03 listopada, 2009

Do przemyślenia w Dniu Myśliwych

Dzisiaj święto myśliwych. W kalendarium Wikipedii można przeczytać: Hubertus – święto myśliwych, leśników i jeźdźców, organizowane na koniec sezonu, zwykle w okolicach 3 listopada w większych stadninach i stajniach. Nazwa pochodzi od świętego Huberta, patrona polowań, którego pamiątka przypada właśnie 3 listopada. Myśliwi starający się kultywować wielowiekowe tradycje łowieckie urządzają więc w tych dniach zbiorowe polowania hubertowskie z zachowaniem historycznych wzorców i ceremoniałów.  Kończy je zazwyczaj biesiada przy ognisku, bigosie i nalewce.

Chociaż brałem kiedyś udział w prawdziwym polowaniu, to jednak dla mnie polowanie kojarzy się przede wszystkim z wypastowaną na czarno świnią z filmu "Nie ma mocnych", wywiezioną do lasu przez Pawlaka i Kargula, która miała odegrać rolę dzika, koniecznego w polowaniu jakiegoś ważniaka z ministerstwa. J Jak widać, o polowaniu niczego mądrego napisać więc nie mogę.

Chcę za to przywołać dziś do naszej świadomości postać biblijnego Ezawa, który był mężem biegłym w myślistwie i żył na stepie [1Mo 25,29]. Jak wiadomo czytelnikom Biblii, w życiu tego człowieka doszło z udziałem jego młodszego brata Jakuba do pewnego incydentu, który zaważył na całej przyszłości Ezawa: Pewnego razu przyrządził Jakub potrawę, a Ezaw przyszedł zmęczony z pola. Rzekł wtedy Ezaw do Jakuba: Daj mi, proszę, skosztować nieco tej oto czerwonej potrawy, bo jestem zmęczony. Dlatego nazwano go Edom. Na to rzekł Jakub: Sprzedaj mi najpierw pierworodztwo twoje. A Ezaw rzekł: Oto jestem bliski śmierci, na cóż mi więc pierworodztwo? Jakub rzekł: Przysięgnij mi wpierw. I przysiągł mu, i sprzedał pierworodztwo swoje Jakubowi. Wtedy Jakub podał Ezawowi chleb i ugotowaną soczewicę, a on jadł i pił. Potem wstał i odszedł. Tak wzgardził Ezaw pierworodztwem [1Mo 25,30–34].

 Każdy z nas nieraz znajduje się w nastroju psychicznym podobnym do tego, w jakim był Ezaw po nieudanym polowaniu. To są chwile wyjątkowej pokusy, by choć trochę odejść od naszych ideałów i oddać się czemuś, co poprawi nam nastrój. Jakże łatwo nieraz stają się one przyjemnymi momentami na pozór mało znaczących czynów, które nie tylko skutkują stratami w życiu doczesnym, ale potrafią zaważyć też na naszej wieczności.

 Pozwólmy się więc dziś ostrzec, żeby nikt nie był rozpustny lub lekkomyślny jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał pierworodztwo swoje. A wiecie, że potem, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie uzyskał bowiem zmiany swego położenia, chociaż o nią ze łzami zabiegał [Hbr 12,16–17]. Czy warto dla ulotnej chwili przyjemności, ryzykować utratę daru życia wiecznego?

 Przed takim dylematem stajemy zazwyczaj niespodziewanie, nie przygotowani do niego mentalnie, co znacznie zmniejsza nasze szanse na podjęcie właściwej decyzji. Należałoby to rozważyć wcześniej, zanim dopadnie nas kolejna pokusa, zanim ktoś postawi przed nami "sałatkę Ezawa" [na zdjęciu :)]. Może dzisiaj uda się nam na spokojnie tę kwestię przemyśleć?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza