11 listopada, 2009

Parada (nie)podległości

W dniu dzisiejszym, jak kraj długi i szeroki, Polacy świętują niepodległość. W wielu miastach odbywają się nawet parady niepodległości. Niepodległość? W jakim sensie? Abstrahując od wydarzeń z 1918 roku spójrzmy tej naszej niepodległości w oczy:

 Podjeżdżasz samochodem niby pod swój dom, ale musisz zapłacić za parkowanie. Mieszkasz niby na swojej ziemi, lecz nie możesz robić sobie na niej tego, co byś chciał. Nie możesz nawet wywiercić sobie na niej własnej studni, bo masz obowiązek podłączyć się do miejskiego wodociągu. Posadziłeś i wypielęgnowałeś drzewo we własnym niby ogrodzie, ale gdy po latach przeszkadza ci to drzewo, to aby je wyciąć, wcześniej musisz uzyskać i opłacić odpowiednie pozwolenie. Urodziłaś dziecko? Masz więc bezwzględny obowiązek zapewnić mu wszelkie potrzebne środki do życia i rozwoju, ale nie masz prawa tego niby swojego dziecka wychowywać i dyscyplinować tak, jak uważasz za stosowne.

 Jesteśmy wolnymi obywatelami wolnego świata? Możemy swobodnie wyrażać swoje myśli, rozwijać się, pracować, produkować? Dlaczego więc ktoś zza granicy, a nie my sami, decyduje o tym, czy nasza stocznia ma nadal budować okręty, ile ryb będziemy łowić w naszym morzu albo jak dużo krów będziemy hodować w naszych oborach? Wiecie, że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywają swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie [Mk 10,42]. Cóż to za niepodległość, gdy 51 procent obywateli może narzucić swoją wolę dla pozostałych 49 procent i przesądzać o tym, jak ma wyglądać ich codzienny los?

 I jeszcze jeden przykładowy sektor tej parady podległości: Miałeś się już nie złościć i nie kłócić z żoną, a nadal byle drobiazg doprowadza cię do furii. Nie pamiętasz już ile razy rzucałeś palenie, a wciąż nosisz papierosy przy sobie. Mówiłeś sobie, że przestajesz zazdrościć, a znowu jakiś dziwny grymas zniekształcił ci twarz na widok nowiutkiego samochodu sąsiada. Z nowym rokiem postanowiłeś się już nie obżerać. I co? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, każdy, kto grzeszy, jest niewolnikiem grzechu [Jn 8,34]. Czy możesz zwać wolnym człowieka, którym rządzą jego namiętności? - pytał starożytny mędrzec.

 Co w tym losie przeciętnego Polaka jest godne paradowania? Wolność na skażonej grzechem ziemi jest czystą fikcją. Trzeba nam upaść na kolana przed naszym Stwórcą i Zbawicielem. Potrzeba nam odrodzenia naszych serc i bliskiej społeczności z Jezusem Chrystusem. Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie [Jn 8,36]. Wtedy przestaniemy się łudzić jakąkolwiek niepodległością na ziemi i z duchowym zrozumieniem zaczniemy się modlić: Przyjdź Królestwo Twoje!

Jaka jest prawda o mojej osobistej niepodległości? Ponieważ w głębi serca jestem już wyzwoleńcem Chrystusa, bez żalu podlegam tym wszystkim ograniczeniom. Wiem, że mają dla mnie charakter tymczasowy. Radośnie żyję sobie na duchowej obczyźnie, pełnej rygorów i ograniczeń, bo jestem pewien, że któregoś dnia przestanę im podlegać. Dotrę do Domu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza