03 lipca, 2018

Skąd pomysł głoszenia ewangelii na ulicy?

W dobie parad, marszów i rozmaitych imprez ulicznych, tak chętnie organizowanych również przez środowiska kościelne, odważę się publicznie to powiedzieć, nawet jeśli nie przez wszystkich zostanę dobrze zrozumiany, a nawet jeśli niektórzy z tego powodu odsądzą mnie od czci i wiary. Otóż w sprawie ulicznych ewangelizacji mam zdanie znacznie odbiegające od poglądów powszechnie panujących.

Nie wiem skąd się to wzięło, ale większość chrześcijan jest święcie przekonana, że głoszenie ewangelii na ulicy jest nakazem Pańskim, a nawet swego rodzaju heroizmem duchowym. Tymczasem przy wnikliwszej lekturze pism Nowego Testamentu trudno nie zauważyć, że we wczesnym Kościele takiej praktyki nie było. Jezus nauczał w świątyni, w synagogach i w domach. Czasem nauczał też w wybranych miejscach pod gołym niebem, ale tam, gdzie ludzie schodzili się do Niego. Nie znalazłem w ewangelii żadnego przypadku, ażeby Jezus stał na ulicy i nagabywał przechodniów. To raczej Jego nagabywano, gdy przechodził z miejsca na miejsce.

Nakazywał im jednak, by nie czynili wokół Niego rozgłosu. W ten sposób wypełniło się to, co zostało powiedziane przez proroka Izajasza: Oto mój Sługa, którego wybrałem. Mój Ukochany. Stał się On źródłem radości mojej duszy. Złożę na Nim mojego Ducha i On ogłosi narodom sprawiedliwe prawa.  Nie będzie toczył sporów i nie będzie krzyczał. Nikt na ulicach nie usłyszy Jego głosu. Trzciny nadłamanej nie dołamie i tlącego się knota nie dogasi, dopóki nie doprowadzi do zwycięstwa sprawiedliwości. W Jego imieniu narody będą pokładać nadzieję  [Mt 12,16-21].

Sporo do myślenia w tej materii daje nam też wystąpienie Jana Chrzciciela. Proszę zauważyć, że to nie Jan przychodził do ludzi, lecz ludzie wychodzili do Jana. Wtedy wychodziła do niego Jerozolima oraz cała Judea i cała okolica nadjordańska. I byli chrzczeni przezeń w rzece Jordanie, wyznając grzechy swoje [Mt 3,5-6]. Nie inaczej było potem z głoszeniem ewangelii przez uczniów Jezusa. Zasadniczo robili to w synagogach, domach prywatnych i zamkniętych salach. Czasem opowiadali o Jezusie na zewnątrz w miejscach publicznych, ale przeznaczonych do takich właśnie celów , jak np. ateński areopag. Głoszenie i słuchanie Słowa Bożego wymaga bowiem skupienia uwagi, co w rozgwarze ulicy mało jest możliwe.

Ulica jako synonim tego co potoczne, popularne i ogólnodostępne ale także jako mało ambitne, a nawet próżne i bezprawne - jest miejscem przeżyć na takim właśnie poziomie. Gdy mówimy, że kogoś wychowała ulica albo, że ktoś pracuje na ulicy, to raczej są to określenia o zabarwieniu negatywnym. Owszem, ulica jest miejscem, w którym można coś obwieścić, zagrać, zareklamować, oprotestować, nawiązać kontakt itp., ale nie jest miejscem przeżywania rzeczy wartościowych i głębokich. Spraw naprawdę ważnych nie załatwia się na ulicy. Do tego służą zaciszne gabinety, salony oraz kościoły.

Wystawianie na ulicę swej pobożności nie ma w Biblii dobrych notowań. A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie [Mt 6,5-6]. Skąd więc pomysł, żeby na ulicy urządzać nabożeństwo, modlitwę, uwielbianie Boga itp.?

Ktoś wzburzony moim wywodem powie: Przecież sam Pan głosił na ulicach! Czy aby na pewno? Starajcie się wejść przez wąską bramę, gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, ale nie będą mogli. Gdy wstanie gospodarz i zamknie bramę, a wy staniecie na dworze i pukać będziecie w bramę, mówiąc: Panie, otwórz nam, a on odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wówczas zaczniecie mówić: Jadaliśmy i pijaliśmy przed tobą, i na ulicach naszych nauczałeś; a on powie wam: Nie wiem, skąd jesteście, odstąpcie ode mnie wszyscy, którzy czynicie nieprawość [Łk 13,24-26]. Z powyższych słów Pisma wynika, że – owszem – ktoś nauczał na ich ulicach, ale najwyraźniej nie był to PAN, skoro nie zostali przez Niego rozpoznani.

Jaki jest więc mój aktualny ogląd omawianych tu spraw? Otóż ulica jak najbardziej może być miejscem kontaktowym, miejscem właściwym na przykład do rozdawania zaproszeń do kościoła. Mówiąc słowami gospodarza z Jezusowej przypowieści o uczcie weselnej, powiedziałbym: Wyjdź prędko na place i ulice miasta i sprowadź tutaj ubogich i ułomnych, i ślepych, i chromych [Łk 14,21]. Jeżeli bowiem chcemy kogoś doprowadzić do duchowego odrodzenia i osobistej relacji z Panem Jezusem Chrystusem, to nie zrobimy tego proponując mu w rozgwarze ulicy wypowiedzenie tzw. "modlitwy grzesznika". Jest to na tyle głęboka i poważna sprawa, że wymaga stosownego miejsca skupienia, namysłu i decyzji. Inaczej powierzchowność i hałaśliwość ulicy zacznie przenosić się do naszych dusz, a następnie do miejsc zgromadzeń zboru, nadając nowy ton naszym nabożeństwom. W niektórych zaś przypadkach stało się nawet tak, że członkowie zboru z całą swą pobożnością przenieśli się na ulicę i nie biorą już udziału w zgromadzeniach ludu Bożego. Swoboda ulicznej pobożności jakoś bardziej przypadła im do gustu.

Mam świadomość, że to co tutaj napisałem może w potocznym odbiorze być uznane za subiektywne i jednostronne. Zastanawiam się więc, co napisałbym, gdyby moim celem było przekonanie czytelników do wyjścia z ewangelią na ulicę i np. założenia kościoła ulicznego? Czy Jezus albo Jego apostołowie dali w tym jakiś przykład? A może to tylko nowatorski pomysł kogoś, kto z jakiegoś powodu nabrał negatywnego stosunku do zboru zgromadzającego się w zaciszu swej sali nabożeństw?

Czy ktoś chciałby mi pomóc tę kwestię lepiej wyjaśnić?

PS. Celem mojego wpisu jest zachęta do tym aktywniejszego głoszenia ewangelii w obrębie osobistych wpływów i kontaktów. Głośmy Słowo poparte czynami we własnym domu, szkole, miejscu pracy i sąsiedztwie. Głośmy ewangelię poprzez aktywne wykorzystanie siedziby i możliwości naszego zboru! Tak prezentowana ewangelia nie jest oderwana od rzeczywistości. Ma zamocowanie w praktyce życia pojedynczego chrześcijanina i lokalnego kościoła.