19 października, 2018

Jak zyskać względy u Boga?

W tych dniach codziennie ktoś stara się nam przypodobać i zyskać nasz głos w wyborach samorządowych. Tymczasem trwają wybory o niebo ważniejsze. Każdego dnia Bóg wybiera sobie ludzi, których ostatecznie chce mieć w Królestwie Bożym.  Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, dał wam [J 15,16]. Być w drużynie Syna Bożego - to prawdziwy zaszczyt i wieczna chwała. Jak więc zyskać względy u Boga i być Jego wybrańcem?

Absolutnie elementarnym i koniecznym warunkiem podobania się Bogu jest wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Tylko w Jezusie i poprzez Jezusa możemy znaleźć upodobanie w oczach Bożych. Bez całkowitego oddania serca Chrystusowi Panu nic się u Boga nie liczy. Żaden nasz trud, żadne osiągnięcia, nic nie będzie miało znaczenia, jeśli nie jest powiązane z wiarą w Jezusa Chrystusa. Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim [J 3,36]. Bóg wybiera sobie ludzi tylko w ten jeden sposób. Gdy zaś już w Jezusa Chrystusa uwierzymy i On jest naszym Zbawicielem i Panem, to z tej wiary wynika wielka potrzeba serca, aby podobać się Bogu praktycznie i na co dzień. Oto krótki przegląd postaw gwarantujących upodobanie w Bożych oczach:

1. Posłuszeństwo Słowu Bożemu. Od zawsze ludzie myślą, że można przypodobać się Bogu poprzez złożenie Mu jakiejś ofiary. Tymczasem Biblia mówi: Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani [1Sm 15,22].

2. Miłosierdzie, prawość i sprawiedliwość. Nie ma lepszego sposobu na zyskanie względów u Boga, ponad to, ażeby być podobnym do Niego. Wiem też, o Boże mój, że Ty badasz serce i masz upodobanie w prawości [1Kn 29,17]. Lecz kto chce się chlubić, niech się chlubi tym, że jest rozumny i wie o mnie, iż Ja, Pan, czynię miłosierdzie, prawo i sprawiedliwość na ziemi, gdyż w nich mam upodobanie - mówi Pan [Jr 9,23].

3. Bojaźń Boża i zaufanie do Boga. Pan ma upodobanie w tych, którzy się go boją, którzy ufają łasce jego [ Ps 147,11]. Bog patrzy na serce człowieka. Gdy widzi w nim respekt i cześć dla Niego, to wspiera takiego człowieka. Nigdy nie zostawia na lodzie nikogo, w kim zauważą szczerą bojaźń i zaufanie do Boga. Wspiera tego, którego droga mu się podoba [Ps 37,23].

4. Nawrócenie do Boga. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo zgrzeszyli, gdy tylko zaczynamy wstawać, gdy przepraszamy Boga i żałujemy swoich grzechów, zyskujemy upodobanie w Jego oczach. Czy rzeczywiście mam upodobanie w śmierci bezbożnego - mówi Wszechmocny Pan - a nie raczej w tym, by się odwrócił od swoich dróg i żył? [Ez 18,23].

5. Wspieranie służby Bożej. Zbór w Filippi, wspierając materialnie apostoła Pawła, spodobał się Bogu. Poświadczam zaś, że odebrałem wszystko, nawet więcej niż mi potrzeba; mam wszystkiego pod dostatkiem, otrzymawszy od Epafrodyta wasz dar, przyjemną wonność, ofiarę mile widzianą, w której Bóg ma upodobanie [ Flp 4,18]. Zasadniczo rzecz biorąc, w okresie Nowego Przymierza Bóg działa poprzez zbory Boże. Potrzebują one ofiarności swoich członków, aby ośrodki pracy Pańskiej były należycie zaopatrzone. 

6. Posłuszeństwo rodzicom. Względy u Boga możemy zyskać już od najwcześniejszych lat życia. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim; albowiem Pan ma w tym upodobanie [Kol 3,20]. Posłuszeństwo ojcu i matce, chociaż dotyczy lat dziecięcych, ma skutki na całe życie. Czcij ojca swego i matkę, to jest pierwsze przykazanie z obietnicą: Aby ci sie dobrze działo i abyś długo żył na ziemi [Ef 6,2-3].

7. Zawarcie związku małżeńskiego. Kto znalazł żonę, znalazł coś dobrego i zyskał upodobanie u Pana [Prz 18,22]. Jak to rozumieć? Biblia mówi, że sam Bóg wziął sobie Izraela za małżonkę. Chrystus Pan jest Oblubieńcem Kościoła, za który oddał swoje życie. Wielu mężczyzn nie chce się żenić, bo to wymaga poświęcenia i ustawicznego zapierania się samego siebie. Mężczyzna, który bierze na siebie odpowiedzialność za żonę i zakłada rodzinę, zyskuje upodobanie w oczach Bożych, bo jest w tym pierwiastek Chrystusowej miłości i oddania.

Podsumowując powyższe wskazówki Słowa Bożego, chcę wskazać trzy główne kierunki zyskiwania względów u Boga.

Po pierwsze, wierz w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa i miłuj Go z całego serca. Bóg Ojciec miłuje Syna. Każdy więc, u kogo Ojciec zobaczy podobne nastawienie serca do Jezusa, zyskuje względy u Boga. Miłuj Pana Jezusa. Zabiegaj o pełnię Ducha, który Go objawia. Rozsławiaj Jezusa. Czyń wszystko dla chwały Bożej! Na pewno znajdziesz w ten sposób upodobanie w oczach Bożych.

Po drugie, miłuj zbór Pański. Respektuj zbór jako Ciało Chrystusowe. Dbaj o dobre imię zboru. Broń zboru i trwaj wiernie w jego społeczności. Wspieraj zbór swoją obecnością, zaangażowaniem serca i rąk, modlitwą i finansowo. Czyniąc tak stajesz się jak Chrystus w Jego trosce o Kościół. Bez wątpienia podobasz się Bogu.

Po trzecie, nastaw życie na Królestwo Boże. W ten sposób będziesz mieć taką samą, co Bóg, wizję przyszłości. Będziesz praktycznie wyrażać wiarę w Jezusa Chrystusa, który przyjdzie powtórnie na ziemię, aby osądzić ten świat i ustanowić tu Królestwo, któremu nie będzie końca. Szukając przede wszystkim Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, zyskasz upodobanie w oczach Bożych.

07 października, 2018

Za co w tym roku dziękuję Bogu?

Od wielu już lat w pierwszą niedzielę października wraz z członkami i przyjaciółmi Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE stajemy przed Bogiem, aby w uroczysty sposób wyrazić wdzięczność Bogu za plony polskiej ziemi i za wszystkie dobrodziejstwa, którymi nas Bóg w tym roku obdarował.

Tym razem, po pierwsze - jako ojciec - szczególnie dziękuję Bogu za to, że mój syn postanowił całkowicie poświęcić się służbie duchowej. Od lat w miarę możliwości angażował się w posługę w zborze, ale teraz pozostawił karierę menadżerską w IKEA i bez żadnych warunków wstępnych w pełni postawił się do dyspozycji naszego zboru. Cieszę się, że jak niegdyś Paweł apostoł do Tymoteusza, tak dzisiaj ja, jako ojciec, mogę powiedzieć do mojego syna: Lecz ty poszedłeś za moją nauką, za moim sposobem życia, za moimi dążnościami, za moją wiarą...  [2Tm 3,10]. Jest super. Pod każdym względem mam w nim zaufanego i dobrego współpracownika.

Po drugie - jako sługa Słowa Bożego - jestem wdzięczny Bogu za kilku nowych braci, którzy w ostatnich miesiącach dołączyli do grona mężczyzn usługujących Słowem Bożym w naszym zborze. W myśl Słowa Bożego: A co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać [2Tm 2,2] od jakiegoś czasu prowadzimy w zborze warsztaty kaznodziejskie. Dzięki temu za naszą kazalnicą staje już co najmniej sześciu miejscowych braci. Jest więc komu nie tylko mnie zastąpić na wypadek wyjazdu lub choroby ale także karmić zbór coraz treściwszym pokarmem duchowym. Dziękuję Bogu za nich tym bardziej, że niektóre społeczności zmagają się z niedoborem kaznodziejów i desperacko zaczynają zapraszać do tej posługi kobiety.

Po trzecie - jako założyciel zboru - od samego początku istnienia naszej społeczności starałem się o własną, dostatecznie dużą nieruchomość, umożliwiającą zborowi nieskrępowaną i stabilną działalność w mieście. W głowie wciąż dźwięczały mi słowa: Nie użyczę snu swoim oczom i nie dam się zdrzemnąć powiekom, póki nie znajdę miejsca dla PANA... [Ps 132,4-5] Osiemnaście lat przeżyliśmy w wynajmowanych lokalach. W końcu trafiliśmy na Olszynkę. Użytkując od kilku lat dwór olszyński wciąż wyczekiwałem na tę chwilę, gdy nabędziemy go na własność. Nareszcie się doczekałem. 4 kwietnia 2018 roku zbór Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku został właścicielem całej nieruchomości przy ul. Olszyńskiej 37 w Gdańsku. Alleluja! Zalewa mnie fala wdzięczności Bogu i ludziom, którzy mnie wspomogli.

Zgodnie z wezwaniem Pisma Świętego - Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was [1Ts 5,18] - z sercem przepełnionym wdzięcznością dziękuję Bogu za powyższe i inne tegoroczne dobrodziejstwa.

05 października, 2018

Rozmawiajmy na bieżąco

Modlitwa dla niejednego chrześcijanina może stanowić poważny problem. Od samego początku jest  on bowiem nauczany, że koniecznie powinien się modlić. Mówią mu, że bez modlitwy jego chrześcijańskie życie nie ma szans powodzenia. Z każdej strony słyszy o konieczności "cichego czasu" z Bogiem, o rozpoczynaniu dnia z modlitwą, o modlitwie przed snem i o potrzebie wcześniejszego "przemodlenia" każdej ważnej sprawy. Bombardowany jest świadectwami wielkich "modlicieli", modlącymi się całymi godzinami oraz radami, że im więcej ma do zrobienia, tym więcej powinien się modlić.

Tymczasem poranna gonitwa, praca i dojazd do niej, przedłużający się powrót z zakupami po drodze, zajęcia z dziećmi, opieka nad babcią, wizyty u lekarzy, utrzymywanie kontaktów z krewnymi i przyjaciółmi, zaangażowanie społeczne, służba w zborze, przygotowanie posiłków, sprzątanie mieszkania, wieczorne zmęczenie – to wszystko czyni modlitwę w potocznym ujęciu ciężarem bardzo trudnym do udźwignięcia. Jak znaleźć czas na modlitwę, jeśli nie jest się emerytem lub mnichem? Jak można ułożyć swoje życie modlitewne tak, aby na co dzień nie mieć w związku z nim wyrzutów sumienia?

Posłużmy się obrazem ze sfery kontaktów międzyludzkich. Kiedy relacje z niektórymi osobami są dla nas trudne, pełne pretensji i napięć? Wtedy, gdy spotkanie z nimi wymaga wcześniejszych uzgodnień i utrafienia w ich dobry humor. Gdy musimy wszystko odłożyć na bok, a i tak czujemy, że mierzą czas spędzany z nimi, aby nam potem wytknąć, jak mało go dla nich poświęcamy. Siłą rzeczy kontakt z takimi osobami jest rzadki i coraz trudniejszy... Atmosfera relacji jest zupełnie inna, gdy z kimś jesteśmy w bieżącym kontakcie. Odzywając się do siebie wzajemnie wielokrotnie w ciągu dnia, sygnalizując problemy, ciesząc się osiągnięciami i dzieląc się doświadczeniem – tworzymy zdrową, szczerą i serdeczną więź, która nie tylko nie jest dodatkowym obciążeniem naszego życia, ale która nas wręcz w tym życiu uskrzydla.

Proponuję podobne podejście do kwestii modlitwy. Bądźmy z naszym umiłowanym Zbawicielem i Panem, Jezusem Chrystusem, w kontakcie on-line. Przy każdej zmianie okoliczności odzywajmy się natychmiast, nie czekając na jakąś wyznaczoną porę. Dziesiątki razy w ciągu dnia mówmy Mu co się z nami dzieje, co myślimy i co odczuwamy. Oczywiście, mamy specjalny czas modlitwy, gdy zaszywamy się gdzieś, aby omówić z Bogiem coś ważnego i trudnego albo gdy gromadzimy się na nabożeństwie zborowym. Ażeby jednak spełniać apostolski postulat "Nieustannie się módlcie" [1Ts 5,17] trzeba nam bieżącego kontaktu z naszym Panem. Dzięki Duchowi Świętemu jest to możliwe zawsze i w każdych okolicznościach. Przy takim podejściu do modlitwy, możemy rozmawiać z Bogiem pod prysznicem lub w kuchni, w tramwaju lub za kierownicą, przy biurku lub przy taśmie produkcyjnej, robiąc zakupy czy leżąc już w łóżku. W ten sposób, nie licząc czasu modlitwy, trwamy w nieustannej modlitwie. Od razu mówimy i słuchamy, a żadna kwestia nie odkłada się na potem.

Rozmawiając na bieżąco z Bogiem nigdy nie czujemy się modlitwą obciążeni. Wręcz przeciwnie. Tak praktykowana modlitwa, wplatając się w naszą codzienną aktywność, w znaczącym stopniu poprawia nasze morale. Cieszymy się tą myślą, że On od razu wie, co przeżywamy. Jednocześnie Duch Święty udziela nam rad zgodnych z myślą Chrystusową. Dzięki temu nawet w największej burzy jesteśmy spokojni. Stajemy się ludźmi radosnymi. Nie odczuwamy osamotnienia. Nie mamy wyrzutów sumienia z powodu braku modlitwy. Jednym słowem, kontakt on-line z naszym Panem – to wspaniały sposób na modlitwę.

03 października, 2018

Męska odpowiedzialność za kobiety

Nie jesteśmy w stanie zatrzymać zmian cywilizacyjnych. Jedną z nich jest równouprawnienie płci. Kobiety sięgnęły po wszystko. No, może jeszcze nie rwą się do czyszczenia szamba i póki co tę rolę zostawiają mężczyznom. Jednakowoż niemal w każdej sferze życia chcą mieć dostęp do wszystkich ról. Nie potrzebują już aprobaty mężczyzn. Zagwarantowały to im świeckie prawa. Nawet w niektórych kościołach głosami mężczyzn uprawomocnione zostały już wszystkie kobiece aspiracje. 

A przecież zbór chrześcijański winien być w tym świecie enklawą, gdzie panują nie ludzkie, a Boże prawa. Przecież chrześcijanie nie są z tego świata. Nie obowiązują nas trendy społeczne ani zmiany kulturowe. Nie podporządkowujemy się wzorcom tego wieku [Rz 12,2].  Nikt z nas przecież dla samego siebie nie żyje ani nie umiera. Bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy, i jeśli umieramy, dla Pana umieramy. Czy więc żyjemy, czy umieramy, należymy do Niego [Rz 14,7-8]. Jako tacy całkowicie podlegamy władzy naszego Pana, Jezusa Chrystusa i w pełni jesteśmy do Jego dyspozycji. Żadne świeckie obyczaje, nawet te z pierwszego wieku po Chrystusie, nie mają prawa rozmiękczać nas w posłusznym trzymaniu się nauki Chrystusowej. Z tego oczywistego powodu niezmiennie obowiązują nas również biblijne zapisy o zachowaniu i roli kobiet w zborze.

Zacznijmy od niewiast z najbliższego otoczenia Jezusa. I stało się potem, że chodził po miastach i wioskach, zwiastując dobrą nowinę o Królestwie Bożym, a dwunastu z nim i kilka kobiet, które On uleczył od złych duchów i od chorób, Maria zwana Magdaleną, z której wyszło siedem demonów, i Joanna, żona Chuzy, zarządcy dóbr Heroda, i Zuzanna, i wiele innych, które służyły im majętnościami swymi [Łk 8,1-3]. Jezus nie odtrącał kobiet. Miały do Niego dostęp. Mogły i były Mu użyteczne. A było tam wiele niewiast, które z daleka się przypatrywały; przyszły one za Jezusem od Galilei i posługiwały mu. Wśród nich była Maria Magdalena i Maria, matka Jakuba i Józefa, i matka synów Zebedeuszowych [Mt 27,55-56]. Żadnej z nich Pan nie powołał jednak do grona Dwunastu. Nawet o Marii, matce Jezusa, nigdzie w Biblii nie czytamy, żeby miała w jerozolimskim prazborze jakąś kierowniczą funkcję.

Również w zborach powstających z dala od ziemi izraelskiej, kobiety wyraźnie podlegały przywództwu mężczyzn. Nie ma w Biblii ani jednego polecenia apostolskiego jednoznacznie świadczącego o powołaniu kobiety do prowadzenia zboru lub do nauczania. Tworzenie w oparciu o listę końcowych pozdrowień z Listu do Rzymian wybujałych biogramów wzmiankowanych tam kobiet nie znajduje uzasadnienia w całości świętych tekstów Nowego Przymierza. Na podstawie ówczesnych obyczajów można oczywiście różnych rzeczy się domyślać, lecz czy święte niewiasty tamtych czasów wzorowały się postępowaniem świeckich kobiet? Nie sądzę. Nawet w tak osobistych sprawach jak modlitwa, liczyło się to, co głosili apostołowie i prorocy w autorytecie samego Chrystusa Pana. Osądźcie sami: Czy przystoi kobiecie bez nakrycia modlić się do Boga? Czyż sama natura nie poucza was, że mężczyźnie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to wstyd,  a kobiecie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to chlubę? Gdyż włosy są jej dane jako okrycie. A jeśli się komuś wydaje, że może się upierać przy swoim, niech to robi, ale my takiego zwyczaju nie mamy ani też zbory Boże [1Ko 11,13-16].

Ponieważ najwyraźniej już w pierwszym wieku niektóre przedstawicielki płci żeńskiej starały się dojść do głosu, nauka apostolska zabrzmiała nader wyraziście w tej kwestii. Kobiety niech w czasie zgromadzeń nie zabierają głosu — nie pozwala się im mówić. Niech raczej będą poddane, tak jak mówi Prawo. Natomiast jeśli chcą się czegoś nauczyć, niech w domu pytają swoich mężów, gdyż kobiecie nie wypada zabierać głosu w kościele. Czy Słowo Boże od was wyszło, albo czy tylko do was dotarło? Jeśli ktoś uważa, że jest prorokiem albo człowiekiem duchowym, to niech weźmie pod uwagę, że to, co wam piszę, jest nakazem Pana. Jeśli ktoś tego nie chce uznać, to sam już stracił uznanie [1Ko 14,34-38].

Bardzo interesująco przedstawia się też instrukcja dla mężów i żon, wzorowana na związku Chrystusa z Kościołem. Żony, ulegajcie swym mężom jak Panu. Bo mąż jest głową żony, tak jak Chrystus Głową Kościoła — On jest Zbawcą Ciała. Toteż jak Kościół ulega Chrystusowi, żony niech to czynią względem mężów, we wszystkim. Mężowie natomiast, kochajcie swoje żony, tak jak Chrystus ukochał Kościół. On wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Chciał przez to przygotować sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany. Podobnie mężowie niech kochają swoje żony — tak, jak własne ciała. […]. Niech zatem każdy z was kocha swoją żonę jak samego siebie, a żona niech swojego męża ma w poszanowaniu [Ef 5,22-33].  Obrazoburcza i nie do pomyślenia byłaby taka sytuacja, że oto Chrystus siada w ławce, a ktoś z Kościoła Go poucza. O, nie! To Chrystus Pan naucza, a my z należnym respektem Go słuchamy. Jakże więc mielibyśmy odwracać ten porządek rzeczy w granicach Jego Kościoła i ustanawiać w nim własne zasady?! 

Najwidoczniej i w innych kręgach chrześcijańskich ówczesnego świata niektóre kobiety próbowały w posłudze kościelnej zrównać się z mężczyznami, skoro Biblia mówi:  Kobiety — podobnie. Niech się zdobią skromnie i ze smakiem, bez przesady w uczesaniu, złocie, perłach, drogich strojach. Jak przystało na kobiety przyznające się do pobożności, niech się zdobią w dobre czyny. Kobieta niech się uczy w ciszy i z całą uległością. Nie pozwalam zaś kobiecie pouczać ani kierować mężem. Niech pozostaje w ciszy. Bo najpierw został ukształtowany Adam, potem Ewa.  I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy uległa zwiedzeniu, dopuściła się przestępstwa.  Niech raczej spełnia się w macierzyństwie, pozostając w wierze, w miłości i w rozważnym poświęceniu [1Tm 2,9-15]. Ta argumentacja apostolska zostałaby dziś z pewnością uznana za cios poniżej pasa. Zamiast się jednak oburzać, postarajmy się wejść w jej głębię i uznać słuszność biblijnego dowodu. Kobiety mają w kościele naprawdę rozległe możliwości. Niech trzymają się z dala od pouczania, bo nawet mężczyznom Słowo Boże zaleca powściągliwość w tym zakresie. Przestańcie, drodzy bracia, tak garnąć się do nauczania. Wiedzcie, że dla nas, nauczycieli, wyrok będzie surowszy [Jk 3,1].

Skupienie się na aktywności zgodnej z nauką apostolską z pewnością lepiej kobietom wyjdzie na zdrowie. Dla przykładu, oto jak Pismo Święte nakreśla zachowanie chrześcijanek żyjących we wdowieństwie. Pokładają one nadzieję w Bogu, trwają w modlitwie i nienagannie się prowadzą. Wdowa, której wdowieństwo jest trwałe i która jest przy tym samotna, pokłada nadzieję w Bogu. Potrafi ona dzień i noc trwać w błaganiach i modlitwach. Ta natomiast, której w głowie przyjemnostki, żyje wprawdzie, lecz jest martwa. Zwracaj im też uwagę, aby były nienaganne [1Tm 5,5-7]. Każda wierząca kobieta ma tak dużo do zrobienia, że – aby zabrać się za jakąś męską rolę w kościele – musiałaby zaniedbać się i przez to utracić uprawnienia do zasiłku na stare lata. Bo na listę wdów można wpisać kobietę, która liczy co najmniej sześćdziesiąt lat, żonę jednego męża, taką, której można wystawić piękne świadectwo: że wychowała dzieci, że udzielała gościny, umiała umyć świętym nogi, niosła ulgę prześladowanym i podejmowała się wszystkich innych, dobrych dzieł [1Tm 5,9-10]. Proszę zauważyć, że wśród wymienionych tu osiągnięć i walorów dojrzałych kobiet, nie ma nawet wzmianki o posłudze Słowem Bożym. Skoro w nauczaniu apostolskim jest wskazówka, że ci, którzy są wspaniałymi przywódcami, godni są podwójnego uznania, zwłaszcza ci, którzy trudnią się głoszeniem Słowa i nauczaniem [1Tm 5,17], to z pewnością na liście zasług kobiet, uprawniających je do opieki ze strony zboru, znalazłoby się głoszenie Słowa i nauczanie, gdyby kobiety w pierwotnym Kościele rzeczywiście były do tego powoływane.

Najwidoczniej zachowanie części kobiet odbiegało od wskazań apostolskich również na Krecie. Ty natomiast głoś to, co odpowiada zdrowej nauce. Mianowicie, że starsi mężczyźni mają być trzeźwi, godni szacunku, rozsądni, zdrowi w wierze, miłości i cierpliwości.  Podobnie starsze kobiety: powinny postępować w sposób budzący uznanie, nie oczerniać innych, nie nadużywać wina i być przykładem tego, co szlachetne. Niech doradzają młodszym, jak kochać mężów, dzieci, jak zachować umiar, czystość moralną, jak prowadzić dom, być dobrymi i uległymi własnym mężom — żeby Słowu Bożemu nie uwłaczano [Tt 2,1-5].

W jaki sposób kobiety mogą dobrze przysłużyć się sprawie Królestwa Bożego? Poprzez swoje postępowanie. Prowadząc czyste, bogobojne życie. Podobnie żony, bądźcie uległe swoim mężom. Niech przez to nawet ci, którzy są nieposłuszni Słowu, bez słowa zostaną pozyskani, widząc wasze postępowanie na co dzień —  życie czyste, naznaczone odpowiedzialnością wobec Boga. Waszą ozdobą niech nie będzie to, co zewnętrzne: wymyślne uczesanie, złote klejnoty czy okazałe szaty, lecz osobowość wielkiego serca, niezniszczalnej łagodności i pokoju ducha, który jest tak cenny przed obliczem Boga. W ten sposób niegdyś zdobiły się święte kobiety, pokładające nadzieję w Bogu i uległe swoim mężom. W ten sposób Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem. Jesteście jej córkami, jeśli czynicie dobrze i nie dajecie się niczym zastraszyć [1Pt 3,1-6].

Przywódcom chrześcijańskim bagatelizującym wyżej wymienione wskazówki Pisma Świętego, proponuję spojrzeć na biblijne przykłady tego, że kobiety – będące nawet w dobrym towarzystwie i miejscu – dość łatwo ulegają okolicznościom danej chwili. Pomijając już Ewę z ogrodu Eden, zgodnie z poleceniem Pana wspomnijmy żonę Lota. Za miastem jeden z aniołów przynaglił: Teraz ratuj życie! Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się, dopóki nie opuścisz tego okręgu! Uchodź w góry, abyś nie zginął! […] A żona Lota obejrzała się za siebie i stała się słupem soli  [1Mo 19,17-26]. Żona Lota nie przetrwała należycie nawet jednej podróży.

A rada żony Hioba? Nawet żona powiedziała do niego: Cóż ty tak trwasz w tej swojej nienaganności?! Złorzecz Bogu i umrzyj! Mówisz jak jedna z tych nierozumnych, bezbożnych kobiet — odpowiedział jej Job. — Czy tylko to, co dobre, mamy przyjmować od Boga, a tego, co przykre, już nie? Mimo tego wszystkiego, co go spotkało, Job nie zgrzeszył swoimi ustami [Jb 2,9-10]. Zawiodły też skądinąd pobożne kobiety w Antiochii Pizydyjskiej, bo czytamy: Wówczas Żydzi podburzyli pobożne, wpływowe kobiety oraz ważniejsze osobistości w mieście i wywołali prześladowanie skierowane przeciwko Pawłowi i Barnabie. Tak doprowadzili do ich wypędzenia ze swoich granic [Dz 13,50].

Właśnie ze względu na emocjonalną kruchość kobiet padło apostolskie polecenie: Młodszych wdów nie wpisuj, bo gdy ich pragnienie mężczyzny okaże się większe od poświęcenia Chrystusowi, chcą wyjść za mąż. Wtedy też obciąża je zarzut, że nie dochowały przyrzeczonej wierności. Ponadto nie mając co robić, uczą się chodzić po domach i mało, że bezczynne, potrafią być również gadatliwe i wścibskie, a przy tym mówić, czego nie trzeba. Chcę zatem, aby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i nie dawały przeciwnikowi powodu do obmowy.  Bo już niektóre zboczyły i poszły za szatanem [1Tm 5,11-15].

Z Biblii jasno wynika, że odpowiedzialność za złe zachowania kobiet ponoszą mężczyźni – przywódcy. Odejście kapłanów od Słowa Bożego w Izraelu wpłynęło na demoralizację ich córek. Mój lud jest wystawiany na zgubę z powodu braku poznania, ponieważ ty odrzuciłeś poznanie! Odrzucę cię! Nie będziesz mi kapłanem, a ponieważ zapomniałeś o Prawie swego Boga, Ja też zapomnę o twych dzieciach. Im więcej kapłanów, tym więcej Mi grzeszą, swą chwałę zamienili w hańbę. Żyją z grzechu mego ludu i ku ich winie kierują swe pragnienia. […] Na szczytach gór składają ofiary i na pagórkach spalają kadzidła, pod dębem, pod topolą i pod terebintem — bo przyjemny jest ich cień — dlatego wasze córki uprawiają nierząd, a wasze synowe cudzołożą. Trudno karać wasze córki za to, że uprawiają nierząd, albo synowe za to, że cudzołożą, skoro oni sami odchodzą na bok z nierządnicami i z kapłankami składają ofiary, a lud, nie rozumiejąc niczego, upada [Oz 4,6-14].

Przywołany już wcześniej fragment Pisma Świętego poucza, że mężczyźni – na wzór Chrystusa i Kościoła - są odpowiedzialni za duchowe formowanie kobiet w taki sposób, aby należycie podlegały one Panu. Mężowie natomiast, kochajcie swoje żony, tak jak Chrystus ukochał Kościół. On wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić po oczyszczeniu przez kąpiel wodną w Słowie. Chciał przez to przygotować sobie Kościół godny chwały, bez plam i zmarszczek lub czegoś w tym rodzaju, ale święty, niczym nie skalany [Ef 5, 25-27]. To mąż odpowiada za to, jaką z upływem czasu będzie mieć żonę. To pastor i starsi zboru mają zadbać o to, aby kobietom przynależącym do ich zboru chciało się służyć Bogu wyłącznie w zgodzie z wolą Bożą, objawioną w  Piśmie Świętym.

Również mężczyzna, przywódca z Tiatyry, odpowiadał przed Głową Kościoła za nauczanie kobiety w tamtejszym zborze i złe skutki jej działalności.  A do anioła kościoła w Tiatyrze napisz: Oto, co mówi Syn Boży, Ten, który ma oczy jak płomień ognia i stopy podobne do mosiądzu. Wiem o twoich czynach, o miłości, wierze i służbie. Wiem też o twojej wytrwałości i o twoich ostatnich czynach, lepszych od początkowych. Lecz mam przeciwko tobie to, że pobłażasz tej kobiecie Jezabel, która się podaje za prorokinię, naucza i zwodzi moje sługi [Obj 2,18-20].

W świetle Biblii widać, że żaden pastor ani inny przywódca chrześcijański nie może się tłumaczyć, że dopuścił kobiety do przywództwa i nauczania w zborze, bo one tak chciały. Gdziekolwiek ma to miejsce, to najpierw mężczyźni bagatelizują niektóre fragmenty nauki apostolskiej lub dokonują takiej ich reinterpretacji, że i kobiety zaczynają odczuwać przyzwolenie na realizację własnych pomysłów na życie i służbę.

Mogłoby się wydawać, że tam, gdzie kobiety już wygłaszają w niedzielę kazania, dzieje się dobrze i wszyscy są zadowoleni. Czy jednak zadowolony jest Pan? Czyż On ustami swoich apostołów jasno nie wypowiedział się na ten temat?  Bracia, za każdą samowolną, niezgodną ze Słowem Bożym praktykę w zborze będziemy musieli kiedyś zdać sprawę przed Bogiem. Nikt z nas nie będzie mógł powiedzieć: To kobiety, które nam dałeś, aby były z nami w zborze, to one tak chciały, więc się zgodziłem.  Bądźmy tego świadomi.

PS. Uwaga! Tekst napisany w kontekście zmian aktualnie dyskutowanych w moim Kościele. Nie uwzględnia wielu aspektów sprawy. Jak na bloga jest i tak zbyt długim wpisem ;)

27 września, 2018

Czy mam już przestać się dziwić?

Gdy zacząłem czytać Biblię, dziwiłem się słysząc, że na równi z nią, a w praktyce ponad nią, stawia się kościelną Tradycję. Praktyka kościelna sprzed wieków w żaden bowiem sposób nie ma prawa być normą wiary. Przecież cała historia Kościoła naznaczona jest wieloma grzechami i błędem. Szereg chrześcijańskich dogmatów zostało podyktowanych bieżącymi potrzebami duchowieństwa. W trosce o interesy wybranych grup społecznych przymykano oko na to, co mówi Biblia. Tak rodziła się praktyka kościelna, która po latach została uznana za Tradycję, równie dziś ważną, jak samo Pismo Święte.

Jakąż chlubą i radością przez czterdzieści lat mojej obecności i posługi w kręgach ewangelikalnych był dla mnie pierwszy punkt z naszego wyznania wiary: Wierzymy, że Pismo Święte - Biblia - jest Słowem Bożym, nieomylnym i natchnionym przez Ducha Świętego, i stanowi jedyną normę wiary i życia. Tak sam zacząłem wierzyć z chwilą odrodzenia z wody i z Ducha. Tak nauczam innych. Tak też do tej pory wyjaśniałem przyczynę, dlaczego w Kościele Zielonoświątkowym nie ma szeregu dogmatów, powszechnie w Polsce znanych i praktykowanych. To wielka rzecz, trzymać się Słowa Bożego i mieć świadectwo, że nie jakieś tam zmiany kulturowe, globalne trendy, lokalne potrzeby i obyczaje, a Biblia określa treść obowiązującej nas nauki apostolskiej. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2J 1,9].

Lecz oto słyszę, jak niektórzy ze znanych mi pastorów i kaznodziejów, słuszność wprowadzenia kobiet za kazalnice zborowe i ordynowania ich do przywódczych funkcji w kościele, argumentują tym, że w ruchu zielonoświątkowym kobiety od samego początku takie role spełniały. Innymi słowy, że taka jest "tradycja" zielonoświątkowa. Czy mam więc ten zabieg rozumieć w ten sposób, że skoro zmiany w podejściu do posługi kobiet w naszym kościele nie za bardzo można poprzeć Biblią, to powołujemy się na "tradycję" ruchu zielonoświątkowego? Jeżeli tak, to zaczynamy myśleć i działać podobnie, jak postąpiono przy ustanawianiu wspomnianych na początku dogmatów.

Nie ma się więc co dziwić innym, że uznają Tradycję za tak samo ważną, jak Pismo Święte. Czyżbyśmy też zaczynali mówić tym językiem? Przecież do tej pory trzymaliśmy się zasady, żeby nic nie dodawać, ani nic nie ujmować z tego, co jest napisane w Biblii. Całe Pismo natchnione jest przez Boga i pożyteczne do nauki, do wykazania błędu, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był w pełni gotowy, wyposażony do wszelkiego dobrego dzieła [2Tm 3,16-17]. Tylko więc z Biblii powinniśmy czerpać pomysły do poprawiania czegokolwiek. Tylko na podstawie Biblii należy wykazywać błędy w dotychczasowym praktykowaniu wiary. Przecież wierzymy, że Pismo Święte stanowi jedyną normę wiary i życia. Czyżby coś się zmieniło w naszym wyznaniu wiary?

20 września, 2018

Pan przychodzi po owoce

Jabłka dziś zerwane w ogrodzie
CCNŻ na Olszynce
Owoce. Przyjemnie jest podejść do jabłoni i zerwać piękne jabłka. Tak zrobiłem dziś w ogrodzie zborowym. Po miesiącu nieobecności właśnie dojrzewające owoce czynią mi z Olszynki miejsce na nowo godne oglądania. Pamiętam kwiaty, potem walkę ze szkodnikiem, który mógł udaremnić owocowanie, a teraz doczekałem się widoku rumianych jabłek.

Myślami powracam do fragmentu Pisma Świętego, z którym zaczynałem mój wyjazd do zborów polonijnych Stanów Zjednoczonych i Kanady. Właśnie dlatego dołóżcie starań i połączcie swoją wiarę z prawością, prawość z poznaniem, poznanie z opanowaniem, opanowanie z wytrwałością, wytrwałość z pobożnością, pobożność z braterstwem, a braterstwo z miłością. Gdy te cechy będą waszym udziałem, i to w coraz większej mierze, to nie dopuszczą one, abyście byli bezczynni i bezowocni w poznaniu naszego Pana, Jezusa Chrystusa [2Pt 1,5-8].

Owocowanie nie tylko nadaje sensowności naszemu nowemu życiu duchowemu. Ono jest naszą powinnością. Nie po to Syn Boży swoją drogocenną krwią wykupił nas z marnego postępowania naszego przez ojców nam przekazanego [1Pt 1,18-19] abyśmy sobie zbijali bąki. Kościół jako Winnica Chrystusowa ma dostarczać Mu stosownych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dorodnych owoców, wycina się i wrzuca do ognia [Mt 7,19]. Chociaż Pan w oczekiwaniu na owoce jest długo cierpliwy, to jednak na nie wciąż czeka i któregoś dnia po nie przyjdzie. Oby nikt z nas nie usłyszał wtedy z Jego ust słów wypowiedzianych do nieurodzajnego drzewa figowego. I gdy przy drodze zobaczył figowiec, podszedł, ale nie znalazł na nim nic oprócz liści. Niech się już na wieki owoc z ciebie nie rodzi — powiedział do drzewa. I figowiec natychmiast usechł [Mt 21,19].

Ażeby nasza wiara mogła zaowocować dobrymi uczynkami, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili [Ef 2,10] potrzebujemy połączyć ją z siedmioma cechami wyżej wymienionymi. Bez nich wiara jest nie tylko bezużyteczna ale wręcz martwa, bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak martwa jest wiara bez uczynków [Jk 2,26]. Zachęcam, abyśmy bardziej skoncentrowali się na tej sprawie. W Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE będziemy to robić w kolejne, zbliżające się niedziele.

13 września, 2018

Uczeń w roli nauczyciela?


Wciąż jestem uczniem. Od dziesięcioleci pobieram naukę w szkole, której Nauczycielem i Mistrzem jest Pan Jezus Chrystus. Bywam też nauczycielem, tyle że przez małe "n". Po raz pierwszy postawiono mnie w obliczu takiego zadania równiutko czterdzieści lat temu w Gdańsku, gdy 13 września 1978 roku w kaplicy przy ul. Menonitów wygłosiłem moje pierwsze w życiu kazanie. Być może dlatego, że trwało ono jedynie pięć minut, do dziś pamiętam o czym było. Potem były kolejne, dłuższe i krótkie chwile, gdy jako uczeń dostępowałem zaszczytu nauczania innych.

Dzisiaj, na okoliczność rozpoczęcia nowego roku szkolnego w polskim zborze w Toronto znowu dane mi jest stanąć przed ludźmi i nauczać Słowa Bożego. Będąc przeciętnym uczniem z pewnością nie wykonam tego zadania dostatecznie dobrze. Czuję się jednak zaszczycony tym wyróżnieniem, podobnie jak kiedyś, gdy nasz szkolny nauczyciel z powodu swej nagłej nieobecności powierzył mi zadanie poprowadzenia jednej z lekcji. Nie była to łatwa, ale bardzo motywująca mnie chwila.

Każdemu chrześcijaninowi zdarza się pełnić rolę nauczyciela. Chociaż wciąż nie jesteśmy tacy, jakimi być powinniśmy, to jednak Chrystus Pan powierza nam kolejne dusze, abyśmy pomogli im postawić pierwsze kroki w duchowym świecie. Zazwyczaj są to początkujący chrześcijanie, dzieci lub pojedyncze osoby, które trafiają do zboru. Mamy ich nauczać Chrystusa. Czy jest to proste zadanie? Czy każdy może wykonać je z łatwością? A co z odpowiedzialnością nauczyciela za udzielenie niewłaściwej nauki? Przestańcie, drodzy bracia, tak się garnąć do nauczania. Wiedzcie, że dla nas, nauczycieli, wyrok będzie surowszy [Jk 3,1]. O, tak. Z pewnością trzeba nam bardziej przyłożyć się do sprawy.

Jest wiele ważnych aspektów do omówienia w tej kwestii, lecz ograniczmy się tutaj jedynie do paru myśli na temat roli pierwszego nauczyciela. Gdy przypadnie nam zaszczyt uczenia kogoś pierwszych kroków na drodze wiary, bądźmy świadomi ciężaru gatunkowego tego zadania. Oto formujemy duchowo nowego chrześcijanina. Kształtujemy jego duchowe gusty. Przez całe lata będzie on otwarty na to, na co my jesteśmy otwarci. Z daleka zaś będzie wyczuwać i szerokim łukiem omijać to, co my uznawaliśmy za fałszywe lub niewarte słuchania. Pierwszy nauczyciel jest najważniejszy. Tylko pilny uczeń Chrystusa ma szansę dobrze poprowadzić w Jego imieniu lekcję dla innych uczniów.

W czterdziestą rocznicę moich pierwszych doświadczeń w roli nauczyciela nie tylko zamyślam się nad ilością popełnionych w tym zakresie błędów, aby więcej ich nie powielać. Rozglądam się też wokoło, by zauważyć kolejne osoby, którymi powinienem się zająć. Nie powinni sami przebijać się przez ścianę niewiedzy. Nie chcę, by ktoś skrzywił ich duchowo. Chcę poświęcić im czas i dobrze nauczać ich Chrystusa. Mało tego. W myśl nauki apostolskiej to, czego się nauczyłem, pragnę również zawczasu przekazać ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać [2Tm 2,2]. Jezus Chrystus potrzebuje nowego pokolenia nauczycieli.

Nade wszystko jednak dziękuję Bogu za tych, którzy przed laty udzielali mi pierwszych lekcji na drodze wiary. Moja Mama, Józef Wołoszczuk senior, Władysław Rudkowski, Sergiusz Waszkiewicz, Jan Krauze, Mieczysław Kwiecień - oto moi mistrzowie, którzy na kolejnych etapach mojego rozwoju pokazywali mi Chrystusa. Większości z nich nie ma już na tej ziemi, ale wciąż jestem im wdzięczny za to, że byli moimi pierwszymi nauczycielami. Cześć ich pamięci.

11 września, 2018

Sadzawka większa od wieży

Budować wieże swoich sukcesów, piąć się wyżej i wyżej - to potrafimy robić od czasów wieży Babel. Oczywiście, skala ludzkich możliwości jest bardzo zróżnicowana, więc i wieże ich osiągnięć bywają mocno niejednakowe. Dopóki jednak klocki naszych ambicji pomyślnie się układają, dumnie prezentujemy je światu z myślą, że to dopiero początek tego, na co nas stać. Werbalizujemy wybujałe marzenia, uwznioślamy przeciętność wymyślając dla niej nowe określenia i wypierając myśl o porażce ogłaszamy zwycięstwo.

Nie każdy, niestety, potrafi godnie się zachować, gdy coś lub ktoś nagle popsuje mu jego domek z kart. Gasnąca wizja sukcesu rozpala złe emocje. Rozpadające się klocki iluzorycznej wielkości stają się monolitem rozżalonej małości. Cichną dobre słowa. Odzywa się przekleństwo. Narasta gniew, chęć odwetu, a przynajmniej życzenie innym jeszcze większej porażki. Czy tak być musi? Czy w obliczu nieszczęścia nie można zachować się inaczej?

Stojąc nad sadzawką po jednej z wież World Trade Center w Nowym Jorku tuż przed kolejną rocznicą dramatycznych wydarzeń, które miały tu miejsce w dniu 11 września 2001 roku, rozmyślałem o  tym, że w społeczności z Bogiem niejedno zło możemy obrócić w dobro. Wtedy strata okazuje się zyskiem. Upadek z wysoka owocuje głębokością. Ozdoba niepamięci o krzywdach zakrywa sromotę zaznanej nienawiści. Straszny smutek staje się zalążkiem wielkiej radości. A wiemy, że kochającym Boga, to jest tym, którzy są powołani zgodnie z Jego planem, wszystko służy ku dobremu [Rz 8,28]. Warunkiem i tajemnicą tego jest Chrystus przez wiarę zamieszkujący serce człowieka.

Tak jest. Sadzawka w miejscu niejednego sukcesu znaczy więcej od niego.

07 września, 2018

W tę miłość trzeba uwierzyć

Jak to jest z miłością Boga do mnie? Czy zasługuję na Jego miłość? Przecież wciąż zasmucam Go i jestem nieposłuszny. Czy Bóg może miłować kogoś takiego, jak ja?

Tego rodzaju dylematy biorą się z tego, że nie rozumiemy wyjątkowego charakteru miłości Bożej. On nie kocha nas za coś ani po coś. Powód tej miłości nie tkwi w nas, a tylko w Nim samym! On nas kocha, bo jest miłością! Trójjedyny Bóg jest całkowicie spełniony w miłości. Ojciec, Syn Boży i Duch Święty – to doskonała relacja Trzech Osób w Jednym Bogu. Nasza miłość domaga się jakiegoś zewnętrznego obiektu. Potrzebujemy kogoś kochać, bo inaczej czujemy się osamotnieni. Jeśli nie znajdujemy odpowiedniego człowieka – to obdarzamy miłością przynajmniej psa lub kota. Dość często też przeżywamy rozczarowanie w miłości. Boga nic takiego nie dotyka. On nie ma żadnego deficytu miłości. Dlatego w Bożą miłość do nas trzeba uwierzyć! A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością [1 Jn 4,16] – zaświadczyli apostołowie.

Podczas wtorkowego czytania Biblii zobaczyłem ją w obrazie miłości ojca do syna. Gdy Izrael był chłopcem, pokochałem go — i wezwałem mego syna z Egiptu. Ale im bardziej ich wzywałem, tym bardziej ode Mnie odchodzili. Składali ofiary baalom i spalali kadzidła bożyszczom. A przecież to Ja uczyłem Efraima chodzić, brałem go na swe ramiona. A jego ludzie? Nawet nie byli świadomi, że to Ja ich leczyłem. Przyciągałem go więzami ludzkimi, powrozami miłości — byłem dla Efraima jak ci, którzy podnoszą niemowlę do policzka, pochylałem się, aby go nakarmić [Oz 11,1-4].

Każdy z nas był dzieckiem. Wielu z nas ma dzieci. Wiemy coś o miłości rodziców do dziecka. Używając wyobraźni, wszyscy dostrzegamy szczerość miłości rodzicielskiej. Wyczuwamy jej temperaturę i trwałość. Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad dziecięciem swojego łona? [Iz 49,15]. Miłości do dziecka towarzyszy pełne oddanie. Czegóż nie robi się dla dzieci?! – zwykliśmy mawiać i takie też mamy świadectwo samego Boga. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w jego ręce [Jn 3,35]. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje mu wszystko, co sam czyni, i ukaże mu jeszcze większe dzieła niż te, abyście się dziwili [Jn 5,20].

Ponieważ Bóg w zadziwiający sposób pokochał Izraela jak swego syna, porusza nas w tym narodzie brak stosownej wrażliwości na Jego miłość. Ale im bardziej ich wzywałem, tym bardziej ode Mnie odchodzili. Mamy w tym tekście szereg wspomnień normalnie wyciskających ojcu łzy z oczu: Pierwsze kroki syna -  "A przecież to Ja uczyłem Efraima chodzić". Noszenie go na rękach  - "brałem go na swe ramiona." Przytulanie – "byłem dla Efraima jak ci, którzy podnoszą niemowlę do policzka" i karmienie – "pochylałem się, aby go nakarmić". A oni? Nawet nie byli świadomi, że to Ja ich leczyłem – powiedział  Ojciec.

Bóg złożył nam świadectwo ojcowskich wzruszeń i przykrości w miłości do Izraela, którego pokochał i usynowił. To ważna lekcja dla chrześcijan, którym przez wiarę w Jezusa Chrystusa dał prawo nazywać się dziećmi Bożymi. Nam też Bóg na różne sposoby Bóg okazuje miłość. Uczy nas chodzenia, nosi na ramionach, leczy, przyciąga, przytula i karmi. Niestety, ze strony swoich dzieci tak często spotyka się z uporem, niewdzięcznością i przekorą. Nie też w nich świadomości Jego miłości.

Jako Ojciec musiał dla dobra Izraela zareagować. Teraz jednak zawróci do ziemi egipskiej! Asyria będzie mu królem, gdyż nie chcieli zawrócić do Mnie.  I miecz zawiruje w jego miastach, i pochłonie fałszywych proroków — pożre ich z powodu ich rad.  A mój lud? Uparty w odstępstwie ode Mnie, woła ku Baalowi, jego wszyscy wielbią! [Oz 11,5-7].

Święty Bóg nie mógł pobłażliwie patrzeć na grzechy Izraela. [Rozwińmy ten temat.] Otóż Bóg nie jest obojętny. Wszelki przejaw bezbożności i niesprawiedliwości ludzi, którzy nieprawością tłumią prawdę, spotyka się z gniewem nieba [Rz 1,18]. Kielich sprawiedliwego gniewu Bożego musiał zostać wylany. Bo nie chcieli zawrócić do Mnie – powiedział Bóg i posłużył się Asyrią, jako narzędziem dyscyplinowania swego syna, Izraela. Teraz jednak zawróci do ziemi egipskiej! Asyria będzie mu królem. Na własne życzenie wrócili do dawnego losu niewolników. Znowu mieli tak, jak kiedyś w Egipcie.

Wielu chrześcijan też nie chce się opamiętać. Dlaczego Bóg powiedział do chrześcijan: Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych [Hbr 4,7]? Ponieważ tracimy wrażliwość na głos Boży i potrafimy długo trwać w uporze serca. W takiej sytuacji Bóg Ojciec zaczyna nas dyscyplinować. Bo kogo Pan kocha, tego karci, i okazuje surowość wobec każdego syna, którego darzy uznaniem. Cierpliwie znoście karcenie. Jest ono dowodem, że Bóg obchodzi się z wami jak z synami. Bo nie ma syna, którego by ojciec nie karcił. Jeśli nie jesteście karceni — tak jak wszyscy — to jesteście dziećmi nieprawymi, a nie synami. Ponadto, jeśli nasi ziemscy ojcowie karcili nas, a my ich za to szanowaliśmy, to czy nie tym bardziej powinniśmy podporządkować się Ojcu duchów — po to, żeby żyć? Ziemscy ojcowie karcili nas według swego uznania, w trosce o nasze krótkie skądinąd życie. Bóg natomiast czyni to dla naszego dobra, abyśmy uczestniczyli w Jego świętości. Żadne karcenie w chwili, gdy nas dosięga, nie sprawia nam radości, lecz łączy się z bólem. Później jednak tym, którzy dzięki niemu zostali wyćwiczeni, zapewnia pełen pokoju owoc sprawiedliwości [Hbr 12,6-11].

Bóg może wystawić takich chrześcijan na pastwę przeciwnika. Dopuścić, że znowu opanuje ich dawne uzależnienie i powrócą do starych grzechów. W ten sposób spełni się na nich to trafne przysłowie: Pies powróci do tego co zwrócił. Albo: Świnię po kąpieli znów w błocie widzieli [2Pt 2,22]. Bóg dobiera się przy tym do źródła problemu. Trzeba nam większej uważności. Zbyt często nie rozumiemy, co się dzieje. Podnosimy lament i użalamy się nad sobą, zawracając innym głowę, a powinniśmy wejrzeć w siebie. Wsłuchać się w głos Boży i dotrzeć do źródła życiowej burzy, która nas ogarnęła. Kto bowiem je i pije niegodnie, bez uszanowania dla ciała Pańskiego, je i pije wyrok na samego siebie. Dlatego jest między wami tylu chorych i słabych, a wielu pomarło. Bo gdybyśmy osądzali samych siebie, nie bylibyśmy sądzeni. A tak, sądzeni przez Pana, jesteśmy karceni, aby wraz ze światem nie doznać potępienia [1Ko 11,29-32].

Jednak nawet w takich okolicznościach miłość Boża do Jego dzieci nie ustaje. Oto Słowo Boże, które wręcz powala mnie ogromem ojcowskiej wspaniałomyślności okazanej synowi. Jak mam cię porzucić, Efraimie? Jak pozostawić w nieszczęściu, Izraelu? Czy miałbym zostawić cię jak Admę? Postąpić z tobą jak z Seboim? Gdzie indziej kieruje Mnie serce, wezbrała we Mnie litość.  Nie spadnie na was żar mojego gniewu. Nie wrócę, by znów zniszczyć Efraima. Gdyż Ja jestem Bogiem, a nie człowiekiem, Świętym pośród was — nie przyjdę wywrzeć gniewu! A oni pójdą za PANEM, gdy ryknie jak lew! Tak, On ryknie! Wtedy przybędą z drżeniem synowie od strony morza, przylecą z drżeniem niczym ptak z Egiptu, niczym gołąb z Asyrii. I sprawię, że na nowo zamieszkają w swych domach — oto Słowo PANA [Oz 11,8-11].

Normalnie i po ludzku należałoby z takim synem dać sobie już spokój. Izrael nie zasługiwał na dalsze okazywanie mu miłości. Wobec tak licznych aktów buntu i braku opamiętania serce ludzkie zaczyna się zamykać. Ale nie Boże! Gdzie indziej kieruje Mnie serce, wezbrała we Mnie litość. Ojciec musiał skarcić syna, ale – o, dziwo! – wcale go nie porzucił i nie przekreślił na wieki. Nie spadnie na was żar mojego gniewu. Nie wrócę, by znów zniszczyć Efraima. Gdyż Ja jestem Bogiem, a nie człowiekiem, Świętym pośród was — nie przyjdę wywrzeć gniewu! Ta niepojęta miłość Boga do Izraela ostatecznie ma zaowocować powrotem marnotrawnych synów. I sprawię, że na nowo zamieszkają w swych domach.

Wczytujący się w powyższe słowa chrześcijanin może nabrać pełnego przekonania, że miłość Boża do niego w Jezusie Chrystusie nigdy nie ustaje. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym [Rz 8,38-39]. Człowiek upada, wraca do starych grzechów, a Bóg wciąż go kocha i wyciąga ręce, aby go przytulić?! Patrząc na sprawę z ludzkiego punktu widzenia, aż tak zdeterminowana miłość może nie tylko zadziwiać ale i bulwersować.

Zaufajmy Bogu, że On wie co robi, gdy w Swojej miłości nie daje się zniechęcić naszymi grzechami. W świetle rozważanego fragmentu Biblii jaśniejsze staje się świadectwo apostołów Jezusa, że w tę miłość trzeba uwierzyć. I my poznaliśmy tę miłość, którą darzy nas Bóg, i zaufaliśmy jej. Bóg jest miłością [1Jn 4,16].

Bóg z nikim z nas jeszcze nie skończył! Oto stoję u drzwi! Pukam [Obj 3,20] – mówi do zeświecczałych chrześcijan. On nas miłuje miłością niezniszczalną! Nasz Pan doprowadzi dzieło naszego zbawienia do doskonałego końca. Dla niejednego błądzącego dziś i nurzającego się w grzechach dziecka Bożego zbliża się chwila, gdy znowu zaśpiewa: Jezu, Jezu, Jezu, Twa miłość me serce zdobyła!

Wzorując się na Bogu i Jego ojcowskiej miłości do nas – takimi też sami bądźmy względem upadających grzeszników. Takim sercem charakteryzowali się apostołowie. Wszak wiecie, że każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, napominaliśmy i zachęcali, i zaklinali, abyście prowadzili życie godne Boga, który was powołuje do swego Królestwa i chwały [1Ts 2,11-12]. Trzeba nam więcej i wciąż więcej miłości Bożej.

Miłość Boża jest całkowicie niezrozumiała dla ludzi bez Ojcowskiego serca. Nie można jej pojąć ani opisać. Nie mieści się w granicach zdrowego rozsądku. W tę miłość trzeba uwierzyć. Wierzę. A ty?

05 września, 2018

Waga danej chwili

Tablica upamiętniająca narodziny
 rock 'n' rolla w Cleveland, Ohio.
W tle gmach Rock and Roll Hall of Fame
Każda chwila dana nam przez Boga ma swoje znaczenie. Czasem może stać się zalążkiem wielkich zmian lub całkiem nowych rzeczy. Nie możemy tego przewidzieć, ani zaplanować. Możemy wszakże uważniej przeżywać swoje dni i doceniać ich wagę. To, co w danym momencie robimy będzie miało wpływ na dalsze życie i to nie tylko nasze własne. W zwykłą codzienność może nagle się wpleść wątek prowadzący do zmiany myślenia i postępowania. Jedno spojrzenie lub gest może zaowocować wspaniałym pomysłem. Krótkie spotkanie może zapoczątkować trwałą więź. Kilka wypowiedzianych słów może stworzyć nową rzeczywistość.

Byłem dziś w ciekawym miejscu w Cleveland, Ohio. Pewien amerykański DJ, Alan Freed opisując nowe zjawisko w muzyce jako pierwszy użył tu w 1951 roku słów "rock and roll" i zorganizował w Cleveland pierwszy taki koncert. Od tego czasu określenie "rock 'n' roll" zagościło na ustach ludzi na całym świecie, a Cleveland okrzyknięto miejscem narodzin tego gatunku muzycznego. Trzydzieści lat później zbudowano tu monumentalne muzeum  - Rock and Roll Hall of Fame, honorujące artystów rockowych z całego świata. W 1986 roku, jako jednego z pierwszych, do tutejszego "hall of fame" wprowadzono Alana Freeda, pomimo tego, że on sam muzykiem rockowym nie był.

Pisząc te słowa nie mam oczywiście na myśli tego, żebyśmy nie wiadomo jak zamyślali się nad każdym myciem zębów czy kęsem codziennego śniadania. Zresztą tempo życia nie pozwala nam na taką przesadną zadumę. Zwróćmy jednak uwagę na to, że każdy z nas w swoim życiorysie już ma takie chwile, które zaważyły na naszym dalszym losie. Jeżeli w takich chwilach zabrakło nam wiary, bojaźni Bożej, kierownictwa Ducha Świętego, lub chociażby zdrowego rozsądku, to życie potoczyło się w złą stronę. Gdy natomiast należycie wyczuliśmy wagę danej chwili i podeszliśmy do niej ze stosowną uważnością, życie nabrało nowych barw i na całe lata stało się wspaniałą przygodą.

Chcę być bardziej świadomy znaczenia każdego dnia w moim życiu. To co zdarza się dzisiaj będzie mieć wpływ na moje jutro. Jaki wpływ? Dobry czy zły?  Zajdę daleko, czy będę dreptać w miejscu? Przyniosę chwałę Bogu czy ujmę? Biblia mówi: Naucz nas dobrze liczyć nasze dni, aby nasze serca mogły zyskać mądrość [Ps 90,12]. Boże, uchroń mnie przed powierzchownością, lekkomyślnością i nonszalancją w podejściu do tego, co w tej chwili przeżywam. Amen.

31 sierpnia, 2018

Doceniaj tę możliwość

Z dala od domu rozmyślam o wartości zboru, bycia jego aktywną cząstką i uczestnictwa w nabożeństwach. Nie mogę pojąć takich chrześcijan, którzy niedaleko od swego miejsca zamieszkania mają zbór, a do niego nie należą. Nie mniej zadziwiam się nad takimi, którzy przynależą do zboru, a w czasie jego zgromadzenia potrafią siedzieć w domu albo iść sobie gdzieś na miasto. Przecież Pismo Święte nakreśla nam zupełnie inny stosunek do miejsca spotkań ludu Bożego. Albowiem lepszy jest dzień w przedsionkach twoich, niż gdzie indziej tysiąc; Wolę stać raczej na progu domu Boga mego, niż mieszkać w namiotach bezbożnych [Ps 84,11].

Zwyczaj opuszczania wspólnych zgromadzeń doprowadził już do tego, że niektóre zbory z powodu niskiej frekwencji zawiesiły organizowanie nabożeństw w ciągu tygodnia. Na szczęście w takich zborach jak Times Square Church na Manhattanie, założonym przez Dawida Wilkersona czy w The Brooklyn Tabernacle, założonym i wciąż prowadzonym przez Jima Cymbalę, nikt nie wpadł na pomysł, że w praktykowaniu wiary wystarczy ludziom niedzielne nabożeństwo. Dzięki temu mogliśmy w tygodniu odwiedzić w Nowym Jorku oba te miejsca i zbudować się ich wieczorną społecznością.

Nie zaprzestawajmy organizowania nabożeństw w ciągu tygodnia, a już na pewno nie dajmy się zwieść propagatorom tzw. kościoła domowego, że publiczne nabożeństwo można zastąpić spotkaniem z paroma przyjaciółmi w mieszkaniu.  Gdyby wszyscy chrześcijanie tak pomyśleli i wcielili tę ideę w życie, to wyjeżdżając do innego miasta w ogóle nie mielibyśmy gdzie pójść na nabożeństwo. A przecież mamy taką potrzebę.

29 sierpnia, 2018

Skąd taka zatwardziałość serca?

Pisałem wczoraj o wielkiej roli króla judzkiego, Hiskiasza, w uratowaniu Jerozolimy w czasie najazdu Asyryjczyków. Z powodu grzechu w narodzie wybranym spustoszyli oni całe Państwo Północne ze stolicą w Samarii oraz wiele miast Judy, uprowadzając większość Izraelitów do Asyrii. W ocalałej Jerozolimie rozpoczął się zakrojony na szeroką skalę proces odnowy duchowej. Aktem wieńczącym nawrócenie miało być wspólne świętowanie Paschy, czego nie robiono już od wielu lat. Hiskiasz wyciągnął przy tym rękę do ocalałych mieszkańców Północy.

Postanowiono więc posłać stosowną wiadomość do całego Izraela od Beer-Szeby po Dan i zaprosić wszystkich do przybycia do Jerozolimy na obchody Paschy ku czci PANA, Boga Izraela, bo od dawna nie obchodzono jej zgodnie z przepisami. Gońcy rozeszli się zatem po całym Izraelu i Judzie z listami od króla i jego książąt i zgodnie z rozkazem króla powtarzali: Synowie Izraela! Zawróćcie do PANA, Boga Abrahama, Izaaka i Izraela, a wtedy On zawróci ku ocalonym, którzy wam pozostali po najazdach królów Asyrii. Nie bądźcie tacy, jak wasi ojcowie i wasi bracia, którzy sprzeniewierzyli się PANU, Bogu swoich ojców, tak że dopuścił On do ich spustoszenia, jak to sami widzicie. Nie usztywniajcie teraz swoich karków, jak wasi ojcowie. Podajcie rękę PANU, przyjdźcie do Jego świątyni, którą poświęcił na wieki, i służcie PANU, waszemu Bogu, a wtedy odwróci się od was Jego srogi gniew. Bo jeśli zawrócicie do PANA, wasi bracia i synowie doznają miłosierdzia ze strony tych, którzy ich uprowadzili. Pozwolą im oni wrócić do tej ziemi, ponieważ łaskawy i miłosierny jest PAN, wasz Bóg, i nie odwróci się od was, jeśli zawrócicie ku Niemu. Gońcy szli więc z miasta do miasta przez ziemie plemion Efraima i Manassesa, dotarli do Zebulona, lecz kpiono z nich i szydzono. Niektórzy jednak z plemion Aszera, Manassesa i Zebulona okazali skruchę i przyszli do Jerozolimy [2Krn 30,5-11].

Zdumiewa mnie postawa Izraelitów. Na własnej skórze przekonali się, że nie można bezkarnie lekceważyć Słowa Bożego. Bóg wykonał to, przed czym przez całe lata ich ostrzegał. Wszystko przemawiało za tym, aby ukorzyć się przed Bogiem. Odwrócić się swoich grzechów i powrócić do posłuszeństwa Bogu. Zaproszenie na wspólną Paschę w Jerozolimie stanowiło bardzo dobrą okazję do nawrócenia. Niestety, większość Izraelitów na to zaproszenie odpowiedziała kpinami i szyderstwem. Tylko niektórzy się opamiętali.

Teraźniejsze sądy Boże nad naszym życiem mają na celu nasze nawrócenie i powrót do społeczności Jego Kościoła. Bóg pragnie nas ocalić. Nie chce, abyśmy trafili do miejsca wiecznej kary. Gdy schodzimy z Jego ścieżek, nawiedza nas więc, boleśnie karci i wychowuje, abyśmy wraz z tym światem nie zostali potępieni. Po przejściu każdej burzy zaprasza nas do powrotu. Czeka na to, że kolejny syn marnotrawny wejrzy w siebie, ukorzy się i powróci. Zbór Pański również czeka.

Wszystko przemawia za tym, aby tak zrobić. Dlaczego więc tylko niektórzy wracają?

28 sierpnia, 2018

Takim przywódcą pragnę się stawać

Samaria i Jerozolima - stolice Izraela i Judy.  Hoszea i Hiskiasz - panujący równolegle królowie tych królestw. Jednakowe grzechy obydwu części ludu Bożego Starego Przymierza i  ten sam najeźdźca wysłany przez Boga, aby ich ukarać za ich grzechy. Jaka między nimi różnica? Pierwsi zostali uprowadzeni do niewoli asyryjskiej, a drudzy nie. Dlaczego? Ponieważ na czele pierwszych stał Hoszea, a przywódcą drugich był Hiskiasz.

Żeby nie było wątpliwości, Biblia mówi, że zarówno Izraelici jak i Judejczycy popełniali podobne grzechy i zaciążył na nich ten sam gniew Boży. PAN przestrzegał Izraela i Judę za pośrednictwem wszystkich swoich proroków, wszystkich jasnowidzów: Zawróćcie ze swoich złych dróg. Przestrzegajcie moich przykazań i ustaw. Postępujcie zgodnie z Prawem, które nadałem waszym ojcom i przekazałem wam za pośrednictwem moich sług, proroków.  Lecz oni nie słuchali. Usztywnili swój kark, tak jak ich ojcowie, którzy nie zaufali PANU, swojemu Bogu. […] PAN wzgardził zatem całym potomstwem Izraela i upokorzył ich. Wydał ich w rękę grabieżców, aż w końcu ich od siebie odrzucił [2Krl 17,13-20].

Nadeszła pora wykonania wyroków sądu Bożego wydanych na obydwie stolice. Z Samarią poszło Asyryjczykom dość gładko. W czwartym roku panowania Hiskiasza — a był to siódmy rok rządów Hoszei, syna Eli, króla Izraela — Szalmaneser, król Asyrii, wyruszył na Samarię, obległ ją i zdobył po trzech latach. W szóstym roku panowania Hiskiasza — a był to dziewiąty rok rządów Hoszei, króla Izraela — Samaria została pokonana. Król Asyrii uprowadził wówczas Izraelitów do Asyrii i osadził ich w Chelach, nad Chaborem, rzeką Gozanu, oraz w miastach medyjskich. Uczynił to dlatego, że nie słuchali głosu PANA, swojego Boga, i przekroczyli Jego przymierze, a tego wszystkiego, co przykazał Mojżesz, sługa PANA, nie słuchali ani nie przestrzegali [2Krl 18,9-12]. Nie czytamy, żeby Hoszea - poza typowymi krokami politycznymi i militarnymi - podjął jakieś duchowe działania w celu ocalenia swojego ludu. Samaria poszła na wygnanie.

A Jerozolima?  Gdy król asyryjski skierował się przeciwko państwu judzkiemu, król Hiskiasz również podjął szereg działań o charakterze politycznym, o czym opowiada np. osiemnasty rozdział Drugiej Księgi Królewskiej. Nie one jednak były głównym kierunkiem starań przywódcy Jerozolimy o uratowanie swoich ludzi. Hiskiasz od pierwszych lat swego królowania zaczął zabiegać o zmiłowanie Boże nad nimi. Całą tę duchowa batalię dobrze podsumowuje następujący fragment Słowa Bożego: Gdy król Hiskiasz to usłyszał, rozdarł swoje szaty, przywdział włosiennicę i przyszedł do świątyni PANA. Posłał też Eliakima, zarządcę pałacu, Szebnę, pisarza, oraz znaczniejszych kapłanów, odzianych we włosiennice, do proroka Izajasza, syna Amosa, aby mu przekazali słowa Hiskiasza: […] Może PAN, twój Bóg, usłyszy wszystkie słowa kanclerza, którego posłał jego pan, król Asyrii, aby znieważał Boga żywego! Może też PAN, twój Bóg, ukarze go za te słowa. Wznieś więc modlitwę za pozostałą przy nas resztę. Gdy słudzy króla Hiskiasza przyszli do Izajasza, prorok im oznajmił: Powiedzcie swojemu panu: Tak mówi PAN: Nie bój się słów, które usłyszałeś, a którymi ubliżali Mi ci pachołkowie króla Asyrii. Otóż Ja tak na niego wpłynę, że gdy usłyszy pewną wieść, wróci do swojej ziemi, a tam sprawię, że padnie od miecza [2Krl 19,1-7].

Niesamowite. Bóg odstąpił od wykonania słusznych sądów nad Jerozolimą. Przepędził króla asyryjskiego, którego sam przecież wcześniej sprowadził, aby wylał na nią gniew Boży. Jestem przekonany, że tajemnicą zagórowania łaski nad sądem Bożym w tym przypadku była postawa króla Hiskiasza i podjęte przez niego kroki. Hiskiasz w tej historii jawi się jako typ Pana Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem [1Ts 1,10]. Stał się też dla wszystkich przywódców chrześcijańskich dobrym przykładem do naśladowania.

Takim duszpasterzem pragnę być dla ludzi, których PAN Kościoła powierza pod moją opiekę. Nie mogę odwrócić już tego, że zdarzyło się im zgrzeszyć i zaciążył na nich sąd Boży. Mogę natomiast wstawiać się za nimi do Boga i podejmować szereg kroków, aby wraz ze światem nie zostali oni potępieni. Owszem, wiem, że zasługujemy na sąd Boży, ale też wiem, że miłosierny jest PAN, i że u Niego miłosierdzie góruje nad sądem.

Ponieważ uwierzyłem w miłość, jaką Bóg ma do nas, będę robić wszystko, aby ich ratować. Nie będę jak Hozea. Chcę być podobny do Hiskiasza.

14 sierpnia, 2018

Żeby kościół był Kościołem

Każdy normalny człowiek, każda zorganizowana grupa społeczna pragnie sukcesu w osiąganiu wyznaczonych dla siebie celów. Nie ma wszakże jednej dla wszystkich, uniwersalnej miary sukcesu. Poczucie triumfu i zadowolenie z dokonań w dużym stopniu zależą od przyjętych kryteriów, według których nasz sukces mierzymy. I nie tylko chodzi tu o skalę osiągnięć, lecz przede wszystkim o ich kategorię i charakter. Czym innym są tłuste lata placówki handlowej, czym innym dobre wyniki ośrodka terapii uzależnień, a jeszcze czym innym powodzenie w działalności strażnicy granicznej.

Absolutnie innymi kryteriami się posługujemy mierząc i oceniając osiągnięcia wspólnoty kościelnej. Z tego tytułu to, co w świecie powszechnie uznawane jest za sukces, w kościele może być potraktowane nawet  jako swoista porażka. Szczęśliwi jesteście ubodzy - powiedział Jezus do swoich uczniów - gdyż wasze jest Królestwo Boże. Szczęśliwi, którzy teraz głodujecie, ponieważ będziecie nasyceni. Szczęśliwi, którzy teraz płaczecie, dlatego, że będziecie radośni. Szczęśliwi jesteście ilekroć was ludzie znienawidzą, ilekroć od siebie odłączą, znieważą i zniesławią wasze imię - z powodu Syna Człowieczego. Cieszcie się w tym dniu i z radości skaczcie do góry. W niebie czeka was naprawdę hojna zapłata. Podobnie bowiem ich ojcowie traktowali proroków. Ale biada wam, bogatym, gdyż w pełni odbieracie swą pociechę. Biada wam, teraz opływającym w dostatki, gdyż spadnie na was głód. Biada wam zuchwale roześmianym, gdyż będziecie smucić się i płakać. Biada wam, ilekroć wszyscy będą mieli o was dobre zdanie, bo takie ich ojcowie mieli o fałszywych prorokach [Łk 6,20-26].

Kościół to całkowicie wyjątkowa wspólnota ludzi wywołanych i oddzielonych od świata. Żadna z powszechnych w świecie miar sukcesu do kościoła więc nie pasuje. Miarą dobrych notowań w świecie jest otwartość na zmiany i szybkie dostosowywanie się do nowych trendów, a nawet ich kreowanie. Tajemnicą sukcesu Kościoła jest wytrwanie w nauce apostolskiej i wierne trzymanie się granic zakreślonych przez Pismo Święte. A nie przypodobywajcie się temu światu [Rz 12,2] - nawołuje Biblia Gdańska. Bóg wytycza wyraźną granicę duchową oddzielającą Kościół od świata. Przestańcie wprzęgać się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Cóż za towarzystwo sprawiedliwości z bezprawiem? Co za wspólnota światła i ciemności? Co za harmonia między Chrystusem a Beliarem? Gdzie część wspólna wierzącego z niewierzącym? Jaka zgoda między przybytkiem Boga a bóstwami? [2Ko 6,14-16]. 

Lokalna wspólnota chrześcijańska odpowiada za należyty wizerunek i sukces całego Kościoła, który musi pozostać w zgodzie z duchem całej Biblii. Żadne trendy światowe, żadne zmiany o charakterze kulturowym i społecznym nie mają prawa tego zmienić. Sukcesem świeckich instytucji i organizacji jest zdolność do zmian. Sukcesem Kościoła jest przeciwstawienie się wpływom świata i wytrwanie na pozycjach wyznaczonych nam przez Chrystusa i Jego apostołów. Gdy jakiś zbór zaczyna odnosić sukcesy w oczach świata, trzeba się upewnić, czy aby nie zaczął wchodzić na ścieżki duchowych kompromisów, co musi skończyć się jakąś porażką.

Zauważam, że wiele dzisiejszych wspólnot chrześcijańskich bez większego zahamowania stosuje środki oraz metody rozwoju, podpatrzone i zaczerpnięte bezpośrednio w świeckich organizacjach społecznych, kulturalnych i biznesowych. Z uwagi na wygląd i wyposażenie sali zgromadzeń, ubiór i zachowanie mówców, a nawet merytoryczną zawartość spotkania, w wielu przypadkach coraz trudniej już takie niedzielne zgromadzenie nazywać nabożeństwem chrześcijańskim. Kościół w takich przypadkach przestaje być kościołem. Raczej należałoby coś takiego nazywać klubem towarzyskim, grupą wsparcia lub organizacją wdrażającą nowatorski program społeczny. 

Niech ludzie duchowo przynależący do świata idą sobie szeroką drogą rozrywki, bogactwa, wygody i licznych przyjemności, drogą, którą ciągną całe tłumy amatorów dobrego życia. Ludzie Nowego Przymierza mają inną drogę, wyznaczoną nam przez Pana Kościoła. Wchodźcie przez ciasną bramę, gdyż przestronna jest brama i szeroka droga, która prowadzi do zguby, i wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Natomiast ciasna jest brama oraz wąska droga, która prowadzi do życia - i niewielu tych, którzy ją znajdują [Mt 7,13-14]. 

Wzywam do głębszej refleksji nad zjawiskiem liberalizacji poglądów, wprowadzania świeckich metod przywództwa i postępującej sekularyzacji zborów. Żadne - choćby nie wiem jak sprawdzone - korporacyjne przepisy na sukces nie mogą mieć prawa głosu w Kościele. Zborem Bożym kieruje Duch Święty! On mówi wierzącym, co trzeba, a czego nie wolno robić. On wspomaga zbór, przesądza o jego liczebności i udziela darów istotnych dla zdrowego rozwoju świętych. Duch Święty nigdy nie zgodzi się na pełnienie jedynie roli jednego z doradców. On jest Kierownikiem!

Głową Kościoła jest Chrystus i tak ma zostać aż do samego końca! Zgromadzenie chrześcijan ma być więc aktem bogobojnego uniżenia się przed Trójjedynym Bogiem. Miejscem i czasem wspólnego oddania Mu chwały, wyrażenia wdzięczności, przedłożenia próśb i uważnego wysłuchania Słowa Bożego. Oznaką sukcesu Kościoła nie jest nadążanie zboru za nowymi trendami lecz jego zdolność do wiernego trwania w granicach nakreślonych przez Słowo Boże. Miejmy bojaźń Bożą i z niedzielnego nabożeństwa nie róbmy sobie czasu rozrywki, że już o obowiązku bogobojnego życia poszczególnych chrześcijan w ciągu tygodnia nie wspomnę...

Niech kościół będzie Kościołem!

11 sierpnia, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 9

Nadeszła pora, by omówić ostatnie "biada" z mowy przeciwko przywódcom religijnym, którą wypowiedział Chrystus Pan tuż przed swoją śmiercią.

Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych. Gdybyśmy żyli za dni naszych ojców - mówicie - nie rozlewalibyśmy wraz z nimi krwi proroków. W ten sposób przyznajecie, że jesteście synami morderców. Dopełnijcie miary waszych ojców. Węże! Pomioty żmij! Jak ujdziecie przed wyrokiem wiecznej kary? Dlatego Ja posyłam do was proroków, ludzi mądrych i rozumiejących Prawo. Niektórych zabijecie i ukrzyżujecie, innych ubiczujecie w waszych synagogach lub będziecie przepędzać z miasta do miasta. W ten sposób spadnie na was odpowiedzialność za całą sprawiedliwą krew przelaną na ziemi: od krwi sprawiedliwego Abla aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zabiliście między przybytkiem a ołtarzem. Zapewniam was, wszystko to spadnie na to pokolenie. Jerozolimo, Jerozolimo, która zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy zostali do ciebie posłani! Tyle razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak kwoka swoje pisklęta pod skrzydła, lecz nie chcieliście! Wasz dom opustoszeje. Bo mówię wam: Na pewno Mnie nie zobaczycie - do chwili, kiedy powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imieniu Pana [Mt 23,29-39].

Niech mi ktoś powie, że nie liczy się historia, a jedynie to, co robimy aktualnie. Błędy przywódców poprzednich pokoleń wymagają od ich następców refleksji, pokuty i jednoznacznego odżegnania się od nich. Gdy w wyniku kazania Piotra po zesłaniu Ducha Świętego w święto Pięćdziesiątnicy, pobożni Żydzi zdali sobie sprawę z tego, że przynależą do grona tych, którzy w czasie minionej Paschy ukrzyżowali Mesjasza - Jezusa z Nazaretu, natychmiast zrozumieli, że muszą odciąć się od owego towarzystwa.

A zatem niech wie to na pewno cały dom Izraela, że Bóg ustanowił Panem i Chrystusem tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście. Słowa te przeszyły ich do głębi serca. Przerażeni zwrócili sie do Piotra i pozostałych apostołów: Drodzy bracia, co mamy teraz robić? Opamiętajcie się - odpowiedział Piotr - i niech każdy z was da się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa... […]. W inny też sposób, jeszcze wyraźniej, składał im mocne świadectwo i zachęcał: Ratujcie się spośród tego wypaczonego pokolenia! [Dz 2,36-40].

Współcześni Jezusowi uczeni w Piśmie i faryzeusze byli duchowymi spadkobiercami bałwochwalstwa, duchowej pychy i wielu innych, kardynalnych błędów swoich poprzedników. Należało się od nich odciąć wg zasady: Moją matką i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je [Łk 8,21]. Żadne gloryfikowanie proroków wcześniej odrzuconych i uśmierconych, nie załatwiało sprawy, skoro nie towarzyszyło mu nazwanie rzeczy po imieniu i jednoznaczne odwrócenie się od grzechów wcześniej popełnionych przez ojców. Duch sprzeciwu wobec żywego Boga wciąż panował w Izraelu nadając ton nastawieniu kolejnego pokolenia jego przywódców do posłańców Bożych, co skończyło się odrzuceniem i ukrzyżowaniem samego Syna Bożego.

Także w historii Kościoła powszechnego jest wiele niechlubnie zapisanych kart. Prześladowanie i zabijanie innowierców, niemoralność, wyzysk, handel odpustami, fałszowanie Słowa Bożego - to tylko niektóre grzechy przywódców religijnych minionych wieków. Kto nie potrafi albo nie chce wyraźnie od nich się odciąć, ten jest spadkobiercą tych grzechów. Mało tego! Pozostaje pod wpływem tego samego ducha, który kierował postępowaniem "ojców" tamtych czasów, a więc wcześniej czy później dopuści się podobnych wykroczeń. Żadne dzisiejsze sympatyzowanie z biblijnym chrześcijaństwem nikogo nie oczyści w oczach Bożych, jeżeli pozostaje on w duchowym związku z systemem religijnym, który krzywdził i tępił odrodzonych z Ducha Świętego chrześcijan w przeszłych wiekach.

Bracia! Jako ludzie aktualnie odpowiedzialni za stan duchowy trzody Bożej powinniśmy zawsze mieć na uwadze czyny naszych poprzedników w służbie. Rozpatrując koniec ich życia [Hbr 13,7] jak najbardziej możemy wychwalać swoich ojców duchowych, stawiać im pomniki i dobrze ich wspominać, jeżeli nie splamili oni swojego życiorysu czynami niegodnymi ewangelii Chrystusowej. Jeżeli natomiast jest dla nas jasne, że kiedyś np. popierali oni fałszywą naukę i sami ją głosili, jeżeli wiemy, że zdefraudowali ofiary złożone na dzieło Boże, dopuścili się czynów niemoralnych albo tępili szczerze oddanych Panu sług Słowa Bożego, to powinniśmy zdecydowanie wyrzec się naszego związku z nimi. Nieważne, jak wielkie są to imiona. Wymieniając je bagatelizujemy ich grzechy i stajemy się ich uczestnikami.

Omawiany dziś końcowy fragment mowy Jezusa przeciwko przywódcom religijnym pobudza mnie do jeszcze jednej refleksji. Otóż w gronie przywódców zauważam  zjawisko nieuprawnionego podłączania się pod uznane w środowiskach ewangelicznego chrześcijaństwa autorytety. Na przykład, ktoś, kto całymi latami głosił - i wciąż głosi - ewangelię sukcesu, cytuje dziś i poleca innym Dawida Wilkersona. O co chodzi? Przecież Wilkerson zdecydowanie odcinał się od tej zwodniczej nauki. Ktoś inny z kolei, przez lata wyśmiewający zielonoświątkowców za praktykowanie darów Ducha Świętego, nagle - bez jednoznacznego wyznania swego błędu - zaczyna okazywać im przychylność i dobrze się o nich wypowiadać. Co sie stało? Jeżeli przejrzał na oczy, to powinien wyraźnie to powiedzieć. Inaczej można się domyślać, że chodzi mu tylko o osiągnięcie jakiejś doraźnej korzyści. Ciśnie mi się tu przykład, jak swego czasu pewien przywódca z Warszawy, wyraźnie przeciwny poglądom zielonoświątkowców, poleciał na Światową Konferencję Zielonoświątkową reprezentować tam nasze kręgi, bo dzięki temu mógł za darmo zobaczyć Amerykę.

Wystrzegajmy się takich ludzi, a tym bardziej sami nigdy takimi nie bądźmy. Kto nie potrafi wyraźnie odciąć się od grzechów swoich ojców, albo od swoich własnych grzechów z przeszłości, ten pozostaje pod wpływem ducha, który te grzechy inspiruje i któregoś dnia znowu je popełni.

Niechże rozważone przez nas ośmiokrotne "biada", które padło z ust naszego umiłowanego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa, nastroi nas, bracia, i zachęci do stawania się coraz lepszymi przywódcami duchowymi, dbającymi przede wszystkim o upodobanie w Jego oczach.

09 sierpnia, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 8

Skąd w społeczeństwie wzięło się takie myślenie, że osoby duchowne, że przywódcy religijni w ogóle ludności są kimś szczególnym? Przecież jak każdy inny człowiek, tak samo ubierają spodnie, chodzą do ubikacji i się starzeją. Tak! Człowiek jest tylko tchnieniem, nawet ten wysoko postawiony [Ps 39,6]. Nie ma oczywiście w tym nic niestosownego, gdy ludzie okazują szacunek swoim duszpasterzom i czasem spontanicznie potraktują ich w wyjątkowy sposób. W pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie [Flp 2,3] - poucza nas przecież Pismo Święte.

Rzecz w tym, że niejednokrotnie to sami duchowni tworzą wokół siebie atmosferę glorii. Czasem odnoszę wrażenie, że niektórzy chyba naprawdę uwierzyli w swoją niezwykłość. Przedstawiając się lub opowiadając o jakimś zdarzeniu, w którym uczestniczyli, nigdy nie pomijają swojego tytułu lub funkcji kościelnej. Gdy jakiś 'Korneliusz' zaczyna oddawać im honory, zamiast powiedzieć mu: Wstań, i ja jestem tylko człowiekiem [Dz 10,26], oni z upodobaniem napawają się ludzkim zachwytem i oddaniem.

Chęć ustawicznego wyróżniania się na tle zboru wytwarza w przywódcy postawę nienaturalnego prężenia mięśni i wciągania brzucha, co z upływem czasu może zaowocować totalnym zakłamaniem życia. Takie właśnie zjawisko zaobserwował Jezus w Izraelu. Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Przypominacie groby pokryte białą farbą. Na zewnątrz są piękne, a wewnątrz - kości zmarłych i wszelka zgnilizna. Wy też w oczach ludzi uchodzicie za sprawiedliwych, ale w waszych wnętrzach pełno obłudy i bezprawia [Mt 23,27-28].

Winę za taki stan rzeczy nie ponoszą - bynajmniej - ludzie, którzy swoich przywódców obdarzają autorytetem i otaczają szacunkiem. Biblia im to nakazuje, więc osoby bogobojne jak najbardziej odnoszą się do duszpasterzy z należytym respektem. Gdy zatem dochodzi do sytuacji, że w zborze szanowany i stawiany na piedestale bywa człowiek prowadzący podwójne życie, że hołubiony jest pastor wewnętrznie zbrukany sekretnymi grzechami - to odpowiedzialność za to ponosi wyłącznie ów zakłamany przywódca. Biadam wam, a nie ludziom, w oczach których uchodzicie za sprawiedliwych - powiedział Pan.

Bracia, nie nasza to sprawa, czy ludzie zechcą odnosić się do nas z szacunkiem, czy może będą nas lekceważyć. Naszą wielką powinnością natomiast jest to, aby uznanie ze strony chrześcijan nie brało się z zafałszowanego wizerunku naszej osoby. Jeżeli w środku jesteśmy nieczyści, to nie udawajmy czystych. Miejmy odwagę przyznać się do swoich grzechów i czym prędzej je porzućmy. Niech czar opadnie. Ludzie mają prawo wiedzieć, z kim naprawdę mają do czynienia, gdy spotykają się ze swoim pastorem i zwierzają mu się z rozmaitych problemów.

Lepiej w porę odbrązowić się samemu, niż przez lata uchodzić za wielkiego męża Bożego, a potem okazać się żałośnie malutkim.

PS. Piszę te słowa w dniach, gdy staje się jawne, że właśnie takim grobem pobielanym przez całe lata był np. Bill Hybels, sławny superpastor megazboru Willow Creek i twórca "The Global Leadership Summit (GLS) :(

07 sierpnia, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 7

Może i ktoś słowa Jezusa skierowane przeciwko przywódcom religijnym nazwałby dziś "mową nienawiści" lecz faktycznie były one nacechowane serdeczną troską o ich zbawienie. Ludzie tego pokroju i pozycji społecznej nie są skłonni do tego, by przejmować się każdym słowem do nich kierowanym. Wszelkie napomnienia i uwagi czym prędzej przekierowują na innych, a sami kryją się za fasadą osoby duchownej. Dlatego Pan swą mowę dobitnie zaadresował i wypowiedział im prosto w oczy, ażeby wstrząsnąć nimi i zmusić ich do refleksji nad osobistą pobożnością.

Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Dbacie o czystość zewnętrznych części kielicha i misy, nie o to, że środek pełny grabieży i gwałtu. Ślepy faryzeuszu! Czyszczenie kielicha zaczynaj od wnętrza, a wtedy to, co na zewnątrz, też zalśni czystością [Mt 23,25-26].

Obłuda uczonych w Piśmie i faryzeuszy była tak oczywista, że aż bolało. W sferze publicznej dbali o  nienaganny ubiór, etykietę i postępowanie zgodne z protokołem. Wydawać by się mogło, że są naprawdę wielcy i jakby nieziemsko święci. W prywatnym życiu byli jednak żałośnie mali. Podobnie do innych nastawieni byli na zysk i zaspokajanie swoich pożądliwości. Pamiętam, jak dotkliwie przeżywałem tego rodzaju dwulicowość w okresie, gdy byłem ministrantem. Za ołtarzem i ksiądz, i ministranci, wyglądali na świętych. W zakrystii już tacy - niestety - nie byli. Nieduże drzwi oddzielające prezbiterium od zaplecza, a czyniły tak wielką różnicę!

Wy, faryzeusze, oczyszczacie zewnętrzną stronę kielicha i miski, podczas gdy wasze wnętrze jest pełne chciwości i zła [Łk 11,39]. Znam ludzi, którzy świetnie prezentują się na mieście, a mieszkają w brudzie i sypiają w barłogu. Koncentracja na sprawach zewnętrznego wyglądu zbyt często wiąże się z całkowitym zaniedbaniem wnętrza. Duszpasterz, przywódca chrześcijański nie może się posunąć do takiej hipokryzji, żeby robić na ludziach dobre wrażenie, a w rzeczywistości nurzać się w swoich grzechach. Najpierw środek, potem wygląd zewnętrzny - oto właściwy porządek rzeczy.

Zbawienie człowieka zaczyna się od przemiany jego serca. Przybrane pozory pobożności, wzniosłe słowa i piękne gesty potrafią oczarować ludzi ale zasmucają Boga. Nic nie pomagają w zapanowaniu nad własną zmysłowością. Do tego potrzebne jest duchowe odrodzenie. Tylko osobiste opamiętanie z grzechów, szczere i pokorne zwrócenie się do Jezusa Chrystusa z prośbą o przebaczenie, tylko nowe narodzenie czyni nas prawdziwymi sługami Bożymi i daje nam prawo do reprezentowania Boga pośród ludzi. Bóg nie powołuje do swej służby ludzi żyjących w obłudzie.

Dlatego trzeba nam, Bracia, z dostateczną troską zadbać najpierw o wewnętrznego człowieka. Zajmowanie się duszpasterstwem, doradzaniem i korygowaniem zachowania innych ludzi, domaga się wcześniejszego uświęcenia własnego życia. Biada takim przywódcom chrześcijańskim, którzy na zewnątrz chcą uchodzić za mężów Bożych, a żyją w grzechu. Biada takim, którzy innym mówią o wolności w Chrystusie, a sami są niewolnikami zepsucia. Czemu bowiem ktoś poddańczo służy, tego jest niewolnikiem [2Pt 2,19].

Uświęcenie - to proces, który trzeba nam zaczynać od własnego serca. Z tego wyniknie w naszym życiu szereg zmian o charakterze wizerunkowym. Dopiero wtedy mamy moralne prawo i Boży autorytet, aby zająć się innymi.

04 sierpnia, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 6

Piąte 'biada" w Jezusowej mowie przeciwko przywódcom religijnym Izraela porusza problem wybiórczego podejścia do Słowa Bożego. Uczeni w Piśmie i faryzeusze z upływem lat nabrali takiej pewności siebie, że  praktycznie liczyło się już tylko ich własne zdanie. Na przykład, drobiazgowo oddawali dziesięcinę, podczas gdy do innych przykazań Tory odnosili się już mniej rygorystycznie. Posłuszeństwa niektórym zaś zupełnie zaniechali. Pieczołowicie odcedzali komara, w tym samym czasie połykając wielbłąda.

Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Dajecie dziesięcinę z mięty, kopru oraz kminku, a porzuciliście to, co w Prawie jest ważniejsze: sprawiedliwy sąd, miłosierdzie oraz wiarę - to należało zachować, a i tamtych spraw nie porzucać. Ślepi przewodnicy! Przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda [Mt 23,23-24].

Należycie przestrzegać Prawa Bożego może tylko ten, w kim mieszka Duch Boży. Ktoś, kto poza literą Pism świętych, zna też ich ducha, dzięki czemu zdolny jest w każdej - najmniejszej nawet - sprawie stosować je całościowo. Duchowni z czasów Jezusa tej cechy nie mieli. Zafiksowali się na punkcie dziesięciny, a zupełnie rozmyła się ich wiara i miłosierdzie. Stając przed ich trybunałem trudno też było liczyć na sprawiedliwy wyrok. Pomijając przyczyny, dla których tak było, jako przewodnicy duchowi, zawiedli całkowicie.

Wierzymy w całkowite natchnienie Biblii, to znaczy, że każde słowo Pisma Świętego jest niezmiennie ważne i obowiązujące. Dopóki trwać będzie niebo i ziemia, ważna będzie każda jota i każda kreska Prawa - aż wszystko się dokona. Kto zatem rozwiąże jedno z przykazań, choćby z pozoru nieważne, i w ten sposób będzie uczył ludzi, tego w Królestwie Niebios też nazwą nieważnym [Mt 5,18-19]. Nic w Biblii nie jest nieważne. Każde słowo Syna Bożego, każde zdanie proroków lub apostołów Jezusa Chrystusa jest nieprzypadkowe i - zgodnie z myślą Bożą, według ducha Biblii, a nie jedynie według litery  - obowiązuje wszystkich wierzących.

Proszę zauważyć, że Jezus w sprawie oddawania dziesięciny powiedział: - "a i tamtych nie porzucać". Czy te słowa wyszły z Jego ust ot, tak sobie? Nasz Pan z pewnością ważył słowa i dlatego każde z nich miało wielkie znaczenie. Ba, Jego słowa pochodziły nawet od Niego samego.  To zatem, co Ja mówię, mówię tak, jak mi polecił Ojciec [Jn 12,50]. Skoro więc Syn Boży powiedział, aby takich spraw jak dziesięcina nie porzucać (nie zaniedbywać - BW i BW-P, nie opuszczać - BG i BT) to znaczy, że również w Jego Kościele oddawanie dziesięciny pozostaje biblijną formą dobrego - proporcjonalnie rozłożonego na wiernych -  zaopatrzenia lokalnego zboru Pańskiego.

Oczywiście, w Kościele Chrystusowym nic nie odbywa się pod przymusem. Wy bowiem, bracia, zostaliście powołani do wolności [Ga 5,13]. W Chrystusie mamy możliwość życia w Duchu, a co za tym idzie, mamy zdolność do całościowego przestrzegania Słowa Bożego. Duch Święty poucza nas i prowadzi, byśmy trwali w nauce apostolskiej, zachowywali równowagę, uwzględniali pełne objawienie woli Bożej i dzięki temu unikali skrajności.

Błędem niektórych współczesnych przywódców chrześcijańskich jest skupianie się na ulubionych - ich zdaniem - ważnych zagadnieniach, a bagatelizowanie i pomijanie innych. Całe Pismo natchnione jest przez Boga i pożyteczne do nauki, do wykazania błędu, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był w pełni gotowy, wyposażony do wszelkiego dobrego dzieła [2Tm 3,16-17]. Jedna z podstawowych, uniwersalnych zasad w podejściu do Pisma Świętego brzmi następująco: Wszystko, co wam powiedziałem, starannie wypełniajcie. Nic do tego nie będziesz dodawał ani nic od tego nie ujmiesz [5Mo 13,1].

Bracia! Każde kolejne pokolenie chrześcijan gotowe jest tak myśleć o sobie, jakby dopiero od nich Bóg zaczynał działanie. Ich przywódcy duchowi silą się więc na zupełnie nowe podejście do służby duchowej i dopasowują się do aktualnych trendów, zaniedbując to, co wcześniej w Kościele było ważne i święte. Skutkuje to też skupianiem całej uwagi i energii chrześcijan na sprawach, które obecnie uznano za potrzebne. Tymczasem jako przywódcy chrześcijańscy, niezależnie od czasów, w których żyjemy i pracujemy dla Pana, jesteśmy zobowiązani, by niezmiennie trzymać się słów Pana naszego, Jezusa Chrystusa, wyłożonych przez Jego apostołów, niczego nie zaniedbując ani nie zmieniając.

Dlatego, bracia, stójcie niewzruszenie. Trzymajcie się przekazanych wam prawd, których nauczyliście się dzięki naszym słowom oraz dzięki listom [2Ts 2,15].

02 sierpnia, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 5

Po paru dniach przerwy powracamy do mowy Jezusa przeciwko uczonym w Piśmie i faryzeuszom. Możemy wyciągać z niej pozytywne wnioski i dzięki temu być lepszymi przywódcami duchowymi dla swoich rodzin, przyjaciół i zborów. Oto kolejne, czwarte już "biada" skierowane do duchownych tamtych czasów:

Biada wam, ślepi przewodnicy! Mówicie: Kto przysięga na przybytek - to nic; kto przysięga na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Bezmyślni! Ślepcy! Co jest ważniejsze: złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Mówicie też: Kto przysięga na ołtarz - to nic; kto przysięga na dar, który jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepcy! Co jest ważniejsze: dar czy ołtarz, który uświęca dar? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga i na sam ołtarz, i na wszystko, co na nim. I kto przysięga na przybytek, przysięga na sam przybytek oraz na Tego, który w nim mieszka. Również kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży oraz na Tego, który na nim zasiada [Mt 23,16-22].

Przywódcy religijni Izraela w czasach Jezusa byli duchowo ślepi. Robili na ludziach wrażenie, że się znają na rzeczy i za takich chcieli uchodzić, a faktycznie dawali świadectwo swojej niewiedzy i bezmyślności. Najdobitniej pokazali to swoim stosunkiem do Syna Bożego, zupełnie Go nie rozpoznając. A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że mocą księcia demonów wypędza demony [Mk 3,22]. Nic dziwnego, że również ich 'eksperckie' podejście do ważności przysięgi - jak wykazał Jezus -  rozmijało się z prawdą. Gorzej, że takie wywody pogłębiały w narodzie duchową dezorientację, bo gdy ślepy ślepego prowadzi, wszyscy są w niebezpieczeństwie.

Okres wczesnego Kościoła - jak można wnioskować z natchnionych pism apostolskich - nie uchronił się od podobnej maści przywódców. Apostoł Paweł wielokrotnie pisał o ich szkodliwości dla Kościoła. List św. Judy niemal w całości poświęcony jest wystąpieniu przeciwko ludziom, którzy zdominowali społeczność chrześcijańską, podczas gdy w ogóle nie powinno w niej być dla nich miejsca. Wielu bowiem to ludzie niekarni, rozgadani, zwodziciele - zwłaszcza wśród obrzezanych. Takim trzeba zatkać usta, gdyż oni całe domy wywracają, ucząc - dla brudnego zysku - rzeczy niepotrzebnych [Tt 1,10-11].

Niestety, również wielu dzisiejszych przywódców chrześcijańskich to eksperci od siedmiu boleści. Silą się na objaśnienia duchowe, nie mając o nich zielonego pojęcia. Wypowiadają się, interpretują wydarzenia na świecie nadając im proroczy wymiar i znaczenie, lecz ich wywody nie mają zamocowania w prawdzie. Są wytworem jedynie ich własnej wyobraźni, pobożnych życzeń i chęci wywołania na ludziach wrażenia, że są mężami Bożymi, że mają ponadprzeciętne objawienie w sprawach ogólnie niezrozumiałych.

Pełno dziś w kręgach chrześcijańskich, a zwłaszcza w Internecie, kaznodziejów głoszących to, co im ślina na język przyniesie. Pełno domorosłych teologów  mówiących o Bogu rzeczy przez siebie wymyślone i nieprawdziwe. Pełno proroków prześcigających się w ogłaszaniu rewelacji. Przydałoby się, żeby ktoś - podobnie jak Jezus w stosunku do ówczesnych przywódców religijnych - wykazał ich ślepotę duchową, bezmyślność i szkodliwość. Jak to zrobić? Kto ma się tym zająć? Czy w ogóle jest to dzisiaj możliwe?

Jedno, co na pewno trzeba nam w tej sytuacji robić, Bracia, to rozważać i głosić Słowo Boże w duchu Chrystusowym, zgodnie z apostolską nauką pism Nowego Testamentu. Prawda Słowa Bożego - choć w pierwszym odczuciu przegrywa z błyskotliwą i ekspercką mową rozmaitych 'arcyapostołów' - przetrwa wszystko i ostatecznie będzie doceniona, bo niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą - powiedział Pan. Nieważne, że ktoś obśmieje naszą prostolinijność w wiernym trzymaniu się Biblii. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Absolutnie natomiast nie wypowiadajmy się w sprawach, na których się nie znamy. Lepiej jest szczerze przyznać się do niewiedzy, niż robić mądrą minę i mówić niestworzone rzeczy. Lepiej jest być jak Jan, który wprawdzie żadnego cudu nie uczynił, ale wszystko, cokolwiek Jan o Nim powiedział, było prawdą [Jn 10,41], aniżeli być prorokiem i przyciągającym tłumy przywódcą, który wygłasza to, co sam wymyślił.

31 lipca, 2018

Przywódcom chrześcijańskim pod rozwagę - 4

W mowie przeciwko przywódcom religijnym Jezus - obnażając to, co kryło się w ich sercach - dał  do myślenia, że przy takim stanie duszy nie można liczyć na dobre owoce choćby nie wiem jak aktywnej działalności ewangelizacyjnej i duszpasterskiej. Każde drzewo poznaje się po jego owocu - mówił przy innej okazji. Z cierni przecież nie zrywa się fig ani z krzewu jeżyn - winogron [Łk 6,44]. Oto kolejne zdanie z omawianej przez nas wypowiedzi Pana Jezusa, które konkretnie dotyka tego problemu.

Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Potraficie obejść morze i ląd, żeby zyskać jednego wyznawcę, a gdy się wam to uda, czynicie go synem godnym wiecznej kary dwa razy gorszym niż wy [Mt 23,15].

Przywódca chrześcijański - zanim zabierze się za prowadzenie innych - sam najpierw powinien dać się poprowadzić Duchowi Świętemu. Ewangelista - wyruszając z domu, by innym głosić ewangelię - winien we własnym domu i najbliższym otoczeniu mieć świadectwo, że według tej ewangelii rzeczywiście sam żyje. Duszpasterz - zanim zacznie poprawiać i leczyć dusze innych -  koniecznie powinien zadbać o własne podwórko, osobistą prawość i uświęcenie życia. Inaczej posługa chrześcijańska nie tylko nie przyniesie dobrych owoców, ale wręcz będzie imię Pańskie narażać na szwank.

Oddajmy ponownie głos Pismu Świętemu w ocenie stanu duchowego religijnych Żydów: Jeśli natomiast ty określasz się Żydem, polegasz na Prawie, szczycisz się Bogiem; jeśli umiesz rozpoznać Jego wolę i pouczony przez Prawo wskazać to, co słuszne; jeśli masz przekonanie, że jesteś przewodnikiem niewidzących, światłem pogrążonych w mroku, wychowawcą niemądrych, nauczycielem ludzi nieświadomych rzeczy, człowiekiem znajdującym w Prawie wyraz poznania i prawdy - jeśli więc ty pouczasz drugiego, dlaczego sam nie czerpiesz z tej wiedzy? Dlaczego głosisz, by nie kraść, a kradniesz? Mówisz, by nie cudzołożyć, a cudzołożysz? Brzydzisz się bożkami, a bezcześcisz świątynię? Szczycisz się Prawem, a przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga? Gdyż to z waszego powodu - jak czytamy - imię Boga obraża się wśród pogan [Rz 2,17-24]. Czy te słowa opisują na pewno tylko ówczesnych Żydów?

Problemem współczesnego chrześcijaństwa nie jest to, że jego przywódcy są mało aktywni, albo że  nie mają efektów w pomnażaniu swoich wspólnot. Wiele zborów rośnie w liczbę i organizacyjnie rozkwita. Kim jednak są i kim za parę lat będą nowo pozyskiwani i chrzczeni ludzie? Będą co najmniej tacy, jak ich przywódcy. Zbyt często widzę, że ktoś wzywa innych do posłuszeństwa Słowu Bożemu, a sam jest nieposłuszny. Głosi, żeby najpierw szukać Królestwa Bożego, a sam jest skupiony na sprawach doczesnych. Zachęca do ofiarności, a sam nie składa żadnej ofiary. Zaleca pracowitość, a sam jest leniwy. Czy obserwujący go ludzie nie wezmą z niego przykładu? Mówię wam, że z czasem posuną się w takich postawach jeszcze dalej niż ich duszpasterz.

Bracia! To jest nasza wielka odpowiedzialność przed Bogiem. Tego prawa duchowego nie da się oszukać. Zasadźcie drzewo dobre, to i owoc będzie dobry, albo zasadźcie drzewo złe, to i owoc będzie zły [Łk 12,33]. Nasz Pan przygląda się naszemu życiu i dobrze zna zakamarki naszej duszy. Nie bądźmy takimi przywódcami, jak uczeni w Piśmie i faryzeusze z czasów Jezusa, bo będziemy naszą aktywnością pomnażać powierzchowność, samowolę i obłudę. Zadbajmy o to, aby w głębi serca być szczerymi sługami Bożymi.