28 października, 2014

Halloween: Igranie z ogniem

Czy udział w szkolnej zabawie Halloween automatycznie oznacza oddawanie czci diabłu? Czy strój wampira czyni przebierańca wampirem? Oczywiście, że nie. Nie ma potrzeby, by nadmiernie demonizować sprawę. Przebrany za policjanta nie jestem policjantem ani  też wchodząc do kościoła nie staję się przez to chrześcijaninem. Dlaczego więc jako sługa Słowa Bożego ponownie odzywam się w tym temacie? Ponieważ obawiam się, że wiele osób  zbyt lekko traktuje zagadnienie Halloween i nieświadomie naraża się na niebezpieczeństwo.

Gdy dziecko wyciąga rękę w stronę nieznanego rodzicom psa albo gdy chociażby przez chwilę ma zostać w windzie sam na sam z jakimś obcym facetem – natychmiast wzmaga się w nich czujność. I słusznie. Trzeba mieć pewność, że dziecko jest absolutnie bezpieczne.

Do jakiej kategorii w potocznym odczuciu zalicza się kostuchy, diabły, wampiry, kościotrupy, czarownice itp.?  Kojarzą się one z jakimś rodzajem zła. Zło ma w sobie dziwną magię przyciągania. Kradziona woda jest słodka, a chleb pokątnie jedzony smakuje [Prz 9,17]. Dreszczyk emocji zbliżania się do tajemniczych  i nieznanych zaświatów, podwyższony stopień ryzyka, chęć zrobienia wrażenia na pozostałych uczestnikach imprezy – to dla wielu atrakcja, z której trudno się rezygnuje.

A jednak Biblia wzywa: Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Dlaczego? Bo demony szukają sposobu na opanowanie ludzkiej duszy i wykorzystają każdą okazję, aby to zrobić. Ostatnia noc października to pora wzmożonych flirtów z siłami ciemności, a igranie z ogniem może źle się skończyć. Czy może kto zgarnąć ogień do swojego zanadrza, a jego odzienie się nie spali? Czy może kto chodzić po rozżarzonych węglach, a jego stopy się nie poparzą? [Prz 6,27-28].

Stąd prosta i dobra rada: Brać udział w imprezach Halloween, to jakby igrać z ogniem. Lepiej nie igraj, bo się doigrasz. 

26 października, 2014

Wspaniałomyślność

Dzisiejszy dzień to dla mnie czas wzruszenia, które mogę określić tylko jednym słowem - wspaniałomyślność. Otóż na okoliczność rocznicy moich 55. Urodzin moi najbliżsi wręczyli mi Dyplom Uznania, którego treść załzawiła mi oczy. Przecież dobrze wiem, że nie jestem ani dobrym mężem, ani ojcem, a tym bardziej pastorem. Nie mam też żadnych specjalnych osiągnięć jako doradca, nauczyciel lub opiekun. Nie potrafię być dobrym przyjacielem, a i majsterkowanie nie za bardzo mi wychodzi. Skąd więc taka treść Dyplomu Uznania podpisana przez moją żonę, dzieci i wnuka? Nic to innego, jak najprawdziwsza wspaniałomyślność z ich strony.

Wzruszająca postawa moich bliskich, z jaką dziś mam do czynienia, przywodzi mi na myśl wielką wspaniałomyślność Boga. Patrzcie, jaką miłość okazał nam Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy [1Jn 3,1]. Dlaczego Bóg okazuje mi łaskę? Przecież w żaden sposób nie zasługuję na prawo do nazywania się dzieckiem Bożym. A zdrowie, zero długów, codzienne poczucie, że jestem potrzebny, od lat ani jednej godziny, żebym się nudził - czyż to nie wspaniałomyślność ze strony mojego Stworzyciela, Zbawiciela i Pana?! Nic takiego mi się nie należy. Upodobało się jednak Bogu, aby na co dzień dodawać mi skrzydeł. Dlaczego? Bo uwierzyłem w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Dzięki Niemu stałem się domownikiem Bożym i beneficjentem Jego łaski.

Moi najbliżsi dziś na nowo uświadomili mi wartość Bożej wspaniałomyślności. Ba, we wzruszający dla mnie sposób tę wspaniałomyślność okazali. Dziękuję.

24 października, 2014

Wracajcie na drogę!

The Prodigal Son Returns, Soichi Watanabe
Porannymi myślami znalazłem się dziś przy ludziach, którzy zagubili się duchowo. Znam osobiście co najmniej parę takich osób, które niegdyś kroczyły drogą wiary i uświęcenia życia, a dzisiaj żyją po świecku. Niektórym z nich nawet nieźle powodzi się materialnie i robią wrażenie szczęśliwych. Inni klepią biedę i chodzą smutni. Tak czy owak, jedni i drudzy opuścili ścieżki Pana i żyją gdzieś z dala od społeczności Jego kościoła.

Dzisiejsza lektura Pisma Świętego przypomniała mi, że wspomniane osoby znajdują się w bardzo złym położeniu. Jeśli bowiem przez poznanie Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa wyzwolili się od brudów świata, lecz potem znowu w nie uwikłani dają im się opanować, to stan ich ostateczny jest gorszy niż poprzedni. Lepiej bowiem byłoby dla nich nie poznać drogi sprawiedliwości, niż poznawszy ją, odwrócić się od przekazanego im świętego przykazania. Sprawdza się na nich treść owego przysłowia: Wraca pies do wymiocin swoich, oraz: Umyta świnia znów się tarza w błocie [2Pt 2,20-22].

Modlę się, aby Pan Jezus – chociaż wydaje się to niemożliwe – nawiedził ich ponownie. Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych - którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego - gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty, ponieważ oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko [Hbr 6,4-6]. Chociaż więc na podstawie powyższych słów mam świadomość stopnia trudności całej sprawy, to jeśli chodzi o moich dawnych przyjaciół i towarzyszy wiary, jestem przekonany o czymś lepszym, zwłaszcza co dotyczy zbawienia. Co niemożliwe jest dla ludzi, możliwe jest dla Boga!

Posłuchajcie! Bogu nie jest ciężko przebaczyć wam wasze odstępstwo. Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu! [Iz 55,7]. Uniżcie się przed Panem i wracajcie. Rozumiem, że nie jest to łatwe, ale pomyślcie – błagam - co będzie z wami, jeśli tego nie zrobicie.

Będę z modlitwą wypatrywał powrotu wielu zagubionych we mgle zwątpienia, zranień i rozczarowania. Wracajcie na dobrze oznakowaną i prostą drogę wiary.

23 października, 2014

Kąpiel

kąpiące się dziś na Olszynce gawrony
Na trawniku naszej posesji na Olszynce zaobserwowałem dziś dość niezwykłe zjawisko kąpieli stada gawronów. Opróżniliśmy właśnie zbiornik deszczówki i część ptaków szybko zauważyła w trawie nagromadzoną w zagłębieniu terenu wodę. Pomimo dość chłodnej pogody, hałaśliwie zaczęły się w niej pluskać i roztrzepywać ją skrzydłami. Najwyraźniej instynktownie odczuwały potrzebę kąpieli i radośnie wykorzystały daną im okazję.

Potrzebę kąpieli odczuwa chyba każdy człowiek. Nawet jeśli się nie spociliśmy i ciężko nie pracowaliśmy, wystarczy, że minie kilkanaście godzin, a już znowu marzy się nam odświeżający prysznic lub ciepła kąpiel. Już dawno minęły te czasy, gdy wystarczała nam sobotnia wanna. Mało kto czuje się dobrze, jeśli nie wykąpie się przynajmniej raz na dobę.

Fizycznie chcemy być czyści i wręcz rozglądamy się za wodą. Odruchowo stronimy też od ludzi niedomytych. A co z duchową stroną naszego życia? Wiadomo o niej, że się zanieczyszcza. Nieraz wskazuje nam na to nasze własne sumienie. Niestety, żaden człowiek nie może sprawić nam w tej dziedzinie żadnej ulgi. Nawet intensywna służba ofiarnicza Starego Przymierza nie rozwiązywała problemu grzechu. A każdy kapłan sprawuje codziennie swoją służbę i składa wiele razy te same ofiary, które nie mogą w ogóle zgładzić grzechów; lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej [Hbr 10,11-12]. Ludzie, jak dzisiejsze ptaki, nie mogli sami sobie stworzyć warunków do oczyszczenia. Musieli czekać, aż przyjdzie Syn Boży, albowiem On zbawi lud swój od grzechów Jego [Mt 1,21].

To jest to! Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany [Ef 5,25-27]. Pluskające się na Olszynce gawrony uświadomiły mi dziś znowu radosną prawdę o oczyszczeniu mnie ze wszystkich moich grzechów. Sam nigdy bym sobie tego nie zorganizował. Tylko dzięki stworzonej mi możliwości i okazanej w Jezusie łasce, gdy się zabrudzę, mogę od razu pokornie zwrócić się Boga w modlitwie i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu [1Jn 1,7].

Dziękuję Ci, Panie Jezu, że mogę zasypiać z czystym sumieniem.

22 października, 2014

Tacy sami, jak Jezus

pierwsza na świecie kserokopia
Chociaż w Polsce kserokopiarki pojawiły się dopiero w latach siedemdziesiątych minionego wieku, warto wiedzieć, że ta nowatorska technologia kopiowania dokumentów została wymyślona w Ameryce już około czterdzieści lat wcześniej. Dzisiaj mija rocznica, gdy wynalazca ksero, Chester Carlson, w dniu 22 października 1938 roku wykonał pierwszą udaną kserokopię.

Nie ma potrzeby bym zrozumiał skomplikowany sposób działania kserokopiarki. Setki razy korzystam z rozmaitych urządzeń ksero nie dopytując się o szczegóły ich pracy. Najważniejsze, że otrzymuję wierną kopię tego, co chcę powielić. Pusta kartka w jednej chwili zmienia się w pożądany dokument. Błogosławiony pan Carlson!

Ta prosta myśl ma swoje odniesienie także w sferze duchowej. Bóg jest autorem cudownego planu przywracania w ludziach swojego obrazu. W tym celu na świecie pojawił się Oryginał tj. Syn Boży. Bóg wybrał sobie niektórych ludzi i - jak mówi Biblia -  tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego [Rz 8,29]. Przez wiarę w Jezusa rodzą się oni na nowo z Ducha Świętego i zaczynają myśleć, mówić i postępować jak Jezus! Niesamowite.

Jak to możliwe, aby na tak kompletną pustkę duchową, jaką jest grzeszny człowiek żyjący bez Boga na świecie, nanieść wyraźny obraz Syna Bożego, Jezusa Chrystusa? To tajemnica. A jednak wciąż zdarza się i zdarza, że Pan Jezus zaczyna być widoczny w konkretnych osobach. Zmieniamy się nie do poznania. Byliśmy nikim, a teraz nabraliśmy wielkiej wartości w oczach Bożych. Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa [Ga 3,26-27]. Wystarczy, że całymi sobą przylgniemy do Jezusa.

Czasem w procesie tworzenia obrazu Chrystusa Pana w nas pojawia się niespodziewana trudność. Ważne, żeby w takich chwilach nie rezygnować, lecz na nowo poddać się temu procesowi. Dzieci moje, znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was [Ga 4,19]. Trzeba nam wierzyć, że Bóg doprowadzi ten dla nas niepojęty proces do szczęśliwego finału. Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, ale jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Lecz wiemy, że gdy się objawi, będziemy do niego podobni [1Jn 3,2].

Błogosławiony Bóg, który czyni nas podobnymi do Jezusa.

16 października, 2014

Rzecz w tym, żeby nie zmaleć!

Poranną lekturę Biblii zdominowała mi dzisiaj intrygująca myśl z Psalmu 107. Po kilku wcześniejszych, dość zrozumiałych obrazach, pojawia się następujący opis:  Pustynię zamienił w zbiorniki wód, a ziemię suchą w źródła wód. Osadził tam głodnych i założyli miasto do zamieszkania. Obsiali pola i zasadzili winnice, i zebrali obfity plon. Błogosławił im i rozmnażali się bardzo, a bydła ich nie umniejszył. Lecz zmaleli i zgnębieni byli przez ucisk, nieszczęście i strapienie [Ps 107,35-39].

Lud Boży zmalał. W jakim sensie? Zmalał duchowo, bo od dobrobytu poprzewracało się im w głowach? Błogosławieństwo materialne zaowocowało nędzą duchową? Niewykluczone, że niektórym z nich coś takiego się przytrafiło. Nie byłby to zresztą pierwszy taki przypadek, bowiem już wcześniej Biblia o podobnym kryzysie wiary wspomina: Wprowadził go na wyżyny tego kraju i żywił Izraela owocami pola. Sprawił też, że miód ssali ze skały i dobywali oliwę z najtwardszych kamieni. Śmietanę mieli od krów, mleko od owiec. Łój z baranów baszańskich i z kozłów jedli z najlepszą pszenicą. Pili krew winnych jagód - wyborne wino. Utył Jeszurun i zaczął wierzgać - tłusty się stałeś, gruby i otyły  - oddalił się od Boga, który go uczynił, i wzgardził Skałą swego ocalenia [5Mo 32,13-15]. Tak niestety może się zdarzyć każdemu chrześcijaninowi w okres życiowej prosperity, że już sam dobrobyt źle mu służy pod względem duchowym.

Zmaleć można jednak także z innego powodu. Otóż choćby nie wiem jak obfite błogosławieństwo Boże w ludzkim życiu przerywane jest czasem próby. Ucisk, nieszczęście i strapienie mają za zadanie zweryfikować jakość naszej wiary w Boga. Czy za darmo jest Job tak bogobojny? Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju. Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczył? [Jb 1,9-11]. Podobnie jak w przypadku Hioba, Bóg chce, byśmy pokazali, że prawdziwie i bezinteresownie trwamy w wierze. Z tego powodu, czasem w samym środku największych sukcesów zdarza się coś, co zdaje się umniejszać chwalebności błogosławieństwa Bożego. Dobrze tę myśl oddaje przekład Biblii Gdańskiej: Ale podczas umniejszeni i poniżeni bywają okrucieństwem, nędzą, i utrapieniem. Nieraz bywa i tak, że próba przychodzi później, co zdaje się podkreślić przekład Biblii Warszawsko-Praskiej: Ale potem źle im się wiodło i bardzo ich ubyło pod ciężarem cierpień i trosk rozmaitych. Wcześniej, czy później, nastaje czas próby.

I co? Niestety, zbyt często zdarza się tak, że cichną wówczas wielkie słowa i topnieje liczebność grupy. Niedawno dotarła do mnie smutna informacja ze wschodniej Ukrainy, że w trzystuosobowym zborze niedzielne zgromadzenie liczyło zaledwie czternaście osób. Wierni w trosce o swoje bezpieczeństwo pouciekali, gdzie się dało.  Owszem, czasem takie uchodźctwo może dobrze przysłużyć się sprawie ewangelii, jak to się stało w przypadku prazboru: W tym samym czasie rozpoczęło się krwawe prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie. Wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozbiegli się po różnych zakątkach Judei i Samarii. […] Ci zaś, którzy się rozproszyli, głosili słowo przechodząc z miejsca na miejsce [Dz 8,1-4]. Wiemy jednak, że nie zawsze tak ucieczki się kończą.

Jeśli więc jakaś prześladowana społeczność zmaleje, bo jej członkowie ruszają by głosić Słowo Boże w innych miejscowościach, to zło obraca się w dobro i chrześcijanin nie powinien żałować takiego obrotu sprawy. Psalm 107 zdaje się jednak mówić coś innego. Uwydatnia to Biblia Tysiąclecia: Potem zmalała ich liczba i podupadli pod naciskiem niedoli i utrapienia. Radosna, żeby nie powiedzieć hałaśliwa, wiara została zweryfikowana. Po euforycznym śpiewie i płomiennych wyznaniach zostały jedynie wspomnienia...

Nie po to Bóg dopuszcza do chrześcijan ucisk i prześladowanie. On chce w ten sposób dać nam możliwość udowodnienia, że nasza miłość do Pana Jezusa Chrystusa nie jest wprost proporcjonalna do stopnia komfortu życia. Rzecz w tym, aby nie zmaleć, gdy maleje nam poziom bezpieczeństwa socjalnego, zasobności portfela i ogólnej pomyślności życiowej. Bynajmniej, Bóg się w takich chwilach od nas nie odwraca! Czas próby ma uczynić nas wielkimi w oczach Pana.

Kto jest tak mądry, by zrozumiał to wszystko? Kto pojmie bogactwo łaskawości Pana? [107,43 B.W-P].