08 sierpnia, 2016

Manowce nauki o nieutracalności zbawienia

Czytałem wczoraj u jednego z kalwinistów, że jeżeli wierzący człowiek odchodzi do świata, to właściwie są dwie możliwości  wytłumaczenia tego faktu: 1. Jako człowiek naprawdę zbawiony tylko chwilowo jest w stanie upadku. Bóg go zachowa, a on pewnego dnia opamięta się i powróci do społeczności zbawionych. Zbawienia więc nie utracił. 2. Człowiek ten nigdy tak naprawdę daru zbawienia nie otrzymał. Zaangażował się w chrześcijaństwo jedynie na poziomie umysłowym lub intelektualnym. Zbawienia nie utracił, bo nigdy go nie miał. Jednym słowem, jeżeli jakiś chrześcijanin zszedł z drogi Bożej, to albo na nią wróci, albo nigdy na drodze Bożej nie był. W żadnym razie nie może być mowy o utracie zbawienia.

Takie postawienie sprawy - wypływające z poglądu o nieutracalności zbawienia -  ma niby wyjaśniać wszystko i pozwalać wierzącym cieszyć się pewnością zbawienia. Czy naprawdę tak jest? Zechciejmy bliżej przyjrzeć się tej sprawie.

Prawdą jest, że zdarzało się, zdarza i będzie zdarzać się niektórym chrześcijanom, także kaznodziejom i pastorom, upadać duchowo i opuszczać społeczność Kościoła. Wariant pierwszy zakłada, że przytrafiło się to człowiekowi, który naprawdę jest zbawiony i tego zbawienia nie może utracić. Po jakimś więc czasie nurzania się w grzechu, targany wyrzutami sumienia, chrześcijanin ów na pewno ukorzy się przed Bogiem i powróci. Alleluja! Całe niebo się raduje, gdy grzesznik się upamięta. Ale uwaga! Czy jest to jakiś dowód na nieutracalność zbawienia? A skąd pewność, że już więcej mu się coś takiego nie przytrafi? Jak ma on zmierzyć prawdziwość swego żalu za grzechy i szczerość  swoich postanowień, aby mógł być pewny, że należy do grona tych, którzy nie mogą utracić zbawienia? A co z nim, jeżeli po jakimś czasie ponownie odejdzie i nie powróci już na drogę Bożą? Taki przypadek kalwiniści kwitują wyjaśnieniem, że ów człowiek nigdy tak naprawdę nie był zbawiony. Całe jego chrześcijaństwo było fikcją. Nie ma się więc co cieszyć jego pierwszym powrotem, bo jeszcze nie wiadomo, czy upadek nie zdarzy mu się ponownie.

W konsekwencji takiego rozumowania należałoby też uznać, że Pismo Święte w niektórych przypadkach - o zgrozo - rozmija się z prawdą. Tacy ludzie jak np.  Himeneusz i Aleksander nie stali się rozbitkami w wierze [1Tm 1,19-20]. Gdyby bowiem naprawdę mieli wiarę, to nie mogliby jej odrzucić. Ananiasz i Safira nie mogli być chrześcijańskim małżeństwem. Biblia myli się przypisując ich do grona pierwszych chrześcijan [Dz 4,34-5,11]. A jednak Himeneusz i Aleksander musieli wcześniej wierzyć, skoro jest napisane, że stali się rozbitkami w wierze. Nie nazywa się rozbitkiem kogoś, kto wcale nie płynął. Ananiasz i Safira z pewnością byli chrześcijanami. Zabrakło im jednak duchowej czujności i szatan omotał ich serce. Czy teraz należą do grona zbawionych w niebie?

Nauka o predestynacji to duchowe manowce! Pomyślmy, jakie znaczenie mają – w świetle tej nauki - nasze bieżące wyznania, decyzje, postanowienia i śluby składane Bogu? Przecież będziemy zachowani w zbawczej wierze i bez tego, albo jutrzejszy upadek tylko potwierdzi kalwinistom, że nigdy nie byliśmy zbawieni.  Po cóż innych ewangelizować lub napominać? Przecież kto jest przeznaczony do zbawienia, to i tak będzie zbawiony. Kto zaś - pomimo tego, że należy do zboru – zbawienia nie przyjął, tego nie ma sensu napominać i go poprawiać, bo co byśmy nie zrobili, to i tak któregoś dnia odejdzie on w świat. Mało tego, jeżeli zbawienie nie zależy od aktualnej wiary i stanu naszego serca przed Bogiem, to jak mamy ustalić, czy jesteśmy zbawieni? Nauka o predestynacji – to są duchowe manowce!

Wszystko w kwestii naszego zbawienia staje się jasne, gdy spojrzymy na nie z ewangeliczną prostotą. Biblia mówi, że Syn Boży przyszedł na świat, aby zbawić ludzi  z ich grzechów, usprawiedliwić i pojednać z Bogiem. Następuje to przez osobistą wiarę człowieka. Gdy uwierzymy w Jezusa Chrystusa otrzymujemy dar życia wiecznego. Zostajemy przez wiarę umieszczeni w Chrystusie i rozpoczyna się w nas proces zbawienia trwający przez całe doczesne życie, a polegający na upodabnianiu się do Chrystusa. Pan ze Swej strony zapewnia, że chce aby wszyscy ludzie byli zbawieni. Napełnia wierzących Duchem Świętym, który jest rękojmią naszego zbawienia. Kto trwa w Chrystusie, ten jest zbawiony. Kto porzuca drogę wiary i powraca do świata, ten naraża się na gniew i sąd Boży. Bóg - chociaż jest miłością - może nie okazać łaski temu, kto ją zlekceważył i przestał o nią zabiegać.

Zasada jest prosta: Sprawiedliwość nie uratuje sprawiedliwego, gdy popełnia występek, a bezbożność nie doprowadzi bezbożnego do upadku, gdy się odwróci od swojej bezbożności. Lecz i sprawiedliwy nie może żyć, gdy grzeszy. Gdy mówię do sprawiedliwego: Na pewno będziesz żył, a on, polegając na swojej sprawiedliwości, popełni występek, wtedy nie będzie się pamiętało wszystkich jego sprawiedliwych uczynków, lecz umrze z powodu występku, który popełnił. Lecz gdy mówię do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a on odwróci się od swojego grzechu, będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, będzie oddawał zastaw, zwracał to, co zagrabił, postępował zgodnie z zasadami życia, nie popełniając występku, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie się pamiętało żadnych jego grzechów, które popełnił; będzie wypełniał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył [Ez 33,12-16].

Jeżeli grzeszący chrześcijanin czym prędzej się opamięta i ukorzy się przed Bogiem, dostąpi odpuszczenia grzechów, a jego duchowe życie zostanie odnowione. Jeżeli natomiast umrze w stanie duchowego odstępstwa od wiary, czeka go surowy sąd Boży. Pamiętajmy, że kres doczesnego życia może też nastąpić poprzez zapowiedziane Słowem Bożym nagłe, powtórne przyjście Chrystusa Pana. Przeto, umiłowani, oczekując tego starajcie się, abyście znalezieni zostali przed nim bez skazy i bez nagany, w pokoju [2Pt 3,14]. Ciesząc się darem wiecznego zbawienia powinniśmy doceniać okazaną nam łaskę Bożą i stale mieć się na baczności, bo jakże ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? [Hbr 2,3].

Czyż droga zbawienia nie jest prosta? Jest na tyle prosta, że nawet głupi na niej nie zbłądzi. Unikajmy duchowych manowców, ażeby, jak wąż chytrością swoją zwiódł Ewę, tak i myśli wasze nie zostały skażone i nie odwróciły się od szczerego oddania się Chrystusowi [2Ko 11,3].

12 komentarzy:

  1. O niutracalności i związanej z nią zarozumiałości duchowej oraz fałszywym poczuciu bezpieczeństwa czytamy w Księdze Ezechiela. Hebrajczycy czynili obrzydliwości, oddalili się od Boga i myśleli, że Jerozolima i Świątynia są nieutracalne. Dzisiaj w wielu, wielu przypadkach jest podobnie... Wiem co piszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. podstawowy błąd, który popełnia autor artykułu oraz inni utracjoniści to utożsamienie nauki o wytrwaniu ( tudzież nieutracalności) z naukami Kalwina czy też kalwinizmem. Nie znam nauczania Kalwina, chociaż pewnie warto by się zapoznać, znam natomiast nauczanie Pana Jezusa i Apostołów i na tym zbudowane jest moje przekonanie, że Bóg ma moc zachować mnie w wierze i nikt nie wyrwie mnie z Jego rąk. To dopiero proste i ewangeliczne zrozumienie mojego statusu Bożego dziecka. Dziecka adoptowanego a nie jedynie przysposobionego na jakiś czas i na jakichś warunkach. Nowa natura, ktora się nie odstanie i nie stanie się na powrót starą naturą, bo stara umarła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ma moc zachować cię w wierze ale nie wbrew twojej woli. Co jesli pozwolisz się zwieść? Czy zwiedziony chrześcijanin ciągle jest zbawiony? A jeśli tak to po co Jezus tak nas przestrzega przed zwiedzeniem?

      Usuń
  3. Dz. 13,48 - w tłumaczeniu BW werset ten wydaje się być typowo kalwinistyczny (lub jak kto woli nieutracjonistyczny, lub spiceeMowy), natomiast w przekładzie EIB czytamy: “Słysząc to, poganie cieszyli się i wyrażali z uznaniem o Słowie Pana, a ci wszyscy, którzy byli przygotowani na przyjęcie życia wiecznego, uwierzyli.” Ludzie ci należeli do tych, którzy przygotowują się, poszukują – czynność człowieka, a nie wybranie Boga, choć wybranie przez Boga przed stworzeniem świata jest niezwykłe i na pewno Biblijne. On wie, i zna tych którzy są Jego. Ze strony Stwórcy wszystko jest oczywiste. Jego wiedza jest pełna, On wie kto Go wybierze, a kto nie, co nie znaczy, że ma zamiar lub taki pomysł, żeby zbawić tylko tych lub tamtych. Człowiek musi podjąć decyzję, musi uwierzyć. A kim jest człowiek? Gliną, która DZISIAJ ma pewność obróbki i pewność zbawienia z Jego łaski. Chrystus zmarł również za moje przyszłe grzechy, bo inaczej jego ofiara nie miałaby sensu, ale glina może się wyrwać spod obróbki, wypaść z łaski, umiłować świat doczesny lub chwałę ludzką, może też być wymazana z księgi życia. Cała Biblia jest pełna ostrzeżeń. Postawa kalwinistów zahacza o pychę – tym więcej im bardziej tą koncepcję chcą ogłaszać komukolwiek innemu niż sobie. Kalwinisto, czy gdy zmagasz się z grzechem, nie przychodzi ci do głowy, że może nigdy nie byłeś nawrócony? A może zjadasz własny ogon?
    Oczywiście jest i druga skrajność: życie w nadziei, że Bóg mnie może zbawi – tego nikt nie wie, tylko On, więc żyję nadzieją, staram się jak mogę i być może załapię się na czyściec. Osobiście wybieram złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi Piotrze, z tego co piszesz widzę, że nie rozumiesz kalwinizmu, albo miałeś do czynienia z jakąś wypaczoną wersją. Znaczenie Dz 13:48 determinuje nie takie czy inne tłumaczenie zdradzające preferencje teologiczne ale oryginalny grecki tekst, który posłużył się słowem tasso (inne miejsca, gdzie jest ono użyte rzucają światło na jego znaczenie: Mt 28:16; Dz 22:10; Dz 28:23; czy Rz 13:1).
      Kto wybierze Boga bez Jego odradzającej interwencji w zniewolonym grzechem ludzkim sercu? Przeczytać o tym możemy w Rz 3:10-12.
      Pozdrawiam - Stanisław Sylwestrowicz

      Usuń
    2. Stanisławie, nie śmiem polemizować z Tobą w kwestii gramatyki greki. Czy rozumiem kalwinizm? Nie wiem, bo wielu kalwinistów przeczy sobie. Niektórzy kalwiniści nazywają innymi słowami to samo w co wierzę, więc albo sam jestem kalwinistą, albo oni nie są, a spór po prostu wynika z nieporozumienia. Niebezpiecznie jest natomiast, gdy kalwiniści traktują kalwinizm jak niektórzy adwentyści sobotę: nie czcisz soboty - nie jesteś zbawiony. W każdym razie chciałbym zapytać czy mógłbyś ustosunkować się do artykułu pt Kalwinizm - Emanuel Mentsz.

      Usuń
    3. Który kalwinista twierdzi, że wiara w utracalność świadczy o tym, ze człowiek nie jest zbawiony? Nieuczciwe jest wkładać nieprawdziwe treści w usta przeciwników dyskusji. Nawet jeśli ktoś nazywa to herezją, nie twierdzi przecież, że powoduje to utratę zbawienia, hehe (śmiem twierdzić, że może być odwrotnie).

      Zgadzam się, że przekład Biblii zawsze wypływa z przekonań teologicznych tłumacza. Nie może być więc żadnym argumentem w zestawieniu z greką.

      "Kalwiniści", jak i wszyscy chrześcijanie powinni badać swoje zbawienie, testować. Szukać owocu, sprawdzać czy Duch Święty potwierdza ich synostwo, ponad wszystko jednak weryfikować ze Słowem znaki nowego narodzenia. Jeśli takie nie występują, trzeba się narodzić na nowo.

      Piotrze ;) twierdzisz, że pychą jest twierdzenie, że zostaliśmy przez Boga wybrani, a katolik powie, że pychą jest twierdzić że mam dziś pewność zbawienia. Pewność zbawienia, jak i wiara w nieutracalność są oparte na zaufanie Bogu, poleganie na Jego łasce. Odwróciłabym argument- pychą może być raczej twierdzić, że MY jesteśmy w stanie utrzymać nasze zbawienie. Gdyby to zależało od nas, pewnie wielu by odpadło (radykalny kalwinista powie, że wszyscy).

      Złotym środkiem nie jest wybór miedzy dwoma skrajnościami, bo prawda nie zawsze leży po środku. Czasem prawda jest po jednej stronie na samym brzegu, a czasem w ogóle w jakimś trzecim kierunku ;)

      Jeśli powiesz, że używamy różnych słów na określenie tego samego, mogę się zgodzić. Ale… jeśli mówię że 2+2=4, a Ty, ze 2+2=5, mając na myśli że 5 to 4, to czy nie lepiej byśmy używali tych samych definicji, tego samego języka? Jeśli mówiąc, że "Bóg wybrał" masz na myśli "Bóg wiedział, kto Go wybierze" albo implikujesz, że Słowo Boże ma to na myśli, to czy nie rozsądniej byłoby ustalić jedną wersję? Jeśli "starać się, by nie utracić zbawienia" znaczy dokładnie to samo co "sprawdzać czy kiedykolwiek się nawróciłem, a jeśli nie, to czym prędzej się nawrócić" to również dobrze byłoby posługiwać się jednorodnym językiem. Moim zdaniem jednak to nie jest to samo. Moze zewnętrznie wyglądać podobnie (w skutkach, w działaniu), ale nie ma tożsamości teologicznej (a to ma wpływ na naszą postawę, motywację, całość wiary). To tak jak różnica między: "wiedziałam, że pociąg przyjedzie o 15 więc o tej porze przyszłam" a "zamówiłam pociąg na godzinę 15, więc wtedy przyjechał". Albo "myśleć, że przekroczyło się granicę Polski, podczas gdy cały czas jest się w Rosji" a "być w Polsce i stale się upewniać, czy terytorium nie stało się nagle przynależne do Rosji".

      Mam nadzieję, że da się dotrzeć do sedna moich myśli tu zawartych. Pozdrawiam z Poznania :)

      Usuń
  4. II Piotra 1:10 - "Dlatego, bracia, tym bardziej dołóżcie starań, aby swoje powołanie i wybranie umocnić; czyniąc to bowiem, nigdy się nie potkniecie"

    Czy Piotr głosi "uczynkowość"? Ja mam coś czynić, żeby swoje powołanie i wybranie umocnić? Bynajmniej - Piotr mówi o łasce, której nie możemy przyjmować nadaremno. Polecam przeczytać cały pierwszy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy przez kalwinizm, mam rozumieć, że Bóg dokonuje selekcji w stylu "co 3 zbawiony, reszta do piekła?"

    Niech mi ktoś odpowie jak przez "łaskę" można rozumieć:
    Stworzenie ludzi z grzeszną naturą.
    Mówienie że ludzie nie zasługują na niebo bo mają grzeszną naturę
    Wybranie niektórych z tych ludzi do zbawienia a cała reszta do piekła.
    Powiedz tym ludziom, którzy nie zostaną wybrani, że to jest "łaską". Spójrz im prosto w oczy i powiedz, że łaskawy Bóg pośle ich do piekła, ponieważ stworzył Go godnym piekła.
    W takim razie jedzmy, pijmy, bo jutro pomrzemy a i tak nie ma to wszystko znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Inicjatywa brata Mariana jest bardzo potrzebnym głosem w toczącej się obecnie w Polsce debacie i odpowiedź na nagonkę na tych „niechrześcijan”, „utracjonistów” którzy w „w wielkiej swojej pysze”, swoim nauczaniem „straszą innych” i „wracają do Rzymu”. Pan Jezus powiedział wyraźnie, w dwóch miejscach; kto wytrwa będzie zbawiony. Następnie w Słowie Bożym jest napisane, że Pan Bóg chce aby wszyscy byli zbawieni. Oczywiście, że predestynacja i ten spór o (nie)utracalność wywodzi się od Kalwina. Kalwin stwierdził, że postępowanie Pana nie jest słuszne i stworzył doktrynę o predestynacji. Potem były ostre podziały w kościele poreformacyjnym. Następnie spór nieco wygasł. Teraz ten uśpiony wulkan wybucha. Padają mocne słowa. Tylko po co?

    Nauka o predestynacji prowadzi do absurdów. Po co biec, gdy już jest się zwycięzcą, po co walczyć gdy już się jest bohaterem, po co siać, jak już zbiory są zebrane. Po co być Bogu posłusznym, skoro tak czy tak jesteśmy predestynowani do posłuszeństwa. Nauka o nieutracalności zbawienia prowadzi do pychy, duchowego zarozumialstwa, bylejakości, letniości, zeświecczenia i wielu odstępstw np. nauka o hiper łasce, czy wyganianie demonów z wierzacych. Dla wielu tworzy parasol fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Zastanawiam się czy nauka o nieutracalności zbawienia jest tylko opinią i poglądem teologicznym czy szkodliwą herezją. Coraz częściej myślę, że jest to jednak herezja....

    Dalej nauka o nieutracalności przerzuca odpowiedzialność za decyzje człowieka na Boga. To Bóg jest winien za to jaki ja jestem i co robię. Bo mnie nie wybrał..., a nawet przeznaczył do tego abym był taki jaki jestem i robił to co robię. I nic już tego nie zmieni, ani głoszenie słowa, ani zachęty, ani modlitwy... Nawet jak się zbliżam, jestem w zborze, a jestem predestynowany do potępienia to i tak zbawiony nie będę. Kalwiniści poszli za daleko dając człowiekowi możliwość wiecznego osądu innych. Był w zborze, ale nie został, odszedł do świata, więc nie został nigdy zbawiony. To nie on jest niczemu winien, nic biedak nie mógł zrobić bo nie był predestynowany do zbawienia.

    Kalwiniści wkładają nam w usta twierdzenia których nigdy nie wypowiedzieliśmy, np.. że my uważamy, że Pan, co prawda rozpoczął w nas dobre dzieło, ale my musimy to dzieło dokończyć." To jest nieuprawniona nadinterpretacja, żeby nie powiedzieć jawna manipulacja.

    I na koniec taka myśl; czytając Nowy Testament odnoszę wrażenie, że problem (nie)utracalności zbawienia nie istnieje, a prawda leży gdzieś w połowie tych dwóch koncepcji teologicznych. Problem pojawił się prawdopodobnie na linii Kalwin - Arminiusz, a teraz ten uśpiony historyczny wulkan budzi się i wybucha. Tylko po co ? Żeby odwrócić uwagę od innych bardziej istotnych problemów w kościele ? Żeby poróżnić braci ?

    OdpowiedzUsuń
  7. I poszedł Mojżesz do Pana, i powiedział: Oto niestety lud ten dopuścił się wielkiego grzechu, gdyż uczynił sobie boga ze złota. Przebacz jednak im ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mię natychmiast z Twej księgi, którą napisałeś. Pan powiedział do Mojżesza: Tylko tego, który zgrzeszył przeciw Mnie, wymażę z mojej księgi.Ks, Wyjścia 31/32-33

    OdpowiedzUsuń
  8. 8:35 Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? 36 Jak to jest napisane:
    Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień,
    uważają nas za owce przeznaczone na rzeź14.
    37 Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. 38 I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, 39 ani co wysokie14, ani co głębokie15, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym

    OdpowiedzUsuń