19 listopada, 2022

Nie przesadzaj i nie daj się przesadzić!

Jesienna róża przy domu modlitwy CCNŻ w Gdańsku
W dniu, gdy tegorocznej jesieni po raz pierwszy sypnęło śniegiem, zadziwiam się różami na naszej  kościelnej rabacie. Zasadzone nieopodal domu modlitwy równo rok temu, tzn. jesienią 2021 roku, wdzięczyły się nam przez całe lato i chociaż minęła już połowa listopada, wciąż nie mają zamiaru przestać kwitnąć. Pierwszy rok u nas nie był dla nich łatwy. Susza, mszyca, mączniak prawdziwy - a jednak wspaniale pełnią rolę, dla której do nas trafiły, i od wiosny kwitną nieprzerwanie. Przesądzają o tym trzy proste czynniki: (1) Zasadziliśmy sadzonki róż w dobrej ziemi, (2) podlewaliśmy je, gdy było sucho i  (3) zwalczaliśmy szkodniki, które im zagrażały. 

Widoczna na zdjęciu róża nie wyglądałaby tak w dniu 18 listopada, gdyby przez cały rok nie rosła na jednym miejscu i gdyby nie była otoczona naszą systematyczną opieką. W przeciągu całego roku przewinęło się tutaj mnóstwo innych róż. Były i róże doniczkowe, i róże cięte. Kilkakrotnie - na okoliczność ślubów - mieliśmy tu nawet całe kompozycje kwiatowe. Ale wszystkie te nie związane z gruntem róże już dawno powieziono gdzieś dalej albo najzwyczajniej uschły. Ta róża wciąż tu jest i nadal kwitnie. 

Przenieśmy się z tym prostym obrazem w sferę życia duchowego. Każdy chrześcijanin jest jak pojedyncza róża gruntowa na kościelnej rabacie. Zasadzeni w domu PANA kwitną na dziedzińcach naszego Boga [Ps 92,14]. Nawrócenie do Jezusa Chrystusa, chrzest wiary lub przeprowadzka z przyłączeniem się do społeczności chrześcijańskiej w nowym miejscu - to czas zasadzenia chrześcijanina w gruncie lokalnego zboru Kościoła. Dzięki temu przyjęty do społeczności Kościoła człowiek zyskuje dogodne warunki do wzrostu duchowego i przynoszenia chwały dla Boga, który w tym celu obdarował go nowym życiem. Wszczepieni w domu Pańskim, w sieniach Boga naszego zakwitną - mówi Biblia Gdańska. 

Zakwitną wszakże pod warunkiem, że zakorzenią się i pozostaną w zborze. Niektórzy chrześcijanie wkrótce po zasadzeniu, szybko dają się niestety przesadzać w następne miejsce. Jakiś podszyty wiatrem 'ogrodnik' zawraca im głowę ofertą równoległego kwitnienia także na innej rabacie. I oni dają się zwieść, tracąc grunt wiążący ich ze zborem, w którym zasadził ich sam Chrystus Pan. Każdy nowy członek zboru Pańskiego powinien zadbać o trwanie we wspólnocie, do której się przyłączył. Tylko wtedy bowiem, gdy się w zborze zadomowi, gdy wyda świadectwo stałości swojej wiary, zacznie kwitnąć dla chwały Bożej, być użytecznym w służbie duchowej i wydawać woń miłą Panu. Tylko na gruncie regularnego uczestnictwa w życiu swojego zboru może być otoczony należytą opieką dojrzałych duchowo braci i sióstr w Chrystusie. 

Mam prośbę do nowych członków zboru: Nie dawajcie się tak łatwo odciągać od zboru, który obraliście za swój dom duchowy. Bieganina po rozmaitych miejscach i społecznościach, w realu bądź wirtualnie, doprowadzi do tego, że wkrótce stracicie duchowy grunt pod nogami.  Przestaniecie być w zborze traktowani jak domownicy, a i sami nie będziecie wiedzieli, w którym miejscu faktycznie jesteście. Na przykład, nie dajcie się omamić, że płatny udział w szumnej konferencji da wam coś więcej, niż kilka godzin osobiście spędzonych z Jezusem w modlitwie i z otwartą Biblią w zaciszu własnego pokoju. Jako nowo narodzone niemowlęta zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka. Dzięki niemu będziecie mogli rozwijać się dla zbawienia [1Pt 2,2]. 

Scenicznym kaznodziejom, których bliżej nie znacie, nie okazujcie większego zaufania, aniżeli braciom usługującym Słowem Bożym w waszym zborze, których każdego dnia macie niejako na wyciągnięcie ręki. Parakościelne organizacje z ich charyzmatycznymi mówcami odciągają was od aktywności we własnym zborze i zdają się wspaniale was inspirować. Gorliwie o was zabiegają, ale nie w dobrych zamiarach, bo chcą was odłączyć, abyście wy o nich zabiegali [Ga 4,17]. Niech wasz zbór, który tworzą ludzie może i mniej barwni, ale przecież nie mniej kochani i ważni, nie przegrywa z wydarzeniami zewnętrznymi. 

Jednocześnie apeluję do ludzi już dłużej wierzących, aby nie ciągali osób nowo nawróconych po różnych spotkaniach, konferencjach i społecznościach. Nowo posadzonej róży nie należy wyciągać z gruntu i zasadzać ją w innym miejscu. Nowo narodzonego niemowlęcia nie ciąga się po restauracjach, przydrożnych barach i głośnych imprezach. Niemowlęciu najlepiej jest, gdy pozostaje w zaciszu swojego domu. Wiadomo wtedy, czym się odżywiało, czym było leczone i jak się rozwija. Kto naprawdę się narodził z wody i z Ducha, nie potrzebuje duchowych fajerwerków. Do prawidłowego wzrostu duchowego wystarczy mu własny zbór. Zakorzeniony w osobistej społeczności z Bogiem oraz regularnym uczestnictwie w życiu zboru, świeżo upieczony chrześcijanin ma wszystko, co niezbędne. Kto rankiem przytulił się do Pana Jezusa, omówił z Nim swoje sprawy i nakarmił swą duszę Słowem Bożym, gardłowo nie potrzebuje udziału w wydarzeniu, gdzie być może spotkałby się z Jezusem.

Pozwólmy nowym osobom spokojnie rosnąć wzrostem Bożym. Prowadząc normalne życie chrześcijańskie muszą one przecież mieć też czas na pracę zarobkową, obowiązki domowe, pielęgnowanie relacji rodzinnych, wypoczynek i osobistą społeczność z Bogiem. Nie myślcie, że wasze pomysły na rozwój nowo nawróconych ludzi są lepsze od ich trwania we wspólnocie lokalnego zboru. Zasadzeni w domu PANA rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga. Nawet w starości wydadzą owoc, pełni sił i kwitnący [Ps 92,13-14].

18 listopada, 2022

Czy On naprawdę tak powiedział?

Wczoraj, jak nigdy wcześniej, wstrząsnęły mną słowa Chrystusa Pana, odczytane z piętnastego rozdziału Ewangelii św. Jana. Skoncentrowany zazwyczaj na wezwaniu do trwania w Chrystusie i na obietnicy pozytywnych tego rezultatów, jakoś nie dostrzegałem siły wymowy Chrystusowej przestrogi. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną [Jn 15,6].

Zmroziły mnie te słowa. Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak pęd i uschnie. Takie zbiera się, rzuca w ogień — i płoną. Jak Jezus mógł coś takiego powiedzieć?! Mało który dzisiejszy kaznodzieja ważyłby się takie przesłanie wygłosić w niedzielę coraz wrażliwszym przecież słuchaczom. A jednak te przerażające słowa padły z ust Pana Jezusa. Mówią nam one - ni mniej, ni więcej - to, że jeśli komuś została okazana łaska wiary w Jezusa Chrystusa, to powinien on za wszelką cenę w niej wytrwać. Nie można bowiem odwrócić się od Chrystusa, zrezygnować sobie z dalszego trwania przy Nim i nie ponieść konsekwencji swej niewierności. Kto przestaje trwać w Chrystusie, tego spotka coś naprawdę strasznego. Zostanie wyrzucony na zewnątrz jak latorośl, i usycha; takie zbiera się, wrzuca w ogień i płoną. 

Znam wiele takich usychających pędów. Byli latoroślami mogącymi bez końca korzystać z ożywczych soków Chrystusowych. Zaniedbali jednak swój związek z Chrystusem Panem. Porzucili pierwszą miłość do Niego. Gdy zbór Pański gromadził się na modlitwę, oni coraz częściej zostawali w domu. Gdy coś się im w zborze nie spodobało, założyli sobie prywatny 'kościół domowy'. Odrzucając autorytet swoich duszpasterzy, dzisiaj nawet już nie widzą, że przestali przejmować się także i samym Słowem Bożym. Myślą sobie, że panują nad sytuacją, że to co robią jest słuszne, a tymczasem są w procesie 'wyrzucania na zewnątrz'. Nie należą już do Kościoła, chociaż idą w zaparte i twierdzą, że wcale od Chrystusa nie odeszli.

Trwanie w Chrystusie to wielka i święta sprawa. Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie [Jn 8,31]. Bez posłuszeństwa przykazaniom Jezusa nie może być mowy o trwaniu w Nim. Nie ma też mowy o byciu jakimkolwiek pożytkiem dla Pana. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie [Jn 15,5]. Nie ma tu miejsca na żadną dowolność lub indywidualizm. Nauka apostolska brzmi jednoznacznie! Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie, wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono [Kol 2,6-7].

Chrystusowa przestroga ani trochę nie utraciła swej grozy. Chociaż obecnie niektórzy próbują zmieniać obraz Boga w naszym kraju, to jednak Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki [Hbr 13,8]. Chcę zachować w sercu bojaźń Bożą aż do końca. Boję się wyrzucenia na zewnątrz i uschnięcia. Nie chcę trafić do ognia i spłonąć. Dlatego na bieżąco poddaję się próbie, czy naprawdę trwam w wierze? Upewniam się, czy aby czasem nieostrożnymi słowami i postawą źle pojętej wolności nie zaczynam wyprowadzać innych na jakieś manowce?  A ty?

17 listopada, 2022

Fuckcancer?

Jeden z bliskich mi ludzi, bardzo serdeczny i użyteczny brat w Chrystusie, został mocno zaatakowany przez nowotwór. Tak mocno, że jego organizm słabnie w zastraszającym tempie. Dzisiaj dotarła do mnie wiadomość, że już nieprzytomny trafił do szpitala. Mniej więcej godzinę później zobaczyłem przed sobą nalepkę na tylnej szybie jadącego przede mną samochodu. Zrobiłem zdjęcie (w załączeniu) i - ponieważ na tym samym samochodzie zauważyłem nalepioną rybkę - zacząłem rozmyślać nad chrześcijańskim podejściem do choroby. 

Co mieli na uwadze pomysłodawcy takiej nalepki? Fundacja stojąca za hasłem "Fuck cancer" może i ma dobre intencje, ale w jakim duchu zrodził się ten wulgaryzm? Co mają w głowie ludzie, którzy taką nalepkę zestawiają z symbolem wiary chrześcijańskiej? Jeżeli uznałbym, że rak jest ucieleśnieniem ataku diabła, to - wprawdzie bez takiego słownictwa - ale może i uniósłbym się świętym gniewem. W takim przekonaniu może nawet zacząłbym gromić chorobę. W świetle Biblii widzę jednak problem choroby inaczej. Oto moje podejście do zagadnienia choroby:   

Człowiek został stworzony do życia bez chorób i cierpienia. Choroba jest następstwem grzechu, który zniewolił ludzkość po upadku Adama i Ewy. Proces zbawienia w Synu Bożym, Jezusie Chrystusie, obejmuje ducha, duszę i ciało, przy czym: (1) Duch ludzki już jest zbawiony (ożywiony) poprzez nowe narodzenie z Ducha Świętego. (2) Dusza jest zbawiana w ciągu doczesnego życia w ciele. (3) Ciało zostanie zbawione dopiero w dniu pierwszego zmartwychwstania. Podstawowym warunkiem zbawienia jest osobista wiara w Jezusa Chrystusa.

W poszczególnych przypadkach choroba może być: (1) Rezultatem złego zachowania człowieka (np. obżarstwo, niezdrowy pokarm, szkodliwy tryb życia lub pracy). (2) Epidemii, zarazy. (3) Narzędziem presji i ataku demonicznego. (4) Bożym środkiem wychowawczym lub karą [np. 5Mo 28,58-61; Am 4,10; 2Krn 21,15]. (5) Sprawdzianem chrześcijańskiej wiary i wytrwałości [np. Hiob]. (6) Okazją do cudu uzdrowienia i oddawania chwały Bogu [np. niewidomy od urodzenia, Jn 9]. (7) Sposobem odejścia z tego świata [2Krl 13,14].

Wszelka choroba może być w każdej chwili uzdrowiona mocą Bożą [np. Mt 9,35; 10,1]. Świadectwo tej mocy dał nam sam Jezus Chrystus, wszakże On nie uzdrawiał ludzi tylko po to, aby poprawić im samopoczucie. Uzdrawianie w działalności Jezusa miało zawsze jakiś głębszy cel. Przede wszystkim przyciągało ludzką uwagę, dzięki czemu tłumy chodziły za Nim i słuchały, a On głosił im, aby się opamiętali [Mt 4,17]. Innym, przykładowym celem uzdrawiania było wykazanie, że Jezus ma prawo odpuszczać ludziom grzechy. Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma moc na ziemi odpuszczać grzechy, rzekł do sparaliżowanego: Powiadam ci: Wstań, podnieś łoże swoje i idź do domu swego [Łk 5,24].

Pierwszą i podstawową reakcją człowieka wierzącego na chorobę powinna być modlitwa. W trzydziestym dziewiątym roku swojego panowania Asa zachorował na nogi, a jego choroba coraz bardziej się wzmagała; lecz nawet w swojej chorobie nie zwracał się do Pana, ale do lekarzy [2Krn 16,12]. Modlitwie o chorego powinno towarzyszyć duchowe rozeznanie charakteru choroby [Jk 5,14-16]. Modląc się o chorą osobę jednocześnie winniśmy zalecać jej korzystanie z dostępnych środków leczniczych. Następnie Izajasz polecił: Przynieście placek z fig. A gdy przyniesiecie i położycie go na wrzód, zagoi się [np. 2Krl 20,7]. Choruje kto między wami? Niech przywoła starszych zboru i niech się modlą nad nim, namaściwszy go oliwą w imieniu Pańskim [Jk 5,14], przy czym należy wziąć pod uwagę to, że namaszczanie (nacieranie) olejami w tamtych czasach było typową czynnością medyczną.

Rozważając zagadnienie chrześcijańskiego podejścia do choroby należy pamiętać i tym, że Bóg może posłużyć się chorobą, jako karą za nieposłuszeństwo. Jeżeli nie będziesz pilnie spełniał wszystkich słów tego zakonu, zapisanych w tej księdze, w bojaźni przed chwalebnym i strasznym imieniem Pana, Boga twego, to Pan niezwykłymi ciosami ugodzi ciebie i twoje potomstwo, ciosami potężnymi i długotrwałymi, chorobami złymi i długotrwałymi, i sprowadzi z powrotem na ciebie wszelkie zarazy egipskie, których się tak bałeś, i one przylgną do ciebie. Także wszelką chorobę i wszelką plagę, która nie jest zapisana w księdze tego zakonu, sprowadzi Pan na ciebie, aż będziesz zniszczony [5Mo 28,58-61].

Podsumowując, stając jako chrześcijanin w obliczu choroby, uniżam się w pokorze przed Chrystusem Panem i modlę się do Boga, aby przez Ducha Świętego oświecił mnie, o co chodzi? Modlę się z wiarą w moc Bożą i Jego przychylność. Absolutnie nie przychodzi mi do głowy, aby komukolwiek przy tym pyskować. Dobre przyjmujemy od Boga, czy nie mielibyśmy przyjmować i złego? [Jb 2,10]. Bóg zawsze ma prawo zabrać mnie z tej ziemi w każdy, nawet w bardzo nieprzyjemny dla mnie sposób. Może to zrobić niespodziewanie, niezależnie od mojego wieku i stopnia mojej gotowości na odejście z tego świata. 

Dlatego każdy dobry dzień mojego doczesnego życia będę wykorzystywać na chwałę Bożą. Będę pielęgnować moją społeczność z Panem Jezusem w dniach, gdy nic mi nie dolega, a nie dopiero wtedy, gdy śmierć zacznie zaglądać mi do oczu. Nade wszystko zaś będę chodzić ostrożnie i pokornie przed Bogiem, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje [1Pt 5,5].

14 listopada, 2022

Nie wstydź się swojego zboru

Pamiętam opowieść naszych znajomych sprzed wielu lat, jak to ich syn tłumaczył swojej ciężarnej mamie, że przyjeżdżanie po niego pod szkołę jest bardzo niebezpieczne dla jej zdrowia. Faktycznie wstydził się swojej mamy z tak dużym brzuchem. Nie chciał powiedzieć jej tego wprost, więc posiłkował się argumentami, które chociaż dobrze brzmiały, to jednak rodzice wyczuwali w nich jakąś fałszywą nutę.

Swego czasu apostoł Paweł zauważył w zachowaniu Tymoteusza, jego duchowego syna, jakiś rodzaj wstydliwości. Trzeba pamiętać, że mowa o krzyżu Chrystusowym dla wielu ludzi w tamtych czasach była głupstwem [1Ko 1,18]. Również związek z samym Pawłem nie przysparzał chluby, bo mawiano, że jego wygląd zewnętrzny lichy, a mowa do niczego [2Ko 10,10]. Na domiar złego apostoł Pawel trafił do więzienia i nie zanosiło się na to, że wyjdzie z niego cało. Prawdopodobnie w tej sytuacji Tymoteusz jakoś próbował ukryć swój związek ze swoim duchowym ojcem, a przynajmniej przestał głośno się do niego przyznawać. Wtedy przeczytał: Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga [2Tm 1,8]. Wyobrażam sobie, jakim musiało to być wstrząsem dla tego młodego sługi Bożego.

Myślę teraz o ewangelicznych zborach w Polsce. Nie wszystkie nasze społeczności lokalne są jednakowo zorganizowane i wyposażone. Nie we wszystkich jednakowo dobrze brzmi muzyka i wspólny śpiew. Nie każde kazanie jednakowo nadaje się do kopiowania i rozsyłania znajomym do słuchania. Jednak zbór, do którego należymy, powinniśmy traktować jak własną rodzinę, gdyż w rzeczywistości nią jest. Praktycznie więc nigdy nie powinniśmy się wstydzić swojego zboru. Skoro jest to miejsce, gdzie karmimy się duchowo, gdzie sami wzrastamy oraz budujemy tu innych, to jakże mielibyśmy się go wstydzić?!  Ponieważ dom modlitwy jest miejscem, gdzie spotykamy się i pielęgnujemy społeczność z naszym Panem, Jezusem Chrystusem - zaproszenie do niego naszych bliskich i znajomych, jest bardzo dobrym sposobem na ich ewangelizowanie.

Oczywiście, domeną starszych zboru i wszystkich jego członków, winno być dokładanie wszelkich starań o to, aby nabożeństwa i spotkania wspólnoty, a także wygląd miejsca jej zgromadzeń, same w sobie nie były obciachowe. Dbałość o należyte kwalifikacje duchowe osób posługujących w czasie nabożeństwa, poprawność językową, stosowną muzykę, a nawet ubiór, niech zawsze pozostaje tematem starań przywódców zboru. Jednocześnie wszyscy członkowie zboru powinni się chlubić swoją przynależnością do zboru i być dumni z jego działalności. Biblia mówi, że sam Chrystus Pan przechadza się pośród zgromadzenia chrześcijan, a Duch Święty do zboru przemawia. Wyrazem zdrowego związku chrześcijanina ze zborem jest chęć zapoznawania z nim swoich znajomych.

Dlaczego mądra dziewczyna zalecającego się do niej chłopaka czym prędzej przyprowadza do swojego domu? Dlaczego zakochując się w kobiecie, odpowiedzialny mężczyzna chce poznać jej najbliższych i zobaczyć, gdzie i jak mieszka? Pokaż mi, jak mieszkasz, a powiem ci, kim jesteś - głosi stare porzekadło. Ewangelia, w którą wierzymy, wg której żyjemy na co dzień i którą głosimy innym - skupia się i uwidocznia w życiu zboru, i w przebiegu niedzielnego nabożeństwa. Dlatego chcąc kogoś przyprowadzić do Jezusa, trzeba go też czym prędzej przyprowadzić do domu Bożego. W moim przypadku jedno, pierwsze, zetknięcie się z ludźmi prawdziwie wierzącymi w Jezusa Chrystusa, zgromadzonymi na niedzielnym nabożeństwie, wystarczyło, aby w głębi mojego serca stało się jasne, że chcę wierzyć jak oni i zgromadzać się razem z nimi. 

Pan Jezus nie wstydzi się swojego związku z chrześcijanami. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy; z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi [Hbr 2,11]. Prawdziwi chrześcijanie nie wstydzą się Jezusa. Nie dlatego, że boją się konsekwencji. Kto bowiem wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi [Mk 8,38]. Nie wstydzą się Jezusa, bo Go szczerze kochają. Noszą też w sercu najlepsze myśli o zborze Pańskim. Miłują swój zbór i przyprowadzają swoich znajomych na jego nabożeństwa. Jawnie przyznają się do swojej przynależności kościelnej na Facebooku i wszędzie, gdzie tylko mogą.

Są dzieci, które wstydzą się wyglądu lub zachowania swoich rodziców. Są chrześcijanie, którzy ukrywają swoją duchową tożsamość i związek ze zborem, a nawet zborem gardzą. Ani jedni, ani drudzy nie świecą dobrym przykładem i nie są godni naśladowania. Jestem dumny z przynależności do zboru Centrum Chrześcijańskie NOWE ŻYCIE w Gdańsku. Nie tylko dlatego, że osobiście pełnię w nim duchową posługę. Zapraszam do zboru ludzi nawet wówczas, gdy wiem, że z powodu wyjazdu sam będę w nim nieobecny. Nie wstydzę się zboru, do którego należę, bo wiem, że jest on lokalną cząstką Kościoła, którego Głową jest sam Jezus Chrystus! 

Zawsze i wszędzie, gdzie tylko mogę, zapraszam swoich znajomych na niedzielne nabożeństwa, bo jestem przekonany, że zgromadzenie ludzi wierzących oraz to, co w trakcie nabożeństwa się dzieje, jest bardzo dobrą formą zapoznawania ich z Panem Jezusem Chrystusem i z drogą zbawienia. 

13 listopada, 2022

Nowelizacja Prawa Bożego

Prawo. Zadziwiam się nad jego mocą. Ostatnio jechałem za ogromną ciężarówką, która nagle się zatrzymała w ciasnej ulicy blokując też drogę innym. Okazało się, że do przejścia dla pieszych zbliżała się drobna staruszka. Wow! - pomyślałem. Dawniej to ona musiałaby uważać na TIR-a, żeby nie stracić życia. Teraz kierowca musi uważać na nią, żeby nie stracić prawa jazdy. Nowelizacja prawa zmieniła tak wiele w ruchu drogowym. Moc prawa okazuje się większa od mocy silników i brawury kierowców. Bogu niech będą dzięki za dobre prawo!

Bóg z Synaju ogłosił Prawo. Moc tego Prawa przez wieki utrzymywała lud Boży na właściwym kursie do czasu przewidzianej przez Boga nowelizacji. Kiedy jednak wypełnił się czas, Bóg posłał swojego Syna, który narodził się z kobiety i podlegał Prawu, aby wykupić żyjących pod Prawem i umożliwić nam usynowienie [Ga 4,4-5]. Boży Plan Zbawienia grzeszników wszedł w fazę Nowego Przymierza. Głównym punktem nowelizacji Prawa Bożego, ogłoszonemu już nie tylko Żydom ale całemu światu, jest obowiązek wiary w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. A to jest Jego przykazanie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i kochali się wzajemnie [1Jn 3,23]. Wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, stała się obowiązującym Prawem. Jak to rozumieć? Na czym polega to prawne Novum? 

Po pierwsze, nowelizacja Prawa Bożego wprowadzająca obowiązek wiary w imię Syna Bożego, wyraża się pewnością stanowiska, że Jezus z Nazaretu jest jedynym i prawdziwym Chrystusem - Mesjaszem. Takie było główne przesłanie pierwszego kazania chrześcijańskiego, wygłoszonego w mocy Ducha Świętego. Niechże tedy wie z pewnością cały dom Izraela, że i Panem i Chrystusem uczynił go Bóg, tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście [Dz 2,36]. Spora część działalności apostoła Pawła ogniskowała się na wykazywaniu z Pism, że Jezus jest Chrystusem [Dz 18,28].

Po drugie, nowelizacja Prawa Bożego wprowadzająca obowiązek wiary w imię Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, nadała Mu całkowitą władzę. Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi [Mt 28,18]. Jest to władza prawodawcza: Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu… [Mt 5,38-39].  Zbawcza:  I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12]. A także sądownicza, gdyż według ewangelii mojej Bóg sądzić będzie ukryte sprawy ludzkie przez Jezusa Chrystusa [Rz 2,16].

W związku z powyższym obowiązuje nas bezwzględne posłuszeństwo przykazaniom Jezusa Chrystusa. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem [Mt 28,19-20]. Pomyślmy, cóż dałaby nowelizacja prawa o ruchu drogowym, gdyby nie zaostrzono sankcji za jego łamanie? Kilkakrotnie wyższe mandaty robią swoje! Straszne konsekwencje czekają ludzi którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego [2Ts 1,8-9]. Należy tu dodać, że wielką próbą posłuszeństwa Chrystusowi Panu jest m.in. nasz stosunek do światowego systemu religijnego, zwanego w Biblii Babilonem. Tu jest miejsce na wytrwałość świętych, tych, którzy przestrzegają przykazań Boga i wierzą Jezusowi [Obj 14,12].

Po trzecie, wiara w imię Jezusa dała prawny mandat do korzystania z autorytetu Syna Bożego wszystkim Jego naśladowcom. Tym natomiast, którzy uwierzą, towarzyszyć będą takie znaki: w moim imieniu będą wyganiać demony, będą mówić nowymi językami, w swoje ręce brać będą węże, a gdyby nawet coś trującego wypili, na pewno im nie zaszkodzi; na chorych będą kłaść ręce, a ci wyzdrowieją [Mk 16,17-18].  Odpowiedzialność i niebezpieczeństwo prawnego nadużycia jest przy tym ogromne, bo - jak powiedział Jezus - W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie [Mt 7,22-23].

Wreszcie po czwarte, wiara w imię Syna Bożego polega na praktycznym trzymaniu się granic wyznaczonych przez Jego naukę, styl życia i służbę na ziemi. Zarys nauki Chrystusowej został sformułowany przez Jego apostołów w Piśmie Świętym Nowego Testamentu i stanowi fundament wiary chrześcijańskiej. Przyjąwszy zarys tej nauki [Rz 6,17], należy się go bezwzględnie trzymać. Kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga. Kto trwa w niej, ten ma i Ojca, i Syna [2Jn 1,9].

Znowelizowane Prawo Boże zobowiązuje do wiary w imię Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Wyjaśnia wartość tej wiary, ogłasza jej chwalebność ale i zapowiada konsekwencje zlekceważenia przykazań Chrystusowych. Dlatego całym sobą wierzę w imię JEZUS! A ty?

01 listopada, 2022

Jak ma on się uspokoić, skoro...

Żywioł odcinający nam dalszą drogę,
sfotografowany przeze mnie w Izraelu (ilustracja Jr 47,2)
Czterdziesty siódmy rozdział Księgi Jeremiasza, który przypadł mi dzisiaj do rozważenia w moim planie czytania Biblii, traktuje o inwazji Egiptu na kraj Filistynów. Jeszcze zanim do tego doszło w początkowych latach VII wieku przed Chrystusem, ów prorok Pana zobaczył i zapowiedział te tragiczne wydarzenia. Zamyślony nad świętym tekstem pochylam się pokornie przed Bogiem i ze świeżą dozą respektu oddaję Mu dziś chwałę. Całe dzieje świata świadczą bowiem o tym, że Najwyższy, że Jedyny i Prawdziwy Bóg sprawuje swoją władzę nad narodami i robi z nimi to, co uważa za słuszne.

Mając przed sobą obraz najazdu Egiptu na Gazę i inne miasta filistyńskie, prorok Jeremiasz nie miał wątpliwości, że faraon wyruszy na rozkaz Jahwe, bo to PAN wyniszcza Filistynów, kładzie kres resztkom z wyspy Kaftor [Jr 47,4]. Okropności tego, co wkrótce miało nastąpić wywołały w nim wewnętrzny dialog: Biada! Mieczu Pana! Jak długo nie zamierzasz jeszcze spocząć?! Wróć do pochwy! Wstrzymaj się! Daj spokój! Ale jak ma on się uspokoić, skoro PAN śle go z takim rozkazem? To On kieruje go na wybrzeże, On wysyła go na Aszkelon! [Jr 47,6-7].

 Pomijając dzisiaj dociekanie, dlaczego Filistyni znaleźli się na Bożym celowniku, a na pewno PAN miał ku temu powód, przyjmuję dobrym sercem wszystkie Boże rozstrzygnięcia. Biorę pod uwagę otrzeźwiającą prawdę, że Najwyższy ma prawo zrobić ze mną, z każdym człowiekiem, a także z każdym narodem, wszystko, co tylko zechce. Bez znaczenia więc jest moja opinia na temat poszczególnych werdyktów Bożych. Mogę sobie pogadać. Bóg i tak wykona to, co zamierzył, choćby cały świat się temu sprzeciwiał. 

Z punktu widzenia mojego osobistego losu, coraz jaśniej widzę, że - po pierwsze - powinienem codziennie dbać o to, aby nie znaleźć się - nie daj Boże - na Bożym celowniku. Wszystkim nam zapewnia to wiara w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa i posłuszeństwo Słowu Bożemu. Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim [Jn 3,36]. Po drugie zaś w świetle Biblii widzę, że gdy już Bóg rozpocznie w moim życiu wykonywanie jakiegoś sądu, to zostaje mi jedynie szczera pokuta i prośba do Boga o łaskę. On przecież zawsze może zatrzymać działanie narzędzia swojego sądu i ulżyć mi w cierpieniu. Zdecydowanie bezprzedmiotowa natomiast jest walka z tym, co lub kogo, Bóg wysłał w moim kierunku. Choćby udało mi się zaangażować w moją obronę nawet i pół świata, to i tak sytuacja ulegnie zmianie dopiero i tylko wówczas, gdy Najwyższy wyda rozkaz odwołujący dalsze wykonywanie wyroku.

W Twej łasce, Panie, chodzić śmiem na ziemi
Pod twoją łaską dzień po dniu tu żyć
Ty mię prowadzisz w niej drogami Swymi
Po nich mnie uczysz chodzić, wiernym być.

Ta Twoja łaska grzesznym objawiona
Jest skałą twierdzą i oparciem nam
Bo tylko z łaski dusza jest zbawiona
Przez łaskę tylko dojdzie niebios bram. 

(J, Glajcar, Śpiewnik Pielgrzyma Nr 120)

Tytułowe pytanie, postawione niegdyś przez proroka Jeremiasza, wciąż jest na czasie...