ażeby uniknąć w tym niedomówień i niejasności, Biblia wyraźnie instruuje:

Nikt nie będzie się zbliżał do swojego krewnego, aby odsłaniać jego nagość; Jam jest Pan! Nie będziesz odsłaniał nagości swojego ojca i nagości swojej matki. Jest ona twoją matką. Nie będziesz odsłaniał jej nagości. Nie będziesz odsłaniał nagości żony swojego ojca, gdyż jest to nagość ojca twojego. Nie będziesz odsłaniał nagości siostry swojej, córki twojego ojca lub córki twojej matki, czy się urodziła w domu rodzinnym, czy się urodziła poza nim. Nie będziesz odsłaniał nagości córki twojego syna lub córki twojej córki, gdyż są one twoją nagością. Nie będziesz odsłaniał nagości córki żony twojego ojca, urodzonej z ojca twojego, gdyż jest ona twoją siostrą. Nie będziesz odsłaniał nagości siostry twojego ojca, jest ona krewną twojego ojca. Nie będziesz odsłaniał nagości siostry twojej matki, jest ona krewną matki twojej. Nie będziesz odsłaniał nagości brata ojca twojego, nie zbliżysz się do jego żony, jest ona twoją stryjenką. Nie będziesz odsłaniał nagości twojej synowej, jest ona żoną twojego syna, nie będziesz odsłaniał jej nagości. Nie będziesz odsłaniał nagości żony twojego brata, jest ona nagością twojego brata. Nie będziesz odsłaniał nagości kobiety i jej córki. Nie weźmiesz córki jej syna ani córki jej córki, aby odsłonić jej nagość, są one krewne między sobą. Jest to sprośnością [3Mo 18,6-17].

Ma się rozumieć, że powyższe Słowo Boże w delikatny sposób mówi o kontaktach seksualnych, a nie np. o opiece medycznej nad chorą matką lub bratem. W tym sensie stanowisko biblijne całkowicie pokrywa się z odczuciami ludzi trzeźwych i zdrowych psychicznie. Odstępstwo od tej zasady jest grzechem. Proszę zauważyć na przykład, że córki Lota, chcąc zrealizować swój niecny pomysł, najpierw musiały ojca upić. Pójdź, upójmy ojca naszego winem i śpijmy z nim, aby zachować potomstwo z ojca naszego. Upoiły więc ojca swego winem tej nocy. A starsza weszła i spała ze swym ojcem, ale on nie wiedział ani kiedy się położyła, ani kiedy wstała. Nazajutrz rzekła starsza do młodszej: Oto spałam minionej nocy z ojcem swoim. Upójmy go winem także tej nocy, potem wejdź ty i śpij z nim, a zachowamy z ojca naszego potomstwo. Upoiły tedy ojca swego winem również i tej nocy, a młodsza poszła i spała z nim. Ale on nie wiedział ani kiedy się położyła, ani kiedy wstała. Tak więc poczęły obie córki Lota z ojca swego [1Mo 19,32-36]. Bogobojny Lot na trzeźwo w czym takim by nie uczestniczył.

W żadnym wypadku kontaktu seksualnego z najbliższymi krewnymi nie można nazywać miłością wyższej jakości. Przeklęty, kto łączy się cieleśnie z żoną swego ojca, gdyż odsłonił połę płaszcza swego ojca. A cały lud powie: Amen. Przeklęty, kto łączy się cieleśnie z jakimkolwiek zwierzęciem. A cały lud powie: Amen. Przeklęty, kto łączy się cieleśnie ze swoją siostrą, córką swego ojca lub matki. A cały lud powie: Amen. Przeklęty, kto łączy się cieleśnie ze swoją teściową. A cały lud powie: Amen [5Mo 20-23]. I nad czym tu debatować?

Amen.

25 września, 2014

Chwała fundatorom!

Resztki synagogi w Kafarnaum
Dzisiejsza lektura Biblii poprowadziła mnie do galilejskiego Kafarnaum (Kfar  Nahum), gdzie wciąż można zobaczyć spore fragmenty murów synagogi  z czasów Chrystusa. W Dniu Budowlańca właśnie ta budowla przyciąga dziś moją uwagę. Wspomina o niej bowiem siódmy rozdział ewangelii wg Łukasza, wskazując zarazem na jej sponsora. Gdy setnik usłyszał o Jezusie, posłał do Niego starszych żydowskich, prosząc Go, aby przyszedł i uratował jego sługę. Ci zjawili się u Jezusa i usilnie prosili: Zasługuje, abyś spełnił jego prośbę, bo kocha nasz naród i sam zbudował nam synagogę [Łk 7,3-5].

Rzymski setnik z Kafarnaum, chociaż był obcokrajowcem, rozmiłował się w Narodzie Wybranym. Najwidoczniej mocno ujęła go ich wiara w Jedynego Boga Jahwe. Do tego stopnia stał się jej zwolennikiem, że postanowił w tym miasteczku wybudować  synagogę, aby mieszkańcy Kafarnaum mieli się gdzie zgromadzać. Niesamowite. Funkcjonariusz zbrojnego ramienia okupanta, z własnych środków wzniósł okazałą budowlę dla dobra okupowanych. Takie rzeczy nie zdarzają się na co dzień.

Wspaniałomyślność setnika z Kafarnaum została zapamiętana nie tylko przez wdzięcznych mieszkańców owej miejscowości. Fakt, że dzisiaj o tym piszę, świadczy o uwiecznieniu ofiarności setnika wśród chrześcijan na całym świecie. Dostrzegł on potrzebę miejscowej ludności, uznał, że może ją zaspokoić i po prostu tak zrobił. Musiał się przez to spodobać również i Bogu, skoro po latach Duch Święty zainspirował Łukasza, aby odnotował ten fakt w tekście Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.

Organizowanie miejsca zgromadzeń ludu Bożego to temat ostatnio znowu bardzo mi bliski. Od roku niemal codziennie przebywam i pracuję w zabytkowym dworze wzniesionym 212 lat temu, który wymaga troski konserwatorskiej i sporych nakładów finansowych. Z okna mojego gabinetu patrzę zaś na bardzo zniszczony budynek, który wkrótce ma stać się domem modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Gotowy już projekt adaptacji byłej wozowni  na salę zgromadzeń zboru nastraja mnie radośnie i ożywia dwa lata temu zrodzoną w moim sercu wiarę. Znajdą się fundatorzy. Ta ruina za rok zostanie przeobrażona w piękne miejsce modlitwy, uwielbiania Boga i głoszenia Słowa Bożego.

Potrzeba pobożnych Żydów z Kafarnaum została zauważona i niespodziewanie zaspokojona. Rzymski setnik wybudował im synagogę.  Duchowa potrzeba Żydów powracających z niewoli babilońskiej została zaspokojona. Dekretem Cyrusa, władcy perskiego,  dostali wszelkie środki niezbędne do odbudowania świątyni w Jerozolimie. Dzięki łasce Bożej tak samo stało się w setkach, tysiącach innych miejsc na wszystkich kontynentach świata. Lud Boży, ubodzy ludzie wierzący w Pana Jezusa Chrystusa, bez zaciągania kredytów dostają do dyspozycji budynki, gdzie mogą się zgromadzać, służyć Bogu i społeczeństwu.

Chwała fundatorom. Chwała Bogu, dzięki któremu fundatorzy się rodzą.

22 września, 2014

Zakochaj się!

Ania i Tomek Biernaccy w chwili ślubu
Czym jest zakochanie i jak ten proces przebiega? Według Gerharda Crombacha zakochanie to po prostu nagły wzrost poziomu C8-H11-N, czyli fenyloetyloaminy. Faza 1. Oczy zbierają informacje o wzroście, figurze, kolorze włosów i oczu, odzieży i szczegółach twarzy. Następnie z prędkością 432 km/h sygnały docierają do mózgu. Jednocześnie ucho wyławia barwę głosu i śmiechu a nos rejestruje bezwonne feromony. Faza 2. Następuje sortowanie danych i porównywanie z przechowywanymi wzorcami doznań pozytywnych i negatywnych. Jeżeli wykryty został sygnał negatywny – proces ulega zamrożeniu. Jeżeli pozytywny – mózg przechodzi do następnej fazy. Faza 3. Podczas wykrycia sygnałów pozytywnych organizm zaczyna produkować fenyloetyloaminę. Początek tego procesu następuje zwykle w 4 sekundy. W tym czasie uderzenia serca zwiększają się ok. 50%, oddech automatycznie staje się szybszy, a u kobiet dodatkowo zaczynają błyszczeć oczy.

Stare powiedzenie głosi, że gdy budzi się miłość, zasypia rozum. Czy to dobrze, czy źle? Co na ten temat mówi Biblia? I powiedział Bóg: Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam. Uczynię mu odpowiednią pomoc. Ukształtował Bóg z ziemi wszystkie zwierzęta polne i wszystkie ptaki niebieskie i przyprowadził do człowieka, żeby zobaczyć jak nazwie każdego. I tak, jak nazwał człowiek każde żywe stworzenie – to pozostało jego nazwą. Nadał człowiek nazwy wszystkim zwierzętom i ptakom niebieskim i wszystkim zwierzętom polnym. Ale nie znalazł odpowiedniej pomocy dla człowieka. Bóg wprawił człowieka w stan głębokiej nieświadomości i ten zasnął. Wziął jedną z jego stron i zamknął ciało w tym miejscu. Przebudował Bóg tę stronę, którą wziął z człowieka – w kobietę i przyprowadził ją do człowieka. I powiedział człowiek: Tym razem kość z moich kości i ciało z mojego ciała. Ta będzie nazywana kobieta, bo była wzięta z mężczyzny. Dlatego zostawi mężczyzna swojego ojca i swoją matkę i zjednoczy się ze swoją żoną i będą jednym ciałem [1Mo 2,18-25 Tora].

Wbrew niektórym opiniom ze świata singli, Słowo Boże stwierdza: Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam. Potwierdza to życiowe doświadczenie. 3 września 2014 roku na Onecie ukazał się artykuł z „Der Spiegel” dotyczący samotności pt. „Płeć męska, stan wolny, niebezpieczny dla życia”. Szereguje on problemy samotnych mężczyzn w dwie kategorie: Pierwsza z nich została określona w 1987 roku  przez amerykańskiego profesora psychologii Briana Gilmartina jako "Love-shy" - obawiający się miłości. Mężczyźni z tej grupy skarżą się na całkowitą niezdolność do nawiązywania romantycznych związków. Są wokół nich kobiety chętne do nawiązywania relacji, lecz oni nie mają odwagi, by je z nimi zawiązać. Druga grupa mężczyzn  to tzw. „Incels” od ang. "involuntary celibacy" –  czyli  przymusowa wstrzemięźliwość seksualna. Nie wiedzieć dlaczego, kobiety omijają mężczyzn z tej grupy szerokim łukiem – co wywołuje w nich frustrację, nienawiść do kobiet, a nawet agresję. Tak więc, jedni mają możliwość, ale się boją i nie chcą. Drudzy bardzo chcą, ale nie mają możliwości, bo szybko odstraszają każdą kobietę, która znajdzie się w ich pobliżu.

Rozwiązanie problemu samotności jest dość złożoną operacją. Tylko w niektórych bajkach zwierzęta potrafią zrozumieć człowieka, udzielać odpowiedniej pomocy i być mu prawdziwym  przyjacielem. Biblia natomiast mówi, że cała fauna nie potrafiła sprostać temu zadaniu. Ale nie znalazł odpowiedniej pomocy dla człowieka – przeczytaliśmy. Dlaczego jest to tak skomplikowane? Ponieważ człowiek dość często chce tego, co niekoniecznie jest mu naprawdę potrzebne i potrzebuje tego, czego mu się nie chce. W poszukiwaniu pomocy odpowiedniej dla człowieka zachodzi więc konieczność utrafienia nie tylko  w jego oczekiwania ale i w jego rzeczywiste potrzeby.

Boży zamiar dla człowieka brzmiał: Uczynię mu odpowiednią  pomoc. Przekład Starego Przymierza dotyka sedna sprawy:  I powiedział JHWH, Bóg: Niedobrze jest być człowiekowi samemu. Uczynię mu pomoc jak [kogoś] naprzeciw niego. Jakby naprzeciw niego  lub  stosowną [do stania] naprzeciw niego. Nie chodziło o pomoc li tylko wg upodobań mężczyzny. Chodziło o kogoś, kto będzie się podobał człowiekowi, a zarazem będzie mógł stanąć naprzeciw niego. I będzie mu uległy, i będzie w stanie mu się sprzeciwić. Gdyby człowiek sam i po swojemu miał zaprojektować sobie pomoc, to stworzyłby kogoś ostatecznie dla siebie bardzo niebezpiecznego. Wybrałby sobie kogoś, kto popierałby go we wszystkim, co tylko przyjdzie mu do głowy. Kto stałby się mu kompanem w czynieniu zła; towarzyszyłby mu w lenistwie, alkoholizmie, oszustwie itd. Bóg dał mężczyźnie kobietę, aby ona stała naprzeciw niego. By stanowiła dla niego pozytywne wyzwanie. By pomagała mu utrzymywać należyty poziom moralny i etyczny. By się przy niej rozwijał, a nie staczał. By w jej oczach, jak w zwierciadle, mógł zobaczyć swój stan duchowy. W rabinicznym objaśnieniu czytamy: Gdy mężczyzna jest tego wart, kobieta będzie mu pomocą; jeśli nie jest tego wart, będzie ona przeciw niemu.

Dlatego Bóg nie oddał tak arcyważnej sprawy w ręce człowieka. Jakie okoliczności musiał ku temu stworzyć? Bóg wprawił człowieka w stan głębokiej nieświadomości i ten zasnąłZesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka. Sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie - mówią inne przekłady. Ten sen nazwijmy dzisiaj zakochaniem! Tylko w wyniku stanu głębokiej nieświadomości człowiek ulega fascynującemu wrażeniu, że trafił w dziesiątkę! Adam naprawdę zachwycił się Ewą! Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta. Bóg tak sprawił, że mężczyzna zakochał się w kobiecie od pierwszego wejrzenia. Jest to kapitalna wskazówka dla każdego, kto pragnie znaleźć pomoc odpowiednią dla siebie. Bez zakochania absolutnie nie należy zawierać związku małżeńskiego. Ponieważ Adam znalazł się w stanie zakochania, niezwykłej więzi z Ewą, powinien był związać się z nią na zawsze. Dlatego zostawi mężczyzna swojego ojca i swoją matkę i zjednoczy się ze swoją żoną i będą jednym ciałem. I tak  zakochanie skutkuje aż do dzisiaj. Mama płacze, a syn przecież nie chciałby jej sprawiać przykrości. Ojciec się cieszy, a niejeden syn przecież wolałby zrobić ojcu na przekór.  Mimo to jednak młody mężczyzna zostawia ojca i matkę i jednoczy się z obcą kobietą stając się z nią jednym ciałem.

Biblijny sposób zawarcia pierwszego związku małżeńskiego dobrze obrazuje naszą relację z Bogiem. Człowiek został stworzony do społeczności z Bogiem. Kiedy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boże uczynił go [1Mo 5,1]. Niestety, z powodu grzechu każdy naturalny człowiek żyje bez Boga na świecie. Lecz wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga, a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze, tak że nie słyszy [Iz 59,2]. Stąd potrzeba powrotu do osobistej społeczności z Bogiem. Stworzyłeś nas Boże dla Siebie i niespokojne jest nasze serce dopóki znowu nie spocznie w Tobie – rzekł niegdyś św.Augustyn.

Oczywiście, ludzie nosząc w sobie potrzebę Boga, po swojemu próbują ją zaspokoić. Czynią w tym kierunku wiele starań i obmyślają szereg religijnych koncepcji na życie z Bogiem. W rezultacie mamy coraz więcej bóstw powymyślanych przez ludzi i uszytych na ludzką miarę. To sprawia ogromne zamieszanie. Niektórzy robią w imię Boże nawet złe rzeczy i brak im trzeźwej refleksji, że prawdziwy Bóg za tym, co mówią i robią absolutnie stać nie może. Bóg wszakże jest najlepszą i jedynie właściwą pomocą dla człowieka. Martwy duchowo człowiek potrzebuje życia. Zagubiony człowiek potrzebuje kogoś, kto zna drogę. Okłamany człowiek potrzebuje poznać prawdę.  Ja jestem droga, prawda i życie. Nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze Mnie [Jn 14,6]. Biblia mówi o Jezusie Chrystusie: Syn jest nam dany!  W jakim celu?  Ażeby spełniać nasze zachcianki? O nie! On przyszedł, aby nas zbawić z naszych grzechów. To wymaga od nas dużego samozaparcia i licznych zmian. Tak jak myli się mężczyzna myślący, że Bóg dał mu kobietę, aby ona bezrefleksyjnie popierała go we wszystkim, co tylko przyjdzie mu do głowy, tak też myli się chrześcijanin myślący, że Bóg objawia się nam i przychodzi, aby dopasowywać się do naszego życia. Owszem, On jest miłością! On jest dobry! Lecz On staje naprzeciwko nas i nieraz bardzo wiele to nas kosztuje! On się nie zmienia. To nam trzeba się do Niego dostosować. Potrzebujemy Go jednak,  gdyż tylko On może udzielić nam dostatecznej i właściwej pomocy. Tak więc z ufnością możemy mówić: Pan jest pomocnikiem moim [Hbr 13,6].

Jak to możliwe, że przy tak zasadniczych różnicach między grzesznym człowiekiem a świętym Bogiem dochodzi do pojednania? Tajemnicą jest miłość. W pierwszej kolejności miłość Boża do człowieka. Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał [Jn 3,16].  Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł [Rz 5,8]. W drugiej kolejności pojawia się miłość człowieka do Boga. Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej [Mk 12,30].  Bez miłości, bez zakochania się w Panu Jezusie Chrystusie, człowiek nigdy prawdziwie nie pojedna się z Bogiem. Będzie się spodziewał różnych rzeczy od Boga i będzie zgłaszał pod Jego adresem rozmaite oczekiwania. I siłą rzeczy będzie to związek toksyczny, ponieważ Chrystus Pan nie przychodzi, aby nam umilać życie, lecz jakby stanąć naprzeciw nas, abyśmy jak w zwierciadle zobaczyli swój rzeczywisty obraz i zaczęli się upodobniać do Niego. Nie trzeba dodawać, że do tego konieczna jest chemia zakochania się w Jezusie.

Jeśli chcesz mieć niezwykły związek małżeński – broń Boże - nie dokonuj wyboru partnera na chłodno, racjonalnie i z wyrachowaniem. Potrzeba ci znaleźć się w stanie "głębokiej nieświadomości" i się zakochać! Jeśli chcesz być zbawiony - a tylko Syn Boży Jezus Chrystus może dać nam dar życia wiecznego – broń Boże, nie podchodź do tej sprawy rozumowo i racjonalnie. Koniecznie zakochaj się! Rozmiłuj się w samym Jezusie Chrystusie! Tylko wówczas w twoim sercu pojawi się owa „duchowa chemia” warunkująca zbawienną relację z Bogiem. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe [1Jn 5,3]. 

Miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą  ma swoją stronę chemiczną. Przez pierwsze 2-3 lata działa fenyloetyloamina. Potem przychodzi czas na endorfiny, działające podobnie do morfiny. Gdy ich poziom we właściwym czasie nie wzrośnie, ludzie stają się sobie obojętni. Podobnie jest z miłością do Boga po nawróceniu. Przez pierwsze 2-3 lata zazwyczaj odczuwamy pełny zachwyt Panem Jezusem Chrystusem. Potem następuje czas przełomu. Albo miłość do Boga przeradza się w trwały związek pełen modlitwy i Słowa Bożego, albo porzucamy swoją pierwszą miłość i Bóg staje się nam coraz bardziej obojętny.

Alleluja! Znalazła się odpowiednia pomoc dla samotnego Adama. Znalazła się odpowiednia osoba dla Tomasza i - mam nadzieję - równie odpowiednia osoba dla Anny. Niech ich widok stanie się dla nas bodźcem do zbadania stanu naszej relacji z Jezusem Chrystusem. Czy jest w niej duchowa chemia zakochania i rozkoszowania się Panem?

Kazanie wygłoszone podczas nabożeństwa ślubnego mojego syna.
Warszawa, 20 września 2014 roku.