27 grudnia, 2019

Pozostań na kursie

Naszły mnie dzisiaj myśli o ważności trwania w wierze. Kończy się kolejny rok chrześcijańskiej pielgrzymki, a cel ciągle jeszcze jest przed nami. Pan okazuje cierpliwość grzesznikom, aby dać im jeszcze szansę nawrócenia, a my miewamy odczucie, że opóźnia się powrót Pana i pochwycenie Kościoła. Trzeba nam więc wykazać się wytrwałością. Frapuję się, bo na drodze wiary nie widzę już wielu współwyznawców Chrystusa i towarzyszy w pracy dla Pana sprzed lat. Nie, nie poumierali. Wciąż chodzą po ziemi, ale już - niestety - jakimiś innymi ścieżkami.

Zjawisko duchowych manowców przybiera formy bardzo zróżnicowane. Niektórzy zajęli się redefiniowaniem wiary w Boga i organizowaniem życia oraz służby kościoła na ziemi niejako od nowa. Zachowują się tak, jakby jako pierwsi uchwycili prawdziwy sens ewangelii i jakby od nich wszystko dopiero się zaczynało. Inni słudzy Pańscy marnotrawią czas i siły na aktywność, która z duchowego punktu widzenia  przynosi w najlepszym przypadku zaledwie niewielki pożytek. Jeżdżą, biegają, rzeźbią sylwetkę, jedzą tylko zdrową żywność i tak troszczą się o swoje zdrowie, jakby bali się rozstania z tym życiem i spotkania z Chrystusem.

Są tacy, którzy rzucili się w wir działalności społeczno-politycznej i dobroczynnej. Nie ma ich w pracy dla Pana, bo udzielają się społecznie ramię w ramię ze świeckimi działaczami i samorządowcami. Niektórzy zniknęli z codziennego życia zboru, bo się zakochali i miłują swoich najbliższych bardziej niż Jezusa. Najwięcej jednak z dotychczasowych, biblijnie wierzących chrześcijan powróciło zwyczajnie do świata. Jeszcze parę lat temu byli zaangażowani w służbie duchowej, stawali w niedzielę za kazalnicą, pełnili w zborze rolę starszych - a teraz żyją, jakby Pana Jezusa nigdy nie poznali. Robią pieniądze, budują własne kariery zawodowe bądź artystyczne, oddają się swoim zainteresowaniom i przyjemnościom, a o Panu i Zbawicielu zapomnieli.

Z roku na rok staje się to powszechniejsze. Z coraz większą łatwością ludzie odstępują od wiary i znikają ze wspólnoty kościoła. Owszem, dużo ludzi nawraca się i przyłącza do zborów, lecz nie wytrzymują w nich zbyt długo. Schodzą na manowce. Dlatego powinniśmy w większym jeszcze stopniu stosować się do tego, co usłyszeliśmy, aby nas czasem nie zniosło na bezdroża [Hbr 2,1]. Biblia Gdańska oddaje tę myśl następująco: Przetoż musimy tem pilniej przestrzegać tego, cośmy słyszeli, byśmy snać nie przeciekli. Mamy trzymać poziom. Gdy naczynie jest dziurawe, poziom jego zawartości ciągle się w nim obniża. Jak można przez lata trzymać należyty poziom? Jak utrzymać się na właściwym kursie i nie zboczyć z drogi? Zacytowany fragment Pisma Świętego daje wyraźną wskazówkę. Powinniśmy coraz staranniej trzymać się Słowa Bożego.

Zejście na własne ścieżki i życie bez społeczności z Bogiem jest strasznie niebezpieczne. Bo zginą ci, którzy oddalają się od Ciebie, zniszczysz wszystkich nie dochowujących Ci wiary [Ps 73,27].

1 komentarz:

  1. Problem jest szerszy.Jeżeli członkowie zborów KZ są karmieni wartościowym pokarmem duchowym,a mimo to odchodzą do świata mamieni jego błyskotkami,to smutne.Jeżeli jednak podaje się w zborach mało wartościową papkę okraszoną rytmami pociągającej energetycznej muzyki owiniętą blichtrem rewitalizacji,to odejście z takiego zboru
    jest desperackim krokiem podjętym celem ratowania wewnętrznego człowieka.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń