21 kwietnia, 2018

Krótkotrwały żywot niektórych sojuszy

Mój poranny widok w Ra'anana
Tegoroczną, dwudziestą drugą rocznicę powstania zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE przeżywam z dala od Gdańska, za to bardzo blisko miejsc znanych mi z Biblii. Akcja z mojej dzisiejszej lektury Pisma Świętego toczyła się w Sychem, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od miejsca gdzie w tych dniach jestem zakwaterowany. Po śmierci Gedeona jeden z jego synów, Abimelek, okazał się bardzo niegodziwy. Opanowany żądzą władzy urobił sobie ważniejszych obywateli owej miejscowości, doprowadził do wymordowania siedemdziesięciu swoich braci, pozostałych synów Gedeona, i został królem miasta Sychem. Wówczas jedyny ocalały z rzezi najmłodszy syn Gedeona, Jotam, wypowiedział pod adresem mieszkańców Sychem bardzo gorzkie słowa:

Czy ustanawiając Abimeleka królem, postąpiliście rzeczywiście w dobrej wierze? Czy słusznie postąpiliście z Jerubbaalem i jego rodem? Czy odpłaciliście mu odpowiednio do dzieła jego rąk? Mój ojciec walczył za was, narażał swoje życie i wyrwał was z ręki Midianu. A co wy zrobiliście? Powstaliście przeciwko rodowi mojego ojca. Wybiliście na jednym kamieniu jwego siedemdziesięciu synów. Ustanowiliście Abimeleka, syna jego służącej, królem nad rządcami Sychem, tylko dlatego, że jedst waszym bratem! Jeśli czyniąc to wszystko, postąpiliście z Jerubbaalem oraz z jego rodem słusznie i w dobrej wierze, to cieszcie się z Abimeleka! Niech on też z was się cieszy! Lecz jeśli tak nie postąpiliście, to niech wyjdzie ogień z Abimeleka i pochłonie rządców Sychem wraz z Bet-Milo! Niech wyjdzie także ogień od rządców Sychem i z Bet-Milo i niech pochłonie Abimeleka! [Sdz 9,16-21].

Jerubbaal tj. Gedeon, niezależnie od popełnionych później błędów, jako wybawca Izraelitów z rąk Midianitów zasługiwał na wdzięczną pamięć w narodzie i godziwe traktowanie jego potomków. Sychemici dali się jednak na tyle oczarować, że żadne zasługi Gedeona nie miały już dla nich znaczenia. Zawarli układ ze złym człowiekiem. Wynieśli na tron jednego, potwornie krzywdząc pozostałych i łamiąc wszelkie zasady etyki. Czy taki sojusz mógł trwać długo? W omawianym przypadku wystarczyły zaledwie trzy lata i wszystko poszło w rozsypkę...

Zamyślam się nad obecnym stanem ludu Bożego. Z łatwością można zaobserwować, że - jak grzyby po deszczu -  w kręgach chrześcijańskich wyrastają wciąż nowe społeczności i sojusze. Niektóre z nich zdają się nawet mieć logiczne uzasadnienie i zapowiadają świetlaną przyszłość swoich sygnatariuszy. Czy jednak niektóre z tych nowych inicjatyw nie rodzą się na krzywdzie braci i sióstr w Chrystusie? Dlaczego niektórym braciom tak łatwo przychodzi pogarda dla dokonań ich poprzedników w służbie?

W 22. rocznicę powstania zboru, któremu od początku służę, przestrzegam przed zawieraniem pochopnych układów, zwłaszcza takich, które deprecjonują innych ludzi i depczą ich wieloletnią pracę. Czy rodzące się na takim podłożu inicjatywy mają szansę przetrwania? Wspomniana dziś historia kończy się następująco: Tak Bóg odpłacił Abimelekowi za jego niegodziwość wyrządzoną własnemu ojcu, za zabicie siedemdziesięciu braci. Całą też niegodziwość mieszkańców Sychem Bóg skierował na ich własną głowę i tak spełniło się na nich przekleństwo Jotama, syna Jerubbaala [Sdz 9,56-57].

Jeżeli chcemy, aby nasze inicjatywy i przedsięwzięcia trwały dłużej niż trzy lata, budujmy z poszanowaniem tego, co inni zrobili przed nami i upewniając sie się, że naprawdę pobudza nas do tego Duch Święty.

11 kwietnia, 2018

Piotr Stępniak już w Domu

Dzisiejszej nocy, z dziesiątego na jedenasty dzień kwietnia 2018 roku, upodobało się Bogu odwołać do wieczności naszego przyjaciela i współpracownika w służbie, Piotra Stępniaka.

Urodzony w 1963 roku, po burzliwej młodości, zejściu na złą drogę i spędzeniu wielu lat w więzieniu, w wieku 33 lat przeżył nowe narodzenie. Pięć lat później, po wyjściu na wolność w 2002 roku, na resztę życia poświęcił się ratowaniu dusz poprzez głoszenie im dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie. Od 2006 roku robił to w ramach profilaktyki uzależnień, w ostatnim czasie prowadząc fundację SNAP  (Stop Narkomanii, Alkoholizmowi i Przemocy). Przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz, dzień po dniu jeżdżąc po szkołach, poprawczakach, zakładach karnych, domach dziecka i wielu innych miejscach - wszędzie opowiadając swoją historię i przekonując, że każdy może rozpocząć nowe życie z Jezusem.

Osobiście poznałem Piotra w grudniu 2013 roku. Zaprosiłem go do posługi w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE. Parę miesięcy wcześniej zaintrygował mnie mailem napisanym do mnie w dość ostrym tonie. Chciałem spotkać się i porozmawiać twarzą w twarz z człowiekiem wyraźnie płonącym dla Chrystusa, który odważnie wytknął mi - jego zdaniem - złą postawę. Przyjechał w towarzystwie kilku osób, które również opowiadały o swojej grzesznej przeszłości i radykalnym nawróceniu. Najwidoczniej przylgnęliśmy do siebie sercem, bowiem Piotr od tamtej wizyty, za każdym razem, gdy tylko był gdzieś w promieniu nawet kilkudziesięciu kilometrów od Gdańska, obowiązkowo zajeżdżał do nas, chociażby na godzinę. Wielokrotnie udzielaliśmy im noclegów, gdy posługiwali w rejonie Trójmiasta. Połączyła nas miłość do Jezusa Chrystusa oraz troska o należytą prezentację ewangelii. Rozmawialiśmy o zachodzących w kościele zmianach, postępującym procesie zeświecczenia i wielkiej potrzebie głoszenia Słowa Bożego.

Choroba Piotra i jego niespodziewana ewakuacja z tego świata w wieku zaledwie pięćdziesięciu pięciu lat, owszem, zaskakuje mnie, lecz nie przytłacza. Od dawna mam to na uwadze, że Chrystus Pan ma prawo w każdej chwili odwołać nas do Siebie i z pewnością robi to dla naszego dobra. Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, ale na zachowanie zbawienia przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa. On umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, żyli razem z Nim [1Ts 5,9-10]. Tylko z mojego punktu widzenia wciąż mam tu jeszcze tak wiele do zrobienia, że zaśnięcie  - kiedykolwiek nie miałoby nastąpić - wydaje się przedwczesne i nie na miejscu. Na szczęście nasz Niebiański Ojciec nie pyta o zgodę. Zabiera nas do Domu w czasie Jego zdaniem najwłaściwszym. Ufamy Mu bezgranicznie. Błogosławiony niech będzie Bóg nasz i Pan, Jezus Chrystus.

Podziękowałem dziś z naszym zborem w Gdańsku za Piotra. Poprosiłem też Boga o pocieszenie Elżbiety. A sam dostrajam duszę, aby dobrze wyczuć porę własnego odejścia.

10 kwietnia, 2018

W rocznicę katastrofy smoleńskiej

W rocznicę katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem, w której 10 kwietnia 2010 roku jako naród straciliśmy dziewięćdziesiąt sześć niepowtarzalnych osób z prezydentem RP na czele, zamyślam się nad wiecznością, do której przechodzimy po zakończeniu krótkiego życia w ciele. Niezależnie od tego, kim tutaj byliśmy, wszyscy musimy stanąć przed Bogiem. Chwila śmierci fizycznej zrównuje ludzi wszystkich pozycji społecznych i profesji.  Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe [2Ko 5,10].

Chrystus Pan nie kieruje się naszymi opiniami i wspomnieniami o zmarłych. Czegokolwiek byśmy tutaj o nich nie napisali i nie wiem jak bardzo ich czcili, stawiając im pomniki, przed Bogiem liczy się wyłącznie to, jak każdy z nich osobiście za życia odnosił się do ewangelii Chrystusowej. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł - żyć będzie [Jn 11,25] powiedział Pan. Biblia jednoznacznie też mówi, co stanie się z tymi, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego  [2Ts 1,8-9].

Posłuszeństwo ewangelii polega na osobistym zastosowaniu jej w codziennym życiu. Każdy, kto z chwilą śmierci fizycznej chciałby znaleźć się w Królestwie Bożym, musi teraz narodzić się na nowo. Jezus powiedział, że jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego [Jn 3,3]. Nowe narodzenie polega na szczerej wierze w Jezusa Chrystusa wyrażonej opamiętaniem z grzechów, szczerym nawróceniem, chrztem w wodzie i napełnieniem Duchem Świętym. Każdy, nawet najważniejszy na świecie człowiek, nie trafi do nieba, jeżeli nie okaże posłuszeństwa słowom Jezusa Chrystusa. Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6].

Uwaga! Bóg wzywa dziś wszędzie wszystkich ludzi, aby się opamiętali. Ty jednak przez zatwardziałość swoją i nieskruszone serce gromadzisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu Boga, który odda każdemu według uczynków jego: tym, którzy przez trwanie w dobrym uczynku dążą do chwały i czci, i nieśmiertelności, da żywot wieczny; tych zaś, którzy o uznanie dla siebie zabiegają i sprzeciwiają się prawdzie, a hołdują nieprawości, spotka gniew i pomsta [Rz 2,5-8].

Nie licz na to, że twoja pozycja w tym świecie; bogactwo, wykształcenie, stanowisko, zaangażowanie religijne lub ważna rola społeczna mogą zapewnić ci życie wieczne. Potrzebujesz osobiście poznać Jezusa Chrystusa. Nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Tylko On daje życie wieczne.

Gdybyś dzisiaj miał tak nagle, jak nasi kochani i wybitni Rodacy pod Smoleńskiem, odejść z tego świata, to - jak myślisz? Jaka byłaby twoja wieczność?

04 kwietnia, 2018

Świadectwo: Od rekonesansu do własności

Obecny widok dworu olszyńskiego.
Foto z jesieni 2017 roku
Swego czasu biblijny król Dawid złożył następujący ślub: "Nie wejdę do mojego domu, nie ułożę się na posłaniu, nie użyczę snu swoim oczom i nie dam się zdrzemnąć powiekom, póki nie znajdę miejsca dla PANA, przybytku dla Mocarza Jakuba" [Ps 132,3-5]. Tego rodzaju postawę wziąłem sobie do serca zakładając w 1996 roku Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Wierząc, że powołujemy do życia nową wspólnotę chrześcijańską zgodnie z wolą Bożą, czułem na sobie obowiązek zapewnienia jej w mieście stałego miejsca zgromadzeń.

Wynajmowanie lokalu zaspokajało tę potrzebę jedynie doraźnie i połowicznie. Potrzebowaliśmy osadzenia działalności zboru pod docelowym adresem. Pragnienie znalezienia takiego miejsca z upływem lat zaczynało w moim życiu przeradzać się coś bliskiego obsesji. Jeżdżąc po Gdańsku i jego przedmieściach ciągle wypatrywałem pustostanów oraz niezagospodarowanych działek i dociekałem, czy przypadkiem nie są one do wzięcia. Gdy któraś z takich nieruchomości była własnością Gminy Gdańsk, składałem do Prezydenta Gdańska wniosek o przyznanie jej kościołowi. W ciągu siedemnastu lat ustawicznych poszukiwań, co najmniej sześć miejsc stało się przedmiotem zaawansowanej korespondencji urzędowej z magistratem. W kilku przypadkach byliśmy już naprawdę bliscy celu. Z różnych powodów coś jednak w ostatniej chwili stawało na przeszkodzie i starania trzeba było zaczynać od nowa.

Przygoda z Olszynką zaczęła się w Poniedziałek Wielkanocny, 9 kwietnia 2012 roku. Przeczytałem gdzieś w Internecie, że Miasto Gdańsk bezskutecznie próbuje sprzedać zabytkowy dwór na gdańskiej Olszynce. Korzystając z dnia świątecznego poprosiłem żonę i syna, aby pojechali ze mną odszukać i obejrzeć to miejsce. Rekonesans zupełnie zawrócił mi w głowie. Sam budynek dworu nie wywarł na mnie większego wrażenia. Gdy jednak wśród zarośli zobaczyłem budynek gospodarczy, serce zabiło mi mocno. Chociaż nie wyglądał on dobrze, od razu wyobraziłem go sobie jako miejsce zgromadzeń zboru.

Ten budynek rozbudził moją wyobraźnię
Nie mając jeszcze pojęcia, czy obydwa budynki stanowią jedną nieruchomość i nie wiedząc, jak duża przylega do nich działka, 19 kwietnia 2012 roku zgłosiłem Prezydentowi Gdańska, że jesteśmy zainteresowani dworem olszyńskim. Kilka dni później zostałem zaproszony do urzędu na rozmowę. Ku mojemu zaskoczeniu na biurku w Wydziale Skarbu leżał stos dokumentów dotyczących dworu. Z ust szefowej stosownego referatu usłyszałem, że Gmina Gdańsk nie może sprzedać nam tej nieruchomości z zastosowaniem 99% bonifikaty, bowiem nie pozwala na to zapis w obowiązującym miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla tej działki. Może natomiast aktem notarialnym oddać nam dwór olszyński w użytkowanie na 50 lat.

Zabrzmiało to dość obiecująco. Poprosiłem o umożliwienie szczegółowszych oględzin dworu. Już 26 kwietnia 2012 roku weszliśmy i obejrzeliśmy budynki od środka. W pierwszej, jakby urzędowej już wizycie na Olszynce towarzyszyli mi bracia: Adam Biernacki, Tomasz Biernacki, Zdzisław Flaszyński, Gabriel Kosętka i Jarosław Wierzchołowski. Byłem zachęcony. Oczywiście, nie samym widokiem zdewastowanych wnętrz, lecz możliwościami, które dostrzegałem oczami wiary. Nie przerażał mnie ogrom czekającej pracy i nakładów finansowych. Dużo ważniejsze natomiast było dla mnie upewnienie się, jaka jest wola Boża dla naszego zboru w tej sprawie. Wieczorem powiadomiłem mailem wszystkich członków rady zborowej, jak się sprawy mają i zacząłem się modlić o Boże prowadzenie.

27 kwietnia 2012 roku na moim blogu w tekście zatytułowanym "Prośba o wyraźne objawienie woli Bożej" poprosiłem wszystkich życzliwych mi ludzi o modlitwę, jeszcze nie ujawniając, o co konkretnie chodzi. Nabrawszy przekonania, że Bóg rzeczywiście prowadzi nas na Olszynkę, 11 maja 2012 roku złożyłem w Urzędzie Miejskim w Gdańsku formalny wniosek o oddanie zborowi nieruchomości przy ul. Olszyńskiej 37 i 37A.  Wieczorem tego samego dnia na moim blogu wyjawiłem sprawę Olszynki wpisem: "W obliczu wielkiego wyzwania" o następującej treści:

Kolejne oględziny na początku maja 2012 
"Po wielodniowym szukaniu woli Bożej w modlitwie i licznych konsultacjach, wspólnota Kościoła Zielonoświątkowego - Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE  w  Gdańsku  podejmuje  się  nie  lada  zadania.  Zdecydowaliśmy się przejąć od Gminy Gdańsk i zagospodarować niszczejący zabytkowy Dwór Olszynka przy ul. Olszyńskiej 37 w Gdańsku, aby uczynić z niego docelową siedzibę naszego zboru.

Zadanie jest ogromne. Trzeba będzie pod nadzorem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków powstrzymać przed dalszą degradacją, odrestaurować i zaadoptować do naszych potrzeb dwa zabytkowe budynki: Dwór z 1802 roku o powierzchni użytkowej ok. 650 mkw. i wozownię o pow. ok. 300 mkw. Trzeba też będzie  zagospodarować przypisany do tych obiektów grunt o powierzchni 10 tysięcy mkw.
Lokalizacja naszej przyszłej siedziby przenosi nas w inne rejony miasta. Z dotychczasowego lokalu w Oliwie przeniesiemy się na Olszynkę. Dwór Olszynka znajduje się ok. 1,5 km za Urzędem Marszałkowskim, tuż nad Motławą w miejscu, gdzie rzeka robi piękne zakole. Spod  Dworca kolejowego Gdańsk Główny można tam dojechać w 9 min autobusem linii 123. Jadąc autem należy jechać od Urzędu Marszałkowskiego przez Dolną Bramę, kierując się w lewo przejechać przez most na Motławie, aby po kilkuset metrach dotrzeć do celu.

Jeszcze nie wiadomo, kiedy będziemy mogli rozpocząć konkretne prace. Najbliższe tygodnie i miesiące z pewnością upłyną na załatwianiu formalności i nakreślaniu rozmaitych planów czekających nas zadań. Z Bożą pomocą chcemy się z nimi zmierzyć jak najszybciej, tak aby zbliżający się okres letni wykorzystać  na wykonanie ważnych prac zabezpieczających.

Ludzie z Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE są podekscytowani i chętni, by przyłożyć rękę do tego dzieła. Wiadomo, że nie czekają nas łatwe lata, ale jednym ze znaków rozpoznawczych woli Bożej w tej sprawie była jedność wśród członków naszej wspólnoty. Robimy wielki krok wiary. Póki co, przejmujemy to miejsce w użytkowanie na 50 lat i nie zamierzamy próżnować!

Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie [Kol 3,23-24]. Będziemy pracować dla pożytku mieszkańców Gdańska i okolic, wzajemnie budując się duchowo i przynosząc chwałę Panu naszemu, Jezusowi Chrystusowi.

Pierwszy zbiorowy rekonesans na Olszynce
Chcąc zapoznać cały nasz zbór z dworem olszyńskim, uzgodniłem z Urzędem Miejskim akcję sprzątania tej posesji. Dostaliśmy worki i w sobotę 16 czerwca 2012 roku około osiemdziesiąt osób, nie tylko z naszego zboru, spotkało się na Olszynce. Tzw. "Dzień Otwarty Dworu Olszynka" zaowocował zebraniem ogromnej ilości śmieci, grillem, fantastycznym czasem wspólnego śpiewania na świeżym powietrzu, lecz przede wszystkim zainteresowanym członkom zboru dał o wiele pełniejszą orientację, czym jest to miejsce, o którym w zborze już dość intensywnie rozmawialiśmy. Następnego dnia, w niedzielę 17 czerwca 2012 roku po nabożeństwie odbyło się zebranie członkowskie i tajne głosowanie. Wszyscy obecni członkowie zboru jednogłośnie opowiedzieli się za przejęciem Olszynki. Byłem wzruszony i wdzięczny Bogu.

Cały dziedziniec dworski tonął w zieleni
Entuzjazm opadł, gdy doszło do szczegółów umowy użytkowania, przygotowanej przez Miasto. Okazało się, że nieodpłatne ma być tylko początkowe dwadzieścia lat użytkowania, przy jednoczesnym obowiązku terminowego remontu obydwu budynków. Na następne trzydzieści lat umowa nakładała już na zbór obowiązek wnoszenia opłat za użytkowanie nieruchomości. To wywołało w nas poważne obawy. Kilku członków rady nie zgadzało się na podpisywanie umowy w takim brzmieniu. Próbując ocalić jedność w radzie zborowej odmówiłem podpisania proponowanej przez Gminę Gdańsk umowy. Chcieliśmy korzystniejszych dla zboru zapisów. W międzyczasie, w dniu 19 czerwca 2012 roku złożyłem na ręce Prezydenta Miasta Gdańska formalny wniosek o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Olszynka Zachód i wpisania celów sakralnych  dla interesującej nas działki.

Przez zbór przetaczała się dysputa nad zasadnością przenosin na Olszynkę. Czy myśleć o tej nieruchomości wyłącznie w sytuacji, gdy zdobędziemy ją na własność, czy też – póki co - można zgodzić się na jej użytkowanie, aby już mieć ją w dyspozycji i z tej pozycji czynić starania o przeniesienie własności? Moim osobistym przemyśleniom w tej sprawie dałem wyraz w dniu 4 lipca 2012 roku tekstem pt. "(Nie)pewność prawa własności" a następnie, po wyjeździe w Bieszczady, wpisem na blogu zatytułowanym: " Dlaczego na własność?" z 25 lipca 2012 roku. Miesiąc później, w czasie innej podróży naszła mnie refleksja, którą zatytułowałem: "Przestroga przed emfiteuzą". Chcieliśmy prawa własności, a gdańscy urzędnicy nie mogli się na to zgodzić. 1 października 2012 roku we wpisie pt. "Starania o Dwór Olszynka bliskie fiaska" napisałem:

"Jak większości moich Czytelników wiadomo, od maja bieżącego roku czynię starania o przejęcie od Gminy Gdańsk zabytkowego Dworu Olszynka w Gdańsku, w celu urządzenia w tej nieruchomości siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. Problem w tym, że władze Gdańska, które we wstępnej fazie entuzjastycznie zareagowały na ten pomysł, gdy przyszło co do czego, postawiły nam warunki, na które zgodzić się nie możemy.

Krótko mówiąc, my chcemy nabyć dwór na własność, a urzędnicy gotowi są oddać go nam jedynie w użytkowanie na 50 lat i to - jak się później okazało - użytkowanie odpłatne, z zapisem o zwróceniu Gminie nieruchomości wraz z wszystkimi przez nas zainwestowanymi w nią środkami. Może to nastąpić po wygaśnięciu umowy, ale też po jej wypowiedzeniu przez Gminę, np. w sytuacji, gdy pojawi się jakiś 'dobry' nabywca. Postawienie zarzutu niedopełnienia warunków umowy użytkowania, to przecież dla chcącego nic trudnego. Zdumiewające przy tym jest to, że Gmina Gdańsk wcześniej czterokrotnie chciała sprzedać tę nieruchomość. Teraz wszakże, w naszym przypadku, jakby nie widzi innej możliwości, jak tylko oddanie Dworu Olszynka w użytkowanie.

Chcemy zająć się tym dworem, ale nie możemy tego zrobić na warunkach zaproponowanych przez Gminę. Sugerowane przez nas rozwiązanie, ażeby przy zakupie wpisać w akt notarialny, że w przypadku gdyby Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w określonym terminie nie wykonało remontu, dwór z powrotem przejdzie na własność Miasta, co zupełnie zabezpieczałoby Gminę Gdańsk w tej sprawie, pozostaje niestety bez echa.

Warto też dodać, że przy okazji wcześniejszych naszych starań o jakiś grunt lub obiekt na siedzibę naszej wspólnoty kościelnej, postawiono nam warunek, że Gmina Gdańsk może nam sprzedać z bonifikatą tylko taką nieruchomość, która wcześniej była wystawiona na przetarg i nie było na nią żadnego chętnego. Dwór Olszyński był kilkakrotnie wystawiany na przetarg. O co więc chodzi?

Swego czasu pisałem, że Dwór Olszyński przyjąłem jako wolę Bożą dla naszej wspólnoty. Wciąż takie przekonanie noszę w sercu. Czy więc, mając taki zamiar, postąpiłem lekkomyślnie? Albo czy plany moje według ciała układam, tak iż u mnie "Tak, Tak" jest równocześnie  "Nie, Nie"?  [2Ko 1,17]. Czy w życiu chrześcijanina na drodze do prawidłowo rozpoznanego celu może stanąć taka przeszkoda, która zupełnie udaremni jego osiągnięcie?  Chyba wreszcie zaczynam rozumieć rozterkę św. Pawła.

[...] Na szczęście Dwór Olszynka nie jest "być albo nie być" dla naszej wspólnoty.  Z Bożą pomocą wciąż będziemy trwać w wierze i w posłuszeństwie Słowu Bożemu. Nie opuścimy wyznaczonego nam stanowiska. Niezmiennie nadal będziemy głosić ewangelię i w imieniu Jezusa nieść pomoc ludziom w potrzebie. Błogosławiony ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Łk 12,43].

Czy ulokujemy naszą działalność w Dworze Olszynka? Pokażą to już najbliższe tygodnie. Póki co wydaje się, że te starania są bliskie fiaska...  Ponawiam prośbę o wsparcie w modlitwie.

Wiedziałem, że w gronie urzędników zajmujących się naszą sprawą narasta irytacja. 26 września 2012 roku Zastępca Prezydenta Gdańska w ostatnim akapicie życzliwego pisma wezwał do ostatecznego określenia stanowiska zboru i zagroził, że w innym przypadku "Miasto podejmie działania zmierzające do wyłonienia innego użytkownika tej zabytkowej nieruchomości".

I rzeczywiście. Niedługo potem Prezydent Gdańska postanowił ponownie wystawić dwór olszyński na przetarg. 22 stycznia 2013 roku we wpisie: "Dwór Olszynka coraz dalej?" dałem wyraz narastającej we mnie rozterce.

"Moje marzenia o pozyskaniu zabytkowego Dworu Olszynka na siedzibę Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku, po miesiącach rozbudzonych nadziei i pertraktacji z urzędnikami, weszły w krytyczną fazę. Prezydent Gdańska ogłosił ponownie przetarg na sprzedaż tej nieruchomości.
Przypomnijmy, że miasto próbowało wcześniej sprzedać Dwór Olszyński już czterokrotnie, jednak za każdym razem ze skutkiem negatywnym. Gdy wobec  tego, jako wspólnota kościelna starająca się od kilkunastu lat o pozyskanie zgodnie z prawem z zasobów gminy Gdańsk jakiejś nieruchomości na działalność kościoła, złożyliśmy w kwietniu 2012 roku wniosek o nabycie dworu, prezydent zaproponował nam przejęcie go w odpłatne użytkowanie na 50 lat.

Warunki użytkowania zabytku, wyznaczone naszemu zborowi przez Urząd Miejski, okazały się nie do przyjęcia. Odmówiliśmy więc podpisania takiego aktu notarialnego, ponawiając wolę nabycia dworu na własność z zastosowaniem powszechnej w takich przypadkach bonifikaty. Prezydent odmówił podtrzymując, że ta nieruchomość nie jest już na sprzedaż.

W międzyczasie wyszło na jaw, że nabyciem „naszego” dworu zainteresował się jeden z gdańskich piekarzy. Nie wiem na ile jedno ma związek z drugim, ale prezydent Gdańska ogłosił na dzień 21 marca 2013 roku ustny przetarg, umieszczając obiekt naszych starań na liście przetargowej. Dwór Olszynka znowu jest na sprzedaż! Cena wywoławcza nieruchomości: 1.817.240 złotych.

Jakie myśli chodzą mi po głowie? W minioną niedzielę głosiłem Słowo Boże o cudownych skutkach przebaczenia. Gdy odpuszczamy swoim winowajcom, to nie tylko otwieramy sobie drogę do żywota wiecznego. Dzięki postawie bezgranicznego przebaczania także naszą doczesność czynimy piękniejszą. Gdy więc w tych dniach próbuje mnie zalać fala żalu i oburzenia z powodu niesprawiedliwości, jaka spotyka nasz zbór ze strony władz Gdańska,  oświecony i wzmocniony Słowem Bożym postanawiam z serca wybaczyć.

Co zrobić z Dworem Olszynka? Sprzedać go, czy oddać w użytkowanie?  –  te decyzje nie leżą w granicach moich kompetencji.  Do mnie należy decyzja, co zrobię z moim sercem w sytuacji, gdy czyjeś postanowienia wydają się dla mnie bardzo krzywdzące. Pozwolę się im zatruć, czy odpuszczę?
Odpuszczam. Jedno jest tu dla mnie jasne: Jezus Chrystus  - Głowa Kościoła – jest Panem zboru, wpośród którego posługuję. On na pewno potrafi się o nas należycie zatroszczyć. Wierzę, że również  rzeczone niepowodzenie tę Bożą troskę o nas wyraża. Z dworem, czy bez niego, wciąż możemy się wzajemnie miłować, wspierać i głosić ludziom ewangelię. Proszę o modlitwę w tej sprawie, albowiem u Boga wszystko jest możliwe! [Mk 10,27]".

Te schody nasłuchały się wielu westchnień...
Modliłem się gorliwie, aby żaden nabywca nie stanął do ogłoszonego przez Gminę Gdańsk przetargu. Gdy tylko mogłem, jechałem na Olszynkę, siadałem na schodach zabitego deskami dworu i prosiłem Boga o ocalenie tego miejsca dla naszego zboru. Gdy otrzymałem informację, że nikt nie zgłosił się do przetargu, czym prędzej w dniu 21 marca 2013 roku ponownie zgłosiłem prezydentowi chęć nabycia dworu.

Światełkiem w tunelu stało się dla mnie pismo Zastępcy Prezydenta Miasta Gdańska, Pana Wiesława Bielawskiego, który w odpowiedzi na mój wniosek wprawdzie napisał, że interesująca nas "nieruchomość ponownie została przeznaczona do zbycia w drodze przetargu ustnego nieograniczonego, który odbędzie się w dniu 20 czerwca br." lecz w końcówce swego pisma dodał: "Jednocześnie wyjaśniam, że w sytuacji, gdy nie zostanie wyłoniony nabywca dworu Olszynka w najbliższym przetargu, podtrzymuję możliwość oddania przedmiotowej nieruchomości w odpłatne użytkowanie na warunkach określonych we wcześniejszej korespondencji".

Kamień spadł mi z serca. Już prawie myślałem, że dwór olszyński przepadł nam bezpowrotnie, a z treści otrzymanego pisma wynikało, że wciąż istnieje przynajmniej cień szansy. Wiedziałem co mam robić. Należało nadal gorliwie się modlić o fiasko ogłoszonego przetargu a jednocześnie skonkretyzować stanowisko naszego zboru w odpowiedzi na propozycję Prezydenta.

21 maja 2013 roku w obszernym mailu zatytułowanym "Pod rozwagę!" podzieliłem się z członkami rady zborowej swoim aktualnym oglądem całej sprawy. Ostatni akapit owego maila brzmiał następująco: Przedstawiając powyższe Braciom, wnioskuję abyśmy niezwłocznie odnowili naszą decyzję o przejęciu Dworu Olszynka w użytkowanie na 50 lat, zwłaszcza że z moich rozmów w Wydziale Skarbu jasno wynika, że nie powinniśmy z tym czekać do daty kolejnego przetargu na zbycie tej nieruchomości, wyznaczonego na 20 czerwca 2013, tylko czym prędzej poinformować Prezydenta o powrocie do przerwanych jesienią ubiegłego roku procedur. Czekam na Wasze głosy, Bracia, i  proponuję spotkanie w najbliższą niedzielę po nabożeństwie. Wasz w Jezusie MB".

Wielkim ciężarem kładł mi się na sercu narastający rozdźwięk w radzie zborowej. Powyższy list niewiele zmienił. Przeprowadzony przeze mnie w dniu 25 maja 2013 roku mailowy sondaż pokazał, że wprawdzie pięciu członków rady zdecydowanie było za przejęciem Olszynki w użytkowanie, ale  trzech jednoznacznie było przeciwko temu, jeden zajął pozycję neutralną, a jeden w ogóle nie wziął udziału w sondażu. 26 maja 2013 roku podczas niedzielnego nabożeństwa wygłosiłem kazanie pt. "Pójdźmy razem drogą wiary!". Oto jego pisemna wersja:

"Co sprawia, że mamy pewność żywota wiecznego? Co sprowadza chwałę Bożą do życia i służby chrześcijanina? Co nadaje naszemu życiu posmaku przygody? Odpowiedź jest prosta. Wiara. Mamy to dzięki wierze!

Dlaczego życie większości chrześcijan jest często takie nijakie? Bo brak nam rozrywki? Bo jesteśmy samotni? Bo nie mamy pomysłów na fajnie spędzany czas? A może brak nam poznania woli Bożej i nie wiemy, co moglibyśmy robić? Nie. Dzieje się tak, bo przestaliśmy trwać i chodzić we wierze.

Biblia mówi: Ci, którzy na statkach płynęli po morzu, uprawiając handel na wielkich wodach, widzieli dzieła Pana i cuda jego na głębinach. Rzekł, i zerwała się burza, która spiętrzyła fale. Wznosili się aż do nieba, zapadali się w głębiny; dusza ich truchlała w niebezpieczeństwie. Zataczali się i chwiali jak pijani, a cała ich mądrość obróciła się wniwecz. Wołali do Pana w swej niedoli, a On wybawił ich z utrapienia. Uciszył burzę i uspokoiły się fale morskie. Wtedy radowali się, że się uspokoiły, i zawiódł ich do upragnionej przystani. Niechaj wysławiają Pana za łaskę jego i za cuda jego dla synów ludzkich! Niechaj go wysławiają w zgromadzeniu ludu, i niechaj go chwalą w radzie starszych! [Ps 107,23-32].

Oto wspaniały obraz chodzenia w wierze. Najpierw jest wyjście z portu na otwarte morze powiązane z podjęciem bliżej nieokreślonego ryzyka. Jednak dzięki temu przeżywa się cudowne chwile zachwytu ogromem żywiołu morskiego i dociera do zamorskich celów. Owszem, na morzu istnieje realne niebezpieczeństwo. Owszem odczuwa się niezdolność stawienia czoła żywiołom. Tak, są chwile grozy. Jest wołanie do Boga o ratunek. Ale im więcej trwogi serca, tym droższe późniejsze uspokojenie burzy i powrót do bezpiecznej przystani.

Po co to wszystko? Biblia w przedstawionym obrazie nie mówi nam o wypływaniu na niebezpieczne wody dla samej przygody! Mowa tu o rejsie celowym. O wyprawie po towary na tyle potrzebne, że warte podejmowania ryzyka! W zacytowanym fragmencie Słowa Bożego pojawia się wątek handlu i związanego z nim ryzyka. Co nam to da, że mamy sporo złota w bezpiecznym miejscu, a nic poza tym. Ten skarb trzeba zainwestować, aby był z niego pożytek. Złoto włożone na statek i wysłane w ryzykowny rejs, to szansa na sprowadzenie towarów umożliwiających rozwój. Tylko wówczas po jakimś czasie można zobaczyć budujący widok powracającego statku, obładowanego pożądanymi towarami.

Zestawmy ze sobą dwa obrazy: Statek targany sztormem na otwartym morzu i spokojną knajpkę na brzegu. Co jest lepsze? Co byś wybrał? Gdzie byś wolał się znaleźć? To zależy od tego, kim jesteś. Jeśli masz duszę szczura lądowego – to zostaniesz na brzegu. Siedząc w przytulnej kawiarence będziesz nawet opowiadał o wyprawach morskich i opisywał nie swoje przeżycia. Ale jeśli jesteś wilkiem morskim – to nie usiedzisz, gdy inni postanowili wypłynąć! Zaryzykujesz nawet utratę życia! A gdy Bóg okaże Ci łaskę, to przeżyjesz i będziesz mógł budować innych własnymi, prawdziwymi opowiadaniami.

Jest to dobra ilustracja wiary. Czym jest nasza wiara?  Wiara jest jedynym stanem duszy, który zyskuje upodobanie w oczach Bożych. Przede wszystkim jest ona zamieszkaniem Jezusa Chrystusa w nas! Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość [Ef 3,17-18]. Grzesznik zostaje usprawiedliwiony, duchowo  odrodzony i usynowiony przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wówczas może za apostołem powiedzieć: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus! [Ga 2,20].

Dalej, wiara jest całkowitym oddaniem się w posłuszeństwo Słowu Bożemu! Otrzymaliśmy łaskę i apostolstwo, abyśmy dla imienia jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody, wśród których jesteście i wy, powołani przez Jezusa Chrystusa [Rz 1,5-6].

Wiara jest ufaniem Bogu w każdych, nawet skrajnie niekorzystnych okolicznościach! Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, nie ulęknie się serce moje, choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał [Ps 27,3]. Ale uwaga! Wiara sprawdza się i doskonali w działaniu. Stąd konieczność związku wiary z uczynkami. Wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie [Jk 2,17]. Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26].

Każdego dnia ścierają się w nas dwa stanowiska, dwa sposoby myślenia: wiara i racjonalizm. Dobrze to ilustruje rozbieżność w postawach wywiadowców, którzy powrócili z rekonesansu po Kanaanie.

Ze zwiadów w tej ziemi powrócili dopiero po czterdziestu dniach. I przyszli do Mojżesza i do Aarona, i do całego zboru izraelskiego na pustyni Paran, do Kadesz, zdali sprawę im i całemu zborowi oraz pokazali im płody tej ziemi. I opowiedzieli mu, mówiąc: Przyszliśmy do ziemi, do której nas wyprawiłeś; ona rzeczywiście opływa w mleko i miód, a to są jej płody. Tylko że mocny jest lud, który mieszka w tej ziemi, a miasta są obwarowane, bardzo wielkie; widzieliśmy tam także potomków Anaka. Amalekici mieszkają w ziemi Negeb, Chetejczycy, Jebuzejczycy i Amorejczycy w górach, a Kananejczycy nad morzem i nad brzegami Jordanu. Kaleb uspakajał lud wzburzony na Mojżesza, mówiąc: Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy. Lecz mężowie, którzy poszli z nim, mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. I rozpuszczali między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali, mówiąc: Ziemia, przez którą przeszliśmy, aby ją zbadać, to ziemia, która pożera swoich mieszkańców, a wszystek lud, który w niej widzieliśmy, to mężowie rośli. Widzieliśmy też tam olbrzymów, synów Anaka, z rodu olbrzymów, i wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach [4Mo 13,25-33].

Owszem, prawo i przewaga bojowa były po stronie narodów Kanaanu. Lecz po stronie Izraela był wszechmogący Bóg! Co robiło dziesięciu zwiadowców?  Rozpuszczali między synami izraelskimi złą wieść o ziemi, którą zbadali. Mówili: Nie możemy wyruszyć na ten lud, gdyż jest on od nas silniejszy. Czy nie mieli racji? Biorąc sprawę na tzw. zdrowy rozsądek, szaleństwem było ruszać za Jordan.  A co mówił Kaleb? Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy.

Przyjaciele! Nie można zwyciężać, osiągać Bożych celów, pozostając w miejscu. Trzeba ruszyć, trzeba podjąć działanie, ażeby zobaczyć pomoc Pana i odnieść zwycięstwo. Uczy nas tego już nawet codzienne życie. Weźmy na przykład awarię samochodu. Mamy zepsuty nastrój, obawiamy się nowych wydatków, nachodzą nas wątpliwości, czy dobrze zrobiliśmy kupując ten samochód.  Ażeby zmienić tę złą atmosferę, trzeba czym prędzej podjąć działania naprawcze! I co się dzieje? Wkrótce horyzont się przejaśnia. Czasem nawet koszty okazują się mniejsze niż sądziliśmy. Podobnie jest ze sprawą zepsutego zęba. Boli, przeszkadza, psuje oddech. Jednym słowem, źle wpływa na samopoczucie. Trzeba przełamać lęk lub lenistwo i pójść do dentysty. Zaraz potem wydaje się, że cały świat wokół nas zmienił się na lepsze.

Gdy wyruszymy na nią, to ją zdobędziemy, gdyż ją przemożemy – przekonywał Kaleb. Nie można niczego dobrego osiągnąć, pozostając w miejscu. Wiara domaga się działania i w nim się urzeczywistnia.

Jak się to ma do naszego życia osobistego? W naturalny sposób przychodzi nam troska o swój wizerunek i życiowe status quo. Pan Jezus powiedział: Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je [Mt 10,39]. Pójście drogą wiary oznacza więc w naszym życiu spore zmiany. Kto wierzy, ten nie traktuje innych z góry. Przeprasza, gdy zrobił komuś przykrość. Nie schlebia, gdy widzi nieprawość. Nie boi się, że inni go odrzucą. Ma odwagę zaprotestować w pracy, gdy widzi machlojki! Wprowadza wiarę w czyn i zaczyna oglądać cuda Pana!

Wszyscy w naturalny sposób przywiązujemy się do rzeczy materialnych. Pójście drogą wiary oznacza wielkie zmiany. A powiadam: Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie [2Ko 9,6]. Kto wierzy, przestaje być wyrachowany. Nie jest skąpy. Przykłada się do dzieła Bożego. Wspiera potrzebujących. Nawet skrajne ubóstwo przeradza się wówczas w nadzwyczajne bogactwo ofiarności [2Ko 8,2].

Wszyscy mamy do dyspozycji jedynie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pójście drogą wiary oznacza praktyczne zmiany w gospodarowaniu naszym czasem. Kto wierzy, ten znajdzie czas na społeczność z Bogiem. Nie opuszcza zgromadzeń ludu Bożego. Poświęca czas na ratowanie dusz.

Przyjaciele! Są ludzie, którzy zanim cokolwiek zrobią, muszą wcześniej znaleźć na to racjonalne uzasadnienie. Biblia, ucząc nas chodzenia w wierze, wzywa do postaw i czynów, które nie znajdują poparcia rozumu. Puszczaj chleb twój po wodzie; bo po wielu dniach znajdziesz go [Kzn 11,1 wg Biblii Gdańskiej]. Biblia Tysiąclecia oddaje to wezwanie jeszcze dobitniej: Wyrzuć swój chleb na powierzchnię wód - a przecież po wielu dniach odnaleźć go możesz.

Słyszałem kiedyś historię o górskim pasterzu i synu kalifa. Pasterz czytając Biblię natrafił na to wezwanie i postanowił dosłownie się do niego zastosować. Każdego dnia spożywając posiłek rzucał parę kawałków chleba do spływającego w dół strumyka. W międzyczasie syn kalifa poszedł z rówieśnikami pływać i nurkować w górskim jeziorze. Wynurzając się za którymś razem znalazł się w podwodnej jaskini. Nie potrafił znaleźć z niej wyjścia, więc siedział tam wiele dni, zanim ojciec z grupą nurków go odnalazł. Jak przeżył? Już pierwszego dnia ze zdumieniem zauważył, że na wodzie pływają kawałki chleba. Miał więc co jeść. Władca rozradowany odnalezieniem syna postanowił wyjaśnić tajemnicę chleba na wodzie, który uratował życie jego syna. Ruszyli w górę tropem górskiego strumyka. Tam napotkali pasterza i dowiedzieli się, dlaczego rzucał on chleb na wodę. Nie trzeba dodawać, że ów pasterz został należycie uhonorowany i wynagrodzony!

Wiara domaga się czynów! Karmiąc się Słowem Chrystusowym wierzący człowiek opuszcza bezpieczny brzeg i podejmuje ryzyko. Zachęcony Słowem Pana wychodzi – jak Piotr – z łodzi i zaczyna chodzić po wodzie! Tylko wtedy oglądamy cuda Boże i możemy opowiadać o nich w zgromadzeniu! Właśnie dlatego wzywam: Pójdźmy razem drogą wiary!


Powyższe kazanie doprowadziło napięcie w radzie zborowej do stanu wrzenia. Zarzucono mi manipulację i inne niestworzone rzeczy. Zrozumiałem, że w tej atmosferze na pełną jedność braci liczyć nie mogę. Było mi bardzo ciężko na duszy. Pomyślałem nawet, że moje dalsze przywództwo w zborze stoi pod znakiem zapytania. W związku z tym oddałem się do dyspozycji prezbitera okręgowego. Nie chciałem dłużej sam walczyć z przeciwnikami. Prezbiter okręgowy nie przyjął mojej rezygnacji i przyjechał na spotkanie rady zborowej, aby udzielić mi poparcia. Bardzo jestem mu za to wdzięczny. Zacząłem się duchowo podnosić.

W tym okresie bardzo wspomogli mnie też moja żona i syn. Modlili się ze mną, rozważali ze mną moje rozterki i dodawali mi otuchy. Nadchodził czas wyjścia z impasu. Wśród wielu fragmentów Pisma Świętego jeden - wylosowany z modlitwą - wyjątkowo wkręcił mi się w głowę i serce: Twoi ludzie odbudują prastare gruzy, podźwigniesz fundamenty poprzednich pokoleń i nazwą cię naprawiaczem wyłomów, odnowicielem, aby w nich można było mieszkać [Iz 58,12]. Związek przeżywanej sprawy z wylosowanym wersetem był oczywisty.

Rada CCNŻ w Kątach Rybackich
Na 22 czerwca 2013 roku zwołałem wyjazdowe spotkanie rady zborowej w Kątach Rybackich. Celem była całodniowa społeczność braci, modlitwa, narada i podjęcie ostatecznej decyzji w sprawie Olszynki. Pojechało nas siedmiu, a wróciło sześciu członków rady. Po prostu, jeden na koniec dnia zgłosił rezygnację, co nie ułatwiało mi kolejnych kroków.

W dniu 30 czerwca 2013 roku rada zboru w składzie: Jarosław Wierzchołowski, Dariusz Łangowski, Gabriel Kosętka, Zdzisław Flaszyński, Tomasz Biernacki i Marian Biernacki - przyjęła uchwałę następującej treści: "Rada Zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE podejmuje uchwałę o przejęciu od Gminy Gdańsk w użytkowanie na 50 lat zabytkowego Dworu Olszynka położonego w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37. Celem przejęcia ww. nieruchomości jest przystosowanie jej do potrzeb zboru, urządzenie w dworze stałej siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE i rozpoczęcie starań o nabycie go na własność".

Następnego dnia, 1 lipca 2013 roku skierowałem do Prezydenta Miasta Gdańska ostateczny wniosek o oddanie naszemu zborowi nieruchomości przy ul. Olszyńskiej 37 w użytkowanie na 50 lat. Tego samego dnia otrzymałem pisemną rezygnację z członkostwa w radzie zborowej i pełnionej w zborze służby, drugiego z przeciwnych Olszynce braci. Wkrótce rezygnację złożył jeszcze jeden z członków rady. Nawiasem mówiąc, dwaj spośród opozycyjnej trójki po jakimś czasie przekonali się do nowego miejsca i zaczęli czynnie wspierać nasz trud na Olszynce. Tylko jeden odszedł od zboru.

Sprawy urzędowe zmierzające do przejęcia przez nasz zbór dworu olszyńskiego w użytkowanie nabrały tempa. 19 lipca 2013 roku Prezydent Miasta Gdańska wydał zarządzenie Nr 988/13 "w sprawie podania do publicznej wiadomości wykazu zawierającego nieruchomość zabudowaną, stanowiącą własność Gminy Miasta Gdańska, przeznaczoną do oddania w odpłatne użytkowanie w trybie bezprzetargowym, na rzecz Kościoła Zielonoświątkowego Zbór Centrum Chrześcijańskie Nowe Życie z siedzibą w Gdańsku w celu prowadzenia działalności charytatywnej, kulturalnej, opiekuńczej i innej służącej społeczności lokalnej".

10 sierpnia 2013 roku skierowałem do członków zboru list zatytułowany "Na progu nowego etapu życia naszego zboru" o następującej treści:

"Drodzy Bracia i Siostry!  Minęło już sporo ponad rok od chwili, gdy w moim sercu i głowie zacząłem nosić wizję siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w zabytkowym zespole dworsko – parkowym Olszynka. Prawie tyle samo czasu upłynęło od niedzieli 17 czerwca 2012 roku, kiedy to - po wspólnie spędzonej na Olszynce sobocie – jako członkowie zboru wyraziliśmy chęć przejęcia Dworu Olszynka  i ulokowania w nim na stałe działalności naszego zboru.

Wynikające z rozmaitych obaw usztywnienie potem naszego stanowiska w rozmowach z Urzędem Miejskim, mające na celu uprzednie nabycie tej nieruchomości na własność, zatrzymało proces jej przejęcia, ale jak się okazuje, jeszcze go nie udaremniło. Parę miesięcy temu Prezydent Gdańska ponowił propozycję oddania nam Dworu w użytkowanie na 50 lat na warunkach wcześniej już przedstawionych, a ja znowu rozradowałem się wewnętrznie nieutraconą możliwością zabrania się za to dzieło.

Wysłuchawszy rozmaitych braci (także tych, którzy są przeciwni przejmowaniu dworu na warunkach zaproponowanych przez Gminę Gdańsk), nabrałem przekonania, że nie wolno mi już dłużej zwlekać z tą sprawą. Po kilku spotkaniach Rada Zboru C.C. NOWE ŻYCIE w dniu 30 czerwca 2013 roku podjęła uchwałę o przejęciu od Gminy Gdańsk zabytkowego Dworu Olszynka. 1 Lipca 2013 roku złożyłem w Urzędzie Miejskim w Gdańsku formalny wniosek w tej sprawie. Dodatkowo, w dniu 10 lipca 2013 roku spotkałem się z Zastępcą Prezydenta Gdańska, Panem Wiesławem Bielawskim, aby porozmawiać jeszcze o kilku szczegółach przyszłego użytkowania. 19 lipca 2013 roku Prezydent Gdańska podpisał Zarządzenie  Nr 988  o oddaniu naszemu zborowi Dworu Olszynka w użytkowanie na 50 lat.

[...] Przejmując tę nieruchomość, przez pierwsze 20 lat będziemy za użytkowanie płacić rocznie jedynie symboliczną kwotę ok. 200 złotych. Potem – w świetle dzisiejszego zarządzenia Prezydenta Gdańska  –  obowiązywać nas będą opłaty zgodne z prawem lokalnym, uchwalanym przez Radę Miasta Gdańska. Jeśli Pan zechce, to już wkrótce podpiszę akt notarialny i droga na Olszynkę formalnie stanie dla nas otworem.

Oczywiste, że po rozpoczęciu użytkowania dworu, będziemy nadal czynić starania o nabycie tej nieruchomości na własność, aby – jeżeli Pan Jezus wcześniej nie powróci – przyszłe pokolenie naszych współwyznawców  mogło korzystać z tego obiektu i używać go dla chwały Bożej. Stało mi się jednak jasne, że teraz nie należy tej sprawy stawiać na ostrzu noża. Skoro nawet Izraelici obejmowali Ziemię Obiecaną na własność etapami, to dlaczego my nie moglibyśmy zaufać Bogu i nie rozpocząć użytkowania tego obiektu z wiarą, że w przyszłości Bóg dopomoże nam osiągnąć statusu jego właścicieli?

Pragnę podkreślić, że od samego początku widzę Dwór Olszynka jako wymarzone miejsce dla naszego zboru. Negatywny stosunek niektórych braci do zaproponowanych nam warunków użytkowania, wzbudził we mnie myśl, że trzeba powalczyć z urzędnikami o zmianę niektórych zapisów. Stąd były potem konsultacje prawnicze i wielomiesięczne pertraktacje, które zakończyły się odstąpieniem Prezydenta od pomysłu przekazania nam dworu i ponownym wystawieniem go na przetarg. Zostałem wówczas wewnętrznie bardzo zasmucony, bowiem w sercu wiedziałem, że przez nasz upór zamknęliśmy sobie drzwi, które Pan nam otwierał. Gdy wiosną bieżącego roku Prezydent Gdańska, kolejny raz wyjaśniając brak możliwości prawnych sprzedaży nam Dworu Olszynka z zastosowaniem 99% bonifikaty, zaproponował powrót do idei oddania nam go w użytkowanie, moje serce rozradowało się i napełniło pokojem.

Przystępujemy więc do użytkowania Dworu Olszynka w przekonaniu, że dalsze upieranie się przy tym, aby Prezydent Gdańska na dzień dobry sprzedał nam tę nieruchomość za 1% wartości jest opcją nierealną, zwłaszcza, że trwa medialna nagonka na tego rodzaju jego decyzje. Co innego, gdy będziemy o to zabiegać już jako użytkownicy dworu, mający na swoim koncie widoczny argument, że rzeczywiście zajęliśmy się zabytkiem i poprawiamy wizerunek całej nieruchomości. Prezydent w ostatnim piśmie dał do zrozumienia, że możliwe jest przystąpienie do zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego już w najbliższych latach. Warunki, na jakich zaczynamy, są najlepsze z możliwych w granicach obowiązującego dziś w Gdańsku prawa.

Bracia i Siostry! Podstawową obawą niektórych z nas było i jest to, abyśmy po paru latach trudu i po wydaniu wszystkich uzbieranych przez nas środków, nie zostali pod jakimś pretekstem pozbawieni tej nieruchomości. Czy jednak, jako zbór Pański, powinniśmy aż tak bardzo obawiać się takiego obrotu sprawy? Ten świat nie jest naszym domem i w każdych okolicznościach pamiętamy, że jesteśmy tu tylko przychodniami. W świetle Biblii staje się też zrozumiałe, że niemal każdego dnia prawdziwi uczniowie Jezusa „przegrywają” w oczach świata. Są zbory na świecie, którym nawet dzisiaj odbiera się lub pali domy modlitwy. Są tysiące wierzących, których za przekonania zamyka się w więzieniach. Czyż takie zbory i takich wierzących uznajemy za przegranych? Nie. Raczej myślimy o nich, jako o bohaterach wiary i męczeństwa ze względu na Jezusa.

Oczywiste, że jeżeli nie będziemy wywiązywać się z podpisanej z Gminą Gdańsk umowy, to pozbawienie nas tej nieruchomości nie będzie miało znamion prześladowania za wiarę. Jednakże my z Bożą pomocą uczciwie będziemy starali się realizować plan remontu dworu i całą posesję postaramy się utrzymywać w nienagannym stanie. Gdyby zaś mimo to, ktoś próbował znaleźć na nas jakiś paragraf i po latach doprowadził do odebrania nam tej siedziby, to wtedy za przykład będziemy mogli wziąć Hebrajczyków, do których napisano: „Cierpieliście bowiem wespół z więźniami i przyjęliście z radością grabież waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwałą. Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę” [Hbr 10,34-35]. Innymi słowy, nawet jeżeli tak miałoby się stać w przyszłości, że po kilkudziesięciu latach władza jakimś prawnym podstępem pozbawi nas owocu naszego trudu, to nie będziemy żadnymi przegranymi w oczach Pana. Raczej posmakujemy chwały biorącej się z cierpienia i  prześladowania ze względu na Jezusa.

Część naszych braci obawia się również tego, że zgodnie z przyjętą formą własności po 20 latach będziemy zobowiązani do wnoszenia opłat za użytkowanie dworu, a po 50 latach nieruchomość miałaby powrócić na własność gminy Gdańsk. Czy jednak i te obawy nie są na wyrost? Przypominam, że są to warunki wynikające z miejscowego, a więc uchwalanego przed Radę Miasta Gdańska, aktualnie obowiązującego prawa. Dlaczego mielibyśmy zakładać, że mimo widocznych, pozytywnych efektów naszej obecności na Olszynce, Rada Miasta Gdańska nie zechce przyjąć uchwały zwalniającej nas z opłat za 20 lat? Przecież wierzymy,  że ponad władzą samorządową i rządem naszego kraju jest Bóg na niebie, który ma władzę całkowitą. „On zmienia czasy i pory, On utrąca królów i ustanawia królów, udziela mądrości mądrym, a rozumnym rozumu”  [Dn 2,21]. Skoro jesteśmy cząstką Kościoła, którego głową jest sam Jezus Chrystus  – to czemu nie mielibyśmy zaufać Panu Jezusowi również w tych sprawach?

Pragnę również zwrócić uwagę na fakt, że jako mieszkańcy Gdańska i jego okolic możemy potraktować nasze zaangażowanie w odbudowę Dworu Olszynka, jako swego rodzaju misję społeczną. Wielu Gdańszczan bezinteresownie poświęca się dla dobra lokalnej społeczności. Dlaczego my, jako ewangeliczni chrześcijanie, nie mielibyśmy i w tym stać się dobrym przykładem dla innych? Judejczycy mieli być w Babilonie tylko 70 lat, a Bóg zalecił im, aby budowali tam domy, sadzili winnice i dbali o pomyślność miasta, do którego zostali zesłani, bowiem od jego pomyślności miała zależeć również ich pomyślność. Czy byłoby to jakąś ujmą dla nas, gdyby w historii Gdańska pojawiła się kiedyś adnotacja, że dzięki pracowitości i bezinteresowności zielonoświątkowców w pierwszej połowie XXI wieku wyremontowano zniszczony Dwór Olszynka i uczyniono zeń miejsce użyteczne dla mieszkańców miasta?  Może warto i w ten sposób spojrzeć na całą sprawę.

Jest jeszcze inna kwestia, która przychodzi mi do głowy. Widziałem w Niemczech piękne obiekty sakralne należące do parafii, których członkowie w większości wymarli, a pozostała grupka wiernych boryka się z problemem utrzymania nieruchomości. Nie ma chętnych do wynajmu, nikt nie chce ich kupić, a rachunki trzeba płacić. Pomyślmy:  Jeżeli – nie daj Boże - Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE za kilkadziesiąt lat będzie liczyć np.  tylko 30 osób, to czy nie byłoby dla nas lepiej, aby zajmowana przez zbór nieruchomość została obowiązkowo przejęta przez Gminę Gdańsk? Jeżeli zaś nasz zbór przez te lata pomnoży się i rozwinie w mieście piękną, prężną działalność, to jakkolwiek Gmina Gdańsk podejdzie do sprawy, będziemy w stanie poradzić sobie i z tym problemem.

Najważniejsze jest jednak to, że w naszej chrześcijańskiej przygodzie życia, nie mury się liczą przede wszystkim i nie pieniądze, lecz liczy się wspólnota serc żyjących dla Boga ludzi.  Gdy zgromadzamy się na jednym miejscu, gdy razem pracujemy, odpoczywamy, głosimy ewangelię, wielbimy Boga, grillujemy, gdy - jednym słowem - razem cieszymy się życiem, nasz Pan ma chwałę, a my osiągamy to, o co w życiu Kościoła faktycznie chodzi. Nieruchomość taka, czy inna, to sprawa przejściowa. Można ją nawet stracić, a Kościół nadal będzie pięknie żyć, jeżeli tylko jego członkowie wzajemnie się miłują i trwają w wierze. Wierzę, że takim zborem już jesteśmy i takim coraz bardziej będziemy się stawać.

Piszę to wszystko, Bracia i Siostry, bo wiem, że niektórzy z Was będą borykać się również z problemem zmiany adresu zgromadzeń zboru.  W takich przypadkach czasem dochodzi nawet do zmiany przynależności zborowej. Trwając we wzajemnej miłości uszanujemy oczywiście i pobłogosławimy każdą decyzję o przejściu do innej wspólnoty.  Z uwagi na odmienne zdanie w sprawie warunków przenosin na Olszynkę, dwaj bracia zrezygnowali z uczestnictwa w radzie zborowej, a jednak nadal są wśród nas mile widziani i nie mamy o to do nich pretensji. Zbór to nie sekta, gdzie wszyscy muszą tak samo myśleć i trzymać się swojego guru, chociaż im się już nie chce. Podobnie jak w całkowitej wolności przyłączaliśmy się do zboru, tak też mamy pełną swobodę,  aby go opuścić. Nikogo – broń Boże - do tego nie zachęcam, ale pragnę, abyśmy przenosili się na Olszynkę bez narzekania i przykrego poczucia obowiązku. Każda przygoda, każde nowe przedsięwzięcie zawiera w sobie element ryzyka i cząstkę nieznanego wcześniej wysiłku. Przecież nie wszystkim musi się chcieć tym niedogodnościom stawiać czoła.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych z Was, Bracia i Siostry, przeprowadzka wiązać się będzie z istotnymi zmianami. Bardzo jest mi przykro z tego powodu, że po przeniesieniu zgromadzeń zboru na Olszynkę, w dotarcie tam trzeba Wam będzie wkładać więcej niż obecnie wysiłku i czasu. Postaramy się dostrzegać i w miarę możliwości łagodzić Wam tę niedogodność. Ośmielam się jednak Was prosić, abyście nie podejmowali pochopnych decyzji o szukaniu sobie w związku z tym innego zboru.  Bardzo zależy mi na każdym z Was. Pragnę, abyśmy razem przeżywali tę przygodę zadomawiania się w Dworze Olszynka. Wierzę, że wraz z tą przeprowadzką Bóg ma dla naszego zboru nowe doświadczenia, które będą czynić nas dojrzalszymi i spowodują wzrost naszej wiary. Obok trudu i nowych wyzwań, czeka nas tam też wiele radości! Byłoby to dla nas niepowetowaną stratą, gdyby kogokolwiek z nas miał w tych przeżyciach nie uczestniczyć.

Tak oto nasz Zbór stanął na progu nowego etapu działalności. Zbudujmy na rzecz Olszynki szeroką koalicję serc! Owszem, nie idziemy tam na łatwiznę. Nieraz trzeba będzie zakasać rękawy i w miarę możliwości stanąć do pracy. Ale uwaga! Idziemy tam razem! Bóg umieścił w nas wielki i różnorodny potencjał, który dzień po dniu będzie się teraz ujawniał. Będziemy przy tym prosić Braci i Siostry z innych zborów, aby i oni stanęli razem z nami we wierze i modlitwie o błogosławieństwo Boże.
Idziemy na Olszynkę przede wszystkim po to, by w tym urokliwym miejscu przeżywać wspólnie społeczność z naszym Zbawicielem i Panem, Jezusem Chrystusem. Wierzę, że budynek dworu, sala zgromadzeń w odremontowanej wozowni, hektarowy ogród i zakole wpływającej do Gdańska Motławy – wszystko to tworzyć będzie przyjazną oprawę naszych przeżyć i spotkań z Panem Jezusem.

Idziemy na Olszynkę, ażeby w tych nowych warunkach, poprzez nasze życie, pracę i niesienie pomocy zapoznawać ludzi z Panem Jezusem Chrystusem. Będziemy w tej części miasta różnymi sposobami głosić Słowo Boże. Z czasem rozwiniemy tam szerszą działalność. Wykluczonych społecznie będziemy z Bożą pomocą przywracać do normalnego funkcjonowania. Zagubionym i bezradnym w imię Boże  podamy rękę. Zadbamy o to, aby Dwór Olszynka przyciągał dzieci interesującymi zajęciami i zabawą. Spróbujemy uhonorować pamięć po żuławskich mennonitach, urządzając w dworze Izbę Dziedzictwa Kulturowego i Duchowego Mennonitów. Postaramy się o to, by nasza posesja urzekała dobrze zaprojektowanym i zadbanym ogrodem, a sam  dwór by rozbrzmiewał muzyką. Mamy marzenie, by można było u nas wsiąść w kajak i spod Dworu Olszynka popłynąć Motławą na zwiedzanie Gdańska od strony wody, bez konieczności przeciskania się zatłoczonymi ulicami. Niewykluczone, że inni nasi goście w tym czasie będą mogli odbyć konną przejażdżkę po  Gdańskich Żuławach. Nosimy w sercu wizję dużej, całorocznej bazy noclegowej, dostępnej dla wszystkich naszych przyjaciół odwiedzających Gdańsk. Wreszcie, myślimy też o urządzeniu w zespole dworsko-parkowym Olszynka stacjonarnego ośrodka dla seniorów pod przykładową na razie nazwą „Pogodna Jesień Życia”.

Jak szybko ta wizja Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE się urzeczywistni? Nie wiem. Módlmy się i z wiarą zabierzmy się do pracy, a Bóg zatroszczy się o terminy i niezbędne środki. Jedno już dzisiaj – z racji skromnych możliwości zboru - jest jasne: Każdy pozytywny rezultat naszej obecności na Olszynce będzie wołał: Chwała należy się Bogu! Właśnie dlatego i sam nie chcę tej przygody ani na chwilę przegapić, i tak samo nie chciałbym, aby ominęła ona kogokolwiek z Was, Bracia i Siostry. Sierpień 2013 roku. Marian Biernacki

15 sierpnia 2013 roku we wpisie na moim blogu pod tytułem: "Czy będzie to pozytywny impuls dla Olszynki?" pisałem:

Mamy dziś w Gdańsku okrągłą rocznicę przyłączenia do miasta terenów dzielnicy Olszynka. Przedwojenne wioski: Mała Olszynka (Klein Walddorf)  i Wielka Olszynka (Gross Walddorf) położone na Żuławach Gdańskich w dniu 15 sierpnia 1933 roku zostały włączone w granice administracyjne Gdańska pod jedną, wspólną nazwą Olszynka (wówczas: Bürgerwalde). Tak oto dawny las podmiejski, z czasem całkowicie wyeksploatowany i następnie przeobrażony w niewielką wioskę, stał się w końcu dzielnicą Gdańska.

Co to dało mieszkańcom Olszynki? Pomimo bliskiego sąsiedztwa ze Śródmieściem  nowa dzielnica nie uległa znaczącemu przeobrażeniu. Nie doszło w niej do żadnego boomu inwestycyjnego. Poza historyczną Bramą Nizinną widać przeważnie jakieś niewielkie firmy, ubogie domostwa i ogródki działkowe.  Dlaczego? Głównie z powodu położenia dzielnicy na obszarach zalewowych, a miejscami nawet depresyjnych.  Po prostu, Gdańsk - jak do tej pory - nie rozwija się w stronę Żuław.

Gdy zastanawiam się nad tym cywilizacyjnym zastojem Olszynki, nasuwa mi się myśl o duchowym rozwoju człowieka. Nie zawsze przyłączenie się do społeczności chrześcijańskiej oznacza  przemianę życia i gwarantowany wzrost duchowy. Są chrześcijanie, którzy pomimo przynależności do zboru przez całe lata tkwią w miejscu. Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego [Hbr 5,12]. Podczas gdy inni wzrastają w poznaniu Boga, rozwijają się w wierze i wydają owoc Ducha, u nich przez lata nie widać żadnych zmian. Dlaczego?

Jednym z nielicznych symboli Olszynki jest założony w latach: 1790 – 1802 na terenie Klein Walddorf zespół dworsko-parkowy, skrótowo zwany Dworem Olszynka. Degradowany przez lata dwór olszyński potrzebował kogoś, kto zechciałby się nim zaopiekować, naprawić jego zniszczenia i przywrócić mu dawny blask. Wielokrotnie wystawiany przez Gminę Gdańsk na sprzedaż, jakoś nie znajdował nikogo chętnego, kto na dobre chciałby się nim zająć. Tak się jednak składa, że osiemdziesiąta rocznica przyłączenia Olszynki do Gdańska zbiega się ze zmianą w losach dworu. Już wkrótce przejmie go Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w celu ulokowania w nim swojej siedziby.

Czy proces przywracania zabytkowego Dworu Olszynka do życia powiedzie się na tyle, by zaczęło to wpływać na zmianę atmosfery w całej dzielnicy? Czy wiara, nadzieja i miłość wypełniająca serca ewangelicznie wierzących chrześcijan zacznie udzielać się mieszkańcom Olszynki? Czy możemy stać się dobrym impulsem dla rozwoju tej części miasta? Kiedyś na Żuławach Gdańskich pojawili się nasi bracia w wierze, mennonici, i dobrze wpłynęli na zagospodarowanie tych terenów. Czy pójdziemy w ich ślady?

Wiem jedno: Nie idziemy na Olszynkę nadaremno i bezcelowo. Wierzę, że Bóg posyła nas tam z duchową misją, abyśmy do tej zaniedbanej, depresyjnej dzielnicy zaczęli wnosić światło ewangelii i radość życia z Jezusem. Czas pokazał, że same zmiany administracyjne Olszynce niewiele dały. Zobaczymy co da jej systematyczna obecność ludzi odrodzonych z Ducha Świętego.
Pod koniec pierwszego dnia intensywnej pracy

Powyższa myśl wywołuje we mnie również osobiste marzenia. Chciałbym dla innych chrześcijan stawać się bodźcem do ich wzrostu w wierze. Pragnę, aby w wyniku kontaktów ze mną życie wielu ludzi zakwitało miłością do Jezusa.

5 września 2013 roku podpisaliśmy w związku z tym stosowny Protokół uzgodnień aby 12 września 2013 roku aktem notarialnym nabyć formalne prawa do władania nieruchomością. Nie czekając na praktyczne przekazanie nam dworu przez Gdański Zarząd Nieruchomości Komunalnych na dzień 21 września 2013 roku ogłosiliśmy akcję oczyszczania dziedzińca dworskiego. Następnego dnia, 22 września 2013 roku w niedzielne popołudnie, na częściowo oczyszczonym placu, urządziliśmy  uroczystość Dedykacji Dworu Olszynka. Do uroczystej modlitwy zaprosiłem pastorów trójmiejskich zborów baptystycznych i zielonoświątkowych oraz naszego prezbitera okręgowego. W myśl Słowa Bożego z Pierwszego Listu do Koryntian 10,31 - Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą, cały czekający nas na Olszynce trud i jego wyniki zadedykowaliśmy chwale naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

Akt Dedykacji Dworu Olszynka chwale Bożej
24 września 2013 roku podpisałem "protokół zdawczo-odbiorczy z wydania nieruchomości położonej przy ul. Olszyńskiej 37 i 37A" i od tego momentu staliśmy się gospodarzami na dworze olszyńskim. Początkowo bez prądu i wody, ale już nieprzerwanie dniem i nocą, 24 godziny na dobę byliśmy i jesteśmy na Olszynce, opiekując się otrzymaną nieruchomością. 1 grudnia 2013 roku rada zborowa Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE podjęła uchwałę, że z dniem 1 stycznia 2014 roku formalnie przenosimy siedzibę zboru z dotychczasowego, wynajmowanego lokalu przy ul. Droszyńskiego 28 do nieruchomości przy ul. Olszyńskiej 37.

Prowizoryczny dom modlitwy
służył nam przez trzy letnie sezony
Wiosną 2014 roku wpadliśmy na pomysł, żeby wraz z nastaniem lata wypowiedzieć kosztowną umowę najmu sali na zgromadzenia zboru w Oliwie i urządzać je już na pozyskanej posesji. Zakupiliśmy trzy hale namiotowe o wymiarach 5m x 10m, zbudowaliśmy podłogę o wymiarach 10m x 15m i w ostatnich dniach kwietnia ustawiliśmy naszą pierwszą "kaplicę" na Olszynce. 1 maja 2014 roku urządziliśmy w niej majówkę z zaproszonym zborem z Pruszcza Gdańskiego, a 4 maja - pierwsze nabożeństwo. Od tej pory już regularnie nabożeństwa naszego zboru każdej niedzieli odbywają się na Olszynce.

Pierwsze nabożeństwo na Olszynce
Początkowo sądziłem, że po sezonie letnim, ponieważ nie mieliśmy jeszcze w budynku żadnego przestronnego pomieszczenia, zmuszeni będziemy wynająć na zimę jakąś salę na mieście. Bracia i Siostry jednak tak pokochali zgromadzenia na Olszynce, że postanowiliśmy już z niej – choćby nawet czasowo - nigdzie się nie przenosić. Rzuciliśmy się w wir przygotowania na parterze dworu dwóch pomieszczeń połączonych szerokimi drzwiami i tak stworzyliśmy drugą, zimową "kaplicę" na zgromadzenia zboru. W międzyczasie mocno zaczęliśmy się starać o projekt adaptacji dawnej wozowni dworskiej na salę nabożeństw. 13 marca 2015 roku odebraliśmy pozwolenie na budowę i był to naprawdę wyjątkowo szczęśliwy piątek trzynastego.

budowa kaplicy po miesiącu pracy
W ostatnich dniach marca 2015 roku przystąpiliśmy do prac rozbiórkowych. Trwająca dziewiętnaście miesięcy adaptacja dawnej wozowni dworskiej, a raczej budowa nowej sali spotkań i nabożeństw, prowadzona sposobem gospodarczym, zasługuje na oddzielną opowieść. Mam nadzieję wkrótce to zrobić, a tymczasem odnotujmy jedynie datę 6 listopada 2016 roku. Tego dnia bowiem miała miejsce  uroczystość otwarcia nowej kaplicy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE. W jej trakcie pokazaliśmy ośmiominutowy filmik:  Jak to się stało? Ze strony władz samorządowych wziął w niej udział Zastępca Prezydenta Miasta Gdańska, Pan Piotr Kowalczuk, Radny Miasta Gdańska, Pan Adam Nieroda oraz przewodnicząca Rady Dzielnicy Olszynka, Pani Jadwiga Kubik.

Nowa sala nabożeństw w przeddzień otwarcia
W trakcie budowy, 24 lutego 2016 roku otrzymałem zawiadomienie, że mój wniosek o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla naszej działki został ujęty w planie pracy Biura Rozwoju Gdańska na III kwartał 2016 roku. Rzeczywiście, w zapowiedzianym terminie tak ważna dla nas sprawa ruszyła z miejsca. 25 sierpnia 2016 roku Rada Miasta Gdańska podjęła uchwałę o przystąpieniu do zmiany MPZP. Biuro Rozwoju Gdańska przygotowało opracowanie nowego planu  i uchwałą z dnia 31 sierpnia 2017 roku Rada Miasta Gdańska jednogłośnie uchwaliła nowy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego Olszynka – Dwór Olszyński nr 1616, w dziale: "Przeznaczenie terenu" wpisując cele sakralne. Byłem szczęśliwy. Podstawowa przeszkoda prawna do starań o nabycie użytkowanej przez zbór nieruchomości z zastosowaniem bonifikaty została usunięta.

Niedługo po zakończeniu budowy nowej kaplicy otrzymałem informację, że Prezydent Gdańska będzie odbywać gospodarski spacer po Olszynce i wyraża chęć odwiedzenia naszej siedziby. Nastąpiło to w dniu 19 kwietnia 2017 roku. Pan Prezydent Paweł Adamowicz w towarzystwie dyrektorów wydziałów Urzędu Miejskiego w Gdańsku i innych kluczowych urzędników gdańskiego magistratu dał się oprowadzić po całej posesji naszego zboru, a nade wszystko obejrzał nowo otwartą kaplicę. Tydzień później, 26 kwietnia 2017 roku w Szkole Podstawowej na Olszynce odbyło się spotkanie Prezydenta z mieszkańcami, podczas którego otrzymałem od Prezydenta Gdańska w obecności mieszkańców dyplom wyróżnienia i podziękowania za naszą działalność na Olszynce.

Nadszedł czas kolejnego, strategicznego kroku na drodze do własności użytkowanego przez zbór dworu olszyńskiego. 28 listopada 2017 roku z modlitwą w sercu złożyłem na ręce Prezydenta Gdańska wniosek następującej treści:

"Kościół Zielonoświątkowy, Zbór Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku na postawie art. 37, pkt. 10 i art. 68 pkt. 6 ustawy o gospodarce nieruchomościami z dnia 21 sierpnia 1997 roku oraz art. 23 ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Zielonoświątkowego w RP z dnia 20 lutego 1997 roku, a także na podstawie paragrafu 8 pkt. 3 uchwały Nr XLII/1163/17 Rady Miasta Gdańska w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Olszynka – Dwór Olszyński w mieście Gdańsku z dnia 31 sierpnia 2017 roku składa wniosek o zbycie na rzecz Kościoła Zielonoświątkowego, Zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, w trybie bezprzetargowym z zastosowaniem 99% bonifikaty, nieruchomości gruntowej, położonej przy ul. Olszyńskiej 37 i 37A w Gdańsku, zabudowanej zabytkowym dworem oraz zaadaptowanym już na salę nabożeństw budynkiem dawnej wozowni.

Użytkowane przez Kościół od września 2013 roku założenie dworsko – parkowe Gdańsk Olszynka wymaga min. kapitalnego remontu dworu, rekonstrukcji nieistniejącego budynku dawnej stajni, odtworzenia kamiennego dziedzińca i zieleni parkowej. Nabycie tej nieruchomości umożliwi Kościołowi pozyskiwanie środków finansowych oraz innych form wsparcia, koniecznych do realizacji ww. celów i przywrócenia jej historycznego wyglądu. Pozwoli nam także rozwijać na Olszynce szereg dalszych projektów dla dobra mieszkańców Gdańska. 
Z poważaniem, Marian Biernacki"

5 stycznia 2018 roku na adres zboru dotarła kopia pisma Wydziału Skarbu Urzędu Miejskiego w Gdańsku skierowanego do Pomorskiego Konserwatora Zabytków, w którym było napisane m.in.: „Wydział Skarbu – Urzędu Miejskiego w Gdańsku uprzejmie informuje, że zostały wszczęte procedury zmierzające do sprzedaży na rzecz Kościoła Zielonoświątkowego, Centrum Chrześcijańskie Nowe Życie nieruchomości gruntowej, stanowiącej własność Gminy Miasta Gdańska, położonej w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37 i 37A w obrębie 113… […] W związku z powyższym … (…) uprzejmie proszę o wyrażenie zgody na sprzedaż w/w nieruchomości gruntowej na rzecz Kościoła Zielonoświątkowego Centrum Chrześcijańskie Nowe Życie”. Tydzień później otrzymaliśmy kopię zgody Konserwatora Zabytków na tę sprzedaż.

Tak oto wiara, z którą cztery lata wcześniej przejmowaliśmy w użytkowanie dwór olszyński, ufność Bogu, że nasz zbór w odpowiednim czasie stanie się jego właścicielem, weszła w ostatnią fazę urzeczywistnienia. W dniu 20 lutego 2018 roku Prezydent Miasta Gdańska wydał zarządzenie „w sprawie podania do publicznej wiadomości wykazu nieruchomości stanowiącej własność Gminy Miasta Gdańska, położonej w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37 i 37A, przeznaczonej do sprzedaży w drodze bezprzetargowej na cele działalności sakralnej.” Oto jego zasadnicza treść:
„Zarządza się co następuje:
§ 1. Podaje się do publicznej wiadomości wykaz obejmujący nieruchomość zabudowaną, stanowiącą własność Gminy Miasta Gdańska, położoną w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37 i 37a, w obrębie 113, obejmującą działkę nr 319/13, obszaru 4361 m2  , zapisaną w księdze wieczystej GD1G/00261572/0, prowadzonej przez Sąd Rejonowy Gdańsk - Północ w Gdańsku, oraz działkę nr 320/3, obszaru 5658 m2  zapisaną w księdze wieczystej GD1G/00261572/0, prowadzonej przez Sąd Rejonowy Gdańsk – Północ w Gdańsku, przeznaczoną do sprzedaży w drodze bezprzetargowej na rzecz Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce, Zbór Centrum Chrześcijańskie Nowe Życie z siedzibą w Gdańsku, na cele działalności sakralnej.
§ 2. Od ceny sprzedaży nieruchomości określonej w § 1, udziela się bonifikaty w wysokości 99%.
§ 3. Szczegółowe dane dotyczące nieruchomości określonej w § 1 zawiera załącznik Nr 1 do niniejszego zarządzenia”.

Sześć tygodni później, 4 kwietnia 2018 roku w jednym z gdańskich biur notarialnych miałem zaszczyt podpisać notarialny akt przeniesienia własności użytkowanej już przez zbór nieruchomości z dotychczasowego właściciela, tj. Gminy Gdańsk na Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Cel, do którego zmierzałem dwadzieścia dwa lata został osiągnięty. Następne pokolenia członków naszego zboru nie muszą już zachodzić w głowę, co będzie dalej ze zborem, gdy za piętnaście lat skończy się umowa bezpłatnego użytkowania. Umowy użytkowania już nie ma. Jest własność. Alleluja! Bogu należy się chwała i nasza szczera wdzięczność.

Swego czasu Bóg powiedział do Abrahama: Podnieś oczy swoje i spojrzyj z miejsca, na którym jesteś, na północ i na południe, i na wschód i na zachód, bo całą tę ziemię, którą widzisz, dam tobie i potomstwu twemu na wieki [1Mo 13,14-15]. Wiadomo, że nie od razu tak się stało. W naszym przypadku od chwili pierwszego spojrzenia na dwór olszyński musiało upłynąć sześć lat, zanim staliśmy się jego właścicielami. Lecz uwaga! Gdy usłyszane Słowo Boże zostanie powiązane z wiarą, to zawsze - wcześniej czy później - doczekamy się jego spełnienia.

Kończąc moje świadectwo pragnę raz jeszcze podkreślić rolę osób, które wspomogły mnie w najtrudniejszym okresie duchowego boju o dwór olszyński i pierwszych dniach na Olszynce. W kolejnych miesiącach dołączyło do nas sporo innych osób, co również bardzo doceniam, lecz gdy było najtrudniej, stanęli przy mnie moi najbliżsi; Gabriela, Tomek i Ania, a także Zdzisław, Adam, Włodzimierz, Jarosław i Dariusz, dając mi wyraźnie odczuć, że mogę na nich liczyć zarówno w dniach dobrych, jak i w złych. Wkrótce potem całym sercem byli z nami też Gabriel, Piotr, Irek, Bogdan, Krzysztof, Łukasz, Andrzej i inni oraz nasze wspaniałe kobiety; Teresa, Iwona, Józia, Basia, Krysia, Mariola, Martyna, Ela i inne, niewiele ustępując mężczyznom nawet w pracach fizycznych. Bogaty materiał fotograficzny z tamtych lat ustawicznie będzie mi przypominał te kochane, wierne i pracowite twarze. Naprawdę, bardzo jestem wdzięczny Bogu za każdą osobę, która chociażby dobrym słowem i dorywczą pracą na Olszynce dawała wyraz jedności w przejmowaniu naszej "ziemi obiecanej". Jestem wdzięczny też prezbiterowi okręgowemu, Józefowi, że w krytycznym momencie opisanych wyżej zmagań udzielił mi konkretnego poparcia.

Tak oto dzięki wspaniałomyślności naszego Boga i Pana, Jezusa Chrystusa, pracowitości miejscowych Braci i Sióstr, życzliwości Pana Prezydenta i Radnych Miasta Gdańska oraz wsparciu rozsianych po kraju i świecie Przyjaciół, Zbór Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE - bez najmniejszej złotówki zadłużenia -  jest właścicielem pięknie położonej nad Motławą nieruchomości przy ul. Olszyńskiej 37 w Gdańsku. Jest to ponad hektarowa działka zabudowana zabytkowym dworem olszyńskim i dawną wozownią dworską, zaadaptowaną już na salę nabożeństw. Z Bożą pomocą planujemy teraz wyremontować dwór i zrekonstruować trzeci budynek, tj. dawną stajnię, aby urządzić miejsce schronienia dla ludzi sędziwych i doświadczonych przez los oraz bazę noclegową dla gości zboru.

Mamy wspaniały ośrodek do głoszenia Słowa Bożego. Mamy doskonałe warunki do rozwijania działalności społecznej na rzecz lokalnej społeczności; okazywania ludziom miłości Chrystusowej, podawania pomocnej dłoni oraz krzewienia etyki i kultury chrześcijańskiej. Mamy miejsce osobistego wytchnienia, budowania relacji i udzielania gościny. Mamy korzystne warunki do wzrastania w wierze i rozwijania się w służbie. Mamy dobrą bazę do ewangelizowania całej okolicy. Niech każdy metr kwadratowy tej ziemi i budynków zawsze już służy chwale Bożej i ludzkiemu dobru.

30 marca, 2018

Hołd ocalonych od gniewu

Chociaż skutki gniewu zależne są od charakteru i możliwości osoby zagniewanej, to nawet gniew dziecka jest zjawiskiem przykrym i strasznym. A skoro gniew człowieka potrafi siać grozę, to co dopiero gniew Boga?! Gdy Bóg się gniewa, trzeba się bać. Jest to gniew święty i zawsze słuszny. Albowiem gniew Boży z nieba objawia się przeciwko wszelkiej bezbożności i nieprawości ludzi, którzy przez nieprawość tłumią prawdę [Rz 1,18]. Gdyż to wiedzcie na pewno, iż żaden rozpustnik albo nieczysty, lub chciwiec, to znaczy bałwochwalca, nie ma udziału w Królestwie Chrystusowym i Bożym. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, z powodu nich bowiem spada gniew Boży na nieposłusznych synów [Ef 5,5-6].

Syn Boży – Jezus Chrystus – wiedział, że nawet On biorąc na Siebie nasze grzechy, będzie musiał spotkać się z gniewem Ojca. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni.  Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich [Iz 53,5-6]. Stąd modlitwa Jezusa: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty [Mt 26,39]. Największym problemem Jezusa nie było zbliżające się cierpienie fizyczne, lecz gniew Ojca. Syn Boży, który zawsze zyskiwał upodobanie w oczach Ojca, teraz miał spotkać się z Jego gniewem. I tak się stało. Następnego dnia, pijąc z tego kielicha gniewu Bożego, Jezus dramatycznie zawołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? [Mt 27,46].

Grzech zawsze sprowadza na człowieka gniew Boży. Tylko przez osobistą wiarę w Jezusa Chrystusa możemy tego gniewu uniknąć. Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim [Jn 3,36]. Trzeba koniecznie słuchać Syna Bożego. Kto zaś już jest chrześcijaninem, ma stały obowiązek utrzymywania się z dala od rzeczy wywołujących gniew Boży. Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem, z powodu których przychodzi gniew Boży [Kol 3,5-6].

Bóg tak samo, jak jest miłością, jest także Bogiem wywierającym gniew. To bardzo ważna prawda o Bogu. Bogiem żarliwym i mściwym jest Pan. Mściwy jest Pan i pełen gniewu. Mści się Pan na swoich wrogach i wybucha gniewem na swoich nieprzyjaciół. Pan jest cierpliwy i pełen łaski, lecz na pewno sprawi, że winny nie ujdzie bezkarnie. Jego droga jest w burzy i wichrze, a chmura jest prochem pod jego nogami. […] Kto ostoi się przed jego srogością? Kto wytrwa wobec zapalczywości jego gniewu? Jego zawziętość roznieca się jak ogień, a skały rozpadają się przed nim [Nah 1,2-6].

Biblia mówi o nadejściu strasznego gniewu Bożego. Bliski jest wielki dzień Pana, bliski i bardzo szybko nadchodzi. Słuchaj! Dzień Pana jest gorzki! Wtedy nawet i bohater będzie krzyczał. Dzień ów jest dniem gniewu, dniem ucisku i utrapienia, dniem huku i hałasu, dniem ciemności i mroku, dniem obłoków i gęstych chmur, dniem trąby i okrzyku wojennego przeciwko miastom obronnym i przeciwko basztom wysokim. Wtedy ześlę strach na ludzi, tak iż chodzić będą jak ślepi, gdyż zgrzeszyli przeciwko Panu. Ich krew będzie rozbryzgana niby proch, a ich wnętrzności rozrzucone niby błoto. Ani ich srebro, ani ich złoto nie będzie mogło ich wyratować w dniu gniewu Pana, bo ogień gniewu Pana pochłonie całą ziemię. Doprawdy, koniec straszną zagładę zgotuje wszystkim mieszkańcom ziemi [Sf 1,14-18].

Księga Objawienia św. Jana potwierdza, że ten gniew pochodzić będzie od Boga, bo wyszło ze świątyni siedmiu aniołów, mających siedem plag, odzianych w czyste, lśniące płótno i opasanych przez pierś złotymi pasami. A jedna z czterech postaci dała siedmiu aniołom siedem złotych czasz, pełnych gniewu Boga, który żyje na wieki wieków. I napełniła się świątynia dymem od chwały Bożej i mocy jego, i nikt nie mógł wejść do świątyni, dopóki nie dopełni się siedem plag siedmiu aniołów. I usłyszałem donośny głos mówiący ze świątyni do siedmiu aniołów: Idźcie i wylejcie siedem czasz gniewu Bożego na ziemię [Obj 15,6 – 16].

Wszyscy ludzie, którzy nie będą przez wiarę ukryci w Chrystusie, wszyscy przynależący do świata, każdy kto jest po stronie Antychrysta, spotka się ze strasznym gniewem Boga. Jeżeli ktoś odda pokłon zwierzęciu i jego posągowi i przyjmie znamię na swoje czoło lub na swoją rękę, to i on pić będzie samo czyste wino gniewu Bożego z kielicha jego gniewu i będzie męczony w ogniu i w siarce wobec świętych aniołów i wobec Baranka [Obj 14,9-10]. I uwaga! Sam Syn Boży – który za pierwszym razem przyszedł, aby zamiast grzeszników wypić kielich gniewu Bożego i świat zbawić, teraz będzie gniew Boży wywierać! I widziałem niebo otwarte, a oto biały koń, a Ten, który na nim siedział, nazywa się Wierny i Prawdziwy, gdyż sprawiedliwie sądzi i sprawiedliwie walczy. […] A z ust jego wychodzi ostry miecz, którym miał pobić narody, i będzie nimi rządził laską żelazną, On sam też tłoczy kadź wina zapalczywego gniewu Boga, Wszechmogącego. A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: Król królów i Pan panów [Obj 19,11-16].

Gdy powyższe słowa Pisma Świętego bierzemy pod uwagę, to jakże błogosławiona jest w naszych sercach i uszach prawda o przeznaczeniu wierzących w Jezusa Chrystusa! Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, razem z nim żyli [1Ts 5,9-10]. Alleluja! Kto uwierzył w Jezusa Chrystusa i jest Mu posłuszny, jest ocalony przed gniewem Bożym, który spada tylko na nieposłusznych synów [Ef 5,6].

Bogu niech będą dzięki, że – póki co -  każdy z nas ma możliwość opamiętania się i złożenia Bogu wyznania zapowiedzianego przez proroka Izajasza: I powiesz w owym dniu: Dziękuję ci, Panie, gdyż gniewałeś się wprawdzie na mnie, lecz twój gniew ustał i pocieszyłeś mnie.  Oto, Bóg zbawieniem moim! Zaufam i nie będę się lękał: gdyż Pan jest mocą moją i pieśnią moją, i zbawieniem moim [Iz 12,1-2].

Dołączmy do grona ocalonych od gniewu. Złóżmy Mu hołd. Pokłońmy się Panu Jezusowi Chrystusowi i żywiąc wdzięczność za to, że On zamiast nas wypił kielich gniewu Bożego, unikajmy wszystkiego, co mogłoby sprawić, że Jego gniew mógłby nad nami ponownie zawisnąć.

29 marca, 2018

A gdyby Jezus w te święta miał być naszą jedyną atrakcją?

W okresie Wielkiego Tygodnia przywódcy chrześcijańscy dwoją się i troją, aby w Wielkanoc przyciągnąć do kościoła jak najwięcej ludzi. Tam gdzie nie liczy się siła tradycji i obrzędów religijnych, wiernych zachęca się muzyką, nowym wystrojem miejsca spotkań, wyśmienitym jedzeniem, atrakcyjnym programem dla dzieci itd. Niektórzy nabożeństwo wielkanocne zapowiadają wręcz jako spotkanie, jakiego jeszcze nie było! Co mają na myśli? Do niedzieli ma to pozostać tajemnicą, bo tajemniczy charakter zaproszenia zwiększa jego siłę przyciągania...

A gdyby Jezus w te święta miał być naszą jedyną atrakcją? Gdyby wszyscy zborowi muzycy i wokaliści wyjechali na święta? Gdyby z powodu awarii prądu przestało działać oświetlenie i ogrzewanie? Gdyby nie miało być żadnego jedzenia, ba, żadnej nawet filiżanki kawy po nabożeństwie? Gdyby rozchorowały się osoby odpowiedzialne za program dla dzieci, a ulubiony nasz kaznodzieja miał tej niedzieli głosić swe porywające przesłanie w Warszawie, a nie u nas - to co..? Czy sama obecność Jezusa miałaby dla nas dostateczną siłę przyciągania, aby z radością wziąć udział w zbliżającym się nabożeństwie?

W Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku na Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego nie zapowiadamy żadnych nowych atrakcji. Będziemy głosić to samo, co głosili nasi ojcowie w wierze, a wcześniej, sami apostołowie Jezusa Chrystusa. A przypominam wam, bracia, ewangelię, którą wam zwiastowałem, którą też przyjęliście i w której trwacie, i przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism [1Ko 15,1-4].

Starodawna ewangelia Chrystusowa wciąż jest u nas na czasie. Nie rozglądamy się za żadnymi nowinkami teologicznymi, ani - tym bardziej - za nowymi metodami uatrakcyjniania spotkań naszej wspólnoty. Obecność Pana Jezusa, naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana, w zupełności nam wystarcza. Wszystko czego chcę, jest w Tobie - śpiewamy Jezusowi i taka jest prawda.

Tak więc w Wielki Piątek zbór zgromadzi się, aby z powagą sprawować Wieczerzę Pańską. Niektórzy z nas zapłaczą nad swoimi grzechami, wyznają je i szczerze zwrócą swe serca ku Bogu, przyjmując usprawiedliwienie wyjednane nam ofiarą z krwi Chrystusowej. Dla umęczonej wyrzutami sumienia duszy nie masz nic lepszego od ulgi odpuszczenia win. Będziemy składać hołd naszemu Panu, który ocalił nas od nadchodzącego gniewu Bożego. Będziemy dziękować za zbawienie od naszych grzechów.

W Niedzielę Zmartwychwstania zaś będziemy się radować Chrystusowym zwycięstwem nad śmiercią. Będziemy się modlić. Będziemy Zmartwychwstałemu śpiewać znane pieśni dziękczynienia i uwielbienia. Ponieważ będzie z nami Ten - który był umarły, a oto żyje na wieki wieków i ma klucze śmierci i piekła - naszej nieudawanej radości nie będzie końca...