21 kwietnia, 2017

Baza ratowników dusz

W dniu dzisiejszym Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku osiąga wiek dwudziestu jeden lat istnienia. Dwadzieścia jeden lat czynnej obecności w mieście; najpierw na Zaspie, potem we Wrzeszczu, w Oliwie, a teraz na Olszynce. W wielu środowiskach taki wiek oznacza dorosłość i zdolność do samodzielnego działania. Ja w wieku 21 lat założyłem rodzinę i wziąłem pełną odpowiedzialność  już nie tylko za swoje osobiste życie. A dwudziestojednoletni zbór? Czy nie czas na zmiany i podjęcie się nowych zadań duchowych? Gdy rozmyślam nad tym i modlę się o nasz zbór, moje myśli grupują się wokół trzech zagadnień, co zarazem określa moją wizję przyszłości Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE.

1. Otaczający nas świat pełen jest zgubionych dusz, które trzeba ratować! To zadanie zostało nakreślone już w chwili powstania pierwszego zboru chrześcijańskiego. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego [Dz 2,40]. Wyrok na bezbożny świat jest już wydany. Ale teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi [2Pt 3,7]. Nie zmienia to dobrej nowiny, że Bóg chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni [1Tm 2,4] i w celach ratunkowych stosuje rozmaite środki. Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni [1Ko 11,32]. Ponieważ mamy być naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane [Ef 5,1], to w imię Boże trzeba nam ratować ludzkie dusze. Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, wyrywając ich z ognia, ratujcie ich [Jd 1,22-23]. Jeżeli jest to dla nas oczywiste, to możemy przejść do punktu drugiego.

2. Każdy z nas indywidualnie i na co dzień jest ratownikiem dusz. Zacznijmy od prostego obrazu. Dlaczego zadziwia nas bohaterstwo żołnierza lub policjanta, który w cywilnym ubraniu  przeciwstawił się przestępcy? Ponieważ zwykliśmy myśleć, że mundurowy poza godzinami pracy jest prywatną osobą i nie ma takiego obowiązku. Podobnie bywa z chrześcijańskim zaangażowaniem w ratowanie dusz. Niektórzy członkowie zboru angażują się w wyjazdy misyjne i różne działania  ewangelizacyjne wspólnoty, ale na co dzień raczej nie żyją takimi sprawami. Oddzielają życie kościelne od życia prywatnego. Tak być nie powinno. Każdemu z nas na stałe została przypisana powinność troski o zbawienie grzeszników. Tak jak lekarz lub ratownik medyczny, obojętnie czy jest w pracy, czy na urlopie daleko od domu, zawsze w razie zagrożenia powinien ratować ludzkie życie, tak i chrześcijanin nigdy nie przestaje być ratownikiem dusz. Wszędzie; w pracy, w szkole, w sąsiedztwie, na wakacjach, w szpitalu, w kościele - zawsze i wszędzie chrześcijanie są aktywnymi ratownikami dusz. To prowadzi nas do punktu trzeciego.

3. Zbór jest bazą ratownictwa duchowego. Każdy ratownik, jakkolwiek indywidualnie zmotywowany i oddany wielkiej sprawie niesienia pomocy, potrzebuje odpowiedniej bazy dla swojej działalności. Zbór jest właśnie taką bazą. Spotykają się w nim ratownicy duchowi, by wymienić się doświadczeniami, podszkolić wzajemnie lub zmotywować jeden drugiego do dalszego wysiłku. Mało tego. Do tej bazy duchowej sprowadzamy ludzi chorych, zranionych, rozczarowanych, osłabionych itd. Opiekujemy się nimi, aby ozdrowieli, stanęli w wierze na własnych nogach i zyskali zdolność do samodzielnego naśladowania Jezusa. Zarówno dla nas samych, jak i dla każdej ratowanej osoby, zbór ma być przyjaznym i bezpiecznym miejscem duchowego wytchnienia, korekty, wzmocnienia i zbudowania.

Właśnie tak postrzegam naszą nową siedzibę i przyszłość zboru. Cały trud adaptacji wozowni na salę nabożeństw, ogrom prac porządkowych na całej posesji, czekający nas remont zabytkowego budynku dworu i ewentualna rekonstrukcja dawnej stajni - to wszystko ma głębszy sens tylko wówczas, jeżeli będzie przez nas traktowane jako tworzenie i utrzymywanie bazy ratownictwa duchowego. Taka jest idea prawdziwego centrum chrześcijańskiego w świeckim otoczeniu. Tworzymy je nie dla rozrywki, zabawy i osobistej satysfakcji, lecz przede wszystkim po to, by mieć narzędzie do ratowania dusz. Siedziba CCNŻ będzie bazą ratownictwa duchowego wszakże tylko na tyle na ile my, członkowie i przyjaciele zboru, na co dzień będziemy w imieniu Pana Jezusa nieść ludziom pomoc duchową i okazywać się faktycznymi ratownikami dusz.

Drodzy Ratownicy! Dwadzieścia jeden lat wspólnoty, licznych akcji i rozmaitych doświadczeń za nami. Wykorzystajmy to wszystko, by jeszcze lepiej służyć Bogu i ludziom. Przywdziewajmy codziennie całą zbroję Bożą i działajmy dla chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa! Błogosławiony ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego [Łk 12,43].

16 kwietnia, 2017

Trzeba rozgłaszać!

Opowieść mojego wnuka o Zmartwychwstaniu
Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to najbardziej znaczące wydarzenie wszechczasów! Wszystko, co wydarzyło się przedtem, łącznie z ofiarą Syna Bożego złożoną za grzech świata, nie byłoby ważne i całe późniejsze dzieje chrześcijańskiego życia, przepowiadania i męczeństwa prowadziłyby donikąd, gdyby Jezus nie zmartwychwstał. Zmartwychwstanie Jezusa to fundamentalny dowód na to, że jest On prawdziwym Synem Bożym. Pociąga to za sobą całą naukę o zmartwychwstaniu ludzi i jest dla wierzących źródłem nadziei na życie wieczne. Oto co o ważności zmartwychwstania mówią natchnione Pisma:

Jeśli więc o Chrystusie się głosi, że został wzbudzony z martwych, jak mogą niektórzy z was twierdzić, że nie ma zmartwychwstania? Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony. A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, to daremne jest nasze poselstwo i daremna jest wasza wiara. Okazujemy się też fałszywymi świadkami Boga, bo poświadczyliśmy, że Bóg wzbudził Chrystusa, a tymczasem nie wzbudził, skoro rzeczywiście umarli nie zmartwychwstają. Bo jeśli umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie został wzbudzony. A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna wasza wiara! Nadal ciążą na was grzechy! Ponadto ci, którzy zasnęli w Chrystusie - poginęli. Jeśli Chrystus jest naszą nadzieją tylko w tym życiu, to jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej godni pożałowania. Tymczasem Chrystus zmartwychwstał i jest pierwszym zwiastunem zmartwychwstania tych, którzy zasnęli [1Ko 15,12-20].

Wiele lat temu objawiona mi prawda o znaczeniu zmartwychwstania Jezusa przekierowała moje życie. Zrozumiałem, że wszystko, co powiedział Jezus Chrystus również dla mojej przyszłości ma decydujące znaczenie. Nie mogę zignorować żadnego z poleceń, bowiem każde Jego słowo ma obowiązującą moc. On powiedział, że któregoś dnia powróci na ziemię, jako Sędzia. Oto przychodzę  wkrótce. Moja zapłata jest ze Mną. Oddam każdemu zgodnie z jego czynem [Obj 22,12]. Chrystus przyjdzie, aby ustanowić tu Królestwo Boże, któremu nie będzie końca. Biblia mówi: Nastąpi to, gdy z nieba objawi się Pan Jezus. Przyjdzie On z heroldami swej potęgi, w płomieniu ognia, wymierzając karę tym, którzy nie uznali Boga oraz tym, którzy odmawiają posłuszeństwa dobrej nowinie naszego Pana Jezusa. Zostaną oni skazani na wieczną zgubę, z dala od obecności Pana oraz potęgi Jego chwały [2Ts 1,7-9].

Cokolwiek by nie pomyśleli i nie powiedzieli o tym ludzie, tak się na pewno stanie. Na nic się przyda nauka o powszechnej łasce Bożej, głoszona w wielu kościołach, a rozbudzana i popularyzowana przez rozmaitych artystów, że niby ostatecznie Bóg się nad wszystkimi zmiłuje i wszyscy trafią do Nieba. Ręczę i zapewniam, - powiedział Jezus -  kto się nie narodzi na nowo, nie może zobaczyć Królestwa Bożego. [...] Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić [J 3,3-7]. Zmartwychwstanie Jezusa zawiera w sobie to otrzeźwiające przesłanie, że obojętnie kim jesteś i jaką rolę społeczną pełnisz, aby znaleźć się w Królestwie Bożym potrzebujesz osobistego pojednania z Bogiem przez wiarę w Syna Bożego. Jak to zrobić? Czytaj Biblię!

Prawdę o Zmartwychwstaniu Pańskim trzeba rozgłaszać! Tego wydarzenia nie wspomina się tak, jak przypominamy sobie osiągnięcia innych wielkich ludzi. Jezus żyje i powraca! Hołd przy pomnikach wybitnych zmarłych można składać bez osobistego zaangażowania. Zmartwychwstanie uprzytamnia, że oddawanie chwały Jezusowi Chrystusowi domaga się szczerości w słowach i pieśniach każdego z nas oraz konkretnych zmian w osobistym życiu!

Wszelkimi dostępnymi nam środkami przekazujmy wieść o Zmartwychwstaniu Pana! Głośmy tę prawdę nie tylko z kościelnych kazalnic w Święto Zmartwychwstania. Podnośmy poziom świadomości o Zmartwychwstałym w codziennych rozmowach  i na różne sposoby róbmy to w Internecie. Właśnie dlatego piszę ten tekst. Mój wnuczek Jakub przygotował specjalną animację. Ktoś inny napisał lub zaśpiewał piosenkę. Wielu wysłało mądre i przemyślane życzenia Wielkanocne. Wszystko po to, aby nieustannie odświeżać prawdę, że ponieważ On żyje, każdy z nas wkrótce będzie musiał przed Nim stanąć i wytłumaczyć się z tego, co zrobiliśmy z ewangelią Chrystusową.

14 kwietnia, 2017

Jedna, raz na zawsze i dostępna dla wszystkich!

Wcielony Syn Boży - Jezus Chrystus ukrzyżowany owego piątku, w przeddzień szabatu, złożył samego Siebie w ofierze za grzech świata. Wszyscy z powodu grzechu byliśmy na wieki zgubieni. Potrzebowaliśmy zbawiciela. Musiał być prawdziwym człowiekiem żyjącym w ciele i jednocześnie musiał być doskonały. Nikogo takiego wśród naturalnie poczętych i urodzonych ludzi nie było i nie ma. Wymogi doskonałego Baranka Bożego spełnił tylko On.

Jego ofiara jest całkowicie wystarczająca, by zadośćuczynić sprawiedliwości Bożej i pojednać nas z Bogiem. Warunkiem jest osobista wiara, wyrażona skruchą, odwróceniem się od grzechu i uświęconym życiem. Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni [Hbr 10,14].

Nie wszyscy dziś świętują, bo wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2]. Tylko nieliczni przez wiarę skorzystali z łaski Bożej i cieszą się zbawieniem z grzechów. Mogliby oczywiście wszyscy, bo Bóg chce, aby wszyscy byli zbawieni. Może dla ciebie właśnie dzisiaj jest ten dzień zbawienia, gdy przeżyjesz prawdziwą pokutę, narodzisz się na nowo i zaczniesz naprawdę żyć na co dzień z Jezusem?  Z takim pragnieniem w sercu dołącz do gromadzącego się w twojej miejscowości zboru ludzi biblijnie wierzących. Wielki Piątek 2017 to dobra data, by rozpocząć nowe życie!

Jezus Chrystus jest godzien tego, abyśmy zatrzymali się dziś w naszym biegu i złożyli Mu hołd wspominając Jego męczeńską śmierć na krzyżu. On jest tego godzien, abyśmy na Jego pamiątkę rozdzielili między sobą chleb i wino w Wieczerzy Pańskiej.

Dziś bardzo ważny dzień dla zbawionych. Spotkajmy się wieczorem. My w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku przy ul. Olszyńskiej 37 zaczynamy o godz. 18:30. Zapraszamy.

Wielki Piątek - Publiczny płacz nad własnym grzchem?


12 kwietnia, 2017

Duchowa ślepota ludu Bożego?

Zastanawiałem się w tych dniach, dlaczego wielu chrześcijan ma tak słabe rozeznanie w sferze duchowej. Trapiłem się, zachodziłem w głowę, pytałem i w świetle Biblii badałem własne serce. Oto trzy biblijne przykłady uświadamiające mi, że moje obserwacje dotyczą zjawiska znanego od zawsze.

1. Misja proroka Ezechiela wpośród ludu Bożego Starego Przymierza, owładniętego buntem przeciwko Bogu i przekorą w stosunku do Słowa Bożego. I rzekł do mnie: Synu człowieczy! Posyłam cię do synów izraelskich, do narodu buntowników, którzy zbuntowali się przeciwko mnie, zarówno oni jak i ich ojcowie odstąpili ode mnie i odstępują aż do dnia dzisiejszego, do synów o zuchwałej twarzy i nieczułym sercu - do nich cię posyłam, a ty mów do nich: Tak mówi Wszechmocny Pan, a oni - czy będą słuchać, czy nie - bo to dom przekory - poznają, że prorok był wśród nich. Ale ty, synu człowieczy, nie bój się ich i nie bój się ich słów, chociaż cię otaczają ciernie i mieszkasz wśród skorpionów; nie bój się ich słów i nie drżyj przed ich obliczem, gdyż to dom przekory! Lecz mów do nich moje słowa - czy będą słuchać, czy nie - gdyż są przekorni [Ez 2,3-7]. Brak wglądu w duchowe sprawy najwyraźniej brało się ze złej postawy ich serc. Synu człowieczy! Mieszkasz pośród domu przekory, który ma oczy, aby widzieć, a jednak nie widzi, ma uszy, aby słyszeć, a jednak nie słyszy, gdyż to dom przekory [Ez 12,2]. Bunt i przekora zaślepiały Izraelitów. Prorokowanie Ezechiela tego nie zmieniło.

2. Wcielenie Syna Bożego i Jego fizyczna obecność wpośród ludu Bożego. I rzekł Jezus: Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepymi. A gdy to usłyszeli ci faryzeusze, którzy z nim byli, rzekli mu: Czy i my ślepi jesteśmy? Rzekł im Jezus: Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, a że teraz mówicie: Widzimy, przeto pozostajecie w grzechu [J 9,39-41]. Jezus wykazał Żydom, że ich przekonanie o prawidłowości  widzenia jest błędne i podyktowane duchową pychą. On otwierał oczy pokornym i przez objawienie dawał im wgląd w duchową rzeczywistość. Zadufani w sobie religijni Żydzi pozostawali w zaślepieniu. Syn Boży nie uzdrowił wzroku duchowego wszystkim Żydom.

3. List Jezusa Chrystusa do chrześcijańskiego zboru. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się [Obj 3,17-19]. Przynależność do społeczności chrześcijańskiej automatycznie nie oznaczała zdolności duchowego rozeznania i prawidłowego oglądu spraw. Pasterz laodycejskiego zboru był pożałowania godnym, zadufanym w sobie, ślepcem. To dlatego Pan Jezus stał na zewnątrz owego zboru i pukał do drzwi.

Już wiem. Zmiana myślenia następuje w wyniku duchowego odrodzenia. Dopiero wówczas człowiek zdolny jest myśleć tak, jak Chrystus. Ponieważ nie wszyscy narodzili się na nowo, zjawisko duchowej  ślepoty będzie obecne w środowiskach chrześcijańskich aż do powrotu Jezusa Chrystusa. Dopiero wtedy ziemia będzie pełna poznania Pana [Iz 11,9].  Trzeba mi spokojnie pogodzić się z tym faktem. Przestaję się martwić, że pomimo jasnego – dla niektórych – objawienia, inni widzą  sprawy zupełnie inaczej. Do mnie należy obowiązek osobistego uniżenia się przed Bogiem i trwanie w pokorze. Trzeba mi też zachować czujność. Rozsiewane przez wroga ziarno duchowej pychy i przekory może wykiełkować i w odrodzonym duchowo człowieku.

Panie, chcę uważnie słuchać tego, co Ty mówisz do mnie i okazywać Ci posłuszeństwo, bez względu na to, co o tym myślą i mówią inni ludzie. Zbadaj mój duchowy wzrok i ulecz go, proszę, jeśli coś widzę inaczej niż Ty. Pomóż mi też w pokorze pogodzić się z tym, że inni nie podzielają mojego punktu widzenia.

07 kwietnia, 2017

Przyjdź, Panie Jezu

Wczytuję się ostatnio w Księgę Izajasza. Włączając telewizor widzę wzrost napięcia na świecie. Kłótnie  polityków w Sejmie  udzielają się obywatelom na ulicy. Nad bliskowschodnimi  "pionkami  w grze" coraz groźniej  pomrukują  światowi gracze. Nawet kręgom chrześcijańskim udziela  się  wszechobecne  zamieszanie i  niepokój. Widzę narastającą samowolę, pewność siebie i pogardę dla tych, którzy z duchem czasu iść nie chcą. Wdychając - chcąc nie chcąc - gęstniejące od złych emocji powietrze,  dziękuję  Bogu za Biblię i z tym większą tęsknotą czytam:

Sądzić On będzie nie według tego, co widoczne dla oczu, rozstrzygać nie według tego, co słyszalne dla uszu – będzie sądził ubogich, kierując się sprawiedliwością, i sprawy skrzywdzonych na ziemi rozstrzygał, powodowany słusznością. Berłem swoich ust będzie smagał ziemię, a tchnienie Jego warg uśmierci bezbożnego. I będzie sprawiedliwość pasem jego bioder, a prawda pasem jego lędźwi. Wtedy wilk usiądzie przy jagnięciu, lampart zaś odpocznie przy koźlęciu. Cielę i lwiątko wyjdą wraz z bydłem na paszę, a wyprowadzać je będzie mały chłopiec. Krowa będzie paść się z niedźwiedzicą, ich młode położą się razem, a lew, niczym byk, będzie karmił się trawą. Niemowlę bawić się będzie nad kryjówką żmii, a dziecko ku norze węża wyciągnie swoją rączkę. Nie będą już krzywdzić ani sobie szkodzić na całej mej świętej górze, gdyż ziemia będzie pełna poznania Pana – jak wód, które okrywają morze. W tym dniu Korzeń Jessaja będzie sztandarem dla ludów! Szukać Go będą narody, a On będzie mieszkał w chwale [Iz 11,3-11]. Oto cel moich marzeń i codziennych dążeń - Królestwo Boże.

Trzeba nam dostać się do tego Królestwa! Biblia ostrzega, że nie każdy do niego wejdzie. Trzeba zrobić wszystko, co trzeba, żeby się w nim znaleźć. Skąd możemy wiedzieć, co trzeba zrobić? Z książki? Z filmu? Ja jestem droga, prawda i żywot - powiedział Pan Jezus. Codziennie rozmawiam z Królem Królestwa Niebios. Znam Go osobiście. To Syn Boży - Jezus Chrystus. Codziennie w Duchu przytulam się do Niego. Już wkrótce Jego Królestwo się objawi. Ono nie jest z tego świata. Wyglądam tej chwili. Wypatruję Jego powrotu.

A Ty?

01 kwietnia, 2017

Wciąż tryskający poświęceniem

Na pierwszy dzień kwietnia zaplanowaliśmy w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE wiosenną akcję porządkowania posesji. Po długiej zimie, wielu silnych wiatrach i niedokończonych porządkach jesiennych, pilnie trzeba było na całym terenie posprzątać. Miesiąc temu, ustalając datę akcji, nawet nie wiedzieliśmy, że Bóg obdarzy nas na tę sobotę tak piękną pogodą. Nie wiedzieliśmy też ile osób będzie mogło z nami popracować.

Jako, że pierwszego dnia każdego miesiąca modlimy się wspólnie o zaczynający się miesiąc w naszym zborze, na godzinę 10:00 zwołaliśmy się najpierw na modlitwę, a potem ruszyliśmy do pracy. W akcji sprzątania wzięło udział 35 osób, nie licząc dzieci, które również dzielnie pracowały. Cztery godziny pospolitego ruszenia dały naprawdę imponujące efekty. Pod koniec pracy zjedliśmy na świeżym powietrzu wspólny posiłek przygotowany na miejscu i mieliśmy trochę czasu na rozmowę przy stole.

Jestem bardzo szczęśliwy i zbudowany tak wspaniałym zaangażowaniem braci i sióstr we wspólne dzieło dla chwały naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jedno zawołanie apostolskie przychodziło mi do głowy, gdy patrzyłem na krzątające się w różnych częściach hektarowej działki, osoby. Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58]. Nie jest prawdą, że każdy chrześcijanin wypala się po jakimś czasie. Miałem dziś przyjemność pracy w towarzystwie  kilkudziesięciu  osób, a u większości z nich taki zapał obserwuję od wielu lat. Brawo!

A ty? Czy masz wewnętrzną potrzebę bycia użytecznym w pracy dla Pana? Czy masz swoje miejsce, swoją rolę w działalności twojej wspólnoty? Czy codziennie, a zwłaszcza w wolne od pracy dni, tryskasz poświęceniem w dziele Pana? Czy raczej w takich chwilach myślisz o wypoczynku i osobistej rozrywce? W każdym zborze jest sporo do zrobienia. Zgłoś się do pastora lub któregoś z przywódców twojej wspólnoty, a z pewnością wskażą ci jakieś zadanie do wykonania dla wspólnego dobra. Tryskając poświęceniem w dziele Pana, wpłyniesz zachęcająco na innych, a i sam  bardzo przy tym skorzystasz :)

30 marca, 2017

Uwaga! Podstęp.

Wczoraj wieczorem rozmawiałem w grupie chrześcijan o podstępie. Według słownika języka polskiego jest to posunięcie mające na celu zmylenie, oszukanie kogoś. Możemy się z nim zetknąć niemal na każdym kroku. Któż nie otrzymał telefonicznej oferty tańszego prądu, czy bezpłatnej prezentacji w dobrym hotelu z gwarantowanym prezentem? Wciąż słyszymy o naciąganiu starszych osób metodą na tzw. „wnuczka” lub na obietnicę dozgonnej opieki. Podstęp się udaje, bo jesteśmy łatwowierni, prostolinijni, naiwni i nieostrożni. Potrzebna nam większa świadomość, że na świecie, obok dobrych, są też źli ludzie. Zastawiają sidła ci, co godzą na życie moje; a ci, którzy życzą mi nieszczęścia, grożą zagładą i nieustannie knują podstępy [Ps 38,13], zauważył biblijny Dawid.

Z podstępem – chcemy, czy nie  - będziemy mieli do czynienia. Ważne, żeby w porę odkrywać zastawioną na nas zasadzkę. W jakich sytuacjach jest ona bardzo prawdopodobna? Na przykład, gdy ktoś bardzo podkreśla, że chce dobra naszego lub naszych najbliższych. Albo, gdy mówi, że jest to wyjątkowa okazja i nie daje nam przy tym czasu do namysłu. Gdy chce płatności gotówką. Gdy trzeba coś podpisać bez kontaktu z naszymi bliskimi, to znaczy, gdy czujemy się w takiej chwili jakoś oddzielani od rodziny i przyjaciół. W takich i podobnych sytuacjach możemy być prawie pewni, że mamy do czynienia z podstępem.

Jest w Biblii opis zasadzki na młodego mężczyznę, zastawionej przez mężatkę. Gdy wyglądałem oknem mojego domu i patrzyłem przez kratę, zobaczyłem wśród prostaczków i zauważyłem wśród chłopców nierozumnego młodzieńca, który szedł ulicą blisko jej narożnika i zboczył na drogę ku jej domowi o zmierzchu, pod wieczór, z nastaniem nocy i mroku. I oto spotyka go kobieta w stroju nierządnicy, podstępna. […] Uwiodła go wielu zwodniczymi słowami; swoją gładką mową usidliła go. Omamiony poszedł tuż za nią jak wół, który idzie na rzeź, jak jeleń, którego spętano powrozem, aż strzała przeszyje mu wątrobę; jak ptak, który leci prosto w sidło, nie przeczuwając, że chodzi o jego życie [Prz 7,6-10 i 21-23]. Młodzieniec - niestety - nie potrafił stawić czoła pokusom podstępnej kobiety.

Jak sobie radzić z podstępem? Byłoby najlepiej, gdybyśmy potrafili w porę rozpoznać zasadzkę i ją ominąć. Jezus potrafił. I zadali mu takie pytanie: Nauczycielu, wiemy, że dobrze mówisz i nauczasz, i nie masz względu na osobę, lecz zgodnie z prawdą drogi Bożej nauczasz. Czy godzi się nam płacić podatek cesarzowi, czy nie? Lecz On, przejrzawszy ich podstęp, rzekł do nich: Pokażcie mi denar. Czyją nosi podobiznę i napis? A oni rzekli: Cesarza. On zaś rzekł do nich: Oddawajcie więc cesarzowi, co jest cesarskie, a Bogu, co jest Boże. I nie zdołali go złapać na słowie przed ludem, a nie mogąc wyjść z podziwu nad jego odpowiedzią, zamilkli [Łk 20-21-26].

Gdy zaczynamy odczuwać, że ktoś nas wciąga, gdy napiera na nas, abyśmy się zgodzili – to bardzo ważne, abyśmy w takiej sytuacji nie zrobili już ani kroku do przodu. Naprawdę, lepiej się wycofać. Zrezygnować. Powiedzieć, że potrzebujemy więcej czasu na podjęcie decyzji. Roztropny, widząc zło, kryje się: prostaczkowie idą dalej i ponoszą szkodę [Prz 27,12]. Zasadniczo rzecz biorąc,  najlepiej trzymać się z daleka od rozmaitych niespodziewanych ofert i na nic nie wyrażać zgody przez telefon. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie [1Ts 5,22]. Nie bądźmy naiwni.  Ktoś nieznajomy zapragnął nagle naszego dobra i dlatego do nas dzwoni? W takich sytuacjach zawsze chodzi o jego korzyść, a nie o naszą. 

Podobnie jak w codziennym życiu społecznym, tak i w sferze życia duchowego, mamy do czynienia ze zjawiskiem podstępu. Włóżcie na siebie pełną zbroję Boża, byście umieli sobie radzić z podstępami diabła [Ef 6,11]. Użyte w tym miejscu gr. methodeia oznacza przebiegłość, chytrość, oszukaństwo. Jest w Biblii też inne słowo – gr. panurgia, które tłumaczy się jako przebiegłość, podstępność, nikczemność, chytrość, złośliwość. Pojawia się ono np. w takim zdaniu: obawiam się jednak, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi [2Ko 11,3]. Nauka apostolska pełna jest troski o naszą zdolność do radzenia sobie z zasadzkami diabelskimi, aby nas szatan nie podszedł; jego zamysły bowiem są nam dobrze znane [2Ko 2,11].

Szatan, posługując się demonami i działając poprzez ludzi duchowo nie odrodzonych, na różne podstępne sposoby chce nas albo namówić do grzechu, albo zainfekować fałszywą ewangelią, albo rozbudzić w nas  złe ambicje i pychę, albo zdołować i doprowadzić do załamania psychicznego. Stosuje przy tym techniki podstępu, znane już z ogrodu Eden.  Bo najpierw został stworzony Adam, potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech [1Tm 2,13-14]. Warto przeanalizować, na czym polegała zasadzka, w którą wpadła Ewa. Najpierw było mydlenie oczu, że chodzi o jej dobro. A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła [1Mo 3,6].  Podstęp pojawił się w  trzech sferach: pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pychy życia. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata [1Jn 2,16]. Boży przeciwnik wie, jakie są nasze słabe strony. Inne zasadzki zastawia na mężczyzn, a inne na kobiety. Inaczej próbuje podejść młodzieńca, a inaczej sędziwą wdowę. Co innego podstawia człowiekowi zamożnemu, a co innego zapracowanej matce kilkorga dzieci.

Dlatego potrzebna jest nam zdolność rozpoznawania, kiedy i w czym kryje się podstęp? Przede wszystkim należy być ostrożnym w ocenie samego siebie. Diabeł wie, że pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną [Prz 18,16]. Dlatego zastawia na nas wiele pułapek w tej dziedzinie. Pilnujmy się, abyśmy nie zaczęli o sobie myśleć więcej, niż należy. Nie bądźcie wyniośli, lecz się do niskich skłaniajcie; nie uważajcie sami siebie za mądrych [Rz 12,16].

Zachowujmy też ostrożność w przyjmowaniu nowej nauki i jej głoszeniu. Nie dajcie się zwodzić przeróżnym i obcym naukom [Hbr 13,9], powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą znaki i cuda, aby o ile można, zwieść wybranych [Mk 13,22]. Diabeł jest w tym bardzo podstępny. Gdy dostrzega gdzieś gorliwego, nastawionego na rozwój i służbę chrześcijanina, z pewnością użyje wobec niego wielu forteli, aby wyprowadzić go w pole.

Trzeba nam ostrożnie przyjmować nowych członków do zboru. Diabeł, chcąc zniszczyć dobrą atmosferę w społeczności świętych, stara się wprowadzić do ich grona ludzi cielesnych, zmysłowych, nie mających Ducha. Tacy ludzie we wspólnocie są jak koń trojański. Oto biblijny przykład: Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa. […]  Jak się wkradli?  Oni to są zakałą na waszych ucztach miłości, w których bez obawy biorą udział i tuczą siebie samych, chmurami bez wody unoszonymi przez wiatry, drzewami jesiennymi, które nie rodzą owoców, dwakroć obumarłymi, wykorzenionymi, wściekłymi bałwanami morskimi, wyrzucającymi hańbę swoją, błąkającymi się gwiazdami, dla których zachowane są na wieki najgęstsze ciemności [Judy 1,4. 12-13]. Przynależność do zboru ludzi nieodrodzonych jest naprawdę poważnym problemem.

Myślę, że należy w tym miejscu wspomnieć o nowym zjawisku masowych nawróceń muzułmanów w Europie. Wielu chrześcijan ekscytuje się tym i nazywa to wspaniałym przebudzeniem. Zachowałbym tu jednak daleko idącą ostrożność. Jest w Koranie nauka dopuszczająca, a nawet nakazująca muzułmanom, stosowanie podstępu. Niech wierzący nie biorą sobie za przyjaciół niewiernych, z pominięciem wiernych! A kto tak uczyni, ten nie ma nic wspólnego z Bogiem, chyba, że obawiacie się z ich strony jakiegoś niebezpieczeństwa (Koran III, 28). Owa taktyka nosi nazwę takijja (z arab. =  lęk, ostrożność, choć często tłumaczone też  jako obłuda lub ukrywanie) i polega na ukrywaniu prawdziwych wierzeń w wypadku prześladowań religijnych lub osobistego niebezpieczeństwa. W komentarzu do Koranu  al Tabariego o wersecie 3:28  jest napisane: “Jeżeli wy [muzułmanie] jesteście pod ich [niewiernych] rządami, boicie się o siebie, zachowujcie się lojalnie do nich w mowie, jednak w tym samym czasie żywcie [do nich] wewnętrzną wrogość”. Bliski towarzysz Mohameda, Abu Dard, powiedział: „Uśmiechajmy się do niektórych ludzi [nie-muzułmanów], podczas gdy nasze serca ich przeklinają”.

Kto powiedział, że masowo chrzczeni w europejskich kościołach muzułmanie naprawdę rodzą się na nowo z Ducha Świętego i stają się prawdziwymi chrześcijanami? A co, jeżeli robią tak w duchu takiji, aby zamydlić oczy przywódcom pustawych kościołów i w ten sposób przeniknąć do samego serca europejskich społeczeństw?

Powróćmy jednak do meritum sprawy. Problem z podstępem ze strony muzułmanów póki co  nas w Polsce nie dotyczy, ale podstęp polegający na przyjmowaniu w szeregi zboru nieodrodzonych ludzi  – to już zjawisko i u nas dość powszechne. Sam wielokrotnie nie wykazałem się pod tym względem dostateczną czujnością. Ludzie bez prawdziwej pokuty, bez odwrócenia się od swoich grzechów i bez przeżycia nowego narodzenia nie powinni stawać się członkami zboru. Każdy zbór powinien zadbać o taki poziom świętości i bojaźni Bożej, żeby z postronnych jednak nikt nie ośmielał się do nich przyłączać [Dz 5,13]. Bardzo to zabezpiecza zbór przed podstępnymi działaniami diabelskimi.

Najpewniejszym wszakże zabezpieczeniem przed zasadzkami wroga  jest nasza osobista społeczność z Pasterzem. Pan jest pasterzem moim [Ps 23,1]. Owce mają to do siebie, że są naiwne i łatwo wpadają w zasadzkę. W kim ich nadzieja? W Pasterzu!  I On ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami, […] abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa [Ef 4,11- 15].

Ażeby w porę zauważyć podstęp, aby uniknąć zastawionej na nas zasadzki, konieczne jest pozostawanie w bliskiej społeczności z Panem Jezusem. Dobrze jest utrzymywać też stały kontakt z braćmi i siostrami w Chrystusie. Pełni Ducha Świętego mamy duchowe rozeznanie, co pochodzi od Boga, a co jest ze świata. Dzieląc się z innymi wierzącymi naszymi myślami i wyprowadzając na światło swoje zamiary, ułatwiamy im duszpasterską opiekę nad nami i w ten sposób zabezpieczamy samych siebie, aby nas szatan nie podszedł, jego zamysły bowiem są nam dobrze znane. Czy aby na pewno?

27 marca, 2017

Po co nam słabi w wierze?

Poranna lektura Biblii znowu wcisnęła mnie w fotel. Osobę o wciąż słabej wierze przygarnijcie do siebie, lecz nie po to, by spierać się o poglądy [Rz 14,1]. Nie jest to dla mnie - patrząc od strony  mojej natury - rzecz łatwa. Swego czasu pewien specjalista od przywództwa i osobowości powiedział mi, że mam niski poziom akceptacji dla osób słabych. Dawno już zadałem sobie pytanie, czy nie kryje się za tym jakaś moja własna niemoc? Dość często tak bowiem bywa, że w innych bardzo razi nas to, z czym sami się borykamy. Tak. Irytowała mnie słabość innych,  bo  sam  wielokrotnie  okazywałem się słaby. Mam nadzieję, że po latach zmagań z własnymi słabościami nabieram coraz więcej empatii...

Jeżeli na rzecz tego rozmyślania uprościmy nieco sprawę i przyjmiemy, że wiara to całkowite posłuszeństwo Słowu Bożemu, wówczas osobą o słabej wierze będzie ktoś, kto  - być może nieświadomie - ale z tym posłuszeństwem jest na bakier. Zaś nieposłuszeństwo Bogu wynika ze złych poglądów. Gdy człowiek nie zna Boga i brak mu poznania Jego woli, wówczas nie może być Bogu posłuszny. I kogoś takiego mamy przygarnąć do zboru? Tak.  I nie po to, aby wyprostować te poglądy?  O, nie! Poglądy mają być poprawione, bo ostatecznie posłuszeństwo nasze ma być całkowite [2Ko 10,6]. Recz w tym, aby przyjmując słabego w wierze, o poglądy się z nim nie spierać.

Popełniłem na tym polu wiele błędów, lecz coraz jaśniej widzę, że poglądami poszczególnych osób w zborze zajmuje się sam Duch Święty. Duch bada wszystko, nawet głębokości Boże [1Ko 2,10] i On wprowadza człowieka we wszelką prawdę [J 16,13]. Ileż razy miałem już okazję to zaobserwować?! Gdy sam się za to zabieram, moje próby prostowania poglądów wywołują napięcie i spór. Gdy zostawiam to Bogu, z upływem czasu, w atmosferze miłości i akceptacji danego człowieka, Duch Święty objawia mu, jaka jest prawda. Powoli, albo bardzo szybko,  poglądy słabego w wierze stają się biblijne.

W społeczności, której jestem cząstką, nie mamy zwyczaju tworzenia żelaznych ram i ogłaszania jedynie słusznych poglądów. Głosimy jedynie Słowo Boże tak, jak jest ono napisane. Zazwyczaj nikogo nie odpytujemy, jakie ma poglądy, chyba, że swoich przekonań nie zatrzymuje dla siebie [Rz 14,22] i mocno je zaczyna w zborze rozsiewać. Zasadniczo jednak, każdy, obojętnie z jakim poziomem poznania,  jest w zborze mile widziany. Wielką naszą radością i zbudowaniem są chwile odkrycia, że po jakimś czasie wpływu żywego Słowa Bożego w różnych sprawach zaczynamy myśleć podobnie. Właśnie po to wciąż nowi słabi w wierze są nam potrzebni. Ażeby za sprawą Ducha Świętego w środowisku zboru Bożego ludzie zaczynali myśleć jak Chrystus.

Słabego w wierze przyjmujmy nie wdając się w ocenę jego poglądów. Duch Święty się tym zajmie i jeśli uzna, że coś z nimi trzeba zrobić, to w odpowiednim czasie tego dokona. My, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych [Rz 15,1].

26 marca, 2017

Odnowa wpisana w geny

W tych dniach pracuję trochę w przydomowym ogrodzie. Wyciąłem parę przeszkadzających i niebezpiecznych już drzew. Nawiasem mówiąc, błogosławiony niech będzie ten, kto wreszcie ustanowił prawo pozwalające mi  na  mojej własnej ziemi zrobić to, co chcę i co moim zdaniem jest najkorzystniejsze pod tym względem. Ponieważ inne drzewa wymagały  trochę  zabiegów  pielęgnacyjnych, wykonując je, wczoraj na końcówkach gałązek bzu i modrzewia  zauważyłem  zazieleniające się pączki. Ruszyły soki. Wiosna. Wkrótce będzie zielono.

Moje wczorajsze odkrycie dobrze ilustruje prawdę o duchowej odnowie naszego życia, które również charakteryzuje się swego rodzaju cyklicznością.  Narażeni na przeciwności losu, codziennie dźwigając swój krzyż i tocząc duchowy  bój,  z upływem czasu robimy się słabsi, zwalniamy w biegu, a na naszych twarzach gaśnie uśmiech. To jest normalne i naturalne dla wszystkich ludzi. Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają [Iż 40,30]. Wszyscy podlegamy zjawisku zmęczenia i starzenia. Jednakże ludzie wierzący w żywego Boga są wciąż na nowo odświeżani. Lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają [Iz 40,31]. Trzeba nam tylko zwrócić się do Boga i poprosić o nowe napełnienie Duchem Świętym.

Czujemy się zmęczeni i obciążeni? Od jakiegoś czasu jesteśmy w duchowym zastoju? Zaczynająca się wiosna podpowiada, że i w duchowym życiu możliwa jest odnowa. Czyż nie ożywisz nas znowu, aby lud twój rozradował się w tobie? [Ps 85,7]. Na pewno tak! Soki z Winorośli znowu popłyną i jej pędom umożliwią dalszy wzrost [J 15,5]. Jedyne, co tu konieczne - to należeć do Jezusa. Po miesiącach stagnacji nasze życie ponownie się zazieleni dla chwały Bożej. Tak myślę nie tylko o sobie samym, ale również o całej społeczności ludzi wierzących, której jestem cząstką.  Odnowę  mamy w genach.  Alleluja!

25 marca, 2017

Jedność żelaza i gliny?

Podpisana dziś w Rzymie przez wszystkie kraje Unii Europejskiej Deklaracja Rzymska jest w 60. rocznicę zapoczątkowania Wspólnoty aktem bardzo pożądanym. Doceniamy jedność 27 państw europejskich i jako ich obywatele z dobrodziejstw tej jedności korzystamy. Oczywiste, że nie wszystko na co dzień wygląda tak pozytywnie i wspaniale, jak podczas dzisiejszych uroczystości. Unia Europejska boryka się z rozmaitymi problemami. Narastająca sprzeczność interesów poszczególnych narodów członkowskich, decyzja Brytyjczyków o wystąpieniu z Unii, brak zgody w kwestii imigrantów - to tylko najbardziej znane ostatnio pęknięcia europejskiego monumentu.

Ponieważ Rzym jest dziś na pierwszych stronach europejskich serwisów informacyjnych,  przypomina mi się znana z Księgi Daniela wizja posągu, obrazującego cztery kolejno po sobie następujące  imperia światowe. Zobaczmy, co jest tam napisane o Rzymie? Czwarte królestwo będzie mocne jak żelazo, bo żelazo wszystko kruszy i łamie; i jak żelazo, które kruszy, tak i ono wszystko skruszy i zdruzgocze. A że widziałeś nogi i palce po części z gliny, a po części z żelaza, znaczy, że królestwo będzie rozdzielone, lecz będzie miało coś z trwałości żelaza, jak widziałeś żelazo zmieszane z ziemią gliniastą. A to, że palce u nóg były po części z żelaza, a po części z gliny, znaczy, że królestwo będzie po części mocne, a po części kruche. A że widziałeś żelazo zmieszane z gliniastą ziemią, znaczy: zmieszają się z sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może się zmieszać z gliną. Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone [Dn 2,40-44].

Deklaracje jedności najczęściej mają to do siebie, że są ważne do czasu. Dopóki poszczególnym sygnatariuszom zjednoczenie przynosi wymierne korzyści, dopóty trzymają się razem. Każdemu  przez jakiś czas udaje się na zjednoczeniu kręcić niezłe lody. Gdy jednak trzeba dźwigać wspólne ciężary i nadstawiać głowę za błędy innych, wówczas monolit wspólnoty zaczyna się kruszyć. Obawiam się, że - chociaż chciałoby się życzyć Unii Europejskiej następnych sześćdziesięciu lat - podpisana dziś Deklaracja Rzymska raz po raz będzie poddawana poważnym próbom. Gdybym nie czytał Biblii, to prawdopodobnie wierzyłbym w możliwość zbudowania między narodami pełnej i trwałej jedności. Jednakże powyżej zacytowany fragment Pisma Świętego wskazuje, że nic takiego się nie uda. Mało tego. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną [1Ts 5,3]. Trwały pokój i wspaniałe zjednoczenie wszystkich ludzi nastąpi dopiero w Królestwie Bożym.

Z podobnym zjawiskiem kruchej jedności mamy do czynienia również w Kościele. Na przykład, budujemy się deklaracjami wspaniałej jedności między chrześcijanami w danych społecznościach.  Wygląda na to, że ich członkowie aż do końca będą wspólnie pracować na rzecz Królestwa Bożego. Czemu więc słyszymy, że w kolejnych miastach powstają nowe wspólnoty, podczas gdy te już  istniejące nie osiągnęły jeszcze wspólnie zamierzonych celów? Owszem, można to tłumaczyć chęcią doświadczenia czegoś nowego, ale już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to takie oczywiste.  Przedostający się do kręgów chrześcijańskich duch tego świata właśnie tak się objawia. Ludzie mówią, że są jedno w Chrystusie, że kochają braci i siostry, a w tym samym czasie, nie wiedzieć dlaczego, oddzielają się od nich i zaczynają zgromadzać się gdzieś na boku. Nieco światła na przyczyny tego zjawiska rzuca tu przekład Biblii Ewangelicznej. Zmieszają się one w ludzkim potomstwie, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie miesza się z gliną. Potomstwo Boże charakteryzuje się tym, że utrzymuje trwałą jedność. Potomstwo ludzkie - choćby nie wiem jak jedność deklarowało - utrzymać jej nie potrafi.

A proszę was, bracia, w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania [1Ko 1,10]. Z żelaza i gliny nie da się utworzyć monolitu. Kto chce się trudzić sklejaniem tego, co z natury rzeczy trwale połączyć nie można, niech się trudzi. Jego sprawa. Tylko ludzie prawdziwie zrodzeni z Ducha Świętego są jedno na zawsze.

22 marca, 2017

Płaczę, bez oglądania

Od kilku dni w polskich kinach oglądać można piękny i wzruszający,  aczkolwiek - z biblijnego punktu widzenia - kontrowersyjny  film  "Chata". Po przeczytaniu w 2009 roku książki, której film jest ekranizacją,  byłem niemal zupełnie przekonany, że w środowisku ludzi ewangelicznie wierzących nie może ona zyskać uznania. Napisałem o tym parę słów i temat uważałem za zamknięty. Okazuje się jednak, że w ocenie  poziomu rozeznania w sprawach duchowych i znajomości Słowa Bożego w naszych zborach  jestem  nazbyt  naiwny.  Słysząc dziś i czytając, jak wielu moich - skądinąd wspaniałych i kochanych - współwyznawców Chrystusa zachwyca się i wzrusza oglądając "Chatę", robi mi się, po prostu,  bardzo  smutno.

Chce mi się płakać, że Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może [1Tm 6,16] jest w taki sposób obrazowany. Zwłaszcza, że Boga, który jest Duchem [Jn 4,24] nie można i nie wolno obrazować! Proszę nie mylić tego z cudem Wcielenia Syna Bożego. Artystyczna wartość filmu nie  usprawiedliwia  nieposłuszeństwa Bogu. Rozumiem, że ludzie lubią sobie pofantazjować. Proszę bardzo. Mają do tego niezliczoną ilość tematów i postaci. Ale gdy zaczynają wmyślać różne nieprawdziwe  rzeczy o Bogu [2Krl 17,9] i takie Jego obrazy sprzedawać - to lud Boży kupować tego nie powinien.

Właśnie i dlatego płaczę. Głęboko zasmucam się na myśl o braciach i siostrach, od lat mających przecież dostęp do Biblii, że to nie Pismo Święte, a niebiblijna fantazja jest dla nich źródłem nowych odkryć i wzruszeń związanych z Bogiem. Jak niegdyś bolał Samuel nad Saulem [1Sm 15,35] tak boleję nad chrześcijanami zachwycającymi się twórczością wykrzywiającą proste drogi Pańskie, która jest jak zmącone źródło albo skażony zdrój. Tym bardziej jest mi przykro, bo postrzegam to nawet jako swoisty rodzaj duchowej zdrady.

Płaczę też, bo w tle tak pozytywnego odbioru "Chaty" coraz wyraźniej rysuje się poważne zjawisko deprecjacji Pisma Świętego. Również w naszych środowiskach. Potoki łez płyną z oczu moich, dlatego, że nie strzegą zakonu twego [Ps 119,136]. Wielu ludzi w ewangelicznych zborach coraz mniej obchodzi to, co mówi Biblia. Ważne, żeby im się podobało. Ich głoszenie ewangelii często opiera się więc na zręcznie zmyślonych baśniach [2Pt 1,16]. Liczą się dla nich relacje, a nie doktryna. Reklamują się miłym towarzystwem, jedzeniem i dobrą muzyką. Przede wszystkim chodzi im o skuteczne osiąganie zamierzonych celów. Nieważne w jaki sposób. Bóg ze Swoim Słowem, owszem, brany jest pod uwagę, ale tylko wtedy, gdy pasuje do ich pomysłów i marzeń. I jak tu się nie smucić?

Wzruszam się dziś wszakże i bardzo pozytywnie. Łzy radości napływają mi do oczu na myśl o braciach i siostrach, którzy zachwycają się Bogiem objawionym w Biblii. Jestem szczęśliwy, że Pan ma wciąż na świecie  tysiące wiernych wyznawców obdarzonych duchowym rozeznaniem. Cieszę się słysząc, że przyjęli  oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają [Dz 17,11]. Jeszcze niejedna "Chata" się pojawi. Nie wywróci nam ukształtowanego przez Pismo Święte obrazu Boga. Niejednemu wręcz pomoże na nowo ustalić, co jest dla niego podstawą  przekonań  oraz źródłem poznania Jedynego Zbawiciela i Pana, Jezusa Chrystusa.

Nie chcę i nie potrzebuję oglądać "Chaty" żeby się wzruszyć, chociaż - jak widać - moje wzruszenia są innego rodzaju...

21 marca, 2017

Czy robisz, co możesz?

Czterdzieści lat temu w piosence  skomponowanej do słów zmarłego w minioną środę Wojciecha Młynarskiego, Anna Jantar śpiewała: Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć […] Stając oko w oko, stając oko w oko ze swym życiem skoro świt. Przymierz się wysoko, przymierz się wysoko, żeby ci nie było wstyd. […] Chęci swe uparte, chęci swe uparte rzuć na jedną kartę, rzuć na jedną kartę. Tylko takie życie warte, warte coś jest! Na pół gwizdka nie ma co żyć. Na pół gwizdka nie ma co żyć.

Zdarza się nam sporo rzeczy robić bez pełnego zaangażowania. Nie przykładać się całym sercem do nauki lub pracy. Ociągać się w niesieniu pomocy potrzebującym. Zaniedbywać relacje rodzinne itd. Jako chrześcijanie stańmy dziś przed pytaniem o to, jacy jesteśmy w stosunku do Jezusa? Gdy przebywał w Betanii, w domu Szymona zwanego Trędowatym, i spoczywał przy stole, przyszła pewna kobieta z alabastrowym flakonikiem bardzo kosztownego, czystego olejku nardowego. Odłamała główkę flakonika i całą zawartość wylała na głowę Jezusa.  Wtedy niektórzy zaczęli się oburzać między sobą: Po co to marnotrawstwo olejku? Przecież można go było sprzedać za ponad trzysta denarów i pieniądze rozdać ubogim. Nie szczędzili jej za to cierpkich słów. Jednakże Jezus powiedział: Dajcie jej spokój! Dlaczego sprawiacie jej przykrość? Przecież spełniła względem Mnie dobry uczynek. Ubodzy zawsze będą pośród was i gdy tylko zechcecie, możecie świadczyć im dobro. Ja jednak nie zawsze będę z wami. Ta kobieta zrobiła to, co mogła, z wyprzedzeniem namaściła moje ciało na pogrzeb. Zapewniam was, gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę [Mk 14,3-9].

Po pierwsze, jest to historia zderzenia się dwóch bardzo różnych postaw w stosunku do Jezusa. Ewangelista Jan dopisuje do tych postaw nawet konkretne imiona [zobacz J 12,1-8].  Jak scharakteryzowalibyśmy postawę Marii? Jest to taki stan serca i umysłu, gdy w wyniku   poznania Jezusa – wszystko inne odchodzi na dalszy plan. Jedno jest w głowie: Żeby najpełniej – jak to możliwe - okazać Jezusowi miłość! To co najdroższe, najlepsze, najcenniejsze – Jezusowi!

Jeśli ktoś chciałby oddać za miłość wszystko, co posiada, czy będą go mieli w pogardzie? [PnP 8,7]. Oj, niestety, może się tak zdarzyć. W naszej historii taką właśnie postawą wykazał się Judasz. Na czym ona polega? Pomimo poznania Jezusa – nadal ja sam i moje sprawy są na pierwszym miejscu. W głowie mam ciągle jakiś rodzaj interesu. A co ja z tego będę miał? – pytam, myśląc o sobie. A Jezusowi? Jezusowi daję to, co się nie udało, to co zbywa, co mi już niepotrzebne. Nie daję Mu tego, co mogę, a tylko takie tam różne życiowe ochłapy. Uwaga! Do zderzenia się takich skrajnie różnych postaw w stosunku do Jezusa dochodzi i dzisiaj. W obrębie jednego zboru, jednej rodziny, a nawet jednego serca ścierają się tak skrajne myśli i emocje.

Po drugie, historia namaszczenia Jezusa w Betanii jest pytaniem o mój stosunek do Niego. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na Jezusa. Angażuję się w kościele, pomagam ludziom, staram się osobiście żyć pobożnie itp. Ale co robię dla samego Jezusa? Czy robię coś, w czym nie mam na uwadze własnej korzyści? Coś, w czym nie ma interesu innych ludzi? Czy oddzielam się dla Niego ze względu na Niego? I jeszcze o coś więcej chodzi: Czy to, co robię dla Jezusa jest piękne? Na gest Marii Jezus powiedział: To był piękny czyn [Mt 26,10]. Czy mam na swoim koncie takie czyny i chwile, które są piękne dla Jezusa?

Po trzecie, jest to historia ogromnego dyskomfortu i sprzeciwu. Jak to możliwe, że przyjemna wonność olejku nardowego niektórych ludzi z otoczenia Jezusa bardziej rozzłościła niż ucieszyła?  Otóż, tak jak wyróżniający się uczeń lub pracownik wzbudza złe emocje w gronie przeciętniaków, tak  bezgraniczne oddanie Jezusowi jest „solą w oku” dla niektórych chrześcijan. Denerwuje ich czyjaś gorliwość i gotowość do przekraczania granic w miłości do Jezusa.  Żaden zapatrzony w siebie człowiek czegoś takiego nie przetrzyma! To właśnie w następstwie tego zdarzenia Judasz powziął postanowienie o odejściu z tego „dziwnego” grona fanatyków Jezusowych i poszukaniu korzyści dla siebie w innym środowisku. Wówczas Judasz Iskariot, jeden z Dwunastu, odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać. A oni, gdy to usłyszeli, ucieszyli się i obiecali dać mu pieniądze [Mk 14,10-11].

Po czwarte, jest to historia konfrontująca mnie z bardzo niewygodnym pytaniem: Na ile jestem oddany Jezusowi? Tak bardzo wiele potrafię zrobić dla siebie i dla moich bliskich. Owszem, robię różne rzeczy ze względu na wiarę w Jezusa. Owszem, różnych rzeczy ze względu na Niego nie robię. Ale najczęściej mam w tym jakiś osobisty  interes. Ta historia każe mi pomyśleć, ile z tego, co robię, jest zadedykowane Jezusowi samemu? Pytanie brzmi: Czy robię dla Jezusa, to co mogę? W istocie, jest to pytanie o miłość. O moją miłość do Jezusa. To nie może być miłość na pół gwizdka!

I wreszcie po piąte, mamy tu do czynienia z historią upamiętniającą ludzi bezgranicznie oddanych Jezusowi. Znamy i uznajemy zwyczaj wyróżniania i honorowania ludzi za to, co wspaniałego zrobili lub robią. Gdyby jakaś kapituła z kręgów Judasza miała oceniać czyn Marii – to raczej nie zdobyłby on pierwszego miejsca. Lecz Jezus jednym zdaniem wyróżnił i upamiętnił go na zawsze! To był piękny czyn! – powiedział i postawę Marii uczynił częścią Swojej ewangelii. Gdziekolwiek na świecie głoszona będzie dobra nowina, opowiadać będą również o tym, co ona zrobiła – na jej pamiątkę.

Jak reagujesz, gdy widzisz w kimś wielkie oddanie i poświęcenie Panu? To zależy kim jesteś. Jeśli z całego serca miłujesz Jezusa Chrystusa, to z całą pewnością bardzo cię to cieszy. Budujesz się widokiem ludzi zakochanych w Jezusie. A co, jeśli irytuje cię czyjaś gorliwość i zapatrzenie się w Jezusa? To może oznaczać, że twoje serce jeszcze nie należy do Jezusa. Ludziom bezgranicznie oddanym Jezusowi należą się tu słowa otuchy. Nieraz usłyszymy od ludzi sporo przykrych słów. Bądźmy jednak pewni, że Pan nie przegapi najmniejszego gestu naszej miłości do Niego. Ludzie nas poniżą, lecz Jezus na końcu drogi uhonoruje nas i wywyższy!

Przyjaciele! Na pół gwizdka nie ma co żyć! Trzeba nam zacząć żyć dla Jezusa na sto procent! Pan powiedział: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, bierze swój krzyż na siebie codziennie i naśladuje Mnie [Łk 9,23]. Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ceni Mnie bardziej niż swego ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, a także bardziej niż swoją duszę, nie może być moim uczniem [Łk 14,26]. Zachęcam do całkowitego oddania się Jezusowi! Wzywam, byśmy miłowali Go z całego serca. Róbmy dla Niego wszystko, co możemy.  Dobrze tę myśl wyrażają słowa starego hymnu: Wszystko Tobie dziś oddaję, wszystko Twoim musi być. Chce Cię, Jezu, kochać zawsze. W Obecności Twojej żyć. Wszystko daję dziś, wszystko daję dziś. Jezusowi, memu Zbawcy, wszystko daję dziś.

17 marca, 2017

Pozostańmy posłuszni!

Kto dziś przejmuje się posłuszeństwem Słowu Bożemu? Oczywiste, że wśród ludzi niewierzących, albo takich, którzy są chrześcijanami jedynie z nazwy, respekt dla Pisma Świętego jest postawą  raczej  nieznaną. Dla osób ewangelicznie wierzących natomiast Biblia jest Słowem samego Boga, a elementarnym wyrażeniem prawidłowego nastawienia do Boga jest posłuszeństwo Jego Słowu. Każdy akt szczerego respektu dla Słowa Bożego zostaje zauważony przez Boga. Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa [Iz 66,2]. Nigdzie w Biblii nie mamy przyzwolenia na to, by stosownie do zmieniających się czasów wybierać i dowolnie interpretować sobie poszczególne przykazania Słowa Bożego. Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze; a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze [Obj 22,18-19].

Są jednak wokół nas chrześcijanie, którzy coraz śmielej dopuszczają się uchybień w stosunku do Pisma Świętego. Wciąż podkreślają swój osobisty związek z Jezusem Chrystusem, deklarują całkowite oddanie się sprawom Królestwa Bożego, ale w wielu dziedzinach mówią i robią rzeczy, które znacznie już odbiegają od ewangelii Chrystusowej. Pod szyldem służenia  Bogu realizują swoje własne pomysły i plany. Owszem, bardzo pragną zrobić coś wyjątkowego dla Boga, ale przy tym zaczynają przekraczać granice, poza które sługom Bożym wychodzić nie wolno. Nawet król Izraela po samowolnym wyjściu poza ramy Słowa Bożego usłyszał: Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i w rzeźnych ofiarach, co w posłuszeństwie dla głosu Pana? Oto: Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara, a uważne słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. Ponieważ wzgardziłeś rozkazem Pana, więc i On wzgardził tobą i nie będziesz królem [1Sm 15,22-23]. Chciał dobrze, ale zrobił to kosztem uchybienia względem Słowa Bożego.  Proszę zauważyć, że Saul długo jeszcze stał na czele Izraela, lecz w oczach Bożych przestał być namaszczonym królem z chwilą owego nieposłuszeństwa.

Z ust wielu współczesnych kaznodziejów, pastorów i przywódców chrześcijańskich słyszeć będziemy coraz więcej słów wzniosłej troski o rozwój Kościoła i bardziej efektywne głoszenie ewangelii. Wszakże w imię starań o namaszczenie duchowe, liczebność wspólnoty oraz pozyskanie w zborach nowych i oddanych pracowników, będą oni coraz mniej dbać o podporządkowanie się nauce Nowego Testamentu. Powołując się na swoje wykształcenie i najnowsze metody interpretacji Pisma Świętego dokonają rewizji szeregu fundamentalnych poglądów i zwyczajów obowiązujących w zborach Pańskich od samych narodzin Kościoła. W duchu własnych pomysłów na nowoczesny Kościół poprowadzą całe rzesze młodych, nieugruntowanych w wierze chrześcijan, budując w nich święte przekonanie, że Kościół ma dopasowywać się do współczesnego świata. Już dzisiaj, jak grzyby po deszczu, powstają wciąż nowe wspólnoty młodych ludzi przekonanych o powołaniu do szczególnej misji zmieniania świata, a zwerbowanych - niestety - głównie w istniejących zborach.

W obliczu tego co nadchodzi pragnę niezmiennie pozostać na fundamencie nauki apostołów i proroków Nowego Testamentu. Choćby posądzano mnie o nie wiem jak uwstecznioną teologię, brak wiedzy, stosowanie złych metod interpretacji Biblii, czy o wszystko naraz, wciąż będę wzywać do opamiętania, nowego narodzenia, chrztu wiary, chrztu w Duchu Świętym i uświęcenia. Nadal będę głosił, że zbliża się powtórne przyjście Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim pochwycenie Kościoła oraz sąd Boży nad bezbożnym światem. Wciąż wierzę w Tysiącletnie panowanie Jezusa Chrystusa na ziemi.Obstawać też będę przy nowotestamentowym modelu zboru Pańskiego, ewangelicznych normach moralności i takim podziale zadań w Ciele Chrystusowym, który rozróżnia płeć, wiek, obdarowanie i doświadczenie poszczególnych członków zboru.

Moim najświętszym obowiązkiem nie jest tworzenie nowoczesnego zboru, lecz pozostanie aż do końca wiernym i posłusznym sługą Słowa Bożego. Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE nie będzie wobec tego z żadną wspólnotą ścigać się na liczebność niedzielnego audytorium, atrakcyjność programu dla dzieci czy profesjonalność zborowych muzyków. Duch Święty nie gromadzi nas, żeby nas zabawiać, lecz zbawiać i kształtować w nas Jezusa Chrystusa. Niech naszą domeną w każdej dziedzinie życia będzie prostolinijne podejście do Biblii. Pozostańmy posłuszni Słowu Bożemu, choćbyśmy z tego powodu znaleźli się na szarym końcu wszelkich rankingów. Któregoś dnia, gdy przyjdzie Pan wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa   [2Ts 1,8] przekonamy się, że posłuszeństwo Bogu warte było zapłacenia w doczesnym świecie każdej ceny.

10 marca, 2017

Sami się o to prosili

Czytałem dziś w Biblii o tym, jak Izrael przejął Ziemię Obiecaną w części zamieszkiwanej przez Amorytów. Początkowo Izraelici chcieli jedynie przejść przez tę ziemię. Zwrócili się do króla Amorytów z następującą prośbą: Pozwól nam przejść przez twoją ziemię. Nie zboczymy na pola ani do winnic i nie będziemy pić wody ze studzien. Pójdziemy Drogą Królewską, aż opuścimy twój kraj. Sychon jednak odmówił Izraelowi zgody na przekroczenie granic. Ponadto zebrał siły i wyruszył na pustynię do walki. Przybył do Jahas i tam natarł na Izraela [4Mo 21,21-23]. I to był ich poważny błąd.

Wkrótce cała kraina Amorejczyków należała do Izraela. Izrael zajął te obszary i zamieszkał we wszystkich miastach Amorytów [4Mo 21,25]. Niezwykłe też znaki towarzyszyły zwycięstwu Izraelitów nad Amorejczykami. Tego dnia, gdy Pan wydał Amorytów Izraelitom, Jozue przemówił do Pana wobec Izraela: Stań, słońce, nad Gibeonem, a ty, księżycu, nad doliną Ajalon! I zatrzymało się słońce, stanął księżyc, dopóki naród nie zemścił się na swoich wrogach. Czy nie jest to zapisane w Zwoju Prawego? Zatrzymało się zatem słońce w środku nieba i nie śpieszyło się z zajściem niemal cały dzień. Takiego dnia nie było nigdy przedtem ani nigdy potem, dnia, w którym PAN był posłuszny głosowi człowieka! PAN bowiem walczył po stronie Izraela [Joz 10,12-14].

Wbrew niektórym pochopnym opiniom, Izraelici w tej historii nie byli agresorami. Faktycznie wykonywali oni Boży wyrok nad tym narodem. Z powodu niegodziwości tych narodów wypędza je Pan, Bóg twój, przed tobą i aby dotrzymać słowa, które Pan dał pod przysięgą twoim ojcom, Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi [5Mo 9,5]. Wszystko odbyło się w ściśle określonym przez Boga czasie. Lecz dopiero czwarte pokolenie wróci tutaj, gdyż przed tym czasem nie dopełni się wina Amorytów [1Mo 15,16]. Kolejne pokolenia miały dany przez Boga czas, aby się opamiętać. Gdy na Bożym zegarze wybiła godzina "zero", Najwyższy - jak przeczytaliśmy - nawet słońce zatrzymał, aby nic nie przeszkodziło Izraelitom  dokonać Bożego sądu na Amorejczykach. Kto mimo wielu upomnień trwa w uporze, będzie nagle, bez ratunku zdruzgotany [Prz 29,1]. Reakcją na prośbę Izraelitów dopełniła się wina Amorejczyka. Kropka.

Czego uczę się z tej historii? Trzeba mi lepiej znać Boga i Jego wyroki, aby prawidłowo odczytywać  to, co dzieje się na moich oczach. Czasem zdarza mi się użalać nad cierpiącym człowiekiem bez uwzględniania faktu, że przez całe lata - wbrew licznym napomnieniom i zachętom - człowiek ów trwał w uporze, lekceważył Boga, krzewił złą naukę lub krzywdził innych. Dla przykładu, któż nie żałowałby młodzieńca, widząc go z wydziobanym okiem? Tymczasem Słowo Boże wskazuje na możliwość innego oglądu takiej  sprawy: Oko, które pogardza ojcem i lekceważy matkę, wydziobią kruki nad rzeką lub zjedzą orlęta [Prz 30,17]. Przykrości spotykające niejednego człowieka nie są przypadkiem ślepego losu. Zarówno pojedynczy człowiek, jak i całe narody - chcą, czy nie chcą - mają do czynienia z Bogiem.

O głębokości bogactwa i mądrości, i poznania Boga! Jakże niezbadane są wyroki jego i nie wyśledzone drogi jego! [Rz 11,33].

05 marca, 2017

Nie zobaczysz tego skupiając się na innych

Mieliśmy dziś w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE w Gdańsku Wieczerzę Pańską.  Ustanawiając ów pamiątkowy znak, poprzez który Kościół wspomina i zwiastuje śmierć Pańską za nasze grzechy, Jezus stworzył wszystkim apostołom wyjątkowo dobre warunki do osobistego zbadania własnego serca. Wraz z nastaniem wieczoru, przybył z Dwunastoma. A gdy siedzieli i jedli, Jezus powiedział: Wyznam wam: Jeden spośród was Mnie wyda, ten, który je ze Mną. Wtedy zrobiło im się smutno i jeden po drugim pytali: Czy to ja? [Mk 14,17-19].

Nie mówiąc uczniom wprost, o którego z nich chodzi, Jezus najwidoczniej pobudzał ich do autorefleksji. Piotr nie zajął się jednak sobą. Posługując się Janem przytulonym do Jezusa skupił się na poszukiwaniu zdrajcy, aby maksymalnie skrócić nieprzyjemne chwile dyskomfortu. I odetchnął z ulgą. Doszedł do pochopnego wniosku, że skoro nie o niego Jezusowi chodziło, to z nim wszystko jest w porządku. Uznał siebie za pewniaka. Choćby wszyscy się od Ciebie odwrócili, ja — nie [Mk 14,29]. Nawet gdybym miał z Tobą umrzeć, nie wyprę się Ciebie. Podobnie utrzymywali wszyscy [Mk 14,31]. Jak widać, złudzenia potrafią być zaraźliwe.

Zastanawiam się, dlaczego Piotr owego wieczoru nie skupił się dostatecznie na badaniu własnego serca? Co mu to dało, że czym prędzej dowiedział się, kto jest "Judaszem"? Miał tak dobrą okazję, żeby wejrzeć w siebie i dostrzec kryjącą się głęboko w duszy kruchość charakteru i lęk o własną skórę. Wtedy mógłby przyznać się Panu do swojej słabości. Jestem pewien, że Jezus znalazłby sposób na to, aby swego szczerego ucznia umocnić i przygotować na godzinę próby. Niestety, Piotr gorzko przypłacił tę nieodkrytą, fałszywą pewność siebie. I wybuchnął płaczem [Mk 14,72].

Czego uczę się z tej obserwacji? Że nie powinienem marnować czasu na ustalanie, czy inni są w porządku, czy nie? Nietrudno bowiem w kręgach chrześcijańskich wskazać kogoś, kto okazał się sprzedawczykiem, lub takim się okaże. Rzecz w tym, że znalezienie "Judasza" może we mnie samym wywołać tak dobre samopoczucie, że przestanę badać własne serce, że zacznę uznawać siebie za pewniaka. Własnej kruchości i małości nie zobaczę skupiając się na innych, bo naturalne oko bez trudu zawsze wypatrzy kogoś, w porównaniu z kim poczuję się znakomicie...

Trzeba mi zająć się własnym sercem i sprawdzać, czy we mnie samym nie rodzi się jakiś "Judasz".

04 marca, 2017

Stopniowo...

Rozmyślam dziś nad zdumiewającym procesem zmiany myślenia w nastawieniu mieszkańców Nazaretu do Jezusa. Pan pojawił się w swoich rodzinnych stronach owiany już sławą kogoś absolutnie wyjątkowego. Dokonane przez Jezusa cuda oraz głoszona przez Niego nauka wszędzie wzbudzały w ludziach respekt i podziw. W Nazarecie też na początku wielu słuchaczy dziwiło się i zastanawiało: Skąd On to ma? Co to za mądrość, która jest Mu dana? Takie cuda dzieją się przez Jego ręce?! [Mk 6,2]. Jednak niemal równolegle zrodziły się też bardziej "zdroworozsądkowe" pytania i  uwagi. Czy to nie jest ten cieśla, syn Marii, brat Jakuba, Jozesa, Judy i Szymona? Czy jego siostry nie mieszkają  wśród  nas? I stopniowo odwracali się od Niego [Mk 6,3]. Miejscowe archiwa, wywiad społeczny, ludzka pamiętliwość i sąsiedzkie animozje zawsze swoje zrobią. Potrafią odbrązowić nawet Jezusa.  Nigdzie prorok  nie  spotyka się z lekceważeniem, jak tylko w ojczystych stronach, w gronie swoich krewnych i we własnym domu [Mk 6,4].

Mógłbym przywołać dziesiątki przypadków stopniowego odwracania się od Jezusa. Na początku był wielki zachwyt Chrystusem Panem: Biblia była święta! Nabożeństwo niemożliwe do opuszczenia!  Kazania wspaniałe! Cały zbór był niebem na ziemi! Jednak z upływem czasu zachwytu było coraz mniej. "Usłużni" archiwiści miejscowych historii pomogli odkopać stare sprawy. "Trzeźwo myślący" bracia i siostry ostudzili entuzjazm. Z roku na rok oczarowanie zaczęło ustępować miejsca rozczarowaniu. Zachwyt Panem Jezusem i Kościołem przeminął. Tu i ówdzie pozostały dobre nawyki i rutynowe zachowanie. Zbyt często jednak stopniowe odwracanie się Niego poszło dalej...

Powodów stopniowego odwracania się od Jezusa może być wiele. Liberalizacja poglądów, lekceważenie problemu grzechu, chęć podobania się światu, brak łatwych sukcesów duchowych itd. Każdemu to grozi. Trzeba więc uważać, żeby nie dać się przekierować i duchowo uwstecznić. W Panu Jezusie jest tak wiele jeszcze do odkrycia i uwielbienia! W Biblii tak wiele do poznania! W relacjach tak wiele do przebaczenia,  uzdrowienia i zapomnienia! W zborze tak wiele jest jeszcze do zrobienia, a czasu niewiele.

Zauważasz w sobie słabnącą miłość do Pana Jezusa? Zdrowy rozsadek i życiowe doświadczenie coraz bardziej gaszą twój entuzjazm w pracy na rzecz Królestwa Bożego? Najwyższy czas przerwać proces powolnego odwracania się od Pana. Pomyślmy! Czy w samym Chrystusie  znaleźliśmy  coś, co naprawdę  miało prawo nas rozczarować? Z pewnością nie! Faktycznie mamy wciąż nowe powody do dziękczynienia i oddawania Mu chwały. O to się troszcz, w tym trwaj, żeby postępy twoje były widoczne dla wszystkich [1Tm 4,15].

Nazarejczycy stopniowo odwracali się od Jezusa. Niech Gdańszczanie, zwłaszcza ci, którzy już w Niego wierzą, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej Go znają i kochają. Niech w naszym środowisku  będzie widoczny stopniowy zwrot ku Panu; postęp w uświęceniu życia i stawaniu się podobnym do Jezusa.

28 lutego, 2017

Kobiety w zborze mogą...

Równo rok temu w tekście zatytułowanym Zabójcza nowoczesność pisałem o potrzebie rozwagi Starszych Zboru w pozwalaniu młodzieży na samowolę w praktykowaniu wiary i posługi. Kościół ma być ostoją dla skołatanych dusz, a nie silić się na awangardę i małpować świeckie socjotechniki. Bóg ustanowił w Kościele taki porządek, że młodsi mają uczyć się od starszych, jak służyć Bogu i jak postępować w Domu Bożym, a nie odwrotnie. Poniekąd wracam dziś do sprawy, chociaż odzywam się w innej kwestii.

Nauka Chrystusowa, przekazana nam przez Jego apostołów, w roli przywódców i nauczycieli Słowa Bożego w zborze Pańskim widzi mężczyzn. Dość ściśle określa przy tym ich kwalifikacje, co powinno dawać nam do myślenia, że jest to posługa nader odpowiedzialna. Kobietom nauka apostolska przypisuje szereg innych zadań w Kościele, jednocześnie przestrzegając przed samowolnym odchodzeniem od tego porządku rzeczy. Z wieloletnich obserwacji i skromnych, osobistych doświadczeń wiem, że warto trzymać się Słowa Bożego.

Z powyższego powodu proszę Braci i Siostry, nie traktujmy nauki apostolskiej Nowego Przymierza, jak ciasnego gorsetu, w którym z naszymi pomysłami na nowoczesny Kościół coraz trudniej nam się zmieścić. Raczej z radością niewzruszenie trzymajmy się nauki Chrystusowej, gdyż  Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8]. Jeżeli nawet tu i ówdzie "idzie nowe" - to sobie przejdzie i pójdzie, a my wiernie pozostaniemy na swoim miejscu, posłuszni naszemu Zbawicielowi i Panu. Bracia, nie bójmy się powstrzymywać kobiety przed wchodzeniem za kazalnicę, a już na pewno ich do tego - nie daj Boże - nie zachęcajmy. Siostry, miejcie bojaźń Bożą i nie bierzcie się za służbę, która przynależy do mężczyzn, choćby nie wiem jak was do niej ciągnęło. Jako kobiety możecie braciom bardzo pomagać w służbie, ale - uwaga! - możecie też - niechcący - stać się narzędziem złego...

Stanowisko, że przywództwo i nauczanie w Kościele jest zarezerwowane dla mężczyzn, coraz bardziej jest podważane, a nawet obśmiewane. Czy jest to jednak dziwne, że w tym świecie tak ocenia się normy nakreślone przez Słowo Boże? Przykro natomiast, że zaczynają się do tego posuwać również sami - odpowiedzialni za zbory - bracia. Nasza (naj)nowsza interpretacja Pisma Świętego nie zmienia jego pierwotnego sensu i nie odwołuje przykazań Pańskich. Uważajmy!

Jedno wiem na pewno: Kto zapędza się za daleko i nie trzyma się nauki Chrystusowej, ten na własne życzenie sprowadza do zboru niepokój i duchowe niepowodzenie. To tylko kwestia czasu.

26 lutego, 2017

Z uwagą o Izraelu

Miałem dziś z całą wspólnotą Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku wspaniałą ucztę duchową pod hasłem "Z pasją o Izraelu". Był to kilkugodzinny wykład Piotra Olszewskiego z Ostródy, zatytułowany: "Siedem proroczych znaków Izraela, które wypełniły się na naszych oczach". Rozdzielone na trzy części, najpierw przerwą na kawę, a potem drugą przerwą na gorący posiłek, wystąpienie Piotra od początku do samego końca przyciągało uwagę zgromadzonych braci i sióstr.

Każdy z omówionych znaków został dobitnie powiązany z proroctwami biblijnymi i nimi potwierdzony: 1. Powrót do Ziemi Obiecanej, 2. Odrodzenie państwowości, 3. Odzyskanie i użyźnianie ziemi, 4. Odrodzenie języka, 5. Odtworzenie armii, 6. Skupienie polityki światowej, 7. Odzyskanie kontroli nad Jerozolimą - to wszystko jest w Biblii!

Piotr przemawiał z pasją, a my z uwagą słuchaliśmy. Nietrudno było uwagę zachować, bo robił to naprawdę bardzo dynamicznie. Głównym wszakże bodźcem do koncentracji była sama treść  wykładu.  Izrael, chociaż jest tak maleńkim krajem, pozostaje języczkiem u wagi dla największych tego świata. Naprawdę warto było posłuchać i przyjrzeć się cudom mającym miejsce w Izraelu. Sądzę, że dzięki temu spotkaniu z większą uwagą będziemy teraz patrzeć na Izrael. Bóg ma wiele wspaniałych planów wobec Narodu Wybranego.

Osobom, które z rozmaitych powodów nie mogły uczestniczyć w tych wykładach, podaję linki do plików audio:

Bardzo jestem wdzięczny Piotrowi Olszewskiemu i jego Najbliższym, że poświęcili całą niedzielę, by być z nami w Gdańsku i nam usługiwać. Serdecznie dziękuję także wszystkim naszym kochanym Siostrom i Braciom, którzy przygotowali poczęstunek i tak wspaniale obsłużyli uczestników zgromadzenia. Gościnność naszego zboru - to naprawdę Wasze dzieło i Wasza zasługa. Nie przestaję dziękować Bogu za Was.

24 lutego, 2017

Tutaj nie ujrzały światła, ale...

Przeżyłem dziś niecodzienne chwile. Towarzyszyłem zaprzyjaźnionemu małżeństwu w pogrzebie ich synka, który urodził się martwy. Opis całej scenerii można by zawrzeć w kilku słowach: Mama i Tata. Biała trumienka. Krzyż. Tabliczka z jedną tylko datą. Słowo Boże i modlitwa. I to wszystko? Nie. To jedynie pojedyncze klatki zarejestrowanego przez mózg filmu.

Nawet nie próbuję opisywać tego, co kryło się w smutnych oczach Mamy. Nie będę snuł domysłów, co sobie myślał milczący Tata. Nie jestem w stanie pozbierać nawet własnych myśli, ani wyrazić empatii schowanej za słowami prozaicznej rozmowy o tym i o tamtym. Brak mi słów. Może - po prostu - wystarczy, że byłem tam z Nimi?

Teraz, gdy siedzę już w moim gabinecie, ciśnie mi się do głowy tylko jeden fragment z Biblii. Słowa z Księgi Hioba, w bólu żałującego, że się urodził żywy. Albo dlaczego nie zostałem pogrzebany niczym płód poroniony, niczym niemowlęta, które nie cieszyły się światłem dnia? Byłbym tam, gdzie bezbożni zaprzestają swoich szaleństw, gdzie odpoczywają zmęczeni, bez sił, gdzie więźniowie leżą obok siebie, nie dochodzi do nich strażniczy krzyk, gdzie mali i wielcy są już razem - i niewolnik już wolny od pana [Jb 3,16-19]. Kapitalne objawienie: Wprawdzie rodzice są zasmuceni, ale akurat to ich dziecko Wszechmogący na dobre i na zawsze zachował od złego!

W świetle Biblii sporo rzeczy wygląda inaczej, aniżeli zazwyczaj się je postrzega. Jedno jest oczywiste. Synka moich Przyjaciół nie dotknie żadna przykrość, jakich tu wiele. Pan Jezus od razu zabrał go do Siebie, do takich  bowiem  należy Królestwo Boże [Mk 10,14]. Taką mamy pewność.

Niemowlętom, które nie cieszyły się tutaj światłem dnia, nie grożą też ciemności tutejszej nocy. Cieszą się światłością o wiele lepszą, a nocy tam nie ma! Oświetla je chwała Boga.

23 lutego, 2017

Bądźcie stali, niewzruszeni...

Od wczoraj nie przestaję myśleć o tym, jak nieocenioną wartością w dzisiejszych czasach jest stałość chrześcijanina. Tę refleksję wzbudziło we mnie dość nieoczekiwane odkrycie, że w dniu 22 lutego jedna z kobiet z naszego zboru ma właśnie dwudziestą rocznica chrztu wiary. Magdę, bo ją mam na myśli, ochrzciłem w 1997 roku. Jako młoda dziewczyna postanowiła związać swoje życie z Panem Jezusem i została członkiem C. C. NOWE ŻYCIE. Wzruszam się. Lata studiów, kariery zawodowej, odejście od zboru jej przyjaciół, z którymi była i jest emocjonalnie związana, zmiana miejsca zamieszkania, przeniesienie siedziby zboru na Olszynkę - nic z tych rzeczy nie odciągnęło Magdy ani od Boga, ani od zboru. Przez te wszystkie lata pozostaje z nami, zaangażowana, pod wieloma względami bardzo użyteczna w działalności naszej wspólnoty i zawsze gotowa do dobrego dzieła. Takie osoby są naszą chlubą w Chrystusie Panu.

Nie bez kozery dotykam dziś kwestii stałości w życiu i służbie chrześcijanina. Nie trzeba wcale być wnikliwym obserwatorem, by zauważyć niepokojącą zmienność wielu współczesnych chrześcijan. Parę lat temu dziękowali Bogu. Zrobili sporo szumu wokół swego nawrócenia i powołania.  Zapowiedzieli wierność i pełne zaangażowanie. Złożyli przyrzeczenia. A dziś..? Jeśli nawet jeszcze formalnie są w zborze, to praktycznie już ich nie ma. Wystarczyło, że się zakochali i pobrali, zmienili pracę czy miejsce zamieszkania - i przepadli. Inni po paru zaledwie latach obecności w zborze stwierdzili, że się już w nim nie budują i dlatego muszą iść i gdzieś indziej szukać dla siebie duchowej  strawy.

Najbardziej jednak zdumiewającą przyczyną odejścia niektórych chrześcijan od zboru jest bliżej nieokreślona potrzeba czegoś nowego. Twierdzą, że w dotychczasowej wspólnocie czują się świetnie i nie mają do niej zastrzeżeń, a mimo to od niej odchodzą? Widzą, że zbór jest na właściwym kursie duchowym i jest w nim wiele pracy do wykonania, a go opuszczają, bo zachciało się im czegoś nowego?  Przemknęła mi myśl, czy takim ludziom po jakimś czasie nie znudziło by się nawet niebo, gdyby do niego trafili?

Pomimo tego, że żadna społeczność chrześcijańska nie jest na tyle doskonała, żeby nie było już w niej nad czym pracować, to jednak niektórzy chrześcijanie co kilka lat potrzebują spróbować czegoś nowego. Nie przyszłoby im to do głowy, gdyby mieli serce sługi i rozumieli, że życie chrześcijanina to służba, a nie rozrywka. Lecz oni mają w głowie wciąż nowe wyzwania i atrakcje. Nie chcą tkwić w tym samym miejscu i się trudzić.  Pragną  kolejnych przygód i kontaktu z nowymi ludźmi. Jeśli naprawdę Duch Święty każe im tak zrobić, to posłuszni Mu nie mają innego wyjścia. Jeśli jednak to nie za sprawą Ducha opuszczają zbór i porzucają stanowisko w pracy Pańskiej, to jak się wytłumaczą przed sądem Chrystusowym?

Swego czasu Jezus powiedział do swoich uczniów: Wy zaś jesteście tymi, którzy zostali przy Mnie, gdy przechodziłem przez próby [Łk 22,28]. Inni z rozmaitych powodów odeszli, a oni pozostali. Tacy bracia i siostry, tacy towarzysze wiary i służby - to w dzisiejszych czasach prawdziwy skarb! Dlatego bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu [1Ko 15,58].

18 lutego, 2017

Przywrócić posłudze zachwyt Bogiem

Dzisiejsza lektura Biblii odnawia we mnie pragnienie przywrócenia w zborze zachwytu Bogiem. Gdy bowiem w społeczności ludu Bożego objawia się chwała Boża, wówczas zbór dostaje się pod silny wpływ obecności Pana i na różne sposoby zaczyna wyrażać swój zachwyt. Tak właśnie stało się po wyświęceniu Aarona i jego synów do służby kapłańskiej. Po dokonaniu tego wszystkiego Mojżesz z Aaronem weszli do namiotu spotkania. Kiedy stamtąd wyszli i błogosławili lud, całemu ludowi ukazała się chwała PANA. Wyszedł bowiem ogień sprzed PANA i strawił na ołtarzu ofiarę całopalną z jej tłuszczem. Gdy ludzie to zobaczyli, zakrzyknęli radośnie i upadli na twarz [3Mo 9,23-24].

Najwidoczniej Lud Boży przeżył wielkie uniesienie duchowe. Dosłownie zakrzyknęli z zachwytu - czytamy. Nie potrzebowali żadnych dodatkowych bodźców. Wystarczyła im obecność Boża. Właśnie o czymś takim marzę i do tego dążę. Pragnę, by w trakcie naszej posługi w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE ukazywała się chwała PANA, by Duch Święty objawiał Jezusa, byśmy w zgromadzeniu wręcz odczuwali realną obecność Bożą. Wówczas nie będzie już potrzeby zachęcania ludzi do modlitwy, do wspólnego śpiewania lub uważnego słuchania Słowa Bożego.  Skończą się nasze wysiłki tworzenia atmosfery duchowej za pomocą muzyki, światła lub innych jeszcze środków oddziaływania. Nikt, znajdując się pod silnym wrażeniem obecności żywego Boga pośród nas, nie będzie mógł pozostać obojętny. Nikt nie będzie przysypiać ani myśleć o niebieskich migdałach. Nikt też nie powie, że mieliśmy (czytaj: zrobiliśmy) "mega uwielbianie". Serca tak drżeć będą od obecności Pana, że padniemy na twarz.

Jak przywrócić naszej posłudze zachwyt Bogiem?  Co wcześniej powinniśmy zrobić, abyśmy w niedzielę zakrzyknęli z zachwytu? Pomyślmy o tym, proszę.



13 lutego, 2017

Tajemnicza moc uśmiechu

Któż z nas nie zna zbawiennego wpływu uśmiechu. W trudniejszych chwilach uśmiech mamy, nauczyciela, lekarza lub instruktora czynił z nami prawdziwe cuda. Znowu nabieraliśmy otuchy, robiło się nam raźniej i odzyskiwaliśmy wiarę, że zdołamy pokonać trudności.

Dziś rano przeczytałem w Biblii o uśmiechu Boga i jego cudownym wpływie na Izraela. Bo przecież nie zdobyli ziemi swoim mieczem, ani nie pomogło im ich własne ramię. Dokonała tego Twoja prawica, Twoje ramię i światło Twojego oblicza - bo im okazałeś przychylność [Ps 44,4]. "Światło Twojego oblicza" - to idiom oznaczający uśmiech. Jahwe wyciągnął ku Izraelitom  rękę pomocy i uśmiechnął się przy tym, a to do tego stopnia ich wzmocniło, że zdobyli Ziemię Obiecaną.

Są wokół nas ludzie bardzo potrzebujący naszego uśmiechu. Zaniepokojeni, niepewni naszych reakcji, nisko oceniający samych siebie, wątpiący we własne siły - wyglądają w wyrazie naszej twarzy choćby cienia akceptacji. Pochmurne oblicze pogłębia ich stres i paraliżuje działanie. Gdy obdarzymy ich uśmiechem, od razu nabierają otuchy. Uśmiechajmy się więc do ludzi. Obdarzajmy ich uśmiechem. 'Światło naszego oblicza' z pewnością rozjaśni im horyzont.

Uśmiech ma dla człowieka wielkie znaczenie. Dlatego Bóg dał kapłanom Izraela następujące  polecenie: Tak będziecie błogosławić synów Izraela, macie mówić do nich: Niech ci błogosławi JHWH i niech cię strzeże. Niech JHWH rozjaśnia nad tobą swe oblicze (niech się uśmiechnie nad tobą) i niech ci będzie przychylny; niech JHWH zwróci ku tobie swe oblicze i niech ci zapewni pokój [4Mo 6,24-26]. Wystarczy pomyśleć, że Bóg się do nas uśmiecha, a od razu czujemy się silniejsi, by stawić czoła przeciwnościom :)

07 lutego, 2017

Upewniłem się!

Osiem najnowszych wpisów na blogu "Dzisiaj w świetle Biblii" poświęciłem wielkiej potrzebie  sprawdzenia samego siebie w myśl apostolskiego wezwania: Poddawajcie samych siebie próbie: Czy trwacie w wierze? Doświadczajcie siebie: Czy dostrzegacie u siebie to, że Jezus Chrystus jest w was? [2Ko 13,5]. Poruszyłem w tych rozważaniach zagadnienia, które jako pierwsze przyszły mi na myśl, gdy rozpocząłem upewnianie się na drodze wiary. Oczywiste, że jeszcze i w innych kwestiach należałoby postawić sobie niewygodne pytania. Mogę i będę to miał na uwagę, skoro jednak tym razem chciałem, żeby przynajmniej niektórzy moi Czytelnicy zechcieli przejść ze mną ten proces, ograniczyłem go do siedmiu punktów. Jak się po tych badaniach czuję?

Przyglądając się w lustrze Słowa Bożego odkryłem w sobie sporo braków. Nawet w tak podstawowych  sprawach, jak regularna lektura Biblii i modlitwa, nie mam się czym chwalić. Zwłaszcza w ostatnich latach zasmucałem Boga zbytnią gonitwą i naturalnym dla mnie, 'zadaniowym' podejściem do życia. Moje modlitwy zbyt często miały charakter odprawy technicznej, zamiast spokojnej rozmowy z umiłowanym Zbawicielem i Panem. Mam sobie wiele do zarzucenia w sferze panowania nad emocjami, za co - poza Ojcem - przepraszam też moich najbliższych oraz drogich braci, pracujących przy budowie sali nabożeństw. Wciąż nie mam też dostatecznego wstrętu do grzechu, bo Słowo Boże zapowiada, że kto zatyka ucho, aby nie słyszeć o krwi przelewie, kto zamyka oczy, aby nie patrzeć na zło, ten będzie mieszkał na wysokościach [Iz 33,15-16], a mnie jeszcze zdarza się z przyjemnością oglądać film akcji, w którym dzieje się wiele złego. Nie zawsze też wygrywam z niepotrzebnym sięganiem po następny kotlet lub kawałek ciasta. Mógłbym wymieniać jeszcze inne ułomności, ale póki co, wystarczy.

Dokonując podsumowania mojego upewniania się na drodze wiary, nie czuję się jednak przybity wnioskami wyciągniętymi z tej autoanalizy. Żaden czar nie prysł, bo go wcześniej wcale nie było. Otrzymałem za to silny bodziec do uświęcania mojego życia, bo chociaż od lat mam z tyłu głowy wezwanie apostolskie, by dążyć do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana [Hbr 12,14], to charakteru Jezusa we mnie wciąż zbyt mało. Dlatego biorę się w garść i za świętym Pawłem powtarzam: Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że pochwyciłem, ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie [Flp 3,12-14]. Jestem przy tym absolutnie pewny, że Pan Jezus nie jest mną rozczarowany. Przecież w chwili, gdy ze mną zaczynał, dobrze wiedział, jak trudnym jestem materiałem do obróbki. I mimo to mnie powołał?! Alleluja!

Pan Jezus przez wiarę mieszka w moim sercu. Biorę się więc za siebie i pewny Jego miłości - upewniony, co do aktualnego stanu mojej wiary - dalej podążam drogą naśladowania Pana.  A ty?

04 lutego, 2017

Upewniam się! 7.

7. Prawdziwy chrześcijanin trwa we wspólnocie z innymi naśladowcami Jezusa Chrystusa. Pierwsi chrześcijanie z pewnością odczuwali silną potrzebę spotykania i trzymania się razem. Trwali oni w nauce apostołów, we wspólnocie, razem łamali chleb i nie ustawali w modlitwie. Każda osoba była przejęta lękiem przed panem, ponieważ za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. A wszyscy wierzący trzymali się razem i mieli wszystko wspólne. Sprzedawali przy tym posiadłości oraz mienie i uzyskane w ten sposób środki dzielili między sobą, zgodnie z tym, jaką kto miał potrzebę. Codziennie też jednomyślnie gromadzili się w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z wielką radością i w prostocie serca [Dz 2,42-46]. Społeczność  świętych nie ograniczała się do obecności na nabożeństwie raz w tygodniu, ani też do spotkań domowych. Zgromadzali się wszyscy razem, lecz mieli także społeczności domowe. Połączyła ich wiara w Jezusa Chrystusa i wynikająca z tej wiary miłość wzajemna. Nie potrafili i nie chcieli żyć w odosobnieniu.

Tak jest i dzisiaj. Kto miłuje Pana, miłuje również Jego naśladowców - a co za tym idzie - ma silną potrzebę spotykania się z nimi. Każdy, kto wierzy, że Jezus jest Chrystusem, narodził się z Boga. A każdy, kto kocha Ojca, kocha również Jego dziecko. Naszą miłość do dzieci Bożych poznajemy po tym, że kochamy Boga i spełniamy Jego przykazania [1J 5,1-2]. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, ponieważ kochamy braci [1J 3,14]. Mając w sercach wzajemną miłość chrześcijanie mocno garną się do siebie. Lubią razem przebywać, poznawać i uwielbiać Boga, uczyć się, pracować, odpoczywać i pomagać sobie wzajemnie. Nie zawsze jednakowo jest to możliwie, ale takie zapotrzebowanie noszą w sercach. Gdy tylko otwiera się im możliwość spędzenia z braćmi i siostrami chociażby jednej godziny, natychmiast z takiej okazji korzystają. Nie izolują się i nie dają się zamknąć w ciasnym kręgu kilkuosobowej grupy.

A jak jest z tobą? Upewniasz się, że masz w sercu taką miłość do świętych? Ciągnie cię do zboru? Chciałbyś częściej  widywać się z braćmi i siostrami? Radujesz się na myśl, że zbliża się pora nabożeństwa? Odczuwasz w kontaktach z wierzącymi potrzebę czegoś więcej, niż tylko niedzielnego zgromadzenia? Pragniesz gościć ich u siebie w domu i wsłuchać się w bicie ich serca? Obchodzi cię to, co przeżywają? Bardzo dobrze. Oznacza to, że jesteś prawdziwym uczniem Jezusa. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością [Jn 13,35]. To dlatego, gdy ktoś ze zboru zawiera związek małżeński lub przeżywa jakiś życiowy sukces, chcesz mieć udział w jego radości. Radujcie się z radosnymi, płaczcie z płaczącymi [Rz 12,15]. To dlatego razem z braćmi i siostrami uczestniczysz w pogrzebie ich bliskich i starasz się być blisko nich w ich chorobie. Po prostu, jesteś chrześcijaninem. Miłujesz braci.

A co, jeśli męczy cię społeczność z wierzącymi? Co, jeśli z trudem przetrzymujesz dwie godziny niedzielnego zgromadzenia i czym prędzej czmychasz, nie czekając nawet na jego zakończenie? Co, jeżeli nie przychodzi ci do głowy, aby zaprosić wierzących do swojego mieszkania, a jeśli tak, to tylko po to, żeby założyć "kościół domowy" i w ogóle przestać chodzić na nabożeństwa? Co, jeśli nie obchodzą cię ich urodziny, rocznice i życiowe sukcesy? Jeżeli tak jest, jeżeli osobiście nie znasz połowy braci i sióstr w zborze, i nie odczuwasz potrzeby bliższej z nimi społeczności, to znaczy, że nie ma w tobie miłości Chrystusowej. Potrzebujesz odrodzenia serca! Wiedz, że ludzie ze zboru cię kochają. Nasze serca są szeroko otwarte. To nie u nas jest wam ciasno. Ciasno jest w waszych wnętrzach. W imię wzajemności - jak do dzieci mówię - otwórzcie się i wy szeroko [2Ko 6,12-13]. Padnij na kolana i proś Boga, aby wypełnił cię Jego miłością do chrześcijan. Zacznij może od drobnych gestów. Zostań po nabożeństwie dłużej. Okaż komuś bliższe zainteresowanie, dowiadując się, co aktualnie przeżywa. Zaangażuj się w działalność zboru, co z pewnością pogłębi twoje relacje z innymi. Nie opuszczajmy przy tym wspólnych spotkań, co jest u niektórych w zwyczaju... [Hbr 10,25].

Jedno jest pewne. Odnowiona miłość wskaże ci drogę do bliższych relacji z ludźmi wierzącymi i będziesz miał z tego wiele radości.

PS. Jest to przedostatni tekst napisany w nawiązaniu do Upewnij się! Wkrótce posumowanie :)