09 kwietnia, 2026

Ocalony!

W ubiegłym roku zaistniała potrzeba posadzenia na kościelnej działce trzech drzew liściastych o obwodzie pnia co najmniej 16 cm, mierzonych na wysokości 1 m od ziemi. W związku z tym zacząłem rozpytywać się i rozglądać za jakąś możliwością sprostania temu zadaniu. Któregoś dnia, tuż przed świętami Narodzenia Pańskiego, dojeżdżając do siedziby Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE usłyszałem piłę motorową i zauważyłem koparkę pracującą w pobliskich zaroślach. Od razu błysnęła mi myśl, ażeby przejść się na miejsce rozpoczętej wycinki i z bliska zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że operator koparki otrzymał zlecenie na oczyszczenie działki i usuwa z niej wszystkie samosieje. Szybko wśród nich wyszukałem pasujące do w/w parametrów drzewko i poprosiłem o jego ocalenie. Chociaż ratowanie młodego dębu napotkało na szereg trudności i nieco przesunęło się w czasie, to jednak wczoraj wybrane przez mnie drzewko znalazło się w bezpiecznym, nowym miejscu, w bliskim sąsiedztwie domu modlitwy.

Wyratowanie młodego dębu od zniszczenia w trwającej wycince dobrze ilustruje to, co w sensie duchowym stało się z niejednym z nas. Cała ludzkość z powodu grzechu znalazła się pod przekleństwem. Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej [Rz 3,23], a zapłatą za grzech jest śmierć [Rz 6, 23]. Bez Boga na świecie, z ciążącym wyrokiem potępienia, byliśmy w beznadziejnym położeniu, a przed nami tylko jakaś straszna perspektywa sądu i żar ognia mający trawić przeciwników [Hbr 10,27]. Lecz na szczęście na ziemi pojawił się On - Syn Boży, Jezus Chrystus. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło [Łk 19,10].

Podobnie jak ja spośród wielu dorodniejszych drzewek wybrałem ten niepozorny dąbek, tak Bóg - z tylko Jemu wiadomych powodów - wybrał ciebie i mnie, abyśmy wraz z tym światem nie zostali potępieni. Bo właśnie to, co w oczach świata głupie, Bóg wybrał, aby zawstydzić mądrych. To, co w oczach świata słabe, Bóg wybrał, aby zawstydzić mocnych. To, co w oczach świata uchodzi za niskiego rodu, co wzgardzone — to, co jest niczym, Bóg wybrał, aby unieważnić to, co jest czymś [1Ko 1,27-28]. Biblia mówi, że okazanie miłosierdzia nie zależy od osoby, która tego pragnie, albo która o to zabiega, lecz od Boga, który je okazuje [Rz 9,16]. Nie wy mnie wybraliście, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały [Jn 15,16] - powiedział Jezus od swoich uczniów.

Niech w tych poświątecznych dniach przepełni nas wdzięczność dla Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym [1Ts 1,10]. A jeśli wciąż jeszcze jesteś "drzewkiem" zagubionym w zaroślach świata, to osobiście zwróć się do Boga i w prostych słowach poproś o ocalenie. Jezus powiedział: Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie, a tego, który do Mnie przychodzi, z pewnością nie odrzucę [Jn 6,37].

08 kwietnia, 2026

Dwuetapowy powrót do Boga

Ty też obracasz człowieka w proch i mówisz: Wracajcie, synowie ludzcy! [Ps 90,3].

Wszyscy zostaliśmy stworzeni w celu oddawania Bogu chwały i przeznaczeni do życia w społeczności z Bogiem. Niestety, wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy — każdy na własną drogę [Iz 53,6]. Stąd wezwanie do powrotu. Może on odbyć się na dwa sposoby. Albo, widząc swoje oddalenie od Boga, sami zgłosimy się i poprosimy o umożliwienie nam powrotu już teraz za życia, albo zostaniemy sprowadzeni niezależnie od naszej woli, jak postanowiono, że człowiek raz umiera, a potem czeka go sąd [Hbr 9,27]. Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy odebrał zapłatę za to, czego dokonał w ziemskim życiu — dobrego czy złego [2Ko 5,10]. Na użytek tego rozważania porównajmy wszystkich ludzi do Polaków rozsianych poza Ojczyzną, którzy znaleźli się w zagrożonej strefie i są wzywani przez MSZ do niezwłocznego powrotu do kraju. Rząd w takiej sytuacji zapewnia bezpłatną ewakuację, ale też określa jej warunki.

Otóż – po pierwsze – trzeba nam wiedzieć, że powrót do Boga możliwy jest tylko według Bożego planu zbawienia. Sam Bóg wyznaczył drogę i sposób powrotu. Jezus odpowiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6]. Aby powrócić do społeczności z Bogiem, trzeba uwierzyć w Jezusa Chrystusa, oddać Mu swoje serce i wstąpić w Jego ślady. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [Jn 3,16-17]. Jak dostąpić zbawienia, dowiadujemy się z Pisma Świętego Nowego Testamentu.

Po drugie, Biblia wskazuje, że powrót do Boga odbywa się w dwóch etapach. Powróćmy do obrazu Polaków będących w strefie zagrożenia i wzywanych do powrotu. Kilka lat temu, gdy wraz z wycofaniem się Amerykanów talibowie przejmowali kontrolę nad Afganistanem, rząd polski ogłosił ewakuację Polaków z tego kraju. Była to ewakuacja dwuetapowa. Najpierw należało dotrzeć na lotnisko w Uzbekistanie. Dopiero stamtąd ewakuowanych zabierano do Ojczyzny samolotami LOT-u.

Tak właśnie jest z naszym powrotem do Boga. Najpierw – teraz za życia w ciele - trzeba narodzić się na nowo i pojednać z Bogiem przez osobistą wiarę w Jezusa Chrystusa. Trzeba koniecznie znaleźć się we właściwym - wskazanym przez Boga - miejscu ewakuacji. Tym właściwym miejscem jest Chrystus i Jego Kościół! Duch Święty, niczym polscy komandosi w Afganistanie, wyszukuje ludzi przeznaczonych do zbawienia. Wzbudza pragnienie powrotu do Boga. Przekonuje o grzechu, i o sprawiedliwości, i o sądzie [Jn 16,8], i doprowadza do Chrystusa. Wtedy w posłuszeństwie i zaufaniu możemy w społeczności lokalnego zboru Kościoła oczekiwać na swój czas ewakuacji, i na spotkanie z Bogiem. Jezus powiedział: Idę przygotować wam miejsce. A gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem [Jn 14,2-3]. Polega to na tym, że – póki co - Chrystus Pan pojedynczo zabiera nas z tego świata, a któregoś dnia powróci, aby zabrać do Siebie cały Kościół.

I po trzecie, Bóg wzywając: Wracajcie synowie ludzcy – sam wyznacza nam datę powrotu. Pora pierwszego etapu powrotu do Boga została wyznaczona na dzisiaj! Ponownie powróćmy do obrazu Polaków potrzebujących powrotu do kraju. Tym razem do ewakuacji z Iranu. Pamiętamy, jak Premier RP wezwał do natychmiastowego opuszczenia Iranu, bo już za kilkanaście godzin może to być niemożliwe. Należało jak najszybciej zgłosić się do systemu „ODYSEUSZ” i będąc już pod opieką polskich służb czekać na swój transport do Polski. Tak właśnie jest z powrotem do Boga. Teraz, jak najszybciej, trzeba uwierzyć w Jezusa Chrystusa, dać się ochrzcić w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego [Mt 28,19] i znaleźć się na liście zbawionych. Nawróćcie się synowie ludzcy! – wzywa Biblia Gdańska - aby można było powiedzieć: Cieszcie się (…) z tego, że wasze imiona zapisane są w niebie [Łk 10,20].

Koniecznie trzeba to zrobić bez żadnej zwłoki, czytamy bowiem: W czasie przychylności wysłuchałem cię i w dniu zbawienia pomogłem ci. Właśnie teraz jest ten czas przychylności! Teraz jest dzień zbawienia! [2Ko 6,2]. W wyniku pojednania z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa uzyskujemy status ludzi nawróconych od bałwanów do Boga, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu i oczekiwać Syna jego z niebios, którego wzbudził z martwych, Jezusa, który nas ocalił przed nadchodzącym gniewem Bożym [1Ts 1,9-10]. Mając dar życia wiecznego już nie boimy się śmierci, bo Jezus powiedział: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł — żyć będzie [Jn 11,25]. A zatem, pierwszy etap powrotu do Boga mamy zaliczony. Jesteśmy bezpieczni. Możemy cieszyć się życiem tutaj, gdzie jesteśmy, i nie martwić się o jutro.

A co z drugim etapem powrotu do Boga. Otóż ta pora jest nam nieznana! Zarówno w aspekcie indywidualnym, tj. chwili naszej śmierci, jak też zbiorowym, tj. pochwycenia Kościoła, Bóg utrzymuje ten czas w tajemnicy przed nami. Jedno wiemy, że powinniśmy zachowywać czujność, aby w każdej chwili być na to gotowym. Tak właśnie wy czuwajcie. Bo nie wiecie, kiedy przyjdzie pan domu: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy zapieje kogut, czy o poranku, aby gdy nagle przyjdzie, nie zaskoczył was we śnie. To, co wam mówię, powtarzam wszystkim: Czuwajcie! [Mk 13,35-37]. Bogu niech będą dzięki, że nie znamy dnia ani godziny naszego odejścia z tego świata. Kto pojednał się z Bogiem i jest w Chrystusie, jest jak Noe przed potopem, po wejściu do arki. Niezależnie od tego, kiedy miało zacząć padać, on był już bezpieczny. Tak i my, pojednani z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa, spokojnie czekamy na tę chwilę naszego powrotu do Boga.

Zatem, mając świadomość, że powrót do Boga odbywa się w dwóch etapach, apeluję do wszystkich, którzy jeszcze nie są zapisani w „niebiańskim systemie Odyseusz”, aby jak najprędzej o to zadbali. W ślad za nauką apostolską wołam: Ratujcie się spośród tego wypaczonego pokolenia! [Dz 2,40]. Zwróćcie się w tej sprawie do Jezusa Chrystusa, bo nie ma w nikim innym zbawienia, gdyż nie dano nam ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. Jako sługa Słowa Bożego nie spałbym spokojnie, gdybym tego nie napisał. Dlatego w miejsce Chrystusa głosimy poselstwo jakby samego Boga, który przez nas kieruje do ludzi wezwanie. W miejsce Chrystusa błagamy: Pojednajcie się z Bogiem [2Ko 5,20].

04 kwietnia, 2026

Kto by pomyślał?

Wielka Sobota A.D. 2026 - to jeden z trudniejszych dla mnie dni w ostatnim czasie. Zaraz po rozmyślaniu rankiem o Grobie Pańskim pojechałem, by stanąć nad grobem i pożegnać - młodszego ode mnie o dwadzieścia lat - chrześcijanina, który w środę 1 kwietnia zmarł nagle na zawał serca. Wszystkich nas to zaskoczyło, a nie powinno, bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika [Jk 4,14]. A jednak, kto by pomyślał..?

Kto by z uczniów Jezusa pomyślał, że zaledwie po trzech latach wspólnej wędrówki ich Mistrz zostanie ukrzyżowany i pospiesznie złożony do grobu? Trochę odkryli się ze swoimi myślami i wyobrażeniami w drodze do Emaus. Na Niego to arcykapłani i nasi przełożeni wydali wyrok śmierci i ukrzyżowali. A my mieliśmy nadzieję, że On jest tym, który będzie wyzwalał Izrael. Tymczasem upływa już trzeci dzień od tego wydarzenia [Łk 24,20-21]. Jeszcze w czwartek siedzieli razem przy stole, a w sobotę On leżał już w grobie.

Kto w dniu 21 lipca 2018 roku by pomyślał, że zaledwie po ośmiu latach od chwili, gdy w domu modlitwy Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku modliliśmy się o wspólne życie małżeńskie Marcina i Hani, będę patrzył na trzyletniego Władzia i roczną Anielkę, jak tulą się już tylko do Mamy, bo Tatę złożyliśmy dzisiaj do grobu? Jakże kruche i ulotne jest nasze życie... 

Jezus oddał swoje życie za nas, aby nas usprawiedliwić i obdarować życiem wiecznym. Następnie zmartwychwstał, poszedł do Ojca z ofiarą pojednania, aby otworzyć nam drogę powrotu do społeczności z Bogiem. Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie [Jn 14,6] - poinstruował swoich uczniów. Kto by jednak pomyślał, że aby trafić do nieba, trzeba narodzić się na nowo, że trzeba osobiście uwierzyć w Jezusa Chrystusa, oddać Mu swoje serce, ochrzcić się chrztem wiary i Go naśladować? 

Koniecznie trzeba, aby każdy z nas o tym pomyślał.

03 kwietnia, 2026

Apogeum obłędu

Z mojego albumu sprzed lat
Przeprowadzony w Wielki Piątek o świcie proces Jezusa pod każdym względem był farsą. Nocne aresztowanie, bicie, wyśmiewanie, powołanie fałszywych świadków, a wszystko zaaranżowane przez najwyższe autorytety Izraela. Opętani nienawiścią za wszelką cenę postanowili zabić Jezusa. Cokolwiek więc by nie zostało powiedziane, jakikolwiek argument nie zostałby przedstawiony, tak czy owak zmierzali do Jego ukrzyżowania. W tym całym obłędzie chyba najnormalniej zachowywał się prokurator rzymski, wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go z zawiści [Mk 15,10]. To nie był żaden przewód sądowy, a czyste szaleństwo. Już w chwili aresztowania Jezus powiedział, że to jest wasza pora i moc ciemności [Łk 22,53].

Charakter procesu Jezusa zdumiewająco przypomina atmosferę dzisiejszych izb parlamentarnych, debat politycznych, wywiadów dziennikarskich, rozpraw i wieców ludowych. Gdy bowiem w interakcję wchodzą ludzie nierozumni, nieposłuszni, zagubieni, zniewoleni przez przeróżne żądze i rozkosze, żyjący w gniewie i zazdrości, znienawidzeni i do siebie nawzajem odnoszący się z nienawiścią [Tt 3,3], to nie ma na co liczyć. Każdy wie swoje. Nikt nie chce słuchać argumentów drugiej strony. Kłócą się. Napadają jeden na drugiego. Obrażają się nawzajem. W imię patriotyzmu, tolerancji, a także w imię Boże, skaczą sobie do oczu i ani myślą ustąpić. Chętnie by się pozabijali, gdyby tylko dać im do ręki pistolet i zwolnić ich od karnej odpowiedzialności.

Wzajemna niechęć, żeby nie powiedzieć nienawiść, nie omija też środowisk religijnych. Duch Antychrysta i tutaj ma coraz więcej do powiedzenia. Podobnie między wami pojawią się fałszywi nauczyciele. W skryty sposób będą próbowali wprowadzać zgubne herezje, a nawet wyprą się Władcy, który ich wykupił. Tacy sprowadzają na siebie szybką zgubę. Przez nich droga prawdy stanie się przedmiotem bluźnierstw. I, niestety, wielu pójdzie za ich rozwiązłością [2Pt 2,1-2]. W kręgach kościelnych jest całkiem sporo nieodrodzonych duchowo osób, a Bóg dopuści, że omamieni błędem wciągnięci zostaną w sidła i dadzą wiarę kłamstwu [2Ts 2,11]. 

Tak. Bóg zsyła na ludzi jakiś ostry obłęd - jak oddaje to Biblia Warszawska. Kogo obchodzi prawda? Komu chce się dociekać, jak sprawy naprawdę się mają? Kto by tracił czas na rozsądzanie czegokolwiek, gdy w głowie ma gotowy już osąd? Każdy chce być górą, koniecznie wygrać, nawet kosztem wdeptania innych w ziemię. Bo nie zasną, dopóki nie popełnią czegoś złego, a sen ich odleci, jeżeli nie doprowadzą kogoś do upadku [Prz 4,16]. Także w kręgach kościelnych coraz mniej osób kieruje się miłością do Jezusa i posłuszeństwem Słowu Bożemu. Z powodu szerzącego się bezprawia miłość wielu oziębnie [Mt 24,12] - zapowiedział Pan. Zarówno po stronie "za", jak i "przeciw" ludzie  jednakowo się zacietrzewiają i nienawidzą.

Oko w oko z takimi ludźmi w Wielki Piątek stanął Jezus Chrystus. Nawet się nie bronił. On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi [1Pt 2,23]. Dał się ukrzyżować. Nie dziwmy się, gdy nas też coś takiego coraz częściej będzie spotykać. Oskarżanie o niestworzone rzeczy. Odsądzanie od czci i wiary. Pomówienia o mowę nienawiści lub obrazę uczuć religijnych. Nikt nawet nie zechce posłuchać, czy mamy coś na swoją obronę. 

Chcę być gotowy na każdy scenariusz i - jak Pan Jezus - godnie stawić mu czoła.

02 kwietnia, 2026

Już nie Pascha, a Wieczerza Pańska!

Jezus Chrystus ustanowił Wieczerzę Pańską, aby od chwili Jego śmierci i zmartwychwstania, chrześcijanie, zarówno ci pochodzący z Żydów, jak i z pogan, świętowali już tylko zbawienie od grzechu i od wiecznego potępienia, a nie wyjście z niewoli egipskiej. Chleb i wino symbolizują ciało i krew Jezusa jako Baranka Bożego, który gładzi grzech świata. Wieczerza Pańska, wprawdzie została ustanowiona w trakcie żydowskiej wieczerzy paschalnej w Wielki Czwartek, lecz ma się ona odbywać na pamiątkę Jezusa Chrystusa. To m.in. z tego powodu organizujemy ją w zborach w Wielki Piątek, tj. w dniu gdy Jezus umarł na krzyżu, a nie w czwartek, gdy po raz ostatni zasiadł z uczniami do Paschy. 

Symbolika i praktyka Wieczerzy Pańskiej zdecydowanie odbiega od symboliki i przebiegu wieczerzy paschalnej. Ja bowiem przejąłem od Pana to, co też wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb, złożył dziękczynienie, złamał i oznajmił: To jest moje ciało za was wydane — to czyńcie na moją pamiątkę. Podobnie, gdy było po wieczerzy, wziął kielich i oświadczył: Ten kielich to nowe przymierze, w mojej krwi. To czyńcie, ilekroć pijecie — na moją pamiątkę [1Ko 11,23-25]. Jezus nadał chlebowi i winu całkiem nowego znaczenia. Pisałem o tym przed laty w tekście: Dlaczego Wieczerza Pańska jest tak ważna? Biorąc udział w Wieczerzy Pańskiej, podobnie jak oblubienica podczas ówczesnych zaślubin, potwierdzamy naszą przynależność do Jezusa Chrystusa i nasz dozgonny związek z Nim. To nie jest zwykłe wspominanie ważnego wydarzenia. To jest interaktywna, osobista społeczność ze Zmartwychwstałym Panem.

Pascha głównie polegała na dorocznym odświeżaniu pamięci narodowej. Podczas Wieczerzy Pańskiej Pan Jezus każdemu z nas patrzy w oczy i zagląda do serca. Żaden "Judasz" ze swoim ukrytym grzechem nie ma prawa spokojnie brać w niej udział. Dlatego kto by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winny będzie zlekceważenia ciała i krwi Pana. Niech więc każdy człowiek przyjrzy się sam sobie, a potem sięga po chleb i bierze do rąk kielich. Kto bowiem je i pije niegodnie, bez uszanowania dla ciała Pańskiego, je i pije wyrok na samego siebie. Dlatego jest między wami tylu chorych i słabych, a wielu pomarło [1Ko 11,27-30]. 

Nakazane Izraelitom wspominanie wyjścia z Egiptu podczas święta Paschy i Przaśników, jak najbardziej mają dla chrześcijan swoją wymowę dydaktyczną. Rozmyślając nad biblijnym opisem paschy można się wiele dobrego nauczyć. Na przykład w kwestii konieczności całkowitego opamiętania się z grzechu. Usuńcie stary zakwas, by stać się nowym zaczynem, bo przecież jesteście przaśni. Chrystus - nasz Baranek paschalny - został już złożony w ofierze. Świętujmy więc nie zakwaszeni, jak dawniej, nie przeżarci złością i występkiem, lecz przaśni czystością i prawdą [1Ko 5,7-8]. Wspomniane święta żydowskie nie są wszakże odpowiednikiem śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Nie należy ich więc łączyć z Wieczerzą Pańską, bo ta jest wyłącznie na pamiątkę Jezusa Chrystusa.

Urządzanie wieczerzy paschalnej w chrześcijańskim zborze jest zajmowaniem się "cieniami rzeczy przyszłych", podczas gdy "rzeczywistość" została już objawiona, a jest nią Chrystus! Można to zrobić z chęci poznania dawnych zwyczajów żydowskich, ze świadomością wszakże, że nakaz Prawa, by świętować Paschę obowiązywał do czasu. Kiedy jednak wypełnił się czas, Bóg posłał swojego Syna, który narodził się z kobiety i podlegał Prawu, aby wykupić żyjących pod Prawem i umożliwić nam usynowienie [Ga 4,4-5]. Żydzi, którzy odrzucili Jezusa jako Chrystusa wciąż świętują paschę. Chrześcijanie mają Wieczerzę Pańską.

01 kwietnia, 2026

Jak to możliwe?

Cały wtorek Wielkiego Tygodnia wypełniony był rozmowami i nauczaniem Jezusa. Działo się to najpierw w obrębie świątyni, a potem na zboczu pobliskiej Góry Oliwnej, skąd dobrze było widać całe wzgórze świątynne. Następnie Jezus poszedł z uczniami do Betanii, gdzie w domu Szymona Trędowatego został namaszczony przez Marię bardzo drogim olejkiem. W tym czasie w jednego z grona Dwunastu, Judasza, zwanego Iskariotem, wstąpił szatan. Odszedł więc i uzgodnił z arcykapłanami oraz dowódcami straży świątynnej plan wydania Jezusa. Ucieszyło ich to; wspólnie też doszli do porozumienia, że dadzą mu za to pieniądze. On się zgodził i zaczął szukać dogodnej sposobności do wydania im Go z dala od tłumu [Łk 22,3-6].

Jak mogło dojść do tego, że jeden z Dwunastu, osobiście wybrany przez Jezusa uczeń, stał się narzędziem szatana? Ewangelie zgodnie świadczą, że Judasz miał słabość do pieniędzy i najwidoczniej żywił nadzieję na zrobienie przy Mistrzu jakiegoś większego interesu. Z taką myślą ostatecznie pożegnał się w Wielką Środę, gdy wbrew swemu oburzeniu usłyszał, jak Jezus pochwala czyn owej kobiety. Zrozumiał, że w tym towarzystwie nie ma co liczyć na realizację swoich planów. Wówczas Judasz Iskariot, jeden z Dwunastu, odszedł do arcykapłanów, aby Go im wydać [Mk 14,10].

Licho nie śpi - głosi przysłowie. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Wasz przeciwnik, diabeł, krąży dookoła niczym ryczący lew, wypatrujący łupu [1Pt 5,8] - ostrzega nauka apostolska. Pycha, pieniądze, kobiety - to trzy główne kierunki diabelskiego natarcia, na których słudzy Boży są atakowani i doznają porażki. Każdy z nas ma jakąś słabość, a szatan jest mistrzem w lokalizowaniu naszej "pięty Achillesa". Trzeba nam bardzo uważać, aby się nie dać wykorzystać szatanowi. Jego intrygi są nam przecież znane [2Ko 2,11]. Nie dawajcie diabłu przystępu [Ef 4,24]. Podporządkujcie się zatem Bogu, przeciwstawcie diabłu, a od was ucieknie [Jk 4,7]. Judasz tak nie zrobił. Szatan skrzętnie to wykorzystał i wstąpił w niego.

Od samego ranka Wielkiej Środy nie przestaję o tym rozmyślać. Jestem wdzięczny Bogu, że wciąż trwam w wierze, ale wiem, że nie ma mocnych. Napatrzyłem się już na upadki ludzi dużo lepszych i pobożniejszych ode mnie. Dlatego kto myśli, że stoi, niech uważa, aby nie upadł [1Ko 10,12].

31 marca, 2026

Odrzucili Najważniejszego?

Rankiem w Wielki Wtorek Jezus powrócił do Jerozolimy i cały dzień spędził w obrębie świątyni. Nauczał i rozmawiał, a ponieważ otaczali Go nieżyczliwi Mu faryzeusze, kapłani i uczeni w Piśmie, sporo mówił do nich w przypowieściach. Po jednej z nich, o dzierżawcach winnicy, dali się wciągnąć w rozmowę. Wtedy Jezus zapytał: Czy nigdy nie czytaliście w Pismach: Kamień, który budujący uznali za nieprzydatny, ten właśnie stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i to budzi podziw w naszych oczach? [Mt 21,42].

Ten natchniony tekst pochodzi z mesjańskiego Psalmu 118. Podobnie jak w gronie starszych braci młodziutki Dawid w ogóle nie był brany pod uwagę, a to właśnie jego wybrał Bóg, by został królem Izraela, tak też stało się z Jezusem z Nazaretu. Żydowscy przywódcy mieli przed sobą w osobie Jezusa prawdziwego Mesjasza, Syna Bożego! Niestety, odrzucili Go. Ich zdaniem należało Go ukrzyżować, a nie uznawać za Chrystusa tj. Pomazańca Bożego. W tym zdumiewającym fakcie kryje się bardzo budująca prawda Słowa Bożego. Pan to sprawił, a nas to zdumiewa - czytamy w przekładzie Biblii Poznańskiej. Z jakiegoś powodu Bóg upodobał sobie ludzi pomijanych i mało znaczących w tym świecie. 

Przyjrzyjcie się, bracia, kto jest wśród was, powołanych? Po ludzku rzecz biorąc, niewielu tam mądrych, niewielu wpływowych, garstka szlachetnie urodzonych. Ale właśnie to, co w oczach świata głupie, Bóg wybrał, aby zawstydzić mądrych. To, co w oczach świata słabe, Bóg wybrał, aby zawstydzić mocnych. To, co w oczach świata uchodzi za niskiego rodu, co wzgardzone — to, co jest niczym, Bóg wybrał, aby unieważnić to, co jest czymś [1Ko 1,26-28]. 

Przysłuchując się temu, co Chrystus Pan mówił w Wielki Wtorek, właśnie tą prawdą wyjątkowo się dzisiaj zachwyciłem. Wszyscy nieważni, pomijani i odrzucani przez świat mogą w niej odnaleźć swoje poczucie wartości. Wystarczy, że z całego serca, osobiście uwierzymy w Jezusa Chrystusa. On, odrzucony przez ważniaków, stał się - z woli Ojca - fundamentem całej budowli! Dlatego Pismo głosi: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany i kosztowny. Kto w Niego wierzy, nie będzie zawstydzony [1Pt 2,6]. Mając dla własnego zbudowania to na uwadze, biorę sobie do serca także inne słowa Jezusa: Uważajcie, abyście nie gardzili żadnym z tych małych, gdyż mówię wam, że ich aniołowie w niebie mają stały dostęp do mojego Ojca, który tam przebywa [Mt 18,18].

30 marca, 2026

Oczyszczający radykalizm

Wielki Poniedziałek wiąże mi się z czynami Jezusa, wskazującymi na potrzebę oraz gotowość także do radykalnych postaw. Przeklęcie bezowocnego drzewa figowego, wypędzenie przekupniów z dziedzińca świątyni i brak zgody, by ludzie skracali sobie drogę, przechodząc przez świątynię - to postawy, które w dzisiejszych czasach mogą szokować niejednego chrześcijanina. Moda na zmienianie obrazu Boga i kościoła na bardziej dostosowany do ludzkich oczekiwań, popularyzowanie postaci Jezusa na podstawie filmu "The Chosen", przedkładanie dobra ludzkich relacji ponad biblijne racje - to wszystko zrobiło i wciąż robi swoje.

Jednak prawda jest nie w dzisiejszych trendach i poglądach, a w Jezusie [Ef 4,21]. Oddajmy więc głos Ewangelii Chrystusowej: A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. I ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi. A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie jego. I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi. I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię. I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zań jaskinię zbójców. I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką jego. A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto [Mk 11,12-19].

Poniedziałkowe czyny i słowa Jezusa wielu ludziom bardzo się nie spodobały. Myślę, że dzisiaj są już nieakceptowalne nawet w środowiskach chrześcijańskich. Przeklinać drzewo z powodu braku owoców, zwłaszcza poza porą owocowania!? Wywracać stoły!? Zatrzymywać i nie wpuszczać osób, które tylko chcą przejść przez świątynię z jakimś naczyniem!? Nieważne, co o tym zachowaniu Jezusa pomyśleli kapłani, tamtejsi handlarze czy zwykli przechodnie. Ważne, jak na to spojrzeli uczniowie Jezusa. Wtedy uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Żarliwość o dom twój pożera mnie [Jn 2,17]. Alleluja! Uczniowie Jezusa skojarzyli zachowanie swego Mistrza z postawą króla Dawida, który w swej gorliwości śpiewał: Stałem się obcy braciom moim i nieznany synom matki mojej, bo gorliwość o dom twój pożera mnie, a zniewagi urągających tobie spadły na mnie [Ps 69,9-10].

Myślę, że będzie nam coraz trudniej naśladować Jezusa takiego, jakim Go naprawdę widzimy na kartach Ewangelii. Z roku na rok robimy się coraz bardziej liberalni i samowolni. Ciśnie mi się do głowy sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy dwóch wchodzących do naszej sali nabożeństw młodzieńców poprosiłem o zdjęcie czapek. Wyjaśniłem, że jest to poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę miejsce zgromadzeń ludu Bożego i ze względu na szacunek do Boga oraz pełnionej tu służby Bożej, powinni je zdjąć. Z jakimż oporem w ich mimice i spojrzeniu musiałem się zmierzyć! Trwało to parę minut i dopiero, gdy powiedziałem, że nie dostosowując się do naszej zasady będą musieli opuścić salę nabożeństw, niechętnie te czapki zdjęli. Prawda jest taka, że coraz bardziej staję się obcy braciom moim, bo widzę już nawet w zborowych grupach muzycznych mężczyzn w kultowych czapkach, prezentujących się tak ludowi Bożemu podczas uwielbiania Boga. 

Chrystus Pan w Wielki Poniedziałek oczyścił świątynię. A co dzisiaj może zdziałać mój radykalizm? Kijem Wisły nie zawrócę. Mogę wszakże zadbać o to, aby ta "Wisła" przynajmniej nie płynęła przez moje własne serce.

29 marca, 2026

Uwielbianie Boga, a ludzkie nauki?

Nadszedł czas Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Chrześcijańskie środowiska przygotowują specjalne programy muzyczne, koncerty i spektakle, zapraszając do wspólnego oddawania czci Jezusowi. Wszyscy jednakowo i zgodnie deklarują chęć jeszcze lepszego uwielbienia Boga. Podobnie jak tłumy wiwatujące na cześć Jezusa  wjeżdżającego do Jerozolimy, tak dzisiejsi chrześcijanie mobilizują się i zwołują Wielkanocne koncerty wielbiące Zmartwychwstałego Chrystusa. Coraz mniej przy tym liczą się osobiste poglądy poszczególnych osób oraz to, czego w ich kręgach naucza się o Jezusie Chrystusie. Każdy jest mile widziany.

Z oddawaniem czci Bogu jest wszakże tak, że Bóg ustanowił ścisły związek pomiędzy czczeniem i uwielbianiem Boga, a nauką głoszoną przez Jego czcicieli. Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie, czczą mnie jednak na próżno, głosząc nauki i zasady ludzkie [Mk 7,6-7] - zacytował Syn Boży proroka Izajasza. Innymi słowy, jeżeli ktoś chce naprawdę czcić Boga, ten nie tylko ma być sercem blisko Boga ale koniecznie powinien głosić oraz wyznawać Boże nauki i zasady, objawione nam w Piśmie Świętym. Jeżeli natomiast ktoś głosi nauki i zasady ludzkie, to choćby nie wiem jak się starał pięknie Bogu grać i śpiewać, czci Go na próżno. Prawdziwe uwielbianie Boga ma być powiązane z respektowaniem i trzymaniem się Słowa Bożego. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].

Jeżeli więc ktoś zaprasza mnie do wspólnego oddawania czci Bogu i świętowania Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, a pomija naukę apostołów Jezusa Chrystusa, bądź reinterpretuje ją i próbuje nadawać jej nowego znaczenia, ten - w świetle Biblii - faktycznie proponuje mi czynienie czegoś na próżno. Gdy jestem zapraszany na koncert uwielbiania Boga przez kogoś, komu od Słowa Bożego droższe są nauki i zasady ludzkie, to wiem, że - z racji mojej miłości do Chrystusa Pana i respektu dla Jego nauki - w takim wydarzeniu nie powinienem brać udziału. Jezus powiedział, że nadchodzi godzina, a właściwie nadeszła, gdy prawdziwi czciciele będą czcili Ojca w duchu i w prawdzie. Takich właśnie czcicieli Ojciec sobie szuka. Bóg jest Duchem, dlatego ci, którzy Go czczą, powinni to czynić w duchu i w prawdzie [Jn 4,23-24]. Tam, gdzie prawda Słowa Bożego jest pomijana i bagatelizowana, tam prawdziwi czciciele Boga nie mają czego szukać.

Jakże jestem szczęśliwy, że mam przywilej czcić Jezusa Chrystusa w towarzystwie i w środowisku osób trwających w nauce apostolskiej. Robiąc to - wprawdzie bez medialnego rozgłosu i przy mniejszej ilości reflektorów - ale w zgodzie z wezwaniem Pisma Świętego, by oddawać cześć Bogu tak, jak mu to miłe: z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28] mogę być pewny, że nasze uwielbianie Boga ma wartość w Jego oczach i nie jest daremne. Chcę wielbić Boga w zgodzie i w powiązaniu z głoszeniem Jego nauki. Chcę to robić w towarzystwie osób, które tej nauki się trzymają.

13 marca, 2026

Nauka, która robi różnicę

Symbole ciała i krwi Syna Człowieczego
W czasie publicznej służby niejeden raz zdarzyło się Panu Jezusowi powiedzieć coś, co bardzo nie spodobało się Jego słuchaczom. Oto jedna z takich sytuacji: Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? Jezus natomiast, wewnętrznie świadomy, że Jego uczniowie szemrają z tego powodu, powiedział do nich: To was zniechęca? Co więc będzie, gdy zobaczycie Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był wcześniej? To Duch ożywia, ciało w niczym nie pomaga. Słowa, które wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda. I dodał: Dlatego wam powiedziałem, że nikt nie może przyjść do Mnie, jak tylko ten, któremu zostało to dane przez Ojca [Jn 6,60-65].

Cóż to była za nauka, która tak poróżniła liczne grono uczniów Jezusa? Otóż Jezus wcześniej przedstawił bardzo istotny i praktyczny przejaw wiary w Niego: Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim [Jn 6,53-56]. Użyte tu w natchnionym tekście greckie słowo sarks jest homonimem. Określa ono ciało w sensie mięsa i fizycznego ciała człowieka, ale także w pismach Nowego Testamentu dość często odnosi się do skażonej grzechem natury człowieka, do jego cielesności i do przyrodzonego, doczesnego porządku rzeczy. 

Ciało Syna Człowieczego stanowi bardzo istotny aspekt Bożego planu zbawienia. Dlatego, w związku z przyjściem na świat, Chrystus mówi: Nie chciałeś ofiary ani daru, lecz przygotowałeś mi ciało [Hbr 10,5]. W celu złożenia ofiary za grzech świata, Syn Boży jako Branek Boży objawił się w ciele. A niezaprzeczalnie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, dostąpił usprawiedliwienia w duchu, widziany był przez aniołów, ogłoszony wśród narodów, zyskał wiarę na świecie, został wzięty do chwały [1Tm 3,16]. Prawda, że Syn Boży przyszedł w ciele najwyraźniej ma ogromne znaczenie, skoro czytamy: Ducha Bożego rozpoznaje się w ten sposób: Wszelki duch, który przyznaje, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele, jest z Boga. Wszelki duch natomiast, który tego o Jezusie nie wyznaje, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta, o którym usłyszeliście, że ma przyjść, i już teraz jest na świecie [1Jn 4,2-3]. Gdyż wielu oszustów wyszło na ten świat. Nie chcą oni przyznać, że Jezus jest Chrystusem i że przyszedł w ciele. Kto tego nie wyznaje, jest oszustem i antychrystem [2Jn 1,7].

Zatem, Syn Boży – jako Baranek Boży - został ukrzyżowany, a tym samym złożony w ofierze za grzech świata. Gdyż i Chrystus raz za grzechy cierpiał, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was przyprowadzić do Boga. Chociaż zabito Jego ciało, został On ożywiony w Duchu [1Pt 3,18]. Śmierć Jezusa w ciele (sarks) staje się przeznaczeniem dla naszej cielesności. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że na krzyż trafia cielesność (sarks), tj. stara natura tych, którzy w Niego uwierzą. Gdyż miłość Chrystusa przenika nas, którzy stwierdziliśmy, że Jeden umarł za wszystkich, a przez to - wszyscy umarli. Umarł zaś za wszystkich, aby ci, którzy żyją, żyli już nie dla siebie, ale dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał [2Ko 5,14-15].

Nadal żyjemy w ciele, ale już nie według ciała. Dobitnie wskazuje na to nauka apostolska. Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. Żyję już nie ja - żyje we mnie Chrystus. Teraz żyję w ciele, lecz żyję, wierząc Synowi Bożemu, który mnie pokochał i wydał za mnie samego siebie [Ga 2,20]. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami [Ga 5,24].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, polega na tym, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności, pozostając w tym samym ciele, zmartwychwstajemy do nowego życia. Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? A zatem za sprawą chrztu zostaliśmy pogrzebani wraz z Nim w śmierć, abyśmy wzorem Chrystusa, który został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca, my również prowadzili nowe życie.

Bo jeśli jesteśmy złączeni z Nim w podobieństwie Jego śmierci, tym bardziej będziemy - w zmartwychwstaniu, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu. Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z Nim będziemy żyć, mając świadomość, że wzbudzony z martwych Chrystus już nie umrze, śmierć już nad Nim nie ma władzy. Gdy bowiem umarł, dla grzechu raz na zawsze umarł, a gdy żyje - żyje dla Boga. Podobnie i wy zaliczajcie siebie do umarłych dla grzechu, a jednocześnie do tych, którzy żyją dla Boga w Chrystusie Jezusie [Rz 6,3-11].

Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, jest trzymaniem się tej prawdy, że po ukrzyżowaniu naszej cielesności i zmartwychwstaniu do nowego życia - pozostając w ciele - żyjemy już według Ducha, a nie według ciała. Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Bo prawo Ducha, właściwe dla życia w Chrystusie Jezusie, uwolniło cię od prawa grzechu i śmierci. Jeśli chodzi o niemoc Prawa, wynikającą ze słabości ciała, to Bóg, przez posłanie swego Syna w postaci grzesznego ciała - jako ofiarę za grzech - potępił grzech w ciele. W ten sposób akt sprawiedliwości Prawa został spełniony w stosunku do nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha - tym, co duchowe [Rz 8,1-5].

Owszem, w każdym prawdziwym chrześcijaninie - pozostającym w ciele ale już nie żyjącym według ciała - z oczywistego powodu dochodzi do swoistego napięcia. W związku z toczącą się w nas walką duchową zdarzają się chwile zwątpienia. Wówczas cielesność czasem bierze w nas górę i przeżywamy rozmaite rozterki. Odkrywam zatem pewne prawo. Otóż, gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło. W moim wewnętrznym człowieku zachwycam się Prawem Bożym. Lecz w moich członkach dostrzegam inne prawo. Walczy ono przeciwko Prawu, za którym opowiada się mój rozum, i bierze mnie w niewolę prawa grzechu, rządzącego w moich członkach. Nędzny ja człowiek! Kto mnie wybawi z tego ciała śmierci? [Rz 7,21-24]. Dlatego tak bardzo ważne jest, abyśmy nie ulegali tym chwilowym wahnięciom, lecz mocno trzymali się nauki apostołów Jezusa Chrystusa. Podkreślam natomiast: Żyjcie w Duchu, a na pewno pokonacie żądzę ciała. Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie [Ga 5,16-17].

Niezwykle ważne jest, abyśmy myśląc o naszej cielesności i zmagając się z nią, wzorowali się na tym, co stało się z ciałem Syna Człowieczego. Prawda o Jego ciele – wyznacza nam kierunek myślenia i postępowania. Mając na uwadze ciało Syna Człowieczego - karmimy się nim, wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało zniszczone i abyśmy już dłużej nie byli zniewoleni przez grzech. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu [Rz 6,6-7]. Ciało Syna Człowieczego głosi nam, że rozwiązania problemu naszej cielesności należy szukać na krzyżu! Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie [Mk 8,34] – powiedział Pan.

Taka jest nauka Chrystusowa i ona robi różnicę! Kto wierzy w Chrystusa, ukrzyżował ciało swoje wraz z jego namiętnościami oraz pragnieniami. Jednak nasza cielesność jest jak fabryka grzechu. Zanim przez wiarę w pełni się z nią rozprawimy, wciąż wznawia swą produkcję. Zatem za każdym razem, gdy zgrzeszymy, potrzebujemy przebaczenia i oczyszczenia. I wtedy w sukurs przychodzi krew Syna Człowieczego. Właściwie, według Prawa, niemal wszystko oczyszcza się krwią i bez przelania krwi nie ma przebaczenia [Hbr 9,22]. O, ta krew, ta droga krew, zgładza grzech i Boży gniew! Strzeże mnie i w wątpień noc tej drogiej krwi cudowna moc - śpiewamy w refrenie jednego z hymnów - a krew Jezusa, Jego Syna, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli zaprzeczamy, że popełniliśmy grzech, sami siebie oszukujemy, jesteśmy dalecy od prawdy. Jeśli przyznajemy się do naszych grzechów, On jest wierny i sprawiedliwy - przebaczy nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości [1Jn 1,7-9]. Podkreślmy tu wszakże konieczność każdorazowego wyznania grzechu i ukorzenia się przed Bogiem w celu dostąpienia przebaczenia i oczyszczenia. Drogie dzieci, piszę o tym, abyście nie popełniali grzechu. A jeśliby ktoś zgrzeszył, mamy Opiekuna u Ojca, Jezusa Chrystusa - Sprawiedliwego. On jest przebłaganiem za nasze grzechy. Lecz nie tylko za nasze. Również za grzechy całego świata [1Jn 2,1-2].

Wierzyć w to, że nasza cielesność wraz z Chrystusem trafiła na krzyż i codziennie traktować siebie jako martwego dla grzechu, a żyjącego dla Boga w Chrystusie Jezusie - to czyni wielką różnicę! Wiara w oczyszczające i usprawiedliwiające działanie krwi Chrystusa stanowi całkowicie skuteczną broń przeciwko oskarżeniom diabła. Kto ma oskarżać wybranych przez Boga? Przecież Bóg usprawiedliwia. Kto ma potępiać? Jezus Chrystus, który umarł - więcej, który zmartwychwstał i przebywa po prawicy Boga - On przecież wstawia się za nami [Rz 8,33-34]. Nie damy się już pognębić oskarżeniom diabła. Grzech już nie ma prawa nad nami panować, a gdy zdarzy się nam zgrzeszyć, wyznajemy nasz grzech i dzięki krwi Jezusa mamy pełne przebaczenie!

Tak w praktyce wygląda wiara w Jezusa Chrystusa i wynikający z niej proces uświęcenia, bez którego nikt nie zobaczy Pana [Hbr 12,14]. Symbolicznie rzecz ujmując - trzeba nam codziennie jeść ciało i pić krew Syna Człowieczego. Taka jest nauka Chrystusa i ona robi różnicę! Po wysłuchaniu tych słów wielu spośród Jego uczniów stwierdziło: Twarda to nauka, kto ją zdoła stosować? [Jn 6,60]. W gromadzie uczniów grupujących się wokół Jezusa, całkiem sporo było jednak takich, którzy faktycznie Mu nie wierzyli. Nauka Chrystusowa ujawniła ich niewiarę. Są jednak pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, kto nie wierzy, i kim jest ten, który Go wyda [Jn 6,64]. Nauką o spożywaniu ciała Syna Człowieczego i piciu Jego krwi, Jezus niejako wywołał wilka z lasu. Przez to wielu spośród Jego uczniów zawróciło i przestało z Nim chodzić [Jn 6,66].

Prawdę mówiąc, - w natchnieniu Ducha napisał potem św. Paweł - nawet powinno dochodzić między wami do rozłamów, aby wyszło na jaw, kto wśród was prawdziwie wierzy [1Ko 11,19]. Owszem, źle się dzieje, gdy różnica między chrześcijanami powstaje z powodów socjalnych lub ambicjonalnych. Co innego, gdy różnicę robi nauka Chrystusowa. Wówczas Jezus zwrócił się do Dwunastu: Czy wy też chcecie odejść? Szymon Piotr odpowiedział: Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. My zaś uwierzyliśmy i jesteśmy pewni, że Ty jesteś Chrystusem, Świętym Bożym [Jn 6,67-69]. Wiara w Jezusa Chrystusa nierozerwalnie związana jest z przyjęciem i trzymaniem się Jego nauki.

Chrystus Pan wiedział, że Jego nauka wywoła rozdźwięk. Nie przemilczał jednak sprawy karmienia się Jego ciałem i picia Jego krwi. Nie starał się utrzymywać uczniów przy sobie za cenę pomijania ważnych, aczkolwiek trudnych zagadnień. Czasem jest tak, że z powodu głoszenia nauki Chrystusowej, jacyś ludzie sami odchodzą, bo nie mogą znieść jej bezkompromisowego charakteru. Bywa jednak i tak, że osoby trzymające się zdrowej nauki są zmuszone, by się oddzielić, gdy większość społeczności daje się uwieść jakiejś nowej nauce. Jeśli ktoś przychodzi do was, a nie przynosi właściwej nauki, tego nie przyjmujcie do domu ani nie nawiązujcie z nim bliższych stosunków! [2Jn 1,10]. Na wiele spraw można przymknąć oko i przełknąć różne nieprawidłowości. Nie wolno jednak godzić się na przekręcanie tego, co przekazał nam Chrystus. Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty![Ga 1,9].

Umocnijmy się w postanowieniu, że będziemy trwać w nauce Chrystusowej. Dzięki niej możemy zgasić wszystkie ogniste pociski złego [Ef 6,16]. Ona robi różnicę zarówno w naszym własnym myśleniu i postępowaniu, jak też w składaniu świadectwa o Jezusie. Mało tego, nauka Chrystusowa ujawnia też rozmaite różnice wpośród chrześcijan. Czy nie Ja was, Dwunastu, wybrałem? A jeden z was jest diabłem. Mówił to o Judaszu, synu Szymona Iskariota, gdyż on - jeden z Dwunastu - miał Go wydać [Jn 6,70-71]. Właśnie dlatego i mimo tego, będziemy w Niego wierzyć! Innymi słowy, będziemy spożywać Jego ciało i pić Jego krew. Będziemy wierzyć, że nasza cielesna natura została ukrzyżowana, a ofiara krwi Jezusa oczyszcza nas i usprawiedliwia od wszelkiego grzechu! Choćby nas miało zostać tylko jedenastu, będziemy trwać w nauce apostolskiej! 

To nic, że tak wielu i dzisiaj zawraca, i przestaje wierzyć w Jezusa Chrystusa, dając się zwieść różnorodnym obcym naukom [Hbr 13,9]. Normalne, że nauka Chrystusa robi różnicę. Nie od dzisiaj jedni odchodzą, a drudzy przychodzą. Nie jesteśmy tym zaskoczeni. W takich sytuacjach zachowujmy się jak Jezus. Módlcie się też, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, ponieważ wiara nie jest rzeczą wszystkich [2Ts 3,2].

12 marca, 2026

Uwaga! Homonim

Mamy w języku polskim trochę słów zwanych homonimami, które w pisowni i brzmieniu są takie same, a mają różne znaczenie. Zamek, para, bal, pokój - usłyszane w oderwaniu od kontekstu - mogą okazać się bardzo mylące. Tak właśnie jest z występującym w Nowym Testamencie, greckim słowem sarks, które na język polski tłumaczymy jako ciało. Raz to słowo będzie znaczyć po prostu - mięso, ciało, człowieka w jego fizycznej formie, a innym razem oznacza cielesność, cielesną naturę i doczesny porządek rzeczy wynikający z tej natury.

Zobaczmy to na konkretnym przykładzie. W Liście do Rzymian czytamy: Bo ci, którzy są według ciała, kierują się tym, co cielesne, ci zaś, którzy są według Ducha — tym, co duchowe. Bo to, ku czemu dąży ciało, sprowadza się do śmierci, a to, ku czemu Duch — do życia i pokoju. Stąd cielesne dążenia są przeciwne Bogu. Nie poddają się one Prawu Boga, nawet nie są w stanie. Ci zaś, którzy są według ciała, Bogu podobać się nie mogą [Rz 8,5-8]. W innym zaś miejscu ten sam autor w natchnieniu Ducha napisał: Mam też nadzieję, że (…) Chrystus będzie wywyższony w moim ciele, czy zostanę przy życiu, czy skażą mnie na śmierć. Bo dla mnie życie to Chrystus, a śmierć — to zysk. Jeśli już żyć w ciele, to dla owocnej pracy. Co bym wolał? — Nie wiem. Pociąga mnie jedno i drugie. Chciałbym stąd odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze. Jednak pozostać w ciele — to dla was korzystniejsze. Tak. Wiem, że pozostanę. Będę przy was wszystkich, byście robili postępy i czerpali radość z wiary [Flp 1,20-25].

Gdy czytamy Biblię, zawsze trzeba nam brać pod uwagę kontekst. Często nauka apostolska dotyczy ciała, jako cielesności, tj. ludzkiej natury skażonej grzechem i przestrzega, abyśmy wystrzegali się życia według ciała. Natomiast zupełnie inaczej należy myśleć o ciele, gdy czytamy, że Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy [Jn 1,14]. Albo: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.  Gdyż moje ciało jest prawdziwym pokarmem, a moja krew jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, trwa we Mnie, a Ja w nim [Jn 6,54-56] – powiedział Jezus.

Chociaż z jednej strony ciało w niczym nie pomaga [Jn 6,63], to z drugiej strony Słowo Boże wskazuje na wartość życia w ciele. Zachęcam was zatem, bracia, ze względu na miłosierdzie Boże, abyście oddali swoje ciała na ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu — jako wyraz waszej rozumnej, wypływającej z głębi ducha służby [Rz 12,1]. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? Oraz, że już nie należycie do siebie samych? Gdyż za ogromną cenę zostaliście kupieni. Chwalcie zatem Boga w waszym ciele [1Ko 6,19-20].

PS. Innym przykładem biblijnego homonimu jest gr. kosmos, rozumiane jako wszechświat, świat, ziemia, ludzie ale także jako - ten świat, ład, system, porządek rzeczy. Wszyscy zachwycamy się błogosławioną prawdą o miłości Boga do świata. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby wydał On na świat wyrok, lecz aby świat został przez Niego zbawiony [Jn 3,16-17]. Z drugiej zaś strony Biblia wzywa: Nie kochajcie świata ani tego, co go napędza. Kto darzy miłością świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo to wszystko, co steruje światem: żądze ciała, żądze oczu oraz pycha życia, nie pochodzi od Ojca. To należy do świata. Świat natomiast przemija, a wraz z nim jego żądze. Ten zaś, kto pełni wolę Boga, trwa na wieki [1Jn 2,15-17].

26 lutego, 2026

Trzydzieści lat w jednej szufladzie

Rok 2026 - to  trzydziesta rocznica powstania Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Chociaż dokładną datą formalnych narodzin Zboru jest 21 kwietnia 1996 roku, to już od początku owego pamiętnego roku przygotowywaliśmy miejsce jego zgromadzeń i przeżywaliśmy szczegóły dotyczące powstającej społeczności. Zrozumiałe więc, że i teraz zacząłem przeżywać ten jubileusz już od początku roku.

Jednym ze sposobów, w jaki pragnę podsumować trzydzieści lat istnienia Centrum Chrześcijańskiego NOWE ŻYCIE - wszystkim wyrażając wdzięczność za obecność i współpracę, a nade wszystko dziękując za te lata Bogu - jest przegląd fotografii z mojej cyfrowej szuflady. Oto trzy dekady naszej wspólnoty, zaprezentowane na zdjęciach pochodzących z moich osobistych zasobów. Wprawdzie im lata bardziej odległe, tym dokumentacja uboższa i gorszej jakości, ale jednak wzruszam się i rozpływam we wdzięczności Bogu za każdą osobę, miejsce, wydarzenie i okoliczność, które współtworzyły naszą historię. Opowiadając ją za pośrednictwem zwykłych fotografii, pragnę oddać chwałę Bogu i docenić Jego błogosławieństwo, które w naszym zborze polegało nie na szumnych słowach i wyczynach, a na wiernym trwaniu w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach [Dz 2,42].

Cały przegląd fotograficzny sporządziłem w formie wideo-pokazu, podzielonego na poszczególne lata, dzięki czemu łatwo można sięgnąć do wybranego roku i zobaczyć, czym mniej więcej żyliśmy wówczas w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE, a tym samym i ja osobiście. Jeśli nawet niektóre fotki komuś nic ważnego nie powiedzą, niech wie, że za każdą z nich kryją się jakieś ważne dla mnie wspomnienia i emocje, o których przy okazji chętnie mogę opowiedzieć. Niektóre chwile były naprawdę trudne i jakże jestem wdzięczny Bogu, że teraz, w ostatnich latach mojej posługi, mogę się cieszyć podarowaną nam przez Boga na własność urokliwą posesją. Chłonę tu każdą chwilę, otoczony pobożnymi ludźmi i bogatą zielenią, przekonany o tym, że miejsce to okaże się błogosławieństwem Bożym i duchową ostoją także dla wielu nowych osób.   

Jedną z wielu refleksji, jakie nasuwają mi się w wyniku przeglądu tych fotografii, jest kruchość naszego życia ale - niestety - także chwiejność naszych postaw, przyrzeczeń i postanowień. Niektórych kochanych braci i sióstr już nie widzę na co dzień, bo upodobało się Bogu odwołać ich z tego świata. O wiele więcej osób wszakże ubyło spośród naszego grona czcicieli Chrystusa Pana, chociaż nadal żyją i nigdzie nie wyjechali. Ślubowali, że będą naśladować Jezusa aż po kres swoich dni. Przyrzekali swoim współmałżonkom, że będą z nimi w dniach dobrych i złych, i że nigdy ich nie opuszczą. Byli przekonani o swoim powołaniu i podjęli się służby w naszej społeczności. Lecz już nie naśladują Jezusa. Nie trwają w małżeństwie i nie pełnią służby Bożej. Wspominam ich i modlę się o ich powrót do Boga, a ta fotograficzna retrospekcja mocno mnie do tej modlitwy pobudziła. Tym bardziej też dziękuję Bogu za osoby wiernie trwające przy Panu Jezusie i przez całe dekady aktywne w naszym Zborze.

W myśl wezwania: Zapamiętaj też całą drogę, którą PAN, twój Bóg, prowadził cię przez te czterdzieści lat po pustyni, aby nauczyć cię uległości, wypróbować cię i poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie [5Mo 8,2] zaczynam od zdjęć najnowszych i powoli zanurzam się w przeszłość, aby rozbudzić świadomość mnogości tego, co Bóg dał mi przeżyć w społeczności naszego Zboru i aby wypełnić się wdzięcznością Bogu za wszystkie minione lata.

Gdyby ktoś chciał zrobić to ze mną, to serdecznie zapraszam. Klikajcie: 2025. 2024. 2023. 2022. 2021. 2020. 2019. 2018. 2017. 2016. 2015. 2014. 2013. 2012. 2011. 2010. 2009. 2008. 2007. 2006. 2005. 2004. 2003. 2002. 2001. 2000-1996.

15 lutego, 2026

Za mną, czy ze mną?

Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE, A.D. 2000
W każdym środowisku istnieje całkiem niemało osób noszących w sobie chęć wpływania na innych. Przywódcze charaktery ujawniają się już od piaskownicy. Mocniej dochodzą do głosu w szkolnej grupie rówieśniczej i zabarwiają stan emocjonalny nastolatków. Prawie każdy chce być duszą towarzystwa, być lubianym, być w centrum uwagi i mieć jak najwięcej zwolenników. Gdy towarzystwo tego nie uznaje, zazwyczaj zabieramy swoje zabawki i szukamy dla siebie innego miejsca. Rozglądając się za otoczeniem, w którym ludzie bardziej docenią naszą wyjątkowość, szybko odkrywamy, że w tym celu najprościej jest utworzyć własną grupę przyjaciół. Tak powstają kręgi towarzyskie i tak funkcjonują społeczeństwa od zarania dziejów.

Duchowe odrodzenie z wody i z Ducha Świętego, powiązane z ukrzyżowaniem zainfekowanych grzechem naturalnych pragnień, czyni nas naśladowcami Jezusa Chrystusa. Narodzeni na nowo, zostajemy uwolnieni od potrzeby ciągłej afirmacji ze strony otoczenia. Stajemy się wyznawcami i czcicielami Pana Jezusa. Zasada - On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym [Jn 3,30] sprawia nam taką radość, że już nie łakniemy ludzkiej aprobaty i pochwały. Dopiero spośród tak rozkochanych w Chrystusie Jezusie osób, Duch Święty powołuje przywódców chrześcijańskich. Takich, którzy zgodnie z Jego kierownictwem prowadzą ludzi ku Chrystusowi, a nie mają upodobania w sobie samych [Rz 15,1], bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym [Rz 15,3].

Problem w tym, że wiele uchodzących za chrześcijan osób nie doznało tej głębokiej przemiany. Mienią się naśladowcami Chrystusa, a wciąż żywią w sobie potrzebę tego, by błyszczeć. Chcą przewodzić innym, w gruncie rzeczy nie po to, żeby wspólnie razem podążać za Jezusem, lecz żeby pociągać ludzi ku sobie i za sobą. Obecność takich osobników dostrzegł apostoł Paweł w gronie przywódców zboru efeskiego, skoro w natchnieniu Ducha zapowiedział: Również spomiędzy was samych powstaną ludzie mówiący rzeczy przewrotne, aby pociągnąć za sobą uczniów [Dz 20,30]. Działający zgodnie z Duchem Bożym przywódca nie przyciąga ludzi do siebie. Nie przywiązuje ich emocjonalnie do siebie. Unika tego jak ognia. Owszem, śmiało staje na czele. Jak najbardziej chce innych prowadzić, ale zawsze w myśl zasady: Bądźcie moimi naśladowcami, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa [1Ko 11,1]. Stając ramię w ramię z braćmi i siostrami w wierze, prowadzi ich we wspólnym poświęceniu się Chrystusowi Panu i oddawaniu Mu chwały.

Swego czasu, już po zmartwychwstaniu, Chrystus Pan zadał Piotrowi pytanie: Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci? Rzekł mu: Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję. Rzecze mu: Paś owieczki moje [Jn 21,15]. Aż trzykrotnie trzeba było Piotrowi to uświadomić, że podstawowym warunkiem prawdziwego przywództwa chrześcijańskiego nie są naturalne cechy przywódcze, a szczera miłość do Jezusa. Chodzi o to, aby osobistym przykładem, każdym słowem, czynem i gestem przyciągać ludzi do Boga, a nie pociągać ich za sobą. Potrafią to tylko osoby prawdziwie rozkochane w Jezusie.

08 lutego, 2026

Zgubna niezależność

W kręgach ludzi ewangelicznie wierzących jest całkiem sporo ludzi mocno podkreślających swą niezależność. Uznając ją wręcz za cnotę, nie potrafią na dłuższą metę poddać się pod jakikolwiek autorytet. Owszem, przyłączają się czasem do jakiegoś zboru, ale wkrótce coś im zaczyna się w nim nie podobać i "duch" prowadzi ich gdzieś dalej... Sami tak wędrując, pociągają za sobą ludzi podobnego pokroju. Tak tworzy się coraz większe grono osób od nikogo niezależnych, a przy tym mocno przekonanych o poprawności swych postaw.

Jednym z charakterystycznych następstw takiej postawy jest podatność na zwiedzenie. Ciśnie mi się teraz do głowy co najmniej kilka konkretnych przykładów osób, które - chociaż przewinęły się przez wiele społeczności - nie znalazły dla siebie miejsca w żadnej wspólnocie ze zdrową nauką, o ustabilizowanej przez dekady działalności i jasno określonej przynależności kościelnej. Wszędzie problemem była chęć szybkiego oddziaływania na wspólnotę, a zarazem niezdolność do poddania się uznanym w niej zasadom i przywódcom. Opuszczając zbór, osoby te - w deficycie przynależności - łatwo otwierają się na kontakt z ludźmi uchodzącymi za niezwykłych i głoszącymi wzniosłe rzeczy. Problem w tym, że zazwyczaj są to samozwańczy pastorzy i nauczyciele, którzy także nikomu nie podlegają. Dodajmy, że jeżeli komuś należącemu do zboru zdarzy się zachwyt jakąś szemraną postacią, inni bracia uświadomią mu to i zawrócą go z jego błędnej drogi. Lecz kto ma pomóc człowiekowi, który stał się autorytetem sam dla siebie?

A źli ludzie, zwodziciele, sami błądząc i drugich w błąd wprowadzając, pogrążać się będą w zło coraz bardziej. Ty natomiast trwaj przy tym, czego się nauczyłeś i co uznałeś za godne wiary, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Również dlatego, że od dziecka znasz Pisma święte, które mogą ci dać mądrość, prowadzącą do zbawienia przez wiarę, jaką mamy w Chrystusie Jezusie [2Tm 3,13-15].

Czas pokaże, że działalność niezależnych osób i tworzonych przez nich grup, ma charakter sezonowy. Ich pociągająca duchowość, rzekoma odkrywczość i składane przez nich obietnice niesamowitych przeżyć, wkrótce sczezną na niczym. W niektórych zaś przypadkach zakończy się to skandalem i wielkim zgorszeniem, a już na pewno zdrenowaniem kieszeni zwolenników. W tej sytuacji serdecznie zachęcam do trzymania się istniejących, sprawdzonych przez lata zborów, prowadzonych przez grono Starszych i przynależących do ewangelikalnych kościołów o uznanym powszechnie wyznaniu wiary. Należy się do nich przyłączyć lub powrócić, jeżeli daliśmy się z nich wyprowadzić. Prowadźmy swe życie w posłuszeństwie Słowu Bożemu, co polega także na uległości wobec braci.

04 lutego, 2026

Czy uwielbiasz jak Jezus?

Od lat mamy swoje pomysły na uwielbianie Boga. Przeznaczamy na to lwią część spotkań i nabożeństw, komponujemy muzykę, piszemy piosenki, zwołujemy koncerty uwielbienia, szkolimy się i mobilizujemy, aby robić to jak najlepiej. W wyniku osobistych przeżyć chrześcijańskich twórców, z inspiracji Ducha Świętego i w zgodzie z Pismem Świętym, powstało wiele wspaniałych utworów wielbiących Boga. Korzystamy z nich w zgromadzeniach lokalnych zborów, podczas konferencji chrześcijańskich oraz na spotkaniach grup domowych. Zachwycamy się Bogiem i Panem naszym, Jezusem Chrystusem. Wspólnie uwielbiamy Go, śpiewając Mu i grając.

Uwielbianie Boga to jednak coś więcej, niż tylko muzyczna część nabożeństwa. Pod koniec swojej ziemskiej działalności Jezus powiedział: Ja Ciebie uwielbiłem na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które mi powierzyłeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,4-5). W przekładzie Biblii Poznańskiej: Ja wsławiłem Ciebie na ziemi, doprowadziwszy do końca dzieło, które Mi dałeś do wykonania. Jakie dzieło Jezus miał na myśli?

Zadaniem przychodzącego na świat Syna Bożego było uwolnienie ludzi z niewoli grzechu. On bowiem wybawi swój lud z jego grzechów (Mt 1,21) - zapowiedział anioł Pański. W ludzkiej postaci Jezusa z Nazaretu – Syn, jako Baranek Boży - miał złożyć swoje życie w ofierze za grzech świata i w ten sposób dokonać usprawiedliwienia wszystkich, którzy uwierzą w Niego. Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (Jn 3,16). Dodajmy, że nie czekało Go na ziemi nic miłego. Gdyż Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Syn Boży ochotnie zmierzył się z tym zadaniem. Oznajmiłem zatem: Przychodzę! — W zwoju księgi napisano o mnie — Pragnę czynić Twą wolę, mój Boże, Twoje Prawo tkwi głęboko w mym wnętrzu (Ps 40,7-8). Jezus od wczesnych lat miał na uwadze to, aby w bojaźni Bożej wykonać wolę Ojca. Już w wieku dwunastu lat był na to wyraźnie nastawiony. Wtedy Jezus im odpowiedział: Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że w tym, co jest mego Ojca, Ja być muszę? (Łk 2,49). Tuż przed męczeńską śmiercią powiedział: Ojciec dlatego Mnie kocha, że Ja oddaję swoje życie, by następnie je odzyskać. Nikt nie odbiera mi życia. Oddaję je z własnej woli. Mam prawo je oddać i mam prawo je odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca (Jn 10,17-18). Potwierdził to, gdy już został przybity do krzyża. Następnie Jezus, świadomy, że się już wszystko wykonało, powiedział: Chcę pić. I tak wypełniły się słowa Pisma. Stało tam zaś naczynie pełne winnego octu. Owinęli zatem hizop gąbką nasączoną winnym octem i podali Mu do ust. A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha (Jn 19,28-30).

Jezus Chrystus całkowicie wypełnił swoje zadanie na ziemi i w ten sposób uwielbił Ojca. A teraz Ty, Ojcze, uwielbij Mnie u siebie samego tą chwałą, którą miałem u Ciebie, zanim zaistniał świat (Jn 17,5) – powiedział w sławnej modlitwie. I Ojciec tak uczynił. Wywyższył Jezusa! A gdy już stał się człowiekiem, uniżył się tak dalece, że był posłuszny nawet w obliczu śmierci, i to śmierci na krzyżu. Dlatego Bóg szczególnie Go wywyższył i obdarzył imieniem znaczącym więcej niż wszelkie inne, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie, na ziemi, pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem — na chwałę Boga Ojca (Flp 2,7-11).

Podobnie jest z wiernymi naśladowcami Jezusa Chrystusa. Gdy uwielbią Boga wypełniając do końca Jego wolę, mogą być pewni tego, że Chrystus Pan uhonoruje i wynagrodzi ich posłuszeństwo i wytrwałość. Takie świadectwo w natchnieniu Ducha Świętego złożył apostoł Paweł. Toczyłem piękny bój. Bieg ukończyłem. Wiarę — zachowałem. Teraz czeka na mnie wieniec sprawiedliwości, który w tym Dniu da mi Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie — da go wszystkim, którzy z utęsknieniem oczekują Jego przyjścia (2Tm 4,7-8). Bywa nawet, że chrześcijanie już tutaj, pod koniec ziemskiego życia, zbierają owoce dobrego wypełniania swych obowiązków. Na przykład, prawdziwie wierzącej wdowie nauka apostolska zapewnia na sędziwe lata opiekę i wsparcie zboru, gdyby z jakiegoś powodu nie miała go ze strony dzieci lub wnuków. Na listę wdów można wpisać kobietę, która liczy co najmniej sześćdziesiąt lat, żonę jednego męża, taką, której można wystawić piękne świadectwo: że wychowała dzieci, że udzielała gościny, umiała umyć świętym nogi, niosła ulgę prześladowanym i podejmowała się wszystkich innych, dobrych dzieł (1Tm 5,9-10).

Podsumowując, Jezus pokazał nam, jak On – będąc na ziemi - uwielbił Ojca. W naszym pojmowaniu dobrego uwielbiania często skupiamy się na muzyce, słowach i gestach. Potrafimy pięknie grać i śpiewać, tańczyć i wywoływać szereg wrażeń wizualnych, oczywiście jak najbardziej z myślą o jeszcze lepszym uwielbieniu Boga. Tymczasem Jezus, chociaż także śpiewał chwalebne psalmy, miał następujący dowód na uwielbienie Ojca: - Bo wykonałem zadanie, które Mi zleciłeś. - Przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. - Dokończyłem sprawę, którąś mi dał, abym ją czynił. Właśnie na ten aspekt uwielbienia, Słowo Boże zwraca tu naszą uwagę. Zbyt często bowiem coś dobrego zaczynamy, a nie doprowadzamy spraw do końca. Obiecujemy, a nie dotrzymujemy słowa. „Od początku, na przestrzeni wieków, wszystko co tylko było powierzane przez Boga człowiekowi, kończyło się nieodmiennie fiaskiem i zawodzeniem. Adam w Edenie, Noe w nowym po-potopowym świecie, Izrael w Kanaanie, dom Dawida w odpowiedzialności wobec tronu, dom Lewiego wobec świątyni. Także i poganin z władzą jako ziemski bóg, Kościół jako świecznik. Wszystko, wszystko upadało” (Dobry Zasiew, 1 lutego 2026).

Dzięki Jezusowi stało się dla nas możliwe, abyśmy zaczęli osiągać Jego poziom uwielbiania Ojca. On wybrał nas nie tylko po to, byśmy Mu pięknie pośpiewali, lecz abyśmy wypełniali Jego wolę. Podobnie jak człowiek wybierający się w podróż zostawia swój dom, daje władzę swoim sługom, każdemu jego zadanie, odźwiernemu zaś nakazuje, aby czuwał… (Mk 13,34), tak Chrystus Pan każdemu dał jakieś zadanie. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, żebyście szli i przynosili owoc, a wasz owoc trwał (Jn 15,16). Uwielbienie Boga nieodłącznie wiąże się z ochotnym i posłusznym wykonywaniem aż do końca powierzonych nam przez Boga zadań. Nie może tak być, że ktoś uwielbia Boga na scenie, ba, nawet innych uczy jak to robić, a nie wywiązuje się z wynikających ze Słowa Bożego życiowych obowiązków.

W jaki sposób odczytujemy wolę Bożą i odbieramy zadania od Boga? Część z nich wynika już z samych uwarunkowań naturalnych. Przesądza o tym nasza płeć, wiek czy miejsce urodzenia, bo Słowo Boże inne obowiązki nakłada na kobiety, inne na mężczyzn, a jeszcze inne na dzieci. Spora część obowiązków chrześcijańskich powstaje w rezultacie naszych osobistych decyzji życiowych. Na przykład, zawierając związek małżeński, zapisując się na studia czy podpisując umowę o pracę – zobowiązujemy się tym samym do szeregu czynności i postaw. Niektóre zadania zostają nam powierzone przez Starszych lokalnego zboru. Nauczanie dzieci w szkółce niedzielnej, służba socjalna, utrzymanie porządku w domu modlitwy, moderowanie spotkań młodzieży, prowadzenie grupy domowej – to dzieła Boże wymagające ochotnej i wiernej realizacji przez całe lata. Bywa też, że na skutek objawienia Bóg powołuje nas do zadań szczególnych. Na przykład, wysyła nas gdzieś na zagraniczne pole misyjne albo wskazuje miejscowość w kraju, gdzie powinniśmy zamieszkać, ewangelizować ją i założyć w niej chrześcijańską wspólnotę.

Nie trzeba tu podkreślać, że podstawowym obowiązkiem każdego człowieka, jest nawrócenie się do Boga. Ponieważ wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy - każdy na własną drogę (Iz 53,6), potrzebujemy powrócić do “ustawień fabrycznych”. Bóg powołał nas do życia po to, abyśmy żyli dla Niego, sprawiali Mu radość i oddawali chwałę Bogu. Bój się Boga i przestrzegaj jego przykazań, bo to jest obowiązek każdego człowieka (Kzn 12,13). Trzeba się więc ukorzyć przed Bogiem, przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpić odpuszczenia grzechów i pojednać się z Bogiem. Trzeba narodzić się na nowo, stać się dzieckiem Bożym, przyjąć Ducha Świętego i zacząć żyć dla Jego chwały. W przypadku, gdy już byliśmy sługami Bożymi, a zawiedliśmy i opuściliśmy swoje stanowisko, także - dzięki łasce Bożej - możemy i powinniśmy się nawrócić. Tylko tacy bowiem ludzie liczą się u Boga i mogą Go uwielbiać poprzez wykonywanie Jego dzieł.

Jak należy naśladować Jezusa i Jego apostołów w uwielbianiu Boga poprzez dokonywanie powierzonych nam zadań? Gdy jesteśmy niepełnoletni, to naszym podstawowym, nakazanym nam przez Boga zadaniem jest posłuszeństwo rodzicom. Dzieci, bądźcie we wszystkim posłuszne rodzicom, gdyż to jest miłe Panu. (Kol 3,20). Gdy żyjemy w związku małżeńskim to jesteśmy zobowiązani przed Bogiem do wywiązywania się ze złożonego ślubowania małżeńskiego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości! (Ml 2,15). Tym z kolei, którzy żyją w małżeństwie, podaję nakaz — nie mój, lecz Pański: Niech żona nie odchodzi od męża (1Ko 7,10). A zatem niechaj i każdy z was miłuje żonę swoją, jak siebie samego, a żona niechaj poważa męża swego [Ef 5,33]. Gdy jesteśmy rodzicami, to znaczy, że otrzymaliśmy od Boga zadanie należytego wychowania swoich dzieci i uwielbiania Go poprzez przykładanie się do tego. Natomiast wy, ojcowie, nie pobudzajcie swoich dzieci do gniewu. Wychowujcie je według wyraźnych reguł oraz wskazań Pana (Ef 6,4). Pracownikom możemy podpowiedzieć, że uwielbią Boga, gdy - jako chrześcijanie - uczciwe wykonywać będą swoje obowiązki w pracy, wyznaczane im przez zwierzchników. Niewolnicy, z całą odpowiedzialnością podporządkowujcie się woli panów, nie tylko dobrych i łagodnych, ale także przykrych (1Pt 2,18). Nie inaczej jest w pełnieniu posługi kościelnej. Kto wziął się za jakąś służbę, powinien wiernie ją pełnić, aż do czasu gdy ją wykona lub zostanie odwołany ze swojego stanowiska. Starsi Zboru uwielbią Boga, gdy stosować się będą do następującej instrukcji: Paście stado Boże, powierzone wam w opiekę, nie z przymusu, lecz chętnie, po Bożemu. Nie dla brudnego zysku, lecz z oddaniem. Nie jak ciemięzcy poddanych, lecz jako wzór dla stada. A gdy się ukaże Arcypasterz, otrzymacie wiecznie świeży wieniec chwały (1Pt 5,2-4).

Syn Boży przyszedł na ziemię z konkretnym zadaniem i je w pełni wykonał. A my? Znakomita większość z nas zawarła przymierze z Bogiem przez chrzest, a to przecież zobowiązuje! Pamiętam, że w czasie chrztu ślubowałem Panu Jezusowi, że będę Go naśladował i Mu służył aż po kres moich dni. Każdy z nas ma jakąś życiową rolę do spełnienia. Obiecałem mojej żonie, że będę ją miłował, szanował, troszczył się o nią zarówno w dniach dobrych, jak i złych, że będę się nią opiekował i nie opuszczę jej aż do śmierci. By w moim życiu uwielbić Boga, nie wystarczy, że wzniosę ręce i zaśpiewam Mu kilka uwielbiających pieśni. Uwielbię Boga, gdy dotrzymam złożonej przysięgi małżeńskiej. Każdy z nas jest do czegoś zobowiązany. Każdy dał jakieś słowo.

Oczywiste, że zadania są dla nas wyzwaniem. Stawiamy im czoła począwszy od prostych poleceń rodziców w dzieciństwie po wielkie projekty zawodowe i społeczne w sile wieku. W przypadku Jezusa wypełnienie powierzonego Mu dzieła wymagało ekstremalnie wielkiego oddania i poświęcenia. On stanął na wysokości zadania i należycie uwielbił Ojca. A my? Czy uwielbiamy jak Jezus? Przyłóżmy się do tego! Owszem, nadal uwielbiajmy Boga w zgromadzeniu śpiewając Mu i grając, lecz róbmy to także poprzez wypełnianie do końca poleceń, jakie od Niego otrzymujemy.

03 lutego, 2026

Jaki klimat tworzysz wokół siebie?

Rozmaite poradniki doradzają nam jak stworzyć miły nastrój. Przeważnie wskazują one na oświetlenie, kolory, materiały, zapachy, muzykę, rośliny i porządek. Niewiele w nich mowy o tym, że dobry klimat zależy nie tylko od wystroju danego miejsca, ale także od obecności osoby, którą kochamy i szanujemy. Chyba wszyscy znamy kogoś, kto wprawia nas w dobry nastrój. W towarzystwie kochanej i podziwianej osoby nawet zwykła szopa nabiera uroku. Tym właśnie cieszy się człowiek żyjący w bliskiej społeczności z Bogiem. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8 wg SNP). Umiłowałem mieszkanie domu twego i miejsce przebywania chwały twojej – wtóruje warszawski przekład Pisma Świętego. W tym jednym wersecie mamy aż cztery hebrajskie słowa na określenie domu Bożego, a każde z nich podkreśla inny aspekt miejsca obecności Boga.

Po pierwsze, w tych natchnionych słowach jest mowa o domu Pana, jako o Jego siedzibie, stałym miejscu zamieszkania. Pismo Święte wyjaśnia, że takim miejscem jest niebo. Na widok buntujących się ziemskich królów Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich (Ps 2,4). Spójrz więc teraz z Twojej świętej siedziby, z nieba, i pobłogosław twój lud, Izraela (5Mo 26,15) - mogli prosić Izraeli spełniający nadane im przykazania. Ojcze nasz, któryś jest w niebie (Mt 6,9) – wypowiadamy w modlitwie Pańskiej. 

Drugie słowo oryginału wskazuje, że dom Pana należy rozumieć jako domowników Boga. To samo słowo zostało użyte w znanej wypowiedzi Jozuego  — ja i mój dom będziemy służyli PANU (Joz 24,15) i oczywiste jest, że chodzi w nim o skład osobowy, o rodzinę Jozuego, a nie o dom jako miejsce fizyczne.

Po trzecie, o domu Pana należy myśleć także jako o miejscu Jego czasowego przebywania. W trakcie wędrówki Izraela do Ziemi Obiecanej był nim namiot Przybytku. Niech Mi zbudują święte miejsce, w którym mógłbym zamieszkać pośród nich (2Mo 25,8). Nawet świątynia w Jerozolimie nie miała wyższych aspiracji. Co do tej świątyni, czy naprawdę Bóg zamieszka na ziemi? Oto niebiosa i niebiosa niebios nie są w stanie Cię ogarnąć, a cóż dopiero ten zbudowany przeze mnie dom?! (1Krl 8,27) – modlił się Salomon.

Czwartym słowem w naszym tekście określającym dom Boży jest hebr. kabod, co tłumaczymy jako chwała, sława, gloria, zacność, splendor, godność, reputacja. Innymi słowy, dom Pana to miejsce szczególnej, podniosłej atmosfery, biorącej się z Jego obecności. Tak w czasie uroczystości otwarcia świątynia PANA napełniła się obłokiem. Z powodu tego obłoku chwały PANA, który napełnił świątynię, kapłani nie mogli tam ustać ani pełnić służby (2Krn 5,13-14). Właśnie o utracie tej chwalebnej obecności Boga mówiła umierająca w trakcie porodu synowa kapłana Heliego. Nazwała natomiast dziecko Ikabod, mówiąc: Odeszła chwała od Izraela z powodu zdobycia Skrzyni Bożej i z powodu jej teścia i męża. Rzekła: Odeszła chwała od Izraela, gdyż zdobyta została Skrzynia Boża (1Sm 4,21-22).

Jaki wniosek wynika z analizy określeń zawartych w odczytanym fragmencie Psalmu? Otóż wszędzie, gdziekolwiek Bóg przebywa, tam panuje niezwykła atmosfera! W każdym miejscu obecność Boga tworzy klimat podniosły i chwalebny. Nic i nikt nie może wkroczyć i zakłócić wspaniałego nastroju siedziby Pana w niebie. Jeżeli zaś chodzi o obecność Boga pośród Jego ludu na ziemi, to jesteśmy odpowiedzialni za to, aby wyznaczać taką strefę społeczności z Bogiem i chronić jej świętą atmosferę przed złym wpływem. A czym charakteryzuje się nastrój domu Pana?

Wśród czynników składających się na klimat miejsca obecności Bożej, na które w tym rozważaniu chcę zwrócić uwagę, nie można nie docenić roli światła. Tam, gdzie jest Bóg, tam panuje światłość. Jedyny, który ma nieśmiertelność, który mieszka w światłości niedostępnej, którego nikt z ludzi nie widział i widzieć nie może; jemu niech będzie cześć i moc wieczna. Amen (1Tm 6,16). Świat będący pod wpływem sił ciemności ma oczywiście inne zasady tworzenia dobrego nastroju, lecz chrześcijanom przyświeca to, co wynika z Bożych upodobań. A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności (1Jn 1,5). Bo oto ciemność okrywa ziemię i mrok narody, lecz nad tobą zabłyśnie Pan, a jego chwała ukaże się nad tobą (Iz 60,2). Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie (Jn 12,46) – powiedział Chrystus Pan.

Kolejnym czynnikiem tworzącym nastrój domu Pana jest świętość. W opisie nieba czytamy o postaciach, które mówią o tym nieustannie. Święty, święty, święty jest Pan, Bóg Wszechmogący, który był i który jest, i który ma przyjść (Obj 4,8). Świętość polega na duchowym oddzieleniu od tego, co pospolite i nieczyste. Na stałe charakteryzuje ona, a zarazem przyozdabia, miejsce Bożej obecności. Świadectwa twoje są godne wiary, ozdobą domu twego, Panie, jest świętość po wsze czasy (Ps 93,5).

Niewątpliwą charakterystyką miejsca przebywania Boga jest również miłość. Bóg jest miłością. A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim (1Jn 4,16). W otoczeniu Pana panuje atmosfera miłości i miłosierdzia. Gdyż Pan, twój Bóg, jest Bogiem miłosiernym (5Mo 4,31) – zapewnia Słowo Boże.

I wreszcie, dom Pana tchnie niezwykłym pokojem. Pokój zostawiam wam, mój pokój wam daję; daję wam go inaczej niż daje świat (Jn 14,27) – powiedział Syn Boży, zwany też Księciem Pokoju (Iz 9,6). A sam Pan pokoju niech wam da pokój zawsze i wszędzie (2Ts 3,16), co znaczy, że serca ludzi cieszących się Bożą obecnością przepełnia pokój Boży. A pokój Boży, którego nie ogarnie żaden umysł, będzie w Chrystusie Jezusie strzegł waszych serc oraz myśli (Flp 4,7).

Wraz z jednającą nas z Bogiem ofiarą złożoną przez Syna Bożego, cudowne atrybuty obecności Boga, takie jak światłość, świętość, miłość i pokój, stały się dostępne dla każdego, kto uwierzy w Jezusa Chrystusa. Słowo zatem stało się ciałem; pełne łaski i prawdy zamieszkało wśród nas — i zobaczyliśmy Jego chwałę, chwałę jako Jedynego zrodzonego, który pochodzi od Ojca (Jn 1,14). Obiecany Duch Święty zamieszkał w osobach odrodzonych duchowo. Dam wam serce nowe, nowego ducha włożę w wasze wnętrza. Usunę z was serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego Ducha włożę w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępować według moich ustaw, będziecie przestrzegać moich praw i stosować je (Ez 36,26-27). Dzięki Panu Jezusowi każdy narodzony z wody i z Ducha człowiek nosi w sercu i roztacza wokół siebie wonność obecności Bożej.

Tak, po pierwsze, ów nastrój obecności Bożej ludzie wierzący odczuwają w sobie samych. Czy nie wiecie, że wasze ciało jest przybytkiem Ducha Świętego, który jest w was i którego macie od Boga? (...) Chwalcie zatem Boga w waszym ciele (1Ko 6,19-20). Poprzez światłość, świętość, miłość i pokój we własnej duszy, chrześcijanin tworzy też wokół siebie wyjątkowy klimat obecności Bożej. Wy wszyscy jesteście synami światła i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności [1Ts 5,5]. Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym, ponieważ napisano: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty (1Pt 1,15-16). Jeśli ktoś Mnie kocha, będzie wypełniał moje Słowo i mój Ojciec otoczy go miłością. Do takiej osoby przyjdziemy i zatrzymamy się u niej (Jn 14,23). Szczęśliwi niosący pokój, gdyż oni będą nazwani synami Boga (Mt 5,9).

Po drugie, wyjątkową atmosferę obecności Bożej, nacechowaną światłością, świętością, miłością i pokojem, tworzy lokalny zbór Kościoła, jako zgromadzenie i wspólnota wierzących w Jezusa Chrystusa. Czy nie wiecie, że jesteście przybytkiem Boga i że Duch Boży mieszka w was? (1Ko 3,16). Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą (1Jn 1,7). Zbór Boży dba o duchowe oddzielenie od świata. Obowiązkiem Starszych jest troska o świętość Zboru. My przecież jesteśmy przybytkiem żywego Boga, zgodnie z Jego słowami: Zamieszkam z nimi i będę się wśród nich przechadzał, będę ich Bogiem, a oni — moim ludem. Dlatego: Wyjdźcie spośród nich! Odłączcie się od nich — mówi Pan. I: Nieczystego nie dotykajcie; a ja was przyjmę (2Ko 6,16-17). Jeśli ktoś niszczy przybytek Boga, tego zniszczy Bóg, gdyż przybytek Boga jest święty, a wy właśnie nim jesteście (1Ko 3,17). Podobnie jest z miłością. Daję wam nowe przykazanie: Kochajcie się wzajemnie; kochajcie jedni drugich tak, jak Ja was ukochałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli jedni drugich darzyć będziecie miłością (Jn 13,34-35). Darzcie siebie nawzajem serdeczną, braterską miłością. Wyprzedzajcie się w okazywaniu szacunku (Rz 12,10). Na szczególny nastrój Bożej obecności w Zborze składa się także pokój, gdyż Bóg nie jest Bogiem zamieszania, ale pokoju. Jak we wszystkich kościołach skupiających świętych (1Ko 14,33).

I po trzecie, miejscem obecności Bożej, pełnym światłości i świętości, tchnącym miłością i pokojem, są domy i rodziny ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa. Kiedyś wprawdzie byliście ciemnością, teraz jednak — światłem w Panu. Poczynajcie więc sobie jako dzieci światła; a owoc światła wyraża się we wszelkiej dobroci, w sprawiedliwości i prawdzie. Jako tacy skupiajcie się na tym, co jest miłe Panu (Ef 5,8-10). Bywa, że nie wszyscy domownicy jednakowo są oddani Bogu, ale wystarczy choćby jeden odrodzony domownik, aby w rodzinie można było odczuć wonność Chrystusową. Gdyż niewierzący mąż jest uświęcony przez żonę i niewierząca żona uświęcona przez męża. Inaczej wasze dzieci byłyby nieczyste, a tak są święte (1Ko 7,14). Mężowie, kochajcie żony i nie odnoście się do nich z goryczą (Kol 3,19). W końcu, bądźcie wszyscy jednomyślni, pełni współczucia, braterstwa, litości i pokory (1Pt 3,8). Zachowujcie pokój między sobą (1Ts 5,13).

Wszędzie tam, gdzie jest Bóg, tam panuje niezwykły klimat. PANIE, pokochałem nastrój Twego domu oraz miejsce przebywania Twojej chwały (Ps 26,8). Nastrój domu PANA nas pociąga! A ja? Moim szczęściem jest być blisko Boga. W Panu, w JHWH, znalazłem schronienie i pragnę opowiadać o wszystkich Twoich dziełach (Ps 73,28). Dbajmy więc o nastrój domu Pana. Utrzymujmy go i strzeżmy przed wpływem świeckich trendów. Pielęgnujmy go przede wszystkim we własnym sercu ale też w Zborze i w rodzinie. Inni wierzący ludzie będą lgnąć do nas i będą chcieli z nami przebywać na tyle, na ile będą w nas widzieć Jezusa, bo właśnie z powodu Bożej obecności kochamy nastrój domu Bożego. Ba, mamy nadzieję w nim pozostać na zawsze. I usłyszałem donośny głos. Rozległ się od strony tronu. Głosił: Oto namiot spotkania Boga oraz ludzi! Będzie z nimi mieszkał. Oni będą Mu ludem. A będzie z nimi sam Bóg — ich Bóg (Obj 21,3).