21 listopada, 2009

Światowy Dzień Życzliwości

21 listopada to Światowy Dzień Życzliwości, dla mnie osobiście bardzo pamiętna kartka w kalendarzu, bowiem jest to jednocześnie dzień urodzin mojego syna.

 Mamy w społeczeństwie powszechne zapotrzebowanie na życzliwość. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy życzliwi dla innych, sami chcielibyśmy jej doświadczać na każdym kroku. Uśmiech, dobre słowo, miły gest, pogodne spojrzenie, serdeczny uścisk – to najbardziej pożądane cechy u napotykanych ludzi. Dla takich chwil gotowi jesteśmy niejedno zrobić, a nawet i pocierpieć.

 Czytałem kiedyś historyjkę o starszej pani, która przyszła na znaną z miłej obsługi pocztę i ustawiła się w długiej kolejce do okienka, aby zakupić znaczek na list. – Jeżeli potrzebuje pani tylko znaczek pocztowy, to bez czekania w kolejce, może pani zakupić go sobie w stojącym tuż obok automacie – poradziła jakaś życzliwa kobieta. – Tak wiem – odrzekła staruszka – ale ten automat nie zechce zapytać mnie o mój artretyzm.

 W świetle Biblii życzliwość nie ogranicza się jedynie do samych słów, uśmiechów i temu podobnych gestów. Ma ona praktyczny wymiar. Błogosławiony jest człowiek życzliwy, gdyż udziela ze swojego chleba ubogiemu [Prz 22,9]. Życzliwość jest w Biblii powiązana nie tylko z udzieleniem konkretnej pomocy, ale także z gotowością do zrobienia tego od razu. Nie mów do swego bliźniego: idź i przyjdź znowu, dam ci to jutro - jeżeli możesz to teraz uczynić [Prz 3,28].

 Życzliwość to taka postawa serca względem bliźniego, która nie potrzebuje odżywiać się jego dobrym zachowaniem. W każdym bądź razie nie uzależnia się od tego. Nawet jeżeli nasz przyjaciel postąpił źle, nadal go miłujemy i wyciągamy do niego życzliwą dłoń. W takich chwilach jest ona mu przecież szczególnie potrzebna. Strapionemu należy się życzliwość od przyjaciela, choćby nawet zaniechał bojaźni Bożej [Jb 6,14].

 Na okoliczność Światowego Dnia Życzliwości  zachęca się nas, byśmy zapomnieli o wszelkich krzywdach i antagonizmach. W ten dzień, chociaż w ten jeden dzień, niech zakróluje między nami wzajemna życzliwość. Jutro prawdopodobnie będzie znowu 'po staremu', wrócimy do ‘normalnych’ emocji, ale dzisiaj postarajmy się trzymać fason, bo to przecież wyjątkowy dzień!

 Dzień życzliwości brzmi dla nas, jak propozycja jakiegoś święta, jesteśmy bowiem z natury dziećmi gniewu, jak i inni [Ef 2,3]. Jakże inaczej jest z Bogiem! Wysławiajcie Pana, święci jego, i wyznawajcie święte imię jego! Bo tylko chwilę trwa gniew jego, ale życzliwość jego całe życie [Ps 30,5–6]. Cóż za całkowite odwrócenie proporcji! Bóg jest nam  życzliwy ciągle, przez całe nasze życie. Czasem zasmuci się lub rozgniewa, ale to jest tylko chwila w porównaniu z Jego nieustającą życzliwością w stosunku do nas.

I jeszcze jedno. Niektórych ludzi stać na wielką życzliwość w stosunku do wybranych osób, podczas gdy pozostałym potrafią wyrządzać wiele przykrości. Tymczasem Słowo Boże wzywa - bądźcie wielkoduszni wobec wszystkich [1Ts 5,14]. Jak to możliwe?  Potrzebujemy duchowego odrodzenia, obdarowania naturą dzieci Bożych. Gdy zaczynamy prawdziwie naśladować Jezusa, wówczas życzliwość staje się naszym standardowym zachowaniem na co dzień, a nie tylko emocjonalnym wysiłkiem jednego dnia w roku.

19 listopada, 2009

Aby nie była to zbyt śmierdząca sprawa

Powołana do życia w 2001 roku World Toilet Organisation od razu, tego samego roku, ustanowiła Światowy Dzień Toalet, wyznaczając go na 19 listopada. Sprawa w wielu miejscach na ziemi wygląda na bardzo 'śmierdzącą'. Od dziewięciu lat WTO organizuje doroczną konferencję pod nazwą World Toilet Summit i łączy wszystkie możliwe siły, aby temu zaradzić. Czyni starania o podwyższanie standardów ubikacji na świecie ze szczególnym uwzględnieniem szaletów publicznych.

 Prawdopodobnie niektórym z nas, w pierwszym odruchu temat wydaje się zupełnie niegodny tego, by o nim w ogóle wspominać. Zmienimy może jednak zdanie, gdy uświadomimy sobie, że aż 2,5 miliarda ludzi na świecie w ogóle nie ma dostępu do normalnej ubikacji, a obyczaje niektórych narodów i złe rozwiązania techniczne, wciąż czynią tę sprawę niezwykle przykrą na co dzień. Na przykład, na Ukrainie albo na Litwie zużytego papieru toaletowego zasadniczo nie spłukuje się w sedesie. Z powodu małego przekroju rur kanalizacyjnych należy go wrzucać do stojącego obok sedesu pojemnika. Wiadomo, co to oznacza dla kolejnego użytkownika ubikacji.

 Nie wszyscy wiedzą, że Biblia porusza także i tego rodzaju sprawy. Bez większego wysiłku intelektualnego można sobie wyobrazić, jak wyglądałoby otoczenie obozu Izraelitów na pustyni, gdyby kwestie higieny zostały tam pozostawione samym sobie. Unaocznia to niejeden przydrożny parking leśny w Polsce. Bóg zapobiegł takim problemom, wydając konkretne rozporządzenie:

 Poza obozem będziesz miał pewne miejsce i tam na zewnątrz będziesz wychodził. Wśród swoich przyborów będziesz miał łopatkę, a gdy przykucniesz na zewnątrz, wykopiesz nią dołek, po przykucnięciu przykryjesz to, co z ciebie wyszło, gdyż Pan, Bóg twój, przechadza się po twoim obozie, aby cię ratować i wydać tobie twoich nieprzyjaciół. Więc twój obóz powinien być święty, aby nie ujrzał u ciebie nic niechlujnego i nie odwrócił się od ciebie [5Mo 23,13–15].

 Dzięki tej prostej praktyce, zarówno w obozie ludu Bożego, jak i w najbliższym jego otoczeniu, pomimo bardzo prowizorycznych warunków sanitarnych, zachowana była konieczna higiena, utrzymana należyta czystość, a i powietrze było jakby mniej zatrute...  ;)

 Pismo Święte nałożyło na Żydów obowiązek dbania o higienę osobistą i utrzymanie czystości w ich otoczeniu. Oto tajemnica, dlaczego przez czterdzieści lat obozowania na pustyni, wśród Izraelitów nie było żadnych infekcji ani epidemii. Rygory sanitarne, być może dla niektórych flejtuchów bardzo uciążliwe, okazały się zbawienne dla wszystkich!

Czyż Biblia nie jest niezwykłą księgą? Również dlatego jestem w niej rozmiłowany, że nie unika poruszania spraw prozaicznych i gdzie indziej zupełnie pomijanych. Każdy  chrześcijanin  powinien  odrobić sobie i tę lekcję  biblijną. Należyty poziom higieny osobistej, schludny wygląd i dbałość o czystość i estetykę naszego otoczenia - to jeden z zewnętrznych objawów odrodzenia duchowego. Objaśnienie: Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem [Jn 15,3] oczywiście, przede wszystkim dotyczy sfery ducha, ale coś mi mówi, że Słowo Boże powoduje oczyszczenie człowieka także w jego warstwie zewnętrznej.

 Wracając do toalety, czy można zauważyć jakiś związek wyglądu domowej ubikacji ze stanem duchowym jego mieszkańców? Czy cisnąca mi się do głowy trawestacja znanego powiedzenia, zawężąjąca obserwację domu do jednego tylko sprzętu: Pokaż mi swój sedes, a powiem ci kim jesteś, nie jest zbyt daleko idącym uproszczeniem?

17 listopada, 2009

Dzień bez Długów

Po raz pierwszy w Polsce jest dziś obchodzony Dzień bez Długów. Ma to związek z kampanią edukacyjną „Nasze Długi”, zainicjowaną przez firmę KRUK SA, która dąży do podniesienia świadomości społecznej w zarządzaniu finansami osobistymi. Głównie chodzi tu o pomoc, jak uniknąć nieodpowiedzialnego zadłużania się i jak radzić sobie ze spłatą należności?

 Prawie nikt dzisiaj już nie myśli, że można całkowicie obejść się bez zaciągania jakiegokolwiek kredytu. W ostatnich latach całe miliony Polaków zadłużyło się w banku. Jeśli zaś nie w banku, to pożyczyli pieniądze w swojej firmie albo od krewnych czy znajomych. Wszyscy jesteśmy większymi lub mniejszymi dłużnikami.

 Nie ma więc mowy o Dniu bez Długów w sensie dosłownym. W opinii pomysłodawców obchodów tego Dnia, 17 listopada powinien być po prostu okazją do kontaktu z wierzycielem w sprawie naszych zaległości i do wyrażenia woli zwrotu nawet najmniejszych pożyczonych kwot. Powinien też być bodźcem do zaprzestania zadłużania się ponad miarę.

 Jak widzę tę sprawę w świetle Biblii? Najpierw chciałbym pogratulować wspomnianej firmie bardzo dobrego pomysłu i potrzebnej inicjatywy. Kredyt to przecież nie tylko minusowe saldo na koncie osobistym. To także obciążenie psychiczne, obawa przed utratą pracy, napięcie emocjonalne w rodzinie – co czasem skutkuje depresją i kompletnym załamaniem. Bodajże dwa miliony Polaków przestało już sobie radzić z bieżącym spłacaniem kredytów. Dobrze, że ktoś dostrzega ich problem i chce im pomóc.

 Myślę, że Dzień bez Długów – to bardzo dobra okazja do zastanowienia się też nad naszym położeniem w świetle prawa Bożego. W ostatnich dniach znowu dużo o tym rozmyślałem. Jakby nie patrzeć, nikt z nas nie wywiązuje się należycie z nadanych nam przez Boga obowiązków. Ja w każdym bądź razie uchybiłem i to wielokrotnie. Nie mogłem sobie stanąć przed Bogiem i powiedzieć, że z mojej strony wszystko jest jak trzeba, że nie mam wobec Boga żadnego zaległego zobowiązania. Wręcz przeciwnie. Miałem mnóstwo zaległości!

 Nie wiem jak to jest z Tobą, ale mnie osobiście świadomość długów bardzo obciąża psychicznie. Gdybym więc w sferze duchowej, po odkryciu, że w świetle prawa Bożego zawiodłem, bo nie wywiązałem się ze swoich powinności względem Boga i ciąży na mnie sprawiedliwy wyrok, nie zobaczył drogi wyjścia, to z pewnością popadłbym w depresję.

 Mam jednak to szczęście, że dotarła do mnie dobra nowina o Jezusie Chrystusie. Jej podstawowe przesłanie zabrzmiało mi w duszy, jak najsłodsza melodia. Bóg okazał wspaniałomyślność swoim dłużnikom i posłał Syna, aby wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża [Kol 2,14]. Dowiedziałem się, że chociaż jestem grzesznikiem, który sam o własnych siłach nigdy nie potrafi na tyle się zmienić, aby spodobać się Bogu, to mogę przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostąpić usprawiedliwienia i pojednania z Bogiem!

On wziął na Siebie winy wszystkich grzeszników i aby z tego skorzystać, wystarczy uwierzyć w Niego; pokornie uznać beznadziejność swojego położenia i poprosić Jezusa o ratunek. Wczytałem się więc w Nowy Testament i skwapliwie skorzystałem z tej szansy. Wszystkie moje grzechy; przeszłe, bieżące, a nawet te, które - nie daj Boże - zdarzą mi się w przyszłości, są mi odpuszczone!!! Dzięki Jezusowi od ładnych paru lat cieszę się nieustannie trwającym dla mnie Dniem bez Długów!

 A jak wygląda Twoje konto osobiste? Nie pytam o długi w sensie materialnym. Pytam o ciężar Twoich win i grzechów. Czym prędzej uporządkuj tę sprawę. Tutaj znajdziesz trochę materiału na ten temat z ostatniej niedzieli w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE.

16 listopada, 2009

Tolerancja a biblijny radykalizm

Za sprawą rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ szesnasty dzień listopada obchodzony jest jako Międzynarodowy Dzień Tolerancji.

 Przyjęta w 1995 roku Deklaracja Zasad Tolerancji UNESCO definiuje, że tolerancja to – respektowanie cudzych praw i cudzej własności; uznanie i akceptacja różnic indywidualnych; umiejętność słuchania, komunikowania się i rozumienia innych; docenianie rozmaitości kultur; otwarcie na cudze myśli i filozofię; ciekawość i nie odrzucanie nieznanego; uznanie, że nikt nie ma monopolu na prawdę. Słownik języka polskiego natomiast definiuje tolerancję, jako – uznawanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, czyjegoś postępowania, różniących się od własnych; wyrozumiałość.

 Pięknie to wszystko wydaje się brzmieć, ale zastanawiam się, czy w świetle Biblii tolerancja, przynajmniej w niektórych jej aspektach, może cechować prawdziwego chrześcijanina?

 Weźmy na przykład wezwanie do uznania, że nikt nie ma monopolu na prawdę. Czyli, że nic nie może stanowić stuprocentowej normy? Że nie ma żadnego pewnika, żadnego absolutnie spolegliwego kryterium oceny zjawisk, postaw i czynów? A przecież Jezus Chrystus modlił się do Ojca o ustanowienie takiego właśnie absolutu dla swoich uczniów: Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą [Jn 17,17]. Wielu chrześcijan wyznaje, że Pismo Święte stanowi jedyną normę wiary i życia!

 Czy w tolerancyjnej otwartości i uznawaniu czyichś wierzeń jest miejsce na stwierdzenie: A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś [Jn 17,3]? Czy zwiastowanie ś. Piotra: I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12] można uznać za tolerancyjne w stosunku do innych religii?

Czy tolerancyjna jest następująca wypowiedź Jezusa: Gdyby Bóg był waszym Ojcem, miłowalibyście mnie, Ja bowiem wyszedłem od Boga i oto jestem. Albowiem nie sam od siebie przyszedłem, lecz On mnie posłał. Dlaczego mowy mojej nie pojmujecie? Dlatego, że nie potraficie słuchać słowa mojego. Ojcem waszym jest diabeł i chcecie postępować według pożądliwości ojca waszego [Jn 8,42–44]?

 Czy wyczuwamy ducha tolerancji w kazaniu Szczepana? Ludzie twardego karku i opornych serc i uszu, wy zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu, jak ojcowie wasi, tak i wy! [Dz 7,51]. Nie inaczej jest w liście św. Pawła do Galacjan: Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelię odmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty! [Ga 1,8–9].

 Czytając Biblię odkryłem, że ani Jezus Chrystus, ani apostołowie i prorocy, nie byli tolerancyjni w rozumieniu Deklaracji Zasad Tolerancji UNESCO. Tolerancja w takim ujęciu jest obca Pismu Świętemu. Słowo Boże wzywa do miłowania grzeszników, ale nie do tolerowania ich grzechów. Uznaje oczywistość upadku moralnego wielu osób, ale nie każe nam z tym się godzić i traktować jako normalne. Nie możemy zaniechać piętnowania grzechu i napominania do bogobojności, a duch tolerancji tego się przecież dzisiaj domaga.

 W Międzynarodowym Dniu Tolerancji jesteśmy wzywani do zaakceptowania każdej odmienności. Ciekawe, czy również radykalne stanowisko Biblii spotka się z tolerancją? Odnoszę wrażenie, że żądania piewców tolerancji są coraz bardziej jednokierunkowe; chrześcijanom próbuje się narzucić obowiązek tolerowania wszystkiego, a ich samych pozbawia się prawa do bycia tolerowanym.

14 listopada, 2009

Ile czasu nam to zabiera?

Ledwie co skończyłem dziesięć lat, gdy 14 listopada 1969 roku na ekranach polskich, czarnobiałych podówczas telewizorów, pojawił się serial „Przygody pana Michała”. Nie oglądałem premierowego odcinka, bo i telewizora w domu nie było, ale zdążyłem poznać bohaterów filmu i ich losy. Przecież serial składał się aż z 13 odcinków!

 Praktycznie oznaczało to mniej więcej tyle, że przez trzynaście tygodni uwagę „ludu pracującego miast i wsi” przykuwały perypetie sympatycznego Pana Wołodyjowskiego, rubasznego Zagłoby czy też zdradliwego Azji Tuhaj–bejowicza. O, zgrozo! Każdego tygodnia kobiety zawieszały na kilkadzisiąt minut wypełnianie obowiązków gospodyni, żony i matki, by powzdychać za figlarnym wąsikiem pana Michała. Dzieci, przez godzinę gapiąc się w telewizor, najwidoczniej zaniedbywały odrabianie lekcji. O mężczyznach już nie wspomnę, bo oni i bez telewizora zawsze potrafili znaleźć jakiś powód do ucieczki od swoich powinności.

 Uśmiechamy się dziś nad tym serialem, bo czymże było owych trzynaście odcinków na osamotnionym kanale telewizji państwowej i jedynym serialu emitowanym raz w tygodniu, w porównaniu z dzisiejszymi kilkunastoma kanałami z kilkudziesięcioma serialami na każdym kanale, emitowanymi niemal każdego dnia!? Złotopolscy – odcinek 967. M jak miłość – odcinek 697. Na Wspólnej – odcinek 1184! Wystarczy?

 Do czego piję? Narzekamy na brak czasu. Nie wyrabiamy się z wypełnianiem codziennych obowiązków, zaniedbujemy więzi rodzinne, nie mamy czasu na społeczność z Bogiem, a przecież ktoś to ogląda! Gdyby matki, ojcowie, żony, uczniowie, chrześcijanie - wyłączyli telewizor i dzień po dniu, z radością oddali się przyjemności wypełniania swoich życiowych zadań, to te seriale przestałyby się namnażać, jak wirus A/H1N1.

 Każdy z nas ma do dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdy odjąć od tego przynajmniej sześć godzin snu, to zostaje nam tylko osiemnaście godzin. Czas - to nasz największy kapitał. Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe [Ef 5,15–16]. W grecko – polskim, interlinearnym wydaniu Nowego Testamentu fragment ten brzmi następująco: Patrzcie więc dokładnie, jak postępujecie, nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy, wykupując okazję, bo dni niegodziwe są. Wartościowe chwile same się nam nie napatoczą. Okazję do tego, co dobre, trzeba stworzyć, wykupić ją, czasem słono za nią zapłacić! Tylko włączenie telewizora przychodzi jakoś odruchowo i bez wysiłku.

 Już Mojżesz rozumiał, że czas  łatwo można zmarnotrawić. Więc się modlił: Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce! [Ps 90,12]. Tych parę godzin, jakie zostają nam poza snem i pracą zarobkową, wykorzystajmy w sposób bardziej przemyślany. Wtedy na pewno znajdziemy czas na rozmowę, lekturę Biblii i dobrej książki, spacer czy okazanie zainteresowania losem innych ludzi. A może się czepiam?

13 listopada, 2009

Piątek, trzynastego

Mamy dziś trzynasty dzień miesiąca, a do tego – piątek! W większości krajów naszego kręgu kulturowego taka data jest uznawana za dzień pechowy. Ludzie żyją tego dnia przesądem, że coś złego może się im przytrafić. Obawie przed „piątkiem, trzynastego” niektórzy nadają mądrą nazwę paraskewidekatriafobia [gr. paraskevi – piątek, dekatreis – trzynasty, fobia – strach].

 Skąd wzięła się feralność tej daty? Nie będę zaśmiecał tego miejsca wypisywaniem rozmaitych – że użyję popularnego ostatnio słówka – dyrdymałów na ten temat. Przesądy nie muszą mieć żadnego uzasadnienia. Roją się ludziom w głowach i robią swoje. W kulturze zachodniej można przywyknąć więc już np. do tego, że w hotelu nie ma pokoju numer trzynaście, a w windzie brak przycisku trzynastego piętra. Gdy na domiar złego trzynastego wypadnie jeszcze w piątek, jak dzisiaj, to niektórzy woleliby w ogóle nie wychodzić z domu.

 A jak te sprawy mają się w świetle Biblii? Napiszę tak: Człowiek żyjący z Bogiem nie choruje na żadne przesądy! Nie boi się złej wieści, serce jego jest mocne, ufa Panu. Spokojne jest serce jego, nie boi się, aż spojrzy z góry na nieprzyjaciół swoich [Ps 112,7–8]. Strach, stany lękowe, manie prześladowcze i wszelkiej maści fobie nie gnębią ludzi narodzonych na nowo i napełnionych Duchem Świętym.

 Tajemnicą tego, że człowiek wierzący niczym nie daje się zastraszyć, jest pokój Boży. Pokój zostawiam wam, mój pokój daję wam; nie jak świat daje, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze i niech się nie lęka [Jn 14,27]. Wieszczby, zabobony i przesądy niepokoją bardzo wielu ludzi. Dla nich piątek, trzynastego kryje w sobie jakąś magię. Kto jest w Chrystusie, tej magii już nie podlega.

 Jak więc można zabezpieczyć się przed paraskewidekatriafobią? Pojednać się z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa i w Jego ręce powierzyć całe swoje życie! Szukałem Pana i odpowiedział mi, i uchronił mnie od wszystkich obaw moich [Ps 34,5].