17 października, 2020

Wypełniony wdzięcznością

Dzięki praktykowaniu Zborowego Dnia Dziękczynienia każdy Październik od lat zaczynam od rozmyślania, za co tym razem chciałbym szczególnie podziękować Bogu. Gdy tylko zagłębię się trochę w rozmyślaniach o moim życiu, od razu ogarnia mnie fala wdzięczności. O czymkolwiek bym nie pomyślał, we wszystkim dostrzegam łaskę Boga i dobroć ludzi. 

Jestem wdzięczny za moje dzieciństwo. Urodzony i wychowany w wiosce, której nie było nawet na mapie, o każdej porze roku na całego obcowałem z przyrodą. Od dziecka wiem jak pachną nie tylko kwiaty. Wiem, jak różnie pachnie ziemia, kora drzew, sierść zwierząt, zboże w poszczególnych fazach cyklu swej wegetacji. Jestem wdzięczny Bogu i moim rodzicom za te pierwsze kilkanaście lat mojego życia; że w siódemkę wszyscy żyliśmy w jednej izbie, że nie było elektryczności, łazienki, ani nawet ubikacji w mieszkaniu. Z roku na rok coraz bardziej doceniam ten wstępny okres mojego życia. Zahartował mnie. Wśród najróżniejszych smaków dane mi było też poznać smak potu, łez i krwi. Każdego roku tam zajeżdżam. Chodzę po niezamieszkałych już dziś moich dawnych rewirach i się wzruszam, dziękując Bogu za przeżyte tam dni.

Tam, na obrzeżach niewielkiej wsi Piaski leżącej w granicach dzisiejszej gminy Wola Uhruska, tam do naszej rodziny dotarła Ewangelia. Przyniosła ją moja mama, która w desperackim poszukiwaniu lepszego losu dla swoich dzieci trafiła do domu ludzi ewangelicznie wierzących. Nigdy nie zapomnę tamtej chwili, gdy późnym wieczorem rozradowana twarz naszej Mamy rozświetliła mrok izby, w której siedzieliśmy zaniepokojeni jej przedłużającą się nieobecnością. Tam, w Piaskach i w społeczności wierzących ze zboru w Hniszowie, w wieku dwunastu lat poznałem Pana Jezusa. Od tamtego dnia wszystko nabrało nowego znaczenia. Syn Boży, Jezus Chrystus stał się Panem mojego życia. Dowiedziałem się, że mój los jest w Jego rękach. Z radością świadomie poddałem się Jego prowadzeniu. Jakże Mu więc nie dziękować za tamte lata?

W wieku piętnastu lat przyjechałem do Gdańska. Byliśmy życiowo przygotowani do każdych warunków. Zaczęło się od nielegalnie zajętego mieszkania w przeznaczonym do rozbiórki budynku na Zielonym Trójkącie. Nie było podłogi, łazienki, ubikacji ale był prąd i zimna woda w kranie. Co najważniejsze, wkrótce odnaleźliśmy też zbór zielonoświątkowy i nawiązaliśmy społeczność z braćmi i siostrami w Chrystusie. Jakże jestem wdzięczny Bogu za kolejne lata pełne nowych zapachów, smaków i widoków. Zrodziła się we mnie decyzja całkowitego poświęcenia mojego życia służbie Bogu. Nowe miejsca i lata szczelnie zostały znowu wypełnione dobrocią i łaską Bożą. 

Nie czas pisać tu o wszystkim, ale dziś już całkowicie jestem wypełniony wdzięcznością. O czymkolwiek nie pomyślę, to zaczynam dziękować. Wezwanie apostolskie "a bądźcie wdzięczni" [Kol 3,15] dosłownie weszło mi w krew. Dzięki łasce Bożej jestem, kim jestem. Służę, gdzie służę. Myślę, jak myślę. Mam, co mam. Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was [1Ts 5,18]. 

W refrenie piosenki pt. "Wdzięczność" niejaki Igor Herbut śpiewa:
Nie czekaj z wdzięcznością na nic wielkiego
Bądź wdzięczny, a wszystko stanie się wielkie
Gdy przestałem czekać na coś ważnego
To nagle wszystko stało się ważne... 

Od lat to praktykuję. Tobie też tak doradzam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza