08 listopada, 2019

Na jakie kazanie możesz liczyć w niedzielę?

Zastanawiam się dzisiaj nad dwoma wypowiedziami prorockimi z Księgi Jeremiasza, w obydwu przypadkach wyrażającymi zamysł Boży względem ludu Bożego. Pierwsza z nich: Skierowałem bowiem swoje oblicze ku temu miastu dla jego nieszczęścia, nie dla pomyślności [Jr 21,10]. I druga: Mam wobec was plan pomyślny, a nie żeby na was sprowadzać nieszczęścia [Jr 29,11]. Nie trzeba być uważnym słuchaczem kazań, by odkryć, że ten drugi fragment jest przez współczesnych kaznodziejów cytowany chętnie i bardzo często, podczas gdy pierwszy jest raczej pomijany, a na pewno przywoływany bardzo rzadko.

Proszę zauważyć, że pierwsza wypowiedź jest zdaniem z proroctwa skierowanego do ludu Bożego w czasie, gdy mieszkali w swojej ziemi i gdy Jerozolima tętniła jeszcze życiem. Drugie proroctwo natomiast - to chętniej i częściej cytowane - dotarło do Judejczyków, gdy byli na wygnaniu, gdzieś daleko w Babilonii. Czy to nie jest jakaś pomyłka? Przecież gdy jest nam dobrze, to chcemy słuchać miłych i pozytywnych kazań. Nie chcemy, żeby ktoś nas straszył i odbierał nam radość życia. Dopiero wtedy, gdy wszystko nam się w życiu zawali, otwieramy się na krytykę i gotowi jesteśmy wysłuchać gorzkich słów. Na co dzień wolimy proroków, którzy mówią nam, że Bóg nas kocha i którzy zwiastują nam pomyślność.

Biblia prezentuje jednak inny ogląd tej sprawy. Dobre, pozytywne słowa Bóg kieruje do ludzi, którzy uznali swój grzech, przyznali słuszność wyrokom Bożym i ukorzyli się przed Bogiem. Ludziom z taką postawą serca prawdziwi prorocy głoszą zmiłowanie Boże i żywot wieczny. Takimi właśnie ludźmi stali się Judejczycy na wygnaniu. Jednak wcześniej, w swojej ziemi byli hardzi, zadowoleni z siebie i Bogu nieposłuszni. Chcieli słuchać tylko ulubionych przez siebie proroków i takich oczywiście im nie brakowało. Prawdziwy prorok musiał głosić im zbliżający się sąd Boży.

Jak z tego wynika, tajemnica treści proroctwa kierowanego do ludu Bożego nie leżała w proroku Jeremiaszu, ani w jego kondycji duchowej. Prorok Pana musi głosić to, co słyszy od Boga. Nie ma prawa sam decydować o tym, co będzie treścią jego przemówienia. Nie wolno mu budować kazania, którego celem byłoby zadowolenie słuchaczy. Prorok Boży musi podążać za głosem Ducha Świętego, choćby swym zwiastowaniem miał się ludziom bardzo narazić. Jest sługą Słowa Bożego, a nie ludzkich upodobań. Normalnie rzecz biorąc, treść proroctwa zawsze zależy od stanu duchowego osób, do których w danej chwili jest ono kierowane.

Dlaczego więc większość dzisiejszych kaznodziejów wygłasza kazania niemal wyłącznie o miłości i pomyślności? Czyżby dlatego, że ich słuchacze to ludzie już w pełni skruszeni, uniżeni w duchu, bogobojni i podobający się Chrystusowi Panu..?

31 października, 2019

Co pozostało z naszych ślubowań?


Przypomniała mi się dzisiaj prawdziwa historyjka o człowieku, który w porywie serca zatrzymał wychodzących od niego gości, bo wpadł na pomysł, że obdaruje ich swoimi wyrobami. Pobiegł więc na strych, gdzie wisiały świeżo uwędzone wędliny z myślą, że da im na wychodnego jakiś smakowity, pierwszy lepszy kawałek wędzonki. Tam jednak nie poszło mu łatwo. Gdy wziął do ręki kawałek szynki, pomyślał, że jest za duży na taki poczęstunek. Gdy spojrzał na pętka kiełbasy, szybko przeliczył, że wszystkie mają już swoje przeznaczenie. Kilka ładnych minut zabrała mu ta walka z samym sobą zanim się otrząsnął, zdecydowanym ruchem odciął ze sznurka najpiękniejszy kawałek, zniósł na dół i podarował go gościom.

A jak nieraz bywa z naszymi deklaracjami poświęcenia się Panu Jezusowi Chrystusowi? W chwili nawrócenia lub na okoliczność jakiegoś innego silnego przeżycia obiecujemy, że nasz czas, uzdolnienia albo pieniądze poświęcimy Bogu na chwałę. Postanawiamy, że oddamy się pracy dla Pana. Potem jednak nasze żarliwe śluby stygną i z upływem lat nie tylko nie znajdujemy już czasu na poważniejsze zaangażowanie się w służbę, ale nawet opuszczamy nabożeństwa swojego zboru i coraz rzadziej czytamy Biblię. Miłość do Jezusa ustępuje miłości do samego siebie. Nasze utalentowanie przede wszystkim zaczyna służyć zarabianiu pieniędzy i robieniu osobistej kariery a wydatków mamy tak dużo, że nie tylko zamiera w nas ofiarność ale nawet przestajemy oddawać Bogu dziesięcinę i zatrzymujemy ją dla siebie.

Trwanie w dobrych postanowieniach stało się dla nas wielkim wyzwaniem. Składamy ślubowanie małżeńskie, a parę lat później myślimy o rozwodzie. Z zachwytem na ustach przyłączamy się do zboru, a po jakimś czasie ukradkiem zaczynamy szukać innego. Z poczuciem zaangażowania w wielką sprawę zgłaszamy się do służby w swoim zborze, a niedługo potem na tyle wciągamy się w rozmaite konferencje i akcje organizacji parakościelnych, że w swoim zborze już prawie nie bywamy.

Biblia mówi: Pułapką dla męża uznać pochopnie coś ze swoich dóbr za poświęcone, zdarza się bowiem po złożonym ślubie zmiana postanowienia [Prz 20,25 wg Biblii Pierwszego Kościoła]. Nie składajmy pochopnych obietnic. Dobrze rozważmy swą decyzję, zanim ją obwieścimy, zwłaszcza, gdy dotyczy ona naszych relacji z Bogiem. Gdy złożysz Bogu jakiś ślub, nie zwlekaj z jego wypełnieniem, gdyż w głupcach nie ma On upodobania. Cokolwiek ślubujesz, wypełnij. Lepiej jest nie ślubować, niż ślubować i tego nie wypełnić [Kzn 5,4-5 UBG].

28 października, 2019

Po jaką filiżankę sięgasz?

W Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku mamy przy barku kawowym dwa stanowiska z filiżankami. Jedno z nich zostało opatrzone napisem: "Brudne". Dlaczego? Ponieważ na pierwszy rzut oka filiżanki w obydwu miejscach wyglądają podobnie. Faktycznie natomiast tylko w jednym są czyste. Bez najmniejszego zdumienia można zaobserwować więc, że każdy, kto chce napić się kawy lub herbaty, omija stanowisko z brudnymi filiżankami i przechodzi do miejsca, gdzie wystawiono czyste. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że właśnie z tych czystych należy korzystać. Drugie stanowisko służy jedynie do odstawiania filiżanek.

Gdy Bóg chce człowieka użyć, sięga po naczynie czyste. To oczywiste, że nie bierze osoby, która przed chwilą była w rękach kogoś innego. Chociaż na pierwszy rzut oka wszyscy chrześcijanie wyglądają podobnie, to jednak nie wszyscy są czyści i gotowi do użycia. Nawet jeśli spróbują podstawić się w nieswoje miejsce i udawać naczynie czyste, Duch Święty nie da się na to nabrać. Nie można być naczyniem służącym światu, a zaraz potem być używanym przez Chrystusa Pana. Czysta i nieskalana pobożność u Boga i Ojca polega na tym, aby (…) zachować samego siebie nieskażonym przez świat [Jk 1,27].

Używane już przez kogoś filiżanki wymagają umycia. W naszym barku zborowym trafiają do zmywarki i dopiero wtedy są gotowe, by z nich skorzystać. Każdy naturalny człowiek został zanieczyszczony przez grzech. Brudny nie nadaje się do użytku w Królestwie Bożym. Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą Królestwa Bożego? Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani zniewieściali, ani mężczyźni współżyjący ze sobą; ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani złorzeczący, ani zdziercy nie odziedziczą Królestwa Bożego. A takimi niektórzy z was byli. Lecz zostaliście obmyci, lecz zostaliście uświęceni, lecz zostaliście usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa i przez Ducha naszego Boga [1Ko 6,9-11].

Gdybyś chciał w naszym barku zborowym w Gdańsku napić się kawy, zapewniam cię, że ominiesz stanowisko z napisem "Brudne" i sięgniesz po czystą filiżankę. To oczywiste. Dlaczego więc miałbyś się spodziewać, że Bóg zechce cię użyć pomimo zabrudzenia wpływami świata? Najpierw potrzeba ci oddzielenia od świata i szczerej pokuty. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie, a ja was przyjmę. I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami - mówi Pan Wszechmogący. Mając więc te obietnice, najmilsi, oczyśćmy się z wszelkiego brudu ciała i ducha, dopełniając uświęcenia w bojaźni Bożej [2Ko 6,17-7,1].

10 października, 2019

Nie bój się, Ja cię wspomogę

Miewamy czasem dni trudniejsze od trudnych. Ja dzisiaj mam właśnie taki dzień. Na szczęście nie jestem pozostawiony samemu sobie. Jest przy mnie mój Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus. Dzięki Niemu jestem w stanie zobaczyć dobro w tym, co w pierwszym odczuciu wyglądało mi na klęskę. Od paru miesięcy starałem się o coś, co spełzło na niczym. W głębi serca od początku wiedziałem, że na ten układ nie powinienem liczyć. Dzisiaj wyraźnie to zobaczyłem.

O, dziwo! Słowo Boże w tej sytuacji mówi do mnie tak: Weselcie się w PANU, sprawiedliwi, i wysławiajcie Go, pamiętając o Jego świętości [Ps 97,12]. Niesamowitą myśl odkrywam dla siebie w tych słowach. Bóg jest święty. Nie wchodzi w żadne układy z bezbożnym światem. Jest od niego oddzielony i niczego z jego strony się nie spodziewa. On jest godnym zaufania Bogiem Wszechmogącym i ma swoje sposoby wspierania ludzi wierzących. Ta prawda mnie uspakaja i rozwesela. Taką właśnie postawę przyjął kiedyś prorok Habakuk. Choćby drzewo figowe nie zakwitło i nie było plonu w winnicach, choćby i owoc oliwy zawiódł, i pola nie przyniosły żywności, trzoda zniknęła z owczarni, i nie było bydła w oborach; Ja jednak będę się radował w PANU, rozraduję się w Bogu mojego zbawienia [Hb 3,17-18].

Swego czasu Bóg dał mi wizję tego, co – posługując się nami – chce zrobić na Olszynce. Noszę ją w sercu i wierzę, że się spełni. Podobnie jak Habakuk mam świadomość, że nie wszystko stanie się od razu. To widzenie bowiem dotyczy oznaczonego czasu, a na końcu oznajmi, a nie skłamie; a choćby się odwlekało, oczekuj go, bo z pewnością przyjdzie, nie spóźni się [Hb 2,3]. Pokrzepiony Słowem Bożym zgadzam się, że być może trzeba będzie zmniejszyć tempo robot i z realizacją niektórych planów poczekać. Ale niezmiennie spodziewam się, że z Bożą pomocą osiągniemy cel. Dlatego nawet w tak trudnym dniu mogę radować się w Panu.

Jakże miałbym popadać w przygnębienie, skoro dotarło też dziś do mnie natchnione Słowo Boże: Ja bowiem, PAN, twój Bóg, trzymam cię za twoją prawicę i mówię: Nie bój się, ja cię wspomogę. Nie bój się, robaczku, Jakubie, garstko ludu Izraela; ja cię wspomogę, mówi PAN i twój Odkupiciel, Święty Izraela [Iz 41,13-14].

Z tą myślą radośnie wyglądam pomocy Chrystusa Pana. Tobie też radzę – jeśli jest ci ciężko – abyś wziął Biblię i wsłuchał się w to, co Bóg przez nią ci powie. Szybciej niż myślisz odzyskasz równowagę i pogodę ducha.

09 października, 2019

Dlaczego nie uczestniczę?

Dzisiaj wraz z gdańskim zborem, któremu służę, rozważamy końcowe wersety Listu do Tytusa. Stanowi to dobrą okazję, aby wyjaśnić kwestię, o którą od kilku tygodni jestem zagadywany w związku z toczącą się w moim środowisku kościelnym dyskusją o przywództwie kobiet.

Słowo Boże uczy mnie od rana, abym stale to podkreślał i obstawał przy tym, by ci, którzy zaufali Bogu, skupiali się na przodowaniu w szlachetnych czynach. Natomiast głupich dociekań i rodowodów, i sporów, i kłótni prawnych unikaj; są bowiem nieużyteczne i próżne [Tt 3,9]. Zastosowane tu w natchnionym tekście greckie wyrażenie może określać każdy rodzaj walki: zarówno walkę zbrojną, zmagania sportowe jak i starcia słowne.

Spieranie się o to, czy kobiety mają prawo nauczać i kierować zborem, czy też nie mają takiego prawa - to walka z biblijnego punktu widzenia zupełnie niepotrzebna. Ta kwestia została raz na zawsze rozstrzygnięta i objawiona w Piśmie Świętym. Każda próba definiowania tej sprawy na nowo, zakrawa na powtórkę znanego pytania z Edenu: Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?  Kto chce, niech to robi, ale ja nie mam zamiaru w tym uczestniczyć.

Owszem, idąc za przykładem Chrystusa Pana i Jego apostołów, powinienem jasno określić, jakie jest moje pojmowanie tajemnicy Chrystusowej i w tej kwestii, co wielokrotnie już zrobiłem na stronach tego bloga, pisząc m.in. o męskiej odpowiedzialności za kobiety. Lecz Słowo Boże daje mi nakaz: Unikaj zaś głupich i niedouczonych rozmów, wiedząc, że rodzą kłótnie. A sługa Pana nie powinien  wdawać się w kłótnie... [2Tm 2,23-24]. Mam co robić w króciutkiej pielgrzymce do Niebiańskiej Ojczyzny. Trzeba mi - jak wynika z dzisiejszego fragmentu Pisma - celować w dobrych uczynkach i zachęcać do tego braci i siostry w Chrystusie. Trzeba światu zwiastować ewangelię. Trzeba mi toczyć dobry bój wiary. Spieranie się o słowa - to nie  jest moja wojna.

03 października, 2019

Kiedy można opuścić społeczność Kościoła?

Myślę dzisiaj o proroku Jeremiaszu. Prorokował on ludowi Bożemu w skomplikowanych czasach i okolicznościach. W obliczu groźby najazdu na ich kraj, Judejczycy poprosili Jeremiasza o słowo od Pana. Wpadli na pomysł, aby schronić się w Egipcie. Zamierzali zrobić coś, o czym czuli, że nie spodoba się Bogu i liczyli na to, że Jeremiasz zechce ten zamiar poprzeć. Lecz prorok Pana nie mógł opowiedzieć się po ich stronie. Nie idźcie do Egiptu! Zapamiętajcie, co mówię. Dziś was przed tym przestrzegam! Jeśli nie posłuchacie, popełnicie błąd. I zapłacicie za to życiem. A przecież sami wysłaliście mnie do PANA, waszego Boga, prosząc: Módl się za nami do PANA, naszego Boga, i przekaż nam dokładnie to, co powie ci PAN, nasz Bóg, a zgodnie z tym postąpimy. Macie więc Jego odpowiedź. Widzę jednak, że nie zamierzacie posłuchać rady PANA, waszego Boga, z którą mnie do was posyła. Zapamiętajcie zatem, że tam, dokąd pragniecie pójść i gdzie się chcecie zatrzymać, poginiecie od miecza, od głodu i zarazy [Jr 42,19-22].

Rzeczywiście. Judejczycy zignorowali głos Boży. Pewni siebie ludzie zawołali do Jeremiasza: Wygadujesz kłamstwa! To nie PAN, nasz Bóg, posłał cię, by nam powiedzieć, że nie mamy iść do Egiptu, aby tam sie zatrzymać! [Jr 43,2]. Ich przywódca wraz z pozostałymi dowódcami wojskowymi oraz całym ludem, nie posłuchał głosu PANA. Postanowili nie zostawać w ziemi judzkiej [Jr 43,4]. Zrobili po swojemu. Przywódcy wciągnęli w nieposłuszeństwo Bogu wielu poczciwych ludzi. Poszli, chociaż Bóg wyraźnie im powiedział, że mają zostać w miejscu, gdzie byli.

Jak w tej sytuacji zachował się prorok Jeremiasz? Opuścił czym prędzej nieposłuszne Bogu szeregi? O, nie! Prorok PANA nie pozostawił błądzącego ludu Bożego. Został z nimi, chociaż nie podzielał ich stanowiska. Przecież w takich okolicznościach był im bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebny! Oni nie posłuchali głosu PANA, a Jeremiasz razem z nimi udał się do Tachpanches w Egipcie. I tam Bóg znowu zaczął używać Jeremiasza, jako swojego proroka: Oświadczyliście własnymi ustami - wy oraz wasze kobiety - i potwierdziliście własnymi czynami to, że chcecie spełniać złożone przez was śluby, kadzić królowej niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów. I trzeba przyznać, ze twardo obstajecie przy waszych ślubach i pilnie spełniacie wasze obietnice! Dlatego słuchajcie słowa PANA, wy, mieszkańcy Judy zamieszkali teraz w Egipcie... [Jr 44,25-26].

Czego od Jeremiasza powinni nauczyć się współcześni słudzy Słowa Bożego? Między innymi tego, że nie opuszcza się społeczności Kościoła w sytuacji, gdy ludowi Bożemu i jego przywódcom zdarzy się pobłądzić, a nawet jawnie zignorować głos Boży. Trzeba nam nadal ich miłować i być między nimi, bo w każdej chwili Chrystus Pan może zechcieć znowu nas użyć dla ich dobra. Jak nie porzuca się żony, gdy źle się zachowa, tak nie odchodzi się od Kościoła, nawet gdy zaczynają targać nim jakieś kontrowersje.

Wiadomo, że Jeremiaszowi nie było łatwo pozostawać w gronie ludzi sprzeciwiających się woli Bożej. Podobnie Ezechielowi nie uśmiechało się głosić ludziom, którzy jawnie byli mu przeciwni. Lecz Pan powiedział: Posyłam cię do potomków o hardej twarzy i upartym sercu - do takich właśnie Ja cię posyłam, a ty mów: Tak mówi wszechmocny PAN! A oni, czy zechcą słuchać, czy nie - ponieważ to zbuntowany ród - poznają, że prorok był pośród nich [Ez 2,4-5].

22 września, 2019

Apel z brzegu morskiego


Chociaż dzisiaj zaczęła się już jesień, to morska plaża wciąż przyciąga spacerowiczów. Lubimy wracać nad morze i przy szumie fal wpatrywać się w jego bezkres. Oglądam czasem fotografie z plaży w Gdańsku sprzed wojny, albo jeszcze starsze, i – o dziwo – wygląda ona tak samo jak dzisiaj. Owszem, ludzie na niej mają inne kostiumy kąpielowe, w tle widać inną zabudowę, ale linia brzegowa jest w tym samym miejscu i przez wieki się nie zmienia.

Od paru dni ciśnie mi się do głowy następujący  fragment Słowa Bożego: Czy nie ma u was bojaźni przede mną? - mówi Pan - i nie drżycie przed moim obliczem? Ja wytyczyłem morzu jako granicę piasek nadbrzeżny, wieczystą zaporę, której przebyć nie może, i choć się burzy, jednak jej nie przemoże, choć szumią jego fale, jednak jej nie mogą przekroczyć. Lecz ten lud ma serce krnąbrne i przekorne; odstąpili i odeszli. I nie pomyśleli w swoim sercu: Bójmy się Pana, naszego Boga, który daje w czasie właściwym zarówno deszcz wczesny, jak i późny, który nam zapewnia ustalone tygodnie żniwa. Wasze winy obaliły ten porządek, a wasze grzechy pozbawiły was dobrego, gdyż w moim ludzie są bezbożni, którzy rozstawiają sieci jak ptasznicy, zastawiają zgubne sidła, aby łapać ludzi [Jr 5,22-26].

Nasz Bóg i Pan, Jezus Chrystus poprzez Słowo Boże wytyczył dla nas niezmienne granice, o wiele trwalsze niż brzeg morski. Niebo i ziemia przeminą ale Słowa moje nie przeminą [Mt 24,35] - powiedział Pan. Uschła trawa, i kwiat opadł, ale Słowo Pana trwa na wieki. A jest to Słowo, które wam zostało zwiastowane [1Pt 1,24-25]. Tych granic trzeba nam się trzymać. Owszem, morze nieraz się burzy i wygląda jakby chciało popłynąć tam, gdzie wcześniej nie było, ale zaraz potem posłusznie wraca na swoje miejsce.

Nam też czasem przychodzi do głowy, aby zrobić coś, co wykracza poza granice Słowa Bożego. Współczesne mody, trendy i "przebudzenia" podburzają nas, abyśmy przestali tak ściśle trzymać się Biblii i poszli za duchem czasu. Niechże przemówi do nas głos Boży z jesiennej plaży: Morzu piaskiem wyznaczyłem granicę, odwieczny próg, którego nie przekroczy. Burzą się odmęty, ale nie przemogą, piętrzą się jego fale, lecz go nie przestąpią [BPzn.]. Wierzę, że i my nie ośmielimy się przestąpić progu, jakim jest dla nas odwieczna ewangelia Chrystusowa.

Chyba, że kusi nas, aby wywołać jakieś tsunami…

10 września, 2019

Co robisz ze "swoim" czasem?

Każdy z nas ma go tyle samo. Czas jest wartością, która zrównuje biedaka z bogaczem. Jeden i drugi ma dwadzieścia cztery godziny na dobę. Również wierzący i niewierzący, obydwaj dysponują taką samą ilością czasu. Jako słudzy Chrystusa wszakże nie możemy twierdzić, że czas jest naszą własnością. Należymy do Pana wraz ze wszystkim, co posiadamy. Albowiem nikt z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera; bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy; jeśli umieramy, dla Pana umieramy; przeto czy żyjemy, czy umieramy, Pańscy jesteśmy [Rz 14,7-8]. Jesteśmy szafarzami czasu danego nam przez Boga.

"Czas to pieniądz" – zwykło się też mawiać. Pracownik opłacany wg stawki godzinowej powinien pamiętać, że każda płatna godzina w pracy jest własnością jego pracodawcy. Zajmowanie się więc w czasie pracy czymkolwiek innym, np. rozmową z innymi pracownikami, telefonowaniem itd. – jest jakąś formą okradania pracodawcy. Podobnie chrześcijanin, który swobodnie i bez głębszego namysłu poświęca czas na własne zachcianki, pasje i rozrywki, nie bacząc na to, czego oczekuje od niego Pan,  nadużywa łaski Bożej i będzie musiał zdać z tego sprawę przed sądem Chrystusowym [zob. 2Ko 5,10].
 
Oto jak na tę sprawę patrzył uznany sługa Boży w XIX wieku, Charles Finney, wzywając ówczesnych wierzących do pokuty: "10. OBRABOWYWANIE BOGA. Wypadki, w których źle spędzałeś swój czas i zmarnowałeś całe godziny, które Bóg ci dał po to, aby Jemu służyć i zbawiać dusze, a ty spędziłeś je na nędznych jakichś rozrywkach, głupich rozmowach, czytając powieści – albo w ogóle nic nie robiąc! Wypadki, w których źle użyłeś twoich darów, twoich talentów i twoich władz umysłowych, gdy wyrzucałeś pieniądze na zaspokajanie pożądliwości, albo wydawałeś je na rzeczy niepotrzebne, które ani dla zdrowia twojego nie przynosiły pożytku, ani nawet dla jakiejś wygody. A może są tutaj obecni dziś wieczorem także tacy, którzy wydawali Boże pieniądze na TYTOŃ! W ogóle nie wspominam o wódce, ponieważ zakładam, że żaden wyznawca religii, będący tutaj dziś wieczorem, nie tknąłby się wódki! Ale mam nadzieję, że i takiego nie ma, który by używał tej wstrętnej trucizny, tytoniu! Czy jest do pomyślenia, aby wyznawca Słowa Bożego używał Bożych pieniędzy ku zatruwaniu samego siebie tytoniem?!" [fragment wykładu amerykańskiego kaznodziei Karola Finney,a (1792-1875), lidera tzw. "drugiego wielkiego przebudzenia", zamieszczonego w książce pt. Duchowe Przebudzenie, Warszawa 1969].

Czy należycie cenisz swój czas? W świetle Biblii wyraźnie widać, że chrześcijanin ma o wiele ważniejsze i lepsze rzeczy do zrobienia niż namiętne oglądanie filmów, rozczytywanie się w świeckiej literaturze, chodzenie na koncerty, eksperymentowanie w kuchni itd. Regularne poświęcanie całych godzin na granie, bieganie, pielęgnowanie urody, spacerowanie po mieście, zajmowanie się "uwielbianym" czworonogiem, eksplorowanie centrum handlowego bez konkretnego celu, to - niegodne sługi Bożego - bezpowrotne marnotrawienie czasu. Poza pracą zarobkową chrześcijanin regularnie potrzebuje przecież jeszcze mieć czas na czytanie Biblii, modlitwę, obowiązki domowe i rodzinne, rozmowę z najbliższymi, ewangelizowanie swojego otoczenia, niesienie pomocy potrzebującym i aktywność w zborze.

Zwracajcie zatem uwagę na własne postępowanie. Nie zachowujcie się jak niemądrzy. Żyjcie raczej jak ludzie mądrzy, którzy nie marnują najdrobniejszej chwili, szczególnie że przyszło nam żyć w trudnych czasach [Ef 5,15-16]. Amen.

28 sierpnia, 2019

Lekcja z Dalmanuty

Dzisiejsze czytanie Pisma Świętego zgodnie z tzw. "Zwycięskim Planem Czytania Biblii" przywołało mi moje dawne przemyślenia, zatytułowane "Lekcja z Dalmanuty" i opublikowane w kościelnym miesięczniku Chrześcijanin w listopadzie 1989 roku. Po trzydziestu latach temat okazuje się być wciąż aktualny...

Zaraz też wsiadł do łodzi z uczniami swoimi i przybył w okolice Dalmanuty. I wyszli faryzeusze, i zaczęli z nim rozprawiać, a wystawiając go na próbę, żądali od niego znaku z nieba. I westchnąwszy w duchu swoim rzekł: Czemu ten ród żąda znaku? Zaprawdę powiadam wam, że temu rodowi znak nie będzie dany. I opuścił ich, wsiadł do łodzi i przeprawił się na drugą stronę [Mk 8,10-13].

Czy marzyliście kiedyś o spędzeniu choćby kilku dni w towarzystwie kogoś sławnego i mądrego? Kogoś, kto zabrałby Was w różne atrakcyjne miejsca? Z kim każdy dzień byłby wspaniałą przygodą? Kimś takim był Jezus Chrystus dla swoich uczniów. Bo chociaż nie udał się z nimi na Daleki Wschód i nie wyruszył, aby odkryć Amerykę — to i tak dzięki Mistrzowi przeżywali rzeczy, o których marzy wielki świat. Każdy dzień przynosił nowe emocje. Każda zmiana miejsca służby była bardzo ekscytująca. Dobrze zapamiętali podróż z uciszeniem burzy na morzu. Pan wydał rozkaz żywiołom i te natychmiast poddały się Jego słowu. A potem popłynęli do krainy Gerazeńczyków, aby przeżyć kolejną przygodę. Nieobliczalny, z powodu opętania, człowiek wybiegł im naprzeciw. Lecz był to dzień jego uwolnienia! Demony musiały go zostawić, bo tak zażądał Pan. Później — dom przełożonego' synagogi. Żałoba. „Talita kumi” — rozległy się słowa ich Mistrza — i oto córka Jaira została wskrzeszona. Następnie cały szereg innych cudów. I byli właśnie po cudownym rozmnożeniu chleba, kiedy ich Pan podjął decyzję, że mają płynąć na drugi brzeg.

Niespodziewana podróż wzbudziła oczekiwanie nowej przygody. Podczas wiosłowania, wyobraźnia barwnie odpowiadała na pytanie o cel tej wyprawy. Dotarli w okolice Dalmanuty. Doszło do dyskusji z faryzeuszami, którzy w końcu zażądali od Jezusa znaku z nieba. To żądanie poruszyło do głębi Syna Bożego. Można się domyślać, że w tym momencie uczniowie spodziewali się ze strony Jezusa jakiegoś naprawdę fascynującego cudu. Należało przecież przekonać tych obłudnych faryzeuszy, kim jest ich Mistrz. Być może któryś z nich miał już gotową propozycję najbardziej wymownego znaku. Lecz właśnie w tym kulminacyjnym momencie ich pobytu w Dalmanucie Pan Jezus przerwał ten tok rozumowania i wbrew żądaniu faryzeuszy, odpowiedział, że znak nie będzie dany. Potem wsiadł do łodzi i odpłynął wraz z uczniami na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego.

Uczniowie mogli czuć rozczarowanie. Tyle trudu, wiosłowania, tyle nadziei, taka dobra okazja! I to wszystko po to, aby usłyszeć, że znaku nie będzie? Czyż miałby to być pierwszy, zmarnowany dzień z Jezusem? Pierwszy bezcelowy wyjazd? A może jednak Pan w ten sposób chciał ich czegoś nauczyć? Przecież On niczego nie robił bez celu. Zabrał ich wszystkich ze sobą. To mogło znaczyć, że chciał im wszystkim uświadomić coś ważnego. Dał wyraz temu, jak bardzo zabolało Go żądanie faryzeuszy. Bardzo konkretnie zareagował i zaraz odpłynął, a więc zadbał o to, aby jakieś inne przeżycie w tym samym miejscu nie zatarło wymowy tej lekcji w świadomości uczniów.

0 tak. Z całą pewnością ta wyprawa do Dalmanuty jest dla nas wszystkich, wierzących, ważną lekcją. Jeżeli chodzimy z Jezusem, to przeżyliśmy już wiele wspaniałych dni. Miały już miejsce w naszym życiu „wyjazdy” z cudami. Podczas różnych nabożeństw i wykładów, w modlitwie i osobistej lekturze Pisma Świętego zabierał nas już do różnych miejsc, gdzie objawiał siebie i ukazywał nam swoją moc. Były znaki i cuda! Teraz wziął nas w okolice Dalmanuty, aby udzielić nam kolejnej lekcji. A jest to lekcja ważna — przede wszystkim dlatego, że ciągle bardzo wiele spraw w naszym duchowym życiu i służbie jest uzależnionych właśnie od znaków i cudów. Oto przykłady:
- Boże, jeżeli naprawdę istniejesz, to ukaż mi jakiś znak.
- Ojcze, jeżeli mnie kochasz, to spraw, bym zdał egzamin. 
- Panie, jeżeli naprawdę chcesz, abym Ci służył, to potwierdź to błogosławieństwem materialnym.
- Panie, jeżeli Ty naprawdę nie życzysz sobie, abym związał się z tą świecką dziewczyną, to niech ta najładniejsza siostra ze zboru zacznie okazywać mi swoją sympatię.
  I pozornie wydaje się to właściwe, normalne a nawet pobożne. Zwróćmy jednak uwagę jak przerażająco podobnie brzmiały słowa kuszenia na pustyni: „Jeżeli jesteś Synem Bożym, to...”

Jak to się dzieje, że dzieci Boże podobnie zwracają się do Boga? Dlaczego prosimy Boga o znaki? Dlaczego ich żądamy? W odpowiedzi mówimy, że w chwilach kryzysu szukamy dowodów na istnienie Boga. Że chcemy się upewnić co do objawionej nam woli Bożej. Że chcemy umocnić naszą wiarę. W gruncie rzeczy jednak, żądając znaków, zawsze w jakiejś mierze wystawiamy Boga na próbę. Dlaczego ?! Dlaczego Jego Słowo, jasne objawienie zawarte w Biblii jest niewystarczające i chcemy znaku z nieba? Czy Chrystus ,nie wystarczy ? A cała zadziwiająco, różnorodna przyroda? Pewien autor napisał: „Ktoś prosił Boga o znak, a dzień po dniu słońce perliście wschodziło i purpurowo zachodziło. Każdej nocy gwiazdy zjawiały się w świetlistych korowodach. Każdego ranka spragniona trawa była mokra od rosy. Nie zawiodły zbiory zboża i grona winnego — lecz on nie widział żadnego znaku”.

O! Jest coś niewłaściwego w tym, że dziecko Boże żąda od Boga potwierdzeń! Jezus uświadamia uczniom w Dalmanucie, że nastawienie na cuda i znaki jest złe, a żądanie od Boga znaków zasmuca Go do głębi! Dlaczego? Ponieważ w ten sposób poddajemy w wątpliwość wiarygodność tego, co On powiedział. To tak jakby nasz partner żądał od nas „dowodu”, że go kochamy, chociaż wyraźnie mu to powiedzieliśmy. W ten sposób zakwestionowałby tylko swoją własną miłość, bo ta wszystkiemu wierzy i nie jest podejrzliwa. Bóg jest Duchem! Nie widzimy Go — to prawda! Ale czy jest to powód, aby Mu nie dowierzać? W tej sytuacji nasz niewidomy przyjaciel mógłby mieć uzasadnione wątpliwości co do naszego istnienia.

Bóg dał wszystkim ludziom jeden fundamentalny znak. Śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa! Jest to znak niepodważalny i wystarczający! Dając go skierował do nas swoje Słowo i chce abyśmy temu Słowu dali wiarę bez oglądania się na znaki i cuda! Dał jeden, niepowtarzalny znak aby ludzie uwierzyli i nie żądali ciągłego „doładowywania” wiary przez nowe znaki z nieba! Owszem, znaki i cuda pełnią w Bożym planie zbawienia ważną funkcję. Bóg czynił i czyni cuda! Cała Biblia pełna jest cudów. Towarzyszyły one zwiastowaniu ewangelii. Tak dzieje się, dzięki Bogu, i dzisiaj wszędzie tam, gdzie Słowo Boże głoszone jest w mocy Ducha Świętego. Cuda i znaki są bowiem magnesem, który przyciąga ludzi bliżej Chrystusa, aby mogli usłyszeć Jego Słowo, poznać Go i uwierzyć w Niego. Ale te znaki nie mogą być nośnikiem chrześcijańskiego życia. Nie spowodują nawrócenia [zob. Łk 16,27-31]. Nie będą budować biblijnej wiary, gdyż wiara jest przez Słowo Chrystusowe [Rz 10,17].

Istnieje ważna różnica pomiędzy żądaniem znaku od Boga, a otrzymaniem go z łaski. Bóg w swojej wspaniałomyślności może darować nam jakiś znak, ale nie powinniśmy go od Boga żądać! Prosta ilustracja. Na swoje urodziny zaprosiliśmy bogatego przyjaciela. Nie ma w tym nic dziwnego, że spodziewamy się prezentu. Ale żądanie tego prezentu od niego byłoby już czymś dalece nietaktownym. Bóg nas ukochał w swoim Synu i zapewnił nas o tym w swoim Słowie. Staliśmy się Jego przyjaciółmi. W związku z tym życie zorientowane na znaki, na ciągłe „prezenty” od Niego świadczy o naszej niedojrzałości duchowej. Czas wyrosnąć ż nastawienia na znaki — i wiarą, a nie oglądaniem, pielgrzymować! Czas na duchową dojrzałość podobną do tej, jaką okazali trzej młodzieńcy z Księgi Daniela. Czy nas Bóg zachowa, czy nie — to my, królu, twemu posągowi kłaniać się nie będziemy! [Dan 3]. Bóg może darować nam znak! Potwierdzić znowu to, co powiedział. Upewnić nas po raz kolejny, że nas kocha! Ale w Dalmanucie rozbrzmiewa głos: Nie zasmucajmy Pana żądaniem znaków!!! Syn Boży może nas znowu zabrać w podróż cudów, ale nie traćmy wiary, nie rezygnujmy ze służby, gdy nas zawiezie do Dalmanuty, gdzie na nasze oczekiwania i prośby odpowie, że tym razem znak nie będzie dany!

Każdy uczeń Pana musi znaleźć się w Dalmanucie, aby odebrać tę lekcję i na zawsze ją zapamiętać. Ma ona bowiem w życiu chrześcijańskim praktyczne znaczenie. Uczy nas właściwej postawy przed Bogiem. Przypomina, że On jest suwerennym Bogiem i niczego nie można od Niego żądać. Na niebezpiecznej drodze są ci, którzy o tym zapomnieli. Lekcja z Dalmanuty zdejmuje nas z duchowej „huśtawki” odczuć i przeżyć, stabilizuje nasze uczniostwo. W czasie takich lekcji zza cudów i znaków ukazuje się nam sam Bóg i na nowo odkrywamy wartość Słowa Bożego jako naszego fundamentu.

O! Jakie to błogosławieństwo wierzyć, trzymać się Pana niezależnie od różnych doznań i nastrojów! Być Tomaszem, który zrozumiał, że Jezus Chrystus — to wiarygodny Pan i Bóg, którego nie trzeba dotknąć, aby Mu wierzyć! Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, my zwiastujemy Chrystusa...! — ogłasza Święty Paweł.

Umiłowani w Chrystusie! Życzę wam wielu pobudzających przeżyć z Panem. Wielu cudownych podróży z Nim. Z całą pewnością będą one miały miejsce w waszym życiu. Ale zanim skończy się ta nasza wspólna podróż do Dalmanuty, chcę wezwać nas wszystkich do rozmowy z Panem, o tym, czego nas uczył. Prawdopodobnie potrzebujemy przeprosić Go za to, że zasmucaliśmy Go żądaniem znaków. Potrzebujemy wyznać, że chcemy Mu wierzyć na Słowo. Koniecznie powinniśmy podziękować Bogu za to, że On sam, a nie znaki i cuda, jest gwarancją i fundamentem naszej wiary.

13 sierpnia, 2019

Kojarzyć fakty i wyciągać wnioski

Dzisiaj w świetle Biblii przyjrzyjmy się otępiałości duchowej wielu wierzących w Boga ludzi. Poznanie Boga, dar wiary w Niego i godziny spędzone w modlitwie powinny skutkować naszą wielką wrażliwością na głos Boży. Lata czytania i słuchania Słowa Bożego stanowią solidną podstawę do rozumienia woli Bożej i właściwego odczytywania tego, co nas w życiu spotyka. Tymczasem wielu z nas wciąż sobie z tym nie radzi. Już w obliczu pierwszej lepszej trudności tracimy głowę i popadamy w konsternację. Gdy zaś spotyka nas nieszczęście, choroba lub cierpienie - to całkiem załamujemy się i zachowujemy jak ludzie, którzy w ogóle nie znają Boga.

Nikogo chyba tu nie pocieszę, gdy zauważę, że lud Boży Starego Przymierza też nie radził sobie ze zrozumieniem działania Bożego i wyciąganiem zeń właściwych wniosków. Nie chcieli chodzić Jego drogami i nie byli posłuszni Jego Prawu! Dlatego wylał na nich żar swego gniewu i dał im odczuć okrucieństwo wojny. Wokół Jakuba rozgorzała wojna, lecz on nie pojął dlaczego; ogień pożerał go zewsząd, lecz nie brał sobie tego do serca [Iz 42,24b-25].

Cokolwiek niektórzy współcześni chrześcijanie mówią o Bogu i jakkolwiek chcieliby Go postrzegać, Biblia objawia, że Bóg się gniewa. Żar gniewu Bożego i okrucieństwo wojny były w Izraelu konsekwencją ich nieposłuszeństwa Bogu. Bóg ma i zawsze będzie miał prawo robić, co chce i reagować, jak chce. Wszystkich, których miłuje, karci i smaga [Obj 3,19] i żadne nowoczesne  instrukcje tego nie zmienią. Nic dobrego nam nie przyniesie buntowanie się przeciwko Bożym metodom wychowawczym. On się do nas nie dostosuje.

Lepiej zrobimy więc, gdy w obliczu rozmaitych zdarzeń i zmieniających się okoliczności przestaniemy zajmować się ocenianiem Boga, a zajmiemy się kojarzeniem faktów z własnego życia i wyciąganiem mądrych wniosków. Skutek ma swoją przyczynę. Gdy jako dzieci Boże popełniamy grzech i nie pokutujemy, wiedzmy, że któregoś dnia będziemy musieli ponieść jego konsekwencje. Biblia mówi: Czy zdarza się w mieście nieszczęście, którego by Pan nie wywołał? [Am 3,6]. My jednak w swoim otępieniu duchowym zwykliśmy wszystkie przykrości przypisywać diabłu i nie przychodzi nam do głowy, aby w ich obliczu przemyśleć własne postępowanie.

Umiłowany i wybrany przez Boga lud Boży Starego Przymierza nie pojął dlaczego rozgorzała wokół niego walka. Ogień go pożerał, a on nie brał sobie tego do serca. A my? Czy potrafimy kojarzyć fakty i wyciągać wnioski? Jeżeli się tego nauczymy, to czasem w ogóle nie będziemy musieli ogłaszać alertu modlitewnego w kościele ani w Internecie. Wystarczy, że pójdziemy w zaciszne miejsce, zamkniemy za sobą drzwi i szczerze porozmawiamy z Ojcem.

11 sierpnia, 2019

Cecha ludzi mających Ducha

Obecność Ducha Świętego w zborze wyraża się jednością wierzących i ich trwaniem we wspólnocie. Bracia działający pod kierownictwem Ducha Świętego zawsze chronią zbór przed rozłamem. Sami nie odwracają się od swego domu duchowego i powstrzymują przed tym innych członków zboru. Owszem, każda społeczność chrześcijańska ma swoje mankamenty. Jednak nie usprawiedliwiają one oddzielania się od zboru. Duch Święty jest nam dany między innymi po to, abyśmy nie tylko sami przetrwali w zborze trudne chwile, ale też wspomagali w tym braci i siostry.

Jak więc patrzeć na ludzi, którzy od zboru odchodzą? Co myśleć o osobach, które stwierdzają, że zbór przestał się im podobać i wyruszają na poszukiwanie lepszego? Jak traktować braci, którzy po latach obdarzania ich zaufaniem, niespodziewanie robią zwrot i postanawiają założyć swój własny zbór? A co, jeżeli przy tym wyciągają z dotychczasowej wspólnoty część jej członków?
Oddzielający się od zboru ludzie zazwyczaj usprawiedliwiają swój krok pragnieniem pójścia dalej. Czasem, nie szczędząc słów krytyki mówią, że dotychczasowe miejsce przestało im wystarczać. Powołując się oczywiście na Słowo Boże robią na wielu ludziach bardzo pozytywne wrażenie. Kreują się na osoby duchowe mające wizję kościoła znaczenie lepszego i tak też w niewielkim środowisku biblijnego chrześcijaństwa są postrzegane.

Tymczasem Pismo Święte ma inny ogląd takich osób. Zaś wy, umiłowani, przypomnijcie sobie słowa wcześniej wypowiedziane wśród naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ponieważ wam mówili, że: W czasie ostatniego okresu będą szydercy, co chodzą według swych pragnień bezbożności. Tymi są ci, którzy sami się oddzielają, zmysłowi, nie mający Ducha [Jd 1,17-19 w przekładzie Nowej Biblii Gdańskiej].

Ludzie mający Ducha Chrystusowego pozostają lojalni względem braci i sióstr. Są wierni obranej drodze i stali w pełnieniu służby Bożej. Sami nigdy się od zboru nie oddzielają.  Uważajcie na samych siebie i na całe stado, w którym was Duch Święty ustanowił biskupami, abyście paśli kościół Boga, który on nabył własną krwią. Gdyż wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, które nie będą oszczędzać stada. Także spośród was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,28-30 w przekładzie Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej].

Rośnie liczba osób oddzielających się od zboru i pociągających innych chrześcijan za sobą w celu tworzenia nowej, lepszej wspólnoty. Bardzo często okazuje się nią być tzw. "kościół domowy". Biblia mówi, że są to ludzie nie mający Ducha Chrystusowego. Ci bowiem, których Duch Święty ustanowił starszymi, cechują się serdeczną troską o swój zbór. Miłują braci i siostry i się od nich nie oddzielają. Są z nimi zarówno w dniach dobrych, jak i w dniach złych. Jak nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie potrzebuję ciebie, albo głowa nogom: Nie potrzebuję was [1Ko 12m,21], tak i żaden z napełnionych Duchem Świętym braci od swoich towarzyszy wiary się nie odwraca. [mb]

01 sierpnia, 2019

18 lipca, 2019

Gdy nie można znaleźć w Biblii

W rocznicę ustanowienia dogmatu o nieomylności papieża


06 lipca, 2019

Podróżowanie w dniu Pańskim

Jutro niedziela - dzień Pański. Podobnie jak Izraelici w szabat, tak chrześcijanie w niedzielę cały czas  przeznaczają na fizyczny odpoczynek w społeczności z Bogiem i Jego ludem. Ten dzień w całości ma należeć do Pana. W niedzielę wszystko dedykujemy Jego chwale. Zgromadzamy się, by wspólnie uwielbić Ojca, Syna i Ducha Świętego, by okazać Bogu wdzięczność za wszystko, czym nas obdarzał w ciągu tygodnia. W dzień Pański wsłuchujemy się w to, co Duch mówi do zboru. W ten sposób mówimy Bogu i sobie nawzajem, że z całego serca miłujemy naszego Pana, że pragniemy lepiej Go poznać i pełnić Jego wolę.

Biblia mówi, że właściwe zachowanie w dniu Pańskim bardzo podoba się Bogu i zostanie przez Niego pobłogosławione. Jeśli powstrzymasz w szabat swe nogi, by nie załatwiać swych spraw w mój święty dzień, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, święty dzień Jahwe chwalebnym, jeśli go uczcisz przez odstąpienie od swych podróży, od załatwiania interesów i omawiania ich, wtedy znajdziesz u Jahwe upodobanie, powiodę cię ponad wyżyny ziemi... [Iz 58,13-14].

Jak widać z powyższego fragmentu Biblii, jedną z czynności niemiłych w oczach Pana jest podróżowanie w dzień Pański. Kto bowiem w niedzielę podróżuje, ten zazwyczaj nie tylko nie uczestniczy w nabożeństwie, lecz również nie skupia się na społeczności z Bogiem, ani nawet nie odpoczywa fizycznie. Planując więc regularną podróż na niedzielę, narażamy się na to, że zasmucimy Pana. Są oczywiście sytuacje wyjątkowe, wymuszające podróż w dniu Pańskim. Bóg widzi, co musimy zrobić w niedzielę. Wie też jednak, co moglibyśmy zrobić w innym dniu tygodnia, aby w posłuszeństwie Słowu Bożemu w dniu Pańskim nie załatwiać własnych spraw i nie odbywać podróży. Niechby nigdy nie zauważył, że posłuszeństwo Słowu Bożemu jest dla nas mniej ważne niż rozkład jazdy, własny komfort czy ludzkie oczekiwania.

Kto w tym świecie chce przestrzegać Słowa Bożego, ten nie tylko będzie napotykać na przeszkody ale też nieraz zauważy, że bagatelizowanie biblijnych wskazówek bardzo ułatwia życie. W niedzielę podróżuje się znacznie łatwiej, bo na drogach panuje mniejszy ruch. Załatwienie sprawy w niedzielę pozwala nie brać wolnego z pracy i więcej urlopu zachować na potem. Czy jednak takie korzyści można w życiu chrześcijanina nazwać błogosławieństwem? Błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go [Łk 11,28].

16 czerwca, 2019

Rola Ducha Świętego w życiu wierzącego i Kościoła

Jaka jest rola matki w narodzinach i wychowaniu dziecka? Jaka jest rola nauczyciela w edukacji ucznia? Jaka jest rola budowniczego przy wznoszeniu budowli? Kapitalna! Nie będzie dziecka bez matki. Nie ma nauki, gdy nie ma nauczyciela. Nie będzie budowli bez budowniczego. Podobnie ma się sprawa z rolą Ducha Świętego w życiu wierzącego i Kościoła. Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha — tym, co duchowe. Bo to, ku czemu dąży ciało, sprowadza się do śmierci, a to, ku czemu Duch — do życia i pokoju. Stąd cielesne dążenia są przeciwne Bogu. Nie poddają się one Prawu Boga, nawet nie są w stanie. Ci zaś, którzy są według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy natomiast nie jesteście w ciele, lecz w Duchu — jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Kto zaś nie ma Ducha Chrystusa, ten do Niego nie należy [Rz 8,5-9].

Bez Ducha Świętego nie ma ani pojedynczego chrześcijanina, ani Kościoła jako całości. Kwestię, jak otrzymujemy dar Ducha Świętego – pozostawmy odrębnym rozważaniom. Skoncentrujmy się na omówieniu roli Ducha Świętego, jaką pełni On w życiu wierzącego i Kościoła.

1. Duch Święty to moc do życia i służby.
Spójrzmy najpierw na przykład naszego Pana, Jezusa Chrystusa. A Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i był wodzony w mocy Ducha po pustyni, i przez czterdzieści dni kuszony przez diabła. […] I powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o nim rozeszła się po całej okolicznej krainie. On sam zaś nauczał w ich synagogach, sławiony przez wszystkich [Łk 4,1-2 i 14-15]. Dzięki napełnieniu Duchem Świętym Jezus miał moc zarówno do stawienia czoła pokuszeniom jak i do rozpoczętej służby. Wzięcie tej mocy nakazał Jezus swoim uczniom. Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi [Dz 1,8]. Bez mocy Ducha Świętego nie byli oni zdolni do bycia świadkami Jezusa.

Moc Ducha Świętego pozwala nam obfitować w nadzieję [Rz 15,13], wpływać na ludzi i krzewić ewangelię [Rz 15,18-19], omawiać z Bogiem duchowe tajemnice [1Ko 14,2], umacniać się wewnętrznie [Ef 3,16] itd.

2. Duch Święty to odwaga do głoszenia Słowa Bożego.
Słowo Boże jest niemile widziane w świeckim środowisku. Do niewierzących braci Jezus powiedział: Świat nie może was nienawidzić, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja świadczę o nim, że czyny jego są złe [J 7,7]. W reakcji na głoszone im przez Szczepana Słowo Boże, Żydzi wpadli we wściekłość i zgrzytali na niego zębami. On zaś, będąc pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej i rzekł: Oto widzę niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej. Oni zaś podnieśli wielki krzyk, zatkali uszy swoje i razem rzucili się na niego. A wypchnąwszy go poza miasto, kamienowali [Dz 7,54-58].

Dlatego widząc nadciągającą chmurę prześladowań z powodu głoszenia Słowa Bożego, pierwsi chrześcijanie zaczęli się modlić. A teraz, Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo twoje, gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby się działy znaki i cuda przez imię świętego Syna twego, Jezusa. A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże [Dz 4,29-31].

3. Duch Święty to Boże prowadzenie.
Bóg obiecał Izraelitom, że będzie ich prowadził. A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy usłyszą słowo odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie chodzić! [Iz 30,21]. I tak rzeczywiście przez jakiś czas było. Jak bydło, które schodzi w dolinę, tak ich prowadził Duch Pana do odpoczynku. Tak wiodłeś swój lud, aby sobie zapewnić sławne imię [Iz 63,14].

Również apostołowie byli prowadzeni przez Ducha Świętego. I przeszli przez frygijską i galacką krainę, ponieważ Duch Święty przeszkodził w głoszeniu Słowa Bożego w Azji. A gdy przyszli ku Mizji, chcieli pójść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im; minąwszy Mizję, doszli do Troady. I miał Paweł w nocy widzenie: Jakiś Macedończyk stał i prosił go, mówiąc: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam. Gdy tylko ujrzał to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii, wnioskując, iż nas Bóg powołał, abyśmy im zwiastowali dobrą nowinę [Dz 16,6-10]. Prowadzenie Ducha Świętego jest znakiem rozpoznawczym dzieci Bożych. Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi [Rz 8,14].

4. Duch Święty to przekonanie o usynowieniu przez Boga.
Od początku dziejów Kościoła istniało zjawisko duchowej pychy jednych i niskiej samooceny drugich, zwłaszcza wierzących z pogan. Zachodziła więc konieczność dodawania im otuchy. Przeto pamiętajcie o tym, że wy, niegdyś poganie w ciele, nazywani nieobrzezanymi przez tych, których nazywają obrzezanymi na skutek obrzezki, dokonanej ręką na ciele, byliście w tym czasie bez Chrystusa, dalecy od społeczności izraelskiej i obcy przymierzom, zawierającym obietnicę, nie mający nadziei i bez Boga na świecie. Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową [Ef 2,11-13]. Wy, którzy niegdyś byliście nie ludem, teraz jesteście ludem Bożym, dla was niegdyś nie było zmiłowania, ale teraz zmiłowania dostąpiliście [1Pt 2,10].

Tak pisali apostołowie do zborów. Jednakże ich świadectwo z oczywistych powodów dobiegało końca. Dlatego niezwykłej rangi nabrała stała obecność Ducha Świętego. Tylko dzięki Duchowi chrześcijanie mogli zachować przekonanie, że naprawdę są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy [Rz 8,15-16]. Napełnienie Duchem Świętym było Bożą pieczęcią dającą pewność zbawienia. W nim i wy, którzy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię zbawienia waszego, i uwierzyliście w niego, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym,  który jest rękojmią dziedzictwa naszego, aż nastąpi odkupienie własności Bożej, ku uwielbieniu chwały jego [Ef 1,13-14].

5. Duch Święty to gwarancja właściwej modlitwy.
Modlitwa chrześcijanina winna być zgodna z wolą Bożą. Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas [1J 5,14]. Źle umotywowana modlitwa nie może być przez Boga wysłuchana. Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności [Jk 4,3]. Dlatego apostołowie wzywali, by modlić się w Duchu Świętym. Ale wy, umiłowani, budujcie siebie samych w oparciu o najświętszą wiarę waszą, módlcie się w Duchu Świętym [Jd 1,20].

Któż lepiej niż Duch Święty może nas poprowadzić w modlitwie? Podobnie i Duch wspiera nas w niemocy naszej; nie wiemy bowiem, o co się modlić, jak należy, ale sam Duch wstawia się za nami w niewysłowionych westchnieniach. A Ten, który bada serca, wie, jaki jest zamysł Ducha, bo zgodnie z myślą Bożą wstawia się za świętymi. W przekładzie Biblii Ewangelicznej czytamy: Ten zaś, który bada serca, rozumie zamiary Ducha, gdyż wstawia się On za świętymi zgodnie z myślą Boga [Rz 8,26-27].

6. Duch Święty to możliwość nadnaturalnej posługi.
Życie chrześcijanina nie może ograniczać się do sfery naturalnej. Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi [2Ko 10,3-5]. Kto chciałby praktykować życie wiary jedynie w oparciu o swoje naturalnej zmysły, skazany jest na fiasko. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich [Ef 6,12].

Do duchowej walki potrzebne jest duchowe uzbrojenie. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się [Ef 6,13]. Niezwykłym wyposażeniem chrześcijanina są dary Ducha Świętego. A w każdym różnie przejawia się Duch ku wspólnemu pożytkowi. Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu, inny dar uzdrawiania w tym samym Duchu. Jeszcze inny dar czynienia cudów, inny dar proroctwa, inny dar rozróżniania duchów, inny różne rodzaje języków, inny wreszcie dar wykładania języków. Wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu poszczególnie, jak chce [1Ko 12,7-11].

7. Duch Święty to możliwość poznania oraz mówienia prawdy o Bogu i Jezusie Chrystusie.
Jak świat światem, ludzie wymyślali i mówili o Bogu nieprawdziwych rzeczy. Nie uniknął tego nawet naród wybrany. Wymyślili też synowie izraelscy rzeczy niewłaściwe o Panu, Bogu swoim [2Krl 17,9]. Wywody przyjaciół Joba na tyle rozgniewały Boga, że potrzebna im była modlitwa wstawiennicza tego sługi Bożego. A gdy Pan wypowiedział do Joba te słowa, odezwał się Pan do Elifaza z Temanu: Mój gniew zapłonął przeciwko tobie i przeciwko dwom twoim przyjaciołom, ponieważ nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job. Dlatego teraz weźcie sobie siedem byków i siedem baranów, idźcie do mojego sługi Joba i złóżcie je na ofiarę całopalną za siebie; a Job, mój sługa, będzie się modlił za was, gdyż tylko jego modlitwy wysłucham, by nie uczynić wam czegoś złego, gdyż nie mówiliście o mnie prawdy, jak mój sługa Job [Jb 42,7-8].

Bóg chce, abyśmy o Nim mówili prawdę, tak jak – na przykład - Jan Chrzciciel. A wielu do niego przychodziło i mówiło: Jan wprawdzie żadnego cudu nie uczynił, ale wszystko, cokolwiek Jan o nim powiedział, było prawdą [J 10,41]. Niestety, grzechu mówienia nieprawdy o Bogu dopuszczają się dziś nie tylko rozmaite religie ale nawet poszczególne wyznania chrześcijańskie. Ba, grzeszy tak przeciwko Bogu wielu kaznodziejów dowolnie interpretując treść Pisma Świętego i malując słuchaczom obraz Boga według swoich własnych wyobrażeń.

Dlatego nasz Pan, zanim odszedł do Ojca zapowiedział: Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko, co ma Ojciec, moje jest; dlatego rzekłem, że z mego weźmie i wam oznajmi [J 16,12-15]. Duch Święty jest ekspertem w dziedzinie poznania Boga. Bo któż z ludzi wie, kim jest człowiek, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest? Tak samo kim jest Bóg, nikt nie poznał, tylko Duch Boży [1Ko 2,11].

8. Duch Święty to poznanie przyszłości.
W zapowiadaniu przyszłych wydarzeń  nie chodzi o zaspokajanie naszej ciekawości. Bóg daje nam w ten sposób możliwość okazania dojrzałości duchowej. Poznanie przyszłości w przypadku Pawła apostoła było testem jego wierności w realizacji Bożych planów. I oto teraz, zniewolony przez Ducha, idę do Jerozolimy, nie wiedząc, co mnie tam spotka, prócz tego, o czym mnie Duch Święty w każdym mieście upewnia, że mnie czekają więzy i uciski [Dz 20,22-23]. Objawienie mu czekających go trudności z pewnością nie ułatwiało mu życia. A gdy przez dłuższy czas tam pozostawaliśmy, nadszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabus, i przyszedłszy do nas, wziął pas Pawła, związał sobie nogi i ręce i rzekł: To mówi Duch Święty: Męża, do którego ten pas należy, tak oto zwiążą Żydzi w Jerozolimie i wydadzą w ręce pogan. A gdy to usłyszeliśmy, prosiliśmy zarówno my, jak i miejscowi, aby nie szedł do Jerozolimy [Dz 21,10-12].

To był dla apostoła Pawła poważny test. Zwłaszcza, że i głosy towarzyszy wiary zaczęły odwodzić go od posłuszeństwa woli Bożej. Wtedy Paweł odrzekł: Co czynicie, płacząc i rozdzierając serce moje? Ja przecież gotów jestem nie tylko dać się związać, lecz i umrzeć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa. A gdy się nie dał nakłonić, daliśmy spokój i powiedzieliśmy: Niech się dzieje wola Pańska [Dz 21,13-14].

Dzisiaj również, gdy Duch Święty zapowiada prześladowania i ucisk z powodu wiary w Chrystusa, możemy rozminąć się z wolą Bożą, dążąc do ich uniknięcia. Niechcący, mogą nam w tym pomagać rozmaite organizacje monitorujące zjawisko prześladowań. Tymczasem Duch Święty nie po to objawia nam trudną przyszłość. Gdy Słowo Boże mówi, że wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą [2Tm 3,12], to mówi nie po to, abyśmy zaprzestali pobożności. Wprost przeciwnie, Bóg chce zobaczyć, że nawet w obliczu wielkich prześladowań pozostaniemy wierni Chrystusowi i tym bardziej będziemy trwać w wierze.

9. Duch Święty to wspomaganie Kościoła.
Wspomaganie to dziś zjawisko powszechne. Brak wspomagania grozi przeciążeniem, utratą sił i fiaskiem. Tak jest i w świecie duchowym. Psalmista napisał: Oczy moje wznoszę ku górom: Skąd nadejdzie mi pomoc? Pomoc moja jest od Pana, który uczynił niebo i ziemię [Ps 121,1-2]. Bóg jest ucieczką i siłą naszą, pomocą w utrapieniach najpewniejszą [Ps 46,2]. Nawet apostoł Paweł potrzebował pomocy. Wiem bowiem, że przez modlitwę waszą i pomoc Ducha Jezusa Chrystusa wyjdzie mi to ku wybawieniu [Flp 1,19].

Wspomaganiem Kościoła od samego zarania jego dziejów zajmuje się Duch Święty. Tymczasem kościół, budując się i żyjąc w bojaźni Pańskiej, cieszył się pokojem po całej Judei, Galilei i Samarii, i wspomagany przez Ducha Świętego, pomnażał się [Dz 9,31]. Który zbór chrześcijański jest w stanie przetrwać bez Jego pomocy?

10. Duch Święty to żywe oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa.
Związek Chrystusa i Kościoła został w Biblii przyrównany do relacji Oblubieńca i Oblubienicy. Zabiegam bowiem o was z gorliwością Bożą; albowiem zaręczyłem was z jednym mężem, aby stawić przed Chrystusem dziewicę czystą [2Ko 11,2]. Duch Święty z ramienia Chrystusa Pana pełni rolę Opiekuna Kościoła. Jedną z żywotnych potrzeb Kościoła jako Oblubienicy Chrystusa jest podtrzymanie w chrześcijanach odświeżanej wciąż na nowo myśli o przyjściu Oblubieńca. I wszędzie tam, gdzie Duch Święty jest obecny, to pragnienie można słyszeć. A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! [Obj 22,17].

Wymieniliśmy niektóre aspekty kapitalnej roli Ducha Świętego w życiu zarówno pojedynczego wierzącego, jak  i Kościoła jako całości. Bez wątpienia każdy z nas potrzebuje napełnienia Duchem Świętym. Bracia i Siostry! Nie zlekceważcie tej myśli, ale dbajcie o to, aby Duch mógł was stale napełniać [Ef 5,18].

09 czerwca, 2019

Przestańmy zasmucać Ducha Świętego

Przeciwieństwem dobrego nastroju jest smutek. Jakim zachowaniem ludzie nas zasmucają? Gdy - na przykład - poprosili nas o radę, a potem ją całkowicie ignorują. Gdy z racji roli kierowniczej określiliśmy cele i wyznaczyliśmy zadania, a ludzie myślą i robią całkiem inaczej. Gdy potrzebującym przynieśliśmy w prezencie odpowiednie narzędzia, a oni nie okazują zainteresowania by z nich skorzystać. Gdy komuś potrzebującemu uzupełnienia wiedzy przyszliśmy udzielić korepetycji, a on w ogóle się nie pojawił.

Tak ma Duch Święty z wieloma współczesnymi chrześcijanami. Biblia mówi, że jest On Opiekunem i Duchem Prawdy. Duch Święty określa i przekonuje, co jest grzechem, na czym polega sprawiedliwość i sąd Boży. Przyszedł wprowadzić wierzących w głębsze poznanie. Jest dla chrześcijan przewodnikiem. Ma dla nich dary umożliwiające im skuteczność w działaniu. A oni? Żyją i działają po swojemu.

Jak zachowujemy się w chwilach, gdy jesteśmy zasmuceni? Wycofujemy się. Milkniemy. Gaśnie w nas entuzjazm i chęć do działania na rzecz osób, które nas zasmuciły. Niechciani usuwamy się z ich życia. A Duch Święty?

Dzisiaj, jak corocznie w tym czasie, mamy święto Zesłania Ducha Świętego. Śpiewamy piękne pieśni o Duchu Świętym. Wygłaszamy kazania o Duchu Świętym. Lecz jakże często brakuje nam w tym obecności Ducha Świętego! Przyczyna? - Duch Święty jest zasmucony. Nie zasmucajcie też Bożego Ducha Świętego, którym was opieczętowano na dzień odkupienia [Ef 4,30]. Duch Święty jest Bogiem. Jako Bóg nie podlega żadnym naciskom. Działa, jak sam chce. Jest świętą Osobą. Jako Osoba może być zasmucony.

Chcemy mocy Ducha Świętego? Chcemy świeżego powiewu Ducha Świętego? Pragniemy Jego obecności? To przestańmy zasmucać Ducha Świętego. Tak w zaistniałych okolicznościach najlepiej wyrazimy naszą wdzięczność za Zesłanie Ducha Świętego. Trzeba nam pokuty. Zasmućmy się nad sobą. Zapłaczmy nad swoimi grzechami, a przestaniemy zasmucać Ducha Świętego.

Tutaj można już również posłuchać tego poselstwa Słowa Bożego.

20 maja, 2019

Nieprzebaczalność braku przebaczenia

Od wczorajszego poranka chodzą mi po głowie nowe myśli na temat wartości przebaczenia w oczach Bożych. Myślę, że powodem, dla którego biblijny król Dawid został nazwany "mężem według serca Bożego" była właśnie jego wspaniałomyślność w przebaczaniu. Saul wielokrotnie chciał go zabić, a Dawid płakał na jego pogrzebie. Absalom zbuntował się i przejął władzę w Izraelu, a jego ojciec Dawid - pomimo wygnania - wciąż chciał ocalić mu skórę.

Początkowe rozdziały Drugiej Księgi Samuela opowiadają o kolejnych aktach wspaniałomyślności króla Dawida względem jego przeciwników. Takimi ludźmi niewątpliwie był wojownik Abner oraz Iszboszet pretendujący do tronu po śmierci króla Saula, jego ojca. Jednakże Dawid był nastawiony na przebaczenie i pojednanie. Gdy Abner w towarzystwie dwudziestu osobistości przybył do Dawida do Hebronu, Dawid wyprawił ucztę dla niego i dla tych, którzy z nim przybyli [2Sm 3,20]. Również potomek króla Saula był przez Dawida życzliwie traktowany. Dawid nie żywił żadnej urazy do swoich winowajców. Dobrze znał Boga i upodobnił się do Niego, gdyż On jest hojny w odpuszczaniu [Iz 55,7].

Zaobserwowałem, że gniew Dawida wzbudzali nie jego właśni winowajcy, lecz ci, którzy - pomimo dawanego im przykładu - nie potrafili wybaczyć i w szukaniu zemsty starali się dopiąć swego. Widać to w zachowaniu Dawida, gdy jego wojownicy Joab i Abiszaj zabili Abnera [2Sm 3,28-30]. Również gdy nadgorliwcy w trosce o jego powodzenie, Baana i Rekab, przynieśli mu głowę Iszboszeta, Dawid postąpił wobec nich jak najsurowiej. Na podstawie tej historii można nawet powiedzieć, że Dawid nie chciał śmierci tych, którzy zgrzeszyli przeciwko niemu. Uśmiercał natomiast ludzi ziejących zemstą i nie potrafiących odpuścić.

Gdy przynieśli głowę Isz-Boszeta do Dawida do Hebronu, powiedzieli królowi: Oto głowa Isz-Boszeta, syna Saula, twojego wroga, królu, człowieka, który próbował cię zabić. PAN jednak zsyła dziś mojemu panu, królowi, czas pomsty na Saulu i jego potomstwie. A Dawid odpowiedział Rekabowi i jego bratu Baanie, synom Rimmona Beerotczyka: Jak żyje PAN, który wykupił mnie z wszelkiej niedoli, że tego, który mi doniósł o śmierci Saula — a był przekonany, że przyniósł mi dobrą nowinę — kazałem w Siklag pojmać i pozbawić życia. Tak mu wynagrodziłem jego dobrą wiadomość. Czy tym bardziej teraz, gdy wy, niegodziwi ludzie, zabiliście niewinnego człowieka w jego domu, na jego łóżku, nie powinienem pociągnąć was do odpowiedzialności za przelaną krew i usunąć was z ziemi? Po tych słowach Dawid rozkazał swoim wojownikom, aby ich zabili, obcięli im ręce i nogi i powiesili przy stawie w Hebronie [2Sm 4,8-12].

Słowo Boże naucza, że Bóg ma upodobanie w ludziach podobnych do Syna Bożego, który w męce krzyżowej prosił: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią [Łk 23,34]. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią [Mt 5,7] powiedział wcześniej w Kazaniu na Górze. Nie tylko własnym winowajcom powinniśmy chętnie przebaczać, ale również osobom, które zawiniły wobec innych osób. Jeżeli nie stać nas na taką wspaniałomyślność, to musimy liczyć się z tym, że spotka nas surowsza kara. Nad tym, kto nie okazał miłosierdzia, odbywa się sąd bez miłosierdzia [Jk 2,13].

Dawid chętnie odpuścił swoim winowajcom, surowo natomiast ukarał ludzi, którzy przebaczyć nie chcieli. W ten sposób dobrze wpisał się w myśl Bożą. A gdy stoicie i modlicie się, przebaczajcie, jeśli macie coś przeciwko komuś, aby i wasz Ojciec, który jest w niebie, przebaczył wam wasze wykroczenia. Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści waszych wykroczeń [Mk 11,25].

Jaki z tego wniosek? Boga nie tyle gniewają moje osobiste grzechy i upadki, co bardziej widoczny we mnie brak gotowości do przebaczania innym ludziom. Nieprzejednane serce jest Mu obce. Jeżeli chcę jak Dawid być człowiekiem według serca Bożego - to trzeba mi się nauczyć chętnie przebaczać ludziom. Nawet tym, którzy nie zawinili bezpośrednio przeciwko mnie.

15 maja, 2019

Warto wrócić!

Czytając dzisiaj Pismo Święte natrafiłem na wzmiankę o potomkach Szeli, najmłodszego syna Judy. Niewiele o nich wiemy, ale Biblia przybliża kilka szczegółów na ich temat. Joasz i Saraf, którzy ożenili się w Moabie, ale powrócili do Betlejem. To są dawne wydarzenia. Byli oni garncarzami i mieszkali w Netaim oraz w Gederze. Wykonując prace dla króla, mieszkali przy nim [1Krn 4,22-23 w przekładzie Biblii Poznańskiej].

Po pierwsze, o Joaszu i Sarafie wiadomo, że ożenili się w Moabie, ale powrócili do Betlejem. Żeniaczka z kobietami z obcych narodów była dla Izraelitów wykroczeniem przeciwko Prawu. Bardzo źle skończył król Salomon, który - jak czytamy - pokochał wiele kobiet cudzoziemskich[1Krl 11,1], między innymi Moabitki. Dwaj synowie Noemi żeniąc się w Moabie tam pomarli i już nie wrócili do ziemi judzkiej. Joasz i Saraf popełnili ten sam błąd. Najwidoczniej po przeniesieniu się do Moabu odnieśli jakiś sukces, bo inne przekłady Biblii mówią nawet, że panowali w Moabie. Powodzenie potomków Judy w Moabie nie trwało jednak długo. Nie mogło trwać, bowiem każdy człowiek, który osiąga coś w życiu za cenę złamania zasad Słowa Bożego, musi się liczyć z tym, że jego sukces nie będzie trwały. Bóg najwidoczniej okazał wielką łaskę Joaszowi i Sarafowi. Pomimo ich emigracji matrymonialnej, powrócili do Betlejem.

Tak niestety bywa i dzisiaj z nami, że w swoich planach i dążeniach zapędzamy się gdzieś poza granice Słowa Bożego. Bóg dał nam miejsce na ziemi i wszystko, co jest potrzebne do życia i pobożności, a my szukamy czegoś lepszego. Chwilowo wydaje się nam nawet, że zrobiliśmy dobrze. Cieszymy się swoim nowym miejscem zamieszkania, nową wspólnotą kościelną, nowym gronem towarzyskim, lecz ma to charakter przejściowy. Kto pochodzi z "Betlejem" nie będzie się miał dobrze w "Moabie", nawet jeśli przez jakiś czas czuje się tam jak pan. Na szczęście Bóg w Chrystusie Jezusie jest dla nas łaskawy i nie tylko pozwala nam powrócić, ale serdecznie nas przyjmuje.

Po drugie - jak przeczytałem - Joasz i Saraf dostali się na dwór królewski. Byli garncarzami, którzy w wyniku wykonywania prac na rzecz króla stali się poniekąd jego domownikami. Byli oni garncarzami i mieszkali przy królu w Netaim i Gedera, wykonując zlecone im przez króla prace [1Krn 4,23 w przekładzie Biblii Ewangelicznej]. Nie mogli lepiej trafić. Powrót do ziemi judzkiej okazał się dobrą decyzją.

Również i my, gdy decydujemy się wrócić do miejsca, które wyznaczył nam Pan, możemy liczyć na to, że Bóg przywróci nas do służby i zacznie znowu dawać nam zadania do wykonania. Mało tego. Przyjmie nas i uzna za swoich domowników. Tak więc nie jesteście już obcymi, przybyszami, lecz współobywatelami świętych i domownikami Boga [Ef 2,19]. Czyż coś lepszego może się nam przydarzyć? Dlatego warto wrócić. Nie ma sensu dalej błąkać się gdzieś po "Moabie" nawet jeśli wydaje sie nam, że tam panujemy. Trzeba nam wrócić do kraju, do zboru, do swoich sprawdzonych przyjaciół, do porzuconej służby Bogu, do życia na Jego chwałę.

To, co Biblia mówi o Joaszu i Sarafie - To są dawne wydarzenia - jak głosi zacytowany na wstępie święty tekst. A jednak dawne dzieje są wspaniałą wskazówką dla nas, którzy żyjemy tutaj i teraz. Wszystko bowiem, co przedtem napisano, ku naszej nauce napisano, abyśmy przez cierpliwość i pociechę z Pism mieli nadzieję [Rz 15,4].

13 maja, 2019

Motu Proprio? A Biblia nie wystarczyła?

Podobnie jak większość Polaków, również i ja jestem wzburzony faktami ujawnionymi w filmie braci Sekielskich pt. "Tylko nie mów nikomu". Z bólem w sercu myślę o wielu skrzywdzonych dzieciach, których trauma - jak widać - pomimo upływu wielu lat wciąż trwa. Jeszcze bardziej boli mnie podejście do problemu osób, które mogą skutecznie, i które zdecydowanie powinny temu złu się przeciwstawić. Dlaczego ci ludzie w obliczu tak karygodnego zachowania nie tylko pozostawali bierni, ale nawet je ukrywali?

Dowiedziałem się dziś z wypowiedzi prymasa Wojciecha Polaka, że teraz będzie już dobrze, bo duchowni otrzymali najnowszy dekret papieża Franciszka Motu Proprio (łac. z własnej inicjatywy). "Jest to niezwykle ważny dokument, dzięki któremu wszystkie dotychczasowe wytyczne stają się jednolitym prawem obowiązującym w Kościele katolickim na całym świecie. […] Chciałbym podziękować Ojcu Świętemu za ten bardzo konkretny wyraz troski o Kościół, który nie jest tylko szczególną zachętą, ale daje konkretne narzędzia do bardzo praktycznego działania, które będą musiały być podjęte" - powiedział prymas (źródło: Onet Religia).

Jestem zdumiony. Przecież od zawsze mamy Pismo Święte, które nie tylko nazywa grzech po imieniu ale też wyraźnie poucza, jak od naszych grzechów możemy być zbawieni. Mało tego, udziela również konkretnych wskazówek, co mamy robić dowiadując się o grzechu popełnianym przez innych chrześcijan. Bracia, jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy jesteście duchowi, poprawiajcie takiego w duchu łagodności. Uważajcie przy tym na siebie, abyście wy nie ulegli pokusie [Ga 6,1]. Chrześcijanom nie wolno biernie przypatrywać się upadkom współwyznawców. Są zobowiązani do podejmowania konkretnych kroków.

Samo zaistnienie grzechu nawet w środowisku kościelnym nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem, bo Biblia mówi, że wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej [Rz 3,23]. Apostoł Paweł oburzył się jednak, dowiadując się, że w jednym ze zborów jawny grzech akceptowano. Słyszy się powszechnie o nierządzie między wami i to takim nierządzie, jakiego nie ma nawet pośród pogan: Oto ktoś żyje z żoną swego ojca! Czym tu się szczycić?! Powinniście raczej zapłakać i usunąć ze swego grona osobę, która tak postępuje. Ja, nieobecny ciałem, obecny tylko duchem, już ją osądziłem, tak jakbym był pośród was. Otóż gdy się zgromadzicie w imieniu naszego Pana Jezusa Chrystusa — i mój duch będzie przy was wraz z mocą naszego Pana Jezusa — wydajcie tę osobę szatanowi, niech zguba dotknie jej ciała, aby duch był uratowany, gdy zjawi się nasz Pan. Wasza pewność siebie jest niezdrowa. Czy nie wiecie, że odrobina zakwasu odmienia stan całego ciasta? [1Ko 5,1-6].

Klasycznym pouczeniem, jak prawidłowo reagować na grzech, są słowa Jezusa, w których widać troskę również o dobro samego grzesznika. Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i uświadom mu to w osobistej rozmowie. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś swojego brata. Jeśli jednak nie posłucha, udaj się do niego ponownie, tym razem z jeszcze jedną lub dwiema osobami, aby każda sprawa opierała się na zeznaniach dwóch lub trzech świadków. Jeśli i w tym przypadku nie posłucha, przedstaw sprawę wspólnocie kościoła. A jeśli kościoła nie posłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik [Mt 18,15-17].

Bóg też wie, że są ludzie zdolni do oczerniania i składania fałszywych zeznań, na co szczególnie narażeni bywają przywódcy kościoła. Coraz łatwiej jest przypiąć człowiekowi złą łatkę i odebrać mu dobre imię. Dlatego Biblia mówi: Przeciw starszemu nie przyjmuj oskarżeń, chyba że są oparte na zeznaniach dwóch lub trzech świadków [1Tm 5,19]. Jeżeli wszakże czyjś grzech zostanie poświadczony przez kolejne osoby, napominanie go staje się obowiązkiem duszpasterza. Tych, którzy grzeszą upominaj wobec wszystkich, aby i pozostali się bali [1Tm 5,20].

Jak widać, Pismo Święte nie pozostawia nas bezradnymi w sytuacji pojawienia się grzechu. Czytając je, dobrze wiemy, jak dostąpić usprawiedliwienia i oczyszczenia z grzechów. Mamy też pełną jasność, jak powinna wyglądać nasza reakcja na grzech zaobserwowany u innych chrześcijan. Nie potrzebujemy żadnych dodatkowych dekretów ani instrukcji, bo one nie mają mocy odradzania ludzkich serc. Szczęśliwi są raczej ci, którzy słuchają Słowa Bożego i stosują je [Łk 11,28]. Mamy Biblię, a ona całkowicie wystarcza. Wierzymy, że Pismo Święte - Biblia - jest Słowem Bożym, nieomylnym i natchnionym przez Ducha Świętego, i stanowi jedyną normę wiary i życia.

12 maja, 2019

My im też nie jesteśmy na rękę

Kto uważnie czyta Biblię, ten wie, że Bóg chce, abyśmy służyli Mu nie angażując się w realizację pomysłów ludzi bezbożnych. Lud Boży nie powinien też nastawiać się na wsparcie ze strony świata. Oczywiście, Bóg dla dobra swoich dzieci może posłużyć się także ludźmi niewierzącymi, ale chrześcijanie nie powinni sercem wiązać się z nimi poprzez zabieganie o ich pomoc, ani też od tej ich ewentualnej pomocy nie powinni się uzależniać.

Gdy swego czasu król judzki sprzymierzył się z odstępczym królem izraelskim i dał się wciągnąć we wspólną wyprawę wojenną, dostał za to poważne napomnienie. Tymczasem Jehoszafat, król Judy, wrócił do siebie, do Jerozolimy, cało. Wówczas wyszedł mu naprzeciw Jehu, syn Chananiego, jasnowidz, i zwrócił się do króla Jehoszafata w ten sposób: Czy musiałeś pomagać bezbożnemu i dochowywać wierności tym, którzy nienawidzą PANA? Wzbudziłeś tym przeciw sobie oburzenie PANA! [2Kn 19,1-2].

Bardzo ważnym głosem w tym temacie jest postawa przywódców odbudowy świątyni po niewoli babilońskiej. A gdy wrogowie Judy i Beniamina usłyszeli, że wygnańcy odbudowują przybytek PANU, Bogu Izraela, przybyli do Zorobabela oraz do naczelników rodów i zaproponowali: Pozwólcie, że będziemy budować razem z wami, ponieważ podobnie jak wy czcimy waszego Boga i my także składamy Mu ofiary od czasów Asarchaddona, króla Asyrii, który nas tutaj sprowadził. Zorobabel jednak, Jeszua i pozostali naczelnicy rodów Izraela odpowiedzieli: Właściwie nic nas z sobą nie łączy na tyle, byśmy mieli wspólnie budować świątynię dla naszego Boga. My sami chcemy budować ją dla PANA, Boga Izraela [Ezd 4,1-3].

Podczas dzisiejszego czytania Biblii zobaczyłem, że i sami ludzie nie należący do ludu Bożego, nie chcą współpracować z prawdziwymi sługami Bożymi. A książęta filistyńscy ciągnęli setkami i tysiącami, a Dawid i jego ludzie ciągnęli na końcu z Akiszem. Książęta filistyńscy zapytali: Po co tutaj ci Hebrajczycy? Akisz odpowiedział książętom filistyńskim: Czyż to nie jest Dawid, sługa Saula, króla Izraela, który był przy mnie przez te dni, nawet przez te lata, a nie znalazłem w nim żadnej winy od tego dnia, kiedy zbiegł do mnie, aż po dziś dzień? Lecz książęta filistyńscy rozgniewali się i powiedzieli mu: Odpraw tego człowieka i niech wróci do swego miejsca, które mu wyznaczyłeś. Niech nie idzie z nami do bitwy, aby w czasie walki nie stał się naszym przeciwnikiem [1Sm 29,2-4]. Może i zwykli wojownicy chcieliby towarzystwa Dawida, ale ich książęta uznali go za personę non grata.

Jaki z tego wniosek? Ludzie odrodzeni duchowo i żyjący na co dzień z Jezusem powinni wykonywać dzieła Boże bez wchodzenia w związki i sojusze ze światem. Mamy kierownictwo Ducha Świętego, aby wiedzieć co, gdzie, kiedy i jak należy robić. Mamy też Wszechmogącego Pana, który potrafi zaspokoić wszelkie nasze potrzeby i wyposażyć nas odpowiednio do zleconych nam przez Niego zadań. Przestańcie wprzęgać się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż za towarzystwo sprawiedliwości z bezprawiem? Co za wspólnota światła i ciemności? Co za harmonia między Chrystusem a Beliarem? Gdzie część wspólna wierzącego z niewierzącym? Jaka zgoda między przybytkiem Boga a bóstwami? [2Ko 6,14-16]. Przypadek z Dawidem uświadamia nam, że ludziom bezbożnym faktycznie nasza obecność też nie jest na rękę. Gdybyście byli ze świata, świat kochałby was jako swoją własność; ponieważ jednak nie jesteście ze świata, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi [J 15,19] - powiedział Jezus.

Niedawno przeczytałem gdzieś na FB kilka luźnych myśli uczestnika pewnej głośnej konferencji chrześcijańskiej. Był podekscytowany, więc sformułował parę wniosków i podzielił się nimi ze znajomymi. Dowiedział się na tej konferencji między innymi tego, że "jeżeli ktoś nie ma w świecie przyjaciół, to znaczy, że nie jest naśladowcą Chrystusa". Jak to skomentować? Najlepiej słowami samej Biblii: Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga [Jk 4,4].

Posłuszeństwo Słowu Bożemu w poruszonej tu kwestii ma swoją cenę. Czasem już sam brak zaproszenia do współpracy może osoby niezaproszone na tyle poirytować, że zaczną występować przeciwko nam. Coś takiego zdarzyło się biblijnemu Jefcie. Potem zebrali się Efraimici, ruszyli na północ i rzekli do Jefty: Dlaczego wyruszyłeś na wojnę z Ammonitami a nas nie wezwałeś, abyśmy z tobą poszli? Toteż spalimy twój dom razem z tobą [Sdz 12,1]. Skąd w nich aż tak silna niechęć? To już temat na inne rozważanie...

10 maja, 2019

Po co starsi ludzie w kościele?

W trakcie przygotowywania wykładu początkowych wersetów Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza, naszła mnie silna myśl o potrzebie utrzymywania wielopokoleniowego charakteru wspólnoty chrześcijańskiej. W kulturze Zachodu od dawna obserwujemy dążenie młodych ludzi do jak najszybszego oddzielania się i zamieszkiwania na własną rękę, z dala od rodziców. Również w środowiskach chrześcijańskich rośnie moda na dobieranie się w grupach rówieśniczych. W obrębie lokalnych społeczności powstają 'kościoły' dziecięce, młodzieżowe, akademickie lub skupiające ludzi np. o określonym stylu życia. Tymczasem chrześcijanin na każdym etapie swojego rozwoju i służby bardzo potrzebuje bliskiego towarzystwa braci i sióstr w różnym wieku. Pomiędzy ludźmi wierzącymi zróżnicowanymi wiekowo, ale i społecznie, z racji wspólnoty wiary w Chrystusa wytwarza się silna więź duchowa, która dla wszystkich ma niebagatelne znaczenie.

Zobaczmy to na przykładzie relacji, jakie łączyły apostoła Pawła z jego duchowym synem, Tymoteuszem. Pod względem wieku różnili się może tylko o niecałe dwadzieścia lat, lecz pod względem poznania Boga i doświadczenia w służbie, Paweł był dla Tymoteusza - jak dobry ojciec - prawdziwym autorytetem. Tymoteusz u boku apostoła Pawła uczył się posługi duchowej i nabierał pojęcia o tym, jak ma wyglądać chrześcijańskie życie w różnych jego aspektach. Zżyli się przy tym ze sobą do tego stopnia, że gdy nadeszła chwila rozstania, Tymoteusz nie był w stanie powstrzymać łez. Nawet tak zahartowany sługa Boży, jak Paweł, nie ukrywał tęsknoty za wzajemnym spotkaniem. Pragnę cię zobaczyć. Nie mogę zapomnieć twoich łez. Tęsknię więc za radością spotkania z tobą [2Tm 1,4]. Postaraj się przyjść do mnie jak najszybciej [2Tm 4,9] - pisał do Tymoteusza z Rzymu.

'Ojciec' Paweł nie cieszył się, że jego duchowy potomek został w Efezie wreszcie na swoim. Umiłowany syn Tymoteusz nie cieszył się, że ojca poniosło gdzieś na krańce świata i nie będzie się już wtrącał w jego nowoczesne metody prowadzenia kościoła. Wprost przeciwnie. Pragnęli razem służyć Bogu, czerpiąc od siebie nawzajem mądrość, zbudowanie i zachętę. Pamiętam ile dla mnie znaczył czas spędzany ze starszymi ode mnie w wierze braćmi z Gdańska. Chwil, gdy jako młodzieniec mogłem rozmawiać z sędziwym już wtedy pastorem Sergiuszem Waszkiewiczem, zrównoważonym i serdecznym Bolesławem Kudzinem, czy też płomiennym kaznodzieją Janem Krauze - tych chwil nie da się przecenić. Chłonąłem ich mądrość życiową, oddanie sprawie Bożej i prostotę. Chciałem jak oni służyć Chrystusowi Panu. Z drugiej strony, gdy jako dwudziestokilkuletni duszpasterz trafiłem do wiejskiego zboru składającego się niemal z samych wiekowych już braci i sióstr, widziałem radość na ich twarzach, że młody kaznodzieja z Gdańska zechciał do nich przyjechać na głęboką wieś, by im służyć. Młodzi chrześcijanie potrzebują starszych, a starsi młodych.

Dlaczego dzisiaj w wielu miejscach powstają zbory grupujące niemal wyłącznie ludzi młodych? Przecież nie dlatego, że młodzi bracia i siostry w Chrystusie uznali starsze osoby za niepotrzebne we wspólnocie Kościoła. W coś takiego nie mógłbym uwierzyć. Może więc dlatego, że gdzieś w rozpędzie życia i chęci szybkiego spełnienia najlepszych swoich marzeń o kościele, niektórym młodym liderom zabrakło świadomości, jakim skarbem wspólnoty chrześcijańskiej są starsi wiekiem i stażem członkowie zboru? Może gdzieś uleciało ich uwadze, że oddzielając się w celu zbudowania kościoła na miarę XXI wieku, niechcący sprawili przykrość braciom i siostrom służącym Bogu od czasów minionego stulecia?

Nie chcę powiedzieć, że zbór młodzieżowy to jakieś zło w kościele. Chcę jednakże w imieniu starszych osób poprosić młodych wiekiem wierzących, abyście nie zostawiali nas sobie samym, bo - jak Paweł Tymoteusza - tak my pragniemy widywać się z wami. Chcemy cieszyć się waszym zbawieniem i waszymi osiągnięciami w pracy dla Pana, ale też - przynajmniej od czasu do czasu - byłoby nam miło zobaczyć, że i wy cenicie sobie nasze towarzystwo. Potrzebujemy siebie nawzajem. Trzeba nam zadbać o utrzymanie wielopokoleniowego charakteru zboru. Trzeba tak organizować codzienne życie i działalność wspólnoty, aby dobrze się w niej czuły osoby z każdej grupy wiekowej.

Po co nam dzieci i młodzież w kościele? Aby starsi wiekiem chrześcijanie mieli komu przekazać  najlepszą swą wiedzę i doświadczenie w pracy Pańskiej. Aby sędziwi bracia cieszyli się widokiem dorastających następców w służbie. Aby wkładali na nich ręce i błogosławili świeżość ich podejścia do każdej dziedziny działalności Kościoła. Po co nam starsi ludzie w kościele? Ażeby nam mówić, że źle się ubieramy albo może marudzić, że za głośno gramy? Z pewnością nie po to, chociaż czasem i takie uwagi zdarzy się nam usłyszeć. Przede wszystkim wszakże potrzebujemy możliwie często i blisko przebywać w towarzystwie siwych głów po to, aby ochronić siebie samych przed duchową pychą i złudzeniem, że jakoby dopiero od nas zaczynał się w kraju kościół dobrze pojmowany i na czasie. Starsi ludzie w kościele są nam potrzebni, bo ich obecność umożliwia młodszym ćwiczenie się w uległości, do czego wzywa przecież Słowo Boże. Sędziwi chrześcijanie mają też być beneficjentami braterskiej troski i miłości młodszych wiekiem i stażem naśladowców Chrystusa.

Jako starszy już wiekiem chrześcijanin proszę: Nie zostawiajcie nas samych. Nie wyjeżdżajcie wciąż na konferencje i rozmaite imprezy, których coraz więcej w różnych częściach kraju. Bądźcie z nami na niedzielnym nabożeństwie. Ono może jest mniej atrakcyjne pod względem muzycznym i merytorycznym niż konferencja, na która jesteście zaproszeni, ale przecież i tutaj jest z nami Pan Jezus w Duchu Świętym. Nie zostawiajcie nas wciąż w ostatnią noc roku, byśmy w gronie starszych osób wchodzili w Nowy Rok. Pragniemy takie chwile przeżywać razem z wami. Pokażmy światu, że zbór chrześcijański funkcjonuje tak, jak kochająca się rodzina, w której czas z rodzicami lub dziadkami jest nie tylko wartościowy ale i piękny, a czas z dziećmi i wnukami to najsłodsze chwile, jakie mogą nam się zdarzyć pod słońcem.

Pisząc powyższe słowa dostałem e-mailową reklamę ze znamiennym  hasłem: "Siwe włosy to już przeszłość". Nieprawda. W kościele siwe włosy zawsze będą mile widziane i na czasie.

04 maja, 2019

Jesteś, kim jesteś tutaj i teraz!

O klasie człowieka świadczy jego zachowanie. Lecz nie jakieś tam jego czyny sprzed lat, a to, jak się zachowuje tutaj i teraz. Znam ludzi, którzy opowiadają niezwykłe historie ze swojego życia i w szczegółach malują barwny obraz samego siebie. Najczęściej jednak albo miało to miejsce przed laty, albo działo się na tyle daleko, że słuchacze nie mają jak upewnić się o prawdziwości przedstawianych im wydarzeń. Zresztą nawet nie odczuwają takiej potrzeby, bo charyzmatyczny mówca opowiada o sobie tak sugestywnie i na tyle przekonująco, że nawet nie przychodzi im do głowy, aby sprawdzać zgodność jego słów z rzeczywistością. Tak narodził się niejeden mit wielkiego podróżnika, ewangelisty, misjonarza, uzdrowiciela itp.

Naszła mnie dziś taka refleksja, bo czytając rankiem Biblię natrafiłem na niecodzienne, bardzo nietypowe wyznanie apostoła Pawła: Gdybym bowiem chciał się chlubić, nie byłbym głupi, bo powiedziałbym prawdę. Powstrzymuje się jednak, aby ktoś nie myślał o mnie ponad to, jakim mnie widzi albo co ode mnie słyszy [2Ko 12,6]. Ów sługa Jezusa Chrystusa miał do opowiedzenia wiele prawdziwych historii z własnego życia. Potrafił jednak opanować tę ciągotkę i nie zajmował ludziom czasu prezentowaniem samego siebie.

Zarówno w oczach Bożych jak i w zborze Pańskim liczy się to, kim jesteśmy tutaj i teraz. Jaką korzyść mają ludzie z opowieści o cudownych uzdrowieniach, jeśli ich bohater przed chwilą przyjął kolejną dawkę lekarstwa i po nabożeństwie umawia się na wizytę do miejscowego lekarza? Jaką wartość ma świadectwo o umartwianiu Duchem spraw ciała, gdy jego autor po nabożeństwie do granic nieprzyzwoitości folguje sobie za stołem któregoś z jego słuchaczy? Można przedstawić ludziom wiele interesujących i budujących historyjek na swój temat, a oni i tak będą potem chcieli zobaczyć, jakimi jesteśmy z bliska.

Przekonuje mnie postawa apostolska. Wolę, aby ktoś nie przykładał do mnie miary nie odpowiadającej temu, co u mnie widzi lub co ode mnie słyszy, i nie łączył mnie z nadzwyczajnością objawień, jak to jest oddane w przekładzie Biblii Ewangelicznej. Faktycznie jestem, kim jestem tutaj i teraz, a nie kimś z opowieści, zwłaszcza jeśli miałyby to być opowieści mojego własnego autorstwa.

26 kwietnia, 2019

Koszty łączenia miłości z dyscypliną

Czytałem dziś w Biblii opowieść o tym, jak swego czasu Izraelici dyscyplinowali jedno z ich plemion za niegodziwość, którego się w nim dopuszczono. Końcowe rozdziały Księgi Sędziów opisują skomplikowany proces wymierzania kary Beniaminitom przez ich współbraci, zapoczątkowany wspólną naradą. W Izraelu dopuszczono się bowiem wielkiej niegodziwości, haniebnego czynu! A teraz wy wszyscy synowie Izraela, dajcie sobie odpowiedź i radę, jak w związku z tym postąpić. Wtedy cały lud powstał jak jeden mąż: Nikt z nas nie pójdzie do swojego namiotu i nikt nie wróci do swojego domu - postanowili. - Postąpimy tak: Ruszymy na Gibeę za wskazaniem losu [Sdz 20,6-9].

Troska o sprawiedliwość i ład społeczny w szeregach synów Izraela okazała się niełatwym zadaniem. Beniaminici nie tylko nie chcieli się ukorzyć, ale stanęli do walki. Dwukrotnie pobili braci z innych plemion, którzy odważyli się ich dyscyplinować. Koszty tej operacji okazały się bardzo wysokie. Tysiące osób poniosło śmierć. Jednakże - o, dziwo! - ostatecznie ukarane plemię Beniamina natychmiast stało się w Izraelu obiektem empatii. Żałowali więc potomkowie Izraela swojego brata Beniamina. Powtarzali: Dzisiaj zostało odcięte jedno plemię od Izraela. Co zrobimy dla tych pozostałych? [Sdz 21,6-7]. Wszystkim zależało na tym, aby Beniaminici nadal należeli do społeczności izraelskiej. Znowu zaczęli się więc naradzać, tym razem w celu ułatwienia im powrotu do normalnych relacji. I naprawdę pomogli potomkom Beniamina ponownie włączyć się w życie narodu.

Ostra reakcja na zaistniałe zło była jak najbardziej stosowna. Niemniej ważne i zasadne było okazanie miłości. Takich postaw Bóg oczekuje również w Kościele. Miłość i dyscyplina mają iść w parze, z jednej strony chroniąc zbór od zepsucia, a z drugiej od bezdusznej surowości. Dobrym przykładem służy nam postawa apostoła Pawła względem apostoła Piotra. Gdy jednak Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się przeciwstawiłem, dlatego, że zawinił. Otóż zanim pojawiły sie osoby z otoczenia Jakuba, jadał razem z poganami. Po ich przybyciu natomiast zaczął ich unikać z obawy przed zwolennikami obrzezania. W tej dwulicowości dołączyli do nich również inni Żydzi. Nawet Barnaba dał się wciągnąć w ich obłudę. Gdy zauważyłem, że postępują niewłaściwie, wbrew prawdzie dobrej nowiny, powiedziałem do Kefasa wobec wszystkich: Jeśli ty, będąc Żydem, żyjesz również po pogańsku, a nie tylko po żydowsku, to dlaczego zmuszasz pogan do życia wyłącznie po żydowsku? [Ga 2,11-14]. Kto czyta Biblię, ten wie, że zaistniałe napięcie nie zaważyło jednak na ich dalszych relacjach braterskich i nie ustawiło ich przeciwko sobie.

Miłość do braci w Chrystusie nieraz nakazuje nam zająć stanowisko, które w pierwszym odczuciu może być zrozumiane jako brak miłości. Napominanie nigdy przecież nie jest przyjemne i rodzi naturalny sprzeciw. Wszakże zaniechanie dyscypliny w imię miłości byłoby błędem prawdziwym. Izraelici słusznie zrobili, że przystąpili do dyscyplinowania plemienia Beniamina. Rodzice słusznie robią, gdy kochając swoje dziecko, z bólem serca poddają je dyscyplinie, jednocześnie zapewniając je o swojej miłości. Sama dyscyplina mogłaby uśmiercić je emocjonalnie. Sama miłość, bez dyscypliny, stałaby się pożywką dla ich egoizmu, nieposłuszeństwa Bogu i niewiary.

Mądrzy kochający rodzice dyscyplinują swe dzieci nie bacząc, że na ich wdzięczność trzeba będzie poczekać nawet kilkadziesiąt lat. Prawdziwi bracia i siostry w Chrystusie reagują na zaobserwowane w kościele zło, chociaż wiedzą, że trzeba będzie za to słono zapłacić, bo nikt nie lubi być napominanym. Nie zrażają się tym jednak i nadal szukają dobra dla tych, którym się przeciwstawili...