21 listopada, 2014

Do nieużytecznych

Podczas ostatniej wizyty na Litwie w dniu 18 listopada 2014 roku zaobserwowałem, że nastąpiła tam dość wyraźna zmiana w podejściu do ziemi uprawnej. Od kiedy zacząłem regularnie odwiedzać ten kraj, a więc od blisko dwudziestu lat, wszędzie rzucały mi się w oczy setki hektarów ziemi leżącej odłogiem. Tym razem po przekroczeniu granicy w Ogrodnikach, zauważyłem, że większość widzianych z drogi nieużytków została zaorana. Przez całe lata nikt się tą ziemią nie zajmował, a tu proszę, taka pozytywna zmiana!

W dużym stopniu ziemią tą zajęli się rolnicy z Polski. Latem tego roku minął bowiem czas ochronny dla ziemi litewskiej, chroniący ją przed obcokrajowcami, a ponieważ grunty kosztują tam pięć razy mniej niż w Polsce, więc nic dziwnego, że przyciągają polskich nabywców. Z drugiej strony ten stan rzeczy być może pobudził też miejscową ludność do zagospodarowania nieużytków, zwłaszcza z uwagi na możliwość corocznego uzyskiwania dopłat unijnych na każdy uprawiany hektar. Tak czy owak, okazuje się, że setki hektarów przygnębiających nieużytków na Litwie – o dziwo – mogą być ziemią uprawną.

Ta prosta obserwacja nasunęła mi ważną myśl o wydźwięku duchowym. Być może, przez całe lata nasze życie było całkowicie bezowocne. Jałowe lata inercji zwykle narzucają wniosek, że tak już musi pozostać, bo po prostu jesteśmy życiowymi nieudacznikami. Inni rozwinęli się, osiągnęli sukces, czują się potrzebni, a my jesteśmy - jak jałowa ziemia - jakby do niczego nieprzydatni. Trzeba nam zmienić tego rodzaju myślenie. Możemy zacząć od nowa na podstawie Słowa Bożego, które wprowadzi w nasze życie jakby nowy stan prawny. Jako ludzie odrodzeni nie z nasienia zniszczalnego, ale niezniszczalnego, przez Słowo Boga żywe, nieprzemijające [1Pt 1,23] staniemy się znowu, albo po raz pierwszy w życiu, naprawdę  użyteczni. Nawet całe dekady nieróbstwa, stagnacji i duchowej pustyni nie przekreślają szans na rozpoczęcie owocnego życia. Takie zmiany następują w nas w wyniku nowego narodzenia. Gdy krwią Jezusa zostaniemy wykupieni z mocy grzechu, gdy nasze marne życie znajdzie się w rękach Jezusa Chrystusa, wówczas nieużytek zamienia się w ziemię urodzajną. Choćby nawet przez ostatnie dwadzieścia lat kompletnie nic nam się w życiu nie chciało, zaczniemy na nowo odczuwać radość bycia potrzebnym i użytecznym.

Jeżeli ktokolwiek z nas czuje się - chociażby w jednej sferze życia – jak ziemia leżąca odłogiem,  niech wie, że na zmianę nie jest jeszcze za późno. Trzeba nam uwierzyć w Jezusa Chrystusa i tę wiarę zacząć wyznawać na co dzień. Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia; niech się rozraduje i zakwitnie step! Niech jak złotogłów bujnie zakwitnie i weseli się, niech się raduje i wydaje radosne okrzyki! [Iz 35,1-2].

Powiedzmy Panu Jezusowi, że pragniemy takiej zmiany i szczerze poprośmy Go, aby się nami zajął. On ma sposób na ożywienie nas do tego stopnia, że jeszcze zdążymy zebrać dobre plony i mieć z tego powodu wiele radości.

17 listopada, 2014

Życie bez Długów

Od kilku lat 17. dzień Listopada w Polsce – to Dzień bez Długów.  Ma on na celu podniesienie świadomości społeczeństwa w sprawach zarządzania własnymi finansami. Zgodnie z intencją swoich pomysłodawców, Dzień bez Długów może stanowić dobry bodziec do kontaktu w sprawie zaległości, zwrócenia znajomym nawet najdrobniejszych pożyczek czy też podjęcia decyzji o zaniechaniu zaciągania kolejnego długu. Ideą Dnia bez Długów jest zwiększenie poziomu odpowiedzialności w zadłużaniu się i bardziej konstruktywnego radzenia sobie ze spłatą należności.

Dla wielu ludzi życie całkowicie wolne od długów wydaje się być utopią. Niemniej jednak Biblia takie właśnie daje nam zalecenie. Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej [Rz 13,8]. Chociaż mnie osobiście z Bożą pomocą od lat udaje się trwać w posłuszeństwie temu wezwaniu, to jak najbardziej rozumiem osoby zadłużone z różnych względów. Szczerze współczuję tym wszystkim moim bliskim i znajomym, którzy na co dzień żyją i pracują pod pręgierzem konieczności spłacania kredytu.

Dwie rady cisną mi się na pióro w Dniu bez Długów. Nie kupujmy niczego, na co nas nie stać. Raczej najpierw uzbierajmy potrzebną kwotę, chociażby na żmudnej drodze systematycznego oszczędzania, a dopiero potem kupujmy. Jeżeli nie potrafimy chociażby przez rok regularnie odkładać kwoty w wysokości przyszłej raty spłaty, to na jakiej podstawie sądzimy, że potem, gdy już się zadłużymy, będziemy w stanie to robić? Dla przykładu, od kilku lat marzę o zakupie używanego motocykla Yamaha XT660Z TENERE. Czas nagli, bo się starzeję ;). Nie kupię go jednak, zanim nie uzbieram potrzebnej kwoty, chociaż bez problemu mógłbym przecież wziąć kredyt i latem już sobie tym motorkiem hasać. Podobnie było z domem, o czym pisałem tutaj.

Druga, ważna wskazówka dla ludzi poważnie traktujących Biblię: Ze względu na Pana i Jego Słowo, oddawajmy dziesięcinę ze wszystkiego. Wszelka dziesięcina z płodów ziemi, czy to z plonów polnych, czy z owoców drzew, należy do Pana. Jest ona poświęcona Panu [3Mo 27,30]. Zatrzymując sobie dziesiątą część jakiegokolwiek przychodu; np. kieszonkowego, stypendium, zysku, zarobku itd., co wg Biblii należy do Pana, ryzykujemy konieczność samodzielnego radzenia sobie w sprawach finansowych. Trudno bowiem prosić o wsparcie Kogoś, kogo pieniądze regularnie sobie przywłaszczamy i On o tym wie.

Oddając dziesięcinę, zyskujemy moralne prawo do zwracania się do Boga z prośbą o materialne błogosławieństwo dla naszego życia. Jeśli nie chcesz wciąż z trudem wiązać końca z końcem, zacznij czynić podobnie i w szczerej miłości do Boga bądź w tym staranny. Skończą się wówczas problemy finansowe, gdyż Pan, Bóg twój, błogosławić ci będzie, jak ci obiecał, abyś wielu ludom pożyczał w zastaw, ale ty sam nie będziesz się zapożyczał i dawał zastawu [5Mo 15,6].

Biblia mówi, że można żyć bez długów.

16 listopada, 2014

Wybieram niebo

Od kilku dni rozmyślam o dwóch duchowo odmiennych strefach życia - niebie i ziemi. Strefa ziemi charakteryzuje się ciągłym rozmyślaniem o sprawach doczesnych i oddawaniem im serca.  Życie w strefie nieba polega na skupieniu się na sprawach Królestwa Bożego i zachowaniu zdrowego dystansu do ziemskich spraw. A tak, jeśliście wzbudzeni wraz z Chrystusem, tego co w górze szukajcie,  gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej;  o tym co w górze myślcie, nie o tym, co na ziemi [Kol 3,1-2]. Już tutaj, żyjąc jeszcze w ciele, w sensie duchowym, sercem można być w niebie.

W strefie ziemi rządzi Boży przeciwnik, szatan i jego demony. Został on wyrzucony z nieba. Biada ziemi i jej mieszkańcom, gdyż zstąpił do was diabeł pałający wielkim gniewem, bo wie iż czasu ma niewiele [Obj 12,12]. Ludzie w głębi serca przynależący do ziemi, siłą rzeczy podlegają jego władzy. Oczyszczona strefa nieba jest wolna od diabła. I wybuchła walka w niebie: Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego, lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca w niebie [Obj 12,7-8]. Strefa nieba – to społeczność świętych, to zbór Pański, to każde odrodzone serce, to każdy narodzony z wody i z Ducha chrześcijanin! W tej strefie nie ma miejsca dla diabła!

Dziś w Polsce wybory samorządowe. Z punktu widzenia doczesnego życia ważny moment.  Pamiętajmy wszakże, że wybieramy ludzi, którzy oddają serca sprawom województwa, gminy i dzielnicy. Od spraw wiecznego zbawienia często ważniejsze dla nich jest to, żeby naprawić dziury w  chodniku, urządzić plac zabaw, czy chociażby nakarmić bezpańskie koty. Rozumiem ich pasję, chociaż jest mi smutno, że tak wspaniali ludzie spalają się w życiu głównie dla tak prozaicznych i tymczasowych celów. Niemniej są oni bardzo potrzebni i dziękuję za nich Bogu.

Punkt ciężkości mojego życia znajduje się w niebie. Owszem, staram się w czasie ziemskiego pielgrzymowania odpowiedzialnie pracować i dbać o to, co trzeba. Zaangażowałem się nawet w ratowanie jednego z gdańskich zabytków. Jednakże moje serce należy do Pana Jezusa i nie będę się oddawać sprawom tego świata. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał [2Tm 2,4]. Wszystko, co czynię,  pragnę  robić w imieniu Jezusa Chrystusa, a On nie we wszystko się angażował. Wy jesteście z niskości, Ja zaś z wysokości; wy jesteście z tego świata, a Ja nie jestem z tego świata [Jn 8,23].

A to powiadam, bracia, czas, który pozostał, jest krótki; dopóki jednak trwa, winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli; a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; a ci, którzy się weselą, jakby się nie weselili; a ci, którzy kupują, jakby nic nie posiadali; a ci, którzy używają tego świata, jakby go nie używali; przemija bowiem kształt tego świata [1Ko 7,29-31].

13 listopada, 2014

Zapewne

Tytułowe słówko przykuło dziś moją uwagę podczas porannego czasu z Biblią. Używamy go w sytuacjach, gdy w oparciu o swoje doświadczenia i obserwacje życiowe, próbujemy określić przewidywany ciąg zdarzeń. Zapewne w najbliższych wyborach zwycięży pan X i zostanie prezydentem miasta? Albo, siostra Y po ostatniej rozmowie zapewne już się nie pojawi w naszej społeczności? Domyślamy się jak będzie, chociaż nie wiemy tego na pewno.

Jezus w pewnym momencie swojej działalności zaczął mówić, że trzeba Mu iść do Jerozolimy na święto Paschy. W międzyczasie nastąpiła bardzo niesprzyjająca po temu zmiana okoliczności. Dopiero co, chciano w Judei Jezusa ukamienować [Jn 11,8]. Arcykapłani niejako wystawili za Nim list gończy. Zrobiło się niebezpiecznie. W tej sytuacji wśród pielgrzymów przybywających do świątyni pojawiło się przewidywanie: Cóż sądzicie? Zapewne nie przyjdzie na święto? [Jn 11,56]. Jak myślicie? Przyjdzie na święto, czy raczej nie? – rozmawiano o Jezusie w świątyni.

Wkrótce mocno się zdziwili. Poruszyło się całe miasto [Mt 21,10], gdy Jezus postąpił wbrew ich - na ludzki rozum - słusznym przewidywaniom. Podziwiam i miłuję Pana Jezusa Chrystusa. Ileż to razy ludzie myśleli, że On zapewne już nie podniesie danego grzesznika po kolejnym upadku? Byli wręcz przekonani, że Jezus zapewne nie stanie po stronie tak ryzykownego i nierozsądnego przedsięwzięcia?  Przewidywali, że z powodu zaistniałych okoliczności raczej Pan nie pobłogosławi zawieranego związku? A Pan Jezus – wbrew ludzkim prognozom – przyszedł, podniósł, stanął, pobłogosławił!

Niektórzy nie dowierzają też, że Syn Boży w widzialny sposób powtórnie przyjdzie na ziemię.  Żeby nie wyjść na całkowitych niedowiarków, kombinują z jasnym objawieniem Biblii w tej sprawie, głosząc pogląd, że powtórne przyjście Jezusa Chrystusa należy rozumieć symbolicznie. W tym sensie ono już nastąpiło ich zdaniem, więc zapewne nie ma na co czekać?

Wbrew ludzkim dywagacjom któregoś dnia Pan Jezus powróci, tak jak zapowiedział. Wierzę każdemu słowu, które pochodzi z ust Pana. Na pewno się nie zawiodę.

11 listopada, 2014

Błogosławiona zależność!

Dwór Olszynka przyozdobiony polską flagą
w Święto Niepodległości 2014
Dziś w Polsce Święto Niepodległości. Wspominam wydarzenia z 1918 roku, na budynek Dworu Olszynka zawieszam polską flagę i jako chrześcijanin, siłą rzeczy odczuwam potrzebę spojrzenia na ideę dzisiejszego święta w świetle Biblii.

Apostoł Paweł, przez którego Bóg wiele powiedział nam o wolności, nazywał samego siebie sługą, a dosłownie, wręcz niewolnikiem Jezusa Chrystusa [Rz 1,1; Tt 1,1]. Po osobistym spotkaniu z Synem Bożym, odkrył i przekonał się na własnej skórze, że dla niego Jezus to pan całkowicie odmienny od typowego właściciela niewolników. Wykupił go z niewoli grzechu i natychmiast nadał mu status wyzwoleńca. On zaś przylgnął całym sercem do Pana Jezusa i nie chciał ani jednego dnia przeżywać z dala od tak wspaniałomyślnego Pana.

Pamiętam, jak przed laty, w czasach kryzysu ekonomicznego, żartowaliśmy w Polsce, że najlepiej dla nas byłoby zrzucić z siebie zależność od ZSRR i poddać się Niemcom. Ten czarny humor zawierał w sobie odrobinę prawdy o pożytku dobrej zależności. Lepiej być niewolnikiem dobrego i bogatego pana, aniżeli głodnym luzakiem w podartych portkach i bez dachu nad głową. Syn marnotrawny z przypowieści Jezusa dość szybko zorientował się, że ojcowski dom ze swoim porządkiem rzeczy jest dla niego lepszy od swawolnej hulanki.

A jak jest ze mną? Otóż bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, czuję się zależny od Pana Jezusa. Błogością napełnia mnie dziś myśl, że oddychanie, apetyt, fizyczna zdolność poruszania, wzrok, słuch, mowa, praca, bliscy mi ludzie – wszystko to jest darem Bożym. Jakoś nie ciąży mi to, że każde moje plany i zamiary od lat opatruję biblijną klauzulą: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo [Jk 4,15]. Świadomy całkowitej zależności od Boga jestem z tego powodu autentycznie szczęśliwy. Szczęśliwi świadomi swej nędzy, gdyż ich jest Królestwo Niebios [Mt 5,3].

Są ludzie, którzy nie znoszą myśli o jakiejkolwiek zależności. A ja? Moim szczęściem jest być blisko Boga. W Panu, w JHWH, znalazłem schronienie [Ps 73,28].

09 listopada, 2014

Zapłaczmy bardziej nad sobą, niż nad nimi

Dziś dzień modlitwy za prześladowany kościół. Nie bardzo mi wiadomo, kto go ustalił właśnie na dzień 9 listopada, ale różne środowiska, zarówno katolickie jak i protestanckie, organizują dziś spotkania informacyjne z udziałem przedstawicieli organizacji zajmujących się tą tematyką, zbierają pieniądze na pomoc prześladowanym oraz modlą się w intencji cierpiących chrześcijan.

Chociaż pisałem już kiedyś co nieco na ten temat, pozwolę sobie i dzisiaj na krótką refleksję w powyższej sprawie. Ażeby uniknąć nieporozumień chce podkreślić na wstępie, że jak najbardziej jestem zwolennikiem modlitwy o braci i siostry w Jezusie Chrystusie. Tego rodzaju modlitwa była zalecana przez apostołów Jezusa Chrystusa i praktykowana w okresie wczesnego kościoła. Przez nią właśnie chrześcijanie dawali świadectwo miłości wzajemnej i więzi duchowej między zborami Bożymi.

Nie wolno nam jednak nie zauważać, że prześladowanie za wiarę było w  czasach powstawania ksiąg Nowego Testamentu zjawiskiem powszechnym. Każdy ówczesny chrześcijanin rodził się do nowego życia z Jezusem w świadomości, że rusza w drogę, na której czeka go ucisk ze strony świata, prześladowanie, cierpienie a nawet śmierć. Spodziewanie się innego losu przeczyłoby prawdziwemu naśladowaniu Pana. Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą [Jn 15,20]. Znakomita większość apostołów poniosła śmierć męczeńską i wcale nie było to traktowane jako ich klęska i nieszczęście. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie! Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami [Mt 5,10-12].

Od pierwszych lat mojej świadomej wiary w Jezusa liczę się z koniecznością ponoszenia jej kosztów. Przecież Pan powiedział: Podniosą na was swe ręce i prześladować was będą i wydawać do synagog i więzień, i wodzić przed królów i namiestników dla imienia mego. To da wam sposobność do złożenia świadectwa [Lk 21,12-13]. Tragizowanie więc, że ktoś trafił do więzienia za wiarę, doznał krzywdy materialnej lub został zabity z powodu Jezusa, z biblijnego punktu widzenia świadczy o niezrozumieniu losu prawdziwych chrześcijan w tym świecie. Gdyż wam dla Chrystusa zostało darowane to, że możecie nie tylko w niego wierzyć, ale i dla niego cierpieć [Flp 1,29].

Owszem, napotykamy w Dziejach Apostolskich takich chrześcijan, którzy na myśl o zbliżającym się aresztowaniu apostoła Pawła podnieśli lamet. Jak zareagował na to rzeczony apostoł? Wtedy Paweł odrzekł: Co czynicie, płacząc i rozdzierając serce moje? Ja przecież gotów jestem nie tylko dać się związać, lecz i umrzeć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa [Dz 21,13]. On, oddany sługa Jezusa wiedział, co to znaczy być chrześcijaninem na tej ziemi.  Oni – odważę się to napisać - dawali początek nowemu podejściu do sprawy, w którym prześladowanie za wiarę zostanie uznane za rzecz nienormalną.

Dlaczego docierające dziś do nas informacje o prześladowaniu chrześcijan tak nami wstrząsają? Dlaczego organizacje para kościelne zajmujące się nagłaśnianiem aktów męczeństwa za wiarę potrafią tak chwycić nas za serca i otworzyć kieszeń? Ponieważ większość z nas bardziej gotowa jest zająć się zaklinaniem rzeczywistości, aniżeli przyjąć do wiadomości i zgodzić się z biblijną myślą, że wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą [2Tm 3,12]. Przeciętny chrześcijanin XXI wieku nie chce już cierpieć za wiarę. Gdy gdzieś na horyzoncie zauważa widmo prześladowania, zaczyna protestować, podpisywać petycje, domagać się sprawiedliwości itd.

Czy  jako naśladowcy Jezusa Chrystusa naprawdę chcemy być w tym świecie traktowani tak samo jak niewierzący? Czyśmy już zeświecczeli do tego stopnia, że wyśmianie, odrzucenie, pogardę, prześladowanie, ucisk i śmierć chcielibyśmy usnąć z naszych chrześcijańskich życiorysów? Owszem, módlmy się o prześladowanych chrześcijan, lecz – na Boga – nie w taki sposób, jakobyśmy chcieli i ich pozbawić chwały czekającej prawdziwych świadków Jezusa.

Kto dzisiaj ponosi jakąkolwiek szkodę z powodu swojej przynależności dla Pana, w rzeczy samej jest wielkim szczęśliwcem. Gorzej z tymi, którzy już od lat takich doświadczeń nie mają...