10 marca, 2016

Dom Pogodnej Jesieni Życia na Olszynce?

Dom Opieki Hillcrest Home w USA
Dwudniowa wizyta w Centrum Chrześcijańskim NOWE ŻYCIE ośmioosobowej grupy młodych mennonitów z USA pobudza mnie do wyjawienia pomysłu, który od dłuższego już czasu chodzi mi po głowie. Tym mocniej bije mi serce, gdyż nasi goście są wolontariuszami Domu Opieki „Hillcrest Home”, pięknego domu seniora prowadzonego przez społeczność amerykańskich mennonitów, w którym roztaczają opiekę nad setką sędziwych mężczyzn i kobiet.

Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, ale przy każdym spojrzeniu na ruiny zawalonej w 2005 roku stajni  na Olszynce ciśnie mi się do głowy myśl o stworzeniu tutaj - właśnie domu seniora!  Rekonstrukcja długiego na pięćdziesiąt metrów i szerokiego na dziesięć metrów budynku gospodarczego pozwoliłaby urządzić  na parterze około dwadzieścia  pokoi gościnnych. Umożliwiłoby  to pogodną jesień życia dla wielu sędziwych  osób, które skądinąd nie mogą liczyć na żadną pomoc. Pismo Święte zobowiązuje zbór do zaopiekowania się wiekowymi już braćmi i siostrami w Chrystusie:

Otaczaj szacunkiem wdowy, które rzeczywiście są wdowami. Jeżeli zaś która wdowa ma dzieci lub wnuki, to niech się one najpierw nauczą żyć zbożnie z własnym domem i oddawać rodzicom, co im się należy; to bowiem podoba się Bogu. Ale wdowa, która jest nią rzeczywiście i jest całkowicie osamotniona, pokłada nadzieję swą w Bogu i trwa w prośbach i modlitwach w nocy i we dnie; […] Na listę wdów może być wciągnięta niewiasta licząca lat co najmniej sześćdziesiąt i raz tylko zamężna, mająca dobre imię z powodu szlachetnych uczynków: że dzieci wychowała, że gościny udzielała, że świętym nogi umywała, że prześladowanych wspomagała, że wszelkie dobre uczynki gorliwie pełniła [1Tm 5,3-10].

Mam marzenie, by takim kochanym siostrom, które przez wiele lat życia trudziły się dla Pana wspierając pracę Kościoła, stworzyć na stare lata prawdziwe schronisko. Siostry i bracia z powyżej zakreślonym życiorysem mają prawo do tego, by – gdy już nie są w stanie pracować - zbór Boży otoczył  ich miłością i opieką. Miejsce, którym dysponujemy idealnie się do tego nadaje. Rozległa, hektarowa działka z dużą ilością zieleni,  w sąsiednim budynku sala zgromadzeń zboru, wszystko bez żadnych schodów – to jest to!

Trzeba nam modlić się w tej sprawie do naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Moje osobiste marzenia to za mało, by taki pomysł zrealizować.  Nie chciałbym zresztą zabierać się za to, zanim nie będziemy mieć przekonania, że właśnie nam Bóg powierza  zadanie stworzenia domu dla sędziwych braci i sióstr. Proszę więc, rozmawiajmy o tym z naszym Ojcem w niebie. Prośmy Ducha Świętego, aby nami pokierował. Wierzę, że w odpowiednim czasie On nam odpowie i będziemy wiedzieli, jaka jest wola Boża. Z radością oczekuję na Jego znak w tej sprawie.

1 komentarz:

  1. Bracie Marianie, to nie jest marzenie ale wola jaką dostajesz od Boga. Ty masz być jej wykonawcą. Marzyłeś o sali modlitewnej ale to Bóg motywował do działania. Ty jesteś tylko albo aż, narzędziem w ręku Boga. Wiele błogosławieństw życzę

    OdpowiedzUsuń