18 kwietnia, 2014

Codziennie!

Wielki Piątek to – najlepsza okazja do wspominania i zwiastowania śmierci Pana Jezusa poprzez uczestnictwo w Wieczerzy Pańskiej. Mamy w niej do czynienia z dwoma obrazami; chlebem i winem. Są one synonimami codziennego pokarmu i napoju w Izraelu czasów Jezusa. Słowo Boże odnosi je do ciała i krwi Pańskiej,  zachęcając do karmienia się Jezusem.

Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata. […] Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim.  Jak mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie. Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki [Jn 6,51-58].

Dostęp do pokarmu i zdolność jego przyswajania nie leży w kompetencji człowieka. Stanowią dar Boży. Oczy wszystkich w tobie nadzieję mają, a Ty im dajesz pokarm ich we właściwym czasie. Otwierasz rękę swą i nasycasz do woli wszystko, co żyje [ Ps 145,15-16]. Tym bardziej tak jest z pokarmem duchowym. Nie może człowiek niczego sam wziąć, jeśli nie jest mu dane z nieba [Jn 3,27].

Rodzaj podawanego pokarmu jest zależny od wielu czynników, takich jak; rodzaj i wiek karmionej istoty, czekający ją wysiłek i stan jej zdrowia. W tym świecie jest wiele pokarmów dla serca i duszy. Ludzie karmią się nimi i w doczesności zdają się być szczęśliwi. Lecz jest tylko jeden pokarm, skutkujący żywotem wiecznym.  Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki  [Jn 6,51]. Jezus jest pokarmem absolutnie wyjątkowym, bo dającym żywot wieczny!

Chrześcijanie dość często wypowiadają w modlitwie następujące słowa o pokarmie: Chleba naszego, powszedniego, daj nam dzisiaj. Bóg karmił Izraelitów w czasie wędrówki po pustyni w ten sposób, że każdego dnia na nowo mieli ją zbierać w celu karmienia się nią w tym samym dniu. Tak właśnie jest z chlebem, którym jest nasz Pan. Nie można nakarmić się Panem Jezusem na wiele dni do przodu. On jest naszym pokarmem na teraz!  Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych [Hbr 3,15]. Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia [2Ko 6,2].

Napój i pokarm przyswojony we właściwej porze ma swoją wartość.  Sprawiasz, że rośnie trawa dla bydła i rośliny na użytek człowieka, by dobywał chleb z ziemi i wino, które rozwesela serce człowieka, oliwę, od której lśni się oblicze, i chleb, co wzmacnia serce człowieka [ Ps 104,14-15]. Chleb wzmacnia serce człowieka. Wino rozwesela serce człowieka. Ludzie bez bliskiej więzi z Jezusem, owszem bywają  weseli, lecz jest to wesołość bardzo ulotna.  Są wprawdzie mocni i niezmienni, ale siła ich charakteru bywa nieraz bardzo ponura. Kto karmi się Jezusem jest zarazem mocny wewnętrznie, jak i bardzo radosny.

Bądźmy ostrożni. Wokół nas wiele pokarmu bezwartościowego. Apetycznie wygląda i  sporo kosztuje. Bóg w Jezusie Chrystusie daje nam pokarm wartościowy. Taki jest chleb, który z nieba zstąpił, nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki [Jn 6,58]. Odżywiajmy się wartościowym pokarmem.

Podsumujmy.  Pan Jezus jest naszym prawdziwym pokarmem;  pokarmem żywota wiecznego, pokarmem na czasie i pokarmem wartościowym. Trzeba nam odżywiać się duchowo Panem Jezusem,  jak chlebem i winem.

Chleb, który dzisiaj łamiemy i wino które pijemy – to nie faktyczne ciało i krew, lecz znak społeczności z Chrystusem Panem. Przemawiam jak do rozsądnych: Rozsądźcie sami, co mówię. Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest społecznością krwi Chrystusowej? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest społecznością ciała Chrystusowego? Ponieważ jest jeden chleb, my, ilu nas jest, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem jesteśmy uczestnikami jednego chleba [1Ko 10,15-17].

Niech dzisiejsze łamanie chleba mocno odciśnie nam w sercu myśl, że  potrzebujemy karmić się Panem Jezusem codziennie! Codziennie z Nim rozmawiać. Codziennie Go słuchać. Codziennie Go naśladować. Codziennie o Nim mówić. Codziennie mocno w Niego wierzyć. Codziennie sprawiać Mu przyjemność. Codziennie wyczekiwać Jego powrotu.

17 kwietnia, 2014

Dlaczego jutro, a nie dziś?

Dziś Wielki Czwartek. Kto zna wydarzenia Wielkiego Tygodnia, ten wie, że wieczorem w czwartek Pan Jezus spożył z uczniami ostatnią wieczerzę. Był to posiłek wyjątkowy, bowiem rozpoczynało się doroczne święto Paschy i wszyscy pobożni Izraelici wspominali wyjście z niewoli egipskiej, spożywając wieczerzę paschalną. Właśnie podczas owej wieczerzy, gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów [Mt 26,26-28].

Tak oto ustanowiona została Wieczerza Pańska, o czym świadczy nauka apostolska. Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moją. Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie [1Ko 11,23-26].

Gdybyśmy wiązali Wieczerzę Pańską z wieczerzą paschalną, to naturalną porą urządzania jej w zborze byłby Wielki Czwartek. Tymczasem Wieczerza Pańska w swej istocie jest przypominaniem i zwiastowaniem śmierci Jezusa Chrystusa. Ukrzyżowanie miało miejsce w Wielki Piątek. Zbór chrześcijański nie skupia się na pielęgnowaniu tradycji żydowskich i przestrzeganiu ich świąt. Zbór jest skupiony na Chrystusie Panu i Jego wielkim dziele Odkupienia, które obejmuje wszystkich ludzi. W trakcie tej wyjątkowej uroczystości jemy i pijemy na pamiątkę Pana Jezusa. Wspominamy nie wyjście Izraelitów z Egiptu, lecz śmierć Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.

Dlatego Wieczerzę Pańską urządzamy jutro, a nie dzisiaj.

PS. Uwaga! Nie jest to Pamiątka Wieczerzy Pańskiej, jak niektórzy ją nazywają, lecz Wieczerza Pańska.

13 kwietnia, 2014

Pokażmy jutro, że dziś naprawdę uwielbiamy Pana!

Dziś tzw. niedziela palmowa, czyli wspomnienie niezwykłego przybycia Jezusa do Jerozolimy. Jak wiadomo Pan - zgodnie z prorocką zapowiedzią - wjechał do miasta na oślęciu. Witał Go wiwatujący tłum wołając: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela! [Jn 12,13].  Euforia, zachwyt Panem wśród Izraelitów wydawał się być naprawdę wielki.  Można było odnieść wrażenie, że już cały świat poszedł za nim [Jn 12,19]. Niestety, kilka dni później okazało się, że jest inaczej...

Każdej niedzieli w tysiącach zgromadzeń chrześcijańskich ma miejsce uwielbianie Pana. W większości przypadków towarzyszy temu wspaniała oprawa muzyczna. Muzycy grają na różnych instrumentach, liderzy uwielbiania dobierają stosowne utwory, najlepsze głosy wspierają zbór w śpiewie. Coraz częściej całość uwielbiania wzmacnia się grą świateł, tańcem i flagowaniem. Naprawdę, popaść można w (samo)zachwyt, tak podniosła i budująca bywa ta część nabożeństwa.

Rzeczywista wartość niedzielnego uwielbiania okazuje się wszakże w ciągu tygodnia. Ile z tego oddania i zachwytu Panem widać w nas w kolejnych dniach? Zobaczmy to na przykładzie uczniów Jezusa, którzy jak najbardziej brali udział w euforycznych wydarzeniach niedzieli palmowej.

Okazało się, że już w środę któryś z nich zamienił relacje z Jezusem na pieniądze. Już w czwartek wieczorem paru z nich przydarzyła się dziwna ociężałość i senność, tak że nawet jednej godziny nie mogli przetrwać z Jezusem w tym, co przeżywał. Już w piątek nad ranem któryś z nich trzykrotnie wyparł się swojego związku z Panem. Nim skończył się tydzień wszyscy Go opuścili i uciekli [Mk 14,50].

A my? Co z niedzielnej postawy zachwytu Panem Jezusem widać w nas w kolejnych dniach tygodnia? Syn Boży godzien jest szczerego, pełnego i stałego oddania. Nie jest żadną sztuką na krótko, pod wpływem pozytywnych emocji, teraz, dzisiaj, wychwalać Jezusa, jak wówczas, w niedzielę palmową.

Pokażmy jutro, że dziś naprawdę uwielbiamy Pana!

07 kwietnia, 2014

Syn Boży

Parę dni po polskiej premierze wybrałem się dziś z grupą przyjaciół na film "Syn Boży". Chociaż zebrało się nas kilkanaście osób, nie robiliśmy rezerwacji, bo czuliśmy pod skórą, że na tym filmie tłumów w kinie nie będzie. I rzeczywiście. Sala gdańskiego Multikina niemal w całości była "nasza".

Decydując się na oglądanie filmu o Jezusie w gronie wytrawnych i wieloletnich czytelników Biblii nie spodziewałem się wielkich zachwytów. Duch Święty przez te lata wpisał bowiem w nasze serce wiele refleksji, których nie sposób odnaleźć choćby w najlepszej amerykańskiej produkcji. Jezus od lat jest wśród nas znany i kochany. Z tej przyczyny niektórzy z nas może nawet byli nieco rozczarowani płytkością obrazów zaproponowanych przez twórców filmu. Chcieliśmy czegoś więcej.

Niemniej jednak film ma parę dobrych stron. Na przykład to, że prezentuje biblijną prawdę o Jezusie. Wprawdzie jest w nim sporo niedomówień, ale też wolny jest od nadinterpretacji, przejaskrawień i wydumanych wątków. W stosunku do przeciętnego widza, raczej słabo znającego Biblię, film może nawet spełnić rolę edukacyjną. Od narodzin aż po zmartwychwstanie i wniebowstąpienie  Jezusa, ponad dwie godziny scen chronologicznie pomieszanych nieco, ale dobrze przybliżających publiczną służbę i nauczanie Syna Bożego.

Czy miałem jakieś osobiste przemyślenia podczas dzisiejszego seansu? Tak. Zamyśliłem się nad zwątpieniem uczniów. Łatwo było im wierzyć w Syna Bożego, gdy oglądali Jego cuda, zachwycali się Jego mądrością i konsumowali rosnącą popularność ich Mistrza. Próba wiary przyszła, gdy Go pojmano. Widok Syna Bożego, jakby bezsilnego, dającego się źle traktować, bardzo nadwerężył ich przekonanie o Synostwie Bożym Jezusa z Nazaretu. Dlaczego Pan dopuścił do tego, by patrzyli na Jego niemoc? Przecież można było się spodziewać, że w takich okolicznościach nie wytrwają w wierze. A może Mu właśnie o to chodziło? Może chciał dla nich wiary innego rodzaju, takiej, która nie rodzi się w czasach sukcesu?

Najwidoczniej z Bożego punktu widzenia takie chwile są potrzebne uczniom Jezusa. Nie tylko więc obserwujemy niemoc u innych ale i sami jej doświadczamy. Przedłużający się czas porażki i słabości służy temu, ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus [1Pt 1,7]. Jedno staje się jasne: Pan jest o wiele bardziej uwielbiony, gdy wyznajemy wiarę w Niego mimo niepowodzenia, aniżeli w czasie życiowej prosperity.

Z tym większym zbudowaniem myślę więc dziś o uczniach Jezusa, jak po dniach zwątpienia wrócili do wiary i znowu byli z Jezusem. Ja też tak chcę. Z pewnością jeszcze nie raz okażę się bezsilny, stając oko w oko z potrzebami i przeciwnościami. Przyda mi się, żebym wtedy pamiętał to, co dzisiaj napisałem.

06 kwietnia, 2014

Życiem jest Chrystus!

Życie jest najwyższą wartością! O jakim życiu ludzie myślą wykrzykując to hasło? Biblia mówi: Kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia [1Jn 5,12]. Doczesne życie, tak gloryfikowane przez ludzi, trwa tylko chwilę. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. Życie wieczne daje Bóg przez wiarę w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa.  Przywraca ona człowieka do pełni życia. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym [Rz 6,23]. Czy dar życia wiecznego na zawsze zabezpiecza nas przed śmiercią?

Dziś wstrząsające poselstwo z Księgi Objawienia! A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi Ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły. Bądź czujny i utwierdź, co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci; nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem [Obj 3,1-2]. Zbór w Sardes obrazuje kościół obumierający duchowo. Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły. Jak mogło dojść do takiego stanu rzeczy?

Trzeba pamiętać, że wiara w Jezusa Chrystusa – to żywe, dynamiczne posłuszeństwo Bogu, to praktyczne stosowanie Słowa Bożego w codziennym życiu! Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26]. Wiara jest bezużytecznym stanem umysłu i nie ma zbawczego skutku w życiu człowieka, jeżeli nie wyraża się inspirowanymi przez nią czynami. Chcesz przeto poznać, nędzny człowieku, że wiara bez uczynków jest martwa? Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? Widzisz, że wiara współdziałała z uczynkami jego i że przez uczynki stała się doskonała [Jk 2,20-22].

Wierzący z Sardes przestali praktykować swą wiarę. Nie było w ich życiu uczynków wiary, a to przesądza o skuteczności wiary i pewności żywota wiecznego. Nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem [Obj 3,2]. Z tego powodu tamtejszy zbór popadł w stan duchowej martwoty. Pozornie było z nimi tak, jak na początku, lecz Pan stwierdził: Nosisz imię głoszące, że żyjesz, ale ty jesteś martwy.  W Sardes doszło do oddzielenia uczynków od wiary. Aktywność wierzących powoli przestała wynikać z wiary w Jezusa Chrystusa. Ich postępowanie stało się naturalistyczne tj. rozumowe, wynikające z ludzkiej mądrości i doświadczenia. Przestało być chodzeniem w wierze! Owszem, były uczynki, ale nie były to uczynki wiary.

Czym charakteryzują się uczynki żywej wiary? Są one znormalizowane życiem Jezusa Chrystusa jako naszego wzorca. Pan dał nam przykład, że w prawdziwej wierze chodzi o to, aby wykonać w doczesności wolę Ojca i odejść do Domu. Nie wiązać się z tym światem i nie lokować tu swojej przyszłości. Nie miłować świata, ani rzeczy, które są na świecie. Nie dać się wciągnąć w sprawy świata. Trzeba nam miłować Boga z całego serca, ze wszystkich myśli i z całej siły, a bliźniego swego, jak siebie samego. Trzeba nam trwać w posłuszeństwie Słowu Bożemu i głosić ewangelię. Wszystko, cokolwiek czynimy w słowie lub uczynku, wszystko mamy czynić w  imieniu Pana Jezusa [Kol 3,17]. U Boga znajdują upodobanie wyłącznie uczynki motywowane wiarą w Jezusa Chrystusa!Albowiem cokolwiek nie jest z wiary, grzechem jest [Rz 14,23].

Czy dzisiejszemu kościołowi nie zagraża  to, co stało się z wierzącymi z Sardes? Trzeba przyznać, że współcześni chrześcijanie są ludźmi bardzo pracowitymi i ambitnymi. Robią karierę zawodową lub artystyczną. Mają sukces w biznesie i szybko się dorabiają. Dwoją się i troją próbując zmieniać świat. Lecz czy ta aktywność zawsze wynika z naśladowania Jezusa Chrystusa? Wielu chrześcijan działa bardziej zgodnie z duchem czasów i wsłuchuje się w rady ludzi sukcesu, aniżeli motywuje się wiarą w Pana Jezusa. Takim i dzisiaj trzeba powiedzieć: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły. Charakterystyka tych uczynków, jakkolwiek dobrych, świadczy, że przestali chodzić w wierze.

Nie byłbym sługą Słowa Bożego, gdybym nie ogłosił, że i dla ludzi, którzy popadli w stan martwoty duchowej jest nadzieja. Dobrze ilustruje ją biblijna opowieść o dolinie suchych kości. Spoczęła na mnie ręka Pana; i wyprowadził mnie w swoim duchu, i postawił mnie w środku doliny, która była pełna kości. I kazał mi przejść dokoła nich, a oto było ich bardzo dużo w tej dolinie i były zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy ożyją te kości? I odpowiedziałem: Wszechmocny Panie, Ty wiesz. I rzekł do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i powiedz do nich: Kości wyschłe! Słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Wszechmocny Pan do tych kości: Oto Ja wprowadzę do was ożywcze tchnienie i ożyjecie. I dam wam ścięgna, i sprawię, że obrośniecie ciałem, i powlokę was skórą, i dam wam moje ożywcze tchnienie, i ożyjecie, i poznacie, że Ja jestem Pan. [...] I poznacie, że Ja jestem Pan, gdy otworzę wasze groby i wyprowadzę was z waszych grobów, ludu mój. I tchnę w was moje ożywcze tchnienie, i ożyjecie [Ez 37,1-14].

Pamiętam z dzieciństwa, jak bawiliśmy się nieraz, udając nieżywego. Lecz czy umarły może udawać żywego? Poza groteskową scenką wystawiania w oknie nieżywego dziadka, by odebrać od listonosza jego emeryturę, sprawa jest zbyt poważna, by traktować ją, jak zabawę. Biada wam, że jesteście jak groby nie oznaczone, a ludzie, którzy chodzą po nich, nie wiedzą o tym [Łk 11,44] powiedział Pan do faryzeuszy. W wyniku ich fasadowości,  ludzie w sensie duchowym mieli do czynienia ze zmarłymi i nie zdawali sobie z tego sprawy, że się zanieczyszczają. Trzeba nam uważać aby przez zażyłość z ludźmi martwymi duchowo się nie zanieczyścić. Albowiem nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do uświęcenia [1Ts 4,7].

Biblia ogłasza, że Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych ]Mk 12,27]. Chrześcijanie z Sardes znaleźli się na krawędzi życia i śmierci. Obrazują oni duchowy stan wielu członków współczesnego kościoła. Jest tylko jeden sposób na to, by żyć. Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus [Flp 1,21]. Możemy mieć na swoim koncie wiele  tzw. dobrych uczynków, dopóki jednak nie wynikają one z wiary w Jezusa Chrystusa - są bezużyteczne i się nie liczą. Obietnica życia jest nierozerwalnie związana z żywą wiarą, a żywa wiara z uczynkami tą wiarą motywowanymi. Czy to jest jasne?

Tak jest. Życie jest najwyższą wartością, lecz nie doczesne, ulotne życie w ciele. Bóg daje życie, które nigdy się nie skończy. Tym życiem jest Chrystus! Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie [Jn 11,25]. Upewnijmy się, czy naprawdę mamy to życie, czy też jedynie nosimy imię głoszące, że żyjemy, ale jesteśmy martwi?

30 marca, 2014

Zgorzel błędnej nauki

Niebezpieczeństwo złej, fałszywej nauki tkwi między innymi w tym, że jest ona łudząco podobna do prawdziwej. Prawdziwi chrześcijanie zasadniczo są przed nią zabezpieczeni, ponieważ są napełnieni Duchem Świętym i stale uświęcają swoje życie trwając w duchowym oddzieleniu od świata. To pozwala im na bieżąco badać ducha tego, co do nich dociera. Czy to, co słyszymy, jest z Boga? Czy jest zgodne z duchem ewangelii Chrystusowej?

Pismo Święte poucza, że złe, błędna nauka szerzy się jak zgorzel.  Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy. A pospolitej, pustej mowy unikaj, bo ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążali w coraz większą bezbożność, a nauka ich szerzyć się będzie jak zgorzel; do nich należy Hymeneusz i Filetos, którzy z drogi prawdy zboczyli [2Tm 2,15-18]. Jak zgorzel, inaczej gangrena, szerzy się w ludzkim organizmie?  Zagadnięty o zgorzel wujek Google daje nam przynajmniej dwie ważne informacje.

Po pierwsze, że ma to miejsce w żywym organizmie za sprawą ogniska martwicy. Gdy zbór na sto procent składa się z osób odrodzonych duchowo, wówczas zgorzel fałszywej nauki nie ma do niego dostępu. Jeżeli zaś przedostaną się w jego szeregi osoby nie narodzone na nowo, wówczas mogą one stać się zarzewiem złej nauki. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że nie są w stanie odróżnić tego, co błędne od tego, co zdrowe i właściwe. Kierują się jedynie własną intuicją, rozumem i doświadczeniem. Gdy takie osoby załapią jakąś nową ideę, gdy przewieje ich jakiś wiatr złej nauki, to istnieje realne zagrożenie, że zaczną zarażać zdrowych chrześcijan.

Dodajmy w tym miejscu, że w kręgach nominalnych chrześcijan problem fałszywej nauki raczej nie występuje, ponieważ takich ludzi doktryna w ogóle nie obchodzi. Żyją innymi sprawami. Nie zachwycają się tym, co powiedział Pan. Fałszywa nauka może rozwinąć się tylko na żywym organizmie, czyli tam, gdzie ludzie są chłonni rzeczy duchowych i pragną lepiej poznać Pana. Takie dusze stanowią pożywkę dla fałszywych proroków i nauczycieli.

Drugą interesującą informacją jest to, że zgorzel powstaje tylko w tych miejscach organizmu, które mają połączenie ze światem zewnętrznym. Dokładnie tak mają się rzeczy z rozwojem fałszywej nauki. Chrześcijanin nie jest otwarty na nowinki. Sprawdza też pochodzenie tego, co słyszy lub czyta. Ludzie zaś źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając. Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył [2Tm 3,13-14]. W dobie Internetu raz po raz możemy się zachwycić naprawdę interesującymi ideami. Nieostrożna otwartość może jednak nas sporo kosztować. Zgorzel, gdy już dostanie się do żywego organizmu, nie jest łatwa do usunięcia.

Nasuwają się dwa wnioski: W kontaktach ze światem zewnętrznym bądźmy bardziej ostrożni. Zadajmy sobie trud i sprawdzajmy, kto jest autorem czytanej przez nas książki? Kim jest człowiek poświęcający nam uwagę? Nie bądźmy pochopni.  I drugi wniosek. Brak problemu złej nauki w naszym środowisku niekoniecznie oznacza, że z nami wszystko jest w porządku. Organizmy martwe  nie są zagrożone gangreną. Sprawdźmy, czy w ogóle żyjemy. Są zbory, do których Pan powiedział: Masz imię że żyjesz, a jesteś umarły [Obj 3,1]. Tylko żywi borykają się z fałszywą nauką.

Pismo mówi: O jak piękne sa nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny [Rz 10,15]. Tak jest. Pod warunkiem, że nie są opanowane przez zgorzel błędnej nauki.