16 kwietnia, 2024

Ujemny skutek zaspokojenia

Gdy w naszym życiu pojawia się niedostatek, to całkiem normalnym i słusznym wydaje się dążenie do jak najszybszego usunięcia powstałego braku. Gdy ogarnia nas jakieś silne pragnienie, to gotowi jesteśmy wszystko zrobić, aby tylko czym prędzej je zaspokoić. Nie lubimy żyć na tzw. głodzie. Ale uwaga! Nastawienie chrześcijanina na pilne spełnienie fizycznych bądź psychicznych pragnień, niesie ze sobą także swego rodzaju niebezpieczeństwo. Polega ono na osłabianiu duszy.

Posłużmy się prostą ilustracją. Wychowywanie dziecka i kształtowanie jego charakteru polega między innymi na tym, że nie zawsze i nie od razu dostaje ono wszystko, czego tylko zapragnie. Mądrzy rodzice wiedzą, że dla dobra dziecka na przyszłość potrzeba, by teraz całkiem obeszło się smakiem, a przynajmniej trochę zaczekało na spełnienie zachcianki. Służy to hartowaniu jego ducha. Przecież w dorosłym życiu wielokrotnie zderzy się potem z przykrą rzeczywistością, że nie zawsze możemy mieć to, co byśmy chcieli. Umiejętnie więc czasem odmawiając, lub zapowiadając spełnienie prośby w przyszłości, pozytywnie wpływamy na zrównoważony rozwój dziecka, czyniąc je silniejszym psychicznie. 

Natknąłem się na tę prawdę w trakcie dzisiejszego czasu z Biblią. Psalm 106 opisuje szereg sytuacji, w których Bóg na różne sposoby postępował z Izraelitami, aby uformować z nich swój naród wybrany. Jedną z nich jest intrygująca reakcja Boga na ich żądanie mięsa. Zapałali żądzą na pustyni i wystawili tam Boga na próbę. Wówczas dał im to, czego pożądali, posłał jednak również słabość na ich dusze [Ps 106,14-15]. Dostali to, co chcieli ale coś przy tym stracili. Może i mieli chwilową satysfakcję z zaspokojenia żądzy, ale jednocześnie ponieśli szkodę, bo zachowali się niegodnie. Niby dzięki tej uczcie nabrali sił fizycznych, lecz duchowo zostali osłabieni. 

Nie wszystkie przekłady Pisma Świętego tę myśl uwypuklają. Część tłumaczy nie zauważa skutków duchowych owego fizycznego zaspokojenia. Dał im czego pragnęli, ale zesłał na na nich chorobę [KUL]. Uczynił zadość ich żądaniu, lecz zesłał na nich zarazę [BT]. Dał im, czego żądali, tyle, że aż chorowali z przesytu [BW]. Na szczęście niektóre wydania Biblii ukazują i to, co podczas tamtej uczty stało się z duszami Izraelitów. I dał im czego żądali, lecz zesłał na ich dusze wycieńczenie [UBG]. Dał im to, czego chcieli i posłał wątłość na ich dusze [SNP dosł.].

Czego uczy mnie ten szczegół z wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej? Że nastawienie na zaspokojenie fizycznych pragnień i pożądliwości, może mi się odbić duchową czkawką. Że karmiąc moją cielesność i dbając o zadowolenie naturalnych zmysłów, łatwo mogę doznać uszczerbku na duszy. Nie chcę cielesnych uciech kosztem słabości duchowej. Bo cóż za korzyść odniósł człowiek, który zdobył cały świat, jeśli utracił własną duszę? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? [Mt 16,26].

15 kwietnia, 2024

Czy potrzebujemy przynależności do lokalnego zboru Kościoła?

W świetle nauki Nowego Testamentu i wielowiekowych doświadczeń Kościoła jest jasne, że ludzie narodzeni na nowo grupują się i trzymają się razem. Robili tak i nadal robią z następujących powodów:

  • Jedność wspólnie wyznawanej wiary w Jezusa Chrystusa oraz fascynacja osobą Zbawiciela pociąga nas ku sobie wzajemnie i prowadzi do miejscowej wspólnoty Kościoła.
  • Wspólnota celów i zadań wynikających z wiary w Boga i pragnienie lepszego wypełnienia roli, jaką Bóg zlecił wierzącym na tym świecie, wymaga współpracy i jednoczenia wysiłków.
  • Zagrożenie ze strony wrogiego duchowo świata każe chrześcijanom żyć blisko siebie, aby się wspierać i wzajemnie ochraniać.
  • Powszechnie występująca wśród ludzi wszystkich pokoleń psychiczna potrzeba przynależności do jakiegoś gremium społecznego sprawia, że ludzie odrodzeni z Ducha Świętego, nie chcąc już zasiadać w świeckich kręgach,  pragną przynależności do ludzi duchowo im bliskich.
  • W stronę przynależności do zorganizowanego zboru prowadzą nas także praktyczne względy społeczne i prawne. Zbór bowiem może zapewnić swoim członkom ochronę prawną, umożliwić pożyteczną i szeroką działalność, służyć  posługą duszpasterską i niezbędną pomocą w tragicznych chwilach życia a także udzielić chrztu, usłużyć przy ślubowaniu małżeńskim czy pogrzebie.

Oczywiście, powyższe względy nie wszystkich przekonują do formalnej przynależności do zboru, podobnie zresztą jak nie wszyscy zakochani są przekonani, że należy wstępować w związek małżeński. Są tacy, którzy wolą luźne związki i wprawdzie żyją razem, tyle że bez prawnych zobowiązań.

Jakkolwiek potrzeba przynależności do zboru wydaje się oczywista pod względem społecznym, prawnym i emocjonalnym, to jednak pozostaje pytanie, czy jest ona konieczna także w świetle nauki biblijnej. Zanim sięgniemy do świętego tekstu zechciejmy jeszcze zauważyć, że Biblia niekoniecznie do końca dobitnie wypowiada się co do pewnych postaw i czynności, a jednak nie mamy wątpliwości, że są one słuszne i zgodne z wolą Bożą, bowiem Bóg już w akcie stworzenia wpisał je w naszą mentalność. Na przykład Biblia nie nakazuje, ani nie zabrania mężowi wręczać ukochanej żonie bukietu kwiatów, a jednak czyniąc tak mąż nie ma wątpliwości, że robi słusznie, chociaż literalnie rzecz biorąc, nie może powiedzieć, że robi biblijnie. Niemniej jednak Słowo Boże daje wyraźne świadectwo, że zbór, czyli określone grono jego członków, jest bliskie Jego sercu i stanowi obiekt Jego szczególnej troski i błogosławieństwa na ziemi. 

Zbór to wspólnota
Niektórzy mają taki stosunek do zboru jakby za każdym razem był on jedynie jednorazowym zgromadzeniem ludzi wierzących, którzy akurat tej niedzieli spotkali się w jednym miejscu, by oddać chwałę Bogu i posłuchać Słowa Bożego. Nowotestamentowy zbór nie może jednak być pojmowany w ten sposób. Wierzący zgromadzeni w kaplicy nie są jak pasażerowie autobusu albo konsumenci w barze, którzy chociaż w danej chwili znajdują się w tym samym miejscu i robią mniej więcej to samo, to jednak nie mają cech wspólnoty (wtedy nikogo to nie dziwi, że co chwila ktoś wchodzi, ktoś wychodzi i wcale nie musi tego tłumaczyć pozostałym gościom baru czy pasażerom autobusu). Wspólnota nie polega tylko na tym, że co jakiś czas ludzie znajdą się w tym samym pomieszczeniu. Owszem, wspólnota zgromadza się, może nawet wynająć autobus i odbyć wspólną podróż albo pójść razem do restauracji, ale charakter tego będzie już zgoła inny, bo wszyscy będą to robić razem, w sposób zorganizowany.

Zbór to wspólnota, a więc jej członkowie są ze sobą mocno związani. Wystarczy przyjrzeć się pierwszym zborom nowotestamentowym, aby mieć poprawny obraz tego, na czym ma polegać społeczność chrześcijan.

  • Byli razem, wszystko mieli wspólne, interesowali się wzajemnymi potrzebami i zaspokajali je, codziennie brali udział w publicznych zgromadzeniach a także spotykali się po domach (Dz 2,44-47),
  • ożywiał ich jeden duch i te same uczucia, nie było między nimi nikogo, kto by cierpiał niedostatek (Dz 4,32-35),
  • wspólnie wysyłali i przyjmowali posłańców z określoną misją (Dz 15,3-4),
  • mieli obowiązek rozsądzania swoich wewnętrznych spraw (1Ko 5,12-13),
  • w obrębie zboru posiadali swoje autorytety (1Ko 6,4),
  • jako zbór otrzymywali zarządzenia apostolskie (1Ko 7,17; 16,1),
  • mieli  określone zwyczaje (1Ko 11,16),
  • zgromadzali się (1Ko 11,18),
  • przesyłali sobie nawzajem zborowe pozdrowienia (1Ko 16,19),
  • udzielali innym zborom pomocy pieniężnej  (2Ko 11,8).
Takie i inne działania wymagają zażyłego, bliskiego i oddanego współdziałania grupy ludzi. Takiej relacji międzyludzkiej nie osiąga się tylko przez to, że przebywa się (choćby nawet regularnie) w jednym pomieszczeniu. Coś takiego na stałe jest możliwe tylko w ramach zboru, bowiem zbór - to zorganizowana społeczność ludzi, którzy z racji wiary w Chrystusa Pana są otwarci na innych, zainteresowani sobą nawzajem, gotowi i zdolni do wspólnych przedsięwzięć pod przewodnictwem starszych zboru.

Zbór jest adresatem Słowa Bożego i środowiskiem działania Ducha Świętego 
Większość ksiąg Nowego Testamentu jest zaadresowana do konkretnych zborów względnie do ich przywódców. Zmartwychwstały Pan Jezus Chrystus kieruje w Księdze Objawienia listy do siedmiu zborów (Obj 1,4.11). Duch Święty udzielał swoich darów w środowisku zborowym (1Ko 14) i przemawiał do zborów. Biblia wzywa: „Kto ma uszy niechaj słucha co Duch mówi do zborów” (Obj 2,7.11.17.29; 3,6.13.22). Przy końcu Biblii znajdujemy następujące stwierdzenie: „Ja, Jezus, wysłałem anioła mego, by poświadczał wam to w zborach. Jam jest korzeń i ród Dawidowy, gwiazda jasna poranna” (Dz 22,16).

Zbór składał się z konkretnych członków i określonej ich liczby
Już w dzień Pięćdziesiątnicy było jasne z ilu osób składa się pierwszy zbór chrześcijański (Dz 2,41). Odnotowywano liczebny rozwój zboru (Dz 2,47; 4,4; 6,7; 16,5). Było wiadomo kto należał do grona członków zboru, skoro można było prześladować i tępić zbór (Dz 8,1-3), oraz targnąć się na nich  i ich gnębić (Dz 12,1). Jak wynika z powyższych fragmentów Słowa Bożego, dotyczyło to konkretnych mężczyzn i niewiast, a nie ogólnej, bezimiennej grupy. Musiało być wiadomo, kto jest w zborze, a kto jest poza zborem (Dz 5,11-14; 1Ko 5,1-2; Kol 4,5; 1Ts 4,12; 3Jn 10).

Zbory były zorganizowane w określony sposób
Apostołowie rozsyłali do zborów zarządzenia odnośnie prawidłowej nauki (Dz 15,22-32), sposobu zbierania pieniędzy (1Ko 16,1), używania darów Ducha Świętego (1Ko 14,1-25), porządku podczas nabożeństwa (1Ko 14,26-40) a także dawali wskazówki personalne (Flm). Wyznaczali w zborach starszych (Dz 14,23) porządkowali życie zborów (Tt 1,5), pouczali przywódców zborów w różnych praktycznych sprawach (1Tm 5), spotykali się ze starszymi zboru (Dz 20,17-38) i z całym zborem (Dz 14,27). Zbory miały swoich starszych (Dz 11,30), nauczycieli i proroków (Dz 13,1), diakonów i diakonise (Rz 16,1; Flp 1,1) a nawet gospodarzy (Rz 16,23). To wszystko nie byłoby możliwe, gdyby zbory były skupiskiem nieokreślonych bliżej, za każdym razem trochę innych osób. Tylko grono stałych członków zboru, stanowiących trzon jego działalności, pozwalało na takie uporządkowanie i zorganizowanie pracy Pańskiej.

Czy potrzebujemy formalnej przynależności do zboru?
Wczesne chrześcijaństwo z pewnością miało swoje praktyczne formy ustalania członkostwa w zborach, tak jak i dzisiejszy Kościół ze względów praktycznych nie może obyć się bez podstawowych rozwiązań formalnych w tym względzie, jednak nie formalne członkostwo jest podstawową kwestią w omawianej sprawie. Potrzebujemy rzeczywistej, a nie formalnej, przynależności do zboru. Nic nam po takich wierzących, którzy dopełnili formalności i to wszystko. Zbór to ludzie oddający siebie samych Bogu jako ożywionych z martwych, gotowych do wszelkiego dobrego dzieła, wrażliwych na potrzeby otoczenia, domyślnych i chętnych. I generalnie rzecz biorąc, tacy ludzie nie mają problemów ze sprawą formalnego członkostwa. Przychodzą do starszych zboru, zgłaszają chęć przyłączenia się do zboru i bez problemów włączają się w przyjęty w danym zborze porządek rzeczy. Są jednak i tacy (nie wiem czy nie ma ich coraz więcej?), którzy wprawdzie są widoczni w zborze ale dystansują się od formalnego członkostwa. Pozostają więc gośćmi zboru, a nie jego domownikami. I dopóki nie uporządkują tej sprawy, nie mogą być potraktowani we zborze jako swoi, jako gospodarze, opierając się tylko na tym, że długo już do zboru przychodzą. Podobnie zresztą jak dziewczyna nie może być uznana za żonę tylko dlatego, że już długo spotyka się ze swoim „ukochanym” chłopakiem, jeżeli nie chce zawrzeć z nim formalnego związku małżeńskiego.

Przywileje i obowiązki wynikające z przynależności do zboru
Niektórzy chrześcijanie nawet nie zdają sobie sprawy jak wiele tracą pozostając przez lata poza strukturą jakiegokolwiek zboru, albo chorobliwie broniąc w ten sposób swojej źle pojętej niezależności, albo bagatelizując tę sprawę i odkładając ją na potem. Wprawdzie każdy z nas z łatwością może wymienić szereg przywilejów i obowiązków członka zboru, ale pozwólcie, że wymienię przynajmniej niektóre z nich. 

Przywileje:
  • ochrona duchowa przed dowolnymi wpływami sił ciemności na nasze życie
  • prawo do opieki i posługi duchowej
  • pomoc w sytuacjach rzeczywistej potrzeby
  • prawo do dyscypliny duchowej
  • optymalne warunki do rozwoju osobistego w sferze intelektualnej, społecznej i emocjonalnej
  • przyjazny kontekst dla osobistych przeżyć z Bogiem
Obowiązki:
  • dbanie o dobre imię Zboru
  • udział w nabożeństwach zborowych
  • czynne uczestniczenie w życiu zborowym (zainteresowanie i angażowanie się w to, co Zbór organizuje)
  • współodpowiedzialność w zaspokajaniu materialnych potrzeb Zboru.
Ograniczę się do podkreślenia jednej tylko korzyści duchowej, a mianowicie bycia w obrębie Bożej owczarni, co daje wierzącemu stały dostęp do duchowego pokarmu i napoju oraz chroni go przed dowolnymi atakami diabła. W Psalmie 34,8 czytamy, że „Anioł Pański zakłada obóz wokół tych, którzy się go boją i ratuje ich”. Gdy apostoł Paweł pisze o wykluczeniu ze zboru, o usunięciu z grona zborowego zatwardziałego grzesznika poucza: „Oddajcie takiego szatanowi na zatracenia ciała, aby duch był zbawiony w dzień Pański” (1Ko 5,5). Pan Jezus w swoim nauczaniu porównywał grono swoich uczniów do tego co jest wewnątrz, a o wszystkich innych mówił, że są na zewnątrz. Ostrzegał, że synowie Królestwa mogą znaleźć się na zewnątrz (Mt 8,12) i że tym, którzy są na zewnątrz z wiadomego powodu naukę podaje się w podobieństwach (Mk 4,11). W Objawieniu czytamy, że błogosławieni, którzy mogli wejść przez bramy do miasta, bo na zewnątrz są psy i czarownicy, i wszetecznicy, i zabójcy, i bałwochwalcy, i wszyscy, którzy miłują kłamstwo i czynią je (22,14-15).

Z powyższych tekstów Słowa Bożego nasuwa się wniosek, że każdy chrześcijanin powinien dążyć do tego, by znaleźć się wewnątrz, jak najbliżej Pana, w społeczności Jego ludu. Tak jak przed nocą, zimnem, deszczem i różnym niebezpieczeństwem staramy się schronić wewnątrz mieszkania, tak chrześcijanin powinien zadbać o to, by duchowo schronić się przed duchowymi zagrożeniami ze strony świata. Jestem przekonanym, że związek z Chrystusem i pragnienie ukrycia się w Nim wyrażamy poprzez pozytywny stosunek do Jego zboru. Być w Chrystusie, to normalnie rzecz biorąc, należeć do zboru Pańskiego, nawet jeśli z powodu choroby, odległości itp. nasz udział w codziennym życiu zboru będzie bardzo ograniczony.

W świetle powyższego należy się spodziewać, że po przeżyciu duchowego odrodzenia i przyjęciu chrztu wiary każdy chrześcijanin zgłosi chęć przyłączenia się do lokalnego zboru Kościoła, aby zostać otoczonym stosowną troską duszpasterską i aby mieć prawidłowe warunki do duchowego rozwoju oraz życia na chwałę Bogu.

12 kwietnia, 2024

O co chodzi z tym braniem krzyża?

Krzyż w domu modlitwy stale przypomina nam o tym
Jest trochę chrześcijańskich pojęć, w rozumieniu których dość powszechnie rozmijamy się z prawdą. Należy do nich między innymi pojmowanie krzyża. „Kogo Bóg miłuje, temu krzyża nie żałuje” – mawiają ludzie, myśląc, że krzyżem należy nazywać cierpienia i przeciwności losu człowieka na ziemi. To prawda, że krzyż, jako narzędzie okrutnego sposobu uśmiercania pospolitych przestępców, od czasu ukrzyżowania Jezusa Chrystusa stał się ogólnie synonimem męki. Jednak w świetle Biblii widać, że idea krzyża ma inne znaczenie w duchowej rzeczywistości i bynajmniej nie chodzi w nim o fizyczną lub psychiczną męczarnię.

Prawdziwi chrześcijanie widzą w krzyżu wielką prawdę duchową o uśmiercaniu grzesznej natury człowieka. Od czasów upadku Adama i Ewy wszyscy przychodzą na świat skażeni grzechem i martwi duchowo. Są cieleśni, tzn. kierują się w życiu naturalnymi zmysłami i pragnieniami.  Do takich ludzi zresztą my wszyscy niegdyś należeliśmy. Targały nami żądze ciała, jego pragnienia i pomysły — byliśmy z natury warci gniewu, zupełnie tak, jak pozostali [Ef 2,3]. Potrzebne nam było radykalne odcięcie się od takiej przeszłości i duchowe odrodzenie do nowego życia. Jak to możliwe?

 Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja — żyje we mnie Chrystus [Ga 2,20] – napisał o sobie apostoł Paweł. Chrystus powołał go, by głosił dobrą nowinę, i to nie w mądrości słowa, aby krzyż Chrystusa nie utracił mocy. Gdyż Słowo o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, dla nas jednak, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą [1Ko 1,17-18]. Zgodnie z ewangelią, grzeszna natura człowieka przez wiarę w Jezusa Chrystusa zostaje uśmiercona, a do życia powstaje nowy człowiek. Tak więc kto jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem. Stare przeminęło — i nastało nowe! [2Ko 5,17].  

Sposób na nowe życie został raz na zawsze określony śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy — w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje — żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie [Rz 6,5-11].

Dlatego Jezus Chrystus, jeszcze przed ukrzyżowaniem zwrócił się do wszystkich: Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, bierze swój krzyż na siebie codziennie i naśladuje Mnie [Łk 9,23]. Kto nie bierze swojego krzyża i nie idzie za Mną, nie jest Mnie wart [Mt 10,38]. Brać swój krzyż – to znaczy umierać dla grzechu i żyć dla Boga! To jedyny sposób na to, by żyć wiecznie. Codziennie trzeba nam to duchowe prawo stosować. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami [Ga 5,24]. W tak rozumianym braniu krzyża nie ma nawet cienia porażki. Co do mnie zaś, nie będę się czymkolwiek szczycił, chyba że krzyżem naszego Pana Jezusa Chrystusa, na którym świat został dla mnie ukrzyżowany — a ja dla świata [Ga 6,14].

07 kwietnia, 2024

Kościoły Boże takiego zwyczaju nie mają

Jeśli Bóg pozwoli, to w najbliższych miesiącach w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE odbędzie się kilka uroczystości, w tym cztery ślubowania małżeńskie. Po co chrześcijanie potrzebują urządzania takich podniosłych chwil? Dlaczego na taką okoliczność zwołujemy uroczyste zgromadzenie w domu modlitwy? Dlaczego zgodnie z charakterem wydarzenia dekorujemy salę zgromadzeń, dbamy o oprawę muzyczną i stosownie się ubieramy? Dlaczego niejednakowo wszyscy mogą zbór nauczać lub pełnić w nim posługę przy chrzcie, ślubie czy Wieczerzy Pańskiej?

Zdarza się, że niektórzy ludzie, a czasem i całe wspólnoty, nie przykładają do tej sprawy większej uwagi. Twierdzą, że liczy się dla nich wyłącznie to, co dzieje się w sercu człowieka. Nie ma dla nich znaczenia, kto, gdzie, jak i przez kogo został ochrzczony. Nie stawiają żadnych wymagań, co do udziału w Wieczerzy Pańskiej. Nie uznają żadnej zwierzchności kościelnej. Nie widzą potrzeby ordynacji tj. specjalnej modlitwy z włożeniem rąk starszych Kościoła, w celu wyznaczenia konkretnych osób do posługi duchowej w kościele lokalnym. Czy taki sposób myślenia znajduje poparcie w nauce apostolskiej? Czy rzeczywiście Biblia nie stawia żadnych wymagań osobom posługującym w imieniu Jezusa Chrystusa? Czy działalność każdego człowieka ma być przez nas uznawana, bo zaczął nazywać się pastorem bądź liderem? Jak wygląda ta kwestia w świetle Biblii? 

Najpierw zwróćmy uwagę na to, w jaki sposób sam Bóg podchodził do ważnych wydarzeń pośród Jego narodu. Niewątpliwie takim wydarzeniem było zawarcie z Izraelitami przymierza na Synaju. Wcześniej Bóg wezwał ludzi, by się do tego odpowiednio przygotowali. Mieli wyprać szaty, zadbać o czystość rytualną, zgromadzić się w określonym miejscu oraz dać posłuch poleceniom Mojżesza i Aarona. Przymierze z Bogiem to poważna sprawa. Bóg nadał temu wydarzeniu bardzo wysoką rangę. Później, po dotarciu do Ziemi Obiecanej, miało miejsce odnowienie przymierza z Bogiem. Jozue zgromadził w Sychem wszystkie plemiona Izraela. Wezwał tam starszych ludu, jego naczelników, sędziów i przełożonych, i ci stawili się przed Bogiem (…)  I lud wyznał wobec Jozuego: Będziemy służyć PANU, naszemu Bogu, i będziemy posłuszni Jego głosowi. Tak to Jozue zawarł tego dnia przymierze w imieniu ludu i nadał ludowi w Sychem ustawy oraz prawa [Joz 24,1-25].

Biblia wskazuje, że zawieranie przymierza z Bogiem miało charakter podniosły i uroczysty. Właśnie tak w Kościele podchodzimy do chrztu wiary, rozumiejąc go jako zawarcie przymierza z Panem Jezusem Chrystusem. To jedna z najdonioślejszych chwil w życiu chrześcijanina. Chrzest nie powinien więc odbywać się w atmosferze rozrywkowego happeningu i byle jak. Dlatego wśród prawdziwych chrześcijan praktykowany jest katechumenat, dzięki któremu nowo nawróceni mają możliwość, by do zawarcia przymierza z Panem odpowiednio się przygotować. Przygotowuje się do chrztu również cały zbór Boży, zwołując uroczyste zgromadzenie. Katechumeni ubierają się w białe szaty, symbolizujące ich oczyszczenie z grzechów i zapraszają swoich znajomych, aby przed nimi złożyć publiczne świadectwo, że  rozpoczynają nowe życie z Jezusem. Aktu chrztu dokonują starsi zboru, mający do takiej posługi duchowe kwalifikacje, wynikające z nauki apostolskiej [patrz: 1Tm 3; Tt 1].

Przyjrzyjmy się również temu, jakie polecenia w zakresie sprawowania służby Bożej wydał Bóg Izraelitom jako swemu narodowi wybranemu. Otóż posługa duchowa w Izraelu była zorganizowana nader szczegółowo. Regulowały ją przykazania Boże, których skrupulatnie należało przestrzegać. Ważne było miejsce sprawowania służby Bożej, nieprzypadkowy był też ubiór osób pełniących służbę. Ściśle określone były także poszczególne czynności i sposoby oddawania chwały Bogu poprzez muzykę i składane ofiary. Kto ważył się w tej służbie zrobić coś samowolnie, ten natychmiast spotykał się z Bożym sprzeciwem [Patrz: 3Mo 10; 2Krn 26,18-21]. 

Dzięki opisom biblijnym możemy także dziś wiedzieć, że dla Boga na pewno nie jest to obojętne, jak, gdzie i przez kogo służba Boża jest pełniona. Czasy Starego Przymierza bardzo dobrze ukazują nam charakter Boga i Jego upodobania. Trzeba nam to mieć na uwadze także w okresie Nowego Przymierza. Bóg nigdzie nie powiedział, że z czasem zmieniają się Jego upodobania lub oczekiwania względem ludu Bożego. Wręcz przeciwnie, Pismo mówi nam o Jego niezmienności. Tak, Ja PAN, nie zmieniam się [Mal 3,6]. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8]. Owszem, już nie obowiązują nas szczegółowe przepisy dotyczące służby ofiarniczej w świątyni, bo ta - za sprawą ofiary Chrystusa - bezpowrotnie ustała, lecz wszystkie zasady sprawowania służby Bożej wciąż obowiązują, także w dzisiejszym Kościele.

Dobrym przykładem tego, że w czasach biblijnych przykładano wagę do zewnętrznego wydźwięku ważnych wydarzeń, może być także powoływanie ludzi do pełnienia różnych zadań wpośród ludu Bożego. W Izraelu uroczyście wyświęcano do służby kapłanów i lewitów oraz w podniosły sposób intronizowano królów. Nauka apostolska głosi, że w okresie wczesnego Kościoła z nałożeniem rąk apostołów i starszych następowało powoływanie braci do służby duchowej. Nikt samozwańczo nie pełnił służby w Kościele [Patrz: Dz 13,1-3; Dz 14,23; 1Tm 4,14; Tt 1,5]. Nikt też i w dzisiejszym Kościele nie ma mandatu do głoszenia tego, co przychodzi mu do głowy i do nauczania ludzi na własną rękę. Przede wszystkim pamiętajcie, że nie można dowolnie wyjaśniać żadnej wypowiedzi proroka w Piśmie [2Pt 1,20]. Apostołowie dbali o spójność i zgodność nauki Chrystusowej poprzez przekazywanie posługi nauczania odpowiednim osobom. A to, co usłyszałeś ode mnie - wobec wielu świadków - przekazuj ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać także innych [2Tm 2,22].

Nowy Testament dostarcza nam szerokiej wiedzy na temat sprawowania służby duchowej we wczesnym Kościele. Apostołowie wydawali zborom konkretne zarządzenia. Pisali listy do poszczególnych wspólnot, instruując je i zachęcając do trwania w nauce apostolskiej. Wy tedy, gdy się schodzicie w zborze, nie spożywacie w sposób należyty Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem zabiera się niezwłocznie do spożycia własnej wieczerzy i skutek jest taki, że jeden jest głodny, a drugi pijany. Czy nie macie domów, aby jeść i pić? Albo czy zborem Bożym gardzicie i poniewieracie tymi, którzy nic nie mają? Co mam wam powiedzieć? Czy mam was pochwalić? Nie, za to was nie pochwalam. Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam przekazałem, że (...) A zarządzenie co do pozostałych spraw wydam, gdy przyjdę [1Ko 11,20-34]. Czytając listy apostolskie wyczuwa się troskę zarówno o zdrową doktrynę, której zagrażali fałszywi nauczyciele,  jak i o należyte praktykowanie chrześcijańskiej pobożności. Zborowi korynckiemu trzeba było nawet napisać: Czy Słowo Boże od was wyszło, albo czy tylko do was dotarło? Jeśli ktoś uważa, że jest prorokiem albo człowiekiem duchowym, to niech weźmie pod uwagę, że to, co wam piszę, jest nakazem Pana. Jeśli ktoś tego nie chce uznać, to sam już stracił uznanie [1Ko 14,36-38].

Żyjemy w czasach, gdy służba duchowa, zorganizowana i podlegająca duchowemu zwierzchnictwu, w wielu środowiskach chrześcijańskich znalazła się w całkowitej niełasce. Charyzmatyczne środowiska ruchu nowo apostolskiego odrzucają dotychczasowe zasady i formy służby, ogłaszając zmierzch kościoła instytucjonalnego. Już nie tylko w tych kręgach każdy może samego siebie ogłosić pastorem, prorokiem i nauczycielem. Zazwyczaj nowe przedsięwzięcia i zmiany miejsca służby są uzasadnianie prowadzeniem Ducha, więc mało kto ma odwagę, by kwestionować taką działalność. Hasła brzmią podobnie jak niegdyś, w czasie buntu przeciwko zwierzchnictwu Mojżesza i Aarona. Dosyć tego! — powiedzieli. — Całe zgromadzenie, wszyscy ci ludzie są święci i PAN jest pośród nich. Dlaczego więc wynosicie się nad społeczność PANA? [4Mo 16,3]. Ambicje liderskie owocują tym, że jak grzyby po deszczu wyrastają wciąż nowe społeczności. Uczestnicy spotkań tych nieformalnych „kościołów domowych” są pozyskiwani przeważnie wśród niezadowolonych członków istniejących zborów oraz wśród osób silnie nastawionych na niezależność i robienie wszystkiego wg tego, co sami uważają za słuszne. Przywódcy owych grup nie podlegają żadnemu zwierzchnictwu duchowemu, a jeśli już, to zazwyczaj komuś, kogo sami sobie obrali i uznali za swój autorytet.

W Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku, gdzie mam przywilej sprawować posługę duszpasterską, dbamy o powagę służby Bożej i trzymamy się apostolskich zasad jej sprawowania, zgodnie ze Słowem Bożym - a wszystko niech się dzieje w sposób godny i uporządkowany [1Ko 14,40]. Jako starsi zboru podlegamy zwierzchnictwu prezbitera okręgowego i Naczelnej Rady Kościoła, co dodatkowo zabezpiecza nasz zbór przed zbłądzeniem. Służbę w zborze sprawują bracia ordynowani i upoważnieni do tego przez starszych Kościoła. Nabożeństwo, chrzest, ślub, pogrzeb, Wieczerza Pańska – to bardzo ważne chwile w życiu wspólnoty, poprzez które nie tylko wyrażamy bojaźń Bożą i szacunek do sprawowanej służby. W ten sposób wydajemy też świadectwo wiary otaczającemu nas światu. Takie są nasze przekonania wynikające z nauki Słowa Bożego. Tak pojmujemy i praktykujemy posługę duchową. A jeśli ktoś z tym wywodem się nie zgadza, niech wie, że ani my, ani kościoły Boże takiego zwyczaju nie mamy [1Ko 11,16].

02 kwietnia, 2024

Mądrość poniewczasie

Na początku tegorocznej wiosny odkryłem, że - nieliczne wcześniej i cieszące oko okazy ziarnopłonu wiosennego na kościelnym trawniku -  w ciągu jednego roku przerodziły się w całkiem pokaźne rozłogi tej rośliny. Ziarnopłon wiosenny jest bowiem rośliną bardzo inwazyjną. Początkowo zbagatelizowałem go zupełnie. Ba, nawet cieszyłem się nim, bo jest jednym z pierwszych zwiastunów wiosny. Jednakże dziś już wiem, że zlekceważenie chociażby pojedynczego gniazda ziarnopłonu, po niedługim czasie oznacza konieczność podjęcia niełatwej walki z tym chwastem. Ziarnopłon bowiem dość szybko zaczyna dominować. Wiosną rozwija się przed innymi roślinami, co daje mu przewagę w rywalizacji o przestrzeń i światło. Wypiera więc inne rośliny, a że jest toksyczny, ma ostry i gorzki smak, ogranicza też użyteczność trawnika jako miejsca wypasu. Nietypową właściwością jaskra wiosennego (bo tak też jest nazywana ta roślina) jest i to, że jego pierwsze listki wczesną wiosną są podobno smaczne i nawet można z nich przygotować sałatkę. Niestety, z upływem dni stają się szkodliwe zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.

Tak bywa też ze społecznością lokalnego zboru Kościoła. Gdy na jednolitej łące wspólnoty pojawia się jakaś nowa, barwna postać, zwykliśmy przyjmować ją z radością, w nadziei, że wniesie coś pozytywnego w życie całej kongregacji. I czasem, rzeczywiście tak bywa. Ileż to już razy cieszyłem się z powodu przyłączenia się do zboru takich "jaskrawo pięknych kwiatków". Niestety, zbyt często i szybko może się też okazać, że mamy do czynienia z ludźmi toksycznymi, a do tego nastawionymi inwazyjnie. Wtedy wcześniejsza radość przeradza się w zmartwienie i staje się duchowym problemem wspólnoty. 

Jak usuwać ziarnopłon wiosenny z trawnika? W przypadku jego inwazji na małą skalę najlepszym sposobem jest wyciągnięcie całej rośliny z ziemi. Koniecznie trzeba wykopać również cebulki, ponieważ roślina rozmnaża się wegetatywnie i będzie dalej rozprzestrzeniać się z pozostałych cebul lub części rośliny. Dziwne i niezrozumiałe w tej operacji wydaje się to, że paradoksalnie niektórzy jaskier wiosenny specjalnie sadzą w swoim ogrodzie dla ozdoby i miłego wrażenia, jaki wytwarza on wczesną wiosną. Tylko osoby dbające o bezpieczeństwo i praktyczną użyteczność, rozumieją i popierają walkę z jaskrem wiosennym, raczej w ogóle go nie chcąc w swoim ogrodzie.

Obecność toksycznych osób w lokalnej wspólnocie Kościoła jest tym kłopotliwsza, im jaskrawiej i milej wyglądają oni na tle innych, niedostatecznie rozwiniętych jeszcze chrześcijan. Początkowo bowiem mogą uchodzić oni za prawdziwy dar dla zboru i dopiero po pewnym czasie ujawnia się ich niezdrowy wpływ. Biblijnym przykładem, że takich wpływów nie wolno lekceważyć, jest apostolska wskazówka udzielona Tymoteuszowi. A pospolitej, pustej mowy unikaj. Ci, którzy się nią posługują, będą się pogrążać w jeszcze większej bezbożności. Ich nauka będzie szerzyć się jak gangrena. Do nich należą Hymeneusz i Filetos. Rozminęli się oni z prawdą i głoszą, że zmartwychwstanie już się dokonało. W ten sposób podważają wiarę niektórych [2Tm 2,16-18]. Czy tego typu ludziom można pozwolić na swobodną działalność w Kościele?

Czy nie wiecie, że odrobina zakwasu odmienia stan całego ciasta? [1Ko 5,6] - głosi Biblia. Przykościelny trawnik tej wiosny dotkliwie potwierdził mi tę prawdę.