27 października, 2018

Po co idziemy na nabożeństwo?

Wyobraźmy sobie, że oto zostaliśmy zaproszeni na uroczystą kolację wydawaną na okoliczność zwycięstwa prezydenta w kolejnych wyborach. Wybierając się wszakże do prezydenckiej rezydencji nie skupiamy się na tym, jak moglibyśmy uczcić tam jego osiągnięcia. Nie idziemy, żeby sprawić przyjemność prezydentowi zanosząc mu jakiś miły prezent. Nie planujemy wygłaszać tam choćby kilku słów pochwały dla jego osiągnięć i zasług. Każdy z nas myśli o tym, żeby coś tam ugrać dla siebie. Wiemy oczywiście, że kolacja zadedykowana jest prezydentowi. Lecz on nie będzie w centrum naszej uwagi. Weźmiemy udział w tej imprezie dlatego, że stanowi ona dla nas dobrą okazję do załatwienia własnych interesów. Pytam: Czy coś takiego jest w porządku w stosunku do prezydenta?

Przez całą kadencję prezydent urzędował. Codziennie załatwiał ludzkie sprawy. Można było umówić się na spotkanie z nim i przedłożyć mu swoje problemy. Dowolnego dnia w tygodniu można było do niego zadzwonić i opowiedzieć mu o sobie. Można też było prosić innych współpracowników prezydenta, aby wstawili się za nami i pomogli nam do niego dotrzeć, Uroczysta kolacja na cześć prezydenta nie jest miejscem do załatwiania swoich prywatnych spraw.

Nabożeństwo chrześcijańskie odbywa się ku chwale i czci naszego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa. Lud Boży co siódmy dzień zgromadza się, aby złożyć hołd Bogu i oddać Mu chwałę. Chrystus Pan jest w centrum uwagi! Już na kilka dni przed nabożeństwem chrześcijanie mają to na uwadze, aby jak najlepiej włączyć się w uwielbianie Boga. Zgromadzeni ludzie myślą tylko o tym, żeby powiedzieć Panu Jezusowi coś miłego. Żeby docenić i uwypuklić Jego osiągnięcia. Podziękować Bogu za miniony tydzień, pełen Jego łaski. Czy tak? Czy Bóg godzien jest tego, aby Jego lud ten jeden dzień w tygodniu w całości poświęcił Jemu?

Lecz oto idący na nabożeństwo chrześcijanie myślą o sobie. Idą, bo chcą tam osobiście skorzystać i coś z niego wynieść. Decydują się na udział w zgromadzeniu, bo oczekują, że ktoś będzie ich budował, chwalił, pocieszał, motywował i ogólnie poprawiał im samopoczucie. Najlepiej by było, żeby podczas nabożeństwa ktoś imiennie się o nich pomodlił. Po to przecież poświęcają swój czas w niedzielę. Owszem, gotowi są śpiewać i słuchać, ale tylko wówczas, gdy odnoszą z tego jakąś korzyść osobistą. Pytam: Czy coś takiego jest w porządku w stosunku do Boga?

Każdego dnia Pan dźwiga nasze ciężary. Codziennie mamy dostęp do Niego, aby przedkładać Mu nasze sprawy. W każdy powszedni dzień możemy przystępować z ufną odwagą do Jego tronu łaski. Możemy też w modlitwie bez ograniczeń wstawiać się za siebie nawzajem. Niedziela natomiast jest dniem poświęconym Panu!

Oto, co mówi Biblia na ten temat: Jeżeli powstrzymasz swoją nogę od bezczeszczenia sabatu, aby załatwiać swoje sprawy w moim świętym dniu, i będziesz nazywał sabat rozkoszą, a dzień poświęcony Panu godnym czci, i uczcisz go nie odbywając w nim podróży, nie załatwiając swoich spraw i nie prowadząc pustej rozmowy, wtedy będziesz się rozkoszował Panem, a Ja sprawię, że wzniesiesz się ponad wyżyny ziemi, i nakarmię cię dziedzictwem twojego ojca, Jakuba, bo usta Pana to przyrzekły [Iz 58,13-14].

Na niedzielne nabożeństwo idziemy czcić, wychwalać i uwielbiać naszego Boga i Pana, Jezusa Chrystusa. Nastawiamy się na słuchanie Słowa Bożego. Całą uwagę skupiamy na Nim, a nie na sobie. Liczy się nie to, co my z nabożeństwa będziemy mieli, lecz to co z naszego zgromadzenia będzie miał Bóg! Weźmy to - proszę - pod uwagę, idąc jutro na nabożeństwo.

1 komentarz:

  1. Oto tak winno być za każdym razem idac na zgromadzenie. Również i w tygodniu🙏

    OdpowiedzUsuń